<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zlewki &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zlewki/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zlewki"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 22:12:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Kości zostały rzucone]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=163</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 07:39:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=163</guid>
<description><![CDATA[
Czasy mamy tak bezwstydnie rozpasane, że kiedy się spędza weekend we dwoje nigdy nie wiadomo, co]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="margin:0;"><span style="font-size:medium;font-family:Times New Roman;"><a href="Brak"></a><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/04/pies12.jpg"></a>Czasy mamy tak bezwstydnie rozpasane, że kiedy się spędza weekend we dwoje nigdy nie wiadomo, co nam po<br />
nim zostanie. Najczęściej są to wspomnienia i to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Nie ma jak soczyste poweekendowe wspominki przy kominku w towarzystwie zasłuchanych do nieprzytomności kapci i pieniącego się z zazdrości kufla piwa. Czasami jednak pozostaje coś więcej. Pół biedy (bez względu na płeć), jeżeli pamiątka wiosennej eskapady wymaga jedynie konsultacji medycznej, ale jeżeli...<br />
Zaczyna się od tego, że delikatna i wypielęgnowana kobieca dłoń ląduje na twardej męskiej, pod skórą, której w żyłach płynie testosteron nieobojętny na kruchość i ślozy wszelakie. Potem słyszysz głośne, a pełne przejęcia: „Och”. Wreszcie oczy kobiety robią się wilgne, wzruszone, pełne nieokiełznanej, matczynej nieprzytomności i już jest po wszystkim. Ona już zrobiła wszystko żeby facet stanął na wysokości zadania, a nieszczęśnik wpadł. No i wpadłem.<br />
Ta historia skończy się remontem. Czuję to w kościach, a tych, w moim nowym, lepszym życiu nie zabraknie. Tylko jak ja mu dam na imię? Może jakieś pomysły?</span></div>
<p><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:small;font-family:Times New Roman;"><img class="aligncenter size-medium wp-image-160" src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/04/pies1.jpg?w=225" alt="" width="225" height="300" /></p>
<p> </p>
<p></span></span></p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Odgrzewane w mikrofali]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=157</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 17:01:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=157</guid>
<description><![CDATA[Mocuję się z pewnym tematem już od jakiegoś czasu. Spędza mi on sen z powiek i słowa inne wyp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mocuję się z pewnym tematem już od jakiegoś czasu. Spędza mi on sen z powiek i słowa inne wypędza z głowy. Co po pióro sięgnę to nabzdycza się we mnie, że krew się gotuje i ciska "kurami" na prawo i lewo. Żeby jednak zachować ciągłość (coś dziać się musi), włączyłem mikrofalę i odgrzewam to danie. Chociaż ono nie jest pierwszej młodości, to mam nadzieję wybaczycie mi i uśmiechniecie się  mimo wszystko.</p>
<p>__________________________________________________________________________________________________<br />
 <br />
Głupich nie sieją.<br />
Siedzę sobie opromieniany rytmicznymi rozbłyskami stroboskopowego światła i tak sobie myślę, czy to aby nie o mnie te słowa? Chciałbym w to wątpić, no chciałbym kurcze bardzo, ale jakieś ziarenko albo orzeszek, na barowym stołku zawieruszony uwiera mnie w dupsko, jak wyrzut sumienia.<br />
Zachciało mi się empirycznie  poprzeć teorię, jakoby młodzież była wspaniała, niegroźna i przyjaźnie nastawiona do tych, co jej brzemię, przynajmniej fizycznie, już z barków zrzucili. Natężając, więc szare komórki (szare to są u normalnych ludzi, co je do pracy zaprzęgają, u mnie w bieli nieskalanej się pławią), jąłem szukać odpowiedniej metody.<br />
Pierwszą - spacer w sobotnią noc, odrzuciłem posiadając resztki instynktu samozachowawczego.<br />
Drugą – posiłek w studenckiej stołówce, skreśliłem z dwóch powodów. Po pierwsze: nie wiem czy takie jeszcze są. Po drugie: jeżeli są, młodzież chciałem wysondować, nie wytrzymałość własnego żołądka.<br />
Gdzie zatem młodzież chodzi? Gdzie można ją spotkać w obfitości i w naturalnym dla niej środowisku?<br />
Za moich czasów masowo chodziło się na dyskoteki. Słusznie mniemając, iż niewiele w kwestii młodzieżowej kultury może się zmienić, odnalazłem kilka w moim mieście. Wybrałem oczywiście największą, żeby ogląd na tę wspaniałość mieć jak najszerszy. Odziawszy się, znów mniemając, w ciuch młodzieżowy ruszyłem w miasto.<br />
Auto przezornie zaparkowałem w pewnej odległości od miejsca doświadczeń empirycznych i <em>przetuptawszy</em> dziarskim krokiem kilkadziesiąt metrów stanąłem przed pierwszym problemem, bynajmniej nie akademickim.<br />
Najpierw to ja muszę się jakoś przedrzeć przez zwartą grupę nasto- i dwudziestolatków szturmujących wejście. Na szczęście barczysty jegomość z karkiem grubości mojego uda, pilnujący, by walka przy drzwiach przebiegała w sposób zgodny z zasadmi fair play, bezbłędnie wyłowił czerwone odblaski neonów na moich zakolach i zachęcająco jął machać na mnie ręką. Małoletni rozstąpili się jak Morze Czerwone a ja przez moment poczułem się jak Jack Nicholson paradujący po czerwonym dywanie.<br />
- Stówka – uśmiechnął się „kark”, przemawiając do mnie ludzkim głosem i wyciągając rękę.<br />
„Droga jest droga empiryzmu, a chwila nie trwa wiecznie” - pomyślałem wręczając banknot, dając się jednocześnie ostemplować niewidocznym stemplem przed przekroczeniem progu świątyni bitów.<br />
Trasę do barowego blatu pamiętam mgliście ogłuszony, tuż za drzwiami, miarowym dudnieniem i kakofonią świateł.<br />
Świat nabrał niejakiego sensu po pierwszym drinku wciśniętym mi w dłoń przez życzliwego barmana. Nie wiem, dlaczego uśmiechał się z politowaniem. A może to była troska?<br />
Pokrzepiony nieco zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu przyjacielskich gestów, jakimi ta młodzież wspaniała miałaby mnie raczyć. Póki, co jedynie raczyłem się jej wspaniałością. Ta wspaniałość i kilka drinków doprowadziła mnie do wniosku, że ni jak nie da się oddzielić dojrzałego mężczyzny od samego mężczyzny, a wspaniałość jest wprost proporcjonalna do niedojrzałości zachowania. Niestety wniosek przyszedł, kiedy ja ze stołka zszedłem, dając się porwać transowemu rytmowi, więc mnie nie spotkał. Nie żeby taniec był zły, uwielbiam tańczyć, w parach szczególnie. Niestety moda poszła nieco do przodu, a ja nie poszedłem za nią, zatrzymując się gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.<br />
Po kilku nieudanych próbach integracyjnych postanowiłem wrócić na barowy stołek. Droga nie była prosta, jakby sie zdawać mogło, skręcała do toalety... Były dwie, jedna bez kółka, druga trójkącika. Przy czym: ta bez trójkącika nie miała też kółka, a ta bez kółka nie miała trójkącika (tak nadmieniam żeby to było jasne). <br />
"Może ta dzisiejsza młodzież posiada talenta nieznane mojemu pokoleniu i takie drobiazgi nie są jej potrzebne?" Pomyślałem i zgodnie z własnymi przekonaniami otworzyłem te po prawej. Przy umywalce stały dwie panny z cudnej urody pępkami, więc wycofałem się szybko kierując się do drzwi po lewej. Na pewniaka pchnąłem je, jak John Wayne, te od saloon’u i wkroczyłem w świat… koedukacji. Całe szczęście, że oglądałem Ally McBill. Zamykając się w kabinie, słysząc za cienkim plastikiem dziewczęce chichoty i chłopięce rozbawione pomruki, poczułem się ciut nie na miejscu. Szybko opuściłem krainę, gdzie król już nie jest nigdy sam i przedarłem się zakosami do baru. Tu, wspomniane na początku, ziarenko vel orzeszek zaczęło mnie uwierać. Dotarło do mnie, że już życzliwości doświadczyłem. Nikt mnie, póki co, nie wyśmiał, od wujków, dziadków nie wyzwał. Wypiła nawet ze mną młodość zdrowie „troszkę starszej młodzieży”, co już samo w sobie stanowi pewien dowód na to, że nowe pokolenie jest przyjaźnie nastawione do świata. Mój eksperyment zaś zaczyna wkraczać na niebezpieczny grunt, wraz z uśmiechem i wilgnym wzrokiem, chyba dwudziestolatki, dwa stołki dalej. Zachowując resztki dojrzałej godności i rozsądku (jak bym go miał), pytając o drogę, dotarłem do wyjścia. Muszę uczciwie przyznać, że nie rzucił mi się w oczy, tak chętnie pokazywany przez filmowych twórców, obrazek z lekko przyprószonymi bielą nosami, ani połykanymi w pośpiechu pigułami, nieznanego pochodzenia.<br />
Po samochód przyjechałem nazajutrz. Niedziela była piękna, słoneczna. Pospacerowałem trochę powolnym i dojrzale statecznym krokiem. Przechodząc zaś koło ulubionej kawiarni wstąpiłem na małą czarną i sernik na ciepło z zamiarem bliższego przyjrzenia się własnemu pokoleniu…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywoty nieodgadnione - Glista]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=156</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 13:07:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=156</guid>
<description><![CDATA[Glista się gliśdzi, nago zwłaszcza
Czyżby czuła wstręt do płaszcza
A może, niecnota, nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Glista się gliśdzi, nago zwłaszcza<br />
Czyżby czuła wstręt do płaszcza<br />
A może, niecnota, nie lubi ogólnie odzienia<br />
I z tego powodu zeszła do podziemia?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tradycyjnie]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=148</link>
<pubDate>Fri, 21 Mar 2008 09:16:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=148</guid>
<description><![CDATA[                                  
        Życzę Wam i sob]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>                                  <a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/wielkanoc-1.jpg" title="Pisklę"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/wielkanoc-1.jpg" alt="Pisklę" /></a></p>
<p>      <strong> <em> Życzę Wam i sobie żeby nam nigdy nie było do siebie za daleko.</em></strong></p>
<p><em></em><em><em>Dziękuję za świąteczne wdzianko Haniu:)</em></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Obciach]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=146</link>
<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 12:38:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=146</guid>
<description><![CDATA[Poniższy tekst nie jest wolny od wulgaryzmów. Postać w nim występująca nie istnieje naprawdę i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Poniższy tekst nie jest wolny od wulgaryzmów. Postać w nim występująca nie istnieje naprawdę i jest szkaradnym przerysowaniem "nieinternauty". Wszystkie popełnione błędy są zamierzone.<br />
Jeżeli ktoś poczuje się urażony jest sam sobie winien. Jeszcze możesz zrezygnowac z lektury.<br />
Na marginesie, sam głośno słucham muzyki w aucie. Jestem też przekonany, że "obciach" to pojęcie wymyślone przez snobów, by mieć czym zasłonić własną głupotę, lub manię wielkości. <br />
Nie przepadam jednak za Dodą, ale to moja sprawa i mojego gustu muzycznego.<br />
Jeżeli podoba ci się Doda nie wstydź się, masz do tego takie samo prawo, jak ja wręcz przeciwnie (tylko pozornie to zdanie jest pozbawione sensu). </p>
<p><font size="2"><font size="2"><font size="3">_________________________</font></font></font></p>
<p>Pomykam sobie mojom brykom i gibie czaszko. Doda w dolby pro lodzik śpiewa. No pięknie, kurna, poezja po prostu. Ludziki sie patrzom, bo pałer mam taki, że oni na chacie muszom pralkę zapodać żeby takie giga wyciągnąć.<br />
Przy tej poezji oddaje sie myślom, gupi nie jestem. Kurna, to obciach nie mieć bryki i dygać akwariami z przystanku. Teraz za byle kase puszke sie kupi. Chociaż, taki blaszak przeżarty, to też obciach jak sto chujów... Niech się patrzom, niech zazdroszczo. Pewnie jakieś profesory gołodupce, co im sie Kaczucha nasza kochana w telewizji nie podobała. Ja tam jestem za. A co, nie podoba sie? Polska, kurna, dla Polaków, a Europa dla gejów, tfu, i tych, internautów jeszcze. A najgorsze to so te pedały z Kanady. Ta Kanada to pewnie gdzieś koło, Belgii, albo Holandii. Ten jeden pedał to sie obraził, że go w telewizorze pokazali, a ja tam torerancyjny jestem. Obciach nie być, ale swojego nie dam ruszyć, a internet wypierdoliłem. Wole kurturarnie, jak człowiek, przed telewizorem se piwko chlapnąć. Przecież nie zagłosuje przez telewizor. Może Trwam zapodam jak wróce na chate. Kaczuchy, mordy moje ukochane, tam występujo, to mogę popatrzeć, żaden obciach i jest  no, jak to sie… O, misyjna, ta telewizja jest. W końcu jestem katolik czy nie? Święta idą to pornosa zostawię na po świętach. No ależ daje ta Doda… Ona głupia nie jest i jak potrafi inteligentnie doiwanić tym mondralom co sobie obciach robią na łyżwach. Powinni jo dać w tych, Tańczących z Gwaizdami, zaraz wszystkich by poustawiała che, che i przyjemnie popatrzeć, jak oddycha… Kurna, rozmarzyłem się, bo z mojo staro to obciach wyjść na miasto... A jak jej lody przyniosłem żeby się nauczyła je jeść, z tej reklamy, co Boska występuje, to zaczęła jazgotać, że mi palma odbija. Przecież to nasze, polskie lody i jest się od kogo, kurna, uczyć! Kurna! To obciach jest nie chcieć się uczyć. Nie żeby w szkole, bo tego ministra dobrego już nie ma. Szkoda, on by rozpierdzielił raz dwa to całe nauczycielstwo, chodziliby jak w zegarku i nikt by nie dygnął na żadne orendzie, tak by byli wyuczone. Ogólnie w mordę, to ta nasza ojczyzna ukochana coraz bardziej sie robi obciachowa, a jak ten cały Tusek zostanie prezydentem to wypierdalam stąd, tylko gdzie? Kiedyś do RPA chciałem, ale teraz to sie tam popsuło.<br />
W morde, no nie ma gdzie, kurna, wyjechać… Może u nas bedzie jeszcze normalnie, jak stanie to, co opadło, no jak mu tam...? Oparcie społeczne? No więcej przecież jest <em>Nas</em> niż tych riberarnych oszołomów, no nie?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywoty nieodgadnione - Wij]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=141</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 08:56:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=141</guid>
<description><![CDATA[WIJ

Wiją się wije na dnie wanny
Nie umyje się chłop, ani panny
Jeno kaczki nic złego w tym nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font size="2"><em><strong><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima3.jpg" title="Marcowe figle 2"></a>WIJ<br />
</strong></em><br />
Wiją się wije na dnie wanny<br />
Nie umyje się chłop, ani panny<br />
Jeno kaczki nic złego w tym nie widzą<br />
One śliskiego po prostu się nie brzydzą.</p>
<p>__________________________________________</font></p>
<p><font size="2"></font></p>
<p><font size="2"></font><font size="2"></p>
<p></font><font size="2"><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima4.jpg" title="Marcowe figle"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima4.jpg" alt="Marcowe figle" /></a></font><font size="2"> </font><font size="2"><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima3.jpg" title="Marcowe figle 2"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima3.jpg" alt="Marcowe figle 2" /></a></p>
<p><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima1.jpg" title="Marcowe figle 4"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima1.jpg" alt="Marcowe figle 4" /></a></p>
<p><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima2.jpg" title="Marcowe figle 3"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima2.jpg" alt="Marcowe figle 3" /></a><br />
<a href="http://smutas.wordpress.com/files/2008/03/zima4.jpg" title="Marcowe figle"></a></p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[All that jazz]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=140</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 16:58:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=140</guid>
<description><![CDATA[W jednej z książek Koontza, było to ładnych parę lat temu, przeczytałem zdanie mówiące o pou]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W jednej z książek Koontza, było to ładnych parę lat temu, przeczytałem zdanie mówiące o poukładanej, wręcz matematycznej strukturze jazzu. Zafrapowało mnie ono do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać, dlaczego ja ten cały jazz tak lubię skoro tak <em>niepoukładan</em>y ze mnie człowiek? Odpowiedź, jak zwykle, jest prosta i oczywista, oczywiście nie dla mnie, ale co tam, ważne, że ją znam (chociaż nie zawsze się z nią zgadzam). Wiecie, sam o sobie wolę myśleć, jako o człowieku skomplikowanym i głębokim. Niestety bywa, że tak głębokim, iż czasem trudno jest mi z tej <em>głębi </em>wydobyć jakąś sensowną myśl odpowiadającą <em>bogactwu </em>tego <em>bezkresu</em> (kto mnie trochę zna wie, że to autoironia).<br />
Co ma z tym wspólnego jazz? Ano ma.<br />
Jazz przy pewnej trudności, jaką sprawia jego odbiór, to wbrew pozorom muzyka prostych dźwięków. Wiem, że to paradoks, ale tak właśnie myślę. Prosta jak dwa razy dwa. Ważne jest aby dać się ponieść fantazji, improwizacji i zapisać te najprostsze działanie, za pomocą ułamków dziesiętnych, zwykłych, rozpisać na setne, czy jak się, komu podoba.<br />
Zawsze jednak pozostanie tym niepozornym zapisem podstawowym dookoła, którego budujemy teorię pozornie niepowiązanych dźwięków.<br />
Ze mną jest tak samo. Choćbym nie wiem, jak bardzo starał się opisać, przedstawić siebie jako niepospolitą, czy wręcz wybitną jednostkę, to pozostanę tylko człowiekiem z pragnieniami, marzeniami, które współdzielę z innymi tak do mnie podobnymi ludźmi. Różnimy się tylko słowami, którymi opisujemy świat i siebie samych, w <em>ułamkach</em>, <em>przecinkach</em>.<br />
Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę zunifikować człowieka, chcę tylko powiedzieć, że wierzę w siłę, jaką człowiek dysponuje, w sumę zjednoczonych marzeń, dążeń, pragnień, w możliwość porozumienia <em>mimo</em>.<br />
Dwie rzeczy są odpowiedzialne za tę notkę.<br />
Po pierwsze polityka, którą coraz trudniej jest mi ogarnąć i pojąć. Coraz mniejsza jest we mnie tolerancja na tworzenie przepaści dzielących nas na <em>tych</em> i <em>tamtych</em>. Zaczyna brakować w tym sensu, merytorycznych argumentów. Wydawało mi się, że czas bezsensownego dzielenia mamy już za sobą, nie byłem przygotowany na to co oglądam i słyszę. Mea culpa.<br />
Cóż, zapewne kiedyś przyjdzie dzień opamiętania, bowiem <em>ubi culpa est, ibi poena subesse debet.<br />
</em>Po drugie płyta Herbie Hancocka „River”, której słucham ostatnio od nowa i od nowa i od nowa i od nowa…</p>
<p>                                           <a target="_blank" href="http://tercybiades.wrzuta.pl/audio/mSbKmA2VBb/"> Herbie Hancock &#38; Leonard Cohen</a><br />
                                                          <a target="_blank" href="http://tercybiades.wrzuta.pl/audio/mSbKmA2VBb/">The Jungle Line</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mniej więcej]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=139</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 21:18:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=139</guid>
<description><![CDATA[Mniej więcej tak będę wyglądać o 5.30, kiedy zacznie się pierwszy wiścig F1 w tym sezonie z ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mniej więcej tak będę wyglądać o 5.30, kiedy zacznie się pierwszy wiścig F1 w tym sezonie z Kubicą w pierwszej linii;</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/VNB-TK45iQg'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/VNB-TK45iQg&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Mniej więcej tak będę tańczył, jak stanie na podium, no chyba, że się nie obudzę...<br />
W związku z tym mówię państwu dobranoc, muszę wcześnie wstać.<br />
Tak przy okazji, wiecie ile czasu minęło od premierowego wykonania tej piosenki?<br />
"Zaczarowaną Górą" pozostał dla mnie do dziś koncert Pani Uli w Sali Kongresowej sprzed lat... O matko...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ewolucja kąpieli, czyli wanna i rozmowy bez sensu]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=137</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 09:05:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=137</guid>
<description><![CDATA[Bosko jest wyciągnąć się w wannie. Ciepła woda, cisza, oczy lekko, albo i całkiem przymknięte]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bosko jest wyciągnąć się w wannie. Ciepła woda, cisza, oczy lekko, albo i całkiem przymknięte, ech…<br />
Zachciało mi się wczoraj takiej kąpieli beztrosko rozleniwionej, gdybym jednak wiedział wtedy to, co wiem dziś olałbym chęć moczenia ciała w ukropie.<br />
Tak w ogóle trzeba by zacząć od remontu, jaki łazienka, razem z sąsiadami, przeżyła jakiś czas temu. Wtedy to właśnie podjąłem, brzemienną w skutkach, decyzję o pójściu z duchem czasu i zastąpieniu wanny natryskiem. Taki natrysk to fajna rzecz można piorunem załatwić wieczorną, albo poranną toaletę. Można też zafundować sobie rozluźniający masażyk po nużącym dniu. Nie da się jednak wyciągnąć nóg w poziomie, bo w pionie i owszem wyciągać można wszystko.<br />
   Stoję, więc sobie prawie wieczorową porą w drzwiach łazienki, nasączony kąpielową ochotą, kiedy nagle ni stąd, ni zowąd myśl odkrywcza moją jaźń ubodła:<br />
- Kabina prysznicowa jest ewolucyjną emanacją homo sapiens, w pionie. Ostatecznym oddzieleniem człowieka od człekokształtnych. Kropką nad drzewem, z którego zleźliśmy.<br />
Pożałowałem, że nie jestem małpą, gdybym był pewnie miałbym wannę do dziś…<br />
Takie rozważania snułem kłując rozczarowanym wzrokiem w szklane drzwi natrysku.<br />
Jest jednak we mnie, wbrew Darwinowi, coś z muła, więc nie zrezygnowałem z kąpieli, nie pamiętałem tylko, kto tę wannę może mieć…? Postanowiłem wykonać „telefon do przyjaciela”. Oczywiście, na moje nieszczęście, do tego, który mieszka najbliżej.<br />
- Jerzy, czy wy macie wannę?<br />
Posapująca cisza.<br />
- Jurek?<br />
- Wielkanoc teraz będzie, prawda?<br />
Padło ni z gruszki, ni z pietruszki. Pewnie z drzewa…<br />
- Nooo, Wielkanoc.<br />
- No to, po co ci wanna?<br />
Nie powiem, zbił mnie trochę z tropu, ale Jerzy myśli nieszablonowo, jak to psycholog, trzeba się skupić żeby nadążyć za wartkim nurtem skojarzeń.<br />
- Jak to, <em>po co</em>?<br />
Zdziwiłem się, by zyskać na czasie, jednocześnie myśląc intensywnie, co ma piernik do wiatraka? Wiecie: przyjaciel przyjacielem, a psychologiem nie przestaje być.<br />
- Nie wiem, po co ci wanna przed Wielkanocą. Karpia pławi się do Bożego Narodzenia.<br />
Strzelił i już wiedziałem, że nie będzie łatwo.<br />
- Nie lubię karpi, wolę pstrąga…<br />
- Baraninę na święta będziesz robić?<br />
- A masz tę wannę, czy nie?<br />
Starałem się wrócić do meritum, jednak w przypadku Jerzego nie jest to takie proste. Kiedy już raz „załapie” temat ciężko go od niego "odkleić", tym bardziej, że poczucie humoru przewyższają w nim jedynie kwalifikacje zawodowe.<br />
- Chyba nie masz żywego barana? - zapytał się <em>chyba</em> drwiąco...?<br />
- A co, myślisz, że barany też się „pławi”?<br />
- Przed Wielkanocą, czy Bożym Narodzeniem?<br />
- ??? Wigilia jakby postna jest…<br />
- Niby tak, ale my mamy wino.<br />
Jezusie Nazareński, ile się człowiek namęczy zanim się wprosi do kogoś na kąpiel…<br />
- W wannie?<br />
- Nie, na stole. Myśl logicznie Tomuś.<br />
Pomyślałem.<br />
- Staram się, jak mi Bóg miły, staram się.<br />
- To co, przyjdziesz?<br />
- Teraz?<br />
- No, a kiedy jak nie teraz? Niby, po co o tej wannie jęczysz?<br />
- To macie wannę?<br />
Ucieszyłem się, że udało mi się w końcu wyciągnąć jakąś konkretną informację.<br />
- Ja o winie mówię.<br />
Tu mi ramiona opadły, a oczy zaszły łzami. Odpowiedziałem krótkim:<br />
- No<br />
- Tylko pieszo, nie samochodem.<br />
- Przecież to oczywiste.<br />
Oburzyłem się.<br />
- Auta nie da się pławić w wannie przed Wielkanocą.<br />
Dokończyłem i odłożyłem szybko słuchawkę.<br />
No i dziś boli mnie głowa, przez kąpiel. Jakby się ktoś pytał i chciał dobrej rady to powiem krótko: Nie rezygnujcie z wanny w domu! Wasz przyjaciel (niech go w butelkę nabiją), też jej nie ma, ma za to głowę mocniejszą od was.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ariadna 4]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=136</link>
<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 10:58:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=136</guid>
<description><![CDATA[Już jakiś czas temu kolorowe obrazy zastąpiła głęboka czerń, a ludzkie głosy z przeszłości]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com"><em>Już jakiś czas temu kolorowe obrazy zastąpiła głęboka czerń, a ludzkie głosy z przeszłości zamilkły, oni jednak wciąż siedzieli bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w ekranie... </em></a></p>
<p>Ciąg dalszy : <em><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Fikcje<br />
</a></em> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[My Generation]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=134</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 13:34:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=134</guid>
<description><![CDATA[Na imię mam Tomasz. Mam 39 lat i jestem uzależniony od walki z komuną.
Moje uzależnienie zaczę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na imię mam Tomasz. Mam 39 lat i jestem uzależniony od walki z komuną.<br />
Moje uzależnienie zaczęło się od tego, że z powodu daty urodzenia nie mogłem z nią walczyć, tak jak bym chciał, chociaż całe dzieciństwo i dorastanie spędziłem w PRL-u.<br />
Rozpięty przekonaniami między Kuroniem, Wałęsą a Wajdą, przesiąknięty pytaniami Zanussiego,<font size="2"> </font>ugrzęzłem pamięcią w czasach buntu do tego stopnia, iż stał się on częścią mnie samego.<br />
Urodziłem się za późno, by świadomie móc przeciwstawić się porządkowi świata, który zastałem i za wcześnie by potraktować go jak „<em>dziadkowe opowieści”.</em><br />
Jestem emigrantem we własnym kraju, określającym swój byt z perspektywy świata, którego już nie ma.<br />
Nie potrafię zrozumieć nonszalancji i uśmiechu politowania na twarzach nastolatków, kiedy mówi się o czołgach i strzałach na ulicach, więzieniach, represjach, <em>UB-ecjach, SB-ecjach</em>.<br />
Trudno jest mi też się pogodzić z prawdą o tym, że małostkowość i prywatne animozje mogą stanowić o tym czyją osobę uhonorować za ofiarność i wkład w dzisiejszą demokrację, a którą pominąć z powodów bliżej nieokreślonych. Nazbyt takie zachowanie przypomina mi „cenzorskie nożyczki”. W takich momentach zastanawiam się nad spuścizną zachowań, którą pozostawiła komuna i doprawdy nie wiem, czy aby została ona pokonana bezapelacyjnie.<br />
Wydawało mi się, że historia to nauka ścisła, opierająca się na faktach, pozbawiona tak szeroko rozprzestrzenionej dziś zazdrości o wszystko: stanowiska, wpływy, władzę.<br />
Wolność to dla mnie między innymi prawda, jej hołubienie i poszanowanie.<br />
Demokracja zaś to nie tylko wolne wybory, to także szacunek władzy do praw jednostki i nie obrażanie jej inteligencji przez podchodzenie do minionych wydarzeń poprzez pryzmat własnej urażonej dumy.<br />
Może się zdarzyć, że małym okazuje się człowiek na wysokim stanowisku. Może się zdarzyć, że ponad tę swoją małość będzie potrafił się wznieść i to uczyni go jeżeli nie wielkim, to, chociaż uczciwym.<br />
Może się jednak stać i tak, że otoczy się ludźmi mniejszymi od siebie, by móc z góry przyglądać się swemu otoczeniu i przez jego pryzmat postrzegać wszystko. Nic mu wtedy nie pomoże, zostanie zapamiętany właśnie taki.<br />
Któż pamięta dziś ludzi „mizernych”, na siłę chcących wdrapać się po drabinie nieśmiertelności?<br />
Zacząłem od <em>komuny</em> i na <em>komunie</em> chcę skończyć.<br />
Wrażliwy jestem na słowa, zachowania, gesty, jakich świadkiem było moje dzieciństwo i dorastanie, z tego powodu czasami krzyczy we mnie teraźniejszość: Precz z komuną!<br />
Nie chodzi tutaj tylko o zagłuszanie pielęgniarek, czy o pominięcie Michnika, ale o całokształt kilku ostatnich lat…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ariadna - 3]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/03/04/ariadna-3/</link>
<pubDate>Tue, 04 Mar 2008 08:34:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/03/04/ariadna-3/</guid>
<description><![CDATA[Wydarzenia ostatnich 90 dni dawały dużo do myślenia i Kendrick myślał, czasu miał mnóstwo. Ar]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Wydarzenia ostatnich 90 dni dawały dużo do myślenia i Kendrick myślał, czasu miał mnóstwo. Ariadna nie dawała się w żaden sposób obejść ani wyłączyć, stał się pasażerem na własnym statku.</a>..</em></p>
<p><em>Jeszcze troszkę...</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ariadna]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=131</link>
<pubDate>Sun, 02 Mar 2008 16:35:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=131</guid>
<description><![CDATA[Sygnał interkomu rozdzierał sen na strzępy. Kendrick wiedział, że opór jest bezsensowny, będz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com"><em>Sygnał interkomu rozdzierał sen na strzępy. Kendrick wiedział, że opór jest bezsensowny, będzie musiał odebrać wiadomość. Powinien to zrobić już dobrą chwilę temu, zanim pojawiło się rozdrażnienie</em></a><em>...</em></p>
<p><em>Wiadomo, że całość <a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Tu?</a></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pomiędzy]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2008/02/24/pomiedzy/</link>
<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 15:19:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2008/02/24/pomiedzy/</guid>
<description><![CDATA[     
Pochmurno, ale ciepło, byłem po ryż, który skończył się nie wiadomo kiedy, to wiem.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    <span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/_O80b002XT0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/_O80b002XT0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span> </p>
<p>Pochmurno, ale ciepło, byłem po ryż, który skończył się nie wiadomo kiedy, to wiem.<br />
Przejrzałem już wszystkie blogi, które odwiedzać po prostu muszę, tak jak muszę oddychać. Dookoła Macieju leci song, prześladowca. Niech go cholera, nie nudzi się. Smętne to takie, a lepi się wręcz obrzydliwie.<br />
Wstaję i idę się ubrać. Ile można siedzieć w pidżamie? Skarpetki gdzieś polazły. Nie mają co robić tylko chodzić. Znalazłyby sobie inne zajęcie np. mogłyby grać w kierki. Nie rozłaziłyby się wtedy Bóg wie gdzie. Zamiast skarpetek znalazłem torbę. Już się nie wkurzam na skarpetki. Przebierając swobodnie palcami od nóg wypakowuję zawartość. Na wierzchu świeżutkie pachnące, zielone, sztruksowe bryczesy i flanelowa koszula, pod nią zamszowa kutra i rękawiczki. Na samym dnie wyglansowane na błysk sztylpy. Na krótszym boku, w osobnej siatce, buty, prawie świecą przez folię. Miętoszę prze chwile te rzeczy w rękach, a ta cholerna melodia dudni, mi we łbie.</p>
<p>O tej porze jest tu cisza i spokój. Wszyscy wcinają niedzielny obiad, a ja zakradam się do siodlarni. Chryste, ależ ono ciężkie. Popręg pęta mi się między nogami i dzwoni zdrajca judaszowy.<br />
Mr. T patrzy na mnie dziwnie, próbuje mnie podszczypywać. Posapuję i klnę pod nosem. Boks jest ciasny, bo stajnia jest niewielka. Nie mam na szczęście wiele roboty z czyszczeniem.<br />
- Dbają o ciebie. To dobrze. Nie gniewaj się, dbałbym sam…<br />
Kopyto ląduje mi na stopie, nie jakoś mocno, na tyle jednak żebym pojął, co prawda, a co fałsz. Nie mogę się za to gniewać.<br />
- No tak, masz rację, do szczotkowania specjalnej siły nie potrzeba, ale nie jesteśmy sobie znowu obcy?<br />
Prycha, jakby odpowiadał, rzuca głową. Nie żeby mnie rozumiał, to tylko ja tłumaczę sobie to w ten sposób i wierzę święcie, że tak jest.<br />
Siodło stawia opór, nie chce wylądować na grzbiecie. Czaprak zsuwa się. Dopiero trzecia próba zostaje uwieńczona sukcesem. Jestem już cały mokry, ale odpocząć będę mógł kiedy zaciągnę popręg. Zapaliłbym sobie teraz i odpoczął, tylko, że nie palę już od jakiegoś czasu. Stoję, więc z końskim łbem na ramieniu i dyszę.<br />
- Jestem chyba pierdolnięty…<br />
Szepczę czule w końską szyję i otwieram boks. Teraz będzie naprawdę trudne, konfrontacja z M. Będzie zły, pewnie mnie zwymyśla, może wyzwie, ale ja już będę wtedy siedział w siodle i dźwigiem mnie z niego nie ściągnie, chyba żeby zaczął strzelać. Czy M. ma strzelbę?<br />
W przeciwieństwie do bocznych drzwi, te szerokie wychodzą na podwórko. Zanim dojeżdżam na jego środek już mam towarzystwo.<br />
- Co to…<br />
Nie poznał mnie w pierwszej chwili. Staram się uśmiechnąć i zaczynam od „przepraszam”.<br />
- Złaź! Złaź natychmiast!<br />
- Nie mogę, jak Boga kocham nie mogę.<br />
- To ja cię ściągnę. Dorosły facet kurwa mać!<br />
Rusza na mnie. Pociągam lekko wodze i Mr. T cofa się.<br />
- Daj spokój. Proszę. Nie strasz konia.<br />
M zatrzymał się. Jest zły, bardzo zły, ja to rozumiem. Po pierwsze zakradam się jak złodziej do jego stajni. Po drugie zabieram konia, co z tego, że mój? Po trzecie zachowuję się jak szczeniak, on przecież odpowiada tu za wszystko, jemu się do tyłka dobiorą, smrodu narobią gdyby coś się stało. Po czwarte on wie i boi się dwa razy więcej.<br />
- Uciekniesz mi?<br />
Nie odpowiadam. Proszę tylko, w duszy: Dziś już niedziela.<br />
- Nawet toczka nie założyłeś.<br />
- Stępa będzie, bez brawury.<br />
- Z brawurą to ja ci dupę skopię, jak wrócisz… Spierdalaj. Stajni sobie nowej poszukaj.<br />
Odwraca się i odchodzi.<br />
Gdzieś tam, w środku gra ta durna piosenka.<br />
Mr T wywozi mnie za tory, na rozstaje. Lewo działki, prawo las. Powolutku z namaszczeniem mijamy pierwsze drzewa. Wiatr nie urywaj nam już głów, szumi tylko nad nami z rzadka zapuszczając się na leśną drogę. Koń się uspokaja, poklepuję go po szyi i nucę na głos. On jakby czuł, co to za melodia, że wiatr nie tylko między konarami hula, ale i po duszy. Robi mi się lekko, spokojnie, nie czuję zmęczenia, nogi pewnie trzymają się w strzemionach, smyczki ruszają forte. Lewa trochę do przodu, prawa ciut w tył, wypchnąć siodło lekko przed siebie. To tak samo, beze mnie… Mr. T nie potrzebuje niczego więcej, też słyszy te dźwięki. Jest taki jak ja, ja jestem taki jak on. Drzewa ruszają z miejsca galopem, wiatr ściga je wygwizdując radośnie melodię. Łzy same spływają z oczu. Motyle lęgną się stadami… <br />
Wiesz już jak to jest? Czym jest? Co mi daje?<br />
Przestań czytać, rozłóż teraz, w tej chwili, szeroko ramiona, zapomnij gdzie jesteś, zapomnij, kim jesteś. Weź kilka głębokich oddechów i powiedz mi, powiedz, czym jest szczęście.</p>
<p>Muzyka ucichła, chowam torbę do szafy. Gdzie jest ta skarpetka? Dlaczego mam mokre policzki? Weź się w garść, dziś już niedziela! Nie czas na takie rozklejanki, ważne, że pamiętasz jak to jest.<br />
Mr. T dziś nie ma czasu, wiem, bo dzwoniłem, M. mnie zbeształ za głupie pomysły. Wiatr wieje, w duszy się roi. Koń ma stajnię, ja nostalgiczną niedzielę, bo dziś już niedziela, prawda?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O czymś]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 11:19:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=128</guid>
<description><![CDATA[Slowa potrafią zaboleć, nie dlatego, że niosą ze sobą złośliwość, czy przykrość, ale prz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Slowa potrafią zaboleć, nie dlatego, że niosą ze sobą złośliwość, czy przykrość, ale przez bliskość rzeczywistości. Takie słowa są nazbyt znajome, za bardzo "moje" one są niż "cudze". Zapewne jest też tak z tymi ode mnie. A kot siedzi na biurku i domaga się uwagi. Już piszę jedną ręką. Druga nieopatrznie, przez chwilę, znalazła się w pobliżu jego głowy i została sprowadzona do roli poduszki. Miauczy, to też słowa, więc i ja odzywam się do niego. Za chwilę wejdzie mi na kolana, zaczaruje mrucząc. Wtedy wstanę i pójdę do salonu, włączę muzykę, lubi Pat'a Metheny, potem zajmę miejsce w fotelu, a on rozłoży sie na moich kolanach ponownie, już wygodnie, pewnie, bez zadrości. Nie lubi komputera i stukania klawiszy, znikam mu wtedy z oczu. Jak już będziemy siedzieć on zamiauczy ostatni raz przed zaśnięciem i z kuchni przydrepta drugi. Przeciągając się odpowie coś z progu, zaanektuje sąsiedni fotel, zwinie się w kłębek i zasną obaj. Ze stolika obok wezme książkę, którą kupiłem przedwczoraj - "Kapłan" Krzysztofa Kotowskiego i zniknę pozostwiając dłoń w rzeczywistości, by mogła przez sen upewnić go, że jestem.   </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Z piątku na sobotę, czyli weź na wstrzymanie.]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=126</link>
<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 19:00:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=126</guid>
<description><![CDATA[Impreza udała się. Musiało być bosko, nie pamiętał prawie niczego,
tylko ten nieszczęsny pora]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Impreza udała się. Musiało być bosko, nie pamiętał prawie niczego,<br />
tylko ten nieszczęsny poranek…</a></p>
<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Było ciepło. Nie, wrrróć. Było gorąco jak jasna cholera. Żar lał się<br />
z nieba, a z nich lał się pot.</a></p>
<p>Ciąg dalszy: <a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/"><em>Z palca wyssane</em></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywot Nieodgadniony]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=125</link>
<pubDate>Thu, 14 Feb 2008 10:36:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=125</guid>
<description><![CDATA[MUCHA
Przysiadła mucha na gnoju&#8230; i siedzi
Pewnie się nad czymś biedzi
Ooo, teraz jakby zbla]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>MUCHA</em></strong></p>
<p><font size="2">Przysiadła mucha na gnoju... i siedzi<br />
Pewnie się nad czymś biedzi<br />
Ooo, teraz jakby zbladła<br />
Przewróciła się! Ciekawe...Padła?</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[? - cd]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=121</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 22:51:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=121</guid>
<description><![CDATA[Sala szkolnej stołówki była sporym pomieszczeniem, gdyba nie filary podtrzymujące strop i dziel]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Sala szkolnej stołówki była sporym pomieszczeniem, gdyba nie filary podtrzymujące strop i dzielące ją na dwie, równe części mogłaby być wykorzystywana jako sala gimnastyczna. Mimo późnego, sobotniego wieczoru panował w niej niezwykły gwar</a>...</p>
<p>Ciąg dalszy : <em><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Z palca wyssane</a></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[?]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=119</link>
<pubDate>Thu, 31 Jan 2008 12:56:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=119</guid>
<description><![CDATA[- Jak mogliśmy do tego dopuścić?
Powiedziała do stygnącej przed nią na kawiarnianym stoliku cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">- Jak mogliśmy do tego dopuścić?<br />
Powiedziała do stygnącej przed nią na kawiarnianym stoliku czarnej kawy. Uwięziona w pułapce naczynia brunatna ciecz nie miała zamiaru odpowiadać, kołysał się tylko niespokojnie przejmując od kobiety starannie ukrywane drżenie dłoni zaciśniętych wokół porcelanowej czarki. </a></p>
<p>Wiecie już co robic żeby przeczytać ciąg dalszy - <em><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com">Z palca wyssane</a></em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żartujesz?]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/?p=117</link>
<pubDate>Tue, 29 Jan 2008 10:16:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/?p=117</guid>
<description><![CDATA[ONA 
- Jak było? - on
- Och, podróż męcząca. - ona
- Ale jak było?

Jak zwykle ciąg dalszy -]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/2008/01/29/zartujesz/"><strong>ONA</strong> </p>
<p>- Jak było? - </a><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/2008/01/29/zartujesz/"><em>on<br />
</em>- Och, podróż męcząca. - </a><a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/2008/01/29/zartujesz/"><em>ona<br />
</em>- Ale jak było?<br />
</a></p>
<p><em>Jak zwykle ciąg dalszy</em> - <a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/2008/01/29/zartujesz/">tu...</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Święta]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/12/24/swieta-2/</link>
<pubDate>Mon, 24 Dec 2007 10:18:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/12/24/swieta-2/</guid>
<description><![CDATA[


          Jakby na to nie patrzeć Święta.
     Czego bym wam nie życzył zawsze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://smutas.wordpress.com/files/2007/12/los2.jpg" title="los2.jpg"><img src="http://smutas.wordpress.com/files/2007/12/los2.jpg" alt="los2.jpg" /></a></p>
<blockquote>
<blockquote>
<blockquote><p>          Jakby na to nie patrzeć Święta.<br />
     Czego bym wam nie życzył zawsze to będzie za mało. Czego bym nie napisał, na pewno już to słyszeliście, albo usłyszycie.<br />
    Pozwolę, więc sobie pompatycznie i górnolotnie, jak to ja, życzyć nam wszystkim i sobie samemu, by ten człowiek, który dziś w nas się rodzi, pełen ciepła i wyrozumienia, nie zasypiał nigdy, nie marniał, a dorastał i krzepł. <br />
Po prostu, by było nam z sobą lepiej.         </p>
<p>        Wesołych Świąt moi kochani! </p></blockquote>
</blockquote>
</blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W Domu, czyli wstawaj szkoda dnia!]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/12/20/w-domu-czyli-wstawaj-szkoda-dnia/</link>
<pubDate>Thu, 20 Dec 2007 12:20:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/12/20/w-domu-czyli-wstawaj-szkoda-dnia/</guid>
<description><![CDATA[
Jestem. Proste słowo, ale ja w słowach zawsze doszukuję się czegoś więcej, tak jakby skrywał]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/GmwqpHsMExg'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/GmwqpHsMExg&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span><br />
Jestem. Proste słowo, ale ja w słowach zawsze doszukuję się czegoś więcej, tak jakby skrywały w sobie tajemnicę poznania i zrozumienia.<br />
Jestem – z zakamarków pamięci wyłaniają się szkolne ławki i pryszczate twarze kolegów.<br />
Jestem – mówię do krótko ostrzyżonej dziewczyny, witającej mnie w drzwiach. Iza. Matko jak to dawno temu było… Pierwszy spacer w deszczu, pierwsze trzymanie się za ręce, pierwsze pomosty z „ja” do „my”.<br />
Wydawać by się mogło, że słowa dzielą się na te ważne i te błahe, a tymczasem każde naznaczone jest dostojeństwem. Dźwięki, które w czarodziejski sposób łączą nas ze sobą, będąc jednocześnie świadectwem naszego istnienia.<br />
Czytałem wasze komentarze i jestem szczęśliwy na ten naiwny, człowieczy sposób, w którym to krótkie „Jestem” zawiera coś więcej. Jest w nim to coś wyciśnięte wzruszeniem i uśmiech zażenowany i wszystko ciepło, jakim wasze słowa mnie przywitały i radość z tego, że są zachody i wschody i zaraz się poryczę chyba z tego wszystkiego…<br />
No JESTEM</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ha!]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/11/03/ha/</link>
<pubDate>Sat, 03 Nov 2007 17:38:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/11/03/ha/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj jak mityczny bohater wracam do domu dzierżąc w dłoni kitę zwycięztwa, a pierś mojego r]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj jak mityczny bohater wracam do domu dzierżąc w dłoni kitę zwycięztwa, a pierś mojego rumaka strojona kotylionem.<br />
Jam jest Aleksander, pode mną wierny Bucefał. Pogromcy wiatru i burz nadmorskich, którzy w szranki stając z lepszymi od siebie zwycięsko wyszli z próby na kopytach roznosząc rywali. <br />
Och gdybyś żył Homerze <em>Tomosea</em> by nasze przewagi opiewała, a posągi w złocie odlane zdobiłyby świątynne ołtarze. Co tam Perseusze, Odyseusze i uszu innych tysiące! Na nas dzisiał łaska przedwiecznych bogów spłynęła w cień spychając herosów całe zastępy!</p>
<p><em>A teraz usiądę sobie w kąciku i ducha wyzionę</em> :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Międzyczas]]></title>
<link>http://smutas.wordpress.com/2007/11/01/miedzyczas/</link>
<pubDate>Thu, 01 Nov 2007 02:43:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>smutas</dc:creator>
<guid>http://smutas.wordpress.com/2007/11/01/miedzyczas/</guid>
<description><![CDATA[ Śniło mu się coś strasznego, to coś siadło mu na piersi i dusiło. Dyzio obudził się, odet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://fikcje.wordpress.com/"> Śniło mu się coś strasznego, to coś siadło mu na piersi i dusiło. Dyzio obudził się, odetchnął z ulgą i przetarł dłońmi twarz.<br />
- Ale pierdoły mi się śnią – powiedział w ciemność nie otwierając oczu.<br />
- Też tak sądzę.<br />
Odezwał się zachrypnięty głos. Dyzio natychmiast usiadł otwierając szeroko oczy. Nie przywykł do nieznanych, przepitych głosów odzywających się znienacka w środku nocy.</a></p>
<p>Ciąg dalszy tu: <a target="_blank" href="http://fikcje.wordpress.com/2007/11/01/miedzyczas/">Międzyczas </a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
