<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zdrowko &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zdrowko/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zdrowko"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 18:06:37 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[O pół zęba lżejszy...]]></title>
<link>http://veyder.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Thu, 10 Apr 2008 08:24:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>veyDer</dc:creator>
<guid>http://veyder.pl.wordpress.com/2008/04/10/o-pol-zeba-lzejszy/</guid>
<description><![CDATA[Jeszcze zanim przyjechałem do Nowej Zelandii, wiele słyszałem o tutejszych dentystach, głównie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jeszcze zanim przyjechałem do Nowej Zelandii, wiele słyszałem o tutejszych dentystach, głównie w kontekście tego, ile kosztuje wizyta u nich. Przezornie więc wyleczyłem zębiszcza przed podróżą.</p>
<p>Niestety zębiszcza wytrzymały tylko pół roku, po czym pół jednego odpadło. Na szczęście (w nieszczęściu) był to akurat ząb martwy, po leczeniu kanałowym, bo bym chyba zdechł z bólu. Zaniepokojony bardziej przyszłością mojego portfela niż paszczęki, dopytałem się ludzi z roboty i odrobinę struchlałem, kiedy usłyszałem, że "przyjemność" pobytu u dentysty będzie mnie kosztować od 300 do nawet 700 (według jednego z Chińczyków) dolarów.</p>
<p>Cóż jednak robić...? Dziura w zębie irytuje, zostawić nie mogę, bo się całkiem rozleci, trudno, najwyżej nie będę jadł przez parę dni (w sumie to też zależy od dentysty ;)). Udałem się więc dzisiaj do pobliskiej przychodni. Na wstępie musiałem wypełnić ankietę medyczną, po czym usiadłem sobie w fotelu i czekałem koło 20 minut (zapamiętać, bo to istotne :P). Potem przyszedł miły pan dentysta (potem okazało się, że tylko pomocnik), zaprowadził na fotel, no i się zaczęło.</p>
<p>Pierwsza rzecz - <strong>telewizor!</strong> Może ja jakiś zacofany w PLu byłem, ale z oglądaniem telewizji na fotelu dentystycznym to się jeszcze nie spotkałem. Potem miła pani dentystka (prawdziwa się okazało ;)) kazała mi otworzyć paszczękę, założyła mi na nos okulary przeciwsłoneczne (żeby mnie światło z lampy nie raziło) i... teraz będzie najlepsze: po <strong>10 minutach</strong> było po wszystkim! A, tak przy okazji to jeszcze w tak zwanym "międzyczasie" rentgena zęba mi zrobili. Dwa razy dłużej siedziałem w poczekalni niż na fotelu! I jeszcze sobie telewizję mogłem pooglądać.</p>
<p>Pani dentystka obejrzała zęby, pochwaliła leczenie kanałowe, powiedziała, że reszta zębów w porządku, zaproponowała koronkę (do wyboru: złoto albo kolor naturalny, aż chyba sobie zafunduję złotego zęba :D) i najmniej przyjemna część wizyty - płacimy przy kasie.</p>
<p>Pogłoski o mojej śmierci na skutek zawału przy ujrzeniu rachunku okazały się mocno przesadzone i wizyta kosztowała mnie "jedynie" 140$. W porównaniu do cen w Polsce to może być szokujące (w bezpośrednim przeliczeniu ponad 250 zł), ale tutaj, powiem szczerze, da się przeżyć. No, lepsze to niż te 700$, których się obawiałem.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
