<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zamosc &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zamosc/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zamosc"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 17:59:49 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[bokeh]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=99</link>
<pubDate>Tue, 22 Jul 2008 12:47:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=99</guid>
<description><![CDATA[

ha! a pomysł na zabawy w bokeh stąd. coś niesamowitego po prostu!  
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/149.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/150.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">ha! a pomysł na zabawy w bokeh <a href="http://www.diyphotography.net/diy_create_your_own_bokeh">stąd</a>. coś niesamowitego po prostu! ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[the polaroid book]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=95</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 12:50:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=95</guid>
<description><![CDATA[
jeden z pierwszych polaroidów na stronach &#8216;The Polaroid Book&#8216;. &#8216;Seagulls and Boy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/145.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">jeden z pierwszych polaroidów na stronach '<a href="http://www.polaroid.com/studio/polaroidbook.html">The Polaroid Book</a>'. 'Seagulls and Boy' Petera Jonesa. mój ulubiony.</p>
<p style="text-align:justify;">sama już raczej polaroidów robić nie będę, nie stać mnie na wkłady ;) a kochany 635cl przechodzi na emeryturę. dostanie honorowe miejsce na półce - na pamiątkę.</p>
<p style="text-align:justify;">oprócz tego kilka nieco kompromitujących zdjęć z ostatniej wspólnej głupawki z moimi dziewuchami <a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/147.jpg">tutaj</a> i <a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/148.jpg">tu</a>. bo następna okazja do spotkania w pełnym składzie pojawi się dopiero za parę długich tygodni. i, jak zwykle co jakiś czas, kolejny <a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/146.jpg">weekly review</a>, tym razem dość okrojony, bo złożony praktycznie tylko z trzech dni robienia przypadkowych zdjęć komórką.</p>
<p style="text-align:justify;">[smolik - rest]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[rano]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=92</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 12:28:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=92</guid>
<description><![CDATA[


sprawdzałam czy pięćdziesiątka lepiej ostrzy na 2.2 czy na 2.5. wniosek jest taki, że najlep]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/142.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/143.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/144.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">sprawdzałam czy pięćdziesiątka lepiej ostrzy na 2.2 czy na 2.5. wniosek jest taki, że najlepiej ostrzy na 2.8 jednak.</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://youtube.com/watch?v=wowIHujMb8k">fisz - kuchnia</a>]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wiśnie i zielony fotel]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=88</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 21:01:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=88</guid>
<description><![CDATA[




kilka takich sobie zdjęć, jeszcze z niedzieli. za ostatnie mnie Kaśka zabije jak już wróci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/136.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/137.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/138.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/139.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/140.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">kilka takich sobie zdjęć, jeszcze z niedzieli. za ostatnie mnie Kaśka zabije jak już wróci ;) <a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/141.jpg">tutaj</a> do obejrzenia takie zielone coś bekstejdżopodobne. ściśle rzecz biorąc nie ma to w sobie nic z bekstejdżu właściwego. ale jest zielone, a to ładny kolor. mój ulubiony, ha! ;)</p>
<p style="text-align:justify;">zajmuję się teraz bieganiem to tu, to tam. rano do WORDu, bo Łoś miała egzamin na prawo jazdy. do domu. z domu. na starówkę. na piwo. na piccę. i jeszcze na kawę miałam ochotę, ale to jeszcze zanim zjadłam przydzieloną mi rację żywnościową, bo później to już było ponad moje siły.</p>
<p style="text-align:justify;">wiem, że to nieładnie tak mówić o miejscu, w którym się wychowało, ale po raz kolejny muszę stwierdzić, że Zamość to jednak straszliwa dziura. kompletne zadupie. koniec świata totalny. armageddon. jądro nicości. i nie przesadzam mówiąc, że tęsknię za śmierdzącym spalinami Lublinem, bo tam przynajmniej czuję się swobodnie i... właściwie 'jak w domu', chociaż na razie akurat tam kumuluje się moja bezdomność w całej swej okazałości. ostatnio przyłapałam się nawet na tym, że potrafię wytłumaczyć znajomym przez telefon (operując przy tym najwymyślniejszymi nazwami ulic) jak się po Lublinie poruszać żeby trafić tam, gdzie akurat chce się trafić, a tu nie odnajduję się w ogóle, o jakiejkolwiek znajomości nazw własnych i ich lokalizacji nawet nie wspominając. niedobrze. trzeba stąd uciekać.</p>
<p style="text-align:justify;">na całe szczęście dostałam dziś do rąk trzeci sezon Ally McBeal. śmierć z nudów już mi nie grozi! :)</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://www.youtube.com/watch?v=oGNLGJxPwRo">karolina kozak - razem zestarzejmy się</a>]<br />
bo mi się podoba melodia. trochę naiwne, ale w gruncie rzeczy ładne. czytałam kiedyś historię powstania tej piosenki. też mi się podobała.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[niemieckie truskawki]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 12:54:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=84</guid>
<description><![CDATA[




no i pojechały. na dwa miesiące. i co ja teraz zrobię? sama jak palec zostałam na tym świe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/131.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/132.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/133.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/134.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/135.jpg" alt="" /></p>
<p>no i pojechały. na dwa miesiące. i co ja teraz zrobię? sama jak palec zostałam na tym świecie... no, prawie ;)</p>
<p>poza tym przeżywam teraz gwałtowny nawrót na cywilizację i założyłam sobie gadu gadu. po dwóch latach obywania się bez tego ustrojstwa szatańskiego. zobaczymy co z tego wyjdzie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[kasia]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 12:26:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/113.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wiśniowy sad]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=77</link>
<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 14:47:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=77</guid>
<description><![CDATA[
bo mi dziewczyny we wtorek za granicę wyjeżdżają, więc zrobiłyśmy małą sesję na świeżym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/112.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">bo mi dziewczyny we wtorek za granicę wyjeżdżają, więc zrobiłyśmy małą sesję na świeżym powietrzu. wiem, że to zdjęcie po lewej się żadnych zasad fotografii portretowej nie trzyma, ale tak mi się podoba, że nie mogłam się powstrzymać ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[elwira]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=76</link>
<pubDate>Sat, 12 Jul 2008 20:56:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=76</guid>
<description><![CDATA[



wyskoczyłyśmy dziś z Elw na mały spacer połączony z koktajlem bananowym, piccą i wizytą ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/108.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/109.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/110.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/111.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">wyskoczyłyśmy dziś z Elw na mały spacer połączony z koktajlem bananowym, piccą i wizytą u Asi i Tosi. przy okazji zrobiłyśmy też kilka zdjęć (oczywiście na wszystkich nieśmiertelny zegarek elektroniczny, na który zwróciłam uwagę dopiero kiedy wróciłam do domu) :)</p>
<p>a tu moje ulubione weekly reviews, trochę przeterminowane, ale to dlatego, że komp umierał tyle razy, że nie miałam kiedy i gdzie tego wszystkiego posklejać. trzy zmajstrowane komórką i jeden cyfrą. jeśli ktoś ma ochotę - zapraszam do poniższych linków, oglądanie tego na stronie głównej bloga byłoby zbyt męczące - za dużo zbyt małych zdjęć ;)<a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/review1.jpg"></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/review1.jpg">review #1</a><br />
<a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/review2.jpg">review #2</a><br />
<a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/review3.jpg">review #3</a><br />
<a href="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/review4.jpg">review #4</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Kto nie czyta poezji ma wjebane"]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=101</link>
<pubDate>Wed, 09 Jul 2008 16:06:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=101</guid>
<description><![CDATA[Wpis tytułuję cytatem z Michasia Z. Cytat kurwa pasuje. Kilka innych rzeczy nie, ale nie będę si]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wpis tytułuję cytatem z Michasia Z. Cytat kurwa pasuje. Kilka innych rzeczy nie, ale nie będę się użalał bo "możliwość wyspy istnieje".<br />
Przy okazji, gadałem ostatnio z jednym typem i googlnąłem sobie jego nazwisko.<br />
Polecam:<br />
<a href="http://www.fa-art.pl/pliki/kwartalnik/FA-art_65_36-39_www.pdf">http://www.fa-art.pl/pliki/kwartalnik/FA-art_65_36-39_www.pdf</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[podoba mi się twoje kółko]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 17:57:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[


przesiedziałyśmy dziś około dwóch godzin w pełnym słońcu i pokrzywach po pas tylko dlateg]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/068.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/069.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/070.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">przesiedziałyśmy dziś około dwóch godzin w pełnym słońcu i pokrzywach po pas tylko dlatego, że wymarzyłam sobie zabawy z blendą. tak zwane <em>mówisz - masz</em>. ponad sto zdjęć, jeszcze więcej opalonych pasków na plecach i cztery do zera dla żarłocznych komarów. i wniosek, że blendy to my raczej używać nie potrafimy, cóż ;)<br />
trochę szemranego bekstejdżu, bo ostatnio w tego typu zdjęciach się lubuję:</p>
<p><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/071.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/072.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/073.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/074.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/075.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/076.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">dziewuchy ukochały moje 'kółko' do tego stopnia, że trudno było im się z nim rozstać nawet w czasie zdjęć. a do wody tym razem wpakowały się same, nie musiałam poganiać ;)</p>
<p style="text-align:justify;">(dawno mnie tu nie było. zupełnie wyszłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie. czasami przyłapuję się na tym, że nie mogę sklecić jednego poprawnego zdania po polsku. a jeśli już uda mi się coś ubrać w słowa, to połowa z tych słów pochodzi z języka angielskiego. cudownie po prostu. muszę kiedyś nadrobić zaległości.)</p>
<p style="text-align:justify;">[ladytron - black cat]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spokój]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Mon, 26 May 2008 08:21:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=56</guid>
<description><![CDATA[Opowiadanie pisane z nudów w tramwajach krakowskich i parku zamojskim. Będę wdzięczny jak komuś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Opowiadanie pisane z nudów w tramwajach krakowskich i parku zamojskim. Będę wdzięczny jak komuś zechce się przeczytac i ocenić. </p>
<p><strong>Spokój.</strong></p>
<p><em>Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie<br />
A światłość wiekuista niechaj im świeci</em></p>
<p>Mój brat nie był złym człowiekiem. Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi. My, to znaczy nasi rodzice i ja, my chcemy wierzyć że to był jego pierwszy raz, że w obcym mieście czuł się zagubiony i po prostu zaufał niewłaściwym osobom. W wieku osiemnastu lat na pewno trudno mu było ocenić co jest dobre, a co złe. Ojciec zawsze nam powtarzał, ze kurwy i złodzieje nie zasługują na ten świat. Nie należy im się litość i współczucie, bo nigdy nie jesteś w takim miejscu żeby się uczciwie nie dało zarobić na niezbędne minimum. Ludzie dają radę i ryjąc na dwa etaty w markecie, a nocami składając jakieś długopisy zarabiają na utrzymanie swoich dzieci. Podobnie jak tata nie wierzę, że młody, zdrowy chłopak nie był w stanie zapracować na siebie. Miał przecież te kilka groszy od rodziców. Wszystko jest tylko kwestią skromności i niewygórowanych oczekiwań. Jasne, że nie byłoby go stać na ajpoda, markowe ciuchy i inne gadżety z reklam. Pewnie nie wiedział, że można bez nich żyć i nie zostać samemu. Zawsze znajdzie się uczciwa, skromna i pracowita dziewczyna o dobrym sercu która cię pokocha choćbyś i nie był milionerem. Będzie cię chciała dla błysku w twoich oczach i poczucia bezpieczeństwa jakie da jej stałość i spokój które całym sobą reprezentujesz. Wiedząc, że nie każdy z nas będzie wielkim artystą czy sportowcem, dla swoich dzieci wybierze dobrą, twardą podstawę. Miejsce do którego zawsze można wrócić. Brat pewnie nie wiedział o tym wszystkim. Chociaż tak bardzo się staraliśmy żeby zrozumiał. Nie pojmuję jak patrząc na rodziców, na mnie i moje kobiety – śliczna żonę i dwie córeczki mógł nie wiedzieć. Może trzeba mu było powiedzieć? Tylko że żaden z nas, ani ojciec, ani ja nigdy nie byliśmy mocni w mówieniu. Sami zawsze patrzyliśmy na żywe przykłady dookoła nas, nie tracąc czasu na tropienie sensu życia w książkach, filmach i piosenkach. Nie zaprzątamy sobie głów nadmiarem filozofii. Piękno i dobro kryje się w ludziach których dobrze znamy. W naszych żonach i dzieciach. W sąsiadach. Nawet w kumplach ze zmiany. Mój brat był niewinny, bo nie mógł przecież być złym człowiekiem. Nie on. Kiedyś zajął nawet drugie miejsce w konkursie na debiut literacki. Pisał ładne, może trochę usypiające, ale pomimo to piękne i na pewno niebanalne wiersze o miłości. Źli ludzie, od złodziei po szemranych biznesmenów i morderców takich rzeczy nie robią przecież. To co się z nim stało to głupi  przypadek. Pech nie istnieje. Są za to nieodpowiednie miejsca i niewłaściwe towarzystwo. </p>
<p>Popołudnie minęło mi na rozmyślaniach. Nawet nie zauważyłem kiedy zapadł zmrok. Zakradł się do okien jak młodociany złodziejaszek w bluzie od dresu.</p>
<p>Dom na przedmieściach Chełma tonął w ciemnościach. Czerwone diody alarmów antywłamaniowych mrugały, miarowo odmierzając czas jaki pozostał do wschodu słońca. Trzech młodych ludzi zaparkowało samochód w cieniu starych drzew owocowych. Błotnista, zryta kołami ciężarówek i maszyn budowlanych ulica bulgotała, cicho oddając nocy pęcherzyki powietrza uwięzione miedzy gruzem i piachem. Noc była ciepła. Powietrze pachniało tulipanami i spokojem. Mężczyźni kucnęli ukryci za samochodem i w milczeniu wypalili kupione specjalnie na tą okazję papierosy marki Davidoff. Zazwyczaj zadowalali się przemycanymi zza wschodniej granicy Marlboro albo po prostu najtańszymi fajkami produkcji krajowej. Gdzieś niedaleko pies nękany koszmarnym snem szarpnął się na  łańcuchu, głucho zawył w ciemnościach i umilkł. Sprawdzili sprzęt - latarki, akumulatorową wiertarko-wkrętarkę, kije bejsbolowe, klucz francuski... Wszystko grało. Do akcji przygotowywali się drobiazgowo przez dwa tygodnie. W półmroku piwnicy planując każdy najdrobniejszy szczegół. Na zmianę obserwowali dom, ulicę, psy, dzieci, sąsiadów, robotników drogowych i śmieciarzy. Nic nie nawali. Biemdablju nie stoi na swoim zwykłym miejscu na podjeździe, Seat zniknął dwa dni wcześniej. Chata stoi pusta. Będzie zajebiście. W milczeniu nałożyli kominiarki i dopiero na nie naciągnęli głębokie jak noc kaptury bluz. Trzy paski połyskiwały w ciemnościach nieskazitelną bielą. Nowo wybudowany dom który wybrali nie zdążył jeszcze wrosnąć w otoczenie. Odgrodzony od świata zewnętrznego wysokim niemal na dwa metry murem stał jak wyspa nowoczesności i ostatnia ostoja spokoju w dzielnicy zamienionej w jeden wielki plac budowy. Przecisnęli się przez dziurę w siatce ogrodzeniowej wchodząc na teren sąsiedniej, niezabudowanej parceli. Ostatni szept, ostatni oddech. Za chwilę wszystko się zacznie i już nie będzie odwrotu. Witamy na nowej drodze życia. Fanfary, ukłon, oklaski. Gwiazdy na niebie układają się w pulsująca neonowym światłem strzałę wskazującą cel. Poklepywanie się po plecach. Głębokie, uspokajające oddechy. Jeszcze tylko minuta. Zegarków nie zsynchronizowali. Nowobogackie przedmieście to jednak nie amerykański film.</p>
<p>Druga w nocy.</p>
<p>Mój ojciec i ja w tym samym momencie mieliśmy przerwę. Razem zjedliśmy kanapki. Pokazałem mu zdjęcia jego wnuczek. Wydruki cyfrowych fotografii które żona zrobiła w zoo. Agatka przestraszyła się strusia emu i płakała całą drogę do domu. W drodze na palarnię tata zaczął opowiadać o tym jak bardzo mój brat jako dziecko uwielbiał lwy, tygrysy i gepardy z naszego ogrodu zoologicznego. W ciepłe, letnie popołudnia zwierzaki spały przytłoczone upałem, ciasnotą klatek i nadmiarem zwiedzających. „Dlaczego kotek śpi?” pytał wtedy mały Piotruś i wykrzywiał usta w żalu. Zawsze powtarzał, że kiedyś wyjedzie do Afryki robić filmy o życiu dzikich kotów. Pomysł ten wywietrzał mu z głowy właściwie dopiero w gimnazjum. Wtedy już zajmował się muzyką. Bity i nawijki razem z ziomalami. Piwnica zamieniona w klub osiedlowy. Pierwszą klasę musiał powtarzać. Ojciec nigdy nie sięgał po pas jako narzędzie wychowania. Myślę, że wtedy powinien był mu porządnie przylać. Bo dawanie przykładu czy tłumaczenia mamy na niewiele się przydały. Osiedle zastąpiło mu rodzinę. Rodziców i starszego brata. Ucieszyliśmy się kiedy wybrał sobie dobre liceum w Lublinie. Nowe miasto, jakaś dziewczyna może... Spokój. Szkoła. Jakaś namiastka uporządkowania. Woziłem go na dworzec autobusowy polonezem ojca i pożyczałem pieniądze na fajki. Tata nie toleruje papierosów i alkoholu przed osiemnastką. Nawet w ilościach śladowych. Taki już jest. Jeśli zasady to jasne, respektowane z żelazną konsekwencją. Żadnych wielkich, filozoficznych systemów moralnych pełnych przykazań nie do wypełnienia. Małe, proste rzeczy. Granice które są logiczne jak oddech. Odstępstwa od reguł karane ze spokojem i dobrotliwym uśmiechem. Nigdy nie podniósł rękę na nas – swoich dwóch synów. Tym bardziej na żonę. Do mamy mówi „Aniele”. Pamiętam że jako mały chłopiec podziwiałem jego długie wąsy na których zatrzymywała się piana z piwa. Przecierał je zewnętrzną stroną dłoni z dziwnie nieśmiałym, chłopięcym uśmiechem. Jakby się wstydził, ze przez moment wyglądał niechlujnie. Podobno odziedziczyłem po nim ten odruch, mimo że nie noszę wąsów. Patrząc w lustro w swoja zmęczoną po pracy twarz zauważam z każdym dniem coraz większe podobieństwo do ojca. Piotr jakoś tak nieuchwytnie się od nas różnił. Myśleliśmy, że to normalny, młodzieńczy bunt, nieco tylko spotęgowany marzycielskim usposobieniem. Wyobrażaliśmy sobie Piotrka na studiach. Przeżywającego kolejna sesję i dorabiającego na wakacjach w pubie albo za granicą. Później zostałby inżynierem i pracowałby gdzieś gdzie nie ma nocnych zmian, brudu i potu. Gdzieś gdzie maszyny nie zagłuszają myśli, a kolejna rata za telewizor nie jest problemem. Jeździłby dobrym samochodem, a żonę zabierałby do teatru. Była by to piękna, długowłosa kobieta. Nosiłaby się trochę w stylu młodzieżowym i wyglądałaby jak artystka. Brunetka ucząca w liceum języka francuskiego. Zakochana w starych filmach i mówiąca do swoich uczniów z pięknym akcentem z okolic Marsylii... Pierwszy rok w liceum upłynął mojemu bratu chyba dobrze. Wspominał coś nawet o kimś szczególnym. Kiedy nas odwiedzał zawsze się uśmiechał. Jak tylko zamykał za sobą drzwi Magda przytulała się do mnie i mówiła mi, że takim samym wzrokiem patrzyłem kiedy przychodziłem po lekcjach pod jej liceum w dłoni ściskając bukiet kradzionych tulipanów. Ale chyba to nie była przyszłość której chciałby mój brat. Być może przelewałem na niego swoje niespełnione marzenia o wyższym wykształceniu? Nie to, żeby mi było źle. Miałem dobre dzieciństwo. Jako nastolatek byłem raczej spokojny i cichy. W liceum poznałem Magdę. Tuż po maturze na świecie pojawiła się Milena. Tata załatwił mi posadę u siebie na zakładzie. Jako brygadzista z wieloletnim doświadczeniem i autorytetem zarówno wśród podwładnych jak i przełożonych mógł mi dużo pomóc. I pomógł. Starałem się bardzo i dość szybko polubiłem tą ciężką, na pierwszy rzut oka nieciekawą pracę. Z kolegami przy piwie często rozmawiamy o zagadnieniach technologii produkcji, o materiałach i nade wszystko o maszynach. W każdym z nas tkwi przecież nadal trzyletni chłopiec zafascynowany dużymi, ciężkimi i skomplikowanymi urządzeniami. Po dwóch latach awansowałem,  a na świecie pojawiła się nasza druga córka. Agatka śpieszyła się na świat i pierwsze dni życia musiała spędzić w inkubatorze. Boże, jak ja się wtedy bałem! Klęczałem w przyszpitalnej kaplicy i modliłem się całymi nocami. Wszystko skończyło się dobrze. Jeśli zerknę do dużego pokoju przez kuchenne drzwi zobaczę jak Mila rysuje zwierzątka i kwiatki dla swojej małej siostry. „Narysuj mi słonika”.</p>
<p>Piąta po południu.</p>
<p>Miesiąc temu pięćdziesięciokilkuletni celnik wrócił do Chełma ze służbowej konferencji. Terenowe BMW zostawił w warsztacie. Do domu przyjechał taksówką. Spotkanie w Lublinie skończyło się nadspodziewanie wcześnie. Nareszcie miał całą noc i całe przedpołudnie tylko dla siebie. Żona i dorosły syn pojechali nad Morze Czarne, do jednej z tych małych miejscowości w Bułgarii gdzie nie czujesz się przytłoczony nadmiarem turystów. Włączył alarm, przez chwilę wpatrując się w miarowo mrugającą, czerwoną diodę. Przeszedł do salonu i usiadł w fotelu. Sącząc powoli łiski z lodem zanurzył się w rozmyślaniach. Płacono mu na tyle dobrze by mógł pozwolić sobie na dostatnie życie nie będąc wystawionym na pokusę przyjmowania łapówek od jakiejś przemytniczej mafii. Ceny gruntów w Chełmie nie były wysokie i mimo drastycznej zwyżki na rynku materiałów budowlanych udało mu się postawić piękny dom w spokojnej i bezpiecznej okolicy. Całkiem niedawno opuścili duże, ale jednak mimo wszystko zbyt ciasne mieszkanie w bloku. Zbigniew nie myślał w tej chwili o ratach kredytu zaciągniętego na budowę domu ani o swojej żonie której od dawna już nie kochał. Jej ciało, podtrzymywane w dobrej formie przez drogie kosmetyki, salony SPA i kilkukrotne wizyty u chirurga plastycznego w Kijowie wystarczyło by nie musiał myśleć o innej kobiecie. Nie potrzebował młodszej. W końcu przeżył z Barbarą tyle lat i jest jej coś winien. Z taką kobietą u boku miał to czego potrzebował najbardziej: spokój i stabilizację. Szklaneczka dobrego alkoholu. Ciekawa lektura. Rzeczy które cenił sobie pan Zbigniew były proste i nieskomplikowane. Z powagą traktował swoja służbę i wynikające z niej obowiązki. Znosił jej niedogodności ze statecznością i godnością oficera, którym był do najdrobniejszej komórki ciała. W przeciwieństwie do młodych funkcjonariuszy skuszonych perspektywą wysokich zarobków i wcześniejszej emerytury Zbyszek wykonywał swoja pracę z pobudek patriotycznych. Nowe zadania, jakie spadły na niego po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej były interesujące – nowy sprzęt, nowe procedury... Uczył się wszystkiego z łatwością właściwą ludziom młodszym o dobre trzydzieści lat. Był zadowolony. Pracę, którą jego współpracownicy wykonywali mechanicznie i rutynowo każdego dnia odkrywał na nowo. Bez przesadnej fascynacji, ale z wyraźnym zainteresowaniem. Swoim podwładnym imponował skutecznością, spokojnym uśmiechem, anielską cierpliwością i wiedzą. Jego skłonność do nadużywania alkoholu wbrew pozorom również była zaletą. Wszystkie służby mundurowe piją. Prawdopodobnie nawet pracownicy Poczty Polskiej. Kieliszek wódki podczas szkoleń i spotkań z ukraińskimi kolegami zawsze pomagała w przełamaniu barier i wzajemnej nieufności. Część oficerów znało się zresztą jeszcze z lat osiemdziesiątych kiedy w mundurach Polski Ludowej i Związku Radzieckiego przetrzepywali samochody w poszukiwaniu złota i enerdowskich zegarków. Kolejna szklaneczka Jacka D. Z odrobiną lodu. Cicha i nastrojowa muzyka elektroniczna w tle. Zbigniew przypomniał sobie dzieciństwo w podtomaszowskiej wiosce. Prąd pojawił się tam kiedy mały Zbysio miał dziesięć lat. W pierwszych latach szkoły podstawowej lekcje odrabiał w słabym świetle lampy naftowej. Kłócili się ze starsza siostrą o ten nikły promyk światła. Za dnia, po szkole, pomagali rodzicom w gospodarstwie. Czasu na naukę nigdy nie było zbyt wiele. Kilka lat później mieli już, jako druga rodzina we wsi, telewizor. Żeby złapać sygnał ojciec musiał umieścić antenę na wysokim maszcie. Dobrze, że chałupa stała na pagórku. Drugi odbiornik w okolicy miał Józek Król spod lasu, ale u niego sygnał był słabszy. Wieczorami mieszkańcy wioski schodzili się obejrzeć Dziennik i film. Do Króli albo do Zbyszkowego ojca. Korowód postaci w różnym wieku omijając kałuże i krowie placki szedł zobaczyć kawałek świata. Kuchnia zamieniała się w świetlicę. Lipowa herbata parowała w półmroku, a babcie starowinki odmawiały wieczorny różaniec, nie przerywając ani na moment i tylko pobieżnie śledząc ruchome obrazki pokazywane przez ten nowy wynalazek. Szeptem pomarszczonych twarzy, rzadkimi siwymi włosami ukrytymi pod grubymi kraciastymi chustami, małymi oczkami i dłońmi o powyginanych palcach modliły się o pomyślność i zdrowie dla wnuków. Prawie nie zauważając niewyraźnego obrazu i nie słysząc szumów i trzasków dobiegających z drewnianego pudełka ustawionego na stole przykrytym białym obrusem modliły się do Najświętszej Panienki. Za tych co odeszli i za obecnych tu młodych gospodarzy w kufajkach. Za ich żony. Za dzieci które siedzą wiankiem przy odbiorniku, z szeroko otwartymi ustami chłonąc szeroki świat który wtargnął na falach telewizyjnych i jakby się skurczył będąc na wyciagnięcie ręki. Jednocześnie urósł też jakby gwałtownie pokazując się w całym swoim nieznanym i wspaniałym ogromie. Wspaniałości o których rodzice i dziadkowie nigdy nie opowiadali. Nawet Radek zza rzeki, który z robót przymusowych u Niemca wracał na piechotę i widział pół świata nie mówił o tych wszystkich cudach. Już nie proszą go, żeby gadał o tym gdzie był i co widział, a on obrażony klnie na te diabelskie telewizory. Zbyszek uśmiechnął się do własnych myśli. Jego syn nigdy nie zrozumie drogi jaką przeszedł ojciec. Między nimi zionęła przepaść, nie tyle wieku co skoku cywilizacyjnego jaki się dokonał za jego, krótkiego w gruncie rzeczy, życia. Uśmiechając się spokojne celnik zasnął w fotelu z dłonią na pistolecie i pustą szklanką na piersi. Śniły mu się gruszki podkradane z sąsiadowego sadu. Wykopki i smak ziemniaka pieczonego w popiele ogniska z zeschłych liści i patyków. </p>
<p>Dochodziła druga w nocy. Pulsująca strzałka na niebie zmieniła kierunek, jakby chciała ostrzec trzy skradające się pod murem postaci. Pies nadal śnił koszmary.</p>
<p>Tuż pod murem ułożono nieregularną stertę starego drewna, pochodzącego z jakiejś rozebranej chałupy czy szopy.  Wdrapawszy się na mokre deski młodzi włamywacze mieli otwartą drogę na teren sąsiedniej działki, gdzie w ciemnościach bielił się dom otoczony równo przystrzyżonym trawnikiem. Droga ucieczki miała być kupa piachu usypana przy murze na tyłach domu. Nie uprzątnięto jeszcze wszystkich pozostałości budowy i skradając się w stronę kuchennego okna Piotrek nabił sobie guza o pokrytą strupami zastygłego cementu wiekową betoniarkę, która jakby wyrosła spod ziemi. Kiedy już wybiją kuchenną szybę włączy się alarm. Starsi koledzy pobiegną szukać kasy i biżuterii na piętrze, a  on rozejrzy się na dole, gdzie powinien być jakiś salon z którego można skroić diwidi i inne mniejsze urządzenia elektroniczne. W ciągu pięciu minut opuszczą  budynek i uciekając przez mały lasek na tyłach wsiądą do samochodu. Fanty kupi znajomy student z KUL. Współpracowali z nim w zeszłe wakacje, kiedy robili domki na działkach i przyczepy kempingowe. Nigdy ich nie oszukał. Co prawda taki dom to większa sprawa jest, ale Piotrek się nie bał. Za dużo razy to robił żeby się bać. Przystanął. Czekając na kumpli mocno zaciskał palce na wypolerowanym drewnie bejsbolowego kija. Za chwilę uderzą kluczem francuskim w szybę, resztę szkła stłuką kijami i wejdą do środka. Włączy się alarm i będą mogli krzyczeć do siebie ile sił w płucach. Dodając sobie odwagi i informując o wzajemnym położeniu. Raz. Dwa. Trzy. Szyba posypała się pięknie. Piotrek wybił skrawki szkła przejeżdżając kijem po plastikowej futrynie i jako ostatni wskoczył do kuchni. Alarm włączył się i zaczął wyć. Koledzy już pokonywali schody, a on skręcił w lewo w kierunku gdzie powinien być jakiś pokój z telewizorem, kanapą. W korytarzu zderzył się dobrze zbudowanym, wysokim mężczyzną w krótkich spodenkach i rozpiętej koszuli. Strzał zabrzmiał dziwnie cicho. Czas zwolnił tempo. Zbyszek z wyrazem zaskoczenia ciągle wymalowanym na twarzy powoli schylił się i niemal pieszczotliwym ruchem zdjął kominiarkę z twarzy bandyty. Dzieciak. Zabił dziecko. Cały spokój i stabilizację diabli wzięli. W Polsce jeśli zabijesz włamywacza, mordercę, gwałciciela czy inne ścierwo które wkroczyło do twojego domu żeby kraść, zabijać i krzywdzić nie dostaniesz medalu. Dostaniesz kilka lat za kratami. To kraj który wysyła żołnierzy na wojnę i potem ich skazuje za to że zabijali. Ze schodów w panice zbiegało dwóch następnych złodziejaszków. Pan Zbigniew ze smutnym uśmiechem podniósł coraz cięższy pistolet. </p>
<p>Stać i ani drgnąć. Na kolana i pod ścianę. Powoli i spokojnie.</p>
<p>Ludzie mówią szeptem w windach i na klatkach schodowych. W cieniu przystanków autobusowych i sklepów spożywczych. Odwracają wzrok kiedy mama pojawia się w okolicy. Do ojca uśmiechają się smutno i tylko kiwają głowami. Szept wsiąka w ściany i chodniki. Kiedy idę do pracy to już nie ludzie roztrząsają naszą tragedię rodzinną. Ściany.... Ściany i chodniki. Mojego brata osądzają nie ludzie. Oceniają go puste w środku ściany. Zawsze był trochę sam i z boku. Złuszczona farba olejna odłazi płatami z murów i sączy jad: Taka dobra rodzina, a syn był złodziej. Szkoda go, młody był, może by jeszcze zmądrzał. I tego celnika też szkoda, pani Markowska, dobry ponoć chłop był, oficer. Kilka ładnych latek dostał, a za kratami to mundurowych nienawidzą prawie jak pedofilów i pederastów. Pani patrzy, ten starszy taki poukładany. A jakie dziewczyneczki dwie ma śliczne. Jak aniołki, pani Markowska, jak aniołki. Ja nie wiem, jak ta matka to przeżyła. Biedna kobieta. Ojciec wiadomo, chłop, i to z tych twardych, brat to samo – dadzą radę. Ale matki szkoda. Widać wychować nie umiała. Nie dziwne jak ona nigdy nawet klapsa nie dała. A dzieci bić trzeba czasem, bo to nie zaszkodzi, a pomóc może. Ja to pani mówię, czwórkę urodziłam i na dobrych ludzi wychowałam. Zresztą oni jacyś tacy wszyscy dziwni, ta cała rodzina. Może Żydy? Ja to nie wiem, ale w radiu naszym to ostrzegają przed nimi, bo oni ukryci siedzą i czekają lepszych czasów. Niemiec ich nie wytępił wszystkich...</p>
<p>Po szybach wieżowca spływa nienawiść i poczucie wyższości. Dokupiłem dzisiaj dodatkowy zamek do drzwi. Z atestem. Nie wiadomo kto ci się może włamać do mieszkania. Pełno różnych degeneratów wszędzie. Spokój się skurczył i ma teraz powierzchnię trzydziestu kilku metrów kwadratowych. Szepty i krzyki nie mają tu wstępu. Mój brat nie był złym człowiekiem, tak jak ja nie jestem dobrym. Po prostu znalazłem się w odpowiednim miejscu z odpowiednimi ludźmi.</p>
<p><em>Kraków, Zamość – Maj 2008</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Back Part 1]]></title>
<link>http://timstravels.wordpress.com/?p=32</link>
<pubDate>Sun, 25 May 2008 18:29:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>nuggutofjoy</dc:creator>
<guid>http://timstravels.wordpress.com/?p=32</guid>
<description><![CDATA[I&#8217;m finally back in my second home. Krakow, Poland. It was an amazing week, I really couldn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I'm finally back in my second home. Krakow, Poland. It was an amazing week, I really couldn't even explain it all to you in any other words than amazing. It's hard to fathom going to concentration camps, but having an awesome time in the mean time, but it was true.</p>
<p>As we began our journey, we left a little late, it was my fault. I thought I was ready, but ended up delaying the leaving by a few minutes. It really upsets our teachers and I try not to do it, unfortunately, it happened. Everyone was waiting for me, and it was extremely embarrassing. However, that wasn't the main disappointment of the trip. We ended up visiting a castle on the way to Lublin, and we were going to visit a Jewish synagogue.  However, in the last couple days, the synagogue changed ownership so it wasn't available to the public. An unforeseen consequence no one was prepared for. However, we moved on touring the castle with our guide "Kasha." I apologize to her, even if she can't read this, I might be mispelling her name. She was interesting lady with many quirky qualities that made her a down to earth fun-loving person to talk to. After we finished touring the castle, we hopped back onto our bus and headed towards our final destination of Lublin. Along, the way we visited another synagogue though in Zamosc.</p>
<p>Zamosc was a city that contained 12,500 Jews at the start of World War II. This accounted for almost 45% of the total population. They controlled 80% of the local trade. They were concentrated mainly in the Old or New town districts. Once the war was declared on Poland and Germany and the USSR invaded, it took only 2 weeks for them to capture this city. First it was occupied by the Germans, but later it was then occupied by Soviets. They, later, left the city and 5,000 jews would leave with them. Later on in May, 1941, Jews were forced from the Old Town and into the New Town. Jews were told to relocate when there was 10,000 currently in it.  The New Town synagogue became the center for the Jewish Council.  This town, later became a transportation spot for Jews to places like Belzec. Later, this would become a place for other Jews to be transported to places like Sobibor and Majdanek in May and in August 1942. This town was a site of an entire way of life being whiped out from the map. It whiped away the Jewish culture due to the Holocaust from the Nazis.</p>
<p>Lublin had an amazing motel we stayed in. We were able to easily access a gas station close by or walk to the market square. However, the natives were a little bit more hostile, atleast the kids were. Chris, Bree, Megan, Jenn, and I were walking around trying to find a place to eat when kids yelled at us to stay away from their car. They then proceeded to curse at us every curse they knew. It was obvious they were Polish and just trying to look tough as a teenager, however it was a problem hard to ignore. I only later learned this hostility was directed at Britain travelers who had exploited the Polish law enforcement system. Unfortunately, we were guilty by association of either t-shirts with english or our spoken language. I'm not sure how they couldn't differentiate our language dialects. Who knows. Anywho, we were able to escape into a nearby restaurant and enjoy a few brews and forget about what we had saw. However, upon returning, a brick next to a shattered hatchback car window only reminded us of the hostility. The night ended after we toured the city and we woke up the next morning.</p>
<p>This day was devoted toward seeing the Majdanek  concentration camp. This camp was a forced labor camp which many of the Jews constructed roads to other parts of the camp. Like other memorial sites, there was the mention of: hair shaving, gold teeth pulling, and body dissection in order to exploit the opressed for all they were worth. In this site, we saw the ovens that were used to cremate the bodies. I believe only 200 could be burned a day, and so with 78,000 people were murdered in the camp, 59,000 of them Jews. It would be going constantly. During this time, the city could smell ashes brush into their city and they knew what was happening. Due to the times though, they ignored it by using anti-semitism as a reason for dehumanization and exploitation. This town was completely devastated by the holocaust.</p>
<p>Moving on, I did not attend a tour which extended from the concentration camp to examine the city of Lublin. Since, I was experiencing a major headache. I decided to sit this one out. This constituted most of the day, and we would wake tomorrow to leave for Belzec.</p>
<p>Belzec was purely a death center. It promoted the mass murders of anywhere from 500-600 million jews. They would simply take jews off of cattle cars and murder them in cold blood into ditches. These ditches would try to be hidden later by covering it with farm land and burning down all the instruments of distruction of this death center. The site encapsulated the grave nature of genocide with its eerie, dead silent scenary. As if, this place had been immortalized within the ground. The letters of the signs bleed red rust only reinforced what was a grim scene.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[żółty balonik]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Fri, 23 May 2008 13:04:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=56</guid>
<description><![CDATA[
nie bardzo mi wyszły zdjęcia z tamtego dnia, dlatego wrzucam tylko małą próbkę bekstejdżu. n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/046.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">nie bardzo mi wyszły zdjęcia z tamtego dnia, dlatego wrzucam tylko małą próbkę bekstejdżu. na zdjęciu Ania. a poniżej jeszcze dwa zdjęcia z wyjścia do ogrodu botanicznego z Edytą. kiedy patrzę na to z lewej, do głowy przychodzi mi słowo 'joga' ;)</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/047.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">stwierdziłam ostatnio, że człowiek pozostawiony samemu sobie w sytuacji kryzysowej robi rzeczy, których w życiu nie odważyłby się zrobić gdyby nie był zmuszony. w moim przypadku jest to gotowanie. gotuję. naprawdę, cholera, gotuję :) i coraz bardziej mi się to podoba!</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://youtube.com/watch?v=WMThUc6JY2A&#38;">lipnicka &#38; porter - bones of love</a>]<br />
uwielbiam tę piosenkę.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>you better kill me before I kill you, you look good in black...</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kraków]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=52</link>
<pubDate>Wed, 14 May 2008 09:54:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=52</guid>
<description><![CDATA[To ja może w podpunktach wypiszę i tak nigdy nic fajnego nie napisałem:
1. Nie podoba mi się Kra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To ja może w podpunktach wypiszę i tak nigdy nic fajnego nie napisałem:</p>
<p>1. Nie podoba mi się Kraków<br />
2. Nie podoba mi się Kraków  bo jest za duży<br />
3. Poza Starym Miastem i Kazimierzem jest nieciekawy<br />
4. Moje próby znalezienia pracy innej niż supermarket lub pub spełzły na niczym. Albo jestem chujowy albo miasto jest chujowe. Podsumowując - wole być chujowy w miejscu gdzie się urodziłem (Zamość) niż w miejscu gdzie na tle całej masy studentów ową chujowość widać jak na dłoni. Głupie tłumaczenie ale mam kompleksy.<br />
5. Z powodu problemów i rozchwiania emocjonalnego nic mi się nie chce i tak naprawdę nie przyłożyłem się do czegoś więcej niż roznoszenie cefał.<br />
6. Każdy mi powtarza, że mam się ustatkować i w tych tłumaczeniach jakoś wychodzi na to, że ustatkowanie=Kraków. Tylko ja nie mam wcale ochoty sie ustatkowywać.<br />
7. Nie chce mi się. To już mówiłem chyba.<br />
8. Nie lubię jak ludzie podchodzą do takich spraw jak miłość czy przyjaźń interesownie. "Będzie zajebiście ale tu zostań i pokaż że można ci ufać." Ergo - "weź się ustatkuj".<br />
9. Nie podoba mi się Kraków bez powodu. Może właśnie jego przesadna zajebistość lansowana na każdym kroku mnie odrzuca. A może że to nie ja go wybrałem tylko tu trafiłem bo brat już tu mieszka i znam kilka osób. Tak naprawdę w życiu się tu nie poczuję u siebie. Leicester było nieciekawe ale przynajmniej można je lubić było. Co z tego że już mam zniżki na browar w dwóch pubach? Może po prostu za duże nadzieje wiązałem z tą małopolską dziurą? Drogie dziatki, nie wierzcie reklamie. Zwłaszcza jak Wam miasto wciskają jak pastę do zębów lub proszek do prania. Na bilbordach i w legendach lokalnych.<br />
10. Ktoś co mi coś (sic!) obiecał ma mnie w dupie i nie odpowiada na telefony. Drogie dzieci - nie ufajcie ludziom co Wam obiecują pomoc. Piszcie do szuflady. Kariery nie zrobicie. Najlepiej dajcie sobie spokój z pisaniem i idźcie na studia.<br />
11. Mam zajebiste wyrzuty sumienia jak chodzę po tym mieście i nie mogę nic zrobić żeby się ich pozbyć. Może jestem chory.</p>
<p>Ostatnie i najważniejsze.<br />
12. Wszystkie laski z całego Krakowa nie są nawet w 1% tak niewiarygodne jak Sunfressia. Tyle że ona mnie nie chce.<br />
13. KRAKÓW TO NIE WILNO. To podstawowa jego wada.</p>
<p><em>Thank you and fuck off.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[inwazja]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=51</link>
<pubDate>Sat, 03 May 2008 15:37:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=51</guid>
<description><![CDATA[


jeszcze z końca zimy bodajże, huhu! ale wyglądali uroczo z żółtymi kulami na głowach, nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/035.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/036.jpg" alt="" /><br />
<img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/037.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">jeszcze z końca zimy bodajże, huhu! ale wyglądali uroczo z żółtymi kulami na głowach, nie mogłam się oprzeć ;)</p>
<p style="text-align:justify;"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/038.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">a to z dzisiaj. przeszłyśmy z moimi dziewuchami cztery kilometry w ulewnym deszczu tylko po to, żeby na miejscu stwierdzić, że pogoda wcale nie zamierza się poprawić i mimo wszystko jesteśmy skazane na robienie zdjęć w domu. więc robiłyśmy te zdjęcia w domu. to znaczy ja robiłam. i nawet sporo ich wyszło, bo aż sto osiemdziesiąt jeden! światło było słabiuteńkie, pomysłów niewiele, ale i tak jestem zadowolona, bo po prostu dobrze się bawiłyśmy. a po wszystkim te same cztery kilometry drogi powrotnej, pieszo, w trochę mniejszym deszczu. ale, jak to Ania powiedziała - cierpmy dla sztuki ;)</p>
<p style="text-align:justify;">na zdjęciu Kasia, siostra bliźniaczka Ani z poprzednich postów. wiem, że nie powinno się w ten sposób obcinać głowy w kadrze. wiem. po prostu chciałam żeby 'jelenie na rykowisku' były w centrum ;)</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://youtube.com/watch?v=fG8eQBSp9Ao">massive attack - teardrop</a>]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[maj]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Thu, 01 May 2008 09:38:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[
z tych dwóch zdjęć średnio jestem zadowolona. nie mam na razie nic innego. modelki mi się do m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/024.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">z tych dwóch zdjęć średnio jestem zadowolona. nie mam na razie nic innego. modelki mi się do matury uczą, a skany z negatywów - zważywszy na dzień wolny od pracy - będą dopiero jutro po południu :)</p>
<p style="text-align:justify;">uparłam się ostatnio, że codziennie będę sobie zapisywać na jakiejś kartce wszystkie dobre rzeczy, jakie się tego dnia wydarzyły. i dziś, do wszystkich kaw i herbat ze znajomymi, do wszystkich spacerów, koncertów, sałatek greckich i miłych rozmów, dołącza maj. po prostu. bo właśnie się zaczął. bo lubię maj. bo za dwanaście dni przestanę być dwudziestolatką. bo właśnie za dwanaście dni mijają trzy lata odkąd wzięłam do ręki pierwszy aparat :)</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://youtube.com/watch?v=RE8EAqneUbM">kylie minogue - in my arms</a>]<br />
pierwszy raz w życiu podoba mi się piosenka Kylie. zapachniało mi klimatami Roisin i odpłynęłam zupełnie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[portret]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 11:43:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[
jeszcze raz Ania. w takim właśnie wydaniu, bo lubię wysokie kontrasty. nie przepadam za to za zd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align:middle;" src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/023.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">jeszcze raz Ania. w takim właśnie wydaniu, bo lubię wysokie kontrasty. nie przepadam za to za zdjęciami pionowymi, ale inaczej się nie dało. jakoś będę musiała to przeżyć ;)</p>
<p style="text-align:justify;">generalnie padam po wtorkowej siłowni. przechylając się w prawo odnoszę wrażenie, że zaraz mi się złamie kręgosłup, z przechylaniem się w lewo sprawa wygląda całkiem podobnie. chodzę jak połamana, a poranne ciąganie za sobą wielkiej walizki wcale mi samopoczucia nie poprawiło. zjadłabym sałatkę grecką, która w tym momencie wydaje się być tylko odległym marzeniem nie do spełnienia. siedząc w busie do reszty popsułam i tak już ledwo działające słuchawki od playera, czym skazałam się na ponad godzinne wsłuchiwanie się w warkot silnika pomieszany ze szlagierami płynącymi z radia zet. dobrze, że nie leciała eska... i nawet włosy mi się dziś nie układają jak trzeba. świat przeciwko mnie :)<br />
ale wczoraj było miło posiedzieć przy dżinie z tonikiem i pośmiać się ze znajomymi. i obejrzeć pięć odcinków Ally McBeal praktycznie na raz. tak. to mi się podobało :)</p>
<p style="text-align:justify;">czekam na skany z rossmannowych negatywów, z pożyczonego zenita.</p>
<p style="text-align:justify;">[<a href="http://youtube.com/watch?v=uA6J2dJmsco">goldfrapp - caravan girl</a>]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[a heart or an apple?]]></title>
<link>http://purepleasure.wordpress.com/?p=40</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 12:25:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>ola</dc:creator>
<guid>http://purepleasure.wordpress.com/?p=40</guid>
<description><![CDATA[
jeden z osiemdziesięciu portretów, jakie dziś zrobiłam. reszta spokojnie czeka na obrobienie w ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y196/smakowanie/022.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">jeden z osiemdziesięciu portretów, jakie dziś zrobiłam. reszta spokojnie czeka na obrobienie w osobnym folderze, więc efekty będą innym razem. w każdym razie wielki buziak dla Ani za dobre chęci, odporność na rosę, pająki i pokrzywy i oczywiście za niewyczerpane pokłady cierpliwości :*</p>
<p style="text-align:justify;">[smolik - all i]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Odgrzewany kotlet]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Sun, 23 Mar 2008 17:13:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Dwa kawałki z demka DPD które zapodałem na wrzuta.pl bez wiedzy i zgody ;] reszty historycznego s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dwa kawałki z demka DPD które zapodałem na wrzuta.pl bez wiedzy i zgody ;] reszty historycznego składu kapeli. To były jednak zajebiste czasy...</p>
<p><b> Anioły</b>  - <a href="http://www.wrzuta.pl/audio/9mCUsYxpXU/d.p.d._-_anioly_demo_2005" title="http://www.wrzuta.pl/audio/9mCUsYxpXU/d.p.d._-_anioly_demo_2005" target="_blank">http://www.wrzuta.pl/audio/9mCUsYxpXU/d.p.d._-_anioly_demo_2005</a></p>
<p><b>Nie oceniaj</b>  - <a href="http://www.wrzuta.pl/audio/rlKizaOnhR/d.p.d._-_nie_oceniaj_demo_2005" title="http://www.wrzuta.pl/audio/rlKizaOnhR/d.p.d._-_nie_oceniaj_demo_2005" target="_blank">http://www.wrzuta.pl/audio/rlKizaOnhR/d.p.d._-_nie_oceniaj_demo_2005</a></p>
<p>Dla zainteresowanych teksty:</p>
<p><i><b><u>anioły</u></b></i></p>
<p><i>stoję w twoim ogrodzie<br />
próbuję otworzyć swoją kochającą duszę<br />
lecz widzę tylko anioły<br />
szare anioły o tak ludzkich twarzach</i></p>
<p><i>TWARZACH</i></p>
<p><i>powiedz mi że wiesz<br />
że bardzo tego chcesz<br />
powiedz mi że wiesz<br />
bardzo tego chcesz</i></p>
<p><i>bardzo chcesz</i></p>
<p><i>bardzo chcesz...</i></p>
<p><i>BARDZO CHCESZ</i></p>
<p><i>stoję w twoim ogrodzie<br />
próbuję otworzyć swoją duszę<br />
lecz widzę tylko anioły<br />
ANIOŁY</i></p>
<p><i>ANIOŁY</i></p>
<p><i>powiedz mi że też<br />
że bardzo tego chcesz<br />
powiedz mi że pragniesz<br />
i nie boisz się</i></p>
<p><i>nie boisz się</i></p>
<p><i>nie boisz się...</i></p>
<p><i>NIE BOISZ SIĘ</i></p>
<p><i>stoję w twoim ogrodzie<br />
próbuję otworzyć swoją duszę<br />
lecz widzę tylko anioły<br />
ANIOŁY</i></p>
<p><i>ANIOŁY   </i></p>
<p><i><b>nie oceniaj </b></i></p>
<p><i><br />
hej! chcę powiedzieć że<br />
niepotrzebnie trudzisz się<br />
ja nie przejmuję się<br />
mam cię gdzieś<br />
hej! i tak nie zmienisz mnie<br />
będę robił to co chcę<br />
będę zawsze tam gdzie chcę<br />
hej! i  tak nie zmienisz nic<br />
bo bedę dalej żył<br />
więc odpierdol się</i></p>
<p><i>NIE OCENIAJ<br />
więcej mnie </i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pogadajmy o cyckach]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=98</link>
<pubDate>Mon, 17 Mar 2008 15:32:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=98</guid>
<description><![CDATA[Z tygodnika Przekrój:
Pogadajmy o cyckach
Potną nożyczkami twój ulubiony sweter, wyśmieją maki]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z tygodnika <b>Przekrój</b>:</p>
<blockquote><p><b><a href="http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&#38;task=view&#38;id=3530&#38;Itemid=50" rel="nofollow" target="_blank" title="Pogadajmy o cyckach">Pogadajmy o cyckach</a></b><br />
Potną nożyczkami twój ulubiony sweter, wyśmieją makijaż, wyrzucą stanik. Telewizyjne specjalistki od mody Trinny Woodall i Susannah Constantine nie są twoimi przyjaciółkami. I właśnie dlatego robią taką furorę<br />
Trinny i Susannah uczą, jak się ubierać, ale przede wszystkim, jak się nie wstydzić własnego ciała, nawet jeśli dalekie jest od doskonałości. Same też pokazują swoje słabe strony<br />
Ciekawe, czy taka akcja udałaby się w Polsce? Niemal tysiąc kobiet w każdym wieku przychodzi na rynek – powiedzmy w Zamościu – i pozwala specjalistom dobrać sobie stanik. A później wszystkie w jednej chwili ściągają bluzki, demonstrują światu nową bieliznę i rzucają pod niebo stare biustonosze! To udało się oczywiście dwóm słynnym Brytyjkom, gdy w ramach programu „Trinny i Susannah rozbierają Wielką Brytanię” (w Polsce emituje go TVN Style) postanowiły zająć się kwestią biustu. – Jako naród ignorujemy nasze cycki – uznała Susannah i miała rację, skoro aż 70 procent biorących udział w programie Brytyjek miało źle dobrany stanik. Myślicie, że to błahostka? Jesteście w błędzie, bo fatalny biustonosz to nie tylko kawałek materiału, który ciśnie i uwiera – to dyskomfort, wrażenie, że wygląda się kiepsko, kompleksy, osłabione poczucie własnej wartości... Rozbierając Wielką Brytanię z ciuchów, Trinny i Susannah tak naprawdę obnażają emocje. Nieprzypadkowo swój program nazywają „misją”.</p>
<p>Rewolucja w szafie<br />
– Chcemy, żeby kobiety kochały swoje ciała – deklarują Trinny i Susannah, a panie, które wpadną w ich ręce, słyszą: „Ubrałaś się jak kierowca ciężarówki”, „Czujesz się niepewnie, bo jes­teś zaniedbana”, „Spalmy ten łach!”. Dostaje się też mężczyznom: „A cóż to? Kryzys wieku średniego?” – skrzywiły się na widok siwiejącego faceta w szortach i różowym T-shircie.<br />
Niektórych potrafią doprowadzić do łez (za co bywają  krytykowane), ale widzowie, którzy oglądają programy w zaciszu domowym, oczywiście w rozciągniętych dresach, uwielbiają te bezlitosne komentarze. – Przyjaciele nigdy ci nie powiedzą, że źle wyglądasz. A my nie jesteśmy twoimi przyjaciółmi – tłumaczą Trinny i Susannah i dodają, że nigdy nie krytykują osób, ich wieku ani ciała, a jedynie ich stroje.<br />
Zaczęły kilkanaście lat temu od modowych felietonów w „The Daily Telegraph”, ale prawdziwą popularność przyniosły im dopiero programy dla BBC „Jak się nie ubierać”, w których robiły rewolucję w szafie osób zgłoszonych do programu przez znajomych. Darły swetry, cięły nożyczkami dżinsy, niszczyły spódnice, nie szczędząc właścicielom garderoby gorzkich słów. Od 2007 roku realizują dla ITV cieszące się ogromnym powodzeniem programy o rozbieraniu Wielkiej Brytanii. Są autorkami książkowych bestsellerów, konsultantkami w programie Oprah Winfrey, a dla „Good Morning America” komentowały w tym roku stroje gwiazd na rozdaniu Oscarów. Ich sukces nie polega jednak na grzaniu się w blasku sław, ale na kontakcie ze zwykłymi ludźmi, którym radzą, jak się ubierać, żeby wyeksponować atuty i ukryć wady. Nie namawiają do morderczych diet ani operacji plastycznych, nie doradzają, żeby wydawać setki funtów u projektantów. Do swojej różowej przymierzalni zapraszają kobiety, często z małych miejscowości, zahukane, zaniedbane. Ściągają z nich dresy, spódnice na gumce, za luźne koszule, za duże biustonosze i dokonują cudownych metamorfoz, robiąc zakupy w najbliższych sklepach. Inspiracji nie szukają bynajmniej w luksusowych pismach. – Nie patrzymy okiem redaktorek mody – mówi Susannah. – Owszem, „Vogue” pokazuje piękne rzeczy, to właściwie sztuka. Ale w ogóle ich nie obchodzi, jak to wygląda na kobietach!<br />
Nie dopuszczę do tego!<br />
– Uważacie, że dobrze jest mieć cycki w pasie? – zwróciły się w odcinku poświęconym stylowi starszych osób do grupki statecznych 70-latek. Otwartość prowadzących szybko udziela się uczestniczkom programu, które przestają wstydzić się siebie, innych, kamery i pokazują swoje zniszczone przez wiek ciała. Trinny i Susannah w programie oglądanym przez setki tysięcy ludzi potrafią stworzyć atmosferę intymności, to jak wizyta u przyjaciółek na ploteczkach, gdzie kobiety wyznają sobie różne rzeczy, a nawet... macają się po cyckach. Macanie biustów to absolutnie ulubiona czynność prowadzących.</p>
<p>Sympatię i zaufanie do prowadzących na pewno zjednuje im to, że same też się odsłaniają: cały świat wie, że Trinny była alkoholiczką i miała problemy z zajściem w ciążę, wszyscy mogą współczuć Susannah chorobliwej nieśmiałości i lęków. Trinny wciąż opowiada o swoich mikroskopijnych piersiach, Susannah o za dużym biuście i rozciągniętym porodami brzuchu. Gorzej, kiedy się rozbiorą i staną wśród uczestniczek (gorzej dla uczestniczek oczywiście), bo obie – choć grubo po czterdziestce – wyglądają rewelacyjnie. Jak łabędzie wśród brzydkich kaczątek. Liczy się jednak to, że też ściągają spódnice i pozwalają się oceniać. Śmiało sprawdzają na sobie różne modowe patenty – ale nie tylko. W odcinku, o którym mowa, Susannah pozwoliła charakteryzatorom przeobrazić siebie w 70-latkę. Kiedy zszokowana patrzy w lustro na pomarszczoną kobietę z obwisłym biustem i brzuchem, trudno uwierzyć, że ta scena mogła być wyreżyserowana. A już na pewno nie, kiedy przerażona powtarza kilka razy: „Nie dopuszczę do tego, nie dopuszczę do tego”.</p>
<p>Brytyjki kapitalnie potrafią rozgrywać emocje, angażują się w kupowanie bluzek, jakby chodziło o czyjeś życie – zresztą pewnie czasem chodzi. – Kobiety zawsze troszczą się o innych, o siebie na końcu – tłumaczy Trinny. I tu terapeutycznej mocy programu nie da się zakwestionować: pozwala on uczestniczkom zwrócić uwagę na ich własne potrzeby, opanować kilka prostych patentów na poprawienie wyglądu, a tym samym samopoczucia. Jest w tym afirmacja ciała, akceptowanie przemijania, uczenie się własnej kobiecości. Chodzi przecież o to, żeby polubić siebie, a programy o rozbieraniu Wielkiej Brytanii udowadniają, że nie tyle z modą, ile z tym właśnie jest tu kiepsko (aż strach pomyśleć, jak by to wyglądało w Polsce!).</p>
<p>Czasem trudno dociec, co było pierwsze: fatalny strój czy fatalny nastrój. Gdy – dość często – zarzuca się Trinny i Susannah nadmierne koncentrowanie się na tym, co zewnętrzne, obstawanie przy tym, że nowa bluzka może uczynić cuda, ta druga zdecydowanie przekonuje: – Jeszcze nie spotkałam pewnej siebie kobiety ubranej byle jak.</p>
<p>„Jesteśmy takie jak wy” – sugerują Trinny i Susannah, co nie do końca jest prawdą. Obie wywodzą się bowiem z brytyjskiej klasy wyższej, są świetnie wykształcone, zawsze były zamożne, mieszkają w najlepszych dzielnicach Londynu i zarabiają mnóstwo kasy. Choć obcałowują swoje podopieczne, a Susannah ma w zwyczaju pożyczać im swoje staniki, ich prawdziwymi przyjaciółmi są Elton John czy Mick Jagger. Protekcjonalne pochylanie się pań z wyższych sfer nad „plebsem” to najczęstszy zarzut stawiany przyjaciółkom. I oczywiście natychmiast odrzucany przez fanów programów, a to oni decydują, komu pozwolą się pouczać.</p>
<p>To zresztą pewien paradoks, że żyjemy w czasach, w których telewizja zarabia krocie dzięki przekonywaniu nas, że nie jesteśmy w stanie sami­ posprzątać mieszkania ani go urządzić, powiesić prania, wychować dziec­ka, ugotować jajka ani kupić spodni. Wszystkiego od początku do końca muszą nauczyć nas specjaliści. Telewizyjne lekcje będą nas słono kosztować, bo nagle okazuje się, że normalny człowiek nie może funkcjonować bez setek niezbędnych­ przedmiotów w rodzaju garnka do tagine’u i trzech rodzajów wkładek do biustonosza. Programom Trinny i Susannah spokojnie można zarzucić nakręcanie konsumpcyjnej spirali, szczególnie że same projektują i sprzedają ubrania. I tu dochodzimy do zasadniczego pytania: czy naprawdę chodzi w tym wszystkim o demokratyzację mody, czy raczej jej terror? Nie jestem pewna. W każdym razie chyba nie wyjdę dziś z domu. Boję się otworzyć szafę.</p>
<p>Małgorzata Sadowska</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ghost girl]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=62</link>
<pubDate>Wed, 10 Oct 2007 17:33:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=62</guid>
<description><![CDATA[Ghost girl.
Emo story.
Sometimes I feel
Like I dont have a partner
Sometimes I feel
Like my only fri]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ghost girl.<br />
Emo story.</p>
<p>Sometimes I feel<br />
Like I dont have a partner<br />
Sometimes I feel<br />
Like my only friend<br />
Is the city I live in<br />
The city of angel<br />
Lonely as I am<br />
Together we cry</p>
<p>Red Hot Chili Peppers - Under the bridge</p>
<p>Miasto poza zabytkowym Starym Miastem nie było jakieś szczególne. Było<br />
raczej nudne. Samotne spacery urozmaicić mogła jedynie muzyka z<br />
odtwarzacza i dresiarze ponurym wzrokiem spoglądający spod klatek,<br />
placów zabaw i przystanków autobusowych. Były to właściwe jedyne<br />
atrakcje jakie spotykały krążących po chodnikach. Wzdłuż oświetlonych<br />
latarniami ulic i wśród bloków rozświetlonych bladoniebieską poświatą<br />
telewizorów. Zwykłe, prowincjonalne, niegdyś wojewódzkie miasto jakich<br />
wiele. Magia ulic ujawniała się z rzadka i jakby nieśmiało, wychylając<br />
się zza półcieni rzucanych przez latarnie albo łapiąc w dłonie<br />
zmęczonych i spóźnionych imprezowiczów wracających wczesnym rankiem do<br />
domów. Magia tego miasta była jak mała dziewczynką bawiąca się w<br />
chowanego. I była światłem. Miasto z racji swoich niewielkich rozmiarów<br />
nie gwarantowało dźwiękowych fajerwerków. Nie było tu nocnego gwaru,<br />
odgłosów strzelanin. Nic z tych rzeczy. Nawet zwykłe tło jakie<br />
zazwyczaj zapewnia ruch uliczny było tu niewyczuwalne. Może od czasu do<br />
czasu jakiś zdezelowany samochód spazmatycznymi wybuchami z tłumika<br />
zakłócił zasłużony spokój matek-polek i ojców-polaków w zaciszu kołder<br />
konsumujących owoce uświęconych tradycją związków małżeńskich. Miasto<br />
jak miasto. Tyle. Przebłyski niezwykłości przejawiały się więc poprzez<br />
światło. Taka średnio-miejska muzyka fotonów. Tak jak nasze zabawy w<br />
"Gdzie jest twój cień?". Zabawne jak trudno jest przewidzieć gdzie za<br />
chwilę pojawi się twój cień kiedy spacerujesz poprzez osiedle, a kilka<br />
źródeł światła nieustannie wprowadza cię w błąd.</p>
<p>Miejsca pełne samotnych ludzi. Których jedyną zasługą stało się to, że<br />
jeszcze trzymają się w obrębie tego co określa się trochę na wyrost<br />
mianem "normalności". Młodzi ludzie spędzający wieczory zgrupowani i<br />
zjednoczeni dzięki istnieniu klatek schodowych, opuszczonych na noc<br />
piaskownic, mostów zapewniających schronienie, parków, zrujnowanych<br />
budynków. Spędzających ten czas razem z braku lepszych pomysłów.<br />
Pijących piwo i palących tanie, przemycane papierosy. Za dnia mających<br />
swoje zwykłe, nudne życie. Podsumowujący je w pustych rozmowach o<br />
niczym. Rozładowujących swój żal w alkoholu i sporadycznych bójkach.</p>
<p>Moje miejsce na ziemi.</p>
<p>Scenariusz tego filmu jest prosty jak otaczająca mnie rzeczywistość.<br />
Bez niedomówień i efektów specjalnych. Może trochę śmieszna. Wyobraź<br />
sobie człowieka. Młodego mężczyznę z trochę przydługimi, ciemnymi<br />
włosami. Ubranego w dżinsowe spodnie i powyciąganą bluzę z kapturem. Z<br />
nieodłącznym odtwarzaczem emeptrójek lub diskmenem. Powoli<br />
przemierzającego wieczorem miasto. Odwiedzającego wszystkie znane mu<br />
miejscówki w nadziei spotkania kogoś znajomego. Za dnia praca w<br />
supermarkecie, w soboty i niedziele studia zaoczne. Była dziewczyna,<br />
która po roku studiów w stolicy znalazła sobie jakiegoś młodocianego<br />
pseudointeligenta z sfer lepszych. Cztery mocne piwa w plecaku. Paczka<br />
fajek. Obojętny lub spokojny wyraz twarzy. Skacowane poranki.</p>
<p>Była najpiękniejszym zjawiskiem jakie kiedykolwiek zauważył. Usiadła<br />
pod mostem, tuż pod ścianą na przeciwległym brzegu rzeki. Wystarczyłoby<br />
przeskoczyć wąską, leniwie płynącą rzeczkę, uchwycić się powyginanych<br />
metalowych prętów sterczących z filara podtrzymującego śpiącą powyżej<br />
ulicę, złapać równowagę i powiedzieć nieśmiałe, pierwsze "Cześć!".<br />
Jedną nogę trzymała prostą, drugą podciągnęła, kolanem dotykając<br />
podbródka. Dłonią zasłaniała usta. Długie, jasne włosy spływały na<br />
ramiona ginąc w cieniu. Ukryta tuż przy ścianie była prawie<br />
niewidzialna. Łatwa do przeoczenia jak motyl w kwitnącym ogrodzie.<br />
Starając się skupić wzrok ostrożnie wyciągnął i przypalił papierosa,<br />
pełen nadziei, że zostanie zauważony, a ona poruszy się choć na moment.<br />
Powietrze wibrowało smutkiem. Gdzieś w pobliżu granicy ordynarnych<br />
zmysłów i delikatnych przeczuć unosiło się poczucie opuszczenia. Bycia<br />
wykorzystanym, zdradzonym i zostawionym. To wszystko co on sam czuł<br />
przez ostatni rok. Może zresztą były to jego własne uczucia. Chyba<br />
jednak nie. Jej wzrok, a był pewien że na niego patrzy, był łagodny a<br />
mimo to sprawiał niemalże fizyczny ból. Przygniatał. Powoli wstał.<br />
Gdzieś w środku, pod ciężka kołdrą alkoholowych oparów, głęboko poza<br />
dniówkami odrabianymi z obojętnością i sztucznym uśmiechem na ustach,<br />
ponad osiedlowymi sklepikami nocnymi i nocami spędzonymi nad książką.<br />
Gdzieś tam, przestraszone swoim istnieniem Coś drgnęło. Ciepło<br />
rozlało się po całym ciele, miłosnym uściskiem oplatając kręgosłup,<br />
rozgrzewając dłonie, lekkim swędzeniem drażniąc usta. Zrobił krok do<br />
przodu. Ten jeden krok za dużo. Oświetlenie zmieniło się nieco.<br />
Konfiguracja źródeł światła przesunęła się i wtedy zobaczył. Dziewczyna<br />
była tylko grą świateł i cienia na pokrytym wieloma warstwami graffiti<br />
murze. Ulotność i magia skonała cichutko przytłoczona przez<br />
rozczarowanie i śmieszność. Wiedział już, że to tylko to głupie coś w<br />
środku znowu go oszukało. Papieros wrzucony do rzeki umarł z cichym,<br />
szyderczym prychnięciem. Jak kot uciekający pod radiowóz. A on?<br />
Powolnym krokiem odszedł w stronę pobliskiej stacji benzynowej...</p>
<p>- Wiesz, przyniosłem Ci coś dzisiaj, mam nadzieję, że Ci się spodoba.<br />
To płyta którą ostatnio kupiłem. Jeśli pozwolisz włączę kilka kawałków<br />
z telefonu. Wiem, że słuchanie muzy z komórki to żenada... Ale lepsze to<br />
niż nic, prawda? Dzisiaj w pracy zastanawiałem się czy kiedyś jeszcze<br />
dane mi będzie zobaczyć te norweskie fiordy o których Ci tyle<br />
opowiadałem...Kurde jak ja bym chciał tam znowu pojechać... Tym razem<br />
nie jako uczestnik jakiejś nędznej zorganizowanej wycieczki licealnej.<br />
To było naprawdę piękne miejsce! Spodobałoby Ci się! Zastanawiam się<br />
czy też chciałabyś żebym dotknął Twojej ręki... Myślę o Tobie, kochana,<br />
całymi dniami...A Ty?</p>
<p>Nie odpowiedziała. Z smutnym uśmiechem ukrytym za dłonią przypatrywała<br />
się swojemu chłopcu. Mostem powyżej przejechał samochód. Deszcz nie<br />
chciał spaść.</p>
<p>październik 2007</p>
<p>tags: teksty  </p>
<p>comments (2)</p>
<p>1. karakachanow left...<br />
Thu, 4-10-07 1:05 pm</p>
<p>mroczne...</p>
<p>2. Manivelle left...<br />
Sat, 20-10-07 3:29 pm</p>
<p>pisz na tyle często żebym nie zapomniała co to emocje. znów poruszona.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Miasto mówi?]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=106</link>
<pubDate>Mon, 18 Jun 2007 17:46:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=106</guid>
<description><![CDATA[Kiedy tak chodzę i akurat mam telefon przy sobie robię zdjęcia detalom które w jakiś sposób na]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy tak chodzę i akurat mam telefon przy sobie robię zdjęcia detalom które w jakiś sposób na mnie wpływają. Miasto czasami chce nam coś powiedzieć.</p>
<p><img src="http://img177.imageshack.us/img177/3200/25052007bm4.jpg" alt="null" /></p>
<p>Kimkolwiek jest człowiek odpowiedzialny za tą kartkę - rób to dalej bo dobre jest!</p>
<p><img src="http://img404.imageshack.us/img404/8108/27052007005fb2.jpg" alt="null" /></p>
<p><img src="http://img381.imageshack.us/img381/4774/07062007003lc7.jpg" alt="null" /></p>
<p><img src="http://img404.imageshack.us/img404/9536/07062007002ez9.jpg" alt="null" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mgła]]></title>
<link>http://chyzynski.wordpress.com/?p=104</link>
<pubDate>Tue, 28 Nov 2006 17:44:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chyży</dc:creator>
<guid>http://chyzynski.wordpress.com/?p=104</guid>
<description><![CDATA[Przytłumione miasto do którego tak bardzo chcesz się przytulić kiedy płacze. Zabieram ze sobą ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przytłumione miasto do którego tak bardzo chcesz się przytulić kiedy płacze. Zabieram ze sobą paczkę papierosów i telefon. Nie widać co się stanie za zakrętem. Mgła zabiera poczucie realności i jak za pięknych czasów dzieciństwa nie ma znienawidzonego "tu i teraz". Odgłosy samochodów, śmiech dzieci i gwar rozmów - mgła pochłania dźwięki. Pochłania zapachy. Co jakiś czas zatrzymuję się żeby zrobić zdjęcie. Ono nie boli i miasto przyjmuje je z obojętnością jak kobieta świadoma swojego piękna i przyzwyczajona do nieustającej adoracji. Miasto, każde miasto jakie poznałem bliżej, jest jak kobieta. Nasze kroki to modlitwa szeptana miastu do ucha - miłosne zaklęcie - szczególnie w takie dni jak dziś. Szczególnie nocą. W Nowej Bramie Lwowskiej kobieta gra na skrzypcach. Przytłumione dźwięki płyną powoli i rozmywają się we mgle. Dym z papierosa łączy się z mgłą, łączy się z muzyką i płynie powoli w górę zaplątując się o wieżę Ratusza. Dzieci zaglądają przez barierkę lodowiska - niecierpliwie oczekują na pierwsze oznaki zimy która skuje mnie mrozem i udowodni że jesień to pora pomyłek i niepotrzebnej nadziei. Z okien wystaw patrzy na mnie smutna twarz i z niepokojem odnajduję w niej coraz mniej siebie. Mgła otula mnie i czuję jakby moje miasto unosiło się coraz wyżej - ku chmurom. Unoszę się razem z nim i już tuż, tuż - zaraz będę omijał samoloty i balony. Tuż, tuż i anioły wykręcą mi ręce w nadgarstkach i odkryją przede mną prawdziwą twarz bólu. Udowodnią, unaocznią, usypią kurhan z jesiennych liści. Uciekam ze Starego Miasta i przerażonym wzrokiem omijając park, który kusi mnie i nawołuje tajemnicą otulonych na brudnoszaro drzew i zwilgotniałych liści u podnóża ławek wysokich jak trony dawnych władców, idę dawnym traktem na Lublin. Starsza pani stojąca obok mnie na przejściu dla pieszych jest jakby śpiąca i odwraca wzrok kiedy próbuję się do niej uśmiechnąć. Dzieci przebiegły już wcześniej na czerwonym świetle. Z pobliskiej budowy dobiega dźwięk muzyki i jakby na chwilę przejaśniło się. Idę teraz wolniej przeciskając się przez bazarowy tłum. Słoiki miodu sprzedawane nieopodal przez wąsatego mężczyznę przypominają mi czasy kiedy by byłem małym chłopcem... Bełkoczę pod nosem strzępy dawno zapomnianych wierszy…</p>
<p>Dzisiejsza mgła jest jak całun który okrywa miasto - jak lustro w którym dostrzec można dziwne ścieżki. To unaocznienie poezji która unosi się w Zamościu na co dzień.</p>
<p>tags: teraz  niedokonane  teksty  </p>
<p>comments (2)</p>
<p>1. Artur left...<br />
Wed, 13-12-06 6:26 pm</p>
<p>Ciekawy tekst, wprowadzający w zadumę i spoglądanie w przeszłość, dzieciństwo. Pozdrawiam</p>
<p>2. Manivelle left...<br />
Sat, 14-07-07 12:29 am</p>
<p>Dużo Ciebie</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
