<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zakochanie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zakochanie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zakochanie"</description>
	<pubDate>Sat, 17 May 2008 06:10:28 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Jak zapobiec zdradzie?]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 11:09:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=116</guid>
<description><![CDATA[Z Dziennika:
Jak zapobiec zdradzie?
Okazuje się, że wierność to najłatwiejsza rzecz po słońce]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <strong>Dziennika</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article141993/Jak_zapobiec_zdradzie_.html" title="Jak zapobiec zdradzie?" rel="nofollow" target="_blank">Jak zapobiec zdradzie?</a></strong></p>
<p>Okazuje się, że wierność to najłatwiejsza rzecz po słońcem. Psycholog Gian Gonzaga z University of California w Los Angeles dowiódł właśnie, że żeby nie szukać okazji do romansu, wystarczy być zakochanym.</p>
<p>Proste i oczywiste rozwiązania często okazują się najlepsze. Tak jest i tym razem. Psycholog Gian Gonzaga postanowił zbadać mechanizmy popychające do zdrady. 60 parom, które były ze sobą od co najmniej trzech lat, pokazywał zdjęcia seksownych osób płci przeciwnej.</p>
<p>Uczestnicy eksperymentu dostali zakaz myślenia o ponętnych bohaterach zdjęć. Po czym zostali podzieleni na grupy. Pierwsza z nich miała za zadanie opisać sytuacje, w których ich uczucia do aktualnych partnerów były najsilniejsze. Druga grupa miała sobie przypomnieć najbardziej udany seks ze swoim ukochanym, a trzecia nie dostała dokładnie sprecyzowanego zadania.</p>
<p>Okazało się, że osoby, które skupiały się na uczuciach, z łatwością zapominały o seksownych osobach z fotografii. Grupa opisująca seksualne przeżycia myślała o nich aż trzy razy częściej, zaś osoby, które dostały wolną rękę - aż sześć razy częściej.</p>
<p>Jaki stąd wniosek? Jak przekonuje dr Gonzaga, wystarczy być mocno zakochanym i wciąż myśleć o uczuciach do swojego partnera, by nie dać się skusić na romans. Nic bowiem bardziej nie osłabia atrakcyjności innych mężczyzn lub kobiet, niż miłość do obecnego partnera.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=114</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 11:08:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=114</guid>
<description><![CDATA[Artykuł z Claudii:
Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?
Jedno spotkanie. Ukartowane ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Artykuł z <strong>Claudii</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a title="Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?" rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.claudia.kobieta.pl/claudia2/index.jsp?place=Lead12&#38;news_cat_id=100&#38;news_id=1414&#38;layout=1&#38;forum_id=841&#38;page=text">Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?</a></strong><br />
Jedno spotkanie. Ukartowane przez znajomych lub los, który chciał pchnąć ku sobie dwoje samotnych. Jeśli się wahasz: iść czy nie na takie tête-à-tête, pamiętaj: są tylko dwie możliwości. Rozczarowanie albo... zakochanie.<br />
Gdy ktoś na forum dla samotnych napisał: „Randki w ciemno są dla desperatów (…). Fajne, przystojne dziewczyny i faceci z uczciwymi zamiarami nie sięgają po taką pomoc”, natychmiast zalała go fala sprostowań. I sądząc po ilości wpisów, spotkanie-niespodzianka to dziś coraz częstszy początek miłosnych historii. Jak zauważa psycholog Violetta Nowacka, żyjemy w czasach, gdy praca, kariera, hobby zajmują nam tyle energii, że niewiele jej zostaje na szukanie partnera. A umówienie się z kimś w ciemno oszczędza czas i jest dobrym sposobem na nawiązanie nowej relacji. Choć – jak dodaje psycholożka – nie dla każdego. Taki pomysł spodoba się osobom otwartym, które nie mają problemu z pokazywaniem się publicznie, lubią ryzyko, dobrze radzą sobie ze stresem, są zadowolone z siebie. Także frustratom, którzy rozpaczliwie szukają kogoś do pary. Na kawie z nieznajomym mogą jednak nie odnaleźć się introwertycy, ludzie nieśmiali, wyczuleni na swoim punkcie, którzy źle znoszą porażki. Takiemu wrażliwcowi łatwo pomyśleć „jestem do niczego”, gdy telefon obiecany na zakończenie spotkania („zdzwonimy się”) milczy… Bądźmy szczerzy: ryzyko, że nie znajdziemy wspólnego języka z kandydatem na partnera, jest spore. Doświadczenie tzw. szybkich randek, modnych w USA spotkań dla singli, pokazuje, że w grupie 30 osób zwykle tylko jedna, dwie są w naszym typie. Podczas takiej „fast date” każdy chłopak przysiada się na trzy minuty do każdej dziewczyny. To wystarcza, bo jak zauważają psychologowie, tzw. pierwsze wrażenie powstaje w 30 sekund. Po czym już wiesz: nic z tego nie będzie, lub przeciwnie: zaczynasz myśleć o wspólnych porankach. Takie historie się zdarzają, może więc warto spróbować?</p>
<p>Joanna Borkowska i Marcin Bogdał: zaczęło się od pomyłkowego telefonu…<br />
Na swoją pierwszą w życiu randkę w ciemno Joanna, 24-letnia właścicielka firmy reklamowej, szykowała się jak na ślub. – Przyjaciółki przez kilka godzin robiły mnie na bóstwo. Jedna nałożyła akryl na paznokcie, druga zajęła się fryzurą, trzecia zadbała o makijaż. Efekt? Gdy on, czyli Marcin, wreszcie mnie zobaczył, zapytał ze zdziwieniem: „Po co ci sztuczne paznokcie?”. Myślałam, że mu oczy wydrapię z wściekłości – dziś Joasia opowiada to ze śmiechem. Jej znajomość z Marcinem (która wkracza obecnie w fazę planowania daty ślubu) wcale nie zaczęła się od śmiechu. Zodiakalna pani Baran natknęła się na pana Rybę, a dokładnie jego głos, przez pomyłkę. Marcin, warszawiak, wykręcił numer do swojego kolegi w Łodzi. Źle wybrał jedną cyfrę i połączył się z Joanną (czy to nie zastanawiające, że trafił na dziewczynę?). – Żeby odebrać ten telefon, wybiegłam spod prysznica. Stałam naga, na dywan kapała woda, a jakiś obcy facet pytał, czy jest Marek? Nakrzyczałam na niego, żeby nie robił żartów. Zaskoczony wykrztusił: „Przepraszam”. Po chwili stwierdził, że mam miły (ha, ha!), na dodatek znajomy głos. Tym mnie rozbroił – opowiada Joanna. Pod prysznic już nie wróciła. Wciągnęła ją rozmowa z Marcinem. – Dziwna sprawa, ale miałam wrażenie, że znamy się od dawna. Czułam rodzącą się między nami bliskość, trudną do racjonalnego wytłumaczenia – przyznaje. Marcin czuł to samo, bo dzwonił codziennie. – Zastanawiałam się, jak wygląda. Bliżej mu do Brada Pitta czy dzwonnika z Notre Dame? – żartuje. Gdy przysłał zdjęcie, zobaczyła chłopaka z zakolami. On też nie był zachwycony jej fotką. – Stwierdził, że nie jestem w jego typie. „Zdziwisz się, jak szybko zmienisz zdanie” – pomyślałam przekornie. Cztery miesiące później zaprosiła Marcina na tłoczną parapetówkę. – Chciałam mieć „obstawę” podczas naszego pierwszego spotkania. Przecież mógł okazać się psychopatą albo seryjnym mordercą – tłumaczy. Wyszła po Marcina na dworzec. – Wręczył mi lilię (sztuczną!), spojrzał w oczy i… zaiskrzyło. Przestałam się bać – wyznaje. Od tamtej pory Marcin przyjeżdżał do Łodzi co tydzień. – Gdy zaprosił mnie na kolację do swych rodziców, zrozumiałam, że myśli o mnie poważnie – mówi. Nie mieli wątpliwości, że chcą być razem. Razem więc zamieszkali. Happy end? Jeszcze nie. – Nacieszyliśmy się sobą raptem cztery dni, bo firma Marcina oddelegowała go do pracy w Bydgoszczy. Od trzech lat spotykamy się w weekendy – wzdycha Asia. – Ale już za kilka dni Marcin wraca na stałe do domu.</p>
<p>Marcin: – Los wiedział, co robi, gdy nas łączył. Spotkały się przeciwieństwa. Układ doskonały. Joanna: – Pierwsza wyznałam mu miłość. Ale po roku.</p>
<p>Zanim Joanna i Marcin się spotkali, oboje mieli za sobą nieudane związki. Nie wierzyli, że tak szybko potrafią stworzyć nowy, szczęśliwy.</p>
<p>Anna Karolak: ogłosiła w gazecie, że szuka przyjaciela</p>
<p>Mówi o sobie z uśmiechem: stara panna. Bo to nie jest żaden powód do wstydu czy rozpaczy, ale wyłącznie do działania. – Nie wierzę, gdy ktoś deklaruje, że jest samotnikiem z wyboru. Każdy czeka na miłość. Ja nie chcę tylko czekać, wolę pomagać szczęściu – twierdzi pani Anna, warszawianka. Kiedy miała siedemnaście lat, przeżyła pierwszą miłość. – Niestety, nie skończyła się happy endem. Zostałam oszukana i zraniona. Może dlatego do dziś nie potrafię ułożyć sobie życia? – zastanawia się. Przyznaje, że dojrzałej kobiecie trudno poznać odpowiedniego mężczyznę. – Bo i gdzie? Wokół same pary. A do nocnych klubów nie chodzę – żartuje. – Dałam więc ogłoszenie w gazecie. Napisałam, że szukam kogoś do tańca i różańca (bo uwielbiam tańczyć). Odjęłam sobie parę lat, a co?! – śmieje się. W ogłoszeniu podała numer telefonu i czekała na odzew. Był, i to wielki. Panowie do wyboru, do koloru. – Tych, którzy nie potrafili się wysłowić, dyskwalifikowałam. Inteligencja, pasja to jest to, co cenię sobie u mężczyzn. Tylko jeden przypadł mi do gustu. To właśnie z nim umówiłam się na randkę – opowiada. Oczywiście nie w domu, bo sam na sam z nieznajomym mogłoby być niebezpieczne. Zaproponowała kawiarnię w centrum miasta. – Czekał na mnie miły, dojrzały pan. W prezencie przyniósł pudełko czekoladek. Miły gest – wspomina. Niestety, pozory mylą. Annę zaskoczyło, że na pożegnanie ten dopiero co poznany mężczyzna chciał ją namiętnie pocałować. – Zapytałam grzecznie, czy nie za wcześnie na czułości? Zmieszał się. Uznałam, że zrozumiał i uszanuje moje poglądy – opowiada. Jednak na kolejnych randkach (w kinie, na spacerze) robił to samo. – Był zaskoczony, że protestowałam. W końcu przyznał, że chodzi mu o seks. Nie byłam na tyle zdesperowana, żeby zaspokoić jego pragnienia. Miałam swoje: szukałam porozumienia dusz, dopiero potem ciał. Do dziś się zastanawiam, czemu wziął mnie za desperatkę?</p>
<p>Nie każdemu do twarzy z samotnością. Mnie na pewno nie. Chcę szczęścia we dwoje.</p>
<p>Randka w ciemno to rzecz dla ludzi, ale trzeba liczyć się z tym, że spotkanie okaże się niewypałem – podkreśla Anna.</p>
<p>Anna Dobosz i Tomasz Jakubowski: wyswatała ich wspólna znajoma<br />
W powietrzu pachniało wiosną, koleżanki z roku umawiały się na randki, a ja byłam singielką. Kaśka, moja koleżanka z grupy, postanowiła mnie wyswatać – zaczyna swą opowieść Anna, studentka drugiego roku psychologii. – Codziennie zaczynała podchody: „Wiesz, Anka… mam fajnego kolegę, też studiuje psychologię. Przystojny, inteligentny, z pasją – wyliczała jego zalety. – Może poznam cię z nim?” – proponowała.<br />
Baba Jaga to nie ja<br />
– Wytrwale protestowałam. Czy jestem jakąś maszkarą, że sama nie znajdę sobie faceta? Kaśka łagodziła te wybuchy. Prosiła, żebym spojrzała na sprawę inaczej. – Widocznie nie spotkałaś jeszcze kogoś, kto byłby ciebie wart. Może tym razem się uda? Daj sobie szansę – kusiła. – Nie przekonała mnie. Na ukartowanej randce czułabym się żałośnie. Zagroziłam, że jeśli jeszcze raz wspomni o cudownym koledze do wzięcia, to się obrażę. Dopiero wtedy obiecała, że da temu spokój – wspomina Ania. Jednak Kaśka wróciła do tematu, ale tak, że jej wkręcana znajoma niczego się nie domyśliła. Obie dorabiały po zajęciach jako hostessy w centrum handlowym. Pewnego dnia Kaśka zadzwoniła do Anki. – Czy mogłabyś mnie zastąpić? Rozkłada mnie grypa, a mam dziś rozdawać próbki męskiego kremu. Ratuj! – poprosiła. – Oczywiście zgodziłam się – wspomina Anna. – W markecie był tłum klientów. Wyławiałam wzrokiem młodych mężczyzn i wręczałam im próbki kremu. W pewnej chwili zauważyłam, że kręci się koło mnie jakiś przystojniaczek. Trzy razy podchodził po prezent. Gdy zbliżał się kolejny raz, wypaliłam, że lubię odważnych ludzi. Roześmiał się i poprosił o mój numer telefonu. Dałam się namówić na randkę. Dopiero po kilku spotkaniach przyznał, że... jest znajomym Kaśki. „Podstępna z niej żmija!” – pomyślałam wtedy. Ale dziś dziękuję jej za wytrwałość. Dzięki niej znalazłam miłość.</p>
<p>Warto czasem nie brać spraw w swoje ręce i zaufać znajomym – zachęcają Ania i Tomek.</p>
<p>Magda i Tomasz: poznali się dzięki telewizyjnej „Randce w ciemno”</p>
<p>Z radością wzięli udział w naszej sesji zdjęciowej. Wcześniej spędzili osiem godzin w aucie, by ze Stargardu Szczecińskiego, gdzie mieszkają, dotrzeć do Warszawy. – Nawet pieszo byśmy przyszli, żeby opowiedzieć o naszej miłości – zapewniają Magda Stachewicz i Tomasz Hycnar. Są razem od ośmiu lat, mają 5-letnią córkę Maję. Tomek jest także ojcem 12-letniej Małgosi, która mieszka z jego byłą żoną. – Gdy zgłosiłem się do programu, byłem już po rozwodzie. Ale wcale nie szukałem nowej kobiety – zapewnia. – Pracowałem wtedy w biurze i nudziłem się. Pomyślałem, że fajnie byłoby przeżyć ekscytującą przygodę. Błysnęła myśl: zgłoszę się do „Randki w ciemno”. Oglądałem każdy odcinek. Zazdrościłem tym, którzy zostali wybrani i jechali na superwycieczkę – opowiada. Wykręcił numer do programu, opowiedział o sobie, zostawił numer telefonu. Po kilku tygodniach dostał zaproszenie na eliminacje, a potem nagranie. Magdę zgłosiła do programu siostra. Nic jej o tym nie powiedziała. – Ucieszyłam się, gdy wyjawiła tajemnicę. Nie chodziło mi wcale o szansę na miłość, lecz o wycieczkę – przyznaje szczerze Magda.<br />
Zaczarował mnie ranną rosą<br />
Do dziś wszyscy ją pytają, czy to naprawdę była randka w ciemno. – Tak! Przed nagraniem i oczywiście także w trakcie nawet przez moment nie widziałam mężczyzn, których miałam wybierać – zapewnia. Dlaczego spośród trzech kandydatów wybrała Tomka? – Zaczarował mnie, gdy powiedział, że chciałby spacerować ze mną boso po trawie – mówi. Ale nie tak wyobrażała sobie swego czarodzieja. – Za wachlarzem stał niski blondyn. Wybuchnęłam śmiechem, bo czekałam na wysokiego bruneta – wspomina. – A ja zdębiałem. O co chodzi? Fajny gość ze mnie, a ona wybrzydza? – opowiada Tomek. Ale to nie koniec emocji. – Drżącą ręką wskazywałam kopertę z nazwą kraju, do którego mieliśmy jechać na wycieczkę. Gdy Tomasz Kammel ogłosił: „Chiny!”, aż podskoczyłam ze szczęścia – opowiada Magda. Po nagraniu oboje wracali do domu tym samym pociągiem. Okazało się, że mieszkają 40 kilometrów od siebie: ona w Szczecinie, on w Stargardzie. – Przez całą drogę dobrze nam się rozmawiało, ale tylko tyle. Nie interesowało mnie nic więcej. Byłam świeżo po rozstaniu, nie miałam ochoty na amory – zapewnia Magda. Jednak stało się. W Chinach narodziła się ich miłość. Z tygodniowej wycieczki wrócili zakochani, choć udawali, że tak nie jest. – Na przykład ja zaraz po powrocie pojechałam do pracy do Niemiec. I co? Wróciłam po kilkunastu dniach. Nie mogłam już żyć bez Tomka – przyznaje Magda. Szybko przekonała się, że właśnie na takiego mężczyznę czekała. – Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Kiedyś poszliśmy na kolację. Rzuciłam: „Nawet świeczki nie ma na stoliku”. Tomek zamówił taksówkę i po 15 minutach wrócił z pachnącą świeczką – opowiada. – Bałem się, że Magda mnie odtrąci, gdy dowie się, że jestem rozwodnikiem i mam dziecko. Powiedziałem jej to jeszcze w Chinach. Nie chciałem, żeby myślała, że coś przed nią ukrywam. Przez dwa dni była w szoku. Już myślałem, że to koniec – wspomina. Magda dodaje: – Bałam się angażować w związek z facetem po przejściach. Ale czy miałam wybór? Już byłam zakochana po uszy. Dałam nam szansę. To była dobra decyzja. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi. To chyba widać? – pyta kokieteryjnie. Jest jednak coś, co nie pozwala jej zasnąć.– Zaginęła kaseta z nagraniem naszej telewizyjnej randki. Krążyła wśród znajomych i tajemniczo zniknęła. Błagam – prosi Magda – oddajcie nam dowód naszej miłości!</p>
<p>Mieliśmy ochotę na atrakcyjną wycieczkę. Skończyło się na wielkiej miłości. Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie – twierdzą telewizyjni randkowicze.</p>
<p>Marta Godzisz i Krzysztof Gnoza: trafili na siebie w internecie, gdy weszli na portal www.przeznaczeni.pl<br />
Dewiza Marty? Kto czegoś naprawdę chce, szuka sposobu, by to zdobyć. Kto nie chce, szuka powodu, aby o to nie zabiegać. – Ja zawsze szukam sposobu – zapewnia Marta. Ma 29 lat, jest pełną optymizmu dynamiczną osobą. Od lat działa w stowarzyszeniu „Przygoda z edukacją”. – Nie szukałam na siłę kandydata na męża – zastrzega. – Podrzuciło mi go przeznaczenie – śmieje się. – Kiedyś w autobusie miejskim podszedł do mnie młody mężczyzna, wręczył ulotkę i poprosił: „Bardzo mi zależy, aby pani to przeczytała” – opowiada. Chłopak okazał się posłańcem miłości: reklamował portal www.przeznaczeni.pl. Szukają tu swojej drugiej połowy osoby, dla których życiowym drogowskazem są wartości chrześcijańskie. – Parę godzin później odwiedziłam znajomego. Dawno się nie widzieliśmy. Był odmieniony: tryskał szczęściem. „Poznałem wspaniałą kobietę” – pochwalił się. Gdy zapytałam, gdzie ją spotkał, wymienił adres portalu… z mojej ulotki! To musiał być jakiś znak. Dotarłam do domu i rzuciłam się do komputera – opowiada. Napisała, że lubi sprawiać radość innym, wędrować, wpatrywać się w płomień ogniska. I że kiedyś chce się spełnić w roli kochającej żony i mamy. – Zastrzegłam, że nie szukam romansu, lecz wartościowej znajomości z mężczyzną. Z mocnym akcentem na tę jedyną i wyczekaną – wyznaje. Odpowiedział jej Krzysztof: „Ciekawa z ciebie osoba. »Pomejlujemy« trochę, żeby się poznać?” – zapytał. Marta z humorem odpisała: „Chcę zachować delikatne opuszki palców dla mężczyzny swojego życia. Nie licz więc, że będę godzinami stukać w komputer. Szkoda energii na e-maile, które nic nie mówią o osobowości. A ta jest dla mnie najważniejsza. Sto listów nie zastąpi jednego spotkania” – zakończyła. Nieznajomy złapał przynętę i zaproponował spotkanie. – Tak wyszła na jaw nasza pierwsza wspólna cecha: bez obaw podejmujemy szybkie decyzje – dorzuca Marta. Dzień później już szykowała się na randkę. – To znaczy, szykowałam się wyłącznie psychicznie, bo tak po babsku nie potrafię: nie maluję się, nie jestem typem wampa. Na spotkanie założyłam ulubione dżinsy. Oczywiście, nie splamiłam się makijażem. Chciałam zademonstrować, że absolutnie nie obchodzi mnie żaden podryw – zapewnia. W warszawskiej pizzerii „Pod Wieżą” (Marta specjalnie wybrała pizzerię, a nie kawiarnię ze świecami, żeby nie było zbyt intymnie) przegadali pięć godzin. Myśleli, że minęła zaledwie chwila. – To było naprawdę magiczne spotkanie. Obydwoje mieliśmy poczucie, że znamy się od lat – przyznają. Krzysztof dodaje: – Nazajutrz Marta mile mnie zaskoczyła. Wstaję o piątej, żeby dotrzeć do pracy przed falą korków. Właśnie o piątej dostałem od niej SMS: „Hej, tu spontaniczny budzik” – wspomina. Co było potem? Każde poszło w swoją stronę. Marta wyjechała na obóz dla podopiecznych swej fundacji, a Krzysztof na zaplanowany urlop. – Co tu kryć, tęskniłam – wyznaje ona. – Krzyś mnie zauroczył. Nie mogłam o nim zapomnieć. Paweł, mój podopieczny z obozu, stwierdził: „Pani jest zakochana!”. Miał rację. Codziennie prosiłam, by mój Anioł Stróż troszczył się o ukochanego – zapewnia. Co w tym czasie robił Krzysztof? Modlił się o dobrą żonę. Efekt? Pobierają się z Martą w kwietniu! – Chcę zaprosić na ślub posłańca od ulotki. Kto pomoże go odnaleźć? – pyta Krzysztof.</p>
<p>Marta wciąż przechowuje ulotkę, którą rok temu wręczył jej w autobusie posłaniec miłości.</p>
<p>– Pasujemy do siebie jak puzzle. Ale bez pomocy internetu pewnie nigdy byśmy się nie spotkali – mówią Marta i Krzysztof.</p>
<p>Wojciech Lach: brał udział w tzw. szybkiej randce</p>
<p>Lubię ekstremalne przeżycia, dlatego wziąłem udział w „szybkiej randce” – opowiada Wojtek z Krakowa, szef małej firmy komputerowej. Po chwili wyznaje: – Szczerze? Znajomy, który organizuje w naszym mieście tego typu spotkania, namówił mnie, oświadczając: – „Mam lek na twoje problemy” – wspomina Wojtek. – Co mi dolegało? Nadopiekuńczy rodzice – śmieje się. – Nawet w liceum trzymali mnie pod kloszem. Po szkole musiałem siedzieć w domu. Stałem się odludkiem, na dodatek potwornie nieśmiałym. W życiu nie podszedłem pierwszy do dziewczyny. Ta „szybka randka” miała mnie uratować przed totalnym zdziczeniem – mówi. Jak wyglądała? O umówionej godzinie w kawiarni jednego z krakowskich hoteli pojawiło się 10 kobiet oraz 10 mężczyzn. Wśród nich Wojtek.– Dziewczyny usiadły przy stolikach. Zauważyłem jedynie, że są trzy blondynki, reszta to brunetki. Niestety, nie zapamiętałem ich imion – opowiada. Zadaniem chłopaków było porozmawiać z każdą z nich. Ale tylko przez 3 minuty. Tyle miało wystarczyć uczestnikom ekspresowej randki, by zdecydować, czy mają ochotę na dalszy kontakt. Jeżeli tak, zaznaczają to na formularzu. – Byłem tak zestresowany, że nawet nie wiem, o czym rozmawialiśmy. Zupełnie nie byłem sobą. Dopiero podczas spotkania z ostatnią dziewczyną trochę wyluzowałem – mówi. Jednak żadna nie zainteresowała go na tyle, by chciał się z nią umówić. On też nie spodobał się żadnej. – Nie rozpaczałem. Dla mnie zwycięstwem było już to, że prze żyłem – żartuje dzisiaj. – Po czasie odkryłem, że jestem innym facetem. Wyleczyłem się z nieśmiałości. Teraz bez problemu umawiam się na randki, te „szybkie” też :)</p>
<p>Randka w trzy minuty? To jak ocenianie książki po okładce.</p>
<p>Magdalena Burdzy: poznała kogoś przez 0 700…<br />
Od ośmiu lat Magdalena, warszawianka, jest operatorką telefonicznej linii 0 700… – Nigdy nie umawiam się z mężczyznami, którzy do nas dzwonią. Praca to praca – podkreśla. Tylko raz zrobiła wyjątek. I, niestety, skończyło się źle. Magda wspomina: – To było rok temu. Miałam kiepski humor, a klienci dzwonili bez przerwy. Gdy już prawie kończyłam dyżur, znów zadzwonił telefon. Mężczyzna po drugiej stronie miał miły głos. Nie był typem oszołoma, który szepcze sprośne słówka. Zadzwonił na tę linię pierwszy raz. Leżał chory w domu i chciał z kimś pogadać, wcale nie o seksie. – Wzruszył mnie – uśmiecha się. Potem jego rachunki za telefon rosły tak samo jak zauroczenie Magdą. – Gdy zaproponował randkę, złamałam zasady i zgodziłam się. Nie powinnam!!! – ocenia dziś z dystansu. Umówiła się w bezpiecznym miejscu, pod Rotundą w centrum Warszawy. Zobaczyła swój ideał: niebieskookiego blondyna. – Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem, a po pięciu już było po naszej miłości – wylicza. – Okazało się, że facet, któremu zaufałam, nie odwdzięczał się tym samym. Podejrzewał mnie o zdradę. Uważał, że skoro umówiłam się z nim, to na pewno biegam na spotkania z innymi klientami. To były niesłuszne oskarżenia. Gdy kazał mi wybierać: praca albo on – odeszłam.</p>
<p>Mimo wszystko wciąż będę szukać jasnych stron randek w ciemno. Warto ryzykować!</p>
<p>NASZ EKSPERT RADZI<br />
Violetta Nowacka psycholog,<br />
terapeutka, www.self-psychologia.pl<br />
Wybieram się na tête-à-tête z nieznajomym. O czym powinnam pamiętać?<br />
Przede wszystkim: by uniknąć rozczarowania, nie nastawiaj się na randkę, a na mile spędzony czas. Nie oczekuj, że on od razu się zaangażuje. W rozmowie wykazuj się raczej intelektem, dowcipem. Uwodzenie, schodzenie na tematy erotyczne daleko nie prowadzi. Ważne: na miejsce spotkania wybierz pub albo kawiarnię, nigdy mieszkanie prywatne. I umów się z kimś na kontrolny telefon, by, w razie czego, wyrwał cię od nudnego towarzysza, choćby do chorej babci. Ale nie okazuj frustracji, jeśli on jest inny, niż sobie wyobrażałaś. Nie oceniaj po pozorach. Takie spotkanie to stres, pod jego wpływem ludzie zwykle nie są sobą. Daj mu drugą szansę.<br />
<strong>Agnieszka Rakowska-Barciuk</strong> i <strong>Anna Augustyn-Protas</strong></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[zamglone granice pozostają na swoim miejscu]]></title>
<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/?p=43</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 19:44:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>mrotchnypontchushzagwady</dc:creator>
<guid>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/?p=43</guid>
<description><![CDATA[zdałem sobie sprawę
że mam mało w sobie krwi
że moje nogi ledwo odstają od ziemi
że moje dło]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>zdałem sobie sprawę<br />
że mam mało w sobie krwi<br />
że moje nogi ledwo odstają od ziemi<br />
że moje dłonie nie mogą dotknąć nieba<br />
że mam mało czasu przed sobą<br />
że mam tylko kilka pomysłów, co z tym czasem zrobić<br />
że poznam już bardzo niewielu ludzi<br />
i że dotąd poznałem też raczej niewielu<br />
że nasze znajomości są niezwykle kruche,<br />
bo oni są równie malutcy i nic nie znaczący,<br />
i znikający<br />
a pomimo tego nie potrafię pojąć moją małą główką<br />
jak bardzo ich kocham<br />
i że to wszystko nie jest ważne, gdyby nałożyć to wszystko na mapę galaktyki</p>
<p>usiadłem więc przed domem<br />
patrzyłem w słońce<br />
uśmiechałem się<br />
czasem nawet śmiałem, choć trudno mi byłoby powiedzieć, dlaczego<br />
nie dbałem o to, że słońce zachodzi<br />
że idzie noc<br />
ciemność otuliła mnie<br />
i ostatecznie postawiła po mnie kropkę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Korzyści z miłości.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/2008/03/24/korzysci-z-milosci/</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 15:57:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/2008/03/24/korzysci-z-milosci/</guid>
<description><![CDATA[
Nawet największy twardziel nie potrafi się jej oprzeć. Miłość jest jak grom z jasnego nieba.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="lead">Nawet największy twardziel nie potrafi się jej oprzeć. Miłość jest jak grom z jasnego nieba.</p>
</blockquote>
<blockquote><p><b>Ci, którzy myślą, że przydarza się jedynie młodym, są w błędzie. Oszaleć z miłości można nawet... po osiemdziesiątce. Euforia czy cierpienie?</b><br />
<b> </b><br />
Co sprawia, że miłość potrafi zaślepić, odebrać rozum, ba – nawet pchnąć w szpony nałogu? Naukowców zgłębiających sekrety ludzkiego mózgu od dawna nurtowało to pytanie. W ostatnich latach zyskali oni możliwość obserwowania wnętrza mózgu "na żywo" za pomocą nowego, funkcjonalnego rezonansu magnetycznego.</p>
<p><b>Zakochany mózg aż iskrzy</b><br />
<b> </b>Supernowoczesne urządzenie pozwala nie tylko zajrzeć do mózgu, ale też śledzić na ekranie jego pracę. Co ujrzeli neurolodzy?<br />
U zakochanych ludzi ośrodki mózgu odpowiedzialne za odczuwanie emocji (np. jądro ogoniaste) przypominają iskrzące punkciki, jakby odbywał się w nich festyn fajerwerków. Naukowcy postanowili powtórzyć badania po dwóch latach, gdy miłosna gorączka trochę już opadła. Okazało się, że aktywność tych ośrodków wyraźnie zmalała, pobudzeniu natomiast uległy te części mózgu, które odpowiadają za przywiązanie do ukochanej osoby. Wniosek? Ostra faza zakochania trwa zwykle krócej niż dwa lata.</p>
<p><b>Romantyzm serca czy coś więcej?</b><br />
<b> </b>Święcie wierzymy, że gdy dopadnie nas strzała Amora, nasze serce przepełniają romantyczne uczucia. Przez 24 godziny na dobę myślimy o najdroższej osobie. Tymczasem, jak twierdzą eksperci, magiczna miłosna więź to nie tylko porywy serca. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana...</p>
<p><b>Mobilizacja od stóp do głów</b><br />
<b> </b>W ciałach zakochanych w każdej sekundzie zachodzą setki reakcji chemicznych. Dzięki nim uzależniamy się od partnera, a ściślej – od euforycznego stanu, jaki w nas wywołuje. Dla organizmu jednak zakochanie to coś w rodzaju megastresu. Gigantyczne napięcie, określane jako gorączka miłosna, mobilizuje wiele narządów.</p>
<p><b>MÓZG</b><br />
<b> </b>Zaczyna np. wytwarzać serotoninę i fenyloetyloaminę, która wywołuje stan zbliżony do narkotycznego transu. Emanujemy szczęściem, nie czujemy zmęczenia, głodu i senności. Szare komórki pracują na najwyższych obrotach, szybciej zapamiętujemy, ale uwaga! Możemy mieć problemy z koncentracją...</p>
<p><b>SERCE</b><br />
<b> </b>Pompuje krew jak szalone, co pobudza krążenie zarówno w kończynach, jak i mózgu. Miłość może nawet spowodować nieznaczny wzrost ciśnienia krwi.</p>
<p><b>NADNERCZA</b><br />
<b> </b><br />
Zwiększają produkcję hormonów płciowych i adrenaliny. Czujesz się seksowna i pewna siebie. Twoja twarz promienieje, oczy nabierają blasku. Na głowach łysych mężczyzn mogą pojawić się włosy!<b></b></p></blockquote>
<blockquote><p><b>JAJNIKI</b><br />
<b> </b>Produkują więcej estrogenów – hormonów kobiecości.</p>
<p><b>JELITA</b><br />
<b> </b>Ich ruchy stają się szybsze. Gdy jesteś zakochana, możesz schudnąć parę kilogramów.</p>
<p><b>UKŁAD ODPORNOŚCIOWY</b><br />
<b> </b>O 30 proc. wzrasta liczba limfocytów, dlatego w miłosnej gorączce rzadziej dopada Cię grypa czy zatrucie.</p>
<p>Miłość wpływa zatem korzystnie na ciało i psychikę. Czy jednak dotyczy to także nieszczęśliwej miłości? Kardiolodzy z uniwersytetu Baltimore (USA) badali serca pechowców kochających bez wzajemności. Uczestników eksperymentu przez cztery lata poddawano badaniom (m.in. EKG, echo serca, analiza krwi). Co się okazało? Nieszczęśliwie zakochani mieli we krwi 20–30 razy więcej adrenaliny niż mają ludzie przywożeni do klinik kardiologicznych z zawałem.<br />
A właśnie nadmiar tej substancji, zwanej hormonem stresu, powoduje duże zakłócenia w pracy serca.</p>
<p><b>FEROMONY – miłosne wabiki</b><br />
<b> </b>To właśnie dzięki nim Casanova cieszył się megapowodzeniem u pań. Bezwonne lotne cząsteczki (odkryto je w latach 70. XX w.) wytwarzane przez każdego z nas, jak magnes przyciągają osobników płci przeciwnej (silnie działają na ich czułe receptory). <font color="#c1000f"><i><font color="#ac000a">Feromony ukochanego mężczyzny wpływają na nasze samopoczucie (działają antydepresyjnie).</font><b> </b></i></font>Podobno u kobiet najwięcej wytwarza się ich podczas owulacji. Zaprogramowała nas tak natura, by łatwiej nam było złowić ukochanego w miłosne sieci.</p>
<p><b>KOCHLIWI CI POLACY</b><br />
<b> </b>60% młodych Polaków zakochało się w ostatnim roku.<br />
55% wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia.<br />
50% z nas wierzy, że prawdziwa miłość zdarza się raz w życiu.<br />
5% z nas nigdy nie kochało.</p></blockquote>
<blockquote></blockquote>
<div align="right">
<pre><font color="#1e1e1e"> Źródło: polki.pl</font></pre>
</div>
<p>Co ta miłość robi z człowieka :D</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ile czasu zajmuje znalezienie miłości?]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=109</link>
<pubDate>Fri, 21 Mar 2008 11:02:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=109</guid>
<description><![CDATA[Z Dziennika:
Ile czasu zajmuje znalezienie miłości?
Miłość od pierwszego wejrzenia? To dobre dl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <strong>Dziennika</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article140751/Ile_czasu_zajmuje_znalezienie_milosci_.html" title="Ile czasu zajmuje znalezienie miłości?" rel="nofollow" target="_blank">Ile czasu zajmuje znalezienie miłości?</a></strong></p>
<p>Miłość od pierwszego wejrzenia? To dobre dla książąt i księżniczek z bajek. W rzeczywistości potrzebujemy dużo więcej czasu, by dać się porwać romantycznym uczuciom i znaleźć tego jedynego.</p>
<p>Portal BT PodShow postanowił zbadać, kiedy się zakochujemy. Okazało się, że nasze serce naprawdę mocno bije dopiero po 22 randkach i co najmniej trzech nocach spędzonych razem. Mało tego, by być pewnym, że to uczucie na całe życie, trzeba mieć już za sobą co najmniej trzy poważne związki.</p>
<p>Tak więc przed singielkami i singlami, który chcą się w końcu z kimś poważnie związać, sporo pracy. Jednak studiując wyniki ankiety mogą wyciągnąć pożyteczne dla siebie wnioski, które pomogą im znaleźć tego jedynego. Wiadomo już bowiem, jakie cechy najbardziej denerwują u potencjalnych partnerów. Są to niedostateczna higiena osobista, brak poczucia humoru i bałaganiarstwo w łóżku.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zazdrość prawie jak zdrada]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Thu, 20 Mar 2008 10:02:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=105</guid>
<description><![CDATA[Z Dziennika:
Zazdrość prawie jak zdrada
Zazdrość ma najczęściej najmniej wspólnego z miłośc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <strong>Dziennika</strong><a href="http://p1us.pl/">:</a></p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article140354/Zazdrosc_prawie_jak_zdrada.html/" title="Zazdrość prawie jak zdrada" rel="nofollow" target="_blank">Zazdrość prawie jak zdrada</a></strong></p>
<p>Zazdrość ma najczęściej najmniej wspólnego z miłością, najwięcej zaś z brakiem pewności siebie. Jak mówią badania, nikt nie pozostaje obojętny na to uczucie. Zazdrość obecna jest w związkach nie tylko młodych, ale i starszych ludzi. I uwaga - bardzo często odgrywa decydującą rolę w ich utrzymaniu.</p>
<p>Czy to znaczy, że z powodu zazdrości może rozpaść się związek? Badania przeprowadzone na zlecenie magazynu "Men’s Heath” wyraźnie mówią, że nadmierna zaborczość w sprawach uczuciowych jest drugim, po zdradzie, powodem rozstania lub rozwodu.</p>
<p>Jakie są powody zazdrości?</p>
<p>U 40 proc. badanych słabo rozwinięte ego zakochanej osoby (dla porównania pożądanie wywołuje zazdrość tylko u 7 proc. respondentów). Na drugim miejscu znalazł się strach o utratę partnera (23 proc.). Natomiast co piąty badany (w wieku od 14 lat) pytany, dlaczego jest zazdrosny odpowiedział: "z miłości i szacunku”.</p>
<p>Badania pokazały także różnice w pojmowaniu powodu zazdrości. Seniorzy, którzy ukończyli 60 lat twierdzą, że zazdrość wynika z braku pewności siebie (50 proc. badanych). Podobnego zdania jest co trzeci młody człowiek (14-29 lat). Prawie 30 proc. juniorów przypisuje zazdrość uczuciu miłości. Jakie jest więc wiosek z badań? Wszystkie drogi prowadzą do... zazdrości.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fizjologia słowa]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=58</link>
<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 23:48:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=58</guid>
<description><![CDATA[Naćpałam się nie ćpając. Upiłam nie pijąc, rozkochałam się nie kochając się, umarłam nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Naćpałam się nie ćpając. Upiłam nie pijąc, rozkochałam się nie kochając się, umarłam nie umierając, powiedziałam coś wulgarnego (wielokrotny wulgaryzm ze szczególnym bezeceństwem!) opisując coś pięknego, uczucia mi się wydestylowały pozostając poukładanymi, oczy mi wypadły nie wypadając, a dusza wykonała salto  wykręcając płuca. Naprawdę.</p>
<p>Bogowie w których nie wierzę, moi idole śpiewająco-grający, demony które skaczą po moich zwojach mózgowych - słuchajcie!</p>
<p>Nie ma większej potrzeby, mało-dużej (dłużej! dłużej!) przyjemności - nad przyjemność i potrzebę odkrycia <b>książki wartej miłości</b>!<br />
Słowa, słowa! Słowa na początku! Bo w słowie jest życie i światłość, jak mówi nieudolny falsyfikat Księgi. Mając rzecz jasna rację przenajświętszą. Bo miłość jest afirmacją życia.</p>
<p>Pływam w słowach, zanurzam w nich dłonie, łykam je, smakuję, płuczę nimi gardło, wlewam przez ucho do czaszki, turlam się po nich, liżę, gwałcę, pochłaniam (pożądam!), pieszczę, dotykam, podziwiam. Każę się powtarzać, zmuszam do wyjawiania sekretów, świecę w nie ostrym światłem i wyśmiewam. Oblewam łzami, minami. Kręcę kartkami i zatrzymuję zakładkami. Zamykam, otwieram, przerzucam, obracam. Spijam, umilam i (w)dycham. A przede wszystkim zaciągam się. Zaciągam się słowami aż po samą tkankę płucną. Natchniona dusza wyprawia akrobacje, salta i inne błazeństwa, a słowa porozsiadane na pęcherzykach biją brawo. Znowu się udało!</p>
<p>To są takie imponderabilia wszeteczne.<i> Apostołki włochatości</i>. (szaleństwo!) <i>Diminucyjne zapędy</i>. <i>Nieobojętność transcendentu</i>. (omdlenie) <i>Krajanie miodnej miazgi dnia</i>. (dreszcze) <i>Dom kwitnący mięsem</i>... (drgawki) <i>Zgubione takty śmiechu</i>... (...!) <i>Mak meteorów wsiąkających cicho w wszechświat</i>...</p>
<p>(<font color="#ffffff">...spazmy...<font color="#000000">)</font></font><br />
...</p>
<p>(rumieńce)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[10 rzeczy lepszych od miłości]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=64</link>
<pubDate>Sat, 09 Feb 2008 14:04:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=64</guid>
<description><![CDATA[Za Dziennikiem:
10 rzeczy lepszych od miłości
Nie zawracajcie sobie głowy miłością. To zwykła]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Za <strong>Dziennikiem</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/article121042/10_rzeczy_lepszych_od_milosci.html" title="10 rzeczy lepszych od miłości" rel="nofollow" target="_blank">10 rzeczy lepszych od miłości</a></strong><br />
Nie zawracajcie sobie głowy miłością. To zwykła strata czasu na reakcje chemiczne, które i tak nie mają nic wspólnego z romantyzmem. Są na świecie o wiele ciekawsze rzeczy, którym warto poświęcić więcej uwagi. Oto 10 z nich.<br />
1. Kumple - Kumpli albo kumpele kocha się miłością braterską, a to powoduje, że nie robią wymówek, kiedy obejrzysz się na ulicy za jakąś dziewczyną lub zawiesisz oko na jakimś przystojniaku. Kumple nie każą wynosić śmieci i nie oczekują prezentów. A kumpelki to doskonałe towarzyszki eskapad do wszelakich galerii handlowych. Bez nich nasze życie byłoby miałkie i bez sensu.<br />
2. Piwo - Bez żony da się obejrzeć finałowy mecz Polski o mistrzostwo świata, ale bez piwa się nie da. To także naturalny gadżet używany w relacjach między dobrymi znajomymi. Pozwala nawiązywać znajomości i przełamywać tak zwane "pierwsze lody". Zimne piwko w upalny dzień jest z pewnością przyjemniejsze niż kłótnia o skarpetki porozrzucane na podłodze.<br />
3. City by night - miłość to jednak kajdany wolności. No bo czy można byłoby sobie ot tak wyskoczyć na miasto i połazić po pubach, gdy nasza wielka miłość oznajmia nam, że dzisiaj nici z tego, bo ona nie ma ochoty wychodzić z domu. "I ty też nie powinieneś iść, ale jak chcesz to idź, ale uważam, że nie powinieneś, ale oczywiście jeśli bardzo chcesz, to idź, trudno, nie mam nic przeciwko" - kto zna ten monolog, ręka w górę! Generalnie, nie ma to jak pełna swoboda.<br />
4. Seks bez zobowiązań - jak jest popyt, to musi być i podaż. To prawo rynku dotyczy także sfery seksualnej. Cały wolny rynek pięknych dziewczyn stoi przed nami otworem. Wystarczy tylko zarzucić wędkę i czekać, aż rybka połknie haczyk. Będąc zakochanym, latamy za tą jedną jedyną i zaślepieni, kompletnie nie zauważamy, że rafa koralowa, po której pływamy z sercem przebitym strzałą, usiana jest perłami, które aż się proszą, by je złowić.<br />
5. Samochody - kobiety nigdy nie zrozumieją, że duzi chłopcy je uwielbiają. "Ciągle pucujesz i pucujesz tę swoją brykę. Żebyś chociaż połowę tego czasu co poświęcasz jej, poświęcił mnie" - kobiety będą zawsze zazdrosne o samochody. A potem i tak okazuje się, że lubią szpanować w takiej super bryce przed innymi koleżankami. I bądź tu człowieku mądry. Kto zrozumie kobiety?<br />
6. Komputer - miłość nigdy nie pozwoli nam siedzieć przed komputerem tyle, ile byśmy chcieli. A przecież wiadomo, że chcemy, tylko głupio się przyznać, że oczywiście gorąco kochamy, ale grać. Wielkie uczucie przegrywa z układami scalonymi. Poza tym to doskonałe narządzie do kochania wszystkich kobiet tego świata... na czacie. Kobiety nie muszą zaś wydawać majątku na kolorową prasę. Wszystkie plotki wszechświata mają pod ręką.<br />
7. Kariera - możemy ją robić bez problemu, po trupach dążąc do celu. Zakochany poleci do domu zaraz, gdy wybije 16.00. My możemy siedzieć w pracy do północy i kopać pod innymi dołki w drodze na sam szczyt. Nikt, ani nic nie rozproszy naszej uwagi, gdy będziemy wspinać się do góry firmowej drabinki. Za miłością można się ewentualnie rozejrzeć, jak już będziemy na szczycie. Stamtąd jest na ogół lepszy widok.<br />
8. Karta kredytowa - Jest tylko nasza i tylko dla nas. Pełna kontrola i spełnianie zachcianek. Lepiej się nie zakochiwać, mając duży limit do wykorzystania na karcie. Przez miłość całkowicie tracimy nad nią kontrolę. Nie operujemy nią już z taką jasnością umysłu jak wcześniej. Następuje całkowite zaćmienie, które kończy się opłakanym stanem naszych finansów.<br />
9. Jedzenie - no limits. Nie musimy dbać o linię, żeby nasz partner pożerał nas wzrokiem. Kalorie nas nie interesują. Możemy pełną garścią czerpać z najbardziej wyrafinowanych przepisów kulinarnych. Poza tym niektóre danie mogą mieć tak rozkoszny i niebywały smak, że nic nie może się z tym równać. Nawet pocałunek.<br />
10. Zwierzęta - Taki piesek czy kotek nigdy nas nie zdradzi, ani nie będzie czynił wymówek z błahych powodów. A jak strzeli focha, to tylko na chwilę, bo zaraz i tak staje się z powrotem naszym najwierniejszym przyjacielem. No i rzecz najważniejsza. Możemy do nich mówić, mówić i mówić, a one i tak zawsze ze zrozumieniem pokiwają głową. Albo sterczącym ogonem, co też nie jest bez znaczenia.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Miłość-cóż to takiego?]]></title>
<link>http://lawstorantka24.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Thu, 31 Jan 2008 22:30:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>hipnoza18</dc:creator>
<guid>http://lawstorantka24.wordpress.com/?p=11</guid>
<description><![CDATA[Dzisiejsza druga już notka będzie o miłości.Postanowiłam napisać trochę o tym zjawisku a racz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiejsza druga już notka będzie o miłości.Postanowiłam napisać trochę o tym zjawisku a raczej uczuciu które towarzyszy człowiekowi w niemalże każdym momencie jego życia.I przy narodzinach,przy zaręczynach a nawet przy ślubie.Dzisiaj postanowiłam wynaleźć słownikową definicję tego jakże ważnego słowa jakim jest miłość.Oto co znalazłam na wikipedii:</p>
<p>"Miłość-uczucie które przejawia się w relacji do drugiej osoby (bądź obiektu) połączone z silnym pragnieniem obcowania z nią ,czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia a także relacja między dwoma osobami oparta na uczuciu miłości.Jako doznanie w ciele jest doświadczana jako przyjemne uczucie w okolicach serca.</p>
<p>Milość jest przedmiotem fascynacji i przedmiotem inspiracji dla twórców sztuki literatury psychologii i religii.Przez niektorych ludzi bywa uważana za sens życia ludzkiego-czyniąca je prawdziwym i w pełni szczęśliwym"</p>
<p>Ale czy to wszystko?Czy taka słownikowa definicja tego jakże wspaniałego uczucia nam wystarczy?Nie sądzę.</p>
<p>Każdy z nas ma przecież inne wyobrażenie definicji miłości.Definicji która dla nas jest jak najbardziej trafna i prawdziwa.Każda definicja miłości jest inna.Nikt nie powinien powiedzieć nam że jest to definicja błędna.</p>
<p>A dlaczego?</p>
<p>Ponieważ nie ma błędnej definicji miłości.Nie ma i nigdy nie będzie.\</p>
<p>A dlaczego?</p>
<p>Ponieważ każdy z nas w inny sposób pojmuje to uczucie,każdy z nas jest inaczej do tego uczucia nastawiony.</p>
<p>Moja definicja miłości jest taka:</p>
<p>"Miłość-stan ducha w którym widzimy wszystko w różowych barwach.Jesteśmy zakochani-jesteśmy mega szczęśliwi.W tym stanie ducha nie myślimy o niczym innym tylko o obiekcie naszych uczuć-rozpamiętujemy spotkania pocałunki czułe słowa.Nie mózna bez ukochanej osoby wytrzymać ani minuty.</p>
<p>MIłOść UZALEżNIA.</p>
<p>"Miłośc to uczucie czyste trzeba je tylko zrozumieć"</p>
<p>"Żadna wielka miłość nie umiera do końca.Możemy do niej strzelać z pistoletu lub zamykać w naciemniejszych zakamarkach naszych serc-ale ona jest sprytniejsza-wie jak przeżyć.Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas pojawiając się kiedy jesteśmy już cholernie pewni że umarła albo że leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw..."</p>
<p>Jutro kolejny wpis.</p>
<p>See ya!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zakochanie od strony naukowej]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/2007/12/16/zakochanie-od-strony-naukowej/</link>
<pubDate>Sun, 16 Dec 2007 20:57:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.wordpress.com/2007/12/16/zakochanie-od-strony-naukowej/</guid>
<description><![CDATA[W zasadzie każdego to czeka (zakochanie), w zasadzie jako uogólnienie bo są przecież wyjątki.
A]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W zasadzie każdego to czeka (zakochanie), w zasadzie jako uogólnienie bo są przecież wyjątki.</p>
<p>A i oto tekst:</p>
<blockquote><p>Według <strong>Gerharda Crombacha</strong> miłość to <strong>C8-H11-N</strong> czyli <strong>PEA (fenyloetyloamina)</strong>. Związek ten, zwany popularnie narkotykiem miłości produkowany jest w hipotalamusie (część międzymózgowia). <strong><br />
Proces zakochania</strong> zachodzi generalnie w 3 etapach…</p></blockquote>
<p><!--more--></p>
<blockquote>
<h3>Gdy spotykacie się pierwszy raz…</h3>
<ol>
<li>Oczy zbierają informacje o wzroście, figurze, kolorze włosów i oczu, odzieży i szczegółach twarzy. Następnie z prędkością <strong>432 km/h</strong> sygnały docierają do mózgu. Jednocześnie ucho wyławia barwę glosu i śmiechu a nos rejestruje bezwonne feromony.</li>
<li>Sortowanie danych i porównywanie z przechowywanymi <strong>wzorcami doznań</strong> <font color="#339966">pozytywnych</font> i <font color="#ff0000">negatywnych</font>. Jeżeli wykryty został sygnał negatywny - proces ulega zamrożeniu, jeżeli pozytywny - mózg przechodzi do fazy 3.</li>
<li>Podczas wykrycia <strong>sygnałów pozytywnych</strong> hipotalamus zaczyna produkować fenyloetyloaminę. Początek tego procesu występuje zwykle ok. 4 sekundy. W tym czasie uderzenia serca zwiększyły się ok. <strong>50%</strong>, automatycznie oddech staje się szybszy, dodatkowo u kobiet oczy zaczynają błyszczeć.</li>
</ol>
<ul>
<li><strong>Fenyloetyloamina</strong> występuje w czekoladzie, serach oraz w wodzie różanej. Czy to przypadek ze na reklamach producentów czekoladek (np. Wedel) najczęściej są zakochani ludzie?. Substancja ta może wywołać: szybsze bicie serca, brak tchu, ściskanie w dołku, <span class="postbody">działa pobudzająco, energizująco i uzależniająco…</span> czyli wszystkie znane nam objawy zakochania.</li>
<li>Za <strong>euforię</strong> która towarzyszy zakochaniu się odpowiedzialna są <strong>dopamina</strong> i <strong>norephetamina</strong>. Dzięki nim ogarnia nas niesamowite poczucie szczęścia, sprawiają że zwiększa się nasza tolerancja na głód, ból czy zimno. Wiara we własne możliwości staje się niebezpiecznie wysoka a trzeźwa ocena sytuacji zanika (mówi się czasami: klapki na oczy), mniej więcej tak jak po zażyciu amfetaminy czy MDMA. Główne działanie <strong>kokainy</strong> polega na stymulowaniu wydzielania dopaminy w mózgu. Analogicznie - zmniejszenie ilości wydzielanej dopaminy w mózgu objawia się: cierpieniem, depresją, utratą energii i znamionami głodu narkotykowego (niespełniona miłość, związek który się rozpadł).</li>
<li><strong>Feromony</strong> czyli substancje semiochemiczne bezwiednie wydzielane przez kobiety i mężczyzn. Biorą one udział w procesie zakochania i przekazują informacje (posługuje się nimi większość żywych organizmów). Dowiedziono że u mężczyzn znajdują się one <strong>w oddechu i pocie</strong>, decydując o ich atrakcyjności. Jako ciekawostkę warto dodać, że rodzajem miejskiej legendy (urban legend) jest teoria, że niektóre sieci hipermarketów spryskują feromonami produkty o najniższej sprzedawalności, po to aby zachęcić do ich zakupu. Istnienie feromonów nie zostało potwierdzone w 100% gdyż ich stężenie jest bardzo małe. Niektórzy producenci perfum i afrodyzjaków, zapewniają o tym, że ich produkty zawierają stężone ludzkie feromony. Produkty takie dostępne są na przykład na aukcjach <a href="http://www.allegro.pl/" target="_blank">Allegro.pl</a>, jednak ich skuteczność nie została nigdy potwierdzona (no chyba że brać pod uwagę komentarze zadowolonych allegrowiczów, zapewniających o nadludzkich wyczynach i miłosnych igraszkach po ich zastosowaniu…)</li>
<li><strong>Testosteron</strong> odpowiada u obydwu płci za pożądanie seksualne.</li>
</ul>
<h3>A gdy emocje opadną…</h3>
<ul>
<li> Organizm wytwarza wtedy <strong>endorfinę</strong>, która w działaniu przypomina morfinę. Warto zaznaczy, że substancja ta wytwarzana jest tylko w obecności partnera i dają poczucie bezpieczeństwa oraz stabilizacji życiowej. Dodatkowo u kobiet wytwarza się <strong>oksytocyna</strong>, która wydziela się również w trakcie orgazmu i przy porodzie. U mężczyzn natomiast jest to <strong>wazopresyna</strong> (bliskość i przywiązanie). Endorfina odgrywa najważniejszą rolę w czasie gdy poziom PEA w organizmie spadł do bardzo niskiego poziomu (jego <strong>wytracanie</strong> trwa średnio około 2 lat). Dlatego wiele (nawet dobrze rokujących) związków upada po tym czasie a w wielu przypadkach na widok partnera serce już nie wyrywa nam się z klatki piersiowej i nie czujemy tego samego podniecenia co w okresie zakochania…</li>
</ul>
<p>Opisane powyżej zmiany, które zachodzą w naszym organizmie noszą znamiona neurotyczne. <span class="postbody">José Ortega y Gasset w swoich <em>Szkicach o miłości</em> (przekład K. Kamyszew, Warszawa, 1989) uważał zakochanie za “<strong>przejściowy imbecylizm i psychiczną anginę</strong>“. Co więcej, uderzająco podobne są objawy zaburzeń <strong>obsesyjno-kompulsywnych</strong> (</span><span class="postbody">między innymi nałogowi hazardziści, pracoholicy, notoryczni złodzieje i nieuleczalni mitomani, czyli osoby z utratą równowagi psychicznej) z zachowaniem osób świeżo zakochanych!</span></p>
<h3>Jest nadzieja!…</h3>
<p><span class="postbody">Niektórzy uczeni - jak chociażby doktor Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego <em>Institute de Therapie Emotionnelle</em> - twierdzą, że <strong>zakochanie wykryte na wczesnym etapie</strong>, czyli wówczas, gdy naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość uznali za chorobę i <strong>zarejestrowali ją</strong> na liście WHO jako pozycja F63.9).  </span></p>
<p>Źródła:</p>
<ul>
<li>
<address>http://www.sciaga.pl/tekst/39742-40-chemicznie_o_mi_o_ci</address>
</li>
<li>
<address>http://zyjmylepiej.fora.pl/zwiazki-damsko-meskie,5/o-milosci-naukowo,7.html</address>
</li>
<li>
<address>http://pl.wikipedia.org/wiki/Feromony (licencja: GNU FDL)</address>
</li>
<li>
<address>http://pl.wikipedia.org/wiki/Dopamina (licencja: GNU FDL)</address>
</li>
<li>
<address>http://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87#7_form_mi.C5.82o.C5.9Bci (licencja: GNU FDL)</address>
</li>
<li>
<address>http://portalwiedzy.onet.pl/54348,,,,dopamina,haslo.html</address>
</li>
<li>
<address>Źródła własne</address>
</li>
</ul>
</blockquote>
<hr /> Pochodzi z : <a href="http://www.ciekawostki.org/biologiczne/wszystko-czego-nie-wiesz-o-procesie-zakochania/" target="_blank">ciekawostki.org</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stabilność, przysięga czy krzywoprzysięstwo i miłość?]]></title>
<link>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/08/stabilnosc-przysiega-czy-krzywoprzysiestwo-i-milosc/</link>
<pubDate>Thu, 08 Nov 2007 19:53:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Anomandaris</dc:creator>
<guid>http://anomandaris.wordpress.com/2007/11/08/stabilnosc-przysiega-czy-krzywoprzysiestwo-i-milosc/</guid>
<description><![CDATA[    Ludzie od zarania dziejów poszukują kilku rzeczy, takich jak szczęście, bogactwo, sukces, je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>    Ludzie od zarania dziejów poszukują kilku rzeczy, takich jak szczęście, bogactwo, sukces, jednak zawsze priorytetem w ich poszukiwaniach była miłość. Miłość. Krótkie, zaledwie dwusylabowe słowo, które jednak zawiera w sobie i szczęście, i bogactwo, i sukces, i przyjaźń, i zaufanie, i odpowiedzialność za drugą osobę. Czyż można lepiej wyrazić swoją sympatię do osób bliskich, niż mówiąc "kocham Cię"? Czy można w obliczu takiego słowa pozostać obojętnym?</p>
<p>Mamy wiele rodzajów miłości, od tej, którą znamy od najwcześniejszych lat, czyli miłość rodzicielską. Mamy również miłość między rodzeństwem, mimo niby-to-poważnych kłótni i "nienawidzenia się nawzajem". Mamy też miłość przyjaciół, związek duchowy, potocznie nazywany przyjaźnią, który może chyba tylko wykiełkować między przedstawicielami tych samych płci. Ale mamy również największą tajemnicę spośród wszelkich miłości, miłość zakochanych, miłość kochanków, miłość wielbiących się do granic poznania i wykraczających w wielbieniu się poza te granice. I to właśnie uczucie porywa ludzi, unosi z wiatrem, kompletnie oszołamia, nie pozwala racjonalnie myśleć, choćby wszelkie przesłanki wskazywały, że to co robimy nie jest właściwym wyborem. Ale czego się nie robi w imię miłości?</p>
<p>Ludzie zakochani prawdziwie są największym skarbem pośród innych tego życia. Czystą przyjemnością jest patrzeć na wzrok miękki, wzrok czuły, wzrok nieco ckliwy, wzrok podniosły, wielki, boski, który zawsze posiadają zakochani, patrzący na siebie w zapamiętaniu. Ten wzrok jest sekundką wieczności w życiu, można tak patrzeć w źrenice ukochanej osoby i trwać, i trwać i tylko trwać w tej przyjemności, tak czysto duchowej, tak nieskażonej jadem fizyczności, która nieraz oszukuje mami, oszukuje osoby prawie gotowe do tego uczucia. I ten wzrok daje nam poczucie bezpieczeństwa, poczucie pewności, że ta druga osoba jest i będzie zawsze. Ale czy zawsze może być?</p>
<p>W dzisiejszych czasach ludzie zamykają się w kręgach kariery, chęci odnoszenia sukcesów zawodowych, a potem dopiero szukają miłości, jakby nie wiedząc, że miłość to nie jest coś co można szukać, a co spada jak grom z jasnego nieba, uderza, zwala z nóg, wbija w ziemię, a potem podnosi zupełnie innym człowiekiem. Człowiekiem, który ma już przeświadczenie, że szukanie czegokolwiek mija się z celem, bo na prawdziwą, szczerą, bezkompromisową miłość można tylko czekać, aż wreszcie ona zabłyśnie w naszym życiu i zacznie stanowić jedyny jego cel. Czy czekanie na drugą osobę z zapartym tchem, z bijącym niemożliwie szybko sercem, które swoim stukaniem, a właściwie waleniem, grozi zawałem, czy patrzenie w każdą przestrzeń i widzenie w nim siebie i osobę ukochaną, czy obrazkowanie nad tym, co z ukochaną osobą się zrobi, co się osiągnie, gdzie się pójdzie, gdzie sie spotka, niby to przypadkiem, jak się będzie żyć z nią razem, gdy już będzie to razem pełne i szczęściogenne, czy to wszystko jest właściwym opisem choćby namiastki miłości? Nie umiem odpowiedzieć, bo odpowiedzi na takowe pytanie zwyczajnie nie ma, w naszych językach nie istnieją takie słowa, by oddać emocje, które szaleją, burzą się i powstają na nowo, gdy widok ukochanej osoby przyprawia o drżenie każdej komórki ciała, która kocha i chce kochać, byle dłużej, byle mocniej, byle spłonąć, byle żyć z tym uczuciem, byle je pielęgnować, dbać o nie, żeby nie dać mu zginąć. Bo czymże byłoby życie bez miłości, tak wielkiej i prawdziwej? Niczym, niczym i jeszcze raz niczym!</p>
<p>Co śmieszniejsze, w dzisiejszym społeczeństwie zauważamy nadal, że istnieją związki wyłącznie z rozsądki, nierzadko podyktowane przez rodziców, chcących dla swoich pociech lepszej przyszłości. Nierzadko też widzimy związki, które z miłością mają tyle wspólnego co kredens z Bogiem, które opierają się tylko i wyłącznie na tej wpadce, z której powstało dziecko. I ta wpadka nierzadko wiążę ludzi, zupełnie do siebie nie pasujących, na długie lata, w których z każdym dniem narasta chęć zdrady, poszukiwania tej prawdziwej, niesamowicie czystej miłości. I wtedy zaczynają sie schody, bowiem - zwykle - wtedy owe osoby są po ślubie, czyli mają już założony kaganiec na uczucia, który wiąże, uniemożliwia pójście za głosem serca. A głos serca podpowiada, by zaryzykować anatemę Kościoła, by zaryzykować zdradę, by rzucić na szalę wagi związek, nieszczęśliwy, ale jednak stabilny związek. I wtedy jest bitwa, wielka batalia myśli, rozgrywka miedzy Rozumkiem, a Sercem, między Ryzykiem, a Rozsądkiem, czy warto ryzykować, rzucić się na wiatr uczuć, czy pozostać w stagnacji emocjonalnej, być nieszczęśliwym/ą. Co się zwykle wybiera?</p>
<p>Stabilność. Bo stabilność trudno osiągnąć, bo stabilność daje stabilność, również emocjonalną, co dla osób racjonalnie myślących, jest priorytetem. W miłości zawsze jest niewiadoma, a w związku stabilnym, jest tylko pewność. Tyle, że ta pewność nie daje satysfakcji, nie daje największego szczęścia, największej ekstazy w prawdziwej miłości. Daje stabilność, która utrzymuje przy życiu. Tylko i wyłącznie.</p>
<p>Kończąc, bo żywioł wygasł, a temat został wyczerpany. Stabilność, stabilizacja w związkach działa źle na moją osobowość, wprawia w nastrój niezbyt sprzyjający pisaniu o wzniosłych uczuciach, zwłaszcza takich jak prawdziwa, niczym nieskażona miłość. Ogień dogasa, więc również wygasa miłość, na chwilę jednak tylko, bo miłość trwa i trwać będzie. Zawsze i wszędzie. Czekajmy na nią, aż na nas spadnie jak grom z jasnego z nieba, powali nas i podniesie na nowo, jako osoby zakochane. Czekajmy na to - bo warto.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[08.12.2006 r.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/2007/05/12/08122006-r/</link>
<pubDate>Fri, 08 Dec 2006 14:44:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/2007/05/12/08122006-r/</guid>
<description><![CDATA[Przeczytałam to gdzieś w necie.
&#8220;Powiedz jej, że ją uwielbiasz. Zawsze mów jej, że ja ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przeczytałam to gdzieś w necie.</p>
<p>"Powiedz jej, że ją uwielbiasz. Zawsze mów jej, że ja kochasz przez cały czas. Kiedy jest zmartwiona przytul ją mocno. Wyróżniaj ją spośród innych dziewczyn z którymi przebywasz. Baw sie jej włosami. Podnoś ją gilgotając ją i mocując się z nią... Mów do niej. Mów jej dowcipy. Przynos jej kwiatki tak po prostu. Trzymaj jej rękę i obejmij. Po prostu trzymaj jej rękę. Rzucaj kamyk w jej okno w nocy. Pozwól jej zasypiać w Twoich ramionach. Śpiewaj dla niej, nie ważne jak strasznie fałszujesz. Pozwól jej się złościć na Ciebie. Wtedy pocałuj ją. Daj jej świnkę wracając z podróży. Pchnij ją na chuśtawce. Powiedz jej ze wygląda pięknie. Kiedy jest smutna, zostań przy telefonie, nawet jeśli nie mówi nic. Spójrz w jej oczy i się uśmiechnij. Całuj ją po szyi. Tańcz wolno z nia nawet jeśli nie gra muzyka. Całuj ją podczas deszczu.</p>
<p>I kiedy się zakochasz w niej.. powiedz jej o tym!!!"</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
