<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zagrozenia-dla-ziemi &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/zagrozenia-dla-ziemi/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zagrozenia-dla-ziemi"</description>
	<pubDate>Sat, 17 May 2008 02:32:06 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (3)]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=68</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 17:09:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=68</guid>
<description><![CDATA[Możliwe wymiary problemu UFO
Na ile więc poważny jest problem UFO? Czy rzeczywiście obcy są wś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Możliwe wymiary problemu UFO</strong></p>
<p>Na ile więc poważny jest problem UFO? Czy rzeczywiście obcy są wśród nas? A jeśli są, to czego chcą?</p>
<p>Opierając się wyłącznie na faktach, dochodzimy do wniosku, że zjawisko UFO zawsze było globalne. Nie jest to – jak ciągle uważa część Amerykanów – wyłącznie amerykańska przypadłość, ani dotyka tylko południowo-zachodnich stanów. Rzeczowi, godni zaufania ludzie ze wszystkich warst społecznych ralacjonowali pojawianie się niekonwencjonalnych obiektów w Ameryce Północnej i Południowej, w Europie, Afryce, Azji, Australii, na Antarktydzie, nad głównymi akwenami na całym świecie, a nawet w przestrzeni kosmicznej.</p>
<p>UFO są także obiektami jak najbardziej rzeczywistymi, a nie jedynie zjawiskami atmosferycznymi. Nie twierdzę, że nie zdarza się czasem wziąć jakichś zjawisk atmosferycznych za latające spodki, jednak istotne przypadki UFO odnoszą się do rzeczywistych obiektów o niekonwencjonalnej konstrukcji (tj. o kształcie dysków),  zdolnych do osiągania niewiarygodnej prędkości i do wykonywania takichże manewrów. Jeśli jakiś obiekt jest obserwowany wizualnie, śledzony na radarze, jeśli nie jeden, a wielu pilotów nieugięcie utrzymuje, że to, co widzieli, było realnym obiektem, to jedyny sensowny z tego wniosek jest taki, że mamy do czynienia z czymś realnym.<br />
<!--more--></p>
<p>Jest również prawdą, że począwszy od lat 50-tych, a nawet wcześniej, ludzie na całym świecie twierdzili, że widzieli obce istoty. Jest oczywiście możliwe, że się mylili. Należy jednak zauważyć, że tacy ludzie byli bardzo często przepytywani przez cywilne i wojskowe organy i przeważnie uznawano ich za prawdomównych. Na przykład pod koniec 1954 roku setki świadków we Francji i w pozostałych krajach śródziemnomorskich, a także w Ameryce Południowej, twierdziło, że widzieli niskie, obce istoty. Świadkami byli mężczyźni, kobiety, młodzi i starsi, lekarze, profesorowie, mechanicy, gospodynie domowe, rolnicy. W kilku przypadkach po wizycie pozostały wyraźne ślady lądowania. Czy ci ludzie pletli bzdury? Nie – według oficjeli, którzy ich przesłuchiwali. A może mieli urojenia? Może był to przypadek zbiorowej histerii? Jeśli tak, to zacznijmy od tego, że wydarzenie to pokonało narodowe i językowe bariery, a ludzie, których to spotkało, niewiele wiedzieli o zjawisku UFO.</p>
<p>Nie ulega również wątpliwości, że faktyczna liczba obserwacji daleko przekracza dane oficjalne. Hynek jest przekonany, że różnica jest dziesięciokrotna. Mogę dodać, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy pracy nad tą książką, spotkałem się z około trzydziestoma osobami, które same zgłosiły się do mnie ze swoimi obserwacjami UFO, bez żadnych zabiegów z mojej strony. W każdym z tych przypadków świadkowie nigdy wcześniej nie zgłaszali swoich obserwacji żadnym organom, a w większości w ogóle nikomu o tym nie powiedzieli, no, może jedynie osobom najbliższym. Jak wielu ludzi widziało UFO i nikomu się do tego nie przyznało? Jestem przekonany, że <em>mnóstwo</em>.</p>
<p>Jest to bardzo powszechne zjawisko i wzbudza spore zainteresowanie. Odbywa się niemal w skrytości, nic nie wiemy ani o jego celu, ani o stojących za tym agencjach mających dostęp do nieprawdopodobnych zasobów i technologii. To szokująca myśl i skłaniająca do refleksji.</p>
<p><strong>Źródła i dokumentacja</strong></p>
<p>Ryba potrzebuje wody, a historia faktów. W niniejszym studium pojawiają się pewne – wydawałoby się – dziwaczne stwierdzenia.  Skąd je wziąłem?</p>
<p>Przygotowując tę książkę opierałem się na trzech podstawowych rodzajach źródeł.</p>
<p>1. Ujawnione na podstawie Ustawy o wolności informacji (<em>Freedom of Information Act</em>), pierwotnie tajne, dokumenty.</p>
<p>Ustawa o wolności informacji okazała się mieć zupełnie nieprzywidziane konsekwencje dla czynników zaangażowanych w utajnienie problemu UFO w latach 1940-1970. Ustawa weszła w życie w roku 1966, ale dopiero w następstwie afery Watergate i Wietnamu tak naprawdę zaczęła działać. W połowie lat 70-tych wielu obywateli składało wnioski FOIA odnośnie udziału rządu w problemie UFO i otrzymywało informacje potwierdzające ogromne zainteresowanie władz tym zagadnieniem.</p>
<p>2.    Oryginalne źródła (np. książki) pochodzące od osób zaangażowanych w tamtych czasach w dochodzenia w sprawie UFO .</p>
<p>Spora część oryginalnych źródeł z okresu 1940-1964 jest trudno osiągalna. Przy pewnym wysiłku możliwe jest jednak dotarcie do kluczowych źródeł. Istniały w owym czasie trzy organizacje gromadzące ważne dane na temat UFO: (1) Projekt Blue Book (wcześniej projekty Sign i Grudge), prowadzony przez Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych; (2) <em>Aerial Phenomena Research Organisation</em> – Organizacja do Spraw Badania Zjawisk Powietrznych (APRO) – globalna organizacja założona przez Jima i Coral Lorentzen; (3) <em>National Investigations Commitee on Aerial Phenomena</em> – Komitet do Spraw Badań Zjawisk Powietrznych (NICAP), kierowany przez byłego oficera marynarki Donalda Keyhoe. Akta tych organizacji nie są łatwo dostępne. Za dostęp do ksiąg Blue Book w Archiwach Narodowych w Waszyngtonie trzeba płacić. Dokumentacja APRO nigdy nie została opublikowana w usystematyzowanej postaci i przez lata pozostawała niedostępna. Archiwa NICAP wylądowały w Centrum Studiów nad UFO w Chicago i nigdy nie zostały opublikowane.</p>
<p>Istnieją książki, w których wykorzystane zostały powyższe źródła. Przez wiele przypadków z Blue Book przegryzali się kapitan Sił Powietrznych, Edward Ruppelt, i astronom, Allen Hynek. Ruppelt kierował projektem Blue Book we wczesnych latach 50-tych. Jego Raport o niezidentyfikowanych obiektach latających (<em>Report on Unidentified Flying Objects</em>) z 1956 roku opierał się głównie na Blue Book i dodatkowo uwzględniał wojskowe i rządowe stanowisko w kwestii UFO. Hynek, w oparciu o swój dwudziestoletni związek z Blue Book, napisał dwie książki. Dodatkowo, na ilku witrynach internetowych zamieszczona jest kompletna lista niewiadomych projektu Blue Book.</p>
<p>Spora część pracy APRO została wydana w postaci kilku książek napisanych przez jej założycieli, Jima i Coral Lorenzen. Wszystkie są bardzo wartościowe, a większość z nich jest niemal nie do zdobycia. Wiele raportów NICAP jest dostępnych w niezwykle trudno osiągalnej publikacji Komitetu z 1964 roku, <em>UFO Evidence</em>. Poza tym bogactwo informacji zawierają prace dyrektora NICAP, Donalda Keyhoe. Z pewnością pomocne było to, że Keyhoe przyjaźnił się i współpracował z wieloma prominentnymi osobistościami ze środowiska wojskowego i wywiadowczego.</p>
<p>To prawda, że Keyhoe i Lorenzenowie popełnili błędy, a prace Hyneka są często nieśmiałe i sprawiają wrażenie pisania dla samego pisania (aż do jego „nawrócenia się” na UFO, bowiem w połowie lat 60-tych Hynek był mało poważany wśród badaczy UFO ze względu na jego służalczość w stosunku do sił powietrznych). Niemniej jednak, jego prace zawierają jedne z najlepszych informacji na temat tego okresu, jakie da się zdobyć. Uważnie czytane, te i inne wczesne prace na temat UFO, pozostają niezastąpionym źródłem informacji.</p>
<p>3. Współczesne zbiory</p>
<p>Jest dużo porządnej wiedzy na ten temat, zarówno w formie książek jak i w Internecie. Chociaż w większości  nie są to prace stricte historyczne, to i tak są wartościowe. Przez długie lata najbardziej autentyczną pozycją na ten temat była praca <em>The UFO Controversy in America</em> z 1975 roku, autorstwa historyka z Uniwersytetu Temple, Davida Jacobsa. Jej dwa główne niedociągnięcia to czas publikacji, to znaczy przed ujawnieniem przez FOIA niezwykle istotnych danych, oraz skąpa ilość informacji na temat aparatu wywiadowczego USA. Innym ważnym dla poważnego czytelnika źródłem informacji jest trzytomowe dzieło Jerome Clarka <em>UFO Encyclopedia</em>. Chociaż nie zgadzam się z niektórymi interpretacjami oferowanymi przez Clarka, jego praca jest wartościowa. Inne użyteczne książki podane są w bibliografii.</p>
<p>Zajmując się badaniem problemu UFO starałem się nie stracić gruntu pod nogami. Przez cały czas uważałem, żeby nie oddalić się zbytnio od ustalonych faktów. Miałem w pamięci powiedzenie, że „nigdy nie jesteśmy tak radykalni jak sama rzeczywistość”. Tak więc, podczas gdy niektóre z moich konkluzji mogą niektórym wydawać się zbyt konserwatywne, to inne z kolei mogą wydawać się zbyt radykalne.</p>
<p><strong>Uwagi końcowe i moje obawy</strong></p>
<p>Jestem przekonany, że udało mi się zrealiwać zamiar trzymania się faktów. Tam, gdzie spekulowałem, starałem się wyraźnie to zaznaczyć. Przez cały czas miałem na uwadze stworzenie pożytecznego przewodnika po labiryncie doniesień o UFO i po związanej z tym polityce. Jeśli nie sam problem UFO jako taki, to przynajmniej owa polityka zasługuje na przyzwoite opracowanie historyczne.</p>
<p>Nawet gdyby UFO miało okazać się jedną wielką wspólną halucynacją (co się nie stanie), to niniejsze studium będzie ciągle miało wartość ze względu na zawarty w nim przegląd tego, jak aparat narodowego bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych zajmował się tym problemem. Jeśli istnieją jakieś inne odpowiedzi, to ta książka powinna wyjaśnić niektóre kluczowe schematy z tym związane.</p>
<p>Niestety schematy te nie zostawiają za dużo powodów do optymizmu ani co do samego problemu, ani co do odpowiedzi nań. Społeczeństwo amerykańskie jest w dostatecznie kiepskiej kondycji wskutek prób przedzierania się przez mgłę oficjalnej kultury. Jak więc można się spodziewać, że uda mu się właściwie ocenić implikacje problemu UFO? Pierwszym krokiem na tej drodze jest rozpoznanie, że tajność otaczająca zagadnienie UFO istnieje i że tajność ta jest częścią szerszej polityki kontroli i okłamywania. To zły znak, że nasza cywilizacja jest tak udręczona swoimi działaniami, że nie stanęła odważnie wobec tego problemu.</p>
<p>- - -</p>
<p><span style="color:#0000ff;">Na tym kończy się wstęp do książki Richarda M. Dolana <em>UFOs and the National Security State. Chronology of a Cover-up 1941-1973</em>. Książka rzeczywiście doskonała. Poważnie zastanawiamy się nad jej przetłumaczeniem, ale nie mamy pewności, czy znajdzie w Polsce odbiorców. Co sądzą na ten temat nasi Czytelnicy? Zapraszamy do dyskusji.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (2)]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=67</link>
<pubDate>Fri, 02 May 2008 23:46:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=67</guid>
<description><![CDATA[Stan bezpieczeństwa narodowego
– Myślimy, że jesteśmy jak Luke Skywalker – powiedział jeden]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Stan bezpieczeństwa narodowego</strong></p>
<p>– Myślimy, że jesteśmy jak Luke Skywalker – powiedział jeden z moich przyjaciół – a tymczasem faktycznie jesteśmy jak Darth Vader. USA jest nominalnie republiką wolnych ludzi, w rzeczywistości jednak jest to oligarchiczne imperium, mgliście świadome własnego wewnętrznego i zewnętrznego ucisku. Terminu „stan bezpieczeństwa narodowego” używam do opisania amerykańskich struktur władzy – to poręczny sposób na określenie zarówno środowisk wojskowych i wywiadowczych, jak również kół, które na nich żerują, takich jak koncerny przemysłu zbrojeniowego i inne mętne, podziemne twory. Ich głównymi atrybutami są tajność, bogactwo, siła, niezależność i kłamstwo.</p>
<p><!--more--></p>
<p>1. Tajność</p>
<p>Niemal wszystkie istotne amerykańskie przedsięwzięcia militarne i wywiadowcze z ostatniego półwiecza prowadzone były w ścisłej tajemnicy. Budowa bomby atomowej, znana jako „Projekt Manhattan”, pozostaje modelowym przykładem dla wszystkich późniejszych działań. Przez ponad dwa lata ani jeden członek Kongresu nie miał o tym pojęcia, chociaż całkowity koszt projektu przekroczył – niewiarygodną wówczas – kwotę dwóch miliardów dolarów. W czasie, i tuż po zakończeniu II Wojny Światowej inne istotne projekty, jak na przykład prace nad bronią biologiczną, pozyskiwanie hitlerowskich naukowców, eksperymenty nad kontrolą umysłu prowadzone kosztem życia poddawanych im ludzi, zakrojone na ogólnokrajową skalę przechwytywanie korespondencji i transmisji przewodowych nieświadomych niczego obywateli, infiltracja mediów i uczelni, skryte przewroty, tajne wojny, zamachy – wszystko to było prowadzone w tajemnicy nie tylko przed amerykańskim społeczeństwem, ale i przed większością członków Kongresu oraz niektórymi prezydentami. Nawet niektóre z napotężniejszych agencji wywiadowczych powołały się same, w kompletnej tajemnicy, i przez wiele lat o ich istnieniu nie wiedziało ani społeczeństwo, ani Kongres.</p>
<p>2. Bogactwo</p>
<p>Począwszy od lat 40-tych ubiegłego wieku grupa trzymająca władzę w ramach armii i wywiadu USA miała do dyspozycji więcej pieniędzy niż większość państw, a należy też pamiętać, że oprócz oficjalnych dolarów duża część tego majątku nie była udokumentowana. Od samego początku swojego istnienia CIA prowadziła najprzeróżniejsze „interesy”, które przynosiły jej pokaźne zyski. Powiązania CIA z międzynarodową przestępczością (a w szczególności z handlem narkotykami) zostały zdemaskowane i udokumentowane. Dodatkowo, CIA utrzymywała swoją prywatną flotę powietrzną, generującą pokaźne sumy nieksięgowanych nigdzie funduszy, płynących głównie z Azji. W rzeczywistości, wiele operacji wywiadowczych było też finansowanych przez bardzo zamożne i cieszące się ugruntowaną pozycją osoby i rodziny, mające konkretny, stały interes w sponsorowaniu tych działań, istotnych z kolei dla ich własnych przedsięwzięć.</p>
<p>3. Niezależność</p>
<p>Teoretycznie w USA obowiązuje cywilna kontrola nad służbami bezpieczeństwa narodowego. Zwierzchnikiem sił zbrojnych jest prezydent USA. Oficjalnie Kongres nadzoruje CIA, a FBI odpowiada przed Departamentem Sprawiedliwości. W praktyce – w okresie, który nas interesuje – było inaczej. Jeden z powodów wiąże się z utajnieniem -  rozproszeniem informacji w kołach wojskowych i wywiadowczych. Usunięcie etykietki „ściśle tajne” nie oczyszcza za jednym zamachem wszystkich top-secret informacji. Wrażliwe informacje są dostępne na podstawie specjalnego zapotrzebowania. Dwóch ludzi z CIA pracujących w sąsiednich pokojach w siedzibie w Langley może być zaangażowanych w zupełnie inne działania i nie mieć pojęcia, czym zajmuje się kolega za ścianą. Takie rozproszenie wpływa dobrze nie tylko na tajność ale i na niezależność od niewłaściwego (tj. oficjalnego) nadzoru.</p>
<p>Mrożącym krew w żyłach przykładem takiej niezależności są lata 50 XX wieku, kiedy to Prezydent Eisenhower praktycznie utracił kontrolę nad arsenałem nuklearnym USA, przy czym sytuacja z dwóch ostatnich lat jego prezydentury była już dramatyczna. Eisenhower niejednokrotnie prosił o spotkanie z dowódcą <em>Strategic Air Command</em> (Strategicznego Dowództwa Sił Powietrznych), żeby dowiedzieć się, jaki jest amerykański nuklearny plan odwetowy. To, czego się w końcu dowiedział w roku 1960, ostatnim roku jego kadencji, przeraziło go – połowa północnej półkuli byłaby zmieciona z powierzchni Ziemi.</p>
<p>Jeśli odznaczony bohater wojenny taki jak Eisenhower nie mógł mieć wpływu na amerykański arsenał nuklearny ani nawet uzyskać od Pentagonu odpowiedzi na swoje pytania, to jakim cudem mogliby mieć dostęp do podobnych informacji Truman, Kennedy, Johnson czy Nixon?</p>
<p>4. Władza</p>
<p>Tajność, bogactwo i niezależność to władza. Przez lata szeroko rozumiane służby bezpieczeństwa narodowego uzyskały dostęp do najbardziej zaawansowanej technologii, wydzieliły spod publicznego dostępu setki tysięcy hektarów na swoje laboratoria i poligony, osiągnęły zdolność nieograniczonego podsłuchu w granicach państwa i poza nimi, prowadziły otwarte lub potajemne akcje przeciwko innym narodom i wstąpiły w stan wojny z wieloma państwami, unikając praktycznie poważniejszego zainteresowania ze strony mediów. Na swoim podwórku utzymują wpływ na amerykańskich urzędników państwowych oraz na kręgi mające nadzieję uszczknąć co nieco z tych miliardów wojskowych dolarów.</p>
<p>5. Obłuda</p>
<p>Oszustwo jest kluczowym elementem wojny. Kiedy na szali leży zwycięstwo lub klęska, konwencjonalna moralność zwykłych ludzi staje się zawadą. W jedną całość składają się zebrane razem przykłady obłudy oficjeli, z tak smakowitymi kąskami jak kryzys w roku 1948 wywołany pogłoskami o nieuniknionej wojnie, sfałszowany deficyt uzbrojenia forsowany przez siły wojsk powietrznych w latach 50-tych, starannie wykreowane wydarzenia prowadzące ostatecznie do rezolucji w sprawie Zatoki Tonkińskiej czy też, jak będzie zilustrowane na następnych stronach, owe liczne oszustwa praktykowane w odniesieniu do UFO.</p>
<p>Tuszowanie [<em>cover-up</em>] – nie ma na to właściwszego określenia – sprawy UFO jest jednym z wielu sekretów służb amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Jak ze wszystkim z tej dziedziny, tak i z problemem UFO radzono sobie przy użyciu skrytych regulacji, totalnych kłamstw i wprowadzania w błąd oraz znacznych środków. Tajność bierze się z wszechobecnego i fundamentalnego elementu życia w naszym świecie: ci, którzy są na szczycie, zawsze podejmą wszelkie kroki, potrzebne do utrzymania status quo.</p>
<p><strong>Czy oni rzeczywiście mogą to zatuszować?</strong></p>
<p>UFO-Sceptycy często pytają: „Czy naprawdę uważasz, że rząd mógłby ukrywać coś takiego przez tak długi czas?” Już samo takie pytanie ujawnia brak wiedzy o rzeczywistości, tajność jest bowiem sposobem na życie w stanie narodowego bezpieczeństwa. Tak naprawdę jednak, odpowiedź brzmi: i tak, i nie.</p>
<p>Tak, bo skryte działania są standardową procedurą operacyjną i częstokroć utrzymywane są w tajemnicy przez całe dziesięciolecia, aż jakieś zrządzenie losu dołączy je do zasobów informacji publicznej. Ale jednocześnie nie, bo informacje o UFO wyciekały od samego początku. Nie da się całkowicie uszczelnić jakiejkolwiek operacji. Rozwiązanie leży w zneutralizowaniu i zdyskredytowaniu niepożądanych informacji – czasem służą temu oficjalne dementi, kiedy indziej kłamliwe, „kontrolowane” przecieki do mediów.</p>
<p>Surowość wojskowych zarządzeń jest rzecz jasna poważnym bodźcem do zachowania tajemnicy. Nie dość na tym, historia amerykańskich mediów pokazuje niepokojące zjawiska, takie jak choćby przenikanie doń kręgów wywiadowczych. We wczesnych latach 50-tych CIA miała przyjazne stosunki z zarządami większości głównych organów medialnych w Stanach Zjednoczonych. Do najbardziej znaczących zaliczyć można układy z <em>New York Times</em>, <em>Washington Post</em>, <em>Christian Science Monitor</em>, <em>New York Herald-Tribune</em>, <em>Saturday Evening Post</em>, <em>Miami Herald</em>, Time-Life, CBS News, Scripps-Howard Newspapers, Hearst Newspapers, the Associated Press, United Press International, the Mutual Broadcasting System i Reuters. Dodatkowo, CIA miała większościowe udziały w wielu własnościowych publikacjach w Europie, Azji i obu Amerykach. We wczesnych latach 70-tych agencja ta przyznała się do współpracy z ponad czterystoma amerykańskimi dziennikarzami. Można sobie łatwo wyobrazić, jakie możliwości daje strategiczne rozmieszczenie czterystu swoich ludzi w wiodących mediach. Istnieją dowody na trwanie tej współpracy.</p>
<p>Efektem takich poczynań jest skuteczne zarządzanie informacjami. Nie ulega wątpliwości, że mainstreamowe media wspierały rządową propagandę na temat UFO. Począwszy od roku 1947, w czasie kiedy siły powietrzne pracowały nad usunięciem problemu UFO z publicznej domeny, pomoc mediów polegała na wyszydzaniu zagadnienia. Wszystkie bez wyjątku wypuszczone przez siły powietrzne i CIA oświadczenia na temat UFO spotykały się z bezkrytyczną przychylnością mediów. Prawdą jest, że ostatnia dekada ubiegłego wieku przyniosła inny, nowy rodzaj otwartości mediów na kwestię UFO, zauważono bowiem, że da się na tym nieźle zarobić. W efekcie otrzymaliśmy groch z kapustą. Podczas gdy takie sieci telewizyjne jak <em>A&#38;E</em> oraz <em>Discovery</em> prezentowały na tan temat dość poważne programy dokumentalne, to jednak UFO stały się zasadniczo po prostu dopełnieniem pop-kultury, a poważne podejście do tego tematu ze strony głównych sieci jak nie istniało, tak nie istnieje do teraz.</p>
<p><strong>Kwestie naukowe</strong></p>
<p>W konkluzji raportu Uniwersytetu Colorado na temat UFO fizyk, Edward U. Condon, wyraźnie rozdrażniony pytał, dlaczego obcy – jeśli rzeczywiście tu są – nie pokazali się? Cała ta kwestia, pisał, „zostałaby rozwiązana w kilka minut, gdyby jakiś latający spodek wylądował na murawie przed hotelem, w którym odbywał się zjazd American Physical Society, a jego załoganci pojawiliby się i przedłożyli  zgromadzonym tam fizykom specjalny dokument...”</p>
<p>Jeśli są tu obcy, to nie są zainteresowani ujawnieniem się nam. Czy dowiedzenie tego jest jednak możliwe? Czy istnieją jakieś hipotezy, które można by sprawdzić? Czy „wierzący” mogą w jakiś sposób okazać dowody, których uporczywie domagają się sceptycy?</p>
<p>Co mogłoby stanowić dowód? Wiele osób dysponuje nagraniami wideo z UFO. Częśc z tych taśm to mistyfikacje, inne jednak wydają się być prawdziwe. Czy da się dowieść prawdziwości takiego nagrania? A co ze spójnymi, logicznymi relacjami świadków? Być może są przekonujące na sali sądowej, ale czy dadzą się udowodnić przed sądem nauki? A co z przypadkami takimi jak w Redmond w Oregonie, kiedy to UFO było obserwowane wizualnie i śledzone oraz zarejestrowane przez radar? Oczywiście dla osób, które się tam znajdowały, sprawa była ewidentna, ale... dowód?</p>
<p>Musimy pytać nie tylko o to, co mogłoby stanowić dowód, ale także kto miałby go za taki uznać. Rzecz jasna, uznanie obcych musiałoby przyjść od ważnego oficjalnego rzecznika – może jako wiadomość od samego prezydenta. Innymi słowy, sprawa ta może być w znacznie większym stopniu kwestią polityczną niż naukową. Dowody na istnienie UFO dostarczone przez zwykłych szarych obywateli nie przetrwają raczej nieuniknionego konfliktu z kulturą oficjalną (potwierdza to pięćdziesiąt lat niepowodzeń). Nie ma co się łudzić – potwierdzenie realności zjawiska UFO nastąpi jedynie wówczas, kiedy oficjalna kultura uzna to za opłacalne albo potrzebne.</p>
<p>Najprostszym wobec tego rozwiązaniem kwestii dowodów na istnienie UFO jest ignorowanie ich. Dokładnie to robi większość ludzi. Znacznie trudniej jest otwarcie stawić im czoło, niezależnie czy oznaczać to będzie konieczność ich potwierdzenia czy też obalenia. Przyjęcie do swojego światopoglądu czegoś tak „dziwnego” jak istoty pozaziemskie nie jest dla wielu ludzi łatwe, zwłaszcza kiedy ich oficjalna kultura robi sobie z tego pośmiewisko. Problem z większością sceptycznych argumentów sprzeciwiających się opcji pozaziemskich wizyt polega najzwyczajniej na nie przyglądaniu się dowodom, które początkowo wydają się całkiem wiarygodne, ale wystarczy kilka dobrych pogłosek, by się rozpadły. (Kiedy wszystko inne spala na panece, zawzięty sceptyk zawsze może chwycić się ostatniej deski ratunku  - twierdząc, że wszystko zostało sfingowane.)</p>
<p>Najpowszechniej stosowanym teoretycznym zarzutem jest stwierdzenie:</p>
<blockquote><p><em>Nawet jeśli we wszechświecie może istnieć inteligentne życie, to międzygwiezdne podróże są jednak niemożliwe. Odległości pomiędzy gwiazdami są zbyt duże.</em>
</p></blockquote>
<p>J. Allen Hayek, wieloletni konsultant projektu Blue Book, miał na takie podejście swoją odpowiedź: „Tego nie może być, więc nie ma”. To prawda, że międzygwiezdne odległości są tak ogromne, że podróżowanie wydaje się niemożliwe. Nikt nie byłby w stanie przeżyć podróży trwającej dziesięć tysięcy lat – wziąwszy pod uwagę nasze aktualne technologie.</p>
<p>Najbardziej powszechna na to riposta jest taka, że może zdarzyć się przełom w technologii napędów i być może jesteśmy w stanie przekroczyć, lub obejść, barierę, jaką stanowi prędkość światła, coś jak <em>Enterprice</em> z jej <em>warp eight</em>. Fizycy drwią sobie z tej idei, jednak nie ci, którzy nad tym właśnie pracują. Czy jest przynajmniej możliwe, że ktoś posunął się z tym problemem znacznie dalej? Relacje tysięcy naocznych świadków wskazują na rewolucyjne sposoby napędu statków UFO.</p>
<p>Nawet pomijając przełom w technologii napędów, ostatnie osiągnięcia w choćby tych dwu dziedzinach – sztucznej inteligencji i biotechnologii – przyniosą rewolucyjne zmiany w najbliższym stuleciu. Wiele osób zajmujących się tymi sprawami jest przekonanych, że uda się stworzyć sztuczny inteligentny organizm. Być może jeśli znajdziemy gdzieś tam planetę podobną do Ziemi, to właśnie sztuczne inteligentne organizmy będą mogły odbyć tę podróż? Poza tym, po co korzystać z takich organizmów, skoro można będzie sam statek wyposażyć w sztuczną inteligencję? Zbyt wiele jest niewiadomych, by można było mieć pewność, ale nie da się też zaprzeczyć takim ewentualnościom.</p>
<blockquote><p><em>Dlaczego sami się nie ujawnili?</em></p></blockquote>
<p>Takie było pytanie Condona. No tak, lądowanie obcego statku na trawniku przed Białym Domem załatwiłoby sprawę. Pytanie to zakłada jednakże pewien stopień podobieństwa pomiędzy ludźmi i wszelkimi innymi istotami, które mogłyby do nas przybyć. Człowiek-naukowiec badający grupę goryli nie przedstawiłby się dominującemu w stadzie samcowi, żeby ustalić z nim stosunki dyplomatyczne (aczkolwiek mógłby wchodzić w jakieś relacje z niektórymi, albo i ze wszystkimi gorylami). Być może otwarte stosunki z obcymi nie są możliwe, albo są mniej praktyczne, niż nam mogłoby się wydawać. A może groziłyby im zbyt silnym bólem głowy? Po prostu tego nie wiemy.</p>
<p>Z drugiej strony, jeśli potraktować poważnie te tysiące doniesień i relacji z uprowadzeń przez obcych, to okazuje się, że obcy pozwolili zauważyć swoją obecność. Zrobili to jednak skrycie, omijając wszystkie oficjalne kanały naszej cywilizacji – jako akt skrajnej dywersji.</p>
<blockquote><p><em>Czy w rzeczywistości ludzie nie obserwują po prostu eksperymentalnych bądź tajnych samolotów?</em></p></blockquote>
<p>To ważne pytanie. Istnieją obiekty o oszałamiającej technologii, będące w fazie testowania w locie. Legendarny, supertajny samolot <em>Aurora</em> testowany w Strefie 51 w Newadzie, zdolny do niesamowitych manewrów i osiągający nadzwyczajne prędkości, wyposażony jest też w inne tajemnicze możliwości. Mówi się o nim, że wcielił jakieś rewolucyjne zasady technologii napędów. Historyk CIA, Gerald Haines, uzasadniał ostatnio tezę, że większość UFO obserwowanych w latach 50-tych i 60-tych były to tajne statki powietrzne takie jak szpiegowskie samoloty U-2 i SR-71. Nie ulega wątpliwości, że niektóre z owych doniesień o UFO dotyczyły faktycznie tych samolotów. Kiedy jednak dokładniej zbadać fakty, twierdzenie Hainesa wydaje się podejrzane. I tak na przykład U-2 nie latał aż do roku 1952. Wysokość, na którą się wznosił, wynosiła 24 kilometry, a do tego leciał prosto jak strzała. Nie przyspieszał stale, nie lądował pionowo, ani nie robił żadnej z tych rzeczy, które tysiące świadków przypisywało UFO. To samo można powiedzieć o pozostałych amerykańskich przełomowych technologiach z okresu Zimnej Wojny. Należałoby też dodać, że nawet dzisiaj eksperymentalna technologia nie wydaje się stanowić wyjaśnienia dla większości porządnych doniesień na temat UFO, ta jednak dyskusja wykracza poza ramy niniejszej książki.</p>
<blockquote><p><em>Kwestia infrastruktury</em></p></blockquote>
<p>Gdzie mieści się infrastruktura tej obcej cywilizacji, która potrafi wytwarzać tak niewiarygodną technologię i nadzwyczajne statki? Albo – jeśli raporty o UFO mają być potraktowane poważnie, powinniśmy już mieć tutaj tysiące, jeśli nie miliony obcych. Jak to możliwe? Z pewnością jest to dobre pytanie, ale podobnie jak wiele innych zawiera ten sam błąd – jest nim próba postawienia siebie na miejscu obcych. Tego typu pytania zakładają milcząco, że możemy myśleć głowami obcych i wyobrażać sobie, jak też może wyglądać ich cywilizacja. Te pytania są zbyt teoretyczne. Czym innym jest bowiem dyskusja na temat możliwości lub niemożliwości podróży kosmicznych, a zupełnie czym innym zbadanie i wytłumaczenie kilku porządnych sprawozdań o UFO.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (1)]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=65</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 23:49:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=65</guid>
<description><![CDATA[Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki Richarda M. Dolana &#8220;UFOs and the Nat]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#0000ff;">Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki <a href="http://keyholepublishing.com/">Richarda M. Dolana</a> "UFOs and the National Security State".</span></p>
<blockquote>
<p style="text-align:left;"><em>„Sprzeczność w logice formalnej jest sygnałem niepowodzenia. Jednak w rozwijaniu prawdziwej wiedzy oznacza ona pierwszy krok na drodze wiodącej w kierunku zwycięstwa.”</em></p>
<p style="text-align:right;">- Alfred North Whitehead</p>
<p style="text-align:left;"><em>„Błędem jest uważać, że nauka składa się wyłącznie z ostatecznie dowiedzionych twierdzeń, a wymaganie, żeby tak było, jest wręcz niesprawiedliwe. Żądanie takie wysuwają jedynie ci, którzy łakną autorytetu i czują potrzebę zastąpienia religijnego katechizmu czymś innym, chociażby katechizmen naukowym”</em>.</p>
<p style="text-align:right;">- Sigmund Freud</p>
<p><em>„W każdym domu jest jakiś kościotrup”</em>.  - Anonim</p></blockquote>
<p><strong>Problem UFO</strong></p>
<p>W problem UFO przez ponad 50 lat zaangażowany był personel wojskowy na całym świecie,  a sam problem owiany jest mgłą tajemnicy. Na przestrzeni lat wyszło jednak na jaw dostatecznie wiele faktów, żebyśmy mogli wyobrazić sobie, jak wygląda cały obraz. Starałem się wykorzystać te klocki do skonstruowania przejrzystej historycznej relacji skupiającej się na wymiarach narodowego bezpieczeństwa.</p>
<p>Jako że temat jest tak powszechnie ośmieszany, należy uwydatnić powód, dla którego jest on wart poważnego zainteresowania. Historie o dziwnych obiektach na niebie sięgają daleko w przeszłość, ale problem ten nie przyciągnął większej uwagi aż do II Wojny Światowej. W owym czasie personel wojskowy aliantów i krajów osi donosił o niecodziennych obiektach na niebie, ostatecznie znanych jako <em>foo fightery</em>. Z perspektywy czasu taki rozwój wypadków nie jest zaskakujący. Po pierwsze, po raz pierwszy ludzka awiacja stała się powszechna. Tysiące pilotów uzyskało nagle tę nigdy wcześniej nie posiadaną możliwość widzenia tego, co dzieje się ponad chmurami. Drugim powodem było wynalezienie radaru, który elektronicznymi środkami przedłużył zasięg ludzkiego wzroku. W czasie wojny większość badaczy zakładała, że te dziwne widywane obiekty miały związek z samą wojną, stanowiły anomalię towarzyszącą nowym metodom wykrywania albo też mogły być eksperymentalnym statkiem powietrznym wroga.</p>
<p>Mając to na uwadze, można by oczekiwać, że obserwacje takie znikną z rokiem 1945, po zakończeniu wojny. Zamiast tego ich ilość wzrosła. W Europie w 1946 roku i w Ameryce w roku 1947 ludzie widzieli – i zdawali z tego relacje – obiekty, których nie dawało się wyjaśnić w żaden konwencjonalny sposób. Gdziekolwiek się one pojawiały, z absolutnie niezrozumiałych powodów dochodzenie przejmowały dowództwa wojskowe. Nieznane obiekty, często pozostawiające ślady na radarach oraz obserwowane wizualnie, latały w strefach powietrznych państw, a w przypadku Stanów Zjednoczonych – nad drażliwymi urządzeniami wojskowymi. Wojna była zakończona. Co się zatem działo?</p>
<p><!--more--></p>
<p>Podczas fali UFO w 1947 roku amerykańskie instytucje wojskowe i wywiadowcze prowadziły w sprawie tych obserwacji liczne równoległe dochodzenia. Chociaż oficjalnie dochodzeniami kierowało lotnictwo, to nigdy nie był to jedyny na tej arenie gracz. Zaangażowane były wszystkie służby. Przez chwilę sprawę UFO badało FBI, a od 1948 roku do gry weszło CIA i pozostawało w niej aż do czasów najnowszych.</p>
<p>Początkowo część Amerykanów obawiała się, że za falą „latających spodków” stać może Związek Radziecki. Taka możliwość została zbadana, po czym odrzucona. W czasach, kiedy najszybszy na świecie statek powietrzny rozwijał prędkość około 950 km na godzinę, niektóre z owych obiektów przekraczały – lub zdawały się przekraczać – 1600 km na godzinę. Co więcej, manewrowały w sposób, w jaki żaden statek powietrzny nie był  w stanie manewrować – jak choćby robiąc zwroty pod kątem prostym, gwałtownie się zatrzymując i gwałtownie przyspieszając. Czy naprawdę Rosjanie mogli zbudować coś takiego? A jeśli mogli, to dlaczego latali nimi nad całą Ameryką i Europą Zachodnią? Ekspertom idea ta wydawała się w najlepszym razie mocno naciągana, a 50 lat później ich wniosek utrzymał się w mocy. Czy zatem mogły to być obiekty amerykańskie? Ta możliwość została również zbadana i odrzucona, z tego samego powodu. Amerykańskim badaczom nie wydało się wiarygodnym, że ich wojsko sekretnie odkryło ponaddźwiękową i antygrawitacyjną technologię.</p>
<p>Opcje szybko się zawężały. Albo było to coś realnego i obcego, albo było to coś „konwencjonalnego”, ale jak dotąd nieznanego bądź niewytłumaczonego. Co jednak mogło wyjaśnić notoryczne pojawianie się metalicznych statków robiących rzeczy niemożliwe? Do końca roku 1947 reprezentacja analityków z Centrum Technicznego Wywiadu Lotniczego – Air Technical Intelligence Center (ATIC) – przy Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson była przekonana, że UFO były statkami pozaziemskimi. Do lata 1948 roku zespół ten przygotował „Ocenę sytuacji” [Estimating of the Situation], przedstawiając pozaziemską tezę, która wylądowała na biurku naczelnego dowódcy Lotnictwa USA, Hoyta Vandenberga. Historia wygląda tak (nie ma żadnych oficjalnych dokumentów to potwierdzających, są jedynie oświadczenia osób wtajemniczonych), że Vandenberg odrzucił tę ocenę albo z braku dowodów, albo dlatego, że nie zawierała pożądanej przez niego konkluzji. W każdym razie jasno dał do zrozumienia, że Siły Powietrzne nie zaakceptują spekulacji na temat istot pozaziemskich jako rozwiązania problemu UFO.</p>
<p>Oczywiście ludzie ciągle widywali to coś i zastanawiali się, czym to coś jest. Na przykład latem 1952 roku tak często dochodziło do obserwacji UFO i wielokroć były one tak dobrze widoczne, że niektórzy ludzie z Sił Powietrznych rzeczywiście zastanawiali się, czy nie zbliża się inwazja. Z pewną pomocą skrycie sponsorowanego przez CIA tzw. Panelu Robertsona powołanego w styczniu 1953, Siły Powietrzne wzmocniły cenzurę na ten temat. Do tej pory nie została ona w pełni zdjęta. Doniesienia o UFO zaczęły zbierać i analizować organizacje cywilne. Co więcej, siły powietrzne same zapędziły się w kozi róg angażując się w monitorowanie UFO jako potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Ci, którzy krytykowali zbywające stwierdzenia sił powietrznych na temat UFO – a było takich wielu – częstokroć pytali, dlaczego, skoro spodki nie stanowią zagrożenia dla narodowego bezpieczeństwa i istnieją tylko w wyobraźni, siły powietrzne do badania doniesień powołały projekt Blue Book?</p>
<p>Potem nadeszła wielka fala UFO w latach 1965 i 1966, kiedy to siły powietrzne nie mogły już dłużej chować się za balonami pogodowymi i gazami z bagien, ani stawiać oporu publicznym badaniom. W rezultacie, żeby „załatwić” sprawę, ufundowały badania naukowe UFO przez Uniwersytet Colorado, znane w historii jako komitet Condona, . Po dwóch latach komitet doszedł do wniosku, że UFO nie są warte badań naukowych. Krytycy odpowiedzieli, że wniosek komitetu nie pasuje do ich własnych danych. Komitet oczywiście miał „złą krew” wśród swoich członków, co doprowadziło do usunięcia tego pro-ufologicznego kontyngentu w środku trwania projektu. Wielu osobom wydało się, że projekt od początku ustawiony był na negatywną konkluzję. Zaczął się hałas na temat sprawowania kontroli nad komitetem albo przez siły powietrzne, albo przez CIA.</p>
<p>Fakt, że Komitet Condona był niechlujny, umożliwił siłom powietrznym zamknąć Niebieska Księgę. W grudniu 1969 roku siły powietrzne ogłosiły, że nie będzie więcej dochodzeń w sprawie UFO. Główne cywilne organizacje badawcze szybko upadły, a ludzie, którzy widywali UFO, nie bardzo mieli się gdzie zwrócić.</p>
<p>Zatrzymajmy się na chwilę, żeby ocenić sytuację. Do połowy lat 40-tych XX wieku amerykański aparat wywiadowczy miał powód wierzyć, że istniały artefakty na niebie, które nie pochodziły z Ameryki, Rosji, Niemiec, ani z żadnego innego państwa. Obiekty te naruszały bardzo drażliwą wojskową przestrzeń powietrzną i nie wydawały się być zjawiskiem naturalnym. Można przypuszczać, że siły bezpieczeństwa narodowego, których to bezpośrednio dotyczyło, miały obsesję na punkcie jak najszybszego określenia natury i celu tych obiektów i możemy wnioskować, że sprawa ta została <em>prawdopodobnie</em> głęboko utajtniona na okres od 1946 albo 1947 roku aż do czasów najnowszych.</p>
<p>Niektórzy zbędą to jako jedną z wielu teorii spiskowych rozsianych po amerykańskim krajobrazie. Ta właśnie etykietka powoduje automatyczne odsunięcie od siebie problemu, jakby nikt nigdy nie działał w tajemnicy. Wysilmy się na odrobinę perspektywy i przywołajmy zdrowy rozsądek. W Stanach Zjednoczonych mieści się sporo wielkich organizacji – korporacji, biurokracji, „grup interesu” itp – które z natury są konspiracyjne. Oznacza to, że są hierarchiczne, ważne decyzje podejmowane są tajnie przez kilku decydentów i nie stronią oni od kłamania na temat swojej działalności. Taka jest natura zachowań organizacyjnych. „Konspiracja”, w tym kluczowym znaczeniu, jest sposobem życia obecnym na całej kuli ziemskiej.</p>
<p>Wewnątrz światowego aparatu wojskowego i wywiadowczego tendencja ta jest spotęgowana do maksimum. W latach 40-tych XX wieku, kiedy wojsko i jego naukowcy udoskonalali w całkowitej tajemnicy swoją budzącą grozę broń, wpadł im w ręce problem UFO. Czy byli zainteresowani nieznanymi obiektami węszącymi w ich zakazanej przestrzeni powietrznej? Czy chcieli ograniczyć dostęp do informacji, które posiadali? Dostępne dowody, zamieszczone w tej książce, wskazują na odpowiedź twierdzącą.</p>
<p>Jeśli zatem założymy istnienie konspiracji wokół tematu UFO, możemy zapytać, gdzie ona jest. Czy istnieje na przykład jakaś centralna grupa zarządzająca tym problemem? Może tak, może nie. To możliwe, a nawet wiarygodne, że nikt z trzymających dziś urząd publiczny nie wie, co się dzieje. Jest możliwe, że istniała kiedyś wewnątrz departamentu obrony albo CIA grupa kontrolująca UFO, ale nie ma żadnego bezwzględnego powodu, dla którego ta sytuacja musiałaby trwać dzisiaj. Nie tylko bowiem tajność jest w tych kołach aksjomatyczna, ale informacja jest tak dalece podzielona pomiędzy różne sekcje, że łatwo sobie wyobrazić, jak różne wątki informacji o UFO mogą przynależeć do dziesiątek wzajemnie od siebie odizolowanych dziedzin.</p>
<p>Oczywiście odnośnie UFO tajność pozostaje w wojsku regułą. Pomimo twierdzeń o braku zainteresowania, wojsko ciągle odpowiada na doniesienia o niezidentyfikowanych latających (i podwodnych) obiektach. Personel wojskowy byłby jednak totalnie nierozsądny, gdyby wdał się w dyskutotawanie o tym ze społeczeństwem. Wojskowa „Przysięga co do niebacznego ujawnienia poufnych danych lub informacji o bezpieczeństwie” [Oath upon Inadvertent Exposure to  Classified Security Data or Information] składana jest przez cały personel mający dostęp do wszelkiego rodzaju poufnych informacji i obowiązuje do końca życia oraz niezależnie od okoliczności. Kiedy podpisujesz się pod tą przysięgą, wyrażoną słowami Dowódcy 133. Dywizjonu /pułku lotniczego/ Powietrzno-Desantowego, Jamesa Goodella:</p>
<blockquote><p>... zrzekasz się swoich praw konstytucyjnych. Podpisujesz kawałek papieru mówiący, że jeśli naruszysz swoją umowę bezpieczeństwa... bez procesu, bez prawa apelacji idziesz na 20 lat do więzienia federalnego w Leavenworth. To naprawdę silny bodziec, żeby trzymać język za zębami.</p></blockquote>
<p>Wojsko trzyma kwestię UFO w głębokim utajnieniu. Przez ostatnich trzydzieści lat zapytania w sprawie UFO kierowane do sił powietrznych czy innych ciał rządowych spotykały się z jedną i tą samą odpowiedzią:</p>
<blockquote><p>Od roku 1947 do 1969 siły powietrzne badały Niezidentyfikowane Obiekty Latające w ramach Projektu Blue Book. Projekt ten, z zarządem w Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson w Ohio, został zakończony 17 grudnia 1969 roku.  Ze wszystkich 12618 ufo-obserwacji zgłoszonych do Projektu Niebieskiej Księgi 701 pozostało „niezidentyfikowanych”.</p>
<p>Decyzja o przerwaniu dochodzenia w sprawie UFO oparta była na ocenie raportu przygotowanego przez Uniwersytet Colorado, zatytułowanego „Scientific Study of Unidentified Flying Objects”, recenzji raportu Uniwersytetu Colorado sporządzonej przez National Academy of Science, wcześniejszych studiach nad UFO oraz na doświadczeniu Sił Powietrznych w badaniu doniesień o UFO z lat 1940-1960.</p>
<p>W rezultacie przeprowadzonych dochodzeń, badań i doświadczenia zebranego z dochodzenia w sprawie doniesień o UFO od roku 1948, wnioski Projektu Blue Book były następujące: (1) ze wszystkich doniesień, dochodzeń i ocen wynika, że żaden z obiektów UFO nigdy nie wskazywał naistnienie z jego strony zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa narodowego; (2) nie ma żadnych dowodów  przedłożonych Siłom Powietrznym ani odkrytych przez nie, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” charakteryzowały się zaawansowaniem technologicznym czy wskazywały na wykorzystywanie praw wykraczających poza ramy współczesnej wiedzy naukowej; i (3) żadne dowody nie wskazywały na to, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” były statkami pozaziemskimi...</p>
<p>Od zamknięcia Projektu Niebieska Księga nie pojawiło się nic, co mogłoby sugerować zasadność podjęcia na nowo przez Siły Powieterzne dochodzenia w sprawie UFO...</p></blockquote>
<p>Tak wygląda niezmienna, oficjalna prawda o UFO.</p>
<p><strong>Kultura oficjalna vs. nieoficjalna</strong></p>
<p>Niektóre rzeczy są prawdziwe, a niektóre są oficjalnie prawdziwe.</p>
<p>W roku 1937 Józef Stalin zatwierdził pierwszy dziesięcioletni Spis Ludności. W oparciu o szacowany wzrost populacji z lat 20-tych spodziewał się wyniku w okolicach 170 milionów. Niestety spis wykazał liczbę 156 milionów i Stalin nie był specjalnie zadowolony. Zamiast więc dociekać, co się stało z brakującymi 14 milionami dusz, Stalin obmyślił proste rozwiązanie: większość spisywaczy zastrzelił, a resztę zesłał do Gułagu. Dwa lata później, w roku 1939, bardziej „posłuszny” spis dał wynik 170 milionów, co zostało uznane za oficjalną liczbę ludności.</p>
<p>Każdy, kto żył w represyjnym społeczeństwie, wie, że oficjalna manipulacja prawdą odbywa się codziennie. Wszystkie jednak społeczeństwa mają swoich licznych i swoich niewielu. Zawsze i wszędzie rządzą właśnie ci nieliczni i ci nieliczni wywierają dominujący wpływ na to, co można by nazwać kulturą oficjalną. Podczas gdy rozwiązanie Stalina jego problemu ze spisem powszechnym było skrajne, wszystkie elity troszczą się o to, żeby zmanipulować publiczną informację w taki sposób, aby utrzymać  istniejące struktury władzy. To gra stara jak świat.</p>
<p>Jak wszędzie, tak i w Ameryce istnieją tematy, które są zbyt drażliwe, by mogły być dyskutowane otwarcie nie trapiąc tym pewnych potężnych interesów. Sprawa UFO zawsze była takim tematem, co widać po kombinacji oficjalnych zaprzeczeń, skrajnej tajności, publicznych kpin i towarzyszących temu rozpowszechnionych popularnych przekonaniach. Oficjalnie UFO nie istnieją i dyskutuje się o nich publicznie jedynie w kontekście swego rodzaju żartu albo kiczowatego elementu kultury. A jednak wierzy w nie około trzy czwarte Amerykanów. Skąd ta rozbieżność? Poza wszystkim innym, większość Amerykanów wierzy też w Boga, i nie ma w tej sprawie żadnych oficjalnych zaprzeczeń. Czy to możliwe, że wiara w UFO jest – jakkolwiek dziwne może się to na pierwszy rzut oka wydawać – lekko wywrotowa?</p>
<p><strong>Incydent z Redmond, w stanie Oregon</strong></p>
<p>Jest w tej książce wiele przykładów ilustrujących ową rozbieżność pomiędzy oficjalną i nieoficjalną prawdą na temat UFO. Poniżej jeden z nich – przypadek z Redmond w Oregonie.</p>
<p>24 września 1959 roku, na krótko przed zachodem Słońca, oficer policji Robert Dickerson jechał samochodem ulicami Redmond, kiedy zobaczył duży jasny obiekt obniżający swój lot nad miastem, który po chwili gwałtownie się zatrzymał i zawisł na wysokości 60 metrów. Obiekt był na tyle nisko, że zajarzyły się czubki pobliskich drzew. Kilka minut później Dickerson jechał do biura Federal Aviation Administration na lotnisku w Redmond. W tym czasie obiekt gwałtownie ruszył w kierunku na północny wschód od lotniska i ponownie zawisł. Jego kolor zmienił się z świetlisto białego na pomarańczowo-czerwony. Dickerson i inni ludzie zobaczyli przez lornetkę, że obiekt jest płaski i okrągły, a z jego krawędzi wydobywały się czasami języki „płomieni”.</p>
<p>O 5:10 rano FAA doniosła o obiekcie do Centrum Kontroli Ruchu Powietrznego (Air Route Control Center) w Seattle, które z kolei przekazało wiadomość do bazy lotniczej Hamilton Air Port Base w Kaliforni. O godzinie 5:18 sześć myśliwców F-102 wystartowało z Portland z zadaniem przechwycenia obiektu. Świadkowie wciąż przyglądali się wiszącemu obiektowi, kiedy myśliwce zahuczły nad Redmond. Kiedy siły powietrzne zbliżyły się, obiekt zdławił swoje „języki płomieni”, wyrzucił z siebie ogniste spaliny, wystrzelił w górę z nieprawdopodobną prędkością i zniknął w chmurach na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Znalazł się tak blisko trasy odrzutowców, że jeden z pilotów wykonał gwałtowny zwrot, żeby uniknąć zderzenia. Inny myśliwiec, schwytany w turbulencję tych straszliwych spalin, niemal utracił kontrolę nad lotem. Jeden z pilotów kontynuował pościg korzystając z radaru z celownikiem, jednak obiekt gwałtownie zmienił kurs – sytuacja ta śledzona była na radarze w Klamath Falls Ground Control Intercept – i pilot poddał się. Przez następne dwie godziny na radarze było widoczne, jak ten nieznany obiekt z ogromną prędkością wykonuje manewry na wysokościach pomiędzy 2000 a 16000 metrów.</p>
<p>Piloci natychmiast otrzymali z wywiadu wezwanie na złożenie sprawozdania i polecono im nie dyskutować na ten temat nawet między sobą. Jednakże setki mieszkańców Redmond słyszały odrzutowce, niektórzy widzieli samoloty pościgowe, a kilku złożyło doniesienia o nieznanym obiekcie. Zmuszone do wyjaśnień lotnictwo oświadczyło, że lot był rutynowym zwiadem spowodowanym przez fałszywe odczyty radarów. Podekscytowani świadkowie prawdopodobnie wyobrazili sobie po prostu ten blask.</p>
<p>Tymczasem szybko wyciekła informacja, że FAA szukała nienormalnej radioaktywności w miejscach, gdzie świadkowie widzieli zawieszony i „odpalający” obiekt. W efekcie ludziom ciężko było przełknąć wyjaśnienie lotnictwa. Dlaczego FAA miałaby sprawdzać nienormalne promieniowanie, skoro całe wydarzenie było iluzją? Wtedy lotnictwo zmieniło rozwiązanie: obiekt, który był przez każdego widziany, był prawdopodobnie balonem meteorologicznym. Nikt nie zawracał sobie głowy wyjaśnieniem, jakim cudem balon meteorologiczny mógł zdystansować odrzutowce lecące z prędkością bliską 1000 km/h.</p>
<p>Podsuwając to wyjaśnienie lotnictwo nie wiedziało, że wiodąca krajowa cywilna grupa  badająca UFO – The National Investigations Committee on Aerial Phenomenon – otrzymała potwierdzone kopie dzienników FAA. To był niespodziewany cios, ponieważ dzienniki FAA opisywały to UFO i jego manewry bardzo szczegółowo, włącznie z jego wymknięciem się przechwytywaczom. Dzienniki zawierały również potwierdzenie śledzenia obiektu na radarze, wypuszczenia odrzutowców z Potland oraz raport z Klamath Falls.</p>
<p>Kiedy informacja ta stała się publiczna, Siły Powietrzne bezzwłocznie oskarżyły FAA za wypuszczenie fałszywych informacji i podtrzymało swoją wersję z balonem. Wskutek dalszych nacisków ze strony NICAP i kilku legislatorów Siły Powietrzne podały ostatecznie „prawdziwe” wyjaśnienie: świadkowie widzieli planetę Wenus.</p>
<p>- -<br />
<em>Richard M. Dolan studiował na uniwersytetach Alfred i Oxford, po czym obronił tytuł naukowy z historii na uniwersytecie w Rochester, był też nominowany do prestiżowego stypendium Rhodes Scholarship. Dolan studiował amerykańską politykę Zimnej Wojny, historię i kulturę ZSRR oraz dyplomację. O „teorii spisku” napisał [...]</em><br />
Fragmenty tego, co Dolan na ten temat napisał, można znaleźć w końcówce <a href="http://www.quantumfuture.net/pl/boeing1.htm">Tego</a> artykułu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie - Notka]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=49</link>
<pubDate>Wed, 02 Apr 2008 15:12:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=49</guid>
<description><![CDATA[Krótka informacja dla Czytelników, na wszelki wypadek:
Wciąż trwa praca przy tłumaczeniu tekstu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Krótka informacja dla Czytelników, na wszelki wypadek:</p>
<p>Wciąż trwa praca przy tłumaczeniu tekstu o <a href="http://pracownia4.wordpress.com/2008/03/14/czarna-smierc-w-nowym-swietle-kosmiczne-powiazanie/">Czarnej Śmierci</a> i co kilka dni pojawia się nowy fragment. Zachęcam więc do zaglądania od czasu do czasu do tego artykułu. Powoli zbliżamy się do końca.</p>
<p>Update: Przekład zakończony, artykuł jest kompletny.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 20:44:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[[oryginalny artykuł]
Laura Knight-Jadczyk
o książce &#8220;New Light on the Black Death: The Cosm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">[<a href="http://www.sott.net/articles/show/145683-New-Light-on-the-Black-Death-The-Cosmic-Connection">oryginalny artykuł</a>]</span></p>
<p><strong><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Laura Knight-Jadczyk</span></strong></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">o książce <a href="http://www.amazon.com/Light-Black-Death-Mike-Baillie/dp/0752435981/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198070365&#38;sr=8-1" target="_blank">"<strong>New Light on the Black Death: The Cosmic Connection</strong>"</a> [Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie]<br />
Autor: <strong>Mike Baillie</strong>, dendrochronolog z Queen's University, Belfast, Irlandia</span></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://pracownia4.files.wordpress.com/2008/04/dragcom.gif"><img class="aligncenter size-medium wp-image-52" src="http://pracownia4.wordpress.com/files/2008/04/dragcom.gif" alt="http://home.swbell.net/a1star1/]" width="300" height="112" /></a><br />
<span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">[from: http://home.swbell.net/a1star1/]</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Właśnie skończyłam czytać tę książkę i jedyne co mogę powiedzieć to: Wow! Jest to niesamowicie głęboka książka! Nie jest długa, ma jedynie 208 stron wliczając uzupełnienie. Jest zwięzła i na temat, bez żadnych niepotrzebnych słów i owijania w bawełnę. Każdy przykład oraz chwilowe odejścia od głównego tematu są znaczące dla głównej idei, która jest taka (trzymajcie się!): Mike Baillie (tak, prawdziwy naukowiec, a nie jakiś tam dziwak), twierdzi że Czarna Śmierć (dżuma), jedna z największych epidemii w historii ludzkości, która zabiła prawdopodobnie dwie trzecie całej ludności Europy, nie wspominając milionów ofiar na całej planecie, prawdopodobnie nie była plagą dżumy, ale zagładą wywołaną przez Kometę (komety)!</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">O tak! Niewiarygodne, czyż nie?</span></p>
<p><!--more--></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">A jednak. Baillie ma naukowe dowody na potwierdzenie tej teorii, a jego dowody potwierdzają - i są potwierdzone przez – to, co mówili ludzie żyjący w tamtym okresie: trzęsienia ziemi, komety, śmiercionośne deszcze płomieni, zanieczyszczona atmosfera i śmierć na niewyobrażalną skalę. Ludzie w dzisiejszych czasach nie zdają sobie nawet sprawy z tego, co wydarzyło się jedyne 660 lat temu. (Hmmm… wnikliwy umysł od razu zaczyna się zastanawiać, co mogłoby się stać 666 lat po tej katastrofie?! To byłby rok 2012…) </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W każdym razie Chiny, gdzie prawdopodobnie miała początek Czarna Śmierć, straciły około połowę ludności (mowa tu o liczbie 123 milionów, z której pozostało około 65 milionów). </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Ostatnie badania nad liczbą ofiar w Europie również sugerują wymarcie od 45% do 50% europejskiej populacji w okresie 4 lat. Niestety liczba ta wciąż się waha i zmienia (co, jak się później okaże, stanowi pewiem problem).</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W Europie na terenach śródziemnomorskich - we Włoszech, na południu Francji i Hiszpanii - gdzie plaga trwała nieprzerwanie przez około cztery lata, liczba ta wynosi od 70% do 75% całej populacji. (W dzisiejszych czasach, odpowiednikiem byłoby zredukowanie liczby ludności USA z obecnych 300 milionów do 75 milionów w mniej niż cztery lata. Wiązałoby się to również z potrzebą pochowania czy usunięcia około 225 milionów zwłok!) </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W Niemczech i w Anglii była to prawdopodobnie liczba zbliżona do 20%. Wydaje się, że z jakichś powodów mniej ucirpiały północno-wschodnie Niemcy, Czechy, Polska oraz Węgry (istnieje na ten temat kilka teorii, które jednak nie są w pełni przekonywujące).</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Statystyki dotyczące Rosji oraz Bałkanów są niedostępne, więc wydaje się, że katastrofa dotknęła ich w niewielkim stopniu, o ile w ogóle dotknęła. Afryka straciła w przybliżeniu 1/8 populacji (z około 70-80 milionów ludzi). (Te statystyki podkreślają jeden z problemów poruszanych przez Baillie’a, a mianowicie istnienie zależności pomiędzy ilością zmarłych a lokalizacją). </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Niezależnie od różnych współczynników pokłosia w poszczególnych miejscach, istota sprawy jest taka, że Czarna Śmierć przyniosła największą liczbę ofiar spośród wszystkich znanych nam z historii epidemii. Jak podkreśla Baillie, nikt tak naprawde nie wie, czym dokladnie była Czarna Śmierć! O, tak, oczywiście, przez długi czas ludzie po prostu „wiedzieli”, że była to epidemia Dżumy, jak więc doszło do tego, że Baillie zakwestionował ten zdecydowanie ustalony fakt? Nie był on jedynym, który to zrobił. </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W 1984 roku Graham Twigg opublikował książkę „Czarna Śmierć: Powtórna biologiczna analiza” (<a href="http://www.amazon.com/Black-Death-biological-reappraisal/dp/0805239553/ref=sr_1_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198070520&#38;sr=1-1" target="_blank">The Black Death: A Biological Reappraisal</a>), w której wykazywał, że ze względu na klimat i ekologię Europy, a w szczególności Anglii, było praktycznie niemożliwe, aby szczury i pchły przeniosły epidemie dżumy, oraz że było prawie niemożliwe, aby to pałeczka dżumy była przyczyną tej zarazy, a tym bardziej takiej jej ekspansji jak ta w Europie w XIV wieku. Twigg obalił również powszechną teorię jakoby bakcyle rozprzestrzeniały się drogą oddechową. Bazując na swoich badaniach symptomów oraz zebranych dowodów, przedstawił teorię, że Czarna Śmierć mogła być epidemią wąglika płucnego (pulmonary anthrax), spowodowaną przez bakcyl wąglika (Bacillus anthracis).</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Kolejnym nieszczęsnym przeciwnikiem modelu standardowego jest Gunnar Karlsson, który w 2000 roku wykazał, że Czarna Śmierć zabiła od połowy do dwóch trzecich populacji Islandii, chociaż w tamtym czasie w Islandi nie było szczurów. („Historia Islandii” - Gunnar Karlsson)</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Baillie podsumowuje ten problem następująco:</span></p>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Mówi się, że Czarna Śmierć z 1347 roku była trzecim ogromnym wybuchem epidemii Dżumy, epidemii, która jest zwykle przenoszona przez szczury i pchły. Wcześniejsze przypadki to epidemia w Atenach (<a href="http://www.cassiopedia.org/wiki/index.php?title=Plague_of_athens" target="_blank">Plague of Athens</a>) w 430 r. p.n.e. oraz epidemia w czasach Justyniana, która dotarła do Konstantynopola w 542 roku n.e. Epidemia w Atenach została opisana przez Tukidydesa, natomiast Justyniańska epidemia została opisana przez Prokopiusza, pisali o niej również inni. […]</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Epidemia miała prawdopodobnie swój początek w Azji Środkowej lub gdzieś w Afryce, gdzie dżuma jest czymś dosyć powszechnym wśród niektórych gryzoni. Wnioskuje się, że jakiś czynnik środowiskowy sprawił, iż zarażone gryzonie opuściły swoje naturalne otoczenie po czym zaraziły szczury, a w rezultacie również ludzi żyjących na terenach, na których nie występowała naturalna odporność. Prawdopodobnie bakterie były przenoszone przez pchły, które opuszczały ciała zdechłych szczurów, po czym przenosiły się na ludzi, którzy w efekcie również zostawali zarażeni. Mówi się również o możliwości przenoszenia się choroby wzdłuż szlaków handlowych na obszary u wybrzeży Morza Czarnego, a stamtąd na centralne obszary śródziemnomorskie pod koniec 1347 roku. Wtedy właśnie - przez północne Włochy i południową Francję - choroba dotarła na teren Europy. Natychmiast zaczęła zabijać ogromną ilość ludzi, rozprzestrzeniając się drogą lądową, posuwając się w tempie około 1,5 kilometra na dzień. W okresie od stycznia do lata-jesieni 1348 r. dotarła aż do Wysp Brytyjskich, a do 1350 r. rozprzestrzeniła się na tereny Skandynawii, ostatecznie docierając nawet do Islandii. Prawdopodobnie fala ta przetoczyła się przez Francję, Belgię, aż do Niemiec, a następnie do centrum południowej Europy. Ta pierwsza fala wygasła do 1351 r., jednakże w roku 1361 pojawiła się kolejna.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Uważa się, że już pierwsza fala w dużym stopniu osłabiła ludność europejską.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Podstawowy problem dotyczy szczurów i pcheł. Wydawałoby się oczywiste, że aby zaraza mogła się rozprzestrzeniać, potrzebne by były zainfekowane szczury, które w dodatku musiałyby poruszać się z zatrważającą prędkością - musielibyśmy wyobrazić sobie stada zarażonych szczurów drepczących przed siebie z ogromną prędkością (głównie w kierunku północnym), niosących ze sobą masę zarażonych pcheł, rozbiegających się po śmierci żywiciela. Scenariusz ten zawiera jednak mnóstwo nieścisłości. Na przykład, nie znajdujemy doniesień o leżących wszędzie martwych szczurach (tłumaczy się to tym, że szczury albo zdychały wewnątrz ludzkich domostw, albo ludzie byli przyzwyczajeni do widoku martwych szczurów do tego stopnia, że nie warto było o nich wspominać; jednak gdyby przebywały w domach, to jakim cudem przemieszczałyby się w takim tempie?) Wydaje się, że wszyscy zostawali zarażeni, bez względu na to czy ofiara była wiejskim pasterzem, duchownym czy zwykłym mieszkańcem miasteczka. Jednak o dziwo, pomimo tak zaraźliwej choroby, niektóre europejskie miasta ocalały. Co więcej, szczury bardzo chętnie przenosiły się w chłodniejsze, północne rejony, a tymczasem dżuma jest zarazą wymagającą stosunkowo ciepłej temperatury. Oczywiście po napotkaniu bariery wodnej, szczury pakowały się na pokłady statków, aby dalej z impetem szerzyć zarazę. (Baillie)</span></p></blockquote>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Benedictow, zwolennik teorii szczurów i pcheł cytowanej przez Ballie’a, opowiada nam o tych niezwykłych wydarzeniach:</span></p>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Strategiczny geniusz Czarnej Śmierci dokonał kolejnego mistrzowskiego posunięcia, które znacznie przyspieszyło zdobywanie Półwyspu Iberyjskiego. Krótko po masowej inwazji na najważniejsze miasta wzdłuż wybrzeża Królestwa Aragonii, plaga dokonała niezwykłego przerzutu, triumfalnie docierając do Santiago de Compostela, znajdującego się na przeciwnym, północno-zachodnim krańcu Półwyspu Iberyjskiego. (Benedictow, O. J. 2004 <a href="http://www.amazon.com/Black-Death-1346-1353-Complete-History/dp/1843832143/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198071044&#38;sr=1-1" target="_blank">The Black Death 1346-1353: The Complete History</a> [Czarna Śmierć 1346-1353: Pełna Historia]. The Boydell Press, Woodbridge.)</span></p></blockquote>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W 2001 roku epidemiolodzy Susan Scott i Christopher Duncan z Liverpool University wysunęli teorię, że Czarna Śmierć mogła być spowodowana przez wirus przypominający wirus Eboli, a nie przez bakterie. Ich badania i odkrycia są w całości udokumentowane w „Biologii Epidemii” (Biology of Plagues). Ostatnio, naukowcy opublikowali model komputerowy pokazujący w jaki sposób Czarna Śmierć uodporniła na HIV około 10% Europejczyków. (<a href="http://www.amazon.com/Return-Black-Death-Worlds-Greatest/dp/0470090014/ref=sr_1_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198071248&#38;sr=1-1" target="_blank">Return of the Black Death: The World's Greatest Serial Killer</a> [Powrót Czarnej Śmierci: Największy ogólnoświatowy seryjny morderca] ) oraz (<a href="http://www.amazon.com/Biology-Plagues-Evidence-Historical-Populations/dp/0521017769/ref=sr_1_2?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198071248&#38;sr=1-2" target="_blank">Biology of Plagues: Evidence from Historical Populations</a> [Biologia Epidemii: Dowody na podstawie zaludnienia w różnych okresach historii], obie autorstwa Susan Scott i Christophera Duncana).</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W podobnym tonie napisana jest książka (<a href="http://www.amazon.com/Wake-Plague-Central-Asian-Studies/dp/0743430352/ref=sr_1_8?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198071547&#38;sr=1-8" target="_blank">In the Wake of the Plague</a> [W ślad za dżumą]), z 2001 roku, historyka Normana F. Cantora, w której autor sugeruje, że Czarna Śmierć mogła być połączeniem pandemii wąglika oraz pomoru bydła. Przytacza on wiele dowodów takich jak np: opisy symptomów, które<span> </span>nie pokrywają sie ze znanymi objawami dżumy oraz dżumy płucnej, odkrycie zarodników wąglika w zadżumionych kopalniach w Szkocji oraz fakt, że przed nadejściem plagi, zainfekowane bydło było sprzedawane na rolniczych terenach Anglii. </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Samuel K. Cohn, często cytowany przez Baillie’a, również obala teorię jakoby Czarna Śmierć miała być epidemią dżumy. W „Encyklopedii Ludności” (<a href="http://www.amazon.com/Encyclopedia-Population-Paul-George-Demeny/dp/0028656776/ref=sr_1_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198071762&#38;sr=1-1" target="_blank">Encyclopedia of Population</a>) wskazuje 5 głównych słabych punktów owej teorii:</span></p>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">- różnice w prędkości rozprzestrzeniania się - Czarna Śmierć pokonała 385km w 91 dni w 664 roku, podczas gdy współczesna dżuma w ciągu roku przebywa 12-15km, mając do dyspozycji takie środki transportu jak samochody i pociągi</span></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">- trudności z wyjaśnieniem gwałtownego rozprzestrzeniania się Czarnej Śmierci - Niezwykłą prędkość tłumaczy się rzadką odmianą tej choroby przenoszoną drogą oddechową, w rzeczywiśtości ta odmiana w najgorszym okresie (w Mandżurii w 1911 roku) zabiła mniej niż 0.3% zarażonej ludności </span></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">- odmienna sezonowość - współczesna dżuma może przetrwać jedynie w temperaturze od 10 do 26°C i wymaga wysokiej wilgotności. Tymczasem Czarna Śmierć pojawiła się nawet na północy, w środku zimy oraz na terenach śródziemnomorskich w środku upalnego, suchego lata </span></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">- ogromna różnica w liczbie ofiar śmiertelnych - w kilku miejscach (np. we Florencji w 1348 r.) zmarło ponad 75% ludności; dla porównania, największa śmiertelność spowodowana dżumą w dzisiejszych czasach miała miejsce w Mumbaii w 1903 roku i wyniosła 3%</span></p></blockquote>
<blockquote><p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">- odmienne niż w innych chorobach cykle oraz tendencje infekcji - Ludzie nie wykształcili odporności na współczesne choroby, ale odporność na Czarną Śmierć rosła gwałtownie, aż w ostateczności stała się chorobą rozpoznawaną głównie u dzieci</span></p></blockquote>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Cohn zwraca również uwagę na objawy choroby opisane przez Boccaccio i innych. Tylko że oni podają występowanie: dymienicy (zapalny obrzęk węzłów pachwinowych), wrzodów, wysypki oraz krost na całym ciele, a tymczasem w dzisiejszych czasach chorobie tej nie towarzyszą wymienione przez Boccaccio objawy!</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> Istotą argumentacji Cohna jest stwierdzenie, że cokolwiek spowodowało Czarną Śmierć, na pewno nie było plagą dżumy. (Zobacz również: Samuel K. Cohn 2002, „Czarna Śmierć: Koniec paradygmatu” (The Black Death: End of the Paradigm.) oraz „Czarna Śmierć a Przemiana na Zachodzie” (The Black Death and the Transformation of the West) („Cykl Europejskiej Historii” - European History Series) autorstwa Davida Herlihy’a i Samuela K., Jr. Cohna)</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> Zagłębiając się w temat odnajdujemy również badania, z których wynika, że na cmentarzu z czasów XIV wiecznej zarazy, w Montpellier, odnaleziono tkankę miazgi zębowej, zawierającej pałeczkę dżumy (<em>Y. pestis</em>). O podobnych odkryciach donoszą badania z 2007 roku, które jednak nie znajdują poparcia w innych badaniach. Co więcej, we wrześniu 2003 roku grupa naukowców z Oxford University zbadała 121 zębów z 66 szkieletów odnalezionych w XIV wiecznych masowych grobach. Wyniki nie ujawniły żadnych śladów pałeczki <em>Y. pestis</em>. Badacze podejrzewają, że badania z Montpellier były błędne.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Badania te nie tłumaczą problemu oczywistych różnic pomiędzy sposobami zarażenia oraz rozprzestrzeniania się choroby – od zarażania się od drugiego człowieka, jak to miało miejsce w Islandii (gdzie rzadko występują zarazy i skórne odmiany wąglika) po zakażenie, przy braku osób żywych bądź niedawno zmarłych, jak na Sycylii (co przemawia przeciwko większości wirusów). </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Do tych wszystkich, zacytowanych wyżej, nieścisłości w teoriach związanych z plagą dżumy, należy dodać najnowsze zapiski. Philip Ziegler zebrał wiele takich pozycji w swojej książce „Czarna Śmierć” (The Black Death), jednak odrzuca je jako „metafory”. Za chwilę przyjrzymy się niektórym z nich.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Zaczynając pisać swoją książkę, Mike Baillie nie zamierzał napisać o wpływie uderzeń komet na wielkie epidemie w przeszłości. Zauważył on tylko pewne – powtarzające się i zbiegające się w czasie z tymi historycznymi katastrofami – schematy w usłojowaniu drzew i  wpadł na pomysł, że być może pewne zmiany środowiskowe, które mogły mieć wpływ na osłabienie ludzkiej populacji oraz zwiększenie podatności na wirusy i bakterie, wywołując tym samym śmierć na ogromną skalę. Jednak to co odkrył groziło obaleniem „utartej wiedzy” na temat Czarnej Śmierci i wciągnęło go w wir poszukiwań prowadzących do zdumiewających wniosków.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Jak już wspomniałam, pierwszą wskazówką były słoje - to oczywiste, ponieważ Baillie jest dendrochronologiem. Porównał on słoje do datowanych próbek rdzeniów lodowych. Analiza doprowadziła go do zaskakującego odkrycia - był nim amon (ammonium). W ciągu ostatnich 1500 lat miały miejsce cztery wydarzenia, gdzie naukowcy mogą bez wahania powiązać stare warstwy amonu (znalezione na Grenlandii) z wysokoenergetycznymi oddziaływaniami atmosferycznymi z obiektami z przestrzeni kosmicznej. Są to zdarzenia z lat 539, 626, 1014 oraz z roku 1908 - Katastrofa Tunguska (Tunguska Event). Mówiąc krótko, jest pewne powiązanie pomiędzy amonem w rdzeniach lodowych a pozaziemskim bombardowaniem powierzchni naszej planety.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Zwróćmy uwagę, że powyżej wspomniano o czterech wydarzeniach, które mogą być powiązane z wysokoenergetycznymi oddziaływaniami. Baillie w swojej książce prezentuje badania wskazujące na pojawienie się dokładnie tych samych cech w słojach drzew co w rdzeniach lodowych w okresie panowania Czarnej Śmierci ORAZ podczas innych „zaraz i pandemii”.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> Co więcej, ślady amonu znalezione w rdzeniach lodowych są bezpośrednio powiązane z trzęsieniem ziemi które miało miejsce 25 stycznia 1348 roku. Baillie odkrył pewnego  XIV wiecznego pisarza, który zanotował, że ta plaga była „zanieczyszczeniem atmosfery” pochodzącym z tego właśnie trzęsienia ziemi!</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> Zapewne wielu z was zapyta, jak zaraza może mieć swoje źródło w trzęsieniu ziemi?</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Baillie zwraca uwagę na fakt, że nie zawsze wiemy czy trzęsienie spowodowane jest ruchami tektonicznymi; może być ono spowodowane eksplozjami komet w atmosferze, a nawet ich upadkami na powierzchnię Ziemi.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W „Deszczu żelaza i lodu” (Rain of Iron and Ice) Johna Lewisa (profesora planetologii z Lunar and Planetary Laboratory, współdyrektora Nasa/ University of Arizona Space Engineering Research Center i pełnomocnika rządowego z Arizona State Space Commission), autor stwierdza, że Ziemia jest regularnie bombardowana przez pozaziemskie obiekty, które eksplodują w atmosferze, tak jak miało to miejsce w Tunguzce, nie zostawiając żadnych kraterów ani innych trwałych, widocznych śladów ciał niebieskich.</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Jednak fakt, że nie mamy tu do czynienia z trwałymi dowodami, nie znaczy, że wydarzenia te nie mają znaczącego wpływu na planetę czy jej mieszkańców! Te wstrząsy, bądź atmosferyczne eksplozje, mogą powodować trzęsienia ziemi lub fale tsunami, a my możemy być tego zwyczajnie nieświadomi. Przecież Ziemia składa się w 75% z wody, a ewentualni świadkowie takich wydarzeń, mogą zginąć, nigdy nie wyjawiając nam prawdy. Więc w żaden sposób nie możemy mieć pewności, czy wszystkie trzęsienia mają naturę tektoniczną. </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Lewis podkreśla:</span></p>
<blockquote><p>Średnio mamy jedną atmosferyczną eksplozję rocznie, o sile 100 kiloton lub więcej. Większość tych wybuchów zdarza się na tak odległych terenach lub tak wysoko w atmosferze, że nie można ich zaobserwować. Nawet jeżeli ktoś zauważyłby taki wybuch, to zobaczyłby go w postaci odległego błysku lub usłyszałby odgłos „odległej burzy” nadciągającej znad oceanu. Tak wiec, jeżeli nawet zaobserwujemy taki wybuch to i tak go nie rozpoznamy. (Levis, „Deszcz Żelaza i Lodu” - Rain of Iron and Ice)</p></blockquote>
<p>Jak zauważa Baillie, Lewis mówi o „przeciętnym” roku, a to przecież oczywiste, biorąc pod uwagę inne badania, że nie wszystkie lata są sobie równe - niektóre są mniej przeciętne! Baillie pisze:</p>
<blockquote><p>Jak podkreśla Levis, dzięki wielu dowodom, potrafimy dobrze określić jaki powinien być współczynnik zderzeń w określonym czasie. Fakt iż wstrząsy nie zostały odnotowane w historycznych źródłach [lub nie były potwierdzone czy omówione przez historyków bądź archeologów] nie oznacza, że owych wstrząsów nie było. Przecież istnieje wiele kraterów, uformowanych w minionym tysiącleciu w Estonii, Polsce, Niemczech i we Włoszech, których autentyczność została dobrze potwierdzona, a których powstanie nie jest odnotowane w źródłach historycznych; ich obecność została odkryta poprzez analizę zagłębień w ziemi. Na tej podstawie  wiemy, że źródła historyczne mają wady! Trzeba by dodać… troszkę intuicyjnego myślenia. A oto cytat ze <em>Scenariusza D</em> Lewisa:</p></blockquote>
<blockquote><p>(W tym scenariuszu) w 1946 roku o godzinie 4:00 (czasu lokalnego)  bolid (achondryt) o wadze 25000 ton eksplodował na wysokości 11 km nad Ferganą w Uzbekistanie. Megatonowa eksplozja zburzyła budynki na obszarze o średnicy kilkunastu kilometrów. Bardzo wysoka temperatura wypaliła teren i wywołała tysiące pożarów. Pożary wymknęły się z pod kontroli zabijając 4.146 istnień. Oślepiające światło i gorąco obudziło ponad 20.000 mieszkańców. Przed ich oczami roztaczał się widok trawionego przez płomienie miasta. Ocalali opisywali wystąpienie  „trzęsienia ziemi”. Kilkanaście ton materiału meteorytu wymieszało się z gruzem 2000 spalonych i zawalonych budynków, uniemożliwiając odróżnienie go od spalonych i sczerniałych fragmentów cegieł i kamieni. (Levis zacytowany przez Baillie’a)</p></blockquote>
<p>Chodzi o to, że nie ma praktycznie żadnego sposobu, aby zaobserwować czy dana katastrofa jest wywołana zderzeniem czy też gwałtownym trzęsieniem ziemi. W rezultacie może się okazać, że stulecia mijają, komety co jakiś czas bombardują Ziemię, a nikt nadal nie podejrzewa ogromnego zagrożenia ze strony kosmosu! Jak podkreśla  Baillie: jest wiele trzęsień ziemi odnotowanych w historii, ale NIE MA żadnych odnotowanych  zderzeń! A przecież są dowody wskazujące na to, że te zderzenia MIAŁY MIEJSCE - na powierzchni Ziemi oraz w lodowych rdzeniach. No i oczywiście jest jeszcze Tunguska.</p>
<p>Doniesienia o Katastrofie Tunguskiej mówią nam o wstrząsach Ziemi w okolicach strefy uderzenia w promieniu około 900 kilometrów. Podczas dużego zderzenia, trzęsienie ziemi byłoby proporcjonalnie większe. Każdy świadek takiego wydarzenia, który znajdowałby się wystarczająco daleko aby przeżyć, zobaczyłby jedynie błysk światła, odczułby drgania i usłyszałby głośny, dudniący dźwięk. Jeżeli świadkowie znajdowaliby sie za daleko, żeby zobaczyć błysk, lub przebywaliby w domach, odczuliby jedynie trzęsienie ziemi.</p>
<p>W skrócie, w swojej pracy Lewis wykazuje, że niektóre dobrze znane trzęsienia ziemi równie dobrze mogą być wstrząsami wywołanymi przez komety. Baillie wspomina, że taką oczywistą możliwością jest wielkie trzęsienie ziemi w Antioch w 526 r. n.e., które zostało opisane przez Johna Malalas’a:</p>
<blockquote><p>… ci, którzy zapadli się w ziemię pod budynkami, spopielili się, a iskry ognia pojawiające się w powietrzu spaliły pozostałych, powalając ich błyskawicznie. Powierzchnia ziemi zagotowała się, a fundamenty budynków zostały zniszczone przez uderzenia piorunów, strawione przez trzęsienia i spalone na popiół przez ogień… to było straszliwe i niewyobrażalnie zadziwiające zjawisko, któremu towarzyszyło niebo ziejące ognistym deszczem, deszczem spływającym z przerażającego paleniska… w rezultacie Antioch zostało spustoszone… podczas tego horroru zginęło do 250.000 ludzi. (Jeffreys, E., Jeffreys, M. i Scott, R. 1986, „Kronika Johna Malalas’a” The Chronicle of John Malalas, Byzantina Australiensia, Australian Assoc. Byzantine Studies 4, Melbourne.)</p></blockquote>
<p>Baillie pisze również, że seria takich kosmicznych zderzeń (bądź eksplozji w atmosferze) wyjaśnia bardziej adekwatnie długo nie znajdujący rozwiązania problem zakończenia Epoki Brązu na wschodnich terenach śródziemnomorskich w XII w. p.n.e. W tamtych czasie wiele - nie wiadomo dokładnie ile - głównych miast zostało zniszczonych i całkowicie spalonych, a za wszystko obwiniano nadprzyrodzone istoty zwane „Ludami Morza”. Gdyby faktycznie taka była przyczyna, gdyby chodziło o inwazję i podbój tych terenów, wtedy powinny zostać jakieś dowody, jak na przykład martwi wojownicy lub ślady działań wojennych… ale nie tylko to stanowi problem. Nie odnaleziono prawie żadnych zwłok ani też żadnych kosztowności poza tymi, które były ukryte, tak jakby ktoś miał zamiar po nie wrócić lub nie miał czasu ich odzyskać. Ludzie, którzy uciekli (wydarzenia o pochodzeniu pozaziemskim zwykle poprzedzone są jakimiś zwiastunami czy ostrzeżeniami, ponieważ komety można zauważyć nieco wcześniej) prawdopodobnie również zostali zabici w trakcie ucieczki, a rezultatem tego było wspomniane już całkowite opuszczenie i totalna destrukcja miast.</p>
<p>I nadejście Wieków Ciemnych.</p>
<p>A więc ewentualność, że wiele przeszłych katastrof może się wiązać ze zderzeniami, nigdy nie była rozważana poważnie, nie była też zbadana. Takie podejście do sprawy może być niebezpiecznym błędem.</p>
<p>Pytanie, które zadaje Baillie, ale nigdy tak naprawdę na nie nie odpowiada, brzmi: Co takiego spowodowało, że ludzie przestali zastanawiać się, skąd bierze się tradycyjny i głęboko zakorzeniony w psychice ludzkości strach przed kometami? Oczywiście są ludzie spoza wyspecjalizowanego środowiska akademickiego, którzy zadają sobie takie pytania. Ale dlaczego, przecząc zdrowemu rozsądkowi, temat komet jest systematycznie ignorowany, spychany na margines i wyśmiewany?</p>
<p>Najdziwniejsze jest to, że chociaż Baillie wspomina, że wielu wysokiej klasy naukowców (np. Lewis) oraz agencje rządowe, traktują to zagrożenie poważnie, to problem ten jest nadal ignorowany, spychany na margines i ośmieszany, głównie przez media, które taki właśnie obraz kreują wśród społeczeństwa. Baillie pisze:</p>
<blockquote><p>Na wypadek, gdyby czytelnicy myśleli, że to tylko retoryka, jest to dobry moment i miejsce, aby wspomnieć o pewnym nadchodzącym wydarzeniu. 13 kwietnia 2029 roku asteroida zwana Apophis, przeleci obok Ziemi w odległości 50.000 kilometrów. Jeżeli dożyjecie do tej chwili, a niebo będzie bezchmurne, będziecie w stanie zobaczyć ją gołym okiem. Apophis ma ponad 300m średnicy. Jeżeli po minięciu Ziemi przejdzie przez pewne wąskie okno w przestrzeni, to w 2036 roku powróci i uderzy w Ziemię (to wąskie okno jest punktem, w którym ziemska grawitacja odchyliłaby orbitę Apophis w taki sposób, że doszłoby do zderzenia w 2036 r.). Jeżeli Apophis uderzy w Ziemię, wstrząs jaki wywoła, osiągnie siłę rzędu 3000 megaton. Całkowicie rozsądne wydaje się twierdzenie, że takie zderzenie, mające miejsce gdziekolwiek na planecie, zniszczyłoby naszą obecną cywilizację, a dla ocalałych, mówiąc przenośnie, nastałyby znowu Wieki Ciemne mówi się, że podczas takiego wydarzenia globalne instytucje, takie jak rynek finansowy i ubezpieczeniowy, zupełnie by się załamały. Pociągnęłoby to za sobą upadek systemu monetarnego, transportowego i handlowego). Zagrożenie ze strony kosmosu nie jest fikcją, wysoko prawdopodobne wydaje się, że zderzenia z Ziemią wielokrotnie miały miejsce w ciągu ostatnich tysiącleci (dowodem są wspomniane wcześniej małe kratery na powierzchni ziemi). Jednak z jakichś powodów większość ludzi zajmujących się przeszłością, unika lub ignoruje tę sprawę.</p></blockquote>
<p>Baillie cytuje współczesne, naukowo potwierdzone dowody z całego świata (niektóre z tych dowodów zostały pomniejszone do roli „mitu”), które wskazują na fakt, iż w XIV wieku Ziemia faktycznie doświadczyła bombardowaniu z kosmosu, co mogło być przyczyną trzęsienia ziemi, które miało miejsce 25 stycznia 1348, jak i równie dobrze mogło być przyczyną Czarnej Śmierci. Baillie podaje mnóstwo różnych z współczesnych raportów, takich jak praca Zieglera przytaczana już wcześniej:</p>
<blockquote><p>Susze, powodzie, trzęsienia ziemi, szarańcza, podziemne grzmoty, niespotykane burze, błyskawice, strugi ognia, grady ogromnych kamieni, ogień z nieba, cuchnący dym, zanieczyszczona atmosfera, rozległe deszcze ognia, masy dymu. (Ziegler)</p></blockquote>
<p>Zieglet całkowicie pomija doniesienia o czarnej komecie widzianej tuż przed rozpętaniem się epidemii, mówi jednak o gęstych mgłach i chmurach, spadających gwiazdach, podmuchach gorącego dymu, kolumnie ognia, ognistej kuli, gwałtownych trzęsieniach, o narastających klęskach we Włoszech jak m.in. trzęsienia ziemi, za którymi nadciągnęła zaraza. (Baillie)</p>
<p>Tak właśnie zdarzyło się w latach czterdziestych XIV wieku, kiedy to ludzie mieli do czynienia z istną serią trzęsień ziemi. W cytowanej przez Baillie’a książce Rosemary Horrox „<a href="http://www.amazon.com/Black-Death-Manchester-Medieval-Sources/dp/0719034981/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198072606&#38;sr=1-1">The Black Death</a>” [Czarna Śmierć] czytamy o tym, że pewien ówczesny pisarz z Padwy odnotował wielkie trzęsienie ziemi z 25 stycznia 1348 roku i był tak drobiazgowy, że oprócz daty zapisał także, że zdarzyło się to o godzinie 23-iej.</p>
<blockquote><p>W 31. roku panowania Cesarza Ludwika, w okolicach święta Nawrócenia Św. Pawła (25 stycznia) miało miejsce trzęsienie ziemi, które przeszło przez Karyntię i Karniolę i było tak silne, że ludzie obawiali się o swoje życie. Trzęsienia pojawiały się co jakiś czas, pewnej nocy doszło nawet do 20 wstrząsów. 16 miast zostało zniszczonych a ich mieszkańcy zginęli… Taki sam los spotkał 36 fortec wybudowanych w górach oraz ich mieszkańców. Obliczono, że ponad 40.000 ludzi zostało zgniecionych pod gruzami lub pochłoniętych przez ziemię.</p></blockquote>
<p>(Autor twierdzi, że otrzymał informacje z listu „a letter of the house of Friesach to the provincial prior of Germany”):</p>
<blockquote><p>W liście tym jest napisane, że w tym samym roku [1348] ogień spadający z nieba trawił przez 16 dni ziemię Turków; z nieba spadały również żaby i węże, które zabiły wiele osób: zaraza ta szerzyła się w wielu miejscach na świecie. (Horrox)</p></blockquote>
<p>Z książki Samuela Cohna:</p>
<blockquote><p>… smok z Jerozolimy, tak jak smok Św. Grzegorza, który pożerał wszystko co stanęło mu na drodze… 40 tysięczne miasto… zupełnie zniszczone przez spadające z nieba ogromne ilości robaków, wielkich jak pięść, z 6 odnóżami, które zabiły wszystkich swoim odorem i trującymi oparami. (Cohn)</p></blockquote>
<p>Opowieść dominikańskiego zakonnika Bartolomeo:</p>
<blockquote><p>… obfite deszcze robaków i węży w niektórych obszarach Chin, które pożarły ogromną liczbę ludzi. Na tych samych obszarach występowały również deszcze ognia spływające z nieba w postaci śniegu (popiołu). Ogień ten trawił góry, ziemię i ludzi. Z tego ognia powstał trujący dym, który w ciągu 12 godzin zabijał każdego, kto go powąchał. Zabijał również tych, którzy jedynie go zobaczyli. (Cohn)</p></blockquote>
<p>Cohn pisze:</p>
<blockquote><p>Takie opowieści nie są jedynie wymysłami naiwnych kupców i być może zwariowanych zakonników… [nawet]… najbliższy przyjaciel Petrarki, Louis Sanctus [of Beringen] zanim rozpoczął pisanie szczegółowego raportu na temat plagi… twierdził, że we wrześniu powodzie żab i węży w Indiach były zapowiedzią nadpływających w styczniu do Europy trzech zadżumionych genueńskich galer (statki o napędzie wiosłowym)… [nawet]… angielski kronikarz, Henry Knighton… [opisał jak]… w Neapolu całe miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi i burzę. Wielu innych kronikarzy odnotowało pojawiające się na całym świecie trzęsienia ziemi, które zapowiadały tę niespotykanąą plagę. Ściślej okołonieszporne wydarzenia z 25 stycznia 1348 roku. […]</p></blockquote>
<blockquote><p>Ze wszystkich tych trzęsień ziemi, które „zniszczyły wiele miast, kościołów, klasztorów, wież, wraz z ludnością oraz zwierzętami, najgorsze miało miejsce w Villach, w południowej Austrii. Włoscy, niemieccy, austriaccy, słowaccy i polscy kronikarze pisali, że miasto to zostało całkowicie pochłonięte, a zagładę przeżyła zaledwie jedna na 10 osób. (Cohn)</p></blockquote>
<p>W jednym z tekstów, opatrzonym datą 27 kwietnia 1348 roku, sobota, czytamy:</p>
<blockquote><p>Powiadają, że w przeciągu trzech miesięcy od 25 stycznia [1348] do dzisiaj, całkowita liczba pochowanych w Avignonie zwłok wynosi 62 tysiące. (Horrox)</p></blockquote>
<p>W niemieckich zapiskach odkrytych przez Horroxa, czytamy:</p>
<blockquote><p>O tyle, o ile umieralność z przyczyn naturalnych wzrosła, jej bezpośrednią przyczyną były zanieczyszczone i trujące wyziewy, które zanieczyściły powietrze w różnych częściach świata… Uważam, że to para i zanieczyszczone powietrze ulatniające się podczas trzęsienia, które wystąpiło w dniu Św. Pawła [1348], wraz z powietrzem zanieczyszczonym w wyniku innych trzęsień i wybuchów, zanieczyściło atmosferę i doprowadziło do śmierci wielu ludzi, w różnych częściach świata. (Horrox)</p></blockquote>
<p>Jak zauważa Baillie, jeżeli to często przytaczane trzęsienie ziemi było w rzeczywistości rezultatem uderzeń komet, to przyczyną zanieczyszczonego powietrza mogłyby być: wysoko energetyczne chemiczne transformacje w atmosferze i/lub opary gazu wydobywające się z ziemi.</p>
<p>Niemiecki historyk, Hecker, informuje, że:</p>
<blockquote><p>Plaga ze wschodu wdarła się już na Cypr; Kiedy trzęsienie, któremu towarzyszył przerażający huragan, poruszyło fundamenty wyspy, przerażeni mieszkańcy uciekli… Poziom wody w morzu zaczął wzrastać…Chwilę przed trzęsieniem ziemi wiatr rozsiewał tak trujący odór, że wielu osłabionych przez niego ludzi zaczęło nagle upadać na ziemię, po czym wijąc się umierali w straszliwej agonii… a że w tamtych czasach naturalne zjawiska traktowano jak cuda, odnotowano, że płonący meteor, który zszedł na Ziemię daleko na wschodzie, zniszczył wszystko w promieniu ponad 100 mil [„100 leagues” czyli mil angielskich nie używanych dziś, 1mila=4,83 km] zatruwając całe powietrze. (Cohn)</p></blockquote>
<p>Jon Arrizabalaga opracował zbiór pism w celu zrozumienia, co wykształceni ludzie myśleli o Czarnej Śmierci w czasach, kiedy miała ona miejsce. Po przejrzeniu terminów lekarskich, używanych przez lekarzy i innych ludzi związanych z medycyną w 1348 roku dla opisania plagi, napisał:</p>
<blockquote><p>...Jacme d'Agramaont rozpatrywał problem w kategoriach „ epidemii lub zarazy i śmiertelności ludzi”, zagrażających Lleidzie „z niektórych sąsiadujących z nami terenów”… Agramont nie odnosi się bezpośrednio do terminu epidemia, ale szeroko opisuje, co ma na myśli mówiąc o zarazie (pestilencia). Autor opisuje bardzo dokładną etymologię słowa „pestilencia” (zaraza/epidemia) nawiązując do wiedzy ustanowionej przez Isidore’a z Sevilli (570-636) w jego „Etymologiae”, która była wysoce akceptowana w średniowiecznej Europie. Rozdzielił on słowo „pestilencia” na 3 sylaby, a każda z nich miała osobne znaczenie: pes = tempesta: ‘sztorm, burza’; te=temps ‘czas’; lencia=clardat: ‘światło, jasność’; stąd – jego zdaniem – ‘pestilencia’ była „czasem burzy spowodowanej przez światło gwiazd” .</p></blockquote>
<p>Isidore z Sevilli przyszło żyć wkrótce po innym kometarnym bombardowaniu Europy, które zapisało się w słojach drzew i w rdzeniach lodowych. 17 sierpnia 1999 roku „Knight Ridder Washington Bureau” opublikował artykuł Roberta S. Boyda zatytułowany: „<a href="http://abob.libs.uga.edu/bobk/ccc/cc081899.html">Komety mogły być przyczyną upadku największych imperiów świata</a>”, w którym czytamy:</p>
<blockquote><p>Analiza słojów drzew pokazuje, że w 540 roku n.e. w różnych częściach świata zmienił się klimat. Temperatura spadła wystarczająco, aby zahamować wzrost drzew w północnej Europie, na Syberii, na zachodzie Ameryki Północnej i południu Ameryki Południowej.</p>
<p>Przeszukując historyczne zapiski i mityczne opowieści natrafiamy na wzmianki o katastrofalnych wizytach z nieba w tymże okresie. Znajdujemy też odniesienie do „komety w Galii, tak ogromnej, że wydawało się jakby całe niebo płonęło”. Miało to miejsce w 540-41 roku.</p>
<p>Według legendy, Król Artur zmarł mniej więcej w tamtych czasach, natomiast celtyckie mity związane z Arturem wspominają o bogach jasnego nieba i ognistych piorunach.</p>
<p>W latach 30-tych VI wieku zarówno śródziemnomorscy jak i chińscy obserwatorzy donieśli o niezwykłym deszczu meteorów. Meteory są spowodowane przez drobny pył pochodzący z komet i spalający się w atmosferze. Ponadto grupa astronomów z Armagh Observatory w północnej Irlandii opublikowała w 1990 roku wyniki badań, które mówią, że Ziemia mogła być zagrożona bombardowaniem komet w latach od 400 do 600 n.e. […]</p>
<p>Klęska nieurodzaju poprzedziła głód, a depcząca im po piętach ciężka plaga dżumy rozniosła się w połowie VI wieku po Europie. […]</p>
<p>W tamtym okresie rzymski cesarz Justynian usiłował zregenerować upadające imperium rzymskie. Jednak jego plan zawiódł w 540 roku, a następstwem tego upadku były Wieki Ciemne i powstanie Islamu.</p></blockquote>
<p>Zachowało się ogromnie dużo materiałów z tamtych czasów, które zgodnie powtarzają „zepsute powietrze”, „zaczerpnij powietrza a umrzesz”, i w jakiś sposób w całe to zamieszanie wplątane są również: ocean, trzęsienia ziemi, komety i bolidy spadające z nieba. Raport z „Medical Faculty of Paris” przygotowany w październiku 1348 roku mówi:</p>
<blockquote><p>Kolejnym możliwym powodem zepsucia powietrza, który należy rozpatrzeć, jest uwolnienie zgnilizny uwięzionej we wnętrzu ziemi, która zaczęła rozprzestrzeniać się podczas trzęsień – jest to zjawisko, które w istocie pojawiło się ostatnio. (cytat za Bailliem)</p></blockquote>
<p>W skrócie, Francuzi wiedzieli o serii trzęsień ziemi, które mogły być spowodowane przez uderzenia komet. W jednym z raportów z tamtego okresu czytamy, że trzęsienia trwały przez 6 dni, inny raport podaje 10 dni. Takie wydarzenia mogły spowodować ulotnienie się wszelkiego rodzaju nieprzyjemnych chemikaliów, które mogły zabić. Rozważmy następujące:</p>
<p><a href="http://www.cassiopedia.org/wiki/index.php?title=Lake_Nyos">Eksplozja gazu w jeziorze NYOS, Kamerun, rok 1986</a></p>
<blockquote><p>[…] Chociaż w 1984 roku w jeziorze Monoun pojawił się nagły wyciek dwutlenku węgla, zabijając 37 mieszkańców, nie przewidziano możliwości podobnego zagrożenia ze strony jeziora Nyos. Jednakże w sierpniu, 1986 roku w jeziorze Nyos doszło do limnicznej erupcji [erupcji z dna jeziora], która natychmiast uwolniła około 1,6 miliona ton CO2. Gaz rozprzestrzenił się po dwóch pobliskich dolinach, wypierając z nich całe powietrze i dusząc blisko 1.800 ludzi w obrębie 20 km od jeziora. Gaz wydusił zarówno mieszkańców wiosek, jak i 3.500 zwierząt hodowlanych. Około 4.000 mieszkańców opuściło okolicę, wielu z nich zaczęło cierpieć na dolegliwości związane z oddychaniem, poparzenia oraz paraliż spowodowany przez gazy.</p>
<p>Nie wiadomo, co spowodowało ten katastroficzny wyciek gazu. Większość geologów podejrzewa obsunięcie się ziemi, inni uważają, że przyczyną była mała wulkaniczna erupcja, która wystąpiła na dnie jeziora. […]</p>
<p>Uważa się, że uwolniony został gaz o objętości dochodzącej do kilometra sześciennego. Ponieważ CO2 jest gęstszy od powietrza, gaz spłynął po zboczu góry, w którym znajduje się jezioro Nyos, po czym wypełnił dwie sąsiadujące ze sobą doliny warstwą o grubości kilkudziesięciu metrów, zastępując tym samym powietrze i zanim zdołał się rozrzedził, udusił mieszkańców i zwierzęta. Woda w jeziorze, zwykle niebieska, chwilę po wydobyciu się gazu zmieniła kolor na czerwony.</p>
<p>Stało się tak z powodu bogatej w żelazo wody leżącej na dnie jeziora, która unosząc się ku powierzchni zaczęła się utleniać. Z dna jeziora ulotnił się gaz o tak dużej objętości, że poziom wody obniżył się o około metr. Wyciek gazu prawdopodobnie spowodował również wylew wody z jeziora, który powalił pobliskie drzewa.</p></blockquote>
<p>Hmmm… niejeden zastanawia się, czy podobne wydarzenie mogłoby być spowodowane przez kometę oraz czy wyciek gazu z oceanów mógłby być równie niebezpieczny i śmiercionośny. Biorąc pod uwagę fakt, iż drzewa w pobliżu jeziora były „powalone”, można się również zastanawiać, czy przyczyną wydobycia się gazu nie było przypadkiem uderzenie komety.</p>
<p>Baillie zabiera nas w naukową podróż, pełną wykresów, i pokazuje nam, jak wyraźnie opisali to ci, którzy doświadczyli Czarnej Śmierci, a jednak z jakichś powodów współcześni historycy myślą, że te wzmianki o deszczach ognia i śmierci oraz o powietrzu, które mogło zabić, były jedynie metaforą dla okropnej zarazy. Wszakże ostatnie słowo i tak należy tu do nauki, która musi zwyciężyć, ponieważ całkowicie niezależni badacze studiujący komety, tsunami, dwutlenek węgla, rdzenie lodowe i słoje drzew, wszyscy oni w oparciu o posiade dane dochodzą do wniosku, że w czasach Czarnej Śmierci na całym świecie działo się coś dziwnego, co zdziesiątkowało ludność na Ziemi.</p>
<p>Baillie kończy pewną uwagą, którą warto tutaj przytoczyć:</p>
<blockquote><p>Coraz bardziej oczywisty staje się fakt, że pod względem intelektualnym świat podzielony jest na dwie grupy. Są ludzie, którzy badają przeszłość na płaszczyźnie historycznej i archeologicznej i nie znajdują żadnych dowodów na to, że ludzkość kiedykolwiek została doświadczona kolizją z jakimś obiektem z kosmosu. Są również ludzie o dokładnie przeciwnym stanowisku – badają oni obiekty, które przelatywały w pobliżu naszej planety a czasami się z nią zderzały. Niektórzy poważni członkowie tej grupy nie maja żadnych wątpliwości co do tego, że w ciągu ostatnich 5 tysiącleci - czyli w okresie istnienia ludzkiej cywilizacji – musiało dojść do wielu niszczycielskich uderzeń.</p></blockquote>
<p>A mimo to, nikt o tym nie mówi.</p>
<p>Baillie przedstawia doprawdy wystarczającą liczbę danych na poparcie teorii, że Czarna Śmierć była następstwem uderzenia komety Debris – podobnego do uderzenia fragmentów komety Shoemaker-Levy w Jowisza, które miało miejsce w 1994 roku. Co do sposobów, na jakie atakowała śmierć, istnieje wiele możliwości: trzęsienia ziemi, powodzie (tsunami), deszcze ognia, chemikalia (takie jak amoniak, wodór, cyjanek) uwolnione do atmosfery przez wysokoenergetyczne eksplozje i być może nawet czynniki chorobotwórcze, których pochodzenie powiązane jest z kometami.</p>
<p>Jeżeli takie wydarzenia mają miejsce tak często, jak sugeruje to Baillie, może się to zdarzyć znowu. Jeżeli, jak podejrzewamy, Ziemia zostanie zbombardowana w niedalekiej przyszłości, wydaje się, że istnieje o wiele więcej sposobów, żeby umrzeć, niż tylko przez bycie uderzonym przez fragment komety.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Katastrofalne zjawiska w epoce brązu]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=36</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 01:42:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/?p=36</guid>
<description><![CDATA[Poniższym artykułem - przypomnieniem konferencji naukowej sprzed ponad 10 lat - chcielibyśmy zapo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#0000ff;">Poniższym artykułem - przypomnieniem konferencji naukowej sprzed ponad 10 lat - chcielibyśmy zapoczątkować cykl wpisów dotyczących tego, o czym mówi się niewiele, jeśli już się mówi, to przeważnie nierozsądnie i wokół czego narosło mnóstwo mitów, przekłamań i taniej sensacji. Czyli - co się działo i dzieje na niebie, co to może oznaczać i co może z tego wyniknąć. Przejdźmy więc do artykułu.</span></p>
<p><!--more--></p>
<p><strong>Spojrzenie z archeologicznego, geologicznego, astronomicznego i kulturalnego punktu widzenia</strong></p>
<p align="left">Mark E. Bailey</p>
<p align="left">Blisko setka astronomów, history­ków, archeologów i innych zebrała się w Fitzwilliam College w Cambridge na drugiej międzynarodowej konferencji Towarzystwa Badań Interdyscyplinar­nych (Society for Interdisciplinary Studies = SIS) trwającej od 11 do 13 lipca 1997 roku. Celem było omówienie nie­mal jednoczesnego końca cywilizacji epoki brązu na całym świecie, a w szczególności, czy hipotezy „wielkiej komety” związane głównie z nazwiska­mi Clube &#38; Napier oraz Hoyle &#38; Wickramasinghe mogą być potwierdzone przez badania archeologiczne, geolo­giczne, klimatologiczne i historyczne.Zależnie od przyjętej chronologii i rozważanego obszaru geograficzne­go epoka brązu zaczęła się około roku 3500 p.n.e. i trwała dwa lub trzy tysią­ce lat do około roku 1500 - 500 p.n.e. obejmując nie tylko główny okres bu­dowy Stonehenge i innych jego mega­litycznych odpowiedników, ale także pojawienie się królów, kapłanów, ofiar z ludzi i zwierząt, ewolucję poglądów religijnych od wielobóstwa do wiary w jednego boga i — co istotne dla astro­nomów — początki zainteresowania sferą niebieską.</p>
<p align="left">Istotą astronomicznego twierdzenia jest to, że zmiany w najbliższym są­siedztwie Ziemi odpowiadające ewo­lucji orbity i postępującemu rozpada­niu się ogromnej komety — być może przodka komety Enckego, spowodowa­ły falowe zmiany tempa akrecji pyłu międzyplanetarnego i towarzyszące temu okresy bombardowania większy­mi ciałami (o średnicach 10 - 100 me­trów) w skali czasowej o znaczeniu hi­torycznym (od dziesięcioleci do ty­siącleci).</p>
<p align="left">Czy taka koncepcja może być po­twierdzona, czy też jak wiele innych złudnych „teorii wszystkiego” będzie kolejną piękną teorią zniszczoną przez brzydkie fakty? Ponadto jeśli nawet tylko niektóre elementy teorii przetrwają próbę czasu, czy i jakie wynikną stąd wnioski dla przyszłości współczesnej cywilizacji?</p>
<p align="left">Niebezpieczeństwo grożące ze stro­ny obiektów przelatujących blisko Zie­mi omawiano na spotkaniu poprzednie­go dnia w Royal Greenwich Observatory w Cambridge. Dyskusja zakończy­ła się wnioskiem, że cywilizacja nie przetrwałaby zderzenia nawet z ca­łkiem małym ciałem astronomicznym, a poziom zagrożenia ze strony obser­wowanej populacji planetoid przelatu­jących blisko Ziemi jest znacznie więk­szy niż związany z niebezpieczeństwa­mi, które społeczeństwo zwykle uwa­ża za warte szczegółowego zbadania i zmniejszenia.</p>
<p align="left">Konferencja SIS rozpoczęła się wy­stąpieniem Roberta Matthewsa (kore­spondenta naukowego <em>Sunday Telegraph</em>), który przedstawił to, co nazwał dwoma „współczesnymi mitami”: mia­nowicie, że to, co zdarzyło się dawno temu, jest kompletną bzdurą i że Zie­mia jest bezpiecznym miejscem. Oba tematy ilustrowane przykładami z mi­tologii i wykopalisk prowadziły do isto­ty tematu konferencji i ukazywały war­tość otwartych badań wielodyscypli­narnych. Było fascynujące słyszeć, jak czwarta władza apeluje do akademi­ków, aby rozmawiali z dziennikarzami („przekazujcie nam informacje jak naj­częściej”) i uzasadnia ważność infor­macji, ponieważ jest ona ciekawa, jest częścią naszej kultury i ma bezpośred­ni związek z naszym przetrwaniem na tej planecie. Cytując George’a Santayana’ę Matthews przypomniał zebra­nym, że <span style="color:#ff0000;">ci co zapominają o przeszłości są skazani na jej ponowne przeżycie</span>.</p>
<p align="left">Tło astronomiczne dla zmian w ludzkiej cywilizacji przedstawili Mark Bailey i Bill Napier (Armagh Observatory). Jeśli chodzi o komety, to istotne ostatnie odkrycia są takie, że</p>
<p align="left">(1) „olbrzymy” o średnicach większych niż 100 km, trafiajądo obszaru komet krótkookresowych z grubsza raz na 20 - 200 tysięcy lat;</p>
<p>(2) ewolucja ich orbit prawdopodobnie obejmuje okresy mu­skania przez nie Słońca, co powoduje rozpad nawet dużych ciał;<br />
(3) ciała typu tunguskiego (obiekty o wielkości kil­kudziesięciu metrów) przybywają prawdopodobnie co około 100 lat, przy­padkowo, jeśli pochodzą z głównego pasa planetaoid między Marsem a Jo­wiszem i zgrupowane w czasie, jeśli występująw rojach pochodzenia kometarnego.</p>
<p align="left">Bill Napier wskazał, że największe bezpośrednie niebezpieczeństwo poza­ziemskie może grozić ze strony obiek­tów o średnicach ponad 200 metrów, które wpadną do oceanu i spowodują fale tsunami niszczące całą półkulę. Ocenia się, że takie obiekty mogą po­jawić się co 5 do 10 tysięcy lat. Zagro­żenie ze strony ogromnej komety przy­bywającej do wewnętrznej części Ukła­du Słonecznego jest porównywalne z niebezpieczeństwem zderzenia z planetoidą o średnicy 1 kilometra. Oba zdarzenia mogą powtarzać się w odstę­pach rzędu 10000 lat i oba mogą oznaczać koniec cywilizacji.</p>
<p align="left">Dyskusja koncentrowała się na tym, czy cywilizacje epoki brązu skończyły się jednocześnie, a jeśli tak, to czy przy­czyna była lokalna czy globalna; oraz czy w grę wchodzą procesy czysto ziemskie, czy pozaziemskie. Czy osta­teczna przyczyna upadku cywilizacji jest prosta (jak w przypadku hipotezy pojedynczego zderzenia dla wyjaśnie­nia zagłady K/T) czy złożona, uwględniająca różne czynniki? Na przykład połączenie zmian klimatu, masowych migracji, wojny i upadku gospodarki byłoby niewątpliwie gorsze, niż każdy tych czynników działający osobno. Tak jak w przypadku analogicznych rozważań nad masowym wymiera­niem, konferencja SIS pokazała, że ta­kie zagadnienia dająsię w zasadzie roz­wiązać przez szczegółowe analizy stra­tygraficzne i badania terenowe.</p>
<p align="left">Kontynuując temat astronomiczny Duncan Steel (Spaceguard, Australia) przedstawił pomysłową interpretację najwcześniejszej fazy konstruowania Stonehenge wskazując, że według hipo­tezy ogromnej komety okresy wzmożo­nego bombardowania Ziemi powinny występować, gdy orbita pyłowego śla­du komety Enckego przetnie orbitę Zie­mi. Prowadzi to do przypuszczenia, że bombardowania będą występowały pa­rami w odstępie kilku stuleci, a pary te będą oddzielone okresami 2500 - 3000 lat, i że takie zdarzenia mogły wystąpić około 3600 i 3200 roku p.n.e.</p>
<p align="left">Punktem kulminacyjnym sesji astro­nomicznej był szeroko zakrojony prze­gląd Gerrita Verschuura (University of Memphis), na temat wpływu „no­wej astronomii” na myślenie i zacho­wanie ludzi. Nie ma wątpliwości, że masywne ciała okresowo uderzają w Ziemię, co jest ostatnim stadium kończącej się akrecji planetarnej, ale istot­nym pytaniem jest, kiedy było ostatnie wielkie zderzenie i kiedy będzie następ­ne? Opowieść Verschuura ma morał: gdy została otworzona puszka nie­szczęść Pandory, na końcu wyszła z niej nadzieja. Nadzieja ta zawiera się w opracowaniu strategii postępowania w przypadku zderzeń zagrażających cywilizacji. Podczas gdy w chaotycznej ewolucji życia na Ziemi nieprzewidzia­ne wypadki uczą nas, że z biologiczne­go punktu widzenia mamy szczęście będąc tutaj, to naszą główną przewagą zdaniem Verschuura jest zdolność lu­dzi do przekazywania informacji i w rezultacie do bardziej skutecznego ada­ptowania się do szybkich zmian środo­wiska spowodowanych przez procesy astronomiczne i czysto geologiczne.</p>
<p align="left">Dalsze prace dotyczyły archeologii, geologii i klimatologii, historii i kultu­ry oraz granicy między archeologią i historią. Nie ma dość miejsca, by omó­wić je szczegółowo, ale istota dyskusji jest omówiona niżej.</p>
<p align="left">Marie-Agnes Courty (CNRS, Grignon) przedstawiła nowe dane arche­ologiczne dotyczące katastrofy, która przypuszczalnie wystąpiła na środko­wym wschodzie ok. roku 2350 p.n.e. Podkreśliła ona ważność badań arche­ologicznych o wysokiej rozdzielczości czasowej przy ocenie wpływu katastrof przyrodniczych na upadek społe­czeństw. W tym przypadku dane wska­zują na połączenie spalenia powierzch­ni ziemi i powietrznego podmuchu zgodnego ze zjawiskiem bolidu typu tunguskiego. Może to jednak być efekt potężnego wybuchu wulkanu.</p>
<p align="left">Ślady regionalnych zmian środowi­ska mniej więcej w tym samym czasie potwierdził i rozszerzył Mike Baillie (Queen’s University, Belfast). Jego ana­lizy pierścieni rocznego przyrostu ir­landzkich dębów pokazały bardzo wy­raźne zwężenie pierścieni około roku 2345 p.n.e. związane ze skałami tefrytowymi z islandzkiego wulkanu Hekla 4 datowanymi na 2310 p.n.e. Wskazu­je to na wulkaniczne pochodzenie zda­rzenia stwierdzonego przez Courty, ale omawiany okres jest związany także z innymi wydarzeniami jak powodzie, utworzenie nowych jezior i nawet tradycyjny początek historii Chin! Jak po­wiedział Baillie, rok 2345 p.n.e. jest klasyczną znaczącą datą czyli taką która pojawia się regularnie w różnego rodzaju badaniach.</p>
<p align="left">W tym przypadku, jak i w innych (np. 1628 p.n.e., 1159 p.n.e., 208 p.n.e. i 540 n.e.) są ślady ewentualnych zja­wisk wulkanicznych i zdarzeń global­nych. Wulkaniczne ochłodzenie nakła­dało się często na długofalowe trendy klimatyczne i było ostatnią kroplą po­wodującą zniszczenie społeczeństw. Pozostaje wtedy pytanie, co powodo­wało długofalowe ochłodzenia.</p>
<p align="left">Czy zmiany klimatyczne są związane ze zderzeniami czy z pyłami wyrzu­conymi do stratosfery, (albo z czymś jeszcze innym), jest to kwestia do roz­strzygnięcia, chociaż jak podkreślił Benny Peiser (Liverpool John Moores University) okres około roku 2300 p.n.e. pojawia się zaskakująco często nawet przy badaniach starych kraterów. Tak jak w przypadku śladów archeolo­gicznych wciąż nie wiadomo, jakich dokładnie cech należy szukać: eksplo­zja tunguska (niewątpliwie niszcząca) nie pozostawiła krateru podczas gdy podobnej wielkości pocisk, spowodo­wał powstanie Krateru Meteorowego o średnicy ponad kilometra. Ponadto, jak pokazał Amos Nur (Stanford University), nawet trzęsienia ziemi mogą powodować regionalne zniszczenia i mogą występować skupione w czasie przez okres mniejszy niż stulecie, po czym następuje faza spokoju trwająca setki i tysiące lat, dość podobna do częstotliwości uderzeń fragmentów ogromnej komety, która się rozpadła.</p>
<p align="left">Fizyczny związek między zderze­niami lub akrecją pyłu kosmicznego z jednej strony, a erupcjami wulkanicznymi lub innymi przejawami zmian środowiska z drugiej, na przykład tymi widocznymi w danych klimatologicz­nych, jest obecnie słabo widoczny, ale znaczące daty często się uwidoczniają. Bas van Geel (University of Amster­dam) podkreślił dalszy związek, tym razem między ostrym wzrostem zawar­tości 14C w atmosferze między rokiem 850 a 760 p.n.e., a zmianą klimatu w zachodniej Europie ze stosunkowo cie­płego i suchego przed rokiem 850 p.n.e. na znacznie zimniejszy i wilgotny. Pro­ponuje się, że zmniejszona aktywność słoneczna umożliwiła dotarcie zwięk­szonego strumienia wysokoenergetycz­nych, galaktycznych promieni kosmicznych do górnych warstw atmos­fery, czego skutkiem był wzrost za­chmurzenia i w rezultacie niższe tem­peratury i wyższa wilgotność.</p>
<p align="left">Przejdźmy do możliwych kulturo­wych skutków takich, wymuszonych czynnikami zewnętrznymi, zmian środowiska. Jeśli ludzkość była od czasu do czasu narażona na środowiskowe katastrofy o rozmiarach i charakterze, które nie mają współczesnych odpo­wiedników, to warto zastanowić się, jakie mogłyby być reakcje społe­czeństw na takie wydarzenia. Gunnar Heinsohn (University of Bremen) skon­centrował się na początku epoki brązu, jako okresu związanego z pojawieniem się królów i kapłanów i poj ęcia królów namaszczonych przez niebiosa. Poja­wienie się epoki brązu pozostaje tajem­nicą chyba że przyjąć sugestię katastro­falnej zmiany środowiska. Niemniej dostępne dowody wskazują na znisz­czenie poprzedniego społeczeństwa, po czym nastąpił rozwój ośrodków kultu i kapłanów. Kiedy i dlaczego pojawiło się pojęcie boga i jakie duchy miały ów­czesne obrzędy uspokoić?</p>
<p align="left">Związane z tym zagadnienie omawiał Irving Wolfe (University of Mont­real) rozważając ostre zmiany kultural­ne i religijne związane ze zmianami śro­dowiska obserwowanymi szczególnie na granicy epoki brązu i żelaza około 600 roku p.n.e. Znów większość badań pozostaje do zrobienia, ale ogólnie uważa się, że ewentualne regionalne lub globalne zdarzenie w pierwszym ty­siącleciu p.n.e. doprowadziło do prze­mian społecznych, których kulminacją był przedsokratesowy grecki pogląd na świat, który w końcu dał wyraźne kul­turowe podwaliny współczesnej epo­ki. Przegląd ten byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o znakomitej organizacji konferencji przez członków SIS i bardzo udanym e-mail forum kiero­wanym przez Benny Peisera z Liver­pool John Moores University. Objęły one szeroki zakres tematów i skłoniły uczestników do rozważenia wielu no­wych problemów.</p>
<p align="left"><em><span style="letter-spacing:-0.15pt;font-family:'Times New Roman';">(Artykuł z kwartalnika Meteonte! Vol. 3 No. 4. Copyright ©</span><span><span> </span></span><span style="letter-spacing:-0.1pt;font-family:'Times New Roman';">1997 Pallasite Press, polski przekład według czasopisma Meteoryt))</span></em></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:'Times New Roman';"></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zagrożenia dla cywilizacji ze strony komet i bolidów]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/2008/01/13/zagrozenia-dla-cywilizacji-ze-strony-komet-i-bolidow/</link>
<pubDate>Sun, 13 Jan 2008 20:39:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.wordpress.com/2008/01/13/zagrozenia-dla-cywilizacji-ze-strony-komet-i-bolidow/</guid>
<description><![CDATA[ 
 
Laura Knight-Jadczyk
Napisałam ostatnio recenzję książki „New Light on the Black Death: Th]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin-left:27pt;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:27pt;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" align="left"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Laura Knight-Jadczyk</span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Napisałam ostatnio recenzję książki „<a href="http://www.amazon.com/Light-Black-Death-Mike-Baillie/dp/0752435981/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&#38;s=books&#38;qid=1198070365&#38;sr=8-1" target="_blank">New Light on the Black Death: The Cosmic Connection</a>” [<a href="http://pracownia4.wordpress.com/2008/03/14/czarna-smierc-w-nowym-swietle-kosmiczne-powiazanie/">Czarna Śmierć w nowym świetle: Kosmiczne powiązanie</a>] autorstwa dendrochronologa, Mike’a Baillie z Queen's University w Belfaście (Irlandia), po czym zdecydowałam się bardziej zagłębić w temat. Dotarło do mnie całe pudło książek zamówionych kilka tygodni temu i po szybkim przewertowaniu wszystkie wylądowały na biurku... tyle roboty, a tak mało czasu.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W międzyczasie znajomy (który jest klimatologiem głównego centrum badawczego w USA) zwrócił moją uwagę na interesujące znalezisko – list napisany przez S.V.M. Clube’a do European Office of Aerospace Research and Development [Europejskie Biuro Badań Przestrzeni Powietrznej i Rozwoju], datowany na 4 lipca 1996 i zatytułowany „Zagrożenia dla cywilizacji ze strony komet i bolidów” (dla niewtajemniczonych, Clube jest astrofizykiem na Uniwersytecie Oxford).</span></p>
<p class="MsoNormal"><!--more--></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W tym krótkim (4 strony) liście i podsumowaniu, Clube napisał (podkreślenia zgodnie z <span> </span>oryginałem, zróbcie z tym co chcecie):</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Zaledwie od około 20 lat ludzkość uznaje fakt, że asteroidy <em>przechodzą blisko Ziemi</em>. Wcześniej idea, że jakieś fizyczne <em>niezauważone obiekty</em> mogą znajdować się na tyle blisko Ziemi, żeby stanowić dla niej potencjalne zagrożenie, traktowany był z taką samą drwiną, co <em>niewidzialny eter</em>. Naukowcy oczywiście mają w tym swój interes, żeby ustanawiać szerokie prawa (np. względności), a teoria domniemanego niezakłóconego, uniformitarystycznego<sup>1</sup> środowiska Ziemi nie budziła w nich żadnych wątpliwości. Skutek był taki, że naukowcy rzeczywiście zainteresowani obiektami wystarczająco bliskimi, by mogły zderzyć się z Ziemią, pracowali w atmosferze ledwie maskowanej względem nich pogardy. Nawet teraz trudno jest laikowi docenić, jak ogromny intelektualny cios został ostatnio zadany Ciału Naukowemu i jak trudno mu się teraz po nim pozbierać.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Zatrzymałam się tutaj i zadałam sobie pytanie: hmm... o jakim intelektualnym ciosie on mówi? Po przemyśleniu, przyszło mi do głowy, że musi mówić o komecie Shoemaker-Levy, której fragmenty uderzyły w Jowisza, co wywołało ogromne podekscytowanie wśród naukowców, a zdarzyło się to zaledwie 2 lata przed wysłaniem tego listu. Wracając do raportu Clube’a, kontynuuje on:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Niniejszy raport dotyczy owych innych ciał niebieskich, odnotowywanych przez ludzkość od zarania cywilizacji, które mijały Ziemię albo w nią uderzały i które podobnie były ignorowane. Dzisiaj znane są jako komety (przy rozmiarach przekraczających 1 kilometr) albo meteory (rozmiar &#60; 1 km).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Fakt, że natychmiast przeszedł od asteroid do komet, zdawał się potwierdzać moje spekulacje – mówił o Shoemaker-Levy. Dalej robiło się jeszcze ciekawiej:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Stając wielokrotnie w przeszłości wobec perspektywy końca świata, elity państwowe często musiały tłumić panikę społeczeństwa – tylko po to by odkryć, gdy już było za późno, że normalne metody kontroli zwyczajnie zawodzą. Zatem zinstytucjonalizowana nauka ma zatajać wiedzę na ten temat, samokontrolująca się prasa ma bagatelizować jakiekolwiek zagrożenia, a zinstytucjonalizowana religia ma odrzucać predestynację<sup>2</sup> i podtrzymywać wszelkimi siłami ogólną wiarę w zasadniczo życzliwe bóstwo. [...]</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.5in;text-indent:-0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">(B) Niniejszy raport, oparty na powyższym grancie, dotyczy szeregu zagadnień wiążących się z zagrożeniem, jakie dla cywilizacji stanowią bolidy i komety. W skład raportu wchodzi:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">(1) Krótki bilans wniosków wynikających z opisowego raportu (3 egz.);</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.5in;text-indent:-0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">(2) Opisowy raport (z załącznikiem) łączący wyniki trzech badań naukowych przedstawionych w wiodących czasopismach naukowych (3 egz.);</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.5in;text-indent:-0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">(3) Stosowne prace zawierające szczegółowy opis wyników, uzyskanych dzięki funduszom przyznanym dla (a) Clube; (b) Clube &#38; Napier; i (c) Clube, Holye, Napier &#38; Wickramasinghe (3 egz.); oraz</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"><span> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.5in;text-indent:-0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">(4) Dokument podstawowy pod wspólną redakcją Asher &#38; Clube szczegółowo przedstawiający wyniki, z których rozwinęły się pozycje (3) i (2).</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Podkreśla się tutaj zarazem, że niniejszy raport wyraża punkt widzenia stojący w opozycji do głównego nurtu naukowego, umacnianego aktualnie przez różne narodowe agencje w następstwie ostatnich znaczących odkryć pod przywództwem Stanów Zjednoczonych... </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Pomimo istotnego znaczenia tego wiodącego nurtu, uznaje się w niniejszym sprawozdaniu, że ślady po uderzeniach komet zapisane na powierzchni Ziemi są generalnie mocniejsze od śladów po uderzeniu asteroid, zarówno co do długotrwałych jak i krótkotrwałych skutków, innymi słowy, oddziaływujących na biologiczną i geologiczną ewolucję z jednej strony oraz na ludzkość i cywilizację - z drugiej...[...]</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W efekcie zaistnienia tak nieoczekiwanej sytuacji mamy do czynienia z zasadniczymi paradoksami. Tak więc, kultura postrzegana jako kultura inicjatyw i oświecenia, która jest u podłoża tych dwu stuleci osiągających szczyt pod postacią Ery Kosmicznej i która przekonuje ludzkość, by ze wzgardą odrzuciła koncepcję komet i bolidów,<span> </span>może być teraz widziana jako wstęp do całkowitej zmiany paradygmatu: do odtworzenia światopoglądu uwzględniającego środowisko i trzymania się raczej tego, który poprzedzał Amerykańską Niepodległość i zwracał <span> </span>poważnie uwagę na komety i bolidy.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Dalej Clube składa podziękowania dla USAF za "hojny i na czasie zastrzyk funduszy", a warto też zauważyć, że adresatami listu byli również<span> </span>m. in. Edward Teller z Hoover Institute, S. Fred Singer z Fairfax, Virginia, oraz Jack A. Goldstone, z Davis, Kalifornia.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Podsumowanie wniosków towarzyszące temu listowi jest równie interesujące, ale z tym musimy zaczekać do jutra. Jeśli jesteście niecierpliwi, możecie przeczytać plik pdf [eng.] tutaj: <a href="http://stinet.dtic.mil/cgi-bin/GetTRDoc?AD=A359871&#38;Location=U2&#38;doc=GetTRDoc.pdf">Zagrożenie dla cywilizacji ze strony komet i bolidów</a>.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Powinnam dodać, że tak, otrzymałam cały raport wraz z dokumentami, na które się on powołuje (oraz wieloma innymi). Raport zawiera jedną niepokojącą uwagę, którą Wam tu podrzucę dla zaostrzenia apetytu:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:0.25in;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">... już od czasów europejskiego Renesansu, kultury chrześcijańska, muzułmańska i żydowska zmierzały w stronę ślepego przyjęcia anty-apokaliptycznej postawy. Wyraźnie nie były świadome rozrastającej się nauki o katastrofach. Wygląda na to, że historia się powtarza: teraz obrała sobie Erę Kosmiczną do wskrzeszenia głosu rozsądku Platonistów, tym razem jednak pojawia się to w ramach nowoczesnej, anty-fundamentalistycznej, anty-apokaliptycznej tradycji, nad którą rządy nie mogą, podobnie<span> </span>jak wcześniej, mieć kontroli. … <strong>Innymi słowy, c<span>ynicy (czy też współcześni sofiści) mogliby stwierdzić, że nie potrzebujemy zagrożenia z nieba jako przykrywki dla zmierzania do Zimnej Wojny, potrzebujemy raczej Zimnej Wojny do zamaskowania zagrożenia z nieba!</span></strong> (podkreślenia jak w oryginale)</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:-9pt;text-indent:9pt;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Tylko pomyślcie, co to może oznaczać, mając na uwadze: kiedy zostało to napisane i co wydarzyło się od tego czasu. Można by pomyśleć, że Wojna z Terroryzmem była rzeczywiście z góry zaplanowaną przykrywką...</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:-9pt;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">W tym radosnym nastroju zajrzyjcie tutaj: <a href="http://www.sott.net/articles/show/145399-Majesterium-and-the-Tipping-Point">Majesterium and the Tipping Point</a></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:-9pt;"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;"> </span></p>
<p><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">Można się zastanawiać, skąd przychodzi PRAWDZIWE zagrożenie dla cywilizacji...</span></p>
<p class="MsoNormal" align="left">
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:10pt;font-family:Verdana;">NOTA: Powyższy tekst jest przekładem z j. angielskiego, oryginalny artykuł jest na stronie SOTT, tutaj:  <a href="http://www.sott.net/articles/show/146792-The-Hazard-to-Civilization-from-Fireballs-and-Comets" target="_blank">The Hazard to Civilization from Fireballs and Comets</a></span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">Przypisy: </span></p>
<p class="MsoNormal"><sup><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">1 </span></sup><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">uniformitaryzm, uniformitarianizm - XIX-wieczna, spopularyzowana przez C. Lyella koncepcja, zgodnie z którą zmiany zachodzące w przeszłości w skorupie ziemskiej dokonywały się na skutek tych samych praw fizycznych, które działają obecnie, skorupa ziemska kształtowała się w sposób ciągły; góry, rzeki, doliny itp. powstawały w wyniku działania sił natury, takich jak erozja na skutek działania wiatru, wody, zmian temperatury, lodu czy deszczu; odegrała istotną rolę w kształtowaniu się ewolucjonizmu. [Słownik terminów biologicznych PWN]</span></p>
<p class="MsoNormal"><sup><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">2 </span></sup><span style="font-size:8pt;font-weight:normal;font-family:Verdana;color:black;">predestynacja, przeznaczenie - pojęcie filozoficzno-teologiczne oraz teoria, wg której pośmiertne losy człowieka, zbawienie lub potępienie, są od niego niezależne, ustalone przez bóstwo, Boga. Jej początków należy szukać w religiach antycznych (np. grecka Ananke, rzymskie Fatum. [Encyklopedia WIEM]</span></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
