<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wychowywanie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wychowywanie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wychowywanie"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 13:36:55 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Ojciec + matka = nowy człowiek]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=266</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 13:56:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/07/14/ojciec-matka-nowy-czlowiek/</guid>
<description><![CDATA[Aby dziecko rodziców było zdrowe psychicznie, musi być zachowana delikatna równowaga pomiędzy o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>Aby dziecko rodziców było zdrowe psychicznie, musi być zachowana delikatna równowaga pomiędzy ojcem i matką w sensie przekazywania dziecku informacji. Jeśli ojciec będzie za mocno wtrącał się w życie dziecka odbije się to negatywnie, jeśli za mało również odbije się negatywnie, identycznie jest z matką. Delikatna równowaga musi zostać zachowana na tyle na ile się da. Rodzice musieliby "pilnować" sami siebie jak i wzajemnego stosunku.</em><br />
To moja opinia.</p>
<p>Jak zwykle całkiem przypadkowo znalazłem pewien artykuł na temat matki, ojca i dziecka.</p>
<p><!--more--></p>
<hr />Artykuł pochodzi ze strony psychologia.net.pl</p>
<p>Agnieszka Widera-Wysoczańska</p>
<p>Doceńmy rolę ojca</p>
<p>Dziecko poprzez naśladowanie rodzica tej samej płci oraz poprzez obserwowanie różnic między płciami uczy się, kim jest i jakie role ma przyjmować jako dziewczynka lub jako chłopiec, a potem jako kobieta i mężczyzna. Potrzebuje wiedzieć, czym ojciec różni się od matki w uczuciach, myśleniu i zachowaniu. Aby łatwiej mogło zaakceptować własną płeć, potrzebuje dwóch różnych punktów odniesienia dla ustalenia, jakie jest jego miejsce w świecie. Dziecko potrzebuje, żeby rodzice różnili się od siebie nawzajem i żeby szanowali i lubili te różnice u siebie.</p>
<p>Ojcowie męscy, kochający, wspierający emocjonalnie i włączający się w codzienną opiekę nad córką czy synem, stwarzają dzieciom lepsze warunki do budowania poczucia wartości, polubienia siebie i akceptacji swojej płci, do rozwijania twórczego myślenia i działania, podejmowania ryzyka i znoszenia stresów czy frustracji oraz osiągania sukcesów w życiu. Ojcowie tolerancyjni, pobudzający do działania, nastawieni na uczenie dziecka tego, jak eksponować siebie (sami zresztą to robili) budowali w dziecku postawy ekstrawertywne, ułatwiające nawiązywanie kontaktów społecznych.</p>
<p>Ważna jest zarówno ilość, jak też jakość kontaktów z ojcem, jak wskazują na to Skynner i Cleese (autorzy książki "Żyć w rodzinie i przetrwać"). Nieobecność w pierwszych latach życia może powodować kłopoty w identyfikacji z własną płcią, zwłaszcza u chłopców. Gdy ojca nie ma i syn wychowywany jest tylko przez matkę, uczy się głównie tego, jaki ma nie być (świadomość własnej płci), a to w życiu mężczyzny nie wystarcza.</p>
<p>Aby syn mógł zdobyć wiedzę, "kim jest mężczyzna", potrzebuje matki, która pozwala mu odsunąć się od siebie i pomaga odejść w kierunku ojca, ale potrzebuje też ojca, który jest atrakcyjny emocjonalnie, bo wie, jak okazywać swoją miłość. Żeby chłopiec dobrze się rozwijał, jest mu potrzebne uczuciowe przyłączenie się do ojca męskiego i troskliwego. Kształtuje on wtedy silne ego, zdobywa umiejętności społeczne, osiąga sukcesy szkolne, akademickie i życiowe, łatwiej podejmuje decyzje oraz ma ogólnie większą motywację do życia.</p>
<p>Córka, aby mogła kształtować swoją dziewczęcość i potem kobiecość, potrzebuje zaobserwować, czym ojciec różni się od matki, jaka jest ta przeciwna płeć - i nie chodzi tu o budowę ciała, ale o postawę wobec życia. Nadal pozostaje ona po stronie matki, jednak - aby mogła budować swoją niezależność i poczucie bezpieczeństwa w odczuwaniu swojej kobiecości i w działaniu ? potrzebuje ojca, który jak "bezpieczny mędrzec" będzie podziwiał ją, akceptował, łagodnie stawiał jej wymagania i zachęcał ją do poznawania rzeczywistości. Ponadto taka postawa ojców dodatkowo wpływa na odczuwanie zadowolenia przez matki, które pozytywnie wyrażają się o mężu i kształtują u potomstwa pozytywne przekonania o mężczyznach.</p>
<p>Co się może stać, kiedy ojcowie nie spełniają swojej roli? Badania prowadzone przez badaczy zajmujących się teorią więzi (pokazującą, jak i jakie postawy rodziców wpływają na życie ich dzieci) wykazują, że bywają patologicznie nadopiekuńczy wobec swoich dzieci, nadmiernie kontrolujący, wprowadzający nieadekwatną dyscyplinę, dominujący, niedojrzali, przejawiajacy lękowe i ambiwalentne reakcje wobec dziecka. "Nie pozwalał mi spotykać się z rówieśnikami - dla mojego dobra, bo nie wiadomo, kim oni są. Nie mogłam chodzić na zajęcia pozalekcyjne, ponieważ nie było mi to potrzebne i nie wiadomo, co się na nich dzieje. Wulgarnie wyzywał mnie, gdy spóźniałam się do domu, ponieważ troszczył się o moje bezpieczeństwo" - taki ojciec nie potrafi poznać potrzeb swojego dziecka, głównie troszczy się o zaspokajanie swoich własnych. Nie okazując uczuć dziecku, odrzuca je i często jest wobec niego wrogi.</p>
<p>Ojciec, który był patologicznie nadopiekuńczy wobec swojej córeczki, może się zdarzyć, że później, kiedy ona będzie dorastała i zacznie zmieniać się jej ciało oraz zachowanie, albo ją uwiedzie i wykorzysta seksualnie na kilka sposobów: nie dotykając, zrobi sobie z niej partnerkę emocjonalną, będzie podniecać się podglądając ją lub chodząc nago w jej obecności, a w skrajnych sytuacjach będzie dotykać w sposób seksualny, także współżyć ?- albo odrzuci córkę, bojąc się własnej seksualności. Wówczas raczej nie będzie z nią rozmawiał, może stać się wobec niej agresywny, wulgarny, daleki.</p>
<p>Co się może stać z dziećmi takich ojców? Moje doświadczenia jako terapeuty oraz wyniki badań wspomnianych badaczy pokazują, że mogą one mieć kłopoty w doświadczaniu niezależność i rozwijaniu umiejętności życiowych. W porównaniu z dziećmi wychowywanymi przez bezpiecznych ojców mogą być mniej pewne siebie i mniej asertywne, mogą mieć obniżone poczucie własnej wartości i uboższe umiejętności społeczne. Bywają nadpobudliwe i bardziej nerwowe, bardziej lękowe, depresyjne i częściej ich problemy emocjonalne objawiają się w postaci dolegliwości fizycznych. Niektóre dziewczyny mogą mieć kłopoty z akceptacją swojej rodzącej się kobiecości i swojego ciała: mogą się u nich rozwijać zaburzenia tożsamości płciowej, na przykład niejasna orientacja seksualna, homoseksualizm nieakceptowany na świadomym poziomie, transseksualizm.</p>
<p>U niektórych synów takich ojców może rozwinąć się słabe ego, którego skutkiem jest nadmierna impulsywność, mogą być zamknięci w sobie, trudno im podejmować decyzje, mogą mieć małą motywację do działania i w konsekwencji niewielkie osiągnięcia w życiu. A to powoduje frustrację i narastającą agresję wobec swojego partnera i dzieci (jeśli je w ogóle posiada) oraz innych ludzi.</p>
<p>Transeksualizm emocjonalny męski - chłopcy zostają po stronie matki, w pełni się z nią identyfikując - może pojawić się między innymi dlatego, że ojciec nie miał nic do zaproponowania synowi, a nadopiekuńcza matka nie pozwala się odseparować. Homoseksualizm emocjonalny męski może być poszukiwaniem dobrego ojca, który w dzieciństwie nie miał nic do zaproponowania dziecku i w sensie uczuciowym był niedostępny.</p>
<p>Ponadto dziecko takiego ojca może rozwinąć zachowania lękowe, zachowania (także zaburzenia) obsesyjno-kompulsywne. Badacze sugerują, że różne typy natręctw wyrastają z różnych stylów rodzicielskich. Ojcowie (matki również) zarówno osób "myjących się" (na przykład ciągłe mycie rąk), jak i "sprawdzających" (ciągłe sprawdzanie, czy drzwi są zamknięte, a gaz wyłączony) byli nadmiernie kontrolujący. Ci pierwsi byli w większym stopniu opanowani przez natręctwa w swojej patologicznej nadopiekuńczości, ci drudzy mieli więcej pretensji do swoich dzieci i byli nadmiernie krytyczni.</p>
<p>Jaki wpływ według badaczy mogą mieć ojcowie na rozwój depresji u swoich dzieci? Osoby depresyjne opisują swoich ojców (matki też) w porównaniu z rodzicami osób bez takich problemów jako bardziej odrzucających i patologicznie nadopiekuńczych, charakteryzujących się brakiem tolerancji i brakiem bodźców do działania, mniej ciepłych emocjonalnie oraz częściej stosujących przemoc fizyczną czy seksualną, nadużywających alkoholu i wzbudzających poczucie winy u dziecka.</p>
<p>Jedna z kobiet przeżywających depresję mówiła tak: "Był nieobecny, tchórzliwy, wybuchowy, nieobecny w moim życiu. Nie przytulał i nie chwalił. Wymagał posłuszeństwa zawsze, gdy sobie przypominał, że ma dzieci. Bałam się go". Inna dodaje: "Nie było bliskości i porozumienia, nie troszczył się o mnie. Był dystans i chłód. Nigdy z nami nie rozmawiał, nie zajmował się mną i bratem W dzieciństwie tęskniłam za ojcem, teraz nie chcę mieć z nim kontaktów".</p>
<p>Okazuje się, że ojcowie bardziej mogą wpływać na rozwój depresji swoich synów, zachowanie matek natomiast wpływa na rozwój depresji u córek.</p>
<p>Depresyjni mężczyźni, wychowywani przez ojców stosujących kary, zawstydzających i niezaspokajających potrzeb syna zachowują się agresywnie wobec innych ludzi.</p>
<p>Natomiast niektóre depresyjne kobiety, wychowywane przez opisanego powyżej ojca, mogą mieć problemy w kształtowaniu bliskiej relacji partnerskiej czy małżeńskiej. Doświadczenia terapeutyczne pokazują, że gdy ojciec stosował przemoc, niektóre z nich żyją samotnie lub w nieudanych związkach. Często czują się winne, zawstydzone i bezsilne.</p>
<p>Im więcej odrzucenia i nadopiekuńczości (ostrej kontroli poprzez wzbudzanie poczucia winy) odczuwały dzieci ze strony ojca i im więcej stosował on kar, tym miały one więcej negatywnych konsekwencji w rozwoju umiejętności społecznych i komunikacyjnych niezbędnych do budowania bliskich relacji w dorosłym życiu. Takie zachowania ojca mogą być powodem nierealistycznych oczekiwań wobec innych, wpływają na bardziej negatywną ocenę rodzinnej atmosfery.</p>
<p>Podsumowując zachowania ojca, sprzyjające rozwojowi depresji, opisywane przez osoby z depresją i z kłopotami w relacjach z bliskimi, można wskazać na: przemoc wobec dziecka, wzbudzanie u dziecka poczucie winy, niezaspokajanie potrzeb dziecka, nie okazywanie mu uczuć, nie zachęcanie dziecka do niezależności i rozwoju, mało akceptacji i mało ciepła i troski, odrzucanie swojego dziecka.</p>
<p>A jak zachowywali się ojcowie osób badanych, u których depresja połączona była z myślami i próbami samobójczymi? Nie okazywali zainteresowania i uczuć swoim dzieciom, tak, że czuły się one niechciane. Byli z nimi w długotrwałym konflikcie. Zarówno wobec synów, jak i wobec córek byli niezachęcający, karzący, stosujący przemoc, zawstydzający, faworyzujący rodzeństwo. Traktowali dziecko jako mało znaczące (dla niego jest to śmierć emocjonalna). Pomiędzy rodzicami nie było zgody, było dużo konfliktów i kłótni. Ważnym czynnikiem wpływającym na tendencje samobójcze dzieci było odejście (separacja, rozwód) ojca i nie utrzymywanie przez niego kontaktów z dzieckiem.</p>
<p>Z kolei u neurotyków ojcowie byli obwiniający, zawstydzający, faworyzujący rodzeństwo, nietolerancyjni, odrzucający, karzący i stosujący przemoc.</p>
<p>A jaki wpływ może mieć zachowanie ojca w rodzinie na rozwój zaburzeń jedzenia? W analizie podłoża tych zaburzeń podkreśla się brak w życiu dziecka rodzica, który jest autorytetem ? ma on kłopot w uzyskaniu równowagi pomiędzy elastyczną i racjonalną kontrolą dziecka a autonomią adekwatną do jego wieku. Osoby z zaburzeniem jedzenia mówiły, że ich rodzice nie wykazywali chęci do otwartych rozmów, natomiast często wyrażali się krytycznie o dziecku.</p>
<p>Dziewczyny z anoreksją opisywały swojego ojca jako neutralnego, niezaangażowanego i niebędącego dla nich autorytetem. Mówiły o nim jako o mało opiekuńczym i mało troskliwym, mało zaangażowanym emocjonalnie, nieokazującym ciepła i niezbyt empatycznym. Matki opisywały jako patologicznie nadopiekuńcze. Ojcowie bulimiczek byli wyraźnie nadopiekuńczy: nadmiernie kontrolujący, wtrącający się, mało empatyczni i niewykazujący troski adekwatnej do wieku dziecka, często zmieniający zasady wychowania dziecka. Matki były odrzucające i nie zaangażowane w życie własnego dziecka.</p>
<p>Jak widzimy, dziecko potrzebuje obojga rodziców, albo przynajmniej dwóch osób przeciwnej płci, aktywnie uczestniczących w jego życiu. Matka w pewnych okolicznościach może nie wystarczyć do dobrego rozwoju syna czy córki. Opisany tutaj ojciec zazwyczaj jest sprawcą jakiegoś rodzaju przemocy w rodzinie wobec dziecka: emocjonalnej, fizycznej, seksualnej, alkoholowej lub zaniedbuje dziecko emocjonalnie i fizycznie, tymczasem dziecko - aby pełniej rozwijać swoje potencjalne możliwości, potrzebuje dobrego i obecnego ojca.</p>
<p>O Autorce<br />
Artykuł opublikowany został w: Widera-Wysoczańska, A. (2007). Docenić rolę ojca. Świat Problemów, Nr.1 (168), s. 21-25.</p>
<p>Ze strony: <a href="http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=326" target="_blank">http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=326</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozprawka z dzieciństwa]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=238</link>
<pubDate>Tue, 03 Jun 2008 18:08:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/06/03/rozprawka-z-dziecinstwa/</guid>
<description><![CDATA[Na podstawie książki Alice Miller - &#8220;Dramat udanego dziecka&#8221;
W wikipedii pod hasłem d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">Na podstawie książki Alice Miller - "Dramat udanego dziecka"</p>
<p style="text-align:left;">W wikipedii pod hasłem dzieciństwo napisano m.in.</p>
<blockquote><p>Dzieciństwo to jeden z okresów rozwojowych w życiu człowieka. Osobnika ludzkiego w tym okresie nazywa się dzieckiem. Dokładne granice tego okresu są trudne do określenia, ponieważ przechodzenie z okresu dziecięcego w dorosłość jest bardzo powolne i brak tu gwałtownych zmian, które mogłyby stanowić granicę. Według S. Baleya dzieciństwo to okres od ukończenia pierwszego roku życia do około 13 lat. <strong>Wtedy pamięć dziecka jest coraz lepsza</strong>, zaczyna odczuwać chęć kontaktu z rówieśnikami. Ma ogromną chęć poznawania świata przez co <strong>zadaje nieustające pytania</strong>. Nabywa różnych umiejętności, które będą mu niezbędne w dalszym życiu. <strong>W tym czasie kształtuje się charakter i osobowość dziecka.</strong></p></blockquote>
<p style="text-align:left;">Pogrubione wyróżnienie moje, specjalnie aby baczniej zwrócić uwagę. Ten okres w naszym życiu odgrywa kluczową rolę, wtedy tworzy się "podłoże", i na tym podłożu budowane będą w miarę życia inne elementy składające się na nasz "charakter", dlatego jest to ważne. Wychowując tu i teraz tworzysz człowieka. Teraźniejszość tworzy przyszłość.</p>
<p style="text-align:left;"><em>Dzieciństwo to fundamenty naszego życia, zbroją je rodzice, a beton zalewa otoczenie w którym dzieciak żyje.</em></p>
<p style="text-align:left;"><!--more--></p>
<p style="text-align:left;">Niektórzy zetknęli się z czymś takim jak "sen" człowieka, że niby człowiek śpi. Coś jak matriks. Wszyscy sobie żyją, ale to tak naprawdę sen ludzi którzy stali się maszynami a nie ludźmi. Ludzie więc są maszynami którzy śpią. Hm, dziwna to teoria. Jednak nie bez powodu film matriks jest / był tak bardzo popularny, coś w nim musiało być co przemawiało do ludzi (oczywiście każdy wymyśli coś innego). Jeśli ktoś chce zgłębić "sen ludzkości" proponuje zainteresować się książką "Fragmenty nieznanego nauczania" P.D.Uspieński.</p>
<p style="text-align:left;">Wracając do tematu owy sen czy tam iluzja rozpoczyna się od dzieciństwa. Od początku tworzenia jego "charakteru". Wtedy dosłownie zapadamy w sen. Wikipedia podaje że wtedy pamięć się rozwija, jest coraz lepsza. Dziecko zadaje mnóstwo pytań i w efekcie rozwija się osobowość, charakter, bycie. Wtedy zamiast się budzić popadamy w śpiączkę. Zamiast skręcić, jedziemy prosto.</p>
<p style="text-align:left;">Zostawmy sen i przyglądnijmy się naszemu dzieciństwu. Fragmenty z książki.</p>
<blockquote><p>(...) istnieją ludzie, którzy trafiają na terapię wypełnieni obrazami szczęśliwego i otoczonego troskliwością dzieciństwa. Ci pacjenci w dzieciństwie dysponowali wieloma możliwościami, byli utalentowani i rozwinęli później swoje zdolności, za które nierzadko ich chwalono i które stały się podstawą ich sukcesów. Większość już w pierwszym roku życia ukończyła trening czystości, wielu z nich między drugim a piątym rokiem życia bardzo sprawnie pomagało opiekować się młodszym rodzeństwem.</p>
<p>Zgodnie z powszechnie panującym przekonaniem tacy ludzie - duma swoich rodziców - powinni posiadać silne i stabilne poczucie własnej wartości. Jednak w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Wszystko, do czego się biorą, robią dobrze, a nawet doskonale, są podziwiani i budzą zazdrość, odnosząc sukcesy we wszystkim, co wydaje im się tego warte - ale na nic się to nie zdaje. W głębi stale czai się depresja, uczucie pustki, wyobcowania, bezsensu istnienia, która pojawia się, gdy zabraknie narkotyku złudzenia wielkości, gdy nie są "na szczycie", nie świecą najjaśniej na firmamencie sukcesu. Kiedy nagle dopada ich uczucie, że nie mogą sprostać idealnemu obrazowi siebie, pojawiają się lęki albo silne poczucie winy i wstydu. Jakie są przyczyny tych głębokich zaburzeń u osób tak bogato obdarowanych przez naturę?<br />
Już w trakcie pierwszej sesji komunikują terapeucie, że mieli wyrozumiałych rodziców, a przynajmniej jedno z nich takie było, i że jeżeli otoczenie nie potrafi ich zrozumieć, to jest to wyłącznie ich własna wina, gdyż nie umieją dostatecznie jasno się wyrazić. Mówią o swoich najwcześniejszych wspomnieniach bez najmniejszego współczucia dla dziecka, którym kiedyś byli, co łatwo zauważyć, gdyż ci pacjenci posiadają nie tylko zdolność introspekcji, ale potrafią stosunkowo łatwo wczuwać się w innych ludzi. Ich stosunek do świata uczuć własnego dzieciństwa charakteryzuje jednak brak szacunku, potrzeba kontrolowania, manipulowania i przymus odnoszenia sukcesów. Nierzadko przejawiają wobec siebie lekceważenie i ironię, które mogą zmienić się nawet w pogardę i cynizm. Brak prawdziwego, emocjonalnego zrozumienia i poważnego traktowania własnego dziecięcego losu prowadzi w końcu do całkowitej nieznajomości swoich prawdziwych potrzeb, które wykraczają poza przymus osiągania. Stłumienie pierwotnego dramatu udało się tak doskonale, że mogli zachować iluzję szczęśliwego dzieciństwa.</p>
<p>Aby opisać klimat takiego dzieciństwa, sformułuję najpierw kilka przesłanek, na których chcę się oprzeć.</p>
<ol>
<li>Dziecko posiada wrodzoną potrzebę, aby od chwili narodzin traktować je z szacunkiem i <strong>powagą</strong> jako tę istotę, która w danym momencie jest.</li>
<li>"Tę istotę, która w danym momencie jest" oznacza: uczucia, wrażenia i ich przejawy, i to już u niemowlęcia.</li>
<li>W atmosferze szacunku i tolerancji dla swoich impulsów i uczuć, dziecko może w fazie oddzielenia się zrezygnować z symbiozy z matką i z czasem rozwinąć psychiczną samodzielność.</li>
<li>Aby umożliwić taki <strong>zdrowy rozwój</strong>, rodzice dziecka musieliby dorastać w podobnym klimacie. Tacy rodzice mogą przekazać dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewności, w którym rozwija się jego zaufanie.</li>
<li>Rodzice, których dzieciństwo było pozbawione takiego klimatu, mają niezaspokojoną podstawową potrzebę: przez całe życie poszukują tego, czego w odpowiednim czasie nie znaleźli w swoich rodzicach, istoty, która całkowicie otworzy się na nich, w pełni ich zrozumie i będzie poważnie traktować.</li>
<li>Te poszukiwania skazane są na niepowodzenie, gdyż dotyczą sytuacji nieodwołalnie minionej, mianowicie okresu bezpośrednio po urodzeniu.</li>
<li>Człowiek z niezaspokojoną i nieświadomą - z powodu wyparcia - potrzebą jest jednak uzależniony od przymusu zaspokojenia tej potrzeby za wszelką cenę za pomocą środków zastępczych - tak długo, aż nie pozna swojej wypartej historii życia.</li>
<li>Takim środkiem zastępczym są niestety często własne dzieci.</li>
</ol>
<p>Noworodek jest w swym rozwoju całkowicie zdany na rodziców. A ponieważ jego istnienie zależy od ich życzliwości, zrobi wszystko, aby jej nie utracić. Od pierwszego dnia zmobilizuje wszystkie możliwości, jakimi dysponuje, tak jak młoda roślinka, która zwraca się ku słońcu, aby przeżyć.<br />
(...)</p></blockquote>
<p style="text-align:left;"><em>lecimy dalej...</em></p>
<blockquote><p><strong>Utracony świat uczuć</strong></p>
<p>Wczesne przystosowanie się niemowlęcia zmusza je do wyparcia swoich potrzeb: miłości, szacunku, echa, zrozumienia, uczestnictwa i odzwierciedlenia. To samo odnosi się do emocjonalnych reakcji na głębokie rozczarowania, skutkiem zaś jest niemożność doświadczania w dzieciństwie, z później również w wieku dorosłym, określonych uczuć (takich jak na przykład zazdrość, zawiść, złość, poczucie opuszczenia, bezsilność, lęk). Jest to tym bardziej tragiczne, że dotyczy ludzi zdolnych do odczuwania zróżnicowanych emocji. Zauważamy to, kiedy opisują wolne od lęku i bólu doświadczenia swego dzieciństwa. Najczęściej są one związane z przyrodą, gdyż tylko tu dzieci mogą odczuwać, nie raniąc rodziców, nie niepokojąc ich, nie uszczuplając ich władzy ani nie naruszając ich poczucia równowagi. Jednak te niesłychanie uważne i wrażliwe dzieci, które dokładnie pamiętają, jak na przykład w wieku czterech odkryły słoneczne światło odbijające się w kropelkach rosy na trawie, jako ośmiolatki niczego nie zauważyły u swojej brzemiennej matki, a ciążą nie interesowały się w najmniejszym stopniu. W ogóle nie były zazdrosne o nowo narodzone rodzeństwo, a kiedy miały dwa lata, podczas okupacji, bez płaczu, spokojnie i bardzo grzecznie zachowywały się podczas częstych rewizji w domu. Do perfekcji rozwinęły w sobie sztukę niedopuszczania do siebie uczuć; dziecko może ich doświadczać jedynie wówczas, kiedy w jego otoczeniu jest osoba, która akceptuje je wraz z jego uczuciami, rozumie je i chce mu towarzyszyć.</p>
<p>Jeżeli takiej osoby nie ma, jeżeli dziecko boi się, że może utracić miłość matki bądź kogoś, kto ją zastępuje, to nie może doświadczać tych najbardziej naturalnych reakcji emocjonalnych "dla samego siebie", w samotności, lecz musi je wyprzeć. Pozostają one jednak zachowane jako informacje nagromadzone w ciele.</p>
<p>Mogą pojawić się jako echa przeszłości w ciągu całego późniejszego życia, chociaż pierwotne ich konteksty są niezrozumiałe. Rozszyfrowanie znaczenia staje się możliwe dopiero wtedy, gdy uda się powiązać sytuację pierwotną z intensywnymi uczuciami doświadczanymi w teraźniejszości. Na tej prawidłowości opiera się nowe, odsłaniające metody terapii, które umożliwiają nam czerpanie z niej poważnych korzyści. (...)</p>
<p><strong>Zdrowy rozwój</strong></p>
<p>Noworodek może otrzymać od swojej matki bardzo dużo, może ona wyposazyć go na całe życie, jeśli nie zostanie oddzielony od niej zaraz po urodzeniu. Natychmiast po porodzie organizm matki zaczyna produkować hormony, które budzą i "karmią" jej instynkt macierzyński. Proces ten, dzięki coraz głębszej więzi z dzieckiem, rozwija się przez następne dni i tygodnie. Jeżeli dziecko zostanie oddzielone od matki, co do niedawna było regułą właściwie we wszystkich klinikach położniczych, a i obecnie jest praktykowane z wygodnictwa i ignornacji przez większość szpitali na całym świecie, to ta wielka szansa zostaje zaprzepaszczona.</p>
<p>Bonding (więź oparta na wzrokowym i fizycznym kontakcie) pomiędzy matką a niemowlęciem po porodzie tworzy w obojgu poczucie wzajemnej przynależności, bycie jednym, uczucie, które w idealnym przypadku istnieje już w momencie zapłodnienia i rozwija się wraz z dzieckiem. Dziecku stwarza ono poczucie bezpieczeństwa, niezbędne, by mogło zaufać matce. Jej zaś przekazuje instynktowną pewność umożliwiającą zrozumienie sygnałów dziecka i odpowiednie reagowanie na nie. Tak wiele zależy od tego pierwotnego zaufania, którego braku nigdy później nie można całkowicie nadrobić.</p>
<p>Dopiero od niedawna znamy ogromne znaczenie bondingu. Wierzę, że nie tylko położnicy i położne w wyspecjalizowanych klinikach prywatnych potraktują poważnie tą wiedzę, lecz również personel wielkich szpitali, tak że już wkrótce będzie mogła ona służyć wielu ludziom. Kobieta, która doświadczy tak głębokiego kontaktu ze swoim dzieckiem, mniej będzie skłonna do znęcania się nad nim i lepiej będzie umiała chronić je przed wykorzystywaniem przez ojca.</p>
<p>Kobieta, która z powodu swojej własnej wypartej historii nie nawiązała tej głębokiej więzi ze swoim dzieckiem, również może później pomóc mu poradzić sobie z tym brakiem, jeżeli wie dzięki terapii, jak wielkie ma on znaczenie. Będzie mogła również zrównoważyć skutki ciężkiego porodu, jeśli nie zbagatelizuje tego, świadoma, że dziecko, które u zarania życia doznało ciężkiego urazu, potrzebuje szczególnie wiele uwagi i miłości, by sobie z nim poradzić.</p>
<p>Dziecko, które ma szczęście dorastać przy odzwierciedlającej, dyspozycyjnej matce, to znaczy wspierającej je w procesie rozwoju, może budować stopniowo zdrowe poczucie własnej wartości. W optymalnym przypadku to matka jest osobą, która stwarza mu przyjazny klimat emocjonalny i rozumie jego potrzeby. Lecz również niezbyt serdecznie matki mogą umożliwić ten rozwój - wystarczy, że nie przeszkadzają. Wówczas dziecko może wziąć sobie od innych osób to, czego nie dostanie od matki. Najróżniejsze badania dowodzą, że dziecko ma niewirygodną wprost zdolność wykorzystywania każdego, najbardziej nawet skąpego "pożywienia" afektywnego, każdego bodźca płynącego z otoczenia.</p>
<p>Zdrowe poczucie własnej wartości oznacza, w moim rozumieniu, niepodważalną pewność, że doznawane uczucia i potrzeby należą do własnego Ja. Ta pewność nie jest efektem przemysleń i rozważań, jest czymś tak naturalnym, jak tętno, na które nie zwracamy uwagi, dopóki jest normalne.</p>
<p>Właśnie w tym oczywistym i naturalnym dostępie do własnych uczuć i pragnień człowiek odnajduje swoja siłę i szacunek do siebie. Wolno mu być smutnym, zrozpaczonym lub bezradnym i nie obawiać się, że kogoś to wyprowadzi z równowagi. Wolno mu bać się, kiedy czuje się zagrożony, wolno mu odczuwać złość, kiedy nie może zaspokoić swoich pragnień. Nie tylko wie, czego nie chce, ale również czego chce, i wyraża to niezależnie od tego, czy jest za to kochany czy nienawidzony.</p>
<p><strong>Zaburzenia</strong></p>
<p>Co się dzieje, kiedy matka nie jest w stanie pomóc swojemu dziecku? Co się dzieje, kiedy nie tylko nie potrafi rozpoznać jego potrzeb, ale sama, jak to się bardzo często zdarza, ma niezaspokojone potrzeby? Wówczas nieświadomie będzie próbowała realizować je przez dziecko. Nie wyklucza to istnienia więzi emocjonalnej. Jednak w tego rodzaju relacji brkauje tak istotnych składników, jak zaufanie, ciągłość i stałość, a przede wszystkim brakuje przestrzeni, w której dziecko mogłoby doświadczać swoich własnych uczuć. Dziecko rozwija w sobie to, czego potrzebuje matka, i mimo że w danym momencie ratuje mu życie (zapewniając "miłość" matki lub ojca), jednak w przyszłości może uniemożliwić bycie sobą. W takim przypadku dziecko nie może zintegrować swoich naturalnych potrzeb związanych z rozwojem, więc odcina je lub wypiera. Później taki człowiek <strong>będzie żył w niewoli</strong> swojej przeszłości, <strong>nie zdając sobie z tego sprawy.</strong></p>
<p>Większość osób zwracających się do mnie o pomoc z powodu depresji miała matki, którym brakowało pewności siebie i które często same cierpiały na depresję. Dziecko, z reguły jedyne lub pierwsze uważały za swoją własność. To, czego matka nie otrzymała we właściwym czasie od swoich rodziców, teraz znajduje u dziecka: jest ono dyspozyzyjne, może go używać jak echa, można je kontrolować, jest całkowicie skoncentrowane na niej, nigdy jej nie opuszcza, ofiarowuje jej swą uwagę i podziw. Jeżeli czuje się przeciążona potrzebami dziecka (tak jak kiedyś jej własna matka), to nie jest już taka bezbronna, nie pozwala się tyranizować, może wychowywać dziecko tak, aby nie krzyczało i nie przeszkadzało. Może zdobyć sobie wreszcie szacunek i żądać, aby liczono się z jej potrzebami i samopoczuciem, czego odmawiali jej rodzice. (...)</p></blockquote>
<hr />
<p style="text-align:left;">W dalszej części książki można sporo dowiedzieć się o np depresji i to całkiem sporo. O oszukiwaniu siebie, o spełnianiu oczekiwań rodziców, itd itp.</p>
<p style="text-align:left;">Oto spis treści z książki</p>
<p style="text-align:left;">Część I. DRAMAT UDANEGO DZIECKA - JAK STALIŚMY SIĘ PSYCHOTERAPEUTAMI</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:left;">Wszystko lepsze od prawdy<br />
Biedne bogate dziecko<br />
Utracony świat uczuć<br />
W poszukiwaniu prawdziwego Ja<br />
Sytuacja psychoterapeuty<br />
Złoty mózg</p>
<p style="text-align:left;">Część II. DEPRESJA I MANIA WIELKOŚCI - SKUTKI BOLESNEJ PRAWDY</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:left;">Losy dziecięcych potrzeb<br />
Zdrowy rozwój<br />
Zaburzenia<br />
Iluzja miłości<br />
Mania wielkości jako forma samookłamywania<br />
Depresja - rewers manii wielkości<br />
Depresyjne fazy w trakcie terapii<br />
Funkcja sygnalizacyjna<br />
"Zamazywanie prawdy"<br />
Emocjonalna "ciąża"<br />
Konfrontacja z rodzicami<br />
Wewnętrzne więzienie<br />
Społeczny aspekt depresji<br />
Legenda o Narcyzie</p>
<p style="text-align:left;">Część III. PIEKIELNE KOŁO POGARDY. UPOKORZENIE, POGARDZANIE SŁABOŚCIĄ I CO DALEJ?</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:left;">Przykłady z codziennego życia<br />
Pogarda w zwierciadle terapii<br />
Przymus powtarzania jako wyraz zaburzonej zdolności do pełnego wypowiadania się Ja<br />
Pogarda w perwersji i nerwicy natręctw<br />
"Zepsucie" młodego Hermanna Hessego jako forma realnego "zła", które doświadczał<br />
Pierwszy związek z matką jako matrycą relacji społecznych na resztę życia<br />
Samotność pogardzającego<br />
Wyzwolenie z pogardy</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://motyl.files.wordpress.com/2008/06/dramat_udanego_dziecka_1594634.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-240" src="http://motyl.wordpress.com/files/2008/06/dramat_udanego_dziecka_1594634.jpg" alt="" width="300" height="440" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polskie nastolatki wstydzą się swoich ciał]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=89</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 10:19:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.pl.wordpress.com/2008/03/06/polskie-nastolatki-wstydza-sie-swoich-cial/</guid>
<description><![CDATA[Z Dziennika:
Polskie nastolatki wstydzą się swoich ciał
Aż 30 procent polskich gimnazjalistek oc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <strong>Dziennika</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/babskiesprawy/article134638/Polskie_nastolatki_wstydza_sie_swoich_cial.html" title="Polskie nastolatki wstydzą się swoich ciał" rel="nofollow" target="_blank">Polskie nastolatki wstydzą się swoich ciał</a></strong></p>
<p>Aż 30 procent polskich gimnazjalistek ocenia się bardzo negatywnie. Młode dziewczyny nie akceptują swojego wyglądu i nie lubią siebie - alarmuje DZIENNIK. Jak wynika z najnowszego raportu Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Ponad połowa podejmuje desperackie próby przywrócenia dobrego wyglądu poprzez głodówki i drakońskie diety.</p>
<p>Polscy psychologowie na zlecenie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przebadali nastolatki w wieku od 15 do 17 lat z ponad 400 gimnazjów w całym kraju. Eksperyment przeprowadzono równolegle jeszcze w dziewięciu innych krajach świata. WHO chciała zbadać, w jakim stopniu nastolatki akceptują same siebie. Wyniki raportu są niepokojące.</p>
<p>Co piąta ankietowana dziewczyna przyznała, że nie akceptuje swojego wyglądu. Prawie każda chciałaby go zmienić. Natomiast ponad połowa była w trakcie intensywnego odchudzania, chociaż nie było ku temu żadnych medycznych wskazań. Efekt? U co dziesiątej badanej nastolatki psychologowie odkryli objawy bulimii lub anoreksji.</p>
<p>Dlaczego młode Polki aż tak bardzo źle się czują w swoim ciele? Pytani przez nas eksperci nie mają wątpliwości: to wina naszego wychowania.</p>
<p>W Polsce rodzice unikają mówienia dziewczynkom, że są piękne i podziwiane. Dlaczego? Według większości społeczeństwa dziewczynki mają być przede wszystkim skromne. Efekt jest taki, że rzadko która nastolatka potrafi samodzielnie i obiektywnie ocenić swoją atrakcyjność fizyczną.</p>
<p>"Jeśli rodzice nie mówią córkom, że kochają je takimi, jakie są, to dziewczyny szukają potwierdzenia swojej atrakcyjności poza domem. Zwykle oceniają je inne nastolatki, które są mało życzliwe i niedojrzałe" - ostrzega Anna Sasin, psycholog kobieca, członek jury reality show "Chcę być piękna”. Terapeutka dodaje, że skutek ten jest bardzo niebezpieczny, ponieważ dziewczyny w wieku 15-17 lat są bardzo podatne na opinie swoich rówieśników. Wszelkie uwagi i uszczypliwości przyjmują bezkrytycznie. "A powodów do szyderstw nie brakuje. Ciało nastolatek przechodzi w tym okresie spore przeobrażenia. Towarzysząca dojrzewaniu huśtawka hormonalna powoduje, że dziewczyny narażone są na spore wahnięcia wagi i zmiany proporcji ciała" - ostrzega Anna Sasin i dodaje, że bez pomocy życzliwej matki czy ojca krucha dziewczęca psychika siada.</p>
<p>Wtedy nastolatki sięgają po najbardziej drastyczne metody polepszenia wyglądu, czyli głodzą się. "Bulimia czy anoreksja to typowe reakcje nerwicowe. Głodząc się, dziewczynki wysyłają sygnał, że czują się osamotnione i odrzucone" - mówi dr Mariola Bieńko, socjolog obyczajów z Uniwersytetu Warszawskiego. Zwraca też uwagę, że kłopoty z samoakceptacją to głównie problem dziewcząt.</p>
<p>Według dr Bieńko chłopcy pomimo otyłości czy trądziku nie przejmują się tak bardzo reakcją otoczenia. "To również zasługa wychowania. W naszej kulturze utrzymuje się przekonanie, że mężczyzna powinien być bardzo pewny siebie. To, jak wygląda, ma drugorzędne znaczenie. Efekt jest taki, że każdy, nawet tylko trochę ładniejszy od diabła facet jest przekonany o swojej zniewalającej atrakcyjności" - kwituje z uśmiechem socjolog.<br />
Katarzyna Bartman</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wpływ mojego dzieciństwa, moje wychowanie. Jaki jestem?]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=186</link>
<pubDate>Sat, 23 Feb 2008 13:45:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/02/23/wplyw-mojego-dziecinstwa-moje-wychowanie-jaki-jestem/</guid>
<description><![CDATA[Pierwsze lata zaraz po urodzeniu są najważniejsze i oddziałują na resztę życia. Wtedy to kszta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsze lata zaraz po urodzeniu są najważniejsze i oddziałują na resztę życia. Wtedy to kształtuje się mapa naszej świadomości. Kiedy dziecko znajduje się w brzuchu, słyszy. Płód już słyszy podobno już od 20 tygodnia. Po więcej zajrzyj np <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&#38;w=72633066&#38;v=2&#38;s=0" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<p>Rozpoznaje kiedy Tatuś mówi do brzucha, jakaś muzyka leci na zewnątrz brzucha itd. Od wczesnych chwil masz ogromny wpływ na dziecko, masz wpływ na kształtowanie go. Czy wiemy dostatecznie dużo aby sprowadzić na świat dziecko, nie kalecząc go np psychicznie?</p>
<p>Następnym etapem jest wychowywanie. Prawda jest taka że każdy rodzic wychowuje po swojemu. Nie, rodzice nie są jednomyślni, nie są jednością. Tata i mama są różni i każdy ma swoje metody, mama jest taka a tata taki. (Trzeba tutaj nadmienić że są razem dlatego że jakieś części ich są podobne, bowiem ludzie są razem kiedy w jakiejś części są podobni) Prawdopodobnie uczą swoje dzieci tak jak ich uczono + to co dowiedzieli się za swego życia. Niestety wcale nie nauczyli się za dużo, nic się nie zmieniło.</p>
<p>Chciałbym jeszcze dodać że w związku dwóch ludzi, których nazywamy parą, małżeństwem, lub rodzicami, istnieje swego rodzaju podział. On lub ona jest tym kto rządzi, druga osoba jest "wykonawcą". Zawsze jedna osoba z rodziców dominuje co ma znaczący wpływ podczas dzieciństwa dziecka.</p>
<p><!--more--> Rodzice</p>
<p>Jedni są przesiąknięci aż do przesady STRACHEM, wszystko u nich opiera się na strachu, to definiuje ich całe życie, oczywiście wpływa również na wszystkich w swoim otoczeniu, nie mówiąc już o dzieciach.  Kiedy ludzie tacy mają dzieci, one uczą się tego, przyswajają sobie, i w końcu stają się tacy jak rodzice, którzy wiecznie mają strach w oczach.</p>
<p>Inna rodzina charakteryzuje się na przykład NARZEKANIEM. Nie trudno się domyślić jakie będzie dziecko, po takich rodzicach. O wiecznym narzekaniu mam ciekawy tekst.</p>
<blockquote><p><b>Wieczny malkontent</b><br />
Tekst Wojciech Widłak<br />
<a href="http://www.edziecko.pl/starsze_dziecko/1,79350,3509387.html" target="_blank">Źródło</a><br />
Z narzekaniem jest w naszej szerokości geograficznej jak z bólem gardła. Zdarza się często i mogą się za nim kryć rozmaite przyczyny.</p>
<p>Buty są za ciasne, krzesło niewygodne, książka nudna, a koleżanka głupia - chyba każdy z rodziców to kiedyś słyszał... Oczywiście każdy może mieć gorszy dzień. Możliwe też, że niezadowolenie jest uzasadnione. Ale co robić, jeśli dziecko narzeka i marudzi niemal bez przerwy? To zależy od prawdziwej przyczyny ciągłego niezadowolenia. - także w tym przypadku terapię powinna poprzedzać wnikliwa diagnoza.</p></blockquote>
<p><i>tą diagnozę powinni przeprowadzić rodzice, albo osoba odpowiedzialna za wychowywanie. Nieraz słyszę jak moja matka zwala całą winę za to jaka jest moja mała siostra. Tak, wbija jej do głowy, że jest winna tego jaka jest! Tak, to chore. Tak, dla niej to normalne, jak i dla innych... A prawda jest taka że matka sama ją taką wychowała, kto tu jest winny? Wszyscy tylko nie ja!</i></p>
<blockquote><p>Coś się kłóci z jego temperamentem.</p>
<p>Nieustannie poganiany, przymuszany do publicznych występów albo do udziału w konkursach flegmatyk, podobnie jak postawiony wobec konieczności ułożenia puzzli z 1500 elementów choleryk, zapewne będzie narzekać. I jeśli spróbujesz wejść w jego skórę, z pewnością zrozumiesz przyczyny niezadowolenia.</p></blockquote>
<p><i>pieprzeni ambitni rodzice! "Będziesz taka, jaka ja chcę!" - NIE! </i></p>
<blockquote><p>Sprawdź, czy na pewno dobrze znasz swoje dziecko - czy wiesz, jaki ma temperament, co lubi robić. Może dotychczas robiło to, co ty lubisz, bo nie chciało sprawiać ci przykrości? Teraz, w miarę rozwoju, jego osobowość staje się bardziej wyrazista i różnice między wami mogą bardziej wyjść na jaw. Spróbuj dostrzegać jego mocne strony i chwalić sukcesy. Nawet jeśli ty wolisz czytać książki, a twoje dziecko grać w piłkę, na pewno wiele się możecie od siebie nauczyć. No, a poza tym można przecież czasem poczytać książkę o grze w piłkę</p></blockquote>
<p><i>pewnie, tylko do kogo to dociera. Ludzie nie mogą pojąć że ktoś chce być wolny. Masz być pod skrzydełkami rodziców.</i></p>
<blockquote><p>Ktoś zaraża je pesymizmem</p>
<p>Dzieci są niezwykle bystrymi obserwatorami i słuchaczami. Chłoną rzeczywistość jak gąbka. Jeśli więc słyszą z naszych ust wieczne narzekania - na sąsiadkę, panią w urzędzie, politykę, brak pieniędzy, kierowców w korku itd. - trudno się dziwić, że same też zaczynają patrzeć na świat jak na miejsce wrogie, niebezpieczne i - ogólnie rzecz biorąc - nieprzyjemne. Zwracaj baczniejszą uwagę na to, co mówisz. Czy równie często wypowiadasz pochwały jak uwagi krytyczne? Czy mówisz o tym, co ci się spodobało, co sprawiło ci przyjemność, co cię zachwyca? Jak określasz swoich sąsiadów, krewnych, kolegów? Czy wspominasz o tym, co ci się udało - w pracy, w domu? Jak reagujesz na sukcesy, a jak na porażki innych, także dziecka? Czy dajesz wyraz swojej dumie z osiągnięć najbliższych? A może uważasz, że stać ich na więcej? Przejrzyj się w zachowaniu dziecka, jak w lustrze - być może znajdziesz powody jego niezadowolenia i... zmienisz się na lepsze?</p></blockquote>
<p><i>powyżej pisze, żeby zmienić siebie, a nie kogoś! Ale po co? Zróbmy sobie dziecko...</i></p>
<blockquote><p>Chce coś wymusić</p>
<p>Dzieci szybko odkrywają najskuteczniejsze sposoby uzyskania od nas tego, na czym im zależy. Dlatego dwulatek rzuca się w sklepie na ziemię, krzyczy i wali pięściami w podłogę. Siedmiolatek będzie ci wiercił dziurę w brzuchu w nadziei, że w końcu ulegniesz. Dla spokoju. Jeśli jednak wysuwa żądania, które kłócą się z twoimi zasadami lub zdrowym rozsądkiem (np. "Nie chcę tej wstrętnej kanapki, kup mi loda") - nie ulegaj! Twoja stanowczość wyjdzie na dobre i tobie, i dziecku (bo prędzej czy później zobaczy, że marudzenie to jednak nieskuteczna metoda, i jej zaniecha).</p></blockquote>
<p><i>czy znajdzie się ktoś kto ma tak silną wolę, matki <u>chyba</u> jej nie mają... </i></p>
<blockquote><p>Jest nadpobudliwe</p>
<p>Dla dziecka z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej, czyli ADHD, wiele codziennych czynności (mycie się czy kulturalne jedzenie), a także niecodziennych przyjemności (wyjazd na wakacje, wyprawa do zoo) to wręcz nadludzkie wyzwania. Dziecko może więc reagować niechęcią i marudzeniem. Jeśli narzekaniu towarzyszą objawy ADHD (nadmierna aktywność, trudności w skupieniu uwagi, impulsywność, brak zorganizowania), poradź się psychologa. I dziecku, i tobie pomoże zorganizowany tryb życia - przewidywalność wydarzeń i brak niespodzianek pozwolą wam ograniczyć liczbę bodźców, które wywołują niewspółmierne reakcje.</p>
<p>Nauczyło się "wyrażać uczucia" i teraz z tego korzysta.</p>
<p>Wielu rodziców nosi w pamięci zadrę z dzieciństwa, kiedy obowiązywały inne zasady wychowawcze, a oni musieli tłumić własną złość ("bądź grzeczną dziewczynką!") czy smutek ("nie bądź beksa!"). Teraz chcą ochronić przed tym swoje dzieci i uczą je pozostawania w zgodzie z samym sobą i wyrażania uczuć. A jednym z uczuć jest niezadowolenie. Pora na kolejną lekcję. Spróbuj przekazać dziecku prostą prawdę, że oprócz życia w zgodzie z samym sobą ważne jest życie w zgodzie z innymi. Narzekanie i nieustanne ujawnianie negatywnych opinii i emocji to skuteczny sposób na zrażenie do siebie otoczenia. A jego konsekwencją jest samotność. Ćwicz z dzieckiem mówienie rzeczy miłych i optymistycznych. Szukajcie razem pozytywnych stron - nawet gdy to jest trudne, np.: 'Mieliśmy iść na spacer, ale leje. To może wysypiemy z pudełka stare fotografie i założymy album. O tu, na pierwszej stronie, będzie babcia z kokardą'.</p></blockquote>
<p><i>łatwiej jest zyć w ignorancji, łatwiej jest iść po najmniejszej linii oporu. Po co mam trudzić się, myśleć nad tym co mówię do dziecka? Lepiej będzie jak go "spławię". </i></p>
<blockquote><p>Jest znużone.</p>
<p>Dziecko to też człowiek i kiedy jest zmęczone lub gorzej się czuje, mniej rzeczy je cieszy i trudniej mu dostrzegać jasne strony życia.</p>
<p>Powinien wystarczyć odpoczynek. Jeśli jednak dziecko nadal skarży się na zmęczenie, ból albo tego rodzaju skargi powtarzają się co jakiś czas, nie lekceważ ich. Dziecko może sygnalizować ci coś ważnego, np. symptomy choroby. Poradź się lekarza.</p>
<p>Choć często mogą ci się cisnąć na usta różne gorzkie słowa, pamiętaj, że są one nie tylko nieskuteczne, ale mogą jeszcze zaognić sprawę. Nie mów więc:</p>
<p>Matko, jaki z ciebie maruda!</p>
<p>Doprowadzasz mnie do szału!</p>
<p>Jesteś taki sam jak twój ojciec (twoja matka)!</p>
<p>Przestań wreszcie kwękać!</p></blockquote>
<p><i>Przecież uwielbiamy dolewać oliwy do ognia. To ja się liczę, a nie dzieciak, a raczej bachor....</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wychowywanie dzieci]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Sat, 02 Feb 2008 20:13:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/02/02/wychowywanie-dzieci/</guid>
<description><![CDATA[W kwestii odpowiedzialności wychowywania dzieci.

Mój komentarz:

Mam wrażenie że ludzie po pros]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W kwestii odpowiedzialności wychowywania dzieci.</p>
<p align="center"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/7WW8vWeP-Vo'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/7WW8vWeP-Vo&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Mój komentarz:</p>
<p><!--more--></p>
<p>Mam wrażenie że ludzie po prostu CHCĄ dziecka. Inny sposób w jaki ludzie przychodzą na ten świat to "przypadek" albo tzw wpadka. Trzeci sposób ten bardziej świadomy i odpowiedzialny stanowi nikły procent, takie jest moje zdanie.<br />
To chcenie nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością. Dziecko uczy się od swoich rodziców. Rodzice nie wiedzą jak "wyglądają" z "boku". Nikt nie ma dostatecznie dobrego obrazu siebie samego, dlatego bardzo ciężko o swoją ocenę, tego kim i czym jesteśmy.</p>
<p>Kiedy jednak mamy swój obraz i swoje zdanie o samym sobie jest ono zlepkiem "dziwnych" informacji, jeśli źródłem tego są inne osoby wiemy lepiej o sobie, kiedy źródłem jesteśmy my sami jest to najczęściej nie prawda, jakiś wyimaginowany obraz siebie samego jaki przyjmujemy do wiadomości "akceptowalny".</p>
<p>Wszelkie niewygodne dla nas fakty, wytykane przez innych bardzo ciężko nam zaakceptować, jednak to podstawa aby przyjąć to do siebie i w oparciu o te informacje pracować nad sobą. To dlatego praca nad sobą (w oparciu o odpowiednią wiedzę) jest ciężka i bolesna (dla naszego ego). Często wydaje się że praca nad sobą to całkiem coś innego niż coś bolesnego, albo to coś co nie wiąże się z naszym ego, to wszystko prowadzi do nikąd, drogi są zgubne.</p>
<p>Praca nad sobą obejmuje nasze ego, naszą "osobowość", to wszystko to, czym i kim jesteśmy. A czym jesteśmy? Jesteśmy jakimś zlepkiem takich różnych dziwnych "rzeczy" które nas ukształtowały. Wyobraź sobie mała kuleczkę plasteliny (narodziny) teraz dołóż do tego inny kolor plasteliny i połącz. Na przestrzeni czasu doklejaliśmy tak niezliczoną ilość razy. Kiedy wiek nazywa się 'jesteśmy dorośli' jest jakaś masa która nazywa się dorosły człowiek.</p>
<p>Praca nad sobą to proces kiedy to wszystko musi się stopić i utworzyć jednorodną, stabilną masę, czyli prawdziwego nie ugiętego człowieka, któremu nie straszne przeciwności życia i losu. Aby jednak to mogło się stać, musisz to wszystko sam zrobić. Na początku jest obserwacja, zarówna siebie samego jak i otoczenia w którym żyjemy. Kiedy dostrzegasz poszczególne "części" siebie, rozpoznajesz je, zaczynasz rozumieć jak działają. To jak lekcje które powolutku odrabiamy, fajne jest to że sami decydujemy o wszystkim. Wszystko w swoim tempie.</p>
<p>Przykładowo emocje, na początku uświadamiasz sobie że jesteś nerwowy. Widzisz innych ludzi i uświadamiasz sobie że jesteś bardzo nerwowy, później dochodzisz do wniosku że jesteś człowiekiem emocjonalnym. Ponieważ w głównej mierze twoje emocje reagują jako pierwsze i najczęściej. Wybuchają jak wulkany, albo zamykają się w sobie tak głęboko że nikt nie jest w stanie do nich dotrzeć prócz siebie samego.</p>
<p>Celem twoim może być opanowanie emocji, jednak może się okazać że sprawa jest trudniejsza niż się wydawało. Z obserwacji wychodzi na to że np jesteś człowiekiem ambitnym, kimś kto chce być najlepszy i pierwszy we wszelkich sprawach, więc kiedy nie osiągasz celu denerwujesz się. Domyślasz się że tu sprawa jest charakteru. Zagłębiając się jeszcze bardziej w otchłanie siebie odkrywasz że kluczowa sprawą jest wychowanie twoich rodziców. To jak ukształtowały się nasze mózgi, nasze ja, nasza świadomość.</p>
<p>Powstaliśmy z rodziców, dostrzegasz podobne albo wręcz takie same u siebie, ojca i matki. "To" mam od matki, zachowuje się tak samo jak ona, a "to" z klei od taty, mam "to" od niego. I tak dalej...<br />
Jesteśmy więc u początku, kluczowe i najważniejsze jest wychowanie dziecka, bardzo ważne jest to i zaważa na całym jego życiu. Jasne powinno być także i to że jeśli chcemy aby dziecko było jak najbardziej świadome i jak najlepiej wychowane musimy popracować nad sobą, abyśmy my mieli doświadczenie i mogli dać przykład jako nauczyciele.</p>
<p>Skoro jednak jesteśmy przy temacie pracy nad sobą, kluczowe są: obserwacja, wiedza, inni ludzie.<br />
Obserwacji dokonujemy sami, wiedza pochodzi zewsząd od <a href="http://motyl.wordpress.com/ksiazki/">książek</a> po ludzi, z kolei inni ludzie powiedzą nam czy naprawdę uczyniliśmy jakiś postęp czy tylko się oszukujemy, jak lustro w którym możemy się przeglądać. Praca nad sobą posiada dużo innych aspektów korzystnych dla siebie. Możliwość dostrzegania dużo więcej od kogoś kto się tym nie zajmuje i nie chce, np dostrzegasz w czym żyjesz, jak inni żyją, w czym tkwią, jakie błędy notorycznie popełniają i jak to się odbija na innych, i wiele wiele więcej.</p>
<p>Kluczowe jednak może się okazać brak odpowiedniej wiedzy, dlatego rekomenduje książki w dziale "książki" na swoim blogu.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
