<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wschod &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wschod/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wschod"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 13:30:58 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[17. Wschody]]></title>
<link>http://yahl.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Thu, 14 Aug 2008 22:44:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>YHL</dc:creator>
<guid>http://yahl.pl.wordpress.com/2008/08/15/17-wschody/</guid>
<description><![CDATA[Słońce budziło mnie
swoimi promieniami
powoli otwierało mi oczy
Gdy podnosiłem powieki
widział]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Słońce budziło mnie<br />
swoimi promieniami<br />
powoli otwierało mi oczy</p>
<p>Gdy podnosiłem powieki<br />
widziałem w całej okazałości<br />
jego piękno<br />
otoczone chmurami<br />
tonącymi w złocistym blasku<br />
na nieskończenie spalonym niebie<br />
pośród tęczy barw</p>
<p>Rozmawialiśmy<br />
twarzą w twarz<br />
wiele razy<br />
szczerze<br />
bez sekretów</p>
<p>Ono poznało moje marzenia<br />
moje myśli<br />
lęki</p>
<p>Ja czułem je przy sobie<br />
było blisko<br />
na wyciągnięcie ręki<br />
mogłem powiedzieć mu o wszystkim<br />
Zawsze mi pomagało<br />
Przepełniało mnie spokojem</p>
<p>Ufałem mu<br />
Nie bałem się<br />
Było jak oddany przyjaciel<br />
który zniknął na długi czas<br />
a teraz się odnalazł</p>
<p>Zwierzałem mu się bez końca<br />
nigdy mi nie przerywało<br />
zawsze mi odpowiadało</p>
<p>"Dlaczego tak się stało? Co zrobiłem źle? On jest dla mnie taki ważny."<br />
Odpowiedź spłynęła na mnie<br />
z jego promieniami<br />
Byłem uspokojony<br />
i zasnąłem w szczęściu</p>
<p>Myślałem o was<br />
o tych, których kochałem<br />
o tych, którzy mnie kochali<br />
o tych, którzy mnie olali<br />
o tych, którzy mnie zranili<br />
o tych, których nie dane było mi poznać</p>
<p>Myślałem o tym<br />
co się stało<br />
co się stanie<br />
co się zmieni<br />
co zrujnowałem<br />
co boli<br />
co dawało mi szczęście</p>
<p>Czasami chciałem płakać<br />
ale ono mnie pocieszało<br />
pomagało myśleć lepiej<br />
i spałem dalej<br />
by obudzić się<br />
i tęsknić nadal tak samo<br />
jak przed snem</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wilno]]></title>
<link>http://radeko.wordpress.com/?p=146</link>
<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 19:15:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Radek Oryszczyszyn</dc:creator>
<guid>http://radeko.pl.wordpress.com/2008/06/21/wilno/</guid>
<description><![CDATA[Litwini pogańskie święta obchodzą z należnym tym świętom szacunkiem. Więc Noc Świętojańsk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Litwini pogańskie święta obchodzą z należnym tym świętom szacunkiem. Więc Noc Świętojańska w stolicy najbardziej pogańskiego kraju w Europie. Pierwszy dzień lata w mieście najdroższych butików, bezprzewodowego internetu, dobrze ubranej młodzieży i świetnych samochodów. Siedząc przy barze pizzerii Pica, gdzie menu ma się w trzech językach, a obsługa zna przynajmniej cztery, gdzie bezprzewodowy internet jest oczywistością, a do wileńskiego rynku jest dosłownie kilkanaście metrów, patrzę na ludzi zgromadzonych przed ciekłokrystalicznym ekranem telewizora, z napięciem obserwujących ćwierćfinałowy meczy mistrzostw Europy pomiędzy Rosją a Holandią. Zastanawiam się, kiedy szybciej biją im serca: czy wtedy, gdy van Nistelroy wpada na pole karne i Wielka Litwa przytula się do Zjednoczonej Europy, czy też wtedy, gdy przy piłce są Rosjanie, a wiodący rytmem staje się wschodnioeuropejska tożsamość. Owa kłopotliwość, wspólna  całej środkowowschodniej Europie, w Wilnie jest aż nad wyraz dokuczliwa. Stojąc jedną nogą tu, a drugą tam, w rzeczywistości nie jesteśmy nigdzie, nie ma nas.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O zjawiskach na wysokosci poziomu horyzontalnego.]]></title>
<link>http://photokami.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Sat, 17 May 2008 16:42:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>kamilsien</dc:creator>
<guid>http://photokami.pl.wordpress.com/2008/05/17/o-zjawiskach-na-wysokosci-poziomu-horyzontalnego/</guid>
<description><![CDATA[Wybralismy sie na nocke filmowa do Multikina. Dodam, ze bedzie to nasza ostatnia nocka filmowa w Mul]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wybralismy sie na nocke filmowa do Multikina. Dodam, ze bedzie to nasza ostatnia nocka filmowa w Multikinie.</p>
<p>Powod? Masakryczne towarzystwo. Nie wiem, moze ja juz jestem innej daty, ale naprawde nie widze sensu w umawianiu sie na noc filmowa, za ktora zaplacimy 13 zl od duszy, tylko po to, zeby upic sie przed seansem i rzucac idiotyczne komentarze w eter. </p>
<p>I jak tu nie byc aspolecznym? Sama lubie uprzykrzac zycie innym, ale wszystko ma pewne granice. Nie przepadam za towarzystwem abderytow.</p>
<p>Ba, juz nawet moj ortodoksyjny Jedyny, podczas jednoznacznych scen w Tajemnicach Brokeback, mruknal tylko, iz odechcialo mu sie jesc. Nie krzyczal na pol sali: "O pedaly, wreszcie jakas akcja!".</p>
<p>Na szczescie wracalismy malo uczeszczana sciezka. W towarzystwie Jedynego, nie wazne jakby nie marudzil, czuje sie najlepiej. A jakie mielismy widoki - wschod nad stocznia gdanska, z wysokosci Cyganskiej Gorki, ech.</p>
<p>Trzeba przyznac, ze najbardziej imponujacy widok, zwiazany ze schodzeniem Slonca w poziom horyzontalny, zawdzieczam Jedynemu. To on namowil mnie na ten, kompletnie poroniony, pomysl wejscia na space shot'a w Wiedniu. Grawitacja sciskala mi kiszki, oczy wychodzily z orbit, krzyczalam w nieboglosy, gdy spadalismy w dol, ale to wszystko bylo warte tego zachodu slonca nad Alpami. Najcudowniejszy widok mojego zycia.</p>
<p>No, i mimo dzialan grawitacji - bawilam sie swietnie.</p>
<p>Dzis byl naj, naj wschod.</p>
<p>Dziekuje,</p>
<p>Kami</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Światło ze Wschodu]]></title>
<link>http://szubrycht.wordpress.com/?p=24</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 08:56:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>szubrycht</dc:creator>
<guid>http://szubrycht.pl.wordpress.com/2008/04/28/swiatlo-ze-wschodu/</guid>
<description><![CDATA[Drogie Fraglesy, tu Wuj Matt w Podróży… Siedzę w Londynie, ale myślami błądzę gdzieś po Ws]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Drogie Fraglesy, tu <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=1iCzb2NrwRU">Wuj Matt w Podróży</a>… Siedzę w Londynie, ale myślami błądzę gdzieś po Wschodzie, im dalej tym lepiej. Może to przez książki, które wziąłem z sobą i czytuję do poduchy („Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego i „Odyseja” – nie Kapuścińskiego), a może przez tajskie żarcie, 5.50 funta za opcję „all you can eat”, a ja mogę dużo, bardzo dużo. :-) Chociaż kiedy odkryłem żeberka na Poland Street (nazwy przybytku nie pamiętam, ale na wystawie świeci neonowa świnka, trudno nie zauważyć), zapomniałem o Tajach. Tak dobrych żeberek w życiu nie jadłem! </p>
<p>No, ale ja tu o jedzeniu, a o muzyce miało być. Zamiast w sklepach płytowych Soho i Camden pławić się w taniej i niedostępnej w Polsce klasyce, zamiast cieszyć się z naprawdę nowych nowości, ja jak głupi całe godziny spędzam przy półkach z muzyką świata, folkiem i tym podobnymi wynalazkami. I jestem bardzo monotematyczny – kierunek Azja! Zaczęło się od kilku płyt z tradycyjnymi pieśniami z Tuwy. To była republika radziecka, dziś część federacji rosyjskiej, składająca się głównie ze stepu i gór. Tuwa jest najdalej na południe wysuniętą częścią Syberii, graniczy z Mongolią. Tuwiańscy tubylcy wymyślili przed wiekami specyficzny rodzaj śpiewu, zwany höömej. Zresztą, wariantów pisowni tyle, ile publikacji, a wątpię czy kiedykolwiek pochyliła się nad tym problemem Rada Języka Polskiego, bezpieczniej więc będzie używać rodzimego terminu śpiew alikwotowy. Krótko mówiąc, chodzi o to, że ci ludzie potrafią wydać z gardła nawet do 6 (!!!) dźwięków równocześnie – od graniczącego z infradźwiękami buczenia po niepokojący gwizd. Śpiewają też, a jakże, choć europejskie ucho musi się przez jakiś czas do tego przyzwyczajać. Ja w każdym razie jestem w muzyce tuwiańskiej zakochany, a od niedawna jestem szczęśliwym posiadaczem kilku płyt ze śpiewem alikwotowym w wersji hardcore. Bo, niestety, od kiedy co wybitniejsi przedstawiciele gatunku - np. <a href="http://www.myspace.com/huunhuur2">Huun-Huur-Tu</a> - zaczęli robić karierę (umiarkowaną, ale jednak) na Zachodzie, namnożyło się płyt z höömej w wersji light. A to w rytmie techno, a to… po angielsku. Fuj.</p>
<p>Jeszcze bardziej cieszy mnie płyta „Alive” niejakiej <a href="http://www.myspace.com/dingdingsa">Sa DingDing</a>. Tytuł angielskojęzyczny, ale urocza Sa śpiewa po chińsku, w sanskrycie, po tybetańsku i w języku przez siebie wymyślonym. Tak przynajmniej stoi we wkładce, dla mnie to bez różnicy. Najważniejsze, że śpiewa pięknie, brzmi to bardzo egzotycznie, bardzo… chińsko po prostu. Żeby jednak nie odstraszyć publiczności z innych zakątków świata, te jej bliskie ultradźwiękom popisy, wywodzące się w prostej linii z tradycyjnych pieśni Państwa Środka, z tamtejszej opery, rzucone zostały na tło całkiem współczesnych (no, może już odrobinę nieaktualnych, bo mocno triphopowych) bitów, takiej miłej dla ucha, niezobowiązującej, nieco rozleniwionej elektroniki. Wiem, kilka sekund temu, krzywiłem się na podobny gwałt na muzyce z Tuwy. Wiem, nie jestem konsekwentny. No, ale moja rozkosznie subiektywna ocena zależy po prostu od wyników eksperymentu. Próby pożenienia höömej z muzyką Zachodu mi się nie podobają, a płyta Sa DingDing podoba mi się bardzo, udało im się to zrobić naprawdę dobrze. Tak, jak kiedyś <a href="http://www.myspace.com/michaelbrook">Michaelowi Brookowi</a> udało się przybliżyć nam śpiew <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=lU9-TIa4nAQ">Nusrat Fateh Ali Khana</a> (jego też dużo słucham w Londynie, ale to żadne odkrycie, w ogóle często go słucham). Tu w Anglii album Sa DingDing dostać nietrudno, wydaje go Universal. Czy polski oddział też się na to zdecyduje, jeszcze nie wiadomo. Szkoda byłoby, gdyby odpuścili, bo teraz, przed olimpiadą, Sa ma szansę wzbudzić zainteresowanie również nad Wisłą. Choć zupełnie niepodobna jest ani do Feel, ani do Bajmu. O Jezu, jaka ona niepodobna!!! :-)</p>
<p>Tak, wiem, zachwycanie się artystką z Chin może być odczytane jako akt politycznej niepoprawności i bezdusznego wsparcia dla ludobójstwa w Tybecie. Ale choć współczuję z serca Tybetańczykom i w ogóle wszystkim ludziom na świecie, którym dzieje się źle, uważam przedolimpijskie protesty za zawracanie głowy. Przede wszystkim dlatego, że Chiny to zupełnie inne cywilizacja, inna historia, religia, kultura, postrzeganie świata – i ocenianie ich z naszej perspektywy, bez próby poznania i zrozumienia, to kolejna, łagodna odsłona tej samej arogancji białego człowieka, przez którą mamy mniej lub bardziej przesrane u niemal wszystkich przedstawicieli innych ras. I choć żaden ze mnie znawca spraw międzynarodowych, a już Chin osobliwie, tak sobie myślę, że spektakularne próby zgaszenia znicza czy jakieś odsyłanie koszulek to tylko puste gesty, nie zmienią nic w Tybecie. Że więcej zdziałalibyśmy kupując płyty Sa DingDing oraz jej koleżanek i kolegów. Bo jeśli otworzymy się na Chiny, oni będą musieli otworzyć się na nas. I tak, drogą osmozy, prędzej czy później przekażemy im również te wartości, z których tak jesteśmy dumni. Wtedy Chiny będą bardziej cywilizowane, bardziej przyjazne dla swoich obywateli, ale zarazem… mniej chińskie. No, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Seks, impotencja i wolność]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=493</link>
<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 20:04:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/04/14/seks-impotencja-i-wolnosc/</guid>
<description><![CDATA[
Pytanie: Za każdym razem gdy kocham się z kobietą, pojawia się u mnie dziwny lęk przed impoten]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/ecstasmedrean.jpg" alt="" /></p>
<p><strong>Pytanie:</strong><em> Za każdym razem gdy kocham się z kobietą, pojawia się u mnie dziwny lęk przed impotencją.<br />
</em><br />
Zachodnie podejście polega na tym, by załatwiać sprawy, musieć coś zrobić !<br />
Ale jest kilka rzeczy, których nie można tak po prostu załatwić...<br />
Wtedy Zachód się <strong>wścieka</strong>! Na przykład sen i seks.<br />
Oto rzeczy, których nie możesz po prostu zrobić, toteż ludzie Zachodu bardzo cierpią z powodu zaburzeń snu, braku snu, a także z powodu spraw seksu.</p>
<p>Każdy martwi się, czy aby doświadcza tego w sposób prawidłowy.<br />
Orgazm jest nieosiągalny albo jest zaledwie odczuwany w jednym miejscu, albo jest za słaby, albo jest jedynie częściowy. Sen także nie jest dobry. Za dużo się śni.<br />
Bywa często, że ktoś się obudzi w nocy i musi czekać całymi godzinami, aby sen znów nadszedł.<br />
Ludzie próbują wielu sposobów, aby przywrócić sen: tabletek uspokajających, różnych sztuczek, mantr lub medytacji transcendentalnej.<br />
Podobnie martwią się o seks.<br />
A to zamartwianie się oraz <strong>wysiłki stanowią problem sam w sobie</strong>.<br />
Seks nam się zdarza; to nie jest coś, co musisz robić.<br />
Toteż powinieneś nauczyć się wschodniego rozumienia seksu, podejścia tantrycznego.</p>
<p>Podejście tantryczne polega na tym, że kochasz swojego partnera.<br />
Nie musisz niczego planować, układać w głowie scenariuszy.<br />
Nie musisz robić niczego szczególnego: bądź kochający i dostępny.<br />
Bawcie się swoją energią.</p>
<p>A kiedy zaczynacie się kochać, nie ma potrzeby starać się osiągnąć jak najwięcej. Bowiem wtedy będziesz udawał, tak zresztą jak i ta druga osoba. Ona będzie udawać wspaniałą kochankę, a ty wspaniałego kochanka... i oboje będziecie niezaspokojeni!<br />
Nie ma potrzeby niczego udawać.</p>
<p>To jest jak modlitwa bez słów. Kochać się - to jak medytować.<br />
Jest to coś świętego, najświętszego ze świętych. Toteż gdy kochasz kobietę, bądź bardzo powolny... rozsmakuj się, uchwyć każdy zapach. Bardzo powoli: nie ma pośpiechu, nie ma potrzeby się śpieszyć; czasu jest pod dostatkiem.<br />
I kiedy kochasz, zapomnij o orgazmie. Raczej czuj, że przy kobiecie następuje całkowite odprężenie, że rozluźniacie się w sobie nawzajem.<br />
Zachodni umysł nieprzerwanie myśli o orgazmie: czy nadchodzi, jak uczynić go szybkim i wspaniałym, i temu podobne.<br />
Takie myślenie nie pozwala przepływać energii ciała. Nie pozwala na to, by ciało odnalazło najlepszy dla siebie sposób; umysł wciąż się wtrąca...</p>
<p>Odpręż się przy drugiej osobie.<br />
Jeśli nic się nie zdarzy, znaczy, że nie ma potrzeby, aby się zdarzyło.<br />
Jeśli nic się nie zdarzy, jest to właśnie to, co miało się zdarzyć... i także jest to piękne! Orgazm nie jest czymś, co musi się pojawiać codziennie.<br />
Seks powinien być po prostu przebywaniem razem, stapianiem się ze sobą. Wtedy można kochać się przez pół godziny, godzinę, po prostu nawzajem się odprężając. Tak osiąga się stan całkowitego odrzucenia umysłu, bo nie jest on potrzebny.</p>
<p>Miłość to jedyne zjawisko, do którego nie jest potrzebny umysł.<br />
Tu właśnie Zachód robi błąd: <strong>używa umysłu - nawet w tym przypadku</strong>!</p>
<p>Rozluźnijcie się więc przy sobie i zapomnijcie o umyśle.<br />
Napawajcie się pełnią obecności drugiej osoby, waszym spotkaniem i zatraćcie się w tym. Niech to niczemu nie służy, bo nie ma niczemu służyć. Jednego dnia odczujecie spokojną satysfakcję; nie będzie fajerwerków. Jedynie pełna relaksacja, która daje maksimum odczuć, bo ma przecież swoją własną głębię. Innego dnia ciało osiągnie pełnię orgazmu, ale także i to przyjdzie samo z siebie; ty po prostu tam będziesz.</p>
<p>Czasem będzie to spokojna przyjemność, czasem pełnia orgazmu... to pewien rytm.<br />
Nie możesz osiągać pełni codziennie. Jeśli tak by było, twoja pełnia stałaby się niewielka. Musisz dochodzić do swoich pełni przez takie dni, kiedy odczuwasz jedynie satysfakcję. Pół na pół. Czasem będzie to spokojna satysfakcja. Zagubisz się w jej ciemności, ukojeniu i ciszy.<br />
I tak właśnie zapracujesz na odczucie pełni.<br />
Któregoś dnia energie są gotowe i to właśnie one podążają ku osiągnięciu pełni. To nie tyje tam zabierasz. Jakże byłbyś w stanie to zrobić? Kimże jesteś, aby umieć to zrobić?</p>
<p>W stanie spokojnej satysfakcji gromadzi się energia; z niej właśnie rodzi się pełnia odczuwania. Wtedy następuje wspaniały orgazm; cała twoja istota przesycona jest poczuciem przyjemności.</p>
<p>W stanie odczuwania pełni będzie ci towarzyszyć przyjemność, w stanie odczuwania satysfakcji - spokój. Oba te odczucia są piękne.<br />
W końcu spokój jest bardziej potrzebny niż przyjemność, gdyż przyjemność jest chwilowa: nie możesz stać na szczycie dłużej niż przez chwilę.<br />
Szczyt oznacza, że jest to coś bardzo małego; jak wierzchołek piramidy. Nie możesz pozostać na nim zbyt długo, jedynie przez chwilę.<br />
Ale możesz długo trwać w stanie spokojnego zadowolenia. Obie sytuacje coś dają; obiema można się cieszyć. Obie mają duże znaczenie i pomagają ci się rozwijać.</p>
<p>Tantra głosi, że odczuwanie spokojnej przyjemności jest doskonalsze niż szczytowanie. Pełen orgazm jest niedojrzały, spokojna przyjemność zawiera w sobie wielką dojrzałość. Szczyt orgazmu to podekscytowanie: jest gorączkowy, pełen pasji.<br />
Zachwyca, lecz ten zachwyt jest męczący. Spokojna przyjemność nie zachwyca, ale ma w sobie ciszę, dzięki czemu jest cenniejsza, wywiera większy wpływ. Pozostanie w tobie przez cały dzień. Jeśli już raz tam byłeś, będzie ci towarzyszyć.<br />
Pełnia ulegnie zapomnieniu, będziesz wyczerpany, zaśniesz. Spokojna przyjemność będzie trwać. Przez wiele dni będziesz odczuwać jej efekty.</p>
<p>Poczujesz się zrelaksowany, scalony w jedność.</p>
<p>Oba odczucia są dobre, ale nie można ich na życzenie wywołać. Można im tylko ulec. Toteż miłość jest takim rodzajem relaksacji, w którym należy zgodzić się na wszystko.</p>
<p><em>Osho, Równowaga ciała i umysłu</em></p>
<p><b>Powiązane posty</b></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/stres-i-napiecie-poczatek-choroby/">Stres i napięcie = początek choroby ! </a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/02/03/grzeszne-cialo/">Grzeszne ciało?</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/22/kobieta-bez-winy-i-wstydu/">Kobieta bez winy i wstydu</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/29/zycie-w-harmonii-receptura-wg-lazariewa/">Życie w harmonii</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/01/30/integracja-oddechem-uwolnienie-od-tlumienia/">Integracja oddechem, uwolnienie stłumionych emocji</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/01/31/tajemnica-twojego-ciala/">Tajemnica Twego ciała</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/01/04/seks-demon-z-piekla-rodem/">Seks - demon z piekła rodem</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/07/zaslugujesz-na-milosc-i-przyjemnosc-w-zyciu/">Zasługujesz na miłość i przyjemność!</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Podróż na Wschód]]></title>
<link>http://radeko.wordpress.com/?p=97</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 00:28:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Radek Oryszczyszyn</dc:creator>
<guid>http://radeko.pl.wordpress.com/2008/03/06/podroz-na-wschod/</guid>
<description><![CDATA[
W końcu znalazł się bohater, któremu mogę dedykować spontaniczne samochodowe szwędactwa, tak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div>
<p style="text-align:justify;">W końcu znalazł się bohater, któremu mogę dedykować spontaniczne samochodowe szwędactwa, takie na przykład, jak to wczorajsze. To dziwne, że w pewnym momencie powraca młodzieżowy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hermann_Hesse">Hesse</a>. I <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Arthur_Rimbaud">Artur Rimbaud</a>, który przecież też w wieku dwudziestu kilku lat rzucił wiersze, aby w Afryce handlować bronią i niewolnikami. Rimbaud, który był jedynym przybyłym do mnie duchem lutowego <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sweatlodge">sweat-lodge</a>. I to, że wszędzie, w muzyce, książkach, ludziach, węszę ucieczkę od światów zapośredniczonych, światów "na pół gwizdka", światów, w których rozum i emocje nie współpracują, warcząc na siebie nawzajem.</p>
</div>
<div>
<p style="text-align:justify;">Patronem tych szwędactw jest oczywiście <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Christopher_McCandless">Chris McCandless</a>. Nie sposób o nim nie pomyśleć, wyjeżdżając z ośnieżonego miasta, w śnieżycy, przemierzając ostatnie rondo, wjeżdżając do lasu, przeszukując plejlistę odtwarzacza w poszukiwaniu najbardziej odpowiedniej muzyki.</p>
</div>
<div>
<p style="text-align:justify;">Dzisiaj pojechałem naprawdę na Wschód.  Przez  <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojszki_(powiat_bia%C5%82ostocki)">Wojszki</a>, gdzie  prawie zawsze nad szosą widzę przelatującego  kruka, most na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Narew">Narwi</a>, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bielsk_Podlaski">Bielsk Podlaski</a>. Stamtąd w lewo, prosto do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Orla_%28wojew%C3%B3dztwo_podlaskie%29">Orli</a>, która jest wyjątkowo milczącą i zawstydzoną niepamięcią o tamtejszych Żydach miejscowością. Nad Orlą góruje piękna, monumentalna <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Synagoga_w_Orli">synagoga</a>, której nie widać, choć jest największa. Jadę dalej na wschód: <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dubicze_Cerkiewne">Dubicze Cerkiewne</a> z szyldami pisanymi cyrylicą, potem drogę przecina nowoczesny szynobus, gdy zbliżam się do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Werstok">Werstoka</a>. Od <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojn%C3%B3wka_%28wojew%C3%B3dztwo_podlaskie%29">Wojnówki</a> jadę szutrem, bardzo blisko granicy. <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Policzna_%28wojew%C3%B3dztwo_podlaskie%29">Policzna</a>, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kuraszewo_%28gmina_Kleszczele%29">Kuraszewo</a>, w końcu docieram do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kleszczele">Kleszczeli</a>. Robi się ciemno, więc wracam przez Bielsk do miasta.</p>
</div>
<div>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem tego jeszcze na pewno, ale może o to chodzi, w tym tkwi tajemnica i dramat McCandlessa, że on nie wrócił. Bo w tej krótkiej, bezcelowej wycieczce sensowna była ucieczka i powrót. Były klamrami spinającymi tę podróż i ten rozbity, niepokojący i drażniący dzień.</p>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zawsze będziemy mieli nasz Lublin]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/19/zawsze-bedziemy-mieli-lublin/</link>
<pubDate>Sat, 19 Jan 2008 20:54:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/01/19/zawsze-bedziemy-mieli-lublin/</guid>
<description><![CDATA[Ciemność zapada, net pada. Kot się niepokoi, świeczki się zapala. Tak to jest w dzikich miastac]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ciemność zapada, net pada. Kot się niepokoi, świeczki się zapala. Tak to jest w dzikich miastach wschodnich, jako rzecze znajomy z drugiej części kraju. Może tak, może to dzikość tej ziemi powoduje spięcia elektryczne i mój nerwowy, zawsze opanowany spokój. Niepokoje, niepokoje. Koję czekoladą, magiczną podróżą na Syberię i znajomymi słowami dolatującymi z niedaleka: <em>hello Ilsa, hello Rick</em>.</p>
<p>Szukam w sobie dzikości, jestem w końcu z tej ziemi, tu <strong>Wschód</strong>. Czerwone iskry sypiące się z włosów i krwawe rozcięcie na ręce (wieczorna walka o śmierć i życie z tygrysem-dachowcem) o niczym raczej nie świadczą. Trzeba szukać głębiej, mocniej. Te różnice przechodzą przez domy, pamięci, przez serca.</p>
<p>Dziki Wschód, mgły i niedźwiedzie kosmate. Na drogi naprowadzają tutaj bębny, pieją też blaszane koguty (ale nie takie koguty jak w moich snach), a szczekanie psów podmiejskich uśmierza poczucie samotności. Do tego zwierzyńca dołączają jeszcze kozy objadające się winogronami i to jest moja mała ojczyzna.</p>
<p>Wschodnia mentalność, ze zdziwieniem odkrywam, że w Polsce jest to pojęcie pejoratywne. Wschód głosuje konserwatywnie, wschód lepiej pisze testy humanistyczne, a gorzej przyrodniczo-matematyczne. Nikt się tu nie spieszy, praca z wolna się toczy, notki na blogi kleci się całymi wieczorami. Tu jest pewność, tu jest spokój. Bo po co robić - kiedy się człowiek spieszy diabeł się cieszy! Spokój, pewność - mimo i wbrew - to może być dla niektórych dzikie.</p>
<p>Nie umiem pozbyć się tego uczucia, kiedy przejeżdżam z zachodniego brzegu Wisły na ten wschodni, na <strong>swój</strong>. Nie tylko nie umiem - nie chcę. To są moje strony, strony mojego serca.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zimowym rankiem]]></title>
<link>http://marcinp.wordpress.com/2007/12/22/zimowym-rankiem/</link>
<pubDate>Sat, 22 Dec 2007 13:28:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Marcin P.</dc:creator>
<guid>http://marcinp.pl.wordpress.com/2007/12/22/zimowym-rankiem/</guid>
<description><![CDATA[Jako, że zmuszony byłem przerwać swój błogi sen przed 6.oo rano, skorzystałem z okazji uchwyce]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jako, że zmuszony byłem przerwać swój błogi sen przed 6.oo rano, skorzystałem z okazji uchwycenia barw wschodzącego (dopiero!) słońca.</p>
<p ALIGN="center"><a TITLE="ws01.jpg" HREF="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws01.jpg"><img ALT="ws01.jpg" SRC="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws01.thumbnail.jpg" /></a> <a TITLE="ws02.jpg" HREF="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws02.jpg"><img ALT="ws02.jpg" SRC="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws02.thumbnail.jpg" /></a></p>
<p ALIGN="center"><a TITLE="ws03.jpg" HREF="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws03.jpg"><img ALT="ws03.jpg" SRC="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws03.thumbnail.jpg" /> </a><a TITLE="ws04.jpg" HREF="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws04.jpg"><img ALT="ws04.jpg" SRC="http://marcinp.wordpress.com/files/2007/12/ws04.thumbnail.jpg" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Norman Davies "Europa między Wschodem a Zachodem"]]></title>
<link>http://oryszczyszyn.wordpress.com/2007/10/13/norman-davies-europa-miedzy-wschodem-a-zachodem/</link>
<pubDate>Sat, 13 Oct 2007 13:26:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Radek Oryszczyszyn</dc:creator>
<guid>http://oryszczyszyn.pl.wordpress.com/2007/10/13/norman-davies-europa-miedzy-wschodem-a-zachodem/</guid>
<description><![CDATA[
Nowa książka Daviesa to zbiór szesnastu esejów powstałych w okresie, gdy walijsko-polski histo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><img src="http://oryszczyszyn.files.wordpress.com/2007/10/978-83-240-0851-3_71303_f.jpg" alt="Norman Davies " align="right" height="186" width="133" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/browse/product/1,529983.html">Nowa książka Daviesa</a> to zbiór szesnastu esejów powstałych w okresie, gdy walijsko-polski historyk pracował i promował swoją monumentalną „<a href="http://www.merlin.com.pl/frontend/browse/product/1,262312.html">Europę</a>”. Eseje te powstały na podstawie licznych odczytów i referatów, udzielonych przez autora w ciągu ostatniej dekady. Nie jest to więc nowa książka Daviesa, a tylko zręcznie zredagowane teksty powstałe na przestrzeni dziesięciolecia.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Miłośnicy Daviesa nie zawiodą się, sięgając po ten wybór. Ci, którzy wcześniej nie mieli okazji kontaktu z tym autorem, otrzymają dobrą próbkę zarówno stylu Daviesa, jak i oryginalnego - na tle historycznego „mainstreamu” - sposobu uprawiania tej nauki. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, że Daviesa po prostu świetnie się czyta; mam wrażenie, że nawet instrukcja obsługi młota pneumatycznego napisana przez niego iskrzyłaby humorem i erudycją. Nie w tym jednak tkwią istota i sens, dla którego warto czytać Daviesa.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Zazwyczaj książki tego rodzaju – zbiory esejów publikowanych czy referowanych z okazji różnych mniej lub bardziej ważnych uroczystości – traktuje się lekceważąco, jako sposób pisarza na zdobycie kilku dodatkowych groszy przy w miarę niewielkim nakładzie sił. W tym przypadku jest inaczej. Otóż eseje te, dobrane i uporządkowane nie bez przypadku, jako całość układają się w konsekwentną i uprawianą w niezwykle przekonujący sposób obronę Daviesowskiej wizji Europy. Wizji, dodajmy, idącej w sukurs klasycznym koncepcjom jej historycznego rozwoju i stanu współczesnego.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Znacząca część tekstów zawartych w książce to niekiedy bardzo ostra, ale zawsze merytoryczna, krytyka okcydentalnej perspektywy w patrzeniu na dzieje naszego kontynentu i jego perspektywy. Davies buduje swoją krytykę tego sposobu myślenia na dwóch zasadniczych punktach. Po pierwsze zwraca uwagę na pomijanie Wschodu jako potężnego czynnika konstytuującego tożsamość europejską. Po drugie – i tutaj największa uczta dla wielbicieli Daviesa-erudyty – w efektowny sposób pokazuje pomijany, a jakże wartościowy, wkład w kulturę europejską tych narodów, które na płaszczyźnie politycznej nigdy nie miały szansy dominować, przez co ich wkład był i jest marginalizowany.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Najpiękniejszym bodaj esejem zamieszczonym w książce, jest tekst „Historia, język i literatura: podróż w nieznane”. Davies uzasadnia w nim nie tylko potrzebę odwoływania się do literatury w warsztacie historyka, odwołując się między innymi do swojego mistrza, historyka epoki oświecenia Edwarda Gibbona (1737-1794), nie tylko ujawnia niesamowite wręcz zdolności lingwistyczne, ale przede wszystkim pokazuje bogactwo literatur narodów europejskich. Idąc tropem własnych doświadczeń, Davies dzieli się z czytelnikiem swoją fascynacją poezją walijską, protestanckim wydaniem Biblii wydanej w „Grenoble lub Genewie”, której studiowanie było pierwszym krokiem do opanowania języka francuskiego, następnie literaturą włoską, z „Boską komedią” Dantego na czele. Kolejno, wędrujemy z Daviesem poprzez przekazywaną ustnie, najstarszą ponoć literaturę Europy – poezję irlandzką, przez starożytną grekę, łacinę, literaturę polską, hebrajską, arabską, niemiecką, fińską, rosyjską, hiszpańską, ukraińską i białoruską. Warto zaznaczyć, że większość z tych języków Davies w mniejszym lub większym stopniu opanował!</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Pomijając jednak uzasadnione ze wszech miar popisy eurydycyjne, ważniejsza w tej książce jest próba przekonania czytelnika do Daviesowskiej koncepcji Europy, którą można chyba nazwać – choć sam autor nie proponuje żadnej nazwy – „Europą peryferii”. Pojęcie peryferii należy tu rozumieć – i na to już Davies kładzie bardzo wyraźny nacisk – nie tylko w sensie geograficznym czy czasowym, ale również kulturowym i kulturalnym. Autor dokonuje na kartach książki próby restytucji wkładu narodów peryferii do ogólnoeuropejskiego skarbca kultury i tożsamości.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">W eseju „Uprawnione porównania, fałszywe kontrasty: Wschód i Zachód w najnowszej historii Europy” Davies konfrontuje społeczną pamięć o dziejach Irlandii i jej trudnej historii - zupełnie w Europie Zachodniej zapomnianej - z historią Polski. Pokazuje na szereg podobieństw w losach tych dwóch narodów, jednocześnie wytykając historykom niedostrzeganie owych. Zdaniem Daviesa, zachodnia historiografia przyjęła perspektywę pisania o Europie polegającą na kontrastowaniu jej dziejów z szeroko rozumianym Wschodem, którego Polska była również elementem. Davies sugeruje, że tego niezwykle ważnego dla budowania wspólnotowej tożsamości „Innego” nie należy szukać nie tylko na Wschodzie, ale również islam – powszechnie uważany za symboliczne przeciwieństwo cywilizacji europejskiej - jest jednym z wielu ważnych czynników kształtujących naszą europejskość. W eseju „Wątek islamski w historii Europy” zwraca uwagę nie tylko na obecność muzułmanów w południowej Europie, nie tylko na wyprawy krzyżowe i wieloletni okres świetności Imperium Osmańskiego, ale też na „wyspy islamu” funkcjonujące po dziś dzień, jak również obecną falę migracji muzułmanów na Północ. Wszystko to sprawia, że oś podziału „europejska północ vs. islamskie południe” staje pod znakiem zapytania, a tezy Huntingtona o zderzeniu cywilizacji muszą być zweryfikowane. Ze swojej strony mogę tylko dodać, że Davies zapomina o wielkim wkładzie kultury islamskiej w rozwój współczesnej nauki, przede wszystkim nauk ścisłych i przyrodoznawstwa. Ale to tylko potwierdza tezy wysuwane przez autora "Europy".</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Davies nie jest ulubieńcem „politycznie poprawnych” mediów, szczególnie lewicowej prasy amerykańskiej. New York Times regularnie „obsmarowuje” jego książki, pomimo czego jednak – i to stanowi ewenement niespotykany na amerykańskim rynku wydawniczym – sprzedają się one na tym trudnym rynku świetnie. Dzieje się tak choćby dlatego, że Davies nie waha się burzyć szeregu mitów narosłych dzięki stereotypowemu myśleniu o historii. Świetnym przykładem takiej rekonstrukcji jest esej „Tysiąc lat kameraderii polsko-niemieckiej”, którego główna teza jest taka: stosunki polsko-niemieckie, choć okresami burzliwe i wrogie, na przestrzeni ponadtysiącletniej historii, obfitowały w okresy harmonijnej i przyjaznej symbiozy. Sprzyjały temu współpraca handlowa (tradycja hanzeatycka), ekonomiczny kolonializm niemiecki w przeszłości i emigracja zarobkowa Polaków współcześnie, jak również wynikająca często – trzeba to przyznać – z przyczyn typowo pragmatycznych przyjaźń, która z czasem owocowała dyfuzją kulturowa.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span>            </span>            W książce Daviesa znajdują się teksty ważne nie tylko dlatego, że dzięki lekturze nasz odwieczny kompleks tego „gorszego” Europejczyka może ulec złagodzeniu. Książka burzy wszelkie „centryzmy”, co stanowi jej niewątpliwą wartość. Można się spierać, czy bez takiego oparcia możliwe jest zbudowanie jakiejkolwiek tożsamości, czy takie rozbite „ego” ma szansę na przetrwanie. Chodzi chyba jednak nie tyle o to, żeby burzyć centrum, co o to, aby nie zapominać o peryferiach. I tę rolę książka Daviesa doskonale spełnia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Okładka ostatniego wydania The Economist]]></title>
<link>http://avner.wordpress.com/2006/12/16/okladka-ostatniego-wydania-the-economist/</link>
<pubDate>Sat, 16 Dec 2006 16:49:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>avner</dc:creator>
<guid>http://avner.pl.wordpress.com/2006/12/16/okladka-ostatniego-wydania-the-economist/</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img STYLE="400px; height: 526px" HEIGHT="526" WIDTH="400" ALIGN="bottom" ALT="The Economist" SRC="http://www.economist.com/images/20061216/20061216issuecovUS400.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
