<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wpis &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wpis/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wpis"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 19:37:48 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Pstryk pstryk]]></title>
<link>http://janstojke.wordpress.com/?p=81</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 16:41:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jan Stojke</dc:creator>
<guid>http://janstojke.wordpress.com/?p=81</guid>
<description><![CDATA[Dziś jedynie kilka (w zasadzie dwa, ale kilka brzmi lepiej) ogłoszeń.
Po pierwsze primo: blog zos]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright alignnone size-full wp-image-82" style="float:right;border:0;margin:5px;" src="http://janstojke.wordpress.com/files/2008/06/marta.jpg" alt="" width="215" height="388" />Dziś jedynie kilka (w zasadzie dwa, ale kilka brzmi lepiej) ogłoszeń.</p>
<p>Po pierwsze primo: blog zostanie na dniach przeniesiony na blogspot.com. Czemu? Wordpress jest jakiś mało ruchliwy, a blogspot oferuje wiele możliwości edycji i rozszerzeń. Albo inaczej: bo tak.</p>
<p>Po drugie primo: na blogu zaczną pojawiać się zdjęcia. Wreszcie nic mnie nie boli (efekt wypadku), nie jestem chory (efekt zarażania przez dziewczyny, które chore za nic w świecie nie chcą iść do lekarza i rozsiewają wszędzie zarazki) ani też nie piszę już pracy (efekt końca roku tj. sesja + pisanie pracy).</p>
<p>Będzie więcej. Zdjęć (moich!), słów (też moich!), bzdur (nie moich) i mądrości (moich zdecydowanie). Ku mojej i mam nadzieję Waszej radości.</p>
<p>Na koniec jeszcze coś, co obok zdjęć, stanie się mam nadzieję tradycją. Muzyka.</p>
<p>Pewnie mało kto zna, a szkoda, bo kawałek świetny. Nie szukajcie jednak płyt tych wykonawców bo, o dziwo, ich twórczość odbiega zarówno poziomem jak i stylem od tego co pokazali w tym.</p>
<p><a href="http://www7.zippyshare.com/v/18088452/file.html" target="_blank">Basement Jaxx Feat. Lisa Kekaula - Good Luck</a></p>
<p>PS. Firefox 3.0 już wyszedł. Wszyscy używający innych programów powinni go ściągnąć. Pamiętajcie: Internet Explorer służy do przeglądania internetu z Twojego komputera i vice versa! (a opeera jest opóźniooooonaaaaaaaaaaa)</p>
<p><a href="http://www.mozilla-europe.org/pl/firefox/" target="_blank">FireFox 3.0 download</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Perhaps Something Interesting.]]></title>
<link>http://herbatazmlekiem.wordpress.com/?p=4</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 16:11:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>herbatazmlekiem</dc:creator>
<guid>http://herbatazmlekiem.wordpress.com/?p=4</guid>
<description><![CDATA[W związku z rozwijającym się we mnie w ostatnim czasie zainteresowaniem fotografią postanowiłam]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#333300;">W związku z rozwijającym się we mnie w ostatnim czasie zainteresowaniem fotografią postanowiłam spróbować poprowadzić tego typu stronę. Mój pomysł na nią wiąże się z próbami tworzenia fotoreportaży na tematy przeróżnej maści. Generalnie chodzi o zamieszczanie tu fotografii połączonych wspólnym tematem, by rozwijać w sobie umiejętność przekazywania informacji zarówno w formie tekstu jak i obrazu.</span></p>
<p><span style="color:#333300;">Serdecznie zapraszam więc do zapoznawania się z treścią mojej strony, sądzę, że z pewnością kogoś ona zainteresuje.</span></p>
<p><span style="color:#333300;">Pozdrawiam, Agathe. :)</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Z obawy przed pustką gram...]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=162</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 20:04:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=162</guid>
<description><![CDATA[&#8230; tak jak większość z nas&#8230;
.
Większość osób, które mnie znają lub które przecz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>... tak jak większość z nas...</p>
<p>.<br />
Większość osób, które mnie znają lub które przeczytały tego bloga od początku myśli pewnie, że to będzie kolejny wpis z cyklu "rozczulania się nad sobą". Otóż nie. No dobra, może trochę. Ostatnio nie pisałam za dużo na tym blogu. Co gorsza (a może lepsza??) nie mam zamiaru się jakoś specjalnie pod tym względem poprawiać. Jak mi coś przyjdzie ciekawego do głowy to pewnie tutaj napiszę, ale na codzienne wpisy na Waszym miejscu bym nie liczyła. Ot co. Chyba dorosłam i co nieco zrozumiałam. Dobra! Bez komentarzy! Zostawmy temat mojej dorosłości... w każdym razie wybieram życie w realu od siedzenia przed komputerem i pisania głupot ;-) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;-)</p>
<p>Zastanawiałam się co by tu jeszcze napisać.. no i wymyśliłam. Kiedyś zamiast godziny wychowawczej mieliśmy zastępstwo z księdzem. Wymyślił ów ksiądz taką zabawę, która polegała na tym, że każdy każdemu pisał na kartce przyklejonej do pleców co myśli, a raczej za co lubi dana osobe. No to ja przytoczę, co o mnie napisano :)</p>
<p>.</p>
<p>"Zachowujesz tajemnice - można Ci jest powierzać"</p>
<p>"Za to, że zawsze jesteś wesoła i da się z Tobą pogadać"</p>
<p>"Fajne cygara palisz, dobrze zorganizowana, skromna" - Ja nie palę!</p>
<p>"Uśmiech, lojalność, poczucie humoru i za to, że jesteś podobna do mnie (-: "</p>
<p>"Za to, że robisz piękne zdjęcia i potrafisz to robić z miłością!!!"</p>
<p>"Lubię Cię za totalny luz i dystans do rzeczywistości" - faktycznie czasami jestem w swoim świecie, ale, żeby podchodziła do wszystkiego na luzie to nie można powiedzieć... nerwy mnie często paraliżują :/</p>
<p>"Za to, że czasem jednak patrzysz optymistycznie na świat"</p>
<p>"Za bogate życie wewnętrzne i czekoladę truskawkową"</p>
<p>"Za uśmiech i fajne fotki"</p>
<p>.</p>
<p>Chce ktoś coś dopowiedzieć?? Czekam na opinie w komentarzach :))</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=114</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 11:08:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=114</guid>
<description><![CDATA[Artykuł z Claudii:
Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?
Jedno spotkanie. Ukartowane ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Artykuł z <strong>Claudii</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a title="Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?" rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.claudia.kobieta.pl/claudia2/index.jsp?place=Lead12&#38;news_cat_id=100&#38;news_id=1414&#38;layout=1&#38;forum_id=841&#38;page=text">Randka w ciemno – ryzyko czy szansa na miłość?</a></strong><br />
Jedno spotkanie. Ukartowane przez znajomych lub los, który chciał pchnąć ku sobie dwoje samotnych. Jeśli się wahasz: iść czy nie na takie tête-à-tête, pamiętaj: są tylko dwie możliwości. Rozczarowanie albo... zakochanie.<br />
Gdy ktoś na forum dla samotnych napisał: „Randki w ciemno są dla desperatów (…). Fajne, przystojne dziewczyny i faceci z uczciwymi zamiarami nie sięgają po taką pomoc”, natychmiast zalała go fala sprostowań. I sądząc po ilości wpisów, spotkanie-niespodzianka to dziś coraz częstszy początek miłosnych historii. Jak zauważa psycholog Violetta Nowacka, żyjemy w czasach, gdy praca, kariera, hobby zajmują nam tyle energii, że niewiele jej zostaje na szukanie partnera. A umówienie się z kimś w ciemno oszczędza czas i jest dobrym sposobem na nawiązanie nowej relacji. Choć – jak dodaje psycholożka – nie dla każdego. Taki pomysł spodoba się osobom otwartym, które nie mają problemu z pokazywaniem się publicznie, lubią ryzyko, dobrze radzą sobie ze stresem, są zadowolone z siebie. Także frustratom, którzy rozpaczliwie szukają kogoś do pary. Na kawie z nieznajomym mogą jednak nie odnaleźć się introwertycy, ludzie nieśmiali, wyczuleni na swoim punkcie, którzy źle znoszą porażki. Takiemu wrażliwcowi łatwo pomyśleć „jestem do niczego”, gdy telefon obiecany na zakończenie spotkania („zdzwonimy się”) milczy… Bądźmy szczerzy: ryzyko, że nie znajdziemy wspólnego języka z kandydatem na partnera, jest spore. Doświadczenie tzw. szybkich randek, modnych w USA spotkań dla singli, pokazuje, że w grupie 30 osób zwykle tylko jedna, dwie są w naszym typie. Podczas takiej „fast date” każdy chłopak przysiada się na trzy minuty do każdej dziewczyny. To wystarcza, bo jak zauważają psychologowie, tzw. pierwsze wrażenie powstaje w 30 sekund. Po czym już wiesz: nic z tego nie będzie, lub przeciwnie: zaczynasz myśleć o wspólnych porankach. Takie historie się zdarzają, może więc warto spróbować?</p>
<p>Joanna Borkowska i Marcin Bogdał: zaczęło się od pomyłkowego telefonu…<br />
Na swoją pierwszą w życiu randkę w ciemno Joanna, 24-letnia właścicielka firmy reklamowej, szykowała się jak na ślub. – Przyjaciółki przez kilka godzin robiły mnie na bóstwo. Jedna nałożyła akryl na paznokcie, druga zajęła się fryzurą, trzecia zadbała o makijaż. Efekt? Gdy on, czyli Marcin, wreszcie mnie zobaczył, zapytał ze zdziwieniem: „Po co ci sztuczne paznokcie?”. Myślałam, że mu oczy wydrapię z wściekłości – dziś Joasia opowiada to ze śmiechem. Jej znajomość z Marcinem (która wkracza obecnie w fazę planowania daty ślubu) wcale nie zaczęła się od śmiechu. Zodiakalna pani Baran natknęła się na pana Rybę, a dokładnie jego głos, przez pomyłkę. Marcin, warszawiak, wykręcił numer do swojego kolegi w Łodzi. Źle wybrał jedną cyfrę i połączył się z Joanną (czy to nie zastanawiające, że trafił na dziewczynę?). – Żeby odebrać ten telefon, wybiegłam spod prysznica. Stałam naga, na dywan kapała woda, a jakiś obcy facet pytał, czy jest Marek? Nakrzyczałam na niego, żeby nie robił żartów. Zaskoczony wykrztusił: „Przepraszam”. Po chwili stwierdził, że mam miły (ha, ha!), na dodatek znajomy głos. Tym mnie rozbroił – opowiada Joanna. Pod prysznic już nie wróciła. Wciągnęła ją rozmowa z Marcinem. – Dziwna sprawa, ale miałam wrażenie, że znamy się od dawna. Czułam rodzącą się między nami bliskość, trudną do racjonalnego wytłumaczenia – przyznaje. Marcin czuł to samo, bo dzwonił codziennie. – Zastanawiałam się, jak wygląda. Bliżej mu do Brada Pitta czy dzwonnika z Notre Dame? – żartuje. Gdy przysłał zdjęcie, zobaczyła chłopaka z zakolami. On też nie był zachwycony jej fotką. – Stwierdził, że nie jestem w jego typie. „Zdziwisz się, jak szybko zmienisz zdanie” – pomyślałam przekornie. Cztery miesiące później zaprosiła Marcina na tłoczną parapetówkę. – Chciałam mieć „obstawę” podczas naszego pierwszego spotkania. Przecież mógł okazać się psychopatą albo seryjnym mordercą – tłumaczy. Wyszła po Marcina na dworzec. – Wręczył mi lilię (sztuczną!), spojrzał w oczy i… zaiskrzyło. Przestałam się bać – wyznaje. Od tamtej pory Marcin przyjeżdżał do Łodzi co tydzień. – Gdy zaprosił mnie na kolację do swych rodziców, zrozumiałam, że myśli o mnie poważnie – mówi. Nie mieli wątpliwości, że chcą być razem. Razem więc zamieszkali. Happy end? Jeszcze nie. – Nacieszyliśmy się sobą raptem cztery dni, bo firma Marcina oddelegowała go do pracy w Bydgoszczy. Od trzech lat spotykamy się w weekendy – wzdycha Asia. – Ale już za kilka dni Marcin wraca na stałe do domu.</p>
<p>Marcin: – Los wiedział, co robi, gdy nas łączył. Spotkały się przeciwieństwa. Układ doskonały. Joanna: – Pierwsza wyznałam mu miłość. Ale po roku.</p>
<p>Zanim Joanna i Marcin się spotkali, oboje mieli za sobą nieudane związki. Nie wierzyli, że tak szybko potrafią stworzyć nowy, szczęśliwy.</p>
<p>Anna Karolak: ogłosiła w gazecie, że szuka przyjaciela</p>
<p>Mówi o sobie z uśmiechem: stara panna. Bo to nie jest żaden powód do wstydu czy rozpaczy, ale wyłącznie do działania. – Nie wierzę, gdy ktoś deklaruje, że jest samotnikiem z wyboru. Każdy czeka na miłość. Ja nie chcę tylko czekać, wolę pomagać szczęściu – twierdzi pani Anna, warszawianka. Kiedy miała siedemnaście lat, przeżyła pierwszą miłość. – Niestety, nie skończyła się happy endem. Zostałam oszukana i zraniona. Może dlatego do dziś nie potrafię ułożyć sobie życia? – zastanawia się. Przyznaje, że dojrzałej kobiecie trudno poznać odpowiedniego mężczyznę. – Bo i gdzie? Wokół same pary. A do nocnych klubów nie chodzę – żartuje. – Dałam więc ogłoszenie w gazecie. Napisałam, że szukam kogoś do tańca i różańca (bo uwielbiam tańczyć). Odjęłam sobie parę lat, a co?! – śmieje się. W ogłoszeniu podała numer telefonu i czekała na odzew. Był, i to wielki. Panowie do wyboru, do koloru. – Tych, którzy nie potrafili się wysłowić, dyskwalifikowałam. Inteligencja, pasja to jest to, co cenię sobie u mężczyzn. Tylko jeden przypadł mi do gustu. To właśnie z nim umówiłam się na randkę – opowiada. Oczywiście nie w domu, bo sam na sam z nieznajomym mogłoby być niebezpieczne. Zaproponowała kawiarnię w centrum miasta. – Czekał na mnie miły, dojrzały pan. W prezencie przyniósł pudełko czekoladek. Miły gest – wspomina. Niestety, pozory mylą. Annę zaskoczyło, że na pożegnanie ten dopiero co poznany mężczyzna chciał ją namiętnie pocałować. – Zapytałam grzecznie, czy nie za wcześnie na czułości? Zmieszał się. Uznałam, że zrozumiał i uszanuje moje poglądy – opowiada. Jednak na kolejnych randkach (w kinie, na spacerze) robił to samo. – Był zaskoczony, że protestowałam. W końcu przyznał, że chodzi mu o seks. Nie byłam na tyle zdesperowana, żeby zaspokoić jego pragnienia. Miałam swoje: szukałam porozumienia dusz, dopiero potem ciał. Do dziś się zastanawiam, czemu wziął mnie za desperatkę?</p>
<p>Nie każdemu do twarzy z samotnością. Mnie na pewno nie. Chcę szczęścia we dwoje.</p>
<p>Randka w ciemno to rzecz dla ludzi, ale trzeba liczyć się z tym, że spotkanie okaże się niewypałem – podkreśla Anna.</p>
<p>Anna Dobosz i Tomasz Jakubowski: wyswatała ich wspólna znajoma<br />
W powietrzu pachniało wiosną, koleżanki z roku umawiały się na randki, a ja byłam singielką. Kaśka, moja koleżanka z grupy, postanowiła mnie wyswatać – zaczyna swą opowieść Anna, studentka drugiego roku psychologii. – Codziennie zaczynała podchody: „Wiesz, Anka… mam fajnego kolegę, też studiuje psychologię. Przystojny, inteligentny, z pasją – wyliczała jego zalety. – Może poznam cię z nim?” – proponowała.<br />
Baba Jaga to nie ja<br />
– Wytrwale protestowałam. Czy jestem jakąś maszkarą, że sama nie znajdę sobie faceta? Kaśka łagodziła te wybuchy. Prosiła, żebym spojrzała na sprawę inaczej. – Widocznie nie spotkałaś jeszcze kogoś, kto byłby ciebie wart. Może tym razem się uda? Daj sobie szansę – kusiła. – Nie przekonała mnie. Na ukartowanej randce czułabym się żałośnie. Zagroziłam, że jeśli jeszcze raz wspomni o cudownym koledze do wzięcia, to się obrażę. Dopiero wtedy obiecała, że da temu spokój – wspomina Ania. Jednak Kaśka wróciła do tematu, ale tak, że jej wkręcana znajoma niczego się nie domyśliła. Obie dorabiały po zajęciach jako hostessy w centrum handlowym. Pewnego dnia Kaśka zadzwoniła do Anki. – Czy mogłabyś mnie zastąpić? Rozkłada mnie grypa, a mam dziś rozdawać próbki męskiego kremu. Ratuj! – poprosiła. – Oczywiście zgodziłam się – wspomina Anna. – W markecie był tłum klientów. Wyławiałam wzrokiem młodych mężczyzn i wręczałam im próbki kremu. W pewnej chwili zauważyłam, że kręci się koło mnie jakiś przystojniaczek. Trzy razy podchodził po prezent. Gdy zbliżał się kolejny raz, wypaliłam, że lubię odważnych ludzi. Roześmiał się i poprosił o mój numer telefonu. Dałam się namówić na randkę. Dopiero po kilku spotkaniach przyznał, że... jest znajomym Kaśki. „Podstępna z niej żmija!” – pomyślałam wtedy. Ale dziś dziękuję jej za wytrwałość. Dzięki niej znalazłam miłość.</p>
<p>Warto czasem nie brać spraw w swoje ręce i zaufać znajomym – zachęcają Ania i Tomek.</p>
<p>Magda i Tomasz: poznali się dzięki telewizyjnej „Randce w ciemno”</p>
<p>Z radością wzięli udział w naszej sesji zdjęciowej. Wcześniej spędzili osiem godzin w aucie, by ze Stargardu Szczecińskiego, gdzie mieszkają, dotrzeć do Warszawy. – Nawet pieszo byśmy przyszli, żeby opowiedzieć o naszej miłości – zapewniają Magda Stachewicz i Tomasz Hycnar. Są razem od ośmiu lat, mają 5-letnią córkę Maję. Tomek jest także ojcem 12-letniej Małgosi, która mieszka z jego byłą żoną. – Gdy zgłosiłem się do programu, byłem już po rozwodzie. Ale wcale nie szukałem nowej kobiety – zapewnia. – Pracowałem wtedy w biurze i nudziłem się. Pomyślałem, że fajnie byłoby przeżyć ekscytującą przygodę. Błysnęła myśl: zgłoszę się do „Randki w ciemno”. Oglądałem każdy odcinek. Zazdrościłem tym, którzy zostali wybrani i jechali na superwycieczkę – opowiada. Wykręcił numer do programu, opowiedział o sobie, zostawił numer telefonu. Po kilku tygodniach dostał zaproszenie na eliminacje, a potem nagranie. Magdę zgłosiła do programu siostra. Nic jej o tym nie powiedziała. – Ucieszyłam się, gdy wyjawiła tajemnicę. Nie chodziło mi wcale o szansę na miłość, lecz o wycieczkę – przyznaje szczerze Magda.<br />
Zaczarował mnie ranną rosą<br />
Do dziś wszyscy ją pytają, czy to naprawdę była randka w ciemno. – Tak! Przed nagraniem i oczywiście także w trakcie nawet przez moment nie widziałam mężczyzn, których miałam wybierać – zapewnia. Dlaczego spośród trzech kandydatów wybrała Tomka? – Zaczarował mnie, gdy powiedział, że chciałby spacerować ze mną boso po trawie – mówi. Ale nie tak wyobrażała sobie swego czarodzieja. – Za wachlarzem stał niski blondyn. Wybuchnęłam śmiechem, bo czekałam na wysokiego bruneta – wspomina. – A ja zdębiałem. O co chodzi? Fajny gość ze mnie, a ona wybrzydza? – opowiada Tomek. Ale to nie koniec emocji. – Drżącą ręką wskazywałam kopertę z nazwą kraju, do którego mieliśmy jechać na wycieczkę. Gdy Tomasz Kammel ogłosił: „Chiny!”, aż podskoczyłam ze szczęścia – opowiada Magda. Po nagraniu oboje wracali do domu tym samym pociągiem. Okazało się, że mieszkają 40 kilometrów od siebie: ona w Szczecinie, on w Stargardzie. – Przez całą drogę dobrze nam się rozmawiało, ale tylko tyle. Nie interesowało mnie nic więcej. Byłam świeżo po rozstaniu, nie miałam ochoty na amory – zapewnia Magda. Jednak stało się. W Chinach narodziła się ich miłość. Z tygodniowej wycieczki wrócili zakochani, choć udawali, że tak nie jest. – Na przykład ja zaraz po powrocie pojechałam do pracy do Niemiec. I co? Wróciłam po kilkunastu dniach. Nie mogłam już żyć bez Tomka – przyznaje Magda. Szybko przekonała się, że właśnie na takiego mężczyznę czekała. – Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Kiedyś poszliśmy na kolację. Rzuciłam: „Nawet świeczki nie ma na stoliku”. Tomek zamówił taksówkę i po 15 minutach wrócił z pachnącą świeczką – opowiada. – Bałem się, że Magda mnie odtrąci, gdy dowie się, że jestem rozwodnikiem i mam dziecko. Powiedziałem jej to jeszcze w Chinach. Nie chciałem, żeby myślała, że coś przed nią ukrywam. Przez dwa dni była w szoku. Już myślałem, że to koniec – wspomina. Magda dodaje: – Bałam się angażować w związek z facetem po przejściach. Ale czy miałam wybór? Już byłam zakochana po uszy. Dałam nam szansę. To była dobra decyzja. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi. To chyba widać? – pyta kokieteryjnie. Jest jednak coś, co nie pozwala jej zasnąć.– Zaginęła kaseta z nagraniem naszej telewizyjnej randki. Krążyła wśród znajomych i tajemniczo zniknęła. Błagam – prosi Magda – oddajcie nam dowód naszej miłości!</p>
<p>Mieliśmy ochotę na atrakcyjną wycieczkę. Skończyło się na wielkiej miłości. Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie – twierdzą telewizyjni randkowicze.</p>
<p>Marta Godzisz i Krzysztof Gnoza: trafili na siebie w internecie, gdy weszli na portal www.przeznaczeni.pl<br />
Dewiza Marty? Kto czegoś naprawdę chce, szuka sposobu, by to zdobyć. Kto nie chce, szuka powodu, aby o to nie zabiegać. – Ja zawsze szukam sposobu – zapewnia Marta. Ma 29 lat, jest pełną optymizmu dynamiczną osobą. Od lat działa w stowarzyszeniu „Przygoda z edukacją”. – Nie szukałam na siłę kandydata na męża – zastrzega. – Podrzuciło mi go przeznaczenie – śmieje się. – Kiedyś w autobusie miejskim podszedł do mnie młody mężczyzna, wręczył ulotkę i poprosił: „Bardzo mi zależy, aby pani to przeczytała” – opowiada. Chłopak okazał się posłańcem miłości: reklamował portal www.przeznaczeni.pl. Szukają tu swojej drugiej połowy osoby, dla których życiowym drogowskazem są wartości chrześcijańskie. – Parę godzin później odwiedziłam znajomego. Dawno się nie widzieliśmy. Był odmieniony: tryskał szczęściem. „Poznałem wspaniałą kobietę” – pochwalił się. Gdy zapytałam, gdzie ją spotkał, wymienił adres portalu… z mojej ulotki! To musiał być jakiś znak. Dotarłam do domu i rzuciłam się do komputera – opowiada. Napisała, że lubi sprawiać radość innym, wędrować, wpatrywać się w płomień ogniska. I że kiedyś chce się spełnić w roli kochającej żony i mamy. – Zastrzegłam, że nie szukam romansu, lecz wartościowej znajomości z mężczyzną. Z mocnym akcentem na tę jedyną i wyczekaną – wyznaje. Odpowiedział jej Krzysztof: „Ciekawa z ciebie osoba. »Pomejlujemy« trochę, żeby się poznać?” – zapytał. Marta z humorem odpisała: „Chcę zachować delikatne opuszki palców dla mężczyzny swojego życia. Nie licz więc, że będę godzinami stukać w komputer. Szkoda energii na e-maile, które nic nie mówią o osobowości. A ta jest dla mnie najważniejsza. Sto listów nie zastąpi jednego spotkania” – zakończyła. Nieznajomy złapał przynętę i zaproponował spotkanie. – Tak wyszła na jaw nasza pierwsza wspólna cecha: bez obaw podejmujemy szybkie decyzje – dorzuca Marta. Dzień później już szykowała się na randkę. – To znaczy, szykowałam się wyłącznie psychicznie, bo tak po babsku nie potrafię: nie maluję się, nie jestem typem wampa. Na spotkanie założyłam ulubione dżinsy. Oczywiście, nie splamiłam się makijażem. Chciałam zademonstrować, że absolutnie nie obchodzi mnie żaden podryw – zapewnia. W warszawskiej pizzerii „Pod Wieżą” (Marta specjalnie wybrała pizzerię, a nie kawiarnię ze świecami, żeby nie było zbyt intymnie) przegadali pięć godzin. Myśleli, że minęła zaledwie chwila. – To było naprawdę magiczne spotkanie. Obydwoje mieliśmy poczucie, że znamy się od lat – przyznają. Krzysztof dodaje: – Nazajutrz Marta mile mnie zaskoczyła. Wstaję o piątej, żeby dotrzeć do pracy przed falą korków. Właśnie o piątej dostałem od niej SMS: „Hej, tu spontaniczny budzik” – wspomina. Co było potem? Każde poszło w swoją stronę. Marta wyjechała na obóz dla podopiecznych swej fundacji, a Krzysztof na zaplanowany urlop. – Co tu kryć, tęskniłam – wyznaje ona. – Krzyś mnie zauroczył. Nie mogłam o nim zapomnieć. Paweł, mój podopieczny z obozu, stwierdził: „Pani jest zakochana!”. Miał rację. Codziennie prosiłam, by mój Anioł Stróż troszczył się o ukochanego – zapewnia. Co w tym czasie robił Krzysztof? Modlił się o dobrą żonę. Efekt? Pobierają się z Martą w kwietniu! – Chcę zaprosić na ślub posłańca od ulotki. Kto pomoże go odnaleźć? – pyta Krzysztof.</p>
<p>Marta wciąż przechowuje ulotkę, którą rok temu wręczył jej w autobusie posłaniec miłości.</p>
<p>– Pasujemy do siebie jak puzzle. Ale bez pomocy internetu pewnie nigdy byśmy się nie spotkali – mówią Marta i Krzysztof.</p>
<p>Wojciech Lach: brał udział w tzw. szybkiej randce</p>
<p>Lubię ekstremalne przeżycia, dlatego wziąłem udział w „szybkiej randce” – opowiada Wojtek z Krakowa, szef małej firmy komputerowej. Po chwili wyznaje: – Szczerze? Znajomy, który organizuje w naszym mieście tego typu spotkania, namówił mnie, oświadczając: – „Mam lek na twoje problemy” – wspomina Wojtek. – Co mi dolegało? Nadopiekuńczy rodzice – śmieje się. – Nawet w liceum trzymali mnie pod kloszem. Po szkole musiałem siedzieć w domu. Stałem się odludkiem, na dodatek potwornie nieśmiałym. W życiu nie podszedłem pierwszy do dziewczyny. Ta „szybka randka” miała mnie uratować przed totalnym zdziczeniem – mówi. Jak wyglądała? O umówionej godzinie w kawiarni jednego z krakowskich hoteli pojawiło się 10 kobiet oraz 10 mężczyzn. Wśród nich Wojtek.– Dziewczyny usiadły przy stolikach. Zauważyłem jedynie, że są trzy blondynki, reszta to brunetki. Niestety, nie zapamiętałem ich imion – opowiada. Zadaniem chłopaków było porozmawiać z każdą z nich. Ale tylko przez 3 minuty. Tyle miało wystarczyć uczestnikom ekspresowej randki, by zdecydować, czy mają ochotę na dalszy kontakt. Jeżeli tak, zaznaczają to na formularzu. – Byłem tak zestresowany, że nawet nie wiem, o czym rozmawialiśmy. Zupełnie nie byłem sobą. Dopiero podczas spotkania z ostatnią dziewczyną trochę wyluzowałem – mówi. Jednak żadna nie zainteresowała go na tyle, by chciał się z nią umówić. On też nie spodobał się żadnej. – Nie rozpaczałem. Dla mnie zwycięstwem było już to, że prze żyłem – żartuje dzisiaj. – Po czasie odkryłem, że jestem innym facetem. Wyleczyłem się z nieśmiałości. Teraz bez problemu umawiam się na randki, te „szybkie” też :)</p>
<p>Randka w trzy minuty? To jak ocenianie książki po okładce.</p>
<p>Magdalena Burdzy: poznała kogoś przez 0 700…<br />
Od ośmiu lat Magdalena, warszawianka, jest operatorką telefonicznej linii 0 700… – Nigdy nie umawiam się z mężczyznami, którzy do nas dzwonią. Praca to praca – podkreśla. Tylko raz zrobiła wyjątek. I, niestety, skończyło się źle. Magda wspomina: – To było rok temu. Miałam kiepski humor, a klienci dzwonili bez przerwy. Gdy już prawie kończyłam dyżur, znów zadzwonił telefon. Mężczyzna po drugiej stronie miał miły głos. Nie był typem oszołoma, który szepcze sprośne słówka. Zadzwonił na tę linię pierwszy raz. Leżał chory w domu i chciał z kimś pogadać, wcale nie o seksie. – Wzruszył mnie – uśmiecha się. Potem jego rachunki za telefon rosły tak samo jak zauroczenie Magdą. – Gdy zaproponował randkę, złamałam zasady i zgodziłam się. Nie powinnam!!! – ocenia dziś z dystansu. Umówiła się w bezpiecznym miejscu, pod Rotundą w centrum Warszawy. Zobaczyła swój ideał: niebieskookiego blondyna. – Po dwóch miesiącach zamieszkaliśmy razem, a po pięciu już było po naszej miłości – wylicza. – Okazało się, że facet, któremu zaufałam, nie odwdzięczał się tym samym. Podejrzewał mnie o zdradę. Uważał, że skoro umówiłam się z nim, to na pewno biegam na spotkania z innymi klientami. To były niesłuszne oskarżenia. Gdy kazał mi wybierać: praca albo on – odeszłam.</p>
<p>Mimo wszystko wciąż będę szukać jasnych stron randek w ciemno. Warto ryzykować!</p>
<p>NASZ EKSPERT RADZI<br />
Violetta Nowacka psycholog,<br />
terapeutka, www.self-psychologia.pl<br />
Wybieram się na tête-à-tête z nieznajomym. O czym powinnam pamiętać?<br />
Przede wszystkim: by uniknąć rozczarowania, nie nastawiaj się na randkę, a na mile spędzony czas. Nie oczekuj, że on od razu się zaangażuje. W rozmowie wykazuj się raczej intelektem, dowcipem. Uwodzenie, schodzenie na tematy erotyczne daleko nie prowadzi. Ważne: na miejsce spotkania wybierz pub albo kawiarnię, nigdy mieszkanie prywatne. I umów się z kimś na kontrolny telefon, by, w razie czego, wyrwał cię od nudnego towarzysza, choćby do chorej babci. Ale nie okazuj frustracji, jeśli on jest inny, niż sobie wyobrażałaś. Nie oceniaj po pozorach. Takie spotkanie to stres, pod jego wpływem ludzie zwykle nie są sobą. Daj mu drugą szansę.<br />
<strong>Agnieszka Rakowska-Barciuk</strong> i <strong>Anna Augustyn-Protas</strong></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wywiad z Licealistą]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 13:35:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[Na dziś jest niespodzianka! Wywiad z szesnastolatkiem, który w trzy miesiące stworzył najpopular]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na dziś jest niespodzianka! Wywiad z szesnastolatkiem, który w trzy miesiące stworzył najpopularniejszego bloga na polskojęzycznym wordpressie przebijając wszystkich starych wyjadaczy. Wywiad z <b><a href="http://mojeliceum.wordpress.com/" title="Moje Liceum - Pamiętnik licealisty" target="_blank">Licealistą</a></b>:</p>
<p><b>Masz chyba najpoczytniejszego bloga na polskim wordpressie? Codziennie czyta Cię niemal pięć tysięcy osób. O takim wyniku większość blogerów może tylko pomarzyć.</b><br />
Tak, to chyba prawda, że spośród polskich użytkowników wordpressa mam najpoczytniejszego bloga. Mój blog istnieje dopiero trzy miesiące. W tym czasie odwiedziło go ponad dwieście pięćdziesiąt tysięcy osób. Mam nawet trochę stałych czytelniczek i czytelników. Kilkoro z nich czasami komentuje moje wpisy, ale większość tylko czyta.</p>
<p><b>Co zrobić, żeby mieć tak popularnego bloga?</b><br />
Zaczynałem od dwóch wejść pierwszego dnia. Pewnie jak wszyscy tutaj miałem tak, że na początku tego, co tutaj pisałem, właściwie nikt tego nie czytał. Potem z tych kilku wejść dziennie zrobiło się kilkadziesiąt, potem kilkaset i w grudniu czyli po miesiącu pisania było już kilka tysięcy. Sam byłem zdziwiony tym, że tak wiele osób interesuje to, co mam do powiedzenia. Teraz chyba już przyjmuję to jako naturalny stan rzeczy. Jakiś czas temu mój stryjek dał mi pewną radę – rób to, co cię interesuje. Resztą nie zawracaj sobie głowy. A co może interesować szesnastolatka? Dziewczyny. Gdybym prowadził bloga o problemach filozoficznych dziewiętnastowiecznych filozofów byłoby to całkowicie nienaturalne i zapewne sam uznałbym siebie za kompletnego dewianta. Szesnastolatek nie może być normalny interesując się takimi sprawami. Jest poza tym wówczas niewiarygodny. Bo jakim autorytetem może być szesnastoletni filozof-historyk. Sądzę, że większość moich czytelniczek i czytelników wyczuwa instynktownie, że moje wpisy są jednak autentyczne. Wynikają z prawdziwych przeżyć i z mojego własnego doświadczenia.</p>
<p><b>No, to może powiedz coś o tej prawdziwości zdarzeń…</b><br />
Kilka osób zarzucało mi już, że to co tutaj wypisuje nie może być prawdziwe. Ktoś mi to nawet próbował udowodnić. To prawda, że czasami zmieniam nieco szczegóły zdarzeń, trochę je filtruję i próbuje robić z każdego wpisu samoistną historię, którą da się przeczytać w oderwaniu od reszty. Wszystkie imiona, którymi posługuję się na moim blogu są zresztą wymyślone. Tylko jedna osoba występująca tutaj ma autentyczne imię, takie jakie nosi w realu, ale nie powiem która. Trochę jest w tym dbałości o moją anonimowość, a trochę też muszę zadbać o anonimowość moich znajomych. Większość z nich nie wie, że o nich piszę. Tylko moi dwaj przyjaciele – Kuba i Paweł – są poinformowani o istnieniu tego bloga. Paweł nawet przez pewien czas coś tutaj dopisywał. Głównie podczas mojej nieobecności i mam nadzieję, że tutaj jeszcze wróci.</p>
<p><b>Nie krępuje cię opisywanie takich intymnych zdarzeń z twojego życia?</b><br />
Właśnie dlatego między innymi chcę pozostać anonimowy. Publiczne pisanie o tym, że przespałem się z jakąś dziewczyną jest w polskim społeczeństwie na pewno traktowane z oczekiwaniem na sensację. Chociaż bardzie wstydliwe byłoby pewnie pisanie dla mnie o tym, co o niektórych myślę. Na pewno nie będę też zamieszczał żadnych prywatnych zdjęć, choć zapewne miałbym co zamieszczać. Trochę interesuję się fotografią i robię sporo zdjęć. Szczególnie ostatnio. Nic w tym nie ma profesjonalnego, bo moja cyfrówka to zwyczajny fotopstryk, który ma co najwyżej opcję włącz lampę – wyłącz lampę. Ale mi to wystarcza. Fotografię traktuję jako narzędzie, a nie jako sztukę. Z dobrym sprzętem obecnie każdy może przy odrobinie wysiłku robić świetne zdjęcia nie różniące się od prac znanych fotografów. Podobno któryś z tzw. wielkich mistrzów fotografii powiedział, że każdy człowiek robiąc zdjęcia na chrzcinach i weselach raz w życiu robi zdjęcie, jakiego on nigdy nie będzie w stanie zaaranżować.</p>
<p><b>Uciekasz od tematu.</b><br />
No, to już wracam… Nigdy nie miałem kłopotu z mówieniem (a tym bardziej z pisaniem) o sobie. Może mam ekshibicjonistyczną, ekstrawertyczną naturę. Pewnie, że niektóre sprawy i wydarzenia z mojego życia zachowuję wyłącznie dla siebie. Ale nigdzie nie zadeklarowałem się, że będę pisał o wszystkim. Czasami też nie chce mi się o czymś pisać i też o tym nie piszę. Lenistwo to jedna z moich najważniejszych wad. Lubię pisać o dziewczynach, to najbardziej inspirujący temat i najbardziej interesujący. Dziewięćdziesiąt procent wielkiej sztuki mówi o tym, że ktoś kogoś kocha, albo się z tym kimś kocha. Pozostałe dziesięć jest niewarta uwagi…</p>
<p><b>A jaki jest twój ideał kobiety? Masz w ogóle jakiś?</b><br />
Tak, jak każdy. Lubię dziewczyny, które są po prostu dziewczęce. Większość dziewczyn jest naturalnie ładna, a co najmniej polowa jest piękna. Zupełnie nie rozumiem kompleksów dziewcząt na temat swojego wyglądu. Najczęściej problemem jest to, że nie są wstanie podkreślić swoich atutów i skupiają się na ukrywaniu błędów natury. I kończy się to tym, że widać tylko te błędy, bo cały czas dziewczyna stara się na przykład zasłonić pieprzyk na czole jakąś grzywką, cały czas sprawdza, czy te włosy nadal tam są czy może rozwiał je wiatr… I tylko przyciągają do tego miejsca uwagę. Moja rada do wszystkich dziewczyn: skupcie się na tym co w sobie lubicie, podkreślcie to, a potem zapomnijcie, że istnieje cokolwiek poza tym. Męski wzrok podąża za kobiecymi dłońmi, a jeżeli wasze dłonie nieustannie będą sprawdzały czy nie widać defektów, to na pewno wskażą chłopakowi, którym jesteście zainteresowane, co chcecie ukryć.</p>
<p><b>A może ty jesteś po prostu mało wybredny, jeżeli chodzi o dziewczyny…</b><br />
W wieku szesnastu lat trudno być wybrednym jeżeli w organizmie ma się szalejące hormony. Sama Matka Natura to tak urządziła, że będąc nastolatkiem nieustannie myśli się tylko o tym, jak tu zaciągnąć jakąś koleżankę do łóżka. Zresztą dziewczyny myślą podobnie o chłopakach więc ma się ułatwioną sprawę. Ale są trzy kategorie dziewczyn, które już na wstępie mnie odstręczają. Pierwsza grupa to palaczki. Nie cierpię dziewczyn, które palą papierosy; jest to obrzydliwe, wieśniackie i koszmarne. Raz w życiu całowałem się z dziewczyną, która pali i już więcej nie chcę tego powtarzać. Druga grupa to właścicielki tatuaży i kolczyków. Wygląda to okropnie i kojarzy mi się z długoletnim wyrokiem w ciężkim więzieniu. Jeżeli kolczyki to tylko w uszach i właśnie kolczyki a nie klipsy czy jakiś inny substytut. Maleńkie błyszczące kolczyki w dziewczęcych uszach są bardzo seksowne i pociągające. Gdzie indziej – to dla mnie obrzydlistwo. Trzecia grupa to dziewczyny, które robią wszystko by nie wyglądać jak dziewczyna. Ciężkie buty, workowate spodnie, o trzy numery za duże bluzy z kapturem, albo ćwiekowane kurtki… totalne nieporozumienie. Dziewczyna powinna wyglądać jak dziewczyna. Sukienka, spódniczka, jak spodnie to też w kobiecym kroju podkreślającym krągłości, seksowna, elegancka, ponętna…</p>
<p><b>Z tego co mówisz wynika, że bardziej zwracasz uwagę na strój i zachowanie niż na samą urodę dziewczyny.</b><br />
Bo szesnastolatka prawie zawsze sama z siebie jest ponętna. Taka natura.</p>
<p><b>Po co właściwie piszesz bloga skoro chcesz i tak pozostać anonimowy?</b><br />
Mówiłem już, że to objaw mojego ekshibicjonizmu?... A na poważne, to chyba taka forma dogadania się ze sobą. Nie z innymi, ale ze sobą. Wydaje się nam, że wszystko mamy już dobrze przemyślane i zaplanowane, ale kiedy przychodzi nam o tym powiedzieć mamy z tym trudność, albo odkrywamy, ze to co do tej pory myśleliśmy jest jakieś całkowicie oderwane od rzeczywistości. Dopiero, kiedy o tym się komuś opowie, albo opisze to, co się myśli – sprawa zaczyna jasna. Tylko zwerbalizowane poglądy mają dla mnie rację bytu. Jeżeli nie potrafię przekazać swoich myśli innym to są one bezwartościowe, bo to co nie ma nazwy dla nas nie istnieje. A opisanie czegoś i nazwane to pierwszy krok do opanowania sytuacji. Może to pisanie bloga to jakaś forma psychoanalizy dla ubogich. Klasycznym medialnym stereotypem psychoanalityka jest starszy łysawy pan, który kładzie swoich pacjentów na leżance i każe im opowiadać o sobie, a potem inkasuje za to 300 dolarów z godzinę. Ja mam wszystko teraz całkowicie za darmo. Z tą różnicą, że codziennie ponad cztery tysiące psychoanalityków zbiera się u mnie na konsylium. Takiej opieki psychologicznej jak ja nie ma nawet Britney Spears…</p>
<p><b>Nie chcesz chyba powiedzieć, że pisanie bloga jest chorobą psychiczną?</b><br />
Pisanie bloga chorobą może nie, ale zaburzeniem psychicznym jest na pewno. To nie jest normalne, że mówi się o swoich intymnych przeżyciach tysiącom ludzi. Podobno większość ludzi ma taki dyżurny nocny koszmar, że stają nago przed dużą grupą ludzi. Ja nigdy tego nie miałem. W ogóle nie mam koszmarów nocnych, nie boję się ciemności… Pisanie bloga to coś w rodzaju takiego pokazania się nago i pomachania ludziom – zobaczcie jaki jestem. Większość ludzi w takiej sytuacji zapadłaby się pod ziemię ze wstydu. Ale oni nie piszą blogów. Albo piszą o polityce albo hodowli szczurów w mieszkaniu. Mnie to nie kręci.</p>
<p><b>Masz bardzo sprecyzowane poglądy polityczne.</b><br />
Tak, to prawda. Nie wiem skąd właściwie mi się to wzięło. Moi rodzice ani obie babcie właściwie nie interesują się polityką. Tyle tylko, że chodzą na wybory. Ale to już chyba w Polsce i tak dużo, bo większość Polaków nawet głosować nie chodzi. Jak byłem mały to z moimi kolegami z ulicy bawiliśmy się w partyzantów, konspirację… w wieku dziesięciu lat zostałem dowódcą dwudziestoosobowego oddziału partyzantów złożonego z moich kolegów i trzech koleżanek. Kilkadziesiąt metrów od mojego domu zaczynał się las i to był nasz las w którym gromiliśmy Niemców i Rosjan. Wysadzaliśmy pociągi, odbijaliśmy zakładników, podkładaliśmy bomby… takie chłopięce zabawy. Potem trzeba nas było opatrywać i tym zajmowały się nasze koleżanki-sanitraiuszki.</p>
<p><b>To już wtedy zaczęły się twoje doświadczenia z płcią przeciwną?</b><br />
Każdy dzieciak chyba zaczyna do zabaw w doktora. Ja nie byłem pod tym względem inny i jakiś wyjątkowy. Widuję się zresztą z tymi dziewczynami, z jedną chodziłem nawet do tej samej klasy w gimnazjum, ale nic z tego więcej nie wynikło. To były dziecięce zabawy w poznawanie świata i siebie. Ale bardzo dobrze ten czas wspominam.</p>
<p><b>Ale zabawa w wojnę w dzieciństwie chyba nie powoduje, że ma się potem jakieś określone poglądy polityczne?</b><br />
Sama zabawa pewnie nie. Ale w międzyczasie dowiedziałem się, że w tym lesie mój pradziadek właśnie podczas II wojny światowej robił dokładnie to samo w co my się bawiliśmy. Uczestniczył w czymś, co potem historycy nazwali <i>podlaską bitwą o szyny</i> i między innymi dzięki niemu Niemcy mieli strasznie utrudnione dostarczanie zaopatrzenia na front wschodni. Po prostu zawsze na odcinku pomiędzy Siedlcami a Brześciem w którymś miejscu tory kolejowe były albo wysadzone, albo rozkręcone, albo zatarasowane. Do dziś na polach wzdłuż torów można znaleźć przerdzewiałe łuski po pociskach z wysadzonych transportów broni. Gdzieś w tym czasie dowiedziałem się, że inny mój pradziadek został zamordowany przez Rosjan w katyńskim lesie tylko dlatego, że był polskim żołnierzem, jego brat został zamęczony w Treblince przez Niemców. Od tamtego czasu narasta we mnie atawistyczne przekonanie, że cokolwiek by się nie działo zarówno Rosjan jak i Niemców należy uważać za wrogów. A każdego Polaka, który z nimi współpracuje jako kolaboranta i sprzedawczyka.</p>
<p><b>To mocne słowa.</b><br />
Bo wszystko, co dotyczy poważnych spraw powinno być stanowcze i jednoznaczne. Żadnego rozmemłania, dzielenia włosa na czworo. Dlatego właśnie moje przekonania polityczne są tak zdeklarowane. Stałem się prawicowcem dlatego, że Rosjanie i Niemcy byli lewicowcami. Rosjanie reprezentowali socjalizm ludowy, a Niemcy socjalizm narodowy. Dopiero kilka lat później do tej mojej deklaratywnej prawicowości doszła podbudowa intelektualna. Po prostu wiem, że każda lewicowa władza tylko okrada obywateli i daje jej złudzenia.</p>
<p><b>Lewica to złodzieje?</b><br />
A jak nazwać podatki w wysokości 70 albo 80 procent tego co człowiek wypracował. Tak mamy w Polsce. Nawet biblia mówi, że dziesięcina (czyli 10 procent tego, co się zarabia) to podatek już i tak wysoki. A co państwo nam daje za ten haracz? Opiekę medyczną w której 3 lata trzeba czekać na wizytę u okulisty, szkoły rodem z dziewiętnastego wieku, sądy, które wypuszczają bandytów na wolność, a może policję która czai się w krzakach z radarem zamiast zamykać bandziorów…</p>
<p><b>Nie lubisz szkoły i swoich nauczycieli? Zawsze kiedy o nich piszesz mówisz o nich per <i>nauczycielstwo</i>?</b><br />
A jak można lubić ludzi, którzy tylko czekają na to, że państwo da i podwyżkę i zmniejszy i tak już żenujący zakres obowiązków? Jedna z moich nauczycielek regularnie czytuje pismo <i>Wróżka</i>, wszyscy głosują na postkomunistów, regularnie spóźniają się na lekcje po piętnaście minut, nie starają się ich nawet porządnie prowadzić…</p>
<p><b>Narzekasz, że nauczyciele spóźniają się na lekcję?</b><br />
To tylko obrazuje ich podejście do obowiązków jako pracowników szkoły. Może i jako uczeń się cieszę, że się raz czy drugi spóźnili, ale to tylko jako uczeń. Jako obywatel muszę po prostu stwierdzić, że ukradli oni mój czas i czas moich koleżanek i kolegów, okradli naszych rodziców z pieniędzy zapłaconych jako podatek, bo na pewno potem żadna z nauczycielek nie poszła do dyrektorki i nie powiedziała. <i>Spóźniłam się na lekcję. Proszę potrącić mi za te piętnaście minut z poborów.</i></p>
<p><b>Nikt przecież by tak nie zrobił…</b><br />
Nikt w prywatnej firmie by się nie spóźnił, bo za trzecim czy czwartym razem wyleciałby z pracy na bruk. A nauczycielstwo spóźnia się całkowicie bezkarnie i domaga się za to podwyżek. Uważam to za skandaliczne i dlatego trudno mi jest patrzeć ciepło na jakikolwiek element ciała pedagogicznego w moim liceum. Bo dziwnym trafem właśnie takie lewicujące i lewicowe nauczycielstwo wypuszczało jednak na świat bardzo prawicowo nastawioną młodzież. Może to odbywało się na zasadzie przekory i młodzieńczego buntu, ale to młodzi ludzie w mojej szkole byli elementem liberalnym i konserwatywnym, a nauczycielstwo zawsze czerwonym komunistycznym betonem. W latach pięćdziesiątych w mojej szkole zawiązała się patriotyczna organizacja piętnasto- i szesnastoletnich chłopaków i dziewczyn, która postanowiła idealistycznie porwać się z motyka na słońce i zwalczać komunistów. Kilkoro z nich chciało nawet wysadzić pociąg wiozący radzieckich dyplomatów i generałów. Zostali aresztowani i wywiezieni do więzienia na lubelskim zamku. Do tego samego więzienia, który był wówczas częścią niemieckiego obozu koncentracyjnego Treblinka i gdzie Niemcy zamordowali mojego pradziadka. Dostali kilkuletnie wyroki. Ale o tym dowiedziałem się od mojej babci, a nie od nauczycielstwa w liceum.</p>
<p><b>Gdybyś mógł to na kogo byś dziś zagłosował? Na SLD chyba nie?</b><br />
Większości członków SLD należy się trybunał stanu za zdradę… Bardzo szanuję braci Kaczyńskich i nie wątpię w ich patriotyzm. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że o ile większość polskich polityków wolałaby zostać dyplomatami Francji, Rosji, Niemiec albo Wielkiej Brytanii i tylko dlatego są polskimi politykami, bo nie mogą być francuskimi, rosyjskimi, niemieckimi czy brytyjskimi to bracia Kaczyńscy są polskimi politykami, bo to właśnie jest dla nich całkowicie satysfakcjonujące. Bardzo podziwiam ich patriotyzm, ale na pewno nie zagłosowałbym na nich ze względu na ich poglądy gospodarcze. Ich program Polski solidarnej jest programem Polski socjalnej, która sprawi, że Polska coraz bardziej będzie się pogrążała w lewicowej utopii, a gospodarka grzęzła w marazmie. Pod tym względem program partii Donalda Tuska jest nieco lepszy, ale to też nie jest mój ideał. Bo jak na razie Tusk więcej mówi niż robi. Dla mnie jest on człowiekiem całkowicie niewiarygodnym jako polityk. Tusk skupia się tylko na tym, żeby go wszyscy kochali, a niewiele robi dla Polski. Wolałbym, żeby zamiast redagował Fakt albo gra w piłkę zajął się konkretną pracą: spełnił obietnice wyborcze obniżenia podatków, zaczął prywatyzować koleje i górnictwo, zliberalizował przepisy…</p>
<p><b>Zagłosowałbyś więc na PO?</b><br />
Nie. Nie zagłosowałbym. Dlatego, że w PO nie ma nikogo, kogo mógłbym nazwać polskim patriotą.</p>
<p><b>O SLD wolę nie pytać?</b><br />
No, tak… O postkomunistach nie chcę nawet myśleć.</p>
<p><b>To może któraś z mniejszych partii? PSL, Samoobrona, Liga Polskich Rodzin? Demokraci?</b><br />
PSL to parta ludzi, którzy nie mają jakichkolwiek poglądów, ale bardzo chcieliby rządzić. I zrobią wszystko żeby dostać kilka stołków. Samoobrona to populiści i ekspozytura SLD. Na LPR mógłbym się zastanowić, bo akurat patriotów tam nie brakuje, ale znów, podobnie jak w PiS, ich poglądy na gospodarkę to czerwony bełkot, który proponuje prosta drogę do Trzeciego Świata. O Demokratach mogę tylko powiedzieć tyle, że nie wiedziałem, że oni jeszcze istnieją… Chyba tylko w umyśle Adama Michnika.</p>
<p><b>Jakie są twoje plany na przyszłość?</b><br />
A jakie może mieć plany szesnastolatek? Na razie chcę przetrwać liceum i zrobić maturę. Mówię przetrwać, bo straciłem już nadzieję, że się w tej szkole czegokolwiek nauczę. Potem pewnie pójdę na jakieś studia. Ale kompletnie jeszcze nie wiem na jakie. Mam jeszcze dwa i pół roku na podjęcie decyzji.</p>
<p><b>A kim byś chciał być w przyszłości? Z dziesięć albo dwadzieścia lat?</b><br />
To raczej mało zależy od mojego chcenia czy niechcenia. Mój ojciec jest rolnikiem, albo jak się teraz ładnie to nazywa – producentem rolnym. I ja jako jedynak odziedziczę jego gospodarstwo.</p>
<p><b>Nie szkoda ci zmarnować swój talent do pisania i zostać rolnikiem?</b><br />
Nie sądzę, żebym miał jakiś wybitny talent do pisania. Poza tym wejście Polski do Unii sprawiło, że chłopi teraz mnóstwo czasu poświęcają na pisanie. Wnioski, deklaracje, kwity, tona papieru… Każdy rolnik został teraz nawet kartografem z przymusu i raz na rok musi dla Unii narysować mapę swoich włości. Także od pisania się nie uwolnię…</p>
<p><b>Myślałeś już może o wydaniu swojego bloga jako książki?</b><br />
Nie pierwsza się mnie o to pytasz… Nie, nie myślałem. Na razie nikt mi tego nie zaproponował. I raczej pewnie nie zaproponuje. Na pewno sporo jeszcze przede mną w tej kwestii. Na męską wersję Doroty Masłowskiej jakoś się chyba nie kwalifikuję. Nie umiem posługiwać się takim bełkotem stylistycznym jak ona. Piszę za prostym językiem bez ozdobników i zawijasów i nie sądzę, żeby mogło to zainteresować jakieś wydawnictwo, a teraz jest trend do pisania jak najbardziej koślawo i bełkotliwie. Nad tym cmokają wszyscy znawcy literatury.</p>
<p><b>Ale przecież codziennie tyle osób chce cię czytać?</b><br />
No, to będą mogli mnie czytać na ekranie komputera. Albo wydrukować sobie kilka stron na domowej drukarce, choć osobiście myślę, że to zbytek zachodu.</p>
<p><b>Chciałam cię jeszcze zapytać o Andżelikę? Jak ona się czuję?</b><br />
Teraz jest już nieźle. Mój przyjaciel Kuba o nią dba tak, że tylko pozazdrościć. Czasami nawet mam ochotę wpaść pod samochód… nie, żartuję… sam nie chcę i nikomu tego nie życzę. Andżelikę czeka najbliższy miesiąc w szpitalu, a potem dość długa rehabilitacja. A potem jeszcze dłuższy i boleśniejszy proces wyzwalania się spod wpływu rodziców.</p>
<p><b>Kila słów na zakończenie do fanów?</b><br />
Nie, na razie nie mam jeszcze fanów i pewnie nigdy nie będę miał. A czytelniczkom i czytelnikom mojego bloga chciałbym podziękować za codzienne wizyty. Nabijajcie statystki. To miłe tak na nie patrzeć. A w ogóle to częściej komentujcie to co piszę… I zapraszam serdecznie na <a href="http://MojeLiceum.wordpress.com/" title="Moje Liceum - Pamiętnik licealisty" target="_blank">http://MojeLiceum.wordpress.com/</a>...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dar Al-Hayat wpisany do RM]]></title>
<link>http://sultanat.wordpress.com/?p=356</link>
<pubDate>Sun, 17 Feb 2008 20:47:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>sultanat</dc:creator>
<guid>http://sultanat.wordpress.com/?p=356</guid>
<description><![CDATA[
Kraj:
Późnym popołudniem dnia dzisiejszego &#8220;Dar Al-Hayat&#8221; został wpisany przez Sąd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div STYLE="text-align: center"><img SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2007/10/dar-al-hayat.jpg" BORDER="0" /></div>
<p><strong>Kraj:</strong></p>
<p>Późnym popołudniem dnia dzisiejszego "Dar Al-Hayat" został wpisany przez Sąd Sułtański do Rejestru Medialnego (RM).<br />
Wpisu rejestru dokonał Prezes Sądu Sułtańskiego Sędzia Ayman an Zentawi.<br />
Dzięki uzyskanemu wpisowi do RM nasza gazeta spełniła wszelkie wymogi nałożone na media przez Ustawę Madżlis el-Mustaszarin "o Mediach" z dnia 29 stycznia 2008 i tym samym wyprzedziła swoją konkurencję stając się pierwszą legalną gazetą w Sułtanacie Al Rajn zgodnie z obowiązującym rajńskim  prawodawstwem.</p>
<p ALIGN="right"><strong>Redaktor Naczelny /-/</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wojna na plakaty i hasła wyborcze + Przegląd Wydarzeń Tygodnia cz. V]]></title>
<link>http://sultanat.wordpress.com/2008/01/05/wojna-na-plakaty-i-hasla-wyborcze-przeglad-wydarzen-tygodnia-cz-v/</link>
<pubDate>Sat, 05 Jan 2008 03:16:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>sultanat</dc:creator>
<guid>http://sultanat.wordpress.com/2008/01/05/wojna-na-plakaty-i-hasla-wyborcze-przeglad-wydarzen-tygodnia-cz-v/</guid>
<description><![CDATA[ 
Kraj:
Dzisiaj mamy przed sobą ostatni dzień kampanii wyborczej przed jutrzejszymi wyborami parl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <img SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2007/12/wybory2008.png" BORDER="0" WIDTH="170" HEIGHT="75" /></p>
<p><strong>Kraj:</strong></p>
<p>Dzisiaj mamy przed sobą ostatni dzień kampanii wyborczej przed jutrzejszymi wyborami parlamentarnymi do Madżlis el-Mustaszarin V kadencji. Rajńscy politycy nie spoczywają na laurach i ostatnie godziny kampanii wyborczej zagospodarowali bardzo umiejętnie prezentując wyborcom oraz mediom swoje hasła wyborcze. Na zwołanych wczoraj późnym wieczorem konferencjach prasowych swoje plakaty wyborcze zaprezentowali kandydaci: Dżalal bin Sezer [AKaW], Divine Comme çi Comme ça [PO] , Catrina an Rosse [PO] oraz Rania ar Hasse [PO].</p>
<p><strong>Hasła wyborcze:</strong><br />
1. "Bo prawo nie jest po stronie przestępców! Głosuj na Ósemkę! Dżalal bin Sezer" - Dżalal bin Sezer [AKaW]<br />
2. *Wolność*Swoboda*Tolerancja* - Divine Comme çi Comme ça [PO]<br />
3. "Wasza Catrina an Rosse na Premiera" - Catrina an Rosse [PO]<br />
4. "Premier wszystkich Rajńczyków" - Osama bin Ramzani [AKaW]<br />
5. "Wybieraj rozsądnie - Głosuj rozumem" - Said al Falim [HaT]</p>
<p><strong>Plakaty wyborcze zaprezentowane przez 4 kandydatów:</strong></p>
<div ALIGN="left"> 1. Dżalal bin Sezer [AKaW]</div>
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="200" WIDTH="150" BORDER="0" SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2008/01/sezer2008.png" /></div>
<p>2. Divine Comme çi Comme ça [PO]</p>
<div STYLE="text-align: center"><img SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2008/01/divine2008.png" BORDER="0" WIDTH="682" HEIGHT="406" /></div>
<p>3. Catrina an Rosse [PO]</p>
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="600" WIDTH="600" BORDER="0" SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2008/01/catrina2008.png" /></div>
<p>4. Rania ar Hasse [PO]</p>
<div STYLE="text-align: center"><img SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2008/01/hasse2008.png" BORDER="0" WIDTH="350" HEIGHT="350" /></div>
<p><strong>Lokale wyborcze zostaną otwarte dokładnie o g. 0:01 w dniu 6.stycznia.2008. Uprawnionych do głosowania jest 23 obywateli Sułtanatu Al Rajn.</strong></p>
<div STYLE="text-align: center"><img HEIGHT="150" WIDTH="131" BORDER="0" SRC="http://sultanat.wordpress.com/files/2007/10/dar-al-hayat.jpg" /></div>
<div ALIGN="center"><strong>Przegląd Wydarzeń Tygodnia cz. V</strong></div>
<p>Po tygodniowej przerwie na łamy "Dar Al-Hayat" wraca "Przegląd Wydarzeń Tygodnia", który wyjątkowo w dniu dzisiejszym obejmuje okres dwóch tygodni. Zapraszam do miłej lektury.</p>
<p><strong>Z kraju:</strong><br />
<strong>23.12.2007</strong> - JW Sułtan Aisahah Ramzani al-Ekonoglu I odwołała z urzędu dotychczasowego Przewodniczącego CKW Saida al Falima [HaT]<br />
a na jego miejsce powołała bezpartyjnego Karima al Rajńskiego.<br />
<strong>24.12.2007</strong> - JW Sułtan Aisahah Ramzani al-Ekonoglu I na mocy Dekretu Sułtańskiego 59A/2007 zarządziła na dzień 6.stycznia.2008<br />
wybory parlamentarne do Madżlis el-Mustaszarin V kadencji.<br />
<strong>25.12.2007</strong> - O godzinie 13:23 Premier Osama bin Ramzani wspólnie z MBNiA Farunem an WW wprowadzili na terytorium całego Sułtanatu<br />
Al Rajn stan wyjątkowy z powodu awarii serwera. Stan wyjątkowy został odwołany dnia następnego tj. 26.grudnia.2007 o g. 10:16<br />
<strong>27.12.2007</strong> - Na 10 dni przed zaplanowanymi na 6.stycznia.2008 wyborami parlamentarnymi rozpoczęła się kampania wyborcza.<br />
<strong>1.01.2008</strong> - JW Sułtan Aisahah Ramzani al-Ekonoglu I na mocy Dekretu Sułtańskiego 1A/2008 skróciła trwającą trzy dni Ciszę Wyborczą<br />
do jednego dnia tym samym pierwszy raz cisza dotyczy jedynie dnia w którym przeprowadzane są wybory parlamentarne.<br />
<strong>2.01.2008</strong> - Premier Osama bin Ramzani [AkaW] został uznany przez redakcję "Dar Al-Hayat" za "Rajńczyka Roku 2007".<br />
<strong>3.01.2008</strong> - Sąd Sułtański zgodnie z nowym prawem o partiach politycznych dokonał wpisu wszystkich 3-ch partii politycznych działających<br />
w Sułtanacie Al Rajn do Rajńskiej Ewidencji Partii Politycznych [REPP].</p>
<p><strong>Świat:</strong><br />
<strong>23.12.2007</strong> - [Sarmacja]: Wybory parlamentarne do IP XIX kadencji wygrała lewicowa SPD, która zdobyła 5 z 7 możliwych mandatów poselskich. Rola opozycji przypadała dla nowego ugrupowania NPS.<br />
<strong>26.12.2007</strong> - [Micropolis]: Swoją rezygnację z funkcji Prezydenta WMM składa Maciej Faron co zapoczątkowuje falę destabilizacji i anarchii<br />
w tym małym państewku.<br />
<strong>29.12.2007</strong> - [Dreamland]: Zakończyły się wybory parlamentarne do Izby Poselskiej XX kadencji, które wygrała POKD uzyskując 44,74% społecznego poparcia (17 głosów) co przełożyło się na 4 mandaty poselskie. Frekwencja wyborcza wyniosła 57,60%.<br />
<strong>31.12.2007</strong> - [Sarmacja]: Nowy Kanclerz KS Daniel baron Chojnacki wygłosił swoje exposé.<br />
<strong>31.12.2007</strong> - [Micropolis]: Samozwańczy przywódca Jafar as-Sadyk w swoim manifeście skierowanym do narodu powołał do życia<br />
Komitet Ocalenia Narodowego i przekształcił WMM w Micropolitańską Republikę Ludową [MRL].<br />
<strong>2.01.2008</strong> - [Dreamland]: Prokurator Generalny Paul von baron Panevnick skierował do Sądu Królewskiego skargę wyborczą.<br />
<strong>3.01.2008</strong> - [Surmenia]: Zakończyło się referendum Konstytucyjne w którym mieszkańcy Królestwa zaakceptowali dwie poprawki<br />
do Konstytucji autorstwa JKM Pavla I Zeppa. Poprawki przy frekwencji 100% [głosowało 6 osób] uzyskały aprobatę większości.</p>
<p><strong>Sport:</strong><br />
<strong>30.12.2007</strong> - [Sarmacja]: Na kolejkę przed końcem sezonu LS tytuł mistrzowski wywalczyła drużyna RVT Hrabia Ruhnhoff.<br />
<strong>4.01.2008</strong> - [Sułtanat Al Rajn]: Puchar Sułtanatu w rozgrywkach III SAR Camel League Cup wywalczyła drużyna Ghazela el-Talathani prowadzona przez Panią trener Ranię ar Hasse.</p>
<p><strong>Różności:</strong><br />
<strong>28.12.2007</strong> - [Sułtanat Al Rajn]: W tym właśnie dniu minęła okrągła rocznica od wznowienia wydawania naszej gazety "Dar Al-Hayat".<br />
<strong>3.01.2008</strong> - [V-Świat]: Rajńska Prasa dołączyła do projektu "Planeta Mikronacje" Pana Marcina Pośpiecha.</p>
<p ALIGN="right"><strong>Redaktor Naczelny /-/</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mój pierwszy wpis-próba generalna]]></title>
<link>http://91joe.wordpress.com/2007/12/08/moj-pierwszy-wpis-proba-generalna/</link>
<pubDate>Sat, 08 Dec 2007 10:44:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>91joe</dc:creator>
<guid>http://91joe.wordpress.com/2007/12/08/moj-pierwszy-wpis-proba-generalna/</guid>
<description><![CDATA[to mój pierwszy wpis na blogu worldpress. chcę zobaczyc jak bedzie on wyglądał na stonie.

 

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p ALIGN="left">to mój pierwszy wpis na blogu worldpress. chcę zobaczyc jak bedzie on wyglądał na stonie.</p>
<p STYLE="text-align: center"><img SRC="http://91joe.wordpress.com/files/2007/12/picture-008.jpg" BORDER="0" WIDTH="250" /></p>
<p> <!--more--></p>
<p STYLE="text-align: center"><img SRC="http://91joe.wordpress.com/files/2007/12/picture-046.jpg" BORDER="0" HEIGHT="250" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[No to ruszamy...]]></title>
<link>http://zima44.wordpress.com/2007/10/13/no-to-ruszamy/</link>
<pubDate>Sat, 13 Oct 2007 15:12:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>zima44</dc:creator>
<guid>http://zima44.wordpress.com/2007/10/13/no-to-ruszamy/</guid>
<description><![CDATA[Czas wreszcie wystartować. Zima44 blog będzie pisał różne badziewne teksty, obecne sytuacje w m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czas wreszcie wystartować. Zima44 blog będzie pisał różne badziewne teksty, obecne sytuacje w mediach etc, i inne żenujące teksty które (jak mam nadzieje) ktoś będzie czytać. Kolejny wpis już niebawem ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
