<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>wiezi-miedzyludzkie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/wiezi-miedzyludzkie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "wiezi-miedzyludzkie"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 16:39:20 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[O zdradach]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 15:16:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Postanowiłem jeszcze raz obejrzeć film Ewy Stankiewicz &#8220;Trzech kumpli&#8221;. Nie dlatego, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Postanowiłem jeszcze raz obejrzeć film Ewy Stankiewicz "Trzech kumpli". Nie dlatego, żeby oglądanie go sprawiało mi jakąś przyjemność, ale po to, by dostrzec w nim to, co być może umknęło mojej uwadze przy pierwszej jego emisji. Jest to bez wątpienia film, który sprzyja głębszej refleksji nad nieodległą historią, ale też i czasami nam współczesnymi, nad kondycją naszego życia publicznego i prywatnego.</p>
<p>Bronisław Wildstein w jednej ze scen filmu mówi, że Maleszka go zdradził. I jest to niewątpliwie film m.in. o zdradzie. Zdradzie, której motywów trudno dociec, ale wszystko wskazuje na to, że współpraca z SB i donoszenie na kolegów i przyjaciół sprawiało Maleszce swego rodzaju perwersyjną, psychopatyczną przyjemność, poczucie górowania nad ludźmi wobec, których w rzeczywistości mógł mieć poczucie bycia gorszym; ta współpraca mogła mu dawać poczucie dominacji nad ludźmi, którym w głębi duszy czegoś zazdrościł. Z filmu wynika, że Ketman próbował też wpływać poprzez centralę SB w Warszawie na sposób rozpracowywania krakowskiej opozycji, donosił także na esbeków, którzy go prowadzili, twierdząc, że ich taktyka jest mało skuteczna, a on ma jakoby lepszy pomysł na sparaliżowanie konspiracji krakowskich demokratów.</p>
<p>Te czasy są jednak dla mnie historią, w 1977 roku, miałem ledwie rok. Bez problemu jednak znajduję analogię między nimi, a czasami obecnymi. Znajduję także związek przyczynowo - skutkowy między nierozliczeniem zbrodni komunistycznej przeszłości, nienapiętnowaniem wszystkiego tego, co było w niej złe a stanem współczesnego nam życia publicznego.</p>
<p>Życie publiczne bez jakiegoś minimum etycznego aprobowanego przez większość społeczeństwa nigdy nie będzie zdrowe. Zawsze będziemy społeczeństwem o najniższym kapitale zaufania społecznego w Europie, jeśli nie umówimy się, że w naszych relacjach w sferze publicznej i prywatnej muszą obowiązywać jakieś zasady, na które godzimy się wszyscy. Tak jak godzimy się na to, że morderstwo, kradzież, pobicie, są złem, za które należy karać. Społeczeństwo bez minimum etycznego nie może istnieć. Inaczej zamienia się w dżunglę, dzikie pola, step, gdzie niemożliwa albo w znacznym stopniu utrudniona jest kooperacja, współdziałanie, wzajemne zaufanie, wzajemna pomoc, gdzie trudno jest prowadzić interesy, pracować ludziom o różnych typach charakterów, temperamentach w jednej firmie czy instytucji, nawiązywać głębsze znajomości czy przyjaźnie.</p>
<p>Nie chcę porównywać zdrady obecnej ze zdradą, jakiej dopuścił się Maleszka. Nie te skutki, nie te konsekwencje dla zdradzanych wówczas i zdradzanych obecnie. Teraz co najwyżej na skutek donosu, pomówienia można stracić pracę, wówczas można było stracić życie. Teraz można stracić przyjaciela, ale stracić w sensie"tylko" boleśnie zakończonej przyjaźni. Jednakże kumulacja zdrad ze strony przyjaciół, bliskich, znajomych sprawia, że trudno jest nam zdobyć się na zaufanie w codziennych relacjach międzyludzkich. Zdumiewającym jest o, że osoby, do których owe donosy, pomówienia docierają - czy są to szefowie w firmach, czy w urzędach, uczelniach - częstokroć biorą je za dobrą monetą, która - w ich mniemaniu - może ułatwić kontrolę sytuacji w danej instytucji, dawać złudne poczucie trzymania ręki na pulsie. Zdarza się często, że owe "informacje" nie są weryfikowane, a osoby będące ich źródłem nie ponoszą konsekwencji pomówień wobec swoich kolegów czy koleżanek, mało tego zdarza się, że są premiowane na różne sposoby. Z takimi sytuacjami zetknąłem się sam i zetknęło się wielu moich znajomych. Zdumiewa to tym bardziej, że udowodniono poprzez badania naukowe, iż za sprawą donosów, oczerniania innych i złej atmosfery w miejscu praca znacząco spada wydajność danej firmy czy instytucji. Ma to przecież przełożenie na relacje między pracownikami. Sama świadomość istnienia takich mechanizmów w grupie utrudnia komunikację między pracownikami, obniża wydatnie zaufanie, odbiera energię życiową, osłabia motywację i wolę do pracy, czyni pracowników mniej pomysłowymi, nie mówiąc już o niechęci do identyfikowania się z firmą czy instytucją, w której są zatrudnieni, a to z kolei sprawia, że miejsce pracy staje się bardziej piekłem niż miejscem, do którego idzie się z przyjemnością, by realizować określone cele, w którym można działać na rzecz nie tylko swoją, ale także na rzecz innych.</p>
<p>Nie chcę przez to powiedzieć bynajmniej, że wszystkiemu winien jest niejaki Ketman, że gdyby został osądzony, napiętnowany, to do takich sytuacji, by nie dochodziło. Natura ludzka jest ułomna, słaba i są między nami ludzie, którzy mają nieodpartą potrzebę szkodzenia innym czy to bezinteresownie, czy z zawiści, zemsty, czy jakiejkolwiek innej niskiej motywacji. Ale bez wątpienia niewskazanie jasno i wyraźnie co jest w życiu publicznym czy w prywatnych relacjach międzyludzkich złe, a co dobre, powoduje chaos i zagubienie. Cóż z tego, że jakaś część społeczeństwa ma świadomość tego, że donoszenie, pomawianie jest złem, skoro wielu widzi, jak ich przełożeni tolerują takie zjawiska, a nawet za nie nagradzają. A ta spora tolerancja dla tego typu podłości, wynika z dość powszechnego klimatu przyzwolenia na bycie podłym, nikczemnym, na bycie mówiąc dosadnie i brutalnie "skurwysynem" (można nawet zaobserwować swego rodzaju modę na bycie "skurwysynem").</p>
<p>Któż z nas nie zetknął się z jakąś zdradą ze strony znajomego, przyjaciela? Roi się od nich w naszym codziennym życiu. Przechodzimy obok nich jakoś obojętnie, uważając je za coś naturalnego, nieodłączonego od ludzkiego życia, z czym trzeba nauczyć się żyć. I tak pewnie było zawsze i będzie, niezależnie od czasów, różnić się tylko będą konsekwencje tych zdrad. Mam jednak poczucie, że obecnie owych zdrad jest nieco w nadmiarze.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kilka refleksji po obejrzeniu "Trzech kumpli"]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 06:29:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=39</guid>
<description><![CDATA[Lesław Maleszka stanowi chyba najlepszy przykład agenta, który ochoczo i nadgorliwie współpraco]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Lesław Maleszka stanowi chyba najlepszy przykład agenta, który ochoczo i nadgorliwie współpracował ze służbami specjalnymi. Historie o łamaniu, szantażowaniu, groźbach wobec wszystkich współpracowników tajnych służb nie w każdym przypadku się potwierdzają. Ketman podobno nawet wychodził z własną inicjatywą w rozpracowywaniu krakowskich środowisk opozycyjnych, a gdy krakowskim ubekom zdarzało się ograniczać jego inwencję z uzasadnieniem, że oni są od myślenia, a on od dostarczania informacji, zraniony w swojej dumie, dzwonił do ich przełożonych w Warszawie ze skargą, że jego działania są sabotowane, utrudniają i uniemożliwiają skuteczną inwigilację opozycji.</p>
<p>Z filmu "Trzech kumpli" wyemitowanego wczoraj i przedwczoraj przez TVN nie dowiadujemy się jakie motywy kierowały Maleszką. Na ponawiane pytania reżyserki dokumentu - "Dlaczego?", odpowiada po kilkakroć: "To doskonałe pytanie." Na inne pytanie "Dlaczego - skoro uważa pan, że Zagajewski był najlepszym poetą - donosił pan na niego?", nie udziela odpowiedzi w ogóle. "Czy dlatego, by nie pisał już wierszy?" .... (milczenie)</p>
<p>Niska zawiść niepewnego siebie człowieka, w głębi duszy uważającego się za gorszego od innych? Pieniądze? Jeden z jego znajomych twierdzi, że podejrzenia wzbudzała ilość książek posiadanych przez Maleszkę, zastanawiało skąd miał środki na regularne zakupy tylu tytułów. Bezinteresowna i psychopatyczna chęć szkodzenia innym i czerpanie z tego tytułu satysfakcji? Poczucie panowania nad losem innych? Wątpliwe byśmy poznali prawdziwe przyczyny, dla których młody student UJ poszedł na współpracę ze służbami specjalnymi i nie wycofał się z niej, nie próbował się wywikłać, a wręcz przeciwnie - donosił niemal z pasją.</p>
<p>Nie przekonują mnie także tłumaczenia, że to nie ludzie są źli, tylko ówczesny system stworzył im ramy do tego, by złymi się stali, bo przecież wielu - mimo identycznych warunków dla wszystkich - donosicielami się nie stało.</p>
<p>Istnieje obecnie tendencja do łatwego usprawiedliwiania każdej, nawet największej podłości, są ludzie, którzy wszystko potrafią uzasadnić, wyjaśnić, a wybaczenie staje się czymś banalnie prostym, jak pstryknięcie palcami. Któż z nas jest bez winy - można często usłyszeć.</p>
<p>Pamiętam jak swego czasu pewien znajomy psychiatra z zachwytem opowiadał o słynnym koledze z branży - o ile się nie mylę - Bercie Hellingerze, który miałby potrafić uzasadnić każdą ludzką nikczemność i zmyć winę z największego nawet oprawcy.</p>
<p>Usprawiedliwianie ludzkich małości, człowieczej podłości, ma świadczyć o jakiejś życiowej mądrości, rozsądku, trzeźwym i życiowym podejściu do spraw trudnych.</p>
<p>Wydaje się, że taki klimat panujący w naszym życiu publicznym - ale pewnie nie tylko w naszym polskim - odpowiada za fatalny stan relacji międzyludzkich, za najniższy w Europie stopnień zaufania społecznego między Polakami, za tolerowanie donosicielstwa w pracy, pomawiania, oszczerstw, bezinteresownego szkodzenia innym, a częstokroć - jak wynika z moich własnych doświadczeń, ale i doświadczeń wielu moich znajomych - także promowania osób, które wykazują się gorliwością w szkodzeniu innym, pomawianiu, donoszeniu.</p>
<p>Ten wszechobecny cynizm naszego życia publicznego jest nie do zniesienia, nie tylko w miejscu pracy, ale także w życiu prywatnym. Absurdem są przecież sytuacje, w których dobrzy znajomi nie ufają sobie wzajemnie i potrafią to jeszcze otwarcie manifestować, a mimo to potrzebują być razem, potrzebują drugiego człowieka, choć wiedzą dobrze o tym, że ufać mu nie można. Czy to nie jest już paranoja?</p>
<p>Przy takim stanie nieufności, jaki panuje w naszym kraju, sądzę, że nie ma co liczyć na zbudowanie uczciwego, zdrowego klimatu w życiu publicznym. Czy możliwy jest cud na miarę Irlandii w polskiej gospodarce, gdy ludźmi kieruje podejrzliwość? Czy możliwe jest prawidłowego funkcjonowanie wielu firm, instytucji, organizacji pozarządowych, uczelni, przy niemożności czy nieumiejętności prawdziwej kooperacji, która bez zaufania obejść się nie może?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O obojętności. Kilka refleksji wywołanych filmem "Trzech kumpli"]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=33</link>
<pubDate>Tue, 24 Jun 2008 09:23:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=33</guid>
<description><![CDATA[Nie wyobrażałem sobie nawet, że ludzka ignorancja, bezideowość, obojętność  może sięgać a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wyobrażałem sobie nawet, że ludzka ignorancja, bezideowość, obojętność  może sięgać aż takich rozmiarów. We wczorajszym filmie "Trzech kumpli" wyemitowanym przez TVN najbardziej wstrząsnęła mną scena, w której przez kilka minut wypowiada się była miss juwenaliów 1977 roku, roku w którym zamordowano Pyjasa, i roku w którym tuż po jego śmierci, przyjaciele i znajomi opozycjonisty apelowali o bojkot juwenaliów. Mimo tych apeli, wielu studentów wzięło udział w oficjalnych uroczystościach. Na Rynku odbyły się wybory najpiękniejszej studentki - długowłosej, wysokiej, szczupłej dziewczyny, która w filmie tłumaczy dlaczego nie zbojkotowała uroczystości. A właściwie nie tyle tłumaczy, co jest zdezorientowana faktem zaproszenia jej do udziału w filmie. Sprawiała wrażenie osoby nie wiedzącej, kim był Pyjas, nie zdającej sobie sprawy, co się wówczas stało, wyjaśniała, że nie interesowała jej polityka, nie angażowała się w nią. Podobnie jak i pozostali studenci uczestniczący w zabawie na Starym Rynku. - Tak, być może coś takiego było... (cytat nie dosłowny, ale oddający sens wypowiedzi studentki).</p>
<p>W takiej postawie, jest coś, co morzi krew w żyłach. Może jest to skojarzenie na wyrost, ale stanęły mi wówczas przed oczami obrazy z wiersza Czesława Miłosza "Campo di fiori". Obrazy przedstawiające ludzi bawiących się na karuzeli tuż przy murze getta po aryjskiej stronie, w czasie, gdy za murami trwają walki i giną ludzie, giną w zupełnej samotności.</p>
<p>Nie wstrząsnęły mną tak bardzo cyniczne wypowiedzi byłych ubeków, współpracowników służby bezpieczeństwa, jak właśnie te sceny z juwenaliów i wypowiedź byłej miss, dla której czymś zupełnie naturalnym był udział w uroczystościach, zabawa przy okazji jej wyboru, która jakby żyła do dziś w całkowitej nieświadomości tego, co się wówczas działo. Czy jest to obojętność, cynizm, ignorancja, brak wrażliwości...?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Piątkowy poranek z Andrzejem Celińskim]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 12:51:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Mam wolną chwilę, więc oglądam w TVN24 wywiad z Andrzejem Celińskim poświęcony niemal w cało]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mam wolną chwilę, więc oglądam w TVN24 wywiad z Andrzejem Celińskim poświęcony niemal w całości Lechowi Wałęsie i rozważaniom wokół lustracji, prawdy i wiedzy. Andrzeja Celińskiego cenię jako polityka, nie wyczuwam w nim koniunkturalności, braku ideowości czy uczciwości, wręcz odwrotnie wydaje mi się być politykiem głęboko przekonanym do głoszonych idei, zawsze starającym się zachowywać przyzwoicie, szczerym i konsekwentnym, słowem gatunek na wymarciu w życiu publicznym.</p>
<p>To jednak, że jakiegoś polityka szanuję nie musi oznaczać, że zawsze i we wszystkim się z nim zgadzam.</p>
<p>Nie mogę zrozumieć, jak Celińskiego może nie boleć to, że Lesław Maleszka - który swego czasu w Warszawie korzystał z gościnności Andrzeja Celińskiego - okazał się być agentem, zupełnie świadomym, czerpiącym ze współpracy wymierne korzyści, a nawet satysfakcję. Celińskiemu cierpienie miało sprawiać tylko to, że posiadł o tym wiedzę, wiedzę w jego przekonaniu zbędną, która do niczego nie jest mu potrzebna, wiedzę, bez której żyłoby mu się dużo lepiej.</p>
<p>Wielce możliwe, że bez świadomości krzywd wyrządzanych nam przez bliźnich żyłoby się nam lepiej i łatwiej, choć z drugiej strony, są ludzie, do których sam się zaliczam, tak skonstruowani psychicznie, że chcą wiedzieć czy mogą polegać na ludziach podających się za ich przyjaciół.</p>
<p>Nie wątpię w to, że Celińskiemu jest trudno żyć ze świadomością zdrady osoby w pewnym sensie bliskiej, ale to nie może być argumentem przeciw lustracji. Nie chcę tu wchodzić w rozważania dotyczące sensu i celowości lustracji, bo musiałbym pisać esej, ale moja intuicja podpowiada mi, że budowanie relacji międzyludzkich na tak głębokim fałszu, kiedy to donosiciel podaje się za przyjaciela, jest nie do przyjęcia.</p>
<p>Nie mogę się także zgodzić z twierdzeniem Andrzeja Celińskiego, jakoby to nie człowiek był zły, tylko system, w którym żyje, zmuszał go do złego postępowania, tj. system polityczno - społeczny ma stwarzać takie ramy, w których budzą się w człowieku złe instynkty, niskie motywy i pobudki. Słowem, to system zmusza człowieka do donosów, do szkodzenia innym, do torturowania bliźnich, mordowania. Zatem ci wszyscy gorliwi kaci Hitlera, mieliby być dobrymi ludźmi, których garstka degeneratów, psychopatów w rodzaju Hitlera "zachęciła" do zbrodni, stworzyła warunki, w których ci biedni, dobrzy ludzie postępować inaczej nie mogli.</p>
<p>Zastanawia mnie tylko, jak to możliwe, że w okresie 8 lat mojej pracy spotykałem się z donosami, pomówieniami, oszczerstwami, zawiściami, bezinteresowną (tak, właśnie bezinteresowną, a nie będącą efektem wyścigu szczurów, niezdrowej rywlizacji) chęcią szkodzenia innym. I nie miało to wcale miejsca w korporacjach, lecz w instytucjach powołanych do niesienia pomocy innym ludziom. Przecież nie żyjemy w państwie totalitarnym, które "zmusza" kogokolwiek do takich zachowań, to się dzieje w podobno demokratycznym państwie prawa, gwarantującym każdej jednostce szeroki zakres wolności. Można powiedzieć, że takie zachowania mogą być uwarunkowane strukturą danej firmy, organizacji, ale skro tak, to każda struktura będzie stwarzała człowiekowi ramy do złego postępowania. Wszędzie tam gdzie są skupiska ludzkie wcześniej czy później pojawią się złe namiętności, złe instynkty i podłe motywacje.</p>
<p>Człowiek nie jest z natury ani dobry, ani zły. Możemy mówić jedynie o konkretnym człowieku, a nie o człowieku abstrakcyjnym, a człowiek konkretny może być albo dobry, albo zły, albo któryś z tych elementów może w nim dominować, nie istnieje natura ludzka wspólna dla wszystkich, tak podpowiadałoby mi przynajmniej moje doświadczenie i obserwacja ludzi.</p>
<p>Dlatego też bez względu na to czy żyjemy  w państwie totalitarnym czy demokratycznym, bez względu na to, w jakich strukturach byśmy nie funkcjonowali, u jednych wyjdą na jaw złe instynkty, u innych dobre. Czy w nazistowskich Niemczech wszyscy byli zbrodniarzami? Czy w państwach komunistycznych wszyscy byli współpracownikami służb specjalnych? Oczywiście, że nie. zatem to nie wina struktur, lecz skomplikowanej struktury jednostki rozpatrywanej całkowicie indywidualnie, zawsze konkretnie. Czas już odłożyć do lamusa oświeceniowe bajki o człowieku dobrym ze swej natury, zepsutym przez społeczeństwo, o szlachetnych dzikusach i tym podobne. Społeczeństwo może uczynić człowieka i złym i dobrym.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Polska wiernym sojusznikiem Izraela]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=25</link>
<pubDate>Tue, 20 May 2008 12:30:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=25</guid>
<description><![CDATA[Wszystko wskazuje na to, że Polska zalicza się w ostatnich latach do jednego z najwierniejszych so]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wszystko wskazuje na to, że Polska zalicza się w ostatnich latach do jednego z najwierniejszych sojuszników Izraela, obok Stanów Zjednoczonych i Niemiec. I to może tylko cieszyć. Najwyższy czas byśmy mieli dobre relacje z narodem, który powinien - ze względu na historię, ale też względy natury kulturowej - być jednym z najbliższych nam narodów.</p>
<p>Świetnego wywiadu na temat relacji polsko - izraelskich udzielił dla sobotnio - niedzielnej a "Rzeczpospolitej" prezydent RP - Lech Kaczyński. Pomimo tego całego wykształciuchowskiego jazgotu (tak, wierzę w to, że gatunek ludzki o nazwie wykształciuch istnieje, i nie ma on nic wspólnego z inteligencją), nagonek na prezydenta, trzeba przyznać, że politykę zagraniczną, zwłaszcza w odniesieniu do Izraela czy w kierunku wschodnim, prowadzi wyśmienitą. Lech Kaczyński na pytanie Piotra Zychowicza:</p>
<p>"W jednym z wywiadów udzielonych niegdyś izraelskiej prasie powiedział pan prezydent, że Polacy i Izraelczycy są jak bliscy krewni."</p>
<p>odpowiedział w następujący sposób:</p>
<p>"Bo tak w istocie jest. Przez osiemset lat duża część narodu żydowskiego żyła w ówczesnej Polsce. (...) W ciągu tych ośmiu wieków Żydzi budowali tu swoją tożsamość i rozwijali swoją kulturę. Żydowskie oświecenie, żydowskie ruchy polityczne m.in. syjonizm - oraz religijne, jak chasydyzm, rodziły się właśnie w Polsce. To tutaj mieszkali najwięksi żydowscy rabini i najbardziej znani cadykowie. Żydzi zajmujący się uprawą roli, a także tacy, którzy przeszli do stanu szlacheckiego."</p>
<p>Dalej prezydent mówił:</p>
<p>"Od XIX wieku na większą skalę rozpoczął się proces asymilacji Żydów i zwiększanie ich udziału w życiu społecznym, w tym w rodzącym się ruchu narodowo-patriotycznym.</p>
<p>Warto przy okazji wspomnieć o ich udziale w polskich zrywach narodowych, na przykład o słynnym Berku Joselewiczu, pułkowniku wojska polskiego, uczestniku powstania kościuszkowskiego, a następnie armii Księstwa Warszawskiego (poległ w wojnie z Austrią 1809 roku), czy o żydowskich członkach Gwardii Narodowej podczas powstania listopadowego oraz o istotnym udziale Żydów w powstaniu styczniowym. Leopold Kronenberg, przywódca stronnictwa Białych przed powstaniem 1863 r., był przecież pochodzenia żydowskiego. Ktoś mógłby powiedzieć, że tak było i w innych narodach. Zgoda. Ale nigdzie nie odbywało się to na tak dużą skalę."<br />
Cały wywiad opublikowany pod znamiennym tytułem "W Izraelu czuję się jak w domu" powinien być dostępny na tej oto stronie:</p>
<p>http://www.rp.pl/artykul/135271.html</p>
<p>Wydaje się, że stopniowo relacje polsko - żydowskie, w wielu wymiarach wciąż jeszcze skażone licznymi negatywnymi stereotypami, ulegają znaczącej poprawie, na szczeblu władz najwyższych już są bardzo dobre, teraz pozostaje pole dla działań obywatelskich.</p>
<p>Sam razem z kolegami wpadłem na pomysł, by utrwalać ślady obecności Żydów w historii Białegostoku za pomocą aparatu fotograficznego i słowa. Owoce naszej pracy opatrzone komentarzem w języku angielskim publikuję na anglojęzycznym blogu.</p>
<p>Żydów podobnie zresztą jak i mieszkających tu Białorusinów, Rosjan, Tatarów, potomków Niemców postrzegam może nieco naiwnie, sentymentalnie i w sposób egzaltowany, jako moich braci. Idea braterstwa narodów, choć nieco zdewaluowana przez werbalne jej nadużywanie, jest mi szalenie bliska, dlatego też mądre i ciepłe słowa wypowiedziane przez mojego prezydenta, wnoszące zupełnie nową jakość do relacji polsko - żydowskich uważam za niezwykle ważne. Najwyższa pora, by doprowadzić do prawdziwego, szczerego, uwarunkowanego względami historycznymi i kulturowymi, pojednania między tymi dwoma narodami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rodzinna historia o polsko - żydowskich relacjach]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Thu, 15 May 2008 09:01:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[Są takie wydarzenia, opowieści, które zapisują się w świadomości człowieka i kształtują je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Są takie wydarzenia, opowieści, które zapisują się w świadomości człowieka i kształtują jego postawy już na całe życie. Do dziś pamiętam historię opowiedzianą mi przez mamę dobrych kilkanaście lat temu. Dotyczyła ona jeszcze czasów przedwojennych, a choć mama urodziła się w czasie wojny, znała ją od swojej mamy. Rzecz działa się bodaj w roku 1938 czy 1939 w Warszawie, bo choć cała rodzina ze strony mamy wywodziła się z okolic Postaw i Głębokiego, to dziadek postanowił kupić dom w Warszawie. Dziadek, tj. tata mojej mamy był sprawnym gospodarzem, miał ogromny sad, z którego owoce wysyłał nawet do stolicy. To mieszkanie w warszawskiej kamienicy dziadkowie nabyli być może z myślą o swoich dzieciach, wnukach, prawnukach; zastanawia też dlaczego wybór nie padł na Wilno? Ale dziś już odpowiedzi na te pytania niestety nie poznamy. Zdarzało się czasem, że babcia pomieszkiwała w tym warszawskim mieszkaniu razem ze swoim synkiem, przyszłym bratem mojej nienarodzonej jeszcze mamy.</p>
<p>Któregoś razu podczas jednego z takich pobytów do drzwi mieszkania w warszawskiej kamienicy ktoś zastukał. Babcia byłą święcie przekonana, że to pewna uboga sąsiadka, która choć przychodziło jej to z trudem, to jednak czasem zdobywała się na odwagę i prosiła o pożyczenie zapałek. Tym razem jednak była to inna sąsiadka, mieszkająca w kamienicy Żydówka. Nie wiem czy w owej kamienicy mieszkało kilka czy tylko jedna rodzina żydowska, ale z opowieści należałoby wyciągnąć wniosek, że większość stanowiły jednak rodziny polskie.</p>
<p>Żydówka stała w drzwiach zapłakana, była kobietą cichą, nieśmiałą, lękliwą i bardzo poczciwą, babcia ją szalenie lubiła i szanowała. Owa kobieta, której imienia nie poznam już pewnie nigdy, która z dużym prawdopodobieństwem podzieliła los większości swoich rodaków w czasie wojny, choć miejmy nadzieję, że może jednak jacyś dobrzy Polacy pomogli jej przeżyć ten czas pogardy; przyszła do babci, by prosić ją o zwrócenie uwagi swemu synkowi, by ten razem ze swoimi kolegami nie dokuczał i nie bił jej synka (na imię miał chyba Szymek). Babci zrobiło się ogromnie wstyd i przykro, żal jej było tej dobrej kobiety i jej kilkuletniego synka, który próbował dołączyć się do zabaw swoich polskich kolegów, ale ci najwyraźniej nie mieli ochoty na przyjmowanie go do swojej paczki.</p>
<p>- Pani Szpakowa, niech pani porozmawia ze swoim synkiem, by nie bił mego Szymusia. - takie mniej więcej słowa miała wypowiedzieć zapłakana matka.</p>
<p>Babcia była nie tylko zasmucona i zawstydzona, ale także zła na swego pierworodnego, w rodzinie nie było żadnych antysemickich tradycji, żadnych antysemickich wybryków. W Adamowcach, w których po wyjściu za mąż mieszkała babcia ludzie byli przyzwyczajeni do tego, że w nieodległej wiosce mieszkali Tatarzy, gdzieś troszkę dalej Litwini, tuż za miedzą Łotysze, nieco bliżej prawosławni, a więc pewnie Białorusini, w miasteczkach spotykało się Żydów. Nie było czasu i nie było miejsca na pogardę wobec osób innej narodowości, innej religii, innego języka. Tak więc, choć babcia była osobą o łagodnym usposobieniu i raczej skłonną do wybaczania, to tego wydarzenia nie mogła ot tak po prostu puścić w niepamięć. Jej synek, choć wówczas jeszcze jedynak, oczko w głowie mamusi, 6 może 7 - letni smyk dostał tęgie lanie, gdy wrócił do domu, a historia ta jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, jako ważna bądź co bądź nauka.</p>
<p>Mama opowiedziała mi ją po raz pierwszy, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły podstawowej, nie pamiętam ile mogłem mieć lat, i w której mogłem być klasie. Pamiętam natomiast, że gdy mama mi ją opowiadała żywo sobie wyobrażałem wszystkie obrazy z tej opowieści. Widziałem kilkukondygnacyjną kamienicę z podwórkiem studnią, biegające po podwórku i wydzierające się wniebogłosy dzieciaki, grupkę urwisów, która przypiera do ściany zapłakanego Szymka i małymi piąstkami okłada go po brzuchu i po głowie, a później z wilgotnymi zlęknionymi oczami Żydówkę, która z wielkim trudem przemogła strach, ból i wstyd i przyszła prosić babcię o pomoc.</p>
<p>Można powiedzieć łzawa, sentymentalna historia, ale to właśnie przede wszystkim ona dużo bardziej niż przeczytane później książki, artykuły, obejrzane filmy, wysłuchane audycje ukształtowała moje postrzeganie świata. I szalenie się cieszę, że miałem taką babcię.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O arogancji]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 08:40:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[Nie wywarły na mnie większego wrażenia przeprosiny posła Kalisza skierowane do rodziny Olewnikó]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wywarły na mnie większego wrażenia przeprosiny posła Kalisza skierowane do rodziny Olewników, we fleszach lamp, w obecności licznych kamer nie mogły wyglądać na szczere, włącznie z wymuszonym podaniem ręki Włodzimierzowi Olewnikowi. Po pierwsze - koś kto chce szczerze przeprosić znajdzie na to sposób, by uczynić ten gest w warunkach dużo bardziej kameralnych. Po drugie - należało to zrobić dużo wcześniej. Nie jest to odkrywcze stwierdzenie, ale owe farsowe przeprosiny to nic innego, jak polityczny marketing, razem ze wczorajszym emocjonalnym apelem do generała Rapackiego, by poświadczył, że pan Kalisz, jako minister zaangażował się całym swoim sercem i całą duszą swoją w wyjaśnienie tej bulwersującej sprawy. Rodzina Olewników twierdzi coś zupełnie przeciwnego. Pan Kalisz miał być wobec nich arogancki, ironiczny i usiłował - mówiąc wprost - jak najszybciej ich się pozbyć ze swego biura. Nie spodziewał się, że cała sprawa wyjdzie na jaw, że zostanie nagłośniona, i że ktoś będzie szargał jego dobre imię, jego - "jednej z najsympatyczniejszych twarzy lewicy", "człowieka z klasą" (takimi duserami określali posła Kalisza niektórzy dziennikarze i różni specjaliści po mianowaniu owego na szefa sejmowej komisji zajmującej się wyjaśnieniem okoliczności śmierci Barbary Blidy).</p>
<p>Jestem w stanie wyobrazić sobie arogancję pana Kalisza. Miałem niestety wiele razy wątpliwą przyjemność kontaktu z urzędnikami szczebla samorządowego, państwowego, mniej i bardziej ważnymi, u których arogancja stanowiła cechę niemal wrodzoną.</p>
<p>Arogancja stała się w Polsce w ostatnim czasie nieodłączną cechą sporej części naszego społeczeństwa, sposobem na życie, filozofią życia. Jest ona bez wątpienia podszyta lękiem, nadwrażliwością wobec własnej osoby, własnego ego; wynika też z pewnością z nieumiejętności utrzymania zdrowego, mądrego, kulturalnego dystansu w relacjach międzyludzkich, a czasami z czystej "potrzeby serca", wówczas jest bezinteresowna, wypływa ze złego wychowania lub wrodzonego chamstwa. Ale czy jej źródła mają jakieś znaczenie? Próba ich dochodzenia sprawia wrażenie lichego usprawiedliwiania.</p>
<p>Zabawne są tłumaczenia posła Kalisza, że był podczas spotkania z rzeczoną rodziną zmęczony. Kiedyś już podobne tłumaczenia gdzieś słyszałem. Zmęczenie zwalnia człowieka z kultury osobistej, z konieczności panowania nad sobą? Poza tym czy korelatem zmęczenia jest chamstwo i arogancja? To oczywiście próby taniego usprawiedliwiania się. Wątpię jednak byśmy jako społeczeństwo wyciągnęli jakiekolwiek wnioski z tej lekcji; odnoszę wrażenie, że stajemy się coraz bardziej bezwolną, bezrefleksyjną masą, dla której arogancja, cynizm, nieufność, zarozumialstwo stają się jedynie prawdziwą i w subiektywnym odczuciu głęboką filozofią życia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzikie pola]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 08:31:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=15</guid>
<description><![CDATA[Pilch niedawno na łamach bodaj &#8220;Polityki&#8221; pisał, że Polska była zawsze i pozostanie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pilch niedawno na łamach bodaj "Polityki" pisał, że Polska była zawsze i pozostanie dzikimi polami Europy. Z początku nieco się oburzyłem, ale po chłodnej refleksji uznałem, że trudno mu nie przyznać racji.</p>
<p>Słabe państwo, ludzie skrajnie obojętni i nie mający w sobie żadnych cech, które kwalifikowałyby ich, jako obywateli, a nie jak zwykłe monady żyjące tylko dla siebie i obok innych, którzy jeśli wzbudzają w nich jakieś uczucia, to najczęściej zawiść, niechęć i złość.</p>
<p>Słabość państwa aż razi, najpierw morderstwo Marka Papały, bo prawdopodobnie za dużo wiedział o czymś, co mogło naruszyć interesy gangsterów mających wpływy wśród polityków lub nawet nimi władających. Następnie zupełnie bezpodstawne aresztowanie Romana Kluski - choć właściwie mające podstawy - nie chciał łożyć na polityków pewnie SLD. Sąd co prawda uznał, że aresztowanie było niezgodne z prawem, ale zasądził odszkodowanie w wysokości 5.000 zł stosując przy tym wielce pokrętną argumentację, której nie mogłem się nadziwić, gdy ją czytałem.</p>
<p>Teraz sprawa zamordowanego Krzysztofa Olewnika, którego ojciec nie chciał wchodzić w lewe interesy z miejscowymi oprychami, wspieranymi przez lokalnych polityków, policjantów, bankowców i Bóg raczy wiedzieć przez kogo jeszcze.</p>
<p>W niedzielę ciocia opowiedziała historię pewnego byłego działacza "Solidarności" w białostockich "Uchwytach", świetnego fachowca, który odmawiał kolejno swoim znajomym wspólnego założenia firmy, ponieważ miał zupełnie odmienną jej wizję niż jego niedoszli wspólnicy. Uważał, że pracodawcy powinni oferować pracownikom przyzwoite warunki pracy - umowę o pracę, godne wynagrodzenie, dobrą atmosferę pełną szacunku wobec podwładnych i troski o wspólne firmowe dobro. Koledzy nie podzielili jego wizji, więc z firmy nic nie wyszło. Po pewnym czasie był jednak zmuszony zatrudnić się w jednej z firm, założonych przez kumpla, i nie wytrzymał, nie zniósł tego wszystkiego czego musiał być świadkiem - wyzyskiwania pracowników, złego traktowania, niskich płac przy wysokim zysku firmy i wysokich pensjach kierownictwa. Serce nie wytrzymało i odmówiło posłuszeństwa. Stres, ból, empatia, aż wreszcie zawał. Wydobrzał, wrócił do zdrowia, przeszedł na wcześniejszą emeryturę i niestety nie wiem, co teraz - czy czuje się wolny? Ostatnio jechał do córki, by pomóc jej urządzić się w Gdyni, gdzie osiadła razem z mężem...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pokolenie JP II]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=13</link>
<pubDate>Sat, 29 Mar 2008 18:54:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=13</guid>
<description><![CDATA[Zbliża się trzecia już rocznica śmierci Jana Pawła II. Doskonale pamiętam w jakim napięciu wy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zbliża się trzecia już rocznica śmierci Jana Pawła II. Doskonale pamiętam w jakim napięciu wyczekiwałem na wiadomości o stanie zdrowia Papieża i chyba tak jak wszyscy -- nieco egoistycznie - wierzyłem, że stanie się cud i Papież ozdrowieje. Niestety cud nie nastąpił, bo nastąpić nie powinien. Jan Paweł II "odszedł do Domu Ojca". Spontanicznie jak wielu innych Polaków tego dnia wyszedłem z domu, poszedłem do białostockiej katedry, pod którą zebrało się już wiele osób, nie dostałem wcześniej żadnego smsa, nikt do mnie nie dzwonił.</p>
<p>Tego dnia i przez kilka najbliższych dni, może tygodni, obserwowaliśmy w całej Polsce coś, co można byłoby nazwać swego rodzaju świętem. Ludzie poczuli się zjednoczeni, połączyła ich trudna do uchwycenia i nazwania więź. Jak zwykle w trudnych chwilach Polacy stali się wobec siebie uprzejmiejsi, życzliwsi, słowem starali się być lepsi. Szczerze mówiąc nie miałem złudzeń, co do tego, że taki stan nie potrwa długo - chyba jednak istnieje charakter narodowy, którego znajomość podpowiadała mi, że w Polsce wszystko wraca na stare tory i prędzej czy później wszystko będzie takim, jakim było wcześniej. Mimo to odsuwałem od siebie te myśli, zagłuszałem je, nie one wówczas były najważniejsze, chciałem chłonąć tę niezwykłą atmosferę zjednoczenia, przemiany.</p>
<p>Socjologowie i filozofowie szumnie ogłosili powstanie pokolenia JP II skupiającego młodych ludzi, znających nauczanie Papieża i kierujących się nim w życiu codziennym. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te entuzjastyczne proklamacje. Mimo tego, że wielu młodych ludzi chętnie zakładało tiszerty z napisem "jesteśmy pokoleniem JP II", wielu podejmowało wolontariat w organizacjach charytatywnych, wielu chętnie wszem i wobec deklarowało swoją przynależność do owego pokolenia, miało to jednak minimalny wpływ na życie codzienne. Młodym ludziom jakby trudno było zrozumieć, że być członkiem pokolenia JP II to nie tylko chodzić do kościoła, uczestniczyć w mszach, spotkaniach wspólnot, pięknie śpiewać i grać na gitarach, podejmować wolontariat, ale to przede wszystkim codzienna, mozolna praca nad sobą, nad relacjami z innymi ludźmi, to bycie uczciwym, bezinteresownym, życzliwym wobec innych, to ciągłe doskonalenie siebie, by być lepszym dla innych, to mało spektakularne czyny często niedostrzegane i niedoceniane przez innych.</p>
<p>Polacy stanowią społeczeństwo o wciąż najniższym poziomie wzajemnego zaufania w całej Europie. Nie ufamy sobie, jesteśmy wobec siebie nieżyczliwi, cynizm wciąż ma się dobrze, agresja, opryskliwość i obojętność nie chcą ustąpić z życia codziennego i nadają ton naszym relacjom.</p>
<p>W ostatnim numerze "Więzi" poświęconym więziom społecznym Dariusz Karłowicz stwierdza, że to święto, które nam się wydarzyło 3 lata temu, było świętem i jako takie nie może trwać wiecznie, a na jego rezultaty trzeba jeszcze poczekać.</p>
<p>Oby miał rację...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[90 rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Białorusi]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=12</link>
<pubDate>Tue, 25 Mar 2008 15:11:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=12</guid>
<description><![CDATA[25 marca 1918 roku Białorusini proklamowali niepodległość swego kraju. Na dziś - w dziewięćdz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>25 marca 1918 roku Białorusini proklamowali niepodległość swego kraju. Na dziś - w dziewięćdziesiątą rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości - białoruska demokratyczna opozycja zapowiedziała manifestacje. Pewnie znowu nie objedzie się bez starć z policją. Nie mam złudzeń, pod wpływem tej i następnych manifestacji Łukaszenko nie odda władzy.</p>
<p>Podobno rzeczywiście ma poparcie większości białoruskiego społeczeństwa,  pensje i emerytury wypłacane są na czas, istnieje względna stabilność w państwie, jeśli mowa o sytuacji ekonomiczno - społecznej; natomiast sytuacja polityczna jest napięta, opozycja nie ma najmniejszego wpływu na sprawy państwowe.</p>
<p>Marzy mi się doczekanie dnia, kiedy Białoruś stanie się państwem demokratycznym, którego obywatele będą mogli otwarcie, bez przymusu i strachu powiedzieć: "tak, to jest nasze państwo, żyjemy w swoim państwie, w którym czujemy się jak u siebie, nikt nas nie zastrasza, nie odczuwamy lęku i mamy rzeczywisty wpływ na swój los i na sprawy naszego państwa." Chciałbym - mieszkając zaledwie 50 kilometrów od Białorusi - móc wsiąść na rower i przekroczyć polsko - białoruską granicę, jak gdyby nigdy nic, tak jak przekraczałem nie tak dawno granicę polsko - słowacką.</p>
<p>Oby to nastąpiło, jak najprędzej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Od poczucia wspólnoty do prawdziwej wspólnoty droga daleka]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=9</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 18:35:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=9</guid>
<description><![CDATA[Od poczucia wspólnoty do prawdziwej wspólnoty droga jeszcze daleka, to prawda, ale mimo wszystko w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Od poczucia wspólnoty do prawdziwej wspólnoty droga jeszcze daleka, to prawda, ale mimo wszystko warto nią kroczyć.</p>
<p>Pamiętam jak w ubiegłym roku w Wielką Sobotę wracając do domu około północy odczułem potrzebę wstąpienia do parafialnego kościoła, w którym często nie bywam, na pewno już nie co niedzielę. W przyjaznym półmroku i chłodzie surowej, z szarej cegły nawy głównej uklęknąłem w drewnianej ławce obok kilku zupełnie nieznanych mi osób.</p>
<p>W nawie bocznej kilkanaście osób modliło się na głos przy grobie Chrystusa. W nawie głównej w sumie około kilkudziesięciu osób modliło się indywidualnie, w ciszy i skupieniu. W rzędzie ławek po mojej lewej stronie młoda - co najwyżej 25 - letnia dziewczyna, o zjawiskowej niemal urodzie - proste ciemne gęste włosy opadające miękko na ładną twarz o szlachetnych rysach, oczy w ciemnej oprawie, jasna karnacja, w dżinsach i ciemnej kurtce, cała zatopiona w modlitwie wydawała się nieziemsko tajemnicza. Tuż przed nią starszy pan o siwych włosach, łysiejący, o twarzy naznaczonej bólem, siedział w ławce samotnie, wspierał się na kuli, przez malujący się na jego twarzy ból jakby przebijała się radość z obcowania z Bogiem i innymi ludźmi, wielce możliwe, że za czas jakiś powrócił do pustego domu.</p>
<p>Sam intensywnie poczułem wówczas przeszywające i prawdziwe szczęście bycia z innymi ludźmi, bycia we wspólnej modlitwie, choć każdy z nas modlił się indywidualnie i w milczeniu. To są te chwile, których trwanie chciałoby się przedłużyć, zatrzymać, by nie opuszczały nas jak najdłużej, nie mówię, że chciałbym je zatrzymać na zawsze, bo życie nabiera barwi i smaku wówczas, gdy jest różnorodne, gdy po chwilach bólu i cierpienia nadchodzą chwile takie jak ta. Wszystko jest oczywiście kwestią proporcji i rodzaju cierpienia. Jestem w stanie wyobrazić sobie cierpienie, którego nie zrównoważą żadne chwile szczęścia.</p>
<p>Dziś wiem, że też zajrzę do mojego kościoła. Przed chwilą mijałem ludzi idących ze świecami na mszę o godzinie 19.00. Ale tłumne msze nie są dla mnie, przynajmniej nie zawsze, na pewno nie dziś. Potrzebuję dużo bardziej kameralnej atmosfery, by móc się modlić, by poczuć wspólnotę.</p>
<p>Czym innym jest jednak poczucie wspólnoty, a czym innym rzeczywista wspólnota oparta na wzajemnym szacunku, bezinteresownej życzliwości, chęci zrozumienia, dobrej woli, ufności, przebaczeniu, szczerej chęci pomagania innym. Zdaję sobie sprawę, że być może ci sami ludzie, z którymi odczuwam w kościele silną więź, na co dzień są zwyczajnymi kanaliami, bezinteresownie szkodzą swoim kolegom/koleżankom  w pracy, być może zżera ich bezmyślna zawiść i cieszy cudze nieszczęście, i być może nie odczuwają w najmniejszym stopniu potrzeby bycia życzliwymi i pomocnymi wobec swoich bliźnich. Być może toczą ich jeszcze inne złości.</p>
<p>Mimo wszystko warto wychodzić innym naprzeciw, warto obdarzać innych zaufaniem w nadziei, że go nie zawiodą, a jeśli rozczarują i zdradzą, to nie rozpaczać, ale podnosić się po tych bolesnych upadkach i nie wycofywać się ze świata ufności wobec innych, nowo napotkanych na naszej drodze.</p>
<p>Takiej umiejętności, wiary i siły życzyłbym sobie i wszystkim z okazji Świąt Wielkiej Nocy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Więzi społeczne?]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=3</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 20:01:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=3</guid>
<description><![CDATA[Czytam najnowszy numer &#8220;Więzi&#8221; poświęcony problemowi istnienia więzi międzyludzkich]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czytam najnowszy numer "Więzi" poświęcony problemowi istnienia więzi międzyludzkich, więzi między człowiekiem i Bogiem, i przypomina mi się zdarzenie sprzed kilku dni, którego byłem świadkiem.</p>
<p>Dosyć często ostatnimi czasy zdarza mi się spotykać z pewnymi znajomymi, których uważam za ludzi inteligentnych, wykształconych i dowcipnych.  Jedna z koleżanek z tego grona przyznała się nam, że zna właścicieli knajpy, w której siedzimy, i że całkiem niedawno rozmawiała z nimi na temat braku solidnego menu, a zwłaszcza dań głównych w nim, oraz napomknęła im o zanadto wysokich cenach. W pewnym momencie do rozmowy włączył się kolega, który zasugerował, by koleżanka zachęciła swoich znajomych do zmiany pracujących tu dwóch barmanek, ponieważ te mu nie odpowiadają. Z początku myślałem, że żartuje, że nie mówi tego zupełnie serio, ale się myliłem, powiedział to całkiem poważnie. Towarzyszył temu wybuch śmiechu owej znajomej - jak po dobrym, udanym żarcie - która następnie zaczęła nas po kolei pytać, co sądzimy o barmankach. Byliśmy w tej knajpie zaledwie dwa razy. Barmanki nie są wylewne, ale nie są też opryskliwe, niemiłe czy niekulturalne. Młode dziewczyny, które mogą być co najwyżej studentkami, dopiero się uczą, niedawno rozpoczęły pracę, bo knajpa została otwarta około miesiąca temu. Mam raczej wrażenie, że są zestresowane, niepewne siebie, nieco lękliwe, i wcale mnie to nie dziwi, chcą wypaść dobrze, a im bardziej się starają tym gorzej im może wychodzi - któż z nas tego nie doświadczył? Ostatnio już próbowały się uśmiechać, miło odpowiedziały na nasze "dobranoc". Nie byłem w stanie pojąć okrucieństwa swoich znajomych. Nie wiem co prawda czy sugestia kolegi wywrze wpływ na naszą wspólną znajomą i czy ta rzeczywiście będzie usiłowała przekonać właścicieli, by zwolnili barmanki. Mam nadzieję, że do tego jednak nie dojdzie. Przeraża mnie lekkość z jaką te słowa zostały wypowiedziane,  brak zastanowienia nad ewentualnymi konsekwencjami tych słów, brak empatii - nieumiejętność wczucia się w położenie owych dziewczyn, bezinteresowna chęć zaszkodzenia innym przychodząca z taką łatwością. Nie szuka się w takim momencie wszelkich "za" i "przeciw", nie waży się argumentów, tylko lekką ręką wydaje "wyrok skazujący". Nie rozumiem, co może być winą tych dziewczyn w oczach mego znajomego.</p>
<p>Marnie wyglądają więzi międzyludzkie w naszym społeczeństwie, i taki też wniosek płynie z lektury najnowszej "Więzi".</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
