<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>upadajace-zdrowie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/upadajace-zdrowie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "upadajace-zdrowie"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 16:41:20 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Majówka!]]></title>
<link>http://millyanna.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 19:26:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Millyanna</dc:creator>
<guid>http://millyanna.wordpress.com/?p=45</guid>
<description><![CDATA[Wyczekiwany, wytęskniony odpoczynek na wsi stał się już tylko wspomnieniem&#8230; A dzisiejsza n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wyczekiwany, wytęskniony odpoczynek na wsi stał się już tylko wspomnieniem... A dzisiejsza notka będzie bardziej fotograficzna!</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc00981.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-46" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc00981.jpg?w=300" alt="Widok na ogród" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Tegoroczną majówkę można opisać kilkoma prostymi słowami. Alergia, zatrucie, zimno, wycieczka i nieco pracy. Najbardziej dokuczała mi właśnie alergia, głównie dlatego, że moim rodzicom akurat zachciało się kosić trawnik. Niewiele widziałam na oczy (potem jedno bardzo spuchło i popękały mi wszystkie naczyńka :) ), a na wszystkich zdjęciach, na których dokładnie widać mi twarz, wyglądam jakbym była mocno naćpana O_o Nie wspomnę już o katarze i fakcie, że do najcieplejszych to ten weekend nie należał... Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to zapewnię, że bawiłam się całkiem dobrze i w miarę możliwości odpoczęłam. W tym roku wreszcie mogę okupować swój wymarzony pokój na piętrze, z widokiem na zachód słońca i oknami dachowymi. Co prawda właściwie nie jest jeszcze wykończony, ale ma podłogę, cztery ściany, okna, drzwi i dach - a to wystarczyło mi do zainicjowania sobie "gabinetu" niemal z prawdziwego zdarzenia:</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc00976.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-47" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc00976.jpg?w=300" alt="Gabinet" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Miałam nadzieję, że uda mi się zrobić więcej pracy przez te kilka dni, no ale niestety... Częściowo z powodów zdrowotnych, a częściowo z czystego lenistwa nie zrobiłam dużo, ale za to udało mi się wreszcie uporządkować nieco moją pracę zaliczeniową.</p>
<p style="text-align:left;">Ale tak naprawdę najmilszym aspektem tegorocznej majówki była wycieczka, na którą udało mi się namówić moich rodziców. Wycieczka była całkowicie spontaniczna. Wracaliśmy ze sklepu z zakupami i przypomniało mi się, że całkiem niedaleko jest jakiś zabytek z czasów II wojny światowej, bodaj jakieś bunkry. Okazało się, że faktycznie jest nawet znak drogowy wskazujący kierunek. I tak po prostu zdecydowaliśmy, że przejedziemy kawałek, zobaczymy co to takiego jest. I jechaliśmy... jechaliśmy... jechaliśmy... Tak słabo oznakowanej drogi jeszcze nie widziałam. A jeszcze większym szokiem byli tubylcy, którzy totalnie źle nas poprowadzili (szczególnie jedna pani, która stwierdziła, żebyśmy przypadkiem nie skręcali teraz w lewo, bo to zła droga! Pół godziny później okazało się, że to właśnie tam należało skręcić.... cóż.). Wreszcie udało nam się dostać na dobrą drogę i odnaleźć te kilka znaków prowadzących na miejsce. Niestety leśna droga okazała się nieprzejezdna dla samochodu, ale ponieważ to miało być już tuż tuż, niedaleko, wybraliśmy się spacerkiem... Po godzinie marszu, gdy już całkiem straciliśmy nadzieję, a mama niemal zabiła mnie lagą, którą musiała się podpierać z powodu chorej nogi, odnaleźliśmy znak!</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc00999.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-48" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc00999.jpg?w=300" alt="Do bunkrów" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Najpierw jednak czekał na nas pomnik (jak się później okazało główna atrakcja, ale nie uprzedzajmy faktów):</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc00986.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-49" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc00986.jpg?w=225" alt="Pomnik" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc00993.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-50" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc00993.jpg?w=225" alt="Tablica" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01012.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-53" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01012.jpg?w=300" alt="Druga tablica" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">A dalej już droga do bunkrów:</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01011.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-51" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01011.jpg?w=225" alt="Droga" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01010.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-52" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01010.jpg?w=300" alt="Mostek" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">I wreszcie bunkry... największe rozczarowanie. Przypuszczałam już wcześniej, że zabytki nie będą w dobrej kondycji, ale nazwa "bunkry" troszeczkę rozmija się tu z rzeczywistością. Były to bowiem ziemianki, jamy wykopane w ziemi, które dzisiaj są już tylko zwykłymi dziurami w ziemi, zarośniętymi trawą. Nie wiem czy na zdjęciach będzie cokolwiek widać, ale mam nadzieję, że Wasza wyobraźnia zadziała ;)</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01001.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-55" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01001.jpg?w=300" alt="Bunkier 1" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01002.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-56" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01002.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01004.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-57" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01004.jpg?w=225" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://millyanna.files.wordpress.com/2008/05/dsc01003.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-58" src="http://millyanna.wordpress.com/files/2008/05/dsc01003.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:left;">Bunkrów było w sumie cztery. A raczej tego, co po nich zostało. Mimo wszystko uważam wycieczkę za udaną i bardzo ciekawą. W trakcie drogi powrotnej do samochodu (kolejna godzina) ułożyłam cały plan zagospodarowania tego miejsca. Szkoda, że gmina Włoszczowa tak mało stara się o utrzymanie swoich zabytków w dobrym stanie, oznakowanie tego miejsca i utrzymanie drogi, aby można było podjechać bliżej. Można by z tego miejsca zrobić naprawdę fajną atrakcję turystyczną, bo wbrew pozorom, gdyby trochę ruszyć głową naprawdę byłoby co zwiedzać. Nawet nie mówię tu o zrekonstruowaniu tych ziemianek - wystarczyłoby kilka gablot, a w nich rysunki, informacje i trochę historii. Zupełnie inaczej można na to popatrzeć gdy się ma choć garść informacji o tym co tu się działo i jak to wyglądało. Niemniej jednak - wycieczka ciekawa i pouczająca ;)</p>
<p style="text-align:left;">I tak wreszcie skończył się długi weekend. Niedługo kolejny majówkowy weekend, ale tym razem będę musiała spędzić go na uczelni. Już się cieszę :(</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jeszcze dłuższa przerwa :-)]]></title>
<link>http://millyanna.wordpress.com/?p=44</link>
<pubDate>Mon, 28 Apr 2008 11:46:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Millyanna</dc:creator>
<guid>http://millyanna.wordpress.com/?p=44</guid>
<description><![CDATA[Tak dawno mnie tu nie było, że nawet odnaleźć się na wordpressie nie mogę  Nowa szata graficzn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tak dawno mnie tu nie było, że nawet odnaleźć się na wordpressie nie mogę :-) Nowa szata graficzna, chyba jakieś nowe opcje? Wygląda fajnie, ale i tak bardziej podoba mi się ostatnio blogspot. Jakoś tak... bardziej kreatywny i więcej rzeczy można na stronie zmieścić.</p>
<p>Ale chyba nie o tym miałam pisać. Tak, tak - bardzo długo mnie nie było. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. Zmieniłam stan skupienia ze stałego na płynny. Przeszłam rehabilitację która nic nie dała. Pożegnałam się z cukrem i innymi przyjemnościami. Zaczęłam się aktywizować. Zostałam zasypana robotą na studiach (czasem się cieszę, ze nie pracuję, bo nie wiem co by się działo, jakbym miała jeszcze mniej czasu niż teraz). Zakochałam się w Czesiu.</p>
<p>To tak w skrócie. Pewnie cośtam się jeszcze wydarzyło, ale zdaje się już nie pamiętam. Postaram się częściej coś skrobnąć. I zapraszam na moją nową stronkę, która dopiero powoli powstaje i przejmie rolę takiego skarbczyka moich przemyśleń i wątpliwości - choć pewnie częściej wątpliwości.</p>
<p><a href="http://thaumadzein.blogspot.com/">Thaumadzein - zdziwienie rzeczywistością</a></p>
<p>A na zakończenie - <a href="http://milly.lastinn.info.googlepages.com/WatcyMch-Jaksinazywasz-.mp3">Czesio - Jak się nazywasz?</a> ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziewczyna i duch...]]></title>
<link>http://millyanna.wordpress.com/2007/11/28/dziewczyna-i-duch/</link>
<pubDate>Wed, 28 Nov 2007 10:35:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Millyanna</dc:creator>
<guid>http://millyanna.wordpress.com/2007/11/28/dziewczyna-i-duch/</guid>
<description><![CDATA[Uch, takiego dołka to nie miałam już dawno. Dzisiaj obudził mnie w nocy mój własny szloch i ma]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Uch, takiego dołka to nie miałam już dawno. Dzisiaj obudził mnie w nocy mój własny szloch i mało co się nie udusiłam - nie wiem co mi się śniło. To wyglądało tak, jakbym przez chwilę była kimś innym, gdzieś indziej i przeżyła coś... wstrząsającego. A może po prostu moja psychika już nie ma siły generować tych wszystkich obrazów, może nie chcę pamiętać tego, co mi się śni? Tak byłoby lepiej. Cóż, dość dziwne uczucie budzić się płacząc i trochę mnie to... przeraziło. Ostatnie parę dni to pasmo nieszczęść, kłopotów i upadków. Z takich mniej osobistych - zamknęli mi konto na adsensie i całą moją pracę ostatnich właściwie miesięcy szlag trafił. Wczoraj już miałam ochotę trzasnąć tym wszystkim i dać sobie spokój. Po co mi to? Czuję się jakbym stała w miejscu, znowu. Cały czas. Wszyscy idą do przodu, a ja tkwię w tym jednym cholernym bagnie i pogrążam się, cokolwiek zrobię, jakikolwiek ruch uczynię - wpadam głębiej. Wali się wszystko po kolei, począwszy od zdrowia, skończywszy na całym moim wszechświecie :) A ja słucham sobie nowej płyty Tarji Turunen, w której jestem absolutnie zakochana i tak się dołuję, że nie mam nawet siły na nic, a czas przecieka mi przez palce. Mam ochotę napisać tak dołujące, smutne i przykre opowiadanie, żeby dać upust wszystkiemu co we mnie siedzi. Mam już nawet jedno gotowe - zerżnięte, choć wolę myśleć - zainspirowane. Jest taka jedna piosenka "Boy and the Ghost". Kiedy jej słucham aż coś mi się w środku dzieje, coś się rodzi, umiera, powstaje i ginie. Niesamowite uczucie, przechodzenie od jednej części utworu do kolejnej, uniesienie w smutku. Już dawno tak bardzo nie przeżywałam żadnej piosenki, jak właśnie tej. I mój ukochany fragment, na którym mam ochotę pogrążyć się w jakiejś wielkiej, bezkresnej otchłani i nie czuć już nic...</p>
<p><em>" Wake up, wake up<br />
There's an angel in the snow<br />
Look up, look up<br />
It's a frightened dead boy"</em></p>
<p>I to przerażające zakończenie......</p>
<p><em>" When there's nowhere left to fall<br />
Nowhere to hide<br />
The silence is 'hurting'<br />
Inside it's cold<br />
Sleep or die<br />
Nowhere to go<br />
Nowhere to hide" </em></p>
<p>Uch, zresztą cała płyta jest cudowna. Tak słodko zimowa i dołująca. I słucham jej w kółko :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tadam!]]></title>
<link>http://millyanna.wordpress.com/2007/10/23/tadam/</link>
<pubDate>Tue, 23 Oct 2007 20:38:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Millyanna</dc:creator>
<guid>http://millyanna.wordpress.com/2007/10/23/tadam/</guid>
<description><![CDATA[ Nowa odsłona Millyanny!
Założyłam sobie ostatnio nowego bloga na wordpressie z myślą stworzen]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> Nowa odsłona Millyanny!</p>
<p>Założyłam sobie ostatnio nowego bloga na wordpressie z myślą stworzenia strony o filozofii. I wynalazłam sobie ten oto zgrabny, zielony szablonik. Niestety okazało się, że nie będę mogła wykorzystać tej strony, ponieważ aby zedytować szablon i przystosować go do swoich potrzeb musiałabym za to zapłacić. Z ciężkim sercem porzuciłam wordpressa i przeniosłam się na blogspota, chociaż żal było mi tej zielonej, miłej przystani. Ponieważ strona na blogspocie nieco przypomina mi poprzednią Millyannę, szczególnie kolorystycznie, postanowiłam wykorzystać moje znalezisko i odmienić oblicze tej stronki. Jestem teraz bardzo zadowolona, bo i szablon się nie zmarnował i blogspot okazał się być bardzo fajną witryną, jeśli posiedzi się na nim dłużej i zorientuje w opcjach.</p>
<p>I słów kilka o "<a href="http://dia-ti.blogspot.com">Dia ti</a>?", czyli moim nowym dziecku. Chciałabym, żeby była to stronka z materiałami do przyswojenia sobie podstaw filozofii. Żadne tam nie-wiadomo-co, zwykła odtwórcza praca polegająca na powtórce materiału. A mimo to ciężko jest to wszystko zebrać do kupy, wyłowić w miarę istotne rzeczy i ładnie napisać. Cieszę sie jednak, bo dzięki temu powracam do notatek i książek z pierwszego roku, przypominam sobie i powtarzam. I mam cichą nadzieję, że może komuś przyda się ta stronka, nawet jeśli miałby to być licealista, który musi na lekcję przynieść wiadomości o Arystotelesie. Na razie wpisów jest niewiele, dopiero dwa. Ale jak napiszę już coś o pierwszych filozofach, to mam zamiar zacząć "promocję" strony i wrzucę ją tam gdzie się da, pewnie głównie do katalogów, bo zbyt wstydliwa jestem by prosić o wymianę linkami istotniejsze polskie portale filozoficzne :) Za wysokie progi... ale kto wie, może kiedyś.</p>
<p>"<a href="http://www.kontuzje-pilkarzy.wolne.info">Kontuzje</a>" też się miewają dobrze i choć nie uzupełniam ich teraz codziennie, to i tak jest sporo z nimi roboty. Ciekawa jestem kiedy strony zaczną przynosić jakieś dochody... takie prawdziwe dochody, prawdziwe odwiedziny zainteresowanych. Nie należę do osób cierpliwych i lubię widzieć rezultaty swojej pracy jak najszybciej ;)</p>
<p>No właśnie, nadmiar pracy - arty, newsy i do tego sesje na LI... a tu "jak na złość" Wena puka do mych drzwi i prosi o gościnę. Po głowie chodziło mi wcześniej jedno pełne opowiadanie, kawałek innego, mniej wykrystalizowanego, a dzisiaj rano... po prostu nie mogę opędzić się od tego pomysłu! Chciałabym zacząć jak najszybciej spisywać to, co stworzyło mi się pod czuprynką, ale ciągle coś przeszkadza. Co więcej - postanowiłam po kawałku zamieszczać to tutaj. Nie wiem czy można to nazwać opowiadaniem, czy może raczej rodzajem bajki lub też może po prostu... historią pewnego dziecka. Tak, tak, coś we mnie drgnęło od czasu rekrutacji Kitsa do Grimmów, konkretnie od momentu, w którym przypomniałam sobie o pewnej bajce, opowiadanej mi przez babcię. A potem opowiedziałam Arango pewną historyjkę... i tak, to był ten moment, olśnienie, przebłysk, uchwycenie samej istoty rzeczy! Teraz przecież powinno być z górki, skoro już to mam, wystarczy teraz spisać... i tu pojawiają się największe schody. Musiałabym zamknąć się na klucz, odłączyć gg, pozamykać okna, nie patrzeć nawet na wielce rozpraszające maile z LI i po prostu napisać. Tak, to trudne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że arta na "Dia ti?" piszę średnio dwa dni, choć powinnam w dwie godziny - tak mam rozproszoną uwagę!</p>
<p>I pewnie powinnam coś napisać o moim szanownym zdrowiu, pobycie w szpitalu itd... ale po prostu nie chce mi się o tym już mówić. Może wystarczającym komentarzem niech będzie to, że aby chorować w naszym pięknym kraju, szczególnie chorować w szpitalach, należy mieć iście końskie zdrowie, albo kabzę nabitą po brzegi. A najlepiej obydwa! Natomiast jeśli się tego nie ma, to... no właśnie. Dno. Po prostu moralność polskich lekarzy leży i kwiczy. A nie lepsi są pacjenci, którzy sami swoim zachowaniem doprowadzają do takich sytuacji.</p>
<p>Aha, jeszcze jeden komentarz:</p>
<p align="center"><img src="http://millyanna.wordpress.com/files/2007/10/nie_daje_nie_biore.gif" align="middle" height="316" width="350" /></p>
<p align="center"> <img src="http://millyanna.wordpress.com/files/2007/10/lapowki.jpg" height="279" width="500" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ktoś mnie dobije?]]></title>
<link>http://millyanna.wordpress.com/2007/09/14/ktos-mnie-dobije/</link>
<pubDate>Fri, 14 Sep 2007 10:28:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>Millyanna</dc:creator>
<guid>http://millyanna.wordpress.com/2007/09/14/ktos-mnie-dobije/</guid>
<description><![CDATA[Obiecałam, więc wypada coś napisać.
Mam swoją małą, nieszczęsną stronkę (i mam nadzieje, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Obiecałam, więc wypada coś napisać.</p>
<p>Mam swoją małą, nieszczęsną stronkę (i mam nadzieje, że kiedyś będzie naprawdę duża i poważna!). Powinna niedługo "oficjalnie" ruszyć. Mam w planach zrobić ich więcej i miejmy nadzieję, ze się uda. Póki co to moja jedyna praca, więc przykładam się bardzo. Tylko niestety - egzamin! Zaczyna mnie to prześladować.... (....) &#60;--- Wycięłam dwa zdanka przeczytawszy dokładnie regulamin AdSense. Nikogo do niczego nie namawiam - żeby było jasne :) Jeśli lubicie piłkę nożną, chcecie się dowiedzieć czegoś o kontuzjach i czerwonych kartkach - Zapraszam na "<a href="http://www.kontuzje-pilkarzy.wolne.info/">Kontuzje i Wykluczenia</a>"!</p>
<p>Za niecały tydzień mam ten egzamin i nadal nie znalazłam w sobie siły, żeby zacząć się uczyć. Nie wiem co będzie dalej, mam tylko nadzieję, że uda mi się wziąć w garść jeszcze przed czwartkiem... :(</p>
<p>Jestem cały czas na prochach inaczej nie wiem czy dałabym radę wysiedzieć czy leżeć. Dzisiaj rano obudziłam się już z bólem, bo leki przestały działać. Wiem, że to moja wina, przynajmniej jeśli chodzi o kręgosłup. Sama nie wiem co mnie napadło, przez bite siedem godzin bez przerwy sprzątałam, myłam, odkurzałam, układałam, skakałam po stołkach, meblach i generalnie pucowałam dom - cokolwiek byle nie siedzieć i nie myśleć bez przerwy. A potem położyłam się dosłownie na chwilkę, żeby odpocząć i... już nie wstałam. To znaczy nie mogłam wstać, a podróż do łazienki zakończyła się płaczem z bólu :( Teraz dalej boli, na szczęście mogę wstać, mogę chodzić, trochę gorzej z siedzeniem, ale też wytrzymuję. Nie jest za ciekawie.</p>
<p>Trochę lepiej jeśli chodzi o pisanie. Miałam przez trochę powrót weny, napisałam opowiadanie, jak na razie nawet się podoba. Zobaczymy co z tym będzie później. Ostatnio mnie naszło na dokończenie opowiadania pt. "Ścieżka", ale nie wiem co z tego wyjdzie. Chodzi mi po głowie coś nowego, ale przeraża mnie myśl o egzaminie, więc nawet nie zaczynam pisać...</p>
<p>Póki co... muszę się położyć. Ma ktoś ochotę mnie dobić??</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
