<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>tuwim &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/tuwim/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "tuwim"</description>
	<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 04:58:19 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[lokomotywa (anarchistów)]]></title>
<link>http://zbiodra.wordpress.com/?p=250</link>
<pubDate>Thu, 14 Aug 2008 10:21:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://zbiodra.pl.wordpress.com/2008/08/14/lokomotywa-anarchistow/</guid>
<description><![CDATA[
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przys]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://zbiodra.files.wordpress.com/2008/08/pociag.jpg"><img src="http://zbiodra.wordpress.com/files/2008/08/pociag.jpg" alt="" width="700" height="469" class="alignnone size-full wp-image-249" /></a></p>
<p><a href="http://www.anikino.pl/dzieci.php?s=czytanki&#38;id=33">Szarpnęła </a>wagony i ciągnie z mozołem,<br />
I kręci się, kręci się koło za kołem,<br />
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,<br />
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.</p>
<p>JEDZIE <a href="http://siekiera.serpent.pl/slowa.htm">POCIĄG ANARCHISTÓW</a><br />
MASZYNISTA KOSĘ MA<br />
KARZEŁ JARA W PALENISKU<br />
SZUFLĘ WĘGLA PIECU DA</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kolacja mistrzów]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/17/kolacja-mistrzow/</link>
<pubDate>Thu, 17 Jan 2008 20:04:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2008/01/17/kolacja-mistrzow/</guid>
<description><![CDATA[ impresja
Wyleję dzbanek z wrzątkiem na stół i każę dziwić się temu dygotaniu drzazg zamieni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i> impresja</i></p>
<p>Wyleję dzbanek z wrzątkiem na stół i każę dziwić się temu dygotaniu drzazg zamieniających się w żagwie podporcelany, <i>kwiatom polskim</i> obrusów wieczorną rosą skroplę policzki, kielichem uderzając o kielich w takt toastu zmierzchu - bachanalią zacznę wieczerzę.</p>
<p>Wyleję i uśmiechnę się niewinnie, a moi goście zachowają się wedle uznania. Krzyś wstanie po cichu, bez słowa zdejmie ręcznik z półki i pozwoli temu świętu wody wsiąknąć w puszystość écru, złoży <i>kwiaty polskie</i> na pół i wywiesi je na barykadzie balkonu jak sztandar. Z filiżanki przelanej zetrze krew szminki i wsiąkając w <i>malachitową łąkę</i> zmierzchu da zaczątek <i>chwili bez imienia</i>. Nie to, co Julian.</p>
<p>Julek złapie mnie w pół, przełoży przez kolano i klapsa siarczystego wymierzy za zbrodnię ową wilgotną, rysując się profilem demonicznym w ognistych berwionach ścian. W zarozumieniu stwarzać będzie poprzez sączące się minuty i całe kwadranse pąsów gry językowe stojące na straży młodości i moderności, bo <i>już się o grzechy noce proszą </i>w ostatnich, pogańskich blaskach dnia.</p>
<p>Lolek w tym czasie - chłonąc ostatnie <i>guzy</i> dwudziestoczterogodzinnienia pęczniejące na parapecie w <i>złachmaniałych pajęczynach</i> rozwlecze po ścianach, krzesłach, palcach i ustach duszność chwili i rwanie się skóry drżącej we wzajemnym karceniu się.</p>
<p>***</p>
<p>A kiedy <i>słońce zgaśnie</i> wpadając swoją soczystością niczym pomarańczą w gęstą czekoladę nocy, przyszykuję moim Panom kolację ze słów i języków. Rozliczę bladość mleka z posoki malin, ciężkość mgły z czerwonego wina, śnieg pajęczyny z zamarzniętej jarzębiny; i po cichu, w dziewczęcej sukience i woalu melancholii - dorzucając polan do ognia i parząc kolejną herbatę bez cukru lato życia będę wskrzeszać pod stołem ściskając Krzysia za rękę.</p>
<p>Potem w świetle menory wyciągając z <i>kredensu ulubioną parzoną kawę</i> Julka słowpienie zastąpię spełnieniem, a zaśnieniom <i>siekierą żyły otworzę, ciachnę przez ciało, rąbnę przez korzeń i spijać będę ustami obłędnymi </i>- rdzeń umęczony pocałunkami. (Zapachem brzozy przejdą <i>kwiaty polskie</i> suszące się na balkonie.)</p>
<p>Na koniec opowiem Bolkowi, jak wrzątek umiem przykładnie rozlewać, że o mleku już nie wspomnę; czekoladę językoznawczo przerabiać, po chruśniakach bałaganić i <i>łąki</i> źdźbłami trawy naznaczać, <i>sady rozstajne</i> nawiedzać. Jak umiem uczenie i mądrze wysłuchiwać modlitw, próśb i poleceń: <i>O błagam! Nie całuj inaczej!</i></p>
<p>***<br />
<a href="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/ds.jpg" title="ds.jpg"><img src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/ds.jpg" alt="ds.jpg" /></a><br />
Czytam Panom w myślach.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
