<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>tusz &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/tusz/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "tusz"</description>
	<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 00:00:41 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[zuo!]]></title>
<link>http://colourek.wordpress.com/?p=65</link>
<pubDate>Fri, 13 Jun 2008 10:00:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Color</dc:creator>
<guid>http://colourek.wordpress.com/?p=65</guid>
<description><![CDATA[Wierzcie, czy nie, ale drukarki to zło, zuo i w ogóle przekleństwo straszne. Nie dość, że są ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Wierzcie, czy nie, ale drukarki to zło, zuo i w ogóle przekleństwo straszne. Nie dość, że są podłączone do pudła, którego mechanizmu nie rozumiem i się gubię, pudła zwanego komputerem, który to mnie nie lubi i życie mi uprzykrza, gdy tylko chcę skorzystać z jakiegoś programu, albo z czegoś, co internetem, bądź winampem się nie nazywa. Wtedy to komputer jest miły i sympatyczny, pozwala mi uruchomić jakiś programik, a potem chowa przede mną jakiś przycisk, coś, dzięki czemu mogłabym zrobić tabelkę bezproblemowo, albo jakieś inne cudeńko - jest perfidny, bezczelny i po cichutku się ze mnie śmieje, kpi, żadnego zrozumienia, żadnej wdzięczności!!</p>
<p style="text-align:justify;">Niegodziwiec - a kto go myje? Kto go czyści? Kto wyciera z niego kurz? Kto do niego się śmieje? No właśnie - tylko ja! A on mi się tak odpłaca, razem ze swoją kumpelą drukarą - znaleźli sobie ofiarę i mają przy tym niezły ubaw. Gdzie się podziały te komputery, drukarki pełne wrażliwości, czułości do swoich właścicieli? No gdzie one są, gdzie się podziały, do jakiego domu trafiły?</p>
<p style="text-align:justify;">Mam kumpla, i on klnie na komputer, ba! Czasem nawet go uderzy! I co? Komputer nawet nie zajęczy, spełnia wszystkie polecenia, a mój? Ani po dobroci, ani przy użyciu sił. To smutne i trochę przygnębiające, bo ja się naprawdę staram, daje z siebie wszystko, pielęgnuję go, otaczam opieką, dokarmiam, gdy jest chory, a gdy nie domaga wzywam specjalistę.</p>
<p style="text-align:justify;">A co za to mam? Mapki wydrukowane na niebiesko, bo oczywiście drukarka z kompem spiskują i kolorowe mapki drukują na niebiesko. Świetnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Parę dni temu, wzięłam sprawy w swoje ręce, chciałam uzupełnić tusz w drukarce - 'to nie może być trudne' - pomyślałam, nie zważając na porę (po 24) i na to, że jestem sama i że w razie czego nie będę miała nawet możliwości wezwania kogoś, kto potrafi bez problemu ujarzmić tę moją bestię. Były 4 strzykawki i ten pojemniczek, który, jak sie dowiedziałam z instrukcji ma swoją nazwę - ciekawą, intrygującą, którą za cholerę zapamiętać nie mogę - <span class="postbody">kartridż. Nie zdziwcie się jak za parę chwil określę to jako kandridż. </span></p>
<p style="text-align:justify;">Otóż strzykawki z tuszem to strasznie dołująca sprawa, naprawdę, pomimo, że miałam rękawiczki jednorazowe to i tak byłam cała w tuszu, nawet policzki były umazane. Nie wspomnę nawet o tym jak wyglądał pokój, jak wyglądał stół, obrus..</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://colourek.files.wordpress.com/2008/06/dsc00097.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-66 alignleft" style="float:left;" src="http://colourek.wordpress.com/files/2008/06/dsc00097.jpg?w=300" alt="" width="235" height="177" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Najgorzej było z rozpoznaniem koloru w danej strzykawce - wszystkie takie same. Wołałam beznamiętnie i bez nadziei o pomoc, która i tak nie przyszła. Byłam tylko ja sama z tym jakimś przeklętym kartridżem i otworami wlewowymi. 5 otworów i strzykawki z tuszem, 5 otworów, z których wylewał się tusz, gdy próbowałam napełnić ten pojemniczek.</p>
<p style="text-align:justify;"><span class="postbody">Wlewałam zgodnie z instrukcją, naprawdę, nic nie oszukuję, a to i tak się wylewało, a potem i tak drukowało na niebiesko, różowo, żółto. Masakra komputerowa, poległam totalnie. Smutne to.</span></p>
<p style="text-align:justify;">Pod koniec już było mi wszystko jedno, więc zmieszałam kilka kolorów, wstrzyknęłam do jednego z otworów 3 kolory, ale to działanie nic nie pomogło, nadal drukowało na niebiesko. Nie wspomnę, że nawet igły pomieszałam, zuo wielkie te drukarki. Chciał pomóc <span class="postbody"><a title="bro" href="http://impactofreality.wordpress.com/" target="_blank">bro</a> poradził bym znalazła jakiś wskaźnik kolorów drukarki, czy stanu drukarki, nie pamiętam xD - skomplikowanie brzmiał ten esemes, wiedziałam tylko, że mój komputer czegoś takiego nie ma, po czym dostałam kolejną instrukcje, by szukać. Dzięki szukaniu udało mi się natomiast wydrukować stronę diagnostyczną, jestem z niej dumna! Własnoręcznie, sama wydrukowałam stronę diagnostyczną, nawet nie wiecie ile to szczęścia daje! Nie wiem po kiego mi ona, ale mam, może oprawię w ramkę?</span></p>
<p style="text-align:justify;">Finał i wnioski takie: mapki niebieskie, drukarki to zuo, tusze to śmierdziele, a dodatkowo moja drukarka jest analfabetką, bo krzyczała do mnie: "karetka zatrzymana" - nie wiem, o co chodzi - kartka utkwiła, a ja chciałam ją wyciągnąć, a ta mi wyjeżdża z karetkami jakimiś...</p>
<p style="text-align:justify;">Wielkie podziękowania dla <a title=";D" href="http://jendrju.wordpress.com/" target="_blank">pana Jędrzeja</a>, dzięki któremu potrafię Was odesłać do innego bloga - łii ;D</p>
<p style="text-align:left;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PS. I love you*]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/?p=430</link>
<pubDate>Tue, 08 Apr 2008 20:32:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/?p=430</guid>
<description><![CDATA[
Ta pocztówka przyfrunęła do mnie z Portugalii od nieocenionej Marty. Pocztówka jest stara, praw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2008/04/list1.jpg" alt="postcard from Portugal" width="450" height="228" /></p>
<p>Ta pocztówka przyfrunęła do mnie z Portugalii od nieocenionej <a href="http://martapoeiras.blogspot.com/" target="_blank">Marty</a>. Pocztówka jest stara, prawdopodobnie z antykwariatu. Piękne dziewczę na lśniącym obrazku, a z tyłu notatka w niezrozumiałym dla mnie języku, wykonana zachwycającym charakterem pisma... Oglądając tę kartkę, zdałam sobie sprawę z faktu, że są takie dni w tygodniu, gdy moja ręka nie wie, co to jest ręczne pisanie! Tłukę w klawiaturę i doprawdy, dopiero dziś tak na poważnie zaczęło mi to przeszkadzać. A to przecież wbrew naturze człowieka, który - od momentu rozrośnięcia się płatów czołowych - rył czym popadnie i gdzie popadnie... Kamieniem na kamieniu, narzędziem z brązu na ścianie jaskini, kijem na piachu... Pisał, rysował, tworzył. Ja czule obejmuję mysz komputerową i klikam kolejne zakładki graficznego programu i mam dzieło, jakich tysiące widzę codziennie w sieci. Albo piszę sobie tekst futurą lub minionem:), przywiązana do klawiszy jak galernik do wioseł...</p>
<p>A pismo ręczne jest tak wyjątkowe i jest to tak oczywiste, że aż nie mam mocy tłumaczyć. Emocje, jakie towarzyszą napisaniu kolejnego słowa powodują, że ręka drży... Bo człowiek myśli, co napisać, bo trudno później odwołać, co się naskrobało. Skreślenie widać, gumki ołówka robią nieestetyczne smugi albo dziury, a przepisywać się często nie chce... Bo trzeba poszukać odpowiedniego słowa samemu, bez włączania słownika jednym palcem... </p>
<p>Miałam kilka lat temu czas pisania listów papierowych. Bez specjalnego anturażu, bez ozdobnej papeterii, kałamarza, za to na czystej kartce, która dopinguje wyobraźnię i ołówkiem (którego zapach lubię) albo zwykłym długopisem. Na takie listy potrzeba czasu, ale na nie właśnie się czeka, bo niosą ze sobą czyjąś uwagę i tak przyjemnie wyjmuje się je ze skrzypiącej skrzynki pocztowej. Mam też całe pudło kartek pocztowych z wielu miast, z małych nadmorskich wiosek, z miejsc, które trudno mi sobie wyobrazić, są tak daleko; na nich poprzyklejane bilety tramwajowe, odbite obrazki z własnoręcznie zrobionych stempli, liście i suszone kwiecie. No życie, po prostu...</p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2008/04/list2.jpg" alt="letter from Poland" width="450" height="597" /></p>
<p>Lubię przyrządy do pisania. Całą podstawówkę pisałam zenithem, który nigdy się nie zepsuł! Miałam też kilka pachnących chińskich długopisów. W czasach mojej podstawówki przybory made in China to był szczyt luksusu, bo wtedy te rzeczy były naprawdę przyzwoicie zrobione (a może pamięć mnie trochę ropieszcza:), pamiętam przecież kolorowe pachnące gumki do ścierania i niesamowicie kolorowe flamastry, które rysowały jak marzenie, piórniki z nadrukiem lal o ogromnych błękitnych oczach, fluorescencyjne kredki i delikatne pędzelki... Każdy chciał mieć choć jedną taką piękną rzecz, która rozświetlałaby mu szare popołudnia przy odrabianiu lekcji... A pierwsze (i na razie ostatnie) prawdziwe pióro dostałam od ojca w połowie studiów, piszę nim czasem do dziś, bo - choć je lubię - do konserwacji nie przykładam się w ogóle, dlatego odmawia współpracy... Sprawiłam sobie także piórko, na stalówki, z długą, jasną obsadką - i tym piórkiem wraz z czeskim tuszem wypisałam ponad 100 zaproszeń na ślub brata... Ech, to była prawdziwa kontemplacja, z wysuniętym językiem i usmarowanymi palcami...</p>
<p>No i taki papier zostanie, gdy już wysiądą wszystkie serwery świata, a Wordowi rozsypią się biblioteki i rozjadą tagi. Zostanie na przykład taka mała kartka, którą napisał pewien pan do pewnej pani 60 lat temu, zaczynając pierwszy wyraz od tak zakręconego kaligraficznie Z, że dusza się uśmiecha, a palce rwą do pisania... Albo wiersz, naskrobany na kartce z zeszytu od polskiego, którym sentymentalnie szantażuję kolegę z liceum:). Same skarby!</p>
<p>-----</p>
<p>* As I write this letter<br />
Send my love to you<br />
Remember that I'll always<br />
Be in love with you</p>
<p>Treasure these few words<br />
Till we're together<br />
Keep all my love forever<br />
P.S. I love you<br />
You you you</p>
<p>[The Beatles]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 8]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=204</link>
<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 12:21:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=204</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/04/3_blog.jpg" alt="3_blog.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PWŚCPSN 5]]></title>
<link>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=195</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 23:29:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamila Rondo</dc:creator>
<guid>http://kamilarondo.wordpress.com/?p=195</guid>
<description><![CDATA[



Dość niespójnie postanowiły się zakreskować same kreski. Ale to deszcz, a w nim wszystko s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://kamilarondo.wordpress.com/files/2008/03/6_blog.jpg" alt="6_blog.jpg" /></p>
<table>
<tr>
<td width="700">
Dość niespójnie postanowiły się zakreskować same kreski. Ale to deszcz, a w nim wszystko się rozmywa, rozlatuje.<br />
Tuszem próby, tuszem szkice.
</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
