<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>trawka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/trawka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "trawka"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 16:43:19 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Shimla- the meeting place]]></title>
<link>http://myindiaexperience.wordpress.com/?p=210</link>
<pubDate>Thu, 28 Aug 2008 18:17:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>nataliakopec</dc:creator>
<guid>http://myindiaexperience.pl.wordpress.com/2008/08/28/shimla-the-meeting-place/</guid>
<description><![CDATA[Powiedzenie, że świat jest mały i do tego, że jeszcze się kurczy jest oczywistością. Ale za k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Powiedzenie, że świat jest mały i do tego, że jeszcze się kurczy jest oczywistością. Ale za każdym razem, gdy w coraz bardziej dotkliwy sposób zdaję sobie z tego sprawę, łapię się za głowę i nie mogę się nadziwić, że jak to, tu w tak odległym miejscu spotkałam kogoś, kto w 99% przypadków byłby w tym momencie zupełnie gdzie indziej. A jednak takie nieoczekiwane, dziwne spotkania zdarzają się i to całkiem nierzadko. A jak już się przydarzą to lawinowo.<span> </span></p>
<p class="MsoNormal">W naszych indyjskich podróżach zawędrowaliśmy do malowniczej (ale tylko po zmroku) himalajskiej miejscowości Shimla. Mimo że kilka tygodni wcześniej rozegrał się tu prawdziwy dramat- kilkudziesięciu pielgrzymów zostało stratowanych przez uciekający tłum, to grupki turystów ochoczo spacerowały deptakiem ( w jednym z przewodników można nawet przeczytać, że główną atrakcja Shimli jest spacer deptakiem, podczas którego ty gapisz się na innych, a oni gapią się na ciebie). W tej to miejscowości, przypominającej hrabstwo Yorkshire, (w XIX wieku imperialistyczni kolonizatorzy postanowili urządzić tu sobie azyl od dusznego Delhi), pokrytej mgłą i chmurami natknęliśmy się na grupę znajomych z Wrocławia. Zgraja trekkerów właśnie podążała w przeciwna stronę niż my czyli do Manali- izraelskiego edenu pełnego upalonych mieszkańców Syjonu. Nie wiedzieć czemu, młodzi Izraelczycy, tuż po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej, ochoczo mkną do Manali, by oddawać się medytacji i paleniu trawy, ale o tym już było.</p>
<p class="MsoNormal">Przejdźmy zatem do sedna. Po całym dniu włóczenia się po pełnej pogrążonych we mgle XIX-wiecznych posiadłości Shimli udaliśmy się na małe niezaplanowane zakupy. Na ruchliwym deptaku ukrył się sklepik z ręcznie robionymi chińskimi butami. Jako osoba przyzwyczajona do nabywania gotowego obuwia, wyprodukowanego w większości także przez <span> </span>Chińczyków, ale na zdecydowanie większą skalę, z zainteresowaniem zaczęłam oglądać plecione buciki. Jedna para szczególnie wpadła mi, a właściwie Jackowi w oko. Po wstępnych targach cena została spuszczona o 50 rupee, czyli zdecydowanie za mało. Przyzwyczajeni, do tego, że zdesperowani Hindusi opuszczają ceny nawet o 300 rupee, postanowiliśmy przetestować te technikę na 80-letniej sprzedawczyni-Chince. Ona jednak była dość nieugięta, co prawda obniżyła cenę o 100 rupee, ale i to nas nie satysfakcjonowało.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><a href="http://myindiaexperience.files.wordpress.com/2008/08/dsc_0349.jpg"><img class="size-full wp-image-215 aligncenter" src="http://myindiaexperience.wordpress.com/files/2008/08/dsc_0349.jpg" alt="" width="534" height="330" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Gdy już chcieliśmy opuszczać sklepik pojawił się przemiły, na oko czterdziesto-paroletni syn tejże pani i zagadał skąd jesteśmy. Gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, ucieszył się niezmiernie. Potem padło pytanie o miasto. Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że poza Niemcami nikt nie ma bladego pojęcia o istnieniu takiego miasta jak Wrocław, więc z grzeczności wymieniliśmy nazwę i już chcieliśmy uciekać. Wtedy Chińczyk ucieszył się jeszcze bardziej i wykrzyknął:</p>
<p class="MsoNormal">- Wrocław, Taizé, 1977!</p>
<p class="MsoNormal">Okazało się, że w 77’ tenże pan zawitał do Wrocławia na spotkanie młodzieży Taizé. Po tej jakże miłej wymianie zdań spuścił cenę butków o kolejne 100 rupee, na co my ochoczo przystaliśmy i pożegnał nas uroczo brzmiącym: „Cześć!”<br />
Shimla- the meeting place.</p>
<p class="MsoNormal">---</p>
<p class="MsoNormal">EDIT by jr</p>
<p class="MsoNormal">Nie chcąc psuć struktury wypowiedzi poprzedniczki, wtrące tylko swoje trzy grosze na końcu. Otóż przegapiono dość istotną kwestię meetingplejsowatości Shimli. Po pierwsze - spotkania ( w przypadku Natalii - bliskie, czwartego stopnia) z małpami. Po drugie - w świątyni małp nadzialiśmy się na grupę Polek, wśród której była moja (wirtualnie) znajoma co-expatka aiesecowa z Warszawy, ze stażu w Chandigharze zdecydowała się wypaść w góry.  Jej zwierzenia i wrażenia możecie poczytać <strong><a href="http://monsunowewakacje.blox.pl/html">tutaj</a></strong></p>
<p class="MsoNormal">Wszystkich spotkanych na szlakach pozdrawiamy. Zwłaszcza Panią z grupy Maurycego, która na nasz widok zakrzyknęła "A, to wy piszecie tego bloga" :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Studenckie obyczaje]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=24</link>
<pubDate>Sun, 18 May 2008 11:11:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.pl.wordpress.com/2008/05/18/studenckie-obyczaje/</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem czy to nie świadczy przypadkiem o mojej zrzędliwości, bo choć czuję się nadzwyczaj m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wiem czy to nie świadczy przypadkiem o mojej zrzędliwości, bo choć czuję się nadzwyczaj młodo, właściwie nie tylko się czuję, ale jestem rzeczywiście wciąż młody, to jednak postanowiłem napisać o pewnych zachowaniach wśród obecnych studentów, które mnie zwyczajnie oburzają. Po obejrzeniu wczoraj w TV zdjęć z juwenaliów wrocławskich, przypomniałem sobie o nie tak dawnych juwenaliach białostockich i pewnym artykule opublikowanym swego czasu w "Obywatelu" autorstwa profesora, którego imienia i nazwiska nie przypomnę sobie teraz. Otóż ów profesor pisał w rzeczonym artykule o tym, jak to niekiedy trudno jest obecnie odróżnić studenta od zwykłego żula, i pod względem języka, jakim i jeden i drugi się posługują, i pod względem zachowania. I trudno się z tą tezą nie zgodzić. Nie tak dawno trafiłem na koncert czterech narodów zorganizowany w ramach białostockich juwenaliów. Występowały na nim zespoły z Białorusi - N.R.M., Ukrainy - Flit, Polski - Bracia, i Litwy - Żalvarinis. I najwyraźniej zdecydowana większość publiczności przyszła na występ zespołu białoruskiego. Muzycy mieli jednak trudności z przekroczeniem granicy, więc przed nimi wystąpił polski zespół - Bracia. Sam stałem pod sceną zmarznięty, w błocie, w strugach deszczu, nie mogąc się doczekać występu N.R.M. Pojawiła się jednak grupka studentów - ubrania i całkiem inteligentne wyrazy twarzy zdradzały studentów - którzy nie zważając na to, że Białorusini jeszcze nie dojechali, zaczęli wykrzykiwać wielokrotnie w stronę Braci - "wypierdalać!". Wiem, że takie okrzyki niegdyś na koncertach w Jarocinie to był chleb powszedni, mimo to szalenie mnie to zbulwersowało. Choć studia ukończyłem w 2000 r. i w czasach licealnych i studenckich zdarzało mi się dużo częściej bywać na wszelakich koncertach niż obecnie, to jednak ani mnie, ani moim kumplom nie przyszłoby do głowy, by do jakiegokolwiek zespołu wykrzykiwać "wypierdalać", nawet jeśli był to zespół, co do którego mieliśmy tylko jedno życzenie - aby jak najprędzej zszedł ze sceny.</p>
<p>Rozmyślając o tych współczesnych obyczajach studenckich przypomniałem sobie także - choć było to już ponad 10 lat temu - jak znalazłem się któregoś razu na wykładzie profesor Marii Szyszkowskiej ze studentami niższego roku. I muszę przyznać, że wcale nie dziwiły mnie słowa wypowiedziane później przez panią profesor w obecności moich znajomych, że Białystok to dla niej kula u nogi. Pewnie nie tylko ten wykład o tym zadecydował, ale na moim roku takie zachowania byłyby nie do pomyślenia, choć byliśmy tylko o rok wyżej. Szum, rozmowy, zero zainteresowania treścią wykładu, ktoś popijał piwo, jakaś dziewczyna za nami podczas rozmowy ze swoją kumpelą wyznała jej, że straciła szacunek do samej siebie, jacyś panowie obok nas analizowali słowa pewnej modelki, która wedle nich miała zatracić hierarchię wartości. Momentami miałem trudności z usłyszeniem głosu profesor Szyszkowskiej.</p>
<p>I choć było to około 10 lat temu, to jednak wiadomości które docierają do mnie o obecnych studentach wskazują na to, że teraz jest jeszcze dużo gorzej. Nie twierdzę, że sam byłem święty, alkohol popijaliśmy nie tak wcale rzadko - najlepszym miejscem do alkoholizacji były stawy przy Mickiewicza, gdzie obecnie wznosi się galeria Biała - woda, bujna, soczysta zieleń, rozległe, ciągnące się niemal do rzeki stare opuszczone ogrody, słowem żyć nie umierać. I trawkę zdarzało mi się popalać - nie widzę w tym nic złego, wziąwszy pod uwagę, że czynił to także obecnie nam jaśnie panujący premier Rzeczypospolitej Polskiej - Donald Tusk. Były jednak granice, do których przekroczenia nigdy bym się z moimi kumplami nie posunął. Bycie studentem do czegoś jednak zobowiązywało, niosło ze sobą jakiś etos. Teraz najwyraźniej, cytując klasyka "hulaj dusza, piekła nie ma". Apelowałbym jednak mimo to do studentów - dalej cytując klasyka - "by nie kroczyli tą drogą!"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Drug'orzędna hipokryzja]]></title>
<link>http://frustracja.wordpress.com/?p=72</link>
<pubDate>Thu, 15 May 2008 19:41:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>frustrat</dc:creator>
<guid>http://frustracja.pl.wordpress.com/2008/05/15/drugorzedna-hipokryzja/</guid>
<description><![CDATA[Od pojawienia się najnowszych Newsweekowych rewelacji dotyczących premiera Tuska w sieci zapanowa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Od pojawienia się najnowszych <a title="Onet.pl - Newsweekowa sensacja" href="http://wiadomosci.onet.pl/1746567,11,item.html" target="_blank">Newsweekowych</a> rewelacji dotyczących premiera Tuska w sieci zapanowała nowa prześmiewcza moda. Wiadomo - dzień bez internetowego błyśnięcia wtórnym dowcipem, dniem straconym. Żarty dotyczące PiS-u powoli dogorywają, komentarze dotyczące wykształcenia Kubicy znudziły się już chyba wszystkim, już tylko najwierniejsi kpią gdzie mogą z Małysza... Pora znaleźć nowego kozła ofiarnego.</p>
<p style="text-align:justify;">Padło na Tuska.</p>
<p style="text-align:justify;">Kandydat idealny - wysoko postawiony polityk, więc dowcipy z niego zaspokoją potrzeby tej "intelektualnie elitarnej" części społeczeństwa, która lubi być trendy i mieć o czym porozmawiać głośno w autobusie [albo forum Onetu]. Do tego facet umiejscowił się centralnie na scenie politycznej, przez co może zebrać po solidnym razie od każdej opcji politycznej [od lewaków po ultranacjonalistów]. Drobna wada wymowy zaspokoi zwierzęce instynkty tych, którzy sami co prawda mówić potrafią, ale byli jednymi z ostatnich w przedszkolu, którzy tę trudną sztukę [wraz z sikaniem do kibelka i wiązaniem sznurówek] opanowali.</p>
<p style="text-align:justify;">No i do tego naiwniak... Zbyt dosłownie traktuje porady swoich PR-owców, dotyczące szczerości i zjednywania sobie ludzi, poprzez zmniejszanie politycznego dystansu do społeczeństwa.</p>
<p style="text-align:justify;">I z tego wynikła pewnie ta głupia szczerość, którą wykazał się w wywiadzie dla Newsweeka. Ot, chciał pokazać, że równy z niego chłop, że nie jest tylko jakimś wymuskanym chłopcem, który boi się głośniej odezwać, bo komuś się może nie spodobać i słupki spadną.</p>
<p style="text-align:justify;">Tusk palił trawkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Sensacja. Monar pościelił nowe łózko, grabarze wykopali dołek.</p>
<p style="text-align:justify;">Rozpoczęła się nowa era internetowego szyderstwa, którą wzmaga jeszcze bardziej podróż Tuska do Ameryki Pd. - a z czego słynie ten rajski kontynent chyba wszyscy wiemy... ;]</p>
<p style="text-align:justify;">Tylko dzisiaj natknąłem się na dwa szydercze obrazki na jednym z popularnych serwisów społecznościowych. Pierwszy [źródło Onet.pl]:</p>
<p style="text-align:justify;"><img class="aligncenter" src="http://m.onet.pl/_m/0e81b2c9be9e601c9549bea715c3de4d,14,1.gif" alt="Tusk ćpunem" width="400" height="300" /></p>
<p style="text-align:justify;">Drugi był próbą prześmiewczą, ale już bardziej amatorską w swoim charakterze. Poniżej niefortunne zestawienie jednego z Internautów, pochodzące z bety Onetu...</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://frustracja.files.wordpress.com/2008/05/tusk.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-73" src="http://frustracja.wordpress.com/files/2008/05/tusk.png" alt="" width="400" height="175" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Zastanawia mnie tylko ile z Tych osób, które nabijają się z głupiego, jak się okazuje, w swojej prawdomówności premiera, samo wcześniej raczyło swoje niewybredne podniebienia bykami czy paliło skręty? Znaleźliby się tacy? Jak myślicie...?</p>
<p style="text-align:justify;">Ale oczywiście prawo "Kalego" nie przeszkadza nikomu, w nabijaniu się z nowego kozła ofiarnego. Obiektywizm obiektywizmem, ale pośmiać się z kogoś trzeba, kiedy tylko nadarza się okazja. Można przecież nazywać Tuska ćpunem... Można... Przecież trawka to narkotyk! Zło! Zatruwa umysły naszej nieskażonej niedozwoloną substancją młodzieży! Sam fakt, że z pokolenia na pokolenie przekazuje się w Polsce już najmłodszym miłość do powodującego zdebilowacenie narodu alkoholu pozostaje bez znaczenia. Ale trawka to zło, a Tusk to ćpun!</p>
<p style="text-align:justify;">I nic nie pomagają takie zestawienia, jak <a title="Zestawienie szkodliwości narkotyków" href="http://news.bbc.co.uk/2/hi/health/6474053.stm#drugs" target="_blank">to z prestiżowego brytyjskiego czasopisma Lancet</a>, w którym naukowcy opiniują, że marihuana [cannabis] jest mniej szkodliwa i uzależniająca, niż powszechnie dostępne alkohol i papierosy. Już pojawiają się dowcipy o tym, dlaczego Tusk niczego nie dokonał i spoczął na laurach, odkąd został premierem - oczywiście wszystkiemu winne jointy.</p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;">I wszystko byłoby w porządku - w końcu o polskich forach internetowych, szczególnie tych podpiętych pod największe portale informacyjne, można by napisać niejedną pracę doktorancką z socjologii czy psychologii społecznej. Nic tak nie odzwierciedla naszego szyderczego charakteru narodowego [przy czym szyderstwa na wysokim poziomie są o dziwo całkiem powszechne], jak właśnie wspomniane wyżej twory społecznościowe...</p>
<p style="text-align:justify;">Tylko dlaczego owe szyderstwa tak lekko ocierają się o hipokryzję? Czy czasami nie lepiej uderzyć się w pierś i przyznać otwarcie do własnych poglądów? W końcu internet nie musi nas zachęcać tylko do anonimowego tchórzostwa, dlaczego nie być od czasu do czasu "anonimowym sobą"?</p>
<p style="text-align:justify;">No bo kto tak naprawdę zrobił z siebie publicznie większego idiotę?</p>
<p style="text-align:justify;">Tusk, czy ten, który palił, ale się nie zaciągał? ;]</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zajaralo by sie cos...]]></title>
<link>http://hasior.wordpress.com/2006/07/12/trawka/</link>
<pubDate>Tue, 11 Jul 2006 23:43:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>hasior</dc:creator>
<guid>http://hasior.pl.wordpress.com/2006/07/12/trawka/</guid>
<description><![CDATA[Ale nie ma co????????????
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ale nie ma co????????????</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
