<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>tradycje-swiateczne &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/tradycje-swiateczne/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "tradycje-swiateczne"</description>
	<pubDate>Fri, 10 Oct 2008 22:51:47 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[O tradycjach. Refleksje poświateczne]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=128</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 23:04:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.pl.wordpress.com/2008/03/24/o-tradycjach-refleksje-poswiateczne/</guid>
<description><![CDATA[&nbsp;
Autor: Mateusz Wichary
Do tego artykułu skłoniło mnie przeczytanie innego, z Pryscylii (4/]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="center" style="text-align:center;margin:0;" class="MsoNormal">&#160;</p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal"><font face="Times New Roman"><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></font></p>
<p style="margin:0;" class="MsoNormal">Do tego artykułu skłoniło mnie przeczytanie innego, z Pryscylii (4/2004), autorstwa Asi Marcol, o świątecznych zwyczajach w domu jej rodziców. Były bardzo mądre. <!--more--> Porządki przedświąteczne były okazją do uczenia dzieci o konieczności robienia porządku w życiu. Żmudne przygotowania ciastek były okazją do społeczności, nie przy telewizorze, i wspólnego rodzinnego śpiewu kolęd. Kolęd uczących nie tylko o stajence, ale i krzyżu – wybieranych odpowiednio przez rodziców dla kształtowania bojaźni Bożej w dzieciach.<span>  </span></p>
<p>Zaczęliśmy sobie na ten temat z żoną rozmawiać i doszliśmy do różnych wniosków odnośnie zwyczajów rodzinnych. Oto one:</p>
<p>Po pierwsze, tradycje nie rozumiane prawdopodobnie zanikną. Weźmy pieczenie ciasteczek przed świętami. Jeśli nie widzimy że służą społeczności ze sobą, łatwo wyprą je zakupy u dobrego cukiernika. Czyż to nie łatwiejsze? Sprzątanie można zlecić bezrobotnej sąsiadce, będąc przekonanym, że przy okazji robi się dobry uczynek. Może tak, ale jakiegoś wartościowego doświadczenia przez to się pozbawiamy. W końcu, jeśli zapomnimy o celu kolęd – o tym, by uczyły bojaźni Bożej, by w stajence widzieć nie tylko ckliwy landszafcik, ale miejsce w którym Bóg się rodzi, Pan Niebiosów staje się dla nas człowiekiem – będziemy śpiewać cokolwiek, całkiem możliwe, że również „Last Christmas I gave you my heart” albo „All I need for Christmas is you”. Bojaźni Bożej raczej to nie wzbudzi...</p>
<p>Po drugie, brak nam dobrych tradycji. Większość z nas to pierwsze pokolenie ludzi wierzących. Nauczyliśmy się, czym jest ewangelia; doświadczyliśmy mocy łaski. Rozumiemy, czym jest przebaczenie Boże. Być może nawet spora część z nas jest w stanie powiedzieć, czym jest usprawiedliwienie z wiary. To wszystko to kluczowe doktryny - bez zrozumienia których i bez zastosowania się do nich poprzez nawrócenie - nie jest możliwe prawdziwe chrześcijaństwo.<span>  </span>No dobrze, ale co dalej? Jak dalej żyć w mądrości,<span>  </span>bojaźni i sile Bożej? Bardzo często brakuje tych, którzy nam mogą na to udzielić odpowiedzi. W kościele dostajemy głównie przeszkolenie w sferze osobistej i zborowej pobożności – wiemy, że mamy mieć cichy czas, że powinniśmy codziennie czytać Biblię, chodzić na grupy biblijne, mieć jakąś służbę w zborze – ale jak żyć poza zborem, szczególnie w rodzinie? Jak obchodzić Święta, aby był w nich Bóg? A może ich nie obchodzić? Ale dlaczego?</p>
<p>Po trzecie, skoro tak się dzieje, to oznacza, że nie potrafimy żyć po chrześcijańsku. Potrafimy się nawracać, ale nie wiemy co robić dalej. Brak nam mądrości, która wyraża się w „świętych tradycjach,” a więc odmiennych od światowych, przekazywanych nam modeli zachowań, dobrych, pełnych treści, właściwie na nas i na innych wpływających. Czemu tradycjach? Bo sami wszystkiego nie wymyślimy. Nie zdążymy. Pobożność to duchowy majątek rodzinny, który nagromadza się przez pokolenia, dokładnie tak samo jak majątek zwykły. 2 Tym. 1:5: „Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje.” Przyp. 4:1-15: „Słuchajcie, synowie, pouczenia ojca, zwróćcie na nie uwagę, abyście się nauczyli rozumu. Bo daję wam dobrą naukę, nie gardźcie moim wskazaniem! Gdy jeszcze byłem synem u mojego ojca, jako miły jedynak pod opieką mojej matki, Pouczał mnie i mówił do mnie: Niech się twoje serce mocno trzyma moich słów, przestrzegaj moich przykazań, a będziesz żył! Nabywaj mądrości, nabywaj rozumu! Nie zapominaj słów moich ust i nie uchylaj się od nich! Nie zaniechaj jej a będzie cię strzegła, ukochaj ją, a zachowa cię! Początek mądrości jest taki: Nabywaj mądrości, i za wszystko, co masz, nabywaj rozumu! Ceń ją sobie wysoko, a ona zapewni ci szacunek, obdarzy cię czcią, gdy ją otoczysz miłością. Włoży na twoją głowę ozdobny wieniec, obdarzy cię wspaniałą koroną. Słuchaj, synu mój, i przyjmij moje słowa, a będziesz żył długie lata. Uczę cię drogi mądrości, wiodę cię torami prawości.<span>  </span>Gdy pójdziesz, twój krok nie będzie skrępowany, a gdy biec będziesz, nie potkniesz się. Trzymaj się karności, nie ustawaj; zachowuj ją, gdyż ona jest twoim życiem!”</p>
<p>I Paweł i Salomon mówi o życiu z Bogiem, a nie o nawróceniu. Celem nie jest nawrócenie; celem jest uwielbienie Boga przez wszystkie dziedziny życia. Nawrócenie jest niezbędnym elementem początkowym tego życia, ale od niego wszystko się rozpoczyna, a nie – jak często wydaje mi się wynika ze stylu naszej pobożności – na nim wszystko kończy.<span>  </span>Niedawno przeczytałem jakieś amerykańskie statystyki, że 88% dzieci tzw. ewangelicznych chrześcijan po wyjściu z domu, czyli mając około 20 lat, traci zainteresowanie wiarą i kościołem. 88%!!! Dlaczego? Nikt mi nie powie, że to normalne. Albo, nie wyjaśni tego predestynacją. A więc, dlaczego? Oczywiście, odpowiedź pewnie jest trudniejsza i bardziej złożona, niemniej wydaje mi się, że w części wynika to z faktu, że ewangeliczni chrześcijanie po prostu nie umieją żyć dla Boga. Całe nasze zainteresowanie i życie jest skierowane na ewangelizację. Ale czy rzeczywiście o to chodzi? Czy życie z Bogiem można streścić w jednym słowie: ewangelizacja? Czy świadectwo o Bożej mądrości, wielkości, chwale i majestacie streszcza się w ewangelizacji? Myślę, że nie. Być może właśnie dlatego, że nasze życie oprócz nacisku na ewangelizację niezbyt się odróżnia w stylu od życia niewierzących, owa ewangelizacja zazwyczaj przynosi marny efekt. I być może<span>  </span>jest to również powód dla którego dzieci „wierzących” rodziców, nie widząc soli w ich życiu, odchodzą do świata, bo styl życia rodziców, oprócz od czasu do czasu cichego czasu, modlitw przed jedzeniem, i „dzielenia się ewangelią” nie różni się od świata.<span>  </span></p>
<p>Jakie z tego płyną wnioski? Jeśli jesteśmy pierwszym pokoleniem osób wierzących musimy włożyć sporo wysiłku w tworzenie nowego stylu życia – nowych tradycji rodzinnych. Może to być trudniejsze od nawrócenia – nawrócenie jest aktem jednorazowym, a poszukiwanie mądrości jest długim, żmudnym procesem. Jako Polacy nigdy nie byliśmy w tym dobrzy; ale tego wymaga od nas Bóg, który chce, abyśmy żyli dla Niego. Musimy pytać się Boga jak spędzać Święta, jak spędzać niedzielę, jak spędzać czas wolny w tygodniu; jak rozmawiać z dziećmi i małżonkiem; jak wspólnie czytać Pismo, itd. O wszystko. Musimy szukać Bożego sensu w tych tradycjach, które wokół nas istnieją, jeśli trzeba to trochę je przerabiać,<span>  </span>i tworzyć nowe, aby stały się nośnikiem tych treści, dla których odpowiednich zwyczajów czy zachowań je wyrażających, brak. Musimy żyć świadomie, nie bezmyślnie jak poganie (1Kor 12:2), ale widząc i wiedząc, czego nasze życie ma być pełne (Ef 1:18), mając przemieniony umysł (Rz 12:2).<span>   </span></p>
<p>Sól konserwuje. Zachowuje na dłużej mięso jako przydatne do spożycia. Jeśli Boże wartości są trwałe, a my żyjemy doświadczając ich obecności, nasze życie powinno wpływać na nasze otoczenie. Jeśli nie wpływa, a dowodem na to jest choćby wybór odmiennej drogi życia przez nasze dzieci, to wnioski są dwa:<span>  </span>albo Boże wartości są byle jakie, albo ich w naszym życiu nie ma.</p>
<p>Uczmy się żyć. Szukajmy dobrych wzorców i czerpmy z nich wszystko, co można. Czytajmy godzinami Pismo i pozwólmy Bogu przez nie kształtować nasz styl życia; nasze rodzinne i zborowe tradycje. Abyśmy mogli dla naszych dzieci być jak rodzice Asi Marcol dla niej.</p>
<div><font face="Times New Roman"><br />
<hr SIZE="1" width="33%" align="left" /></font></p>
<div>
<p style="margin:0;" class="MsoFootnoteText"><a name="_ftn1" href="http://proteologia.wordpress.com/wp-admin/#_ftnref1" title="_ftn1"><span class="MsoFootnoteReference"><span>[1]</span></span></a><font size="2" face="Times New Roman"> Często protestanci alergicznie reagują na słowo „tradycja.” Tymczasem wydaje mi się, że, (i) mamy sporo tradycji; (ii) tradycje same w sobie nie są złe, a nawet są dobre – o ile są dobre; (iii) problem jedynie pojawia się, kiedy stawiamy tradycje ponad Pismem Świętym, kiedy są świętsze niż Boże Słowo. O to poszła Reformacja i z taką postawą się jako protestanci nie zgadzamy; ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą i nie bądźmy wrodzy względem wszelkich tradycji. To wcale nie zaowocuje ich brakiem. Raczej tym, że będziemy ich nieświadomi, a te, które będą, jako nieuświadomione, będą średniej jakości. </font></p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
