<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>teologia-st &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/teologia-st/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "teologia-st"</description>
	<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 07:48:38 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Ziemia: zapomniany element nadziei chrześcijańskiej Rdz 1:9]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=19</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 11:21:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=19</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary 
Artykuł ukazał się w kwartalniku &#8220;Reformacja w Polsce&#8221;
Śp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary </strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w kwartalniku "Reformacja w Polsce"</p>
<p>Śpiewamy „Świat nie jest domem mym.” Czy nie jest? Jakoś jest. <!--more-->Pytanie, na ile. Kochamy przecież wiele sprzętów, miejsc, widoków. Nie udawajmy.</p>
<p>Pytanie raczej należy zadać, czy - pomimo braku doświadczeń z nim związanych - potrafimy kochać niebo? I czy miłość do ziemi, otoczenia dzisiejszego może nam w tym umiłowaniu nieba pomóc, czy jednoznacznie stoi mu na przeszkodzie?</p>
<p>Aby na nie odpowiedzieć musimy zrozumieć jaką w zasadzie mamy nadzieję odnośnie wieczności, oraz zastanowić się na czym ma polegać nasza - chrześcijan - więź z ziemią, czyli naszym otoczeniem i domem do momentu śmierci.</p>
<p>Ziemia jest bardzo istotnym elementem Bożego świata. I zaraz to pokażę. Więcej, jest również istotnym składnikiem naszej nadziei; ba! jednym z kluczowych tematów Starego Testamentu, który wbrew pozorom nie znika nagle gdzieś w czasie działania Jana Chrzciciela. Stąd bardzo ważne jest byśmy rozumieli w jaki sposób mamy się do niej, jako Boże dzieci, odnosić.</p>
<p><strong>Ziemia - o czym mówimy?</strong><br />
W Starym Testamencie mamy dwa podstawowe słowa tłumaczone na polski jako „ziemia.” Pierwsze to erec. Odnosi się ono do określonych regionów geograficznych, jak np. „ziemia Ararat” (2Krl 19:37). Bardzo podobnie zresztą do naszego języka - również mówimy o np. ziemi kujawskiej, czy śląskiej. To terytorium zajmowane przez dany lud - ziemia Efraima; ziemia Czechów, Polaków itp. Obszar zamieszkany - pod panowaniem ludzi.</p>
<p>Drugie słowo to adama. Oznacza ono ziemię bardziej jako pewien materiał. Oznacza grunt, pole kogoś, obszar rolniczy; w końcu „proch” - glebę.</p>
<p>Warto zwrócić uwagę na jeden fakt: ziemia to obszar /grunt związany z człowiekiem. ludźmi. Czasem ten związek jest w tle, ale zawsze jest obecny. Dlaczego?</p>
<p><strong>Człowiek a ziemia.</strong><br />
Człowiek, z racji stworzenia, jest bardzo silnie związany z ziemią - czy chce, czy nie. Ziemia jest zaplanowana jako środowisko życia człowieka - wynika to z natury człowieka.</p>
<p>Sposób stworzenia człowieka na to wskazuje:</p>
<p>- W naturze człowieka jest silne powiązanie z ziemią - wziety z prochu ziemi; jego imię, nadane mu przez Boga (imię wyraża naturę) to Adam/ adama.</p>
<p>- Błogosławieństwo - a więc zadanie, do jakiego Bóg wyposażył człowieka, jakie mu zlecił, i to, w czym człowiekowi dopomaga - to czynić sobie poddaną ziemię (1:28)</p>
<p>To nie oznacza, ze rybołówstwo jest złe, ale oznacza, że Bóg przygotował ziemię na mieszkanie dla człowieka; to ziemia była spokojnym i błogosławionym przez Boga miejscem, bez niebezpieczeństw, w którym człowiek miał panować</p>
<p>- Ziemia w końcu, z wszystkimi swoimi mieszkańcami; z wszystkimi roślinami, została stworzona w taki sposób, ze koniecznie potrzebuje człowieka - Jego pracy, jego panowania, czyli opieki. Bez tej opieki, bez tej pracy, lub kiedy ta opieka i praca nie jest wykonywana w posłuszeństwie Bogu - ziemia jest w stanie skażonym, złym. Widzimy to w przekleństwie, które spadło na ziemię ze względu na upadek człowieka.</p>
<p><strong>PODSUMOWUJĄC</strong>: (i) człowiek od zawsze istnieje i zawsze będzie istnieć nie tylko w więzi z Bogiem, ale i ziemią; (ii) więź z Bogiem oznacza określony sposób postępowania wobec ziemi; Bóg od zawsze chce, by posłuszeństwo wobec Jego osoby przejawiało się nie tylko bezpośrednio wobec Niego, ale i wobec naszego otoczenia, które stworzył nam na środowisko życia, które możemy określić jako ziemię (iii) człowiek będzie wiec sądzony nie tylko za grzech bezpośrednio skierowany do Boga i do drugiego człowieka, ale i wobec ziemi - swojego otoczenia; (iv) człowiek posłuszny Bogu = człowiek, który posiada określoną wieź z ziemią, którą w skrócie możemy określić jako podobającą się Bogu pracę - pracę w zgodzie z Jego prawem/ czyli odzwierciedlającą jego charakter.</p>
<p>Stąd warto zadać sobie kilka pytań: czy zdajesz sobie sprawę, że twoja więź z Bogiem musi się przekładać na sposób odnoszenia się do otoczenia? Na ile odpowiedzialnie traktujesz swoją pracę? Cokolwiek robimy, mamy to robić jako dla Pana, nie jako dla ludzi (Kol 3) - innymi słowy cokolwiek robimy, mamy pamiętać o podstawowym wymiarze naszej pracy - że to nasz sposób na uwielbienie Boga, wynikający z tego, że tak zostaliśmy stworzeni. Stąd nie ważne, kim jest nasz szef; jaki jest nasz szef; czy lubimy nasza prace, czy nie: skoro jej się podjęliśmy, to jest to nasz sposób panowania nad ziemią, i mamy tym uwielbiać Boga.</p>
<p><strong>Ziemia jest nieodłączną częścią historii zbawienia.</strong><br />
Bóg, ratując człowieka, zawsze ratuje go razem z ziemią. Niemożliwe jest, by Bóg ratował nas od grzechu, nie ratując razem z nami ziemi. Wszystkie przymierza, które Bóg zawierał z człowiekiem, i które miały za cel uratowanie go od grzechu, zawierały obietnice ziemi - czyli nowego otoczenia, w którym Boży lud obcowałby z Bogiem.</p>
<p>W historii Kaina i Abla (i) ziemia informuje Boga o zbrodni (w.10); (ii) przeklęcie Kaina przekłada się na jego więź z ziemią - jest wygnany z miejsca błogosławionego przez Boga; Bóg nie błogosławi plonami jego pracy (w.12); bez związku z ziemią Kain jest „tułaczem i wędrowcem,” bez zabezpieczenia - każdy może go zabić. Stad Bóg, zapewnia go o ochronie. NAUKA: jesteśmy bezbronni bez właściwej więzi z ziemią. To JEST nasze otoczenie, choć doczesne, to mamy obowiązki i nie wolno nam tego lekceważyć; nasza więź z otoczeniem zdecydowanie wpływa na nasz status społeczny; nasz zawód określa to, kim jesteśmy; nasz sposób wykonywania pracy wskazuje na to, jakimi jesteśmy wobec Boga.</p>
<p>W historii Noego widzimy, ze Bóg zachowuje od sądu nie tylko człowieka, ale i resztkę zwierząt zamieszkujących ziemię. Wraz z grzeszna ludzkością osadzona jest tez ziemia, którą okrywa woda. To tak jakby stworzenie w odwrotna stronę. W przymierzu z Noem Bóg składa obietnice nie tylko wobec człowieka, ale również wobec ziemi - potwierdza jej błogosławieństwo i obiecuje, ze „nigdy nie będzie już potopu, który by zniszczył ziemię” (9:11).</p>
<p>Ziemia i społeczeństwo są nierozerwalne. Bóg każe za grzechy również przez klęski żywiołowe, co nie oznacza, ze każda klęska jest sądem, ale że tak może być. Jak my traktujemy siebie samych; jak określamy swa postawę wobec Polski?<br />
W historii Abrahama Bóg najpierw wyprowadza go z ziemi grzeszników do ziemi, którą mu wskaże (12:1-3). Bóg obiecuje mu ziemię (15:7), razem z wieloma potomkami, Bożym błogosławieństwem. Potwierdza tą obietnicę wobec Izaaka i Jakuba. Otrzymanie ziemi obiecanej nastąpi dopiero po ok. 400 latach. Oczekiwanie na nią jest jednak jednym z podstawowych nadziei Izraela w Egipcie, szczególnie kiedy jest uciskany.</p>
<p>Ziemia ma duże znaczenie w więzi Boga z Jego ludem.</p>
<p>Innymi słowy nie jest po prostu dana, ale dana z pewnych istotnych przyczyn.</p>
<p>Ziemia jest <strong>DZIEDZICTWEM</strong>. Oznacza to, że ziemia należy do Pana, a Izrael nią zarządza. Akcent pada na Boga - On posiada autorytet by ziemie dać, i zabrać. On nią rozporządza, łaskawie użyczając ją swemu ludowi. Dlatego ziemia nie mogła być sprzedawana; dlatego każde plemię miało swoja ziemię dziedziczną tak, aby nie zaistniała sytuacja, gdy jest kilka osób mających wszystko, i reszta nic. Co 49 lat ziemia powracała do swoich oryginalnych użytkowników. Została przydzielona losami, co wyrażało zależność od Boga w przydzielonym terenie.</p>
<p>Ziemia jest <strong>OBIETNICĄ</strong> i JEJ <strong>SPEŁNIENIEM</strong>. Bóg, obiecując Abrahamowi naród, obiecywał też kraj, gdyż potomkowie potrzebują przestrzeni życiowej; ziemia potrzebuje opieki; ludzie i ziemia są połączeni - i jako tacy należą do Boga. Widać w tym, że Bożym celem jest stworzenie nie tylko nowego narodu, ale również nowego Raju - miejsca, w którym obcowałby ze swym ludem, podobnie jak czynił to z Adamem i Ewą przed Upadkiem. Spełnienie nie przychodzi od razu. Więcej, obietnica spełnia się kilka razy (i) Jozue; (ii) Dawid i Salomon; (iii) po niewoli babilońskiej.</p>
<p>Ziemia jest <strong>DAREM</strong>. Kiedy Izrael wchodził do Ziemi Obiecanej, otrzymał bez pracy pola, winnice. Nie było to ze względu na ich posłuszeństwo; nie była to odpłata, ale wolny dar łaski - niezasłużonej przychylności Boga.</p>
<p>Ziemia jest <strong>BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM</strong>. Przez swą żyzność. Lb 13:27 - ziemia mlekiem i miodem płynąca. Przez specjalna Boża opiekę - Pwt 11:12. Ponieważ jest odpoczynkiem. Odpoczynkiem od ludzkich Panów, od wojen. Odpoczynek był zapewniony przez Boga, o ile Izrael będzie przestrzegał Bożych praw.</p>
<p>Ziemia jest miejscem, w którym Izrael miał być POSŁUSZNY. Pewien znawca Starego Testamentu podsumował to następująco: „sposób życia i postawa człowieka wpływa na stan ziemi, i na odwrót, posiadanie kraju wymaga określonego stylu życia.” Popatrzmy na kilka faktów: przelewanie krwi zanieczyszcza ziemię (Lb 35:29-34). Nieposłuszeństwo Bogu sprowadza winę na kraj (Pwt 24:4). Stąd niewierność Bogu/ Jego przykazaniom warunkuje posiadanie go. Brak posłuszeństwa oznacza klęskę - najazd wrogów i niewolę (Pwt 28:63-64).</p>
<p><strong>Jak to się odnosi do nas dzisiaj?</strong><br />
Również jesteśmy silnie związani z ziemią. Nie potrafimy istnieć bez przynależności - narodowej, społecznej, kościelnej, w końcu - do określonego kawałka ziemi. Tak zostaliśmy stworzeni. Organizujemy go sobie jak potrafimy najlepiej. Jesteśmy tak samo stworzeni jak Adam i Ewa, oraz Izraelici. Oznacza to, ze wpisano nam w naturę te same dążenia/ zadania, którym, najogólniej mówiąc, jest panowanie nad ziemią dla Bożej chwały.</p>
<p>Posiadanie ziemi jest częścia NASZEJ historii zbawienia, nie tylko jako przeszłość (historia ST to w końcu nasza historia), ale jako NASZ CEL doczesny i wieczny. Czytając Rz 8:18-24 widzimy, że nasza ziemia jest tam. Czekamy na nią nie dlatego, ze ta jest zła, ale dlatego, że tam dopiero będziemy mieli odkupione ciała - w. 23. W pewnym sensie my, jako lud Nowego Przymierza, jesteśmy w takiej samej sytuacji jak Izraelici przed wejściem do Ziemi Obiecanej. Otrzymaliśmy obietnice Nowego Nieba i Nowej Ziemi. Jeszcze tam nie weszliśmy. Tak jak obietnica Ziemi Obiecanej kształtowała i nadawała tożsamość Izraelowi w Egipcie, tak obietnica Nowego Nieba i Nowej Ziemi powinna kształtować nas. Hbr 4:11 - Ci, którzy lekceważyli obietnicę, nie weszli. Podobnie Ci, którzy lekceważą Jezusa, który jest tym, który wprowadza nas do wieczności, jak Jozue Izraela do Ziemi Obiecanej, nie wejdą do obiecanej ziemi.</p>
<p>Warto zwrócić uwagę na fakt, że Izrael otrzymał prawo 2 razy: pierwszy raz na czas wędrówki (Wyjścia) i drugi raz na czas zamieszkiwania w ziemi (Powtórzonego Prawa). I w jednym i w drugim Bóg poinstruował ich co do traktowania ziemi. Tak samo i my, już teraz, wobec tej ziemi, która przeminie, również mamy obowiązki: Mt 28: mamy czynić uczniami wszystkie narody. Dz 1:8 głosić wszędzie. To opis walki o naszą Ziemię Obiecaną. Sposób jest inny, ale walka ta sama. W takim jesteśmy okresie. Tego Bóg od nas wymaga, byśmy przyprowadzali do posłuszeństwa ewangelii narody. Mamy obietnice, ze jest z nami; ze mamy się niczego nie obawiać. Mamy iść i głosić.</p>
<p>Czy zdobędziemy? Nie wiem. Cały czas badam Pismo i wciąż widzę argumenty za i przeciw. Ale jedno wiem, że mamy wszystko, co do tego jest potrzebne. A efekty naszej pracy nie zależą od nas.</p>
<p>Czy żyjesz nadzieją na Nowe Niebo i Nową Ziemię? To zachęta, której według Boga potrzebujemy; aby we właściwy sposób iść przez życie. Nie lekceważ jej. Czy masz nadzieję na zdobycie narodów dla Chrystusa? Jeśli nie - zastanów się, dlaczego Jezus nam to nakazał. Miej nadzieję na sukces Bożej ewangelii - 11 swego czasu rozpoczęło to zadanie, i należy uznać, że nieźle im się praca rozwinęła, prawda?</p>
<p>Mamy ziemie jako dziedzictwo. Mamy obietnice ziemi, która się spełnia i ostatecznie spełni.<br />
- 1P 1:3-5. Niebo jest przygotowane dla tych, których Bóg swą mocą strzeże przez wiarę w zbawienie. Coś nam tam Pan Bóg przydzielił.</p>
<p>Mamy ziemię, która jest darem: darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Obj 21:1-7 mówi o celu wszystkich wierzących. Oto NASZA ziemia. Zasłużona? Nie! Całkowicie z łaski! Bądźmy wdzięczni! Nie lekceważmy tak wspaniałej nadziei!</p>
<p>Ziemia jest naszym kontekstem posłuszeństwa. Nasze obowiązki wobec ziemi są takie same jak Adama i Ewy oraz Izraelitów: zachowywać się w nich według Bożego prawa, co przede wszystkim oznacza uczciwa pracę. Naszym obowiązkiem jest czynić wszystko, co możliwe, aby Bóg nie zesłał sądu na naszą ziemię - 1Tm 2:1-3. Mt 5:13 - jesteśmy solą ziemi (naszej ziemi). NIE MA INNEJ SOLI. BÓG INNEJ NIE PRZEWIDZIAŁ. „Chrześcijanie, których życie objawia cechy, ze są błogosławieni, będą mieli konserwujący wpływ na społeczeństwo, pozostawione samemu sobie, zgnije, i ulegnie rozkładowi. Bez wpływu Ewangelii, społeczeństwo doświadczy moralnego upadku.”</p>
<p><strong>Podsumowując</strong>: są dwie drogi dla społeczeństwa - do błogosławieństwa, albo do przekleństwa. MY mamy obowiązek prowadzić nasz naród do błogosławieństwa - przez należyte wychowanie dzieci, przez właściwe relacje w rodzinie, przez solidna i uczciwą pracę, przez odpowiedzialne podejście do życia - wobec społeczeństwa, sąsiadów, kościoła, władz. Jeśli my nie poprowadzimy do błogosławieństwa, to - o ile Bóg nie zechce dać przebudzenia - społeczeństwo poprowadzi nas do przekleństwa. Nie ma 3 opcji. Refleksje niech każdy wyciągnie dla siebie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ratunek od grzechu Ps 51:7-9]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 11:15:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=18</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Artykuł ukazał się w miesięczniku &#8221;Słowo Prawdy&#8221;
Ży]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p>Artykuł ukazał się w miesięczniku "Słowo Prawdy"</p>
<p>Życie w zgodzie z Bożym Słowem niesie ze sobą pewną cenę. Chciałbym dziś opisać szczególny jej aspekt: poleganie na Bogu zamiast na sobie odnośnie ratunku od Bożego gniewu.<!--more--> Ktoś kiedyś powiedział, że ostatecznie istnieją tylko 2 religie: religia człowieka - oparta na tym, co człowiek robi i co może zrobić; i „religia” Boga - oparta na tym, co zrobił Bóg i co Bóg ciągle w związku z tym robi.</p>
<p>Jako protestanci wierzymy, że mamy udział w tej drugiej - jedynej prawdziwej. I słusznie - nasze wyznania wiary podkreślają, że bez Boga nie ma prawdziwej pobożności i wskazują na Niego jedynie, jako źródło oparcia w życiu chrześcijańskim. Ale wyznania wiary nie stwarzają rzeczywistości. W najlepszym razie pokazują czym jest nasza wiara, a to oznacza, że niestety nasze podpisywanie się pod nimi to często „pobożne życzenia”; oszukiwanie samego siebie; podpisywanie się pod czymś, czego kiedyś doświadczaliśmy, i o czym wiemy, że jest dobre, ale dziś już tego nie mamy. Świat nie jest taki, jakby chcieli wschodni mistycy - naszymi słowami nie zmienimy natury rzeczywistości, w tym swojej własnej. Świat jest Boży - to JEGO Słowo już określiło naturę świata - nasze słowa jedynie opisują stan faktyczny, choć mogą wpływać na nasze postrzeganie siebie, w tym na zwodzenie siebie i udawanie przed innymi. Bóg jednak widzi w ukryciu; dostosowujmy więc nasze życie do Bożego Słowa raczej niż polegajmy na nic nie znaczącym wyznawaniu własnych pragnień i wygłaszaniu stwierdzeń, z którymi w rzeczywistości nic nie mamy wspólnego.</p>
<p>Kontekstem Psalmu 51 jest grzech Dawida z Betszebą. To jego wyznanie winy i prośba o przebaczenie. Skupmy się najpierw na wersetach 2-7. Ich przesłanie brzmi prosto i dobitnie:</p>
<p><strong>zasługujemy na Boży gniew</strong><br />
W w. 3 słowo „występki” (pesza) oznacza bunt przeciwko ustanowionej władzy, tak w polityce - np. Moab przeciw Izraelowi (2Krl 3:7), czy Edom przeciw Judzie (2Krl 8:20) - jak w życiu rodzinnym - dzieci przeciw Ojcu (Iz 1:2). W wersecie 4 - „wina”: (awon) - oznacza przewrotność; kolejne słowo w tym samym wersecie - „grzech” (hattat) - zbłądzenie; w wersecie 6 - „zło” (ra) to podsumowujący wszystkie te odcienie znaczeniowe termin. Wszystkie te słowa dotyczą grzechu Dawida.</p>
<p>Dawid ma realistyczne spojrzenie na samego siebie. Przychodząc do Boga nie pomniejsza swego grzesznego działania. Werset 7 to podsumowanie jego spojrzenia na siebie. Patrzy na konkretne wydarzenie grzechu - cudzołóstwo i wynikające z niego morderstwo - i nie stawia go w towarzystwie dobrych uczynków, ale raczej dowodzi ono dla niego ogólnej tendencji do grzechu w jego życiu. Czuje się winny; widzi, że jego życie NIE STANOWI przed Bogiem żadnego usprawiedliwienia Bożej opieki; powodu, dla którego Bóg mógłby go potraktować łagodnie. Innymi słowy: wyznaje szczerym sercem, że zasługuje na Boży gniew.</p>
<p><strong>Twoja reakcja</strong><br />
Jaką w tobie budzą reakcje upadki? Czy naśladujesz Dawida? Czy dowodzą dla ciebie winy? Czy raczej przerzucasz odpowiedzialność na innych: rodziców, którzy Cię źle wychowali; kościół, który nie sprawia, że jesteś bardziej święty; małżonka, który nie chcąc spełniać twych zachcianek wywołuje w Tobie frustrację; dzieci, które są nieznośne i powodują w Tobie wściekłość; i ostatecznie: Boga, za to, że stworzył taki niedoskonały świat?</p>
<p>Z tego wszystkiego należy pokutować i jeśli nie będziesz pokutować, to oznacza, że tak naprawdę nie wierzysz, że zasługujesz na Boży gniew; a jeśli nie wierzysz, to tak naprawdę ufasz sobie, a nie Bogu, odnośnie swojego zbawienia. Bóg objawia swą miłość tylko tym, którzy wiedzą, że się źle mają; którzy widzą, że jeśli nie Boża miłość, to NIC nie jest w stanie im pomóc. Ludziom, którzy pozbyli się złudzeń co do jakości swego życia. Komu ufasz odnośnie swojego zbawienia?</p>
<p>Czy zasługujesz na Boży gniew? Odpowiedz sam sobie, nikt Cię nie widzi, szczerze: czy jesteś przekonany, że zasługujesz na Boży gniew? Zastanówmy się chwilę nad tym zagadnieniem.</p>
<p>Jak pracujesz? Czy jesteś uczciwy? Czy wypełniasz swoje obowiązki? Czy pracujesz dla Boga, czy na pokaz? Czy twoja praca może być powodem, dla którego święty Bóg mógłby uznać Cię za sprawiedliwego? Czy raczej powodem, dla którego święty Bóg, w którym nie ma nawet chwilowego zaćmienia, gniewa się na ciebie?</p>
<p>Jakim jesteś Ojcem? Jaką jesteś matką? Jakim jesteś mężem? Jaką jesteś żoną? Czy Twoja postawa wobec rodziny mogłaby być powodem, dla której Bóg mógłby uznać Cię za sprawiedliwą? Czy raczej powodem dla którego w 100% sprawiedliwy Bóg, który gniewa się na każdy grzech, gniewa się na Ciebie?</p>
<p>Czy przykłady te sprawiają, że korzysz się przed Bogiem? Czy wciąż uważasz, że nie zasługujesz na Boży gniew? Że jesteś w porządku; niewinny; mniej winny niż Bóg i wszyscy naokoło; biedna ofiara, chcąca dobrze. Jeśli nie będziesz pokutować: jeśli nie skierujesz swego wzroku poza siebie ku Bogu ze zrozumieniem, że zasługujesz na Boży gniew - nie ma dla Ciebie ratunku.</p>
<p>Zastanówmy się dalej nad Twoimi uczynkami miłosierdzia. Jakim jesteś zachęceniem dla innych? Jaką pomocą? O kim myślisz bardziej - o sobie czy o innych? Wokół kogo kręci się Twoje życie - wokół potrzeb i pragnień Twoich czy innych? Kiedy myślisz o przyszłości - swoich dążeniach - kogo one dotyczą - ciebie czy innych? Czy więc Twoja postawa wobec potrzebujących mogłaby być powodem, dla której doskonały Bóg mógłby uznać Cię za sprawiedliwego? Czy raczej powodem dla którego Bóg, którego natura wzbrania się przed wszelkim złem, gniewa się na Ciebie?</p>
<p>I najbardziej intymna sfera życia: myśli. Kim jesteś, kiedy jesteś sam? Kim jesteś, kiedy myślisz? Kiedy nikt Ciebie nie widzi, i nikt prócz Boga nie ma mocy, by się o tym dowiedzieć? O czym myślisz? Czy są to myśli czyste, czy przewrotne i egoistyczne? Czy podporządkowujesz wszelką myśl w posłuszeństwo Chrystusowi, czy raczej pozwalasz im wywyższać samego siebie? Czy mogą być przyczyną, dla której Bóg uzna Ciebie za sprawiedliwego, czy raczej skłaniają Go do gniewu?</p>
<p>Czy wierzysz więc, że zasługujesz na Boży gniew? Żadne wysiłki nie zaskarbią nam Bożej przychylności. Więcej: wiara jej nie zaskarbi i nawet uczynki płynące z wiary jej nie zaskarbią. Popatrz na nie: czy mogą być przyczyną, dla której Bóg miałby traktować ciebie lepiej niż innych ludzi? Weźmy przykład z Biblii - Dawida i Saula - oboje to grzesznicy. Jeden z nich został przez Boga przyjęty, drugi odtrącony. Nie ma się co dopatrywać jakiejś lepszości w którymś. Oboje tak samo grzeszyli. Żaden z nich nie był ideałem, ani króla, ani ojca. Różnica była tylko jedna: w czym innym szukali ratunku od swoich grzechów. Dawid był przekonany, że zasługuje na Boży gniew - i szukał go w Bogu; Saul był trochę przekonany, że zasługuje na Boży gniew, ale nie do końca. Widział, że nie jest doskonały, ale nie do końca. Dlatego nigdy nie napisał Psalmu 51. Dlatego nigdy nie spodobał się Bogu, bo stał przed Nim wyłącznie odziany w swoją własną sprawiedliwość, która powodowała słuszny Boży gniew.</p>
<p><strong>Tylko krzyż Chrystusa ratuje od Bożego gniewu</strong><br />
Tylko Chrystus nas ratuje od Bożego gniewu. Ratuje tych, którzy widzą, że sami sobie z grzechem nie poradzą; którzy widzą, że jedynym ratunkiem jest Bóg i objawiona i dokonana na krzyżu miłość Boża.</p>
<p>Człowiek nie da okupu za swa duszę: cena jest zbyt wysoka. Ludzie, którzy nisko cenią swą duszę, stracą ją, bo nie wierzą w swoją winę i żyją próbując zadowolić Boga swymi uczynkami. Ludzie, którzy widzą, że nie są w stanie NIC zrobić, by naprawić swoje grzeszne serce, są gotowi na Bożą łaskę.</p>
<p>Werset 8 pokazuje na istotny moment w doświadczeniu Dawida: Bóg go oświecił. Dał mu zrozumieć, że CHCE zbawić grzeszników, i w związku z tym można i należy do niego wołać o odpuszczenie grzechów.</p>
<p>I Dawid w wersecie 9 woła! Ja się zbawić nie potrafię - ale Ty potrafisz! Ja tego zrobić nie potrafię - ale Ty Boże potrafisz. Wołam: zrób to! Pokrop - a będzie efekt. Bo TY to robisz. Obmyj - a będzie efekt: bo TY to robisz. Wersety 3 i 4 - świadczą o tej samej nadziei: Bóg potrafi. Ja nie potrafię, ale On potrafi. Kiedy On to czyni, to jestem UWOLNIONY: czysty, bielszy ponad śnieg.</p>
<p>Dawid wiedział, że jedyny, który uczyni go czystym, to Bóg. Nie do końca wiedział jak, i tu tkwi różnica pomiędzy wiernymi Bogu Starego i Nowego Przymierza - my wiemy, że stało się to poprzez ofiarę Bożego Syna na krzyżu. Ale tak samo jak Dawid musimy polegać na Bożej niezasłużonej miłości. Nie ma innego sposobu na bycie czystym.</p>
<p><strong>Zbawienie poza nami</strong><br />
Biblia uczy nas trzech podstawowych zasad zbawienia: po pierwsze, człowiek sam siebie usprawiedliwić nie może. Wchodzimy do nieba czystymi nie własną sprawiedliwością, ale sprawiedliwością Syna. Nikt, kto ufa swoim własnym uczynkom, nie wejdzie do nieba (Rz 3:28; 4:2-6).</p>
<p>Po drugie, usprawiedliwienie grzesznika jest możliwe jedynie przez ofiarę, która umiera w miejsce grzesznika (Rz 3:25; Hbr 9:27; 10:10). I to ofiarę, którą dał Bóg. Kiedy Adam i Ewa chcieli zakryć swój grzech przepaskami, było to niewystarczające ukrycie grzechu. To Bóg musiał zabić niewinne zwierzę i okryć ich jego skórą. Zwierzę to obrazowało Chrystusa - Baranka, którego dał Bóg by umarł a nasze miejsce dla naszego zbawienia.</p>
<p>Po trzecie, uczynki ludzkie są przez Boga akceptowane i podobają się mu jedynie jako ofiara dziękczynna, jako wyraz naszej wdzięczności za zbawienie, którego już dokonał dla nas Bóg. Nasze uczynki są jedynie skutkiem Bożego oczyszczenia; dowodem na to, że Bóg wszczepił w nas przez wiarę nadzieję na czystość w Jego Synu. Te uczynki nie mogą zając miejsca ofiary Chrystusa - ofiary przebłagalnej, zaspokajającej Boży gniew - gdyż z tego rodzi się faryzeizm - poleganie na sobie, wywyższanie się ponad innych; uważanie się za bardziej sprawiedliwych od innych. Wszystkie nasze uczynki to ofiara dziękczynienia, i nigdy nie mogą stać się ofiarą przebłagalną. Paweł wzywa nas do złożenia swoich ciał na ofiarę dziękczynną przez miłosierdzie Boże, opisane w pierwszych 12 rozdziałach Listu do Rzymian - czyli ofiarę przebłagalną, ratunek Boży w Chrystusie (Rz 12:1) Również w Starym Testamencie czas i miejsce na ofiary dziękczynienia był zawsze po złożeniu ofiary z krwi - ofiary, która oczyszczała od grzechu.</p>
<p>Stąd nie jesteśmy w stanie dać ofiary dziękczynnej, nie złożywszy wcześniej ofiary przebłagalnej. Ofiary przebłagalnej złożyć z niczego, co mamy, nie możemy. Ofiara dziękczynna bez wcześniejszej ofiary przebłagalnej przestaje być ofiarą dziękczynną, a próbuje stać się ofiarą przebłagalną.</p>
<p>Nie jesteśmy jednak powołani do przebłagiwania Boga. Nikt tego nie potrafi uczynić. Nikt tego nigdy nie uczynił swoimi uczynkami. Jedyne, co możemy zrobić, to przyjść do Chrystusa, i w Nim odnaleźć przebłaganie za swoje grzechy. Ratunku od gniewu Bożego nie ma nigdzie indziej. Dopiero uratowani, możemy z radością składać swoje życie Bogu na ofiarę z wdzięczności za okazaną nam prze ratunek łaskę.</p>
<p><strong>Chrystus i Dawid</strong><br />
Problemem Dawida był brak przewidzianej w Prawie ofiary za jego grzech. Morderstwo było zbyt dużym grzechem, by uniknąć kary - w świetle prawa nie było za niego przebaczenia; zasługiwał jedynie na śmierć. Dlatego Dawid sięga poza system ofiarniczy; poza ustalone ramy, w wielkiej nadziei, że Bóg MOŻE uratować go od grzechu. Nie może zaofiarować nic innego jak postawy nadziei i prośby; postawy skruszenia i przekonania, że nie ma dla niego żadnego ratunku (w. 18-19). Jeśli Bóg nie usunie jego winy, nikt nie jest w stanie tego uczynić.</p>
<p>Modlitwa Dawida jest świadectwem po pierwsze doczesności ofiar Starego Testamentu; ich czasowego i niedoskonałego wymiaru. Po drugie nadziei na przebaczenie Boże przekraczające wymiary ofiar przebłagalnych Starego Testamentu. Stąd - nadziei na coś więcej, zrealizowanej w ofierze Chrystusa. Po trzecie jest wielkim świadectwem wiary w miłość Bożą: On może, jeśli zechce, przebaczyć nawet tak wielkie przewinienie.</p>
<p><strong>Chrystus i Ty</strong><br />
Nie ma grzechu, który by nie mógł być przebaczony w Chrystusie; każdy, kto wzywa imienia Pańskiego - Jezusa - będzie zbawiony; każdy, KTO WZYWA.</p>
<p>Jedyny grzech, jaki istnieje, a który przebaczony być nie może, to grzech nie wzywania; grzech lekceważenia Bożego sposobu ratunku; grzech polegania na sobie samym. Uznawania się za sprawiedliwego i zdrowego.</p>
<p>Czy masz taką samą pokorę jak Dawid, gdy przychodzisz do Boga? Takie samo zrozumienie, że przychodzisz jako człowiek stracony, jeśli bez Chrystusa - przeznaczony na potępienie, z pokorną prośbą o ratunek? Jeśli nie - przychodzisz do Boga jako człowiek sprawiedliwy. Ale stąd już nie po łaskę, ale po pewne dopełnienie w życiu. Ale Bóg nie oferuje dopełnienia w życiu. Jeśli chcesz dopełnienia, szukaj go w świecie - na kursach pozytywnego wyznawania, w technikach relaksacyjnych, itp. Realizuj SIEBIE. Staraj się dążyć do doskonałości, czyli doskonałego samopoczucia pomimo wykorzystywania innych, niezmąconego sumienia, korzystanie z życia, dostarczania sobie przyjemności. Ale nie mieszaj w to Boga.</p>
<p>Bóg daje łaskę grzesznikom - ludziom, którzy widzą, że brakuje im sprawiedliwości. Którzy przeszli przez różne próby samorealizacji; którzy doświadczyli, że niezgłębione jest zepsucie serca; którzy rozumieją, że sami w żaden sposób nie odnajdą prawdziwych wartości.</p>
<p>Przychodzą do Boga - jako Boga - i proszą o łaskę - jako grzesznicy. O Bożą niezasłużoną przychylność. Wiedzą, że nie zasłużą na Bożą akceptację, tym bardziej więc dziwią się Bożej nieograniczonej miłości, dzięki której wszelkie duchowe błogosławieństwo Niebios jest udzielane wszystkim, którzy wierzą Ewangelii (Ef 1:3.13). Przychodząc do Boga w taki sposób zgadzają się również z wdzięcznością na Boże prowadzenie w życiu, z wszystkim koniecznymi kosztami. I zdają sobie sprawę, że to zmienione życie to ofiara dziękczynna, nie zadośćuczynienie za grzechy, gdyż jedynie krew Chrystusa jest przyczyną dla której Bóg traktuje ich jako sprawiedliwych.</p>
<p>Czy jesteś okryty ta krwią, by przychodzić przed Boga z ofiarą dziękczynną? Czy ukorzyłeś się przed Bogiem? Czy raczej polegasz na własnych uczynkach, lekceważąc Boży gniew? Nie pytam o to, czy się nawróciłeś, ochrzciłeś, czy jesteś pastorem, czy liderem, czy w radzie zboru, czy nie; czy się udzielasz, jak cię postrzegają inni - pytam o twoją wiarę DZISIAJ: w czym pokładasz nadzieję na czystość w Bożych oczach? Na przebaczenie grzechów? W sobie - uczynkach wiary, i czymkolwiek, czym jesteś i możesz być, czy w Bogu - doskonałej ofierze Jezusa Chrystusa?</p>
<p>Pokrop mnie hizopem, a będę oczyszczony; obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wstyd Rdz 3]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 11:12:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary 
Nieraz zastanawiałem się, jak opisać tą reakcję Adama i Ewy, gdy grz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary </strong></p>
<p>Nieraz zastanawiałem się, jak opisać tą reakcję Adama i Ewy, gdy grzech wszedł w ich życie. Tą ucieczkę, krycie się, niepewność. Myślę, że słowem, które jakoś zawiera w sobie wszystkie te zachowania i postawy jest wstyd.<!--more--></p>
<p>Zazwyczaj mówimy o wstydzie, kiedy coś złego uczyniliśmy. Nie inaczej jest z tym pierwszym w historii wstydzeniem się: jego przyczyna to zerwanie zakazanego owocu, a co za tym idzie brak sprawiedliwości. Adam i Ewa zgrzeszyli i „brak im chwały Bożej” - chwały, jaką posiadali jako wice-królowie nad stworzeniem; chwały od Boga, jaką mieli, jako stworzeni w specjalny sposób, aby swym życiem naśladować istnienie Stwórcy.</p>
<p><strong>Definicja wstydu</strong><br />
Czym więc jest wstyd? Reakcją grzesznego człowieka na samego siebie. Spójrzmy na w.7 . Po pierwsze, „otworzyły im się oczy” - zauważyli siebie. Zaczęli zwracać uwagę na swój stan. Najwyraźniej, wcześniej siebie nie wartościowali. Wystarczała im ocena, jaką wydał o nich Bóg. Widzieli wszystko przez pryzmat Bożego Słowa, w swej pierwotnej niewinności, co oznaczało, że swe istnienie przyjmowali, w pewnym sensie bezrefleksyjnie, niemniej właśnie o to chodziło, jako doskonałe i właściwe, oraz słuszne. Od momentu, gdy zgrzeszyli, sytuacja się zmieniła. Nie mogli dalej na siebie w ten sposób patrzeć, więcej: zmiana, która zaszła wraz ze zgrzeszeniem, domagała się zauważenia. A więc, spoglądają na siebie; zwracają na siebie uwagę.</p>
<p>Po drugie, „poznali, że są nadzy” - poznali, czyli ocenili, dokonali moralnej, i to negatywnej oceny. Co ciekawe, możnaby powiedzieć, że wcześniej również swą nagość znali - przecież mieli oczy i widzieli siebie. Cóż więc poznali? Myślę, że poznali pewien stan dyskomfortu, który w naszym grzesznym świecie łączy się z nagością (bez względu na to, jakie są kulturowe kanony "nagości" - czy jest to brak odpowiedniego stroju na przyjęciu, czy brak przepaski biodrowej na egzotycznych wyspach). Poznali nagość jako odczucie względem siebie; poznali stan w którym czują, że ich wygląd, ich zachowanie czy postawa są niewłaściwe.</p>
<p>Dlaczego ów stan nazwany jest nagością? Myślę, że ze względu na ostatni etap "procesu zawstydzenia" - po trzecie, „spletli przepaski” - zareagowali próbą ukrycia tego, co ocenili negatywnie, co im samym się w nich nie podobało. Próbowali jakoś zaradzić temu złu, które się stało; cofnąć je; sprawić, by nie kłuło w oczy, by stało się niezauważalne. Oczywiście uciekanie przed Bogiem, przechadzającym się po ogrodzie, jest również tym trzecim etapem. Podejrzewali, zupełnie słusznie, że ich przepaski nie ukryją przed Bogiem ich stanu. I ze względu na to starali Mu się zejść z widoku.</p>
<p>Wstyd więc wymaga czegoś złego, na co jest reakcją, i przebiega w 3 fazach: zauważenie, ocena negatywna, próba ukrycia się.</p>
<p><strong>Kilka wniosków</strong><br />
Zanim zastanowimy się nad dalszymi konsekwencjami istnienia wstydu, zwróćmy uwagę na kilka wniosków wynikających z samej definicji.</p>
<p>Po pierwsze, wstyd jest nieuchronny. Wszyscy ludzie zgrzeszyli i wszystkim brak oryginalnej sprawiedliwości; nie ma człowieka, który czasem się nie wstydzi tego, co czyni. Są ludzie, których ucieczką przed wstydem jest zaprzeczenie, ze istnieje przyczyna, by miał się wstydzić; ale to tylko dowodzi ich obawy przed ujawnieniem się prawdy o nich samych, którą starają się ukryć nawet przed samymi sobą.</p>
<p>Co ciekawe, przyczyną powszechności i nieuchronności wstydu jest nie tylko to, że przydarzają nam się od czasu do czasu grzechy, ale brak pierwotnej sprawiedliwości, "chwały od Boga", która byliśmy obdarzeni, dla której zostaliśmy stworzeni, i dlatego której brak pomimo owej utraty odczuwamy. Możemy żyć "moralnie" - nie czynić nic, co zasługiwałoby na jakąś negatywną ocenę, a jednak, pomimo tego, pojawia się niepokój, powiązany z całością naszego istnienia, które jakoś "nie dostaje" do poziomu, który powinien być; czegoś mu zawsze brak. Człowiek zbuntowany wobec Boga wciąż odczuwa ten brak; unaocznia się właśnie jako wstyd - poczucie dyskomfortu w ocenie nie tylko poszczególnych postaw czy działań, ale i ogólnie, samego siebie.</p>
<p>Po drugie, mechanizm wstydzenia się jest powszechny. Każdy z nas wie o sobie coś, czego wstydziłby się, gdyby inni się dowiedzieli. Każdy z czytelników tego artykułu coś ukrywa. Ukrywa za zasłoną uśmiechu; ubioru, w którym czuje się komfortowo - w zgodzie z modą/ lub właśnie jej wbrew; tworząc wokół siebie atmosferę poważania własnej osoby (w miarę możliwości); pozycji w społeczeństwie; środków finansowych, które tworzą dystans który trwale oddziela nas od niebezpiecznych spojrzeń; nowego samochodu; sukcesów; tytułów, wykształcenia i funkcji; języka, którego używamy; wysportowanej sylwetki; dobrego makijażu; itp. To nie oznacza, że dążymy do tego wszystkiego TYLKO ze wstydu - są pewnie i inne motywacje. Jednak, jedną z nich, moim zdaniem jedną z najsilniejszych, w mniejszym lub większym stopniu jest dążenie do ukrycia się, ze względu na obawę przed stanem "nagości" - całkowitej otwartości na poznanie nas przez innych.</p>
<p>Stąd wstyd napędza wiele z naszych działań. Więcej: wstyd napędza kulturę i gospodarkę. To pragnienie ukrycia zła jest jednym z silniejszych w grzesznym człowieku (drugim równie silnym jest prawdopodobnie jedynie grzeszenie). Popatrzmy na kilka strategii ukrywania się: Po pierwsze, niszczenie jasnych, ostrych zasad moralnych. To rozwijanie pierwszego pytania szatana: Czy Bóg powiedział? Po drugie, zrzucanie odpowiedzialności (ww. 12-13). Dlaczego łatwo nam przychodzi tolerancja dla grzechu innych? Dlaczego lubimy słuchać o „sytuacjach bez wyjścia,” w których człowiek rzekomo jest pozbawiony możliwości wyboru? Bo to daje podstawy do „zachowania twarzy” w sytuacjach, gdy grzech wychodzi na jaw. I wolimy, by społeczeństwo usprawiedliwiało grzech i akceptowało - bo jeśli my wpadniemy, będzie nam łatwiej zachować twarz.</p>
<p>Najbardziej powszechnym i wyraźnym skutkiem grzechu jest właśnie wstyd. Możemy z kimś długo dyskutować nad tym, co jest dobre i złe, mając nadzieję, że jakoś przekonanym go, że niektóre z jego działań zasługują na naganę. Wydaje mi się jednak, że zdecydowanie łatwiej i skuteczniej jest odwołać się do jego wstydu. Który po prostu jest, i któremu zaprzeczanie jest zdecydowanie nieprzekonywujące ( o wiele bardziej niż dyskusje nad moralnymi pryncypiami).<br />
<strong><br />
Czy wstyd jest zły?</strong><br />
Czy od wstydu należy uciekać, czy wręcz przeciwnie, reakcja wstydu jest słuszna i potrzebna - bez niej ludzie by się pozabijali? Z pewnością, wstyd jest reakcją właściwą. Grzech nie jest czymś, co napawa dumą (jakkolwiek duma z grzechów, obnoszenie się z nimi, jak np. w przypadkach parad homoseksualistów, jest też formą ukrycia ich, przekonania siebie i otoczenia, że za to wstydzić się nie należy, a więc jest to dobre, czego dowodem ma być brak wstydu osób w tych paradach idących). Bez wstydu więc, panowałby bezwstyd, który oznacza całkowity rozkład moralny. Wstyd zmusza ludzi do kłamania, udawania, że jest inaczej, niż jest; tworzenia pozorów sprawiedliwości, której nie ma. Nie jest to sytuacja idealna, niemniej lepiej żyć wśród takich ludzi, niż takich, którzy są pozbawieni jakichkolwiek hamulców. Ktoś to kiedyś zauważył, że obłuda jest hołdem zła dla dobra, bowiem przez takie zachowanie dowodzimy, że sytuacją właściwą jest ta, którą udajemy. Dlatego wydaje mi się, że istnienie wstydu wynika z Bożej opatrzności. Wstyd sprawia, że ludzie grzeszni zachowują się tak, jakby grzeszni nie byli. Wstyd sprawia, że ludzie chcący grzeszyć posiadają pewien hamulec, który sprawia, że nie są tak bardzo grzeszni, jakby być mogli.</p>
<p>Z drugiej strony wstyd jest skutkiem grzechu, od którego chcielibyśmy być uwolnieni. Wstyd jest przekleństwem; jest stanem braku chwały Bożej w nas. Jest zapełnianiem substytutami tego, czego w stanie nie jesteśmy sami wrócić: pierwotnej chwały człowieka. Wstyd w końcu, jest motywacją działania zdecydowanie niechrześcijańską. Nie motywuje nas do zmian ze względu na naszą miłość do Boga, ani wdzięczność za zbawienie. Dalej, działanie wynikające z wstydu jest z gruntu fałszywe, zakłamane. Nie na tym polega bycie solą. Nie mamy udawać soli, ale nią być. Nasze zachowanie ma wynikać z naszej natury. Ma być jej świadectwem, a nie błyszczącym płaszczem, okrywającym rozkładające się ciało.<br />
<strong><br />
Co z nim zrobić?</strong></p>
<p>Jaką powinniśmy przyjąć wobec wstydu postawę? W każdej z faz spojrzeć na siebie z perspektywy łaski Bożej. Która jest jedynym uwolnieniem od kontroli wstydu nad naszym zachowaniem. Uwolnieniem oczywiście nie do grzeszenia ile wlezie, ale do działania w oparciu o motywacje chrześcijańskie.</p>
<p>Po pierwsze, powinniśmy uświadomić sobie, że odczuwanym przez nas problemem nie jest brak samochodu, tytułu magistra; lepszej pozycji w społeczeństwie, ale grzech. Brak samochodu, tytułu magistra itp., sprawia, że czujemy się nadzy. Ale nadzy czujemy się nie z powodu braku samochodu bądź owego tytułu. Nadzy się czujemy z powodu grzechu, a ów samochód bądź tytuł jest wyrażeniem naszej potrzeby zapełnienia braku, jaki w nas jest; ową przepaską, która zrobili sobie Adam i Ewa. Wskażmy więc na problem, by nie łudzić się iż owa "przepaska" jest rozwiązaniem, bo nie jest. Nazwijmy go wyraźnie, by nie działac w sposób świecki. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy starać się rozwiązać problem wstydu właśnie przez używanie różnych "przepasek" - opierając swoją samoocenę na skuteczności naszych strategii ukrywania się. Oczywiście, efektem będzie obłuda i brak szczerości; niczym nie będziemy się różnić od innych ludzi, a nasze chodzenie do kościoła czy w ogóle chrześcijaństwo stanie pod wielkim znakiem zapytania. Stanie się religijnością; obłudą. Taka postawa to postawa zbawiania się samemu, swoimi własnymi siłami.</p>
<p>Efektem w końcu, wcale nie będzie trwałe poczucie doskonałości. Wszystkie środki dostępne w świecie, choćbyśmy mieli pieniądze na wszystko i doszli do wszelkich możliwych zaszczytów, NIE ZASTĄPIĄ sprawiedliwości danej człowiekowi przez Boga. Czy jesteś o tym przekonany, że sam sobie nie pomożesz? Jeśli nie, to twoje życie będzie kontrolowane przez pragnienie wypełnienia życia swoją własną sprawiedliwością, a to (i) nie jest możliwe, (ii) praktycznie rzecz biorąc - to życie w wierze, że własne uczynki mogą cię zbawić, co w końcu (iii) oznacza życie wbrew Ewangelii, gdyż Bóg jasno stwierdza, że z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony (uznany za tego, który nie zgrzeszył i któremu nie brak sprawiedliwości Bożej) żaden człowiek. Stąd: czy jesteś gotowy oddać swój wstyd Bogu? Czy raczej wolisz się trzymać starych, sprawdzonych od tysiącleci sposobów, opierających się na kłamstwie?</p>
<p>Po drugie, zamiast wchodzić w mechanizm zakrywania braku Bożej chwały własną sprawiedliwością, powinniśmy przez wiarę spojrzeć na Bożą odpowiedź: Bóg szuka człowieka (w. 9). Zwróćmy uwagę, że dzieje się to, gdy człowiek nie szuka Boga, szuka własnych sposobów ratunku; człowiek ucieka od Boga, instynktownie wyczuwając, że przed Bogiem wszystkie sposoby maskowania grzechu nie dadzą efektu. A jednak, właśnie w takiej chwili Bóg SZUKA. To On wychodzi naprzeciw; nie pozostawia człowieka sam na sam ze swoim grzechem, ale szuka go w tej sytuacji. Stąd Bóg szuka z łaski. To całkowicie Jego inicjatywa, spowodowana nie skutecznością działania człowieka w zakryciu swego grzechu; nie chęcią człowieka do powrotu ku Bogu; ale Bożą chęcią znalezienia człowieka. Innymi słowy, Bóg szuka grzeszników. Bóg szuka nie tych, którzy do niego przychodzą czyści, ale sam przychodzi do człowieka, który aż się płoni ze wstydu.</p>
<p>Do takiego właśnie Bóg przychodzi. Nie ubieraj się więc w swój najpiękniejszy strój. Jest on wart tyle samo, co przepaski Adama i Ewy. Raczej, przyjdź do Boga odkryty, bez udawania, że potrafisz coś zmienić. Przyjdź z odwagą szczerości. Przyjdź, bo On szuka grzeszników. Przychodzenie do Boga w przepasce nie sprawi, że oddasz Bogu to, co koniecznie Jemu oddać musisz - swój grzech. Sprawi, że wciąż będziesz zarozumiały, pyszny i żałosny, chlubiąc się mizernymi wynalazkami swojej spaczonej natury. Przyjdź do Boga jako grzesznik.</p>
<p><strong>Obietnica...</strong><br />
Do tak odważnego kroku konieczna jest wiara w obietnicę, że Bóg szuka. Ale i w to, że Bóg daje rozwiązanie: daje wyjście z tego błędnego koła krycia się przed grzechem, od którego uciec się samemu nie da. Czy istnieje takie rozwiązanie? Tak. W. 15 to zapowiedź zwycięstwa potomka Ewy nad wężem. Wąż traktowany jest tutaj jako istota z wolna wolą, stąd nie chodzi tu po prostu o zwierzę, ale tego, kto przybrał jego postać. Bóg zobowiązuje się tutaj, że nie pozostawi świata w stanie, jaki stał się przez grzech Adama i Ewy; obiecuje, że sprawi, że potomek Ewy będzie zraniony (coś mu się stanie), jednak zmiażdży głowę wężowi - zwycięży.</p>
<p>Jest to obietnica, która potem z biegiem czasu nabierała kształtu. Pojawił się Abraham i obietnice dla niego; pojawił się naród wybrany, któremu Bóg obiecał Mesjasza. W końcu, wypełniła się w przyjściu Chrystusa. Ale jaki to ma wpływ na brak sprawiedliwości i grzech?</p>
<p>.<strong>..i jej spełnienie</strong><br />
To w. 21. Bóg ubiera człowieka. Jak? Sam zabił niewinne zwierzę ze względu na grzeszny stan człowieka, aby okryć to, czego człowiek się wstydził. O czym to nas uczy? To Bóg decyduje się na ofiarę z niewinnego zwierzęcia, aby zakryć grzech człowieka . Dzięki temu Bóg sam ubiera człowieka. Czyli sam okrywa jego nagość: stan nienawiści do siebie; niechęci; dyskomfortu; skażenia grzechem. To, co ludzie robią w sposób niedoskonały, ciągle nie rozwiązując problemu, Bóg zrobił dla nich, poprzez życie ofiary, którą ich "okrył."</p>
<p>Wskazuje to oczywiście na Jezusa Chrystusa - na jego doskonałą ofiarę na krzyżu, dzięki której możemy „ubrać się” w Jego doskonałą sprawiedliwość. W Ef 4:22-24 czytamy, że jako Boży kościół mamy żyć w nowy sposób, jako „nowi ludzie” - stworzeni według Boga (nie: według grzechu), czyli jako sprawiedliwi i święci w prawdzie. W Gal 3:27 czytamy, że wszyscy nawróceni „przyoblekli” się w Chrystusa - stoją przed Bogiem nie odziani w swoją własną sprawiedliwość, ale okryci doskonałymi uczynkami Chrystusa, dzięki którym Bóg uznaje ich samych za doskonałych.</p>
<p><strong>Wstyd jeszcze raz</strong><br />
Nasze zbawienie, jak i ratunek od wstydu jest nie w nas samych: ale w fakcie, że wszystkich, którzy ufają Chrystusowi Bóg widzi jako ubranych w doskonałą sprawiedliwość Chrystusa.<br />
Kiedy oddajemy nasz grzech Bogu, przez wiarę w obietnice Boże, że On widzi nas w sprawiedliwości Chrystusa, nasza postawa się zmienia, i dlatego wstyd chrześcijanina staje się reakcją grzesznego, ale uznanego przez Boga za sprawiedliwego człowieka na samego siebie.</p>
<p>Fakt, dalej „otwierają nam się oczy” - zauważamy samych siebie. Dalej znamy zło i dobro, i inaczej nie możemy. Ale widzimy też uczynki Chrystusa, które Bóg uznaje za nasze. Widzimy więc nie tylko grzech, ale i doskonałe okrycie naszego grzechu, jakie Bóg nam dał. Zauważając samych siebie możemy się odwołać, jak Adam i Ewa, nie tylko do tego, co widzimy sami, ale również do tego, co widzi Bóg. Przed Upadkiem te dwie perspektywy się pokrywały. Teraz się różnią. My wciąż widzimy grzech, który w nas jest. Ale dla Boga jesteśmy już okryci doskonałą sprawiedliwością Chrystusa. I mamy prawo, zaszczyt i wielką łaskę opierać się na Bożej perspektywie nas samych.</p>
<p>Fakt, dalej „poznajemy, że jesteśmy nadzy” - oceniamy negatywnie samych siebie/ stanu, w jakim się znajdujemy - ale skoro oddaliśmy nasz grzech Bogu i On się z nim rozprawił na krzyżu, skoro Bóg akceptuje nas takimi, ze względu na uczynki Chrystusa, i od nas się nie odwraca, to możemy zrobić to samo. Dlaczego? Bo nie jesteśmy nadzy. Bo te uczynki nas naprawdę okrywają. A więc, nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Łaska jest silniejsza niż grzech; mamy prawo ufać w skuteczność tego okrycia. Czy to oznacza, że będziemy pobłażać naszym grzechom? To niemożliwe, bowiem silna wiara w obietnice nie powoduje braku bojaźni Bożej, ale właśnie ja wzmaga. Jeśli mocno ufamy Bogu w sferze przebaczenia grzechów i trzymamy się kurczowo Jego Słowa, to podobnie będzie w innych dziedzinach życia regulowanych przez Boże Słowo.</p>
<p>Fakt, dalej „pleciemy przepaski” - ale tylko z powodu naszej niewiary w Boże okrycie; tego już zdecydowanie robić nie musimy. Nie musimy ukrywać naszego grzechu. Nie musimy żyć udając, że jest w porządku, gdy nie jest w porządku. Nie musimy niczego udawać. Nie musimy na nikogo się krygować; zajmować własnym obrazem w oczach ludzi. Raczej, mamy się skupić na własnej naturze. Nie na tym, jak wyglądamy, ale kim jesteśmy. Zamiast pleść przepaski, które tworzą iluzję tego, kim jesteśmy, mamy czas na to, by będąc ubranymi w Bożą osłonę, żyć dla Niego, i być.</p>
<p><strong>Nasze życie</strong><br />
Co robić więc, gdy zaczynamy się wstydzić? Czy mamy zaprzeczać temu, iż grzech jest w naszym życiu? Wręcz przeciwnie. Mamy z całą trzeźwością umysłu, na jaką nas stać, przyjąć prawdę o sobie i tym, co uczyniliśmy, i w związku z tym, jacy jesteśmy. Mamy przed tym nie uciekać. A siła do tego płynie z faktu, że Bóg takich właśnie nas odnalazł, i takich właśnie zbawił. Nie musimy się więc obawiać uświadomienia sobie ogromu grzechu - przeciwnie, właśnie uświadomić sobie z niego powinniśmy jak najwięcej, by całego go pozostawić pod krzyżem, przez wyznanie grzechów w imieniu Chrystusa Ojcu. Bóg jest wierny, i odpuści nam grzechy, kiedy przychodzimy do Niego odziani w sprawiedliwość Jego Syna.</p>
<p>A kiedy już pozostawimy tren grzech pod krzyżem; kiedy przez wiarę w skuteczność zastępczej ofiary Chrystusa przyjmiemy Boże przebaczenie - okazuje się, że ów wstyd zamiast nas zmuszać do robienia przepasek, uwolnił nas od tego, co go spowodowało - od grzechu, który go wywołał. A skoro nie ma grzechu, nie ma również jego skutków. Wstydzenie się więc, kiedy właściwie, a wiec z perspektywy łaski - przez wyznanie grzechów - reagujemy na ów dyskomfort, który w nas tworzy, jest używane przez Boga dla naszego dobra; dla oczyszczenia nas od poczucia potępienia i związania grzechem; do uwolnienia do radosnego i w przebaczeniu życia dla Boga.</p>
<p><strong>Testy</strong><br />
Oczywiście, istnieją pewne testy na to, czy rzeczywiście żyjemy w wolności, jaką sprawia świadomość okrycia przez sprawiedliwość Chrystusa. To oznacza w praktyce np. umiejętność przeprosin (zamiast ucieczki w zaprzeczanie grzechowi). Czy potrafisz przepraszać? Czy też czujesz się niezręcznie przyznając się do własnej niedoskonałości? Przebaczenie. Czy potrafisz przebaczać? Czy twoja reakcją jest ucieczka? Umiejętność przyznania się do winy (znów, zamiast ucieczki). Czy masz w sobie tzw. odwagę cywilną, czyli umiejętność nie zwalania winy na innych, ale zgodę i przyzwolenie na „wypicie piwa, którego sam naważyłeś”? Dalej, umiejętność uwolnienia się od ciągłego zabiegania o nasz obraz w oczach innych. Oraz umiejętność życia ze sobą jako grzesznikiem, ze względu na ofiarę Chrystusa.</p>
<p>Celowo piszę o "umiejętności życia ze sobą" a nie akceptacji samego siebie, bowiem termin "akceptacja samego siebie" brzmi raczej mało biblijnie. Oczywiście, można mu na upartego nadać jakąś chrześcijańską treść, lecz wydaje mi się, że zawsze będzie nas zwodzić, że jakoś można "zaakceptować" grzech. Otóż nie można. Widzimy to bardzo wyraźnie w Rzymian 7. Nie da rady. Bóg jest światłością, i nie ma w Nim żadnej ciemności, a my mam być świętymi, jak On jest święty. Innymi słowy, nie ma czegoś takiego, jak akceptacja grzechu. Grzech zawsze ma wywoływać naszą niechęć i wstręt, i wmawianie sobie, że można inaczej jest nie tylko niezgodne z Pismem, ale również po prostu nie zadziała w naszym życiu. Natomiast Chrystus, ze względu na jego zastępczą śmierć na krzyżu za nas sprawia, że nie zaprzeczając grzechowi, i nie wypierając się jego zła, możemy zostać zeń obmyci i oczyszczeni. I dlatego, choć grzeszni, możemy żyć w wolności osób wolnych od grzechu. I niewoli "przepasek."</p>
<p><strong>Przyszłość</strong><br />
Warto jeszcze wspomnieć o przyszłości. Będzie moment, gdy dzięki Bogu nie będzie już wstydu, bo nie będzie ku niemu powodów. Gdy nasze ciało zostanie odkupione; gdy powstaniemy z martwych do nowego życia już bez owych naleciałości, jakich doświadczamy tutaj. Powstaniemy, by już więcej nie udawać i nie zmagać się z grzechem, oraz obawą, że ktoś go pozna. Powstaniemy do niczym nie skrępowanej wolności chrześcijańskiej - wolności od grzechu do życia z Bogiem.</p>
<p>Bóg nas znalazł i zaakceptował. Żyjmy więc dla Niego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grzech: bunt przeciw Słowu Boga. Rdz 2:16-17 i 3:1-6]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=16</link>
<pubDate>Sat, 01 Mar 2008 11:08:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=16</guid>
<description><![CDATA[ Autor : Mateusz Wichary
I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <strong>Autor : Mateusz Wichary</strong><br />
<i>I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz.</i></p>
<p>Nie ma grzechu, jeśli nie ma prawa. Nie ma przestępstwa w kraju, w którym prawa nie ma. <!--more--> Przestępstwo oznacza przestąpienie czegoś, wyjście poza coś; podobnie grzech. Grzech, takim jaki poznajemy go od początku w Księdze Rodzaju to przestąpienie Bożego Słowa. Dlatego więc, zanim zaczniemy zastanawiać się nad przestąpieniem (grzechem), zastanówmy się najpierw czym jest owo Słowo, któremu nasi rodzice byli nieposłuszni.</p>
<p><strong>Boże Słowo</strong><br />
Poprzez ów nakaz po pierwsze Bóg określił wolność Adama i Ewy. Wskazał; nazwał czyny dobre, czyny połączone z Bożym błogosławieństwem: dla Adama i Ewy było to robienie wszystkiego, oprócz jedzenia z owoców jednego drzewa. To ważne, bo to oznacza, że Boże Słowo określa nam granice. To coś, czego człowiek upadły w grzech nie lubi. Lubimy myśleć, że możemy wszystko. Tymczasem Bóg widzi to zupełnie inaczej. On nas stworzył i On również wyznaczył sposób, w jaki mamy żyć. I dał nam pewne granice zachowania, które Jemu się podoba. I nic nam do tego, jakie. Z jakich powodów. On jest Twórcą, my dziełem Jego rąk. Stąd wolność, w tym wolność do czynienia złą i dobra, jest określona przez Boga.</p>
<p>Dalej, to, co Bóg dla nas wyznaczył, jest bezpieczne i dobre. Jego Słowo prowadzi nas ku błogosławieństwu. Pewnie, że ogranicza. Ale jednocześnie chroni. Nikt nie powiedział, że człowiek ma prawo poznać wszystko. Sięgnąć po wszystko, co wydaje się być w zasięgu jego potencjalnych możliwości. Bóg wie, co jest dla nas dobre. Wie, jak nas stworzył. I nas kocha, czyli możemy być pewni, że nasze losy nie są Mu obojętne.</p>
<p>Dalej, Bóg dając człowiekowi prawo, traktuje go bardzo poważnie. Jak dojrzałą, prawdziwie podobną do Niego istotę. Gdyby Bóg traktował Adama i Ewę jak niedojrzałe, głupiutkie dzieci, ogrodził by to drzewo, sprawił, że nie mieliby jak zerwać owocu. Tymczasem w sposobie, w jaki Bóg konfrontuje ludzi ze złem, widzimy, że traktuje człowieka bardzo serio. Wymaga, wręcz domaga się od niego dojrzałości; odpowiedzialności. Oto moje słowo: nie zrywaj. Zerwiesz - pożałujesz. Masz wolność wybrać źle. Nie powstrzymuję Cię. Powiem Ci tylko: to bardzo źle się skończy - umrzesz.</p>
<p>Jakże często dzisiaj nikt nas tak nie taktuje. Państwo zabrania nam dziś nam np. prawa do noszenia broni właśnie dlatego, że inaczej niż Bóg traktuje nas od początku jako niedojrzałe, niezdolne do poniesienia odpowiedzialności istoty, które trzeba uszczęśliwiać mimo woli; za które trzeba decydować; którym trzeba ograniczać odpowiedzialność we wszelki możliwy sposób. I oczywiście, kiedy ktoś nas tak traktuje, to tacy się stajemy. Ulegamy temu. Stajemy się niezaradni; zagubieni kiedy musimy ponieść jakiś naprawdę duży ciężar decyzji na własnych ramionach. Jakże często również spychamy odpowiedzialność na innych!</p>
<p>W tym fragmencie widzimy, jak zupełnie inaczej Bóg do nas podchodzi. Stworzył nas na swoje podobieństwo - swoje, Twórcy, odpowiedzialnego za historię, za doprowadzenie wszystkiego do dobrego końca; Osoby, która zawsze jest wierna swemu Słowu, która traktuje wszystkie swoje zobowiązani poważnie. I w związku z tym wymaga od nas podobnej postawy. Dlatego Pismo zmusza nas do odpowiedzialności. "Zapłata za grzech jest śmierć" (Rz 6:23). "Uwierz w Jezusa, a będziesz zbawiony" (Dz 16:31). "Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego" (Hbr 10:31). Proste, jasne słowa. Odpowiedz, jak chcesz. Pamiętaj jednak, że jesteś człowiekiem. Bóg uczynił cię istotą odpowiedzialną za swoje życie, i choćbyś uciekł od odpowiedzialności przed wszystkimi innymi, od zdania sprawy przed Bogiem nie uciekniesz. Możesz się zżymać, udawać, że słuchasz, rozważać, samemu oszukiwać - proszę bardzo. Użalać nad sobą, starać Nim manipulować, udawać głupiego - twoja decyzja. Na Bogu to nie robi wrażenia. Bóg domaga się odpowiedzialności. I kiedyś osądzi Cię za całą niedojrzałość, na którą sobie pozwalałeś, mniemając, że potraktuje cię jak niezdolną do samostanowienia istotę.</p>
<p>Dalej, Bóg wartościuje nasze czyny, czyli nadaje im pewną moralną jakość. Mówi, że są rzeczy dobre (podobające się Mu, za które obdarza błogosławieństwem) i złe (które Mu się nie podobają, i za które karze). To bardzo ważne. Dobro i zło to nie są jakieś pojęcia, które możemy wypełnić treścią według własnego widzmisię. Wtedy by tak naprawdę nie było żadnego dobra ani żadnego zła. Ty mówisz jedno, a ja coś przeciwnego. Kto ma rację? Ja dla siebie, a ty dla siebie. Czyli wszystko jest względne. Nie ma żadnego prawdziwego, absolutnego dobra ani zła. Nie ma więc również żadnego grzechu, nie ma żadnej kary za grzech. Jesteśmy tacy a nie inni, i tyle. Nikt nie ma prawa nas osądzać. Wszelkie zasady są zmienne. Jedyne, co je ustanawia, to nasza zgoda wspólna na to, by ich przestrzegać. To oczywiście rodzi pytanie o prawo do karania tych, którzy się z nami nie zgadzają. Jakim prawem? Dlaczego mielibyśmy im cos narzucać? Jedyna możliwa odpowiedź brzmi: bo jesteśmy silniejsi. Ostatecznie więc, kiedy nie ma Bożych zasad, mamy tylko jedną, która pozostaje: siła. I kiedy popatrzymy na świat wokoło, to tak naprawdę, pomimo okrągłych zdań polityków i filozofów, tak właśnie jest. Ten, kto jest silniejszy, nazywa jedno dobrem, a drugie złem. I zmusza resztę do posłuszeństwa.</p>
<p>Dlatego też chrześcijanie zawsze byli niewygodni, pomimo swojego pragnienia, by po prostu wieść ciche życie we wszelkiej pobożności i uczciwości. Rzucali bowiem wyzwanie każdej władzy, która istniała, i która chciała w wolności i niezależności definiować co jest czym. Sprowadzali ją na ziemię. Pokazywali, że jest prochem, że pomimo jej roszczeń do Bożych cech, jest zależna od Stwórcy, i że Jego zasady, bez względu na całą siłę i wpływ, jaką dysponuje, są kłamstwem, o ile nie poddają się Bogu.</p>
<p>W końcu, Bóg określa karę za grzech. "Na pewno umrzesz." Jest w tym jakaś powalająca suwerenność. Bóg nie pyta się Adama i Ewy co o tym myślą. Nie robi referendum, czy aby nie jest zbyt surowy. Bóg po prostu mówi. A moc Jego Słowa wynika nie z naszej akceptacji, ale z tego, Kto je mówi. Czy to widzimy? Jeśli nie, prawdopodobnie podchodzimy do Jego Słowa spaczeni dzisiejszymi zasadami rządzenia. U Boga nie ma demokracji. Bóg jest teokratyczny. On rządzi. On wie. On nas w końcu kocha. Więc nie dyskutujmy. Boże słowo na pewno jest pewne, dobre i sprawiedliwe, nawet gdy surowe. Lepiej więc weźmy je sobie do serca!</p>
<p><strong>Kuszenie</strong><br />
Zastanówmy się teraz nad przebiegiem kuszenia.</p>
<p>1. <strong>Czy rzeczywiście Bóg powiedział?</strong><br />
Pierwsze, co uczynił wąż, to zadał to fundamentalne pytanie. Czy rzeczywiście Bóg powiedział? Atak szatana zawsze rozpoczyna się od poddania w wątpliwość Bożego Słowa. To bowiem poddaje w wątpliwość Jego władzę nad światem; sens Jego definicji dobra i zła. Czyli, ostatecznie, sens wierności człowieka Bożemu prawu; zasadom, które On wyznaczył. Nie ma już dobra i zła; nie ma żadnych granic, które powstrzymują człowieka od grzechu. Bóg nie powiedział - wszystko to staje się względne; złudne. Bez Bożego Słowa to człowiek definiuje świat. Oczywiście pod dyktando szatana, który nie dodaje, że tak naprawdę wolności nie ma. Jest bowiem albo życie w grzechu, albo życie w czystości. Żyjąc bezgrzesznie, człowiek podobał się Bogu i zyskiwał Jego błogosławieństwo. Żyjąc w grzechu jest poddany grzechowi, który zaczyna nad nim panować, prowadząc do dalszej bezbożności. Człowiek więc tak naprawdę wybiera tylko zależność. Od prawdy, czyli Bożego Słowa, czyli Jego Dawcy; od kłamstwa, czyli "alternatywnej" prawdy tego, który będąc stworzeniem stwierdził, że wie lepiej jaki jest świat i kto nim powinien rządzić.</p>
<p>Każde kuszenie rozpoczyna się od tego argumentu. Bóg, który nie przemówił, oznacza Boga, którego istnienie jest wątpliwe; który nie stawia, bo nie może, będąc wątpliwym bogiem, żadnych wymagań. Którego istnienie nie ma więc większego wpływu na życie człowieka, znów, bo nie może mieć. Który może istnieć, a może nie istnieć. Poradzimy więc sobie bez niego. Nie jest nam niezbędny. Sami sobie ponazywamy świat. Sami sobie określimy, co jest jakie. I sami przed sobą będziemy odpowiadać.</p>
<p>Jak odpowiadać na kuszenie? Pan Jezus dał nam przykład pozytywny; Ewa negatywny. Najprościej jak można: Bóg rzeczywiście powiedział tak i tak.</p>
<p>Ewa nie udzieliła jasnej, prostej odpowiedzi: tak, rzeczywiście Bóg powiedział, że nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno nam jeść. Zamiast tego, dodała od siebie (jakże lubimy siebie we wszystkim, co robimy, ów mały cenny wkładzik): "ani się go dotykać." Tak Bóg nie powiedział. Dotykać się mogli, ile dusza zapragnie.</p>
<p>Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę na jeszcze jedną okoliczność: gdzie był Adam? Powinien być przy żonie; nie powinien jej zostawić samej. Lub: powinna zawołać męża. Tak czy inaczej, kontynuują, nie powinna z nim rozmawiać sama. Powinna poczekać na męża. Bóg sprawił, że stali się jednym ciałem. I jako jedno ciało powinni rozpatrywać takie trudne pytania.</p>
<p>2. <strong>Na pewno... będziecie jak Bóg</strong><br />
Drugi krok kuszenia to dostarczenie alternatywnej obietnicy. Obietnica Boża była prosta: zachowaj moje Słowo, a będziesz żył. Przestąpisz je, a na pewno umrzesz. Szatan daje swoją wersję opisu świata. Jest bardzo bezczelny: naśladuje Boga. Ma swoje "na pewno." To atak frontalny: jego "na pewno" kontra Boże. Bóg mówi, że umrzesz, a ja, że nie. Szatan jednak jeszcze coś dodaje: dodaje własną obietnicę, oraz racjonalizuje zachowanie Boże w jej świetle. Obietnica ta to oczywiście, że będą jak Bóg. A racjonalizacja ta, to wyjaśnienie motywacji Boga: Bóg nie troszczy się o wasze dobro. Zabiera wam coś dobrego, zabiera wam szczęście. Chce coś zachować dla siebie, co wam się należy, co powinien wam dać.</p>
<p>Jakże często szatan w taki właśnie sposób do nas przychodzi! Mówi: Boże prawo jest szorstkie; surowe; chłodne. Nie wierz, że za nim stoi miłość. Uwierz mi. Popatrz, ja chcę Ci tylko dać coś miłego. Jestem po twojej stronie. Chcę dla ciebie więcej dobrych rzeczy, niż ów chłodny Bóg. Popatrz, mi tylko zależy na twoim dobrze. Jaki ja mam w tym interes, by cię oszukiwać? To Ty przecież będziesz przez to miał się lepiej, nie ja; jedyne, co chce zrobić, to altruistycznie ci pomóc, pokazać coś o czym akurat wiem, bo mi na tobie zależy. Wiem, co tracisz, wiem, co mógłbyś zyskać. Oczywiście zrobisz jak chcesz. Ja cię nie zmuszam. Ale czyż przynajmniej nie warto się zastanowić nad moim słowem?</p>
<p><strong>Decyzja</strong><br />
I tu chyba jest najtrudniejszy i najbardziej brzemienny w skutki moment. Czy szatan ma rację? Czy ma prawo pytać o rozpatrzenie jego wersji wydarzeń w świetle Bożej jasnej opinii na ten temat? Na pozór wydaje się to całkiem słuszne, wręcz roztropne. Nasze doświadczenie potwierdza raczej, że należy spojrzeć na każdą sytuację z różnych stron, wziąć pod uwagę opinię innych, choćby różniła się od naszej. Otóż nie. Czego by nam nie mówiło nasze doświadczenie, należy pamiętać, że kiedy pytamy się o Boże zdanie, wszelkie odrzucenie Jego zdania, wszelkie o nie (Boże zdanie) pytanie, czy aby na pewno jest słuszne, nie jest żadną roztropnością, ale właśnie czystą, bezwstydną niewiarą. Cóż bowiem zrobiła Ewa godząc się na rozpatrzenie opinii szatana? Odrzuciła Boże "na pewno." Stwierdziła, że nie, że wcale nie "na pewno." To się jeszcze okaże, czy "na pewno" i to ja o tym zadecyduję. Jakże zwodzi nas pycha! Kiedy odrzucamy Boże zdanie, jednocześnie uznajemy, że wolno nam rozpatrzyć sensowność definicji podanych przez Boga!</p>
<p>Cóż więc robi Ewa? W jakiż to wspaniały, skuteczny i rozstrzygający sposób jest w stanie osądzić, kto ma rację? Ktoś powiedział, że Ewa byłą pierwszym naukowcem. To prawda: rozpatrzyła bowiem opinie Boga i szatana w świetle obserwacji; poddała obie definicje badaniu własnych zmysłów: "A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu... zerwała z niego owoc i jadła."</p>
<p>Po drugie, zwiodła Ewę chorobliwa ambicja: owoce były dla niej "godne pożądania dla zdobycia mądrości." Chciała wiedzieć sama, bez Boga, jak to jest. Zapomniała w czyim świecie żyje. Zapomniała, kim jest. Poczuła się bardzo dowartościowana opinią szatana o swych nieograniczonych możliwościach i zjadła.</p>
<p>Czy Bóg powiedział, że owoce te będą niemiłe dla oczu? Nie. Czy Bóg powiedział, że będą wyglądać jak śmiercionośne? Nie. Drzewo poznania dobra i złą nie różniło się fizycznie od innych drzew. Jedyną różnicą był Boży opis; określenie go przez Boga w inny sposób niż wszystkie inne.</p>
<p>Jest w tym jakaś żałosność. Wspaniała (we własnych oczach) Ewa, która właśnie zdecydowała, że jest w stanie rozpatrzyć obiektywnie jak się rzeczy mają, rozsądzić między Stwórcą a przebiegłym zwodzicielem, udaje się do tak ograniczonego i nieużytecznego narzędzia, jakim są zmysły. Zmysły. Poświęcić nieśmiertelną czystość, przyszłość miliardów potomków, wieczne szczęście dla badania naukowego. Dla werdyktu: o, ono wygląda dobrze! A więc jest dobre, nie? Aż przykro o tym myśleć.</p>
<p>Tutaj właśnie tkwi sedno grzechu: nasza pycha, która polega na odrzuceniu 100% pewności Bożego Słowa. Grzech nie zaczął się w zerwaniu owocu, ale w decyzji o zerwaniu owocu, która wzięła się z przekonania, że wolno mi samej uznać, sprawdzić, kto ma rację. To zrównanie Bożego autorytetu z autorytetem szatana, stworzenia. To zatarcie granicy pomiędzy Bogiem a człowiekiem. To pycha. To bałwochwalstwo.</p>
<p>Jaka jest Twoja reakcja, gdy czytasz Pismo? Gdy dociera do Ciebie Boża definicja świata? Celów, jakie powinieneś przed sobą stawiać; sposobu życia, jaki Bogu się podoba; wartości, które powinny być dla Ciebie ważne; działań, od których powinieneś się powstrzymywać; działań, których nie powinieneś zaniedbywać?</p>
<p>Czy rozpatrujesz je na równi z innymi poglądami? Kto decyduje w Twoim życiu? Kto ma ostatnie Słowo? Kto jest Bogiem Twojego życia, który decyduje o tym, co jest czym; co wolno, a czego nie; co warto, a czego nie; co powinno się, a czego nie?</p>
<p>Pamiętaj! Już istnieją, niezależnie od twojej na nie zgody, definicje dobra i zła, ludzi potępionych i zbawionych, błogosławionych i przeklętych, głupich i mądrych. Teraz tylko pytanie brzmi: czy będziesz na tyle mądry, że je przyjmiesz? Czy będziesz żył w ich świetle? Czy raczej będziesz się buntować przeciwko Bogu, pragnąc żyć w kłamstwie, w ciemności, w pysze i upadku? Niech Bóg nas wszystkich od tego uchroni.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rdz 2 Święć sabat!]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Fri, 29 Feb 2008 15:31:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=15</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Tak zostały ukończone niebo i ziemia oraz cały ich zastęp. I ukończył B]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p><i>Tak zostały ukończone niebo i ziemia oraz cały ich zastęp. I ukończył Bóg w siódmym dniu dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął dnia siódmego od wszelkiego dzieła, które uczynił. I pobłogosławił Bóg dzień siódmy, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego dzieła swego, którego Bóg dokonał w stworzeniu. Takie były dzieje nieba i ziemi podczas ich stworzenia</i>. Rdz 2:1-4a</p>
<p><strong>Błędne koło</strong><br />
Żyjemy w błędnym kole. Teoretycznie bowiem pracujemy po to, by mieć wolny czas. Ale tylko teoretycznie. Bo jeśli zapytamy się, po co nam ów wolny czas, to w zasadzie, jeśli dużo pracujemy, odpowiemy: żeby odpocząć i zregenerować siły przed kolejnym dniem pracy. <!--more--> Czyli, jeśli celem odpoczynku jest praca, której celem jest odpoczynek, a pracy odpoczynek, którego celem jest praca, to ostatecznie celem pracy jest praca, a odpoczynku odpoczynek (zależnie od tego, czy skupimy się na jednym czy na drugim). Czyli, jakby nie patrzeć, to co robimy nie ma żadnego celu. Robimy, bo robimy. Kropka.</p>
<p>Czasami oczywiście uszlachetniamy odpoczynek. Żeby nie było tak, że jedynym jego celem jest przygotowanie się do pracy. Wymyślamy sobie hobby jakieś, spędzamy czas z rodziną, zajmujemy się sztuką (muzyką zazwyczaj dzisiaj). Ich wartość polega na tym, że to działania "wolne" - uzależnione od naszej decyzji a nie od musu. Ale skoro tak, to równie szlachetne jest spędzenie całego wolnego czasu przed telewizorem, przecież do tego nikt nas nie zmusza. Czyli ewentualnie żyjemy po to, by pooglądać telewizję, mieć hobby jakieś. To moje wnioski odnośnie życia i pracy bez Boga.<br />
<strong><br />
Praca i odpoczynek na Bliskim Wschodzie</strong><br />
Oczywiście, chodzi mi tutaj o Bliski Wschód w czasach Mojżesza - powstania Księgi Rodzaju. Generalnie praca była zadaniem niewolników i kobiet. Odpoczynek był jakością życia wolnego człowieka. Miało to zresztą umotywowanie teologiczne. Bogowie asyryjscy i babilońscy cieszyli się świętym, błogim spokojem (niezmąconym odpoczynkiem). W mitach asyryjskich mamy początkowo 2 klasy bogów. Bogowie wyżsi to ci odpoczywający, którzy zmuszają niższych do pracy na nich; bogowie niżsi znów wyzwalają się od przekleństwa pracy w bardzo ciekawy sposób - zrzucają ten obowiązek na człowieka. Stąd odpoczynek traktowano jak ubóstwienie człowieka. Ten, kto odpoczywa, podobny jest bogom, bo kto żyje jak bóg jest jak bóg. Ten, który pracuje, jest bogom obcy i daleki.</p>
<p>Podobne spojrzenie widzimy w starożytnej Grecji i w Rzymie. Do dziś utrwalił się podział na sztuki mechaniczne (rzemieślnicze) i te wyższe, wyzwolone. Jakoś muzyk czy poeta wydaje nam się szlachetniejszą profesją niż stolarz czy murarz. Czy to wynika z Biblii? W Sparcie cały system przymusowej służby żołnierskiej obywateli opierał się właśnie na tym, by nie musieli oni pracować = byli wolni. Swoją drogą, owo nie pracowanie było bardzo wycieńczające i wymagało sporo wysiłku. Całe Imperium Rzymskie znów pracowało na "chleb i igrzyska" dla pełnoprawnych obywateli, dla których były to główne zajęcia.</p>
<p>Takie postawienie sprawy w oczywisty sposób określa pracę i odpoczynek. Praca jest przekleństwem, które należy zrzucić na kogoś, na kogo się da; koniecznym złem. Zobowiązania pracy dla kogoś to forma niewolnictwa. Celem człowieka więc jest uwolnić się od pracy. Ciekawe, że w sumie koncepcja ta brzmi dość znajomo: czy i dzisiaj nie jest to marzenie wielu z nas, by uwolnić się od konieczności pracy i zażywać błogiego odpoczynku?</p>
<p><strong>Przesłanie Rdz 2:1-4</strong><br />
Czym był ten fragment w ówczesnym świecie? Ogólnie mówiąc: rewolucją.</p>
<p>Po pierwsze, w spojrzeniu na Boga i Jego naturę. Widzimy bowiem Boga, który pracuje. I to niczym nie przymuszony, z własnej woli, zadowolony z tego. Co z tego wynika? Rewolucyjna myśl: naśladowanie Boga również oznacza pracę.</p>
<p>Po drugie, widzimy Boga który świętuje odpoczynek (sabat). Świętuje - a więc nie jest to coś stałego, ale święto, coś oddzielonego od czasu zwykłego - czasu pracy. Bóg nie jest więc ciągle odpoczywającym Bogiem; nie jest również Bogiem ciągle pracującym (jak bóg pracoholików). Bóg Stwórca jest Bogiem świętującym sabat. Odpoczywającym 1x na 7 dni.</p>
<p>Z tego, wynikają rewolucyjne zmiany w spojrzeniu na ludzi. To bowiem likwiduje podział na pracujących i odpoczywających. Każdy bowiem, bogacz czy nędzarz, bez wyjątku, ma 6 dni pracować. I każdy również ma 1 dzień odpoczynku. Popatrzmy jak ostro to jest postawione w Wj 20:9-10: "Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach". Nie ma podziału na pracujących i byczących się ich kosztem. Powtórzonego Prawa idzie nawet dalej w definicji bydła: "Nie będziesz wykonywał żadnej pracy... ani twój wół, ani twój osioł, ani twoje bydlę". Nie ma cienia wątpliwości: istnieje jeden rytm życia dla wszystkich.</p>
<p>To znów oznacza rewolucję w relacji pracy i odpoczynku: praca nie jest przekleństwem. Fakt, ziemia jest przeklęta (dowiadujemy się o tym z Rdz 3), i w związku z tym oporna, więc praca jest trudna, ale sama w sobie przekleństwem nie jest. Przeciwnie, jest czymś dobrym, czymś upodabniającym człowieka do Boga. Dalej, odpoczynek nie zawsze jest błogosławieństwem. Jest, ale w odpowiednich proporcjach. Jest, ale gdy jest świętowany jednego dnia w tygodniu. I to właśnie, czyli naśladujący Boga rytm i pracy i odpoczynku, daje człowiekowi spełnienie.</p>
<p><strong>Żeby Sabat był Sabatem</strong><br />
Co sprawiło, że ów siódmy dzień stał się sabatem? Po pierwsze, Bóg odpoczął (w. 2). Czyli: zaprzestał działań poprzednich 6 dni. Ale i w pewnym sensie się "nagrodził." Słowo "odpoczynek" oznacza bowiem nie tylko nie robienie czegoś, ale również dość przyjemne spędzanie czasu; relaks, satysfakcję.</p>
<p>Po drugie, Bóg ten dzień pobłogosławił. To jedyny dzień błogosławiony. Dlaczego dzień - okres czasu - jest błogosławiony? Bo Bóg czuwa nad światem, i kiedy odpoczywa, to wcale wszystko się nie wali. Świat dalej doświadcza Bożego obdarowania i dobroci. Boże błogosławieństwo ostatecznie nie jest bowiem uzależnione od Bożej pracy, ale od Bożej woli. A wolą Boga jest błogosławić dzień odpoczynku.</p>
<p>Po trzecie, Bóg ten dzień poświęcił. Czyli, przez przeznaczenie go na odpoczynek, uczynił innym od pozostałych, przeniósł z grupy zwykłych do wyjątkowych. Uczynił również dniem przychodzenia do Niego przez człowieka w specjalny sposób, z uwielbieniem: "Następnie na każdy rząd położysz czystego kadzidła, aby było na tym chlebie ofiarą przypomnienia, ofiarą ogniową dla Pana. W każdy sabat będzie się je nieustannie układać przed Panem od synów izraelskich jako wieczne przymierze" (Kpł 24:7-8).</p>
<p><strong>Rola Sabatu</strong><br />
Sabat jako taki pełnił ważną funkcję w Izraelu: Po pierwsze, był znakiem przymierza Boga z tym konkretnym ludem: "Zaiste, przestrzegać będziecie sabatów moich, gdyż to jest znakiem między mną a wami po wszystkie pokolenia wasze, abyście wiedzieli, żem Ja Pan, który was poświęcam" (Wj 31:13). Rytm życia Izraelitów dowodził ich wyjątkowości; tego, że są Bożym ludem. To miało przypominać Izraelitom na każdym kroku, że tym, który organizuje i tworzy cały czas jego życia, który nad tym wszystkim czuwa i panuje jest Bóg Jahwe. To był znak, który docierał do nich co tydzień. Znak tego, że są kimś szczególnym; i że ich Bóg jest Bogiem szczególnym.</p>
<p>Po drugie, przypominał im, czym jest ta szczególność Boga, który ich sobie obrał na swój lud. Ta szczególność polega na tym, że jest On Stwórcą. Sabat o tym przypomina, bo źródłem sabatu jest pierwszy tydzień istnienia świata; dlatego właśnie, że tak stwarzał, oni teraz mają Go naśladować: "Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął" (Wj 20:10). Dalej, szczególność ta polega też na tym, że jest Zbawicielem. Zbawicielem od niewoli, od życia w niewoli w Egipcie, z którego Bóg swój naród uratował: "Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i że Pan, twój Bóg, wyprowadził cię stamtąd ręką możną i ramieniem wyciągniętym. Dlatego rozkazał ci Pan, twój Bóg, abyś obchodził dzień sabatu" (Pwt 5:14).</p>
<p>Izrael więc ma ufać Bogu Stwórcy i Zbawicielowi. Bóg nakazał jeszcze jeden sposób wyrażania zaufania - przez rok sabatowy. Jeden raz na siedem lat należy zdać się na Boże zaopatrzenie i nie czerpać z plonów ziemi: "Przez sześć lat obsiewać będziesz ziemię swoją i zbierać jej plony, W siódmym zaś zostawisz ją odłogiem i nie uprawisz jej, niech pożywią się z niej ubodzy twego ludu, a tym, co pozostanie po nich, niech pożywią się zwierzęta polne; tak też postąpisz z twoją winnicą i z twoim ogrodem oliwnym" (Wj 23:10-11). Bóg ten rok bierze dla siebie i czyni błogosławieństwem dla ubogich.</p>
<p><strong>2 pierwsze lekcje</strong><br />
Pięcioksiąg Mojżeszowy dostarcza nam również opisu dwóch pierwszych lekcji, w których to nauczanie Bóg potwierdził przez swoje działanie. Pierwsza mówi właśnie o tym, że Bóg nam błogosławi, kiedy my swojego dobrobytu nie uzależniamy od własnego wysiłku, ale od posłuszeństwa Bogu - czyli również przestrzegania sabatu, czyli odpoczywania wtedy, kiedy On chce, byśmy odpoczywali. Widzimy ją w księdze Wyjścia 16:3-24. Bóg zaopatruje codziennie swój lud w mannę i przepiórki. Każdego dnia wystarcza dokładnie na ten jeden dzień (w. 13). Jednak, wbrew zasadzie z poprzednich dni, Bóg na dzień przed sabatem zaopatruje podwójnie; a jedzenie, znów wbrew zasadzie z poprzednich dni, zachowuje dłużej świeżość.</p>
<p>Druga lekcja uczy o tym, że Bóg chce się ze swym ludem spotykać w dzień Sabatu. W Wj 24:15-21a widzimy Boga, który woła Mojżesza, by przyszedł do Niego. Mojżesz odpowiada i Bóg do niego mówił w swej chwale, będąc jak ogień trawiący. Dzieje się to w dzień odpoczynku. Uwielbienie Boga, obcowanie z Nim łączy się więc z prawdziwym, błogosławionym odpoczynkiem. Nie jest to więc przykry obowiązek, wysiłek, który sprawia, że dzień odpoczynku traci swój urok, ale wręcz przeciwnie; coś co jeszcze ów spokój potęguje.</p>
<p><strong>A my?</strong><br />
Jak to wszystko odnosi się do nas? Mamy 8 godzinny (przynajmniej w założeniu) dzień pracy, 2 dniowy weekend, co poniektórzy 2 miesiące wakacji, ale prawie wszyscy 2 tygodnie urlopu + różnego rodzaju święta. Zanim odpowiemy, warto zadać kilka dodatkowych pytań: czy ten wymiar wolnego czasu pomaga nam regenerować siły, sprawia, że czujemy się wypoczęci? Czy czasem jego nadmiar raz na rok nas nie męczy? Czy organizowanie wypoczynku nie staje się czasem kolejną formą niewolnictwa, z wszechogarniającą nudą, która często prowadzi nas do niezbyt dobrych i podobających się Bogu pomysłów?</p>
<p>Zastanówmy się najpierw nad pierwszą funkcją sabatu - znak przymierza. Czy coś się zmieniło w zasadzie, że sposób życia świadczy o tym, kim jesteśmy? Nie sądzę. Oczywiście, świętowanie niedzieli stało się raczej wartością kulturową niż kościelną w naszym kraju, a nawet w Europie. Żyjemy w kulturze, w której to nie stosunek do niedzieli sprawia, że poznajemy, kto jest chrześcijaninem, a kto nie, bo wiele osób nienawróconych po prostu ze względu na tradycję ją świętuje, a wielu chrześcijan... no właśnie. Jakie wytłumaczenie mają chrześcijanie, by tego dnia nie świętować? Owszem, przyznajmy, nie jest to tak odróżniające nas dzisiaj od innych jak za czasów Mojżesza. Niemniej, wciąż dla wielu zalatanych i lekceważących niedzielę sąsiadów i przyjaciół sposób, w jaki ten dzień spędzamy może być świadectwem po prostu naszego oddania Bożej woli; naszej pobożności. I - świadectwem Bożej mądrości. Bowiem przestrzeganie sabatu to prawo mądre, które przynosi boże błogosławieństwo, bo mądre jest. A kto żyje w sposób mądry, ten doświadcza tego skutków.</p>
<p>Po drugie, znak więzi z Bogiem Stwórcą. Bóg nie przestał być naszym Stwórcą. Był w okresie Starego i jest nim w okresie Nowego Przymierza. A nawet jest nim bardziej - bowiem od czasu zesłania Ducha Świętego żyjemy w okresie, gdy Nowe Stworzenie, już nie poddane przekleństwu i przemijalności, jest obecne w nas. Czy nie powinniśmy o tym pamiętać? I czy niedziela nie jest dla nas takim właśnie przypomnieniem, jako Dzień Zmartwychwstania Pańskiego?</p>
<p>Po trzecie Bóg dalej jest Zbawicielem, i tutaj akurat nastąpiła ważna zmiana, mianowicie widzimy bardzo dokładnie w czym najpełniej ta funkcja Boga się wypełniła - w przyjściu i dziele Jezusa Chrystusa. Dlatego też kościół Boży, złożony z nawróconych pogan i wiernych Mesjaszowi Żydów święcił Dzień Pański - pamiątkę tego dzieła zbawienia, które łączy dwie te, w Starym Przymierzu obce sobie, grupy. Dlatego też my dziś ich naśladujemy, świętując swój sabat jako pamiątkę zmartwychwstania Jezusa (czyli w pierwszy dzień tygodnia, niedzielę), a nie tylko jako pamiątkę przejścia przez Morze Czerwone. Przejście to było obrazem owego doskonałego zbawienia dokonanego przez Mesjasza; było dobrym wydarzeniem do przypominania sobie przez lud Starego Przymierza, niemniej dzisiaj, po przyjściu Chrystusa z pewnością powinniśmy sobie przypominać właśnie to wydarzenie, a nie wydarzenie pomniejsze.</p>
<p>Pamiętajmy również o pierwszej lekcji danej Izraelitom. Bóg wciąż zaopatruje na czas naszego odpoczynku. Świat nie jest kontrolowany przez naszą pracę. "Daremnie wcześnie rano wstajecie i późno się kładziecie, spożywając chleb w troskach; wszak On i we śnie obdarza umiłowanego swego" (Ps 127:2). Bóg błogosławi nasze posłuszeństwo. To posłuszeństwo oznacza pracę w wyznaczonych przez Niego ramach, ale i - w zaufaniu do Jego opieki - odpoczynek, gdy tego oczekuje. Wtedy błogosławi nas, choć "na ludzki rozum" tracimy wiele cennego czasu.</p>
<p>Pamiętajmy też o lekcji drugiej. Od czasów apostolskich zbory Boże zgromadzały się na uwielbieniu w niedzielę, Dzień Pański. Bóg i dzisiaj zstępuje w swej chwale, tam gdzie zgromadzają się Jego dzieci, poprzez głoszoną Ewangelię o Jezusie Chrystusie, pośród nas (J 1:14; 2Kor 3:18). Bóg i dzisiaj nas oczyszcza, przez ciągłe wezwanie do upamiętania i działanie Ducha Bożego w naszych sercach.</p>
<p><strong>Ostatnia uwaga</strong><br />
Zanim zapytasz się Boga: Panie, dlaczego czuję, że czegoś mi brak? Dlaczego nie czuję się błogosławiony/ błogosławiona? Dlaczego jestem daleko od Ciebie? Chciałbym, byś się siebie zapytał czy zapytała: czy biorę sobie do serca 4 przykazanie i święcę sabat?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rdz 1:1-3: Zaufanie Słowu Stwórcy]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=14</link>
<pubDate>Fri, 29 Feb 2008 15:24:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=14</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
Ostatnim razem zastanawialiśmy się co wynika z faktu, że Bóg jest Stwórc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p>Ostatnim razem zastanawialiśmy się co wynika z faktu, że Bóg jest Stwórcą. Teraz chciałbym, w oparciu o dwa kolejne wersety Księgi Rodzaju zastanowić się nad SPOSOBEM w jaki Bóg działa. Fragment ten uczy nas o dwóch równoległych sposobach Bożego działania: przez Słowo (widocznie) i Ducha (niewidocznie). <!--more--></p>
<p>Wiara w działanie Słowa i Ducha to podstawa nadziei tak Ludu Starego jak i Nowego przymierza. Bez tej nadziei, że Bóg będzie działał poprzez Słowo i Ducha w naszych duszach; nadziei, że wszystko, co obiecał, ma moc i uczynić wyznaczonymi przez siebie sposobami - nie ma prawdziwego, żywego chrześcijaństwa. Ufajmy więc Słowu, jego sile i autorytetowi.</p>
<p><strong>Obraz świata w Rdz 1:1-2</strong><br />
Ziemia, taka, jaką ja widzimy w w. 2 nie jest zbyt przyjemnym miejscem do życia. Przeciwnie, życie jest wręcz niemożliwe w opisanych warunkach. Czytamy, że ziemia jest stworzona jako „pustkowie i chaos.” Niebiosa są zasłonięte nieprzeniknionym mrokiem.</p>
<p>„Pustkowie” to częsty w Starym Testamencie termin, oznaczający puste, niedostępne i ponure miejsce. „Chaos” występuje tylko trzy razy w Biblii, zawsze w połączeniu z „pustkowiem;” oznacza miejsce zniszczenia, bez życia. W trzech pozostałych fragmentach Pisma, w których słowa te występują obok siebie, zawsze obrazują sąd. U Jeremiasza 4:23 czytamy: „spojrzałem na ziemię - a oto pustka i próżnia [pustkowie i chaos], ku niebu - a nie było światła.” Tymi słowy Jeremiasz opisuje brak poznania Boga i oddania Mu w Izraelu, stan, który jest zapowiedzią sądu. W Izajaszu 34:11 - jako „spustoszenie i zniszczenie” zapowiadają karę, którą będzie zupełne zniszczenie kraju.</p>
<p>Izajasz 45:18-19 to najciekawszy z tych trzech fragmentów. „Tak mówi Pan, Stwórca niebios - On jest Bogiem - który stworzył ziemię i uczynił ją, utwierdził ją, a nie stworzył, aby była pustkowiem, lecz na mieszkanie ja stworzył: Ja jestem Pan, a nie ma innego. Nie mówiłem w ukryciu ani w jakimś ciemnym zakątku ziemi, nie powiedziałem do potomstwa Jakuba: Szukajcie mnie daremnie! [dosłownie: w chaosie]” Fragment ten stwierdza, że Bóg nie stworzył ziemię po to, by była pustkowiem - i to dobra wieść, która Bożemu ludowi powinna wskazywać na dobroć Bożą; podobnie - nie ukrywa swego Słowa, co jest wezwaniem dla wierzących ludzi by go nie lekceważyć.</p>
<p><strong>Co z tego wynika?</strong><br />
Pustkowie i chaos to pierwszy etap stworzenia, w którym Bóg jeszcze nie objawił swojej wspaniałej, dobrej natury w pełni. To moment historii, który przekazuje nam bardzo ważną wieść: tak mogłoby być, gdyby nie Boża miłość. Bóg nie musiał ziemi tworzyć „na mieszkanie;” mógł pozostawić ją w takim stanie.</p>
<p>Kiedy przypatrujemy się uważnie porządkowi stworzenia, to widzimy, jak Bóg przygotowuje to pustkowie i chaos dla człowieka: najpierw oddziela ciemność od jasności, potem wody górne od dolnych, by wreszcie wyłonił się suchy ląd: następnie troskliwie wypełnia stworzone w ten sposób sfery (firmament, morze, ziemię) żywymi istotami i źródłami światła, w jednym celu: aby świat był prawdziwie doskonałym i wspaniałym mieszkaniem dla człowieka, którego w tym doskonale przygotowanym świecie osadza. Stąd wszystko, co nie jest pustkowiem i chaosem to dowód Bożej miłości dla człowieka, który powinien budzić w nas wdzięczność.</p>
<p>„Pustkowie i chaos” w późniejszych fragmentach Pisma opisują stan trwania ziemi pod Bożym gniewem. To przestroga dla tych, którzy uważają piekło za bajkę. Człowiek jest duszą i ciałem. Kara dotyczyć będzie i duszy i ciała. Potop (Rdz 7) był powrotem właśnie do tego stanu - gdy wody znów się połączyły, zalewając Boży świat.</p>
<p>Możemy być wdzięczni, że Bóg obiecał po nim już nigdy nie niszczyć CAŁEGO świata. Ale życie w rzeczywistości gniewu - dla nieposłusznych Bogu - wciąż jest realnym zagrożeniem, o którym przypomina Izajasz i Jeremiasz.</p>
<p><strong>Nadchodzi zmiana...</strong><br />
Pan nie stworzył ziemi, by pozostała pustkowiem. Pustka, chaos i ciemność zmieniają się w błogosławione i dobre miejsce do życia dzięki działaniu i obecności stwórczej Ducha i Słowa.</p>
<p><strong>Kim jest Duch Boży?</strong><br />
Duch Boży to po pierwsze jedyny optymistyczny i dający nadzieję na jakąś zmianę rzeczywistości element opisu świata w Rdz 1:2. Ziemia jest otchłanią; kłębowiskiem złowrogich zmąconych i zdecydowanie nieprzyjaznych wód. Ponad ich powierzchnią niebiosa spowija nieprzenikniona ciemność. Nieprzyjemne, złowrogie i całkowicie wrogie jakiejkolwiek formie życia miejsce. Gdyby nie Duch Boży, nic nie dawałoby nadziei na jakąkolwiek zmianę.</p>
<p>Po drugie Duch jest raczej osobowy niż nieosobowy. Czytamy, że „unosi” się nad powierzchnią wód. Czasownik ten jest używany w reszcie Pięcioksięgu w połączeniu z żyjącymi istotami, np. w Pwt 32:11. Oczywiście, nie ma sensu twierdzić, iż na podstawie tego wersetu Bóg wymagał od Izraelitów właściwego zrozumienia natury Ducha; niemniej jednak, w świetle objawienia z perspektywy przyjścia i dzieła Jezusa Chrystusa, fragment ten nabiera pełniejszego znaczenia.</p>
<p>Po trzecie duch ten nie jest stworzony. Jest „Boży”.</p>
<p>Po czwarte, Duch ten zniknie z pola widzenia. Nie będziemy o nim już dalej czytać. Dalej, będziemy czytać już o samym Bożym Słowie i jego działaniu.</p>
<p><strong>O czym nas to uczy?</strong><br />
Duch Boży był obecny w czasie stworzenia i był w nie zaangażowany. Jegop obecność najwyraźniej była konieczna dla zajścia wszystkich pozytywnych zmian w stworzeniu, o których czytamy w dalszej części rozdziału.</p>
<p>W końcu, Duch Boży działa niedostrzegalnie. Królestwo Boże, którym jest „pokój, radość i sprawiedliwość w Duchy Świętym” (Rz 14:17) przychodzi niedostrzegalnie: „Tak jest z Królestwem Bożym jak z nasieniem, które człowiek rzuca w ziemię. A czy on śpi, czy wstaje w nocy i we dnie, nasienie kiełkuje i wzrasta; on zaś nie wie jak” (Mk 4:26-27). Jedynym znakiem, czy dowodem działania Ducha jest owoc.</p>
<p>Czasem wydaje nam się, że pewne zmiany zachodzą poprzez nas, gdyż nie jesteśmy w stanie wskazać żadnych widzialnych przyczyn zmiany naszego postępowania; rozwoju w gorliwości dla Boga. Podobnie, jeśli chodzi o przebudzenie większych grup czy narodów - często szuka się na siłę jakichś widzialnych przyczyn. To błąd. Zmiany zachodzą dzięki pracy Ducha w Nas; pracy niewidzialnej ale - ciągle prawdziwej. Oczywiście, istnieją pewne sprzyjające okoliczności, które możemy wskazać; lecz nie bądźmy naiwni i nie uważajmy, że wystąpienie sprzyjających okoliczności jest wystarczającym powodem, by zaczęło się przebudzenie. Wystarczy popatrzeć na pewne osoby odwiedzające nasze zbory, które mają bardzo dużo sprzyjających okoliczności, a jednak - jak wdowy z czasów Tymoteusza - „zawsze się uczą, a nigdy do poznania prawdy dojść nie mogą” (2Tm 3:7). Podobnie, naród Polski miał mnóstwo sprzyjających okoliczności, by Reformacja XVI wieku zostawiła u w naszej historii trwałe ślady; jednak to nie nastąpiło.</p>
<p>Zmiany te są zasługą Ducha; i bądźmy za nie Jemu wdzięczni. Nie przypisujmy sobie za nie chwały, bo kiedyś, kiedy wszystko zostanie ujawnione, będziemy się wstydzić za takie pełne pychy spojrzenie.</p>
<p>Duch nie działa jednak w próżni. Jego działaniu towarzyszy zawsze widzialny sposób zmiany, mianowicie Słowo Boże.</p>
<p><strong>Czego uczymy się o Słowie Bożym?</strong><br />
Po pierwsze, rzeczywistość staje się według Bożego Słowa. Matthew Henry słusznie kiedyś zauważył zasadniczą różnicę pomiędzy słowem naszym, a Bożym: kiedy my mówimy, to nie jest to równoznaczne ze zmianą rzeczywistości w wyrażony przez nas sposób. Możemy mówić i sto razy „niech się stanie wypłata,” a jednak w końcu dojdziemy do wniosku, że lepszym sposobem jest na nią zapracować. U Boga natomiast powiedzieć znaczy wykonać. Bóg jest tym, który „to czego nie ma powołuje do bytu.” Przez swoje Słowo.</p>
<p>Z tego wynika jego niezłomność. Jego funkcja nie zależy od naszej wobec niego postawy. Ono jest - czy chcemy czy nie; czy się z tym zgadzamy, czy wobec tego buntujemy -ostatecznym kryterium oceny naszej wiary i naszej pobożności; ono nas osądzi. Czasami wydaje nam się, że skoro mamy wolność się przeciw niemu buntować, to jakoś przez to sprawiamy, że przestaje być naszym sędzią, bo nic złego się nie dzieje, kiedy je lekceważymy. No cóż. Mamy prawo się sprawdzić z Panem, Bogiem Najwyższym: kogo opinia ostatecznie będzie ważniejsza na Sądzie Ostatecznym -Jego czy nasza.</p>
<p>Autorytet Słowa Bożego opiera się na Bożej wyrażonej w nim sile. Jeśli Bóg mówi: niech stanie się światłość, to ona się musi stać. Nie ma innego wyjścia - gdyż to Bóg, który jest Stwórcą, mówi. Powołuję światłość do istnienia. Więc istnieje.</p>
<p>Słowo które mamy - Biblia - posiada ten sam autorytet. Ten sam Bóg je powiedział. Owszem, użył do tego ludzkich autorów; wystarczy jednak choćby raz przeczytać List do Hebrajczyków i zwrócić uwagę, jak autor cytuje Stary Testament, by nie mieć wątpliwości, czyje ostatecznie to są słowa. Paweł nie waha się stwierdzić, że Boże Słowo zawsze wykonuje swoją pracę - czy to zatwardzania serc, czy to ożywiania (2Kor 2:15-17). W liście do Rzymian stwierdza, że wiara bierze się ze słuchania przesłania, którego treścią jest Słowo Boże (Rz 10:17). Jakub twierdzi, że Bóg nas - chrześcijan - gdy zechciał zrodził, a sposobem tego zrodzenia było nie co innego ale działanie Bożego Słowa (Jak 1:18).</p>
<p>To Bóg przez swoje Słowo zmienia pustkę i chaos naszych serc w Nowe Stworzenie - stworzenie „bardzo dobre” (Rdz 1:31). Kiedy patrzymy w siebie, raczej nie zobaczymy nic innego, jak pustkę i chaos. To zresztą dobra obserwacja - „ubogich w duchu” jest Królestwo Niebios (Mt 5:3). Wszelka zmiana, jak w nas zachodzi opiera się na Słowie, które ma moc stworzyć coś z niczego; zamienić serce kamienne na serce mięsiste; przemienić bezład grzechu w piękny i przynoszący Mu chwałę ogród. To On - Bóg - sam, doprowadza do zmian - poprzez swe Słowo i towarzyszącego Słowu Ducha.</p>
<p><strong>Kilka wniosków</strong><br />
To Słowo jest nam cały czas potrzebne do zmian. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że skoro Bóg zmienił mnie w swoje dziecko, to teraz już nic tego nie odwróci. To prawda - nic tego nie odwróci. Jednak, Bóg nie tylko zaplanował zmianę, którą nazywamy narodzeniem z Boga (J 1:13), czy narodzeniem na nowo (J 3:5), ale również sposób życia, ku jakiemu owi narodzeni na nowo się będą skłaniać, ku któremu będą ciążyć i które w końcu (żeby nie było niejasności w trudnych chwilach życia) Bóg im nakazał - trwania nieustannie w Bożym Słowie. Boże Słowo jest nie tylko sposobem, w jaki Bóg nas powołuje do nowego życia, ale również sposobem, w który w owym nowym sposobie życia nas utrzymuje. Stąd kilka praktycznych lekcji:</p>
<p>Nie lekceważ kazań (2Tm 4:2-4; ). Kazania są Bożym Słowem skierowanym do Ciebie, przez człowieka, który choć nie jest nieomylny (który w związku z tym odpowiada w świetle Biblii za treści, które przekazuje), jest jednak wyznaczonym przez Boga człowiekiem, poprzez którego Bóg - w twojej pielgrzymce wiary - utrzymuje Ciebie w dobrobycie; duchowej sile. Jak do nich podchodzisz?</p>
<p>Chodź regularnie do kościoła (Hbr 10:25). Nie chodzenie do kościoła oznacza nie słuchanie kazań; nie słuchanie kazań oznacza brak styczności z głoszonym Słowem. Niektórzy twierdzą, że wystarczy czytanie w domu. Jeśli jesteś jedną z takich osób, pozwól, że zadam Ci pytanie: jak często czytasz samemu Słowo? Ile z tego wyciągasz? Jak wygląda Twoje życie, gdy nie chodzisz do kościoła z pragnieniem przyjmowania Bożych Słów? Czy nie jest to tylko wymówka, by zrzucić z siebie nieprzyjemny dla Ciebie, niewygodny prawdopodobnie ze względu na nieposłuszeństwo Bogu w jakiejś dziedzinie życia, choć błogosławiony dla Twojej wiary i zmuszający do zmian Boży nakaz?</p>
<p>Czytaj Biblię samemu (Ps 1). Czytanie Pisma samemu nie zastąpi przyjmowania kazania, ale jest pożytecznym zwyczajem, który daje nam poznanie Słowa Bożego i rozwija nasza wiarę, powoduje zmiany. Całkiem możliwe, że nie są to zmiany gwałtowne; jednak, choć zachodzą powoli, są prawdopodobnie jednymi z ważniejszych zmian w życiu chrześcijanina. Poprzez regularne czytanie człowiek przyjmujący Słowo nabiera charakteru, którego pozbawieni są ci, którzy tego zwyczaju nie mają.</p>
<p>W końcu, polegaj w tym wszystkim na Bogu. Słowo i Duch są nierozłączne wszędzie tam, gdzie przyjmuje się je wiarą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bóg stworzył – i co z tego?]]></title>
<link>http://proteologia.wordpress.com/?p=13</link>
<pubDate>Fri, 29 Feb 2008 15:18:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateuszw</dc:creator>
<guid>http://proteologia.wordpress.com/?p=13</guid>
<description><![CDATA[Autor: Mateusz Wichary
 1 Moj. 1:1: Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię.
Zazwyczaj pierwsza]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Autor: Mateusz Wichary</strong></p>
<p><i> 1 Moj. 1:1: Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię.</i><br />
Zazwyczaj pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy nawróconym osobom gdy ktoś je pyta: „Kim jest Bóg?” brzmi: Zbawiciel. <!--more-->W tym słowie streszczają się bowiem takie cechy Boga jak miłość do grzeszników, łaskawość, gotowość do przebaczenia. To również zazwyczaj dzieło zbawienia głównie powoduje w nas wdzięczność i uwielbienie dla Boga.</p>
<p>W tym wszystkim oczywiście nie ma żadnego błędu. Rzeczywiście, Bóg jest Zbawcą wszystkich wierzących. Tym ciekawszy i zastanawiający może być fakt, że Biblia rozpoczyna od ukazania nam Boga jako Stwórcy.</p>
<p>Utożsamienie Boga ze Stwórcą jest więc punktem wyjściowym. To pierwsza rzecz, jaką Bóg uznał za istotną dla naszego pouczenia. Zastanawiające jest tutaj spojrzenie na Ewangelię Jana. Jan jest jedynym ewangelistą, który przedstawia nie tylko doczesne pochodzenie Jezusa Chrystusa (Mateusz wskazuje na pochodzenie od Abrahama, wskazując, że jest on obiecanym potomkiem, Łukasz na pochodzenie od Adama, wskazując, że jest obiecanym Synem Ewy, który zwycięży grzech), ale sięga poza doczesność, ku wieczności. On również rozpoczyna od utożsamienia Odwiecznego Słowa z byciem Stwórcą: „wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało,” w następnej kolejności tłumacząc Jego zbawczą misję.</p>
<p>Można zatem stwierdzić, że zanim poznamy Boga jako Zbawcę, musimy poznać Boga jako Stwórcę; nie będąc bowiem Stwórcą, przestaje być Bogiem. Nie wolno nam zapomnieć KTO uwolnił nas od grzechu; kto nas zbawił. To Bóg. Skąd wiem, że to Bóg? Bowiem to Osoba, która stworzyła wszystko. Jak zobaczymy właśnie ta cecha Boga świadczy najdoskonalej o Jego odmienności od wszelkich innych istnień. To właśnie fakt bycia tym jedynym, który stworzył sprawia, że Bóg jest Bogiem; skutki bowiem i znaczenie jakie się wiążą z tą cechą przerastają nas pod każdym względem.</p>
<p>Zanim zaczniemy zastanawiać się nad tym, co wynika z faktu, że Bóg stworzył, jedna uwaga: chrześcijanie dziś lekceważą ten temat. „Stworzył/ nie stworzył - czy to takie istotne?” Bardzo istotne. Jeśli nie oddajemy czci Bogu jako Stwórcy, to nie oddajemy mu czci w zgodzie z Jego święta i wspaniała naturą; a takie uwielbienie, lekceważące jego podstawową cechę, nie może Mu się podobać.</p>
<p>Czego uczy ten fragment? Zanim przejdziemy do zastosowania upewnijmy się, że rozumiemy znaczenie tego fragmentu. Stwierdza on po pierwsze, że Bóg stworzył. Jak rozumieć tą czynność? Istnieje dość długa debata wśród naukowców dotycząca tego, czy użyte tu słowo (bara' ) samo w sobie oznacza stworzenie z niczego. Omińmy te rozważania, bowiem święty Paweł w Rz 4:17 podaje nam definicję tego słowa: czytamy, że Abraham ufał Bogu, który „to, czego nie ma, powołuje do bytu.” Kontekstem jest konieczność wiary Abrahama w wypełnienie się w jego życiu obietnicy, którą Bóg mu dał - obietnicy potomka, która na ludzki rozum, w żaden naturalny sposób nie mogła się wypełnić. Abraham jednak wierzył, a wierzył ponieważ Bóg, któremu ufał powołuje do istnienia to, czego nie ma: jeśli powołał tak wcześniej do istnienia świat, Abraham ma pełne prawo oczekiwać, że nie będzie dlań problemem obdarzenie go potomkiem.</p>
<p>Kiedy my „stwarzamy” (np. „nowy styl życia” - posługując się przykładem reklam), polega to na przetwarzaniu tego, co istnieje; tworzeniu nowej jakości przez nadanie nowej formy istniejącej materii. Nowy styl życia, to ulepszona lodówka, która jest ulepszona ziemianką; nowa pralka, która jest ulepszoną tarką; nowy samochód, który jest ulepszoną dorożką; itp. To, co tworzymy, to odpowiedzi na ciągle towarzyszące człowiekowi potrzeby w nowy sposób.</p>
<p>Potrzebujemy wiary w Stwórcę, który tworzy w inny sposób. Który daje rzeczy ZUPEŁNIE nowe. Dla którego nie jest problemem wymiana serca grzesznego na czyste; który jest w stanie dać nam miłość do wrogów; który jest w stanie zaopatrzyć nas w zaufanie, byśmy jak Abraham „wbrew nadziei (naturalnym podstawom do zaufania, że coś się zmieni), żywiąc nadzieję (wobec Boga, mającego moc stwarzać zupełnie nowe rzeczy) wierzyli.”</p>
<p>Po drugie, fragment ten stwierdza, że Bóg stworzył niebo i ziemię. Warto zauważyć, że pojęcie „świat” jest obce dla myśli hebrajskiej. Żydzi mówili o otoczeniu w sposób obrazowy, nie abstrakcyjny. Dlatego chcąc powiedzieć: wszystko, co istnieje” używali określenia „niebo i ziemia” przy czym w naturalny sposób niebo uważali za sferę niedostępną dla człowieka, ziemię, za swoje miejsce istnienia. Rodzaju 1:1-2:4 to historia stworzenia nieba i ziemi: jak zobaczymy, ów podział jest zachowany przy opisie powstających elementów. Intencją autora jednak było wyrazić przez to następującą myśl: oto historia stworzenia wszystkiego: tego, co znamy i tego, co nie znamy. Bóg na początku to stworzył.</p>
<p>W końcu, czytamy, że Bóg stworzył niebo i ziemię na początku. Zwrot „na początku” oznacza miejsce rozpoczęcia pewnego okresu czasu, pewnego etapu. Np. Pwt 11:12 stwierdza o ziemi, że „stale spoczywają na niej oczy Pana, Boga twego, od początku roku do końca roku.” Jaki początek jest wskazany w Rdz 1:1? Jedyną zgodna z kontekstem konkluzją jest, że to początek wszystkiego. Bóg stworzył. To rozpoczęło okres istnienia nieba i ziemi.</p>
<p><strong>Co z tego wynika?</strong><br />
Bóg stworzył z niczego wszystko, co było początkiem istnienia czegokolwiek oprócz Boga. Co z tego prostego zdania wynika? Udajmy się po odpowiedź do Bożego Słowa.</p>
<p><strong>Wszystko objawia Boga</strong><br />
Ps 19 w obrazowy sposób pokazuje, jak niebiosa „opowiadają chwałę Boga” (w.2), wieść ta dociera wszędzie (w.5). Nie jest to czynność jednorazowa, ale stała: póki świat istnieje, póty będzie trwała: „dzień dniowi przekazuje wieść, a noc nocy podaje wiadomość” (w.3).</p>
<p>Paweł w Rz 1:19-21 rozwija tą myśl. Grzesznicy nie mają wymówki przed Bogiem, bowiem im się objawił: „wiekuista jego moc i bóstwo mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak, że nic nie mają na swoją obronę...” Bóg stwarzając, pozostawił w tym dziele informacje o samym sobie, która jest poznawalna, i która powinna prowadzić do postawy uwielbienia.</p>
<p>Jak postrzegasz świat? Jako „neutralny”? A może jak deiści - jak zegar, który Ktoś kiedyś nakręcił, a teraz nie ma z nim zbyt dużo wspólnego? Gdzie szukasz Bożego oblicza? Czy tylko w cudach? Czy też piękno każdego poranka, cud jego istnienia, przekonuje cię o Bożej łasce? Uwielbiajmy Boga za dzieło stworzenia - nie pozwólmy sobie na lekceważenie tego potężnego świadectwa wielkości naszego Pana.</p>
<p><strong>Dowodzi Bożej samowystarczalności i wszechmocy</strong><br />
Tej lekcji udziela nam Izajasz (40:12-14): „Kto zmierzył swoją garścią wody i piędzią wytyczył granice niebiosom? A kto korcem odmierzył glinę? Kto zważył na wadze góry, a pagórki na szalach wagi? Kto kieruje Duchem Pana, a czyja rada pouczyła go? Z kim się naradzał, aby nabrać rozumu i nauczyć się właściwej drogi? Kto uczył go poznania i wskazał mu drogę rozumu?”</p>
<p>Bóg jedynie zna stworzenie. Zna, bo je stworzył. Zna, czyli ma nad nimi kontrolę. One są zależne od niego. Są takie, a nie inne, bo Bóg je takimi stworzył. To On nad nimi panuje, a nie one nad nim. I tak jest z wszystkim, co istniej, bo wszystko, co istnieje, to Stwórca i stworzenie.</p>
<p>To podstawa do pytania o to, kto może kierować Bogiem. Kto może mieć na niego wpływ? Kto może go zmusić, pouczyć, wykazać niewiedzę? Kto? Nikt. To, że to On jest stwórcą wszystkiego, a wszystko jest jego stworzeniem wyznacza wielką jakościową granicę pomiędzy Nim a wszystkim innym. Wszyscy kogoś potrzebujemy. Żaden człowiek nie jest samowystarczalny. Żaden człowiek, ani żaden inny byt nie jest w stanie kontrolować wszystkich okoliczności życia. Ale nie pozwólmy sobie na podobne myśli o Bogu! On - Stwórca - jest tym jedynym, który niczego nie potrzebuje, który sam w sobie jest zupełnie samowystarczalny a od którego wszyscy inni są zależni.</p>
<p>Czasem się przed tym buntujemy. Bóg nas nie potrzebuje? To po co nas stworzył? Wbrew pozorom to, że nas nie potrzebuje to dobra wieść: stworzył nas, bo chciał, nie bo musiał: z miłości - najczystszej, najbardziej bezwarunkowej, bo bez żadnej potrzeby w podtekście.</p>
<p>Jak postrzegasz Boga? Czy widzisz tą wielka różnicę? Czy raczej zaciera się, przez patrzenie na Niego przez pryzmat naszych doświadczeń, zamiast tego, jak nam się objawia w Słowie?</p>
<p><strong>Natura w Nim rozpoznaje dobroczyńcę i opiekuna</strong><br />
Psalm 104 chwali Boga za to, że jest Stwórcą. Wersety 2-4 chwalą go za stworzenie niebios; 5-26 za stworzenie ziemi i tego, co ja napełnia. Widzimy, ze Bóg nie tylko stworzył niebo i ziemię, ale również troszczy się o wszystkie istoty w nich żyjące: daje im pożywienie - tak człowiekowi i poddanym mu zwierzętom („sprawiasz, że rośnie trawa dla bydła i rośliny na użytek człowieka”) jak istotom dzikim („lwięta ryczą za łupem i domagają się żeru od Boga”). W Nim szukają zaspokojenia swoich potrzeb.</p>
<p>Czy rozpoznajemy w Stwórcy zaopatrzyciela? On stworzył świat i pomimo grzechu wciąż się o niego troszczy. Dziękujmy mu za pracę, porządek w naturze, za to, że troszczy się o tyle istnień, o których nie mamy nawet pojęcia.</p>
<p><strong>Ma prawo do władzy - oczekuje posłuszeństwa i sądzi nieposłusznych</strong><br />
Tak jak wynalazca ma prawo do patentu, pisarz do swojej książki, malarz do obrazu, rzeźbiarz do posągu - tak Bóg ma prawo jak Stwórca rozporządzać swoim dziełem w sposób, jaki uznaje za stosowny. „Czy nie wiecie? Czy nie słyszeliście? Czy wam tego nie opowiadano od początku? Czy nie pojmujecie tego dzieła stworzenia ziemi? Siedzi nad okręgiem ziemi, a jej mieszkańcy są jak szarańcze; rozpostarł niebo jak zasłonę i rozciąga je jak namiot mieszkalny. Książąt obraca wniwecz, sędziów ziemi unicestwia; Zaledwie ich zaszczepiono, zaledwie ich zasiano, zaledwie zakorzenił się ich pień w ziemi, gdy powiał na nich, usychają, a burza unosi ich jak plewę. Z kim więc mnie porównacie, że mam mu być równy? - mówi Święty. Podnieście ku górze wasze oczy i patrzcie: Kto to stworzył? Ten, który wyprowadza ich wojsko w pełnej liczbie, na wszystkich woła po imieniu.” (Iz 41:17-26).</p>
<p>Na ile pamiętamy o Bożej władzy? Czy uzmysławiamy sobie, że ci, którzy tej władzy nie uznają są sądzeni? Czy wierzymy w nieuchronność sądu nad wszystkimi, którzy nie ukorzą się przed Bogiem? Ta nieuchronność Bożego prawa do sądzenia ludzi przestępujących Jego Prawo zakorzenia się właśnie w fakcie, że to ON stworzył wszystko, co istnieje. Jeśli nie pamiętamy o tym, że jest Stwórca, zaczynamy usprawiedliwiać różne wymówki przed posłuszeństwem. Kto pamięta kim On jest, zamyka usta.</p>
<p><strong>Ratuje uciskanych</strong><br />
Znów pouczy nas Izajasz: „Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość. Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości” (40:28-29). Bóg ma moc pomóc we wszystkich trudnościach, bo nie ma problemu, który by przerastał jego siły czy kompetencje. Dlatego z pełnym zaufaniem możemy kierować nasze prośby do Boga. Jeśli kierujemy je w imieniu Jego Syna, Jezusa Chrystusa, jako przyjęte w Nim dzieci Boże, mamy pełne prawo oczekiwać odpowiedzi i pomocy (co nie oznacza, że odpowiedź i czas jej otrzymania będą się w pełni pokrywały z naszymi o nich wyobrażeniami).</p>
<p><strong>Kontroluje przyszłość</strong><br />
„Przedstawcie swoją sprawę - mówi Pan - podajcie swoje dowody, mówi Król Jakuba! Niech przystąpią i objawią nam, co ma się stać, powiedzcie nam o rzeczach dawnych, co to było, abyśmy to wzięli do serca i dowiedzieli się, jak się one dokonały, albo zwiastujcie nam o rzeczach przyszłych! Powiedzcie, co się stanie później, abyśmy poznali, czy jesteście bogami, i uczyńcie coś, czy dobrego, czy złego, abyśmy z podziwem mogli to oglądać. Oto wy zgoła niczym jesteście i wasze działanie nic nie znaczy; obrzydliwy jest ten, kto was sobie obiera. Wzbudziłem na północy męża i przybył, na wschodzie słońca kogoś, kto wzywa mojego imienia; zdeptał władców na błoto tak, jak garncarz ugniata glinę” (Izaj. 41:21-25).</p>
<p>W przeciwieństwie do bożków Bóg żyje. Ludzie przypisują pewną moc bożkom - obrazom, cudownym posążkom, itp. Jednak ich „działanie” ma jedną zasadniczą wadę - zawsze następuje niezapowiedzianie. Bóg działa w zgodzie z objawionym charakterem; dodatkowo - wypełnia swoje obietnice, czego historia jest dowodem. Komuś musimy się powierzyć - jakiejś wyższej mocy, co do której żywimy nadzieję, że pomoże nam przejść przez życie. Zaufaj Jahwe - Bogu objawionemu w Biblii; Stwórcy. On obiecuje, i wiele z tych obietnic już potwierdził działaniem, że panuje nad historią. On stworzył wszystko, co istnieje i dlatego tylko On „podtrzymuje wszystko słowem swej mocy” (Hbr 1:3).</p>
<p><strong>Nie jest niesprawiedliwy wobec człowieka</strong><br />
Wszyscy w zarysach znamy historię Joba. Job chciał znać odpowiedź dlaczego tyle nieszczęść spotkało jego życie; otrzymać potwierdzenie od Boga, że stało się to nie z powodu jego win. Bóg potwierdził niewinność Joba i zaprzeczył oskarżeniom „przyjaciół.” Nie dał jednak odpowiedzi Jobowi dlaczego tak się stało. Zamiast tego wskazuje na różnicę pomiędzy sobą a Jobem. Treść Księgi Joba 38:4-30 (odpowiedzi Boga Jobowi) można podsumować następująco: Kim jesteś? (wobec mnie); Gdzie byłeś? (gdy stwarzałem świat); Czy potrafisz? (czynić to co ja). Ani Job, ani żaden inny cierpiący człowiek nie udzieli innych odpowiedzi jak: nikim, nie było mnie tam, nie potrafię.</p>
<p>Bóg uczy więc nas właściwej postawy: posłuszeństwa, pokory, czci bez względu na zrozumienie; ufności, że niezgłębione nie oznacza bezsensowne. Objawienie Boga jako Stwórcy i Króla nad stworzeniem prowadzi Joba do głębszego poznania Boga, które prowadzi do uwielbienia.</p>
<p>Uczmy się postawy od Joba. Prośmy Boga, by dał nam łaskę nie tylko przyjmowania od Niego tego co daje, ale również podobnego zrozumienia, które dał Jobowi; by pokazywał nam, że możemy Mu ufać i uwielbiać Go nie rozumiejąc, a nawet wbrew zrozumieniu tego, co się z nami dzieje.</p>
<p><strong>Oddawanie czci Jemu należnej komukolwiek innemu jest grzechem</strong><br />
Tak Izaj 44:9-20, jak Rz 1:18-25 w bardzo bezpośredni sposób nazywają grzech bałwochwalstwa: to „służenie stworzeniu zamiast stwórcy, który jest błogosławiony na wieki.” Warto dodać, że bałwochwalstwo to nie tylko grzech odbierający Bogu chwałę, ale również bardzo praktycznie wpływający na nasze życie. Obiekt uwielbienia wpływa na uwielbiającego. Gdy uwielbiamy upadłe stworzenie, nasze życie traci blask i chwałę, która zyskuje, gdy uwielbiamy Boga. Stąd uwielbiaj Boga i tylko Boga - żyj w sposób, jaki Jemu się podoba. Nie lekceważ bałwochwalstwa. „Kto się zadaje z popiołem [czci bożki], tego zwodzi omamione serce, tak że nie uratuje swojej duszy ani też nie powie: Czy to nie złuda, czego się trzymam?” (Izaj 44:20).</p>
<p><strong>Jego lud jest powołany do świadczenia o Jego chwale</strong><br />
Izaj. 43:10-21 tworzy most pomiędzy uwielbieniem Boga jako Stwórcy i jako Zbawcy. Fragment ten rozpoczyna się od wezwania, by świadczyć o Bożej chwale: „Wy jesteście moimi świadkami mówi Pan - i moimi sługami, których wybrałem, abyście poznali i wierzyli mi, i zrozumieli, że to Ja jestem, że przede mną Boga nie stworzono i po mnie się go nie stworzy;” kończy uwielbieniem Boga za stworzenie sobie ludu, który ma go chwalić - czyli za jego dzieło zbawienia: „Lud, który sobie stworzyłem, będzie zwiastował moją chwalę.”</p>
<p>Jako Boży lud mamy od Boga zadanie: zwiastować Jego chwałę. Ta chwała objawia się nie tylko w dziele zbawienia, ale w bardzo znaczącym stopniu w fakcie, że jest on Jedynym stwórcą i Bogiem. Dlatego poznawajmy i żyjmy tym, że nasz Bóg to Stworzyciel. Bez tego nie będziemy w stanie dokonać dzieła, jakie nam powierzył.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
