<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>targi &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/targi/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "targi"</description>
	<pubDate>Sun, 06 Jul 2008 08:52:21 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[6 zasad cz. 3: Bądź aktywna]]></title>
<link>http://nawybiegu.wordpress.com/?p=62</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 11:00:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>martagierlinska</dc:creator>
<guid>http://nawybiegu.wordpress.com/?p=62</guid>
<description><![CDATA[Nieustanie szukaj sobie zajęcia
Na stoisku zawsze jest coś do zrobienia. Jeśli wszyscy klienci ma]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size:small;"><span><strong>Nieustanie szukaj sobie zajęcia</strong><br />
Na stoisku zawsze jest coś do zrobienia.</span></span><span style="font-size:small;"> <span>Jeśli wszyscy klienci maja na stolikach napoje i wydaje Ci się, że nie masz co robić, jest to iluzja. Powinnaś: sprawdzić czy nie brakuje ulotek, pościerać stoliki, umyć naczynia, dołożyć słodycze na stolikach itd.<br />
Klient chce widzieć za co płaci. </span><span>Efekty Twojej pracy to co innego, niż Twoje zaangażowanie. Sformułowanie "jest jej wszędzie pełno" pasuje tutaj do sposobu w jaki powinnaś pracować. Dlatego ...</span></span></p>
<p><!--more--></p>
<p><span style="font-size:small;"><span> ścieraj nawet<span style="font-size:small;"> czyste stoły, dbaj o nieskazitelny porządek i zapraszaj klientów na stoisko (w zależności od tego, co jest Twoim głównym zadaniem). A jeśli nie stać Ciebie na takie "poświęcenia" lepiej zrezygnuj z tej pracy, ponieważ bardzo szybko klienci zaczną narzekać na poziom Twojego zaangażowania. Narobisz w ten sposób kłopotów zarówno sobie jak i Twojemu bookerowi. A oferty pracy skończą się po pierwszych 2-3 negatywnych opiniach.<br />
</span></span></span><span style="font-size:small;"><strong><span>Podawanie napojów</span></strong><br />
<span>Jeśli Twój klient przeprowadza rozmowę ze swoim klientem, podejdź, zapytaj czy czegoś nie podać. Jeśli poproszą o napoje, to po prostu im je przynieś. </span></span><span style="font-size:small;"><span>Jeśli zobaczysz, że szklanki na stoliku są puste, a klienci dalej rozmawiają, podejdź, zabierz puste naczynia i zapytaj czy może jeszcze sobie czegoś życzą.</span></span><span style="font-size:small;"><span> Ale <strong>nie stój nad nimi!</strong> Na targach przeprowadzane są rozmowy biznesowe, często Twój klient będzie rozmawiał o pieniądzach. Poczuje się bardzo niezręcznie jeśli będziesz się temu przyglądać lub mu towarzyszyć, albo nawet staniesz zbyt blisko miejsca, w którym przeprowadzana jest rozmowa. Ta praca wymaga dużego wyczucia. Pamiętaj, ze każdy jest inny i należy się do tego dostosować.</span></span></p>
<p>zapraszam jutro na kolejną cześć...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[6 zasad cz.2: Zachowaj właściwą kolejność relacji biznesowych. ]]></title>
<link>http://nawybiegu.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Sat, 28 Jun 2008 09:54:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>martagierlinska</dc:creator>
<guid>http://nawybiegu.wordpress.com/?p=59</guid>
<description><![CDATA[Jeżeli reprezentuje Ciebie Agencja i za jej pośrednictwem otrzymałaś kontakt do klienta, pamięt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size:small;"><span>Jeżeli reprezentuje Ciebie Agencja i za jej pośrednictwem otrzymałaś kontakt do klienta, pamiętaj, że </span></span><span style="font-size:small;"><span>to przed nią odpowiadasz. Natomiast Twoja Agencja odpowiada przed klientem.</span></span></p>
<p><!--more--><span style="font-size:small;"><span><strong>W sytuacji konfliktowej<br />
</strong>Nie dyskutuj z klientem, w razie problemów dzwoń do Twojego bookera. </span><span>Nie wdawaj się w trudne rozmowy, nie udowadniaj swojej racji (nawet w błahych sprawach), nie kłóć się. To agencja jest od rozwiązywania wszelkich niejasności, ewentualnych sytuacji konfliktowych. Jeśli masz jakiś problem </span></span><span style="font-size:small;"><span>z klientem, </span></span><span style="font-size:small;"><span>podczas pracy na targach - dzwoń do agencji. Zachowaj ten porządek i pozwól jej rozwiązać konfliktowe sprawy za Ciebie. W końcu dlatego Twój reprezentant pobiera prowizję z Twojego wynagrodzenia. Pamiętaj również, że to on podpisał umowę z klientem i jest odpowiedzialny za przebieg zlecenia. Warto również podchodzić do tej pracy z założeniem: "kłótni czy dyskusji z klientem nie wygrasz, dlatego nie warto się w nią wdawać" Dlaczego? Ponieważ pracujesz, aby zarabiać pieniądze i mieć satysfakcję z pracy, natomiast kłótnia czy niepotrzebna dyskusja popsuje relacje i może spowodować obniżenie Twojego wynagrodzenia.<br />
<strong>W sytuacji kryzysowej</strong><br />
Każdemu zdarzają się sytuacje kryzysowe. Wydarzenia losowe, na które nie mamy pływu, które przeszkadzają nam w życiu i w pracy. W przypadku takiej sytuacji, również najpierw skontaktuj się z agencją. Przedstaw sytuację ze spokojem, a rozwiązanie na pewno się znajdzie. Ważne, abyś również zaangażowała się w rozwiązanie tego problemu. Pokażesz się wtedy z dobrej strony, a agencja będzie widzieć, że jesteś osobą odpowiedzialną.<br />
</span></span><span style="font-size:small;"><span><strong>W</strong><strong> sprawach finansowych</strong><br />
Nie rozmawiaj z klientem o finansach.</span><span> Jeśli chcesz się dowiedzieć czegokolwiek o wynagrodzeniu, zapytaj agencji.</span></span><span style="font-size:small;"><span style="font-family:Verdana;"> Jeśli jej nie ufasz zmień ją jak najszybciej i nie trać swojego czasu.</span></span></p>
<p>... jutro kolejna częśc. zapraszam :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Festiwal Skarby Urody... I wizerunek firm kosmetycznych]]></title>
<link>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=96</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 21:35:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>goldenrose2</dc:creator>
<guid>http://goldenrose2.wordpress.com/?p=96</guid>
<description><![CDATA[Byłam dziś na Festiwalu Skarby Urody, organizowanym przez sieć sklepów Rossman. Wystawcami były]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Byłam dziś na <a href="http://media.rossmann.com.pl/PressOffice/PressRelease.100396.po">Festiwalu Skarby Urody</a>, organizowanym przez sieć sklepów <a href="http://www.rossmann.com.pl/">Rossman.</a> Wystawcami były firmy, których produkty sprzedawane są w R. Badania skóry, włosów, makijaże, masaż stóp, ulotki, próbki. Jak na większości tego typu Targów. Ale nie będę tu opisywać kto i co robił, ani co dawał - wolę się skupić na tym, czemu (od strony firmy) m.in. służą takie targi, czyli kto zyskał, a kto stracił...</p>
<p>Na Targi dojechałam tuż przed 16, w niedzielę. Niezbyt może wcześnie, ale w końcu impreza trwa do 18, więc miałam jeszcze 2 godziny. Miałam oczywiście świadomość, że ostatnie pół godziny to już czas powolnego składania stoisk (sama nieraz stałam na stoiskach targowych), ale półtorej godziny to szmat czasu. Okazało się, że... jednak nie, bo już o 16 stoisko Oceanic (czyli producent m.in. kremów AA) było złożone! Czyli, na moje oko, zaczęli składać ok. 15 - na drobne 3 godziny przed końcem. Został jakiś marny stojak z ulotkami i kilka mini-książeczek z opisami diamentowej serii AA i Kayah na okładce...</p>
<p>Realną podróż zaczęłam od <a href="http://www.garnier.pl/_pl/_pl/ambre_solaire/index.aspx">Garnier</a> - lubię tę firmę, więc chętnie poszłam zbadać skórę i włosy. Niestety, kilka minut później stwierdziłam, że dziewczyny na stoisku chyba (mam nadzieję mówiąc szczerze) są z tzw. łapanki. Zaproponowany mi krem miał jeszcze jakiś sens, ale już tonik dla nastolatek nie bardzo... A gdy dziesięcioletniej dziewczynce wyszła "słaba gęstość skóry" (jak podejrzewam - aparat po kilkunastu godzinach pracy miał dość), a pani to zupełnie nie zdziwiło, przestałam pytać. Nie lepiej było z panią od włosów - gdy okazało się, że nie mam specjalnie problemów, to nie miała żadnego pomysły, co mi zaproponować, jaki produkt doradzić (a farbuję włosy, więc wystarczyło sięgnąć po odżywkę do włosów farbowanych, czy coś takiego). Dla wizerunku firmy - totalna klapa...</p>
<p>Kolejna firma - <a href="http://www.loreal.pl/_pl/_pl/index.aspx">Loreal</a>. Podobny aparat, zupełnie inne wyniki. Wyglądam młodo, propozycja kremu dla nastolatek... Ale pani zachowywała się znacznie profesjonalniej - bez rewelacji, ale pozytywnie (do makijażu nie chciało mi się stać w kolejce, więc się nie wypowiem).</p>
<p>Przy <a href="http://www.soraya.pl/">Sorai</a> szczęka mi opadła... Godzina 16:15 - pani chowa kosmetyki. Przy okazji kilkoma z nich obdarowuje inne 2 panie (koleżanki - jak się później okazało z tego samego stoiska, z innej części). Na moje pytanie o peeling, zostałam zapytana, czy mam gabinet kosmetyczny. Gdy odpowiedziałam, że nie, dowiedziałam się, że to "nie dla mnie, bo to kosmetyki profesjonalne, dla gabinetów" i pani po prostu zaczęła mnie ignorować. Gwóźdź do trumny pół godziny później dobiły panie z tej drugiej części stoiska. Zapytałam o składnik szminek, na który jestem uczulona (pytałam, czy Sorayowe szminki go zawierają, czy nie). Rozumiem, że panie mogą nie wiedzieć - ale co za problem był poprosić mnie o zostawienie maila i sprawdzenie. W zamian usłyszałam, żebym poszła sobie do drogerii i pomaziała się (to cytat), to zobaczę, czy mnie uczuli, czy nie... Wielkie dwie rysy na wizerunku firmowym...</p>
<p>Na szczęście były również firmy, które potrafiły się odnaleźć (nie wiem - lepiej przeszkolone osoby, czy lepsza kontrola - nie wnikam). Pani z <a href="http://www.canpol.com.pl/">Canpola</a>, która nie tylko dała mi gratis gryzaczek (to niedroga rzecz, ale miły gest) dla Siostrzeńca, ale dokładnie objaśniła jakie uchwyty na butelki są,  czym się różnią, itd. Była 17:10, a ona - choć na pewno na nogach, jak wszyscy, była uśmiechnięta, chętna do pomocy. Podobnie pani z <a href="http://www.hipp.pl/">Hippa</a>, której wręcz było przykro, że tak mało próbek jej zostało.</p>
<p>Kolejne firmy z dużym plusem, to<a href="http://www.compeed.com/"> Compeed</a> i <a href="http://www.neutrogena.com/">Neutrogena </a>(wspólne "stopowe" stoisko). O 17:30 miałam dokładnie pokazane plasterki, wkładki i co tylko było. Objaśnione jak działa, co należy, a czego nie należy robić. Mimo, że nie dostałam żadnej próbki, to wrażenie bardzo pozytywne.</p>
<p>Polecam też stoisko <a href="http://www.olay.pl/">Olay</a> - mimo, że też oferują badanie skóry, to jest ono zupełnie inne od pozostałych i chyba najciekawsze. Nie wiem na ile prawdziwe, ale ciekawie było zobaczyć porównanie skóry na przedramieniu i na twarzy, a także ilość kolagenu, melatoniny (i piegi robiące się na skórze, choć niewidoczne na naskórku jeszcze), oraz hemoglobiny. Do tego konsultantki, które sprawiają wrażenie całkiem kompetentnych. Plus dla firmy (byłam ciut wredna zadając zbyt dociekliwe pytania, ale nie zmienia to pozytywnego wrażenia, jakie firma zrobiła).</p>
<p>Podobnie firma <a href="http://www.prawdziwepiekno.pl/campaign.aspx">Dove</a>, która częstowała pysznymi sokami (jutro idę na poszukiwania limonkowego), była chętna do rozmów, pokazywania nowych produktów (no, może poza panią z Pro-Age, ale rozumiem, że nie byłam dla niej grupą docelową).</p>
<p>Na koniec było też kilka firm, które robiły wszystko, by nie rozmawiać z klientkami (np. podawanie ze spuszczoną głową ulotki i próbki, tak, by klient nie chciał o nic pytać), ale przynajmniej nie zrobiły złego wrażenia, choć wystawiając się firma niewątpliwie straciła pieniądze, bo taki sam efekt mogła uzyskać stawiając w Rossmanie hostessę, która tak samo mogłaby rozdać te same ulotki i próbki znacznie niższym kosztem.</p>
<p>Sumując ten długi wpis (mam nadzieję, że ktoś dotarł do tego miejsca :)) - nie wystarczy przygotować ładnych materiałów, próbki, rozstawić stoisko, postawić ludzi. Trzeba ich jeszcze odpowiednio przeszkolić (nie tylko w temacie produktów, ale również w temacie obsługi klienta na targach - jak przyciągnąć, zatrzymać, porozmawiać, co mówić, a czego w życiu nie). A dodatkowo - skontrolować. Oczywiście, wysyłka pracownika z Warszawy, czy Poznania np. do Krakowa, bez wątpienia podniosłoby koszty wystawienia się na Targach, ale może pomogłoby uzyskać pozytywny wizerunek na kolejnych edycjach, zamiast rysowania kolejnych rys za ciężkie pieniądze.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jacek Karpinski - polski "Bill Gates" ale bez "fundacji"]]></title>
<link>http://gegenjay.wordpress.com/?p=562</link>
<pubDate>Tue, 27 May 2008 20:23:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>kilogram13</dc:creator>
<guid>http://gegenjay.wordpress.com/?p=562</guid>
<description><![CDATA[(iskry.pl)
Jacek Karpiński, twórca pierwszego naszego  minikomputera, protoplasty peceta, żyje w ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>(iskry.pl)</p>
<p><strong><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;">Jacek Karpiński, twórca pierwszego naszego  minikomputera, protoplasty peceta, żyje w biedzie i w zapomnieniu.</span></strong></p>
<p class="apfirst" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;">Pałac Kultury i Nauki. Muzeum Techniki. Cmentarzysko dawnych zaskoczeń. Na drugim piętrze, wśród przedmiotów dziwnych i z wyglądu nudnych, stoją trzy niepozorne maszyny. Na nich tajemnicze symbole: AAH, KAR-65. Jest też pudełko z pokrętłem i mnóstwem białych przełączników. Pod nimi tabliczka: K-202. Szkolne wycieczki przemykają obok, bo też mało kto zna zaskakującą historię tych niepozornych przedmiotów. Zwłaszcza ostatniego. I człowieka, który je stworzył. Historię przewrotną i tragiczną, która mogła się wydarzyć tylko w Polsce. Wiele lat temu.<br />
</span></p>
<div><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><strong>Mały Jacek</strong><br />
Wojna. Batalion Zośka. Ten sam, w którym walczył Kamil Baczyński. Mały Jacek wspomina, jak to na dyżurze, z nudów, wspólnie układali głupie wierszyki o byle czym, jedną zwrotkę Kamil, jedną on. Dla zabicia czasu. Powstanie. Pierwszy dzień. Mały Jacek jedzie z bronią z Dolnego Mokotowa na plac Zawiszy. Pech. Strzelanina. Na rogu Chałubińskiego i Koszykowej niemieckie kaemy wytłukły prawie cały oddział. On dostał kulę w kręgosłup. Ot, i cała powstańcza historia. Trzy dni później zginął Kamil. A Mały Jacek zaczynał naukę chodzenia. Dzisiaj porusza się bez laski, chociaż niemiecka kula wciąż tkwi w kościach. Przeszłość nieraz jeszcze da o sobie znać.</p>
<p></span></p>
<div><img src="http://bi.gazeta.pl/im/3/5061/z5061733X.jpg" alt="" /></div>
<p><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> </span></div>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Skończyła się wojna, zaczął komunizm. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — W czerwcu1945 r. zdałem maturę. Potem Politechnika Warszawska. I fascynacje maszynami. Wtedy cudem techniki był amerykański komputer ENIAC. Jeden z pierwszych. Tak wielki, że zbudowano dla niego specjalną halę, a obok elektrownię, która go zasilała — wspomina Jacek Karpiński, ps. Mały Jacek. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Do niedawna uważano, że był to pierwszy komputer na świecie. Ważył prawie 30 ton, zajmował 140 mkw. i składał się z ponad 18 tys. lamp elektronowych. Po wojnie, gdy odtajniono niektóre dokumenty brytyjskiego wywiadu, okazało się, że Brytyjczycy z ośrodka kryptograficznego w Bletchley Park ubiegli Amerykanów o dwa lata. W 1941 r. zbudowali pierwszy sprawnie działający komputer na świecie o nazwie Colossus. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Po studiach z nakazu pracy robiłem nadajniki radiowe dla ambasad, które dzięki nim komunikowały się z Polską. Spore, dwukilowatowe — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Kiedy odpracował studia, przeniósł się do PAN, gdzie wreszcie rozwinął skrzydła. I stworzył swoją pierwszą „mądrą” maszynę. Do przepowiadania pogody. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — AAH była pierwszą na świecie maszyną, która pomagała tworzyć długoterminowe prognozy pogody. Po wprowadzeniu danych z obserwacji Słońca na ekranie pojawiał się wynik. W sumie to był taki wielki procesor o wymiarach dwa metry na półtora. Maszyna pracowała dwa lata. Ale pewnego dnia spadła ze schodów — wspomina Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Po prostu podczas przenoszenia tragarze nie utrzymali komputera wielkości szafy i przyrząd runął z wysokości dwóch pięter. Na oczach jego twórcy. Przykre. Karpiński wykonał jeszcze kilka innych maszyn, jak na owe czasy rewolucyjnych. Chociażby pierwszy na świecie analogowy komputer do działań różniczkowych AKAT-1. Albo perceptron. Maszyna, która sama potrafiła rozpoznawać otoczenie i uczyć się. Miała kamerę i system do analizy obrazu pokazywanego jej np. trójkąta. Bez problemu wskazywała jego cechy charakterystyczne i identyfikowała jego kształt. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Perceptron nie miał jakiegoś konkretnego zastosowania. To była raczej sztuka dla sztuki, zabawa. Podstawą działania była sieć neuronowa, składająca się z 2 tys. tranzystorów. Poza podobnym urządzeniem w Stanach Zjednoczonych nikt na świecie czegoś takiego nie zbudował — twierdzi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Bo na sztuczną inteligencję było jeszcze za wcześnie. W 1964 r. FSO produkowała syrenki. Po ulicach jeździły wołgi i warszawy. Niewielu obywateli i towarzyszy wiedziało, co znaczy słowo komputer. Co też nieraz im Karpiński wytykał. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><br />
<strong>Maszyna KAR-65</strong><br />
Co musi czuć człowiek, który w szarej rzeczywistości siermiężnego komunizmu wybiega myślami lata do przodu i konstruuje urządzenia wyprzedzające swoją epokę? Dumę? Jakież frukty musiał dostawać od władzy za taką robotę? Jakże musiał być hołubiony? Wiodło mu się niezgorzej? </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Nie te czasy. Bycie inteligentnym bardziej szkodziło, niż pomagało. Owszem, pozwalano tworzyć maszyny, ale gdy powstawały, zaczynały się kłopoty. Wpierw był szum, potem maszyna zamiast do ludzi trafiała do piwnicy pod klucz, i cisza. A już nie daj Boże, żeby gazety napisały. Cenzura zabraniała. Bo jak naukowcy, to tylko radzieccy. I jak naukowe osiągnięcia, to tylko radzieckich naukowców. Polacy to kopanie węgla i ziemniaków. Prasa, owszem, pisała, że mamy pierwsze miejsce na świecie, ale w uprawie ziemniaka. O technicznych osiągnięciach cisza — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> A nasz bohater, ku utrapieniu komunistów, co skończył jakąś maszynę, zaraz zaczynał następną, równie zmyślną. Po wynalezieniu perceptronu ówczesny kierownik Pracowni Sztucznej Inteligencji w Instytucie Automatyki PAN odmówił mu pieniędzy na dalsze konstrukcje. Miarka się przebrała. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Ubek i kawał durnia. Podstawiał mi nogę, kiedy tylko mógł, więc z opanowanej przez komunistów PAN przeniosłem się na Uniwersytet Warszawski, do Instytutu Fizyki Doświadczalnej, pod skrzydła profesora Pniewskiego, wspaniałego człowieka. Mogłem dalej robić swoje — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Pniewski miał problem. Z ośrodka CERN w Szwajcarii (Europejski Ośrodek Badań Jądrowych, ten sam, w którym w 1989 r. Tim Berners-Lee wymyślił i stworzył sieć WWW) otrzymywał tony danych, których nie potrafił analizować. Bo nie miał na czym. Karpiński zbudował mu kilka urządzeń, w tym komputer do analizy danych KAR-65. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Był znacznie szybszy i tańszy od ówczesnej Odry. Wykonywał 100 tys. operacji na sekundę i kosztował jakieś 6 mln złotych. Odra była wolniejsza, za to kosztowała 200 mln złotych — wspomina Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Zbudował jeden taki komputer, który pracował jeszcze w latach  osiemdziesiątych. Mógł więcej, ale: </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Wokół mnie zagęszczała się atmosfera. Byłem wrogiem ludu. Co chwila Pniewski dostawał anonimy, że jestem hochsztaplerem, że nigdy nic nie zbudowałem. On mi je czytał i pytał: Jacek, ale ty mi zrobisz ten komputer, prawda? — opowiada Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Wrogiem ludu? Jakim sposobem? Przecież robił rzeczy wyjątkowe za pieniądze i  ku chwale PRL-u. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Ktoś się dokopał w moim życiorysie, że walczyłem w AK. Do tego doszła zwykła ludzka zawiść, że ja potrafię, że mnie się udaje, a innym nie. To wystarczyło. Poza tym komuniści hołubili robotników i chłopów, a nie intelektualistów — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Dlatego następne KAR-65 nie powstały. Karpiński zaczął jednak pracować nad czymś zupełnie innym, rewolucyjnym. Czymś, co wyprzedzało swoje czasy o wiele lat i mogło zapewnić mu życie w luksusach, ale stało się największym jego utrapieniem. To coś nazywało się K-202. </span></p>
<div><img src="http://img99.imageshack.us/img99/9000/17981678wz1.jpg" alt="" />
</div>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><br />
<strong>Miłe złego początki</strong><br />
Był rok 1969. Karpińskiemu marzyło się, żeby cały komputer dało się wsadzić do pudełka po butach. Marzenie jak na owe czasy księżycowe. K-65 był wielki jak dwie szafy. Odra potrzebowała osobnego pokoju. Kto wtedy słyszał o miniaturyzacji? I to nie tylko w Polsce. Ale Karpiński się uparł. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Poszedłem z pomysłem minikomputera do znajomego pułkownika z Zegrza. Mało nie spadł z krzesła, gdy mu go przedstawiłem. Powiedział: rób, wojsko kupi każdą ilość. Zamówienie z armii otwierało wszystkie drzwi. Jedyną firmą w PRL-u, która mogła wyprodukować taki komputer, były zakłady Zjednoczenia Mera. Dyrektor Huk zainteresował się pomysłem. Zwołał komisję do jego oceny — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Po kilku tygodniach komisja uradziła: tego nie da się zrobić, bo nie ma i nie będzie takiej technologii, która pozwoliłaby dwie szafy wcisnąć do pudełka po butach. Bo jakby była, to Amerykanie dawno by już coś takiego zbudowali. A nie zbudowali. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — W Merze poradzili mi, żebym poszukał naiwnych gdzie indziej. Projekt minikomputera pokazałem znajomemu Anglikowi. To był handlowiec, więc miał znajomości. Pokazał go specom z branży komputerowej. Olśniło ich. Uznali to za najlepszą konstrukcję logiczną, jaką widzieli, i od razu padła propozycja produkcji w Anglii pod angielską nazwą — mówi konstruktor. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> No, właśnie, byłoby jak niegdyś z Enigmą. Karpiński, na swoje nieszczęście, chciał tego uniknąć i postawił warunek: produkcja w Polsce za pieniądze angielskie. Przeszło. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Wróciłem do Mery z opinią Anglików. A tu wciąż mur. Nie da się — wspomina  Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Pomógł przyjaciel, Stefan Bratkowski. Zapukał do kilku drzwi. Otworzył ówczesny minister nauki Jerzy Łukasiewicz, późniejszy spec od propagandy w KC, który zmusił Zjednoczenie Mera do produkcji komputera. Powstała polsko-angielska spółka. My — miejsce i ludzi, Anglicy — pieniądze i zachodnie komponenty. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Partia się zgodziła, więc produkcja ruszyła. Mera podpisała umowę z firmami Data-Loob i MB Metals i tak powstał Zakład Mikrokomputerów. Zostałem jego kierownikiem. Zaraz też zaczęły się pielgrzymki różnych partyjnych aparatczyków i wsadzanie do mojego zespołu znajomych, a to dyrektora, a to księgowej. Zapach dewiz kusił. Połowa z nich to ubecy. Na szczęście, zespół techniczny miałem swój — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Z Karpińskim pracowali, m.in.: Ewa Jezierska, Andrzej Ziemkiewicz, Zbysław Szwaj, Teresa Pajkowska, Krzysztof Jarosławski. Młodzi entuzjaści. Ruszyło z kopyta. W małym domku, nieopodal zakładów Mery w podwarszawskich Włochach. Zakłady stoją do dzisiaj (na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i Hynka). Domek też. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><br />
<strong>Gierek pomoże</strong><br />
K-202 był małym modularnym komputerem o uniwersalnym zastosowaniu. Jego sercem były 16-bitowe układy scalone. Komputer wzorem współczesnych miał pamięć stałą i operacyjną, które można było rozszerzać, oraz własny system operacyjny — SOK (System Operacyjny Karpińskiego). Dzięki zastosowaniu przez Karpińskiego adresowania stronicowego, komputer dysponował zawrotną jak na owe czasy pamięcią 8 MB (pierwsze amerykańskie minikomputery miały zaledwie 64 kB pamięci), wykonując milion operacji na sekundę, szybciej niż pierwsze komputery osobiste IBM PC, które pokazały się 10 lat później. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — K-202 był ewenementem w Europie, a może i na świecie. Bodajże pierwszy mikrokomputer na świecie. Początek ery minimalizacji w komputerach, w wyniku której powstały pecety — mówi Zbysław Szwaj. W zespole Karpińskiego zajmował się mechaniczną stroną K-202, wszystkimi układami mechanicznymi, był również projektantem stylistycznym komputera. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Protoplasta peceta? </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Absolutnie. K-202 zaprojektowałem w 1969 r., a pierwszy pecet IBM powstał w 1982 r., a i tak mu do pięt nie dorastał — dodaje Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Pracowali po 10-15 godzin na dobę. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Byliśmy zgranym zespołem młodych studentów, zapaleńców. Karpiński był dyktatorem w kwestii rozwiązań konstrukcyjnych, często pytał nas o opinie, ale i tak robił po swojemu. Pasjonowała nas ta robota. Często spaliśmy w zakładzie. Razem spędzaliśmy wolny czas. Zarabialiśmy tyle, co wszyscy, grosze. Karpiński miał wiele patentów, z których dostawał pieniądze, więc często nam dawał na jedzenie albo ubranie. Ale i tak żaden z nas nigdy nie powtarzał, że: „za pięć trzecia bierz kapotę, s... na szefa i robotę, tak dożyjesz starczej renty nawet w d…ę niekopnięty” — wspomina Zbysław Szwaj, który dzisiaj, wraz z synem, prowadzi w Mielcu własną firmę Leopard. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> W rok powstał gotowy model, rok później prototyp. W 1971 r. minikomputer po raz pierwszy wyszedł poza mury pracowni. Na Targach Poznańskich, do stoiska, na którym stał niepozorny K-202, podszedł Edward Gierek z Piotrem Jaroszewiczem. Za nimi świta wszystkich ministrów. Krawaty. Zachwyty. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — W pewnej chwili Gierek pyta mnie, czy będziemy w stanie go produkować na masową skalę? Ja mu na to, że tak. A dacie radę? Ja mu na to: a pomożecie? Wyczuł żart, ale odparł: pomożemy. Pamiętam, że obok było stoisko Elwro, które produkowało Odrę, ale tam I sekretarz nawet nie zajrzał. To był dla nich straszliwy policzek — wspomina Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Gierek pomógł. O K-202 zaczęła pisać polska prasa. I zagraniczna. Do pracowni Karpińskiego zaczęli zjeżdżać naukowcy zza żelaznej kurtyny. I dziwili się, jakim cudem w kraju, gdzie pralki są na talony, a po banany ustawiają się kolejki, powstał tak szybki minikomputer. Radzieccy naukowcy, którzy dopiero co skopiowali IBM 360, też przyjeżdżali. I dziwili się. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Ławronow (główny konstruktor komputera RIAD, wiernej kopii IBM) nie mógł się nadziwić, że to, co u niego zajmuje całą ścianę, u mnie mieści się w walizce. Gdy wylałem na K-202 herbatę, po czym zrzuciłem go ze stołu, oczy zrobiły mu się jak denka od butelki. Komputer wciąż działał — wspomina Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Tajemnica trwałości drzemała w stykach. Wszystkie złocone. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Z pierwszej produkcji 15 egzemplarzy poszło do Anglii, reszta rozeszła się w Polsce. Kilka kupił Franciszek Szlachcic do MSW, kilka trafiło do MSZ, Marynarki Wojennej („służył” na ścigaczu, jako komputer sterujący ogniem). Jeden pracował w Hucie im. Lenina, drugi w FSO, inny pojechał nawet do Szwajcarii, do CERN-u. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Przygotowywaliśmy właśnie kolejną partię, tym razem 200 sztuk, gdy pojawiły się schody. A to problem z tym, a to z tamtym — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Nie wiedział wtedy, że w KC zapadł wyrok. Na niego i na K-202. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><br />
<strong>Wyrok</strong><br />
— Karpiński to człowiek na wskroś uczciwy, patriota, wielki naukowiec. I zupełne beztalencie ekonomiczne. No i ta jego arogancja wobec ówczesnej władzy. Często powtarzał, że przeżył okupację, więc komunę też przeżyje. I wcale się z tym nie krył — twierdzi Szwaj. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Arogancja? Wobec ręki, która go karmiła? </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Kiedyś wizytowała nas partyjna wierchuszka. Jednemu z partyjniaków wypalił wprost, że jego wiedza wystarczyłaby co najwyżej do budowy nocników — wspomina Szwaj. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Ekonomicznie nieporadny naukowiec, do tego arogant wobec władzy. Musiało się skończyć tragicznie. Ale było coś jeszcze. Zawiść. Elwro, gdzie produkowano Odrę, nie zapomniało incydentu z Targów Poznańskich. Dyrekcja poskarżyła się ówczesnemu premierowi Piotrowi Jaroszewiczowi, że Karpiński chce ich zniszczyć. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — W Elwro 6 tysięcy ludzi robiło wolniejszą, droższą i wielką Odrę, podczas gdy ja z 200 ludźmi o wiele lepszy minikomputer. Nasz wkład dewizowy wynosił 1800 dolarów, ich — 30 tys. dolarów. Oni nie mieli zamówień, my po targach mieliśmy na prawie 3 tysiące sztuk. Wiadomo było, że nasz sukces ich zje, więc zamiast współpracować, walczyli o swoje tyłki — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Skutecznie. Po kilku miesiącach Karpiński dostał wymówienie. Strażnicy wyprowadzili go z zakładu, którym kierował. 200 niedokończonych minikomputerów zostało zniszczonych. To był koniec K-202. I koniec inżyniera Karpińskiego. Wilczy bilet w nauce i odebrany paszport. W urzędzie paszportowym widniała adnotacja premiera Jaroszewicza — „Nie wydawać do odwołania. Powód: sabotażysta i dywersant gospodarczy”. Nagle, niemal z dnia na dzień, został wrogiem ludu. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Kiedyś spotkałem na Marszałkowskiej znajomego. Powiedział, że pierwszy raz w życiu widzi dywersanta i sabotażystę, który w PRL-u chodzi sobie wolno po stolicy — wspomina Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Wesoły epizodzik. Ale losy konstruktora wesołe nie były. Mógł robić wszystko, pod warunkiem że nie będą to komputery. Czyli nic. Minister przemysłu maszynowego Tadeusz Wrzaszczyk chciał go zagonić na „front” konteneryzacji kraju. Wyszedł z gabinetu, trzaskając drzwiami ze złości. Machnął ręką na przeszłość. Skończył kurs rolniczy. Wydzierżawił starą chałupę na Mazurach. We wsi zapadłej. I 30 ha nieużytków. Wstawił okna, podciągnął kabel z prądem, zbudował kominek. Dało się mieszkać. On, konstruktor maszyn matematycznych, i ona, żona Ewa, magister matematyki i informatyki. On karmił świnie i kury, ona doiła jedyną krowę. Taki był układ. Raz w tygodniu jeździł jeszcze na Politechnikę Warszawską dać wykład studentom budownictwa, dla pieniędzy. Przy okazji sprzedać jajka. I tak do 1980 r., gdy do pobliskiego PGR-u przyjechali dziennikarze. Dyrektor wspomniał im coś o oryginale z pobliskiej wioski, co przychodzi po paszę dla kur i bajdurzy o komputerach. Pojechali z ciekawości. Wrócili z Kroniką Filmową. Bo wśród świń znaleźli „słynnego budowniczego komputerów”. Do kamery Karpiński wypalił, że woli prawdziwe świnie od ludzi. Poszło w Polskę. Później Aleksander Bocheński napisał artykuł: „Konstruktorzy do świń!”. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"><br />
<strong>Doradca Balcerowicza<br />
</strong>Dalsze losy inżyniera Karpińskiego są mniej sensacyjne, choć niejeden palnąłby sobie w łeb. Karpiński wyjechał do Szwajcarii, do swojego przyjaciela Stefana Kudelskiego (tego od magnetofonów). Trzy dni później wybuchł w Polsce stan wojenny. Otworzył firmę Karpiński Computer Systems. Zrobił robota sterowanego głosem. Już miał rozpocząć produkcję. Nie zdążył. Zbankrutował. Potem wymyślił Pen-Readera, skaner do wczytywania tekstu. W 1990 r. wrócił do Polski z zamiarem jego produkcji. Nie starczyło pieniędzy. Wyprodukował 500 sztuk, zanim  <span class="stock">BRE</span></span><span style="font-size:x-small;"> Bank położył rękę na produkcji i jego domu w Aninie. Kredyt okazał się zabójczy. 120 procent odsetek. Karnych. Kolejny pomysł — kasa dla handlarzy targowych i małych sklepów. Jak twierdzi, tak małej (20/16 cm) nie zbudowano wtedy nigdzie na świecie. Miał już umowę z Libellą. Nie wypaliła. Podpisał drugą, z Apatorem. Produkcja miała ruszyć lada dzień. Brakowało jedynie zamówionych w Warszawie płyt głównych. Przyszły, ale: </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Wszystkie spieprzone, co do jednej. Całe 3 tysiące. Potem wyszło, dlaczego. Ten sam kooperant robił płyty dla konkurencji, która miała siedzibę w tym samym budynku, co on — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Dwa lata był doradcą ds. informatyki ministra Leszka Balcerowicza i Andrzeja  Olechowskiego. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Na trzy czwarte etatu, żeby móc robić swoje komputery, a nie tylko papierki  — wspomina Karpiński </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Dzisiaj ma 81 lat. Mieszka w wynajętej, skromnej kawalerce we Wrocławiu. Nie żyje w luksusie, jak sądził pewien Szwajcar, któremu Karpiński opowiedział o swoich wynalazkach. Część emerytury zabiera bank za niespłacony kredyt. Karpiński ledwo się porusza. Niemiecka kula. Ale na pytanie, kim jest, odpowiada dziarsko: programistą. I z wysiłkiem sięga na półkę po najnowszy wynalazek, niewielki przedmiot mieszczący się w dłoni — skaner dla księgowych, który rzędy cyfr z ksiąg handlowych zamienia na kolumny w Excelu, automatycznie wychwytując i korygując ewentualne błędy w obliczeniach. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — To dzieło moje i syna Daniela, który niedawno założył firmę informatyczną. Na razie sprzedajemy skaner w Szwajcarii. W Polsce wciąż szukamy kogoś, kto by go sprzedawał — mówi Karpiński. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Czyżby historia się powtarzała? Karpiński już się nie przejmuje. </span></p>
<p class="ap" align="justify"><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> — Mam własny sposób na kłopoty: gdy nic nie mogę zrobić, po prostu je olewam  — mówi konstruktor. </span></p>
<div><span style="font-family:Tahoma;font-size:x-small;"> Jego dawny współpracownik Zbysław Szwaj też ma na swoim koncie wiele konstrukcji i wynalazków, począwszy od spektrometru, aparatu do diagnozowania tarczycy, a skończywszy na radiometrycznym znaczniku planktonu. Ale skończył z tym. Dzisiaj produkuje sportowego Leoparda z 405-konnym silnikiem Corvetty. Ręczna robota. Za 150 tys. dolarów od sztuki.</p>
<p>źródło: Puls Biznesu</span></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Targi odwiedziłem zalecona praca]]></title>
<link>http://bibliotekarz.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Sat, 17 May 2008 19:24:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>arekmarek</dc:creator>
<guid>http://bibliotekarz.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[W dniach 15-18 maja jak co roku w Warszawie odbyły się Międzynarodowe Targi książki. Obecne pos]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span class="postbody">W dniach 15-18 maja jak co roku w Warszawie odbyły się Międzynarodowe Targi książki. Obecne posiadały już numer 53 i jak zwykle odbywały się w PKiN. Miałem możliwość zapoznania się z tym co i jak było na nich prezentowane w drugim dniu dostępnym dla publiczności 17 maja. Pomimo iż gościem honorowym w tym roku był Izrael (już po raz drugi w historii targów) to jednak nie były one zdominowane przez literaturę tegoż kraju, wręcz pomimo znacznej przestrzeni przeznaczonej na Izrael nie była ona nawet tak wyeksponowana jak literatura zza naszej wschodniej granicy.</p>
<p>Aby dostać się na targi trzeba było jak za dawnych czasów odstać swoje w kolejce do kasy. Pomimo iż kolejka była długa posuwała się szybko, dla uściślenia były dwie długie kolejki do dwóch kas stojących przed wejściem do budynku co było bardzo dobrym krokiem ze strony organizatorów. Niektórzy pracownicy bibliotek posiadali identyfikatory umożliwiające im wstęp wolny a co istotniejsze bez kolejki. Cena biletów była jak najbardziej akceptowalna 2 zł bilet ulgowy i 5 zł bilet normalny. Na placu przed wejściem stały tylko dwa stoiska przy czym oryginalna jurta reklamująca wydawnictwo Bezdroża była naprawdę świetna, po lewej od wejścia serwowano wojskową grochówkę. O ile wojskowa garkuchnia była dobrym pomysłem promocji wydawnictwa Bellona o tyle brak informacji przed wejściem na temat zasad wydawania grochówki spowodował w moim odczuciu klapę pomysłu. Skoro grochówka była wydawana na kupony osiągalne przy stoisku Bellony przy zakupie książki to powinni poinformować zwiedzających o tym przed wejściem na Targi a nie jak człowiek zmęczony i głodny rozglądał się odpoczynkiem i strawą po opuszczeniu targów. Zamiast klienta ugłaskać i dopieścić to go tylko rozjątrzali bo przecież nikt nie wróci po kupon na zupę jak już wyszedł z targów a sprzedawać nie chcieli.</p>
<p>Po wejściu do gmachu w recepcji udało się zdobyć przy wejściu plan z rozkładem stoisk ale niestety bez opisu, za to jak wychodziliśmy z Targów była sytuacja przeciwna były opisy ale nie było planów, jako smaczek dodam że przy dokładnym obejrzeniu opisu okazało się że kończy się przy wystawcach na literkę O.</p>
<p>Ponieważ zdarza mi się brać udział w targach z innych dziedzin odniosłem wrażenie pewnej pustki reklamowej, po prostu gadżetowa posucha, na co poniektórym stoisku cukierek, czekoladki właśnie się skończyły, żadnych smyczy, długopisów, notesików ba nawet ulotki nieliczne. Ogólnie z zaobserwowanych materiałów reklamowych to poza katalogami o które czasem trzeba było się prosić to były 3 gazetki związane z Targami wydane przez Gazetę Wyborczą, Rzeczpospolitą, oraz dużeka.pl. Niektórym, wiem z pewnych źródeł że bibliotekarzom, pracownikom IINiSB UW wręczono plakaty i wielkoformatowe kalendarze do powieszenia w miejscu pracy, ale dla zwykłej gawiedzi takich rarytasów raczej nie było. Skłamał bym gdybym powiedział o całkowitej suszy jeśli się trochę "polansowało" to sporadycznie można było dostać miesięcznik lub książkę z demobilu. Swoisty rekord antyreklamy pobiła pani ze stoiska (przemilczę nazwę wydawcy) proponowała ubiegłoroczne katalogi na 2007 rok zachwalając że darmowe, z ciekawostek zaobserwowałem kalendarze wstążkowe na bieżący rok w cenie 5 zł sztuka (nie wiem ile ich sprzedali ale moim zdaniem to raczej powinni rozdawać jako reklamówki maj mamy przecież). Bardzo dobre wrażenie na mnie zrobiło Kalendarium Targów wydane w formie książeczki bardzo czytelnie oraz schludnie wydane, w dwóch językach po polsku i angielsku. Duża ilość autorów rozdających autografy i to również tych z górnej półki budzi uznanie i wzbudza zadowolenie odwiedzających, ale też pobudziło mnie to do refleksji bo oto mamy z jednej strony korytarza wieeeeeelka tasiemcowata kolejka do pani Grocholi a z drugiej kilka stolików ze smutnymi autorami niemal proszącymi aby ktoś chciał ich autograf.</p>
<p>Większość ekspozycji była sztampowa ale trafiały się stoiska z fantazją jak np. Wydawnictwa Drozd obsługiwane przez "wróżkę". Ciekawą maszynę dystrybucyjną przedstawiła firma zajmująca się audiobookami wrzucasz pieniążek i zamiast kawy wyskakuje płytka z nagraną książką. Absolutnie nie rozumiem dlaczego organizatorzy wyrazili zgodę aby cenne miejsce wystawowe zajmowali handlarze biżuterią (3 stoiska), fotelami niby masującymi czy też kobiecina puszczająca w kółko płytę z nagranymi ptaszkami moim zdaniem z szanowanych targów robi to odpust.</p>
<p>Ścisk i duchotę przemilczę to przecież właśnie ten smaczek odróżniający targi w PKiN od tych w hali Expo na Prądzynskiego, generalnie targi udane, można było popatrzeć na wiele ciekawych pozycji jak np. opasły album poświęcony twórczości Salvdora Dali, dotknąć sław i mieć z nimi fotkę, niektórzy wystawcy mieli bardzo promocyjne ceny na swoje książki, były też ciekawe prelekcje, losowania nagród i inne targowe atrakcje. Targi te zupełnie nie przystają do obrazu zmierzchu książki rysowanego przez niektórych, widać było wielkie zainteresowanie publiczności. W przyszłym roku znów odwiedzę Targi Książki aby zobaczyć z bliska czy formuła targów się wyczerpała czy nie.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Po targach - dzień drugi]]></title>
<link>http://ewiater.wordpress.com/2008/03/31/po-targach-dzien-drugi/</link>
<pubDate>Mon, 31 Mar 2008 10:52:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>ewiater</dc:creator>
<guid>http://ewiater.wordpress.com/2008/03/31/po-targach-dzien-drugi/</guid>
<description><![CDATA[Na promocję książki Matki Teresy nie dotarłam, ale udało mi się wpaść na panel dyskusyjny do]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na promocję książki Matki Teresy nie dotarłam, ale udało mi się wpaść na panel dyskusyjny dotyczący wizerunków Boga w kulturze. Posłuchałam sobie panelistów i przyszła mi do głowy myśl, że sztuki plastyczne, czy ogólnie wszelkie sztuki nie tylko kształtują wyobraźnię, ale też wyrażają obecne w mentalności danej epoki obrazy Boga, świata, duszy. W naszej kulturze jest mnóstwo kiczu a on rodzi się z powierzchowności: jeśli chcemy coś kontemplować, to rzeczy kiczowata szybko się znudzi a nawet zacznie denerwować swoją hałaśliwością. My biegniemy, uderza w nas mnóstwo bodźców, które z zamierzenia mają na siebie zwracać uwagę. Przez to są głośne, intensywne, często też wulgarne. Boga też postrzegamy naskórkowo i często jedynie dlatego jest obecny w naszym dyskursie, że pobożność katolicka stanowi element naszej kultury. Problem w tym, że często już nie czytamy symboli chrześcjańskich poza tymi najbardziej podstawowymi a nawet jeśli je czytamy, to nie dociera do nas głębia ich przesłania. Jest taki piękny wiersz siostry Agnieszki Kotei, albertynki (wrzuciłam go w Filokalia, pisał o nim pan Leszek A. Moczulski w eSPe 79) o tym, że świat woła o Bogu, każdy detal stworzenia śpiewa swoją prawdę o Nim. Sztuka sakralna też - tylko my nie słyszymy, nie widzimy.<br />
Sztuka bez przestrzeni symbolu, czyli zakorzenienia w prawdzie musi skręcić w stronę kiczu, inaczej stanie się niema. I nasza sztuka sakralna często właśnie taka jest: niema lub kiczowata. Bardzo szkoda.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Po targach]]></title>
<link>http://ewiater.wordpress.com/2008/03/30/po-targach/</link>
<pubDate>Sun, 30 Mar 2008 22:47:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>ewiater</dc:creator>
<guid>http://ewiater.wordpress.com/2008/03/30/po-targach/</guid>
<description><![CDATA[Powinnam iść spać. Ale to za chwilę.
Tak na szybko: olbrzymia imprez stłoczona na powierzchni s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Powinnam iść spać. Ale to za chwilę.<br />
Tak na szybko: olbrzymia imprez stłoczona na powierzchni sali gimnastycznej, katoliccy wydawcy z całej Polski, całe cudowne morze literek. "Media Rodzina" reklamująca się ze swoim Harrym Potterem w jednym zestawie z sympozjum o magii organizowanym przez Edycję św. Pawła, na którym jeden z referentów mówił o zagrożeniu jakie powieść o młodym czarodzieju stanowi dla młodzieży. Nota bene sympozjum promowało książkę będącą w zamyśle autorki anty-potterem :)<br />
Z gatunku montypythonowskich zdarzeń może jeszcze fakt, że oczywiście pojawili się tacy, którzy mając do dyspozycji trzy pełne dni targów wpadli na halę targową tuz przed zamknięciem i myszkując wśród pośpiesznie pakujących się księgarzy usiłowali dokonać zakupów dość nerwowo wypytując o zawartość książek i otrzymując równie nerwowe oraz przezzębne odpowiedzi sprzedawców.<br />
Świetnie sprzedająca się książka ks. Jana Reczka i żal, że nie miałam gotówki, żeby kupić książkę z listami Matki Teresy (nadrobię w Krakowie na Kościuszki - Znak to wydał). Niestety, nie udało mi się dotrzeć na spotkanie promocyjne tej pozycji, choć zapowiadało się smakowicie. Mieliśmy w tym samym czasie gościa na naszym stoisku i obowiązki wzywały, ech.<br />
Za to udało mi się wreszcie po długiej przerwie być na mszach na Służewie. Co prawda kościół ten wygląda jak owoc mezaliansu łodzi podwodnej z namiotem (podobnieństwo do matki uderza zwłaszcza z większej odległości), ale cóż: wchodzę tam i czuję, że jestem w domu, wśród swoich. I wtedy jakoś wygląd nie ma znaczenia.<br />
A teraz spać... Jutro znów do pracy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Łódź.]]></title>
<link>http://sadorg.wordpress.com/?p=293</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 10:14:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>sadorg</dc:creator>
<guid>http://sadorg.wordpress.com/?p=293</guid>
<description><![CDATA[Targi foto &amp; video w Łodzi. Trzy hale wystawców. Sprzętu dużo, ale niespecjalnie coś mnie z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="justify">Targi foto &#38; video w Łodzi. Trzy hale wystawców. Sprzętu dużo, ale niespecjalnie coś mnie zaciekawiło. Choć dla kogoś kto bawi się w studiu, świadczy usługi foto na pewno było ciekawie. Spore stoiska Sony i Olympusa. Pentaxa nie było. Poniżej dwie klaty, coby został ślad, że tam byłem...</div>
<p align="center"> <a href="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/mtl1.jpg" title="mtl1.jpg"><img src="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/mtl1.thumbnail.jpg" alt="mtl1.jpg" /></a> <a href="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/mtl2.jpg" title="mtl2.jpg"><img src="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/mtl2.thumbnail.jpg" alt="mtl2.jpg" /></a></p>
<div align="justify">...a potem kilkugodzinne oglądanie Łodzi (i nie tylko Łodzi -&#62; są przecież tramwaje podmiejskie) z okien akwariów, żelazek i cityrunnerów. Wiele widoków przygnębiających - wybite szyby, odrapane mury, bieda, bieda, bieda... Tu i ówdzie wciskająca się nowoczesność - centrum handlowe, pojedyncza wyremontowana kamienica, nowa nawierzchnia na ulicy. Ale mało tego. A dużo smutnych obrazków.</div>
<p>Poniżej dogorywające tramwaje na tyłach jednej z zajezdni:<br />
<a href="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/lodz1.jpg" title="lodz1.jpg"></a></p>
<div style="text-align:center;"><a href="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/lodz1.jpg" title="lodz1.jpg"><img src="http://sadorg.wordpress.com/files/2008/03/lodz1.thumbnail.jpg" alt="lodz1.jpg" /></a></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stop! Euroshop!]]></title>
<link>http://monkapot.wordpress.com/?p=189</link>
<pubDate>Mon, 10 Mar 2008 17:23:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>limo</dc:creator>
<guid>http://monkapot.wordpress.com/?p=189</guid>
<description><![CDATA[Targi Euroshop 23-27.03.08 Dusseldorf
Odbywające się, co trzy lata targi Euroshop w Duseldorfie po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Targi Euroshop 23-27.03.08 Dusseldorf</p>
<p>Odbywające się, co trzy lata targi Euroshop w Duseldorfie po raz kolejny zgromadziły rzeszę zainteresowanych. Statystyki mówią o wzroście - 15 procentowym - wystawców (1,911) oraz 14 procentowym - odwiedzających (104,000) z czego, 58 procent gości pochodziła z poza Niemiec, a 70 procent z Europy. Ekspozycja targowa, podzielona była na cztery tematy: EroConcept (wyposażenie sklepów, architektura oraz projektowanie oświetlenia sklepowego), EuroSales (vm, materiały marketingowe oraz promocyjne), EuroCIS (systemy informacyjne oraz technologie bezpieczeństwa), EuroEXPO (konstrukcje standów). Targi Euroshop są kierowane do wszystkich sektorów związanych z branżą sklepową, począwszy od projektowania, produkcję, promocję oraz doradztwo. Podczas targów odbywają się liczne prezentacje oraz konferencje omawiające zagadnienia współczesnej przestrzeni handlowej, nowych technologii oraz wiele innych.</p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/03/222.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zachodniopomoskie Targi Nieruchomości i Inwestycji]]></title>
<link>http://twojenieruchomosci.wordpress.com/?p=3</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 23:50:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>twojenieruchomosci</dc:creator>
<guid>http://twojenieruchomosci.wordpress.com/?p=3</guid>
<description><![CDATA[W dniach 8-9 marca odbyła się jedenasta już edycja największych na pomorzu zachodnim targów nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W dniach 8-9 marca odbyła się jedenasta już edycja największych na pomorzu zachodnim targów nieruchomości. Targi miały miejsce w hali MOSIR przy ul Narutowicza 17 w Szczecinie. <!--more--></p>
<p>W dwóch salach można było zapoznać się z ofertami firm deweloperskich, spółdzielni mieszkaniowych, banków, biur nieruchomości i innych instytucji związanych z branżą nieruchomości. </p>
<p>W ramach targów odbyła się także konferencja "Prognozowanie rynku nieruchomości". Między innymi rozmawiano na temat projektu ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów -<br />
bieżąca praca resortu infrastruktury oraz tendencji na rynku nieruchomości rolnych.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[KING SIZE]]></title>
<link>http://monkapot.wordpress.com/?p=160</link>
<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 20:02:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>limo</dc:creator>
<guid>http://monkapot.wordpress.com/?p=160</guid>
<description><![CDATA[W dniach 16-18 styczeń 2008 odbyły się po raz szósty barcelońskie targi Bread&amp;Butter. Każd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoBodyTextIndent" style="text-align:justify;">W dniach 16-18 styczeń 2008 odbyły się po raz szósty barcelońskie targi Bread&#38;Butter. Każda następna edycja B&#38;B cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Rekordowy wynik odwiedzających padł w tym roku. Okazuje się, iż Fiera de Barecolna odwiedziło ponad 99,500 tys. osób. Największy wzrost odnotowano wśród gości ze Skandynawii...Czyżby kompleks północy? Nie bez przyczyny targi B&#38;B, dwa lata temu na dobre przeprowadziły się z Berlina do Barcelony. W Barcelonie jest cieplej, goręcej i bardziej hot, życie nie przestaje tętnić nawet na chwilę, a okazji do świętowania podczas co sezonowych targów jest cała masa. Obserwując tegoroczne zainteresowanie targami Bread&#38;Butter, nie można oprzeć się wrażeniu, iż w dobie Internetu i kontaktów online, fizyczne spotykanie ludzi, przedmiotów, obcowanie ze społecznością skupioną wokół wspólnego tematu jest wyjątkowo pożądane.</p>
<p class="MsoBodyTextIndent" style="text-align:justify;">Kompletny artykuł ukaże się juz niedługo www.rzeczy.net. Zapraszam.</p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/_1.jpg" height="580" width="420" /></p>
<p class="MsoBodyTextIndent" style="text-align:justify;">Targi odbywające się w środku zimy 2007/08, dedykowane były zimie 2008/09, aczkolwiek to, co z reguły pokazuje się na przyszłość wchodzi w codzienność od zaraz...A przy najmniej wśród ludzi z branży. Tegoroczne B&#38;B obrało sobie za hasło przewodnie: „KING SIZE”. I faktycznie, tj. wspomniałam, targi przerosły oczekiwania. Zorganizowane z ogromnym rozmachem, jak mówi organizator Karl-Heinz Müller – ”...były perfekcyjne”. Oprawa graficzna oraz aranżacja, jak zwykle, doskonałe zaprojektowane. W tym roku, ku zdziwieniu rzeszy odwiedzających, czerń była wszechogarniająca. Czarne namioty, czarne meloniki, czarne siedziska... Dla kontrastu jasność barcelońskiego słońca oraz połyskujące złotem „targowe” torby, przypominające olbrzymie paczki papierosów. Połączenie czerni, bieli, złota i purpury, to oczywiście iście królewski zestaw, wszystko jednak osnute dymem spod melonika, - czyli - surrealizm i eklektyzm. Kontrastowa graficzność tych zestawień może również zapowiadać tendencje popartowskie, które ożywają za każdym razem, kiedy ożywa kolor. A kolor powraca. Na początku w trendach dla najodważniejszego odbiorcy, – czyli w temacie - streetwearu. Rave`owe zapożyczenia, neonowych kolorów nadal są w poczekalni, ich kolej już za chwilę.</p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/_3.jpg" /></p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/_4.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[czarny dym...cd.B&amp;B]]></title>
<link>http://monkapot.wordpress.com/?p=143</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 23:27:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>limo</dc:creator>
<guid>http://monkapot.wordpress.com/?p=143</guid>
<description><![CDATA[Nie chce nabawić się depresji… nie chce żebyście WY nabawili się depresji,…ale chyba to nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><span style="font-family:Georgia;">Nie chce nabawić się depresji… nie chce żebyście WY nabawili się depresji,…ale chyba to nieuniknione<br />
Czarne meloniki, czarne parasole, czarne namioty, czarne płaszcze, palenie zabija … Generalnie bez czarnego nie wychodź. Myśleliśmy, że kolor czarny oraz morisowski ornament odchodzą w zapomnienie, jednak nie. Czarny się nie nudzi, czarny idzie dobrze z neonem, złotem, bielą. Generalnie, każdy klimat, który połączymy z czernią będzie się trzymał we współczesnych światowych nastrojach. “Zasada czerni” obowiązuje w modzie, wnętrzu, produkcie.</span><span style="font-family:Georgia;"></span></p>
<p align="justify"><span style="font-family:Georgia;"></span><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/dym.jpg" /></p>
<p align="justify"><span style="font-family:Georgia;"></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[surrealizm dla kontrastu]]></title>
<link>http://monkapot.wordpress.com/?p=133</link>
<pubDate>Sat, 02 Feb 2008 23:25:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>limo</dc:creator>
<guid>http://monkapot.wordpress.com/?p=133</guid>
<description><![CDATA[W połowie stycznia w Barcelonie odbyły się targi Bread&amp;Butter.  W tym roku po raz pierwszy ta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><span style="font-family:Georgia;">W połowie stycznia w Barcelonie odbyły się targi Bread&#38;Butter.  W tym roku po raz pierwszy targi oficjalnie rozpoczęły się w barcelońskiej Fierze. Organizatorzy zorganizowali wyjątkowej urody performence. Podświetlany i oświetlany prostopadłościan przez pierwszą godzinę był medium, na którego ścianach odbywała się projekcja ruchomych obrazów.  Symbolika iście surrealistyczna w subtelny sposób nakreślała nadchodzące tendencje w estetyce. Nie będę pisała, że w modzie. Targi B&#38;B, choć kierowane są do branży odzieżowej są jedną z nielicznych imprez, w której projektanci wszystkich dziedzin są w stanie wyłowić coś dla siebie.</span></p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/1.jpg" /></p>
<p align="justify"><span style="font-family:Georgia;">...tak więc...po godzinie mocnych obrazów, muzyki i alkoholu... prostopadłościenna czapa podniosła się, aby stworzyć gigantyczny abażur, pod którym, na stołach czekały na gości czarne i białe meloniki. Pod nimi można było natrafić raz na jabłko, a raz na ciasteczko...</span></p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/2.jpg" /></p>
<p><img src="http://monkapot.wordpress.com/files/2008/02/4.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Technika przemysłowa i nauka na targach]]></title>
<link>http://nauka.wordpress.com/2007/10/27/technika-przemyslowa-i-nauka-na-targach/</link>
<pubDate>Sat, 27 Oct 2007 15:26:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>itepeitede</dc:creator>
<guid>http://nauka.wordpress.com/2007/10/27/technika-przemyslowa-i-nauka-na-targach/</guid>
<description><![CDATA[W Gdańsku zakończyły się dziś trwające od wtorku 3. Targi Techniki Przemysłowej Nauki i Innow]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W Gdańsku zakończyły się dziś trwające od wtorku 3. Targi Techniki Przemysłowej Nauki i Innowacji „Technicon Innowacje 2007”. W imprezie uczestniczyło ponad sto firm m.in. z Czech, <a href="http://e-deutsch.pl">Niemiec</a>, Węgier, Finlandii oraz Polski. Wśród wystawców znalazły się także instytucje, ośrodki naukowo-badawcze, instytuty oraz uczelnie. Patronat nad Targami sprawowali m.in. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Minister Gospodarki, Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Centrum Europy Środkowo-Wschodniej we Frankfurcie.</p>
<p>Głównym adresatem Targów był sektor małych i średnich przedsiębiorstw, zainteresowanych dostarczeniem gotowych bądź indywidualnych, nowoczesnych rozwiązań technologicznych, a także pozyskaniem partnerów i informacji o procedurach i instytucjach wspierania innowacyjności.</p>
<p>W trakcie „Techniconu” czynny był Punkt Kontaktowy Inicjatywy Technologicznej - przedsięwzięcie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, którego celem było ułatwienie wdrożeń polskiej technologii i wynalazków. Na realizację tych zadań przeznaczone będą fundusze unijne z Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka” na lata 2007-2013.</p>
<p>Na Targach można było obejrzeć kilkadziesiąt ciekawych wynalazków, wśród nich m.in. syntezator mowy ludzkiej IVONA, katamarany napędzane siłą mięśni ludzkich i energią słoneczną, ekologiczny dok, ekologiczny kuter KR-10, Ukwiał - pojazd naprowadzający i podkładający ładunek wybuchowy, Głuptak - torpedę do rozminowywania, inteligentny zbiornik do hodowli ryb, inteligentne urządzenie do czyszczenia sieci rybackich pod wodą, bezkontaktowy aparat słuchowy dla niemowląt, TeleSOS - elektroniczny system pomocy medycznej, czy system elektronicznych pomocy dla osób po laryngektomii.</p>
<p>Organizatorem Targów Techniki Przemysłowej Nauki i Innowacji „Technicon Innowacje 2007” jest firma Międzynarodowe Targi Gdańskie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Apple Expo 2006 w Paryżu]]></title>
<link>http://dwunastegowrzesnia.wordpress.com/2006/09/09/apple-expo-2006-w-paryzu/</link>
<pubDate>Sat, 09 Sep 2006 17:17:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Adam Aleksander Klimowski</dc:creator>
<guid>http://dwunastegowrzesnia.wordpress.com/2006/09/09/apple-expo-2006-w-paryzu/</guid>
<description><![CDATA[12 września w stolicy Francji rozpoczną się targi Apple Expo. Na makowych blogach krążą pogło]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>12 września w stolicy Francji rozpoczną się targi <a href="http://www.apple-expo.com/">Apple Expo</a>. Na makowych blogach krążą pogłoski, że firma <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Steve_Jobs">Steve'a Jobsa</a> ma zamiar w dniu premiery przedstawić jakiś nowy produkt. Na blogu <a href="http://stipule.macplug.net/2006/09/01/12-wrzesnia-nowy-imac/">o maczkach i innych kwiatkach</a> mówią, że może to być iMac z 23-calowym ekranem. Z kolei <a href="http://dworniak.com/mac/?p=705">M@kowiec<a> sądzi, że chodzi tu o premierę iTunes Video lub notebooków z Core 2 Duo. Przekonamy się za kilka dni.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
