<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>tancerz &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/tancerz/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "tancerz"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 22:43:08 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Mam talent. Jednosezonowe „gwiazdy” bez twarzy…]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=146</link>
<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 11:32:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.pl.wordpress.com/2008/09/28/mam-talent-jednosezonowe-%e2%80%9egwiazdy%e2%80%9d-bez-twarzy%e2%80%a6/</guid>
<description><![CDATA[Mowa w tym tekście będzie o programie „Mam talent”, który od 3 tygodni emitowany jest w sobot]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mowa w tym tekście będzie o programie „Mam talent”, który od 3 tygodni emitowany jest w sobotnie wieczory na antenie TVNu. </p>
<p>Talent, zdolność do (czegoś) – rozumiem jako predyspozycje nabyte lub po prostu odziedziczone do bycia lepszym niż inni w danej dziedzinie. </p>
<p>Już przed premierą programu wiedziałem, że będzie to kolejny gniot, że wszechmogące jury będzie bawić się w znawców we wszystkich dziedzinach życia i będzie wskazywać, kto ze zwykłych śmiertelników ma talent, a kto z nich go nie ma. <!--more--><br />
Przyjrzyjmy się tym bożkom.</p>
<p>Na pierwszy plan wybierzmy Kubę Wojewódzkiego. Mały człowieczek z bujną czupryną i posturą anorektyka, z okularami w czarnych oprawkach wypromowany na polskiej edycji programu Idol. Obecnie uważany za showmana. Szkoda, że władze TVNu nie zauważyły, że Wojewódzki wypalił się w pierwszej edycji swojego show w stacji TVN (zaryzykowałbym stwierdzenie, że od razu po odejściu z Polsatu, no, ale kilka TVNowych odcinków było fajne). Człowiek, który ma talent do przechwytywania czyichś tekstów, które zostały opublikowane w necie (chodzi mi o krótkie śmieszne albo ironiczne docinki via bash.org) ma oceniać to czy ktoś ma czy nie ma talentu? Niech spieprza do swojego Porsche i niech z niego nie wychodzi…</p>
<p>Agnieszka Chylińska. Znam ją głównie z tego, że w prawie każdym wywiadzie z nią montażyści musieli nakładać sygnał cenzury, w co 2 minucie i tym, że jej twarz jest bielsza niż firany w moim pokoju. A usta bardziej czerwone niż bolid Ferrari Felipe Massy. Znam ją też z programu Kuba Wojewódzki Show, w którym to brała udział…,z jej słynnej "rozklapiochy". Dlaczego nie kojarzę jej z muzyką? Pomińmy ten fakt…</p>
<p>Małgorzata Foremniak. Doktor Zofia z serialu „Na dobre i na złe”, który nie daje spać po nocach milionom Polaków, którzy go oglądają… Stereotypowa łagodna, szlachetna, dobra Małgosia będzie oceniać ludzi. Znam ją tylko z tego serialu, no może odegrała jakiś mniejszy epizod w kinowym filmie, szkoda, że ja tego nie pamiętam…</p>
<p>No to jury mamy za sobą. Trójka ludzi, którzy już dawno powinni spojrzeć w lustro i powiedzieć „odchodzę”.</p>
<p>Zajmijmy się teraz ludźmi, którzy w miejscach castingów krzyczeli „mam talent”. Śpiewacy, cyrkowcy, fakirzy, beatboxerzy, tancerze, magicy itd. Tysiące śmiertelników, którym wydawało się, że mają talent.</p>
<p>Drugi odcinek programu (pominiemy pierwszy – wprowadzający).Wśród rzeszy ludzi, bardziej lub mniej uzdolnionych ukazała się zostawiona na koniec (albo prawie na koniec – nie pamiętam już) niewidoma studentka z Katowic. Skromna dziewczyna z pięknym czarnym psem rasy labrador wyszła na scenę. Przedstawiła się, powiedziała, że nie widzi i, że zaśpiewa. No i zaśpiewała “Ave Maria”. Wzruszenie towarzyszyło publiczności w programie jak i u wielu ludzi, którzy oglądali program w swoim domu. Jakże łatwo idzie wzruszyć Polaka. Wystarczy wyjść na scenę z psiakiem, powiedzieć, że jest się niewidomym i zaśpiewać coś, czego nie pokazywała nam nigdy telewizja, bo w niej panuje pop.<br />
Po jej występie w Internecie aż roiło się od komentarzy typu „Ewa Lewandowska jest the best”, „Ewa trzymaj się” etc.</p>
<p>Do tej pory na castingach było kilku tancerzy/par tanecznych. Ja się grzecznie pytam? O co chodzi?! Żygam już programami tanecznymi, mam dość sztucznych uśmiechów, dziwnych butów i kiecek, białych skarpetek i tony tuszu na twarzach tancerzy. Tańczy się na Tvnie, tańczy się na Dwójce, na Polsacie też pewnie tańczą tylko ja o tym nie wiem. Był program „You Can Dance”? To tam trzeba było się zgłosić, a nie narażać mnie na odruchy wymiotne. Swoją drogą mam nadzieję, że osoby tańczące, które przeszły pierwszy etap odpadną od razu w drugim, bo czym one mnie mogą zaskoczyć? Tym, że zatańczą tango inaczej niż 232323435 par w programie „Taniec z gwiazdami”? No zobaczymy, ja stawiam na to, że wylecą na zbity ryj i to jak najszybciej ;) Po za tym, gdzie tu ten talent? Opanowania kilku kroków nie nazywajmy talentem – jak Pudzianowski nauczył się tańczyć i szło mu to jak na jego warunki całkiem, całkiem to filigranowa blondyneczka albo zwinny, szczupły chłopak się nie nauczy? No nie róbmy sobie jaj. Jakby na rękach tańczyli to mógłbym na nich nawet i zagłosować, bo pokazaliby mi coś, czego ja do tej pory nie widziałem…</p>
<p>Śpiewacy. Starzy, młodzi, jeszcze młodsi. Uzdolnieni, mniej uzdolnieni, ludzie – pomyłki.<br />
Idol już był, czego oni chcą? Nawet jak przejdą dalej i wygrają to nie wróżę im kariery. Nagrają płytę, wideoklip do niej będzie puszczany w „Dzień Dobry TVN” przez 3 miesiące i głos o nich zaginie. Kolejne sezonowe gwiazdki…</p>
<p>Z drugiej jednak strony wiadomo, o co w tym programie chodzi. O to, aby słupki oglądalności radykalnie podskoczyły TVNowi. Pomimo tego, że mam już dość patrzenia na tańczących publicznie ludzi, próbujących zaśpiewać coś itd. muszę stwierdzić, że wśród osób, które zostały pokazane na castingach kilka było naprawdę dobrych (jak na amatorów rzecz jasna).<br />
Wspomniana wyżej Ewa zaśpiewała ładnie (na pewno są kobiety, które zaśpiewałyby to ładniej, bardziej poruszająco, no, ale się nie zjawiły), mała Klaudia też ładnie zaśpiewała. Fajny był magik, który „bawił się” stolikiem i ten, który bawił się kulą. Talentem pochwalił się beatboxer, duet Swing Step czyli Joanna Malik i Michał Woźnica, którzy spektakularnie zatańczyli boogie-woogie, dziewczynka w zielonej sukience, która śpiewała, panowie stepujący itd.</p>
<p>Będę śledził losy talentów.. Obejrzę wszystkie odcinki, by móc cieszyć się porażkami uczestników i ich rzekomymi zwycięstwami. Prawda i tak jest taka, że to kolejne „gwiazdki” bez twarzy… Świeże gówno w oceanie kupy, które będzie dryfować na kłodzie wypromowania, którą jak koło ratunkowe rzucił im TVN. Po roku nierównej walki zostaną bez koła ratunkowego, bo zostanie im odebrane. Jak kamień rzucony w wodę utoną. Będą walczyć przed utonięciem – a to ich twarz pojawi się na okładce jakiegoś czasopisma, a to będą prowadzić jakiś charytatywny koncert, ale koniec końców utoną, Będą kolejnym elementem, które zapełni dno tego śmierdzącego oceanu. A „ci wielcy” rzucą koło ratunkowe kolejnym tonącym…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Samotny tancerz]]></title>
<link>http://alternatywa.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Thu, 14 Aug 2008 15:26:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>alternatywa</dc:creator>
<guid>http://alternatywa.pl.wordpress.com/2008/08/14/samotny-tancerz/</guid>
<description><![CDATA[Martwa cisza wśród krzyku ptaków, wyżarte myśli wśród wygłodniałych dźwięków, głuchy up]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-family:arial,helvetica,sans-serif;">Martwa cisza wśród krzyku ptaków, wyżarte myśli wśród wygłodniałych dźwięków, głuchy upajający się muzyką, niewidomy oglądający stare fotografie, szarość wśród czerwieni... niczym człowiek tańczący swój samotny taniec pośrodku pustej sali balowej. </span></p>
<p><span style="font-family:arial,helvetica,sans-serif;">Tańczący dla zabawy, pełen radości i zapału. Zataczając koła, głośno śmieje się unosząc ramiona ku górze. Krąży po całej sali, upajając się przestrzenią. Stąpa delikatnie, by nie pomylić kroków. Uśmiech gości na jego twarzy. Wnet zamyka oczy i płynie w rytm własnej muzyki. Nie cieszy go już sam taniec dla tańca. Uśmiech zastępuje skupienie. Nieefektowne samotne tango, daremny wysiłek, krople potu na zmarszczonym czole. Coraz cięższe, nierówne kroki. Ostatek sił, brak tchu. Jazgot skrzypiec na zaciętej, winylowej płycie. Delikatna dłoń, uderzająca z furią w zepsuty gramofon. Muzyka ustaje. </span></p>
<p><span style="font-family:arial,helvetica,sans-serif;">Samotny tancerz, skulony siedzi w kącie sali, chowając zalaną łzami twarz w drżących dłoniach.</span></p>
<p><span style="font-family:arial,helvetica,sans-serif;">Zmęczyła go wolność.</span></p>
<p><em><span style="font-family:courier new,courier;">"... lecz nie wiedzą o tym, że najgorzej w życiu to samotnym być..."</span></em></p>
<p><span style="font-family:courier new,courier;"><em>Dżem</em></span></p>
<p>czwartek, 04 października 2007  (18:02)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bóg jest tancerzem i tańcem]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=522</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 00:05:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/04/26/bog-jest-tancerzem-i-tancem/</guid>
<description><![CDATA[

JAK NA NOWO INTERPRETOWAĆ PRAWDY CHRZEŚCIJAŃSKIE
Rozmowa z o. W. Jagerem
 Twierdzi Ojciec, że ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:left;margin:0 0 12pt;">
<div class="MsoNormal" style="text-align:left;margin:0 0 12pt;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/15.jpg" alt="" /></span></div>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">JAK NA NOWO INTERPRETOWAĆ PRAWDY CHRZEŚCIJAŃSKIE<br />
Rozmowa z o. W. Jagerem</span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </span></span><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Twierdzi Ojciec, że teologia chrześcijańska niechętnym okiem patrzy na mistykę. Skąd ta niechęć?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Podstawą mistyki jest doświadczenie jedności, w którym znikają granice pomiędzy Bogiem a światem. Teologia chrześcijańska natomiast zasadza się na fundamentalnym dualizmie Boga i świata. Wedle teistycznego wyobrażenia Bóg to osoba istniejąca sama dla siebie poza światem. Stworzył on świat jako oddzielony od siebie byt i rządzi nim z zewnątrz. Świat ze swej strony, jako stworzenie oddzielone od Boga, ma możliwość zajęcia postawy wobec swego Stwórcy. Człowiek również ma taką moż­liwość, i ponosi odpowiedzialność za to, jak się do Stwórcy odniesie. Człowiek jednak popełnił grzech, dlatego świat jest światem upadłym. Świat i Bóg są różni nie tylko w swym bycie, ale także w jakości. Świat potrzebuje zbawienia. Może ono przyjść tylko z zewnątrz - od Boga. Bóg musi podjąć inicjatywę, by zlikwidować przepaść, która otworzyła się między nim a człowiekiem. I czyni to, wysyłając na świat wybawcę i odkupiciela, preegzystentnego, równego mu zbawiciela, który przycho­dzi na świat jako Bóg, staje się człowiekiem i dzięki ofierze zbawia ludzkość. Krew Chrystusa, jego śmierć na krzyżu - jak chce teologia chrześcijańska — ustanawiają pojednanie pomiędzy Bogiem a upadłym światem. Niełatwo tę teologię przekazać dzisiejszemu człowiekowi.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Ale tu potocznym rozumieniu trzymamy się jej. Skąd ten upór?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Wynika on ze struktury ludzkiego ducha. Dzisiaj wiemy, że nie przyjmujemy w siebie świata w sposób neutralny, lecz kreujemy go odpowiednio do poznawczych możliwości naszego mózgu. Wiemy, że poza nami nie ma ani barw, ani dźwięków, są wyłącznie drgania. To nasz mózg konstruuje z nich określony świat. A mózg wielorybów i delfinów wy­twarza jakiś' zupełnie inny obraz świata. Nie ma w rzeczywistości archimedesowego punktu, z którego można by obserwować świat takim, jakim on jest rzeczywiście. Obserwator jest zawsze współuczestnikiem. A skoro tak, to musimy zapytać, jak wyglądają nasze możliwości poznawcze. I jeśli postawimy takie pytanie, stwierdzimy, że nasze ratio zostało skonstruowane dualistycznie. Poznajemy, rozróżniając, wyznaczając gra­nice, definiując. Według Arystotelesa wtedy mamy wiedzę o jakimś przedmiocie, kiedy potrafimy podać, czym się on różni od innego przed­miotu tego samego gatunku. Tę dualistyczną strukturę naszych możli­wości poznawczych przenosimy na rzeczywistość. Wierzymy, że rzeczy­wistość jest także zorganizowana dualistycznie, ponieważ nasze ratio nie zna innego do niej dostępu. Podkreślam: Nasze ratio, albowiem zarówno nasze uczucia, jak i mistyczne doświadczenia otwierają przed nami zu­pełnie inne doświadczenie rzeczywistości.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli nasze ratio tak wyobcowuje rzeczywistość, a teologia jest zajęciem racjonalnym, to czy mistyka nie zrobiłaby lepiej, rezygnując z teologii?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Religia opiera się na dwóch filarach - mistyce i teologii. Jeśli brak jednego, to brak również drugiego. Trzeba tylko pamiętać, że teologia nie odgrywa żadnej roli w doświadczeniu jako takim. Rozpoczyna się ona tam, gdzie kończy się doświadczenie. Wychodzi z doświadczenia i powinna do niego prowadzić na powrót. Mistyka wydaje mi się być ratunkiem dla teologii. Pod wrażeniem mistycznego przeżycia w kościele w Vosa Nova Tomasz z Akwinu u kresu swego życia powiedział: „Wszystko, co napisałem, wydaje mi się słomą w porównaniu z tym, co zobaczyłem i co mi zostało objawione". A więc z mistycznego do­świadczenia rzeczywistości wyrasta inne widzenie religii i tym samym inna teologia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jakiego rodzaju religia i teologia miałyby to być?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Pewien inteligentny człowiek powiedział mi kiedyś, że „Religia jest trickiem genów". Podchodzę do tego zdania bardzo poważnie i sądzę, że nie dyskredytuje ono bynajmniej religii. Przeciwnie. Jeśli jakiś ga­tunek osiągnął poziom, na którym może stawiać pytania o swoje po­chodzenie, swoją przyszłość i sens, to wtedy jest rzeczą zupełnie, na­turalną, że rozwinął zdolności, które mu pomagają w znalezieniu od­powiedzi na te pytania. Rezultatem jest religia. Przez wieki wypełniała ona znakomicie swoje zadanie i czyni to jeszcze dzisiaj. Religia należy do ewolucji. Jeżeli dzisiaj doszliśmy do punktu, w którym udzielane przez nią odpowiedzi już nie wystarczają, to znaczy, że ewolucja poszła dalej. I teraz musi powstać jakaś nowa lub zmodyfikowana umiejęt­ność, która pozwoli człowiekowi zrozumieć samego siebie. Religia roz­wija się dalej wraz z człowiekiem. Temu stara się zadość uczynić teo­logia ewolucyjna. Punktem wyjścia dla niej jest rozwój życia. Wszystko, co się dzieje, rozumie ona jako potężny ewolucyjny proces jednego wszechobejmującego życia. Wszędzie widzi ciągłe pojawianie się i zni­kanie. „W każdej chwili świat rodzi się na nowo" - powiada mistyka. Wychodzi z założenia, że to permanentne nowe stwarzanie nie jest dokonywane przez jakiegoś stojącego poza ewolucją stwórcę, lecz do­konuje się z samej ewolucji idącej za swoim własnym impulsem. I stąd Bóg z perspektywy mistycznej lub teologii ewolucyjnej nie jest działa­jącym z zewnątrz inicjatorem ewolucji, lecz ewolucja to samorozwijający się Bóg.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Skoro Bóg jest ewolucją, czy wtedy w ogóle ma jeszcze sens mówienie o Bogu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie możemy zrezygnować z tego słowa. Jednakże powinniśmy za­wsze mówić wyraźnie, jak je rozumiemy, ponieważ potocznie wiąże się je z tradycyjnym teistycznym wyobrażeniem zaświatowej osobowej mocy. Dlatego mówiąc o tym, co rozumiem przez słowo Bóg, wolę raczej określenie Pierwsza Rzeczywistość. Zen mówi o Pustce, hin­duizm o Brahmanie, Mistrz Eckhart o Boskości, Jan Tauler o Ostatecz­nej Przyczynie. Zawsze chodzi o to, o czym właściwie niczego nie można powiedzieć. O pojęcie bez dającej się określić treści, pojęcie, które jest tak odmienne od wszystkich innych pojęć, że Eckhart po­wiedział: „Bóg i Boskość tak dalece się od siebie różnią jak niebo i ziemia" (Kazanie 26).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">W swoich książkach Ojciec często obok pojęcia Bóg używa również pojęcia życie.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Życie jest właściwym pojęciem na oznaczenie rzeczywistości, którą nazywamy Bogiem. Życie, tak jak Bóg, wymyka się nam i jest nieuchwyt­ne. Nie wiemy, skąd pochodzi ani dokąd zmierza. Życie jest wszędzie i nigdzie. Ukazuje się w każdej pojedynczej żywej istocie, ale jest też zawsze czymś' więcej niż żywa istota. Tak samo jest z Pierwszą Rzeczywis­tością. Istnieje, ale uchwytna jest tylko w postaci, którą sobie nada. Ona sama jest pustką, która potrzebuje formy, ażeby się zjawić. Bez pustki nie mogłaby istnieć żadna forma, bo forma jest zawsze formą pustki. Do­kładnie tak samo jest z życiem. Życie jest w każdej żywej istocie, albowiem bez życia żywa istota nie byłaby żywą istotą. Ale życie nie wyczerpuje się nigdy w określonej żywej istocie. Jest zawsze większe niż pojedyncza żywa istota. Przychodzi i odchodzi wraz z nią, pozostaje jednak nieuchwytne.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Czy dobrze rozumiem, że dla Ojca „życie" i „Bóg" to dwa określenia Pierwszej Rzeczywistości?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Tak, o ile pod pojęciem życie rozumie się tę wielką, przenikającą wszystkie istoty, napędzającą wszystko, nieuchwytną energię jedni. Tę siłę mogę nazwać życiem Boga. Można ją za Jeanem E. Charonem, francuskim noblistą, nazwać miłością - jednak nie miłością osobową, lecz miłością rozumianą jako absolutna otwartość na wszystko i na każde. W tym sensie miłość jest zasadą strukturalną ewolucji - gotowością atomu do związania się z innym atomem w molekułę, gotowością mo­lekuł do utworzenia wspólnie komórki i gotowością komórek do stania się większym organizmem. Tę gotowość do samotranscendencji widać wszędzie w kosmosie. Ona jest właściwie napędową siłą życia i ewolucji. Tylko ten, kto chce zachować swoją tożsamość i jednocześnie potrafi wyjść poza siebie, ma w ewolucji szansę przeżycia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Klasyczna teoria ewolucji powiada jednak, że nie miłość jest motorem ewolucji, lecz zasada, według której silniejszy zwycięża: „Survival of the fittest".</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie zawsze tak jest. Dzisiaj wiemy, że w ewolucji chodzi nie tylko o siłę, lecz także o umiejętność dostosowania się i współpracy. Przetrwał nie tylko ten z największą szczęką i najbardziej trującym jadem. Przetrwały także biotopy - żywe systemy, które w sposób doskonały ze sobą harmonizują i jednocześnie mają zdolność otwarcia się oraz transcendencji. Natomiast zamknięte w sobie systemy giną, jak widać na przykładzie chorób nowotworowych oraz rodzin kazirodczych.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Bóg życie, miłość, ewolucja — cztery nazwy tej samej rzeczywistości?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Tak. Boga nie da się oddzielić od ewolucji. Bóg jest przychodzeniem i odchodzeniem. Bóg jest narodzinami i umieraniem. Jest tancerzem, który tańczy ewolucję. Tancerz bez tańca nie ma sensu - i tańca bez tancerza też nie sposób sobie wyobrazić. Bóg i ewolucja współprzynależą do siebie. Jedno jest nie do pomyślenia bez drugiego. Weźmy przykład symfonii: Kosmos jest symfonią i to, co nazywamy Bogiem, rozbrzmiewa jako ta symfonia. Każde miejsce, każda chwila, każda istota jest pewną określoną nutą nieodzowną ze względu na całość, nawet, jeśli w następnej chwili zastąpi ją inna nuta. Wszystkie nuty tworzą całość, wszystkie nuty są całością - a tym, co tworzy całość całości, jest Bóg, który rozbrzmiewa jako ta całość.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Brzmi to jak nowe sformułowanie chrześcijańskiej idei wcielenia: Bóg wciela się jako kosmiczna symfonia.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Bóg wciela się w kosmosie. On i jego wcielenie nierozerwalnie się ze sobą wiążą. On nie jest w swoim wcieleniu, lecz manifestuje się jako wcielenie. W drzewie objawia się jako drzewo, w zwierzęciu jako zwierzę, w człowieku jako człowiek i w aniele jako anioł. Nie są to, więc istoty, obok których istniałby jeszcze jakiś Bóg niejako wślizgujący się w nie. On jest każdą z tych pojedynczych istot - i jednocześnie nie jest też nimi, ponieważ w żadnej z nich się nie wyczerpuje, lecz zawsze jest też wszyst­kimi innymi. Właśnie to doświadczenie czyni mistyk. Poznaje kosmos jako brzemienną sensem manifestację Boga, podczas gdy niektórzy ludzie zachowują się wobec kosmosu jak analfabeci wobec wiersza. Liczą po­szczególne znaki i słowa, ale nie są w stanie zrozumieć sensu, który całemu wierszowi nadaje formę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli przyjmiemy, że kosmos jest manifestacją Boga, to Biblia jako po­jedyncze świadectwo jego objawienia byłaby przeżytkiem.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie historyczna zawartość świętych ksiąg - Biblii, Koranu czy Upaniszad - ma znaczenie, lecz ich zbawczy charakter; a ten wychodzi poza wymiar czysto historyczny. Jeżeli zbyt wiele uwagi poświęcimy interpre­tacji historycznej, zagubimy ów zbawczy charakter. Nowy Testament składa się przecież nie tylko z Ewangelii. Ma wielu autorów i każdy z nich wniósł do Pisma jakieś zbawcze doświadczenia i wypowiedzi. Te wypo­wiedzi są decydujące - wszystko jedno, czy pochodzą spod pióra Pawła czy autora Ewangelii Janowej. Objawienie pochodzi z mistycznego do­świadczenia Boga. Dopiero potem zostaje ujęte w słowa. Święte pisma są interpretacjami mistycznego doświadczenia jedności. Dla mnie Ewange­lia Jana, apokryficzna Ewangelia Tomasza i Ewangelia Łukasza są jedna­kowo ważne. One pokazują nam, jak wieloraka była wiara chrześcijańska, zanim została wciśnięta w gorset pewnego systemu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jak zatem, zdaniem Ojca, należy czytać Biblię?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jak każda święta księga, Biblia dopuszcza cały szereg różnych sposo­bów lektury. Można czytać ją fundamentalistycznie, można czytać ją moralistycznie, można czytać ją psychologicznie lub można czytać ją na płaszczyźnie duchowej, tzn. ze względu na jej zawartość zbawczą. Pierwsze wspólnoty tak właśnie czyniły. Dlatego już w Nowym Testamencie mamy różne teologie wspólnotowe. A gdy uwzględnimy ponadto ewangelie apokryficzne, liczba ta jeszcze wzrośnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">I ten ostatni sposób lektury jest przez Ojca preferowany?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">W każdym razie uważam za mało sensowne wkładanie przesadnie dużo uczonej dociekliwości w kwestie historyczne. Liczy się wypowiedź zbawcza. Kto czyta Upaniszady, ten nie pyta, czy prawdziwa jest ich treść lub, kto ją spisał. W nich głosi się zbawienie na zupełnie innej płaszczyźnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jak zatem powinno się traktować opowieści o cudach Jezusa?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Uważam za prawdopodobne, że Jezus był także uzdrowicielem, ale w tym nie wyczerpuje się oczywiście jego znaczenie. W każdych czasach żyli ludzie, którzy uzdrawiali. Jak pokazuje przykład uzdrowień ducho­wych, również dziś spotyka się uzdrowicieli, którzy potrafią przez nało­żenie rąk uaktywnić w ludziach ozdrowieńcze energie. Ale właściwie to nie jest ważne, czy Jezus był takim człowiekiem czy nie. Jego znaczenie leży dużo głębiej.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A jak Ojciec podchodzi do wspomnianego na wstępie naszej rozmowy chrześcijańskiego dogmatu, że Jezus jest Synem Bożym, który dla zbawienia ludzi umarł odkupieńczą śmiercią na krzyżu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie mam żadnych trudności, by nazwać Jezusa Synem Bożym. Dla mnie nie ma niczego, co nie byłoby Synem Bożym. „Syn Boży" jest określeniem wszystkich ludzi i wszystkich istot. Bóg wcielił się we wszyst­ko, co ma formę. Nazywamy się wszyscy dziećmi bożymi. Szczególność Jezusa polega na doświadczeniu jedności z tym, co nazywa ojcem. Żył i działał, czerpiąc z tego doświadczenia. W tym względzie jest on niepo­wtarzalny.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A dogmat o śmierci odkupieńczej na krzyżu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jezus nie rozumiał swojej śmierci jako śmierci odkupieńczej. Nam tym trudniej ten dogmat zrozumieć. W całej metaforyce krwi i odkupienia trudno znaleźć jakiś sens. Po pierwsze, dlatego, że wiemy, skąd ten język pochodzi. Odniesienia autorów nowotestamentalnych do Starego Testa­mentu zdradzają, że ich korzenie sięgają jakiegoś archaicznego rytuału. Kapłan nakładał na kozła - kozła ofiarnego - winy wspólnoty. Zabijał go, a lud spryskiwał „krwią przebłagalną". Drugiego kozła wraz z grzecha­mi wyganiał na pustynię, by udobruchać zamieszkujące tam duchy (patrz Księga Kapłańska). Taka mitologia potrzebuje dziś współczesnej interpre­tacji. Podejmuje się takie próby, ale żadna mnie nie zadowala.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A po drugie?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Po drugie współczesny człowiek nie rozumie, dlaczego chrześcijańska teologia uzurpuje sobie prawo do wyłączności. Współcześni nie potrafią i nie chcą już wierzyć, że śmierć Jezusa miała jakiś kosmiczno-uniwersalny wymiar dla wszystkich istot. Poznają inne religie - widzą, z jaką powagą i moralnym prawem kroczą one własnymi drogami zbawienia. I nie mogą zrozumieć, że to wszystko z powodu śmierci jednego czło­wieka przed dwoma tysiącami lat miałoby nie mieć znaczenia. Raz jeszcze pragnę przypomnieć o szesnastu miliardach lat istnienia kosmosu. W jakiej relacji możemy widzieć dziś pojawienie się Jezusa i jego życie? To dla mnie bardzo poważne pytanie pod adresem teologii.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Ale przecież teologia stawia sobie te pytania już od dawna. Niewielu egzegetów twierdzi, że Jezus rozumiał swoją śmierć jako śmierć zbawcza.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Rzeczywiście, większość teologów nie śmie głosić dogmatu o ofiarniczej lub odkupieńczej śmierci Jezusa. Jednak dogmat ten jest mocno zakotwiczony w fundamentach wiary chrześcijańskiej. Proszę tylko po­myśleć o liturgii Wielkiego Tygodnia. Oczywiście, można powiedzieć, że jest sprzeczność pomiędzy teologią akademicką a głoszeniem wiary w parafiach. Sprzeczność ta obciąża niesłychanie współczesne chrześcijaństwo. Brak mu ogólnie obowiązującej chrystologii - nauki, która każdemu wierzącemu dawałaby informacje, jak można rozumieć życie i śmierć Jezusa z Nazaretu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Obecnie prowadzi się rozległe badania nad Jezusem.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Owszem, i dlatego zalewa nas wcześniej niespotykana ilość informa­cji o Jezusie. Dziś wiemy o nim zapewne więcej niż ludzie II wieku, a może nawet ostatnich dziesięcioleci I wieku. Jednak wyniki badań nie są w stanie zlikwidować wewnętrznych sprzeczności w obrazie Chrys­tusa. Przeciwnie, dostarczają dodatkowych argumentów za odrzuceniem dotychczasowego modelu śmierci odkupieńczej. Powiększają tym samym dystans wobec dualistyczno-teistycznej struktury podstawowej chrześci­jańskiej teologii. Badania nad życiem Jezusa uczą, że był on człowiekiem, uzdrawiaczem i wędrownym kaznodzieją, który - jak to w jego czasach było w zwyczaju - gromadził wokół siebie uczniów, a przez głoszone nauki popadł w konflikt z istniejącymi instytucjami religijnymi i politycz­nymi. Dlatego musiał umrzeć. Nie umarł śmiercią odkupieńczą, lecz śmiercią proroka, jak wielu innych duchowych nauczycieli Izraela przed nim. Co do takiego obrazu Jezusa panuje wśród wielu teologów zgoda. Ale nikt nie ma odwagi dokonania jakiejś odważnej interpretacji. To, co czytam, mnie nie zadowala.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli konwencjonalna interpretacja nie jest trafna, to, jaki sens ma prze­kaz związany z Jezusem?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jego sens polega, jak już powiedziałem, nie na historycznej czy do­gmatycznej zawartości, lecz wyłącznie na przekazanej wypowiedzi zba­wczej.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Czy mógłby Ojciec wytłumaczyć na przykładzie, co to jest wypowiedź zbawcza?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Weźmy epizod z góry Tabor, o którym opowiada Marek w dziewią­tym rozdziale swojej Ewangelii. Jezus przemienił się na oczach uczniów. Poznali nagle, że Jezus jest całkiem inny, niż dotąd sądzili. Jego boskość się odsłoniła, teraz poznali go jako Syna Bożego. Wypowiedź zbawcza tej opowieści mówi nie tylko o objawieniu prawdziwej postaci Jezusa, lecz jednocześnie mówi coś o prawdziwej postaci każdego człowieka, a nawet każdej istoty. O nas tu chodzi. Jezus jest postacią typologiczną, w niej Bóg ukazuje tajemnicę swego wcielenia w nas.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Co zatem z nauką głoszoną przez Jezusa?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">On sam jest tą nauką. Co takiego głosi w swoich kazaniach? Króle­stwo Boże. Królestwo Boże jest blisko, już jest, jest w nas. Jeżeli potrak­tujemy poważnie wypowiedź zbawczą tego nauczania, nie musimy się bać - w odniesieniu do siebie - słów: „dziecięctwo Boże", „Królestwo Boże w nas", „kto Mnie widzi, widzi także i Ojca" (J 14,9), „zanim Abraham stał się, JA JESTEM" (J 8,58). Rdzeń nauczania Jezusa widać bardzo dobrze w przypowieści o synu marnotrawnym. Co prawda nie jest specyficznie chrześcijańska, ale Jezus opowiedział jedną z jej wersji. (Łk 15,11-32) Traktuje ona o młodym człowieku, który domaga się swojego dziedzictwa, a gdy je dostaje, na oślep rzuca się w wir życia. Pewnego dnia zrozumiał: To życie nie może być prawdziwym życiem. Stawia pytanie o sens i rozumie, że musi wrócić do swojego ojca, swej prawdziwej istoty. Tylko tam może znaleźć to, czego szuka. Tylko tam jest jego prawdziwa ojczyzna. Ojciec go oczekuje. Żadnych warunków. Żadnego moralnego grożenia palcem. „Dajcie mu sandały, porządną szatę, pierścień na palec. Świętujmy. On poznał swoją boską istotę, on wie, kim jest". W tej opowieści Jezus pokazuje drogę zbawienia. Ta przypowieść jest towa­rzyszką na drodze życia. Potrafi pomóc w znalezieniu orientacji i mówi nam, kim jesteśmy rzeczywiście: synami i córkami, dziedzicami Królestwa Bożego. Niestety, teologowie często nadawali tej historii moralną wykładnię w sensie nauki zbawienia: Syn wyrzeka się Boga, żyje w grze­chu, poznaje to, czyni pokutę i wreszcie zostaje dzięki łasce przyjęty przez miłosiernego ojca. Widać różnicę: Konwencjonalna teologiczna lektura opiera się na wyobrażeniu osobowego Boga na tamtym świecie, nato­miast duchowa interpretacja stara się powiedzieć człowiekowi, jak pod kierunkiem Jezusa może przebudzić się do rzeczywistego życia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Przypowieść o synu marnotrawnym ma oczywiście cel dydaktyczny. A jak ma się rzecz z historiami z życia i działalności Jezusa? Czy możemy znaleźć wśród nich analogiczne wypowiedzi zbawcze?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Dobrym przykładem jest opowieść o narodzinach Jezusa z Ewangelii Łukasza (Łk 2,1-20). Kto na tę opowieść spojrzy tylko przez pryzmat pytania, co się wtedy wydarzyło, ten rozminie się z właściwym sensem. Zbliży się natomiast ten, kto podejmie trud porównania tej historii z tradycjami innych religii. Stwierdzi mianowicie, że istnieją prawie identyczne historie o narodzinach Kryszny. Tam też spotykamy niepo­kalane poczęcie i narodziny; tam też zły nastaje na życie nowonarodzo­nego. Nawet pasterzy nie brakuje. Można, zatem przypuszczać, że historia bożonarodzeniowa została wzięta z historii o narodzinach Kryszny. Prob­lematyczne będzie to tylko dla kogoś, kto jest zainteresowany treścią historyczną. Kto natomiast pyta o znaczenie zbawcze, dostrzeże w tej zgodności raczej potwierdzenie prawdziwości owej historii. Chodzi, bo­wiem o nas. Chodzi o nasze narodziny z Boga. Jezus i Kriszna - każdy dla siebie - jest pratypem człowieka narodzonego z Boga i związanego z Bogiem.</span></div>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><em>W. Jager Fala jest morzem</em></span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </p>
<p></span></span></p>
<p><b> Powiązane posty </b></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/21/bog-jest-to/">Bóg - to jest...</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/17/co-wplywa-na-nasze-zycie/">Dobro i zło</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/26/rozmowy-z-bogiem/">Rozmowy z Bogiem</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/30/szatan-nie-zyje-bog-nie-zyje-punkt-widzenia-osho/">Bóg nie żyje? Szatan nie żyje?</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/09/benedyktyn-demony-i-zen/">Benedyktyn, demony i Zen</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/jestesmy-bogiem/">Jesteśmy Bogiem</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/29/wiara-nie-pozwala-ci-myslec/">Wiara nie pozwala Ci myśleć</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/24/zycie-to-jedyna-religia/">Życie - to jedyna religia</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
