<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>szef &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/szef/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "szef"</description>
	<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 05:12:47 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Historia człowieka, który kiedyś stał się Bogiem - cz1]]></title>
<link>http://marekstankiewicz.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Thu, 25 Sep 2008 10:23:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>marekstankiewicz</dc:creator>
<guid>http://marekstankiewicz.pl.wordpress.com/2008/09/25/historia-czlowieka-ktory-kiedys-stal-sie-bogiem-cz1/</guid>
<description><![CDATA[Poniżej publikuję opowiadanie - przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu &#8220;sp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Poniżej publikuję opowiadanie - przeczytajcie je bo jest piękną kontynuacją dla wpisu "spełnienie"</p>
<p> </p>
<p>Stare budynki zwartym szykiem otaczały małą wijącą się między nimi niczym wstążka ulicę. Nic w niej wyjątkowego nie było - milion takich samych ulic w wielkim mieście się znajduje. Miasto także niczym nie różniące się od innych nie mogło ciekawostkami żadnymi do siebie przyciągać. </p>
<p>Słońce nie było w stanie go obudzić. Wstał na dźwięk przerażającego budzika. Jak zwykle zbyt późno, jak zawsze spóźniony gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. Niemal biegiem zmierzał w stronę łazienki, z bólem standardowym dla pustego żołądka. Koszula, którą zakładał była po prostu czysta ... z pewnością nie prasowana, z pewnością nie miał planów co do stroju zakładając ją kierował się tym by wykonać jak najmniej ruchów. </p>
<p>W firmie był postacią znaną. Z pewnością był dobry w tym co robi, z pewnością ceniono go za pracowitość i kreatywność, ale ludzie, z którymi pracował uważali go za niepoczytalnego. Czasem szalał w swoim pokoju, mówiąc lub nawet krzycząc sam do siebie. Był tutaj jak okaz na wymarciu... Kochał swoją pracę, spełniał się w niej i za nic w świecie nie chciałby jej zmienić. Cenił sobie firmę oraz wartości, które jej działaniu przyświecały. Znał swoje miejsce i w ramach swoich obowiązków był ekspertem. Odpowiadał za kontakt ze strategicznymi Klientami korporacji, dzięki czemu na rynku uchodził za samokowity kąsek - także dla head hunterów, którzy dzwonili do niego częściej niż można to sobie wyobrazić. Wszedł do budynku, w którym spędził ostatnie trzy lata. Pokój do którego zmierzał znajdował się na czterdziestym drugim piętrze. Minął recepcję, wszedł do pokoju, usiadł przy biurku i rozpoczął codzienne przeglądanie maili. </p>
<p>Robert, Mike woła Cię do siebie - rzuciła jedna z asystentek wchodząc bez pukania do pokoju.<br />
Idę - mrknął pod nosem i wyszedł z pokoju.</p>
<p>Mike miał czterdzieści kilka lat i w branży był znaną postacią. Kierował działami projektów od kiedy w ogóle słowo projekt zaczęło funkcjonować. Niektórzy śmiali się, że w ogóle on je wymyślił.</p>
<p>Robert zapukał dwa razy i wszedł przez i tak uchylone drzwii.<br />
Biuro Mike'a było jednym z tych biur, o których większość managerów może tylko pomarzyć. Piękne meble, które sam wybrał ukazywały jego charakter.<br />
Dynamiczny i stanowczy szef, w korporacji która była obiektem marzeń.</p>
<p>Siadaj Robercie - powiedział z nie znoszącym sprzeciwu tonem.<br />
Robert usiadł i z dość pewnym wyrazem twarzy spojrzał na swojego przełożonego. Nigdy się nie lubili. Nigdy też tego nie ukrywali. Funkcjonowali nie razem, a obok siebie już ponad trzy lata.  </p>
<p>co tam Mike? co się dzieje? - zapytał Robert, z miną zdradzającą, że sam już zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią na to pytanie. Mike zdawał się nie słyszeć. Prawdopodobnie, nie słyszał naprawdę. Wiedział co chce powiedzieć i nie bardzo interesowało go co do powiedzenia ma Robert.</p>
<p>Robercie - zaczął, Jak myślisz, co jest najważniejsze w naszej pracy? - zanim Robert zdążył nabrać powietrza zrozumiał, że to nie było pytanie. Wiesz Robercie, że nasze wyniki w tym półroczu przekroczyły o ponad 12% plany, które zobie założyliśmy? Czy wiesz, że jesteśmy najdynamiczniej rozwijającą się korporacją w stanach? Jak myślisz Robercie... dlaczego? zapadła cisza.</p>
<p>Robert zastanawiał się jaki jest cel tej rozmowy i dlaczego szef mówi mu o rzeczach, które są jasne dla wszystkich pracujących w Y&#38;C - największej w stanach i pewnie jednej z największych na świecie korporacji zajmującej się projektowaniem strategii marketingowych. <br />
Robert spojrzał na szefa, zamyślił się przez sekundę, po czym wstał i podszedł do okna. Widok, którym cieszył oczy był bajkowy. Patrzył z góry na mniejsze budynki, samochody i ludzi, którzy nieświadomi swojego celu pędzą przed siebie goniąc codzienność.</p>
<p>Mike, zaczął obserwując nadal niedościgniony punkt na horyzoncie, Mike dziś jest mój ostatni dzień. Nie zostanę w Y&#38;C, oszczędź mi więc lekcji. Chociaż tyle chyba możesz dla mnie zrobić. <br />
Przełożony uśmiechnął się pod nosem.<br />
Wiesz Robert, że nie dostaniesz żadnej pracy - żadnej. Nie pozwolę Ci odejść. Szczególnie w takim momencie - kiedy obaj możemy stanąć na szczycie. Nie tego chciałeś? Być panem świata? Odejście to Twój największy błąd.</p>
<p>Daj spokój Mike - powiedział z uśmiechem. Nie mam na to ochoty, ani czasu. Spojrzał na przełożonego i wyszedł. Dzień minął mu bardzo szybko. Jak nigdy... wszystko czego potrzebował załatwił dziś w mgieniu oka. Wszystko układało się po jego myśli. Ten dzień był piękny sam w sobie. </p>
<p>Wracając zajrzał do ulubionego baru. Nie pił. Nie był też smakoszem. Po prostu raz na jakiś czas lubił napić się whiskey z wodą mineralną i dwoma kostkami lodu.</p>
<p>Najdziwniejsze jest to, że sam do końca nie wiedział czemu miesiąc temu złożīł wymówienie. Zachowywał się jednak w sposób sugerujący, że wie dokładnie co robi. Było wręcz odwrotnie. Nie miał zielonego pojęcia co robi. Znał jedynie swój cel. Wszystko, co miało nastąpić, było nieuniknione dla jego realizacji. Powtarzał to sobie przez ostatnie trzydzieści dni, nie rozumiejąc co to tak naprawdę znaczy. </p>
<p>Mijał ludzi patrząc im w oczy. Zastanawiał się o czym myślą. Kim są. Próbował odgadywać ich imiona. Wracał do domu wiedząc, że ma w sobie tyle odwagi by zrealizować plan, który dopiero kilka dni temu zrodził się w jego głowie. Jeszcze tego wieczoru miał wybrać miejsce, które zawładnie jego życiem na zawsze...</p>
<p>cdn....</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szef, wbrew pozorom potrzebny]]></title>
<link>http://onajakja.wordpress.com/?p=100</link>
<pubDate>Tue, 09 Sep 2008 17:37:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>onajakja</dc:creator>
<guid>http://onajakja.pl.wordpress.com/2008/09/09/szef-wbrew-pozorom-potrzebny/</guid>
<description><![CDATA[Od pewnego czasu marzę o surowym szefie. I nie są to fantazje seksualne. Marzę o człowieku, któ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Od pewnego czasu marzę o surowym szefie. I nie są to fantazje seksualne. Marzę o człowieku, który będzie opieprzał, który będzie wymagał, który będzie postrachem, który od czasu do czasu kogoś po prostu zwolni. Wcale nie żartuję i nie jestem masochistką (a przynajmniej nie w pracy).</strong></p>
<p>Mam dość przełożonych, którzy mają wszystko w dupie, a niezadowolenie manifestują wyłącznie wtedy, kiedy ktoś ich opieprzy lub mają coś extra do zrobienia. Mam dość przełożonych, którzy nie wiedzą, co się dzieje w ich dziale, lub udają, że nie wiedzą. Mam dość przełożonych, którzy szukają wśród podwładnych przyjaciół, powierników czy choćby słuchaczy. A przede wszystkim mam dość szefów, którym zwisa jakość pracy swojego działu.</p>
<p>Większość ludzi nie lubi się przepracowywać, a szef to też człowiek, więc rozumiem, że czasem mu się nie chce, choćby i ochrzanić mu się nie chce. Ale są też tacy ludzie, a jest ich dzięki Bogu sporo, którzy lubią robić coś dobrze. Jeśli nie są w pracy samowystarczalni, a mają szefów olewaczy, cierpią. Bo muszą robić swoją działkę i poprawiać po tych, którzy swoje obowiązki wykonują niedbale. I nie mogą liczyć na to, że coś się zmieni. No chyba że uda im się zmienić pracę.</p>
<p>Mój wymarzony szef opieprzałby mnie za błędy czy niedociągnięcia. I przyjmowałabym to z pokorą lub tłumaczyłabym się grzecznie, że zrobiłam co w mojej mocy, ale materiał, który dostarczył Iks lub Igrek, był zbyt kiepski, aby w wymaganym terminie można było z niego stworzyć coś lepszego. Idealny szef sam zresztą sprawdziłby wcześniej Iksa czy Igreka i rozmowa ze mną nie byłaby konieczna, ale ja nie szukam ideału, ja po prostu chciałabym pracować pod kimś, komu się chce. Mój wymarzony szef nie zatrudniałby ludzi niekompetentnych, licząc na to, że się wyrobią. Mój wymarzony szef zwalniałby osoby, które się nie sprawdziły, zamiast trzymać leniów czy cymbałów tylko dlatego, że kolejna rekrutacja to dodatkowy obowiązek. Mój wymarzony szef nie zatrudniałby kolejnych niekompetentnych osób zamiast zredukować zatrudnienie, dać podwyżki i wymagać więcej, ale za godziwe pieniądze.</p>
<p>Mój wymarzony szef miałby mentalność szefa, a nie pracownika-opierdalacza, który tym się różni od większości swoich podwładnych, że z zapałem głosi propagandę sukcesu i głośniej gloryfikuje swoje zapracowanie. </p>
<p>Pomijam już takie drobiazgi, że wypadałoby, aby merytorycznie był bez zarzutu. W sumie umiejętności menedżerskie u szefa są jednak znacznie ważniejsze niż to, czy sam potrafiłby coś lepiej zrobić. Nie musi robić niczego sam, jeśli sobie stworzy dobry zespół. Fajnie by było, gdyby umiał docenić dobrą pracę, najmilej widziane gratyfikacje finansowe, ale nie zawsze szef może dać podwyżkę, w końcu obowiązują go określone budżety itp. Czasem wystarczy dobre słowo. Mnie wystarczyłoby, żeby stworzył warunki do pracy, żeby nie tolerował fuszerki, nie przymykał oczu na to, że jedni psują wszystko, czego się dotkną, a inni muszą pracować za dwoje, choć wcale nie zarabiają dwa razy tyle.</p>
<p>Ciekawe, czy kiedyś będę pracowała pod kimś takim? Chciałabym być częścią zespołu ludzi, którzy umieją dobrze zrobić to, co do nich należy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niebezpieczny Syndrom PNR albo jak dojsc do niesmiertelnosci]]></title>
<link>http://oddalenie.wordpress.com/?p=853</link>
<pubDate>Wed, 20 Aug 2008 22:24:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>hlb</dc:creator>
<guid>http://oddalenie.com/2008/08/20/pierdole-nie-robie/</guid>
<description><![CDATA[Nieodlegla w czasie scenka rodzajowa z osobistym udzialem samego mnie.  Bedzie z dygresjami, wiec l]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nieodlegla w czasie scenka rodzajowa z osobistym udzialem samego mnie.  Bedzie z dygresjami, wiec lepiej przyniescie sobie kawy...</p>
<p>Scenka jest taka. Siedze w biurze, gapie sie w dwadziescia trzy cale mojego monitora prawego. Potem w dziewietnascie cali mojego monitora lewego. Potem znowu na te dwadziescia trzy - i tak w kolko. Mam stan emocjonalny, ktory w Encyklopedii Britannica opisany jest pod haslem Syndrom PNR, czyli <em>'Pierdole Nie Robie'</em>. Dla tych, co nie czytuja encyklopedii tlumaczy sie to jako 'Zwalniam sie od zaraz'.</p>
<p>Tutaj mala dygresja wam sie nalezy. W londynskich biurach, kazdego poniedzialku Syndrom PNR dotyka piecdziesiat procent pracownikow. Wielu londynskich kierownikow w dzialach zatrudniajacych specjalistow, jest tak przerazonych Syndromem PNR, ze wola wziac tego dnia chorobowe. Lepiej przyjsc do pracy dopiero we wtorek, kiedy Syndrom PNR ludziom mija. Tylko dzieki temu unikowi wielu londynskim firmom udaje sie zachowac najcenniejszy personel.</p>
<p>Ale opisywana przeze mnie scenka rodzajowa ma miejsce w piatek, nie w poniedzialek...</p>
<p>Tutaj mala dygresja wam sie nalezy. W piatki w londynskich biurach mysli sie o tym, co i w ktorym pubie bedzie sie pilo, co i gdzie bedzie sie jadlo. I o tym, co tez wyniknie z tak dobrze rozpoczetego weekendu. Jest to zupelnie inny syndrom niz PNR, dzisiaj sie nim nie zajmujemy.</p>
<p>Ale jak wspomnialem, moj Syndrom PNR ma miejsce w piatek. Zatem sytuacja komplikuje sie. Skoro w piatek mam mysli typowe dla poczatku tygodnia, to znaczy ze Syndrom PNR trzyma mnie juz caly tydzien. Nalezy czarno widziec skutki takiej sytuacji. Dlatego nie dziwcie sie, ze zaczalem usychac w ciekawosci, co powie moj szef, kiedy mu o swoim piatkowym PNR powiem.</p>
<p>Wkrotce nadchodzi ta chwila: podnosze sie i znad monitora mowie do niego - a siedzi on zaledwie o jeden strzal laserem z myszki optycznej - mowie do niego: <em>musimy pogadac, chodz na kawe</em>. Jest taka wloska cafe naprzeciw biura, gdzie daja niezle panini i dobra kawe. Tam zalatwiamy powazne pogawedki.</p>
<p>On odpowiada: <em>dobra, dobra za chwile</em>. Po czym chowa sie za monitorem - a wlasciwie za swoim kusym pietnastocalowym laptopem - i za cholere nie chce stamtad wyjsc. Co jakis czas wyciagam szyje i lypie na niego znad moich dwudziestu trzech cali. On wtedy jszcze bardziej garbi sie. Byle tylko ta jego pietnastka zakryla go. Cos wyczuwa i nie chce tego przyjac.</p>
<p>Jest piatek, wiec wlasciwie rozumiem go. Nikt nie chce zlych wiadomosci w piatek. Ale ja nie jestem w nastroju do zartow. Mam Syndrom PNR, chce sie zwalniac, nie czekac az on przestanie sie bac.</p>
<p>Trwa to godzine. Siedze z iPodem na uszach, odizolowany. Czekam.</p>
<p>Tutaj mala dygresja wam sie nalezy. W londynskich biurach polowa personelu pracuje caly dzien z iPodami na uszach. To jest ta druga polowa, ktora nie chce sie zwalniac. Wlasnie dzieki fortelowi z iPodem udaje im sie zagluszyc natretny Syndrom PNR.</p>
<p>Slucham jakiegos hongkonskiego ambientu, zeby sie wyciszyc przed zadaniem ciosu. Nie chce byc okrutny. Ostatecznie oprocz tego, ze to szef, to w sumie fajny kolega. Chce mu zadac pelen miosierdzia cios wibrujacej piesci. Jak hongkonski mistrz Bruce Lee. To taki cios, po ktorym przeciwnik pada na twarz nie czujac bolu, bez kropli krwi.</p>
<p>Tymczasem w naszej scence rodzajowej jest pat. Ambient mi sie konczy. A moj szef nie chce wylezc zza monitora. Slysze tylko jak klapie palcami w klawisze. Schowal sie i siedzi na komunikatorze. Prawdopodobnie szuka pomocy u swojego psychologa z ktorym jest w stalym kontakcie, nie zartuje.</p>
<p>Tutaj mala dygresja wam sie nalezy. W londynskich biurach jedyna forma porozumienia iPodowych pracownikow z nie-iPodowymi jest komunikator. W UK jest to zazwyczaj MSN IM. Moj szef urwal sie z Ameryki wiec uzywa AIMa. A ja uzywam Mirandy, bo jestem geekiem (geekiem, nie Grekiem!). Dzieki Mirandzie mam wszystkich na oku, AIMowych, MSNowych, GoogloTalkowych. Caly swiat. Nawet tych, co upieraja sie uzywac GaduGada, czyli znajomych z Polski.</p>
<p>On nie wylazi. Wolam go drugi raz i widze grube krople potu na jego czole. Powaznie, widze ze czlowiek jest w stresie. Ja sie zabiore i pojde pracowac gdzie indziej. On bedzie musial zyc z trauma odrzucenia. Szkoda mi go, bo w sumie to fajny gosc, choc tchorzliwy szef.</p>
<p>Wreszcie wychodzimy. Idziemy na druga strone ulicy. Zamawiamy. Czekamy.</p>
<p>Zawsze najdziwniejsza jest ta chwila, kiedy juz zamowi sie espresso, double espresso, albo capuccino i wlasnie sie czeka przy kontuarze. Nie rozmawia sie wtedy o tym, o czym naprawde przyszlo sie rozmawiac, tylko o czyms neutralnym na rozgrzewke. My rozmawiamy o roznicy miedzy poszczegolnymi szkolami robienia omleta francuskiego. Mam w dupie, jaka szkole on preferuje, no ale nie chce czynic jego zycia jeszcze trudniejszym.</p>
<p>W koncu dostajemny kawe, siadamy i wypowiadam moje sakramentalne: wiesz co, odchodze. On pada na twarz i nawet mu lydka nie drgnie. Jest niezywy, ale nie cierpial. A ja od nastepnego poniedzialku zaczalem okres totalnej nirwany, bezstresowego pobytu poza czasem i przestrzenia.</p>
<p>Bo nie ma czlowieka bardziej zadowolonego z siebie niz pracownik na wypowiedzeniu. Nic mu nie mozna, on moze wszystko. To jest ta sama frajda jaka bylo wpisanie sekretnego kodu w Doom II, zeby uzyskac niesmiertelnosc. Kto pamieta Doom, ten pamieta to uczucie. To jest ta mala chwila, kiedy mozesz sie lekko rozluznic i pozwolic sobie na male poswirowanie. Bo amunicja ci sie w karabinie nigdy nie konczy, a w pile lancuchowej nigdy nie brakuje paliwa.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Narcyz w roli szefa]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=341</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 18:18:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/08/05/narcyz-w-roli-szefa/</guid>
<description><![CDATA[Ten post będzie o pracy, o pracownikach i szefach, o narcyzach w obydwóch rolach.
W cytowanym frag]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ten post będzie o pracy, o pracownikach i szefach, o narcyzach w obydwóch rolach.</p>
<p>W cytowanym fragmencie, przeczytamy o "żelaznym piecu", określenie to pochodzi z pewnej baśni która jest na początku książki. Nie w dając się w szczegóły trzeba rozumieć to jako osobę narcyza. Jeśli ktoś jest "uwięziony w żelaznym piecu", oznacza to że jest "obciążony" narcyzmem.</p>
<p>Po tym krótki wyjaśnieniu można przejść do czytania...</p>
<p><!--more--></p>
<blockquote><p><strong>Człowiek z żelaznego pieca w roli szefa</strong></p>
<p>Na wstępie będzie sensowne przywołać spostrzeżenie, że istnieją różne stopnie narcystycznych zaburzeń osobowości - lekki, pośredni i ciężki. Klasyfikacja tych zaburzeń nie jest łatwa, zwłaszcza że w wypadku stopnia lekkiego często nie jest właściwe mówienie o zaburzeniach osobowości, albowiem prawie wszyscy członkowie zachodnich społeczeństw mają problemy z poczuciem własnej wartości podobne do zamknięcia w żelaznym piecu. Niekiedy da się jednak wyraźnie rozpoznać oznaki zaburzenia:</p>
<p style="padding-left:30px;">Pan B. jest nowym szefem produkcji jednej z dużych piekarni zatrudniającej 45 pracowników. Doszedł do swojej pozycji dużym nakładem pracy i osiągnięciami. Jednakże już wkrótce zaczęło dochodzić do codziennych sporów i scysji ze współpracownikami. To, że pan B. wydawał ludziom polecenia, było zrozumiałe i konieczne - wynikało to z funkcji, jaką pełnił. Z tym jednak wiązał się problem - pan B. prowokował czasem swoim despotycznym i bezsensownym podziałem zadań protesty pracowników. Po bliższym przyjrzeniu się temu zagadnieniu widać, że chodziło mu przede wszystkim o to, by pokazać, kto tu rządzi, kto jest szefem. W konfrontacji z oporem swoich współpracowników mógł poczuć swoją władzę, swoją wielkość. Im większa fala sprzeciwów ze strony współpracowników, tym większe poczucie własnego znaczenia. Wszelkie ludzkie aspekty spychane były w cień.<br />
Patrząc z pewnej perspektywy, widać, że panu B. nie chodziło o konkretną sprawę, lecz o potwierdzenie własnego poczucia władzy. Sprawiało mu cichą przyjemność męczenie podwładnych. Małe znaczenie miało dla niego to, że w wyniku takiego działania również on sam był odrzucony, przez co nie był zbytnio lub w ogóle ceniony przez współpracowników. Mamy tu zatem do czynienia z powtórką znanego dramatu człowieka, który już wcześniej spotkał się z odrzuceniem.</p>
<p>Nierzadko tacy przełożeni bywają niebezpieczni dla współpracowników, a w ostateczności dla dziedzin, za które są odpowiedzialni.</p>
<p>Uzależnienie, chorobliwa dążność do władzy jest szeroko rozpowszechnionym zjawiskiem w naszym społeczeństwie. Właśnie ludzie z syndromem żelaznego pieca pożądają stanowisk podnoszących prestiż i dających poczucie wyższości, odpowiadających ich skłonnościom wielkościowym. U podstaw takiej postawy leżą ich emocjonalne deficyty. Fatalnym zrządzeniem okazuje się, że właśnie menedżerowie, politycy, przywódcy i funkcjonariusze, przejmujący te role, często cierpią na syndrom żelaznego pieca. Kierują oni mniejszymi czy większymi systemami; od nich zależy los wielu ludzi. Osobom z pewnym poczuciem samozadowolenia często jawi się jako zbyt uciążliwe umacnianie się na przywódczych pozycjach, rządzenie partiami politycznymi czy organizacjami.</p>
<p>Człowiek z żelaznego pieca w roli przełożonego to w wielu wypadkach zły wybór, ponieważ chodzi mu przede wszystkim o podniesienie swojego prestiżu, zdobycie uznania i władzy, a dopiero na drugim miejscu troszczy się o interesy zleceniodawcy. Jeśli może się chełpić tym, że to on przyczynił się do sukcesu całego przedsięwzięcia, zainwestuje, da się ponieść ambicjom i może się zdarzyć, iż osiągnie coś znaczącego. Na zewnątrz robi wrażenie kogoś prawie nieustraszonego. To wiąże się z kolei z tym, że nauczył się nie okazywać strachu, bo strach w jego oczach oznacza słabość. Unika sytuacji, w których mógłby zawieść, zawsze wycofuje się, gdy podejrzewa ryzyko poniesienia porażki. Natomiast nie ustaje w niestrudzonym chwaleniu się własnymi czynami i nie przepuści żadnej okazji, by znaleźć się w centrum - gotowy. Nierzadko człowiek taki ma talent aktorski. Jeśli odpowiada to jego celom, potrafi być koleżeński, uprzejmy, a nawet nad wyraz szarmancki. Jest uwodzicielem i ma wiele twarzy, którymi oczarowuje innych ludzi. To czyni go jako szefa szczególnie niebezpiecznym. Trudno go oceniać, bo zmienia dowolnie swoje stanowisko. Jeśli tylko poczuje wzburzenie, bunt wśród podwładnych, znajduje sposoby, by ich uspokoić. Siłą przyciągania, jak lunatyk, z niewiarygodną pewnością znajdzie "słabe punkty" w grupie i użyje swojego wpływu, by uniknąć sytuacji, w której będzie miał wszystkich przeciwko sobie. Swoją władzę będzie chciał pokazać najchętniej w formie otwartej demonstracji siły, ale w razie potrzeby umie przedstawić się jako rzekomo słaby, potrzebujący, a nawet jako biedna ofiara, wszystko po to, by zdobyć poparcie innych, albo by odwieść ich od zamiaru pozbycia się go. Sprzymierzać będzie się tylko z mocniejszymi i tylko wtedy, gdy odpowiada to jego egoistycznym planom.</p>
<p>Podejrzana jest jego skłonność do przesady. Albo coś jest fantastyczne, wyjątkowe i gigantyczne (najczęściej chodzi w tym wypadku o coś, co ma z nim związek), albo coś jest słabe, nędzne, złe, błędne czy niedobre (najczęściej chodzi w tym wypadku o coś, z czym konkuruje). Dzieli rzeczy na "czarne" i "białe". Ponieważ nie umie przegrywać, zwycięstwo jest zawsze "koniecznością".</p>
<p>Odczuwa wielką potrzebę wystawiania na widok symboli swojego statusu - samochód, hobby, podróże, dom itp. Wszystko, co posiada lub robi, jest najwspanialsze i najlepsze. Jego życie nakierowane jest wyłącznie na odniesienie sukcesu, prywatne szczęście w związku partnerskim ma zawsze mniejszą wartość i bywa poświęcane. Przygody miłosne to częste zjawisko mające na celu natychmiastowe zaspokojenie porzeb.</p>
<p>Człowiek z żelaznego pieca jako szef nie znosi żadnego sprzeciwu, na to jego poczucie własnej wartości jest o wiele za kruche. "Wszyscy tańczą, tak jak zagram!" Każdy, kto z nim konkuruje, będzie bezwzględnie zwalczany - legalnymi albo nielegalnymi środkami. Tymczasem sumienie jest mocno tłumione. Szczególnie w celu utrzymania władzy nie zawaha się przed niczym, każda metoda jest dobra. Ktoś jest ze mną albo przeciw mnie. Właśnie w walce z wrogiem ma poczucie własnego znaczenia i w ten sposób może dać dowód swoich umiejętności. Obowiązuje tylko jego ocena rzeczywistości i jego wizja stanu rzeczy.</p>
<p>Ludzie z żelaznego pieca jako szefowie nie potrafią zdecydować się na ustąpienie ze swoich stanowisk. Rezygnują z nich najchętniej tylko wtedy, gdy mogą awansować. Jeśli rzeczywiście muszą już się wycofać, ustępując ze stanowiska, czują się "jak po amputacji". Towarzyszy im strach przed utratą prestiżu, uznania i władzy, wywołując w nich faktyczne uczucie paniki - bo to oznacza upadek w nicość! Jeśli to następuje, jeśli utracą swoją pozycję, dochodzi w następstwie tego nierzadko do kryzysów egzystencjalnych. Istnieje możliwość, że w takim wypadku pogrążą się w nałogu. Często występujący wcześniej w utajonej formie alkoholizm przekształca się w formę jawną, wymykając się spod kontroli.</p>
<p>Ci w gruncie rzeczy potrzebujący ludzie, nie odczuwają żadnego niedostatku, jeśli tylko w wystarczającej mierze karmi się ich słowami podziwu i poczucia władzy. Dopiero poważniejsze kryzysy - psychosomatyczne choroby czy dotkliwe straty - mogą zatrząść w posadach ich sztywną fasadę, stając się zawsze okazją do poszerzenia świadomości i skorzystania z pomocy.</p>
<p><strong>Wyzwolony człowiek z żelaznego pieca w roli szefa</strong></p>
<p>Oczywiście, nie każdy człowiek musi najpierw znaleźć się w żelaznym piecu, by odpowiadać poniższemu <em>modelowemu opisowi typowych cech</em> człowieka zeń wyzwolonego. Człowiek idealnie pasujący do opisanego poniżej najprawdopodobniej nie istnieje lub występuje rzadko w czystej formie. Jednak opis ten ma pokazać, o co chodzi, w formie wyidealizowanego schematu.</p>
<p>Szef doceniający swoich współpracowników i troszczący się o nich przyjaciel, po ojcowsku, najbliższy jest temu ideałowi. Widzi w ludziach najcenniejszy kapitał całego przedsięwzięcia, z którym trzeba się odpowiednio obchodzić. Wie o ich mocnych i słabych stronach i wspiera przede wszystkim to, co pozytywne. Krytykuje rzadko lub nigdy, bo krytyka odbiera motywację do działania; raczej pokazuje, pokazuje jak można coś poprawić. Stara się stworzyć bezstresową atmosferę i docenia wysiłki. Nie jest zainteresowany promowaniem własnego wizerunku, lecz pozytywnym, wspólnym osiągnięciem zespołowym. W sposób naturalny posiada autorytet u ludzi, ponieważ jest godny zaufania, niezawodny, szczery i nieprzekupny. Zawsze chodzi mu o sprawę służącą ogółowi, całości przedsięwzięcia, a nie o osobisty prestiż. Nie jest zawzięty, lecz otwarty na to, co nowe i kreatywne. Jest opanowany i jest w stanie przyjąć krytykę własnej osoby jako wzbogacenie.</p>
<p>Człowiek wyzwolony z żelaznego pieca lubi swoje zadanie i lubi swoich współpracowników (również tych trudnych). Ma jeszcze inne zainteresowania poza pracą, ma hobby i jest nastawiony na dochodzenie do dojrzałości i dalszy rozwój osobisty. Ma wybitnie silne poczucie odpowiedzialności za środowisko i korzystanie z istniejących zasobów.</p>
<p><strong>Co robić, gdy człowiek z żelaznego pieca jest naszym przełożonym?</strong></p>
<p>Niestety, ma to miejsce nierzadko, ponieważ właśnie tacy ludzie ubiegają się o stanowisko, dzięki którym dysponują rzekomą lub rzeczywistą władzą. Często współpraca z trudnym z powodu zaburzeń osobowości szefem bywa mało przyjemna. Dlatego też współpracownicy, aby nie być zdanymi całkowicie na taką sytuację, powinni zapoznać się z tą tematyką. Przede wszystkim trzeba dokładnie poznać naturę zaburzenia (częściej czytać baśnie i ich interpretacje).</p>
<p>Nie będzie łatwo rozpoznać zranionego dziecka w takim człowieku, ponieważ czasem pracownicy cierpią tak bardzo, że samo rozwijają ze swojej strony silne poczucie gniewu i nienawiści w stosunku do przełożonego, który ich poniża i nierzadko traktuje całkowicie despotycznie i niesprawiedliwie, nie dostrzegając przyczyny takiego traktowania. Oczywiście ludzie reagują rozmaicie, w zależności od swojej struktury psychicznej. Jednak sytuacja wymaga teraz od nich przede wszystkim samoświadomości.</p>
<p>Człowiek z żelaznego pieca jako szef porusza dokładnie te strony w swoich podwładnych,  do których oni samo najmniej chętnie się przyznają, a mianowicie ich własne cechy związane z problematyką żelaznego pieca, drzemiące - jak wspomniano wcześniej - prawie w każdym człowieku w sposób mniej lub bardziej jawny. Pozostaje pytanie, na ile suwerennie potrafi ktoś zapanować nad sytuacją i nauczyć się radzić sobie z przykrościami i zranieniami, dewaluacją jego osoby i lekceważeniem, nieuchronnie występującymi w trakcie współpracy.</p>
<p>Aby utrzymać pewną niezależność sądu, staje się sensowne dokładne przebadanie procesu powstania ran. W wypadku ranienia, czy jakiegoś niesprawiedliwego ukarania albo dewaluowania, większość ludzi reaguje gniewem i złością (albo depresją i strachem jako tłumioną agresją), są rozgniewani i najchętniej natychmiast odparliby "atak". To jest zrozumiałe i całkowicie normalne. Jeśli jednak własny szef dysponuje możliwościami wyciągnięcia konsekwencji (na przykład zwolnienie), wtedy staje się konieczne stłumienie tych impulsów. Złość i gniew trzeba "przełknąć". Na dłuższą metę staje się to niebezpieczne, ponieważ może prowadzić do powstania chorób psychosomatycznych. Często staje się to tłem do powstania uzależnień, ponieważ środki uśmierzające (jak alkohol) natychmiast usuwają dręczące uczucie i napięcie. Jednak gdy ustaje działanie środków odurzających, problem pojawia się w jeszcze silniejszej postaci, więc sięga się po nie ponownie. jedyne sensowne rozwiązanie polega na <em>włączeniu rozumu!</em> Należy oddzielić dwie sprawy. Trzeba nazwać problem. Pożądane jest dać sobie czas, nabrać dystansu i przemyśleć sprawę, nie dać się ponieść uczuciom gniewu i złości, lecz zachować <em>zimną krew!</em> Pytanie, które powinniśmy sobie postawić, mogłoby oddawać choćby taką treść:</p>
<ul>
<li>Dlaczego doszło do zranienia?</li>
<li>Czy rzeczywiście popełniłem jakiś błąd?</li>
<li>Czy postawa, z jaką się spotkałem, była odpowiednia?</li>
<li>Czy krytyka była stosowna czy nieadekwatna?</li>
</ul>
</blockquote>
<blockquote><p>Najpierw musi nastąpić - autokrytycznie i szczerze - realna ocena sytuacji z własnego punktu widzenia. Czasem okazuje się pomocne omówienie sytuacji z zaufaną osobą, co do której można przyjąć, że będzie obiektywna. Chodzi o to, by zrozumiawszy własne części osobowości, móc jasno zobaczyć także części osobowości obiektu. Oszukiwanie samego siebie, mogące polegać i na tym, iż własne części osobowości oceniane będą z przesadną krytyką, daleko nas nie zaprowadzi i w niczym nie pomoże.</p></blockquote>
<blockquote><p>Z biegiem czasu, jeśli szef faktycznie cierpi na syndrom żelaznego pieca, wyraźnie zaczną ujawniać się typowe schematy. Wtedy jest bardzo ważne, aby uznać, że te nie mają nic wspólnego z własną osobą. Nie chodzi zatem o własne ułomności, lecz o deficyty osobowości przełożonego. Teraz trzeba wykonać decydujący krok do niezależności. Rozpoznawszy, że problem nie leży w nas samych, można go zostawić tam, gdzie jego miejsce. Innymi słowy: Wprawdzie dostrzegam, że reakcja mojego przełożonego mnie złości, ale jednocześnie rozumiem, że to jest jego problem. Nie jest moim zadaniem ani chcieć zmieniać mojego szefa, ani ponosić odpowiedzialność za jego trudności. To, co on robi, może wprawdzie godzić we mnie, jednak za to, co mnie spotyka, on sam jest odpowiedzialny. Dlaczego ma godzić we mnie coś, co nie jest moją sprawą? Dlaczego reagują na coś bezsensownego? itp. Gdy możliwy stanie się realistyczny, inny sposób myślenia, zniknie również emocjonalne uwikłanie.</p></blockquote>
<blockquote><p>Z pewnością nie dla każdego okaże się równie łatwe zdobycie dystansu w ten właśnie sposób. Uważam jednak, że trzeba to wyćwiczyć i - jeśli istnieje taka możliwość - omawiać to z przyjaciółmi lub podobnie myślącymi osobami.</p></blockquote>
<blockquote><p>Ludzie z żelaznego pieca w roli szefów mają zawsze stronników chętnie przytakujących temu, co mówią. Oni podbudowują ich władzę, a w kwestiach spornych trzymają ich stronę. Dzięki temu, że się dopasowują do szefów, czy czują się zagrożeni, lecz cierpią przyjemność z możliwości współuczestnictwa we władzy, mogą poczuć jej smak. Wszyscy współpracownicy nieskorzy do potakiwania jawią się im jako niebezpieczni i są zwalczani, często nawet zanim wejdą im jeszcze w paradę. Najczęściej ci, którzy szefa - człowieka z żelaznego pieca - nie oklaskują, mają do czynienia z wieloma przeciwnikami. To często sytuacja całkiem groźna.</p></blockquote>
<blockquote><p><strong>Nie przeceniać rzeczy</strong></p></blockquote>
<blockquote><p>Człowiek jako jedyna żywa istota posiada zdolność oceniania siebie samego - lub przynajmniej próbuje to robić. Gdy zdystansuje się od siebie samego, może mu się udać spojrzeć na swoją sytuację z lotu ptaka. Z takiej perspektywy można zobaczyć szersze konteksty i - nade wszystko - przestać uważać siebie za pępek świata. Nie zobaczywszy całej sytuacji z góry, człowiek niezawodnie ugrzęźnie w splotach zdarzeń i własna jego pozycja się osłabi.</p></blockquote>
<blockquote><p>Najczęstszymi błędami popełnianymi podczas oceny sytuacji są dwa nierealistyczne punkty widzenia. Jeden z nich zniekształca ogląd <em>przesadą:</em> mówi się więc, że coś jest alarmujące, obrzydliwe, straszne, że coś jest nie do wytrzymania, okropne, szpetne, szalone itp. Rzadko chodzi rzeczywiście o być albo nie być - o życie albo śmierć, ale wielu ludzi mówi albo myśli w tych kategoriach. Amerykański psycholog Albert Ellias sformułował to w taki sposób: "Wszystko wytrzymamy, czyba że od tego umrzemy". Patrzenie na jakąś sytuację czy jakiś stan z perspektywy przepełnionej przesadnymi opiniami wpływa odpowiednio mocno na nasze uczucia. Dochodzi do powstania silnych stanów lękowych, mocnych uczuć złości i gniewu, niemających korzeni w realiach sytuacji, lecz będących pokłosiem odrealnionej przesady w ocenie.</p></blockquote>
<blockquote><p>Następnym, częstym błędem popełnianym podczas oceny sytuacji jest <em>radykalizacja żądań</em>. Również one prowadzą do sytuacji stresowych i nierzeczywistych ocen. Kryją się one na przykład w sformułowaniach typu: "On musi mnie potraktować poważnie. Nie wolno mu mnie ranić. Nie powinien mnie traktować w taki sposób...". Przyjrzawszy się bliżej tym zdaniom, możemy rozpoznać w nich radykalne żądania. Szczególnie wyczuwa się je w określeniach: <em>musi, powinien, nie wolno mu.</em></p></blockquote>
<blockquote><p>Stres potęguje fakt, że dotknięty nim czuje się zależny od sytuacji, zdany na łaskę okoliczności. nikt nie ma pewności, że ktoś inny nie spróbuje go zranić albo że nie będzie go traktował poważnie. Radykalne żądanie, że komuś tego nie wolno, pozbawione jest realności. Zdrowsza jest inna postawa: "Nie jest przyjemne, że ktoś próbuje mnie zranić, jednak o tym, czy będę zraniony, zdecyduję ja sam. Także jeśli ktoś mnie obraża, to ja decyduję, czy będę obrażony. Nie mogę uniknąć tego, że ktoś nie traktuje mnie poważnie. O wiele ważniejsze jest to, czy ja sam siebie traktuję poważnie. Mam cierpliwość i wiem, że ostatecznie zwycięży to, co słuszne". Taki punkt widzenia jest realistyczny i prowadzi do większego opanowania i niezależności. Człowiek nie odczuwa przymusu reagowania na wszystko, co czynią lub czego ewentualnie nie czynią inni!</p></blockquote>
<blockquote><p><strong>Bronić się, ale trafnie!</strong></p></blockquote>
<blockquote><p>im bardziej uda się otworzyć oczy na całość zagadnienia, tym łatwiej będzie można zdecydować, czy istnieje konieczność, by się bronić. Czasami walka jest fałszywą drogą, ponieważ w jej wyniku problemy jeszcze bardziej się wzmagają, a szkody są większe. Bywa też nierzadko dokładnie odwrotnie - nie brak licznych przykładów z historii ludzkości, że przeciwstawiano się działaniu negatywnych sił za późno lub w niewielkim stopniu. Fałszywa forma wyrozumiałości czy tolerancji, cz którą kryje się nierzadko po prostu brak odwagi, podtrzymuje stany destruktywne.</p>
<p>Podczas analizowania sytuacji powinno się uwzględnić możliwie wiele opinii, by uniknąć uwikłania się we własną plątaninę ocen. Zawsze trzeba mieć na uwadze, że człowiek z żelaznego pieca wobec obiektu zaktywizuje właśnie swoje nielubiane części osobowości, charakterystyczne dla syndromu żelaznego pieca.</p>
<p>Kiedy stanie się jasne, że <em>konieczne</em> jest obrona w prawdziwym sensie tego słowa, ważne jest, by uwzględnić poniższe uwagi:</p>
<ul>
<li>pogodzić się z tym, że sytuacja może się jeszcze bardziej pogorszyć;</li>
<li>pracować stale nad własną niezależnością i nie pozwolić zniszczyć utarczkami swojej radości życia;</li>
<li>nie chcieć zmienić współpracownika, który jest człowiekiem i żelaznego pieca (bo to i tak się nie uda!);</li>
<li>nie brać odwetu na kimś innym.</li>
</ul>
</blockquote>
<blockquote><p>Słuszne jest bronić sprawy, która jest tego warta. Nie chodzi jednak o to, by odbijać przysłowiową piłeczkę, stosując te same metody - choć jest to całkiem zrozumiały impuls - lecz o pewnego rodzaju wstrzemięźliwość.</p></blockquote>
<blockquote><p><strong>Człowiek z żelaznego pieca jako współpracownik</strong></p></blockquote>
<blockquote><p>W tej roli człowiek z żelaznego pieca nie jest w sposób istotny łatwiejszy w obejściu od takiego człowieka w roli szefa. Najchętniej sam byłby szefem. Jego skłonność do projektowania własnego wewnętrznego niezadowolenia na otoczenie jest nierzadko przytłaczająca. Cierpi często na skutek zmienności nastroju i nie może znieść, że inni czują się dobrze, że nieźle im się wiedzie. Widzi więc świat przede wszystkim w ciemnych barwach, patrzy nań z pesymizmem i potrafi zepsuć nastrój w zespole współpracowników, zgodnie z dewizą: <em>może będzie im lepiej, gdy wszyscy poczują się kiepsko.</em></p></blockquote>
<blockquote><p>Często czuje się jak mściciel wyrzuconych poza nawias i prześladowanych. W tej roli może nadać kierunek swojemu wewnętrznemu gniewowi. Czuje się wówczas szlachetny, bo wstawia się za przegranymi. Potrafi walczyć i postępować, mając określony cel, nie tolerując żadnej niesprawiedliwości. Zdradziecka jest gwałtowność, z jaką dąży do celu, która zatraciła u niego wszelki proporcje.</p></blockquote>
<blockquote><p>Najczęściej człowiek z żelaznego pieca ma mało przyjaciół. Być może znajdą się ludzie podziwiający go, albo z powodu jego wspaniałomyślności, dając się nią ująć, albo w obawie przed jego bezwzględnością. W zasadzie jednak jest tchórzem i unika sytuacji, które mogłoby obnażyć jego naturę. Prawdziwego ryzyka woli na siebie nie brać. Jego słabe "ja" nie znosi krytyki, a następstwem krytycznych słów staje się nierzadko wrogość na całe życie. Często odnajdujemy w nim genialny wprost dar, niezwykłą umiejętność wynajdywania wykrętów (kto nie może nieść zranień, musi być dobry w wynajdywaniu pretekstów). Jego aktorskie umiejętności robią duże wrażenie - wykorzystuje je zawsze wtedy, gdy chodzi o zdobycie korzyści lub zatuszowanie słabości. Szczególnie konkurencja musi obawiać się człowieka z żelaznego pieca, ponieważ będzie posługiwał się wszelkimi tak szlachetnymi, jak i nieszlachetnymi środkami, by ją pokonać. Zdrowe współzawodnictwo jest bardzo pożądane i wspiera proces ewolucji. Wobec zjawiska pomnażania zysku za każdą cenę bezwzględna postawa człowieka z żelaznego pieca jest bardzo poszukiwana i pożądana. To, co się dla niego liczy, to podziw i pomnażanie wartości materialnych. Czasem przybiera to postać nienasycenia, którą można tu zaobserwować, a która może przybrać charakter na wskroś nałogowy.</p></blockquote>
<blockquote><p>Głęboka zawiść człowieka z żelaznego pieca nie pozwala mu uznać i docenić sukcesów innych. Będzie je możliwie często ignorował, umniejszał albo będzie próbował pławić się sam w ich blasku. Skonfrontowany ze swoimi własnymi ułomnościami, rozwija w sobie genialne wprost zdolności uchylania się od odpowiedzialności.</p></blockquote>
<blockquote><p>Ponieważ czuje się związany ze swoją pracą w jakiś ekstremalny sposób, nie może znieść jej utraty. Przechodząc na emeryturę lub tracąc miejsce pracy z jakichkolwiek powodów, czuje się zdewaluowany - następstwem stają się głębokie kryzysy.</p></blockquote>
<blockquote><p>Z upływem lat starzejącemu się i podupadającemu fizycznie na zdrowiu człowiekowi z żelaznego pieca wiedzie się coraz gorzej. Czuje, że musi się wycofać, że inni go prześcigają - jego wewnętrzne niezadowolenie rośnie, bo poza wszystkim boi się starości. Jedyną możliwość daje wykorzystanie kryzysu jako szansy i udanie się w trudną drogę ku wyzwoleniu - tak, jak ukazuje to baśń.</p></blockquote>
<p><em>Owy cytowany fragment pochodzi z książki "Narcyzm - zaklęte ja" autorstwa Heinz-Peter Röhr</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nowy szef działu PR w Microsoft]]></title>
<link>http://epublicrelations.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 09:20:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>epublicrelations</dc:creator>
<guid>http://epublicrelations.pl.wordpress.com/2008/08/05/nowy-szef-dzialu-pr-w-microsoft/</guid>
<description><![CDATA[Paulina Smaszcz - Kurzajewska objęła funkcję szefa działu PR oraz rzecznika prasowego polskiego ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Paulina Smaszcz - Kurzajewska objęła funkcję szefa działu PR oraz rzecznika prasowego polskiego oddziału Microsoft. Na nowym stanowisku odpowiada za tworzenie i realizację strategii komunikacyjnej firmy, kontakty z mediami oraz budowanie pozytywnego wizerunku Microsoft na polskim rynku. Paulina Smaszcz – Kurzajewska ma ponad 15-letnie doświadczenie zawodowe, zdobyte w wielu renomowanych firmach z branży medialnej oraz FMCG.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak polubić...nielubianą pracę]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=710</link>
<pubDate>Fri, 04 Jul 2008 18:50:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/07/04/jak-polubicnielubiana-prace/</guid>
<description><![CDATA[

„Mam głębokie poczucie spełnienia dzięki temu wszystkiemu, co robię&#8221;.
Czy nie byłoby]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/07/bored1.jpg" /></p>
<p><span style="color:#808080;"><em><br />
„Mam głębokie poczucie spełnienia dzięki temu wszystkiemu, co robię".</em></span><br />
Czy nie byłoby wspaniale, aby powyższe twierdzenie stało się dla ciebie prawdziwe?<br />
Czy przypadkiem nie ograniczasz sam siebie myśląc:<br />
<em>Nie mogę znieść tej pracy.<br />
Nienawidzę szefa.<br />
Nie zarabiam wystarczająco dużo. Nie doceniają mnie w pracy.<br />
Nie mogę dogadać się z ludźmi w pracy. Nie wiem, co chciałbym robić.</em></p>
<p>To jest negatywne, obronne myślenie.<br />
Co dobrego z sobą niesie? Jest to podejście do zagadnienia od niewłaściwej strony.<br />
Jeśli macie zajęcie, na którym wam nie zależy, jeśli chcecie zmienić stanowisko, jeśli macie kłopoty w pracy lub ją straciliście - oto najlepszy sposób potraktowania problemu:<br />
Zacznijcie odnosić się życzliwie do swojej aktualnej pracy.<br />
Zrozumcie, że jest to tylko stopień na waszej ścieżce. Jesteście w tym właśnie punkcie, bo takie były wasze wzorce myślowe. Jeśli „oni" nie traktują was tak, jak chcielibyście być potraktowani, to w waszej świadomości jest jakiś wzorzec wywołujący takie właśnie zachowania. A więc zastanówcie się nad swoją aktualną pracą lub nad tą, jaką mieliście ostatnio, i zacznijcie życzliwie traktować wszystko - budynek, windę lub schody, pokoje, umeblowanie i urządzenia, ludzi, dla których pracujecie, i ludzi, z którymi pracujecie, oraz absolutnie każdego klienta.</p>
<p>Zacznijcie utwierdzać się w przekonaniu, że: „Zawsze pracuję dla wspaniałego szefa", „Mój szef traktuje mnie z szacunkiem i grzecznie" i „Mój szef jest wspaniałomyślny i łatwy we współpracy". To się przeniesie na całe wasze życie, a kiedy sami zajmiecie kierownicze stanowisko, będziecie także właśnie tacy.<br />
Pewien młody mężczyzna miał rozpocząć nową pracę i był zdenerwowany. Przypominam sobie, jak mówiłam: „Dlaczego miałoby ci się nie udać? Oczywiście odniesiesz sukces. Otwórz swoje serce i pozwól rozwinąć się twoim uzdolnieniom. Odnieś się życzliwie do układów, w jakich się znalazłeś, i ludzi, z którymi i dla których pracujesz, absolutnie każdego klienta, a wszystko pójdzie dobrze".<br />
Zrobił tak i odniósł sukces.</p>
<p>Jeśli chcesz opuścić swoje miejsce pracy, zacznij przekonywać się, że oddajesz swoją aktualną pracę z miłości osobie, która będzie zachwycona możnością przejęcia jej. Wiedzcie, że są ludzie czekający dokładnie na to, co ty masz do zaoferowania, i że spotykacie się na szachownicy życia na równych prawach.</p>
<h3>Afirmacja pracy</h3>
<p>„Jestem całkowicie otwarty i przygotowany do objęcia wspaniałe-go nowego stanowiska, na którym wykorzystam wszystkie moje uzdolnienia i możliwości. Pozwolą mi one na twórcze spełnienie. Pracuję dla ludzi i z ludźmi, których kocham i którzy mnie kochają i szanują, miejsce pracy mi odpowiada, a wynagrodzenie jest dobre".<br />
Jeśli jest w pracy ktoś, kto wam przeszkadza, potraktujcie go przyjaźnie, ilekroć o nim pomyślicie. W każdym z nas jest choćby jedna dobra cecha. I choć nie staniemy przed takim wyborem, każdy z nas mógłby zostać Hitlerem lub Matką Teresą. Jeśli osoba ta jest krytyczna, postarajcie się podkreślać, że jest ona miłym człowiekiem i dobrze jest z nią być. Jeśli są to ludzie zrzędliwi, podkreślajcie ich radosny i miły stosunek do wszystkich wokół. Jeśli są okrutni, podkreślajcie ich łagodność i współczucie. Jeśli w danej osobie zobaczy cię tylko dobre cechy, to cechy te zostaną wam przez nią okazane, bez względu na to, jaka będzie ona dla innych.</p>
<h3>Przykład</h3>
<p>Nowa praca mojego pacjenta polegała na grze na fortepianie w klubie, którego szef znany był z podłości i grubiaństwa. Pracownicy zwykli byli nazywać go za jego plecami „śmierć". Proszono mnie o pomoc w tej sytuacji.<br />
Odpowiedziałam: „We wnętrzu każdej bez wyjątku osoby są wszystkie dobre cechy charakteru. Bez względu na to, jak inni ludzie na niego reagują, nie ma to nić wspólnego z tobą. Ilekroć pomyślisz o tym człowieku, potraktuj go z miłością. Utwierdzaj się w przekonaniu, że zawsze pracujesz dla znakomitych szefów. Czyń to wielokrotnie".<br />
Przyjął moją radę i zastosował się do niej dokładnie.<br />
Mój pacjent zaczął otrzymywać ciepłe pozdrowienia i wkrótce szef zaczął wręczać mu premie i znalazł inne kluby, w których mógł on grywać. Inni pracownicy, którzy kontynuowali swoje negatywne myślenie o szefie, w dalszym ciągu byli źle traktowani.<br />
Jeśli lubisz swoją pracę, lecz masz poczucie, że nie płacą ci wystarczająco, zacznij przyjmować z wdzięcznością swoje dotychczasowe wynagrodzenie.<br />
Wyrażanie wdzięczności za to, co już mamy, pozwala temu wzrastać.<br />
Utwierdzaj się w wierze, że otwierasz teraz swoją świadomość na większą zamożność i że CZĘŚCIĄ tej zamożności jest wyższe wynagrodzenie.<br />
Utwierdzaj się w przekonaniu, że zasługujesz na podwyżkę nie z przyczyn negatywnych, lecz po prostu dlatego, że jesteś bardzo wartościowy dla firmy i firma chce się z tobą podzielić zyskami. Staraj się pracować jak najlepiej, wtedy Wszechświat będzie wiedział, że zasługujesz, aby awansować cię na inną i nawet lepszą pozycję.<br />
Twoje obecne miejsce wyznacza ci twoja świadomość. Świadomość albo zatrzyma cię w obecnym miejscu, albo wyniesie na lepsze stanowisko. To zależy od ciebie.</p>
<p><em>L. Hay "Możesz uzdrowić swoje życie"</em></p>
<p><strong>Poczytaj także:<br />
</strong></p>
<p>• <a href="../2008/01/09/podswiadomosc-kluczem-do-bogactwa/">Podświadomość - kluczem do bogactwa</a></p>
<p>• <a href="../2008/04/12/slownictwo-sukcesu/">Słownictwo sukcesu</a></p>
<p>• <a href="../2008/03/01/the-secret/">Tajemnica szczęścia, zdrowia i pomyślności - “The Secret”</a></p>
<p>• <a href="../2007/12/13/co-cie-powstrzymuje-przed-realizacja-marzen/">Co cię powstrzymuje przed realizacją marzeń?</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Po cichu na paluszkach..]]></title>
<link>http://arkadek.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Mon, 30 Jun 2008 13:01:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>arkadek</dc:creator>
<guid>http://arkadek.pl.wordpress.com/2008/06/30/po-cichu-na-paluszkach/</guid>
<description><![CDATA[&#8230; skradłem się do tego pokoiku, gdzie kiedyś zostawiałem swoje myśli. Czasami głupie, cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">... skradłem się do tego pokoiku, gdzie kiedyś zostawiałem swoje myśli. Czasami głupie, czasami głupsze, ale zawsze tutaj zostawały.</p>
<p style="text-align:justify;">A teraz tutaj wróciłem, bo mi się nudzi trochę w pracy, więc - napiszę to i owo. O tym i o owym. Muszę tylko uważać, żeby szefostwo się nie zorientowało, przełożeni i współpracownicy - bo to zbrodnia, gdy chce się napisać to, co ślina na język przyniesie. A właściwie palce na klawiaturę - żeby być absolutnie dokładnym.</p>
<p style="text-align:justify;">Niech będzie zbrodnia. Ale bez kary.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[OFIARA I JEJ KAT]]></title>
<link>http://tyara77.wordpress.com/2008/06/29/ofiara-i-jej-kat/</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 06:55:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Tyara Elżbieta Gas</dc:creator>
<guid>http://tyara77.pl.wordpress.com/2008/06/29/ofiara-i-jej-kat/</guid>
<description><![CDATA[
OFIARA I JEJ KAT
109.
Ofiara i jej kat, zależności zależą od was, ponieważ sami z rozumowego p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;"><a href="http://tyara77.files.wordpress.com/2008/09/oko-stworcym.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-346" title="oko-stworcym" src="http://tyara77.wordpress.com/files/2008/09/oko-stworcym.jpg?w=300" alt="" width="300" height="212" /></a></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;"><span style="font-size:14pt;font-family:&#34;color:black;">OFIARA I JEJ KAT</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:right;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;" align="right"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">109.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Ofiara i jej kat, zależności zależą od was, ponieważ sami z rozumowego pojmowania praw STWÓRCY, daliście się ściągnąć do poziomu ofiary, to natychmiast znajduje się kat poprzez rozum, z którego działa na was ciemność, ale to tylko i wyłącznie wy sami podaliście rękę ciemnościom i ustawiliście się jako ofiara, i natychmiast znajduje się kat, to wy mówicie, <em>że każdy nosi krzyż i musi cierpieć</em>, to fałsz, cierpicie tylko i wyłącznie z własnej głupoty, cierpicie z własnej woli, idziecie jak na sznurku prowadzeni za fałszywymi znakami i fałszywymi poglądami innych, oraz za dogmatami kościelnych i ich klech.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Idziecie jak głusi, ślepi i obłąkani za klątwą, słuchacie głupich i ciemnych, to brak logiki, a wielu ziemskich ludzi chwali się, że są po ziemskich studiach, a nawet po kilku fakultetach, lecz mimo wszystko dajecie się prowadzić niewytłumaczalnym dogmatom i ślepo wierzącym w nieprawdziwe teorie o cudach wymyślonych przez ciemne ludzkie twory, wymyślone pod ich ziemskie potrzeby, obalające całkowicie prawa STWÓRCY.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">A gdzie logiczne i jasne myślenie?</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Gdzie odczuwanie ducha?</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Apokalipsa Jana wyraźnie mówi o wydarzeniach, jakie mają oczyścić Ziemię z ciemności na zawsze, a przecież wiele z Apokalipsy zostało zmienione rozumowo przez ciemności, po to by nie straszyć ziemskich ludzi, a Prawda jest taka, że wszystko musi się oczyścić z Woli Stwórcy i wy dokładnie o tym wiecie, ale wasz ciemny rozum nie dopuszcza do logicznego i jasnego myślenia i odczuwania PRAWDY.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Niedługo sami będziecie wiedzieli co jest do przyjęcia, a co jest do odrzucenia, całkowitej zmiany życia w pokorze i pracy nad sobą i swoim duchem.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Ofiara i kat, obydwoje tak samo winni, ofiara zgadza się sama na takie traktowanie, a kat z powodu promieniowań i przyzwolenia ofiary staje się coraz większym katem, kat wyczuwa, że tu jest ofiara i natychmiast przejawia się swoim działaniem, efekt przyczyny i skutku.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Jak ofiara przestanie być ofiarą, zmieni swoje myślenie i czynienie, natychmiast kat odbierze informacje poprzez promieniowania energetyczne i zmieni swoje postępowanie, odpadnie energetycznie ponieważ temat został przeżyty i przepracowany.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Musi ofiara mocno chcieć zmienić swój ziemski los i zacząć intensywnie pracować nad swoim rozwojem duchowym, aby zacząć żyć zgodnie z Prawami Stwórcy oparty o Miłość duchową, aby duch mógł wrócić do domu, do raju duchowego.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Możecie trwać w lenistwie duchowym, jako ofiara i wtedy wszędzie, gdzie się pojawicie będzie się pojawiał kat, w domu i w pracy, dostaniecie mocno po głowie, włącznie ze śmiercią ciała ziemskiego, albo bardzo szybko wyciągniecie wnioski z waszych działań i natychmiast odrzucicie chęć bycia ofiarą, staniecie się wolni duchowo.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;font-weight:bold;font-family:arial;"><span style="font-size:100%;"><span style="color:black;">Rozwój duchowy każdego ducha na Ziemi jest niezbędny, martwota duchowa to powrót tam skąd duch wyszedł, ale już jako nieświadomy zarodek, to śmierć duchowa tego ducha.</span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-right:18.25pt;text-align:justify;text-indent:9pt;"><span style="font-family:Arial;color:black;"><span style="font-size:100%;"><span style="font-weight:bold;font-family:arial;">Ten duch, który nie rozwijał się duchowo, zostanie oczyszczony ze wszystkich nagromadzonych ciemnych energii, ze wszystkich inkarnacji, musi wrócić, aby równowaga została zachowana, nieważne czy ten duch jest świadomy sam siebie, czy nieświadomy, wszystko musi być zgodne z prawami Stwórcy.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak być lepszym kierownikiem?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=599</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 21:36:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/05/28/jak-byc-lepszym-kierownikiem/</guid>
<description><![CDATA[
W 1915 roku Amerykę ogarnęło przerażenie.
Przez ponad rok narody Europy wyrzynały się wzajemn]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/05/1boss.jpg" alt="" /></p>
<p>W 1915 roku Amerykę ogarnęło przerażenie.<br />
Przez ponad rok narody Europy wyrzynały się wzajemnie na skalę, o której autorom wszystkich krwawych kronik ludzkości nawet się nie śniło. Czy pokój był osiągalny? Nikt nie wiedział. Jednak Woodrow Wilson postanowił spróbować.<br />
Zdecydował posłać osobistego przedstawiciela, emisariusza pokoju, na rozmowy z europejskimi "bogami wojny".<br />
Sekretarz stanu William Jennings Bryan, obrońca pokoju, bardzo chciał podjąć się tej misji. Widział w niej szansę dokonania czegoś wielkiego dla ludzkości i okrycia swojego imienia nieśmiertelną sławą. Jednak Wilson wybrał kogoś innego, swojego bliskiego przyjaciela i doradcę pułkownika Edwarda M. House'a. Właśnie House miał za zadanie przekazać Bryanowi tę złą dla niego wiadomość, nie obrażając go.<br />
„Bryan był wyraźnie zawiedziony, kiedy usłyszał, że to ja mam jechać do Europy jako emisariusz pokoju. Powiedział, że planował zrobić to sam — pisze pułkownik House w swoim pamiętniku. — Odparłem, iż prezydent uznał za niemądre wysyłanie tam oficjalnej osobistość, a jego wyjazd tam zwróciłby powszechną uwagę i ludzie zaczęliby się zastanawiać, dlaczego pojechał..."<br />
Czy dostrzegasz intencję? House praktycznie powiedział Bryanowi, że jest zbyt ważną osobistością do tego zadania — i Bryan był usatysfakcjonowany.<br />
Sprytny pułkownik House, który z niejednego pieca chleb jadł, zastosował się do jednej z najważniejszych zasad w kontaktach z ludźmi: <strong>Zawsze sprawiaj, aby inni byli szczęśliwi, że robią to, co im sugerujesz.</strong><br />
Woodrow Wilson stosował tę politykę nawet wówczas, gdy zapraszał Williama Gibbsa McAdoo do udziału w pracach swojego gabinetu. Był to największy zaszczyt, jaki mógł oferować, a mimo to Wilson wystosował zaproszenie w taki sposób, aby McAdoo <strong>poczuł się podwójnie ważny</strong>. Oto ta historia opowiedziana jego słowami : „[Wilson] powiedział, że formuje swój gabinet i byłby wielce zadowolony, gdybym zajął w nim miejsce sekretarza skarbu. On potrafił wspaniale przekazywać swoje propozycje. Miałem wrażenie, że jeśli przyjmę ten wielki zaszczyt, wyświadczę mu wielką łaskę."[...]</p>
<p>Mężowie stanu i dyplomaci nie są jedynymi ludźmi, którzy powinni stosować tę technikę. Nie tylko oni muszą sprawiać, aby ludzie z zadowoleniem robili rzeczy, które im się sugeruje.</p>
<p>Dale O. Ferrier z Fort Wayne w Indianie opowiadał, jak zachęcił jedno ze swoich dzieci do wykonywania obowiązków domowych.<br />
„Jednym z obowiązków Jeffa było zbieranie gruszek, które spadły z drzewa, po to, aby ktoś, kto będzie kosił trawę, nie musiał przerywać pracy i tracić na to czasu. Nie lubił tego robić i często wymigiwał się od tej pracy albo był tak niedokładny, że przy koszeniu trzeba było jednak przerywać pracę i zbierać nawet po kilkanaście gruszek, których nie zauważył. Wybrałem rozmowę zamiast konfrontacji: «Ubiję z tobą interes, Jeff. Za każdy koszyk uzbieranych przez ciebie gruszek zapłacę ci dolara. Ale jak już skończysz, za każdą gruszkę, którą znajdę jeszcze pod drzewem, zabiorę ci dolara. Co o tym myślisz?» Oczywiście, nie tylko zbierał dokładnie wszystkie gruszki, ale też musiałem mieć go na oku, żeby nie dopełniał koszyka gruszkami zerwanymi z drzewa."</p>
<p>Znałem człowieka, który musiał często odrzucać zaproszenia do wygłaszania przemówień, pochodzące od przyjaciół i ludzi, wobec których miał pewne zobowiązania. A jednak czynił to tak sprytnie, że rozmówca był w końcu zadowolony z jego odmowy.<br />
Jak to robił?<br />
Nie podkreślał, że jest zbyt zajęty czy coś w tym stylu. Nie. Wyrażał zadowolenie z propozycji oraz smutek, że nie może jej przyjąć, i proponował innego mówcę. Innymi słowy, <strong>nie zostawiał rozmówcy czasu na to, by czuł się nieszczęśliwy z powodu odmowy. Natychmiast kazał mu myśleć o kimś, kto może przyjąć jego ofertę.</strong></p>
<p>Gunter Schmidt, jeden ze słuchaczy naszego kursu w Niemczech, opowiadał o pracownicy podległego mu sklepu spożywczego, która zaniedbywała obowiązek umieszczania kartek z ceną na półkach, gdzie wystawione były towary. Powodowało to nieporozumienia i skargi klientów. Przypominanie, upomnienia i wszelkie konfrontacyjne metody nie przyniosły niczego dobrego.<br />
W końcu pan Schmidt wezwał ją do swojego pokoju i powiedział, że od dziś mianuje ją specjalistką do spraw informowania o cenach towarów i do jej obowiązków będzie należało dopilnowanie, aby towary w całym sklepie były właściwie oznaczone.<br />
Te nowe obowiązki i nowy tytuł całkowicie <strong>zmieniły jej dotychczasową postawę</strong> i od tego czasu wywiązywała się z obowiązków w sposób zadowalający.<br />
Dziecinne?<br />
Być może.<br />
Ale dokładnie to samo powiedziano Napoleonowi, kiedy stworzył Legię Honorową i przyznał 15 tysięcy krzyży swoim żołnierzom, a 18 generałów mianował Marszałkami Francji, przekształcając podległe im oddziały w „wielkie armie". Napoleona krytykowano za dawanie „zabawek" zaprawionym w bojach twardym weteranom, on zaś spokojnie odpowiedział: „<strong>Ludźmi rządzą zabawki</strong>."</p>
<p>Ta technika dawania tytułów i władzy sprawdziła się Napoleonowi.</p>
<p>Sprawdzi się również tobie.<br />
Jedna z moich znajomych, żona Ernesta Genta ze Scarsdale w stanie Nowy Jork, miała kłopoty z chłopcami, którzy niszczyli jej trawnik. Próbowała pouczać, próbowała straszyć. Nie działało nic. Wtedy nadała najgorszemu rozrabiace tytuł i dała mu władzę. Uczyniła go swoim „detektywem" i powierzyła obowiązek aresztowania wszystkich, którzy deptali jej trawnik. I to rozwiązało problem. Jej „detektyw" rozpalił na podwórku za domem wielkie ognisko, rozgrzał do czerwoności stalowy pręt i postraszył chłopców, że napiętnuje nim każdego, kto tylko spróbuje wejść na trawnik.</p>
<p>Przywódca, który chce aby go słuchano, powinien pamiętać następujące zasady, niezbędne dla dokonania zmian w postawach i zachowaniu ludzi:</p>
<p>1. Bądź szczery. Nie obiecuj czegoś, czego nie możesz spełnić. Zapomnij o własnych korzyściach i skup się na korzyściach płynących z tego dla rozmówcy.<br />
2. Dokładnie przemyśl, co chcesz, aby rozmówca zrobił.<br />
3. Okaż empatię. Zadaj sobie pytanie, czego rozmówca naprawdę chce.<br />
4. Zastanów się nad korzyściami, które rozmówca odniesie z wykonania tego, co chcesz.<br />
5. Dopasuj te korzyści do potrzeb rozmówcy.<br />
6. Nadaj prośbie taką formę, aby rozmówca wyraźnie zauważył osobiste korzyści płynące dla niego z wykonania danej rzeczy.<br />
Zawsze możemy wydać suche polecenie: „John, przychodzą jutro klienci i trzeba wyczyścić magazyn. Zamieć tam podłogę, ułóż towar na półkach w równe stosy i wypoleruj ladę." Możemy też jednak wyrazić dokładnie to samo, demonstrując Johnowi korzyści, jakie osiągnie z wykonania tej pracy:<br />
„John, jest praca, którą trzeba wykonać. Jeśli zrobisz to teraz, nie będziemy musieli przejmować się tym później. Przyprowadzam jutro kilku klientów, którym chcę pokazać nasze zaplecze. Chciałbym zaprowadzić ich do magazynu. Gdybyś mógł tam pozamiatać, poukładać towary na półkach w równe stosy i wypolerować ladę, sprawilibyśmy na nich lepsze wrażenie, a ty miałbyś swój udział w uzyskaniu przez naszą firmę dobrej opinii.<br />
Czy John będzie szczęśliwy z powodu wykonania twojego polecenia?</p>
<p>Może i nie bardzo, ale zdecydowanie <strong>wykona je chętniej,</strong> <strong>jeśli pokażesz płynące z niego korzyści</strong>. Załóżmy, że wiesz, że John dumny jest ze sposobu, w jaki zajmuje się magazynem, i chce mieć swój wkład w tworzenie obrazu firmy.<br />
Jest bardziej prawdopodobne, że będzie wtedy chciał współpracować.<br />
Uzmysłowisz mu również, że praca ta i tak musi w końcu być wykonana i, jeśli zrobi to teraz, nie będzie musiał martwić się tym później.</p>
<p>Byłoby naiwnością wierzyć, że stosując takie podejście zawsze spotkasz się z przychylnością innych.</p>
<p>Jednak doświadczenie wielu osób świadczy, że masz większą szansę na zmianę postawy ludzi w ten sposób, niż gdybyś zasad tych nie przestrzegał.<br />
I jeśli nawet skuteczność twojego działania wzrośnie tylko o 10%, staniesz się o 10% efektywniejszy jako menedżer, <strong>a to już twój wielki zysk</strong>.<br />
Bardziej prawdopodobne jest, że ludzie zrobią wówczas to, co chcesz.</p>
<h3>RADY W PIGUŁCE</h3>
<p>Kierowanie ludźmi często wymaga od prrzywódcy aby wpływał na zmianę ich postaw i zachowania. Oto jak można tego dokonać:</p>
<p>ZASADĄ PIERWSZĄ - Zacznij od szczerej pochwały i uznania.</p>
<p>ZASADĄ DRUGĄ  - Zwracaj uwagę na błędy innych pośrednio.</p>
<p>ZASADĄ TRZECIĄ -  Zanim skrytykujesz innych, przyznaj się do własnych błędów.</p>
<p>ZASADĄ CZWARTĄ  - Zadawaj pytania zamiast wydawać rozkazy.</p>
<p>ZASADĄ PIĄTĄ  - Pozwól ludziom zachować twarz.</p>
<p>ZASADĄ SZÓSTĄ  - Pochwal najmniejsze nawet osiągnięcia. Pochwal każdy postęp. Bądź „serdeczny w aprobacie i nie skąp pochwał"</p>
<p>ZASADĄ SIÓDMĄ  - Wystaw ludziom dobrą opinię, której będą musieli sprostać.</p>
<p>ZASADĄ ÓSMĄ  - Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.</p>
<p>ZASADĄ DZIEWIĄTĄ - Spraw, aby rozmówca z przyjemnością zrobił to, czego od niego oczekujesz.</p>
<p><em>Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi - DALE CARNAGIE<br />
</em><br />
<strong>Powiązane posty<br />
</strong></p>
<p>• <a href="../2008/02/17/jak-prowadzic-dyskusje/">Jak prowadzić dyskusje?</a></p>
<p>• <a href="../2008/02/09/czy-warto-sie-klocic/">Czy warto się kłócić?</a></p>
<p>• <a href="../2008/03/05/czy-jestes-tolerancyjny/">Czy jesteś tolerancyjny?</a></p>
<p>• <a href="../2008/01/28/jak-przejsc-przez-zycie-nie-majac-wrogow/">Jak nie mieć wrogów?</a></p>
<p>• <a href="../2007/12/15/inni-sa-tylko-twoim-zwierciadlem/">Inni ludzie są Twoim zwierciadłem</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Asertywność]]></title>
<link>http://motyl.wordpress.com/?p=207</link>
<pubDate>Mon, 07 Apr 2008 12:45:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>Paweł</dc:creator>
<guid>http://motyl.pl.wordpress.com/2008/04/07/asertywnosc/</guid>
<description><![CDATA[Do niedawna nie znałem tego terminu i nic nie wiedziałem na ten temat. Od jakiegoś dłuższego cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Do niedawna nie znałem tego terminu i nic nie wiedziałem na ten temat. Od jakiegoś dłuższego czasu zapoznałem się z nim, a obecnie obserwuje siebie oraz innych pod tym kątem. Z tego co zauważyłem sam cierpię na brak tej umiejętności. Domyślam się również że została ona mocno stłumiona w okresie kiedy chodziłem do szkoły, nie bez znaczenia jest także okres mego wychowywania.</p>
<p>Co ciekawe zaobserwowałem również brak tej umiejętności u mojego byłego szefa. Przejawiało się to w postaci takiej że nie potrafił on się przeciwstawić swojemu szefowi (głównemu prezesowi), 'gonił' wtedy swoich podwładnych ale i też nie był w stanie postawić się za swoimi pracownikami, obronić ich w słusznej sprawie.</p>
<p>Brak asertywności przejawia się na całe życie, na to co chcemy osiągnąć i jakie relacje mamy z innymi ludźmi. Znalazłem interesujący artykuł który tutaj przytoczę i postaram się go skomentować.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Artykuł pochodzi ze strony <a href="http://treningi-psychologiczne.poznan.pl/asert.htm" target="_blank">treningi-psychologiczne.poznan.pl/asert.html</a> o tytule "O asertywności trochę więcej", autorem jest Pan  Janusz Bachmiński:</p>
<blockquote><p><strong>Nieco historii</strong></p>
<p>Określenie, które zrobiło w Polsce karierę w ciągu ostatnich piętnastu lat. Jak wszystko co robi karierę, zyskało gorących zwolenników i adwersarzy. Było rozumiane zgodnie z tym, czym jest i nie rozumiane. Pojawiło się w formie wypaczeń, trywialnych uproszczeń. Stanęło wobec oczekiwań, którym nie było w stanie sprostać. Zrobiło karierę w codziennym języku, w tytułach książek, trafiło na uniwersytety jako przedmiot badań. Wydarzyło mu się zatem wszystko, co wydarza się na fali mody. Czym jest i skąd przyszło?</p></blockquote>
<p><em>podejrzewam że chodzi o wypaczenie asertywności przejawiające się w postaci "idź do celu nie bacząc na nic", albo "idzie po trupach" dla ludzi biznesu, menadżerów i innych tego typu. To nie jest asertywność.</em></p>
<blockquote><p>Do Polski asertywność przyjechała z Anglii po przewrocie ustrojowym, po wizycie papieskiej, w czasie której papież mówił o godności i podmiotowości człowieka. Godność i podmiotowość brzmiały zachęcająco, ale praktyka i doświadczenia społeczne były inne. System od przedszkola, przez szkołę i dorosłe życie społeczne pracował na wychowanie posłusznych, uległych obywateli czyniąc z przystosowania wartość bezwzględną, a z nieprzystosowania wadę. Nawet jeśli deklarował co innego.</p></blockquote>
<p><em>dokładnie, i niestety tak jest i teraz. Ludzie już w szkole są wychowywani na posłusznych i uległych obywateli, którzy dadzą się łatwo podporządkować władzy, którymi z łatwością jest kierować i manipulować. "Albo jesteś do bicia przez kogoś, albo ty jesteś od bicia innych." Wszyscy którzy nie chcą się przystosować do takiego systemu są "wadliwi".</em></p>
<blockquote><p>Asertywność to umiejętność wyrażania swego zdania, swoich uczuć swoich praw w sposób <span style="text-decoration:underline;">nie naruszający godności i praw drugiego człowieka.</span> To z jednej strony praktyczna umiejętność podlegająca ćwiczeniu, a z drugiej postawa, system przekonań i wartości, wewnętrzna demokracja, umiejętność, którą wielu z nas posiadało w dzieciństwie, a która potem <span style="text-decoration:underline;">uległa zapomnieniu.</span> Nic zatem nowego, można powiedzieć. To czas i miejsce zadecydowały o jej karierze, która zaczęła się od książki Herberta Fensterheima wydanej w Londynie w 1976 roku, a zatytułowanej „Don’t Say Yes When You Want to Say No”.</p></blockquote>
<p><em>"uległa zapomnieniu" ja bym powiedział: "została stłumiona"</em></p>
<blockquote><p><strong>Czym jest asertywność</strong></p>
<p>Asertywność jest umiejętnością. Nie cechą osobowości, nie wrodzonym talentem, ale skutkiem wychowania, społecznego treningu. Jest „dobrym wychowaniem”, acz szczególnie rozumianym. Oparta na szacunku do innych, bez uniżoności, jest grzecznością, która nie przeprasza, a odwołuje się do poczucia własnej godności.</p></blockquote>
<p><em>decydująca rola wychowania dziecka przez rodziców jak i przez szkołę</em></p>
<blockquote><p>Aparat pojęciowy asertywności jest stosunkowo prosty i przejrzysty. Opiera się na paru podstawowych pojęciach. „Terytorium psychologiczne” – obszar czy bardziej zbiór elementów opatrzonych zaimkiem dzierżawczym „mój”, „moje”; ta część świata, która bezpośrednio należy do mnie czy zależy ode mnie. „Prawa osobiste” - u różnych autorów różnie uszczegóławiane, ale sprowadzające się do podstawowego, naturalnego prawa do posiadania terytorium. <span style="text-decoration:underline;">Zasada „ja OK – ty OK”</span>, która postuluje poważne i rzeczowe traktowanie innych ludzi, nawet wtedy, kiedy nie spełniają naszych standardów. <span style="text-decoration:underline;">Zasada, która nie dopuszcza pouczania, dawania rad, o które nie proszono, dawania innym do zrozumienia, że zachowują się nieodpowiednio, „naprawiania świata”, ale też jednocześnie upoważnia do mówienia jasno i wyraźnie o swoim niezadowoleniu, swoich wymaganiach, oczekiwaniach i uczuciach.</span></p>
<p>Składają się na nią cztery wzorce zachowań: a) umiejętność wyrażania sprzeciwu w relacjach interpersonalnych, tak zwana umiejętność powiedzenia „nie", w odpowiedzi na nieuprawnione, nieuzasadnione żądania innych ludzi, naruszające nasze prawa, b) umiejętność komunikowania innym swoich pozytywnych i negatywnych emocji, c) umiejętność poproszenia innych o przysługę lub pomoc, d) umiejętność inicjowania, podtrzymywania oraz ograniczania kontaktów interpersonalnych.</p>
<p>Tak oto pojawił się praktyczny sposób, zespół technik, przepisów zachowań, pozwalający na znalezienie złotego środka między uległością a agresywnością, witany z ulgą przez tych wszystkich, którzy nie potrafili rozwiązać swoistego błędnego koła. Ulegając wielokrotnie w różnych sytuacjach zbierali w sobie złość i frustrację, a kiedy postanawiali z tym skończyć, unoszeni gniewem zachowywali się agresywnie i też nie byli z siebie zadowoleni. Wracali zatem skruszeni do uległości i zbieranie gniewu zaczynało się od początku.</p></blockquote>
<p><em>albo ktoś jest nieśmiały i uległy, posiada brak asertywności. Albo zbiera się w sobie i wyraża gniewem, agresją. Jak nie w jedną skrajną stronę to w drugą. Myślę że chodzi o wyrównoważenie, wyśrodkowanie tej umiejętności.</em></p>
<blockquote><p>Asertywność stała się narzędziem dla nieśmiałych, którzy cierpieli z powodu tej cechy i szukali sposobu na zmianę. Okazała się też skutecznym narzędziem obrony przed naciskiem. W związku z tym zastosowaniem, w popularnym i zawężonym ujęciu jest często identyfikowana z mówieniem „nie”. Warto pamiętać, że asertywność jest też umiejętnością mówienia „tak” bez fałszywej skromności.</p>
<p><strong>Asertywność w psychoterapii</strong></p>
<p>Nic więc dziwnego, że psychoterapia czy szerzej pomoc psychologiczna dostrzegła w asertywności rozliczne zastosowania. Po pierwsze zachowywanie się asertywne pozwala na budowanie poczucia własnej wartości, poczucia godności, zmniejsza lęki społeczne. Pozwala żyć po swojemu i wypowiadać bez lęku własne zdanie, odmawiać, nie wywołując konfliktów, i złościć się, nie raniąc innych. Bez sięgania do głębokich wewnętrznych konfliktów, proponuje wypróbowanie innych zachowań niż dotychczasowe. Ludzie cierpią, bo nie osiągają swoich osobistych celów, a często nie osiągają ich, bo nie potrafią zachowywać się w zgodzie z sobą.</p></blockquote>
<p><em>przykładowa sytuacja kiedy ktoś jedzie w autobusie i "boi się" spytać w jakim kierunku pojedzie bo nie jest pewny. Gdyby spytał wiedział by gdzie pojedzie dalej, nie robi tego, autobus jedzie w innym kierunku. Narasta zdenerwowanie, wysiada wkurzony na przystanku i idzie kawał drogi. Gdyby spytał, wysiadł by wcześniej i miałby tylko kawałek. Nie spytał się, bo bał się spytać? Przykładów jest wiele, o wiele poważniejszych.</em></p>
<blockquote><p><strong>Asertywność w pedagogice</strong></p>
<p>Również pedagogika znalazła w asertywności obiecujące narzędzie. Tam gdzie celem wychowania jest samodzielna, odpowiedzialna osoba, o zdrowym poczuciu własnej wartości, aparat pojęciowy i techniki uczenia asertywności okazały się z tym celem zbieżne. Cały szereg programów wychowawczych, profilaktycznych w stosunku do uzależnień i innych zagrożeń patologią społeczną opracowywanych na różne okazje w szkołach, świetlicach terapeutycznych zawiera w sobie asertywność lub chociaż jej elementy. „Język ja” proponowany w porozumiewaniu się z wychowankami, stawianiu wymagań, opiera się na asertywności. Chodzi o zasadę mówienia o sobie i we własnym imieniu, mówienia „ja chcę żebyś zrobił” zamiast „zrób”, „mnie się nie podoba to, co robisz” zamiast „robisz źle” czy „jesteś zły”.</p></blockquote>
<p><em>ja to nazywam trybem rozkazującym. Np rodzic mówi tak do córki czy syna.</em></p>
<blockquote><p><strong>Asertywność w biznesie</strong></p>
<p>Asertywność jako sposób minimalizowania czy rozwiązywanie konfliktów daje się wykorzystać w różnych obszarach kontaktów społecznych, w tym oczywiście w biznesie, gdzie jest podstawą technik negocjacyjnych, podstawą współpracy z kontrahentami, partnerami, w obsłudze klienta. Zapotrzebowanie na treningi tej umiejętności jest duże, bo przekłada się ona na pieniądze, na powodzenie w interesach, trwałość i perspektywy współpracy. Technika otwartej dłoni okazuje się efektywniejsza niż technika pięści.</p></blockquote>
<p><em>przydało by się wspomnieć o relacjach szefostwa i pracowników.</em></p>
<blockquote><p><strong>Asertywność na uniwersytecie</strong></p>
<p>Doczekała się też asertywność opracowań naukowych. Część z nich dotyczyła etycznej strony asertywności, część jej wpływu na osobowość, zdrowie psychiczne czy funkcjonowanie społeczne jednostki, część zajmowała się skutecznością nauczania i procedurami treningów asertywności, skutecznością uczenia. Asertywność jako postawa czy jako technika psychoedukacyjna i psychoterapeutyczna nie budzi wątpliwości etycznych, więcej, jest moralnie pożądana, bo obrona słusznie przysługujących praw jest równoważna z przestrzeganiem sprawiedliwości. Szereg empirycznych badań wskazało pozytywną korelację między asertywnością, a zdolnością radzenia sobie ze stresem. <span style="text-decoration:underline;">Brak asertywności jest istotnym czynnikiem, który prowadzi do zaburzeń emocjonalnych, depresji, lęków, bo u źródeł większości zaburzeń emocjonalnych i psychicznych kryją się tłumione emocje.</span></p></blockquote>
<p><em>myślę że źródło lęku tkwi jeszcze gdzie indziej. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie.</em></p>
<blockquote><p><strong>Recepcja – obawy i przeciwnicy</strong></p>
<p>Mimo powodzenia, można powiedzieć kariery, jaką zrobiła asertywność, a może jako tej kariery dopełniający cień, pojawiły się też zastrzeżenia i wątpliwości. Czy nie jest zakamuflowanym egoizmem, agresywnością, a nawet chamstwem w białych rękawiczkach. Źródłem takich obaw jest bodaj nie asertywność, ale jej wypaczenie, które zdarza się czasem świeżym adeptom, osobom uległym, które po okresie upokorzeń postanawiają wziąć „asertywny” odwet.</p>
<p>Wrogiem asertywności są oczywiście wszystkie totalitarne instytucje i totalitarna władza, która oczekuje posłuszeństwa, nie chce słuchać o prawach osobistych i nie przyjmuje odmowy.</p></blockquote>
<p><em>myślę że można do tego jeszcze zaliczyć wszelkie korporacje</em></p>
<blockquote><p>Zastrzeżenia pochodzą też od tych, którzy przykazanie miłości rozumieją jako „bliźniego bardziej niż siebie” i każą rezygnować z siebie na rzecz innych. Asertywność nie ma nic przeciwko dawaniu, ale też postuluje aby dawać w zgodzie z sobą, a nie wbrew sobie, nie z powodu obaw, że samemu się nie dostanie, konformizmu i uległości.</p></blockquote>
<p><em>trzeba uważać na wszelkiej maści psychopatów, ludzi którzy tylko oczekują, chcą żeby im dawać, a w zamian nic nie dają. </em></p>
<hr />Natomiast <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Asertywno%C5%9B%C4%87" target="_blank">wikipedia</a> podaje taką treść:</p>
<blockquote><p>Asertywność to w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nie naruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych.<span style="text-decoration:underline;"> Jest to umiejętność nabyta</span>.</p>
<p><strong>Asertywność</strong>:</p>
<ul>
<li>umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń, poczucia winy,</li>
</ul>
<ul>
<li> umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,</li>
</ul>
<ul>
<li> umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,</li>
</ul>
<ul>
<li> autentyczność,</li>
</ul>
<ul>
<li> elastyczność zachowania,</li>
</ul>
<ul>
<li> świadomość siebie (wad, zalet, opinii),</li>
</ul>
<ul>
<li> wrażliwość na innych ludzi,</li>
</ul>
<ul>
<li> stanowczość.</li>
</ul>
<p>Osoba asertywna ma jasno określony cel i potrafi kontrolować własne emocje, nie poddaje się zbyt łatwo manipulacjom i naciskom emocjonalnym innych osób.</p>
<p>Asertywność nie oznacza ignorowania emocji i dążeń innych ludzi, lecz raczej zdolność do realizacji założonych celów mimo negatywnych nacisków otoczenia, racjonalną dbałość o własne interesy z uwzględnieniem interesów innych. Asertywność to obok empatii podstawowa umiejętność wchodząca w skład inteligencji emocjonalnej.</p>
<p>Praktyczna asertywność jest niczym innym jak uczeniem innych ludzi jak mają Cię traktować ponieważ wychodzi z założenia, że inni ludzie nie wiedzą i nie będą wiedzieć co myślisz i czujesz kiedy nie dowiedzą się tego od Ciebie. Tak rozumiana asertywność zakłada, że kiedy ukrywasz swoje emocje wprowadzasz innych w błąd lub skazujesz na domysły.</p>
<p>Diagnozy zachowań nieasertywnych dokonuje się na podstawie zablokowanych w autoprezentacji sfer komunikacji - blokady mówienia "nie", wyrażania i przyjmowania opinii i krytyki, kontaktu z autorytetem i tłumem (trema), radzenia sobie z poczuciem winy.</p>
<p><strong>Zachowanie asertywne</strong></p>
<p>Zachowanie asertywne polega na uznawaniu, że jest się tak samo ważnym, jak inni, na reprezentowaniu własnych interesów z uwzględnieniem interesów drugiej osoby. Zachowanie asertywne oznacza korzystanie z osobistych praw bez naruszania praw innych.</p>
<p>Charakteryzuje postawę akceptacji siebie, szacunku do siebie i innych.</p>
<p>Postawa asertywna towarzyszy ludziom, którzy mają adekwatny do rzeczywistości obraz własnej osoby. Stawiają sobie realistyczne cele, dzięki czemu w pełni wykorzystują swoje możliwości, a jednocześnie nie podejmują zbyt trudnych zadań, co ich chroni przed rozczarowaniem i krytyką otoczenia.</p>
<p>Człowiek asertywny swobodnie ujawnia innym siebie, wyraża otwarcie swoje myśli, uczucia, pragnienia. Czyni to w sposób uczciwy, bezpośredni, śmiało, <span style="text-decoration:underline;">bez paraliżującego lęku</span>, akceptuje swoje ograniczenia, niezależnie od tego, czy w danej sytuacji udało mu się odnieść sukces, czy też nie. Potrafi odpowiedzieć nie, zażądać czegoś, co mu się należy, nie lęka się nadmiernie oceny, krytyki, odrzucenia. Pozwala sobie na błędy i potknięcia, dostrzegając swoje sukcesy i mocne strony. Gdy jest w centrum zainteresowania, uwagi, potrafi działać bez niszczącego lęku. <span style="text-decoration:underline;">Akceptuje zmiany w sobie i innych</span>. Potrafi się porozumieć z innymi, potrafi też dochodzić swych praw i egzekwować je.</p>
<p><strong>Jeżeli chcesz zachowywać się asertywnie...</strong></p>
<ul>
<li> Używaj otwarcie słów tak i nie.</li>
</ul>
<ul>
<li>Nie przepraszaj jeśli nie zawiniłeś.</li>
</ul>
<ul>
<li>Nie usprawiedliwiaj się, ani nie tłumacz nadmiernie, natomiast wyjaśniaj powody swojego postępowania, jeżeli chcesz być dobrze zrozumiany.</li>
</ul>
<ul>
<li>Nie napadaj na rozmówcę, nie strasz go, nie poddawaj w wątpliwość jego charakteru lub myślenia.</li>
</ul>
<ul>
<li>Używaj komunikatów typu JA, a nie komunikatów typu TY, dla przykładu - jeżeli ktoś się spóźnia na spotkanie z Tobą, nie napadaj go słowami "jesteś nieodpowiedzialny, lekceważysz mój czas" tylko powiedz "czuję złość/jest mi przykro kiedy się spóźniasz".</li>
</ul>
<ul>
<li>Gdy jesteś atakowany - broń się. Nie pozwalaj na naruszanie Twojej godności osobistej. Nie zgadzaj się na to, aby ktoś Cię traktował w sposób raniący Twoje uczucia. Pomocą mogą być takie zdania: "Nie podoba mi się sposób, w jaki do mnie mówisz", "Nie życzę sobie być tak traktowany", "Nie chcę, żebyś zwracał się do mnie w ten sposób", itp.</li>
</ul>
<ul>
<li>Staraj się nie kłamać - masz prawo być sobą, nie wstydź się siebie, nawet jeśli popełniasz błędy.</li>
</ul>
<ul>
<li>Mów jasno i wprost, o co Ci chodzi.</li>
</ul>
<ul>
<li>Pytaj otwarcie, gdy czegoś nie rozumiesz.</li>
</ul>
<ul>
<li>Mów, że nie wiesz, gdy czegoś nie wiesz; mów, że nie chcesz o czymś mówić, jeśli nie chcesz o tym mówić.</li>
</ul>
<ul>
<li>Zwróć uwagę by realizować swoje zamiary nie krzywdząc innych.</li>
</ul>
<ul>
<li>Przyznaj innym dokładnie takie same prawa do asertywnego zachowania, jakie przyznajesz sobie.</li>
</ul>
<ul>
<li>Wyrażaj otwarcie swoje oczekiwania, a jeżeli ktoś traktuje Cię nieodpowiednio - powiedz mu o tym oraz wskaż jak chcesz być na przyszłość traktowany.</li>
</ul>
</blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sprawdź, co może pozbawić Cię seksu]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=121</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 10:56:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.pl.wordpress.com/2008/04/05/sprawdz-co-moze-pozbawic-cie-seksu/</guid>
<description><![CDATA[Za Dziennikiem:
Sprawdź, co może pozbawić Cię seksu
Brakuje Ci pewności siebie? Żyjesz w wiecz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Za <strong>Dziennikiem</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a title="Sprawdź, co może pozbawić Cię seksu" rel="nofollow" target="_blank" href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article148833/Sprawdz_co_moze_pozbawic_Cie_seksu.html">Sprawdź, co może pozbawić Cię seksu</a></strong></p>
<p>Brakuje Ci pewności siebie? Żyjesz w wiecznym stresie? Nadużywasz alkoholu? Jeśli pozytywnie odpowiadasz na te pytania, mamy dla Ciebie bardzo złą wiadomość - nie tylko narażasz swoje zdrowie na szwank, ale również możesz zupełnie pozbawić się życia seksualnego.</p>
<p>Dobry seks to efekt nie tylko dobrych chęci. Żeby czerpać satysfakcję z miłości fizycznej, musisz mieć nie tylko zdrowe ciało, ale i zdrowy umysł. A we współczesnym świecie wcale nie jest to takie łatwe. Zobacz, co jest największym zagrożeniem dla miłości:</p>
<p>Stres - masz denerwującą pracę? Wkurza Cię szef? Niepotrzebnie. Lepiej napij się ziółek uspokajających i zrelaksuj się. W innym przypadku ominą Cię cielesne przyjemności. Seksuolodzy są wyjątkowo zgodni w tej kwestii - osoba wiecznie zestresowana, skupiona na problemach nie może czerpać radości z seksu.</p>
<p>Alkohol - wiele osób tłumaczy, że nic lepiej nie wprowadza w seksowny nastrój, niż parę drinków. Nic bardziej mylnego. Po nadużyciu napojów wyskokowych, możemy co najwyżej popisać się w towarzystwie bełkotliwym żartem i tańcem połamańcem. Wszystkie inne zadania mogą przerosnąć nasz podchmielony organizm.</p>
<p>Brak pewności siebie - ciągle myślisz, że jesteś za gruba? Że masz okropną cerę i w ogóle jesteś strasznie brzydka? Tego typu dylematy skutecznie pozbawią Cię życia seksualnego. Osoba, która nie akceptuje swojego ciała, nie jest zdolna do odczuwania cielesnej przyjemności.</p>
<p>Hipochondria - jeśli wiecznie obawiasz się zawału serca, miłosne uniesienia nie są dla Ciebie. Gdy najdzie Cię ochota na seks, wystarczy, że wyobrazisz sobie, jak zareaguje Twoje serce na największą rozkosz i od razu pozbawisz się miłosnego nastroju. Pytanie tylko, co jest przyjemniejsze: orgazm czy użalanie się nad sobą?</p>
<p>Ciąża - wiele przyszłych mam obawia się współżyć. Zupełnie niepotrzebnie. Nie ma przeciwwskazań do uprawiania seksu podczas ciąży. Co więcej, wielu seksuologów przekonuje, że kobieta spodziewająca się dziecka może cieszyć się seksem, jak nigdy dotąd.</p>
<p>Menopauza - wiele kobiet uważa, że wraz z menopauzą, traci swoją kobiecość i przestaje być atrakcyjna. Aż 64 proc. Polek po 50. twierdzi, że w ogóle zrezygnowała z seksu. Tymczasem nie istnieje żadna medyczna teoria, która mówiłaby, że miłość to tylko przywilej młodości. Przyjemność z seksu można czerpać także na emeryturze.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Poranny seks najlepszą wymówką spóźnialskich]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=96</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 10:52:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.pl.wordpress.com/2008/03/15/poranny-seks-najlepsza-wymowka-spoznialskich/</guid>
<description><![CDATA[Za Dziennikiem:
Poranny seks najlepszą wymówką spóźnialskich
Jeśli skończyły Ci się pomysł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Za <strong>Dziennikiem</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article136797/Poranny_seks_najlepsza_wymowka_spoznialskich.html">Poranny seks najlepszą wymówką spóźnialskich</a></strong></p>
<p>Jeśli skończyły Ci się pomysły, jak wytłumaczyć szefowi kolejne spóźnienie do pracy, skorzystaj z naszej rady. Nie ma nic lepszego niż poranny seks. Nie tylko poprawia krążenie krwi, zwiększa naszą odporność na ból, ale przede wszystkim poprawia humor. A kiedy wejdziesz do pracy ze słowem "orgazm" wypisanym na twarzy, Twój przełożony na pewno odpuści sobie narzekanie. No chyba, że będzie zazdrosny.</p>
<p><strong>Seks zamiast porannej gimnastyki</strong><br />
Zamiast zrywać się z łóżka jak tylko zadzwoni budzik, by ćwiczyć skłony i przysiady, lepiej namów partnera na "fikołki". Jak podaje "The Sun", naukowcy z Queen’s University w Belfaście odkryli bowiem, że nie ma nic zdrowszego niż poranny seks. Z powodzeniem może on zastąpić aerobic, równie skutecznie wzmacniając kości. Uprawiając miłość, tak jak podczas ćwiczeń angażujemy wszystkie mięśnie i możemy spalić nawet 300 kalorii w godzinę. A to oznacza również lepszą przemianę materii, pełną kontrolę nad prawidłową wagą i zero zagrożenia ze strony cukrzycy.</p>
<p><strong>Koniec z chorobami</strong><br />
Wystarczy kochać się trzy razy w tygodniu, by zmniejszyć ryzyko zawału serca. Bo podczas miłosnego uniesienia poprawia się nam krążenie i ciśnienie krwi - pisze "The Sun".<br />
Te pary, które decydują się na poranne pieszczoty tylko dwa razy w tygodniu, też mogą liczyć na zdrowotne profity. Badacze podają, że nie grozi im zachorowanie na grypę i przeziębienia.</p>
<p><strong>Zamiast pigułki na ból głowy</strong><br />
"Nie teraz kochanie, boli mnie głowa" - to najmniej odpowiednia wymówka, jaką mogły wymyślić kobiety. Naukowcy, zapewne mężczyźni, odkryli bowiem, że nie ma lepszego lekarstwa na ból niż seks. Chwilę przed szczytowaniem, kiedy jest nam już naprawdę dobrze, nasz organizm wydziela oksytocynę, naturalnego zabójcę m.in. migreny czy PMS.</p>
<p><strong>Koniec z kozetką u psychologa</strong><br />
Zamiast spotkań z psychologiem i łykania leków na depresję, po prostu kochaj się regularnie. Jeśli bowiem wierzyć naukowcom i swojej intuicji, nic tak nie poprawia nastroju, jak czułości w ramionach ukochanego. Bo kiedy on nas całuje, nasz organizm produkuje sporą dawkę dobrego humoru na cały dzień.</p>
<p><strong>Odwołaj wizytę u kosmetyczki</strong><br />
Po co wydawać pieniądze na fryzjera czy kosmetyczkę? Wystarczy seks! Dzięki niemu lśnią nam włosy, a nienaganna cera ma zdrowy, brzoskwiniowy odcień. No i znika zmora wszystkich 30-latek. Pierwsze pojawiające się zmarszczki. Czy trzeba więcej argumentów, by przestawić budzik na wcześniejszą godzinę? </p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Széf]]></title>
<link>http://danageiam.wordpress.com/2008/01/08/szef/</link>
<pubDate>Tue, 08 Jan 2008 16:53:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Dan'age'iam</dc:creator>
<guid>http://danageiam.pl.wordpress.com/2008/01/08/szef/</guid>
<description><![CDATA[Tegnap este hulla fáradtan, kedvetlenül kerültem haza, bambán bekapcsoltam a TV-t, ahol épp a S]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tegnap este hulla fáradtan, kedvetlenül kerültem haza, bambán bekapcsoltam a TV-t, ahol épp a Széf című műsor kezdődött. Egy kolléganőm említette, hogy tetszik neki. Lássuk, no!</p>
<p>Nekem nem tetszik, ez már tuti. Hülyébbnél hülyébb kérdések, így aztán a játékos párokat sem lehet jellemezni, legalábbis a tudásuk alapján nem. Tegnap este az egyik pár 2 fiatal lányból állt. Nem voltak szimpatikusak, az egyik teljesen átvette az irányítást, de akkor minek jönnek páros játékra? No meg ... szóval volt egy olyan kérdés hol található Gül Baba türbéje ... gyorsan kiderült nem tudják ki volt Gül Baba (azon kívül, hogy török), fogalmuk sincs mi a türbe ... ezt Balázs elárulta nekik: ide temették el ... pár perc eltelik, csaj megszólal: azt tudja, hogy Budapesten is van egy Gül Baba türbéje, de hogy elfogadja-e a válasznak a Boszporusz partján-t, azt nem tudja ... újabb percek telnek el, mire a másik csaj döbbenten kérdezi tőle, hogy dehát csak egyetlen helyre temethették el, nem? Akkor rossz ez a válasz, menjünk tovább ... NA, EZ FÁJT NEKEM!</p>
<p>A másik pár egy középkorú házaspár sok gyerekkel. Ők sem voltak igazán megnyerőek, de tetszett a hozzáállásuk: játék, játszani jöttek (a pasi: "Itt vagyok egy gyönyörű nővel a TV-ben :-) "- pedig lássuk be az asszony csak az ő szemében lehetett szép ;-) ) . Gyorsan, határozottan döntöttek; volt, amit biztosan tudtak és attól nem is hagyták magukat eltántorítani; nem borultak ki, mert nem nyertek.</p>
<p>A műsor egyszer nézhető volt (kellően bambán), de nem fogom keresni a lehetőséget, hogy újabb részt nézzek meg belőle.</p>
<p>De amiért a poszt írásába belefogtam: volt egy arra vonatkozó kérdés mi a jelenlegi legnagyobb élőlény. A felkínált válasz: mézgomba. Bevallom sose hallottam róla. A játékosok sem, nem fogadták el, mondván a bálna az. Tévedtek. Így ma kíváncsiságom vezérelve rákerestem erre a mézgombára.<br />
Álljon itt a munkám gyümölcseként néhány link:</p>
<p><a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Armillaria_mellea_041031w.jpg" target="_blank"><img src="http://danageiam.wordpress.com/files/2008/01/mezgomba.jpg" alt="mézgomba - a világ legnagyobb élőlénye" /></a></p>
<h2 align="center"></h2>
<p><a href="http://www.sulinet.hu/eletestudomany/archiv/2000/0035/tudvil/legnagyobb/legnagyobb.html" target="_blank">A világ legnagyobb élőlénye</a><br />
<a href="http://www.extremescience.com/biggestlivingthing.htm" target="_blank">Biggest living thing</a><br />
<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Largest_organism" target="_blank">Largest_organism</a> (Wikipedia)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
