<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>szamanizm &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/szamanizm/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "szamanizm"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 16:43:11 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Szaman i ból ]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=877</link>
<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 21:48:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/07/31/szaman-i-bol/</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Szaman miejski&#8221; Serge Kahili King :
Kiedy nasze ciało doświadcza uderzenia, ukłucia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/07/hunaa.jpg" alt="" /><br />
<em>"Szaman miejski" Serge Kahili King</em> :</p>
<p><strong></strong>Kiedy nasze ciało doświadcza uderzenia, ukłucia, skaleczenia lub oparzenia, reaguje w naturalny sposób  - stresem.<br />
W takich przypadkach posiniaczenia, rany i pęcherze uważamy za naturalną konsekwencję tych zdarzeń.<br />
Ale niekoniecznie tak musi być.<br />
Istnieją tu szerokie możliwości.<br />
Jedni ludzie przebijają sobie ramię stalową igłą bez zranienia i krwawienia, inni mogą włożyć rękę do ciała człowieka nie czyniąc mu krzywdy i nie pozostawiając śladu, jeszcze inni potrafią chodzić po ogniu i nie ulegać poparzeniom.<br />
Być może zabrzmi to niewiarygodnie, ale uważam, że są to rzeczy całkowicie naturalne, aczkolwiek niecodzienne.</p>
<p>Zwykle nasze ciało reaguje stresem na truciznę, substancje toksyczne, promieniowanie czy dodatnie ładunki elektryczne, ale są ludzie, którzy mogą wypić roztwór arszeniku lub alkohol metylowy, nie doznając szwanku; nie każdy człowiek pracujący przy azbeście choruje, zdarzają się też osoby odporne na wyższy niż przeciętnie poziom promieniowania, a są i tacy, których pobudzają jony dodatnie.</p>
<p>Ci, którzy nie reagują stresem na truciznę lub zranienie, różnią się od tych, którzy tak właśnie reagują tym, że charakteryzują się wyższą tolerancją na substancje i warunki stresogenne.</p>
<p>Co oznacza wyższa tolerancja?<br />
Oznacza, że dany człowiek jest w stanie znieść wyższy niż większość ludzi poziom stresu, zanim pojawiający się opór organizmu wytworzy tak duże napięcie, że spowoduje załamanie jego funkcji.<br />
Podwyższona odporność takich ludzi na warunki stresogenne może wynikać z dwóch powodów - albo w chwili ich zaistnienia znajdują się oni w stanie większego odprężenia, toteż potrzebny jest silniejszy stres, by spowodować takie napięcie, które wywołałoby objawy załamania, lub też świadomie nauczyli swoje ciało innego reagowania przez zmniejszenie oporu organizmu drogą zmiany stosownego wzorca.<br />
Wiemy, na przykład, że niektórzy ludzie wytrenowali swój organizm, pijąc stopniowo coraz większe dawki arszeniku.<br />
Ja osobiście wolałbym ćwiczyć rozluźnianie się.</p>
<p>W każdym razie, możliwa jest taka zmiana reakcji naszego organizmu, by ostry mechaniczny uraz nie dawał w rezultacie fizycznego uszkodzenia ciała.</p>
<p>W roku 1983, będąc na wyspie Tahiti w towarzystwie tahitańskiego kahuny, powoli przechadzałem się bosymi stopami po rozległym obszarze rozżarzonej lawy, pewnie stąpając po każdym napotkanym kamieniu. Nie poparzyłem stóp, ani nawet nie spaliłem włosów na nogach.<br />
Widziałem wielu ludzi chodzących po ogniu i znam szereg sposobów, aby móc to robić.<br />
- Najpowszechniejszym z nich jest oddanie się z wiarą pod opiekę boską, ale jest on skuteczny tylko wtedy, kiedy wiara jest dostatecznie silna.<br />
Drugim znanym mi i często stosowanym sposobem jest stan odwrócenia uwagi, podobny do transu, w którym skupiamy się nie na ogniu, lecz na czymś zupełnie innym.<br />
- Trzeci sposób to odpowiednia motywacja, głębokie, wysoce energetyczne pragnienie przejścia na drugą stronę.</p>
<p>Cechą wspólną wszystkich tych trzech rodzajów postępowania jest odwrócenie uwagi świadomego umysłu od ognia, na skutek czego zmniejsza się lub zanika opór związany z wysoką temperaturą i ciało podąża za naturalnym cyklem natychmiastowego uzdrawiania.</p>
<p>Takie właśnie rozumowanie było podstawą mojej teorii, zanim wszedłem na gorącą lawę. Postanowiłem sprawdzić ją, wypróbowując na Tahiti nową metodę. Zamiast stosować modlitwę, odwrócenie uwagi czy silną motywację, skoncentrowałem całą swoją uwagę dokładnie na tym, co robiłem, nie próbując zadawać pytań, komentować, czy analizować czegokolwiek.</p>
<p>Dzięki temu doświadczyłem takiej jedności z najbliższym otoczeniem, że nie odczuwałem absolutnie żadnego lęku. Dlatego też nie było żadnego oporu, a więc i żadnego spalania. Moje ciało przechodziło przez naturalny cykl (stresu-napięcia-uwolnienia napięcia-odprężenia) tak szybko, że nie mógł pojawić się efekt kumulacji napięcia.</p>
<h3><span style="color:#333333;">Zmiana wzorca</span></h3>
<p>Bardzo dawno temu, tak dawno, że nie mogę sobie przypomnieć, skąd dowiedziałem się o tym, że jeżeli potknąwszy się o coś, <strong>chcemy uwolnić się od bólu, musimy kilkanaście razy powtórzyć to, co zrobiliśmy, lecz za każdym razem bez potykania się, a wówczas ból zniknie</strong>.</p>
<p>Stosowałem ten sposób wielokrotnie nie zastanawiając się głębiej, jak on działa, ale ostatnio przestudiowałem szczegółowo zachodzący tu proces i zacząłem nauczać go na moich kursach, zachęcając uczniów, by wypróbowali różne warianty tej metody.</p>
<p>Opracowana przeze mnie koncepcja mówiła o tym, że tworząc nowy wzorzec przez <strong>zmianę zakończenia zaistniałej sytuacji</strong>, dajemy ku inne wspomnienie danego zdarzenia, dzięki czemu wymuszamy na nim zmianę stanu organizmu na taki, który odpowiada nowej wersji tego, co zaszło.<br />
Im mniej czasu upłynie od zdarzenia, tym szybciej powrócimy do stanu harmonii.</p>
<p>To, czego moi uczniowie dokonują używając tego sposobu, zadziwia mnie i cieszy.<br />
Oto kilka przykładów.<br />
W tydzień po zakończeniu kursu jeden z jego uczestników stawiał płot wokół podwórka na tyłach swojego domu. W pewnym momencie z całej siły grzmotnął się młotkiem w palec u nogi, a następnie, zamiast rzucić młotek na ziemię i zareagować w normalny, rutynowy sposób, polegający na skakaniu, ściskaniu bolącego palca i przeklinaniu, cofnął go, bowiem przypomniał sobie, że nauczyłem ich tworzyć nowy wzorzec przez zmianę zakończenia zdarzenia. Najpierw wykonał jeden ruch młotkiem, nie dotykając palca. Potem powtórzył tę czynność jeszcze szesnaście razy. Wynik był taki, że odczuwał w palcu już tylko lekkie mrowienie, toteż mógł powrócić do pracy, a gdy ją skończył, palec nie był ani stłuczony, ani spuchnięty, ani też nie bolał.</p>
<p>Pewien lekarz z Teksasu donosił, że kiedyś, krojąc nożem sałatę na surówkę, głęboko skaleczył się w palec. Z punktu widzenia profesjonalisty wiedział, że takie skaleczenie będzie wymagało wykonania kilku szwów, ale mimo wszystko postanowił wypróbować mój zwariowany pomysł. Po kilkakrotnym powtórzeniu ruchów nożem palec przestał krwawić, a ból ustąpił, toteż człowiek ten zapomniał o skaleczeniu i mógł dokończyć przyrządzanie surówki. Trzy dni później przypomniał sobie to zdarzenie i spojrzał na palec. Nie było na nim ani śladu skaleczenia.</p>
<p>Pewna kobieta z Minnessoty, oparzywszy palec parą, wydobywającą się ze stojącego na ogniu garnka, szybko powtórzyła wykonywaną podczas oparzenia czynność, zmieniając jej zakończenie. Ból ustąpił, a pęcherze nawet się nie pojawiły.</p>
<p>Inna kobieta, mieszkająca w Kanadzie, przytrzasnęła sobie palce drzwiami samochodu. Nie zwracając uwagi na zdziwionych przechodniów powtarzała zamykanie drzwi do momentu, aż ból ustąpił, a na palcach nie było nawet śladu stłuczenia, ani skaleczenia. Chyba najciekawszy ze wszystkich był przypadek kobiety z Kalifornii, która postanowiła podjąć działania z założeniem, że ku żyje chwilą obecną i nie potrafi odróżnić plastycznego wytworu wyobraźni od zdarzenia, zachodzącego w rzeczywistości.<br />
Kilka tygodni wcześniej poważnie poparzyła nogę spalinami z rury wydechowej motocykla i rana nie chciała się goić. W żywy sposób odtworzyła w umyśle przebieg zdarzenia, dając mu inne zakończenie, w którym gorące spaliny nie spowodowały żadnego uszkodzenia nogi. Powtórzyła to ponad czterdzieści razy, w wyniku czego zadawniona rana, która zaczynała już ropieć, w ciągu trzech dni całkowicie znikła.</p>
<p>Możliwości tego prostego sposobu są fantastyczne i nieograniczone, zwłaszcza wtedy, kiedy możemy go zastosować do uzyskiwania wyników w teraźniejszości - w odniesieniu do zdarzeń minionych. Na podstawie doświadczeń stwierdziliśmy, że najlepsze wyniki osiąga się wówczas, gdy wprowadza się do wzorca możliwie najmniejsze zmiany.</p>
<p><em>"Szaman miejski" Serge Kahili King</em> :<br />
<a href="http://www.huna.net/Media/skbio.htm"><span style="text-decoration:underline;"><br />
</span></a><span style="color:#808080;"><a href="http://www.huna.net/Media/skbio.htm"><span style="text-decoration:underline;">Serge Kahili King</span></a> jest autorem kilku książek o Hunie i szamanizmie, a także uważa się go za kontynuatora i propagatora praktyk szamańskich starożytnych kahunów z wysp Hawajów.</span></p>
<p><strong>Powiązane posty :</strong><br />
<a href="http://zenforest.wordpress.com/huna/">Huna</a><br />
<a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/18/szaman-miejskiszaman-miejski/">Szaman miejski</a><br />
<a href="../2008/05/10/przyjemnosc-i-szczescie-bez-granic/"></a><a href="../2008/01/11/huna-i-jung/">Huna i Jung</a><br />
<a href="../2008/01/09/huna-i-freud/"> Huna i Freud</a><br />
<a href="../2007/12/22/opetanie-i-formy-myslowe-wg-huny/"> "Opętanie" i formy myślowe wg Huny.</a><br />
<a href="../2007/11/17/czy-istnieja-jakies-ograniczenia-tylko-wtedy-gdy-w-nie-wierzymy/"> Czy istnieją jakieś ograniczenia? Tylko wtedy gdy w nie wierzymy...</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pod wpływem]]></title>
<link>http://mynameiselvis.wordpress.com/?p=99</link>
<pubDate>Sat, 28 Jun 2008 21:15:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>uglylikeshit</dc:creator>
<guid>http://mynameiselvis.pl.wordpress.com/2008/06/28/pod-wplywem/</guid>
<description><![CDATA[Kolejny etnograficzny rarytas dla amatorów takich brzmień. Reszta może to polubić albo odrzucić]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kolejny etnograficzny rarytas dla amatorów takich brzmień. Reszta może to polubić albo odrzucić. Zapis szamańskiego rytuału z udziałem halucynogennych grzybów w wykonaniu Indian Mazatec z Meksyku. Rdzenna poezja konkretna. Resztę trzeba posłuchać samemu.</p>
<p>Tutaj <a href="http://www.archive.org/details/mazatecmushroom">zip</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Być bliżej siebie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=125</link>
<pubDate>Tue, 20 May 2008 19:20:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/05/20/byc-blizej-siebie/</guid>
<description><![CDATA[ 
Prawdziwym wyzwaniem wojownika jest nie bać się tego kim się jest
 
Trudno opowiedzieć o wyp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;"><a href="http://Brak"></a> </p>
<p style="text-align:right;"><em>Prawdziwym wyzwaniem wojownika jest nie bać się tego kim się jest</em></p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">Trudno opowiedzieć o wyprawie takiej jak ta. Mogłabym opisać po trochu jak się przygotowałam, jak dotarłam, gdzie byłam, co robiłam. Tylko wydaje mi się to bardzo niedoskonałym sposobem. Poza brakiem sposobów ogranicza mnie też solidarność z ludźmi, którzy tak jak ja przełamywali się w walce o siebie. Wiele rzeczy powinno pozostać między wtajemniczonymi. Będę więc uważna w słowach.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeśli się coś wypowie na głos, przesłanie nabiera mocy.</p>
<p style="text-align:justify;">Myślę o tym nieustannie, chociaż od weekendu dzieli mnie coraz więcej wydarzeń i spotkań. Myślę o doświadczeniu rozdzierającego krzyku, w którym zawiera się cała determinacja do walki o życie. Krzyk, śmiech, łzy.<br />
I cisza.<br />
Cisza napięta na cięciwę naszych emocji. Ktokolwiek da coś więcej z siebie, reszta to odczuje. I przyjmie.<br />
Nie ma złych ludzi.<br />
Uczę się dużo życzliwości, otwartości. Myślałam, że już to znam i umiem - ale tamta wiedza nie była solidnie podbudowana doświadczeniem.<br />
Uczę się więcej mówić. Zdejmować maskę. Oddałam grymas uśmiechu dziadkowi ogniowi.<br />
Uczę się biec przez ciemność, mimo strachu i wysiłku. To trudniejsze niż się wydaje.<br />
Uczę się ufać sobie. To chyba najtrudniejsze.</p>
<p style="text-align:justify;">Ludzie towarzyszący mi w tych wyzwaniach są niezmiernie odważni, oni naprawdę chcą. Są silni, ale ich siła została kiedyś skierowana na nienaturalne tory. Pomagała przetrwać, teraz ogranicza. Dziecko weźmie na siebie każdy ciężar, żeby ratować rodzinę. Dziecko zrobi sobie najgorszą rzecz z miłości. Dziecko znienawidzi siebie, aby jakoś uzasadnić złe traktowanie. Dziecko wyrośnie na odnoszącego sukcesy, zwykłego, dorosłego, nieszczęśliwego człowieka.<br />
Palimy te staniki umysłu. Z dobrymi intencjami. Mam nadzieję... Chcę... Moją intencją jest... Ja bym chciała...</p>
<p style="text-align:justify;">Niech tak się stanie - mówię.<br />
Niech tak się stanie - myślę.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem ja jako najmłodsza rozpalam ognisko i tańczymy sobie. Parę osób gra na bębnach, ktoś wyje do księżyca. Wilki. Węże. Motyl. Jeżozwierz.</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;"><em><span style="color:#808080;"><a href="http://Brak"><span style="color:#808080;"><img class="alignright size-medium wp-image-126" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/jezozwierz.jpg" alt="" /></span></a></span></em></p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;"><em><span style="color:#808080;">Ziemia moim ciałem</span><br />
<span style="color:#808080;">Woda moją krwią.<br />
Powietrze oo-ddechem,<br />
oooo-gień siłą mą!</span></em></p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">Jest mi ciągle gorąco. Przy robieniu wegetariańskiego obiadu, przy ćwiczeniach, przy medytacji. Ale mimo to owijam się kocem i chustą obserwując zmagania z demonami. Jeden, wyjątkowo paskudny, zostaje brutalnie wyrzucony za drzwi z okrzykiem <em>spierdalaj! wynoś się z mojego domu!</em> Inne uwiesiły się komuś na ramionach i szepcą mu toksyczne teksty, unieruchamiają. Unieruchamiają do czasu, kiedy się o nich myśli - gdy oczy dostrzegają cel, momentalnie udaje się ruszyć z miejsca.<br />
Oczywiśnie większość potworów udaje dobre zamiary.</p>
<p style="text-align:justify;">Obracam w dłoniach kość niedźwiedzia jaskiniowego, moja kolej coś powiedzieć. Chcesz? Chcę, po to tu przyjechałam. Po pomoc. Żeby udzielić sobie pomocy. Prawie wszystko trzeba zrobić samemu, miejsce i czas takie a nie inne, ludzie tacy a nie inni - bo to inspiruje. Reszta jest w moich rękach.</p>
<p style="text-align:justify;">Podobno jestem odważna. Podobno to naturalne. Podobno to mi wyjdzie na dobre. Podobno to dopiero początek. Jestem najmłodsza - chyba mi zazdroszczą, że tak wcześnie się za siebie wzięłam. W ogóle mam dużo życiowych doświadczeń, stąd ta powaga zniekształcona karykaturą uśmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">Wolałabym mieć mniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Lubię was bardziej. Siebie zresztą też.</p>
<p style="text-align:justify;">Dzięki - mówię.<br />
Dzięki - myślę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Hej kolęda, kolęda...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/12/29/hej-koleda-koleda/</link>
<pubDate>Sat, 29 Dec 2007 17:06:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.pl.wordpress.com/2007/12/29/hej-koleda-koleda/</guid>
<description><![CDATA[Taką już mamy katolicy tradycję, że raz na rok w okresie Bożego Narodzenia ksiądz wraz z minis]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">Taką już mamy katolicy tradycję, że raz na rok w okresie Bożego Narodzenia ksiądz wraz z ministrantami odwiedza nasze domy, aby pobłogosławić rodzinę, dom itd. specjalną modlitwą.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Co roku zastanawiam się, po co to, komu? Jaki w tym sens?</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Tak się składa, że kolędę miałem wczoraj, znowu cały ranek myślałem nad sensem tego wydarzenia i sensu nie znalazłem.</font><!--more--></p>
<p><font COLOR="#000000">Zauważyłem za to jak moja matka od rana sprząta, czyści, pucuje wszystko dookoła, tylko po to, aby umocnić się w przekonaniu, że wszystko jest cacy, bo przecież musi być, bo przecież przyjdzie ksiądz...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Nie trzeba dodawać, że w domu czysto było...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Ksiądz jest już moim bloku, włącza się wyczekiwanie, jak na coś niesamowitego....Pełne skupienie, napięcie. Jeszcze raz posprawdzane wszystko dookoła. Planowanie – gdzie siądzie klecha, gdzie staną ministranci, o zgrozo!, Przecież te 2 małe elfy noszą z sobą reklamówkę (reklamówkę trzymał mały rudy elf – pewno dlatego, że rudy jest bardziej odporny na ból :P – a reklamówka była duża i wyglądała na ciężką) i za zaśpiewanie kolędy – a raczej za próbę zaśpiewania jednej zwrotki kolędy muszą dostać coś słodkiego – nic nie muszą ;) – ale wytłumaczcie to mojej mamie...Jakby tego było mało noszą z sobą jakąś puszkę, do której trzeba im wrzucić jakąś monetę...W tym roku proboszcz przeszedł samego siebie – puszka była zamknięta na KŁÓDKĘ. To już kompletnie mnie zmiażdżyło...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> No to pięknie...Proponuję jeszcze jakąś specjalną kredę z nadajnikiem GPS, – co by mały ministrant kredy nie ukradł....</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Kolęda odśpiewana, proboszcz wbił na chatę, odmówił modlitwę, wygonił 2 elfy do następnego mieszkania. Siadł na moim ulubionym fotelu (bleeeh :D), i zaczął pierdzielić....</font></p>
<p><font COLOR="#000000">„Ooo, to fotel do komputera...?” – spytał się głupio, już mnie nosiło, ale zachowałem spokój...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> No, ale nic – przyczepił się brata – „ile siedzisz przed komputerem, masz tam zakodowane wszystko? Jesteś hakierem?” – brat coś mu odburknął...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Potem padło na mnie, – „Do jakiej szkoły chodzisz?” – To samo pytanie zadał mi 2 lata temu jak był na kolędzie...., No to mu odpowiedziałem....</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Przyczepił się ojca i matki – „Pan pracuje?, do kościoła chodzi?, a pani co robi?” – rodzice odpowiedzieli.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Na koniec narysował swój autograf na pół kartki w moim zeszycie do religii, dał jakiś podpisany przez siebie obrazek, wziął kopertę z kasą od rodziców i poszedł dalej...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Tyle larma, tyle przygotowań żeby wpuścić księdza na ok. 6 minutowe spotkanie...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Sensu tu brak. Nie czuję się lepiej, szczęśliwszy nie jestem, kuferka z pieniędzmi pod drzwiami nie znalazłem, w moim łóżku nie było super laski, wzrok mi się nie polepszył, żeby, chociaż ten sens się odnalazł, ale skąd. Po wizycie duszpasterskiej nic się nie zmieniło...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Coś te szamanizmy proboszczowi nie wyszły...</font></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
