<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>sklavinia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/sklavinia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "sklavinia"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 10:39:55 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Srebrenica, Katyń, Wołyń...]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/?p=43</link>
<pubDate>Tue, 22 Jul 2008 17:31:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/07/22/srebrenica-katyn-wolyn/</guid>
<description><![CDATA[Nikt znający historię środkowej Europy obok nazw tych nie może przejść obojętnie.
Srebrenica ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nikt znający historię środkowej Europy obok nazw tych nie może przejść obojętnie.</p>
<p>Srebrenica to stare słowiańskie miasto, wzmianki o nim pochodzą już z XIV wieku, aż do XVIII wieku były tam bogate kopalnie srebra eksportowanego potem przez Dubrownik, stąd też nazwa. Miasto leży gdzieś w połowie drogi między Belgradem a Sarajewem, niegdyś bardziej serbskie, w 1991 było już w ¾ muzułmańskie, w ¼ serbskie.</p>
<p>Katyń to wieś w okolicach Smoleńska, który w XVI i XVII wieku był świadkiem pamiętnych walk polsko-rosyjskich. Okolica mocno zalesiona, starą, niezniszczoną, starożytną puszczą, przez środek której przebiega dziś granica Białorusi i Federacji Rosyjskiej.</p>
<p>Wołyń to żyzna równina na pograniczu polsko-rusińskim, ale też z wpływami węgierskimi (Arpadzi) i osiedlami czeskimi i niemieckimi.</p>
<p>Wszystkie te miejsca łączy oczywiście nie tylko położenie na pograniczu różnych narodów słowiańskich czy bycie świadkami ich długoletnich kontaktów. To także miejsca, gdzie historia ta w obliczu wojennych zawieruch XX wieku znalazła tragiczny finał w zbrodniach ludobójstwa.</p>
<p>Zbrodnie te były w różny sposób i w różnym stopniu zaplanowane, ale żadna nie była jakimś spontanicznym ruchem, buntem, chwilowym wzburzeniem. W każdej wystąpiła brutalna, cynicznie użyta siła. W każdej był też na pewno jakiś element prowokacji ze strony przeciwnej, która ostatecznie stała się ofiarą.</p>
<p>Różnie też zbrodnie te funkcjonują w świadomości świata. W stosunku do Srebrenicy występuje swoisty kompleks zachodu. Nic dziwnego, zbrodnia była możliwa wyłącznie dzięki temu, że ustanowione tam oenzetowskie oddziały do ochrony cywilnej ludności zachowały się zupełnie biernie, a ich holenderski dowódca tchórzliwie. Skwapliwie, jakby w nadziei na oczyszczenie własnego zbiorowego sumienia ściga się (oczywiście tylko serbskich) winowajców. O Katyniu zachodnie elity pewnie słyszały, ale czasem wolą nie słyszeć. W 2005 r. ówczesny przewodniczący Parlamentu Europejskiego hiszpański José Borrell odmówił uczczenia ofiar tej zbrodni przez parlament, gdyż – jak twierdził „nie mamy zwyczaju czczenia tragicznych wydarzeń” – choć kilka tygodni wcześniej PE uczcił ofiary Auschwitz. A Wołyń? O nim wolą nie pamiętać nawet Polacy. Na niedawnych uroczystościach 65. rocznicy nie było nikogo z wysokich władz państwowych, a w przesłanym liście Prezydent RP jak ognia unika słowa „ludobójstwo”. Raczej nie należy marzyć o ukaraniu winnych ani zbrodni katyńskiej, ani wołyńskiej.</p>
<p>W Srebrenicy zginęło (wedle oficjalnych szacunków) 8 tys. ludzi, w Katyniu 19 tys., na Wołyniu 60 tys. O Srebrenicy mówi cały świat, o Katyniu niektórzy, o Wołyniu prawie nikt...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy rusałki to Słowianki?]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/?p=34</link>
<pubDate>Tue, 22 Apr 2008 13:53:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/04/22/34/</guid>
<description><![CDATA[Dziś 22 kwietnia. W dawnym ustroju uroczyście obchodzono w tym dniu urodziny Lenina. Dziś urodzin]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś 22 kwietnia. W dawnym ustroju uroczyście obchodzono w tym dniu urodziny Lenina. Dziś urodziny Donalda Tuska (tak, tak, to też dziś :)) obchodzi się już skromniej, ogłoszono natomiast zamiast dnia Lenina Dzień Ziemi. Na przekór kolejnym głupim dniom zajmę się innym żywiołem – wodą – i słowiańskimi wyobrażeniami z nim związanymi.</p>
<p>Rusałką nazywamy bliżej nieokreśloną istotę żyjącą w wodzie, antropomorficzną, w przeciwieństwie jednak do syren, antropomorficzną w całości. Rusałki kiedy pojawiały się na lądzie przybierały postać pięknej kobiety, nie odróżniającej się zewnętrznie od kobiet ludzkich. Sporadycznie rusałki mogły żyć w trawach czy lasach, generalnie jednak żyły w wodzie.</p>
<p>Naturalnie Słowianie nie byli jedynymi, których głębia, niedostępność stojących wód poruszała. Szkoci w Loch Ness trzymają potwora, a po fińskich jeziorach pływają tajemnicze łabędzie. Rusałki wydają się być jednak pomysłem typowo słowiańskim, trudno bowiem w kulturze innych krajów odnaleźć takie zagęszczenie stworów wodnych. W tych znowu kulturach, gdzie to bardziej powszechne (Grecja) nie przybierały one kształtu rusałek. Z niesłowiańskiej kultury na myśl przychodzi mi jedynie „lady of the lake”, znana z legend arturiańskich, potem ujęta w poemat przez sir Waltera Scotta.</p>
<p>Geneza rusałek niknie w mroku słowiańskich pradziejów. Wydaje się, że były częścią ludowych wyobrażeń pogańskich, które jednak zachowały się do naszych czasów w bardzo okrojonej formie wskutek szybkiej chrystianizacji w X i XI wieku. Żadna fala neopogaństwa, czy to bunt Masława czy reakcja na Pomorzu na początku XII wieku (ostatnia na większą skalę), nie pozostawiły po sobie trwałych śladów kulturowych. Rusałki znikają ze sceny i trwają w zapomnieniu, w niepublikowanych i nieznanych ludowych wierzeniach, aż do początków wieku XIX.</p>
<p>Wiek XIX jest wielkim renesansem takich ludowych wyobrażeń, a jednocześnie wprowadza rusałki do kultury dziś powiedzielibyśmy „wysokiej”, do pełnowartościowej literatury. Wspomnieć należy powszechnie znane Polakom Goplanę i Świteziankę. Znamienne, że nie są określane jako rusałki, ale mają nazwy własne, pochodzące od geograficznych nazw jezior. Już bardziej bezimiennie występują w znanych i mniej znanych operach.</p>
<p>Pierwszą jest <em>Undine</em> Ernsta Teodora Amadeusa Hoffmana z 1814 roku (rusałka to po francusku <em>ondine</em>, a po niemiecku właśnie <em>Undine</em>). Może być pewnym zaskoczeniem, że pisząc o Słowianach nagle wspominam niemieckiego kompozytora. Ale to nie przypadek, ETA Hoffman, wielki teoretyk romantyzmu i kompozytor-hobbysta pewną część życia spędził na anektowanych przez Prusy terenach Polski – na Mazowszu i w Wielkopolsce. Niewykluczone, że Undine jest inaczej opisaną Goplaną.</p>
<p>Kolejną mało znana opera <em>Rusałka</em> Aleksandra Dargomyżskiego, kompozytora rosyjskiego zaliczanego do szkoły narodowej, a więc hołdującego ideałom słowianofilskim.</p>
<p>Bardziej znanym twórcą podejmującym ten temat był Mikołaj Rimski-Korsakow, przedstawiciel tzw. Potężnej Gromadki – grupy rosyjskich kompozytorów czerpiących wątki z ludowego-narodowego (w rosyjskim jest jedno słowo narod) folklorze. Rusałki pojawiają się już w <em>Nocy majowej</em> z 1880 r., ale na szczególną uwagę zasługuje najwspanialsza opera kompozytora, czyli <em>Sadko</em> z 1896 r., gdzie rusałka z Jeziora Pskowskiego także się pojawia.</p>
<p>Identyczny tytuł jak opera Dargomyżskiego nosi najbardziej chyba znane dzieło operowe Antonina Dvořáka (1900), oparta na baśni Erbena i Němcovej. Uczciwie jednak powiedzieć trzeba, że Dvořák znacznie lepiej radził sobie w muzyce orkiestrowej i kameralnej.</p>
<p>Jak widać tematyka rusałek pojawia się w operach kompozytorów słowiańskich, w dodatku tych zaliczanych do „szkół narodowych”, a więc tych, którzy chcieli widzieć swą sztukę jako wyraz narodowych uczuć, sztukę wyróżniającą się ze zdominowanej wtedy przez Niemców muzyki „ogólnoeuropejskiej”. Pokazuje to, jak bardzo słowiańskim tworem są rusałki. To element naszej kultury, szkoda, że o nim zapominamy, a do wód wrzucamy jakieś śmieci zwane „marzannami”. Dobrze, że tylko raz w roku i że nie w Dzień Ziemi.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[14 lutego - Cyryla i Metodego]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/?p=20</link>
<pubDate>Thu, 14 Feb 2008 07:46:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/02/14/14-lutego-cyryla-i-metodego/</guid>
<description><![CDATA[Oprócz wspomnienia patrona epileptyków – św. Walentego – Kościół Rzymskokatolicki obchodzi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Oprócz wspomnienia patrona epileptyków – św. Walentego – Kościół Rzymskokatolicki obchodzi dziś święto świętych Cyryla i Metodego. Kim byli? Dlaczego powinniśmy o nich pamiętać?</p>
<p>Święci Cyryl (z greckiego Konstantyn) i Metody, zwani też niekiedy Braćmi Sołuńskimi (z racji pochodzenia z Sołunia – z greki zwanego dziś Salonikami, niegdyś Tesaloniką) jak mało które postacie historii średniowiecza wpisują się w dzieje Słowiańszczyzny. Obaj Słowianami z etnicznego punktu widzenia nie byli, jako mieszkańcy Sołunia byli Grekami. Przybyli oni z południa do najpotężniejszego ówcześnie państwa Słowian, na Morawy. Celem ich była misja apostolska, zaszczepienie wśród wchodzących ówcześnie na ścieżkę cywilizacyjną Słowian wiary chrześcijańskiej – ówcześnie jeszcze przed otwartą schizmą 1054 roku niepodzielonej. Misja ta odniosła pełny sukces.</p>
<p>Ale oprócz aspektu religijnego misji, był też inne aspekte – polityczny i cywilizacyjny. Rościsław, książę wielkomorawski który zaprosił Braci, nie chciał chrystianizować się z Niemiec. Powód były oczywisty – przede wszystkim nie chciał się uzależniać od potężnego (militarnie) niemieckiego sąsiada (100 lat później takie same były powody chrztu Mieszka – z Czech zamiast z Niemiec). Drugi powód jest mniej dziś dla nas oczywisty, ale też ma znaczenie niebagatelne. Otóż w II połowie IX wieku zachodnia Europa prezentowała mizerny poziom kulturowo-cywilizacyjny. Centrum świata leżało na pograniczu Europy i Azji – w zamieszkałym przez Greków Bizancjum. Choć Grecy nie byli nigdy wielką potęgą militarną (co w X i XI wieku mieli tak boleśnie udowodnić Turcy Seldżuccy), choć ich honor trafnie określało określenie <em>fides graeca</em>, to jednak przepych, bogactwo i intelektualny poziom Bizancjum budziły podziw i zachwyt zachodu jeszcze długo potem. Nie dziwi, że Rościsław cywilizacji chciał się uczyć właśnie stamtąd.</p>
<p>To były przyczyny, a jakie były efekty? Oprócz chrystianizacji północnego brzegu Dunaju, Bracia – a dokładniej Cyryl – zostawili po sobie alfabet. Cyryl greckie znaki dostosował do ówczesnego języka Słowian, w szczególności do specyficznych (do dziś zresztą spotykanych) głosek. Tak powstała głagolica, później zwana od jego imienia cyrylicą, a dziś – po reformach Piotra I na przełomie XVII i XVIII wieku grażdanką. Używana jest w językach rosyjskim, ukraińskim, serbskim, białoruskim, bułgarskim i macedońskim – oraz w niektórych językach niesłowiańskich na azjatyckich terenach objętych kulturowymi wpływami Rosji. To wszystko też dziedzictwo Cyryla.</p>
<p>Cyryl i Metody to – oprócz m. in. św. Benedykta i Edyty Stein – patroni Europy. Czego uczy nas ich przykład? Przede wszystkim tego, że Europa to nie tylko obszar na zachód od Łaby, że Bałkany i centralne połacie kontynentu to pełnoprawna jego część – niezależnie od tego czy wzorce czerpią z zachodu. Wzorce, które nie zawsze na zachodzie muszą być lepsze. Cóż dziś zostało z kultury niemieckiej IX wieku? Z kultury słowiańskiej tamtego czasu został alfabet, którym posługuje się ponad 200 milionów ludzi. Warto o tym pamiętać, gdy dziś bombardowani jesteśmy „europejskimi standardami” i w ogóle nowinkami z zachodu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kultura wysoka i powszechna]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/?p=19</link>
<pubDate>Thu, 07 Feb 2008 20:42:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/02/07/kultura-wysoka-i-powszechna/</guid>
<description><![CDATA[Słucham właśnie &#8220;Tristana i Izoldy&#8221;, jednego sztandarowych dzieł niemieckiego neorom]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Słucham właśnie "Tristana i Izoldy", jednego sztandarowych dzieł niemieckiego neoromantyzmu. Recepta na (neo)romantyzm jest znana, motyw "ludowy" (tu celtycki, ale częściej są germańskie, "narodowe"), ubrany w pompatyczną formę, z wielką orkiestrą, wspaniałą harmoniką, słynną wagnerowską "niekończącą się melodię".<br />
Ale czy słyszał ktoś z Was kiedyś niemiecki folk? Taką autentyczną niemiecką muzykę ludową? Ja, nie. Może gdzieś istnieje w jakichś niszach, ale na pewno nie ma tej popularności co folk bałkański, rosyjskie dumki czy polskie kolędy. Z drugiej strony Niemcy (i Austriacy - na ogół zresztą pochodzenia niemieckiego lub z pogranicza) przynajmniej od XVII wieku mieli najlepszych kompozytorów muzyki tzw. poważnej.</p>
<p>Oczywiście można to zbyć na zasadzie przypadku - ot Mozart urodził się w Salzburgu, a Chopin w Żelazowej Woli, a obaj byli kosmopolitami. Przypadków jednak nie ma (zwłaszcza że podobne wyniki da porównanie z innych dziedzin sztuki), a różnica jest przejawem szerszych doświadczeń historycznych Słowiańszczyzny w stosunku do zachodnich sąsiadów.</p>
<p>Można twierdzić, że Germanie to tacy poważni ludzie, intelektualiści, chłodni jak tworzą kulturę, to przez duże K i wszystko z precyzją szwajcarskiego zegarmistrza. A Słowianie spontaniczni, żywiołowi, więc muzyka też taka - a formą, stylem nie bardzo się przejmowali. To byłoby jednak zbyt duże uproszczenie, bo globalna wartość kultury słowiańskiej wcale nie jest mniejsza.</p>
<p>Przyczyny są moim zdaniem głębsze, mianowicie różny układ społeczny, różne doświadczenia organizacji społeczeństwa. U Słowian niejako "pierwotnym" sposobem organizacji była wieś, a następnie opole. Słowianie jako lud osiadły wykształcili charakterystyczny ireniczny styl życia "na łonie natury". Ludzie mieszkali razem, warstwy bogatych i biednych oczywiście były, ale nieoddzielone murem. Sprzyjało to kształtowaniu wspólnej kultury - bez sztucznych podziałów na kulturę "zamku" i "wsi".</p>
<p>Na zachodzie praktycznie od VIII wieku dominował system feudalny. Skomplikowana drabinka wasali od króla począwszy, a na chłopie skończywszy. Warstwy były wyraźnie oddzielone, hierarchiczne. Kultura była praktycznie tylko w "zamku", poza nim była kulturalna pustynia.</p>
<p>Oczywiście w średniowieczu tzw. pełnym recypowano germańskie wzorce i w państwach słowiańskich. Różnice były jednak zasadnicze:<br />
- większa ilość szlachty, a więc poszczególni drobni szlachcice (gołota) nie odbiegali majątkowo bardzo od wsi<br />
- brak książąt udzielnych<br />
- magnateria odwołująca się do ludu, "klientów", schlebiająca gustom powszechnym<br />
- wspólne gospodarstwo (folwark), a więc stały kontakt wsi z dobrodziejem<br />
- charakterystyczna architektura dwór zamiast zamku, dwór jest częścią wsi, zamek nie<br />
- na poziomie ogólnokrajowym dużo większa demokratyzacja w porównaniu do (zwłaszcza pruskiego, ale nie tylko) autorytaryzmu.</p>
<p>To w Polsce, w innych krajach słowiańskich charakterystyczny był natomiast brak własnej państwowości i wynarodowienie elit. Zatem elity narodowe bezpośrednio wywodziły się z ludu i wśród ludu narodowa kultura się przechowała. Tak było przez kilkaset lat u Czechów, Słowaków, Słowian południowych. Nawet Ruś i Polska przez pewien czas były pod obcym panowaniem.</p>
<p>To odcisnęło piętno na kulturze. Kultura Słowian jest bardziej zintegrowana, rozpowszechniona, ludowa, choć pewnie mniej "wysoka" niż kultura Niemców. Za to Niemcy poza wielkimi artystami mają raczej pustynię, a jeśli chcemy sięgnąć po coś ludowego z Niemiec najlepiej sięgnąć po wysmakowane pieśni pewnego urodzonego w Czechach kompozytora pochodzenia żydowskiego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak rozmawiać z Niemcami?]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/?p=16</link>
<pubDate>Sat, 26 Jan 2008 21:13:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/01/26/jak-rozmawiac-z-niemcami/</guid>
<description><![CDATA[Nie, nie będzie o tym czy lepsza jest strategia typu „Fotyga” czy strategia typu „Bartoszewsk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie, nie będzie o tym czy lepsza jest strategia typu „Fotyga” czy strategia typu „Bartoszewski”. Będzie o szeroko pojętej komunikacji.</p>
<p>Otóż rozmowa z Niemcem - czy szerzej mówiąc w ogóle człowiekiem wychowanym w tradycji krajów o wpływach germańskiej kultury - takich jak Holandia, Belgia, państwa bałtyckie, (Skandynawia nie wiem, raczej też) jest bardzo specyficzna. Po pierwsze, chłodna w emocjach. Jeśli są - widać wyuczone gesty, standartowe pytania, spokojną mimikę itd. Drastycznie inaczej rozmawiamy z ludźmi z Europy Środkowej, Wschodniej czy Południowej. Spontaniczna gestykulacja, żywa mimika, często zmiana tematu, ciągła inwencja. Co bowiem najbardziej uderza - oprócz lodu - przy rozmowie z Niemcem, to schemat rozmowy. Pomijając wypowiedzi jednozdaniowe, kiedy Niemiec chce coś powiedzieć dłuższego, od razu „pisze” rozprawkę. Jest teza, argumenty za, argumenty przeciw wniosek. Jak schemat w książkach do angielskiego</p>
<p>Ktoś pewnie powie - to tak jak się z obcokrajowcami rozmawia tylko na „poważne tematy” o UE, historii, polityce... Nie, tak jest ze wszystkim. O paleniu, o alkoholach, o pogodzie, o zabytkach, o muzyce, w ogóle o „życiu” (czymkolwiek ono jest...). I tak w kółko - argument za, argument przeciw, wniosek.</p>
<p>Momencik. Skądś już to chyba znamy? Teza, antyteza, synteza. Dialektyka. Hegel. Marks. Czy to znaczy że Niemcy przesiąkli marksistowską lingwistyką? Oczywiście, nie. Dialektyka nie jest przyczyną, ale skutkiem. Więc moja teza jest taka - dialektyka w heglowsko-marskistowskim ujęciu powstać mogła tylko w Niemczech, bo wypływa z naturalnego dla Niemców sposobu formułowania zdań. Dialektyka jest czymś dla nich oczywistym i dlatego m. in. jako filozofowie marksiści nie są tam wyklęci.</p>
<p>A u nas? Słowianie mają zupełnie inny, spontaniczny styl wypowiadania się. Taki trochę bezkształtny (ale może bezkształtny jest dla nas, ale dla cudzoziemców, zewnętrznych też wyraża jakąś logikę czy wręcz filozofię). Podobny bardziej do stylu Południowców, Włochów, Hiszpanów, Portugalczyków, Greków. Świadczy to o tym, że wbrew ideom „jednej kultury europejskiej”, kultura podstawowa, kultura języka jest inna, specyficzna dla określonych obszarów.  </p>
<p>Może i nad Europą rozłożył się kołchoz, ale Europejczycy na szczęście nie są jeszcze kołchoźnikami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Slovio – szlachetny pomysł z niefortunnym efektem.]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/2008/01/12/slovio-%e2%80%93-szlachetny-pomysl-z-niefortunnym-efektem/</link>
<pubDate>Sat, 12 Jan 2008 20:47:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2008/01/12/slovio-%e2%80%93-szlachetny-pomysl-z-niefortunnym-efektem/</guid>
<description><![CDATA[Czym jest slovio? W największym skrócie slovio to słowiańskie esperanto. Sztuczny język wymyśl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czym jest slovio? W największym skrócie slovio to słowiańskie esperanto. Sztuczny język wymyślony przez pasjonatów, jak zazwyczaj w takim przypadku bywa z ambicjami stworzenia nowej <em>linguae francae</em>. Idea choć chyba utopijna, to jednak szlachetna, tym razem o tyle ciekawsza, że oparta na empirycznej bazie, jaką jest bogactwo języków słowiańskich. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do stosownej <a href="http://www.slovio.com/">strony</a>, sam ograniczę się do komentarza.</p>
<p>Po pierwsze, tworzenie języka w abstrakcyjny sposób to utopia. Owszem, są przykłady wymyślenia języków od podstaw, jednak nigdy nie stawały się one powszechne. Starocerkiewnosłowiański udało się wprowadzić do liturgii, ale nigdy nie przyjął się w użyciu. Więcej szczęścia mieli twórcy bahasa indonesia, ale przecież język, którym posługuje się kilka procent populacji Indii Wschodnich to nie był cel ich ambicji – a więcej osób na co dzień mówi o ile wiem po jawajsku. Pozornym sukcesem był serbo-chorwacki, choć ten akurat oparty był w największym stopniu na empirycznych badaniach, ale po rozpadzie Jugosławii wydaje się ewoluować z powrotem w kierunku języków serbskiego i chorwackiego. Co do nowoczesnego hebrajskiego otwarcie mówię, nie znam się na tym za dobrze, ale to raczej było „wskrzeszanie” niż „tworzenie”. Zresztą specyfika historii i kultury tego narodu pozwala stwierdzić, że i w tym przypadku jedna jaskółka nie czyni wiosny. I wreszcie esperanto, choć relatywnie popularne jako kolejny język, to jednak nie słyszałem o ludziach posługujących się nim jako pierwszym.</p>
<p>Naturalnie jestem pod wrażeniem pasji tych osób, ich lingwistycznej wiedzy i pomysłowości, ale język, tak jak kultura, nie może być wymyślony odgórnie. Język to coś żywego, nie jest wymyślany, ale pojawia się spontaniczne, nie jest abstrakcyjny, ale konkretny, jego reguły nie są efektem dedukcyjnej analizy, ale dekodowania ich z żywej mowy ludzi. Ludziom można narzucić podatki, władzę, nawet religię nie mówiąc już o ideologii, ale język naprawdę bardzo trudno. Jeśli się udaje – to język już wcześniej przez kogoś używany. Skuteczniejsze zresztą jest mieszanie ludności o dwu językach i w efekcie zanik języka używanego przez mniejszość. Ale takie rozważania już zostawmy, gdyż jak słusznie zauważył Hayek, wszelka inżynieria społeczna prowadzi do nieszczęścia.</p>
<p>Po drugie, każdy z takich języków – a slovio chyba w jeszcze większym stopniu – jest językiem zdegenerowanym. Jest faktem w lingwistyce znanym, że kolejne powstające języki są coraz bardziej prymitywne (czy jak kto woli prostsze). Zamiast siedmiu przypadków trzy, zamiast trzech jeden, formy fleksyjne zastępowane przez rodzajniki, redukcje w koniugacji, liczbie zgłosek itd. Mimo iż liberałowie i różnej maści lewicowcy przekonują nas o postępie, więcej racji przyznać trzeba Platonowi, którego obraz degeneracji ustrojów w „Państwie” żywo przypomina degenerację języków.</p>
<p>Oczywiście taka „degeneracja” nie oznacza czegoś koniecznie złego. Językiem prostszym prościej się posługiwać, jest się go prościej nauczyć i generalnie mniejszego wysiłku intelektualnego wymaga konwersacja. Ma to też wady – osoby mówiące językiem prostszym mają bardzo duże problemy z nauczeniem się języka trudniejszego. Na poziom ogólnej inteligencji też ma to pewnie jakiś wpływ, ale tu potrzeba by badań, ja się nie czuję kompetentny to oceniać.</p>
<p>Jak więc wygląda degeneracja w praktyce? Każdy kto uczył się angielskiego na pewnym poziomie dostrzega różnice między eleganckim British English a powszechnym American English. AE jest taki sam, tylko prostszy. Jeszcze skrajniejszy jest przykład oryginalnej i brazylijskiej wersji portugalskiego. Znajoma Portugalka, mająca w rodzinie Brazylijczyka, mówiła mi, że o ile Portugalczyk zrozumie Brazylijczyka, o tyle Brazylijczyk nie zrozumie Portugalczyka (co ciekawe w wydawałoby się dzikiej Angoli, gdzie moja znajoma się wychowała, mówi się poprawnym portugalskim).</p>
<p>I ten właśnie problem dotyczy języka slovio. Na stronie poświęconej projektowi znaleźć można zachwyty Amerykanów, że wreszcie mogą mówić językiem zrozumiałym dla Słowian i że łatwo się go nauczyć. Nie dziwi mnie to, bo zwłaszcza amerykański wariant angielskiego też jest dość prymitywny. My rozumieć będziemy Jankesów, a czy oni nas? Wątpliwe. Nam Słowianom slovio nie jest potrzebne, bo i tak jesteśmy się w stanie nauczyć mówić zachodnimi językami. Amerykanom może przydać się do „jednostronnej” komunikacji – a komunikacja jednostronna to brak komunikacji. Slovio, choć to ciekawa, pomysłowa i szlachetna idea, jest po prostu niepraktyczne.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kilka prawd z dziejów naszych - ku przypomnieniu w chwili obecnej]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/2007/11/30/kilka-prawd-z-dziejow-naszych-ku-przypomnieniu-w-chwili-obecnej/</link>
<pubDate>Fri, 30 Nov 2007 09:39:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2007/11/30/kilka-prawd-z-dziejow-naszych-ku-przypomnieniu-w-chwili-obecnej/</guid>
<description><![CDATA[177 lat temu i jeden dzień. Warszawa. Banda dzieciaków, wzruszona tym, co „mówią na zachodzie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>177 lat temu i jeden dzień. Warszawa. Banda dzieciaków, wzruszona tym, co „mówią na zachodzie” robi ruchawkę. Nie potrafią dobrze nawet podpalić browaru, bo nawet niebo płacze nad ich naiwnością i głupotą. Rozpoczyna się tzw. zryw narodowy. Głupawy pomysł „młodych wykształconych” szybko podchwytują postępowe kręgi, konserwatywne są niechętne, ale ostatecznie też się łamią. Jest spora społeczna presja, która powoduje, że rozsądne jednostki boją się wyrażać własnego zdania w obawie uznania za „zdrajców” itd. Efekt jest znany. Kongresówka bezpowrotnie traci własną odrębność i staje się częścią jednolitej Rosji. Ale Polacy mają przez jakiś czas dobrą opinię w europejskiej prasie, powstają nawet o nich wiersze, a wspaniały kompozytor niemiecki (znamienne) Ryszard Wagner tworzy całkiem niezłą uwerturę „Polonia”.</p>
<p>216 lat temu (i kilka miesięcy). Postępowe elity warszawskie, także pełne wsparcia od „młodych wykształconych” (mechanizm świetnie opisany w pewnej propagandowej agitce, będącej obecnie szkolną lekturą), ufne w sojusz zawarty z Prusami, podejmują reformy. Ukoronowaniem jest pierwsza w Europie konstytucja, realizująca ideały oświeceniowe i postępowe, pierwsza w Europie i będąca już niedługo wzorem dla francuskich rewolucjonistów. Uchwalono ją wbrew konserwatywnym posłom z prowincji, na zwołanym ad hoc posiedzeniu Sejmu, wbrew procedurom – w istocie dokonano zamachu stanu. Efekt też jest znany. Prusy oczywiście żadnym poważnym sojuszem nie były zainteresowane, a drugi rozbiór sprowadził Polskę do roli zupełnie kadłubowego państewka.</p>
<p>928 lat temu (dzienne pomijam). Polska od 3 lat jest z powrotem królestwem – pierwszy raz od lat około 50. Ale oto niewyjaśnione do końca okoliczności śmierci bp Stanisława i udział w nich króla powodują jego wygnanie. Władzę oddaje się jego bratu, Władysławowi. Ten odsyła insygnia za Odrę, Polska przestaje pomału odgrywać niezależną rolę w europejskiej polityce, coraz bardziej uzależniając się od Cesarstwa. Na kolejnego króla trzeba czekać 216 lat, a na króla zjednoczonego państwa polskiego – lat 241.</p>
<p>Kilka prawd z dziejów naszych południowych pobratymców przypomina natomiast w jednym z ostatnich <a href="http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=185//">artykułów</a> Stanisław Michalkiewicz - co załączam w nawiązaniu do opisywanego niedawno problemu kosowskiego.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zamiast wstępu]]></title>
<link>http://euroslawizm.wordpress.com/2007/11/06/zamiast-wstepu/</link>
<pubDate>Tue, 06 Nov 2007 07:47:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>rozum</dc:creator>
<guid>http://euroslawizm.pl.wordpress.com/2007/11/06/zamiast-wstepu/</guid>
<description><![CDATA[Pomysł założenia tego blogu zrodził się w dwóch etapach. Pierwszym była wizyta na pewnej mię]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pomysł założenia tego blogu zrodził się w dwóch etapach. Pierwszym była wizyta na pewnej międzynarodowej imprezie w Salzburgu, drugim reakcja na ostatni wieczór wyborczy. Oba te "eventy" - jeden prywatny, drugi publiczny, przekonały mnie, że w starciu z potężną machiną UE żaden kraj nie ma szans. Że choć Europa pojmowana jako cywilizacja jest w stanie agonalnym, to twór powstały na jej trupie tak szeroko rozciąga swe macki, że pojedynczy narodowy (choćby ewidentnie pozorowany i nieszczery jak ostatnie rządy w Polsce) zryw nie ma z nim szans. Przeciw rządowi Jarosława Kaczyńskiego uruchomiono z zewnątrz potężną machinę propagandową, która zmiotła go z europejskiej sceny politycznej. Uczyniono to głównie z inicjatywy jednego kraju - tego w UE największego. Błędów Kaczyńskich nikt zdrowy na umyśle powtarzać nie zamierza.</p>
<p>Z drugiej strony w obecnym polskim Sejmie nie ma jakiegokolwiek człowieka przeciwnego UE w jej obecnym kształcie. Tym Sejmem, a tym bardziej nowym rządem nie ma się co zajmować, bo dla demontażu tego biurokratycznego molochu jakim obrosła Wspólnota Europejska i przywrócenia go do poziomu sprzed Traktatu z Maastricht (co byłoby zdaniem moim wielce rozsądne i pożądane) nie zrobi nic. I nawet nie będzie w tej sprawie dyskusji. Dlatego polskie przepychanki jako nieinteresujące należy zostawić samym sobie i nimi się tu zajmował nie będę.</p>
<p>Co ma jednak do tego jakiś euroslawizm? Oczywiste są skojarzenia z austroslawizmem - ruchem pansłowiańskim w okresie la belle époque w Austro-Węgrzech. Naturalnie Austro-Węgry ze swymi wszystkimi zaletami - konserwatyzmem, katolicyzmem, stabilizacją, wolnym rynkiem, wspaniałym monarchą nie są porównywalne z UE, a i trudno powiedzieć, by czasy, w których żyjemy były jakąś "piękną epoką". Pewne analogie się jednak nasuwają. W Austrii zaczynała wtedy dominować niemiecka polityka zagraniczna, wieloetniczne państwo zaczynało być w stosunkach zewnętrznych jedynie narzędziem wilhelmińskich Niemiec. Narody słowiańskie natomiast były traktowane jako kraje drugiej kategorii - w stosunku do krajów niemieckojęzycznych. Podobne problemy dziś występują w UE. I podobnie jak wtedy jeden kraj nie był w stanie zmienić, a jedyną radą było porozumienie "odrzucanych na salonach" narodów, tak i dziś najskuteczniejszą możliwością zmiany UE jest współdziałanie narodów wschodnioeuropejskich, narodów przede wszystkim słowiańskich.</p>
<p>Wiele nas, Słowian łączy. Podobieństwo języków, kultury, analogiczna często historia, problemy polityczne, a nawet takie same problemy prawne. Z tego wszystkiego zdałem sobie sprawę spotykając w Salzburgu młodych studentów prawa z całej Europy. Wyzwaniom przyszłości z tym związanym poświęcę pozytywną część swojego blogu - w kategorii "wiosna Słowian". Ale w Salzburgu widziałem też rzeczy przygnębiające. Widziałem tam śmiertelne choroby naszej cywilizacji - temu poświęcę kategorię "Requiem". Trzecia kategoria - "Sklavinia" kulturowo-historyczna dotyczyła będzie niezwykle interesującego zagadnienia historii Słowian i państw słowiańskich, a także niedostrzeganego często w świecie bogactwa słowiańskiej kultury - także tej wysokiej, bo słowiańszczyzna to nie tylko naiwne ludowe piosnki.</p>
<p>Z rzetelności informuję, że autor tego blogu jest użytkownikiem używającym nicka Rozum na forum "e-Politicus" i nicka Rozum Meistersinger v.Nürnberg na forum kwartalnika Fronda.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
