<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>sidney-polak &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/sidney-polak/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "sidney-polak"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 00:25:32 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Sidney Polak feat. Pezet - Otwieram wino]]></title>
<link>http://garnoo.wordpress.com/2007/09/23/sidney-polak-feat-pezet-otwieram-wino/</link>
<pubDate>Sun, 23 Sep 2007 17:02:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>garnoo</dc:creator>
<guid>http://garnoo.pl.wordpress.com/2007/09/23/sidney-polak-feat-pezet-otwieram-wino/</guid>
<description><![CDATA[Sidney Polak feat. Pezet - Otwieram wino

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sidney Polak feat. Pezet - Otwieram wino</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/HVj1Ci4uw3A'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/HVj1Ci4uw3A&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Juwenalia part 2]]></title>
<link>http://koncertowy.wordpress.com/2006/05/11/juwenalia-part-2/</link>
<pubDate>Thu, 11 May 2006 15:00:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>MeeHau</dc:creator>
<guid>http://koncertowy.pl.wordpress.com/2006/05/11/juwenalia-part-2/</guid>
<description><![CDATA[Na drugi dzień koncertowego święta studentów wybrałem czwartek. Skład był ciekawy, acz nierzu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div>Na drugi dzień koncertowego święta studentów wybrałem czwartek. Skład był ciekawy, acz nierzucający na kolana. Według mej własnej hierarchii szło tak (od najważniejszego): Lao Che, Sidney Polak, Wu-Hae oraz Piersi z Kukizem. Nastawiłem się raczej na wykorzystanie dużych możliwości mocy nagłośnienia przy pewnej perspektywie odbioru. Innymi słowy występ postanowiłem oglądać zza płotu nie płacąc za wejście. Co ciekawe, zdecydowana większość studentów zrobiła tak jak ja. Skutki tego procederu opiszę poniżej.</div>
<p align="justify">Anyway, idąc powoli w kierunku zielonych łąk dosłyszałem plumkanie basu oraz uderzenia werbla. Byłem spóźniony. Zbliżając się do celu ze smutkiem wykoncypowałem, że nie tylko przegapiłem Wu-Hae, ale i uciekają mi kolejne minuty występu Lao Che. Przyspieszyłem kroku i poszukałem strategicznego miejsca do odbioru muzyki.</p>
<p align="justify">Wyjątkowo dobrą pozycją na oglądanie sceny i słuchanie dźwięków był wał przylegający do pustego basenu, który to basen (jak i wał także) znajdował się paręnaście metrów od płotu okalającego Pola Marsowe. Gratulując sobie genialnego wyboru, usiadłem wśród tłumu osób, z których zdecydowana mniejszość poświęcała chociaż część uwagi koncertowi Lao Che.</p>
<p align="justify">Co wam powiem, to wam powiem, ale wam powiem... Było ciepło. Nawet cień rzucany przez otaczające mnie drzewa nie był w stanie zapobiec inwazji promieni słonecznych. Upał dawał się we znaki także nielicznej publiczności pod sceną, która to publiczność próbowała wykrzesać z siebie jakąś energię. Z mojej perspektywy wyglądało to raczej na emeryten party niż studenckie święto, ale być może tumany kurzu kotłujące się w okolicach sceny rozmyły mi perspektywę odbioru wrażeń wizualnych.<br />
Nie wiem czy podyktowane to było wczesną godziną, upałem, ilością koncertów, perspektywą zajęć w dniu następnym, czy też brakiem nawisu inflacyjnego ale przed sceną była jedynie garstka osób.</p>
<p align="justify">Z mojego punktu widzenia, siedzącego w cieniu drzew malkontenta, którego perspektywa była nieco oddalona, koncert niczym szczególnym się nie wyróżniał. Zagrali, zabisowali (nawet dwukrotnie) i zeszli ślicznie dziękując nielicznym słuchaczom.</p>
<p align="justify">I wtedy pod sceną zrobiło się pusto. Długie czekanie, przerwane konkursami oraz podziękowaniami dla sponsorów, rozleniwiło całe audytorium, które schroniło się w cieniu parasoli piwnych i rozpoczęło radosną konsumpcję. Zapowiedziany Sidney Polak nie pojawiał się. Nie pojawiał i nie pojawiał... Poszła plotka, jakoby nie miał zamiaru grać do nieobecnej publiczności. A publiczność czekała, aż zacznie grać, żeby nie prażyć się nonsensownie na Słońcu. Pat.</p>
<p align="justify">Po godzinnym oczekiwaniu na ruch z którejś strony, przekląłem, kopnąłem leżącą nieopodal puszkę, spytałem która godzina i poszedłem w diabły. Na dodatek dopiero po chwili zorientowałem się, że odór, który jakiś czas temu mnie niezauważony otoczył, nie był naturalnym swądem zalegającym we Wrocławiu, jeno zapachem jednorazowego grilla, który robi ostatnimi czasy furorę. Szczególnie wśród studentów polibudy. Wychodząc z tego smrodu poczułem się, jakbym opuszczał okolice Piły, zostawiając za sobą imperium byłego senatora Henryka Stokłosy. Oddech pełną piersią pozwolił mi nabrać nieco energii i ruszyć w powrotną podróż.</p>
<div><span><span>„Idź pan w chuj z takimi Juwenaliami, co nic wspólnego nie mają z fajnymi koncertami!”</span></span></div>
<div></div>
<div><strong>Juwenalia - 11.05.2006 - Wrocław - Pola Marsowe</strong></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sidney Polak ]]></title>
<link>http://koncertowy.wordpress.com/?p=35</link>
<pubDate>Sun, 22 Aug 2004 19:30:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>MeeHau</dc:creator>
<guid>http://koncertowy.pl.wordpress.com/2004/08/22/sidney-pollack/</guid>
<description><![CDATA[Plakaty z napisem Sidney Polak zobaczyłem w piątek po południu i zastanawiałem się czy to nie b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Plakaty z napisem Sidney Polak zobaczyłem w piątek po południu i zastanawiałem się czy to nie błąd, bo jego występ nakładał mi się czasowo z Bielawą. Na szczęście, oba przedsięwzięcia pokrywały się tylko w mej świadomości. Spacerek mijał miło do czasu zerknięcia na plakat. Napisane jak byk „ Koncert - godzina 20:00”. Do tej pory byłem przekonany, że koncert miał się zacząć o 21. O siebie się nie martwiłem, lecz robiąc reklamę temu koncertu (temu misiu?) informował wszem i wobec, że rozpocznie się właśnie o dziewiątej. Machnąłem ręką, rozgrzeszyłem się w myślach i postanowiłem wejść szybciej, co by zająć dobre miejsce i kupić bilet. Sytuacja po chwili okazała się być dość zabawna; bilety są, ale wejść nie można – trzeba czekać. Byłem uratowany. Znajomi zdążą się spóźnić na czas.</p>
<p style="text-align:justify;">No cóż, gwiazda się peszy i nie można jej przeszkadzać. Zapłaciłem zawrotną sumę dziewięciu złotych i z zainteresowaniem przyjrzałem się biletowi, który nie odpowiadał moim oczekiwaniom. Znaczy nie dość, że była napisana nie ta data, to na dodatek artysta także był przeinaczony. Ale jak się okazało za chwilę, była to specyficzna forma reklamy imprezy przyszłej.</p>
<p style="text-align:justify;">Jako że była to pierwsza wizyta w klubie „Droga do Mekki” to z uwagą i ciekawością rozglądałem się po okolicy, zastanawiając się jednocześnie nad najlepszym rozwiązaniem taktycznym. Sceny brak. Klimatyzacja albo nie wyrabiała albo nie istniała. Duszno, tłoczno i przytulnie. O ile liczba osób, nie przekroczy punktu krytycznego, będzie dobrze. Postanowiłem nie martwić się na zapas - przytulna i chłodna toaleta zachęcała cichym szumem lejącej się wody do wejścia.</p>
<p>Z głośników muzyka leciała i leciała, lecz nic się nie działo. Znaczy nie do końca nic, bo jakbym był 15 letnia fanką znanych-postaci-z-radia-i-Tv to bym nie mógł oderwać oczu od ściany czy raczej białej płachty oddzielającej nas – szaraczków od nich – celebritów. Co chwilę można było podziwiać sylwetkę pana Sidneya wraz z charakterystycznym fryzem. Po chwili dłuższej na scenie (a raczej wśród instrumentów rozstawionych tuż przed naszymi nosami) zaczęła się kotłowanina i ruszyli do boju.</p>
<p style="text-align:justify;">Publiczność niemrawa, spokojna i cicha. Aż lekki wstyd, że Wrocław, że kultura, że studenty, że zabawa, a tutaj nic się nie dzieje - Katolicki Uniwersytet Lubelski wydział teologii.</p>
<p style="text-align:justify;">Lecz na scenie… ho ho ho,  żywiołak, co to ktoś go mianował Polak; skakał, miotał się i szalał nieomal cały czas. Z utworu na utwór było co raz milej, fajniej, ciekawiej i gorącej. Pot się lał ze wszystkich i po dwakroć. Po 20 minutach czułem się jakbym w ubraniu wlazł do Odry. Tyle że nie wyrosła mi druga głowa, trzecia ręka, ani pierwsze skrzela – no i fetor pewnie był mniejszy.</p>
<p style="text-align:justify;">Spodziewałem się, że klimat muzyczny będzie ciut inny niż na płycie. Dlatego bałem się rozczarowania. Lecz na szczęście, dla Sidneya oczywiście, stało się inaczej. Mimo że było odmiennie nie znaczy że gorzej. Trzema numerami, które w ziemię wbiły i zdecydowały o tym, że ten koncert stał się absolutnie świetny i wyjątkowy zostały:</p>
<ul>
<li>Chorwat – niesamowita energia i czad w skoncentrowanej formie, które lecą wspólnie lotem koszącym od pierwszego do ostatniego dźwięku;</li>
<li> Ragga-rap - noga sama się tuptała, a tyłek odrywał się ziemi;</li>
<li>Chomiczówka - podczas tego utworu na telebimie leciały ciekawie pomontowane ze sobą zdjęcia. Dobrze się to ze sobą komponowało i współtworzyło jakiś taki obraz sentymentalnego powrotu do dzieciństwa.</li>
</ul>
<p style="text-align:justify;">Koncert zakończył się bez udziału perkusisty, który musiał się udać w kierunku PKP. Wreszcie końcowe słowa Sidneya brzmiały „Uważajcie na siebie”. Miłe. Ale powiedziane tak nagle i z dość kategorycznym stwierdzeniem „Więcej nie gram”, co już tak miłe nie było i wprowadziło leciutki dysonans.</p>
<p style="text-align:justify;">Bardzo pozytywne odczucia i bardzo miło spędzony czas. Nie żałuję ani chwili. I po raz kolejny mam dość banalne spostrzeżenie, że o ile nie ma zbyt dużo ludzi, to małe kluby bardzo mi się podobają na koncertowanie. Inna jest relacja między artystą a publiką. Wiem, że to raczej banalna myśl, ale takie wnioski mnie nachodzą po tak sympatycznych występach w stosunkowo kameralnej atmosferze.<br />
Warta odnotowania była jeszcze próba wciągnięcia w zabawę publiczności. Zresztą widać było, że Sidney Polak nieźle czuję się jako frontman i wyraźną frajdę sprawia mu bycie pierwszoplanową postacią.</p>
<p style="text-align:justify;">Lekkim minusem całego występu był czas trwania. Znaczy, nie że za długo i nikt nie dawał rady, tylko za krótko i zbyt przewidywalnie. Szczególnie wyraźnie rzucało się to wszystkim tym, a takich była zdecydowana większość, którzy płytę znali. Zaskoczeń żadnych. Artysta usprawiedliwiony jednak jest do pewnego stopnia ze względu na oczywistość w postaci posiadania tylko jednego wydanego albumu. Ciężko zaskakiwać jeśli materiałowo ma się mocno ograniczony zasób muzyczny.</p>
<p style="text-align:justify;">Są to tylko subtelności, które ogólnego wizerunku nie zburzą. Koncert był świetny, ciekawy i energetyczny. Dawno się tak nie wyszalałem i życzyć jedynie mogę dalszych koncertów i występów przy ukontentowanej tym faktem publiczności.</p>
<p><strong>Sidney Polak - 22.08.2004 – Wrocław - Droga do Mekki</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
