<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>sennik &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/sennik/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "sennik"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 10:41:07 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Sennik miłośników kolei]]></title>
<link>http://psoras.wordpress.com/?p=180</link>
<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 20:34:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>psoras</dc:creator>
<guid>http://psoras.pl.wordpress.com/2008/10/12/sennik-milosnikow-kolei/</guid>
<description><![CDATA[Zebrałem tutaj wszystkie albo prawie wszystkie sny kolejowe, jakie kiedykolwiek ukazały się na gr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zebrałem tutaj wszystkie albo prawie wszystkie sny kolejowe, jakie kiedykolwiek ukazały się na grupie dyskusyjnej pl.misc.kolej.</p>
<blockquote><p>Mialem <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/1097d7f001a5c939/226c9b2fbb726924?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#226c9b2fbb726924">sen</a>. Stalem na stacji w chojnicach i nadjechał wielki rumun <i>(lokomotywa spalinowa ST43 - psoras)</i>, obracajac wszystko w nicosc.</p></blockquote>
<blockquote><p><a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/c037629ed7768a91/a1c6c2838f733eac?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#a1c6c2838f733eac">Dzis</a> w nocy Warswzawska Magistrala Hutnicza ;) <i>(bocznica do Huty Warszawa, prędkość maksymalna: 20 km/h - psoras)</i> na odcinku Odolany - WAT zostala zelektryfikowana i przystosowana do ok. 70 km/h w celach.. cwiczebnych. :) </p></blockquote>
<p>I jako odpowiedź:</p>
<blockquote><p>3 dni temu snilo mi sie, ze jechalem stonka <i>(lokomotywa spakinowa SM42 - psoras)</i> z Ilawy w kierunku Brodnicy. W Nowym Miescie niespodzianka- rozjazd byl skierowany w kier. na Nowe Miasto L. Pld i do tego zakluczony. Coz, pojechalem tam-dosc szybko bo ok. 70 km/h. Zdziwila mnie dosc spora przechylka na luku , zdaje sie ze nawet do Zajaczkowa dojechalem :-)<br />
A w ilu juz wersjach snila mi sie "moja" bocznica na Lotnisko Babie Doly w<br />
Gdyni: zelektryfikowana, z SBL [ale taka jak na DB ;-)], z dodatkowa<br />
bocznica szlakowa do wywozu drewna z lasu... az sam sie z tego smieje LOL </p></blockquote>
<blockquote><p><a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/cfe8db3242b9ebfa/f96fa4b501672c99?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#f96fa4b501672c99">W</a> jezdniach szosy W-wa - Gdansk byla 2-torowa linia, po ktorej kursowaly<br />
co kilka minut pomaranczowe EZT <i>(pociągi podmiejskie - psoras)</i>, czesciej niz samochody osobowe. :-) </p></blockquote>
<p>I dwie odpowiedzi:</p>
<blockquote><p>a ja mia?em ostatnio równie ciekawy sen:</p>
<p>miejsce: Tczew (chyba, bo pamiętam wysokie perony i ten charakterystyczny "tunel nad torami")<br />
czas: bliżej nieokreślony, wieczór, słońce zachodzi<br />
tabor: OKo1 :-) w dziwnym malowaniu: budka oraz skrzynie na wodę i węgiel zielona (tzw. howardowa zieleń), reszta typowa (czarna i czerwone podwozie)<br />
pamiętam że ten parowóz miał zaraz odjechać, a ja miałem idioten kamerę tylko przy sobie i się wściekałem że przy tym oświetleniu takim aparatem nie zrobię dobrego zdjęcia i nie ma czasu by skombinować cyfraka... </p></blockquote>
<blockquote><p>Ja mialem lepszy... tyle ze to juz dawniej bylo : dworzec w Grudziadzu wygladal jakby byl rok 1920, pelno ludzi na peronach w futrach, trzaskajacy mroz, w pip sniegu, trzaskajacy mroz, parowozy przy peronach a przy jednym pociagu EU-07 <i>(elektrowóz - przy okazji, stacja w Grudziądzu jest niezelektryfikowana - psoras)</i> ktora zaraz za drzwiami po obu stronach miala na pudle czerwona gwiazde piecioramienna a w niej napis "CCCP" a nizej "EU07-931" <i>(taka lokomotywa nie istnieje - psoras)</i> :))))))))))))) </p></blockquote>
<blockquote><p>Opiszę poniżej mój <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/789b59751e73d946/47abaea1b1561f03?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#47abaea1b1561f03">sen</a> MK, jaki miałem kilka dni temu. Może jest proroczy, Jako, że to był sen, to jest tu dużo absurdów i nieformalności. Rzecz rozpoczęła się współcześnie na stacji berlińskiego S-Bahnu Griebnizsee, gdzie opukiwałem krawędzie peronowe w poszukiwaniu kartoników. Podczas tych czynności odpadł nagle kawał nadwątlonego betonu, co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Na szczęście nie było w pobliżu żadnych Bahnschutzów. Już miałem się ulotnić, gdy dostrzegłem pośród kawałków upadłego betonu jakąś pordzewiałą skrzynkę leżącą przy torach. Zszedłem na dół i podniosłem fant. Okazało się, że jest to przedwojenne pudełko po herbatnikach w dość kiepskim stanie. Bez trudu otwarłem je i zobaczyłem szmatę nasączoną jakąś mazią lub smarem. Odwinąłem i w worku foliowym znalazłem dość zatłuszczony kawałek papieru. Był to schemat wagonu metra z lat 30tych, a konkretnie przekrój poziomy. Pod podłogą zaznaczone było kilkanaście skrzyń zawierających Archiwum Berlińskich Miłośników Kolei. Informował o tym stosowny napis po niemiecku. Drobniejsze wyjaśnienia mówiły, że Archiwum schowano w lutym 1945r., żeby uchronić je przed Sowietami. I tu najciekawsze. Cały wagon, wraz ze skrzyniami schowano gdzieś na Ostbahnie <i>(dawnej magistrali Berlin-Królewiec, obecnie Kostrzyn-Braniewo - psoras)</i>. Niestety, autor nie napisał, co to znaczy "schowano". Czy zakopano, czy postawiono w krzakach, czy coś innego. Dość powiedzieć, co wiemy zresztą wszyscy, że wagonu tego nigdy nie odnaleziono. A zawierał przecież nieprzebrane skarby dla MK.<br />
Druga odsłona snu działa się w Witnicy. Była tam biba oficjeli z obu stron granicy. Był Prezydent Kwaśniewski i Kanclerz Niemiec. Masa kolejarzy i samorządowców. Przemawiał burmistrz Witnicy. Okazało się, że to uroczyste rozpoczęcie poszukiwań wagonu, zakrojonych na niespotykaną skalę. Właśnie burmistrz Witnicy zadeklarował, że wyłoży na poszukiwania 5 miliardów euro z własnej kieszeni. Nie wiem czy chodziło mu o stricte własną, czy o samorządową. Kwota jednak była fajna i wszyscy klaskali. Po chwili rozdano łopaty i wtedy się obudziłem.<br />
Cóż. Szkoda, bo w każdym śnie jest ziarnko prawdy i może udałoby się ustalić miejsce zdeponowania tego wagonu. A nuż okazałoby się to, przynajmniej częściową, prawdą... </p></blockquote>
<p>Odpowiedź:</p>
<blockquote><p>Ja tez miewam kolejowe sny i to jest bardzo fajne :-)</p>
<p>Raz mi sie snilo ze sie cofnalem w czasie, w Warszawie po ulicach pomykaly Jelcze Ogorki a ja plakalem, ze nie mam ze soba aparatu, innym razem wpadlem do studzienki w ktorej ukryte byly modele w skali TT, innym razem z kolei znalazlem gdzies nieprzebrane ilosci biletow kartonowych, innym to razem owe bilety kupowalem przyprawiajac kasjerke o zawroty glowy ;-)))</p>
<p>Sny sa odbiciem naszych marzen i lekow.... </p></blockquote>
<blockquote><p>Chociaż grupę czytuję już od ponad roku i uważam się po trosze za MK (ale nie PKP) to dopiero wczoraj miałem pierwszy <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/d14e25aebaaf2684/fe8e3976997649df?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#fe8e3976997649df">sen</a> wyraźnie kolejowy. Otóż wyśnił mi się jakiś pociąg prowadzony przez EU07-228 (nie wiem czemu zapamiętałem numer). Pociąg ten w pewnym momencie minął semafor - duży, siedmiokomorowy (!) <i>(największe semafory na PKP powinny mieć pięć komór jedna nad drugą, choć na kilku stacjach w drodze wyjątku eksploatuje się sześciokomorowe - psoras)</i> - pokazujący cokolwiek dziwny sygnał: trzy pomarańczowe światła. A w chwilę potem tenże pociąg walnął w stojącego sobie na tym samym torze jakiegoś loka luzem. Z obu loków poszły w niebo fantastyczne iskry ale poza tym nic im się nie stało! Fajne, nie... </p></blockquote>
<p>Odpowiedź:</p>
<blockquote><p>Pozwolcie, ze sie przedstawie: jestem studentem (biotechnologii) z Sopotu, zagladam tu juz od jakiegos czasu, co skutecznie rozbudzilo moja pasje kolejowa.<br />
Do tego stopnia, ze jakies dwa  - trzy tygodnie temu przysnilo mi sie, że jade moja Skoda po miescie (a zmotoryzowany jestem  - to znaczy na jawie - zaledwie od pol roku), rozgladam sie - a tu zamiast drogowej, sygnalizacja kolejowa. Na mojej ulicy czasowe ograniczenie, przy wyjezdzie z osiedlowej<br />
tarcza manewrowa, semafory...<br />
Tyle, ze jak sie obudzilem, to nie pamietalem juz jak ten sen sie skonczyl :-(<br />
W kazdym razie bardzo mi sie to spodobalo.<br />
Kilka dni przed tym snem sciagalem sobie z sieci zasady sygnalizacji - widocznie zrobilo na mnie wieksze wrazenie, niz bylem sklonny przypuszczac :-)</p></blockquote>
<blockquote><p>Kilka dni temu mialam <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/64a8a08674ff15fc/ae66338a046f3f38?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#ae66338a046f3f38">sen</a>. Do tej pory siedzi mi ten obraz w glowie. I raczej nie umknie.<br />
Wyobrazcie sobie mnostwo czarnych parowozow (roznego typu), z czerwonymi kolami, 'pasacych' sie na zielonej lace, w sloneczku. :) </p></blockquote>
<blockquote><p>Tradycyjnie zapisuję <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/c4d27f723d3312ed/341e6b2e4090c23e?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#341e6b2e4090c23e">sen</a> kolejowy, jaki miałem ostatnio, żeby się nie zapomniał  :-)<br />
Otóż rzecz się miała na stacji Kozłów, która jednak nie przypominała Kozłowa faktycznego, a bardziej Mławę i to Wąską. Przyjechałem tam w celu pofotografowania czteroosiowych wagonów z UNRRY, jakie jeszcze stały w krzakach. Były w stosunkowo dobrym stanie, pomalowane na zielono. Na miejscu okazało się, że są one niemiłosiernie porośnięte bluszczem i jeżynami, i że w wagonach tych mieszkają wielodzietne rodziny kolejarskie. Pofoczyłem, budząc wielkie, albańskie zaciekawienie, zwłaszcza dziatwy. Już miałem się zwinąć, kiedy to jeden z kolejarze, zupełnie mnie ignorując, wykrzyknął "Teraz se trochę pojeździmy".<br />
Okazało się, że na czele tych wagonów (były tylko dwa) są dwa loki (SM30+SM42) malowane na zielono i sprawne, a których nie zauważyłem :-)<br />
No i pan ruszył, robiąc uciechę nie tylko dzieciakom, ale także pozostałej wiarze. Okazało się, że pan pojechał do końca łukowatej bocznicy na której stały wagony, czyli około 200m. Ja się nie załapałem i byłem ostro wściekły, że mi nie powiedział wcześniej, że pojedzie...<br />
Z tego wkucia aż się obudziłem... :-) </p></blockquote>
<p>A teraz mój faworyt ;)</p>
<blockquote><p>Miałem kolejny kolejowy <a href="http://groups.google.pl/group/pl.misc.kolej/browse_thread/thread/d017daa3f4806efa/b9bdaea7550043bf?lnk=st&#38;q=group%3Apl.misc.kolej+sen#b9bdaea7550043bf">sen</a>, więc go tu zapiszę na niezapomnienie.<br />
Tym razem akcja była taka: grupa z W.T.S.K. <i>(Warszawskiego Towarzystwa Sympatyków Kolei - psoras)</i> pojechała do Berlina na zaliczanko. Jeździliśmy najpierw tramwajami, które stały się jakimiś totalnymi hybrydami, bo zaczęły jeździć odcinki po S-Bahnie, częściowo jako rollercoaster, a w końcu jako jakiś total: wóz wjechał na jednoszynowe przęsło na Szprewą (która miała szerokość Wisły w Tczewie), prawie się spionizował, przęsło się przechyliło i Tram pojechał w poziomie, ale gdzieś 10cm pod wodą tejże Szprewy (wózki były zanurzone). Po drugiej stronie rzeki spotkaliśmy grupę członków KMPS <i>(Klubu Miłośników Pojazdów Szynowych - psoras)</i> (m.in., tg :-P), która odprawiała jakieś modły na nieużywanych szynach S-Bahnu, klękając i bijąc pokłony. Potem tg wyjawił nam całą prawdę o KMPS w wielkiej tajemnicy - jest to w gruncie rzeczy tajna organizacja, której głównym celem jest przygotowanie świata na przyjście Golema! Golem przyjedzie na świat koleją, a najnowszy Głos <i>("Głos Maszynisty" - psoras)</i> doniósł członkom KMPS, że będzie to S-Bahn, ale nie wiadomo który. Więc dlatego tu się tak modlą i proszą o radę ;-)<br />
Potem obudziłem się, a szkoda... </p></blockquote>
<p>A na koniec - mój :)</p>
<blockquote><p>Śniło mi się, że wsiadlem do pociągu Arrivy <i>(firma jeżdżąca w kujawsko-pomorskiem - psoras)</i> w Grudziądzu. Skład: 5 dwójek pekapowskich i ludmiła <i>(lokomotywa spalinowa BR232 pochodzenia niemieckiego, niemogąca ogrzewać pociągów w Polsce ze względu na to, że zasila wagony prądem zmiennym - psoras)</i> PCC. Usiadłem w służbowym z kierpociem <i>(kierownikiem pociągu - psoras)</i> w mundurze przypominającym skrzyżowanie ubioru ickowego i mundurka szkolnego, z kapeluszem a'la Nelli Rokita na głowie. Powiedziałem coś w stylu "niezle to ogrzewanie wodne", na co on z szelmowskim uśmiechem: "chodź, to coś ci pokażę"... przeskok, jestem na początku pociągu, gdzie ludmiła byla podłączona do wagonow nie hakiem i wężami gumowymi, ale od sprzęgu ogrzewania biegły druty, potem transformator (kwadratowa ramka metalowa, od strony ludmiły jeden zwój, od wagonu dwa) i prostownik (cztery diody w układzie Graetza, gdzie diody miały postać trójkąta z kreską jak na schemacie elektrycznym), a od tego biegly kable do wagonów i na tym się złącze trzymało. Przeskok, patrzę przez okno w drzwiach, a tam jedzie obok nas Aron <i>(osobnik z p.m.k., deklarujący chęć zastąpienia wszystkich kolei busami - psoras)</i> (na oko dwudziestoletni, chudy facet) w busie koloru srebrnego, z klimą, futurystyczną linią okien i terenowym zawieszeniem(!). Nie wiem skąd, ale wiem, że on chce nas wyprzedzić, żeby przed nami wyciąć tory, łapię komórkę, wciskam przycisk nadawania (taki jak w krótkofalówce) z boku i krzyczę: "Szybciej!" na co ze słuchawki głos byłego premiera Kaczyńskiego: "Głosowałeś na mnie, to ci zaufam", szarpnięcie, wyprzedzamy busa... przeskok, pociąg staje na wykończonym już, ale wciąż pustym przystanku na środku Ronda Reagana we Wrocławiu, wysiadam...<br />
I koniec. </p></blockquote>
<p>I to by było na tyle :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Senniki]]></title>
<link>http://rozrywka.wordpress.com/?p=5</link>
<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 11:21:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>martomala</dc:creator>
<guid>http://rozrywka.pl.wordpress.com/2008/10/08/senniki/</guid>
<description><![CDATA[ Senniki, to są wróżby które, bardzo długo aż na wiele tysięcy lat przed naszą erą, bo już]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]&#62;  Normal 0 21   false false false        MicrosoftInternetExplorer4  &#60;![endif]--><!--[if gte mso 9]&#62;   &#60;![endif]--> <span style="font-size:12pt;font-family:&#34;">Senniki, to są wróżby które, bardzo długo aż na wiele tysięcy lat przed naszą erą, bo już kapłani Syrii Persji, oraz starożytnego Egiptu dociekali znaczenia snów. </span></p>
<p><span style="font-size:12pt;font-family:&#34;">Gruntując swą potężną władzę na zgłębianiu przeżyć sennych, wróżyli z gwiazd, i z fizycznych różnych cech człowieka. Do snów i wróżb w życiu ludzkości były takie okresy, że przywiązywano niezmierną wagę można powiedzieć decydująca. Teraz w dzisiejszych czasach, gdzie panują maszyny, ludzkość korzysta z wielkich odkryć i cudów techniki. </span></p>
<p><span style="font-size:12pt;font-family:&#34;">Wiara w sny uważana jest za przesąd i zabobon. Mimo że żyjemy w dobie maszyn i rozumu, ja mam <strong><a href="http://www.senniczek.biz/">sennik internetowy</a></strong> i odczytuję sny z książki tłumaczeń snów. Niektóre sny które zapamiętałam po przespanej nocy, znaczenie ich sprawdziło się.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XXIII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=69</link>
<pubDate>Fri, 03 Oct 2008 22:00:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/10/04/xxiii/</guid>
<description><![CDATA[Byłem w sklepie wielobranżowym. Kupowałem chyba jakieś jedzenie, ale chciałem sobie sprawić r]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Byłem w sklepie wielobranżowym. Kupowałem chyba jakieś jedzenie, ale chciałem sobie sprawić również jakąś przyjemność, więc spytałem czy jest "Anty". Sprzedawca, wyglądający jak kontroler biletów w skórzanej kurtce, powiedział, że oczywiście. Podał mi płytę wraz z jej ceną. Usłyszałem tylko końcówkę "... pięć złotych". Zapłaciłem pięćdziesięciozłotówką i otrzymałem cztery banknoty dziesięciozłotowe i monetę pięciozłotową. Kiedy trzymałem już album w rękach, obróciłem go, i na kodzie kreskowym EMPIKu zobaczyłem cenę dość niedokładną. Była czterocyfrowa, z dwójką na początku i myślnikiem pośrodku. Spytałem sięwięc jeszscze raz, żeby się upewnić, ile to kosztowało. Powiedział, że pięć złotych. I dobrze, bo kiedy zobaczyłem, że na albumie są tylko cztery utwory, w tym jeden WWO, to stwierdziłem, że więcej i tak bym nie zapłacił.</p>
<p>Obudziłem się z pocałunkiem Oli na policzku.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Opowiadanie.]]></title>
<link>http://haari.wordpress.com/?p=27</link>
<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 17:18:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>haari</dc:creator>
<guid>http://haari.pl.wordpress.com/2008/09/12/opowiadanie/</guid>
<description><![CDATA[Był nieprzytomny.
Spadał z ogromną prędkością z okrutnie dużej wysokości. Człowiek w samolo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Był nieprzytomny.</p>
<p>Spadał z ogromną prędkością z okrutnie dużej wysokości. Człowiek w samolocie, który go ogłuszył nie uposażył go w spadochron. Mężczyzna miał zamknięte oczy, leciał głową w dół, a pęd wpychał mu na siłę powietrze prawie rozsadzając płuca. On nic nie czuł, tylko spadał. Ziemia się zbliżała powoli jak we śnie, zielona połać tam na dole z całą pewnością była lasem. Jednakże cały krajobraz był upstrzony kwadratami pól przeciętych cieniutkimi wstęgami dróg.</p>
<p>A niebo było zatrważająco czyste.</p>
<p>Dziecko, które mogło spojrzeć w górę zobaczyło by pewnie jakąś ciemną smugę. Dorosły, spróbowałby się z całą pewnością dowiedzieć się czym jest spadający obiekt. Człowiek, który spadał był nieprzytomny. Nieświadomy spadania, żywy.. ale jednak martwy. Nie ma na tym świecie, żadnych sposobów na uratowanie tego człowieka. Jego niebieska koszula była rozdarta pędem powietrza w wielu miejscach, jeansy były nie ruszone. Lekko sznurowane tenisówki stanowiły już tylko miłe wspomnienie, pozostały w górze.</p>
<p>Miaaał...</p>
<p>Przeciągły dźwięk wibrował energicznie w powietrzu. Człowiek nadal spadał, tylko z tą różnicą jednak, że spadał plecami do dołu. Ręce i nogi były sztywno ustawione wzdłuż ciała. Szybkość, wbrew zasadom fizyki nie obracała mężczyzną. Ziemia była coraz bliżej, a dźwięk nadal wibrował.</p>
<p>Miaaał...</p>
<p>Bicie dzwonu, taak, to doskonałe określenie dla tego bezczelnego dźwięku. Drapanie powodujące łzy w kącikach oczu nasilało się. Mężczyzna był na skraju, odzyskiwał przytomność zachowując nadal ślady snu tylko po to by spotkać nieunikniony koniec. Powoli powietrze zaczynało napełniać się dźwiękami ziemi, ptakami, samochodami, ocierającymi się liśćmi. Szum drzew gdzieś daleko docierał do człowieka.</p>
<p>Otworzył oczy..</p>
<p>...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Error]]></title>
<link>http://elcede.wordpress.com/?p=190</link>
<pubDate>Thu, 11 Sep 2008 19:08:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://elcede.pl.wordpress.com/2008/09/11/error/</guid>
<description><![CDATA[
Coś stało się złego dzisiejszego dnia. Przyzwyczajony jestem do padów forum, bo to norma, któ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.wizards.com/magic/images/cardart/10e/shock.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">Coś stało się złego dzisiejszego dnia. Przyzwyczajony jestem do padów forum, bo to norma, która swego czasu zdarzała się każdego dnia z dokładnością do kilku minut. Ale pad bloga to dla mnie zupełna nowość. Przez to nowy wpis w senniku został wrzucony dopiero o 20 i o tej samej godzinie dopiero uaktualniłem sobie odrobinkę stronę. A Notka, której miało nie być powstała dopiero po godzinie, bo zostałem zaprzegnięty do prac nad "<em>Potopem</em>".</p>
<p style="text-align:justify;">No, ale pad był i go nie ma i za to nalezy podziękować administracji Wordpressa, która wszystko naprawiła, kiedy ja byłem w pracy, za co ogromne dzięki.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XXII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=67</link>
<pubDate>Wed, 10 Sep 2008 22:00:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/11/xxii/</guid>
<description><![CDATA[Siedziałem w szkole. Beata była nauczycielką geografii i kazała wyciągnąć mapy konturowe Pols]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Siedziałem w szkole. Beata była nauczycielką geografii i kazała wyciągnąć mapy konturowe Polski. Na odwrocie mojej kartki były notatki z języka polskiego, za to na samej mapie były zaznaczone rzeki i największe jeziora, z tym, że te drugie były pokreślone, bo nauczycielka twierdziła, ze są niepotrzebne i ma ich na mapie nie być. Beata mówiła nam coś o geologach i kazała nam zapisać na rewersie mapy pytanie "Czy geolodzy mają łopaty?" i kilka innych. Ja wiedziałem, że geolodzy nie potrzebują łopat, bo pracują głową, ale wstydziłem się to powiedzieć.</p>
<p>Potem Andrzej wyszedł na środek klasy i zaczął śpiewać piosenkę o geografii, łopacie, ciężarówce, krowach i potworach, do bitu "Nie jest dobrze..." Łony. Aneta stwierdziła, że zna oryginalny utwór, ale go nie lubi.</p>
<p>Obudził mnie budzik.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XXI]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=64</link>
<pubDate>Tue, 09 Sep 2008 22:00:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/10/xxi/</guid>
<description><![CDATA[Kolega Rafała zaprosił Filipa, Kajtka i mnie oraz kilku swoich znajomych do pubu z fajką wodną. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Kolega Rafała zaprosił Filipa, Kajtka i mnie oraz kilku swoich znajomych do pubu z fajką wodną. Kiedy się pakowałem zapomniałem wziąć walizki z ubraniami, więc miałem przy sobie jedynie torbę z jedną bluzą. Trochę w niej pogrzebałem i poza moją wypłatą znalazłem kilka drobncyh oraz parę pięciozłotówek, które wypadły z przepełnionej kasy.</p>
<p style="text-align:justify;">Byliśmy na miejscu. Wszyscy weszli do środka, a ja zająłem miejsce. Okazało się, że to miejsce jest płatne i puszczają w nim muzykę Czesław Śpiewa. Musiałem stracić dwie pięciozłotówki, a z głośników leciał "Efekt uboczny trzeźwości". Przyszedł kajtek ze swoim pokalem, więc poskarżyłem się, że to miejsce kosztuje dziesięć złotych. On się spytał czy salka arabska jest płatna. Odpowiedziałem mu, że nie wiem, ale nasze miejsce na pewno tak.</p>
<p style="text-align:justify;">Podszedł kolega Rafała. Spytał się, czy muzyka nam odpowiada. Żadne z nas nic nie mówiło, więc chłopak zadecydował za nas - że będą puszczać Azisa i disco polo. Mnie się to nie podobało, ale reszta była zadowolona. Więc nie narzekałem, mimo, że za muzykę trzeba było zapłacić kolejną kasę, a ja już przecież płąciłem za inny gatunek muzyczny.</p>
<p style="text-align:justify;">Razem z motywem muzycznym mogliśmy wybrać miejsce. Wybraliśmy dżunglę. Dżungla okazała się przerzedzonym lasem liściastym z bluszczem owiniętym wokół drzew. W podobnym miejscu znajdowała się świątynia wilko-niedźwiedziołaków. Zobaczyliśmy jakieś egzotyczne zwierzę, kiedy nagle pojawił się raptor. Dość duży dinozaur z wielkim pyskiem i ostrymi zębami. Mimo, że miał ofiarę pod samym nosem zaczął gonić nas. Uciekaliśmy. Potknąłem się o coś i przewróciłem. Wstałem. Zastanawiałem się co się stanie, kiedy raptor mnie ugryzie. Podbiegłem więc do niego. Chwycił mnie paszczą. Poczułem się jak na roller-coasterze w reklamie Litwy.</p>
<p style="text-align:justify;">Leżałem na ziemi. Zorientowałem się, że jestem jakuś duży, jakby ktoś rzucił na mnie zaklęcie Dzikiego Wzrostu. Teraz mogłem się zmierzyć z dużą jaszczurką. Podbiegłem do niej i udeżyłem ją z pięści w pysk. Zmieniła się w czaszkę bawoła i spadła na któregoś z chłopaków. Kiedy odzyskał przytomnoś, leżał na ziemi z czerepem na twarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">Znów byliśmy w pubie. Wszystkim podobała się zabawa w dźungli.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XX]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=57</link>
<pubDate>Sun, 07 Sep 2008 22:00:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/08/xx/</guid>
<description><![CDATA[Przyjechała do mnie Gocha. Graliśmy przez chwilę w internetowe gry. Potem pokazała mi ładne sk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Przyjechała do mnie Gocha. Graliśmy przez chwilę w internetowe gry. Potem pokazała mi ładne skórzane rękawiczki bez palców, które kiedyś sam chciałem sobie kupić i wytłumaczyła, ze normalnie takich kupić się nie da, bo są robione na specjalne zlecenie po czym ona spytała się czy może u mnie przenocować. Zapytałem dlaczego. Odpowiedziała, że była u koleżanki od której jeździ tylko jeden autobus i trzeba mieć na niego specjalny bilet. Powiedziałem, że ok. Położyliśmy się do łóżka, które było niepościelone, w dodatku jedna kołdra miała porwaną poszewkę, ale szybko zorientowałem się, ze wszystko jest dobrze, wystarczy jedynie wywrócić ją  na drugą stronę. Gocha się do mnie przytuliła.</p>
<p style="text-align:justify;">Mama mnie zawołała. Gocha krzyknęła, że śpię. Wstałem z łóżka i zaspanym głosem spytałem się o co chodzi. Mama wzięła mnie na piętro i powiedziała, że mam być grzeczny, bo zadzwoni do Oli. Powiedziałem, że my przecież nic złego nie robimy. Wróciłem na dół. Gocha znów była ubrana jak Beata i miała fryzurę mojej siostry. Stwierdziła, że nie chce żebym miał przez nią problemy. Wyperswadowałem jej, że przecież nic się nie stanie i Ola wszystko zrozumie. Znów miała na sobie piżamę i znów się położyliśmy. Tym razem Gocha się do mnie nie przytuliła.</p>
<p style="text-align:justify;">Mama znów mnie zawołała. Powiedziała, że rano mam wyłączyć komputer u wszystkie urządzenia elektryczne, bo elektrownia będzie coś naprawiać i nie chce, żeby coś się zepsuło. Poszedłem do kuchni. Na blacie stał garnek z psim jedzeniem zalanym mlekiem. Obok niego stał kartonik po maślance lub jogurcie pitnym również wypełniony mlekiem. Przelałem zawartość kartonika do garnka i zapamiętałem, że rano trzeba nakarmić psa. Kiedy wróciłem na dół, Gocha znów była ubrana. Wyłączyłem komputer.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XIX]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 22:00:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/06/xix-2/</guid>
<description><![CDATA[Śniło mi się, że muszę iść do fryzjera, bo połowa fryzury jest tłusta i przyklapnięta, a p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Śniło mi się, że muszę iść do fryzjera, bo połowa fryzury jest tłusta i przyklapnięta, a połowa nastroszona i nieuczesana.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudził mnie budzik.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XVIII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=52</link>
<pubDate>Wed, 03 Sep 2008 05:24:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/03/xix/</guid>
<description><![CDATA[Razem z Olą uciekaliśmy Poznańskim Szybkim Tramwajem przed hordą bestii, które były hybrydą w]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Razem z Olą uciekaliśmy Poznańskim Szybkim Tramwajem przed hordą bestii, które były hybrydą wilkołaka i niedźwiedziołaka. Po lewej stronie mijaliśmy farmy po trosze amerykańskie, a po trosze holenderskie, nad którymi wznosiły się olbrzymie drzewa, których jedna gałąź spadając mogła zniszczyć całe domostwo. Budynki były czerwono-białe, a przy każdej farmie stał wiatrak z czterema skrzydłami.</p>
<p style="text-align:justify;">Wspięliśmy się na jedno z olbrzymich drzew i urwaliśmy jedną z olbrzymich gałęzi. nasz plan polegał na tym, żeby odciąć dalszą drogę bestiom. Niestety nic to nie dało, bo gigantyczna gałąź, która im zagrodziła drogę po chwili została przez nie rozniesiona na małe kawałeczki. Ale teraz niezauważeni przez te potwory zobaczyliśmy jak walczyły z demonami cienia niszcząc lokalny ekosystem.</p>
<p style="text-align:justify;">Znaleźliśmy jaskinię. Przeszedłem po kładce dla zielonych sług. Razem z nami do jaskini wbiegły hybrydy, ale nas nie atakowały. Znalazłem planszę, która składała się z kilkudziesięciu kwadratów, a na każdym kwadracie był inny obrazek. Podszedłem do kwadratu z namalowaną gwiazdą w połowie czarną a w połowie białą i zawiesiłem nad nią rękę. Zobaczyłem, że różni naukowcy wokół robią tak samo. Z sufitu zjechała myjnia samochodowa i zaświeciła czerwonym światłem. Podszedł do mnie jeden z tych potworów, wyciągnął pluszowego Troskliwego Misia, który został stworzony na podobieństwo tych bestii i zawiesił go tam, gdzie przed chwilą była moja dłoń. Pomyślałem, że musiałem coś źle zrobić, więc znów umieściłem rękę nad gwiazdą, a on znów umieścił tam misia. Teraz zrozumiałem, że oni i demony cienia są wrogami.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XVII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=47</link>
<pubDate>Mon, 01 Sep 2008 22:00:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/09/02/xvii/</guid>
<description><![CDATA[Stałem na Dworcu Śródka. Razem ze mną stały trzy zielono-żółte, nowoczesne autobusy. Ich kie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Stałem na Dworcu Śródka. Razem ze mną stały trzy zielono-żółte, nowoczesne autobusy. Ich kierowcami były te same osoby, które rozwożą pizze z Pizzy Express. Autobusy były wyposażone w najnowszą technologię, więc chciałem sprawdzić jak wyglądają w środku. Sprawdzałem wszystko, łącznie z ramkami na reklamy Orlenu, kiedy drzwi się zamknęły, a autobus ruszył. W kabinie nie było kierowcy, więc się przestraszyłem. Pomyślałem, ze to jakieś spięcie systemu, zwłaszcza, że pojazd jechał dość szybko i w dodatku slalomem. Chciałem wcisnąć przycisk z hamulcem bezpieczeństwa, ale był on za pancerną szybą, a nigdzie nie mogłem znaleźć specjalnego młotka. W końcu go dostrzegłem, ale autobus robił takie łuki, że leciałem z jednej ściany na drugą, przez co nie mogłem go dosięgnąć. Zobaczyłem, że dojeżdżamy na przystanek, na którym stało dużo ludzi, chciałem ich ostrzec, żeby nie wchodzili i w przerwie, gdy pojazd nie będzie się ruszać szybko wziąć młotek i rozbić szybkę za którą był hamulec bezpieczeństwa, ale znalazłem w kieszeni śmiecia i musiałem go wyrzucić na przystanku do kosza na śmieci, więc ustawiłem sobie plan. Wybiegam, wyrzucam to co mam do kosza na przystanku, przepychając się między wracam i wyłączam autobus. Więc postępowałem według planu, ale kiedy już wracałem  do środka komunikacji miejskiej, zobaczyłem, że w kabinie kierowcy siedzi brodaty członek Kabaretu Młodszych Panów. Poczułem się głupio, więc wróciłem na dworzec.</p>
<p style="text-align:justify;">Na dworcu zobaczyłem kolejne nowoczesne autobusy. Tylko te były w wersji kombi, bez przegubów i ze spłaszczonymi kabinami kierowcy. Były w kolorze krwi, a na bokach miały grafiki przedstawiające stosy czaszek, z których lała się krew. Pomyślałem, że MPK je przemaluje na swoje firmowe barwy zieleni i żółci, ale ciekaw byłem, czy makabryczna grafika zostanie na nich czy nie. Wtedy zobaczyłem, że pojazd nie ma drzwi wejściowych, a jedynie małe okienko, przez które można się co najwyżej przeczołgać, co też uczyniłem, zaciekawiony tym co jest w środku. Tutaj zobaczyłem długie półki i stojaki z malutkimi półeczkami, a wszystko wypełnione książkami, płytami z muzyką i filmami. Dodatkowo były tu trzy biurka - na dwóch stały telewizory z włączonym kanałem drugim, przy których siedziały kasjerki z Orlenu, a na jednym stał komputer, przy którym siedział gruby chłopak, którego ojciec prowadził firmę informatyczną.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy tylko chłopak mnie zauważył zaczął mi tłumaczyć co to za miejsce. Miało to być centrum kulturalne Poznania, dowożące produkty do klienta. Takie intelektualne Family Frost. Pokazał mi komputer, na którym chwilę pograłem w platformówkę z żółtym ptaszkiem. Ptaszek potrafił latać, ale tylko kiedy był metr nad ziemią. Informatyk stwierdził, że gra jest głupia, ale ja zaraz stwierdziłem, że to jedna z najlepszych gier w które grałem.</p>
<p style="text-align:justify;">Mieli odjeżdżać na jazdę próbną. Zapytałem czy mogę jechać z nimi, ale powiedzieli, że nie. Chciałem się spytać, ze jadą na rynek, na którym na pewno nie będzie ludzi. Powiedziałem, ze tam zawsze jest mnóstwo ludzi. Odpowiedzieli, że pewnie tak, ale tak być nie powinno, bo chodzenie po rynku jest zabronione i jest przestępstwem. Przypomniałem sobie, że faktycznie jest taka ustawa, więc już im nie wierciłem dziury w brzuchu. Spytałem się jeszcze czy to małe okienko jest jedynym wejściem. Odpowiedzieli mi że tak. Stwierdziłem, wiec, że to dyskryminacja osób otyłych, o oni potwierdzili, ale powiedzieli, że w następnej wersji to poprawią, a przynajmniej postarają się, bo nie wiedzą czy rozwiązania techniczne im na to pozwolą.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyszedłem, autobus odjechał. Więc wszedłem do drugiego, który grafiki nie miał lub miał ją po lewej stronie. Wnętrze tego pojazdu wyglądało identycznie jak tamto. Gruby informatyk powiedział, ze mam zdobyć dziesięć lub dwadzieścia (nie pamiętam już) kopii programu obsługującego ten autobus. Więc przelazłem przez szparę, która miała prowadzić do wyjścia, a znalazłem się w poprzednim autobusie. Trochę się zdziwiłem, ale dostałem moje kopie od grubego informatyka i znów przeszedłem przez szparę wyjściową, trafiając znów do tego samego czerwonego autobusu i oddałem płyty.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się z kotem leżącym na mojej pupie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sennik WWW]]></title>
<link>http://bloczek.wordpress.com/?p=3</link>
<pubDate>Thu, 21 Aug 2008 19:49:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>martomala</dc:creator>
<guid>http://bloczek.pl.wordpress.com/2008/08/21/sennik-www/</guid>
<description><![CDATA[Sennik internetowy to książka, która interpretuje symbole senne. Teraz w każdej księgarni może]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sennik internetowy to książka, która interpretuje symbole senne. Teraz w każdej księgarni możemy nabyć bez żadnych przeszkód taki sennik, jaki tylko zechcemy. Propozycji znajdziemy tam kilka. Łatwiej nam jednak, gdy zaglądamy na strony internetowe, aby odczytać sobie to, co nam się śniło.</p>
<p>Są także <a href="http://www.senniczek.biz">senniki</a> w wersji online - są to strony www, a w nich ogromna zbiór baza znaczeń snów.</p>
<p>Częstotliwość odwiedzania witryn związanych z opisywaną tutaj tematyką jest ogromna i stale rośnie. Prostota i szybkość szukania konkretnych informacji tym sposobem bez wątpienia jest najpopularniejszą formą interpretacji symboliki naszych snów.</p>
<p><a href="http://www.senniczek.biz/kup,sennik.html">Książki </a>te starają się interpretować zasadnicze symbole występujące w snach, jednak należy pamiętać dokonana na ich podstawie interpretacja musi być powiązana z sytuacją śniącego i jakikolwiek sen trzeba interpretować oddzielnie. W interpretacji snu należy pamiętać, iż mają one indywidualną interpretację w kontekście konkretnego człowieka i rzadko, kiedy ich symbolika posiada tłumaczenie.</p>
<p>Istnieją ludzie którzy mają obsesję na punkcie swoich snów i zawsze gdy śni im się coś obojętnie co, natychmiast sięgają po <a href="http://www.senniczek.biz/Czlowiek,wilk,4068.html">sennik</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XVI]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=45</link>
<pubDate>Fri, 15 Aug 2008 22:00:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/08/16/xvi/</guid>
<description><![CDATA[Byłem w gimnazjum. Siedziałem w ławce z Martą. Wpierw mieliśmy zajęcia z matematyki, na który]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Byłem w gimnazjum. Siedziałem w ławce z Martą. Wpierw mieliśmy zajęcia z matematyki, na którym ona okazała się najlepszą ze wszystkich, a mi nie szło najlepiej, więc wziąłem notatki od Gosi. Potem mieliśmy chemię, na której wychowawczyni, pani P., wzięła mnie do tablicy i kazała pisać jakieś formułki o przetwarzaniu słomy. Kiedy moim koślawym pismem napisałem pierwsze słowo, nauczycielka wyrecytowała już około połowy wszystkich formułek i była na mnie zła za to, że tak wolno piszę. Odesłała mnie do ławki. Kiedy usiadłem koło Marty, zobaczyłem, ze narysowała w moim zeszycie ładnie opięte szerokich biodrach i szczupłych nogach spodnie dżinsowe w zeszycie. Podpisałem obrazek jako "Wrotka od tyłu".</p>
<p style="text-align:justify;">Wtedy do klasy wszedł jakiś wysoki, starszy student i powiedział o promocji na napoje Coca-Coli w sklepiku szkolnym, oraz o tym, że jeśli ktoś wie, że go nie będzie na zjeździe Action Maga, ma o tym zgłosić jak najszybciej i najpóźniej do końca miesiąca.</p>
<p style="text-align:justify;">Lekcja się skończyła, więc razem z Radziem i Marylą poszliśmy do sklepu szkolnego wyglądającego jak stacja Orlen. Radek sprawdzał ile kosztują i ile punktów kartę Vitay dostanie za litrowe butelki Coca-Coli, a Maryla zastanawiała się czy pojedzie na zjazd.</p>
<p style="text-align:justify;">Pojawił się rozświetlony jasnym blaskiem anioł.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XV]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=43</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 22:00:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/08/06/xv/</guid>
<description><![CDATA[Całowałem się podniecony z Olą, która po chwili zaczęła na mnie warczeć, jej twarz zdeformow]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Całowałem się podniecony z Olą, która po chwili zaczęła na mnie warczeć, jej twarz zdeformowała się i przypomniała mumię lub zombie. Próbowała zębami rozszarpać mi gardło. Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XIV]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 22:00:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/08/01/xiv/</guid>
<description><![CDATA[Razem z Filipem i Kajtkiem wybraliśmy się na zdobywanie skarbów. Nie pamiętam kim oni byli, ale ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Razem z Filipem i Kajtkiem wybraliśmy się na zdobywanie skarbów. Nie pamiętam kim oni byli, ale ja odgrywałem rolę czegoś pomiędzy druidem z <em>Diablo II</em>, witch doctorem z <em>Diablo III</em> oraz overlordem z <em>Overlorda</em>. Schodziliśmy do podziemi, których ściany były zbudowane z brudnego piaskowca. I znaleźliśmy marmurowe schody. Oni pobiegli, ja niestety zostałem w tyle, bo zapomniałem, który przycisk służy do rzucenia zaklęcia ognia trzeciego poziomu. W końcu mi się przypomniało i jednym ruchem ręki zabiłem wszystkie diabliki. Na ołtarzu, który znaleźliśmy leżały trzy głowy potępionych, za to ze zwłok wypadły: deska do surfingu, tarcza ze skrzyżowanymi kosami wygrawerowanymi na niej oraz wiadro służące za hełm. Weszliśmy do kominka z rozpalonym ogniem, otoczonym niskim płotkiem z żelaznych prętów, który teleportował nas do mojego starego pokoju.</p>
<p style="text-align:justify;">Tutaj na moim biurku stał Gutek razem z całym Indios Bravos i grali piosenki Strachów na Lachy. Na wielkim telebimie pokazani byli pijani ludzie zataczający się do rytmu oraz ja oparty o barierkę. Nie pamiętałem, żebym kiedyś był na koncercie Strachów. Gdzieś w tłumie, jakiś Azjata założył się o to, że trafi kokosem w palmę dwa razy. Pierwszy rzut mu się udał, drugi już nie, przez co musiał pocałować kota płci męskiej. No cóż, musiałem schować moje trofea, żeby móc się pobawić, więc otwarłem sejf znajdujący się za plakatem <em>Dungeon Keepera II</em>, i wkładałem to co znalazłem przy tamtym ołtarzu oraz jedną maskę afrykańskiego szamana. Przy całej operacji śpiewałem razem z Gutkiem piosenki, ale się nie bawiłem. Ten półgębkiem mnie skrytykował za to, że nie siedzę w pogo tak jak wszyscy. Wszedłem na scenę, na której akurat była solówka be wokalu i zacząłem z nim gadać.</p>
<p style="text-align:justify;">Powiedziałem mu, ze jestem łowcą skarbów. Tak sobie pogadaliśmy o niczym. Potem on się zapytał czy chcę jego autograf. Powiedziałem, że ok, i że moze mi się podpisać na ramieniu. Wziął czarny mazak i podpisał się za siebie, a potem za wszystkich członków zespołu. Na koniec napisał moje imię, otoczył je czerwonym kółkiem i narysował czerwoną strzałkę prowadzącą od okręgu dokądś, niestety nie widziałem, gdzie wskazywał grot. Potem się spytał, czy mógłbym mu towarzyszyć, kiedy znów przyjedzie do poznania, bo chce skorzystać z biblioteki oraz wyrobić sobie koszulkę czy koszulki. Powiedziałem, ze przez najbliższe dwa miesiące jestem wolny, chyba, że akurat będę w pracy, bo jeszcze nie znam swojego grafiku. Banach powiedział, że tak każdy mówi, a jak przychodzi co do czego to nikt nie ma czasu. Gutek się z nim zgodził, ale wziął mnie na bok.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiedliśmy na starym i zniszczonym autobusie, który dodatkowo był chyba przewrócony na bok. Wyglądał teraz jak Karolina Kozak, zaś Indios Bravos zamiast wykonywać piosenki Strachów, grało utwory Hanny Banaszak, Kaliny Jędrusik i Marii Peszek. Karolina powiedziała mi, że jeśli tylko nie będzie mieć żadnych koncertów to chętnie wpadnie, jakoś w ciągu najbliższych dni. maksymalnie do końca lipca. Wyciągnęła więc kartkę papieru i zaczęła pisać umowę. Tam gdzie powinno być moje imię napisała "G.M.". Spytałem się jej o co chodzi, odpowiedziała, że taką ksywkę ma jej kumpel, również Mateusz. Skreśliła to i napisała Mat.</p>
<p style="text-align:justify;">Podpisałem i obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XIII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Tue, 22 Jul 2008 22:00:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/23/xiii/</guid>
<description><![CDATA[Jechałem samochodem między osiedlami Pod Lipami i przyjaźni, gdy po prawej stronie ulicy zobaczy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Jechałem samochodem między osiedlami Pod Lipami i przyjaźni, gdy po prawej stronie ulicy zobaczyłem Rafała z dwoma koleżankami. Chciałem, żeby ojciec mnie przy nich wysadził, ale nie miał gdzie. Wyszedłem z samochodu dopiero przy bloku, w którym mieszkała moja babcia. Spostrzegłem Rafała przy budce z kebabem. Kiedy do niego podszedłem i klepnąłem w ramię, odwrócił się, lecz nie był to on, ale jego siostra i jej koleżanka z zajęczą wargą. Pobiegłem więc tam, gdzie widziałem Rafała z okna samochodu. Stał na przystanku z warszawskim rozkładem jazdy i w trójkę czekali na autobus. Chwilę się kłócilismy ponieważ według mnie jechali w inną stronę niż powinni.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wiem czemu, ale dziewczyna Rafała z jakiegoś powodu mnie nie lubiła i jawnie okazywała swoją niechęć.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał zaciągnął mnie do jakichś podziemi, wyglądających jak wnętrza podziemnych pubów i kawiarni poznańskich. On sam gdzieś zniknął, ale poszedłem sam przed siebie dość szybko, bo za moimi plecami za drzwiami u szczytu schodów czaił się gniew dziewczyny. Po kilku krokach z ziemi wyskoczyły kolce. Zniknęły. szedłem dalej spodziewając się dalszych pułapek aż doszedłem do schodów kręconych. Na nich stał Rafał o dziwnym wyrazie twarzy. Kiedy podszedłem bliżej, wcisnął ukryty w świeczniku przycisk i po mojej lewej stronie wysunął się kolczasty wachlarz ze stępionymi czubkami. Symetrycznie do niego ustawiony był wachlarz po prawej, całkowicie zardzewiały, który po chwili skrzypienia takze powoli się otworzył.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał mi wytłumaczył, że to jego dziewczyna kazała mu mnie zastraszyć. Poprowadził mnie dalej. Zobaczyłem znany mi pub, w którym byłem kiedyś z Olą i Hanią oraz pokój cały wypełniony telewizorami plazmowymi z niebieskimi ekranami. Doszliśmy do kolejnych kręconych schodów trochę podobnych do schodów na którymś z poziomów podziemi w pierwszej części <em>Diablo</em>, a trochę do latarni morskiej w <em>Oblivionie</em>. Poprowadził mnie nimi na górę, lecz w połowie stanął i pokazał mi pokój wypełniony puszkami Tyskiego albo Żywca oraz Tatry. Tego z czerwoną szarfą za nazwą było zdecydowanie więcej, ale w żadnej z puszek nie było kluczyka. Zamiast tego były w nich dziury, przez który wygazowane piwo się wylewało.</p>
<p style="text-align:justify;">Rafał mi powiedział, że piętro wyżej jest laboratorium alchemiczne i astrologiczne. Drzwi u szczytu schodów się otwarły i zobaczyłem w nich dziewczynę Rafała, lecz po chwili zmieniła się w starszą, grubą kobietę z wąsem i w spranym swetrze, za którą podążała mała, wychudzona i piszcząca dziewczynka. Zacząłem pić piwo. Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=36</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 22:00:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/21/xii/</guid>
<description><![CDATA[Chodziłem po podziemiach jako Overlord - w pełnej zbroi, z mnóstwem minionów przy boku. Zbierał]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Chodziłem po podziemiach jako Overlord - w pełnej zbroi, z mnóstwem minionów przy boku. Zbierałem skarby - w większości te, które były ozdobione pięknie oszlifowanymi szmaragdami i diamentami. W końcu razem z moją armią stanęliśmy w grocie, przygotowując się do meczu w Chaos League. Rozdawałem moim podopiecznym broń. Teraz nie byli już minionami lecz uczniami Hogwartu z pierwszej części gry o Harrym Potterze. Rozdałem broń. i zostały mi już tylko wspaniały miecz z diamentem i tarcza z siedmioma rubinami, których układ był identyczny do układu z drugiego poziomu Sky Romance. Tarczę chciałem dać obrońcy, lecz nikt się nie chciał przyznać, w końcu jednak nieśmiało zgłosił się jeden czarnoskóry chłopiec (jak się później okazało był bramkarzem). Ostrze natomiast chciałem dać najlepszemu napastnikowi w drużynie, lecz kapitan już miał swoje ostrze z kilkoma brylantami. Kiedy już się zniecierpliwiłem, z szeregu wystąpił młody białoskóry chłopak i powiedział, że powinniśmy już iść,bo czas się kończył. Powiedziałem "Na to właśnie czekałem", wręczyłem mu miecz, chciałem jeszcze rozstawić gargulca ze srebrzystego kamienia i lewiatana na boisku, ale zrezygnowałem z tego pomysłu.</p>
<p style="text-align:justify;">Ścisnąłem małe czerwone światełko, które wcześniej było olbrzymie, ale wraz z odliczaniem czasu zmniejszało się. Z góry i z dołu napłynęły czarne pasy, a gdy się rozsunęły na powrót już stałem na boisku razem z moją drużyną. Wszedł mój przeciwnik w zielonej zbroi. Komentator zapowiedział obrońców i z mojej strony oraz ze strony oponenta pojawiły się po dwie osoby w zielonych strojach. Gracze przeciwnej drużyny wyglądali jak połączenie Lego Maya z jakimś rodzajem akolitów z jajek z niespodzianką. potem komentator po kolei wymieniał członków drużyny. Zapamiętałem gracza w niebieskim kolorze, gdyż potrafił leczyć. Wiedziałem, że muszę się nim zająć w pierwszej kolejności. Kiedy już wszyscy zostali przedstawieni, dowódca w zielonym pancerzu pokazał palcem na studnię, z której wyskoczyły czarne miniony, przeleciały przez całe boisko i wróciły do dziury w ziemi. Wiedziałem, że to oznacza działo.</p>
<p style="text-align:justify;">Gra się rozpoczęła. Piłka na początku była w rękach jednego z moich napastników z mieczami. Moim zadaniem było zajęcie się medykiem, więc użyłem najprostszego sposobu - rzuciłem na niego zaklęcie ognia trzeciego poziomu, przytrzymałem chwilę i gracz w niebieskim uniformie z fiolką jakiegoś płynu w ręku już leżał na ziemi. Nie słuchałem, kiedy komentator opisywał pozostałych graczy, więc nie wiedziałem na kim się skupić w następnej kolejności, ale zdecydowałem się na pozostałych niebieskich. Zdążyłem zająć się tylko jednym, w dodatku niedokładnie, kiedy usłyszałem trzask i oczami wyobraźni zobaczyłem zamknięte czerwone wrota z namalowaną na nich twarzą jakiegoś maszkarona. Rozejrzałem się - bramka przeciwników się zamknęła, a ze studni wciąż wypadały bomby. Chwyciłem gracza przeciwnej drużyny w białym stroju i rzuciłem nim o wrota - ani drgnęły. Domyśliłem się, że mogę je zniszczyć za pomocą ładunków wybuchowych wypluwanych z podziemnej armatki.</p>
<p style="text-align:justify;">Podbiegłem do niej, lecz nie mogłem łapać pocisków, gdyż te od razu wybuchały w rękach. Pomyślałem, że wrzucę proch leżący na skrzyni do środka i wtedy wyprodukują więksą minę, którą da się (deja vu) przenosić. Utrudniało sprawę to, że przykrywa na dziurze w ziemi otwierała się tylko, kiedy pocisk miał wylecieć, lecz po kilku nieudanych próbach odniosłem sukces. Położyłem minę przy drzwiach. Spodziewałem się wybuchu, a zamiast tego jeden z kolców zmienił się w działko laserowe i zaczął wycinać dziurę w drzwiach. Wtedy jakiś smok, trochę przypominający Haku ze <em>Spirited away</em>.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się, kiedy motylek od kolczyka wbił się w moje plecy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[XI]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=33</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 22:00:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/19/xi/</guid>
<description><![CDATA[Śniło mi się, że ze stu złotych, które pożyczyłem od Kajtka, w portfelu zostało mi dwadzie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Śniło mi się, że ze stu złotych, które pożyczyłem od Kajtka, w portfelu zostało mi dwadzieścia w pięciozłotówkach oraz trochę jedno- dwu- i pięciogroszówek.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się, gdy mama próbowała zbudzić mojego pluszowego misia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[X]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=27</link>
<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 09:35:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/07/x/</guid>
<description><![CDATA[Byłem sprzątaczem w labiryncie. Nie wiem jak się tam znalazłem, ale cóż robota jak robota i tr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Byłem sprzątaczem w labiryncie. Nie wiem jak się tam znalazłem, ale cóż robota jak robota i trzeba było pracować. Poszedłem do najkrótszej ścieżki, na której były tylko dwie pary drzwi. Wszedłem do tych po lewej. Był to mały pokoik, a właściwie łazienka, z dwoma wannami. W jednej wannie leżała Ola, w drugiej jakiś starszy pan w dużych, staromodnych okularach, z łysym czubkiem głowy i resztą włosów w różnych skalach szarości. Wynalazca. Spytałem się czy mam posprzątać. Oboje się zgodzili. Zmniejszyłem się wiec i wszedłem pod wanny. Wiedziałem jednak jak spod niej wejść do środka i tym razem skorzystałem z możliwości i wpłynąłem do kąpieli dziewczyny. Pooglądałem sobie ciepłe, czyste i mokre ciało z każdej możliwej strony. Mógłbym tak leżeć naprawdę długo, ale wiedziałem, że kiedyś moje sprzątanie musi się skończyć. Wyszedłem więc i sprzątnąłem co było do pozamiatania. Pięć żetonów - cztery żółte kartonowe z jakąś grafiką w czarnym kolorze (dwa większe na których rysunek był trójwymiarowy i dwa mniejsze) oraz jeden bardzo cienki, foliowy z chipsów Chio orzechowych. Powiększyłem się, pożegnałem i wyszedłem.</p>
<p style="text-align:justify;">Teraz otwarłem drugie drzwi. Tutaj była tylko jedna wanna, ale za to wielka. Woda w niej osiągała między 600 a 900 stopni Celsjusza. W środku siedział Radek. Nie chciał, żebym sprzątał, bo wiedział, że mogę wejść do wanny i podglądać. Oczywiście nie chciałbym podpatrywać kąpieli mężczyzny, ale skoro on nie chce to ok. Będę miał mniej sprzątania. Powiedział mi jeszcze, że szykuje się impreza u Marka. Pewnie jak zwykle latem - grill z alkoholem. Kiedy wyszedłem z łazienki, podbiegł do mnie ten inżynier, wynalazca z drugiej kabiny. Ubrany był w jednoczęściowy strój - jeden z tych droższych, które można spotkać w <em>Oblivionie</em>. Poprosił mnie do swojego gabinetu.</p>
<p style="text-align:justify;">Pewnie chciał, żebym wypucował jego pokoik, który, kiedy tylko go zobaczyłem, przypominał mi gabinet de Lessepsa w "<em>Mrocznej połowie</em> Stephena Kinga. Zaczął coś mówić o tym, że jest cyborgiem i prowadzi badania nad przeszczepami ludzkich tkanek i maszynerii elektronicznej. Jego zdania robiły się coraz dłuższe, bardziej skomplikowane i nużące. Zasnąłem.</p>
<p style="text-align:justify;">Byłem w wannie, w której wcześniej moczył się Radek. Woda była naprawdę przyjemna w temperaturze podchodzącej do tysiąca stopni Fahrenheita i sięgała mi do szyi. Tak naprawdę to był to prawie basen, gdyż dało się płynąć kawałek z jednej części do drugiej. Pomyślałem, że kiedy następnym razem Ola będzie w poznaniu to ją tutaj zabiorę. Nad wodą unosiła się mgiełka. Widziałem coraz mniej wyraźnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się. Byłem w istocie w wodzie, która sięgała mi do szyi. Ale leżałem w niej. Przypomniało mi się, że spieszę się na imprezę u Marka. Wyskoczyłem z wanny w całej liberii sprzątacza i pognałem. Na rynku zobaczyłem karetę, w której siedziało małe dziecko z głową inżyniera. Zaczął mnie gonić, krzycząc, że miniaturyzacja to przyszłość. Jego gonił policjant.</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się, gdy dobiegłem do Suchego Lasu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[IX]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=25</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 22:00:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/06/ix/</guid>
<description><![CDATA[Uprawiałem seks z dziewczyna, która miała zarówno żeńskie jak i męskie narządy rozrodcze.
Po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Uprawiałem seks z dziewczyna, która miała zarówno żeńskie jak i męskie narządy rozrodcze.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem zostałem wrzucony na jakieś osiedle. Prawdopodobnie gdzieś w Koziegłowach. Stałem po jednej stronie wielkiego placu zabaw, wokół którego były tylko wieżowce. Mieliśmy przejść na drugą stronę. Byli ze mną - mój tata, Renata, mała Agata, jej tata oraz Marta. I jeszcze jacyś dorośli.</p>
<p style="text-align:justify;">Przejście z początku wydawało się proste - wystarczyło odciągać Agatę od rozrywek na placu - drabinek, huśtawek, karuzeli i tym podobnych. Jednak kiedy przechodziłem pod jednym mostem łańcuchowym, zobaczyłem jakieś dziecko a obok niego lwa górskiego o jasnej sierści. Kiedy tylko oni mnie wyczuli - zniknęli. Po jakimś czasie zobaczyłem nie jedno, ale dwoje latynoskich dzieci, przy których stały niedźwiedź brunatny o wypłowiałym futrze i bardzo chudy popielaty wilk. Te również po chwili gdzieś sie podziały.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale kiedy już dochodziliśmy do końca to ostatnie dwa widziane przeze mnie zwierzaki zagrodziły nam drogę. Renata krzyknęła do Agaty, żeby ta schowała się w wieżyczce po czym sama się gdzieś ukryła. Stałem tam teraz tylko ja. Przestraszony zacząłem wołać o pomoc rodziców, lecz Ci nie przychodzili. Wtedy rzucił się na mnie wilk.</p>
<p style="text-align:justify;">Próbował mnie ugryźć i podrapać, ale z doświadczeń z moim kotem, umiałem się już obchodzić z szalonymi zwierzętami. Odrzuciłem go, lecz ten znów skoczył w moją stronę. chwyciłem go jak zapaśnicy i mocno przydusiłem do siebie. Poczułem jego bujną, tłustą i kującą sierść. Wiedziałem, że zacznie się zachowywać jak Nyga i nie zawiódł mnie, zaczął się wiercić. Wtedy na chwilę go puściłem i uchwyciłem jego kark ramieniem, po czym zacząłem go dusić. Wiedziałem, że zabicie go nie będzie łatwe, ale przynajmniej go osłabię. Renata krzyknęła do mnie, że to są magiczne zwierzęta. Nie wiedziałem o co jej chodzi i nie miałem czasu na zastanowienie się - w moją stronę biegł już niedźwiedź.</p>
<p style="text-align:justify;">Z tym nie było juz większych problemów, zwłaszcza, że w moich żyłach zamiast krwi płynęła adrenalina. Zanim jeszcze zdążył mnie zaatakować, skoczyłem na jego grzbiet. Ten miał futro kujące, i bardzo zbite. Wciąż biegł. Chwyciłem go jedną ręką za krtań i dusiłem, aż się położył i dyszał jak wilk.</p>
<p style="text-align:justify;">Wtedy Renata wyszła ze swojej kryjówki i zaczęła opowiadać o tym, że nasi rodzice zostali zaklęci w zwierzęta, choć nie wie czemu. Następnie powiedziała o tym, że każde zwierzę w jakimś stopniu wydziela energię magiczną poszczególnych żywiołów, ale ona wyczuwa tutaj tylko powiet...</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[VIII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Thu, 03 Jul 2008 22:00:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/07/04/viii/</guid>
<description><![CDATA[Śniło mi się, że firma, która miała mnie zatrudnić, zadzwoniła do mnie, kiedy bateria mi sia]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Śniło mi się, że firma, która miała mnie zatrudnić, zadzwoniła do mnie, kiedy bateria mi siadła w telefonie i przez to nie dostałem pracy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[VII]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=19</link>
<pubDate>Sat, 28 Jun 2008 22:00:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/06/29/vii/</guid>
<description><![CDATA[Prosto z trybun wielkiej skoczni w Zakopanem trafiłem do szkoły, będącej skrzyżowaniem piętnas]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Prosto z trybun wielkiej skoczni w Zakopanem trafiłem do szkoły, będącej skrzyżowaniem piętnastego liceum ogólnokształcącego w Poznaniu z warszawskim dworcem centralnym. Byłem nowy, więc nikt nie darzył mnie zaufaniem. Wszyscy się ode mnie odsuwali, ale jednak udało mi się znaleźć trzy osoby, które postanowiły zaryzykować. Chudy informatyk w okularach. Elegancik z łysiną na żel. I grubas z długimi włosami - najbardziej charyzmatyczny z tej trójki. Mieli mnie zaprowadzić na pierwsze zajęcia.</p>
<p style="text-align:justify;">Szliśmy długim korytarzem, takim rozjaśnionym tunelem metra, w połowie którego stały ławeczki, beniaminy i automaty z Coca-colą, aż dotarliśmy do wykrywacza metalu. Spytałem się po co on tutaj, ale ani kumple ani woźny mi nie odpowiedzieli. Żaden z nas nie miał przy sobie nic metalowego, więc wykrywacz milczał i zawył dopiero, gdy przechodził informatyk. Wyciągał całą zawartość kieszeni do plastikowego koszyka (niebieskiego lub czerwonego) - płytę CD (pochwalił się nią jakby był to jego największy skarb), otwieracz do butelek Lecha (taki sam jaki mam ja), garść miedziaków i drugą małych łożyskowych kulek, dwa woreczki ćwieków różnych kształtów i portfel. Przeszedł przez maszynę na drugą stronę, podszedł do ściany, wcisnął przycisk, jaki jak te, które włączają prysznice na pływalniach, i wrócił przez wykrywacz. Tym razem nic nie zapikało. Nie wiem czy swoje rzeczy wziął czy woźny, starszy siwy mężczyzna z zarostem, skonfiskował. Czekała mnie pierwsza lekcja.</p>
<p style="text-align:justify;">Kiedy z całą klasą ustawiliśmy sięna boisku zespołu szkół z oddziałami numer 1 w dwuszereg, przyleciał do nas na wózku inwalidzkim profesor Xavier, ten od X-menów. Kumple mi powiedzieli, że to on jest tu dyrektorem i, że z nim będziemy mieć lekcję. Zaczął od musztry, jak na lekcji PO w liceum, niespodziewanie grubas okazał się w tym być najlepszy. Profesor rzucił, że idziemy do lasu przez pole. To, które jest przedłużeniem Dolnej. Mnie zatrzymał z tyłu. Rozmawialiśmy, sam nie wiem o czym, a potem nauczyciel wręczył mi pistolet i kazał zastrzelić stwora, wyglądającego jak dziki koń stworzony w <em>Spore</em>. Pierwszy strzał narobił tylko hałasu, a zwierzę, które było dobre pół kilometra od nas zaczęło uciekać. Tak samo jak sarna, której wcześniej nie zauważyłem. Oddałem profesorowi broń, twierdząc, że nie potrafię, bo nigdy wcześniej nie strzelałem. On jej nie przyjął. Kazał się skupić i wykorzystać całą moją wiedzę matematyczną i fizyczną. Ustawiłem więc pistolet pod odpowiednim kątem i strzeliłem. Znów huk. I gdy myślałem, że znów spudłowałem, koń padł. Krzyknąłem, żeby ktoś go dobił, bo nie może się przecież zwierze tak męczyć. Xavier spokojnym głosem powiedział, że służby porządkowe się nim zajmą. Lekcja już się skończyła, a profesor kazał mi się w poniedziałek gdzieś stawić. W razie jakichkolwiek pytań miałem skontaktować się z Leonardem.</p>
<p style="text-align:justify;">Podczas jednej z długich przerw kumple zachowywali się tak jakbym to nie ja zabił tamtego stwora. Powiedziałem im, że dyrektor zaprosił mnie na dywanik w poniedziałek, tylko nie wiem gdzie i o której. Spytałem czy znają Leonarda. Oburzyli się. Obrzucali tamtego chłopaka, a może mężczyznę wyzwiskami i mówili, że jest pupilkiem profesora, po czym mi go wskazali.</p>
<p style="text-align:justify;">Leonard okazał się być młodym chłopakiem, jednak nie sposób było powiedzieć czy jest uczniem czy pracownikiem. Zresztą wyglądał jak Michał, tylko w wersji młodszej i bardziej buntowniczej. Podszedłem do niego, przedstawiłem siebie i mój problem. Na co on, że "aha" i, że "fajnie" całkowicie obojętnym i pewnym siebie głosem. Po czym odwrócił się i odchodząc podał mi numer sali do której miałem iść w poniedziałek, który od razu zapomniałem.</p>
<p style="text-align:justify;">We wtorek na zajęciach w sali wyglądającej jak dwudziestka jedynka obrócona o dziewięćdziesiąt stopni, profesor mówił coś o odrabianiu zajęć przez osoby, którym nauka nie wychodziła, albo o zajęciach fakultatywnych, nie jestem pewien. Leonard zapisywał uczniów, którzy na te zajęcia mieli chodzić. Głupio mi się było przyznać że dzień wcześniej nie stawiłem się tam gdzie miałem, ale musiałem to powiedzieć. Xavier się zdenerwował, ale powiedział mi gdzie i o której mam się stawić, tylko zamiast w poniedziałek to we wtorek. Powiedział mi także w jakim celu - miałem otrzymać jakiś tam order.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie zrozumiałem czy też nie dosłyszałem jego nazwy, ale wszyscy nagle spojrzeli na mnie jak na trędowatego. Nawet moi kumple. Grubas, z którym siedziałem uciekł nawet do innej ławki i krzyknął na mnie, że straciłem ich zaufanie. Nie wiedziałem o co chodzi, co ja takiego zrobiłem, ale nie chciałem być wyrzutkiem. Spytałem się go więc jaki jest jego ulubiony napój. Sok pomarańczowy. Pytanie bez sensu i nic mi nie dało. Spróbowałem jeszcze raz - a najgorszy? Po chwili wahania odpowiedział, że każdy inny. Teraz poszło mi trochę lepiej. Zacząłem historię:</p>
<p style="text-align:justify;">Wyobraź sobie, że masz dziewczynę. Najładniejszą, najseksowniejszą, z którą można pogadać o wszystkim - ideał. Umówiliście się na randkę, lecz kiedy ją całujesz, czujesz, że piła sok wiśniowy. Co byś o niej pomyślał? Że straciła moje zaufanie. A rzuciłbyś ją? Tak</p>
<p style="text-align:justify;">No, kurwa, nie wyszło.</p>
<p style="text-align:justify;">Na przerwie zobaczyłem jak profesor robi musztrę z młodziakami. Obracali się w zupełnie różne strony niż im kazał, nierówno, każdy jak chciał, istny chaos. Jednak na ostatnią komendę wszyscy stanęli na baczność patrząc w jego stronę. Poza jednym uczniem, który stał do niego prawym bokiem i dopiero po dłuższej chwili zreflektował się i stanął jak reszta. Xavier na niego nakrzyczał, że opuścił już cztery zajęcia i musztra mu wychodzi jeszcze gorzej niż reszcie klasy i jeśli to będzie się dalej powtarzać to wyleci ze szkoły.</p>
<p style="text-align:justify;">Wieczorem o dwudziestej poszedłem tam, gdzie mi kazano - do dużego metalowego kojca, w którym kiedyś był parking dla rowerów. Nagle znalazłem się w małej kulce na granatowym prostokącie, obok którego stały także inne czworoboki o różnych rozmiarach i kolorach. Z tego po prawej, pomarańczowo-różowego, wyszła brzydka dziewczyna o takim samym kolorze skóry i trochę ciemniejszym kolorze włosów. Spytała się czemu jestem smutny i siedzę przy zgaszonym świetle. Zapaliłem lampy, przez co moj prostokąt stał się błękitny, ale to tylko mi pogorszyło humor, więc je zgasiłem. Czułem się samotny. Spytałem dziewczyny kim jest. Odpowiedziała, że holograficzną cut-scenką. Fajnie, rozmawiam z hologramem. Powiedziała mi jeszcze, że to miejsce mana celu pokazanie mi moich ukrytych zdolności, i pomaganie w ich kontrolowaniu. Skoro i tak nie miałem co robić postanowiłem to sprawdzić. Wpierw stałem się wodospadem płynącym w góre, cyklonem, feniksem, tsunami. Odkryłem, ze mogę kontrolować żywioły - powietrze, wodę, ziemię i ogień. Próbowałem dalej - w górę, w wir wodny, w słup ognia...</p>
<p style="text-align:justify;">Obudziłem się, gdy kot przewrócił śmietnik w moim pokoju.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[VI]]></title>
<link>http://matowysennik.wordpress.com/?p=13</link>
<pubDate>Fri, 27 Jun 2008 22:00:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mat</dc:creator>
<guid>http://matowysennik.pl.wordpress.com/2008/06/28/vi/</guid>
<description><![CDATA[Coś się dzieje. Centrum handlowe Plaza zostało wynajęte, żeby zorganizować imprezę dla ameryk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Coś się dzieje. Centrum handlowe Plaza zostało wynajęte, żeby zorganizować imprezę dla amerykańskich gwiazd. Blondynka i ja też tam byliśmy, bo w końcu sami jesteśmy VIPami. Rozmawialiśmy sobie z jakimiś Murzynami, nawet nie pamiętam o czym, jedliśmy wykwintne potrawy i piliśmy wielowarstwowe drinki smakujące jak wódka z sokiem pomarańczowym, z przewagą tego drugiego, Między stolikami, przy których siedzieliśmy, chodziła pani klaun i rozdawała baloniki z helem. Mnie coś męczyło w pęcherzu, więc przeprosiłem i poszedłem do toalety.</p>
<p style="text-align:justify;">Przechodziłem obok sklepów takich jak Levi's czy Cropp Town i między straganami przypominającymi duże krzesła zbite z drewnianych skrzynek pomalowanych bejcą. W końcu zauważyłem znak pokazujący gdzie jest męska toaleta - zarówno jedno i drugie były dwa metry od stolika przy którym siedzieliśmy. Wszedłem.</p>
<p style="text-align:justify;">W środku po lewej i prawej stronie pomieszczenia mieszały sie ze sobą pisuary z umywalkami, a na końcu były dwie pary drzwi. Jedne prowadziły do pokoju z białych, błyszczących kafelków, a drugie do toalet. Jako, że z pisuarów korzystać nigdy nie lubiłem, przeszedłem przez te drugie drzwi, a razem ze mną Craig David - jak mi powiedział, on tez nie przepadał za sikaniem ramię w ramię z innymi facetami.</p>
<p style="text-align:justify;">Pomieszczenie było ciemne i bordowe. Na ziemi leżała czerwona, włochata wykładzina, zaś w katach stały dwa dębowe łóżka z brązową pościelą. Przed nimi stały drewniane pudełka z dziurą u góry - przywodzące mi na myśl wygódki na działkach, w których zawsze śmierdziało, zawsze było pełno pająków, a w krajach egzotycznych trzeba było uważać, ponieważ w dziurach lubiły mieszkać różne niebezpieczne stawonogi.</p>
<p style="text-align:justify;">Usiadłem na skrzynce po prawej stronie, a facet stał i czekał na swoją kolej. Przypomniało mi to torchę rytuały więzienne w jednym z polskich filmów. Bodajże w <em>Symetrii</em> Niewolskiego. Kiedy wstałem, on nie usiadł na skrzynce lecz na łóżku, a razem z nim Murzyni, z którymi rozmawialiśmy przy stoliku oraz Blondynka. Kontynuowaliśmy przerwaną rozmowę. Tylko było to trochę kłopotliwe, bo facet, który mówił do mnie czystą polszczyzną, nie rozumiał ani jednego słowa, które wypowiadałem w rodzimym języku, więc musiałem odpowiadać po angielsku. Kiedy już jakoś się udało i przestałem się mylić w języku, rozmowa się ładnie kleiła, ale gdy nastała niezręczna cisza - wszyscy poza Blondynką zniknęli.</p>
<p style="text-align:justify;">Rzuciła mnie na łóżko, przytuliła się mocno, po czym namiętnie mnie całowała. W uszy, usta, policzki, szyję. Było bardzo miło dłużyło się przyjemnie. Jedną ręką zdjęła mi spodnie, ściągnęła swoją czarną spódniczkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Kochaliśmy się.</p>
<p style="text-align:justify;">...</p>
<p style="text-align:justify;">Staliśmy na ruchomych schodach jadących w górę. Blondynka miała wielką ochotę na jakieś ciacho. Weszliśmy do baru ze zdrową żywnością. Był strasznie biały i kanciasto nowoczesny - przypominał mi, nie lubianą przeze mnie, kawiarnię Pomarańcza. Za ladą stałą murzynka. Spytała co podać. Poprosiłem dwa kawałki sernika na zimno z owocami - kiwi i truskawkami w truskawkowej galaretce. Zapłaciłem za to 20zł. Jedną z dwóch dziesięciozłotówek z mojego portfela  i jednym banknotem dziesięciozłotowym od Blondynki. Kiedy już odchodziliśmy od kasy, moja dziewczyna wymyśliła sobie koktajl truslkawkowy, ale stojąca za nami w kolejce Murzynka z niemiłym wyrazem twarzy i grubym, fioletowym makijażem nas odepchnęła niczym stara autobusowa baba, i nakrzyczała, że my już kupiliśmy i, że jeśli chcemy cos jeszcze to musimy stanąć w kolejce, bo teraz jest jej kolej. Jako, że nie mielismy ochoty na przepychanki słowne i fizyczne, stanęlismy w kolejce i kupiliśmy koktajle, kiedy przyszła nasza kolej.</p>
<p style="text-align:justify;">Zaraz za obsługującą nas dziewczyną stał Artur. To znaczy manekin jak Artur wyglądający. Jego palce były pierścionkami. Najnowszy trend. Do sklepu, w którym stał, weszła ta brzydka Murzynka i kupiła sobie jego najmniejszy palec. Dziewczyna z baru ze zdrową żywnością oraz Blondynka wpadły w płacz, że Artur już nie będzie miał małego palca.</p>
<p style="text-align:justify;">Stałem koło dworca kolejowego na Garbarach. Niedaleko Cytadeli. Wzdłuż ulicy, pod nią, było przejście podziemne, które kończyło się przy Starej Rzeźni, na której była reklama Lecha. Przed schodami staliśmy: ja, Mateusz (jak każdy o tym imieniu - erotoman, prawdopodobnie prawiczek, lubiący się wymądrzać) oraz Maciej na moim czerwonym rowerze. Niedaleko nas była też dziewczyna z różowymi włosami i rowerem w tym samym kolorze. Była ładna i wyglądała jak zrobiona w <em>Spore: Fabryce stworów</em>. Z Maciejem rozmawialiśmy o muzyce - jakimś downtempo czy nu-jazzie. Mateusz co chwila się wtrącał, ale go zbywaliśmy, bo mówił pierdoły. W końcu zdenerwowani wzięliśmy od niego jego odtwarzacz MP3 - zielony, z czterema nogami i odciskami - też stworzoną w <em>Spore</em>. Miał na niej, o dziwo, ten kawałek o którym rozmawialismy. Został przez to obdarzony szacunkiem. Jak w teledysku do <em>Gdy nie ma dzieci w domu</em> Kultu. Potem rozmowa przeszła na temat jazdy rowerem po schodach. Maciej powiedział, że skoro jego kumple zjechali to on też może.</p>
<p style="text-align:justify;">Więc szedłem piechotą ulicą Umultowską przy osiedlu Wichrowe Wzgórze. Po drodze zastanawiałem się nad pierścionkami z palców. Przecież można robić odlewy i z nich dopiero biżuterię. Wtedy możnaby chodzić z palcem ukochanej osoby bez ucinania go. Ale, niestety, ludzie od zawsze chcieli mieć to co jest droższe i trudniejsze do zdobycia - diamenty, kość słoniową, sproszkowany róg nosorożca czy jednorożca, a teraz i ludzkie palce.</p>
<p style="text-align:justify;">Zachciało mi się siku, a w pobliżu nie było toalety, zaś do domu było wciąż daleko. Zobaczyłem drzewa, więc skręciłem w ich stronę. Byłem już przy nich, gdy jakiś wojownik z <em>Naruto</em> wybiegł na ścieżkę, przeskoczył płot i zniknął w krzakach. Obiegłem więc murek, by mu sie bliżej przyjrzeć. Minąłem chcrześcijańską szkołę i stanąłem na betonowej ścieżce, na której były już nastoletnie gothki przebrane za zombie.</p>
<p style="text-align:justify;">Otoczyły mnie. Obudziłem się.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
