<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>semantyka-libacji-alkoholowych &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/semantyka-libacji-alkoholowych/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "semantyka-libacji-alkoholowych"</description>
	<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 12:51:20 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Semantyka popołudnia przedegzaminowego a reprezentacja przestrzeni]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=546</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 11:42:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=546</guid>
<description><![CDATA[To było takie popołudnie, że słońce rozrzygało się po wszystkich parapetach, sklepach, kobiet]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To było takie popołudnie, że słońce rozrzygało się po wszystkich parapetach, sklepach, kobietach, brudząc dookoła nosy, policzki i czoła - lepiącym się kompotem swoich wnętrzności. Po czym w całości stoczyło się pijacko bełkocząc i bekając bąkami toczącymi się, jak bąbelki w winie musującym, wypełniającym wannę bioder. Tobie, zachciało się pić.</p>
<p>W tym czasie sąsiad namiętnie wwiercał się w spokojność swojej żony, głośny, ciężki, napalony, jak gdyby naturalnie wkomponowany w to popołudnie przynależne brudnie i butnie jękom. Ręką sięgnąłeś po szklankę.</p>
<p>Wtedy sąsiad wszedł na wyższy stopień remanentów, z ręcznego na techniczny, głośny, ciężki, aż bakchiczny, do namiętnej pasji wiodąc żonę, mnie, sufit z podłogą, cały blok, bo choć niedziela jemu robót się zachciewa. Tynk się sypie.</p>
<p>A ty łykiem wzburzasz wannę moich bioder tak, że dłużej już nie mogę i podchodzę ciebie sobie, patrząc jak to słońce błogie się odbija w katafalkach małych węży na firankach i w pryzmacie szyby drzwiowej kręci tęcze pokojowe. Sok jabłkowy.</p>
<p>To jest chwila, w której sąsiad rozpoczyna znowu swoje penetracje ścian. Pan za oknem wrzasnął skromnie do idących kwietniem pań, że za rogiem w naszym sklepie można dostać bułki z mlekiem, sernik, piernik, kalarepę - taki fun.</p>
<p>A ja patrzę okiem, bokiem, jak nalewasz sok. Co z okien - zdjął pijackie plucie słońca i odbija się paląco w zalewanym trzmielu nam. Taki robak, param pam.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
