<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>rownosc &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/rownosc/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "rownosc"</description>
	<pubDate>Wed, 15 Oct 2008 20:14:14 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[17 września, o szkolnictwie i edukacji]]></title>
<link>http://opiekunogrodow.wordpress.com/?p=70</link>
<pubDate>Wed, 17 Sep 2008 18:37:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>opiekun ogrodów</dc:creator>
<guid>http://opiekunogrodow.pl.wordpress.com/2008/09/17/17-wrzesnia-o-szkolnictwie-i-edukacji/</guid>
<description><![CDATA[Podobno połowa Polaków nie potrafi przypisać żadnego historycznego wydarzenia do daty - 17 wrze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Podobno połowa Polaków nie potrafi przypisać żadnego historycznego wydarzenia do daty - 17 września, a jakaś część tej połowy kojarzy ją nawet z Powstaniem Warszawskim.</p>
<p>Prawdę mówiąc wypadałoby się cieszyć, że połowa Polaków wie, co się wydarzyło 17 września 1939 roku. Nie jestem ekspertem w dziedzinie szkolnictwa, edukacji, pedagogiki, ale z moich pobieżnych obserwacji wynika, że właściwie nie należy się dziwić wynikom tego typu sondaży. Ze szkołą - i chyba nie tylko z polską szkołą - dzieje się coś złego.</p>
<p>Sam uczęszczałem do liceum ogólnokształcącego w latach 1991 - 1995, podobno jednego z najlepszych w pewnym małym dużym mieście na wschodzie Polski. Przyznaję, że ja do niego jeszcze wówczas nie dorosłem. Wydawało mi się, że jest wiele ciekawszych rzeczy niż uczenie się słówek na pamięć czy to z niemieckiego, czy z angielskiego, niż uczenie się na pamięć notatek dyktowanych przez 45 minut lekcji biologii - tak, tak właśnie wyglądały lekcje biologii - 45 - minutowe dyktowanie notatek, nic więcej, nic mniej. Albo dyktowanie planów z historii - w punktach, czasami nawet z pożółkłych zeszytów pani od historii, pamiętających pewnie jeszcze jej lata szkolne. Podczas odpytywania nigdy nie można było wyjść poza owe plany - zdarzało się bowiem, że pani od historii komentowała takie usiłowania w następujący sposób: "Tak, to ciekawe o czym mówisz, ale nas to nie interesuje."</p>
<p>Miałem wówczas wiele ciekawszych zajęć, a historią i literaturą interesowałem się na własną rękę, poza szkołą, poza lekcjami języka polskiego czy historii, co sprawiało, że byłem niemal najgorszym uczniem w klasie, jeśli chodzi o te przedmioty. Jakież było zdumienie niektórych nauczycieli, gdy pewnego razu zdarzyło mi się wygrać pewien konkurs literacki, nie poinformowawszy uprzednio nikogo o zamiarze wzięcia w nim udziału i nie uzyskawszy wcześniej odpowiedniego namaszczenia.</p>
<p>Dość szybko zorientowałem się, że trafiłem do nieodpowiedniego dla mnie liceum i do nieodpowiedniej klasy. Elitarne liceum, wyjątkowo zdolna klasa, to rzeczywiście ostatnie miejsca, w których powinienem szukać sobie miejsca, ale stało się, a po raz drugi nie chciałem zmieniać liceum, więc męczyłem się prawie 4 lata, aż do matury.</p>
<p>Klasa rzeczywiście była wybitna - niemal wszyscy już od początku wiedzieli na jakie studia będą chcieli zdawać i konsekwentnie dążyli do swego celu. Czasem była to nauka dla nauki, nauka dla ocen, nauka dla udowodnienia sobie lub innym "czegoś" - czasem własnej wyjątkowości, lepszości, czasem dla podniesienia poczucia własnej wartości, a czasem pewnie dla czystej przyjemności nauki i zdobywania wiedzy.</p>
<p>W tym wszystkim jednak umykało coś zwyczajnego, coś prostego, banalnego, coś ludzkiego. Nie było w tym miejsca na odmienność, nie ważne było to, kim był inny, a jedynie to, jakie wyniki osiągał w nauce. Nie ważne, jakim był poza szkołą, ale jakim był w szkole, na lekcjach i jakie były rezultaty tej jego obecności.</p>
<p>Całkiem niedawno przetoczyła się w mediach dyskusja na temat tego czy w klasach powinno łączyć się dzieci mniej i bardziej zdolne, dobrze uczące się i uczące się źle, dzieci wybitne i mniej wybitne, zdolne i mniej zdolne. Asumpt do owej dyskusji dał pomysł tworzenia klas skupiających tylko dzieci zdolne i dobrze uczące się, a średniaki i dzieci nie mieszczące się nawet w tej kategorii miałyby się znaleźć w klasach mieszanych. To, że dzieci uczące się lepiej mogą motywować - choć też wcale nie muszą - swoich mniej zdolnych lub mniej pracowitych rówieśników jest rzeczą oczywistą. Ale dopiero pewna dziennikarka telewizyjnej "Panoramy" w komentarzu przypomniała o tym, jaki jest jeszcze inny cel istnienia mieszanych klas - dzięki nim dzieci wybitniejsze miałyby się uczyć szacunku wobec swoich mniej wybitnych koleżanek i kolegów.</p>
<p>Przypomniałem sobie w tym momencie jeszcze z czasów szkoły podstawowej kółka samopomocy - bo tak się one chyba nieszczęśnie nazywały - w których lepsi uczniowie mieli pomagać uczniom słabszym. Tak czy owak pomoc to jedno, a uczenie się szacunku wobec kogoś kto nie jest tak dobry, uzdolniony, utalentowany jak my, to inna sprawa. Ludzie mają różne zdolności, różne talenty, a niekiedy ich w ogóle nie mają, i musimy się nauczyć z tym jakoś żyć, nie gardząc tymi pozornie "gorszymi", nie piętnując ich, nie traktując jako bębna, w który można bezkarnie bić, tła, na którego tle bez większego wysiłku można się wyróżnić. Czy tego można się nauczyć we współczesnej szkole? Wątpię, choć moja wiedza w tym zakresie jest ograniczona. Wiem jedynie, że nie można się tego było nauczyć w moim rzekomo elitarnym liceum.</p>
<p>Obserwując jednak od czasu do czasu dyskusje wokół nowej, choć już nie takiej nowej matury, dochodzę do przekonania, że uczy ona bardziej myślenia schematami, niż myślenia samodzielnego, gromadzenia dużej ilości wiedzy dla ocen, które mają zadecydować o przyjęciu na dobre studia. A wychowywanie i przekazywanie wartości przez szkołę gdzieś umknęło i umyka nadal. Data 17 września wydaje się być uczniom jedną z wielu dat, którą trzeba zakuć i zapomnieć. Prawdopodobnie nie jest ona ukazywana w jakimś szerszym kontekście. Na niewiele by się pewnie też tutaj zdały lekcje z patriotyzmu - pojawił się swego czasu też taki pomysł. To nie w tym rzecz, by utworzyć nowy przedmiot, lecz uczynić coś, by szkoła - w ramach istniejących możliwości - przekazywała uczniom pewien etos, a historia, w tym też to, co się wydarzyło 17 września mogłoby stanowić, jakąś jego część. Byle tylko historia była nauczana w atrakcyjny, nowoczesny sposób, a że jest to możliwe - w Polsce wskazywałby na to sukces Muzeum Powstania Warszawskiego, a na Węgrzech Muzeum Terror Haza (muzeum w Budapeszcie przedstawiające dzieje Węgier za czasów dwóch totalitaryzmów - faszystowskiego i komunistycznego). Obie instytucje udowodniły, że o historii, zwłaszcza tej najnowszej można opowiadać w sposób atrakcyjny, niestandardowy i nowoczesny.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dobre i złe strony partnerstwa]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=945</link>
<pubDate>Sun, 10 Aug 2008 22:10:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/08/11/dobre-i-zle-strony-partnerstwa/</guid>
<description><![CDATA[
Partnerstwo ma dobre i złe strony. Może ono przynieść zmiany zarówno na lepsze, jak i na gorsz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/08/partnerstwo.jpg" alt="" /></p>
<p>Partnerstwo ma dobre i złe strony. Może ono przynieść zmiany zarówno na lepsze, jak i na gorsze w twoim życiu. Czasem potrzebne są zabiegi, służące zrównoważeniu tych skrajności. Pozytywną stroną jest, oczywiście, romantyczna namiętność, jaką spotyka się w filmach i o której czyta się w książkach. Te wspaniałe skoki adrenaliny, za sprawą gorących uczuć, bliskość wzajemna dają zakochanym poczucie przeżywania czegoś pięknego i niepowtarzalnego.<br />
Dla większości ludzi główną korzyścią jest to, że przestali być samotni, mają z kim iść przez życie. Posiadanie partnera wiąże się z kilkoma wspaniałymi przywilejami: masz kogoś, kto cię kocha, poświęca ci uwagę, opiekuje się tobą, dotrzymuje towarzystwa, zaspokaja potrzeby seksualne, współuczestniczy w wykonywaniu różnych prac i ogólnie sprawia, że życie jest bardziej interesujące. Partner może zapewnić wsparcie, gdy go potrzebujesz, dodać odwagi, gdy czujesz strach, i przywrócić wiarę we własne siły, gdy ją tracisz. W najlepszym wydaniu partnerstwo będzie satysfakcjonującym związkiem, w którym dzielicie się swymi najskrytszymi myślami, przyznajecie do swoich słabości, rozwijacie się w nowych, często zaskakujących kierunkach i macie wspólnie nadzieje i marzenia.<br />
Ciemna strona bycia w związku jest dokładnym przeciwieństwem dobrodziejstw tego stanu rzeczy: nie będziesz już sam, a to oznacza utratę niezależności. Nie będziesz już odrębną jednostką. Musisz nabrać umiejętności radzenia sobie ze sprawami, wynikającymi z różnic między wami - w zakresie stylu, tempa i sposobów komunikacji, nawyków i preferencji. Musisz radzić sobie z problemami życia codziennego, związanymi z obecnością drugiej osoby. Twój partner ma przecież swoje pomysły, uczucia, aspiracje, nawyki, dziwactwa i problemy, które powinny być dla ciebie tak samo ważne jak twoje własne. Innymi słowy, musisz zrobić w swoim życiu miejsce dla drugiej osoby. Kiedy dokonujesz wyborów i podejmujesz decyzje, konieczne są wspólne uzgodnienia. Nie możesz już tak, po prostu, robić tego, co chcesz i kiedy chcesz, nie biorąc pod uwagę zdania partnera. Musicie dokonywać ustaleń w każdej sprawie, zaczynając od tego, kto ile miejsca zajmie w łóżku, kończąc na tym, ile pieniędzy można wydać. Niezbędna jest gotowość do kompromisów, byście obydwoje mogli być szczęśliwi.<br />
Znamienny jest przykład Gail. Pojechała z córką do kurortu na przepięknej wyspie i tam, ponieważ obie były zachwycone okolicą, kupiła apartament. Zrobiła to bez porozumienia z Victorem, od niedawna mężem, bo od lat przyzwyczajona była do sarriodzielnego podejmowania decyzji. Gdy wróciła do domu, mąż miał jej za złe, że pominęła go przy tak ważnym zakupie, i czuł się dotknięty. Dał jej do zrozumienia, że poczuł się zlekceważony i wykluczony z ich związku.<br />
Gail uświadomiła sobie, że popełniła błąd i że musi brać pod uwagę preferencje i uczucia Victora w takim samym stopniu jak własne, podejmując decyzje dotyczące ich obydwojga.<br />
Pozostawanie w związku łączyć się może z koniecznością zmiany planów, bowiem trzeba dostosować się do sytuacji nieprzewidzianej, w jakiej może się znaleźć druga osoba, do potrzeb czy pragnień partnera. Partnerstwo wymaga rezygnacji z kontroli nad wszystkim i podejmowania indywidualnych decyzji. Gdy byłaś sama, przyzwyczaiłaś się do robienia tego, na co miałaś ochotę i wtedy, kiedy chciałaś. Pojawienie się towarzysza w twoim życiu nagle zmieniło wszystko. Życie z kimś może powodować pewne komplikacje i wymusza wprowadzenie zmian, także takich, które nie zawsze są ci na rękę.<br />
By stworzyć udany związek, musisz zaakceptować pozytywne i negatywne aspekty partnerstwa. Trzeba nauczyć się przyjmować wyzwania ze spokojem, próby z wiarą w sukces, a do problemów podchodzić w sposób twórczy. Związek partnerski to transakcja hurtowa i nie da się angażować w niego połowicznie: będą ci potrzebne wszystkie twoje zasoby, cała wola i umiejętność tworzenia harmonii. Będziesz wykorzystywała wielką potęgę swoich uczuć jako wsparcie cię w chwilach najtrudniejszych.</p>
<p><em>Carter-Scott Cherie - Jeśli miłość jest grą. 10 zasad budowania związków</em></p>
<p><strong>Powiązane posty:</strong></p>
<p>• <a href="../2008/06/15/lek-przed-zaangazowaniem-w-zwiazku/">Lęk przed zaangażowaniem w związku</a></p>
<p>• <a href="../2007/12/25/zasady-udanego-zwiazku-milosci/">Zasady udanego związku miłości</a></p>
<p>• <a href="../2007/11/20/kogo-wybierasz-na-partnera-w-zwiazku-lek-przed-autentyczna-bliskoscia/">Kogo wybierasz na partnera w związku? Lęk przed autentyczną bliskością</a></p>
<p>• <a href="../2007/11/23/toksyczny-zwiazek-jak-go-uniknac/">Toksyczny związek, jak go uniknąć?</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Marsz]]></title>
<link>http://yahl.wordpress.com/?p=35</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 23:22:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>YHL</dc:creator>
<guid>http://yahl.pl.wordpress.com/2008/04/27/marsz/</guid>
<description><![CDATA[I co po marszu?
Nic.
Nie wierzę w to, że Marsze Równości coś zdziałają. W naszym kraju, by co]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I co po marszu?</p>
<p>Nic.</p>
<p>Nie wierzę w to, że Marsze Równości coś zdziałają. W naszym kraju, by coś zmienić, trzeba mieć zaplecze polityczne, a jego środowiska gejowskie w Polsce nie mają. Przecież nie SLD. Partia ta jest stara, skostniała i nie tak znowu bliska propagowaniu równości. Była już u władzy i nic nie zrobiła. I żadne tłumaczenie 'bo to, bo tamto' nie pomoże. Mieli czas i go nie wykorzystali. Jak się chce coś zmienić, to od razu, a nie 'potem, bo coś tam'.</p>
<p>Polskie Marsze są wg mnie dziwne. Zamiast propagowania równości przez imprezy, pikniki czy koncerty chodzi się po mieście z transparentami i przepycha Młodzież Wszechpolską i inne jej podobne organizacje.</p>
<p>Potrzebujemy planu, zaufania i jedności.</p>
<p>Najbardziej rozśmieszyły mnie teksty ONRowców i im podobnych elementów.<br />
'Pederaści, lesby, geje, cała polska z was się śmieje.' - no ja nie.<br />
'Każdy to powie, nie chcemy gejów w Krakowie!' - dlaczego? Może w końcu gdzieś w Polsce będziemy mieć nasze San Francisco?</p>
<p>Ogólnie 'pierdolenie kotka za pomocą młotka'.</p>
<p>Gdyby wszyscy działacze gejowscy się zjednoczyli, zapomnieli o waśniach i walczyli dla sprawy, już byśmy mieli pewnie związki partnerskie. Ale nie. 'On to, ten tamto'. Nie chodzi mi tu o organizację kolejnych parad a o konkretne działania.</p>
<p>Plotki, kłótnie, kopanie dołków i obgadywanie - wobec swoich. Jak możecie?</p>
<p>Poseł Kurski tylko zaciera ręce.. A pomyślcie jak bardzo byłby niezadowolony gdyby się nam udało..</p>
<p>Gdyby tak napisać ustawę i zbierać podpisy? Ktoś za?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O równy status nasz i wasz!]]></title>
<link>http://analogicznie.wordpress.com/?p=245</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 14:35:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>analog</dc:creator>
<guid>http://analogicznie.pl.wordpress.com/2008/03/07/o-rowny-status-nasz-i-wasz/</guid>
<description><![CDATA[
No to Liber-al-izm &#8221;peunom gembom&#8221;:
Premier podkreślił, że członkowie Rady Mini]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img SRC="http://analogicznie.wordpress.com/files/2008/03/bufet1.jpg" BORDER="0" /></p>
<p>No to Liber-al-izm "peunom gembom":</p>
<blockquote><p>Premier <strong>podkreślił</strong>, że członkowie Rady Ministrów <strong>długo zastanawiali się</strong> nad ewentualną <strong>potrzebą</strong> powołania <strong><i>pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania</i></strong>. - <strong>To sformułowanie zaczerpnięte jest z nazewnictwa europejskiego, ale to nazewnictwo ma swoje uzasadnienie</strong>. Mówimy dzisiaj o <strong>równym traktowaniu ludz</strong>i, obywateli względem prawa, ale także o równym traktowaniu przez urzędy w praktyce życia codziennego ludzi nie tylko ze względu na płeć, ale także wszystkie inne <strong>dystynkcje</strong>: rasę, poglądy, wyznanie, wiek - powiedział premier.</p></blockquote>
<p>w tak zwanej zasadzie, to nie ma co dodawać</p>
<p>ktoś ostatnio coś mówił, że nie ilość ustaw jest ważna, ale ich jakość.</p>
<p><strong>Pełnonocnicy na straży jakości!</strong></p>
<p>ja bym się tak nie ograniczał, lepiej powołać Centralne Biuro Równości...</p>
<p>tego palącego problemu nie można zrzucić na kruche barki PaniPełnonocnik...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[feministki]]></title>
<link>http://niepowazny.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 22:04:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>Dawid Garus</dc:creator>
<guid>http://niepowazny.pl.wordpress.com/2008/02/19/feministki/</guid>
<description><![CDATA[If you see an old man, sit down and take a lesson; if you see an old woman, throw a stone. - Afgańs]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>If you see an old man, sit down and take a lesson; if you see an old woman, throw a stone.</em> - Afgańskie przysłowie.</p>
<p>Już od dłuższego czasu zamierzałem coś o nich napisać. Żeby dobrze scharakteryzować feministki należy je podzielić na dwie zasadnicze grupy: <em>reformowalne</em> i <em>niereformowalne</em>. W literaturze można również spotkać się z określeniami: <em>głupie</em> i <em>głupsze</em>.</p>
<p>Feministki <em>głupie</em> (<em>reformowalne</em>) można zdefiniować jako: <em>śmieszne kobiety, których nie chce żaden facet</em>. Żeby nie było wątpliwości: nie dlatego nie chce ich żaden facet, bo są feministkami, tylko są feministkami, bo nie chce ich żaden facet. Są zazwyczaj mało atrakcyjne fizycznie, choć inteligencją również nie grzeszą. Są raczej niegroźne, a ich szeregi zajmują głównie hipokrytki, które tak na prawdę tylko marzą, by jakiś mężczyzna na nie spojrzał bez obrzydzenia i zrobił z nich materac do dmuchania. W koncu znajdzie się taki frajer, z którym będzie żyła długo i szczęśliwie zapominając o tej chorej doktrynie.</p>
<p>Druga grupa, feministki <em>głupsze</em> (<em>niereformowalne</em>) są o wiele groźniejsze, nierzadko ładne. Zostały feministkami dlatego, że jakiś facet je rzucił/wykorzystał/zranił/zdradził (niepotrzebne skreślić), bo miał dość ich ciągłego marudzenia, niewdzięczności i głupoty. One zaś tłumaczą sobie, że to nie ich wina, tylko <em>wszyscy faceci to świnie</em>, po czym wyruszają na krucjatę naprzeciw samcom. Jako oręż służy im niewyparzona gęba, zaś za tarczę biora poprawność polityczną.</p>
<p>Wielu naukowców wyróżnia wśród feministek <em>niereformowalnych</em> dodatkową podgrupę - feministki <em>totalnie niereformowalne</em> zwane również <em>najgłupszymi</em>. Nie wystarcza im, że faceci z najbliższego otoczenia się z nich śmieją. One pchają się jeszcze do radia, gazet i TV, aby się jeszcze bardziej upokorzyć. Tworzą partię polityczną, na której plakatach wyborczych występują nagie, a potem domagają się przeprosin za nazywanie ich ekshibicjonistkami.</p>
<p>I nikt mi nie wmówi, że kobiety wcale nie prowadzą gorzej.<br />
<img src="http://img176.imageshack.us/img176/9626/snapunknown200802192244ht2.jpg" alt="mózg kobiecy i męski" /><br />
<em>Na obrazku pisze: Obszary mózgu [lewy - kobiecy, prawy - męski] odpowiedzialne za prowadzenie samochodu, kopanie piłki, parkowanie tyłem i obsługę urządzeń mechanicznych. institute of Psychatry, London 2001<br />
Zdjęcie zrobione książce "Dlaczego mężczyźni kłamią, a kobiety płaczą" Allana i Barbary Paese</em>.<br />
Bardzo ciekawa książka swoją drogą. Nie pytać skąd ją mam, bo nie wiem. Znalazłem ją kiedyś u mamy. Czytałem wybiórczo, nawet znalazłem 2 akapity o hentai. ;)<br />
--<br />
Wiem, że mało tu konkretów i jakichkolwiek argumentów, ale to miała być satyra i chyba mi się udało - jest w tym co piszę trochę prawdy. Przy okazji, trzymam kciuki za p. JKM - nominowanego do tytułu <em>szowinisty roku</em>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Biskup skazany na reedukację]]></title>
<link>http://stanislawem.wordpress.com/?p=342</link>
<pubDate>Wed, 13 Feb 2008 04:44:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Stanisław EM</dc:creator>
<guid>http://stanislawem.pl.wordpress.com/2008/02/13/biskup-skazany-na-reedukacje/</guid>
<description><![CDATA[

2008-02-13 05:44:08


Biskup skazany na reedukację
Nasz Dziennik/a.
Sąd w Wielkiej Brytanii skaz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<table class="dta">
<tr class="dmakt">
<td class="dmakt"><font color="#000080">2008-02-13 05:44:08</font></td>
</tr>
<tr>
<td class="dn"><font color="#000080"><a href="http://info.wiara.pl/index.php?grupa=4&#38;art=1202877891"><b><span class="dt1">Biskup skazany na reedukację</span></b></a><br />
<span class="dt">Nasz Dziennik/a.</span><br />
</font><font color="#000080"><span class="dn1"><b>Sąd w Wielkiej Brytanii skazał anglikańskiego biskupa Anthony'ego Priddisa na 47 tys. 345 funtów kary oraz "reedukację" za odmowę zatrudnienia mężczyzny czynnie oddającego się praktykom homoseksualnym na stanowisko wiążące się z pracą z młodzieżą - donosi Nasz Dziennik</b>.</span></font></td>
</tr>
</table>
<blockquote><p><font color="#ff0000">2008-02-13 12:23<br />
<img border="0" vspace="7" align="left" width="89" src="http://stanislawem.wordpress.com/files/2008/02/censored1b.jpg" hspace="3" height="43" />Pouczający komentarz do regulaminowych "kontrowersji" z KUL oraz optymizmu chwalców unijnych traktatów i kart "reformujących".<br />
Tylko czy nauka nie pójdzie w las?</font></p>
<p><font color="#ff0000">Przecież nikt nie walczy z chrześcijaństwem. To tylko ochrona praw mniejszości. Walka z "dyskryminacją". O wolność, równość i braterstwo. O najpiękniejsze postępowe wartości.<br />
Walka z wiarą? A gdzież tam! Wierzcie sobie w co chcecie. Ale się dostosujcie, bo jak nie, to was tolerancyjnie z ziemią zrównamy.</font></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nasza Klasa dowodem olbrzymiej zazdrości Polaków]]></title>
<link>http://livepad.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 13:04:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>SkazZ</dc:creator>
<guid>http://livepad.pl.wordpress.com/2008/02/03/nasza-klasa-udowadnia-zazdrosc/</guid>
<description><![CDATA[Na prosty, a jednocześnie fenomenalny pomysł wpadł student informatyki Maciej Popowicz z Wrocław]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na prosty, a jednocześnie fenomenalny pomysł wpadł student informatyki Maciej Popowicz z Wrocławia. Uruchomił serwis <b><a href="http://nasza-klasa.pl">nasza-klasa.pl</a></b>, umożliwiający odnowienie kontaktów ze znajomymi ze szkół. Serwis w krótkim czasie odniósł olbrzymi sukces, jego popularność bowiem przerosła tak popularne serwisy jak Onet.pl, Allegro.pl, WP.pl czy YouTube.com (<a href="http://www.alexa.com/site/ds/top_sites?cc=PL&#38;ts_mode=country&#38;lang=none" target="_blank" rel="nofollow">dowód</a>). Autor serwisu w konsekwencji udowodnił także, jak bardzo zazdrośni są Polacy.<br />
<!--more--></p>
<p>Sama idea serwisu społecznościowego jest bardzo prosta, w zasadzie można powiedzieć, że jest oczywista. Nikt przed Maciejem nie wpadł jednak na pomysł wdrożenia podobnego serwisu. Z pewnością nie jedna osoba zarzuca sobie: <q>Jak mogłem na to nie wpaść</q>. Rzeczywiście, każdy, kto "robi" pieniądze przez internet może sobie pluć w brodę.</p>
<p>Konsekwencją są oczywiście zarzuty kierowane pod adresem serwisu "działa zbyt wolno", "brak ochrony danych osobowych" itd, itp. Nie wiem jak u innych, ale YouTube działa u mnie zawsze wolniej. Nie wiem jak gdzie indziej, ale Onet.pl często działa u mnie wolniej. Tutaj zarzuty się nie pojawiają - dlaczego?<br />
Przede wszystkim do popularności serwisy te dochodziły latami, po drugie to nie jeden student osiągnął tak olbrzymi sukces. Zapewne tutaj źródło wszelkich możliwych oskarżeń i lamentu, raczej adresowanego pod swoim adresem a nie serwisu nasza-klasa.pl: <q>Dlaczego to nie ja?</q>.</p>
<p>Co zaś się tyczy ochrony danych osobowych, nie przypominam sobie, i nic nie wiadomo mi na temat aby <abbr title="Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych">GIODO</abbr> kontrolował inne serwisy, jak Onet.pl, WP.pl, Allegro.pl czy wreszcie YouTube.com. A przecież KAŻDEGO serwisu, który umożliwia rejestrację dotyczą te same przepisy prawne dotyczące ochrony danych osobowych.</p>
<p>Problem w tym, że Polaków drażni czyjś sukces, widać także organy państwowe. Proszę mi powiedzieć, czy darmowe skrzynki pocztowe zakładane na portalach internetowych zakładane przez osoby poniżej 13 lat są zgodne z prawem? Czy portale internetowe dysponują zgodami opiekunów prawnych? Czy YouTube.com dysponuje zgodami wszystkich osób na filmach na użycie ich wizerunku?</p>
<p>Jestem pewien, że nie. W tym konkretnym przypadku nie chodzi o stosowanie prawa, bo na identycznych zasadach prawa nie stosuje żaden inny serwis internetowy. W tym konkretnym przypadku chodzi o to, że w krótkim czasie polski student został milionerem, a to mierzi tak zwykłego człowieka, jak i organy państwowe.</p>
<p><b>Macieju, stworzyłeś fantastyczny serwis, tak trzymaj. Ja zaś trzymam kciuki za Ciebie.</b></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O idei Europy i liberalnej demokracji]]></title>
<link>http://polarwombat.wordpress.com/2007/12/16/o-ideach-i-liberalnej-demokracji/</link>
<pubDate>Sun, 16 Dec 2007 16:34:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>Polar Wombat</dc:creator>
<guid>http://polarwombat.pl.wordpress.com/2007/12/16/o-ideach-i-liberalnej-demokracji/</guid>
<description><![CDATA[13 grudnia 2007 r., dokładnie 26 lat po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, szefowie rządów 27]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://i216.photobucket.com/albums/cc104/polar_wombat/satisfiedwombat.jpg" height="58" width="100" /><strong>13 grudnia 2007 r., dokładnie 26 lat po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, szefowie rządów 27 krajów członkowskich Unii Europejskiej - w tym Polski - podpisali w Lizbonie Traktat "zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską", zwany odtąd <a href="http://europa.eu/lisbon_treaty/full_text/index_pl.htm">Traktatem Lizbońskim</a>. Cieszy mnie, że staliśmy się podmiotem polityki międzynarodowej, cieszy mnie nareszcie twórcza postawa wykazywana przez nowy rząd, ale cieszy mnie także fakt, że idea Unii Europejskiej po ciosie, jaki stanowiła dla niej porażka Traktatu Konstytucyjnego, ponownie wykazuje witalność.</strong></p>
<p><!--more--></p>
<p align="justify">Dla trwałości pewnej koncepcji politycznej - jaką jest, między innymi, Unia Europejska - konieczne jest uznanie przez znaczną większość obywateli założeń, na jakich koncepcja się opiera. Powszechnie więc uznajemy w Europie wolność słowa (w granicach, które nie naruszają godności osobistej innych), trójpodział władzy, pluralizm polityczny, rozdział religii od państwa, równość obywateli wobec prawa, poszanowanie praw jednostki, solidarność (która ma w Europie zupełnie inne znaczenie, niż w USA), czy zasadę niedyskryminacji ze względu na płeć. Jest to bagaż wartości akumulowanych przez społeczeństwa obywatelskie na przestrzeni wieków, w dużym stopniu bazujący na filozofii oświeceniowej czy dorobku Rewolucji Francuskiej, ale - w moim osobistym odczuciu - sięgający także do dorobku cywilizacji chrześcijańskiej, niezależnie od tego, czy zapis taki w dokumencie konstytuującym zasady funkcjonowania UE się pojawia, czy nie. Tym samym, aby Unia Europejska mogła funkcjonować, wartości te muszą być uznawane przez obywateli krajów członkowskich - w równym stopniu "starych", jak do członkostwa aspirujących, jak Turcja. Jeśli bowiem w ramach Wspólnoty Europejskiej znajdzie się odpowiednio duża grupa obywateli kontestujących kanon światopoglądowy, doprowadzi to do rozmywania się tożsamości kulturowej a w efekcie do erozji idei. W Europie taki proces zachodzi tam, gdzie można wyróżnić zwarte grupy ludności opierające się integracji - np. pewne środowiska arabskie, tureckie czy romskie. Zaznaczam, że nie chodzi o stopienie ich z kulturowo dominującym elementem. Różnorodność kulturowa wzbogaca społeczeństwa, pod warunkiem jednak, że do tej kategorii nie zalicza się zjawisk jawnie sprzecznych z duchem idei europejskiej - np. podporządkowanie kobiety mężczyźnie, negację demokracji, unikanie obowiązku szkolnego czy zemstę na jednostkach, zrywających z tradycyjnym modelem życia w grupie. Zaakceptowanie takich zjawisk prowadziłoby w gruncie rzeczy do upadku demokracji liberalnej. Z tego samego powodu członkami Unii nie powinny stawać się kraje, które programowo nie uznają wartości Unii Europejskiej. W historii wielokrotnie obserwowaliśmy przykłady bytów politycznych, które nadmiernie zwiększyły swoją powierzchnię, nie mogąc zarazem przetrawić nabytków terytorialnych, przekonać do swoich koncepcji ludności, która znalazła się wewnątrz granic. Takim przykładem było w rosnącym stopniu Cesarstwo Rzymskie w okresie rządów następców Oktawiana Augusta, bez wątpienia było nim państwo stworzone przez Czyngis-Chana, w dużym stopniu także i III Rzesza, która - w przeciwieństwie do ZSRR - nie miała ideologii, która pozwoliłaby na identyfikację z nią różnych elementów etnicznych.</p>
<p align="justify">Dlatego powitałem z zadowoleniem podpisanie Traktatu Lizbońskiego, w mniejszym stopniu jako aktu prawnego <em>per se</em>, ale jako nowego impulsu dla zdynamizowania dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej. Bowiem wspólna Europa nie jest dla mnie jedynie wartością samoistną, a czymś więcej - ideą, która napędza liberalną demokrację. Bez idei przewodniej, demokracja liberalna zamiera. Dla tego złotym wiekiem dla tego ustroju w krajach Zachodu była Zimna Wojna: stosunek do kapitalizmu i socjalizmu, proporcje własności prywatnej i publicznej, zasięg władzy państwa - to wszystko ożywiało debatę publiczną, tworząc zantagonizowane obozy, z których żaden nie miał takiej przewagi, aby wdrożyć postulowane przez siebie rozwiązania. Właśnie ucieranie się stanowisk, wspieranych przez masowe grupy społeczne stanowi istotę demokracji.</p>
<p align="justify">Po 1990 r. ta przesłanka dyskursu na Zachodzie przygasła. Zniknął obóz socjalistyczny, Europejczycy mogli na własne oczy przekonać się o moralnym bankructwie socjalizmu. Co stało się w efekcie? Obywatel coraz bardziej zaczął ustępować miejsca konsumentowi. Nie mówię tu o elitach intelektualnych - czy tzw. "salonie", jak określało się je w Polsce w ostatnich latach - one znajdywały sobie pole do dyskusji. Jednak większa część społeczeństwa, zwykłe "niebieskie kołnierzyki" w coraz większym stopniu zobojętniały na dyskurs polityczny, bowiem z jednej strony zszedł on na tematy całkowicie obojętne masom (np. prawa mniejszości seksualnych), z drugiej zaś - ugrupowania polityczne coraz bardziej ciążyły w kierunku wspólnego centrum. Koncepcją, na której ma szansę na dłużej zogniskować się teraz debata publiczna, jest integracja europejska: jaka Europa, ile władzy narodowej, a ile centralnej, federacja, czy konfederacja itd.</p>
<p align="justify">Inna sytuacja panuje w USA - społeczeństwo amerykańskie jest silnie motywowane ideologią. Amerykanie wierzą, że żyją w najlepszym kraju na świecie, że demokracja amerykańska bez wątpienia jest najlepszym rozwiązaniem ustrojowym, wierzą też w boską przychylność dla swojej ojczyzny. Wbrew pozorom, i w Polsce sytuacja nie jest najgorsza - wciąż jesteśmy na etapie debaty o roli własności prywatnej i publicznej, a bracia Kaczyńscy (z góry przepraszam) podgrzali debatę dotyczącą modelu ustrojowego i paradygmatu państwa. Za to powinniśmy im być wdzięczni, bowiem przyczynili się do podniesienia poziomu uczestnictwa obywateli w akcie demokracji bezpośredniej, jakim były październikowe wybory. Frekwencja wyborcza poniżej 50% świadczy o skandalicznie niskiej świadomości politycznej społeczeństwa i postępującej erozji demokracji, o czym już mówiłem - wynika bowiem z tego obojętność obywateli dla zasad ustrojowych. Dzięki PiS mieliśmy frekwencję 53% - warto o tym pamiętać. Niezależnie od oceny Jarosława Kaczyńskiego, potrafił zapewnić pożywkę dla rewitalizacji polskiej demokracji liberalnej.</p>
<p align="justify">Zachodni Europejczycy są w gorszej sytuacji, żyją w świecie niepewności, z którą nierzadko mają problemy. "Dubito ergo sum", można powiedzieć. Są zazwyczaj ateistami, krytycznie oceniają rzeczywistość, w jakiej żyją, zazwyczaj ważniejsza jest dla nich sfera "mieć", niż "być" - wyjątkiem jest rozwijający się na Zachodzie ruch ekologiczny, potencjalnie druga idea, wokół której może rozwinąć się globalny dyskurs polityczny, czego dowodzi chociażby zakończona konferencja na Bali. Co zaskakujące, poszukujący nowego punktu odniesienia Europejczycy okazali się być podatni na obce wartościom europejskim systemy wartości, jak islam czy buddyzm. Jest to zjawisko świadczące o słabnięciu atrakcyjności europejskiego systemu wartości dla samych Europejczyków. Przez setki lat cywilizacji europejskiej przydawało witalności chrześcijaństwo, później idee Wieku Rozumu i przekonanie o niezmierzonych możliwościach technologii. W XX w. Europa utraciła swój dynamizm w hekatombach wojen światowych. Wierzę, że może go odzyskać dzięki idei Unii Europejskiej.</p>
<p align="justify"><a href="http://www.wykop.pl/dodaj?url=http://polarwombat.wordpress.com/2007/12/16/o-ideach-i-liberalnej-demokracji&#38;title=O idei Europy i liberalnej demokracji"><img class="alignnone" src="http://www.wykop.pl/imgtools/wykop_middle.gif" alt="wykop.pl" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[równość]]></title>
<link>http://niepowazny.wordpress.com/2007/11/01/rownosc/</link>
<pubDate>Thu, 01 Nov 2007 21:28:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Dawid Garus</dc:creator>
<guid>http://niepowazny.pl.wordpress.com/2007/11/01/rownosc/</guid>
<description><![CDATA[To, co mnie najbardziej przeraża w rozumowaniu ludzi, to sposób, w jaki pojmują pojęcie równoś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To, co mnie najbardziej przeraża w rozumowaniu ludzi, to sposób, w jaki pojmują pojęcie <em>równość</em>. Dla mnie oczywistym jest, że jedyna równość, jaka ma prawo istnieć, to równość wobec prawa i nic więcej. Jednak lud myśli inaczej: "gdzie tu równość, kiedy ten obrzydliwy kapitalista zarabia 3'000'000 rocznie, a ja marne 30'000?". Takiej osobie nie da się wytłumaczyć, że kapitalista doszedł do tego cieżką pracą, często ryzukując oszczędności swego życia i posiada bardzo odpowiedzialną funkcję. Jedni ludzie są bardziej inteligentniejsi, a inni mniej, więc dlaczego ci bardziej inteligentni, którzy lepiej o siebie zadbali, mają być karani równością? Równość społeczna, jest sprzeczna z ideą wolności i sprawiedliwości.<br />
Gdybym zapytał ludzi na ulicy, czy dobrze by było, gdyby wszyscy ludzie ukończyli bezpłatne¹ studia (wtedy było by równe wykształcenie u wszystkich), to zapewnie duża część by odpowiedziała, że tak. Ludzie jednak nie myślą racjonalnie i nie wiedządzą jakie by to miało konsekwencje. Po pierwsze, papierek ukończenia studiów by był wart dokładnie zero. ZEEE-ROOO. Po drugie, skoro wszyscy by mieli wyższe wykształcenie, to kto by pracował jako woźny w szkole albo kelner w McDonald's? <strong>Niemożliwe jest, aby ludzie byli równi</strong>. Zawsze będą "równi i równiejsi". To, czego nam potrzeba, to nie równość, a różnorodność. W społeczeństwie muszą być zarówno bogaci i biedni, lepiej i gorzej wykształceni, pracownicy umysłowi i fizyczni. Siła robocza jest dobrem, jakie sprzedawają swoim pracodawcom pracownicy. Tak jak w ekonomii, tutaj również liczy się prawo popytu i podaży - nie powinno być więcej bankierów, czy malarzy-tapeciarzy, niż jest miejsc pracy. W wolnorynkowej gosporace popyt i podaż same, bez pomocy państwa, dążą do równowagi.<br />
Za komuny był obowiązek pracowania. Musisz iść do pracy i nie ma innej możliwości! A jak brakuje roboty, to zostanie utworzone specjalnie dla Ciebie nowe stanowisko. Jak stwarzanie równych szans miało się do ówczesnej gospodarki? Sprawdźcie zadłużenie Polski, jakie zostawiły władze PRLu. Nawet odsetek jeszcze nie spłaciliśmy.<br />
¹ - oczywiście mam tu na myśli studia finansowane z podatków zabranych mi pod przymusem.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
