<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>richard-m-dolan &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/richard-m-dolan/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "richard-m-dolan"</description>
	<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 22:49:03 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Richard Dolan o książce "High Strangeness"]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=276</link>
<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 02:16:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>iza</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.pl.wordpress.com/2008/09/28/richard-dolan-o-ksiazce-high-strangeness/</guid>
<description><![CDATA[Recenzja książki &#8220;The High Strangeness of Dimensions, Densities, and the Process of Alien Ab]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Recenzja książki "The High Strangeness of Dimensions, Densities, and the Process of Alien Abduction" Laury Knight-Jadczyk<br />
(<a href="http://www.sott.net/articles/show/165468-Book-Review-The-High-Strangeness-of-Dimensions-Densities-and-the-Process-of-Alien-Abduction">link</a> do oryginalnego artykułu)</p>
<p><em>Notka od wydawcy (RPP): Jest to recenzja przygotowywanego do publikacji, poprawionego wydania „High Strangeness” Laury Knight-Jadczyk, zawierającego nowy materiał i nowy wstęp. Powinno być ono dostępne w Red Pill Press w ciągu najbliższych miesięcy! </em></p>
<p>Richard M. Dolan<br />
SOTT.net<br />
10 września 2008</p>
<p>Ludzie nie przepadają za niewygodnymi realiami, naruszającymi równowagę ich przyjemnych iluzji i uprzedzeń – to smutne lecz prawdziwe. Spotykam się z tym cały czas w moich codziennych interakcjach z ludźmi. Gdy ktoś dojdzie do pewnego punktu w życiu, kiedy czuje, że „rozumie” świat wystarczająco dobrze – często dzieje się to w wieku około trzydziestu lat – resztę swojego życia spędza na wypełnianiu luk w tym, co - jak mu się wydaje - wie. Z upływem czasu tendencja ta staje się coraz silniejsza. Idee i światopogląd zdają się twardnieć wraz z naczyniami krwionośnymi.</p>
<p>Zawierane przyjaźnie, oglądane programy telewizyjne, odwiedzane strony internetowe – ten właśnie świat, który ludzie sobie tworzą – wszystko to zazwyczaj określa przyjęty światopogląd.</p>
<p>Oczywiście z książkami sprawa ma się tak samo. Rzadką jest książka, która potrafi rzeczywiście zmienić czyjeś zdanie na temat świata. Najrzadszymi zaś są perełki będące w stanie odmienić czyjeś życie.</p>
<p>Taką książką jest "The High Strangeness of Dimensions, Densities, and the Process of Alien Abduction" Laury Knight-Jadczyk.</p>
<p>Taka książka może być napisana jedynie przez tych najbardziej wyjątkowych spośród myślicieli, przez kogoś posiadającego głębokie zrozumienie, wolnego od konwencji oraz cechującego się nieustraszonością tak niezbędną, gdy przychodzi zburzyć iluzje i spojrzeć prosto w twarz otchłani. Laura Knight-Jadczyk jest taką osobą.<br />
<!--more--><br />
Jestem przekonany, że Laura rozumie - prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek, kogo kiedykolwiek poznacie - jak niezwykle trudna jest sytuacja naszej cywilizacji, los naszego gatunku. Rozumie również, że żeby zmienić swoje życie, trzeba być gotowym walczyć.<br />
Walczyć z czym? - ktoś zapyta. Odpowiedź może wydać się dziwna w kontekście naszej post-post-post modernistycznej scenerii XXI wieku, ale brzmi ona… walczyć ze złem.</p>
<p>Szaleństwo? Nie. Wcale nie.</p>
<p>"The High Strangeness of Dimensions, Densities, and the Process of Alien Abduction" jest pozycją, która prowokująco i pasjonująco przedstawia ukrytą niewolę ludzkiej rasy. Problem w tym, że sytuacja ta jest tak dalece nieobecna w obrazie świata, do jakiego większość ludzi dochodzi i jaki skłonna jest zaakceptować, że analizy i informacje Laury Knight-Jadczyk spotykają się ze straszliwym oporem. Nazwanie tej książki „nowym paradygmatem” byłoby sporym niedopowiedzeniem. Zrozumienie jej będzie wymagało od większości czytelników odrzucenia praktycznie wszystkiego, co we własnej opinii wiedzą na temat zasad funkcjonowania świata. Zdaję sobie sprawę, że jest to znaczące stwierdzenie i nie czynię tego lekkomyślnie.</p>
<p>Mój problem ze zrecenzowaniem tej książki pogłębiał sposób, w jaki pozyskana została spora część zawartych w niej informacji, tu też leży źródło kontrowersji otaczających Laurę Knight-Jadczyk. Przez ponad dziesięć lat czerpała ona bowiem informacje – ogromne ilości informacji – od grupy ludzi, których nazywa „K’s” (skrót od „Kasjopeanie”). Innymi słowy, są to informacje pozyskiwane przez długie lata podczas sesji prowadzonych z użyciem tabliczki Ouija i planszety.</p>
<p>Komentowanie tych spraw nie jest dla mnie rzeczą łatwą. Jako że moja praca skupia się w tak dużym stopniu na ogólnie dostępnej dokumentacji, na „sprawdzonych” danych, które nie tolerują podważania przez oficjalne czynniki, a w swojej aktywności zawodowej kierowałem się drobiazgową wnikliwością historyka, chcąc przeprowadzić staranną i umotywowaną argumentację na temat tuszowania sprawy UFO, wgłębianie się w świat „czanelowanych” informacji zdecydowanie stawia mnie w kłopotliwej sytuacji.</p>
<p>Lecz oto dlaczego czuję, że K’s są prawdziwi. Po pierwsze, miałem przyjemność poznać Laurę, spędzić czas na głębokich rozmowach zarówno z nią, jak i z wieloma otaczającymi ją ludźmi - z grupą Signs of the Times (SOTT). Innymi słowy, nie tylko myślę, że Laura jest uczciwa – ja wiem, że tak jest. Wiem, że jest ona twardo stąpającą po ziemi matką pięciorga dzieci, które jak się okazuje są wspaniałe i całkowicie nieugięte. Szczęśliwie zdarzyło mi się w swoim życiu poznać wielu wspaniałych ludzi, lecz nawet pośród tych osób Laura jest wyjątkowa.</p>
<p>Tak, istnieje tu prywatna koneksja – przyjaźń - i bezstronny czytelnik może się zastanawiać, czy nie wpłynęła ona na przypadkiem na moją opinię przedstawioną w tej recenzji.</p>
<p>Jednak według mnie prawdziwy problem z ustosunkowaniem się do treści tej książki jest dwojakiej natury. Po pierwsze, czy możemy być pewni, że informacje od „Kasjopean” są prawdziwe, i po drugie, czy są one wartościowe?</p>
<p>By odpowiedzieć na pierwsze pytanie, mogę jedynie powiedzieć, że jej czanelowana informacja nie jest pierwszą i z pewnością nie jest też ostatnią. Moje podejście do większości czanelowanych informacji zazwyczaj mieści się gdzieś w przedziale od ogromnej ostrożności, przez sceptycyzm do całkowitego braku wiary. Nie mogę jednak stwierdzić, że wszystkie takie informacje są nonsensem ani że muszą być z góry odrzucone. Moje własne badania historii Postrzegania Parapsychicznego (z ang. Remote Viewing – RV) przekonały mnie ponad wszelką wątpliwość, że istnieje kolejny wymiar naszej egzystencji, inny niż ten oczywisty, materialny. Jest coś ponad to. Nazwijcie to nielokalnym, nazwijcie to duchowym, nie ma znaczenia. Istnieje istotny aspekt naszej egzystencji, którego umysły konwencjonalne ani „oficjalna kultura” nie uznają. </p>
<p>Kiedy w tym kontekście czytam niezwykle bogate w szczegóły – i logiczne – komunikaty pochodzące od „K’s”, mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby Laura (czy ktokolwiek inny) mogła przekonywująco się pod nich podszyć. Po pierwsze, informacje te pozyskuje się z tabliczki Ouija, przy udziale kilku osób dotykających planszety i jednej osoby odpowiedzialnej za odczytywanie liter, które nadchodzą w szalonym tempie. Dowiedziałem się wystarczająco dużo o procesie używania Ouija, znam też sporo ludzi, którzy opisywali mi to doświadczenie ze szczegółami, jestem więc przekonany, że podczas tego procesu dzieje się coś rzeczywistego. Co więcej, do „dialogu” pomiędzy Laurą i K’s często włączają się również inni uczestnicy sesji channelingowej. Wielokrotnie w transkryptach zapisywana była intensywna dyskusja, z komentarzami i pytaniami wielu obecnych osób włącznie. </p>
<p>Skłaniam się ku myśli, że K’s są realni. Niemniej jednak wszyscy musimy uznać, że ich istnienia nie potwierdzają żadne dowody naukowe. Powiedzmy, że ich istnienie możemy przyjąć jako interesującą hipotezę roboczą.</p>
<p>Co naprawdę ma znaczenie, to przesłanie od Kasjopean. Mówią nam oni, że świat, w którym żyjemy, jest iluzją niewiele różniącą się od tej z filmu Matrix. Rasa ludzka jest manipulowana fizycznie i duchowo przez rasę istot, którą znamy jako Gady, a którą Laura przedstawia  jako „Jaszczury” (to jej realistyczny sposób na obdarcie ich z ich grozy i umieszczenie na właściwym miejscu). Z łatwością mogą manipulować czasem, kontrolują „Szaraków” i żyją w czymś, co nazywane jest Czwartą Gęstością.</p>
<p>Czym jest gęstość? Przyznaję, że nie bardzo rozumiem fizykę i nie jestem wcale pewien, czy fizyka jest tu właściwą drogą. Tak czy inaczej, zwierzęta żyją w drugiej gęstości, a my ludzie - w trzeciej. Bardziej zatem dotyczy to stanu świadomości niż, powiedzmy, „wymiaru” istnienia. Gady są w stanie manipulować nami i kontrolować nas w ten sam sposób, w jaki my kontrolujemy bydło. Lecz oczywiście fakt, że Gady żyją w stanie świadomości, który jest wyższy od naszego, nie oznacza, że są oni etyczni. Są oni w istocie, według naszego sposobu klasyfikowania, zupełnie źli. Ich stan bycia określany jest jako „Służenie sobie” [STS z ang. Service to Self]. Ludzkość również żyje w stanie STS. Istnieją jednakże też inne istoty, jak na przykład K’s, które żyją w stanie „Służenia Innym” [STO z ang. Service to Others] (i do tego w Szóstej Gęstości).</p>
<p>Lecz Jaszczury faktycznie mogą dokonywać wielu rzeczy z racji bycia istotami Czwartej Gęstości. Mogą „pojawiać się” w naszej rzeczywistości, kiedy tylko chcą, w zasadzie pod dowolną postacią. „Potrzebują” nas jako pożywienia i to zarówno psychicznego/duchowego, jak i fizycznego. Hodowali nas od początku nasego istnienia. Ukształtowali nasze religie i systemy polityczne. Pod wieloma istotnymi względami „zrobili” nas na swoje podobieństwo. Uwolnienie się spod ich przygniatającej kontroli jest najważniejszym zadaniem ludzkości, jeśli kiedykolwiek chce ona osiągnąć prawdziwe osobiste i duchowe wyzwolenie.</p>
<p>Przy okazji napotykamy się tu na jeden z kilku mechanizmów, przy pomocy których „Jaszczurki” kontrolują nas - proces uprowadzania. Do przeprowadzenia większości porwań Jaszczurki wykorzystują stworzonych przez siebie Szaraków, a same uprowadzenia rzadko są widoczne w naszej trzeciogęstościowej rzeczywistości. Odbywają się one w Czwartej Gęstości, co w efekcie oznacza, że zachodzą w bezczasowej, duchowej rzeczywistości. Pomimo jednak przebywania w Czwartej Gęstości, życie wydaje się nam tak samo fizyczne jak zawsze, a powrót do Trzeciej Gęstości przypomina proces kopiowania i wklejania pliku z powrotem na czyjś twardy dysk. Oznacza to, że zmiany (i implanty), które występują w rzeczywistości Czwartej Gęstości są skutecznie kopiowane do czyjegoś trzeciogęstościowego ciała.</p>
<p>Z pewnością wiele trzeba by jeszcze powiedzieć i opis ten ledwie dotyka powierzchni zagadnienia. Jedynym tak naprawdę sposobem na zrozumienie całości jest przeczytanie tej książki.</p>
<p>Powinienem zaznaczyć, że nie wszystko w tej książce wiąże się z Kasjopeanami, aczkolwiek są oni jej osią. Knight-Jadczyk zamieszcza w niej również mnóstwo porządnej analizy, zaspokajającej wieloletnie oczekiwania jej czytelników.</p>
<p>Ogólne przesłanie książki jest przygnębiające, sytuacja jednak nie jest beznadziejna. Ja sam jestem pod ogromnym wrażeniem motta K’s, pojawiającego się kilkakrotnie w książce: „wiedza ochrania, ignorancja naraża”.</p>
<p>Niezależnie od tego, jak przedstawia się ostateczna prawda w kwestii istnienia K’s, Gadów, czy jakichkolwiek innych istot, myślę, że każdy z nas mógłby to motto przyjąć za swoje. Żyjemy w bardzo niebezpiecznym świecie, o wiele niebezpieczniejszym, o wiele gorszym, niż sądzi większość ludzi. Istnieje jednakże sposób gwarantujący bezpieczeństwo i leży on w zrozumieniu natury rzeczywistości, w której istniejemy. Jest to ciężka praca, lecz z pewnością warta wysiłku.</p>
<p>Jestem również wdzięczny Laurze Knight-Jadczyk za odwagę, jaką się wykazuje w obliczu jednych z najtrudniejszych problemów, przed jakimi może stanąć człowiek. Jest ona promieniującym światłem w świecie ciemności.</p>
<p>***<br />
Richard M. Dolan jest autorem książki <strong><em>UFOs and the National Security State: Chronology of a Coverup</em></strong> (HamptonRoads, 2002). Przemawia na konferencjach na całym świecie i wystąpił w wielu programach telewizyjnych i radiowych. Odwiedźcie jego stronę  http://keyholepublishing.com</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (1)]]></title>
<link>http://pracownia4.wordpress.com/?p=65</link>
<pubDate>Wed, 30 Apr 2008 23:49:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>pracowniaiv</dc:creator>
<guid>http://pracownia4.pl.wordpress.com/2008/04/30/ufo-a-stan-bezpieczenstwa-narodowego-1/</guid>
<description><![CDATA[Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki Richarda M. Dolana &#8220;UFOs and the Nat]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#0000ff;">Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki <a href="http://keyholepublishing.com/">Richarda M. Dolana</a> "UFOs and the National Security State".</span></p>
<blockquote>
<p style="text-align:left;"><em>„Sprzeczność w logice formalnej jest sygnałem niepowodzenia. Jednak w rozwijaniu prawdziwej wiedzy oznacza ona pierwszy krok na drodze wiodącej w kierunku zwycięstwa.”</em></p>
<p style="text-align:right;">- Alfred North Whitehead</p>
<p style="text-align:left;"><em>„Błędem jest uważać, że nauka składa się wyłącznie z ostatecznie dowiedzionych twierdzeń, a wymaganie, żeby tak było, jest wręcz niesprawiedliwe. Żądanie takie wysuwają jedynie ci, którzy łakną autorytetu i czują potrzebę zastąpienia religijnego katechizmu czymś innym, chociażby katechizmen naukowym”</em>.</p>
<p style="text-align:right;">- Sigmund Freud</p>
<p><em>„W każdym domu jest jakiś kościotrup”</em>.  - Anonim</p></blockquote>
<p><strong>Problem UFO</strong></p>
<p>W problem UFO przez ponad 50 lat zaangażowany był personel wojskowy na całym świecie,  a sam problem owiany jest mgłą tajemnicy. Na przestrzeni lat wyszło jednak na jaw dostatecznie wiele faktów, żebyśmy mogli wyobrazić sobie, jak wygląda cały obraz. Starałem się wykorzystać te klocki do skonstruowania przejrzystej historycznej relacji skupiającej się na wymiarach narodowego bezpieczeństwa.</p>
<p>Jako że temat jest tak powszechnie ośmieszany, należy uwydatnić powód, dla którego jest on wart poważnego zainteresowania. Historie o dziwnych obiektach na niebie sięgają daleko w przeszłość, ale problem ten nie przyciągnął większej uwagi aż do II Wojny Światowej. W owym czasie personel wojskowy aliantów i krajów osi donosił o niecodziennych obiektach na niebie, ostatecznie znanych jako <em>foo fightery</em>. Z perspektywy czasu taki rozwój wypadków nie jest zaskakujący. Po pierwsze, po raz pierwszy ludzka awiacja stała się powszechna. Tysiące pilotów uzyskało nagle tę nigdy wcześniej nie posiadaną możliwość widzenia tego, co dzieje się ponad chmurami. Drugim powodem było wynalezienie radaru, który elektronicznymi środkami przedłużył zasięg ludzkiego wzroku. W czasie wojny większość badaczy zakładała, że te dziwne widywane obiekty miały związek z samą wojną, stanowiły anomalię towarzyszącą nowym metodom wykrywania albo też mogły być eksperymentalnym statkiem powietrznym wroga.</p>
<p>Mając to na uwadze, można by oczekiwać, że obserwacje takie znikną z rokiem 1945, po zakończeniu wojny. Zamiast tego ich ilość wzrosła. W Europie w 1946 roku i w Ameryce w roku 1947 ludzie widzieli – i zdawali z tego relacje – obiekty, których nie dawało się wyjaśnić w żaden konwencjonalny sposób. Gdziekolwiek się one pojawiały, z absolutnie niezrozumiałych powodów dochodzenie przejmowały dowództwa wojskowe. Nieznane obiekty, często pozostawiające ślady na radarach oraz obserwowane wizualnie, latały w strefach powietrznych państw, a w przypadku Stanów Zjednoczonych – nad drażliwymi urządzeniami wojskowymi. Wojna była zakończona. Co się zatem działo?</p>
<p><!--more--></p>
<p>Podczas fali UFO w 1947 roku amerykańskie instytucje wojskowe i wywiadowcze prowadziły w sprawie tych obserwacji liczne równoległe dochodzenia. Chociaż oficjalnie dochodzeniami kierowało lotnictwo, to nigdy nie był to jedyny na tej arenie gracz. Zaangażowane były wszystkie służby. Przez chwilę sprawę UFO badało FBI, a od 1948 roku do gry weszło CIA i pozostawało w niej aż do czasów najnowszych.</p>
<p>Początkowo część Amerykanów obawiała się, że za falą „latających spodków” stać może Związek Radziecki. Taka możliwość została zbadana, po czym odrzucona. W czasach, kiedy najszybszy na świecie statek powietrzny rozwijał prędkość około 950 km na godzinę, niektóre z owych obiektów przekraczały – lub zdawały się przekraczać – 1600 km na godzinę. Co więcej, manewrowały w sposób, w jaki żaden statek powietrzny nie był  w stanie manewrować – jak choćby robiąc zwroty pod kątem prostym, gwałtownie się zatrzymując i gwałtownie przyspieszając. Czy naprawdę Rosjanie mogli zbudować coś takiego? A jeśli mogli, to dlaczego latali nimi nad całą Ameryką i Europą Zachodnią? Ekspertom idea ta wydawała się w najlepszym razie mocno naciągana, a 50 lat później ich wniosek utrzymał się w mocy. Czy zatem mogły to być obiekty amerykańskie? Ta możliwość została również zbadana i odrzucona, z tego samego powodu. Amerykańskim badaczom nie wydało się wiarygodnym, że ich wojsko sekretnie odkryło ponaddźwiękową i antygrawitacyjną technologię.</p>
<p>Opcje szybko się zawężały. Albo było to coś realnego i obcego, albo było to coś „konwencjonalnego”, ale jak dotąd nieznanego bądź niewytłumaczonego. Co jednak mogło wyjaśnić notoryczne pojawianie się metalicznych statków robiących rzeczy niemożliwe? Do końca roku 1947 reprezentacja analityków z Centrum Technicznego Wywiadu Lotniczego – Air Technical Intelligence Center (ATIC) – przy Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson była przekonana, że UFO były statkami pozaziemskimi. Do lata 1948 roku zespół ten przygotował „Ocenę sytuacji” [Estimating of the Situation], przedstawiając pozaziemską tezę, która wylądowała na biurku naczelnego dowódcy Lotnictwa USA, Hoyta Vandenberga. Historia wygląda tak (nie ma żadnych oficjalnych dokumentów to potwierdzających, są jedynie oświadczenia osób wtajemniczonych), że Vandenberg odrzucił tę ocenę albo z braku dowodów, albo dlatego, że nie zawierała pożądanej przez niego konkluzji. W każdym razie jasno dał do zrozumienia, że Siły Powietrzne nie zaakceptują spekulacji na temat istot pozaziemskich jako rozwiązania problemu UFO.</p>
<p>Oczywiście ludzie ciągle widywali to coś i zastanawiali się, czym to coś jest. Na przykład latem 1952 roku tak często dochodziło do obserwacji UFO i wielokroć były one tak dobrze widoczne, że niektórzy ludzie z Sił Powietrznych rzeczywiście zastanawiali się, czy nie zbliża się inwazja. Z pewną pomocą skrycie sponsorowanego przez CIA tzw. Panelu Robertsona powołanego w styczniu 1953, Siły Powietrzne wzmocniły cenzurę na ten temat. Do tej pory nie została ona w pełni zdjęta. Doniesienia o UFO zaczęły zbierać i analizować organizacje cywilne. Co więcej, siły powietrzne same zapędziły się w kozi róg angażując się w monitorowanie UFO jako potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Ci, którzy krytykowali zbywające stwierdzenia sił powietrznych na temat UFO – a było takich wielu – częstokroć pytali, dlaczego, skoro spodki nie stanowią zagrożenia dla narodowego bezpieczeństwa i istnieją tylko w wyobraźni, siły powietrzne do badania doniesień powołały projekt Blue Book?</p>
<p>Potem nadeszła wielka fala UFO w latach 1965 i 1966, kiedy to siły powietrzne nie mogły już dłużej chować się za balonami pogodowymi i gazami z bagien, ani stawiać oporu publicznym badaniom. W rezultacie, żeby „załatwić” sprawę, ufundowały badania naukowe UFO przez Uniwersytet Colorado, znane w historii jako komitet Condona, . Po dwóch latach komitet doszedł do wniosku, że UFO nie są warte badań naukowych. Krytycy odpowiedzieli, że wniosek komitetu nie pasuje do ich własnych danych. Komitet oczywiście miał „złą krew” wśród swoich członków, co doprowadziło do usunięcia tego pro-ufologicznego kontyngentu w środku trwania projektu. Wielu osobom wydało się, że projekt od początku ustawiony był na negatywną konkluzję. Zaczął się hałas na temat sprawowania kontroli nad komitetem albo przez siły powietrzne, albo przez CIA.</p>
<p>Fakt, że Komitet Condona był niechlujny, umożliwił siłom powietrznym zamknąć Niebieska Księgę. W grudniu 1969 roku siły powietrzne ogłosiły, że nie będzie więcej dochodzeń w sprawie UFO. Główne cywilne organizacje badawcze szybko upadły, a ludzie, którzy widywali UFO, nie bardzo mieli się gdzie zwrócić.</p>
<p>Zatrzymajmy się na chwilę, żeby ocenić sytuację. Do połowy lat 40-tych XX wieku amerykański aparat wywiadowczy miał powód wierzyć, że istniały artefakty na niebie, które nie pochodziły z Ameryki, Rosji, Niemiec, ani z żadnego innego państwa. Obiekty te naruszały bardzo drażliwą wojskową przestrzeń powietrzną i nie wydawały się być zjawiskiem naturalnym. Można przypuszczać, że siły bezpieczeństwa narodowego, których to bezpośrednio dotyczyło, miały obsesję na punkcie jak najszybszego określenia natury i celu tych obiektów i możemy wnioskować, że sprawa ta została <em>prawdopodobnie</em> głęboko utajtniona na okres od 1946 albo 1947 roku aż do czasów najnowszych.</p>
<p>Niektórzy zbędą to jako jedną z wielu teorii spiskowych rozsianych po amerykańskim krajobrazie. Ta właśnie etykietka powoduje automatyczne odsunięcie od siebie problemu, jakby nikt nigdy nie działał w tajemnicy. Wysilmy się na odrobinę perspektywy i przywołajmy zdrowy rozsądek. W Stanach Zjednoczonych mieści się sporo wielkich organizacji – korporacji, biurokracji, „grup interesu” itp – które z natury są konspiracyjne. Oznacza to, że są hierarchiczne, ważne decyzje podejmowane są tajnie przez kilku decydentów i nie stronią oni od kłamania na temat swojej działalności. Taka jest natura zachowań organizacyjnych. „Konspiracja”, w tym kluczowym znaczeniu, jest sposobem życia obecnym na całej kuli ziemskiej.</p>
<p>Wewnątrz światowego aparatu wojskowego i wywiadowczego tendencja ta jest spotęgowana do maksimum. W latach 40-tych XX wieku, kiedy wojsko i jego naukowcy udoskonalali w całkowitej tajemnicy swoją budzącą grozę broń, wpadł im w ręce problem UFO. Czy byli zainteresowani nieznanymi obiektami węszącymi w ich zakazanej przestrzeni powietrznej? Czy chcieli ograniczyć dostęp do informacji, które posiadali? Dostępne dowody, zamieszczone w tej książce, wskazują na odpowiedź twierdzącą.</p>
<p>Jeśli zatem założymy istnienie konspiracji wokół tematu UFO, możemy zapytać, gdzie ona jest. Czy istnieje na przykład jakaś centralna grupa zarządzająca tym problemem? Może tak, może nie. To możliwe, a nawet wiarygodne, że nikt z trzymających dziś urząd publiczny nie wie, co się dzieje. Jest możliwe, że istniała kiedyś wewnątrz departamentu obrony albo CIA grupa kontrolująca UFO, ale nie ma żadnego bezwzględnego powodu, dla którego ta sytuacja musiałaby trwać dzisiaj. Nie tylko bowiem tajność jest w tych kołach aksjomatyczna, ale informacja jest tak dalece podzielona pomiędzy różne sekcje, że łatwo sobie wyobrazić, jak różne wątki informacji o UFO mogą przynależeć do dziesiątek wzajemnie od siebie odizolowanych dziedzin.</p>
<p>Oczywiście odnośnie UFO tajność pozostaje w wojsku regułą. Pomimo twierdzeń o braku zainteresowania, wojsko ciągle odpowiada na doniesienia o niezidentyfikowanych latających (i podwodnych) obiektach. Personel wojskowy byłby jednak totalnie nierozsądny, gdyby wdał się w dyskutotawanie o tym ze społeczeństwem. Wojskowa „Przysięga co do niebacznego ujawnienia poufnych danych lub informacji o bezpieczeństwie” [Oath upon Inadvertent Exposure to  Classified Security Data or Information] składana jest przez cały personel mający dostęp do wszelkiego rodzaju poufnych informacji i obowiązuje do końca życia oraz niezależnie od okoliczności. Kiedy podpisujesz się pod tą przysięgą, wyrażoną słowami Dowódcy 133. Dywizjonu /pułku lotniczego/ Powietrzno-Desantowego, Jamesa Goodella:</p>
<blockquote><p>... zrzekasz się swoich praw konstytucyjnych. Podpisujesz kawałek papieru mówiący, że jeśli naruszysz swoją umowę bezpieczeństwa... bez procesu, bez prawa apelacji idziesz na 20 lat do więzienia federalnego w Leavenworth. To naprawdę silny bodziec, żeby trzymać język za zębami.</p></blockquote>
<p>Wojsko trzyma kwestię UFO w głębokim utajnieniu. Przez ostatnich trzydzieści lat zapytania w sprawie UFO kierowane do sił powietrznych czy innych ciał rządowych spotykały się z jedną i tą samą odpowiedzią:</p>
<blockquote><p>Od roku 1947 do 1969 siły powietrzne badały Niezidentyfikowane Obiekty Latające w ramach Projektu Blue Book. Projekt ten, z zarządem w Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson w Ohio, został zakończony 17 grudnia 1969 roku.  Ze wszystkich 12618 ufo-obserwacji zgłoszonych do Projektu Niebieskiej Księgi 701 pozostało „niezidentyfikowanych”.</p>
<p>Decyzja o przerwaniu dochodzenia w sprawie UFO oparta była na ocenie raportu przygotowanego przez Uniwersytet Colorado, zatytułowanego „Scientific Study of Unidentified Flying Objects”, recenzji raportu Uniwersytetu Colorado sporządzonej przez National Academy of Science, wcześniejszych studiach nad UFO oraz na doświadczeniu Sił Powietrznych w badaniu doniesień o UFO z lat 1940-1960.</p>
<p>W rezultacie przeprowadzonych dochodzeń, badań i doświadczenia zebranego z dochodzenia w sprawie doniesień o UFO od roku 1948, wnioski Projektu Blue Book były następujące: (1) ze wszystkich doniesień, dochodzeń i ocen wynika, że żaden z obiektów UFO nigdy nie wskazywał naistnienie z jego strony zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa narodowego; (2) nie ma żadnych dowodów  przedłożonych Siłom Powietrznym ani odkrytych przez nie, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” charakteryzowały się zaawansowaniem technologicznym czy wskazywały na wykorzystywanie praw wykraczających poza ramy współczesnej wiedzy naukowej; i (3) żadne dowody nie wskazywały na to, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” były statkami pozaziemskimi...</p>
<p>Od zamknięcia Projektu Niebieska Księga nie pojawiło się nic, co mogłoby sugerować zasadność podjęcia na nowo przez Siły Powieterzne dochodzenia w sprawie UFO...</p></blockquote>
<p>Tak wygląda niezmienna, oficjalna prawda o UFO.</p>
<p><strong>Kultura oficjalna vs. nieoficjalna</strong></p>
<p>Niektóre rzeczy są prawdziwe, a niektóre są oficjalnie prawdziwe.</p>
<p>W roku 1937 Józef Stalin zatwierdził pierwszy dziesięcioletni Spis Ludności. W oparciu o szacowany wzrost populacji z lat 20-tych spodziewał się wyniku w okolicach 170 milionów. Niestety spis wykazał liczbę 156 milionów i Stalin nie był specjalnie zadowolony. Zamiast więc dociekać, co się stało z brakującymi 14 milionami dusz, Stalin obmyślił proste rozwiązanie: większość spisywaczy zastrzelił, a resztę zesłał do Gułagu. Dwa lata później, w roku 1939, bardziej „posłuszny” spis dał wynik 170 milionów, co zostało uznane za oficjalną liczbę ludności.</p>
<p>Każdy, kto żył w represyjnym społeczeństwie, wie, że oficjalna manipulacja prawdą odbywa się codziennie. Wszystkie jednak społeczeństwa mają swoich licznych i swoich niewielu. Zawsze i wszędzie rządzą właśnie ci nieliczni i ci nieliczni wywierają dominujący wpływ na to, co można by nazwać kulturą oficjalną. Podczas gdy rozwiązanie Stalina jego problemu ze spisem powszechnym było skrajne, wszystkie elity troszczą się o to, żeby zmanipulować publiczną informację w taki sposób, aby utrzymać  istniejące struktury władzy. To gra stara jak świat.</p>
<p>Jak wszędzie, tak i w Ameryce istnieją tematy, które są zbyt drażliwe, by mogły być dyskutowane otwarcie nie trapiąc tym pewnych potężnych interesów. Sprawa UFO zawsze była takim tematem, co widać po kombinacji oficjalnych zaprzeczeń, skrajnej tajności, publicznych kpin i towarzyszących temu rozpowszechnionych popularnych przekonaniach. Oficjalnie UFO nie istnieją i dyskutuje się o nich publicznie jedynie w kontekście swego rodzaju żartu albo kiczowatego elementu kultury. A jednak wierzy w nie około trzy czwarte Amerykanów. Skąd ta rozbieżność? Poza wszystkim innym, większość Amerykanów wierzy też w Boga, i nie ma w tej sprawie żadnych oficjalnych zaprzeczeń. Czy to możliwe, że wiara w UFO jest – jakkolwiek dziwne może się to na pierwszy rzut oka wydawać – lekko wywrotowa?</p>
<p><strong>Incydent z Redmond, w stanie Oregon</strong></p>
<p>Jest w tej książce wiele przykładów ilustrujących ową rozbieżność pomiędzy oficjalną i nieoficjalną prawdą na temat UFO. Poniżej jeden z nich – przypadek z Redmond w Oregonie.</p>
<p>24 września 1959 roku, na krótko przed zachodem Słońca, oficer policji Robert Dickerson jechał samochodem ulicami Redmond, kiedy zobaczył duży jasny obiekt obniżający swój lot nad miastem, który po chwili gwałtownie się zatrzymał i zawisł na wysokości 60 metrów. Obiekt był na tyle nisko, że zajarzyły się czubki pobliskich drzew. Kilka minut później Dickerson jechał do biura Federal Aviation Administration na lotnisku w Redmond. W tym czasie obiekt gwałtownie ruszył w kierunku na północny wschód od lotniska i ponownie zawisł. Jego kolor zmienił się z świetlisto białego na pomarańczowo-czerwony. Dickerson i inni ludzie zobaczyli przez lornetkę, że obiekt jest płaski i okrągły, a z jego krawędzi wydobywały się czasami języki „płomieni”.</p>
<p>O 5:10 rano FAA doniosła o obiekcie do Centrum Kontroli Ruchu Powietrznego (Air Route Control Center) w Seattle, które z kolei przekazało wiadomość do bazy lotniczej Hamilton Air Port Base w Kaliforni. O godzinie 5:18 sześć myśliwców F-102 wystartowało z Portland z zadaniem przechwycenia obiektu. Świadkowie wciąż przyglądali się wiszącemu obiektowi, kiedy myśliwce zahuczły nad Redmond. Kiedy siły powietrzne zbliżyły się, obiekt zdławił swoje „języki płomieni”, wyrzucił z siebie ogniste spaliny, wystrzelił w górę z nieprawdopodobną prędkością i zniknął w chmurach na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Znalazł się tak blisko trasy odrzutowców, że jeden z pilotów wykonał gwałtowny zwrot, żeby uniknąć zderzenia. Inny myśliwiec, schwytany w turbulencję tych straszliwych spalin, niemal utracił kontrolę nad lotem. Jeden z pilotów kontynuował pościg korzystając z radaru z celownikiem, jednak obiekt gwałtownie zmienił kurs – sytuacja ta śledzona była na radarze w Klamath Falls Ground Control Intercept – i pilot poddał się. Przez następne dwie godziny na radarze było widoczne, jak ten nieznany obiekt z ogromną prędkością wykonuje manewry na wysokościach pomiędzy 2000 a 16000 metrów.</p>
<p>Piloci natychmiast otrzymali z wywiadu wezwanie na złożenie sprawozdania i polecono im nie dyskutować na ten temat nawet między sobą. Jednakże setki mieszkańców Redmond słyszały odrzutowce, niektórzy widzieli samoloty pościgowe, a kilku złożyło doniesienia o nieznanym obiekcie. Zmuszone do wyjaśnień lotnictwo oświadczyło, że lot był rutynowym zwiadem spowodowanym przez fałszywe odczyty radarów. Podekscytowani świadkowie prawdopodobnie wyobrazili sobie po prostu ten blask.</p>
<p>Tymczasem szybko wyciekła informacja, że FAA szukała nienormalnej radioaktywności w miejscach, gdzie świadkowie widzieli zawieszony i „odpalający” obiekt. W efekcie ludziom ciężko było przełknąć wyjaśnienie lotnictwa. Dlaczego FAA miałaby sprawdzać nienormalne promieniowanie, skoro całe wydarzenie było iluzją? Wtedy lotnictwo zmieniło rozwiązanie: obiekt, który był przez każdego widziany, był prawdopodobnie balonem meteorologicznym. Nikt nie zawracał sobie głowy wyjaśnieniem, jakim cudem balon meteorologiczny mógł zdystansować odrzutowce lecące z prędkością bliską 1000 km/h.</p>
<p>Podsuwając to wyjaśnienie lotnictwo nie wiedziało, że wiodąca krajowa cywilna grupa  badająca UFO – The National Investigations Committee on Aerial Phenomenon – otrzymała potwierdzone kopie dzienników FAA. To był niespodziewany cios, ponieważ dzienniki FAA opisywały to UFO i jego manewry bardzo szczegółowo, włącznie z jego wymknięciem się przechwytywaczom. Dzienniki zawierały również potwierdzenie śledzenia obiektu na radarze, wypuszczenia odrzutowców z Potland oraz raport z Klamath Falls.</p>
<p>Kiedy informacja ta stała się publiczna, Siły Powietrzne bezzwłocznie oskarżyły FAA za wypuszczenie fałszywych informacji i podtrzymało swoją wersję z balonem. Wskutek dalszych nacisków ze strony NICAP i kilku legislatorów Siły Powietrzne podały ostatecznie „prawdziwe” wyjaśnienie: świadkowie widzieli planetę Wenus.</p>
<p>[<a href="http://pracownia4.wordpress.com/2008/05/03/ufo-a-stan-bezpieczenstwa-narodowego-2/">część druga</a>]</p>
<p>- -<br />
<em>Richard M. Dolan studiował na uniwersytetach Alfred i Oxford, po czym obronił tytuł naukowy z historii na uniwersytecie w Rochester, był też nominowany do prestiżowego stypendium Rhodes Scholarship. Dolan studiował amerykańską politykę Zimnej Wojny, historię i kulturę ZSRR oraz dyplomację. O „teorii spisku” napisał [...]</em><br />
Fragmenty tego, co Dolan na ten temat napisał, można znaleźć w końcówce <a href="http://www.quantumfuture.net/pl/boeing1.htm">Tego</a> artykułu.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
