<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>reportaz &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/reportaz/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "reportaz"</description>
	<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 17:56:32 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Bohema Jazz Festival - Alchemik &amp; Golec Orkiestra]]></title>
<link>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=25</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 21:11:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Adrian</dc:creator>
<guid>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=25</guid>
<description><![CDATA[Było dużo jazzu, było fajnie. Nie przepadam za taką muzyką, ale zdjęcia jako takie wyszły.

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Było dużo jazzu, było fajnie. Nie przepadam za taką muzyką, ale zdjęcia jako takie wyszły.</p>
[gallery]
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Feta 2008 sie zaczela a ja nie mam sily]]></title>
<link>http://kofeina.wordpress.com/?p=193</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 12:52:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>kofeina</dc:creator>
<guid>http://kofeina.wordpress.com/?p=193</guid>
<description><![CDATA[o czuje sie tak jak poniżej&#8230;a wszysyc się tylko gapią bezmyślnie&#8230;

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>o czuje sie tak jak poniżej...a wszysyc się tylko gapią bezmyślnie...<br />
<img src="http://www.infinity.net.pl/~archie/!!KAMILA/20080718%20Rozne/feta01.jpg" alt="" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fort]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=167</link>
<pubDate>Wed, 16 Jul 2008 12:45:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=167</guid>
<description><![CDATA[Fort Pannerden
Holenderska forteca wojskowa w środkowo wschodniej Holandii, zbudowana w 1869.
Teraz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fort Pannerden</p>
<p>Holenderska forteca wojskowa w środkowo wschodniej Holandii, zbudowana w 1869.</p>
<p>Teraz ludzie mieszkają tam aby uciec przed systemem.</p>
<p style="text-align:center;">kliknij na zdjęcie</p>
<p><a href="http://www.piropoi.pl/kuba/FORT/publish_to_web/index.html"><img class="alignnone size-full wp-image-168" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/07/fort.jpg" alt="" width="720" height="518" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koncert Ryszarda Rynkowskiego]]></title>
<link>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 11:38:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Adrian</dc:creator>
<guid>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=18</guid>
<description><![CDATA[Gwiazda wieczoru podczas oficjalnej gali kończącej Żeglarski Puchar Świata BPH TFI OLYMPICCUP.
P]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Gwiazda wieczoru podczas oficjalnej gali kończącej Żeglarski Puchar Świata BPH TFI OLYMPICCUP.<br />
Przy okazji mały pokaz mody marki Henry Lloyd.</p>
[gallery]
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Grunwald]]></title>
<link>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=9</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 10:07:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Adrian</dc:creator>
<guid>http://bartosiewicz.wordpress.com/?p=9</guid>
<description><![CDATA[Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem
12 lipca 2008

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Inscenizacja bitwy pod Grunwaldem<br />
12 lipca 2008</p>
[gallery]
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Od tego oni sa, od tego sa oni.]]></title>
<link>http://brulionman.wordpress.com/?p=60</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 15:54:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>brulionman</dc:creator>
<guid>http://brulionman.wordpress.com/?p=60</guid>
<description><![CDATA[Probuje zasnac na sile bo dzis mam calonocna fuche ale jak na zlosc po drugiej stronie ulicy olbrzym]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div>Probuje zasnac na sile bo dzis mam calonocna fuche ale jak na zlosc po drugiej stronie ulicy olbrzymie maszyny wyburzaja fabryke a mnie pod czaszka rozne pomysly urzadzaja sobie berka. No to mysle sobie - wrzuce na bloga to moze zasne. Oto pomysl:</div>
<div>Wywiad z osobowosciami polskiego netu. Reportaz (raczej) radiowy, w zasadzie wywiad z osobami znanymi glownie z glosu i/lub nazwiska dzieki internetowi wsrod szerokiej publicznosci:</div>
<div>
<div><a title="Taksoweczka czeka" href="http://www.youtube.com/watch?v=KUaufVfuwLw">- Pani Potrzeba</a> </div>
<div><a title="Najbardziej znany klient tepsy" href="http://www.klimacik.pl/263,lebiedz.html">- Pan Lebiedz i Pan Czaban</a> </div>
<div><a title="Bo ja to wylewny jestem" href="http://jakubcl.wrzuta.pl/film/eAiPR1VYgs/ciezkie_dykty">- Pan od dykty</a></div>
<div><a title="Wiaze sie w takim problemem" href="http://www.youtube.com/watch?v=EdfktfsszcU">- klient Tele2</a></div>
<div><a title="Nie bedzie niczego" href="http://www.youtube.com/watch?v=2m1z5gQJ2Ok">- Pan Kononowicz</a></div>
<div>Czy wiedza o swej popularnosci, czy odczuwaja jej wplyw, okolicznosci nagrania, nietrudno rozbudowac watki, samograj czeka...</div>
</div>
<div>Dobranoc mam nadzieje. Jesli linki przestana dzialac prosze szukac na wlasna reke.</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pisać reportaże...]]></title>
<link>http://dziennikarski.wordpress.com/?p=8</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 22:09:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>codziennik</dc:creator>
<guid>http://dziennikarski.wordpress.com/?p=8</guid>
<description><![CDATA[Wciąż mam wrażenie, że wypruwam sobie wszystkie flaki, siedząc w redakcji po godzinach. Niby je]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wciąż mam wrażenie, że wypruwam sobie wszystkie flaki, siedząc w redakcji po godzinach. Niby jestem zadowolona ze swoich tekstów, ale doskonale wiem, że stać mnie na więcej. Tylko nie zawsze praca mi na to pozwala...</p>
<p>Wiem wiem, jedno zaprzecza drugiemu. Ale biegając cały czas za newsami, nie mam w ogóle czasu na zajęcie się tym, co sprawia mi największą przyjemność - pisanie tekstów z prawdziwego zdarzenia. Konferencje, kradzieże i inne ciekawostki są fajne, ale największą frajdą jest napisanie tekstu, za który zbiera się laury nie tylko od naczelnego, ale także od czytelników.</p>
<p>W swojej krótkiej dziennikarskiej karierze popełniłam tylko kilka takich tekstów. Raz: za mało umiałam, żeby móc napisać coś wywołującego emocje. Dwa: brakowało mi pomysłów. Na to drugie zdarza mi się nadal narzekać, ale cały czas staram się dostrzegać to, co dla zwykłych ludzi może być niedostrzegalne. W końcu ciągle się uczę.</p>
<p>Napisałam kiedyś reportaż o anorektyczkach z ruchu Pro-Ana. To chyba najcięższy tekst, jaki udało mi się popełnić. Godzinami wertowałam fora, grupy dyskusyjne, blogi. I znalazłam trzy dziewczyny, które odważyły się o sobie opowiedzieć. Byłam dumna tym bardziej, że jedna z nich miała naprawdę mocną historię. I na historiach tekst zbudowałam. Dzięki temu artykuł do dziś jest tłumnie odwiedzany, pojawiają się nowe komentarze, jest linkowany.</p>
<p>I żeby nie było nieporozumień - będę używać słowa "reportaż", mimo że kilka osób zarzucało mi, że w tak młodym wieku można tylko próbować pisać, a prawdziwe reportaże należy zostawić doświadczonym. Zgodzę się, że pewnie nie dałabym rady napisać genialnego tekstu do Dużego Formatu, ale co z tego? Wszystko przecież przede mną ;) A jeśli tekst wywołuje dyskusję, opisuje emocje, ludzi i ich zachowania, nie interpretuje ani nie ocenia, tylko jest swoistym zapisem tego, co się dzieje w naszych umysłach - to czemu nie mogłabym nazwać tego reportażem?</p>
<p>Wracając jednak do początku. Bardzo żałuję, że nie mam czasu na powolne przeszukiwanie for i blogów, w poszukiwaniu kolejnego dobrego tematu. Niestety, w redakcji portalu ciężko jest znaleźć chwilę wytchnienia, bo wszystko jest do zrobienia "na już". Ma to oczywiście dobre i złe strony. Dobra jest taka, że uczę się pracować pod presją czasu (i szefa), natomiast zła - nie realizuję tego wszystkiego, co przynosi mi taką frajdę. Ale może właśnie na tym polega prawdziwe dziennikarstwo...</p>
<p>PS. Odnosząc się jeszcze do komentarza Bogdana Misia: obiecuję poprawę :) dwa tygodnie - faktycznie sporo. A jest o czym pisać, więc i notki na pewno będą pojawiać się częściej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=160</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 09:50:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=160</guid>
<description><![CDATA[tym razem byliśmy we dwoch
aparat zdechł po tamtym trzecim zdjęciu
te wyjscia maja cos w sobie


]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">tym razem byliśmy we dwoch</p>
<p style="text-align:left;">aparat zdechł po tamtym trzecim zdjęciu</p>
<p style="text-align:left;">te wyjscia maja cos w sobie</p>
<p style="text-align:center;"><img class="size-full wp-image-159 aligncenter" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/07/img_6452-1press.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-162" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/07/img_6466kuba_rubaj-1press.jpg" alt="" width="720" height="538" /></p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-163" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/07/img_6468kuba_rubaj_1press.jpg" alt="" width="720" height="552" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie w Londynie]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=343</link>
<pubDate>Fri, 04 Jul 2008 13:53:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=343</guid>
<description><![CDATA[Siedem komnat Wieży Babel
Jest siedem grzechów głównych i siedem sakramentów. Siedem cudów św]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h1>Siedem komnat Wieży Babel</h1>
<h2>Jest siedem grzechów głównych i siedem sakramentów. Siedem cudów świata i siedem darów ducha. Siedem plag egipskich i tyle samo pokoi w Londynie w których mieszkałem.</h2>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/07/siedem_swiatow.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-344" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/07/siedem_swiatow.jpg" alt="" width="420" height="279" /></a></p>
<p>W całym moim życiu zmieniałem mieszkanie czternaście razy, a moje ostatnie lokum o dziwo ma numer czternaście. Podobno w symbolice snu liczba czternaście oznacza potrzebę dostosowywania się do wciąż zmieniających się warunków i scenografii. Oto migawkowy raport z siedmiu światów w których żyłem  przez ostatnie półtora roku..</p>
<p><!--more--></p>
<h2>Świat pierwszy</h2>
<p>Pierwsza noc w Londynie. Natłok wrażeń, głosów i myśli.  Pokój jest mały - łózko, stolik, szafa. Jednak mam szczęście, gdyż jeszcze godzinę temu miałem mieszkać z Ryśkiem. Dwie odległe orbity w jednej przestrzeni. Zderzenie murowane.  Kolega Ryśka w trakcie powitania przy butelce czystej wprowadził mnie w bezlitosne realia i skwitował bez litości:<br />
- Ja ci radzę ty lepiej wracaj, póki nie jest za późno!<br />
Obezwładniony szczerością nowego kolegi leżę na łóżku patrząc w sufit. Za oknem czerwono - bure niebo. Za ścianą  ożywiony bełkot współlokatorów. W salonie na dole Landlord ogląda TVN.  Mój nowy dom. Wyprawy do Lidla na tanie zakupy, piwo po robocie, licytacje ile funtów za godzinę. Polski archipelag na Wathamstow zatopiony we mgle taniego tytoniu - dwa tygodnie i szybka ewakuacja.</p>
<h2>Świat drugi</h2>
<p>Do kolegi co się podobno nieźle urządził. Moja nowa lokalizacja - salon fryzjerski w wieżowcu na Roehampton. Materac przy ścianie i zapach lakieru do włosów.  Kalejdoskop twarzy i charakterów na skórzanym fotelu naprzeciw lustra. Klientela głównie polska, bo tanie modelowanie, tapirowanie i obcinanie. Świat promocji puszkowych za pięć funtów, palenia tłustych gibonów i muzyki popularnej. Od czasu do czasu londyńska wielokulturowość - a to Hiszpan, Afrykanka z gęstymi lokami czy Japończyk mówiący po polsku.  Nieopodal malowniczy Richmond Park z szkieletami martwych drzew.<br />
Zagłębie polskiej klasy robotniczej wybrzmiewające na każdym kroku soczystym „k...wa". Pół godziny autobusem do stacji metra i milczący pan w opustoszałym „Fish and Chips".<br />
Świat drugi to jednak przede wszystkim uderzenie między zdziwione oczy. - Bo z ziomkami w Londku bywa ziomuś różnie! - jak to powiedział pewien ananimowy raper w anonimowej drukarni na obrzeżach Londynu. Gdyż kolega tak naprawdę nie jest kolegą, lecz pracodawcą. Natomiast przysługa okazuje się zobowiązaniem, którego nie wypełnienie skutkuje natychmiastową eksmisją na bruk. Bruk jest twardy - upadek bolesny. Jednak trzeba wstać - pożyczyć pieniądze znaleźć na gwałt coś taniego z jednotygodniowym depozytem.</p>
<h2>Świat trzeci</h2>
<p>Komnata numer trzy lśni czystością i pachnie krochmalem.  Formalności załatwione. Głos z telefonu Pani Właścicielki momentalnie koi rozdygotane nerwy po ostatnim  koleżeńskim doświadczeniu. Tonący brzytwy się łapie. Obóz dla imigrantów. Pełna kontrola, lista zakazów na drzwiach kuchennych, spis obowiązków.  Pod kołdrą za dnia i w nocy, bo ogrzewanie to za duży luksus za takie pieniądze. Mały polski koszmar na Finsbury Park - trzech braci pilnuje porządku pod rozkazami mamy hetery. Taka niby kultura. Po kątach polscy lokatorzy nie kryją oburzenia rozmawiając szeptem o ich zniewoleniu i niesprawiedliwej polityce mieszkaniowej. Ukrywają nielegalne grzejniki w pokojach. Mama dyktator wpada na kontrole kilka razy w tygodniu w asyście twardych maminsynków. Czasem idzie na ostro, jak trzeba brat rosły trzeci napnie muskuły, brat mniejszy drugi podliczy na kalkulatorze, a najstarszy popilnuje dwóch młodszych. Wszyscy na kawalerskim, choć dobrze po trzydziestce. Interes i żeniaczka nie idą w parze. W parze za to pracuje lokatorskie małżeństwo. W dzień i w nocy do roboty, bo w mazurskim kawalerka do spłacenia. Raz od kiedy przyjechali do pubu poszli na piwo - chwila szaleństwa w codziennym kieracie. Są podejrzani przez resztę, że donoszą o wszystkim Wielkiej Mamie, bo niby skąd ona się o grzejniku w pokoju dowiedziała i o tym, że intruz w domu dla przykładu. Tutaj zgrzyt niedopasowania na każdym kroku dlatego...</p>
<h2>Świat czwarty</h2>
<p>...rodzinna firma mieszkaniowa proponuje inny branch kilka metrów dalej w „wiktoriańskim pięknym bloku".  W zestawie dwie siostry z trójmiasta o rozrywkowym temperamencie bywalczynie londyńskich klubów dla bananowej młodzieży. Dbałość o szczegół podczas porannej godzinnej toalety. Od czasu do czasu szalone zakupy w trendy shopach. Jedna przytłaczająca eskapada w świat niepohamowanej zabawy w rytmie dzikich gitar młodych gniewnych w stylu pop. Godzinne oczekiwanie w kolejce podnieconej młodzieży - chłopaków na żel w opuszczonych do granic spodniach i dziewcząt z gołymi plecami zdobionymi tatuażami w estetyce tribal. Kolorowe drinki i kokaina w toalecie. Big fun.  Koszmar powrotu nocnym autobusem w oparach fermentującego alkoholu i ociekających makijaży. Poranne wspomnienia o napalonych „ciapakach „ i obleśnych Turkach z ust współlokatorek z wyższym wykształceniem i perspektywami kariery na salonach Babilonu.  Jakby w opozycji skromny, wrażliwy Radek. Dwa tygodnie w Londku, szok, oburzenie i zdziwienie za każdym pełnym stresu krokiem. Mieszanka  wrażliwości  i wyalienowania.  Najgorsza kombinacja osobowościowa w Londynie. Jednak pewnej nocy ku zdziwieniu mieszkańców charyzmatyczny solowy koncert na zabawkowych saksofonie o siedmiu melodyjkach po wychyleniu kilku piw. Praca w „bilderce" u boku chorego psychicznie rodaka o ksywie „Kajtek", który sprowadzając przez pocztę paralizator sprowadził jednocześnie  policjantów na rewizję. Pomiędzy pędzlami i drabinami znaleźli hasz i amfę. Nie tak się nie da! - decyduje Radek i opuszcza „Kajtka". Po nieudanych poszukiwaniach innej posady wraca do IV RP.<br />
Podobno szczęśliwy. Siostry zmieniają lokum na central London, bo jak mówią dość tego getta, a poza tym bliżej do klubów. Zatem z widokiem na plecy taksówkarza docieramy do...</p>
<h2>Świat piąty</h2>
<p>Rozrywkowej chaty w trzeciej strefie. Zdecydowanie jest dobrze. Towarzystwo indyjsko - amerykańsko - izraelskie. Nowe doznania kulinarne, nocne rozmowy o życiu, tańce przy blasku księżyca. Przestrzeń umysłowa i mieszkaniowa wypełniona radością życia i dystansem. Do czasu kiedy na plan pierwszy wkracza Polka z dziewięcioletnią córką. Zaawansowana patologia z pogranicza produkcji typu „Super wizjer" i „997". Mama po nocach w agencji towarzyskiej, a dziecko przed telewizorem w otoczeniu bohaterów filmów dla dorosłych.  Dziecko nie chodzi do szkoły, mama nie płaci czynszu, każda rozmowa z nią kończy się  atakiem agresji. Wszyscy na skraju szaleństwa. Właściciel ma dość i wyprasza całe towarzystwo.</p>
<h2>Świat szósty</h2>
<p>Komnata w stylu - nasza mała stabilizacja. Sto procent prawdziwego życia.  Drobnomieszczańskie rodzinne klimaty brytyjskiej familii. Mama, dwójka nastolatków i szalony pies. Ogród z dużym domem dla lelek i wielka plazma w kuchni. Pranie, gotowanie, prasowanie i poranne wrzaski rodzicielskie. Gry komputerowe w stylu „zabij ich wszystkich" oraz labirynty psychiki nastolatka. Możliwość obserwacji z bliska w jaki sposób rzeczywistość przejmuje kontrolę nad naszym życiem. Dominacja przypisanych ról i obowiązków. Brak oddechu. Natłok spraw. Wir rzeczywistości jak w pralce automatycznej nad którą stracono kontrolę. Pranie rodzinnych brudów codzienności.  Daremne szukanie azylu w otoczeniu kibiców piłkarskich z pobliskiego klubu i regulujących ciśnienie w klubach tanecznych menadżerów z City. Druga strefa dla lepiej urządzonych pobłyskująca białym szkliwem zębów i zegarkami firmy rolex. Bajka dla naiwnych bez morału. Dawka „prawdziwego życia" na granicy „złotego strzału" zatem niezawodne pudła i walizki - cały ten przenośny dom - znów na plecach. Kierunek -</p>
<h2>Świat siódmy</h2>
<p>Siódemka - liczba mistyczna. W islamie istnieje siedem niebios i siedem piekieł, w biblijnej księdze Genesis Bóg stworzył ten świat w tyleż dni, a ostatni z nich jest dniem świętym. Jest siedem podstawowych nut, które tkają cudowny świat muzyki. W hinduizmie wymienia się siedem matek od których pochodzi człowiek czyli także Mark - mój nowy współlokator. Wyznawca ruchu Harry Krishna z Ghany. Pierwsze zderzenie z mistycznym światem numer siedem to zapach indyjskich kadzideł, blask świec i kuchenny ołtarz ze srebrną zastawą. Oaza harmonii, muzyki relaksacyjnej, soku marchwiowego i książek o tematyce duchowej. Na drzwiach pokoju gipsowy aniołek w kolorze bordo a na ścianach Budda, Kriszna i elementy tantry hinduskiej. Ortodoksyjna kuchnia wegetariańska z zakazem spożywania jaj.<br />
Poranki spędzamy często na burzliwej i zarazem bezowocnej wymianie poglądów społeczno - religijnych co w wypadku zderzenia dość odległych światopoglądów owocuje burzącą ład zawiesiną niezrozumienia. To bywa trudne jednak do czasu kiedy pozwolimy innym żyć i myśleć po swojemu.  To moja konkluzja na tym etapie podróży.<br />
Każdy przemierza korytarze rzeczywistości inną drogą w innym tempie i mając inne widoki po drodze. Kiedy los splata te zawiłe ścieżki i kraczących nimi podróżników dochodzi do konfrontacji osobnych prawd - wypowiedzianych innymi językami, w innych kontekstach, z innym zapleczem doświadczeń. Podróż po Wieży Babel to nauka i kreślenie mapy, a każdy mijany człowiek w tym labiryncie zdaje się szukać tego samego - Wyjścia.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[dzień deskorolki]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=138</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 15:21:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=138</guid>
<description><![CDATA[

















]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-full wp-image-139" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6031zrobionepress.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-140" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8859kuba_rubajpress.jpg" alt="" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-141" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6162kuba_rubaj-1press.jpg" alt="" width="720" height="489" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-142" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6177kuba_rubaj_1-1press.jpg" alt="" width="720" height="501" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-143" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_5930kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="500" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-144" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_5957kuba_rubaj-1press.jpg" alt="" width="720" height="491" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-145" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6020zrob_press.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-146" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6098kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="536" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-147" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6201kuba_rubaj1press.jpg" alt="" width="720" height="498" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-148" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6091kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-149" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8846press.jpg" alt="" width="720" height="533" /></p>
<p style="text-align:center;"><img class="size-full wp-image-150 aligncenter" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8856kuba_rubaj_1pres.jpg" alt="" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-151" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8890kuba_rubaj-1press.jpg" alt="" width="720" height="463" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-152" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8833kuba_rubaj1press.jpg" alt="" width="720" height="493" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-153" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6008kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="709" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-154" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6010kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="495" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-156" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_8845kuba_rubaj_11press.jpg" alt="" width="720" height="475" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-157" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_6058kuba_rubajpress1.jpg" alt="" width="720" height="495" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[TOYOTA Hilux Horse Trials]]></title>
<link>http://wielgus71.wordpress.com/2008/06/29/toyota-hilux-horse-trials/</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 09:18:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Karlos van der Z.</dc:creator>
<guid>http://wielgus71.wordpress.com/2008/06/29/toyota-hilux-horse-trials/</guid>
<description><![CDATA[TOYOTA Hilux Horse Trials Strzegom to najlepszy jeźdźcy i wspaniałe konie, to niepowtarzalne wido]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>TOYOTA Hilux Horse Trials Strzegom to najlepszy jeźdźcy i wspaniałe konie, to niepowtarzalne widowisko sportowe. Co roku Strzegom odwiedza światowa czołówka wkkw. Dotychczas startowali tu mistrzowie olimpijscy, mistrzowie świata i Europy oraz finaliści Pucharu Świata.
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/toyota-cup/toyota-cup-1.jpg"></p>
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/toyota-cup/toyota-cup-2.jpg"></p>
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/toyota-cup/toyota-cup-3.jpg"></p>
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/toyota-cup/toyota-cup-4.jpg"></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bloomsday]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=329</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 13:43:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=329</guid>
<description><![CDATA[W drodze do Itaki

Bezprecedensowe dzieło „Ulisses&#8221; jest totalnym wyłomem w całej histori]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h1>W drodze do Itaki</h1>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/itaka.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-330" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/itaka.jpg" alt="" width="400" height="266" /></a></p>
<h2>Bezprecedensowe dzieło „Ulisses" jest totalnym wyłomem w całej historii literatury. Akcja kilkuset stronicowej powieści dzieje się 16 czerwca 1904 roku i tegoż dnia w Dublinie odbywa się święto   Bloomsday - na cześć jednego z bohaterów powieści Joyce'a. Dzień poświęcony pamięci najbardziej radykalnego i bezkompromisowego pisarza wszechczasów.</h2>
<p><em>Rozejrzał się i z powagą po trzykroć pobłogosławił wieżę, okolice i budzące się góry</em>. - To zdanie z pierwszej strony Ulissesa, gdzie Buck Mulligan stojąc na szczycie wieży Montello spogląda na leżącą poniżej zatokę.<br />
Magia - pierwsze słowo w twoim umyśle, gdy patrzysz ze szczytu Montello na wyznaczającą horyzont linię morza. Obecnie mieści się tutaj James Joyce Museum. W dniu mojej wizyty była flauta, refleksy światła odbijały się w cichej tafli, a ptaki kołowały na wietrze. Osiem mil na południe od Dublina w nadmorskiej miejscowości Sandycove rozpoczyna się epopeja Joyce'a skąd Stefan Dedalus - jeden z głównych obok Leopolda Blooma bohaterów powieści - wyrusza do Dublina - metafory współczesnego świata.<br />
Irlandzka stolica podczas tegorocznego Bloomsday to zatopione w turystycznym chaosie, tętniące gwarem multikulturowego tygla i pełne podpitych nastolatków, miasto. Tego dnia James Joyce poznał kobietę swojego życia Norę Barnacle, z którą był aż do śmierci w 1941 roku. W stosunku do Dublina jak i samej Irlandii autor „Dublińczyków" był bezlitośnie krytyczny, ale jednocześnie jego twórczość nierozerwalnie jest z nim zrośnięta. Mityczna Itaka, do której Joyce - Odyseusz nigdy nie powrócił i jak sam napisał: „Domem Irlandczyka jest jego trumna".</p>
<p><!--more--></p>
<p>Dublin jego młodości, który opuścił w 1904 roku mając zaledwie 22 lata to klęska głodu, permanentny kryzys, syfilis, alkoholizm i polityczna anarchia. Bliższy temu klimatowi wydawał się pub na peryferiach, gdzie pachnący tanim tytoniem i spijający ociekające pianą kufle Guinnessa Irlandczycy, oglądali przygnębiający film o dwóch bezdomnych złodziejach, którzy niczym bohaterowie Ulissesa  uwięzieni w chaosie świata bezskutecznie szukają ukojenia i sensu.<br />
Historia Irlandii to ciągła walka o niepodległość i zachowanie gnębionej tożsamości. Fundamentalnym miejscem dla wolności Irlandii  utrwalonym na stronicach Ulissesa jest gmach  Poczty Głównej przy O'Connell Street, gdzie Poldy (Bloom) otwiera list, a w 12 lat później Patrick Pearse jeden z przywódców Powstania Wielkanocnego proklamuje niepodległość i choć powstanie zostało krwawo stłumione w konsekwencji tego wydarzenia w 1921 roku powstało Wolne Państwo Irlandzkie. Teraz na parkingu hotelu w pobliżu największego podmiejskiego parku w Europie - Phoenix Park, stoją obok siebie samochody z rejestracjami wielu państw UE, a w recepcji siedzi sympatyczna Chinka, gdyż Irlandia dla wielu imigrantów stała się „wyspą obiecaną".  Szczególnie dla Polaków. Spotykani Irlandczycy z wyraźną ulgą odbierali fakt, że jestem tylko polskim turystą w ich stolicy, a nie kolejnym imigrantem znad Wisły.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-331" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/1.jpg" alt="" width="400" height="302" /></a></p>
<p style="text-align:left;">
<address>Aktorzy przy James Joyce Center, głównym ośrodku propagującym twórczość Joyce'a w Dublinie. </address>
<p style="text-align:left;">Sama Irlandia jest postrzegana jako przykład państwa, które w pełni wykorzystało korzyści wynikające z członkostwa w Unii Europejskiej.  Zza szyby taksówki co rusz dostrzec można było  szkielety dźwigów i rosnące z dnia na dzień szklane biurowce - świadczące o realności „cudu gospodarczego" - jak określana jest Zielona Wyspa.  Taksówkarz z dumą wskazywał nowo powstałe budowle i mosty jak choćby otwarty w 2003 roku podczas Bloomsday James Joyce Bridge, na przeciw którego przy ulicy Usher's Island  pod numerem 15 mieści się dom, gdzie Joyce napisał  opowiadanie  „The Dead" zawarte w książce „Dublińczycy", która zdaniem Truman'a Capote była koniecznym dla Joyce'a warsztatowym wstępem do  Ulissesa.<br />
W tej właśnie kamienicy mieszkała ciotka Joyce'a, a sam autor miał zwyczaj siadywać w salonie w otoczeniu rodziny. Dla uświęcenia tego zwyczaju cyklicznie odbywają się tam bankiety, podczas których goście w strojach z XIX wieku i przy zabytkowej zastawie zatapiają się w gastronomiczno-towarzyski klimat zapomnianego Dublina.  Właściciel tego domu już w młodości postanowił przywrócić jego pierwotny stan świetności, gdyż jak sam mówił był totalnie zdewastowany i odrestaurowanie go stało się celem jego życia. Fragmenty stropu tego domu niczym relikwie znajdują się w wielu miejscach świata od Antarktyki po Australię.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-332" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/2.jpg" alt="" width="400" height="266" /></a></p>
<address>Dom Leopolda Blooma, głównego bohatera "Ulissesa"<br />
</address>
<p style="text-align:left;">Kiedyś zupełnie niezrozumiany i zlekceważony zarówno przez rodaków jak i większość mu współczesnych, Joyce obecnie stał się siłą napędową dublińskiej turystyki. Ikoną której podobizny rozsiane są po całej stolicy, a każdy kto tylko może stara się zarobić z tego tytułu kilka euro na rzeszach turystów, którzy traktują postać pisarza jako kolejną atrakcję do „zwiedzania".  Za przykład może posłużyć ogromny baner rozwieszony w dublińskim porcie i slogan, że to właśnie na pokładzie promu danej linii Joyce opuścił  Dublin i idąc jego śladem również i ty powinieneś popłynąć promem o nazwie „Ulisses" ku nowemu lepszemu światu.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-333" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/3.jpg" alt="" width="400" height="256" /></a></p>
<address>Pierwsza edycja "Ulissesa" wydana w Paryżu w 40-ste urodziny pisarza.<br />
</address>
<p style="text-align:left;">Ulisses Joyce'a początkowo został uznany za dzieło nieudane, obsceniczne i kontrowersyjne. Po raz pierwszy zostało wydane w Paryżu przez Sylvię Beach w 1922 roku dokładnie w czterdzieste urodziny autora i aż do 1933 roku książka ta była zakazana w USA i Wielkiej Brytanii głównie z powodu zarzucanej jej pornografii. Pierwsze irlandzkie wydanie ukazało się dopiero w 1960 roku. Wydaniu arcydzieła modernizmu towarzyszyła aura skandalu i totalne niezrozumienie geniuszu Ulissesa. Joyce w rozmowie z  amerykańską dziennikarką Diuną Barnes na temat Ulissesa powiedział: „Publiczność będzie domagała  się od mojej książki morału i chciała go w niej odnaleźć - albo co gorsza, będzie się w niej dopatrywać czegoś bardzo poważnego, a ja daję pani słowo honoru dżentelmena, że nie ma w niej ani jednej linijki na serio." Jakby wbrew słowom samego autora, setki badaczy i interpretatorów przez lata pracują nad zagadką Ulissesa, a na jego temat powstają dziesiątki opracowań i tekstów krytycznych. Jednak prawdziwe apogeum badań osiągnęło kolejne dzieło „Finnegans Wake", które podobno w swym arytmetycznym układzie jest dowodem na kwadraturę koła i setki specjalistów z całego świata podejmują, póki co, daremny trud by znaleźć sposób na odczytanie kolejnego dzieła Joyce'a.<br />
Literatura totalna. Literacka symfonia i polifonia bezdyskusyjnie wyprzedzająca swój czas stanowiąc zarazem konsekwentną kontynuację Ulissesa, który potocznie zwany jest księgą dnia i ciała, natomiast następujące po nim  "Finnegans Wake" zwana jest świadectwem nocy i duszy. Opus magnum współczesnej literatury.<br />
Joyce wielokrotnie powtarzał, że nie zamierza służyć temu w co nie wierzy, bez różnicy czy to religia, polityka czy ojczyzna. Jego determinacja i artystyczny ekstremizm podporządkowany był w pełni celowi - sztuce - narzędziu docierania do prawdy.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/4.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-334" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/4.jpg" alt="" width="400" height="247" /></a></p>
<p style="text-align:left;">
<address>James Joyce Museum w wieży Montello przy nadmorskm Sandycove, skąd Stefan Dedalus (literackie alter ego Joyce'a) wyrusza do Dublina</address>
<p style="text-align:left;">Ulisses w swojej konstrukcji jest odwzorowany na homerowskiej Odysei, a jej bohater Leopold Bloom - współczesny Odyseusz dryfuje po absurdalnym labiryncie ludzkiego losu, którego parabolą jest w powieści  jeden dzień jego na pozór zwyczajnego życia. Joyce mistrzowsko sparodiował w powieści wszystkie znane gatunki literackie, a każdym epizodzie analizował działanie innego organu ludzkiego ciała i jako pierwszy w tak szerokim zakresie zastosował technikę strumienia świadomości, którego przykładem jest słynny monolog Molly Bloom. Zbliżając się tym samym jak nikt przed nim w literaturze do natury człowieka i rdzenia jego istoty oraz niejako wychodząc poza czas i ograniczenia narratorskie. Dublin na stronicach arcydzieła to niemal fotograficzna precyzja i zapewne dzięki temu wielbiciele Joyce'a 16 czerwca z Ulissesem w dłoni przemierzają stolicę śladem bohaterów książki docierając do drzwi szpitala przy ulicy Eccles Street 7 gdzie pierwotnie mieściło się mieszkanie Leopolda Blooma, a teraz rolę Joyce'owej Itaki pełni mieszkanie pod numerem 78. Kilka minut drogi od miejsca gdzie rozpoczyna się drugi rozdział Ulissesa znajduje się James Joyce Center przy 35 North Great Georges Street - centrum wydarzeń podczas Bloomsday. Dzień rozpoczyna się od śniadania jakie jedli państwo Bloom na kartach powieści. Aktorzy ustylizowani na postacie z ulic Dublina 1904 roku czytają fragmenty powieści, a w Irish Film Institute puszczane są filmy - adaptacje Ulissesa czy głośne dzieło „Bloom" w reżyserii Seana Walsha. A po południu ma miejsce performance senatora Davida Norrisa wielkiego sympatyka twórczości Joyce'a.</p>
<p style="text-align:left;">Zdecydowanie te czarujące uliczki wokół James Joyce Center z pełnymi uroku i klimatu kawiarenkami najbardziej zapadły mi w pamięć, podobnie jak smak Guinessa w najstarszym powstałym w 1198 roku pubie The Brazen Head, a który przeniesiony w 1688 roku do nowego miejsca gościł również na wybrukowanym dziedzińcu Joyce'a i  przywódców Towarzystwa Zjednoczonych Irlandczyków.  Mniej przypadło mi do gustu centrum miasta zdominowane przez turystyczny wielobój polegający na jak najszybszym zaliczeniu wszystkich atrakcji miasta i hurtowym zakupie wszelkiej maści pamiątek oraz zjedzeniu wszystkiego co było po drodze. Nie sposób „poczuć" miasta w tak paraliżującej atmosferze turystycznego szaleństwa. Obcowanie z nowym miejscem wymaga intymności i czasu - czyli tego wszystkiego czego mi zabrakło.</p>
<p style="text-align:left;"><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/5.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-335" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/5.jpg" alt="" width="400" height="602" /></a></p>
<address>Pomnik Joyce'a przy Earl Street North wykonany przez Marjorie Fitzgibbon<br />
</address>
<p style="text-align:left;">Również wizytę w Dublin Writers Museum zaliczam do istotnych. Samuel Beckett - uczeń i wieloletni przyjaciel Joyce'a, George Bernard Shaw, Bram Stoker, Oscar Wilde i pamiątki po nich by wymienić kilka znanych nazwisk. Jednak uwagę moją przykuła legitymacja prasowa Behana Brendana postaci wielce kontrowersyjnej i arcyciekawej. Ten irlandzki dramaturg i prozaik w wieku lat szesnastu znalazł się w poprawczaku skazany na trzy lata za zamiar wysadzenia w powietrze brytyjskiego pancernika. Skazany następnie na czternaście lat więzienia opuścił go po trzech latach by w końcu znaleźć się w obozie internowania. Pisać zaczął za kratami i pierwsza jego książka "Borstal Boy" to wspomnienia z poprawczaka. Behan był pełną kolorytu postacią, pieśniarzem i gawędziarzem, żył szybko i bezkompromisowo. Zmarł w wieku 41 lat a światową sławę zdobył za sprawą Joan Littlewood z Theatre Workshop. Uosabiał maksymę samego Joyce'a: „Współczesny pisarz powinien być awanturnikiem, który nie boi się ryzyka. Innymi słowy, musimy pisać niebezpiecznie." I Joyce jest niebezpieczny, ponieważ zbliża się do człowieka i jego natury bardziej niż ktokolwiek przed nim w literaturze, prowokując nieuniknioną konfrontację. I w pełni zgadzam się z opinią słynnego znawcy jego twórczości Fritz'a Senn'a: „Denerwują mnie wszelkie ostateczne rozwiązania, wszystko co brzmi jak dogmat, a to właśnie Joyce wydaje się być środkiem przeciwko wszelkim tego typu wyobrażeniom i pomysłom." Nie jest to łatwa sztuka i dlatego twórczość największego pisarza naszych czasów sprawia tyle trudności i jest tak wymagająca.  Bez rutyny, schematów i łatwych odpowiedzi na najistotniejsze pytania. Joyce podjął wyzwanie i dał wyczerpujące świadectwo nam wszystkim.</p>
<p style="text-align:left;">W milczeniu siedząc na wzgórzu w okolicach wieży Montello skąd rozpoczyna się podróż Ulissesa po bezmiarze czasu i przestrzeni, wdychając majestatyczny krajobraz i topiąc myśli w głębinach morza w towarzystwie Sidhe'ów - strażników irlandzkich lasów i jezior, oddałem  hołd mistrzowi. Zdając sobie sprawę, że jak Bloom każdego dnia kontynuuję podróż do mitycznej Itaki obcując z każdym krokiem z wielką tajemnicą.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jam SKP'08]]></title>
<link>http://pozytyw.wordpress.com/?p=98</link>
<pubDate>Sun, 15 Jun 2008 14:59:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>Bercik</dc:creator>
<guid>http://pozytyw.wordpress.com/?p=98</guid>
<description><![CDATA[Zaspałem, spóźniłem się, a gdy już dojechałem okazało się, że nie ma rowerów i desek. Są]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zaspałem, spóźniłem się, a gdy już dojechałem okazało się, że nie ma rowerów i desek. Są tylko rolki. Fot mało i raczej bez rewelacji.<br />
<img src="http://pozytyw.wordpress.com/files/2008/06/skp.jpg" alt="" width="720" height="1980" class="alignleft size-full wp-image-99" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=119</link>
<pubDate>Tue, 10 Jun 2008 10:50:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=119</guid>
<description><![CDATA[Paradujący geje.
Z jednej i z drugiej strony oszołomstwo w liczbie 15000, no i do tego z 2000 poli]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Paradujący geje.</p>
<p>Z jednej i z drugiej strony oszołomstwo w liczbie 15000, no i do tego z 2000 policjantów.</p>
<p>Cóż, kontrowersyjny temat. Jeśli o mnie chodzi to to dla mnie jakis abstrakt, żeby środkiem miasta..Jednych nie lubie a na drugich nie moge patrzeć</p>
<p><img src="http://i129.photobucket.com/albums/p232/syfon3/IMG_4632Kuba_Rubaj-1.jpg" alt="" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4622Kuba_Rubaj_1.JPG" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4594Kuba_Rubaj_1.JPG" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4498Kuba_Rubaj_1.JPG" alt="" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4551Kuba_Rubaj.JPG" alt="" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4577Kuba_Rubaj_1.JPG" alt="" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4446Kuba_Rubaj.JPG" alt="" /></p>
<p><img src="http://www.piropoi.pl/kuba/IMG_4531Kuba_Rubaj.JPG" alt="" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-122" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_4389kuba_rubaj.jpg" alt="" width="720" height="540" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-123" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_4667-1.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-121" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_4514kuba_rubaj-1.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-120" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_4497kuba_rubaj-1.jpg" alt="" width="719" height="502" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[polacy w uk]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=296</link>
<pubDate>Mon, 09 Jun 2008 15:05:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=296</guid>
<description><![CDATA[Polacy
Przegląd osobowości eksportowych,
czyli Londyn według Kiepskich.

P - jak pieniądze
Metro]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h1>Polacy</h1>
<h2>Przegląd osobowości eksportowych,<br />
czyli Londyn według Kiepskich.</h2>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/kurwa-y-jak-yahoo.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-155" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/kurwa-y-jak-yahoo.jpg" alt="" width="420" height="424" /></a></p>
<h2>P - jak pieniądze</h2>
<p>Metro, wieczorny szczyt. Dwóch typów - łyse głowy, nieodłączny dres i głośna rozmowa, która zwraca uwagę wszystkich pasażerów w przedziale. Rozmowa o kasie, mamonie, gotówce. Dlaczego jakiś Tomek ma więcej na godzinę niż oni, że niby lepszy. Nie - ustalają, że na pewno nie pracuje lepiej od nich, po chwili już wiedzą, znajdują powód. Przecież Tomek jest pochlebcą, wchodzi w tyłek Angolom, trochę tam angielskiego liznął i już pan wielki, pracownik roku.</p>
<p>Polacy w Londynie, nikt jeszcze tak naprawdę nie oszacował ilościowo tego zjawiska. Nikt go nie ogarnął. Wszyscy widzą i słyszą, że jest nas dużo, ba jesteśmy wszędzie - w każdym autobusie, metrze i dzielnicy. Różne rzeczy się o nas mówi, ale jedną z częściej powtarzanych jest to, że ciężko pracujemy. Bierzemy wszystko, każdą pracę, za każde pieniądze. Pracujemy do granic. Wiedzą to  Anglicy i potrafią spożytkować. „Polak jest jak wół, jak maszyna". Nie do zajechania. Czasem postrzegają nas jak tanią siłę roboczą ze wschodu, którą można wykorzystać do wszystkiego. Sprawia to wrażenie, jakby Polska był krajem Trzeciego Świata. Taka bieda, bezrobocie. Polak zadowolony, że robotę ma. Nawet trzy etaty, po szesnaście godzin dziennie. Angielscy pracownicy nienawidzą nas za to. Podnosimy poprzeczki, zwiększamy obroty,przyspieszamy tępo.</p>
<p><!--more--></p>
<p>My wyjedziemy, oni zostaną z nowymi standardami. Nieważne, jaka praca, ważne za ile. Dewiza - zarobić jak najwięcej, po trupach, do przodu. Robota jest, funty są - jest dobrze. Polak bywa oszczędny. Potrafi żywić się makaronem z tesco i tanim sosem przez tygodnie. Potrafi wynajmować łóżko z kolegą na pół, w pokoju gdzie jeszcze mieszka pięć osób. Normalnie taki pokój jest dwuosobowy. Jednak on płaci 30 funtów za łóżko. Jak zarabia 200 na tydzień to zostaje mu sporo. Na jedzenie wyda dziesięć, za autobusy nie płaci, bo kombinuje, albo chodzi na nogach. Polak potrafi mieszkać w londyńskiej toalecie publicznej przez noc, a rano iść do pracy na budowę. Pisały o tym londyńskie darmowe brukowce. Najpotężniejsza siła medialna w Londynie.<br />
Rzadko możesz usłyszeć o kimś, kto ma jakąś ciekawą pracę. Częściej tak stara się ją zaprezentować.<br />
- To nie jest Polska, tutaj trzeba zapierdalać, nie ma zmiłuj! - mówi Paweł, który od pół roku pracuje w drukarni. Paweł nie jest specjalnie zadowolony z pracy, ale ma kontrakt, gwarancję. Wieczorami może grać na konsoli i palić skręty.<br />
Michał pracuje jako drukarz w sitodruku na Tottenham. Ciężka praca. Zaczynał od zera, stawka cztery coś. Po ponad trzech latach ma za sobą kilka awansów i dziewięć funtów za godzinę. Nie lubi firmy, współpracowników i Londynu. Jakby w Polsce było normalnie wcale, by nie wyjeżdżał do tego syfu. Ale nie jest normalnie. Długo jeszcze nie będzie.<br />
Hubert „obudził się", kiedy wiózł na taczce skostniałą bryłę betonu na jednej z kolejnych budów. Magisterium z geografii. Postanowił pracować samemu. Został malarzem pokojowym. Dekoratorka to dobry biznes, Polacy mają opinię profesjonalistów, poza tym są wszechstronni. Ma zlecenia, są pieniądze. Najczęściej pracuje sam. Pieniądze inwestuje w sprzęt fotograficzny, podróże. Jest artystą fotografem. Nie ma czasu na zdjęcia. Jak wróci do Polski nie dotknie pędzla - obiecuje sobie.<br />
Sebastian miał firmę remontową na terenie Londynu, ale zdecydował się przekwalifikować. Jest elektrykiem, próbuje zdobywać kwalifikacje. Elektryka to dobre pieniądze, czysta praca.<br />
Adam ma każdego dnia próbę charakteru. Myje części maszyn drukarskich, wdychając opary rozpuszczalnika. Pracuje dla agencji. Pięć i pół funta. Nadgodzina siedem i pół. Czasem po dwanaście godzin, żona ma przyjechać potrzeba pieniędzy. W Polsce skończył wydział historii i pracował. Ledwo starczało na życie. Chce zostać w firmie, zdobyć kontrakt.<br />
Rafał naklejał ulotki domów publicznych w budkach telefonicznych w centrum Londynu. Praca nielegalna dobre pieniądze. Czasem potrafił nawet stówę wyciągnąć. Ryzyko. Dwa razy w komisariacie. Obeszło się. Jednak praca się skończyła.<br />
Oskar jest fryzjerem, pracuje w domu. Mówi, że to jest najlepszy czas w jego życiu. Jego telefon wciąż dzwoni, klienci są zadowoleni. Jedna z klientek zasiadając na fotelu, opowiada o swojej pracy. Pracuje w pocztówkach. W sumie jest nienajgorzej, większość zatrudnionych to Polacy. Nudno, ale jest praca. Trzeba się cieszyć.<br />
Rysiek pracuje na budowie u Polaka. Czasem szef zalega z wypłatą, robota ciężka. Nie zna angielskiego, nie ma żadnych papierów. Stawka poniżej najniższej krajowej. To lepsze, tam w kraju z rodziną dogadać się nie może. Tylko do wódki go ciągnie.<br />
Pieniądze zadecydowały o tym, że Piotr żyje z dala od żony i małego synka. Codziennie siada przed komputerem i rozmawiają. Trwa to już dobre trzy lata. Robi fuchy, przysyła prezenty. Myśli o nich, jednak wciąż mało, potrzeba więcej. Spędza z nimi święta. Wraca. Pracuje.</p>
<h2>O - jak oszustwo</h2>
<p>Urodziny, jednej z imigrantek. Kilka lat tutaj, dziecko, obowiązki. Jeden z gości opowiada historie o rodakach. Historie tak niewiarygodne, że trudno w to uwierzyć. Jednak znając londyńskie realia polskiej emigracji, wielce prawdopodobne. Jest bardzo stary most w Londynie, jest zabytkiem nazywa się Londyn Bridge. Grupa ludzi szoruje papierem ściernym jego powierzchnie. Przyjeżdża policja. Po angielsku nie bardzo, jakieś dukanie, gestykulacje. Mówią, że są w pracy. Ich szef to Polak, wziął od nich pieniądze na „materiały" i zawiózł do pracy. Mają pomalować Londyn Bridge. Umieją to zrobić, chcą, potrafią. Most trzeba przygotować przed malowaniem. Policjanci nie mogą uwierzyć, patrzą po sobie po nich. Pełna konsternacja.<br />
W pobliżu lotnisk można było swego czasu spotkać rodaków sprzedających po funcie darmowe mapki metra, które można wziąć na każdej stacji w ilości nieograniczonej. Inni sprzedawali kalendarzyki z darmowej gazety.<br />
Polak na ulicy, pyta czy nie chcesz kupić Oystera (elektroniczny system, używany w całym Londynie w transporcie publicznym) mówi, że Oyster jest wykupiony na cały rok, na pierwszą i drugą strefę, czyli jedna z droższych wersji. Wymachuje Oysterem przed twoim nosem. Chce osiemdziesiąt funtów. Oczywiście kłamie.<br />
Swego czasu dość głośno było o grupie polskich robotników, którzy przejęli dom klientki. Wymienili zamki i ogłosili, że ich niedawne miejsce pracy jest teraz skłotem. Brytyjskie prawo ma w tej dziedzinie pewne luki i umożliwia tego typu działania. Prawnie trwa to długi czas i właściciel mieszkania musi tolerować nowych lokatorów.<br />
Jeden z klientów wspomnianego polskiego salonu fryzjerskiego zajmował się skotłowaniem profesjonalnie. Namierzał miejsce, przez jakiś czas wrzucał ulotki. Jeżeli nikt tego nie zabierał, znaczyło jest chata. Można się wbić. Trzeba się włamać, później jednak usunąć ślady włamania i założyć własne zamki. Właściwie już wtedy masz skłot. Możesz ten skłot trochę podrasować i wynająć pokoje za dobre pieniądze Polakom. Zebrać pieniążki przez dwa miesiące i zeskłotować nowe miejsce i znów wynająć. Czysta kasa, zero inwestycji. Kilka minut strachu, co najwyżej.<br />
Victoria stadion - jeden z większych obiektów tego typu w Europie. Tutaj polscy „biznesmeni" namierzają swoje ofiary. Od razu poznają, kto z przyjeżdżających tutaj Polaków jest świeży, wystraszony, naiwny. Dalej poklepywanie po plecach, słowa otuchy.<br />
- Dobrze bracie trafiłeś, już masz pracę, mieszkanie. Nie znasz miasta, nie masz przyjaciół nie martw się. Pomogę. Załatwię. Będzie dobrze. Potrzebna zaliczka na mieszkanie, narzędzia, dokumenty. Będę za piętnaście minut. Czekaj. Czeka. Daremnie. Nad jego głową wyrasta obce miasto. W jego uszach brzmią obce języki. Nie wierzy, że to się wydarzyło naprawdę.<br />
Ryszard dostał propozycję jeszcze w Polsce. Młody bystry chłopak, rozkręca firmę remontową w Londynie. Potrzebuje fachowca. Ma narzędzia i mieszkanie. Tylko bilet musi kupić i przyjechać. Na próbę wyremontuje jego nowo zakupione mieszkanie w pobliżu Canary Wharf. Później kilka zleceń, słabe pieniądze, ogromne wymagania. Coraz mniej. Zostaje na pastwę losu bez jedzenia, papierosów. Mieszkanie szefa jest już gotowe, można się wprowadzać.<br />
Maryla chce sprzedać pracę. Praca nie jest legalna. Sprzątanie u żydowskich ortodoksów. Cztery funty za godzinę. Jak się sprawdzisz i dogadasz możesz i na cały tydzień mieć robotę. Teraz znalazła inną, lepszą. Chce osiemdziesiąt funtów. Na tekst sms'a czy jej nie wstyd robić takie rzeczy odpowiada, że każdy tutaj chce jak najwięcej zarobić i wracać do domu. Po prostu. Żadna filozofia.</p>
<h2>L - jak „Lech"</h2>
<p>W autobusie linii 230 czuć napięcie. Wszyscy pasażerowie z oburzeniem patrzą w tym samym kierunku. Oto na samym środku pojazdu w stanie totalnego upojenia alkoholowego niezdarnie próbuje zachować pion dwóch przybyszów znad Wisły. Z ich śmierdzących ust wydobywa się taki bełkot, że być może nikt z podróżnych nie rozpoznaje polskiego języka. Nie są w stanie zrozumieć samych siebie, wszystko im się plącze. Wiszą na poręczach, czasem leżą na podłodze autobusu. To, w co ludzie w autobusie najwidoczniej zupełnie już nie mogą uwierzyć, to fakt, że do tego wszystkiego są zadowoleni.<br />
W sklepie trzech panów ma problem. Kupili 0,7 i jeden upiera się żeby kupić litr popitki. Na co mu litr popitki, dziwią się towarzysze. Na takie nic, to ledwo po ćwiartce. Dyskusja toczy się zacięta. Turecki sprzedawca nie wie, o czym mówią. Wie, że są z Polski. Gdyby znał temat nie wyglądałby na tak zdenerwowanego. Doszli do porozumienia. Ćwiarteczka napoju wystarczy. W zupełności. Piją za sklepem.<br />
Gość na ulicy z polskim piwem w ręku. Sto procent pewności. Polak z „Lechem" w dłoni to widok dość powszechny. Polskie piwo można kupić w każdym „off licence". Młody architekt z Gruzji, który w Londynie zajmuje się pakowaniem płyt DVD pyta - czy wszyscy Polacy piją codziennie, bo ci, którzy pracują wraz z nim tak robią.<br />
Duża ulica, przy Manor Hause. Na chodniku rodak. Z ust cieknie piana w oczach szaleństwo, mówi po polsku do każdego przechodnia. Krzyczy, pluje. Wreszcie wymiotuje wprost na swoje nogi.</p>
<h2>A - jak arogancja</h2>
<p>- Jadę rano autobusem, rozglądam się i jestem jedynym białym. Reszta to czarnuchy, ciapci, całe kołatajstwo - mówi Piotr podczas przerwy na lunch w fabryce. „Ciapaty" - to określenie wymyślone przez Polaków, określa Turków, Hindusów i mniej sprecyzowaną część mieszkańców Bliskiego i Dalekiego Wschodu.<br />
Większość Polaków żywo komentuje londyńską wielo - kulturową rzeczywistość. Nie podoba im się. Słuchy ich dochodzą, że w Polsce jakieś żółtki i Rumuni, że syf się robi tak jak tu. To nie dobrze.<br />
Michał idzie grać w piłkę do jednego z londyńskich parków. Jest z kolegami z Polski. Widząc grupę czarnoskórych rozgrywających mecz na cały regulator krzyczy: „Czarnuchy!" W pracy też miał zatarg z jednym czarnuchem, mówi, że to debil, ciota nic nie potrafi. Rzuca w niego butem, wyzywa, prześladuje. Angole dla niego to kretyni, zero kultury, zwykłe buractwo. Cieszy się, że z roboty odchodzi jeden arabski debil z Pakistanu. Przecież to nic manier, przystosowania, polotu. Znalazł mieszkanie w białej dzielnicy, nie ma tego robactwa jak tam gdzie mieszkał wcześniej. Londyn ocenia negatywnie. Smród nic poza tym. Na wakacje jedzie na Mazury. Zaszyje się w ustronnym miejscu. Musi odreagować, tam nie ma brudasów.<br />
Metro linii Victoria, ósma rano naprzeciw jednego z pasażerów siada dwóch obywateli Rzeczypospolitej. Przez kolejne dwadzieścia minut ich głównym zajęciem będzie komentowanie, wyglądu, twarzy i zachowania chłopaka na przeciwnym fotelu. Żenujące komentarze przerywają gromkie salwy śmiechu.<br />
Polacy z pogardą odnoszą się do innych społeczności imigrantów. Czują się lepsi, mądrzejsi, bardziej wyedukowani. Ich kobiety są ładne, a kraj ma góry i morze. Wyśmiewają akcent i sposób życia. Nim porozmawiają, poznają coś nowego już mają gotowe zdanie, opinię. Uwielbiają snuć historie, w których to oni na tle tego kolorowego pospólstwa wydają się być światłymi obywatelami zjednoczonej Europy.<br />
Zresztą Londyn doskonale wpisuje się w hasło „Teraz Polska". Są dziesiątki polskich sklepów. Duże sieci wyposażyły swoje półki w polskie produkty. Banki oferują obsługę w języku polskim. Operatorzy telefonii prześcigają się w ofertach skierowanych do Polaków. Wszyscy wiedzą, że polskie jedzenie jest dobre, konkurencyjne, zdrowe. Wiele urzędów jest przygotowanych na przyjmowanie polskich petentów. Już wkrótce język angielski przestanie dla Polaków być barierą. Wszystko będzie po polsku.<br />
Dwie siostry pochodzą z Gdańska. Są wykształcone, mówią bardzo dobrze po angielsku. Realizują się zawodowo. Studentki prawa i stosunków międzynarodowych. Nie mogą już znieść mieszkania w tym getcie, z tymi ludźmi. Jak na wsi, trzeci świat. Arabusy, Turasy, Ciapaci te ich spojrzenia, maniery, ten ich smród. Chcą mieszkać w centrum Londynu, może drożej, ale czysto i co najważniejsze mieszkasz wśród normalnych ludzi. Oczywiście z dala od Polaków.</p>
<h2>C - jak cwaniak</h2>
<p>Drukarnia. Paweł widzi, że jest dwóch nowych z agencji Jedyne dwadzieścia funtów od łebka i pogada z menadżerem o kontrakcie dla nich. Tych dwóch to Patryk i Przemek są w Londynie od niedawna. Są nadgorliwi, chcą się wykazać, przypodobać. Język nie jest ich mocną stroną jednak się starają. Odżywiają się skromnie chleb, masło, kisiel. Nie ma, co szaleć. Trzeba oszczędzać. Patryk jest po szkole medycznej, myśli o pracy w pogotowiu tutaj na miejscu. Paweł drwi z nich, rzuca chamskie dowcipy. Wie doskonale, że takie fajtłapy nie mają szans na kontrakt.<br />
Krystian ma plan, potrzeba cztery tysiące funtów. To najlepszy biznes. Wynajmujesz trzy chaty i podnajmujesz. Normalnie w takiej chacie mieszka maksymalnie osiem osób, ale ty ulokujesz tam piętnaście. Po trzy, cztery łóżka na pokój. To jest żywy pieniądz. Inwestycja to opłacenie depozytów. Mieszkasz za darmo, bo Polaczki płacą i nic nie tracisz, bo chaty są wynajęte.<br />
Na londyńskich lotniskach nikt nikogo dokładnie nie sprawdza. Jak mówi Krzysiek - Wielu ludzi ma wyroki w Polsce, więc zawijają tutaj.  Taka faza. I co tu robią? To, co w Polsce. Sam kupiłem dobrego laptopa za grosze. Komórka, aparat - nie ma sprawy. Ziomale mają wszystko.<br />
Robert normalnie pracuje jako builder (budowlaniec), jednak dorabia trochę na „towarze". Białe, zielone, pigsy. Co potrzebujesz? Ma tanio, duże działki. Zawsze jakaś kaska wpadnie.</p>
<p>Sebastian: „Wielu przyjaciół, którzy tu przyjechali nie będzie już tymi samymi ludźmi. Londyn ich zmieni. Staną się zachłanni na pieniądze, bezwzględni. Nie poznasz ich. Będziesz chciał zapomnieć."</p>
<h2>Y - jak Yahoo*</h2>
<p>Koncert Stanisława Soyki. Pełna sala. Artysta prezentuje sonety. Publika tupie, krzyczy, że sonety nie. Chce czegoś innego. Chce przebojów. Chce klaskać, śpiewać i krzyczeć. Chce zabawy, lekkich piosenek. Sonety są nudne.<br />
Znajomy Brazylijczyk prosi o pomoc przy napisaniu listu w języku polskim. List ma być skierowany do jego współlokatorów. Mówi, że prawdopodobnie nie rozumieją jego próśb, by zachowywali się w sposób cywilizowany. Albo udają, że nie rozumieją po angielsku. Jest na granicy wytrzymania.<br />
Co tam angielski...Język polski, jaki pobrzmiewa w Londynie jest czasem na granicy zrozumienia nawet przez Polaka. Są to wpół cięte wyrazy, zdania ni to slang ni to angielski. Niedokończone słowa, wykoślawiane określenia. Króluje „Kurwa". To słowo już znają wszyscy. Soczyste „kurwa" każdego dnia usłyszysz na pewno. W miejskim zgiełku ogromnego miasta „kurwa" znajdzie ciebie. Dogoni. Przypomni, kim jesteś. Rodacy wracający z budowy w upapranych ciuchach, popijający zimnego browara zasiądą obok ciebie. Schowasz do plecaka polską książkę. Sprawdzisz czy nic cię nie zdradzi. Jesteś jednym z nich. Jesteś Polakiem.</p>
<p>To nie jest przyjemne uczucie.<br />
* w slangu „wieśniak"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Noc w muzeum]]></title>
<link>http://wielgus71.wordpress.com/2008/06/07/noc-w-muzeum/</link>
<pubDate>Sat, 07 Jun 2008 07:59:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Karlos van der Z.</dc:creator>
<guid>http://wielgus71.wordpress.com/2008/06/07/noc-w-muzeum/</guid>
<description><![CDATA[Stuletnie mury, rury, wagoniki&#8230; rozpalone koksiaki. Podłoga w łaźni wygnieciona dziesiątka]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Stuletnie mury, rury, wagoniki... rozpalone koksiaki. Podłoga w łaźni wygnieciona dziesiątkami tysięcy bosych stóp spracowanych mężczyzn. Stara kopalnia urzeczywistnia czas przeszły. Materializuje go. Nie wiem, kto wpadł na pomysł opowiedzenia tam historii o miłości i radości, niespełnieniu, bezsilnym cierpieniu i śmierci. On i ona. Odnajdują się, kochają, czerpią z tego siłę po to, żeby nie mieć siły bez siebie żyć. Historia stara jak świat. W kopalni starej jak świat. </p>
<p>&#160;</p>
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-1.jpg"></p>
<p><img src="http://www.jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-2.jpg"> </p>
<p><img src="http://www.jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-7.jpg"> </p>
<p><img src="http://www.jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-4.jpg"></p>
<p><img src="http://jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-3.jpg"></p>
<p><img src="http://www.jacekzych.pl/foto/noc-w-muzeum/noc-w-muzeum-8.jpg"></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[russian roulette]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 17:54:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[W ostatnim czasie mialem niespokojne zycie, jestem troche zmęczony.
wydaje mi sie ze moja działaln]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnim czasie mialem niespokojne zycie, jestem troche zmęczony.</p>
<p>wydaje mi sie ze moja działalność zmieniła sie z robienia pojedynczych zdjęć, w coś bardziej złożonego i konkretnego. To chyba dobrze dla mnie, choć tutaj będzie się to pojawiało falami i w odstępach.</p>
<p>Teczkę do łodzi już złożyłem, to był też ciężki dzień, ostatni moment (biegłem przez łódź z wielkim ciezkim plecakiem na plecach, bo okazało się, że pani w sekretariacie postanowiła wyjść godzinę wcześniej niz bylo planowane) Zgubiłem też dowod osobisty ale ktoś znalazl : P W teczce były zdjęcia Pani Jani, i właśnie graficiarze.. Ja sie tam chce dostać! Jak pomyślę o sobie, zdającym tam rok temu, to absolutnie bym się nie przyjął.</p>
<p>Jeszcze w weekend mi sie wydawało ze jestem wypalony wszystkim, ale teraz to już sam nie wiem. Może nie jest tak źle.</p>
<p>Czeka mnie jeszcze zaliczenie całej sesji w szkole (która dzisiaj się zaczęła) a nie mam nic.</p>
<p>Te pociągi były hardkorowe, schudłem 5 kilo w tydzien. Trudny bardzo temat</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-114" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_3254poprawkakolorpress1.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-115" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_3301kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-112" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_3191kuba_rubajmalepress.jpg" alt="" width="720" height="480" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-111" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/06/img_3178kuba_rubajpress.jpg" alt="" width="720" height="512" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[23]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=259</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 14:58:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=259</guid>
<description><![CDATA[„Dawno minął czas przenośnych, ruchomych państw, których historia polegała na nieustającej ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><em>„Dawno minął czas przenośnych, ruchomych państw, których historia polegała na nieustającej teraźniejszości. Dzisiaj nie ma już, dokąd pójść, żeby zacząć wszystko od nowa, i dlatego żyjemy zakorzenieni w przeszłości, które przesiąkają nasze terytoria, tak jak legowiska zwierząt przesiąkają ich zapachem".</em></p>
<p style="text-align:center;">Andrzej Stasiuk</p>
<h1>ŻYCIE ZACZYNA SIĘ NA FULHAM</h1>
<h2>Czyli komediodramat emigracyjny</h2>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/23fulham.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-323" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/23fulham.jpg" alt="" width="400" height="266" /></a></p>
<p>Taksówkarz milczał całą drogę. Jedyne, co go interesowało to małe urządzenie przymocowane do przedniej szyby, które mówiło mu jak ma jechać, by dowieźć dwójkę Emigrantów na Fulham. Będą tam wynajmować pokoik z własną łazienką na piętrze. Cudownie. Błyskotliwy awans społeczny - co za odmiana. Strefa numer dwa. Okno z widokiem na park i trzy minuty do stacji Fulham Broadway. Pod nosem dobrze zaopatrzony sklep „Planet organic" i włoska restauracja z pizzą na cienkim cieście. Już wcześniej ustalili między sobą, że w centralny Londyn emanuje pozytywną energią. Poziom afirmacji codzienności osiąga tak dużą częstotliwość, że nawet przypadek skrajnie depresyjny nie zdoła zaprzeczyć, że życie jest jednak piękne i krocząc ulicami zacznie entuzjastycznie odwzajemniać uśmiechy spotykające go na każdym kroku.<br />
Zatem życie zaczyna się na Fulham. W domu z numerem 23. To magiczna liczba. Dowody - jeden cykl ludzkich biorytmów liczy 23 dni. Krew okrąża ludzki organizm w czasie 23 sekund. Od każdego rodzica dziecko otrzymuje 23 chromosomy. Dzieląc dwa na trzy otrzymamy 0,666. I tak dalej. Zatem mieszkanie pod numerem 23, też nie może być „zwyczajne". I nie jest.</p>
<p><!--more--></p>
<h2>Scena pierwsza</h2>
<p>But typu „damski kozak" na stole w kuchni. Centralnie. Kulturowo - estetyczny szok. Para Emigrantów przeciera oczy ze zdziwienia i niedowierzania. Jak to?! W kuchni z jedzeniem, na stole - but! Tego jeszcze nie grali w ich emigracyjnym serialu. Jednak ten wycięty z kontekstu kozak ma swoją historię. Należy do B. właścicielki domu, ich nowego landlorda. B. ma daleko posuniętego „luza", jeżeli chodzi o porządki i zachowanie higieny. Po prostu reprezentuje inny styl prowadzenia gospodarstwa domowego. Styl artystyczny. Barok - wszystkiego wszędzie dużo. Emigranci mają przy drzwiach do pokoju konia na biegunach, w szafkach gry planszowe i strategiczne, skarpetki i czajnik. B. z żalem informuje, że niestety nie ma gdzie tego poupychać, musi zostać w ich pokoju, gdzie na wyposażeniu mają również wyłączoną lodówkę, zasłony, których się nie da odsłonić, stuletnie łóżko wydające całą gamę industrialnych dźwięków i niewiarygodnie psychodeliczną tapetę rodem z filmu „Las Vegas parano" z J. Deep'em. Na schodach całe sterty magazynów, książek, gazet, przewodników, albumów i tysiąc innych „potrzebnych" rzeczy. Zatem jak na poligonie. Droga do kuchni to ekspedycja, która wymaga zaplecza logistycznego i determinacji. Jednak samo przedarcie się do kuchni nie gwarantuje sukcesu w postaci posiłku. W tym domu nic nie jest tym, czym się wydaje. Kuchenka to zjawisko niemal organiczne. Żywe kultury bakterii. Pokłady składników potraw przyrządzanych dawno temu tworzą, wielokolorowe mozaiki. Lodówka wypchana do granic jedzeniem, którego nikt nie je, zmywarka do naczyń zapełniona talerzami, których nikt nie myje, a pralka wypełniona rzeczami, których nikt nie pierze. I to wszystko czeka na lepsze czasy. Ale nikt prócz Emigrantów nie ma z tym kłopotu. B. popija spokojnie czerwone wino, ciesząc się ciepłem tlącego się kominka. W. i L. jej nastoletnie dzieci oglądają film na ogromnej plaźmie. W telewizji kablowej tysiąc kanałowej. Samo przejrzenie propozycji to dobra godzina. Najczęściej nadają Nic w systemie dolby. Jeżeli zawierzyć Emigrantce, że twoje najbliższe otoczenie odzwierciedla twoje wnętrze, to w wypadku tego domu, aż strach pomyśleć. Jednak tylko pozornie, gdyż „barokowy dom nr.23" funkcjonuje całkiem dobrze. Wymaga elastycznego umysłu, zwinnego ciała i dużej dozy tolerancji.</p>
<h2>Scena druga</h2>
<p>B. pomalowała podłogę w salonie na biało. Naprawdę to było dla niej niełatwe zadanie w wieku prawie pięćdziesięciu lat. Podłoga wygląda pięknie. B. może zadowolona udać się na przyjęcie do znajomych. Na chwilę zapomnieć o roli matki i gospodyni.</p>
<p>Po powrocie awantura. Winny temu rabanowi kuli się pod stołem. Ma cztery łapy i lśniące oczy.  Nazywa się Rufi. Rufi to pies. Pies, który zrobił kupę na podłogę. Nie wiedzieć, czemu wybrał podłogę w salonie. Biały kolor to podobno symbol oczyszczenia. Jednak atak gniewu B. nie trwa długo. Zaraz idą na spacer do pobliskiego parku i jak zwykle Rufi wraca z badylem w pysku. Patyki to jedna z jego namiętności. Potrafi przytaszczyć gałąź o długości dwóch metrów. Spacer polega na rzucaniu badyla. Druga namiętność to cienie na podłodze i ścianach. Jest w stanie godzinami podskakiwać i szczekać na pomroki, które z chwili na chwilę ulegają deformacji. Ogród to jego prywatna do użytku osobistego ubikacja. Zatem czynność popijania porannej kawy przez Emigranta w „cudownym" ogrodzie również wymaga koncentracji. Dzieci, jak to zwykle chciały psa, ale nie chciały spacerów. W. woli pograć w football menager, a L. preferuje seriale o rozwrzeszczanych nastolatkach klasy średniej. Rufi śpi jak człowiek na plecach i targany przez wewnętrzne impulsy macha dziko wyciągniętymi łapami. Czasem również je jak człowiek. Częstuje się wszystkim ze stołu, jednak zapomina o talerzu i sztućcach. Konsumpcję kończy na podłodze. Tak było ze świątecznym indykiem. Nie ma, co porównywać z bezzapachową karmą dla psów. Emigranci pokochali go od razu. Idealnie pasuje do domu nr. 23. Odwzajemnia miłość skacząc na nich, kiedy wchodzą do domu iwymuszając łapą pieszczoty podczas śniadania.</p>
<h2>Scena trzecia</h2>
<p>Scena w korytarzu. Emigrant po ciemku słyszy trzask pod stopami. Szkło. Zdjęcie W. i L. Może pięcioletnie krągłe dzieciaki o rozbrajających uśmiechach. Bardzo dobry portret. W całym domu są ich zdjęcia. Z wakacji, przy choince, w parku, nad wodą, całe mnóstwo portretów. Fotografia i dzieci to miłość B. Ma dobre oko i wrażliwe serce. To widać.<br />
Czasem siada wraz z Emigrantami i rozmawiają o życiu. Napiją się dobrego wina, pooglądają shopping canal. Ktoś w końcu włączy zmywarkę, ogarnie stół, czy doleje wody Rufiemu. Razem stanowią taką trochę dziwną „rodzinę". Dla Emigrantów wejście w życie domu nr. 23 z całą jego historią i inwentarzem to było dziwne doświadczenie. Stali się częścią sagi rodzinnej. Mimowolnie odkryli Londyn w zupełnie innym świetle. Zrozumieli, że wszyscy szukamy tego samego. I na swój sposób próbujemy być szczęśliwi.<br />
B. jest mądrą kobietą, która musi podołać tylu rzeczom, że nie sposób ich wyliczyć. Jest sama po rozwodzie. Nie umie naprawiać kranów, nie ma czasu na pedantyczne porządki. Ma momenty słabości, kiedy jak każdy w jej sytuacji traci panowanie nad własnym życiem. Jednak jest i stara się być dobrą matką. Dbać o dzieci w trudnym wieku i szalonego psa. Do wszystkiego ma stosunek sentymentalny, co odzwierciedla cały jej dom. Tysiące rzeczy „nieużytecznych" jednak ważnych. Przez te wszystkie lata to rosło. Przekładane z miejsca na miejsce.<br />
Ten dom kupiła dawno temu. I to ciekawa historia. Gdyż mieszkała w pobliżu i w tej samej okolicy chciała znaleźć większe mieszkanie. I pewnego razu jej kot nie wiedząc czemu przyszedł do domu nr. 23. Później zadzwoniła agentka z biura nieruchomości, że znalazła dla niej mieszkanie. To był ten sam dom. Numer 23.</p>
<p>Magiczny numer.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ojczyzna]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=256</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 14:47:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=256</guid>
<description><![CDATA[Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dot]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><em>Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,<br />
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,<br />
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.<br />
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,<br />
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.</em></p>
<p style="text-align:center;">Czesław Miłosz</p>
<h1>OJCZYZNA</h1>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/ojczynazaj.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-257" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/ojczynazaj.jpg" alt="" width="420" height="193" /></a></p>
<p>Najpierw zobaczyłem jej twarz. Delikatny uśmiech na szybie wagonu metra. Oczy anioła. On odwiedził mnie kilka godzin później - ubrany w mundur koloru khaki, zasalutował i stał w milczeniu. Spływały po nas ciężkie krople deszczu, a ziemia pachniała wiosną.</p>
<p>Rankiem wiedziałem już, że czas opowiedzieć tą historię.</p>
<h2>Sól ziemi</h2>
<p>Pierwszy obraz to pokryte szronem okno i bulgoczący na starej kuchni miedziany czajnik. Jego pomarszczone spracowane ręce rysujące nożem znak krzyża na bochenku chleba. W oddali falujące szkielety drzew pokryte śniegiem i kryształowe zimowe niebo. Cisza. Nad starym telewizorem Maryja z dzieciątkiem u piersi, a obok kalendarz, który gubił dni jak liście. Co rano on wydzierał jedną kartkę i wrzucał do pieca. Później szedł z wiadrem po wodę do studni, a wokół jego nóg radośnie krzątał się mały rudy pies. Kiedy wyjeżdżał do dużego miasta do córki i wnuków ten kundel wyczekiwał go na przystanku PKS-u. Od kiedy Aniela odeszła byli tylko we dwójkę. Dni mijały wolno wypełnione pracą i wizytami na cmentarzu, gdzie ona czekała na niego, a formalności były już załatwione. Ukłon dla księdza, co po mszy chodził w gumiakach i doglądał krów. Zakupy w spółdzielni - chleb, zapałki, sól. Od wojny kulał na lewą nogę, bez roweru ani rusz. Byłby jej nie miał gdyby nie niemiecki chirurg, jak go wzięli w niewolę po obronie Warszawy. On mu tę nogę uratował, znał się chłop na robocie. Kiedy się pogoda zmieniała to cholernie go rwał ten kulos, musiał Zygmunt ją maścią z orzechów smarować.</p>
<p><!--more--><br />
- Wojna, szkoda gadać Panie, straszne. Wszystko na oślep w tej Warszawie. Krew rynsztokami płynęła. Ja byłem celowniczym przy CKM-ie, jednak granat nas trafił to tego Władzia na strzępy rozerwało, tak samo Józka, co niedaleko z Starachowic pochodził. Dobre chłopy były. Tylko ja się ostałem jak ta kaleka. Jednak słowa nie powiem Niemcy też ludzie. Aniele mi z więzienia Bauer uratował jak na śmierć ją prowadzili.<br />
Aniela to była jego żona. Osiem lat będzie jak już w ziemi. Poznali się w Niemczech na robotach. Ślub był na klepisku po kryjomu. Po wojnie już z księdzem, obrączkami, gośćmi i poczęstunkiem pod tym dużym kasztanem, co przed chałupą stoi.<br />
- Ją to do wiezienia za suknie wzięli Panie. Od jednej Niemki przydziałn dostała, bo tylko tak wtedy można było. Zatrzymali ja żandarmi jak przez wieś z tą kiecką jechała. Od razu do celi, po kolana w wodzie. Na zmarnowanie już była. Bo oni jak psa człowieka traktowali, gorzej nawet. Ten Niemiec, u którego pracowałem to był chłop na miejscu. Jak Ruscy weszli dali mi karabin i mówią, że jak chce to mogę tego Rudolfa - tak mu zdaje się było - na miejscu kropnąć. Nie - mówię. Nie zabiję, to dobry chłop i wy mu też krzywdy nie róbcie, bo jak trzeba było to pojechał ze szynką i wódką i Anielkę z więzienia wydostał. Po tym więzieniu to ona się strasznie najadła - umarła by prawie od tego. Oni jej tam zdrowie złamali.<br />
Sam kilka miesięcy w obozie spędził niedaleko Frankfurtu. Ziemie kopali dzień w dzień. Od deszczu to się zrobiła twarda glina. Brukiew gotowana do jedzenia i chleb czerstwy. Jak który już kopać nie mógł to hitlerowiec butem mu głowę w tym błocie trzymał tak długo, aż się nie udusił. Nawet kuli im było szkoda. I stamtąd to go Rudolf zabrał do roboty. Było, za co dziękować. Aniela pracowała u Niemki dwie wsie dalej. Tak się poznali. „Polska" - pamięta tą tablicę jak po wyzwoleniu wracali na wozach z tym ich „dobytkiem" pożal się Boże. On nie chciał wracać, bo słuchy chodziły, co to za wolność teraz będzie. Jednak ona do ojca i gospodarstwa chciała. Tam dom był  z podwórzem i kilka akrów ziemi. Urodziła mu trójkę dzieci. Szóstka rodzeństwa do spłaty była. Tymi dwoma rękoma - niczym więcej tę ziemię kupił.<br />
- Ziemia Panie, to matka. Ona nam życie daje i o nią dbać trzeba.</p>
<h2>Biały koń</h2>
<p>Lato obrodziło tamtego roku. Duch zesłał urodzaj, fale pękatych kłosów tańczyły na wietrze. Sad pachniał jabłkami, które zbierało się do wiklinowych koszy. Stara klacz czekała u wozu, a Zygmunt ostrzył kosy na pniu topoli. Aniela piekła ciasta drożdżowe i myła truskawki na knedle. Z komina kuchni letniej biły kłęby szarego dymu. W cebrzyku w kankach stało świeże poranne mleko, a za kurami po podwórzu biegał dziarski kogut. Wielka drewniana stodoła otwarta na przestrzał, a za wrotami od południa młode akacje i pola. Słońce nikło za horyzontem zalewając wszystko czerwienią. U sąsiadów było bicie, córka za mąż szła. Podwórze wypełniał zapach wędzonej szynki. Spać się chodziło wcześnie a wstawało o brzasku. On wsiadał na rower po ósmej i jechał po sprawunki. Wtedy lubiła sobie usiąść w fotelu w małej izbie i zapalić. Ganiał ją za to. Innym razem brała starą książeczkę do nabożeństwa i w milczeniu z zamkniętymi oczyma siedziała bez ruchu. Pamięta jak się toczyła po ziemi na tym podwórzu jak matka nagle umarła. Dziki płacz do nieba. Włosy z włosów rwali. Ojciec kaleka i siódemka małych brzdąców. Dziewięć lat wtedy miała. Trzeba było się wszystkiego uczyć. Na nic innego nie było czasu. Mała Anielka chciała do szkoły, ale na trzech klasach powszechnej się skończyć musiało. Jedynie brat do gimnazjum poszedł. Później oficerem został i w Oświęcimiu mu numer na ręce wytatuowali. Cudem uciekł z transportu jak ich na jakieś roboty wieźli. Syn, co na TIR-ach jeździ dba o nich. Przywozi im wino Ciociosan, syropy w puszce, papierosy a ostatnio nawet kuchnie z RFN-u im sprezentował, w której trzy drożdżowce możesz naraz zrobić. Pamięta jak go Zygmunt jak mały Rysio jeszcze do szkoły chodził niesłusznie ukarał. Bo nauczyciel powiedział, że pióro ukradł wieczne koledze. Klęczał godzinami na grochu z cegłami w rączkach i łzami się zalewał i krzyczał do ojca, że to kłamstwo. I jak się później okazało to tak było. Sam dyrektor szkoły Zygmunta za to przepraszał. To był cios dla niego, tak syna niesłusznie ukarać. Kupił mu pióro wtedy, żeby do szkoły miał i na polu płakał, że krzywdę dziecku zrobił. Zygmunt złote serca ma, ale nerwowy jak diabli i surowy jak dla siebie - mówiła.<br />
Gdy umierała po wylewie bez przytomności trzymał ją za rękę mocno i powiedział:<br />
- Żono, jeżeli mnie słyszysz proszę spójrz na mnie...<br />
I ona wtedy jak mówił odwróciła głowę w jego stronę i rzeczywiście popatrzyła na niego, chwilę potem zgasła i jej dłoń stała się zimna w jego garści. W tym dniu wszystko się zmieniło, a on nie szukał już innej kobiety, choć mógłby, bo jak później u córki w mieście mieszkał to niejedna mu propozycje składała. Wzięli go do miasta, bo zachorował strasznie i gdyby nie przyjechali to by umarł na pewno. Ale to nie było już życie w tych betonowych klatkach, gdzie tyle tych schodów. Wygoda to i owszem do ustępu, blisko, bo za ścianą, woda w kranie, gaz - nie to, co u niego na wsi. Może i nawet lepiej na stare lata. Sam nie wie. Czasem lubił iść na stacje - to tam gdzie wsiadają do tramwajów. Siadał sobie na ławce i nie mógł się na dziwić, jaki ten świat dzisiaj inny - nowoczesny, zabiegany i nerwowy. Pocieszało go to, że już nie długo, bo nic już nie rozumie i miejsca już tu dla niego nie ma, bo ludzie już ze sobą z dwóch końców świata przez telefony bez kabla gadają, albo wnuk  w komputerze mu zdjęcia jego pokazuje, choć on już na oczy ledwo widzi. To za dużo.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/zygmunt_aniela.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-258" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/06/zygmunt_aniela.jpg" alt="" width="420" height="306" /></a></p>
<p>Tam w nocy wieś była głucha a gwiazdy błyszczały. Czasem w sobotę siadano w pobliżu szosy na pniach starych akacji i snuto magiczne opowieści. Aniela opowiadała o białym dzikim koniu galopującym po polach z długą grzywą rozwiewaną przez wiatr. To był duch tej ziemi. Czysty jak łza. Zygmunt, kiedy pola pokrywała mgła zmierzchu czasem widywał chochoły i zjawy. Biegały w łanach zbóż bardzo szybko, a psy ujadały szaleńczo. Duchy zmarłych błądziły po podwórzach, a nad drzwiami wieszano krzyże i czosnek. Kiedy ludzie są dobrzy i szanują ziemie, wtedy te dobre duchy ujawniają się, a złe trzymają z daleka. Jednak z tym już koniec, ludzie nie wierzą, nie widzą i wydaje im się, że są mądrzejsi, bo mają duże telewizory. Czasem wyszedł na balkon w tym dużym mieście i patrzył na rzędy okien pobłyskujące poświatami ekranów. Coś się skończyło i czuł, że jego czas nadchodzi.<br />
Święto zmarłych. Zygmunt stoi na polu ze łzami w oczach. Domu już nie było, pozostało jedynie rumowisko ze strzaskanym obrazem Jezusa w łodzi, która dobija do brzegu. Gdzieś pod gruzami leżą jego medale w czerwonych pudełkach i zielony mundur kombatanta. Podwórze zarosło chwastami, a w stodole na lnianych sznurach wiszą zbutwiałe od deszczu suknie Anieli. Studnia wyschła, a drewniane płoty przewrócił wiatr. Na polach wypasają się teraz krowy dzierżawcy, a na szosie zamontowali latarnie. Na cmentarz nie przychodzą koledzy, bo wszyscy już tam leżą. Czas dobiega końca.<br />
Dzień pogrzebu. Był sztandar i łamiący się glos księdza proboszcza. Garść ziemi z jego pola głucho uderzyła o deko trumny. Powietrze za stodołą było ciężkie, a młode brzozy uginały się w żałobie. Rodzina rozmawiała o okolicznościach i sprawach majątkowych.</p>
<p>Pozostała jedynie pamięć - dwa małe kamyki i refleksy światła na twarzy Jezusa w łodzi dobijającej do brzegu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ulica to moja matka - krajobraz bezdomności]]></title>
<link>http://kamilwszolek.wordpress.com/?p=17</link>
<pubDate>Fri, 30 May 2008 10:51:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kamil Wszołek</dc:creator>
<guid>http://kamilwszolek.wordpress.com/?p=17</guid>
<description><![CDATA[
Widok bezdomnego z kolejowego dworca zna chyba każdy. Brudny i śmierdzący jest tak odmienny od i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" src="http://kamilwszolek.wordpress.com/files/2008/06/bezdom.jpg" alt="" width="497" height="200" /></p>
<p style="text-align:left;"><strong>Widok bezdomnego z kolejowego dworca zna chyba każdy. Brudny i śmierdzący jest tak odmienny od innych, że zastanawiają się, czy „człowiek” to jeszcze odpowiednie dla niego określenie. Ale to nie jedyny obraz bezdomności.</strong></p>
<p>Salvatore ma 32 lata. Wychował się w domu dziecka w Zabrzu-Helence. Sprawiał kłopoty. Pół roku przed 18. urodzinami wysłano go do zakładu wychowawczego pod Krakowem. Pobił się z wychowawcą, więc go wyrzucili. Tak na bruk. - Opiekunowie twierdzili, że jestem ich porażką pedagogiczną i że zachowuję się skandalicznie. Fakt, aniołem nie jestem i nigdy nie byłem. Ale ja żadnych wzorców nie miałem. Matkę poznałem, gdy umierała. Ojca nie znam. Mój kolega z bidula został policjantem,<br />
ja wpadłem w konflikt z prawem - opowiada.</p>
<p>Przez rok po wyjściu z podkrakowskiego ośrodka błąkał się po kraju. W końcu znalazł pracę w Gliwicach. Zakwaterowano go w hotelu. Niedługo potem dostał mieszkanie zakładowe. Niestety zmarnował szansę na normalne życie. Trafił do więzienia. Kiedy wyszedł na wolność, robotnicy wymieniali właśnie zamki w drzwiach jego mieszkania. Drugi raz w życiu został wyrzucony na bruk. Ale właśnie dostał kolejną szansę. Czy z niej skorzysta?</p>
<p>Przyczyny bezdomności są niezwykle różnorodne. W rządowych raportach najczęściej wymieniane są: alkoholizm i narkomania, utrata kontaktów z rodziną, zamykanie hoteli robotniczych, eksmisje. Człowiek, który traci dach nad głową zazwyczaj nie wie, gdzie może się udać po pomoc i w ten sposób trafia na dworzec. Jeśli nie będzie uciekał przed służbami porządkowymi, te odwiozą go do któregoś z ośrodków dla bezdomnych. Wydawałoby się, że to najlepsze rozwiązanie. Jednak, jak pokazuje praktyka, nowi pensjonariusze nie zawsze są zadowoleni z faktu zakwaterowania ich w ośrodku.<br />
- Mógłbym pójść do ośrodka dla bezdomnych, ale jako były wychowanek domu dziecka i więzień mam mieszane uczucia co do takich placówek. Domy noclegowe tak naprawdę nie pomagają. Człowiek jest traktowany w takiej placówce jak "sztuka", której trzeba udzielić biernie schronienia, nakarmić... Takie domy nie pomagają stawić czoła życiu za jego murami (nie chciałbym tu w swoim artykule generalizować wszystkich takich miejsc w Polsce). Bezdomni żyją tam we własnym świecie, odcięci od rzeczywistości rozmawiają tylko z sobą – są jakby dużymi dziećmi, usidleni<br />
i ograniczeni do posiłku oraz noclegu. Brak dla nich mieszkań "treningowych", socjalnych. To są "domy dziecka dla dorosłych". Wielu bezdomnych, tak jak ja,<br />
ma zwichnięte umysły poprzednimi przeżyciami, nie potrafią tak naprawdę długofalowo planować życia, planują życie z dnia na dzień. Wegetując...</p>
<p style="text-align:left;">
<p>Ulico codzienności, szara, zwykła, brudna...<br />
karmiąca mnie co dzień, tuląc swym chłodem.<br />
Po bruku codzienności prowadzisz mnie co dzień<br />
ulico moja matko przy tobie jestem zawsze.<br />
Hausty życia od świtu do nocy, brzęczące talary dajesz do pomocy<br />
błyszczysz neonami, o świcie gwarnie śpiewasz.<br />
Jesteś jak matka zawsze na swym miejscu<br />
nie muszę cię szukać zwykle jesteś blisko<br />
tętnisz swoim rytmem do życia budząc wszystkich.<br />
Ulico moja matko tobie jestem synem.</p>
<p>- Na co dzień niezbędne są przybory toaletowe: szczoteczka do zębów, ręcznik, mydło -w końcu każdy lubi schludnie wyglądać (nie mówię o bezdomnych alkoholikach<br />
i narkomanach). Co jeszcze? Igła i nici. Trzeba je nosić zawsze przy sobie. Sznurówka też jest przydatna. Poza tym długopis, telefon i... woda. Kiedy nie mam jej przy sobie, czuję psychiczny dyskomfort. Zimą niezbędne są oczywiście ciepłe ubrania, termos<br />
z gorącym napojem. Do tego wszystkiego trzeba mieć jeszcze plecak, w którym można to wszystko nosić. Co jeszcze jest niezbędne? Oczy z tyłu głowy. Bezdomni to łatwy cel dla wszelkiej maści drobnych złodziei. Właściwie nie wiem, na co oni liczą,<br />
co my możemy mieć przy sobie? Niezbędny jest też... przyjaciel. Mój towarzysz nazywa się Czips i jest szczurem. Jest przy mnie zawsze, mogę się do niego przytulić, kiedy czuję się samotny.</p>
<p>Idąc ulicą nie sposób nie dostrzec coraz większej rzeszy ludzi zarabiających<br />
tu na swoje utrzymanie. Można zauważyć matki, klęczące z dziećmi, zarabiające w sposób najłatwiejszy i wymagający najmniej kreatywności. Po nich na pewno zauważymy osobnika żebrzącego "na rękę".</p>
<p>Rozglądając się po ulicy usłyszymy i zobaczymy artystów ulicznych. Grajków wygrywających smutne i wesołe melodie, żonglerów, ogniomistrzów, mimów. W nocy zobaczymy prostytutki, wabiące klientów swym wdziękiem. Jadąc samochodem nie sposób nie zauważyć tak zwanych "myjków', wbiegających na jezdnię i myjących szyby i reflektory w samochodach. Na parkingach pojawiają się samozwańczy stróże, którzy za parę groszy popilnują auta. Są zbieracze puszek, złomiarze, ulotkowicze, gazeciarze, handlarze uliczni i wielu innych.</p>
<p>Salvatore zarabia na życie myciem szyb samochodów na skrzyżowaniach. Wystarczy na jedzenie, piwo i kawiarenkę internetową. - Wchodzę tam przeważnie wieczorem. Wykupuję 12 godzin. Tam jem, słucham muzyki, oglądam filmy i buszuję po sieci. To taka namiastka domu, cały mój świat. Zresztą jaką mam alternatywę? Chodzić dalej po mieście? W końcu mi coś odbije. Coś komu. zrobię, albo ukradnę - zwierza się.</p>
<p>Każdy jest ciekaw, ile można wyciągnąć z ulicy. Oj, wiele, wiele... Lub niewiele;<br />
to zależy już tylko od napotkanego przypadkowo przechodnia i zasobności jego portfela. Na ulicy jest jak w handlu: raz interes przerasta najśmielsze oczekiwania<br />
i idzie super, innym razem jest słabiutko i ledwo, ledwo. Plusem natomiast jest<br />
na pewno nienormowany czas pracy. Pracujemy ile chcemy i jak długo chcemy. Jesteśmy sami sobie kierownikami, nikt nad nami nie stoi ani nas nie kontroluje.<br />
Z własnego doświadczenia mogę napisać, iż konkurencja jest obecnie zjawiskiem mocno nasilającym się. Widać przyjezdnych z innych krajów, biedniejszych od nas.<br />
Do tego bezrobotni, bezdomni żyjący na ulicy i z ulicy. W moich kręgach funkcjonuje slogan "nigdzie nie zarobisz tyle co na ulicy".</p>
<p>Bezdomność dotyka najczęściej samotnych mężczyzn w średnim wieku. Przeciętny „staż” pozostawania bez dachu nad głową polskiego bezdomnego to około sześć lat. Co czwarty jako przyczynę swego położenia wskazuje alkohol. Blisko połowa mówi<br />
o nieporozumieniach rodzinnych. 25 proc. podaje różne przyczyny, najczęściej wymeldowanie na mocy decyzji administracyjnej. Praktycznie nie zdarza się jednak, by przyczyna była tylko jedna.</p>
<p>- Gdy tylko wybudzę się rankiem z drzemki, sprawdzam ile zostało mi pieniędzy<br />
po całej nocy. Okazuje się, że mam aż 8 zł więc niezwłocznie udaję się do baru,<br />
w którym zamawiam śniadanie: talerz owsianki, kakao i bułka z serem. Po tak sutym śniadaniu, jak co dzień około godziny 7.30 idę do szaletu miejskiego, by doprowadzić się do stanu używalności - golę się, myję zęby, ogólnie się ogarniam, by zaraz dać się wciągnąć w wir życia codziennego. Zawsze o 8 zaczynam zarabiać na swoje utrzymanie. Jeśli aura mi sprzyja, myję szyby w samochodach, gdy pada deszcz, sprzedaję przechodniom kadzidełka na ulicy. Dziś Stwórca mi błogosławi, jest słonecznie więc atakuję kierowców automobili na skrzyżowaniach i po dwóch bitych godzinach mam już około 30 zł.</p>
<p>PAP - 2008-04-08 - Policja poszukuje młodego mężczyzny, który w Krakowie dwukrotnie ugodził nożem 31-letniego kierowcę tylko dlatego, że ten nie chciał,<br />
by chłopak umył szybę w jego samochodzie.</p>
<p>- Jest godzina 10 gdy wsiadam do autobusu linii dalekobieżnej. Nie dbam o bilet,<br />
bo i po co, zasypiam krążąc między miastami. Gdy się budzę i wysiadam jest już grubo po 14. Idę do baru gdzie kupuję smaczny obiad, dziś: zupę pomidorową, kaszę gryczaną, jajko sadzone i marchewkę z groszkiem. Szczęśliwy, że mogłem się najeść<br />
do syta, udaję się do sklepiku zoologicznego, w którym kupuję karmę dla Czipsa – mojego przyjaciela szczura i daję mu ją do spałaszowania. Potem bawimy się, uczę<br />
go wchodzić z ziemi po nogawce moich spodni i chować się w kieszeni. Wypijam przy tym piwko. Czas leci, jest fajnie, ale kiedy dochodzi 16 zaczynam się nudzić. Chowam szczura do plecaka i idę na kawę. Pijąc czytam książkę pt: "Wywieranie wpływu<br />
na ludzi w teorii i w praktyce".</p>
<p>Jak poinformował dziś rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak, ranny w stanie ciężkim trafił do szpitala. - Mężczyzna przeszedł operację, jego stan jest stabilny, nie zagrażający życiu - powiedziała rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Anna Niedźwiedzka. Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. 18, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie. Do samochodu, który zatrzymał się na czerwonym świetle, podszedł chłopak myjący szyby. Bez pytania przystąpił do pracy i nie reagował<br />
na uwagi kierowcy, by tego nie robił.</p>
<p>- Około godziny 16.30 przeliczam kasę. Zostało niecałe 19 zł, wracam do pracy, zarabiać na chleb, czyli znów namawiam kierowców, by zgodzili się na umycie szyb<br />
w ich wozach. Do godziny 18.30 udaje się uzbierać około 20 złotych. Razem z forsą, którą zarobiłem rano, mam 39 zł, to w zupełności mi wystarczy na resztę dnia. Cóż... po skończonej pracy udaję się na kolejne piwko, przy którym rozmyślam o życiu, odganiam od siebie myśli samobójcze, piszę list do kumpla, który siedzi w Więzieniu modlę się... I tak jakoś dzień mi spada.</p>
<p>PAP - 2008-04-09 - ...Kiedy kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka, ten niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. W Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie powołano zespół, który<br />
ma za zadanie schwytanie napastnika.</p>
<p>- Jest godzina 20, niezwłocznie udaję się do kawiarenki internetowej która stała się moim domem. Serdecznie witam się z pracownicą, wykupuję pakiet 10-godzinny<br />
za 12 zł. Wchodzę na ulubione strony www. Po jakimś czasie wychodzę na chwilę kupić sobie kolację. Zjadam kebaba, popijam mocną kawą i szybko wracam<br />
do kawiarenki. Tu czuję się swojsko i bezpiecznie. Włączam sobie film pożyczony<br />
od znajomych, miło się ogląda, ale po 22 film się kończy więc wchodzę na strony informacyjne - trochę czytam, oglądam wiadomości, piszę bloga o bezdomności. Około północy idę sobie kupić butelkę wody mineralnej i znów wracam do kawiarenki internetowej. Włączam kolejny film, który oglądam drzemiąc. Budzę się około godziny 5. Pozostała mi godzina, sprawdzam pocztę i zastanawiam się jaki będzie kolejny dzionek... O 6 żegnam pracowników kawiarenki i idę na śniadanie. Potem toaleta poranna... i tak się będzie kręcić...</p>
<p>PAP - 2008-04-10 Według policyjnego opisu zarejestrowanych zdjęć, poszukiwany<br />
to mężczyzna w wieku ok. 35 lat, ok. 170 cm. wzrostu, o włosach czarnych, krótkich. W dniu napadu ubrany był w czarny bezrękawnik, spodnie khaki i bluzę.</p>
<p>- Każdego dnia gdy udaje mi się bezpiecznie (bez żadnych konfliktów, bójek, kłopotów) doczekać końca dnia, modlę się do Stwórcy, dziękując mu za kolejny dzień. Wiele bym dał, by wydostać się z bagna bezdomności, odbić się od dna. Lecz życie to ciągła walka, by utrzymywać się na powierzchni. Dziś spotkałem emerytowanego pięściarza, który mówił mi: - Trzymaj Salvatore gardę, mianowicie chodzi tu o twoje życie. Pomyślałem, że ten dziadek bredzi, ale coś w tym jest – stawiając czoła codzienności muszę walczyć z sobą, by utrzymywać się w trzeźwości, gdyż tak łatwo jest popłynąć... zatracić człowieczeństwo. Tak jak wielu z ludzi bezdomnych przegrać z czartem swe życie i stoczyć się do rynsztoka, gdzie nikt nawet nie chce spojrzeć!</p>
<p>Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie – archiwum – Kraków, dn. 2008-04-13<br />
Policjanci zatrzymali bandytę, który kilka dni temu w Krakowie w okolicach Ronda Matecznego ugodził nożem kierowcę samochodu. Przypomnijmy do zdarzenia doszło w niedzielę ( 6 kwietnia ) około godz. 15, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie, do samochodu Audi, który zatrzymał się na czerwonym świetle podszedł młody człowiek, myjący szyby. Bez pytania zaczął myć przednią szybę tego samochodu. Na zwróconą mu uwagę przez kierowcę, aby tego nie robił nie zareagował i kontynuował mycie. Rozzłoszczony kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka. Wtedy ten, niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. Ranny upadł na ziemię a chłopak uciekł. 31-letni kierowca został przewieziony do szpitala jego stan lekarze określili jako ciężki . W komendzie miejskiej policji powołano zespół, który zajmował się złapaniem bandyty. Między innymi zdobyto jego zdjęcie dzięki temu z policjanci ze Śląska ( z Zabrza) wytypowali podejrzewanego mężczyznę. Od kilku dni trwały jego poszukiwania. Dzisiaj około godziny 11.00 – został zauważony przez ścigających go policjantów (krakowskich<br />
i bytomskich) w okolicach dworca autobusowego w Bytomiu. Został zatrzymany przyznał się do wszystkiego. Przypuszczalnie zostanie mu przedstawiony zarzut usiłowania zabójstwa i grozi mu kara dożywotniego więzienia. Ma 32 lata jest bezdomnym niemniej znany jest przede wszystkim czytelnikom portali internetowych gdyż pisał do nich artykuły o bezdomności. Ma także przeszłość kryminalną.<br />
Po przywiezieniu do Krakowa zostanie przesłuchany.</p>
<p>Paweł Nowacki – redaktor naczelny Wiadomości24.pl – portalu, w którym Salwatore zamieszczał swoje teksty.</p>
<p>Chciał nam wszystkim powiedzieć, że areszt jest lepszy niż schronisko,  (...)„Całodobową opiekę lekarsko-medyczną, a co za tym idzie - badania ogólne, specjalistyczne, wykrywające m.in. HIV. Można również wyleczyć się z dolegliwości, które dokuczały na wolności, a z którymi nie było czasu walczyć. Poza tym, mogę spać w czystej pościeli (zmienianej co dwa tygodnie), czego - jako bezdomny - nie doświadczyłem od dawna, sypiając na ławkach lub w kawiarenkach internetowych. Mam tu dostęp do psychologa i psychiatry. Mogę również poprawić kondycję fizyczną, oddając się ćwiczeniom. Brak dostępu do alkoholu i narkotyków pozwala na regenerację organizmu” (...). Walczył. Swoją walkę opisywał zwykle u nas. Szybko stał się bohaterem kolejnych artykułów. Aldona Minorczyk-Cichy pisała o nim w "Dzienniku Zachodnim" (...)W Katowicach biorę udział w programie wychodzenia z bezdomności. Złożyłem wniosek o przyznanie mieszkania komunalnego. Mam sobie wybrać kurs zawodowy - opowiada Salvatore. Myśli o zostaniu kelnerem albo sanitariuszem. Byleby być z ludźmi. No i nie wpaść w rutynę. - Jestem niespokojnym duchem, takim trochę anarchistą. Dobrze się czuję, gdy coś się dzieje - podkreśla (...).</p>
<p>Kilka tygodni temu był, wraz z naszą świetną felietonistką, Jadzią Kowalczyk, bohaterem reportażu Jerzego Danielewicza tygodniku "Polityka". (...) Salvatore Jurkowski o sobie: – Bezdomny jest jak Indianin, ciągle na czujce. Pod koniec nocy kiwam się na krześle i w końcu przysypiam. Śpię na siedząco już trzeci rok. Lepsze to niż odzieżówki - wszy, pchły, brrr, cały ten bioterroryzm, który jest w noclegowniach. Zaliczyłem ich sporo, to wiem. (...)</p>
<p>Walczył też o innych. Kilka tygodni temu apelował do Sejmu, by zniósł obowiązek meldunkowy. Pisał m.in. (...)Obowiązek ten sprawia, iż my - ludzie bezdomni popadamy w próżność, a co za tym idzie staczając się coraz głębiej w alkoholizm, narkomanię. Przestarzałe przepisy powodują niechęć do własnego kraju, państwa, wywołują agresję. Dlatego protestuję, wyrażam oburzenie w imieniu własnym, jak i ludzi bezdomnych. Wyrażam nadzieję, że Sejm Rzeczpospolitej Polskiej zainteresuje się zmianą przepisów, by ułatwić wychodzenie z bezdomności.(...)</p>
<p>Salvatore Jurkowski mógł być inicjatorem dyskusji na temat bezdomności i sytuacji bezdomnych w Polsce. Wydaje się jednak, że ostatecznie pogrzebał swym czynem szansę na taką dyskusję. Teraz należy już tylko trzymać kciuki za zdrowie zaatakowanego kierowcy i sprawiedliwy proces oraz adekwatną do popełnionego czynu karę dla Salvatore Jurkowskiego.</p>
<p>Maciej Lewandowski dziennikarz obywatelski - Ale czy to wszystko jest podjęciem dyskusji? Czy mediom jest potrzebna dyskusja o bezdomności w Polsce? Czy bardziej potrzebna jest im maskotka przyciągająca czytelników, do tego najlepiej kontrowersyjna maskotka, taka coby k***ą rzucić umiała i do szkoły miała pod górkę. Smutne, że my nie podjęliśmy tej dyskusji - bardziej zajęci byliśmy walką między sobą o to, czy Salvatore jest do głaskania, czy do bicia...</p>
<p>Tymczasem kolejny szary dzień chyli się ku zachodowi. Niedziela. Późny wieczór. Wagon krakowskiego tramwaju.</p>
<p>- Dobry wieczór. Bardzo przepraszam, że przeszkadzam. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Jestem bezdomny. Nie mam żadnych bliskich. Nie mogę podjąć pracy, ponieważ jestem chory na AIDS. Proszę o odrobinę jedzenia, lub jakieś drobne pieniądze na jedzenie i lekarstwa. Przepraszam. Mężczyzna powtarzał to przechodząc przez całą długość wagonu. Grupa zadowolonych z siebie pasażerów, wracających z niedzielnych obiadków rodzinnych bladła. Rozmowy zamierały. Część z nas udawała, że proszącego o wsparcie nie ma w wagonie. Część udawała, że to ich nie ma. A przecież byliśmy. Nikt nie sięgnął do kieszeni. Nikt nie wyciągnął monet. Trzydzieści osób w wagonie... Wśród nich ja. Każdy z nas czuł żal do żebraka, że zakłócił nam dzień. Czuliśmy żal, że się tu znalazł, że żył. Szukaliśmy usprawiedliwienia dla siebie. Niektórym się udawało – ja nie znalazłem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[hurtownia]]></title>
<link>http://paradyzine.wordpress.com/?p=216</link>
<pubDate>Mon, 26 May 2008 08:48:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>maxbaal</dc:creator>
<guid>http://paradyzine.wordpress.com/?p=216</guid>
<description><![CDATA[Hurtownia
Krótka wycieczka po królestwie anty-kariery

Nieduża kuchnia, elektryczna maszynka i ga]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<h1>Hurtownia</h1>
<h2>Krótka wycieczka po królestwie anty-kariery</h2>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/mako.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-248" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/mako.jpg" alt="" width="420" height="315" /></a></p>
<p>Nieduża kuchnia, elektryczna maszynka i garnek z kawą. To ona - napędza to miejsce.  Przyrządano ją już tutaj na wiele sposobów. Obecnie jest gotowana (parzona według teorii pięciu przemian) najlepiej smakuje z szczyptą cynamonu. Wcześniej była mocna czarna z ekspresu ciśnieniowego, a przed "espresso" robiona przez papierowy filtr i podawana z mlekiem. Kawa - dobry omen. Jej poranny aromat jest zapowiedzią kolejnego spokojnego dnia.</p>
<p><!--more--></p>
<h2>Przystanek Limanka</h2>
<p>Powiedzieć o tym miejscu - praca - to obedrzeć je z wielu dodatkowych znaczeń jakie pełni w życiu bohaterów tej opowieści. Oficjalna nazwa - hurtownia tkanin, oficjalna funkcja -zakład pracy. Lokalizacja - Łódź - miasto fabryka, dzielnica Bałuty, nieopodal cieszącej się złą sławą Limanki. Na podwórku na którym mieści się hurtownia, miał przed laty zakład szewc, została po nim stara popsuta maszyna i pordzewiały szyld. Podobno był pijakiem zawód i słabość do mocnych trunków odziedziczył po ojcu. W czasie wojny maszerowały tędy wojska najpierw niemieckie, później radzieckie. Kilka bram stąd znaleziono martwego Niemca podczas okupacji. Od niedawna na rogu ulicy funkcjonuje w pełni wyposażony sklep, choć od czasu do czasu warto skoczyć do "karpika" po świeże owoce czy warzywa, a po ciastka czy pączki do cukierni po drugiej stronie Limanowskiego.  Po gazetę do "Żabki". Swoisty "przystanek Limanka". Te rewiry to "kwadrat" zagorzałych kibiców ŁKS-u, gdy ich drużyna rozgrywa mecz, można ich spotkać na rogu jak wyśpiewują stadionowe pieśni. Pełni zapału i gniewu. Jednak prawdziwym hitem tego miejsca, którego sława dotarła dużo dalej niż kilka najbliższych ulic jest sklep "Fart". Wiele osób przyjeżdza do niego z odległych zakątków Łodzi. Fart oferuje szeroki asortyment używanej odzieży - zdecydowanie na każdą kieszeń i dla każdego. A popularność i klientela tego lumpeksu z pewnością zaskoczyła by niejednego zwolennika "tylko nówek" krzywiącego się na sam dzwięk słów "odzież używana". Wokół stare kamienice z całym kolorytem podwórkowego życia, podchmieleni rezydenci witający dzień "jasnym pełnym" pitym na schodach sklepu. Plakaty i billbordy populistycznych partii politycznych, ulotki hipermarketów, podziurawione chodniki i domy. Brudne klatki schodowe i "zmęczone" twarze mijane na rogu. Polska klasa C, proletariackie zagłębie pachnące szczyną i tanim tytoniem.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/bajka.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-218" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/bajka.jpg" alt="" width="420" height="286" /></a></p>
<h2>Kwestionariusz osobowy</h2>
<p>Pierwszy był "Prezes", to on i jego ówczesny wspólnik stworzyli to miejsce. Prezes niegdyś był belfrem, uczył "po samochodówkach". Do dziś  zostało mu zamiłowanie do naukowych zagadnień i rysunków technicznych. To miejsce to jego życie. Jego duma i kilka lat ciężkiej pracy. Wiele prób - transakcie giełdowe, inwestycje budowlane, handel "zagraniczny" w końcu tkaniny. I tak zostało.<br />
Później był "Długi" draiwer, do dnia dzisiejszego najlepszy handlowiec jaki "gościł" w firmie. Jego kultowy "sprinter" objeździł z towarem pół Polski. Od morza po góry. Obecnie w innej branży.<br />
Dalej "Krzyś" legenda we własnym umyśle. Samorodny talent radiowy, przeprowadzający audycje skierowane głównie do siebie w szoferce podczas jazdy samochodem. Zamiłowanie do jabłek, długiego leżakowania, tajemnic drugiej wojny i discovery. Obecnie branża informatyczna.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/mako2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-249" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/mako2.jpg" alt="" width="420" height="315" /></a><br />
"Dino" postać mityczna, uwielbiany przez okoliczną ludność i ludzi czekających na przystanku autobusowym. Ulubione zajęcia to bieganie z patykiem, chadzanie do pobliskich śmietników, duże porcje mięsa serwowane przed 17 i czarujący wygląd mordy. Rasa: owczarek niemiecki, iloraz inteligencji znacznie poniżej normy. Skradziono mu obrożę z szyi podczas pełnienia obowiązków służbowych. Funkcja: ochrona obiektu.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/img_0412.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-219" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/img_0412.jpg" alt="" width="420" height="315" /></a><br />
"Redaktor" autor niepoczytnych magazynów internetowych, niedoszły współpracownik Gazety Wyborczej, prawie anarchista, ciągły student z niewyparzoną gębą i marzeniami o sprawiedliwym świecie. Jego obecność w hurtowni odznacza się jakimiś buddyjskimi plakatami na ścianach, rowerem o tęczowej ramie i szumem "redakcyjnego" komputera. Obecnie branża londyńska.<br />
"Majkel" uzdolniony plastycznie miłośnik kobiet, prawdziwych przyjaźni,zagorzały kibic jednej z łódzkich drużyn i motoryzacji. Zdolny kucharz i główny propagator postępu technicznego i intelektualnego w hurtowni. Wszelkie udogodnienia wyszły z jego głowy, niektóre na spółkę z kolegą "redaktorem" na którego Majkel zwykł wołać "pan przekrojowy". Jego obecność odznacza się plakatami i wlepkami informującymi o nazwie ulubionego klubu rozmieszczonymi w strategicznych punktach hurtowni. Wieczna udręka "Prezesa". Funkcja jak najbardziej kierownicza. Wciąż na stanowisku.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/img_0464.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-220" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/img_0464.jpg" alt="" width="420" height="315" /></a><br />
"Dolar" miłośnik klubu przeciwnego niż "Majkel". Odziedziczył przez czas pracy kultowego "sprintera" ozdabiając go proporcami i nalepkami związku łowieckiego. Zapalony myśliwy zaopatrzony we flinty i zwinnego rudego jamnika, jego pociąg do "zwierzyny" powodował wieczny konflikt z "redaktorem". Uczynny kolega, piewca piękna prowincji i "dziczyzny", niegdyś właściciel białego malucha, którym "redaktor" po kryjomu trenował do oblanego zresztą praktycznego egzaminu z jazdy. Obecnie branża transportowa i budowlana. "Hobbita" poranny "paker" w pobliskiej siłowni. Kiedyś zgłębiał tajemnice nie z tego świata o trójkątach bermudzkich i proroctwach wszelakich. Obecnie niekwestionowany lider zakupów w "Farcie" i stały czytelnik "folderów Makro". Jego pieczony kurczak z pieczarkami klasyfikuje się w pierwszej lidze kulinarnej. Wiecznie zadowolony, w zadużych spodniach i z ogromnym plecakiem na tyle.</p>
<h2>Kilka zajęć podstawowych</h2>
<p>Jest ciepło, środek lata i właśnie rozgrywany jest mecz siatko - nogi. Majkel robi karierę, ponieważ już od lat kilku trenuję grę w piłkę halową. Co jakiś czas ma kontuzję, ale dzielnie ćwiczy dalej. Na podwórzu narysowane są linie, a piłka została napompowana na pobliskiej stacji benzynowej, na której to pojechano na rowerze "przekrojowego". Pojedynek toczy się pomiędzy Hobbitą, a Majkelem. Redaktor cały zadowolony popija mineralną z sokiem w myślach mając nadzieję na porażkę Majkela. Niestety. Majkel po raz kolejny będzie musiał ograć Redaktora. Dino dostaje "wścieklizny" na widok latającej piłki. Kiwając łbem z lewa na prawo, biega wokół swojej budy jak oszalały. Prezes pojechał w trasę z towarem, co znaczy tylko tyle, że grafik zajęć obejmuje głównie te nieobowiązkowe. Relaksacyjno - odprężające.</p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/radek.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-221" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/radek.jpg" alt="" width="420" height="315" /></a><br />
Frapa, czyli bambino z czekoladą, sproszkowana kawa i mleko. Wszystko do litrowego słoja, który pełni rolę szejkera i gotowe. Siedzą na "ganku" prażąc się w łódzkim słońcu i popijają ten eliksir bogów. Z węża tryska fontanna wody, która ma za zadanie ochładzać i nadawać rzeczywistości bardziej nadmorski klimat. Piwko też dobre, zimne z butelki, największą popularnością cieszą się te o gabarytach 0,6 litra. Jakiś chips do tego i pycha - jak to Majkel mówi. Autor powiedzenia sam nie pije od długiego czasu. Taki lot. Jedynie marchewkowy Kubuś, lub multiwitamina. Dla odmiany lubi sobie poćwiczyć w hurtowni ciężarami. Ma skonstruowane sztangi, które regularnie kilka razy w tygodniu dźwiga niestrudzenie. Na stole do "nawijania" lub używając kuchennego blatu robi pompki. Jego masywna klata ozajmia światu, że warto się tak męczyć. Czasem i Hobbi coś dzwignie, ale zdecydowanie woli słodycze. Swoje odbębnia na siłowni. "Redaktor" dla odmiany lubi się zdrzemnąć na tyłach, lub poczytać świeżą prasę. Do sportu, go nie ciągnie, tylko ten rower co najwyżej. Katuje wszystkich tą swoją nawiedzoną muzyką. Tą "do okna", depresyjną jak to szwagier Prezesa ujął. Albo w rurę pcv dmucha mówiąc, że to instrument australijskich Aborygenów. Majkel w chwilach relaksu spełnia się artystycznie malując i szkicując. Często w tej graficznej, skondensowanej formie zawiera swoje życiowe sentencje. Dla prezesa odprężenie stanowi wystukiwanie wszelakich obliczeń na kalkulatorze. On by wam wszystko na tym kalkulatorze poobliczał jakbyście go poprosili. Nawet jak jedzie autem to oblicza. Wiecznie czegoś szuka, bo gubi, a gubi bo wiecznie czegoś szuka. Hobbita to coś robi, a robi to tak jakby nic nie robił. Bo i pożytku z tego nie ma, ale jest ruch, zawirowanie przestrzeni.<br />
Taki grill dla przykładu sobie urządzą z kiełbasą, kaszanką i skrzydełkami kurczaka i piwem to popiją. A jak ich ochota weźmie to obiady w kuchni gotują, a to spagetii, zupę czy jaką rybę. A na deser jabkiem w cieście czy rożkiem poprawią. Choć od czasu kiedy Majkel o linię zaczął dbać już gorzej z tym gotowaniem.<br />
Zawody w rzucaniu lotkami. Kto wygrywa ten nie zmywa, a przegrany idzie do sklepu.<br />
W zimowe popołudnia grają w monety na stole do "nawijania". Albo porozsiadają się wokół pieca "olejaka" i o życiu rozprawiają przy kubku gorącej kawy. Poniedziałkowe poranki to czas ogólnych sprawozdań z wydarzeń weekendu. Majkel raczej domowo, intymnie. Hobbita ostatnio raczej imprezy, znajomi i hulanki do rana. Redaktor łazi gdzieś po koncertach, wystawach, taki kulturalny niby. Prezes od czasu do czasu gdzie w góry pojedzie, albo do jakiego pubu na mieście na piwo skoczy z żoną. Tak to mija dzień za dniem.</p>
<h2>Nie tylko praca</h2>
<p>Są przyjaciółmi. Wiedzą o sobie dużo, pomagają sobie i służą radą. Znają swoje słabości i przywary. Lubią być i pracować razem. Krzywda jednego jest krzywdą innych. Pomagają sobie w rozwodach, przeprowadzkach, remontach. Mogą na siebie liczyć. To pewne. Czas płynie spokojnie, nie ma między nimi rywalizacji, fałszu czy zazdrości. Sukcesy jednego są sukcesami wszystkich. Nie pełnią ambitnych funkcji i biorą udziału w prestiżowych szkoleniach zawodowych, nie mają telefonów ani samochodów firmowych. Nie mają komputera ani prysznicu. Rozwój zawodowy w hurtowni jest niemożliwy. Tam nie to jest istotne. Ta praca to zjawisko w skali makro, to mała wyspa na oceanie pełnym tonących szczurów i wirtualnych karier. To bycie ze sobą, zamiast przeciw sobie. To miejsce, które pojawiając się we wspomnieniu wywoła uśmiech i poczucie tęskonoty. To miejsce - to ludzie, ich pasje i osobowość. Wzajemny szacunek i zaufanie. Tego nie daje żaden kurs zawodowy, szkolenie czy awans. Tego nie ma w folderach rekrutacyjnych prestiżowych firm. Tego nikt nie daje i nie nie może zabrać. Bycie w porządku nie gwarantuje sukcesu czy lepszej pensji. Możliwość przebywania z dobrymi ludźmi znaczy więcej niż trzynasta pensja, darmowy limit rozmów czy zawodowy prestiż. Docenić to. Zrozumieć, że wszystko wokół stanowi jedynie dekorację na scenie na której odgrywamy nasz osobny dramat. Ładny kostium nie oznacza, że postać zapadnie w pamięć. Spędzenie swoich dni w pałacu nie czyni życia królewskim.</p>
<p>Jadą kultowym "sprinterem", za oknem miga rozszalałe miasto. Niebo zachodzi czerwienią. Redaktor co chwila rusza odnogami, uniemożliwiając Majkelowi swobodną obsługę skrzyni biegów. Sprzeczają się o radiową stację. Majkel rzuca mięsem, na widok sytauacji na drodze, bo nerwowy strasznie. Hobbi nic, czyta. Potrzebuje sobie kupić buty z tego powodu starym zwyczajem ogląda reklamówkę makro. Może by "trekingi" albo trapery? Redaktorowi kołacze się po głowie wraza z tekstu piosenki Variete:</p>
<p><em>Niewidzialne nici łączą ciebie nawet nie wiesz z kim, nawet nie wiesz jak, nawet nie wiesz gdzie.</em></p>
<p><a href="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/z-zewnatrz.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-222" src="http://paradyzine.wordpress.com/files/2008/05/z-zewnatrz.jpg" alt="" width="420" height="546" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://rubaj.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Sun, 25 May 2008 11:32:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>rubaj</dc:creator>
<guid>http://rubaj.wordpress.com/?p=105</guid>
<description><![CDATA[
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-106 aligncenter" src="http://rubaj.wordpress.com/files/2008/05/1-06-1male.jpg" alt="" width="700" height="700" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niesprawiedliwe osądy także u Wandy!]]></title>
<link>http://ludwikbourbon.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Sat, 24 May 2008 20:38:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Ludwik Bourbon</dc:creator>
<guid>http://ludwikbourbon.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[Tak sobie wolnym wieczorem przeglądałem v-państwa i co zauważyłem? Że siedzę w więzieniu w W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Tak sobie wolnym wieczorem przeglądałem v-państwa i co zauważyłem? Że siedzę w więzieniu w Wandystanie, a za co? Za bycie monarchofaszystą w tym bardzo tolerancyjnym i pełnym wolnego słowa państwie. Jak to możliwe? Oczywiście nie powiedzieli mi, że jestem monarchofaszystą i za to idę siedzieć, a wykorzystali ten o to artykuł, który wysłałem: <a href="http://wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080208192829" target="_blank">http://wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080208192829</a></p>
<p style="text-align:center;">A tutaj ten feralny filmik:</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/ItmUB3qmbKk'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/ItmUB3qmbKk&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:justify;">Zawiadomienie wysłano mi na maila, którego już nie używam, ale tego wiedzieć nie mogli, a ja dopiero teraz przez to się o tym dowiedziałem.</p>
<p style="text-align:justify;">Sąd Ludowy w Wandystanie orzekł, ze złamałem ten paragraf:</p>
<blockquote><p>Art. 72.</p>
<p>Kto publicznie znieważa Naród Wandejski lub Mandragoratu Wandystanu podlega karze nadzoru albo karze aresztu.</p></blockquote>
<p style="text-align:justify;">I tutaj muszę to skomentować. Bowiem nie znieważyłem narodu Wandejskiego a już tym bardziej MW a jak już pojedynczą osobę, która sama co widać po filmiku pozowała do kamery. Ta osoba nie zgodziła się na ujawnienie nazwiska, ale zezwoliła na publikację materiału, a więc cały wyrok jest niesprawiedliwy i pokazuje sprawność tamtejszych organów śledczych. Oczywiście teraz Wandalowie powiedzą: "Nie zeznawał Pan to nie wiemy, czy prawidłowo zostało to umieszczone", ale nie o to się tutaj rozchodzi! Nie obraziłem całego narodu ani mandragoratu, tylko jedną personę za własną jego zgodą. Napisałem "pewien", czyli jeden a nie jak to się wydało sędziemu cały naród. To wyrok sądu:</p>
<blockquote><p>Sąd Ludowy po zapoznaniu się z dostarczonym materiałem dowodowym zdecydował o uznaniu Rainera von Steinberg (B0557) winnym publicznego i celowego znieważenia Narodu Wandejskiego (co narusza art. 72 Kodeksu Karnego) i zastosowaniu wobec niego kary aresztu w wysokości jednego miesiąca. Z uwagi na nieobecność oskarżonego na terenie Mandragoratu Wandystanu Sąd zdecydował o rozpoczęciu kary od chwili publikacji pierwszej publicznej wypowiedzi tamże.</p>
<p>UZASADNIENIE: Oskarżony, publikując pod adresem http://wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080208192829 materiał filmowy i tytułując go "Pewien Wandejczyk" w sposób wyraźny zasugerował ograniczenie umysłowe przedstawicieli Narodu Wandejskiego, co jest oczywistą i odrażającą manipulacją, jako że, jak powszechnie wiadomo, <strong>kondycja umysłowa Wandejczyków stoi na bardzo wysokim poziomie.</strong> Inne wypowiedzi oskarżonego na łamach Wandei Ludu dają solidne podstawy, aby stwierdzić jego wysoce antywandejskie nastawienie, co pozwala sądzić o celowości zarzucanego czynu.</p>
<p>(-) Pretor Anastazja Schafa</p></blockquote>
<p style="text-align:justify;">Rzeczywiscie stoi na bardzo wysokim poziomie skoro wszędzie widza ataki na swój naród. Nie moja wina, że być może mają kompleksy i sobie wmawiają takie rzeczy, ale ja publikując ten błachy filmik miałem na celu zwykły żart, może i on nie był udany, ale z tego co zauważyłem, Wandystan słynie z takich.</p>
<p style="text-align:justify;">Zostałem więc skazany na miesiąc, Wandejczycy chyba nie mają w zwyczaju pisać daty, ale na moje poczucie czasu (być może błędne) ten wyrok już minął, ale w więzieniu nadal siedzę ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
