<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>psikus &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/psikus/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "psikus"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 02:16:58 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Za jakie grzechy mnie to spotkało...!!! ;)]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/02/05/za-jakie-grzechy-przytrafilo-mi-sie-to/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 19:42:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.pl.wordpress.com/2008/02/05/za-jakie-grzechy-przytrafilo-mi-sie-to/</guid>
<description><![CDATA[Bliżej nieokreślone mi miasto, wieżowiec, 13 piętro. Jakaś impreza…
Impreza powoli się końc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Bliżej nieokreślone mi miasto, wieżowiec, 13 piętro. Jakaś impreza…</p>
<p>Impreza powoli się kończy, 5 w nocy, (nadal ciemno) ledwo trzymam się na nogach, żegnam się z kumpelą, cmokając ją w policzek, żegnam się z kumplem, „przybijając piątkę”. Opuszczam mieszkanie. Kurwa, jak ten blok się chwieje, bełkoczę sam do siebie. Włączam światło, na korytarzu zapada jasność, chwiejnym krokiem, trzymając się poręczy zmierzam do schodów.<!--more--></p>
<p>Już zabieram się do schodzenia, aż nagle na raz zobaczyłem błysk światła tak mocny, że aż przymknąłem oczy i potężny grzmot, który przeniknął moje ciało. Z trudem otworzyłem oczy, i zobaczyłem ciemność. No to zajebiście – myślę sobie. Blok się chwieje, światło wyjebało. Trzymam się barierki tak mocno jakbym zaraz miał spaść w przepaść. Z wielkim trudem pokonałem to piętro.</p>
<p>Jestem na dwunastym. Mój mózg pracuje z szybkością przemieszczania się ślimaka. Kurde, przecież tu jest winda – pomyślałem. Po omacku nie wiedząc, czemu zacząłem walić w ściany. Nagle natknąłem się na jakieś drzwi – zaczynam w nie walić. Echo. Kurrrr….Przecież nikt mi windy nie otworzy, trzeba poszukać przycisku. Szukam, szukam, szukam…Cholera, znalazłem coś. Naciskam. Ale się wystraszyłem, myślałem, że to drzwi windy, a to były drzwi do prywatnego mieszkania, a przycisk okazał się być dzwonkiem, który po naciśnięciu miał moc większą od syreny alarmowej. Na szczęście nikt nie wyskoczył z mieszkania. Raczkuje dalej w poszukiwaniu mojej ukochanej windy. Mam – znalazłem kolejne drzwi – już zaczynam szukać przycisku, aż tu nagle coś podbiega do drzwi i zaczyna przeraźliwie warczeć i szczekać. Zaszokowany odskoczyłem od drzwi, uderzając głową w poręcz. Przeszedł mnie okropny ból, blok zaczął wirować z jeszcze większą prędkością, a mi zrobiło się niedobrze. Pierdole tą windę, jeszcze 12 pięter i parter. Pójdę piechotą…</p>
<p>Pokonałem 4 piętra, nie pytajcie, jak – bo nie pamiętam. Jestem na 8. Do tej chwili nic się nie zmieniło, blokiem zarzuca, głowa mnie boli, ust nie otwieram, bo boje się, że zaraz wszystko zwrócę na podłogę. Pech chciał, że właśnie w tym momencie włączyła się moja wyobraźnia. Przeszły mnie dreszcze, zacząłem rozglądać się, dookoła, chociaż było ciemno i niczego nie zobaczyłem, ja wiedziałem, czułem, że ktoś się zbliża…</p>
<p>Adrenalina zrobiła swoje. Z poziomu nieporadnie raczkującego dziecka awansowałem na poziom formuły 1 – jednak była to wersja ekstremalna, bo Kubicy się tor nie chwieje, a mi blokiem trzęsło.</p>
<p>Siódme, szóste – już jestem cały poobijany, czuje się tak jakby grupka dresów ćwiczyła na mnie nowe ciosy. Tajemnicza postać zdawała się zbliżać do mnie, wyczuwałem jej obecność coraz bardziej. Dzielnie walczyłem do 3 piętra…</p>
<p>Zbiegając po kolejnych schodach nagle o coś zahaczyłem, przeturlałem się na dół – po drodze w moim ciele coś okropnie chrupnęło i usłyszałem charakterystyczny „trzask”. Owemu „trzaskowi” towarzyszył głośny ryk wychodzący z moich ust. Kurwa mać, złamało mi piszczel w prawej nodze. Zacząłem się cały trząść. Każde kolejne pulsowanie tętnicy przynosiło za sobą raz okrutnie zimny dreszcz, a raz piekielnie gorący pot. Prawie zemdlałem, ale nie do końca, tylko mnie zamroczyło, a szkoda – może po ocknięciu się okazałoby się, że to tylko skaleczenie? Już nie czułem bólu wynikającego z poobijania się, już mnie nie bolała głowa, blok już się nie kręcił – ile ja bym dał żeby to wróciło, a noga była sprawna. Niewyobrażalnie mocnemu bólowi towarzyszyła wizja tej postaci, która mnie goni. Znowu padłem na podłogę, zacisnąłem mocno zęby, z bolącą nogą jakoś udałem się na pierwsze piętro.</p>
<p>Tylko jedno, już koniec, horror się skończy – myślałem. Nagle usłyszałem jakieś kroki – i nie były to kroki tej tajemniczej postaci – coś szło delikatnie, ale szybko…Nagle przeszła mnie myśl – to ten pies, którego się wystraszyłem, załamałem się, ale wiedziałem, że muszę dojść do drzwi wejściowych. Nie myliłem się – to był pies…Dopadł mnie na parterze, ok. 5 metrów od drzwi, za którymi był raj. Zaczął szczekać, rzucił się na mnie, broniłem się rękoma, ale on był ciężki, nie miałem siły. Zaczął mnie gryźć. Wgryzł się w łydkę w mojej prawej nodze. Rozpaczliwie krzycząc, lewą ręką znalazłem jakąś szklaną butelkę – pies dostał z tak potworną siłą, że jego ostatnim odgłosem było cieniutkie pisknięcie.</p>
<p>4 metry, 3 metry, 2 metry, metr. Chwytam za klamkę – już prawie otworzyłem…<br />
I zadzwonił ten jebany budzik :/ Tyle wycierpiałem, a ten elektroniczny gnój tak to przerwał :/. Nie pozwolił mi cieszyć się radością, która spotkałaby mnie po opuszczeniu tego bloku…</p>
<p>Swoją drogą, za jakie grzechy miałem taki sen? Nikogo nie zabiłem, nikogo nie beształem, dlaczego mózg mi sprawił takiego psikusa? Ja chyba dzisiaj nie zasnę…</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
