<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>pseudointelektualne-wywody &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/pseudointelektualne-wywody/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "pseudointelektualne-wywody"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 19:24:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Stefan Meller - ostatni tom...]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=244</link>
<pubDate>Thu, 24 Jul 2008 22:04:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=244</guid>
<description><![CDATA[
Skończyłem czytać drugi tom pamiętników Stefana Mellera [ o pierwszym tomie pisałem niedawno]]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://www.dziennik.pl/files/archive/00052/JM070504_074_52138e.jpg" alt="" width="290" height="214" /></p>
<p style="text-align:justify;">Skończyłem czytać drugi tom pamiętników Stefana Mellera [ <a href="http://rynarzewski.wordpress.com/2008/04/06/swiat-wedlug-stefana-mellera/" target="_blank">o pierwszym tomie pisałem niedawno</a>].</p>
<p style="text-align:justify;">Co mnie urzekło w lekturze tej książki to wiedza i doświadczenie, które Meller przekazuje nam za pomocą swoich opowiadań. Nie jest to jednak wiedza o jakimś konkretnym zagadnieniu, a po prostu wskazówki o tym jak żyć i jak ze swojego życia być zadowolonym. Co jest ważne a co jest na prawdę ważne ze wszystkich wartości. Pokazuje jak powinno dokonywać się wyborów i jak ponosić za nie konsekwencje; że najgorsze to nie umieć być za siebie samego odpowiedzialnym, że na każdym z nas ciaży odpowiedzialność wobec otoczenia, ale przede wszytkim samego siebie, tak aby na końcu nie musieć się wstydzić.</p>
<p style="text-align:justify;">Stefan Meller odszedł. Zmarł po cichu, w wieku przedwczesnym, chyba jednak w wielu kwestiach spełniony. Tak czułem czytając jego wspomnienia.  Chciałbym, szczerze, osiągnąć spełnienie w tak wielu płaszczyznach w swoim życiu. NIeczego nie żałować, wszystkiego próbować i mieć odwagę oraz uśmiech, taki jaki zawsze miał pan Stefan.</p>
<p style="text-align:justify;">Meller bardzo lubił ludzi, miał do nich słabość, a zarazem potrafił ich sobie zjednywać momentalnie. Począwszy od wszechwładnego demokratycznego cara Putina po zakonnice, których uczył języków... miał wielką moc w tej materii. Opowiadał też o nich w sposób fenomenalny czym od razy zdradzał wielkie umiłowanie gatunku ludzkiego. Obojętnie czy był to kolega ze studiów, irytujący urzędnik z  epoki PRL czy któryś z jego przyjaciół. O nikim nie wyrażał się w sposób jednoznacznei negatywny, każdemu dawał szansę i szukał jakiejś głębi. Miał wiele taktu i kultury, nie wylewał żółci, nie rzucał nazwiskami, nie opowiadał szczegółów, które mogły by komuś - nawet nieprzychylnej mu osobie - zaszkodzić. Takie maiła zasady, taką miał kulturę osobistą.</p>
<p style="text-align:justify;">Stefan Meller umierający, jak piszą jego przyjaciele jeszcze szarpał się kilka razy pomiędzy życiem i śmiercią, żył nikłą nadzieją, lecz chyba z godnością umiał poddać się temu nieuniknionemu. Chyba nie miał żalu.  Nie przelewał swojego bólu i lęku na papier, nie chciał pisać o umieraniu, chciał pisać o życiu i do ostatnich stron o swojej chorobie wspominał zdawkowo. Michałowi Komarowi, spisującemu wywaid-rzekę jeszcze na krótko przed śmiercią mówił że kiedy będzie dobierał on zdjęćia do drugiego tomu, niech wybiera jak najweselsze, nie chce żadnego smutactwa. Wiedział ze umiera, chyba po prostu nie chciał tworzyć martyrologii, która zaciemniłaby by wówczas ważniejsze przesłanie jakie w obu tomach starał się przekazać. Żyć trzeba odważnie, kochać każdą chwile i każdego przyjaciela, walczyć z losem kiedy można, zatrzymać się z pokorą kiedy nadejdzie nasz czas. Tak zrozumiałem. Ostanie strony i dodatkowe wypowiedzi Mellera na końcu były dla mnie najtrudniejsze.  Po tylu setkach stron czułem się jednak już jakos związany z panem ambasadorem. Zacząłem go podziwiać.</p>
<p style="text-align:justify;">Jako historyk i humanista, Meller otworzył mi oczy na wiele spraw bardzo ważnych. Że wykształcenie to nie cel ale narzędzie, którego trzeba używać z radością. Że historia to sztuka, nie nauka. Że wiedza bez inteligencji to tylko ciężar, a bez wychowania nie znaczy nic.  Czytając - przysłuchując się jego opowieściom z czasów ambasadorkich, czy wcześniejszych, wydaje mi się że choć trochę poznałem rolę humanisty w świecie którą pokazuje w sposób wyśmienity - jako spoiwo i łącznik. Może to jest właśnie ten cel którego szukałem ostanio i miejsce jakie świat wyznaczył dla nauk humanistycznych. Toichę podnosi mnie to na duchu po ostatnich tygodniach przychodzących i odchodzących wątpliwości...</p>
<p style="text-align:justify;">Co podobało mi się w drugim tomie - umiejętność dostosowanie narracji do spraw omawianych w teksćie. Jest to książka zdecydowanie poważniejsza. Chyba bardziej filozoficzna i o wiele więcej można się z niej nauczyć niż z pierwszego tomu.</p>
<p style="text-align:justify;">Chce sie uczyć całe życie i kiedy nadejdzie odpowiedni moment nie żywić do nikogo urazy i kochać wszystkich którzy na to zasługują. Plan minimum.</p>
<p style="text-align:justify;">Polecam najgoręcej - <em>Świat według Stefana Mellera. Tom 2: życie i polityka: ku przyszłości</em>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Soundtrack mojego życia...]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=237</link>
<pubDate>Mon, 21 Jul 2008 19:54:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=237</guid>
<description><![CDATA[
Czy myśleliście kiedyś o sobie jako o filmie, o swoim życiu jako ruchomym, niemym obrazie pod k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://farm1.static.flickr.com/23/30316626_fac97c0882.jpg?v=0" alt="" width="196" height="187" /></p>
<p style="text-align:justify;">Czy myśleliście kiedyś o sobie jako o filmie, o swoim życiu jako ruchomym, niemym obrazie pod który podkładacie muzykę. Tworzycie soundtrack do swojego życia. Może to być piosenka jedna, może być ich kilka, może być ich kilkadziesiąt... Dla każdego momentu, każdej sytuacji podpinacie odpowiednią piosenkę,  bądź melodię. Dla różnych okresów muzyka różni się tak jak różnicie się wy teraz i wy sprzed 10 lat. Jeśli postawiono by przed wami takie zadanie czy umielibyście stworzyć soundtrack do swojego życia? Jak sam zauważyłem do listy soundtracku dostają się czasem piosenki całkiem dziwne i nie odzwierciedla on tego co słucham na codzień - raczej jest to obraz namalowany przez ekspresjonistę. Różne motywy razem niepasujące do siebie zestawione w odpowiedni sposób</p>
<p style="text-align:justify;">Często o tym myślę i często natrafiam na piosenki, które jakoś dziwnie ( a może wcale nie dziwnie) trafiają w sedno tego co w danym momencie czuje i myślę. Na ten utwór do mojego soundtracku natrafiłem u Skem.</p>
<p style="text-align:justify;">Obecny moment i stan ducha w moim życiu chyba opisuje poniższy utwór - wszystko jest dobrze, nie ma poważnych zmartwień, ciesze się z tego kim jestem, jaki jestem i mam wiarę w życie. czasem bywa gorzej, jednak wtedy trzeba wrócić do swojego wnętrza, bo moje szczęście jest przede wszystkim we mnie...</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Ayo. - Life is Real</strong> z płyty Joyful</p>
<p style="text-align:justify;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/qYzrYXRGWkU'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/qYzrYXRGWkU&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:justify;">[<span style="color:#999999;">dla tych co czytaci i rozumiaci po angielski polecam lekturę fragmentu tekstu piosenki Ayo. Mądre rzeczy tam można wyczytać. Bardzo mądre. Zgadza się z nimi w pełni i stosuje. Miło jest odkryć kiedy ktoś śpiewa choćby w części o tobie</span>]</p>
<blockquote><p><em>Some people say that i'm to open<br />
they say it's not good to let them know everything about me<br />
and they say one day they will use every little things against me<br />
but i don't mind maybe they're right<br />
that's just how it is and i got nothing to hide.</em></p>
<p><em>i live my life the way i want<br />
i got nothing to hide nothing at all l<br />
ife is not a fairy tale life is about more<br />
cause life is real.</em></p>
<p><em>A friend of mine gave me an advice<br />
he saiybe careful and think twice before you talk about your life<br />
protect yourself just keep quiet<br />
the more they know the harder they try<br />
to spoil your ways to spread lies<br />
and even though i know he could be right i just said i..</em></p>
<p><em>i live my life the way i want<br />
i got nothing to hide nothing at all<br />
life is not a fairy tale life is about more cause life is real</em></p></blockquote>
<p>Wracając jednak do mojego soundtracku to składa sie on zdecydowanie z melodii spokojnych i nieśpiesznych, tak jak wiodę swój żywot. Piosenki które zdecydowanie mogę do niego wrzucić to:</p>
<p><strong>Imogen Heap - Hide and Seek</strong></p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/5cpSv2mNhhc'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/5cpSv2mNhhc&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>A także kilka innych piosenek, które miałem pod ręką [pod klawiszem w zasadzie]:</p>
<p>- <a href="http://www.youtube.com/watch?v=wl_u0lrB7fM">Tom Helsen - Sun in Her Eyes</a></p>
<p>- <a href="http://www.youtube.com/watch?v=QFMC1N3L3n4" target="_blank">India Arie - ready for love</a></p>
<p>-<a href="http://www.youtube.com/watch?v=EXRLUeVXpMA" target="_blank"> Nada Surf - The Blankest Year</a></p>
<p>- <a href="http://www.youtube.com/watch?v=MeCsRru0Uhk" target="_blank">Santana &#38; Alex Band - Why don't  U &#38; I</a></p>
<p>- <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=omFdpnSu57U" target="_blank">U2 - Beautiful day </a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Bardzo lubisz deszcz"]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=212</link>
<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 18:35:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=212</guid>
<description><![CDATA[
Za osobę, która miała bardzo duży wpływ na twórczość Akiry Kurosawy zwykło uważać się a]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" src="http://farm1.static.flickr.com/56/268039442_b85b36ba53.jpg?v=0" alt="" width="259" height="410" /></p>
<p style="text-align:justify;">Za osobę, która miała bardzo duży wpływ na twórczość Akiry Kurosawy zwykło uważać się amerykańskiego reżysera Johna Forda. Kiedy dwaj mistrzowie spotkali się pewnego razu Ford powiedział do Kurosawy po prostu: "<em>Bardzo lubisz deszcz</em>", na co on odpowiedział mu: "<em>A ty na prawdę uważałeś podczas moich filmów</em>".</p>
<p style="text-align:justify;">Ciekawy przykład dogłębnego szacunku w zetknięciu dwóch cywilizacji. Dwóch obcych kulturowo, a zarazem bardzo pokrewnych sobie ludzi w kilku słowach potrafi wyrazić do siebie najwyższy szacunek i wzajemne zrozumienie. Po takich słowach już nic nie trzeba mówić.</p>
<p style="text-align:justify;">Czasem wymiana jednego zdania z kimś całkowicie obcym powoduje, że masz wrażenie że jest to twoja pokrewna dusza. Czasem może starczyć nawet spojrzenie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[dwa bieguny emocji]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=201</link>
<pubDate>Mon, 16 Jun 2008 22:23:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=201</guid>
<description><![CDATA[Jadąc ostatnio samochodem, w radiowej Trójce usłyszałem zapomnianą, genialną piosenkę&#8230; ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Jadąc ostatnio samochodem, w radiowej Trójce usłyszałem zapomnianą, genialną piosenkę... potem kolejną. Gdybym miał depresję to z pewnością wyleczyłyby mnie one ze wszystkich objawów, jednak ona po prostu wprowadziły mnie w świetny humor. Niezwykłe, porywające - pure energy, pure happiness.</p>
<p style="text-align:center;">Phil Collins - Wear my hat</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/JlklbPvKfb4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/JlklbPvKfb4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:center;">Phil Collins - Dance into the light</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/_E6Le1Ooi8I'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/_E6Le1Ooi8I&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Potem usłyszałem kolejne melodie. Uderzenie w całkowicie drugi biegun - dwie inne genialne piosenki Collinsa - nostalgiczne, smutne i skłaniające do przemyśleń. Taki chillout na smutno.</p>
<p style="text-align:center;">Phil Collins - Another day in paradise</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/ftlYLcEW_I4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/ftlYLcEW_I4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:center;">Phil Collins -In the air tonight</p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/Gz7gajAb2ww'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/Gz7gajAb2ww&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="text-align:justify;">I za to chyba właśnie trzeba muzykę choć czasem pokochać, że ma tak ogromny wpływ na nasze emocje. Za to ze 3-minutowy utwór może nasz dzień zasnuć chmurami, a  czasem zamienić go w pasmo uśmiechu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Z pamiętnika młodszego bibliotekarza... ;]]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=202</link>
<pubDate>Sat, 14 Jun 2008 20:53:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=202</guid>
<description><![CDATA[Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej. Spokój w bibliotece łatwo przeradza się w nudę. Pełzająca okrutną nudę, która nie pozwala skupić się ani na niczym przyjemnym, bo przecież jesteśmy w pracy ani zmusić się do dalszej pracy, bo człowiek jest już zmęczony samą odległością jaka dzieli go od odległego poranka.</p>
<p style="text-align:center;"><img style="vertical-align:bottom;margin:1px;" src="http://rynarzewski.files.wordpress.com/2008/06/conanthelibrarian2.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">Jak więc wygląda sobota...? Pustki i grobowa cisza dusząca bibliotekarza spragnionego wizyty użytkownika. Każdy odgłos kroków na korytarzu powoduje dreszcz emocji i wyczekiwanie. Wszelka możliwość zabicia nudy i wykazanie się pracą jest błogosławieństwem danym nielicznym. Większość z pracowników, i tak szkieletowej obsady wszystkich działów, przeżywa męczarnie spoglądając na zegarki, czasomierze oraz wyświetlacze. Ile można siedzieć na internecie? Cisza zbliżona do tej jaka panuje w przestrzeni kosmicznej, szybko potrafi doprowadzić do szaleństwa najsilniejszego nawet psychicznie osobnika....</p>
<p style="text-align:justify;">Gdzieś około godziny dziewiętnastej bibliotekarz zaczyna miotać się niczym dzikie zwierze po swoim dziale. Przemierza swoje opustoszałe królestwo niczym tygrys uwięziony w zoo. W jego psychice następuje zasadnicza zmiana. O ile dotychczas czekał jeszcze na czytelnika to teraz każdy, który odważy się pojawić będzie niechcianym intruzem. Jego niechciane wkroczenie może przedłużyć pracę bibliotekarza o całe minuty – wprowadzić chaos w rytuał wyjścia, który rozpoczyna się na około pół godziny przed godziną zero. Zaburzenie tego cyklu, skomplikowanej procedury, przez czytelnika, który niechaj zechciałby [o zgrozo!] wykorzystać swoje prawo do korzystania z księgozbioru do godzin 19:59.... zachowanie takie uznać należałoby bezsprzecznie za skandaliczne.</p>
<p style="text-align:justify;">Gong oznajmiający kwadrans do zamknięcie i automat, który obwieszcza to głosem równie bezdusznym co otaczające mury, to ostatni wyznacznik nadchodzącego końca...  bibliotekarze przygotowani już do wyjścia z kluczami w rękach stoją przyklejeni do oszklonych drzwi. Spoglądają komu pierwszemu puszczą nerwy... kto pierwszy wyłączy światło i zamknie drzwi swego działu, komu pierwszemu puszczą nerwy.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak oto dzień pracy zbliża się do końca ostatecznego. Uczucie to porównać można jedynie z końcem biblijnej boskiej pracy, kiedy to po sześciu dniach nadchodzi zasłużony dzień odpoczynku... niedziela. Boskie uczucie dla bibliotekarza. Niedziela świętym dniem heretyckiej bibliotekarskiej wiary.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziś odpracowałem ostatnią przed wakacjami sobotę pracująca. Kolejna dopiero we września. Jutro rano poczuje się jak bóg. Mam dzień wolny.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kto podróżuje moim autobusem do pracy?]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=199</link>
<pubDate>Wed, 04 Jun 2008 17:32:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=199</guid>
<description><![CDATA[Dziś jadąc do pracy moją uwagę przyciągnęła naklejka na oknie oświadczajca dla kogo przeznac]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Dziś jadąc do pracy moją uwagę przyciągnęła naklejka na oknie oświadczajca dla kogo przeznaczone jest  siedzenie, na którym spocząłem. Spojrzałem na naklejkę i zgadnijcie jakie były moje pierwsze skojarznenia:</p>
<p style="text-align:center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align:middle;margin:1px;" src="http://rynarzewski.files.wordpress.com/2008/06/autobus.jpg" alt="" width="389" height="527" /></p>
<p style="text-align:justify;">Mój pokręcony umysł widząc postacie określił je jako [ licząc od lewej] :</p>
<p><strong>- Zygmunt Freud, </strong><br />
<strong>- Daredevil, </strong><br />
<strong>- Maria vel. Matka Boska,</strong><br />
<strong>- Jakaś Grubaska z fryzurą z lat 50tych</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Może wy macie jakieś sugestie co może oznaczać ta tajemnicza naklejka ;] czekam na propozycje.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Opowieści kolejowe... cz. 2]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=198</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 20:46:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=198</guid>
<description><![CDATA[Istniały w moich czasach i w moim położeniu geo-politycznym, tak jak i zapewne obecnie dwa modele]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="margin-bottom:0;" align="justify"><img class="alignleft" style="float:left;margin:1px;" src="http://bi.gazeta.pl/im/3/4502/z4502853X.jpg" alt="" width="283" height="212" />Istniały w moich czasach i w moim położeniu geo-politycznym, tak jak i zapewne obecnie dwa modele uczęszczania do szkoły średniej – dojeżdżanie oraz internat vel. bursa. Oba wiązały się w pewien sposób z podróżowaniem z tym że „<em>dojeżdżanie</em>” w dniach od poniedziałku do piątku, zaś „<em>internat/bursa</em>” w piątki i niedziele. U mnie z powodu niedużej odległości w grę wchodziło praktycznie tylko „<em>dojeżdżanie</em>”, z resztą jak miałem się okazję przekonać potem po stanie umysłowo-wychowawczym kolegów z burs – dzięki bogu!</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Pierwszy rok dojeżdżania był pewnym szokiem. Kwestia zaaklimatyzowania się i widmo tzw. „<em>kocenia</em>” powodowało pewien dyskomfort na początku, jednak człowiek jest istotą łatwo adoptującą się do ekstremalnych warunków i jakoś się dostosowałem, zresztą nie byłem wówczas sam. Podobnie sytuacja miała się z całym pokoleniem  moich rówieśników, tych znajomych oraz nieznajomych.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Pociągowe społeczeństwo okresu mojego pierwszego „<em>dojeżdżania</em>” charakteryzowało się pewną hierarchią. Pierwszoroczniacy, średni dojeżdżacze, dojeżdżacze seniorzy oraz charakteryzujące się własną hierarchią warstwy wyższe. Mieszanie się klas „dojeżdżających” następowało w rożnym stopniu – pierwszoroczniacy szukali często protekcji u seniorów, przed wyzyskiem i uciskiem klas od nich wyżej postawionych. Najczęściej opierało się to na więzach rodzinno-sąsiedzkich. Jednocześnie zaś ucisk stosowany był także przez środowiska bliskie uciskanemu. Kocenie w okresie swojego apogeum, które na szczęście miejsce miało nim ja zacząłem dojeżdżać, zahaczało momentami o dręczenie i wręcz znęcanie się. Obecnie o ile zauważyłem, zwyczaj ten zanikł prawie całkowicie.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Dojeżdżanie to nie tylko cała bogata kultura „wagonowa” [<em>której nie jestem w tym momencie w stanie przedstawić w sposób wyczerpujący – mam nadzieję kiedyś się za to zabrać</em>] - to także jej subkultura „peronowa”. Oczekiwanie  na podstawienie składu, lub pociąg długodystansowy posiadało określone reguły. Peron podzielony był na poszczególne rewiry – objęte w niepisane posiadanie przez grupy zawodowe, towarzyskie lub związane z poszczególnymi miejscowościami. Układ ten znajdował jednocześnie pewne odzwierciedlenie w rozkładzie poszczególnych grup w wagonach składu. Dojeżdżając przez pewien czas pociągiem o określonej godzinie, z prawdopodobieństwem 95 procent zdolny byłem określić w którym z kolejności wagonie dana osoba się znajduje, a także z dużą dokładnością określić przedział lub część wagonu w której mogę ją odnaleźć. Niepisana umowa regulowała ład i porządek dojeżdżającego społeczeństwa. Taka rewirowość doskonale świadczy reliktach pierwotnych instynktów stadnych.</p>
<p style="margin-bottom:0;" align="justify">Ten wykład „<em>Opowieści kolejowych</em>” zawarł w sobie wiele zagadnień teoretycznych, a mniej bezpośrednich przykładów z moich wspomnień... ...bywa :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kolja - reż. Jan Sverak]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=194</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 23:14:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=194</guid>
<description><![CDATA[Są filmy, które zapadają w pamięć, są filmy, które potrafią człowieka poruszyć, są filmy,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Są filmy, które zapadają w pamięć, są filmy, które potrafią człowieka poruszyć, są filmy, które wpisuje na listę ulubionych. Taki właśnie film to <strong>"Kolja"</strong> w reżyserii <strong>Jana Sveraka</strong>. Czeska produkcja z roku 1996, która zdobyła m. in. Oskara.</p>
<p style="text-align:justify;">W naszym europejskim kinie jest coś takiego co powoduje że  jest ono nam bliskie, przemawia, dotyka naszych problemów, uczuć. Niewiele filmów z Hollywood, pomimo gigantycznych nakładów, potrafi spojrzeć na człowieka w taki sposób jak robi to Sverak, Kolski czy Dejczer w "Bandycie". Spielberg, owszem jest efekciarski, ale to rozrywka na półtorej godziny z ziewaniem w co nudniejszych momentach. Nie wywołuje on żadnych emocji poza "wow" "fajne" "widziałeś!... aaaale nieźle". Film europejski z braku środków zdaje się iż wyewoluował w całkowicie innym kierunku - treść dominuje ponad formą. Człowiek jest w "naszym" kinie człowiekiem na całej linii. Żyje w realnym świecie, bliskim naszej rzeczywistości, osadzony jest w naszej charakterystycznej kulturze, która jeszcze [na szczęście nie została całkowicie zamerykanizowana]. W tym też chyba tkwi przewaga sztuki europejskiej, nad sterylną amerykańską papką podaną na zasadach political correctness..</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>"Kolja"</strong> [Kolia, Kolya] wykorzystuje  zdawałoby się, najbardziej oczywisty chwyt każdego scenarzysty - dziecko i stary zgorzkniały facet, który przebywając z dzieckiem przechodzi metamorfozę. Ale jak to podane...!!! Wyśmienicie!!! I moim zdaniem nie trąca to banałem, nie popada w schematyczność i tworzy piękną opowieść bez happy endu, jak to w życiu bywa. Albo może po prostu z happy endem w wydaniu realistycznym.</p>
<p style="text-align:justify;">Film wzrusza, porusza, narusza duszę. Plasuje go na bądź na poziomie "Bandyty", bądź nawet powyżej o jedną gwiazdkę w moim prywatnym rankingu...</p>
<p style="text-align:justify;">Amatorski trailer też jest moim zdaniem bardzo dobry i świetnie reklamuje film.</p>
<p style="text-align:justify;"><code><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/72Z6yyHI744'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/72Z6yyHI744&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></code></p>
<p style="text-align:justify;">Postać chłopca jeśli nie zawładnie waszym sercem to najprawdopodobniej znaczy ze go po prostu nie macie. Świetny mały aktor. Kilka scen z małym kolją jest genialnych. Na koniec dodam tylko że <strong>jeśli masz czytelniku jakąkolwiek możliwość dotarcia do tego filmu, to koniecznie go obejrzyj</strong> - sam bądź w gronie najabliższych/z ukochaną/... <strong>KONIECZNIE!!!</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Black&amp;White]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=168</link>
<pubDate>Sun, 13 Apr 2008 14:49:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=168</guid>
<description><![CDATA[
Wakacje 2003 lub 2004, Zenit 312m, czarno-biała klisza. To był chyba ostatni raz kiedy zrobienie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><img style="vertical-align:middle;margin:1px;" src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/04/liniamala.jpg" alt="" width="496" height="118" /></p>
<p style="text-align:justify;">Wakacje 2003 lub 2004, Zenit 312m, czarno-biała klisza. To był chyba ostatni raz kiedy zrobienie paru zdjęć sprawiło mi tak ogromną przyjemność. Analogowy aparat, ręcznie ustawiana ostrość, zabawa na całego.</p>
<p style="text-align:justify;">Technicznie zdjęcia są koszmarem profesjonalnego fotografa, ale moimi rękoma (i nie tylko moimi) powstały zdjęcia z klimatem. Choć nie wszystkie ostre, nie wszystkie idealnie wykadrowane, to wszystkie zdają się opowiadać jakąś historię. Wszystkie maja coś co mógłbym nazwać "duszą". Od cyfrowych różnią się nieprzewidywalnością, bo robiąc je nie wiedzieliśmy co z nich wyjdzie. Część kliszy jest nieczytelna, ale te kilkanaście zdjęć bardzo mi się podoba...</p>
<p style="text-align:center;"><img style="vertical-align:middle;margin:5px;" src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/04/kochanie.jpg" alt="" width="330" height="470" /></p>
<p style="text-align:justify;">Służbowy skaner do mikrofilmów, GIMP, kilka minut czasu, Wordpressowy blog, zero złotych. Czyż technologia nie daje wspaniałych możliwości?</p>
<p style="text-align:justify;">Chyba trzeba odświeżyć Zenita. Naprawić go, bo zrywa klisze i kupić czarno-białą kliszę...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[My very own D-day]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=167</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 18:55:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=167</guid>
<description><![CDATA[
Tylko głupiec nie ma wątpliwości.
Karel Capek
Bywają takie momenty w życiu, które zdają się]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft" style="float:left;margin:5px;" src="http://i.ehow.com/images/GlobalPhoto/Articles/2065427/Rodin-Thinker-main_Full.jpg" alt="" width="208" height="292" /></p>
<p style="text-align:justify;"><em>Tylko głupiec nie ma wątpliwości.</em></p>
<p style="text-align:right;">Karel Capek</p>
<p style="text-align:justify;">Bywają takie momenty w życiu, które zdają się być węzłowymi punktami naszej drogi. Skrzyżowaniami naszej egzystencji. Decyzje które musimy wówczas podjąć będą decydować o przyszłości. Stąd bierze się właśnie presja. Przytłaczające poczucie konieczności podjęcia ostatecznej decyzji. Z obranej raz drogi odwrotu nie ma. Można czekać aż dojdzie się tylko do kolejnego skrzyżowania.</p>
<p style="text-align:justify;">Człowiek, który zawsze starał się do wszystkich stać przodem, w końcu jednak musi komuś pokazać przysłowiową "dupę". Nie da się chyba u wszystkich mieć czystego konta :/ Chyba lepiej raz podjąć trudną decyzję, która dla będzie w dłuższym planie korzystna, przełknąć jej konsekwencje, niż męczyć się potem, plując sobie w brodę... Trzeba chyba uruchomić pozytywny egoizm.</p>
<p style="text-align:justify;">Czuje presje sam przed sobą... Jutro może się coś wyjaśni...</p>
<p style="text-align:justify;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Beautiful Day ?]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=162</link>
<pubDate>Tue, 01 Apr 2008 17:41:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=162</guid>
<description><![CDATA[    Zastanawialiście się kiedyś jak powinien wyglądać dobry dzień? Co powoduje że ten jede]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">    Zastanawialiście się kiedyś <b>jak powinien wyglądać dobry dzień?</b> Co powoduje że ten jeden akurat można nazwać udanym? Definicji może być wiele, zależnie od "właściciela" dnia.  Ja postaram się pokazać to na przykładzie:</p>
<p align="justify"><b>1 kwietnia 2008, wtorek:</b></p>
<p align="justify">- Poranek chłodny, lecz pogodny zwiastuje piękny dzień.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">- Pierwszy dzień w pracy... wrażenia, jak najbardziej pozytywne: to czym będe się zajmował spełnia moje wyobrażenia, wręcz idealnie do nich pasuje... Wymiar godzinowy - 3/4 etatu i ustawiam sobie godziny pracy, na rano lub na popołudnie. Czasem soboty. Pasuje, bo mogę dzięki temu mogę np. chodzić rano na angielski dwa razy w tygodniu. Płaca niewysoka, ale wystarczy. Układ idealny.</p>
<p align="justify">- Na dworcu wracając do domu dokupiłem ostatni, brakujący tom do kolekcji książek historycznych (nr 18) na który od dłuższego czasu się czaiłem.</p>
<p align="justify">- Po południu wyprawa służbowo-rekreacyjna po warmińskich wioseczkach. Monia nagrywała wywiad, ja wyszedłem przejść się po polu - cisza spokój, tylko odgłosy natury wkoło. I ten zapach wiosny - łąk, trawy, ziemi i świeżości. Cudowne.</p>
<p align="justify">- W domu relaks, kubek herbaty, łóżeczko... film... i odpływam zmęczony pozytywnie dzisiejszymi emocjami i wydarzeniami.</p>
<p align="justify">- W głowie nucę sobie<i>:     <b>It was a beautiful day, Don't let it get away</b></i></p>
<p align="center"> <span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/omFdpnSu57U'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/omFdpnSu57U&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiosna (update)]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=158</link>
<pubDate>Sun, 30 Mar 2008 17:46:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=158</guid>
<description><![CDATA[         Wiosna- pojawiły się wczoraj u mnie bociany, dziś muchy, a ja czuje się naładowany ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">     <img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/03/monia.jpg" align="left" border="1" height="250" hspace="5" vspace="5" width="201" /><b>    Wiosna</b>- pojawiły się wczoraj u mnie bociany, dziś muchy, a ja czuje się naładowany pozytywną energią... Wszystko jest proste, wszystko jest piękne, ze wszystkim sobie poradzę. <b>Wiosna</b>. Darmowa energia po długiej porze ciemności (bo zimą tego nazwać nie można), którą pochłaniam nie wiem kiedy i nie wiem jak, działa na mnie niczym narkotyk. Jestem na najprawdziwszym naturalnym haju. <b>Wiosna</b> plus trochę pracy w to włożonej. Magisterka napisana, praca załatwiona, słońce świeci, ktoś mnie kocha, ja kogoś kocham. Co więcej chcieć?</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Korzystam więc. Piszę, czytam, planuje, ciesze się, kocham. Bo tak czuje w tym roku wiosnę. Jak długo taki stan się utrzyma, kiedy nadejdzie zmęczenie, przeładowanie, zdołowanie i depresja? Na razie nie martwię się tym, bowiem jest <b>wiosna</b>, a ja nie mam zbyt wielu zmartwień na głowie.</p>
<p align="center"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/wl_u0lrB7fM'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/wl_u0lrB7fM&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p align="justify">    Dziś nadal trwa wiosna... Z dalekich krajów przyleciały i na gałęziach siadły pierwsze koty i pewnie zaraz zaczną wić gniazda...  na ognisku usmażono pierwsze kiełbasy, pierwsze kiełbasy zostały też poddane całopaleniu....</p>
<p align="center"> <img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/03/kotka-na-galezi.jpg" border="1" height="389" hspace="5" vspace="5" width="312" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zapiski z paragonu i chusteczki...]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=156</link>
<pubDate>Thu, 27 Mar 2008 17:18:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=156</guid>
<description><![CDATA[                    Słowem wstępu&#8230; Codziennie wycinana jest ogromna ilość drzew, które]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/03/paragon2.jpg" align="left" border="1" height="170" hspace="5" vspace="5" width="248" />                    Słowem wstępu... Codziennie wycinana jest ogromna ilość drzew, które potem mielone są na papier. A drzew nie przybywa i skutki widać choćby za oknem... Z kolei codziennie otrzymujemy kilka lub kilkanaście paragonów różnej wielkości. Od tych najmniejszych, po te olbrzymie z zakupów świątecznych w Tesco, mierzących kilkadziesiąt centymetrów. Chusteczki w makdonaldzie, które czasem wyrzucamy nawet nie używając... itd. itp. A czy zastanawialiście się ile można na tych wszystkich, zdawało by się bezużytecznych świstkach zapisać? Otóż ja podjąłem taką misję... będę starał się wykorzystywać takie "papierki" do moich zapisków...</p>
<p align="justify"><b>paragon</b>:<br />
Dziś zafundowałem sobie w Macu dużą kawę za 4.90. Szaleństwo :] choć przecież wcale kawy nie lubię. No ale kupując herbatę za podobną cenę czuję się oszukany płacąc za zabarwioną wodę. Dlatego wolę już kupić kawę... a co! Niech wiem za co płacę. Hehehe
</p>
<p align="justify">    Za oknem znowu śnieg. Dziś jest 27 marca. Pogoda płata figle, mi to sie jednak w sumie podoba. Mogę poczuć ten "klimat" jakiego nie było w grudniu...</p>
<p align="justify"> <b>Chusteczka</b>:<br />
Cytat i znaleziona przeze mnie sentencja z czytanej obecnie książki <font color="#999999">[dziękuje kochanie że ją o ciebie dostałem, bardzo ciekawa!!!] </font><b>Wiktor Pielewin, Święta Księga Wilkołaka</b>:</p>
<p align="justify">"[...]<br />
<i> - Hm. W ogóle to tak. Ale co wobec tego jest literaturą?<br />
- Na przykład Marcel Proust. Albo James Joyce.<br />
- Joyce? - powtórzył, przysuwając sie bliżej - Ten od Ulissesa? Próbowałem to czytać. Nudne. Szczerze mówiąc, w ogóle nie rozumiem do czego są potrzebne takie książki.<br />
- Jak to?<br />
- przecież tego całego Ulissesa nikt nie czyta. Trzech facetów przez niego przebrnęło i teraz tylko z tego żyją - piszą artykuły, jeżdżą na konferencje. I nikt więcej tego nie zmógł.<br />
- No wiesz - powiedziałam </i>[...]<i> - Wartość książki nie polega na tym ile osób ją przeczyta.  Genialność Giocondy nie zależy od tego, ilu zwiedzających przejdzie obok niej w ciągu roku. Wielkie dzieła mają mało czytelników, bo czytanie ich wymaga wielkiego wysiłku. Ale właśnie z tego wysiłku rodzi się wrażenie artystyczne. Literacki fast food nigdy nie zaoferuje ci nic takiego</i>." [s. 145-146]
</p>
<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify"><i><b>"Książki, które czytasz, są jak przypadkowi towarzysze podróży, których podwozisz na trasie. Jeśli będziesz woził ludzi kulturalnych i mądrych, nabierzesz od nich rozumu. Jeżeli  będziesz woził głupców - sam staniesz się głupcem."</b></i></p>
<p align="right"><i>W. Pielewin<br />
"Święta Księga Wilkołaka"</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zapiski z chusteczek...]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=147</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 20:33:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=147</guid>
<description><![CDATA[    18 marca - za oknem pada śnieg! Godzina siedzenia w Mac&#8217;u przed zajęciami z angielski]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/03/chusteczki.jpg" align="left" border="1" height="199" hspace="5" vspace="5" width="259" />    18 marca - za oknem pada śnieg! Godzina siedzenia w Mac'u przed zajęciami z angielskiego. Znowu Mac. Wczoraj Mac, dzisiaj Mac... kurwa Mac!</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Po "restauracji"kręci się facet z obsługi w czerwonym firmowym sweterku i kulejącą nogą, którą robi: stuk, stuk, stuk. Jakiś gruby "biznesmen" urządził sobie w przeciwnym rogu biuro. Po prawej dwie dziewczyny rozwiązują pracę domową z francuskiego. A ja tutaj siedzę. Znowu. Mała biała za 3,90 z dwiema saszetkami cukru, a nawet nie dali mi kanapki w promocji.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Mała starsza babuleńka robi rundkę po stolikach pytając cz ktoś nie poratowałby ją drobnymi. Kiedy podchodzi do mnie z uśmiechem mówię, że nie mam. Dla zasady. Staruszka zresztą to stara wyjadaczka. Spotykam ją tutaj i na całym mieście często. Mała energiczna, wygląda na zadowoloną, nie widać na jej twarzy tej starczej bezmyślności, ma w sobie jeszcze silną iskrę życia. Babuleńka dostaje mac'a od obsługi (chyba ja dobrze znają) i wychodzi. Przez okno widzę jak zapala sobie papierosa i rusza w dalszą trasę.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Spokojna jeszcze 10 minut temu restauracja powoli napełnia się gwarem. Coraz więcej osób przy stolikach, a sprzątacz przeciera szybę akwarium, po czym, stuk, stuk, stuk idzie w kierunku drzwi by je też przetrzeć po raz kolejny. Drugi raz jak już tutaj siedzę. Za oknem pada śnieg. 18 marca.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    ...Krótki kontakt  wzrokowy, a potem każdy wraca do swoich spraw, do swojego kotleta i swojej kawy. Wszyscy siedzą razem, nikt nie rozmawia ze sobą. Znak Czasu? Lęk przed rozmową? Nie wiem czemu, ale pomimo tego czuję z tymi wszystkimi zgromadzonymi tutaj ludźmi jakąś więź. Taka wspólnota bez wspólnoty. Ciekawe jakby nas wszystkich wsadzili do bydlęcego wagonu i wywozili na Sybir, czy nadal nikt nie zamieniłby ze sobą słowa. Chciałbym poznać dzieje każdego z tych ludzi, ich historię, poznać ich przeszłość i teraźniejszość.</p>
<p align="justify">    8:53, zaraz wyjdę na angielski... Swoją drogą to poroniony pomysł robić salę językową bez poczekalni jakiejkolwiek.</p>
<p align="justify">    W książce przeczytałem: Czarnecki <i><font color="#999999">[ wypisał mi się długopis zmieniam na taki o jaśniejszym, bardziej błękitnym odcieniu]</font></i> ukrył motor wojskowy motor BMV z koszem za co władza ludowa chciała go posadzić. Ostatecznie uratował go Henryk Cyfus, jego koneksje i żona Czarneckiego akuszerka, która dojeżdżać nim miała do pacjentek. Warmia 1946. Rower na felgach był wtedy luksusem, a rodowitych Warmiaków potrafili dniami przetrzymywać i przesłuchiwać bez powodu, tylko za pochodzenie. Warmiakiem się nie urodziłem, ani nie zostałem tak wychowany - stałem się nim dopiero kilka lat temu kiedy zacząłem o tym myśleć o odrębności mojej Warmii. W dzisiejszych czasach Warmiakiem się staje. Warmia 2008.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lao Che - Powstanie Warszawskie]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=145</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 15:05:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=145</guid>
<description><![CDATA[                    Może i trochę jestem opóźniony, ale lepiej późno niż wcale&#8230; odkr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://www.empik.com/b/o/9b/0d/9b0d39ddf1cde44b92d37b54fd0560de.jpg" align="left" border="1" height="246" hspace="5" vspace="5" width="249" /><b>                    Może i trochę jestem opóźniony, ale lepiej późno niż wcale... odkryłem niedawno płytę zespołu </b><b><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lao_Che" target="_blank">Lao Che</a> "<i>Powstanie Warszawskie</i>". Genialne muzyczno-słuchowiskowe przedstawienie, w którym mieszają się style muzyczne i wybuchają emocje związane z jednym z najtragiczniejszych epizodów "naszej" II Wojny Światowej. Jestem pod olbrzymim wrażeniem...</b></p>
<p align="justify">    Album <i>Powstanie Warszawskie</i> wydany został w marcu 2005 roku i jest uważana za najważniejsze wydawnictwo muzyczne tego roku. O płycie niech wypowiedzą się sami jej twórcy:</p>
<p align="justify">    "<i>Powstanie Warszawskie to zjawisko tak bardzo osobliwe, że trudno przypisać mu jakiekolwiek analogie. Dla nas - bez względu na różnorodne kontrowersje, które ten temat powoduje - jest to okres historyczny przede wszystkim przesycony romantyzmem. Postanowiliśmy napisać płytę o owym czasie, czasie prób człowieczego morale. Bestialstwo kontra uniesienie młodzieńczej odwagi, przyjaźni, współistnienia w warunkach tak dalece ekstremalnych, że niemożliwych do pełnego odczucia przez nas - ludzi teraźniejszości. Jedyne co możemy to iść drogą wyobraźni. Powstanie Warszawskie to płyta-słuchowisko złożona z 10 kompozycji, których najważniejszym zadaniem jest pokazanie poprzez dźwięki owego świata. Układ płyty oraz aranżacje utworów odpowiadają realiom historycznym, które miały bardzo duży wpływ na nasze tworzenie. Postaraliśmy się aby scenariusz przedstawiał się dokładnie tak jak faktyczne zdarzenia owych dni. Chcielibyśmy, aby słuchacze poczuli choć namiastkę tamtych emocji</i>."</p>
<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify"> <b>Lao Che - Zrzuty</b></p>
<p align="center"> <code>[audio http://www.chomikuj.pl/rynarzewski/Muzyka/Lao+Che+-+Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+04+-+Zrzuty.mp3]</code></p>
<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify">    Trzeba zwrócić, przy okazji, uwagę na wartość popularyzacyjno-edukacyjną takiego przedsięwzięcia jak nagrania zespołu Lao Che. Zainteresowanie młodego pokolenia tymi wydarzeniami poprzez popularną muzykę z pewnością jest drogą, która ułatwi zaszczepienie, choć kilku faktów z tamtej epoki, a może dla części będzie inspiracją do dalszego zgłębienia historii Powstania 44. Wydarzenia sprzed ponad 60 lat zacierają się w naszej świadomości więc trzeba cały czas szukać drogi by utrzymać ją żywą wśród kolejnych pokoleń. Jednocześnie nie można popaść w zbytnią mitologizację i odrealnienie Powstania. Wydaje mi się, że Lao Che uniknęło tych pułapek.</p>
<p align="justify">&#160;</p>
<div align="left"><b>Lao Che - Barykada</b></div>
<p align="center"> <code>[audio http://www.chomikuj.pl/Aradia/Muzyka/Lao+Che/Powstanie+Warszawskie/Powstanie+Warszawskie+-+03+-+Barykada.mp3]</code></p>
<p align="center">[<font color="#999999">słuchając tej piosenki, starając się wczuć w sytuacje tych młodych ludzi z batalionu Zośka na Woli, cały się rozpadam</font>]</p>
<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify">    We mnie "Powstanie Warszawskie" wzbudza olbrzymie emocje. Wsłuchanie się w teksty, przesłuchanie całości tego słuchowiska zmusza do zastanowienia się nad losem tysięcy młodych ludzi, którzy oddali życie za ideały - wolność, Polskę, ojczyznę. Porażające i jakby niepojmowane zdaje się być to, że w beznadziejnej walce gotowi byli poświęcić się oddając wszystko to czego jeszcze nie zdążyli poznać. Czy sam byłbym gotów na takie poświęcenie. Szczera odpowiedz to: nie wiem. I czy w takim razie jestem coś winien tym ludziom, którzy odważyli się walczyć. Z pewnością jestem im winny pamięć.</p>
<p align="justify">    Z całą odpowiedzialnością <b>POLECAM</b> płytę Lao Che "Powstanie Warszawskie" jako naprawdę dobry kawał muzyki, a zarazem podróż w historię, bo w końcu kto może zrozumieć emocje targające ludźmi z tamtego pokolenia, jeśli nie ich dzisiejsi rówieśnicy. W gruncie rzeczy jesteśmy przecież tacy sami...</p>
<p align="justify">Całą płytę można nielegalnie ściągnąć <b><a href="http://chomikuj.pl/rynarzewski/Muzyka/Lao+Che+-+Powstanie+Warszawskie" target="_blank">TUTAJ</a></b></p>
<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[The Last Starfighter]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=140</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 17:03:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=140</guid>
<description><![CDATA[

Stary, ale fajny filmik. Czemu fajny? Na pewno nie ze względu na dość standardową amerykańsk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align:center;"><img src="http://othersideoftheplanet.com/wp-content/uploads/2007/12/The_Last_Starfighter_1c.gif" align="left" border="1" height="256" hspace="5" vspace="5" width="255" /></div>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Stary, ale fajny filmik. Czemu fajny? Na pewno nie ze względu na dość standardową amerykańską fabułę. Miło się ogląda, takie kino familijne science fiction, miłe wspomnienia z dzieciństwa. Film ten wyróżnia się tym że jako jeden z pierwszych zastosował na szeroką skalę grafikę komputerową 3-D i to na całkiem wysokim poziomie. Nie razi pikseloza, nie denerwuje niezgranie z tłem filmowym. Wszystko ładnie i pięknie (jak na 1984 r.).</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Fabuła opowiada o chłopaku Alexie, który grając na automacie w grę Starfighter bije rekord i zostaje siłą przyjęty do Gwiezdnej Ligi, broniącej galaktyki... i takie tam. Miła spokojna fabuła, gra aktorska nieco powyżej średniej dla filmów klasy B. Da się całkiem bez problemu obejrzeć. Polecam bo jakby nie patrzeć jest to jeden z kamieni milowych kina s-f i całego przemysłu. W TLS wykorzystano aż 27 minut generowanej komputerowo grafiki wykonanej na superkomputerze  <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cray_X-MP" title="Cray X-MP">Cray X-MP</a> . Bajer. Tylko niewielka część efektów specjalnych została wykonania tradycyjnie - twarz Bety Alexa nim przyjął jego twarz oraz samochód którego używa Centaurius, a który potem został użyty w Back to the Future cz. II.</p>
<p align="justify">Ogólnie wliczam go do klasyki sf z wiadomych powodów i z wiadomych powodów go polecam.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Swoją drogą obejrzenie tego filmu jakoś przypomniało mi te czasy kiedy królowały Gwiezdne Wojny, na kompie grywało się np. w X-wing vs. Tie-fighter, lub Wing Commandera.  Teraz już nie ma takich filmów ani takich gier. Jakoś porusza to we nie nutkę tęsknoty za tym wszystkim. Nawet science-fiction była wtedy prostsza, łatwiejsza. Dzieciństwo, fajny czas. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=cSFfQu69gWU&#38;" target="_blank">Już nigdy nie będzie takiego lata...</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nessun Dorma]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=138</link>
<pubDate>Tue, 04 Mar 2008 19:25:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=138</guid>
<description><![CDATA[    W liceum jako młody barbarzyńca byłem w Teatrze Wielki - Operze Narodowej na spektaklu Tur]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">    W liceum jako młody barbarzyńca byłem w Teatrze Wielki - Operze Narodowej na spektaklu Turandot. Niewiele jednak zapamiętałem z tego wyjazdu, bo przez większość czasu byłem zajęty trzymaniem ręki mojej dzisiejszej ukochanej i muzyka była tylko tłem dla tych wszystkich wydarzeń. Piękne wspomnienie...</p>
<p align="justify">    Ostatnimi czasy charakterystyczna aria z Turandot kilkukrotnie do mnie natarczywie powracała. Kilka miesięcy temu przypadkiem trafiłem na YouTubie na fenomenalne i poruszające <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=1k08yxu57NA" target="_blank">wykonanie arii "Nessun Dorma"</a> z Turandot przez brytyjskiego "amatora" Paula Pottsa, wczoraj zaś ta sama aria dopadła mnie w drodze podczas jazdy samochodem...</p>
<p align="center"><font color="#999999">[</font><font color="#999999"><i>Najlepsze moim zdaniem dostępne wykonanie "Nessun Dorma"</i>]  </font></p>
<p align="center"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/TOfC9LfR3PI'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/TOfC9LfR3PI&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p align="justify">    Luciano Pavarotti z NY w roku 1980. Ta muzyka i śpiew mają w sobie niesamowity ładunek emocjonalny. Coś co swobodnie mógłbym nazwać najdoskonalszą formą utworu muzycznego. Dotknięcie geniuszu. Takie moje zdanie.  A finał arii jest porywający. Słowami tego nie opiszę -albo to poczujesz albo nie. Miłego słuchania...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sztuczki - poetyka miasta z miękkiego ciasta.]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=121</link>
<pubDate>Sat, 23 Feb 2008 14:45:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=121</guid>
<description><![CDATA[ 
    Zmruż Oczy pokochałem. Sztuczki polubiłem. Czyli na samym wstępie wyjaśniłem już wsz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> <img src="http://muzotonika.pl/film/image/7/large/sztuczki.jpg" align="left" border="1" height="336" hspace="5" vspace="5" width="239" /></p>
<div align="justify">    Zmruż Oczy pokochałem. <b>Sztuczki</b> polubiłem. Czyli na samym wstępie wyjaśniłem już wszystko. Może jednak nie powinienem po prostu porównywać tych dwóch obrazów. Żeby nie powtarzać i nie sugerować się niczym, powstrzymałem się od czytania wszelkiego rodzaju recenzji przed napisaniem tego co sam chcę powiedzieć. Umysł ludzki znajdując gotowe stwierdzenia do niewypowiedzianych myśli usilnie stara się nimi posłużyć, jednocześnie zabijając oryginalność...</div>
<div align="justify">    W <b>Sztuczkach</b>, reżyser Andrzej Jakimowski, uderzył w drugi biegun Polski, umiejscawiając akcję gdzieś na Śląsku, a co za tym idzie zamienił poetykę wsi, znaną ze Zmruż Oczy, na poetykę miasta. Już z tym osobiście ciężko jest mi ciężko się identyfikować i wczuć. Z drugiej strony jest to pewnie (nie wiem) jakiś ukłon w stronę tej części z nas (was?), którym jest to bliższe. Podoba mi się w Sztuczkach ujęcie fabuły - efekt motyla w zastosowaniu mikro. Zbiegi okoliczności, które pozornie nie mają znaczenia i odizolowane wydarzenia, które tworzą naszą rzeczywistość. Na dodatek wszystko widziane oczami dziecka.</div>
<div align="justify">    Jednocześnie wszystko to wydaje się bez tej głębi. Brakuje tej iskierki. Wszystko ok, ale.... "ale". Niektóre sceny są całkowici niepasujące i nic nie wnoszą do filmu, ani nie dodają mu uroku ani wdzięku. Te minuty taśmy można było poświęcić na rozwiniecie jakiegoś ważnego momentu, albo strzelenie jakiegoś pejzarzu, zarysowanie otoczenia. Wierzę, że prawdziwa sztuka, obojętnie czy jest to film, obraz, książka czy utwór muzyczny, to taka w której wszystko podporządkowane jest jednemu nadrzędnemu celowi, zawartemu w jej sednie. Ani jednej zbędnej sceny, ani jednego zbędnego zdania, ani jednej zbędnej nuty. Tego mi tutaj zabrakło, a dostałem to od tego reżysera poprzedni.</div>
<div align="justify">    Najlepszą niezwiązaną z fabułą sceną jest rozmowa podczas jazdy samochodem pomiędzy Jerzym i Turkiem o samochodach i kobietach. Z klimatem i ludową filozofią. Bardzo podobają mi się też sceny kolejowo-dworcowe. Tory mają swój niepowtarzalny klimat.    Aktorsko film nie stoi na wyżynach. Jerzy (w Zmruż Oczy grał Sosnoszczuka) nie jest tutaj już taki naturalny, Elka wygląda ładnie na ekranie i gra też dobrze dopóki nie musi się odezwać, Stefek raczej dobrze. Rola Taty jakoś mi się nie podobała, może po prostu dlatego ze nie trafia mnie aktorstwo Tomasza Sapryka, zazwyczaj kreującego role półgłówków... A Liszowska to jest całkowicie w tym filmie niepotrzebna.</div>
<div align="justify">    Film jednak polecam do obejrzenia. Sam jeszcze na pewno wrócę do niego w najbliższym czasie parę razy próbując go bardziej"wchłonąć" i może bardziej polubić.  Jeśli miałbym odnosi do poprzedniego dzieła Jakimowskiego i do Rezerwatu to <b>Sztuczki</b> w tej triadzie wypadają najsłabiej. Ale i poprzeczka wysoko. A może po prostu nie warto porównywać i już przed obejrzeniem stawiać wymagania... To tak dość krótko w słowach wszystko, a jeszcze mi coś do głowy przyjdzie to rozwinę myśl.</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jednodniowy mikrocelebryta]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=120</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 18:28:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=120</guid>
<description><![CDATA[    Po wczorajszych zawirowaniach z poprzednim postem rozreklamowanym przez Wykop.pl co tu dużo ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="justify">    Po wczorajszych zawirowaniach z poprzednim postem rozreklamowanym przez Wykop.pl co tu dużo mówić nazłaziło sie tutaj sporo ludzi. I dzięki temu, wdrapując się na szczyt katalogu wordpressa doświadczyłem to co wielu przede mną i wielu po mnie będzie miało okazję. Stałem się <b>Jednodniowym mikrocelebrytą</b>. Przez chwilę byłem na szczycie najpopularniejszych wpisów dnia i blogów polskiego półświatka wordpressowców.</p>
<p align="center"> <img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/02/mikrocelebryta.jpg" alt="mikrocelebryta" border="1" height="376" hspace="5" vspace="5" width="450" /></p>
<p align="justify">    Co mnie najbardziej w tym całym zdarzeniu ucieszyło? Np to że znalazłem się ponad Azraelem i jego marnym (moim zdaniem) blogiem oraz ponad Archowieściami, które są z kolei fajnym blogiem. Ucieszyło też to że może zyskam jednego lub dwóch czytelników dzięki temu a stałe (z ok 8ooo gości, pozostało kilkanaście wpisów, a tylko 1 lub 2 ludzi którzy zajrzeli tu kilka razy).</p>
</div>
<div align="justify">    Mikrocelebryta to ciekawy fenomen web 2.0.  Jak wyjaśnia to Kuba Filipowski, autor strony <a href="http://yashke.com/2008/01/02/mikrocelebryci/">yashke.com</a> <b>mikrocelbryta</b> to termin, który: "<i>pojawił się już 2 lata temu na gigaom, zjawisko opisał też Clive Thompson w Wired i Marta Klimowicz na blogu. Łatwo się domyślić, że mikrocelebryta to ktoś rozpoznawalny w niewielkiej grupie. Coś w stylu gwiazdy socjometrycznej. W sumie nic szczególnego - w świecie poza sieciowym tacy ludzie nazywani są po prostu popularnymi</i>". Czyli taki Kononowicz, Azrael i inni "sławni" wypromowani dzięki youtubowi i innym portalom społecznym pozwalającym czynnie współtworzyć sie użytkownikom.  Dzięki zaś niebiosom, że takim <b>mikrocelebrytą </b>byłem tylko jeden dzień. :) Nie chciałbym się znaleźć w galerii sław <b>mikrocelebrytów</b> pomiędzy Kononem a Jożinem z Bażin.</div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify">PS [<i>update 23 lutego</i>]</div>
<div align="justify">Na printscreenie udało mi sie uwiecznić ciekawy moment:</div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify">
<div style="text-align:center;"><img src="http://rynarzewski.wordpress.com/files/2008/02/10k.jpg" border="1" hspace="5" vspace="5" /></div>
</div>
<div align="justify"></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wiarygodność kontra popularność.]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=115</link>
<pubDate>Mon, 18 Feb 2008 20:06:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=115</guid>
<description><![CDATA[Przeniesienie się na nową platformę i związane miedzy innymi z serwisem Wykop.pl możliwości sz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><img src="http://www1.istockphoto.com/file_thumbview_approve/3968357/2/istockphoto_3968357_hall_of_fame.jpg" alt="sława" align="left" height="85" width="114" /><b>Przeniesienie się na nową platformę i związane miedzy innymi z serwisem Wykop.pl możliwości szybkiej (a złudnej) promocji, sprowadziły na moją głowę pewne przemyślenia odnośnie wiarygodności, popularności przez małe "p" oraz sławy prze małee "s".</b></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><!--[if !supportEmptyParas]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Zacząłem pisać mojego bloga z pewnym można to powiedzieć, terapeutycznym zamiarem. Mam dość bogate zainteresowania, dużo przemyśleń i brak swobodnej możliwości ich uzewnętrznienia powodował u mnie stan pewnej frustracji i podświadomego depresyjnego transu. Strona ta pozwala mi z siebie wyrzucić to co we mnie siedzi, oczyścić się i udrożnić przepływ myśli w głowie. I tak też ja traktuje, piszę o tym co mnie interesuje, czasem gdy coś mnie zaciekami, zaintryguje, lub akurat zaprząta moja głowę w związku z tym co robię.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">I wówczas wiem, że to o pisze jest moje, jest szczerze i wiarygodne. Odzwierciedla mnie przetworzonego w formie liter i znaków. Nie zawsze są to wpisy inteligentne, zabawne, nie zawsze trzymają poziom. Czyli są takie jak ja. Pokazują moje niedoskonałości, są może nawet świadectwem tego jak z nimi walczę (<i>albo i nie są</i>). I dlatego tworzenie tej strony przynosi mi dużą satysfakcję. Jest moim wiarygodnym odzwierciedleniem.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Czasami przyłapuję się na tym jak na siłę próbuję coś napisać i nie wychodzi mi w żaden sposób. I wtedy wiem że staram się na siłę wydusić z siebie coś co nie chce być napisane, bo nie nadeszła jeszcze jego pora, lub w ogóle nie wypływa to ze mnie. To czego staram się właśnie ciągle unikać to tzw. pisanie „pod publikę”. Szukanie popularności, chwytanie gorących tematów (polityka, kontrowersje) a potem publikowanie ich na serwisach typu wykop.pl w celu zwiększenia sobie ilości odwiedzin. Są takie sposoby. Wczoraj wpuściłem na wykop jeden z moich postów, dotyczący mojego stosunku do „mojego” miasta Olsztyna. Od razu podskoczyły statystyki mimo iż w sumie nie został on wcale zauważony na forum tego serwisu. Niemniej było kilkadziesiąt wejść więcej niż zazwyczaj. I dzisiaj przyłapałem się przez chwile na myśleniu co by tu napisać i znowu wrzucić na wykop, żeby podkręcić jeszcze dalej statystyki. No ale hola hola panie teges. Nie tędy droga. Słowo klucz: <b>WIARYGODNOŚĆ</b> czyli inaczej prawdziwość. Jeśli będę starał się wykorzystywać takie serwisy do bezwstydnej reklamy poprzez pisanie specjalnie pod ten serwis to zostanie to na pewno dostrzeżone. Może podreperowałbym dzięki temu statystyki, mógł pochwalić się że mam ileś tam tysięcy wejść i ileś tam komentarzy, ale zabiłoby to na dłuższą metę urok, który ma dla mnie to co robię. Dla popularności sprzedałbym wtedy swoją wiarygodność. Pogoń za statystyką doprowadziłaby do całkowitego zblokowania intelektualnego. A w końcu ludzie i tak by odkryli że to wszystko jest udawane i znudzili się tym co bym pisał.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Niemniej miło jest uzyskać tą sławę przez małe „s” kiedy ludzi czytają to co robisz i komentują twoje wypowiedzi. Ja osobiście chciałbym jednak żeby mogli poznać dzięki temu mnie a nie jedną z moich medialnych masek, przybranych po to żeby lepiej się sprzedawać.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Rozumiem że niektórzy interesują się tymi "topowymi" tematami i przez to są czytani, nie potępiam ich za to. Ja moją popularność przez małe „p”, chcę uzyskać poprzez wiarygodność i zgodność z samym sobą.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><!--[if !supportEmptyParas]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">PS</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Miło zaskoczony dziś zostałem, dowiedziawszy się iż koleżanka dostała od swojego kolegi z Krakowa link do mojego wpisu o Olsztynie zamieszczonego w wykopie i przez niego weszła na moją stronę. Czyli trasa Wipsowo – Wykop.pl – Kraków – Olsztyn – Wipsowo. Miło że nieznajomi zauważają czasem to co robię i wraca to do mnie w postaci miłej niespodzianki. I to ma sens i mnie cieszy. Bo ten wpis uważam za wiarygodny.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Biblioteka Uniwersytecka a'la supermarket Alcatraz.]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/02/15/biblioteka-uniwersytecka-ala-supermarket-alcatraz/</link>
<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 16:36:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/02/15/biblioteka-uniwersytecka-ala-supermarket-alcatraz/</guid>
<description><![CDATA[        Zawsze miałem do wszelakich bibliotek specjalny, przyjazny stosunek. Wszelkie malutkie dziw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="justify"><a href="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/1.JPG"><img src="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/1.JPG" style="float:left;width:120px;margin:0 10px 10px 0;" border="0" /></a><b>        Zawsze miałem do wszelakich bibliotek specjalny, przyjazny stosunek. Wszelkie malutkie dziwactwa i specyficzne szczegółu dodawały im zawsze charakteru. Czy to w biblioteka w podstawówce, w liceum, biblioteki miejskie i biblioteka wojewódzka. Pamiętna biblioteka mojego kierunku (pan Cezary), czy też wydziałowa, lub biblioteka OBN... wszystkie one pozostawiły miły ślad w mej pamięci. I tylko obraz ten psuje ta, która na mej drodze stanęła ostatnio - nowa Główna Biblioteka Uniwersytecka UWM...</b></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"><span>    </span></div>
<div align="justify"><span>    Zacznę od tego że <span style="font-weight:bold;">jestem zawiedziony</span>, ale i potwierdza się moje spostrzeżenie, że coraz mniejsza jest na świecie dbałość o rzecz tak mało istotną jak szczegóły. Nowiutka biblioteka mojego uniwerku jest całkowitą porażką. No ktoś może powiedzieć że: <span style="font-style:italic;">Jak to, przecież jest nowa, wszystko jest na miejscu i takie ładne marmurowe i takie ładne szklane</span>. To wtedy mu odpowiem: <span style="font-style:italic;">Weź mnie nie wkurzaj!</span> A czemu? Przeczytajcie:<a href="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/33.JPG"><img src="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/33.JPG" style="float:left;width:270px;margin:0 10px 10px 0;" border="0" /></a>- Zaprojektowana jest bardzo, ale to bardzo <span style="font-weight:bold;">niefunkcjonalnie</span>. Szatnia trzy kilometry od szafek, wypożyczalnie za schodami do czytelni, a ubikacje ukryte przed użytkownikiem za czterema drzwiami. Ogromne, niewykorzystane przestrzenie. I wiele innych przykładów absurdalnych rozwiązań architektonicznych.</span></div>
<div align="justify"><span>- <span style="font-weight:bold;">zakaz wnoszenia do czytelni laptopów w torbach</span>. Czyli polega to na tym że trzeba notka wyjmować, brać w łapę kable, ew. myszkę, notatki, papiery, jakąś książkę, przybory do pisania, coś do picia, portfel, telefon, i cholera wie co jeszcze po czym wdrapywać się na drugie piętro po marmurowych=dość śliskich, krętych schodach. Frustrujące jest to bardzo i znacząco utrudnia np. mi osobiście pracę.</span><span></span><span> </span></div>
<div align="justify"><span>- <span style="font-weight:bold;">Jesteś złodziejem</span>. Tak zostało założone już na samym początku i tak też traktowany jest student (i nie tylko) przez cały czas pobytu w bibliotece. Zakaz wnoszenia jest jakichkolwiek nieprzezroczystych reklamówek, w tym także damskich torebek (<span style="font-style:italic;">my bag is my castle</span>.. i dla większości kobiet naturalnym jest iż zabierają ze sobą wszędzie swoje torebki w których mają wszystkie "najniezbędniejsze" rzeczy), ponieważ jak dowiedziałem się od pana ochroniarza w jednej z dyskusji z nim: <span style="font-style:italic;">Zdarzyły się przypadki kradzieży książek.</span>. A oznacza to chyba nie potrzebę wprowadzenia ograniczeń swobody, a sprawdzenie czy dobrze działa sprzęt przeznaczony do wykrywania takich przypadków. Bramki, tak wąskie że każdemu nie anorektykowi, ledwie starczają, są zaś na tyle wadliwe ze piszczą kiedy chcą i reagują np. na wypożyczone książki, które legalnie chcesz zabrać do domu. No a kiedy zapiszczy to już czeka cię krzyczący za tobą ochroniarz i małe przeszukanko. Uwłaczające. Popracować nad sprzętem bym radził a ni nad obostrzeniami. I przez coś takiego zawsze kiedy przechodzę bramkę mam dziwne, nieprzyjemne uczucie. Po prsotu zastosowano starą sprawdzoną m.in. przez Niemców metodę zbiorowej odpowiedzialności. Jak swojsko.  <a href="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/6.JPG"><img src="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/media/images/galeria/6.JPG" style="float:right;width:270px;margin:0 0 10px 10px;" border="0" /></a> </span></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"><span>- Kolejnym dziwactwem jest faktyczny <span style="font-weight:bold;">zakaz wchodzenia z torbami do WC</span>? Tego to całkiem nie potrafię zrozumieć. Czasem może uda się przemknąć jak ochroniarz się odwróci, ale przeważnie czeka cię głośne zwrócenie uwagi. Czyli kobieta nie przypudruje sobie noska... Niestety. Dura lex sed lex. A mi sie to cholernie nie podoba, bo ogranicza moją swobodę, czuję sie skrępowany i niemile wdziany...<br />
</span></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"><span> - Z innych niedogodności to oczekiwany przez wszystkich <span style="font-weight:bold;">wolny dostęp</span>, zapowiadany jako całkowita wolność w korzystaniu z książek. Niestety niczym nie różni się to od normalnej czytelni, jaką miałem np. w swoi instytucie. Czyli taki rozbudowany księgozbiór podręczny, z którego książek nie można wypożyczać. A zapowiadali coś innego.</span>Ogólnie to już nie mam siły narzekać na tą naszą nową bibliotekę, całkowicie nie chce mi się do niej chodzić. O ile na początku pełen byłem entuzjazmu to teraz całkowicie utraciłem wiarę w tę instytucję. Bibliotekę zamieniono w supermarket. Nie widzę różnicy już raczej czy jestem w centrum handlowym Alfa, czy bibliotece uniwersyteckiej... szkoda słów, jak dla mnie zabili biblioteczny urok.</div>
<div align="justify"> [<i>zdjęcia pochodzą ze strony <a href="http://bart.uwm.edu.pl/bibgw/pl/index.php?ct=o_bib_galeria" target="_blank">Biblioteki UWM</a></i> ]</div>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
