<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>przedsiewziecia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/przedsiewziecia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "przedsiewziecia"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 18:52:37 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Zrób albo kup. I uważaj na bałwany]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=58</link>
<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 10:32:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=58</guid>
<description><![CDATA[W leniwą, zadziwiająco ciepłą niedzielę, niedopieszczony towarzysko przez cały weekend, wybra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">W leniwą, zadziwiająco ciepłą niedzielę, niedopieszczony towarzysko przez cały weekend, wybrałem się na Plac Zbawiciela obserwować zmagania Dominiki Naborowskiej (<a href="http://panieprzodem.pl/" target="_blank"><i>Panie Przodem</i></a>) i ekipy <a href="http://planbe.nazwa.pl/" target="_blank">Planu B</a> z nieubłaganie nadchodzącą wiosną. <!--more-->Program, oprócz standardowych atrakcji - czyli Kramu z designem w drastycznie krótkich seriach, przewidywał lepienie bałwana i warsztaty wykonywania biżuterii. Ach, oczywiście była też wymiana jedzenia - jako że mój organizm przyjmuje w dni wolne od pracy jedynie alkohol, posiłkowałem się szklaneczką Martini Bianco.</p>
<p>!!!<!--Slide.com error: provide id, w, h--></p>
<p align="justify">Oczywiście obiecywałem sobie, że nie będę wydawać pieniędzy, ale nadzieje okazały się być płonne - na kramach pokusa sprawienia sobie czegoś, co nie jest masowo produkowane i ometkowane "Made in China" jest zbyt silna i poparta świetnymi pomysłami sprzedających. Na pierwszy ogień poszła lniana torba od <a href="http://vlepvnet.bzzz.net/index.html" target="_blank">vlep[v]netu</a>, która posłużyła mi do przenoszenia kolejnych trofeów. Następnie dosypałem garść <i>buttonów</i>, których w dobrych wzorach jest zawsze za mało. Ukoronowaniem polowania były kolczyki od Doroty Halickiej (taaaa, zastanówmy się teraz komu je oddam) i tejże miseczka na drobiazgi wykonana z pogiętej płyty winylowej.</p>
<p align="justify">Ulepiony bałwan trzymał się dzielnie - ale w końcu musiał ulec słonecznej atmosferze. O wiele lepiej funkcjonował śnieg w wymiarze symbolicznym - w postaci biżuterii wyrabianej przez Dominikę Naborowską i jej gości. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że następnym razem organizatorzy wstrzelą się w aurę i kolorem przewodnim przyszłego kramu będzie zielony.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lirykożercy - czyli kotlety z poety]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=54</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 19:25:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=54</guid>
<description><![CDATA[Kiedy tylko dowiedziałem się, że Monika Grochowska, znana mi z intrygującego projektu &#8220;Co ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Kiedy tylko dowiedziałem się, że Monika Grochowska, znana mi z intrygującego projektu "Co Złego, to my" (podczas ostatniego festiwalu <i>Niewinni Czarodzieje</i>) oraz Łukasz Garlicki zabierają się za projekt poświęcony Herbertowi zastrzygłem w radości uszami i pilnie nasłuchiwałem wszelkich wiadomości. Reżyseria inauguracji roku poświęconemu poecie, w dodatku w Teatrze Narodowym, to wielka sprawa - i zachodziłem w głowę, jak reżyserka to ugryzie. W końcu to już nie Komeda, Polański i wesołe warszawskie lata '50, lecz twórczość często trudna, częstokroć nieprzyjemna i zawsze intymna.<!--more--></p>
<p align="justify">Przykro mi bardzo, ale muszę ogłosić porażkę, ba! niemalże sromotną klęskę, tu i ówdzie łataną jedynie przez co lepsze pomysły. Jest mi przykro podwójnie, gdyż nie tylko przegrali na tym Pani Monika i Pan Łukasz, ale również przegrał Herbert. A wcale przez myśl mi nie przeszło, gdy przechodziłem Placem Teatralnym, że może tak być. Gdyby w tym czasie rozszalałaby się burza, mógłbym uznać to za pewien ironiczny komentarz z zaświatów do tego, co nastąpiło. Ale niestety, nawet pogoda nie stanęła na wysokości zadania.</p>
<p align="justify">Sam koncept przedstawienia poezji lwowiaka w nawiązaniu do języka współczesności i ponowoczesnej estetyki był celny. Tym bardziej, że powiedzmy sobie szczerze: tak naprawdę wśród młodych ludzi ci, którzy Herberta znają nie tylko z nazwiska, i w dodatku cenią, jest garstka. Rozumiem więc, że podstawowym założeniem było przybliżenie Jego poezji tym, którzy do tej pory zbyt wielkiego kontaktu z nią nie mieli, a jednocześnie twórcze uhonorowanie i nawiązanie pewnej dyskusji z tymi, którym jest nieobca i bliska sercu.</p>
<p align="justify">Już pomysł zalania całej ekspozycji chorobliwie żółtym światłem wzbudził mój sprzeciw. Z nieukrywaną przyjemnością jednak obejrzałem niepublikowane rysunki poety i posłuchałem Jego głosu przy dość tandetnie zmajstrowanej szafie grającej. Zainteresował mnie pomysł instalacji, w której przypadkowo spotkani warszawiacy czytają wiersze, choć nadal zastanawia mnie, dlaczego przeznaczono na nią aż tyle miejsca, natomiast rysunki i szafę upchnięto na tak niewielkiej, proksemicznie niewygodnej  i prowizorycznej przestrzeni.</p>
<p align="justify">Strzałem w dziesiątkę był natomiast antypanel, do którego niestety nie udało mi się dopchać przed rozpoczęciem spektaklu. Z opowieści znajomych wiem jednak, że dla samego tego projektu warto było przyjść na to wydarzenie. W zalanej czerwonym, przygaszonym światłem salce siedzieli przyjaciele Herberta i każdy ze zwiedzających mógł przysiąść się do stolika jednego z nich na chwilę intymnej rozmowy. Nazwiska antydyskutantów mówią same za siebie: Przemysław Gintrowski, Henryk Citko, Odrowąż-Pieniążek, Najder, Żebrowski, Kopciński... Mimo mrocznej atmosfery był to jeden z dwóch najjaśniejszych punktów wydarzenia.</p>
<p align="justify">Drugim był natomiast labirynt. W zadymionej, poprzedzielanej półprzezroczystymi ścianami przestrzeni zamienieni we własne cienie ludzie mieli okazję przeczytać cytaty z tekstów innych autorów dotyczących spotkań z poetą, były tam także urywki Jego biografii. Świetna instalacja, i nie przeszkadzał fakt wykorzystania znanego już nie od dziś konceptu. Poezja Herberta jest dla mnie głęboko intymna, i właśnie tam najlepiej poczułem tą cechę.</p>
<p>!!!<!--Slide.com error: provide id, w, h--></p>
<p align="justify">Następnie czekał na nas gwóźdź programu, który okazał się gwoździem do trumny programu.</p>
<p align="justify">Szumnie zapowiadany jako <i>live-act</i> spektakl okazał się być najbardziej chyba płytką i powierzchowną próbą - nie wiem, interpretacji? ilustracji? -  Herberta, z jaką kiedykolwiek mógłbym mieć do czynienia. Wyobraźcie sobie przestrzeń sceny Teatru Narodowego, na której oprócz siedzisk dla deklamujących wiersze ustawiono krzesełka dla widowni i górujący nad nią przeogromny, przytłaczający ekran do projekcji wizualizacji. Wyobraźcie sobie muzykę, dla której epitety: "ilustracyjna" i "monotonna" są najwłaściwszymi określeniami. Nie próbujcie sobie wyobrazić akademickich, nieciekawych deklamacji Łukaszów: Simlata i Garlickiego, spróbujcie wyobrazić sobie za to tylko trochę ratującą sytuację Agnieszkę Grochowską. I pod żadnym pozorem nie próbujcie wyobrażać sobie wizualizacji, a tych, którzy byli na spektaklu proszę teraz o zamknięcie tego bloga - nie chcę, żebyście musieli znów sobie to przypominać. Sztampa i brak kreatywności na ekranie sięgnęła zenitu przy <i>Pieśni o bębnie</i> i kończącej spektakl sekwencji. Rozglądałem się po twarzach widzów: nie wyrażały niczego, ani wzruszenia, ani oburzenia, ani nawet znudzenia, jedynie marazm - choć za plecami słyszałem jęki w stylu "Jezu, kiedy to się skończy". Część osób siedziała ze wzrokiem wbitym w podłogę, próbując uratować się chociażby od nachalnej wizualizacji. Jeden z widzów w pierwszym rzędzie wreszcie nie wytrzymał i głośnym, demonstracyjnym ziewnięciem skomentował to, co zaoferowali nam autorzy.</p>
<p align="justify">Rezultat? Tym, którzy nie zaznajomieni są dobrze z Herbertem, próbowano sprzedać go w najprostszym opakowaniu, nie uwzględniającym subtelności, bliskości jego poezji. Ci drudzy - wyszli z Lirykożerców zawiedzeni i nieco upokorzeni prostotą tropów, które próbowano im wcisnąć.</p>
<p align="justify"><i><b>LIRYKOŻERCY.Herbert</b></i>, Teatr Narodowy, Pl. Teatralny 3, 18.02.2008</p>
<p align="justify">&#160;</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czyżby...? Już...?! Tak szybko...???]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 12:54:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=55</guid>
<description><![CDATA[Ten dzień, dzień na miarę naszych możliwości zbliżał się. Może i nie wielkimi krokami - rac]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Ten dzień, dzień na miarę naszych możliwości zbliżał się. Może i nie wielkimi krokami - raczej spokojnym, co i rusz stopowanym kroczkiem Pilcha przechadzającego się jeszcze po krakowskich Plantach. Lecz i tak fakt pozostawał faktem. Z wdziękiem dandysa spóźniającego się na premierę własnej sztuki, nadeszła wiekopomna chwila.<!--more--> System ukazywania pozostałego czasu do przyjazdu najbliższego tramwaju, stał się. Prawie. Lecz ja i tak poczułem, że moc truchleje.</p>
<p align="justify">Jeden z moich dawniejszych znajomych zwykł w takich sytuacjach wypowiadać następujący bon-mot: "Obejrzeliście właśnie Państwo dwa tysiące trzysta dziewięćdziesiąty piąty odcinek telenoweli »I-ReN-ka: Instrygi, Rozterki, Namiętności«. Ja chciałbym określić całą sytuację nieco krócej, acz dosadniej, popularnym polskim słowem akcentującym przecinek. Nie wiem, czy powinienem westchnąć z ulgą i radośnie obwieścić start czegoś, co powinno być już dawno wykonane, i to na pewno nie za unijne - ale miejskie pieniądze. Wiem za to z całą ponurą pewnością, że jest to wszystko tak cholernie TYPOWE, że aż już nie mam siły płakać.</p>
<p align="justify"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/02/p2180973copy.jpg" alt="tablice2" /></p>
<p align="justify">Ja rozumiem, że kalibracja systemu opartego na GPS może być trudna. Ale żeby prywatny wykonawca nie mógł sobie z tym poradzić przez kilka miesięcy? Przecież już z daleka cała ta sprawa śmierdzi nawet laikowi totalnym biurokratycznym nieładem, nieudolnością urzędniczą i brakiem zdolności do wyegzekwowania czegokolwiek konkretnego. Nie rozumiem, w jaki sposób miasto może w takim przypadku aspirować do roli gospodarza inauguracji Euro 2012, czy miana Europejskiej Stolicy Kultury.</p>
<p align="justify">W ogóle ten wpis spóźniony nie jest, bo przez cały weekend bałem się go opublikować, nie chcąc wyjść na idiotę. Siedziałem w domu i niby Ordon na reducie przyjmowałem meldunki z miasta. "Coś się włączyło, mrygnęło i tyle"; "No działa, pod palmą, ale źle wskazuje"; "O! Jest, i wszystko w porządku"; "Na Ochocie bez zmian"; "No niestety, teraz w Centrum tylko jakieś hieroglify"; "Działa, ale tylko od Zawiszy".</p>
<p align="justify"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/02/p2180966copy.jpg" alt="tablice1" /></p>
<p align="justify">Czasem myślę sobie, że poprzednia ekipa - tfu, wróć - ekipa dwie ekipy temu, była najlepsza. Kręciła przy mostach i tunelach lody jak się patrzy, ale przynajmniej nie tylko coś się działo, ale i działo się skutecznie. Zastanawiam się, czy dla Warszawy nie byłby najlepszy (choć na pewien czas) okres totalnej, faszystowskiej liberalizacji - patrzmy przez palce, niech kwitnie korupcja, niech zwykli, prości ludzie narzekają, że w nich to uderza - byle coś się zaczęło dziać, zamiast tego wiecznego, sennego marazmu. Sprywatyzujmy każdy chodnik - by był regularnie sprzątany; każdy przystanek - by nie był niszczony i wprowadzono zakaz palenia; każdy trawnik - i cieszmy się nienaganną zielenią... Ale na razie trzeba się borykać z tym, co jest. Drodzy czytelnicy! Odpowiedzcie mi proszę: czy wy na to w ogóle zwracacie uwagę? Czy takie rzeczy was obchodzą (nie mówię w tym momencie tylko o tej sprawie, ale o całym zjawisku)? Czy wiecie może, dlaczego tak się dzieje, i czy znacie jakiekolwiek remedium...?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wdechy 2007 rozdane]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=38</link>
<pubDate>Sat, 02 Feb 2008 09:10:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=38</guid>
<description><![CDATA[Kiedyś, za tych zamierzchłych czasów, kiedy termin &#8220;piractwo&#8221; odnosił się bardziej ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Kiedyś, za tych zamierzchłych czasów, kiedy termin "piractwo" odnosił się bardziej do przegrywania kaset lub CD-ków z muzyką niż przesyłania jej przez Internet, panował pogląd, że miarą popularności danego artysty jest zakres jego obecności na kradzionych nośnikach właśnie. W stosunku do najróżniejszych wydarzeń z kolei - do tej pory, jeśli słyszę jakiekolwiek poniżające ich wartość plotki, mogę wnieść, że wydarzenie może być całkiem ciekawe - i warto mu się przyjrzeć.<!--more--></p>
<p align="justify">Jeśli przyjmiemy te nieco ryzykowne kryteria oceny wartości jakichś przedsięwzięć, dojdziemy do wniosku że Wdechy - kulturalne nagrody redakcji <i>Gazety Stołecznej</i> zyskały już pewną estymę w warszawskim kręgach kulturalnych. Przez ostatni miesiąc nasłuchałem się wynurzeń kilku osób, niezadowolonych z tegorocznych wyników już "na zaś". Wielu z tych, z którymi rozmawiałem krytykowało nominacje - to, że jest ich za mało; to, że listy nominowanych nie mogli stworzyć czytelnicy; to, że szansę na otrzymanie nagrody dostał Stadion - "bo to dziecinada jakaś przecież", Aga Zaryan - "totumfacka Kaczyńskiego" czy MSN - "super, nagroda za wielką kłótnię i najbardziej wylansowanego Sylwestra w mieście". W końcu, nawet to, że redakcji nie chce się zrobić z tej okazji imprezy dla Warszawiaków, poprzestając na wręczeniu nagród "w ich własnym sosiku".</p>
<p align="justify"><a href="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/wdechy071.jpg" title="Wdechy2007-1"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/wdechy071.jpg" alt="Wdechy2007-1" align="left" height="200" width="170" /></a>W porządku, w części zarzutów trochę racji jest, ale bez przesady. Być może podczas (koniecznej wszakże) promocji samych nagród zagubiono ich podstawową cechę - honoruje kandydatów redakcja, a nie czytelnicy. To nie konkurs popularności, ale próba wskazania aktywności godnych uwagi dokonana przez ludzi, którzy trochę bardziej się znają, mają szerszą perspektywę zajmując się kulturą zawodowo. Wdechy od publiczności są tylko dodatkiem. Patrząc na tegorocznych laureatów - uzupełniają się doskonale.</p>
<p align="justify">Jury uhonorowało <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4829968.html" target="_blank">Krzysztofa Warlikowskiego</a> z TR, <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4863755.html" target="_blank">Dotleniacz</a> Joanny Rajkowskiej i <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4849255.html" target="_blank">REDakcję <i>Krytyki Politycznej</i></a>. Czytelnicy z kolei docenili <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4829963.html" target="_blank">Przemka Paska</a> z Fundacji <i>JaWisła</i>,  akcję <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4863811.html" target="_blank">"Boniek!"</a> oraz <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,77842,4849258.html" target="_blank">PZO Grochowska</a>. Muszę przyznać, że moje głosy bardziej pokrywały się jednak z tym drugim zestawem, niż z pierwszym. Redaktorzy wykonali "ucieczkę do przodu", nagradzając najbardziej chyba ambitne propozycje z każdej kategorii. Dobrze, bo to oznacza, że <i>Gazeta Stołeczna</i> przyjmuje odpowiedzialność za własną inicjatywę i wskazuje nam wyraźnie, że nie ma być ona pretekstem do "ogólnej buźki" między artystycznym światkiem i mediami, lecz przyczynkiem do poszerzania horyzontów czytelników. Warszawiacy znowu - wybrali emocjonalnie. Szczerze mówiąc, podoba mi się tegoroczny wybór.</p>
<p align="justify">Oczywiście uważam też, że przydałoby się zwiększenie liczby nominowanych oraz rozszerzenie kapituły. Szkoda, że niektóre wydarzenia i kilka osób nie zostało uhonorowanych nawet kandydaturą - pisałem już o tym <a href="http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/04/pierwszy-wdech-przed-wdechami-czyli-nominacje/" target="_blank">wcześniej</a>. Szersza kapituła zdjęłaby z nagród odium przedsięwzięcia popieranego przez określoną opcję polityczną, co w świetle niektórych tegorocznych wygranych wydaje się zasadne. Po co, znając nasze narodowe wady, zacierać realne znaczenie i powody takich, a nie innych decyzji jury?</p>
<p align="justify">Cieszę się, że Wdechy nie wykonały "skoku przez rekina", bo są potrzebne. Marzę też o innej, być może bardziej undergroundowej z jednej strony, a z drugiej - ciut bardziej nakierowanej również na sprawy społeczne, nie tylko na kulturę nagrodzie. Tak, żeby równowaga została zachowana. Oczywiście, wyrobienie jakiejś marki i znaczenia to zadanie na lata. I, rzecz jasna, z całego serca dalszego takiego rozwoju Wdechom życzę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Planowanie]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=31</link>
<pubDate>Tue, 29 Jan 2008 09:04:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/?p=31</guid>
<description><![CDATA[Rzeczownik ten ma też drugie znaczenie. Określa nie tylko &#8220;formułowanie przyszłych zamierz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Rzeczownik ten ma też drugie znaczenie. Określa nie tylko "formułowanie przyszłych zamierzeń", ale również coś pomiędzy szybowaniem a przemieszczaniem się w powietrzu po skoku. Niektóre wiewiórki tak robią - podobno, ja widuję tylko te szukające odpadków na Polu Mokotowskim. Lecz widzę też trochę inne paralele.<!--more--></p>
<p align="justify">Już wyjaśniam - chodzi o nowy, wspaniały <a href="http://www.zw.com.pl/zw2/index.jsp?place=Lead04&#38;news_cat_id=245&#38;news_id=178011&#38;layout=1&#38;forum_id=53790&#38;page=text" target="_blank">plan</a>. Piękny, porywający zestaw koncepcji na nasze nieistniejące od lat ponad pięćdziesięciu Centrum. Myśl twórcza architektów, niedościgła w swym wdzięku, w lekkości swobodnej  poszybowała w górę, poplanowała do przodu, ogrzewając się w rachitycznym styczniowym słońcu. I oto jest. Wiemy, jak będzie wyglądało centrum naszego miasta. Kolejny raz to wiemy.</p>
<p align="justify">Teraz powinna być grafika ilustrująca  naszą kolejną wiedzę na ten temat. Niestety Biuro Architektoniczne nie traktuje zbyt poważnie blogerów, za którymi nie stoi żadne "poważniejsze" w ich mniemaniu medium. Zamiast jednego obrazka, wyjątkowo będzie tysiąc słów.</p>
<p align="justify">Park zostaje, w całości. Poprzedni plan zakładał wbudowanie w jego przestrzeń dwóch narożnych budynków, teraz wycofano się z tego pomysłu.  Kerez bez zmian, KDT bez zmian. Duży, prostokątny plac pomiędzy. Budynki przy Jerozolimskich - nawiązujące wysokością do sąsiadów z naprzeciwka. A wzdłuż Emilii Plater wieżowce, w liczbie trzech.</p>
<p align="justify">To tak w największym skrócie. Ponieważ dostałem już sygnał, że za dużo tutaj marudzę, opowiem najpierw o pozytywach. Zacznę od tych największych. Przede wszystkim plan ten nie wygląda tak:</p>
<p align="justify"><a href="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/z4039411x.jpg" title="z4039411x.jpg"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/z4039411x.jpg" alt="z4039411x.jpg" height="358" width="499" /></a></p>
<p align="justify">ani tak:</p>
<p align="justify"><a href="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/1477_l.jpg" title="c2"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/1477_l.jpg" alt="c2" height="382" width="499" /></a></p>
<p align="justify">Tym, którzy do PeKiNu odnoszą się z pogardą i nienawiścią, zastygając mentalnością w czasach swojego dzieciństwa - na pewno podoba się koncepcja numer jeden. Tyle że jest (a raczej była) ona raczej konsekwentną kontynuacją totalitarnego podejścia sowieckich architektów do kwestii ciągłości, nawiązywania do tradycji w projektowaniu przestrzeni. Prościej rzecz ujmując: "mamy gdzieś, co tam było wcześniej, teraz będzie tak i tak". Kiedy zobaczyłem pierwszy raz ten projekt, jeszcze jako młode pacholę, śmiałem się długo i głośno, lecz był to śmiech podszyty więcej niż jedną nutą tragizmu. Oczywiście, rozumiem po części projektantów. To były lata dziewięćdziesiąte, czas szybkich zmian, wielkich wzrostów i odwracania się plecami do wszystkiego, co związane z poprzednią sytuacją społeczno-polityczną. Ale, na Boga, czemu jeszcze do niedawna tym Panom wydawało się, że wciąż mamy XX wiek?</p>
<p align="justify">Koncepcję numer dwa nazwałbym "Stolica - moja mała ojczyzna". Bliska sercu młodym ludziom, emigrującym z Pułtuska tudzież Kogutkowa (oj, czuję, że nagrabiłem sobie teraz u paru osób...). U nich wszystko jest takie normalne, niskie, kwadratowe i konserwatywne. Fajnie mieć kawałek swojej okolicy w wielkim, obcym mieście. Swojskość. Folklor. Bez niespodzianek. Sam, choć urodziłem się tu, na miejscu, pozytywnie wypowiadałem się o tym projekcie, ponieważ przynajmniej odtwarzał szczątkowo dawną siatkę ulic. "Trzeba mierzyć siły na zamiary" - myślałem. Niczym Marek Aureliusz sens życia, tak ja tłumaczyłem sobie zasadność takiej koncepcji, obawiając się, że dalsze kontrowersje i dyskusje spowodują jedynie brak jakichkolwiek zmian.</p>
<p align="justify">Poprzednia władza lubiła sobie pogadać i pokoncypować. Zrobiła w interesującej mnie sprawie to, co do tej pory umie najlepiej - trochę dymu, poza tym nic. Nadzieja, że jako staruszek przechadzać się będę ulicą Złotą między Marszałkowską a Plater ponownie zaczęła znikać w obłokach pary znad zapiekanek w podpałacowych budach. Tym bardziej, że zapowiedź "drugiej Irlandii" wzbudza pewne zachcianki. Na przykład taką, żeby wszystko było tak, jak należy. I żeby było jak najszybciej. A coś tego nie widzę.</p>
<p align="justify">Nie będę już narzekał, że plac za duży, że za szeroko od Pałacu do pierwszych budynków, że w parku śmierdzi i należałoby się zająć tym jak najszybciej.  I tak to, co jest teraz, wygląda tak źle, że gorzej być już nie może. Cholernie boję się, że każda kolejna władza będzie przedstawiać i uchwalać nowy plan, a żadna nie ruszy go do przodu nawet na jotę. Ostatnia akcja z Kerezem zdaje się to potwierdzać. A Centrum... Centrum powinno być. Urzędnicy, błagam, ruszcie się wreszcie. A poza tym przeprowadźcie szybkie i skuteczne konsultacje z Warszawiakami.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Warto poczytać - Notes #38]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/12/warto-poczytac-notes-38/</link>
<pubDate>Sat, 12 Jan 2008 19:54:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/12/warto-poczytac-notes-38/</guid>
<description><![CDATA[&nbsp;
Ach, co byśmy zrobili bez darmowych wydawnictw kulturalnych&#8230; Chyba każdy wtedy by mus]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">&#160;</p>
<p align="justify"><a href="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/38_okladka_www.jpg" title="n#38"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/38_okladka_www.jpg" alt="n#38" align="left" /></a>Ach, co byśmy zrobili bez darmowych wydawnictw kulturalnych... Chyba każdy wtedy by musiał odkrywać miasto na własną rękę, a frekwencja na imprezach, ku panice organizatorów i zadowoleniu bywalców zmniejszyłaby się znacznie - do osób ściśle nieprzypadkowych. Na (nie)szczęście tak nie jest i od paru lat serwowane nam są najróżniejszej maści i proweniencji przewodniki, informatory, pisma ilustrowane. A każdy kto chce wiedzieć najlepiej, i tak wydzwania znajomych, ewentualnie kupuje w piątki <i>Co jest grane</i>.<!--more--></p>
<p align="justify">Pierwszym darmowym wydawnictwem, które napotkałem na swojej drodze, był nieodżałowany (przynajmniej przeze mnie) <i>City Magazine</i>. Wydawnictwo początkowo w formacie ściśle płachtowym, oprócz solidnej dawki kultury i ciekawych wypowiedzi, spełniało dzięki swym gabarytom dodatkowe funkcje - parawanu przed słońcem, izolatora poddupkowego czy wreszcie wykładziny na wypadek odmalowywania ściany. Niestety, pewien koncern, którego nazwy z litości nie wymienię, świadom estymy i miru wywoływanych przez jego wydawnictwa wśród większej części odznaczających się inteligencją Polaków, postanowił dla równowagi zrobić coś złego. No i chapnął w swe zębiska <i>City</i>, które odtąd mizerniało merytorycznie i formatowo, aż w końcu przestało wychodzić.</p>
<p align="justify">Oczywiście był jeszcze <a href="http://www.aktivist.pl/" target="_blank"><i>Aktivist</i></a>, który pismem jest dość porządnym (a jego płatna przybudówka <a href="http://www.exklusiv.pl/" target="_blank"><i>Exklusiv</i></a> jeszcze porządniejszym) - ale jak powiedziała mi kiedyś pewna zapoznana brunetka, z której zdaniem liczę się do tej pory - "to bardziej wydawnictwo do oglądania, niż do czytania". Nie do końca się z tym zgodzić można, niemniej jednak coś jest na rzeczy. Na samym początku na tym właśnie w szerszej świadomości polegała różnica między w/w wydawnictwami.  "Kulturalne" <i>City</i> i "imprezowy", "lifestylowy" (z całym przekąsem często towarzyszącym temu określeniu) <i>Aktivist</i>. Według niektórych to właśnie redakcja tego pierwszego starała się szukać prawdziwie oryginalnych, ciekawych tematów, podczas gdy redakcja drugiego periodyku promowała jedynie swoich bliższych i dalszych znajomych.</p>
<p align="justify">Od tych czasów upłynęło w Wiśle sporo oleju opałowego, a każdy sezon przynosił nowe, mniej lub bardziej udane pomysły w tej materii. Mimo ewidentnej luki na rynku po zlikwidowaniu <i>City</i>, nikomu jak do tej pory nie udało się z taką charyzmą i brakiem pretensji wymieszać odpowiednio składników, by upichcić produkt smakujący równie dobrze. Może to też wina odbiorców, bo na pewno w tym momencie mamy już do czynienia z innym miastem i z innymi potrzebami. Na szczęście ktoś pomyślał, że można - zamiast dorównywać legendzie - stworzyć własną, dobrą markę. I tu z ostro pikującej w dół machiny spada desant w postaci Bogny Świątkowskiej.</p>
<p align="justify"><a href="http://www.bec.art.pl/notes.php" target="_blank"><i>Notes na 6 tygodni</i></a>, bo o nim chcę napisać, idzie w poprzek oczekiwań większości . Nie jest za kolorowy, zdjęcia upchane w formacie odpowiadającemu nazwie służą raczej ilustrowaniu tekstów niż funkcjom estetycznym. A tekstów jest sporo. Od szybkich zajawek co ciekawszych wydarzeń artystycznych w kraju i na świecie na początku po wywiady z twórcami i aktywistami na końcu. Wszystko podlane nie lajfstajlową cienką marynatką, lecz zawiesistym i esencjonalnym sosem kompetencji i dociekliwości. Jedno jest pewne: to nie wydawnictwo dla każdego. By zasiąść do <i>Notesu</i> z pożytkiem, trzeba mieć opanowaną choćby podstawową wystawienniczo-wernisażową kindersztubę. I apetyt na więcej. Wtedy <i>Notes</i> może się nam odwdzięczyć i spowoduje, że co półtora miesiąca będziemy trzymać kciuki za drukarza, żeby znów się nie sfoszył.</p>
<p align="justify">Lista miejsc, w których <i>Notes</i> jest dostępny, znajduje się <a href="http://www.bec.art.pl/notes.php#gdzie" target="_blank">tutaj</a>. Dzięki życzliwości Bogny i moim długim krokom, od tego numeru wydawnictwo można znaleźć również w <a href="http://kubuswirus.wordpress.com/2007/12/17/wpis-4-czyli-przykladowy-probny-artykul-filtry-cafe/" target="_blank">Filtry Cafe</a>. A co w środku numeru 38? Przekonajcie się sami. Biegnijcie po <i>Notes</i>.</p>
<p><a href="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/38_okladka_www.jpg" title="n#38"><br />
</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pierwszy wdech przed Wdechami, czyli nominacje]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/04/pierwszy-wdech-przed-wdechami-czyli-nominacje/</link>
<pubDate>Fri, 04 Jan 2008 18:35:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/04/pierwszy-wdech-przed-wdechami-czyli-nominacje/</guid>
<description><![CDATA[To już czwarty raz, gdy wręczane będą nagrody kulturalne stołecznej &#8220;Gazety Wyborczej]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">To już czwarty raz, gdy wręczane będą <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/0,77842.html" title="Wdechy 2007" target="_blank">nagrody kulturalne stołecznej "Gazety Wyborczej"</a>. Swoją drogą, zarówno pomysł konkursu, jak i sposób jego wdrażania (nagrody - dla najlepszego miejsca, najbardziej zasłużonej osoby i najciekawszego wydarzenia - są wręczane osobno przez redakcyjne jury i czytelników) uważam za strzał w dziesiątkę. Może wręczanie nagród, nawet symbolicznych, nie jest jakoś super ważne dla i tak oddanych swoim zajawkom ludziom, ale z pewnością pomaga wciągnąć w życie kulturalne Warszawy jeszcze więcej osób. Chociaż jak czasem patrzę na tłumy na Chłodnej 25, to zaczynam się gubić jak na jakiejś wielkiej masówce... No ale zdarza mi się to też czasem w obecności zaledwie pięciu osób, więc przypadkiem specjalnej troski jestem i przyznaję się do tego bez bicia.<!--more--></p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2008/01/wdechy071.jpg" alt="Wdechy2007-1" /></p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Nagrody zostaną rozdane na początku lutego,  a od poniedziałku można głosować (SMS-owo) na swoje typy. Ponieważ nominacje ogłoszone zostały już dzisiaj, to tym, którzy nie załapali się w kiosku na gazetę, przedstawiam ściągawkę:</p>
<div align="justify"></div>
<h3 align="justify">Miejsce roku 2007:</h3>
<p align="justify"><b>→  Dobra 33</b> - nic dodać, nic ująć, wystarczy zajrzeć tylko do mojej wcześniejszej <a href="http://kubuswirus.wordpress.com/2007/12/21/jeszcze-nie-koniec-tego-dobrego/" target="_blank">notki</a>.</p>
<p align="justify"><b>→ Muranowski Ohel</b> - skrzyżowanie instalacji artystycznej z informacyjną mini-wystawą. Oprócz ożywiania okolicy swym niebanalnym <a href="http://www.jewishmuseum.org.pl/articles.php?miId=167&#38;lang=pl" target="_blank">wyglądem</a>, można było załapać się tu na kilka imprez, pokazów filmowych i dyskusji. No i oczywiście na Festiwal Mizrach, czyli przegląd  muzyki jazzowej inspirowanej tradycjami żydowskimi.</p>
<p align="justify"><b>→ Państwowe Zakłady Optyczne</b> - będą lofty, są wystawy i oczywiście <a href="http://www.projektpraga.com/index.php?pp=4" target="_blank">Przetwory</a> (strasznie żałuję, że nie załapałem się na drugą edycję i z utęsknieniem czekać będę na trzecią), była nawet scena teatralna - co prawda tylko na chwilę. Szkoda, że rzadko ostatnio wybierałem się na Grochowską, napisałbym coś więcej...</p>
<p align="justify"><b>→ Redakcja "Krytyki Politycznej"</b> - jedyne <a href="http://www.krytykapolityczna.pl/index.php?option=com_content&#38;task=blogcategory&#38;id=106&#38;Itemid=79" target="_blank">miejsce</a> w tym zestawieniu o którym nie wypowiem się z własnego doświadczenia.  Jako że jestem tylko skromną małpą wywijającą lekko piórem, nigdy nie ciągnęło mnie w gości do intelektualistów z prawdziwego zdarzenia... Ale chyba powinienem wreszcie się przełamać, bo słyszałem, że dzieje się tam ciekawie - można posłuchać mądrych ludzi (był nawet Slavoj Żiżek!) i porozmawiać o tym, co ostatnio się czytało.</p>
<p align="justify"><b>→ Stadion Dziesięciolecia</b> - do tej pory niedoceniany, zaczęto głaskać <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stadion_Dziesi%C4%99ciolecia">go</a> dopiero wtedy, gdy postanowiono rozbiórkę. Nagle okazało się, że można zobaczyć tutaj ciekawą rzeźbę, przeprowadzić happening, a handlujący ludek ma nie tylko bogatą kulturę, ale i (gdzieniegdzie) frapujące zaopatrzenie i kuchnię. Aż szkoda, że nie dowiedzieliśmy się o tym wszystkim trochę wcześniej, nieprawdaż?</p>
<h3> Człowiek roku 2007:</h3>
<p align="justify"><b>→ Przemek Pasek</b> - kapitan żeglugi przybrzegowo-wiślanej, niestrudzony animator okolic wodnych, główny wyświetlacz cyplowy - czyli szef <a href="http://jawisla.pl/" target="_blank">Fundacji "Ja Wisła"</a>, która dba o to, byśmy wreszcie zaczęli traktować naszą dziką rzekę z należnym jej szacunkiem.</p>
<p align="justify"><b>→ Joanna <a href="http://www.rajkowska.com/pl/" target="_blank">Rajkowska</a></b> - tak jak Przemek, robi w przyrodzie. Tej nieożywionej, jak <a href="http://www.rajkowska.com/pl/greetings.php" target="_blank">Palma</a> z ronda DeGaulle'a, i tej ożywiającej, jak staw <a href="http://www.rajkowska.com/pl/oxygenator.php" target="_blank">Dotleniacz</a> na placu Grzybowskim. Nie mogę się doczekać na jej następny projekt.</p>
<p align="justify"><b>→ Bogna Świątkowska</b> - jej <a href="http://www.bec.art.pl/" target="_blank">Fudacja BęcZmiana</a> to już instytucja i choć irytuje mnie "afera jelonkowa", to alternatywny <a href="http://notesfromwarsaw.blogspot.com/" target="_blank">przewodnik</a> po Warszawie, uroczo niepunktualny "Notes na 6 tygodni", wydanie albumu Gomulickiego i współorganizacja Finisażu Stadionu Dziesięciolecia to sprawy, na które obojętnym być nie można.</p>
<p align="justify"><b>→ Krzysztof Warlikowski</b> - na jego <a href="http://www.trwarszawa.pl/pl/home/730/" target="_blank">"Aniołach w Ameryce"</a> w TR Warszawa niestety nie byłem, ale z uwagi na wcześniejsze dokonania w pełni popieram nominację.</p>
<p align="justify"><b>→ Aga Zaryan</b> - a to miał być tylko <a href="http://www.zaryan.com/" target="_blank">album</a> na rocznicę Powstania... Wyszło objawienie. Jedna z trzech płyt w ostatnim roku, dla których rozważałem zakupienie iPoda.  Bo raczej jestem zwolennikiem słuchania na mieście miasta.</p>
<h3>Wydarzenie roku 2007:</h3>
<p align="justify"><b>→  "Anioły w Ameryce"</b> - czyli wspomniany wcześniej Warlikowski bierze na tapetę sztukę Kushnera o nietolerancji, homoseksualizmie i pierwszym uderzeniu AIDS w Stany Zjednoczone lat '80 poprzedniego stulecia.</p>
<p align="justify"><b>→  "Boniek!"</b> - wspaniale purenonsensowy <a href="http://www.laura-palmer.pl/projekt14.htm" target="_blank">performance</a>, zorganizowany przez Fundację Laury Palmer i BęcZmianę. Massimo Furlan biegający przez półtorej godziny samotnie, bez piłki, odtwarzając ruchy Bońka  z meczu Polska-Belgia w 1982 rok. Plus wspaniale komentujący Tomasz Zimoch. A wszystko to z okazji pożegnania Stadionu Dziesięciolecia.</p>
<p align="justify"><b>→ Dotleniacz</b> - czyli sztuczny staw Rajkowskiej. Ze sztuczną mgiełką, miejscami do wywczasu. Dzięki temu projektowi drugi najbardziej przygnębiający plac w Warszawie (po pl. Defilad) wreszcie można kojarzyć jako miejsce pozytywne.</p>
<p align="justify"><b>→ "Lata walki" Sasnala w Zachęcie</b> - <a href="http://www.zacheta.art.pl/index.php?lang=1&#38;exhibitions=1&#38;div=1" target="_blank">wreszcie</a>. Co prawda większość osób (również ja) było nastawionych na większy przekrój  prac malarza, ale i tak całe to wydarzenie mogę opisać słowami: "właściwy człowiek na właściwym miejscu".</p>
<p align="justify"><b>→ Muzeum Sztuki Nowoczesnej</b> - czyli wydarzenie kontrowersyjne. Projekt taki sobie (niech żyje niekonsekwencja), zachowania co poniektórych po ogłoszeniu werdyktu kuriozalne, ale dobrze, że coś się <a href="http://www.artmuseum.waw.pl/" target="_blank">rusza</a>. Oby ruszało się szybciej.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Na kogo będę głosował? Na pewno na Joannę Rajkowską i Stadion Dziesięciolecia. Kluby na Dobrej nagrodziłbym już na finiszu, zresztą - oni akurat się przejmą nagrodami, po prostu dalej będą robić swoje. Jeśli chodzi o wydarzenie, waham się jeszcze pomiędzy Sasnalem a Bońkiem... Jedno muszę jeszcze powiedzieć. W nominacjach brakuje jednej osoby. Mam na myśli prawdziwego Warszawiaka, jakim jest Jacek Powałka. Mimo że mieszka w stolicy od paru ledwie lat, <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4212717.html" target="_blank">pokazał</a> już oblicze lokalnego patrioty. I na pewno zasługiwałby na Wdechę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nadal jestem warzywo, więc daję tak na szybko Twożywo :)]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/04/nadal-jestem-warzywo-wiec-daje-tak-na-szybko-twozywo/</link>
<pubDate>Fri, 04 Jan 2008 05:02:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/2008/01/04/nadal-jestem-warzywo-wiec-daje-tak-na-szybko-twozywo/</guid>
<description><![CDATA[Stało się. Z racji mojego urodzenia (siódmego dnia pewnego miesiąca) i związanych z tym najdziw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Stało się. Z racji mojego urodzenia (siódmego dnia pewnego miesiąca) i związanych z tym najdziwniejszych synergii proporcji farta i pecha w moim życiu, złośliwy demiurg postanowił wraz z z początkiem roku od razu wyczerpać mi pulę porażek za 2008. Już nie wspominam o tym, że nie poszedłem na Sylwestra, choć serce mi się krajało, widząc te pięknie ubrane, karnawałowo pomalowane i potrząsające nowymi fryzurami Panie. W końcu to był przynajmniej mój wybór - mogłem nie przespać wszystkich 4 telefonów do mnie, z czego zapewne połowa zawierała w sobie jakąś kuszącą propozycję. Ale to, co stało się później... <!--more-->Tuż po północy, w blasku fajerwerków jeszcze, podczas wyjścia po noworoczne piwko i hot-doga, dopadło mnie trzech złaknionych bliskości młodych ludzi. Efektem nawiązywania nowych znajomości jest podbite oko (moje), obolała twarz (moja), posiniaczone żebra (moje) i stracony telefon (niestety, również mój). By poprawić sobie choć częściowo humor, postanowiłem uczcić pierwszy stycznia jajecznicą - z gatunku mistrzowskich, na smalcu, kiełbasie, pomidorach i szczypiorku, dokładnie tak, jak lubię najbardziej. I w tym momencie kościste palce jadu i toksyn zaczęły wyciągać się w kierunku mojego żołądka... Ech, zatrucie pokarmowe jest jedną z gorszych rzeczy, oprócz chorób wenerycznych, jakie natura może wyrządzić cywilizowanemu człowiekowi. Na szczęście udało mi się wreszcie dowlec do komputera - i choć mieni mi się przed oczyma, piszę...</p>
<p align="justify">A napisać chcę o tym, co jeszcze przed świętami znalazłem na stronie <a href="http://www.twozywo.art.pl" target="_blank">Twożywa</a>. Mam nadzieję, że samej grupy, nie muszę tu przedstawiać. Ale ponieważ od paru lat w naszym mieście zaczyna dziać się wreszcie coś dobrego w sferze współdziałań społecznych (swoją drogą - gratuluję, <a href="http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4805917.html" target="_blank">Przemku Pasek</a>!) nie mogę nie zacytować ich propozycji:</p>
<div align="justify">
<blockquote><p><i><b>Otwarte zaproszenie do wszystkich, którzy chcą zajmować się czynnie ingerencją w przestrzeń.</b></i></p>
<p><i>W niedalekim okresie mamy zamiar powołać do istnienia kilka różnych projektów zbiorowych. Będą to akcje o charakterze medialnym, przy bardzo szerokim rozumieniu tego pojęcia: od projektów koncentrujących się wokół internetu, przez działania uliczne, aż do zjawisk z pola edukacji.</i></p>
<p><i>Nasza decyzja wynika między innymi z aktywnego sprzeciwu wobec braku rzeczowej i bezpośredniej komunikacji pomiędzy ludźmi zajmującymi się działaniem rozumianym jako tworzenie. Nie chodzi tylko o wymianę technicznych czy warsztatowych umiejętności, ale również o zasadność i cel ruchów w przestrzeni publicznej.</i></p>
<p><i>Jednym z pierwszych planowanych projektów jest cykl kilkunastu nieformalnych spotkań, podczas których mamy zamiar w sposób teoretyczno-praktyczny wspólnie zajmować się merytoryką, technologią, strategią oraz polityką działań publicznych. W ich ramach planujemy również szereg rozmów z różnymi osobami aktywnie zaangażowanymi w prace nad tkanką społeczną oraz projekcje materiałów audiowizualnych. Ze względu na możliwości czasoprzestrzeni projekt będzie się odbywać z ograniczoną liczbą osób, raz w tygodniu, na terenie warszawy, ale za to bez jakiejkolwiek wymiany finansowej.</i></p>
<p><i>Każdego, kto jest zainteresowany, zachęcamy aby przesłał nam kilka informacji o sobie oraz przykładowe prace - szczegóły w pliku, który można pobrać <a href="http://www.twozywo.art.pl/ingerencje/formularz.rtf" target="_blank">na tej stronie</a>.</i></p></blockquote>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zaha - czyli refleksje z nocnego spaceru]]></title>
<link>http://kubuswirus.wordpress.com/2007/12/19/zaha-czyli-refleksje-z-nocnego-spaceru/</link>
<pubDate>Wed, 19 Dec 2007 03:25:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Kubuś Wirus</dc:creator>
<guid>http://kubuswirus.wordpress.com/2007/12/19/zaha-czyli-refleksje-z-nocnego-spaceru/</guid>
<description><![CDATA[Właściwie miałem nie pisać o najgorętszej wiadomości grudnia, czyli o planowanej budowie 257-m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Właściwie miałem nie pisać o najgorętszej wiadomości grudnia, czyli o planowanej budowie 257-metrowego wieżowca obok Hotelu Marriott. Blog działa jeszcze na pół gwizdka, poza tym news przestał być newsem jakieś 48 godzin temu i wszystko, co było do przekazania (a nawet <a href="http://www.skyscrapercity.com/showpost.php?p=17169298&#38;postcount=906" target="_blank">więcej</a>) napisane zostało już w innych miejscach. Ale parę godzin temu naszła mnie wielka ochota na kebaba i przypomniałem sobie, że całkiem dobry można zjeść w podziemiach Centralnego. Udałem się więc tam i z pełnym już żołądkiem (jak wiadomo, człowiekowi sytemu lepiej się myśli) obejrzałem sobie przyszłe miejsce budowy.<!--more--></p>
<p align="justify">Nie jestem przeciwnikiem stawiania wysokich budynków w centrum miasta. Jakoś nie trafiają do mnie opinie osób głoszących potrzebę budowania wstrzemięźliwie, "zgodnie z tradycją europejską". Nie chodzi nawet o to, że Warszawie - jako stolicy - należy się nowoczesne <i>city</i> z prawdziwego zdarzenia. Po prostu jest tak, że dla dużej części ludzi na świecie prestiż danego miejsca jest wprost proporcjonalny do rozmiarów budynków istniejących tamże. Nie mnie oceniać, czy za tą opinią kryje się atawizm chęci przeżycia "kosmicznej trwogi" czy pragnienie kompensacji jakichś cech fizycznych. Poza tym, mimo że czuję miętę do naszego PeKiNu, przydałoby się jednak w Centrum coś, co przewyższałoby go wysokością. Tak żeby Józef Wissarionowicz sobie nie myślał.</p>
<p align="justify">Jednak mam mieszane uczucia co do Lilium Tower. Miejsce niby w porządku - róg Jerozolimskich i Chałubińskiego od lat prosił się o zabudowę. Wysokość też - choćby z powodów, które opisałem akapit wyżej. Niestety, nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak. Ten niepokój wywołuje kilka rzeczy.</p>
<p align="justify"><img src="http://kubuswirus.wordpress.com/files/2007/12/lillium11.jpg" alt="zaha" /></p>
<p align="justify">Po pierwsze, dziwnym wydaje się fakt, że firma Lilium nie ma własnej manifestacji w Internecie, jej menedżerowie nie podają własnych nazwisk, a wokół spółki zdążyły narosnąć kontrowersje jeszcze przed zakupem Marriotta. Ja może się nie znam na robieniu interesów, ale gdybym budował ćwierćkilometrowego kolosa w centrum rozwijającego się europejskiego miasta, ba! - według projektu światowej divy architektury, zadbałbym przynajmniej o dobry PR. A tu ani widu, ani słychu. Nie wiemy, kim są ludzie pracujący dla Lilium, skąd się wzięli i jakie właściwie mają plany. Prawda, że dziwne?</p>
<p align="justify">Po drugie, jeśli przyjrzeć się na chłodno projektowi, widać, że jest to coś przypadkowo wyciągniętego z szuflady. Opowieści, że niby Zaha Hadid stworzyła projekt specjalnie dopasowany do tej, a nie innej okolicy, to dla mnie brednie. Nie bądźmy dziećmi. Zresztą każdy, kto choć trochę śledzi karierę Irakijki i ma odrobinę wiedzy o architekturze nowoczesnej przyzna, że budynek jest niekonsekwentny i zachowawczy. Żeby nie powiedzieć inaczej, a bardziej zrozumiale. Fajnie, że postawimy sobie w Warszawie coś dekonstruktywistycznego, ale dlaczego akurat to?</p>
<p align="justify">Po trzecie, widzę tu "syndrom Euro 2012" - czyli wielka radość i ogólna buźka, a to co najważniejsze nagle ląduje na marginesie. Od paru dni nie mówi się o niczym innym, tylko Zaha, Zaha, Zaha... A ja cały czas, głupi, czekam kiedy mi wreszcie centrum w Warszawie zrobią. Pisząc "centrum" nie mam na myśli kolejnych wieżowców (choć dobrze, że je się buduje), tylko siatki ulic i budynków w bezpośredniej okolicy Pałacu. I o tym powinny być najdłuższe dyskusje na internetowych forach.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
