<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>proby-literackie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/proby-literackie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "proby-literackie"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 18:56:23 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Z pamiętnika młodszego bibliotekarza... ;]]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=202</link>
<pubDate>Sat, 14 Jun 2008 20:53:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=202</guid>
<description><![CDATA[Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Sobota w bibliotece to przede wszystkim spokój. Szczególnie sobota w trakcie sesji egzaminacyjnej. Spokój w bibliotece łatwo przeradza się w nudę. Pełzająca okrutną nudę, która nie pozwala skupić się ani na niczym przyjemnym, bo przecież jesteśmy w pracy ani zmusić się do dalszej pracy, bo człowiek jest już zmęczony samą odległością jaka dzieli go od odległego poranka.</p>
<p style="text-align:center;"><img style="vertical-align:bottom;margin:1px;" src="http://rynarzewski.files.wordpress.com/2008/06/conanthelibrarian2.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align:justify;">Jak więc wygląda sobota...? Pustki i grobowa cisza dusząca bibliotekarza spragnionego wizyty użytkownika. Każdy odgłos kroków na korytarzu powoduje dreszcz emocji i wyczekiwanie. Wszelka możliwość zabicia nudy i wykazanie się pracą jest błogosławieństwem danym nielicznym. Większość z pracowników, i tak szkieletowej obsady wszystkich działów, przeżywa męczarnie spoglądając na zegarki, czasomierze oraz wyświetlacze. Ile można siedzieć na internecie? Cisza zbliżona do tej jaka panuje w przestrzeni kosmicznej, szybko potrafi doprowadzić do szaleństwa najsilniejszego nawet psychicznie osobnika....</p>
<p style="text-align:justify;">Gdzieś około godziny dziewiętnastej bibliotekarz zaczyna miotać się niczym dzikie zwierze po swoim dziale. Przemierza swoje opustoszałe królestwo niczym tygrys uwięziony w zoo. W jego psychice następuje zasadnicza zmiana. O ile dotychczas czekał jeszcze na czytelnika to teraz każdy, który odważy się pojawić będzie niechcianym intruzem. Jego niechciane wkroczenie może przedłużyć pracę bibliotekarza o całe minuty – wprowadzić chaos w rytuał wyjścia, który rozpoczyna się na około pół godziny przed godziną zero. Zaburzenie tego cyklu, skomplikowanej procedury, przez czytelnika, który niechaj zechciałby [o zgrozo!] wykorzystać swoje prawo do korzystania z księgozbioru do godzin 19:59.... zachowanie takie uznać należałoby bezsprzecznie za skandaliczne.</p>
<p style="text-align:justify;">Gong oznajmiający kwadrans do zamknięcie i automat, który obwieszcza to głosem równie bezdusznym co otaczające mury, to ostatni wyznacznik nadchodzącego końca...  bibliotekarze przygotowani już do wyjścia z kluczami w rękach stoją przyklejeni do oszklonych drzwi. Spoglądają komu pierwszemu puszczą nerwy... kto pierwszy wyłączy światło i zamknie drzwi swego działu, komu pierwszemu puszczą nerwy.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak oto dzień pracy zbliża się do końca ostatecznego. Uczucie to porównać można jedynie z końcem biblijnej boskiej pracy, kiedy to po sześciu dniach nadchodzi zasłużony dzień odpoczynku... niedziela. Boskie uczucie dla bibliotekarza. Niedziela świętym dniem heretyckiej bibliotekarskiej wiary.</p>
<p style="text-align:justify;">Dziś odpracowałem ostatnią przed wakacjami sobotę pracująca. Kolejna dopiero we września. Jutro rano poczuje się jak bóg. Mam dzień wolny.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koncepcja Zalewskiego]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=193</link>
<pubDate>Sun, 25 May 2008 20:12:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=193</guid>
<description><![CDATA[Mechanicznym ruchem złapał za klamkę, jednak na chwilę zawahał się nie mogąc podjąć decyzji]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Mechanicznym ruchem złapał za klamkę, jednak na chwilę zawahał się nie mogąc podjąć decyzji czy ma drzwi pchnąć czy pociągnąć. Po chwili przetwarzania danych zdecydował się popchnąć drzwi. Zrobił krok do przodu i znalazł się w jasno oświetlonym pomieszczeniu o wysokim suficie. Blask przemysłowych jarzeniówek był tak silny że musiał przesłonić ręką oczy przyzwyczajone jeszcze do panującego na zewnątrz mroku. Po chwili powolnym ruchem zabrał znad oczu rękę. Był w sporych rozmiarów pomieszczeniu wypełnionym ustawionymi w szeregi półkami. Znajdowały się na nich różne towary w agresywnie kolorowych<img class="alignleft" style="float:left;margin:1px;" src="http://farm1.static.flickr.com/82/268892570_604bfd05ab.jpg?v=0" alt="" width="301" height="405" /> opakowaniach. Wszystkie one starały się przyciągnąć choć na chwilę jego wzrok. Do tego zostały stworzone. Przyciągnąć wzrok, zmusić do podejścia do półki, a w końcu za pomocą krzykliwych napisów, uśmiechniętych kobiecych twarzy zmusić go do kupienia ich. On nie był jednak w stanie odebrać jakichkolwiek, nawet podświadomych, sygnałów. Aktywne były jedynie te jego funkcje, które niezbędne były do życia i dotarcia do pokoju na odpoczynek. Jedna jedyna tylko myśl kołatała się w jego głowie: „mleko, chleb, ser”</p>
<p style="text-align:justify;">W czasie kilkumetrowej podróży od drzwi jego umysł monotonnie powtarzał: „mleko, chleb, ser, mleko,chleb,ser,mlekochlebsermlekochlebser... Nie były to nawet jego myśli, ale zakodowane w jego umyśle polecenie. Szedł ze spuszczoną lekko głową, nie podnosząc jej o nie miał na to siły. Kierując się zakodowanym gdzieś w głębi umysłu planem sklepu kierował się w kierunku lady. Nie wykonując żadnych zbędnych ruchów, dotarł do blatu. Teraz zmusił swoją się by podnieść głowę i spojrzeć na sprzedawcę. Był to młody hindus w bordowym turbanie na głowie, który był zdecydowanie znudzony swoim zajęciem. Właśnie odkładał gazetę i wlepiał na twarz obowiązkowy uśmiech. Spojrzał na klienta i pytającą podniósł brwi, co zapewne miało znaczyć:<br />
- ...czym mogę panu pomóc?<br />
- Poproszę jeden chleb, litr mleka i jeszcze może kostkę sera – odpowiedziałby klient, gdyby miał na to siłę. Tak z jego ust wydobyło się niewyraźne – chleb, mleko i ser.</p>
<p style="text-align:justify;">W czasie gdy sprzedawca poszedł przynieść zamówione produkty klient stał nieruchomo wpatrzony tępo w przestrzeń przed sobą. Nie pozwolił swojej głowie opaść, gdyż ponowne podniesienie jej, kiedy wróci młody hindus, kosztowało by wiele energii której tak bardzo mu brakowało. Rozmazany obraz przed oczami i całkowicie wyłączony mózg powodowały iż nie zauważał nawet upływu czasu jaki spędził przed ladą.</p>
<p style="text-align:justify;">Sprzedawca był już z powrotem i przeciągał zakupy nad czytnikiem. W tym czasie on  sięgnął do kieszeni, wyciągnął kartę i przeciągnął ją nad czytnikiem płatności. Dołożył jeszcze swój kciuk i mechanicznym ruchem wykonał akcję odwrotną do niedawno wykonanej. Schował kartę.</p>
<p style="text-align:justify;"><img class="alignright" style="float:right;margin:1px;" src="http://farm1.static.flickr.com/79/268892022_5489de3159.jpg?v=0" alt="" width="250" height="332" />Hindus zapakował zakupy do plastykowej torby wręczył ją mu i skinął głową. Mogło to oznaczać „ dziękuję za zrobienie u nas zakupów i dobranoc panu”. Klient przejął od niego ładunek, a nieznaczna zmiana u niego wyrazu twarzy znaczyła zapewne „dziękuję, dobranoc”. Kiedy przejął zakupy od sprzedawcy w ręce zaciążyło mu około dwa kilogramy produktów niezbędnych, aby jego organizm uzupełnił braki energii. Skierował się do wyjścia. W tym czasie mózg odłączył ośrodek mowy i całkowicie oczyścił się z jakichkolwiek zbędnych myśli. Po wykonaniu polecenia chlebmlekoser całą pozostałą energię skierowano na funkcje motoryczne. Prawa ręka w tył, lewa noga w przód, lewa ręka w tył, prawa noga w przód. I tak dalej zgodnie z zakodowanym w umyśle schematem. Jedna część mózgu wychwyciła z podświadomości polecenie. „Dom”. Już inna część mózgu opracowała program dla ciała, które zgodnie z poleceniami w nim zawartymi miało przemieścić się spod sklepu do mieszkania jak najkorzystniejszą trasą, przy jak najkrótszym. Mózg spośród kilku wariantów trasy wybrał ten najbardziej ekonomiczny. I już wprowadził pierwsze polecenia dla kończyn. Biologiczna maszyneria już ruszyła.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Już od jakiegoś czasu wszystkie nasze ośrodki badawcze pracują nad stworzeniem idealnego narzędzia, które potrafiłoby wykonać wszystkie nudne, nieprzyjemne lub uwłaczające ludzkiej godności zadania jakie na swej drodze spotyka człowiek. Nasi naukowcy podążając za nową koncepcją doktora Zalewskiego odnośnie budowy mózgu, opracowała epokowy wynalazek. Zdradzę państwu, że u podstaw naszego projektu legło pytanie: po co starać się podnieść roboty do poziomu inteligencji potrzebnej do samodzielnego podejmowania decyzji. Można przecież do tego stopnia obniżyć zdolności umysłowe człowieka pozbywając się wszelkich zbędnych fragmentów mózgu tak, by stał się on programowalnym narzędziem.<br />
I oto mam przyjemność ogłosić że nasze badania zakończyły się całkowitym sukcesem! Oto przedstawiam państwu pierwszą i najdoskonalszą zarazem generację bio - robotów stworzoną w naszych laboratoriach! Oto Homo Instrumentum lub jak państwo wolą Hl-1</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wikihistoria [by Desmond Warzel] ]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=184</link>
<pubDate>Fri, 16 May 2008 20:24:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=184</guid>
<description><![CDATA[Odkąd znalazłem to opowiadanie w necie na stronie ABBYS and APPEKS [TUTAJ] po głowie chodziło mi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><span style="color:#888888;">Odkąd znalazłem to opowiadanie w necie na stronie ABBYS and APPEKS [<a href="http://www.abyssandapex.com/200710-wikihistory.html" target="_blank"><strong>TUTAJ</strong>]</a> po głowie chodziło mi przetłumaczenie go na polski i udostępnienie szerszemu gronu. Na przekład nie otrzymałem zgody autora, nie zrobiłem tego w celach komercyjnych, nie jestem zawodowym tłumaczem [robie takie coś pierwszy raz w sumie], nie trzymałem się w kilku miejscach oryginału, jednak są to zmiany małe oraz nie zmieniające zasadniczego sensu, fabuły ani innych ważnych elementów opowiadania.</span></p>
<h2><strong>WIKIHISTORIA </strong></h2>
<p style="text-align:justify;"><strong>autor: Desmond Warzel</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Miedzynarodowe Stowarzyszenie Podróżników w Czasie: Forum członków; Subforum: Europa – wiek XX – Druga Wojna Światowa</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Strona 263</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>11/15/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 14:52:28, FreedomFighter69 napisał:</em></span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Zdaje sprawozdanie z mojej pierwszej wycieczki, odkąd jestem członkiem MSPC: właśnie wróciłem z Berlina w roku 1936, gdzie zająłem miejsce jednego z kamerzystów Leni Riefenstahl i dokonałem zamachu na Adolfa Hitlera podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Niechaj świat cieszy się wolnością!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 14:57:44, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Wrocilem z Berlina w roku 1936; Obezwladnilem FredomFighter69 zanim dokonal swojego  wyczynu. FreedomFighter69, jako ze jestes nowym czlonkiem, przeczytaj prosze biuletyn  <span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">MSPC nr 1147 dotyczacy zabijania Hitlera przed swoja kolejna „wycieczka”. Jesli tego nie zrobisz moze to skutkowac twoim wydaleniem na mocy zarządzenia nr 223.</span></span></p>
<p style="text-align:justify;">
<span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 18:06:59, BigChill napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Oszczędź dzieciaka SilverFox316; wszyscy zabijają Hitlera podczas swojego pierwszego wypadu. Ja tak zrobiłem ;]. A z resztą to i tak zostaje naprawione w ciągu kilku minut, więc co to za problem?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 18:33:10, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Latwo ci tak mowic BigChill, o ile mnie pamiec nie myli ty sam nigdy jeszcze nie zglosiles sie by tam wrocic i cos naprawić. Myzlisz ze nie mam nic lepszego do roboty?</span></p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>11/16/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">O<em> 10:15:44, JudgeDoom napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Dobre wieści! Właśnie opuściłem okopy we Francji w październiku 1916-tego, gdzie zastrzeliłem młodego bawarskiego posłańca wojskowego o imieniu Adolf Hitler! Nieźle jak na pierwszy raz, co?:D  <em>Sic semper tyrannis!</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em></em></span><br />
<span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 10:22:53, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Powrocilem z Francji w roku 1916, gdzie w ostatniej sekundzie zapobiegłem przedwczesnej smierci Hitlera z rak JudgeDoom'a i co nieprawdopodobne, powstrzymałem sie takze z trudem od jednoczesnego zastrzelenie JudgeDoom'a, co oszczeddziłoby nam lat poprawiania jego kolejnych blazenstw. LUDZIE PPRZECZYTAJCIE BIULETYN 1147!!!</span></p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 15:41:18, BarracksRoomLawyer napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">W kwestii formalnej: tematy dotyczące służby Hitlera w bawarskiej armii powinny znajdować się w dziale dotyczącym I Wojny Światowej.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>11/21/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong></strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 02:21:30, SneakyPete napisał:</em></span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Wiedeń 1907: po licznych próbach, udało mi się dostać do Akademii Sztuk Pięknych i ułatwić przyjęcie Hitlera do tej instytucji. Żegnaj Hitlerze dyktatorze, witaj Hitlerze średnio popularny malarzu krajobrazów! Przyniosłem ze sobą także kilka jego obrazów, znajdą się jacyś kupcy?</span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 02:29:17, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em></em></span><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Zalatwione ;]. </span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Powrocilem wlasnie z Wiednia w 1907-ym, gdzie upewnilem się co do wydalenia Hitlera z Akademii przy pomocy skomplikowanego numeru obejmującego prefekta, koze i pokazną ilosc oliwy... ;] Teraz zwracam się do naszych nowych braci, ktorzy pomimo zachowan sprzecznych z naszymi zasadami, nie maja zamiaru przeczytania Biuletyny 1147  (ani Dodatku: Inne Srodki Zmiany Losu Hitlera – i tutaj pije do ciebie SneakyPete). Pozwole sobie stresci go specjalnie dla ciebie i oszczedzic ci kłopotu czytania go: brak Hitlera oznacza brak Trzeciej Rzeszy, brak II Wojny Swiatowej, brak programu rakietowego, brak elektorniki, brak komputerow, brak podrozy w czasie. Rozumiesz teraz?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 02:29:49, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">PS do SneakyPete'a: twoje obrazy Hitlera nie sa nic warte, cwoku, bo najpewniej przywiozłes je tutaj prosto z roku 1907, co znaczy że farba jest nadal swierza. Nie daje rady juz! Co za debile!!!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 07:55:03, BarracksRoomLawyer napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Amen, SilverFox316. Ja jednakże w kwestii formalnej, dyskusja dotycząca Wiednia na początku XX wieku, powinna znaleźć się w tamtym forum , a nie tutaj. Jest to tutaj zdaje się powracający problem. :)</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>11/26/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">O<em> 18:26:18, Jason440953 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">SilverFox316, wydajesz sie wiedzieć dużo o zasadach, więc co mysłiusz o podróży, do powiedzmy, Braunau w Austri do roku 1875 i zabiciu Alojzego Hitlera nim będzie miał okazję zostać ojcem Adolfa? Co ty na to? Pytam tylko z ciekawości, bo już tam byłem i zrobiłem to :P</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 18:42:55, SilverFox316 napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Jason440953, zerknij na rozporządzenie nr. 7, które mowi ze weszystkie zasady MSPC dotyczace postaci historycznych odnosza sie takze ich przodkow. Pisze to dla dobra wszystkich pozostałych, jako ze mlodemu Jasonowi wytłumaczylem juz to odobiscie gdy ciagnalem go za włosy z powrotem z roku 1875. Gdyby ktos wybralby się... powiedzmy do Moline w Illinois, powiedzmy do roku 2080 i zainterweniowal nie dopuszczajac do poczecia Jasona440953. Do mnie taka wizja przemawia. ;]</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 21:19:17, BarracksRoomLawyer napisał:</em><br />
W kwestii Formalnej: dyskusja o dzięwietnastowiecznej Austri i Illinois w dwudziestym pierwszym wieku powinny znaleźć się w odpowiadaących im forach.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>12/01/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">O <em>15:56:41, AsianAvenger napisał:</em><br />
FreedomFighter69, JudgeDoom, SneakyPete, Jason440953,  jesteście bandą zwykłych rasistów. Niechaj światło mej prawości zaświeci nad waszym zapyziałym gniazdem żmij!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 16:40:17, BigTom44 napisał:</em><br />
No to sie teraz kurwa zacznie. :/</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 16:58:42, FreedomFighter69 napisał:</em><br />
Rasistą? Za zabicie Hitlera? WTF?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 17:12:52, SaucyAussie napisał:</em><br />
AsianAvenger, chyba nie chcesz przerabiać jeszcze raz tej sprawy z Nagasaki, co? Dopiero co wszyscy zdążyli ochłonąć po twoim ostatnim razie.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 17:22:37, LadyJustice napisał:</em><br />
Popieram SaucyAussie. AsianAvenger, bredzisz jeszcze bardziej niż zwykle. Jest w tym jakiś sens? </span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 18:56:09, AsianAvenger napisał:</em></span><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><br />
Sens w tym taki, że wszyscy wałkują kwestię, która, nawet jeśli udana, uratowałaby jedynie kilka milionów europejczyków. A przecież nie większym problemem byłaby wyprawa do Fuyuanshui w Chinach do roku 1814 i zabicie Hong Xiuquan, udaremniając Powstanie Tajpingów w połowie XIX wieku i ratując tym samym pięćdziesiąt milionów istnień ludzkich. Lecz co to jest 50 milionów żółtków mniej lub więcej, co nie chłopaki? Mamy przecież Polaków i Francuzów o których trzeba się martwić!</span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 19:01:38, LadyJustice napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Więc co cię powstrzymuje od zabicia go AsianAvenger?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 19:11:43, AsianAvenger napisał:</em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-style:normal;">Tylko po to żeby Si</span>lverFox316  pokrzyżował mi plany? Nie warto się wysilać?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 19:59:23, SilverFox316 napisał</em></span><em>:</em><br />
<span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">Jak dla mnie ten pomysl wydaje sie całkiem sensowny, AsianAvenger. Nie widze zadnych problemow z tym zwiazanych.</span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 20:07:25, Big Chill napisał:</em><br />
Dawaj chłopie!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 20:11:31, AsianAvenger napisał:</em><br />
Dobrze więc. Powrócę dosłownie za moment jako zbawca milionów!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 20:14:17, LadyJustice napisał:</em><br />
Właśnie sprawdziłem linie czasu, gratuluje ci sukcesu AsianAvenger!</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>12/02/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">O<em> 10:52:53, LadyJustice napisał:</em><br />
AsianAvenger?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 11:41:40, SilverFox316 napisał:</em><br />
AsianAvenger, potrzebujemy twojego raportu, kolego.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 17:15:32, SilverFox316 napisał:</em><br />
Dobra, wyglada na to ze AsianAvenger był potomkiem Hong Xiuquan :/. Jacys ochotnicy zeby wrocic tam i powstrzymac go od zniszczenia jego wlasnej egzystencji?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><strong>12/10/2104</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;">O</span><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em> 09:14:44, SilverFox316 napisał:</em></span><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><br />
Ktokolwiek?</span></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><em>O 09:47:13, BarracksRoomLawyer napisał:</em></span><span style="font-family:Times New Roman,Times,serif;"><br />
W kwestii formalnej: ta dyskusja przynależy do forum dynastii Quing. Wszyscy jesteśmy dorośli; czy możemy skupić się na ważniejszych sprawach?</span></p>
<p style="text-align:right;">Tłumaczył: Maciej Rynarzewski</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[I was here]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=146</link>
<pubDate>Mon, 17 Mar 2008 20:53:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=146</guid>
<description><![CDATA[
Przetrwałem ten dzień.
    Para skroplona na szybie rozmywała kształty znajdujące się po d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify"><img src="http://www.getunderground.com/global_images/albums/lg_Rain-City.jpg" align="left" border="1" height="186" hspace="5" vspace="5" width="232" /></p>
<p align="justify">Przetrwałem ten dzień.</p>
<p align="justify">    Para skroplona na szybie rozmywała kształty znajdujące się po drugiej stronie tafli, tworząc wokół neonów McDonald'sa rozproszoną, baśniową poświatę. Co chwila po tej odrealnionej ulicy przemykały ciemne sylwetki. Skulone w sobie przechodziły przed moim szklanym ekranem z prawej w lewo i z lewej w prawo... Przetarłem rękawem kurtki szybę busa i ulica stała się na powrót zwyczajna.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">A w radiu leciało... <b>Lily was here</b>...</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify"><code>[audio http://www.chomikuj.pl/rafik123/Lata+70/Dave+a.+steward+-+lily+was+here.mp3]</code></p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Westchnąłem, zamknąłem oczy i spróbowałem uporządkować otaczające mnie dźwięki. Silnik. Radio. Jakieś dziewczyny gdzieś po lewej za mną szczebiotały i co chwila wybuchały śmiechem. Jakiś pijaczek prowadził niezrozumiały monolog skierowany chyba w kierunku kierowcy.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">- To był ciężki dzień - pomyślałem otwierając oczy, pochylając głowę i przecierając zmęczone ślepia. Cały dzień siedzenia,  słuchania odczytów, które nie interesowały chyba nikogo, łącznie z wygłaszającymi. Jednak starałem się wsłuchiwać w treść każdej wypowiedzi, bo jeszcze bardziej męczące jest bezmyślne siedzenie i wgapianie się w okno. Zmęczyłem się tym gorzej niż pracą fizyczną.</p>
<p align="justify">    Drzwi okejki otworzyły się, do środka weszła para - jakiś chłopak i ładna dziewczyna. Od razu na myśl przyszła mi moja najpiękniejsza, która kilkadziesiąt kilometrów stąd, zajmowała się pewnie swoimi sprawami. Ciężko żyć oddzielnie dzieląc jedno serce. Chciałbym teraz wrócić do wspólnego kąta i w jej ramionach odgonić to paskudnie pozbawiające wszelkich sił zmęczenie...</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Siedziałem trzymając w bezsilnych rękach książkę, kiedy bus, czyli tzw. Okejka rozpoczęła naszą wspólną, długą podróż do domu. Potoczyła się przez rozświetlone ulicznymi lampami i neonami reklam ulice w kierunku mrocznych przedmieść. Po kilku minutach już uwolniwszy się od miasta, przetarłem znowu ręką szybę i spojrzałem w swoje odbicie na czarnej tafli szkła. Zobaczyłem twarz chyba trochę zbyt poważną i zbyt zmęczoną jak na mój wiek...</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">    Rytmiczne kołysanie i dźwięki saksofonu zaczęły powodować u mnie stopniową ociężałość powiek, głowy i umysłu....</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Odpłynąłem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dawno odeszli.]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/03/03/dawno-odeszli/</link>
<pubDate>Mon, 03 Mar 2008 15:08:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/03/03/dawno-odeszli/</guid>
<description><![CDATA[    Dawno odeszli już wielcy rzeźbiarze żelbetonu i stali. Pozostawili wielkie pomniki opiewaj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">    Dawno odeszli już wielcy rzeźbiarze żelbetonu i stali. Pozostawili wielkie pomniki opiewające ich szaleńczą wizję. Teraz to i tak bez znaczenia. Niedokończone dzieła sztuki, niespełnione zamiary tej garstki ludzi nie odnalazły w przyszłych pokoleniach zrozumienia i zostały skazane na powolną śmierć.</p>
<p align="justify">    Dawno odeszli już wielcy poeci myśli oraz nauki. Pozostały po nich tylko dzieła niemogące znaleźć zrozumienia, choć całkowicie zrozumiałe. Opowieści i baśnie nie zostały przekazane przyszłym pokoleniom. Zginęły oślepione blaskiem, jaki rozpalała w naszych pra-ojcach jedna myśl –„dalej”.</p>
<p align="justify">    Majestat to było właśnie to, w czym lubowali się starożytni – pomyślał Janus leżąc na łóżku i spoglądając przez okno na olbrzymią, podobną do kopca termitów, konstrukcję. Choć odległa o wiele kilometrów, nadal przesłaniała dużą cześć widoku. Wielkie idee nie są dla nas maluczkich. Czasem trzeba wykonać krok do tyłu żeby potem zrobić dwa naprzód. Jak na razie chyba jeszcze cały czas się cofamy...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wstaaaaaaje!]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 14:44:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/?p=116</guid>
<description><![CDATA[
Przypadkowe dźwięki wyrywające mnie już od dłuższego czasu, co chwila ze snu, jak na razie ud]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://blogs.law.harvard.edu/beguemot/files/2006/05/pile%20of%20books.jpg" alt="bajzel..." align="left" border="1" height="158" hspace="5" vspace="5" width="163" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><b><span class="postbody">Przypadkowe dźwięki wyrywające mnie już od dłuższego czasu, co chwila ze snu, jak na razie udawało mi się ignorować. Wciskając głowę w poduszkę, nakrywając się drugą, trzymałem się jeszcze przemijającego nieuchronnie snu. Musiałem skapitulować jednak w momencie kiedy hałas przestał być przypadkowy, a został całą swoją mocą skierowany w moje uszy.</span></b></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span class="postbody">- Wstawaaaaj!!! – z niższego piętra dochodził piekielny głos, wzmacniany tubą klatki schodowej prowadzącej do mojej części domu. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span class="postbody">- ignorować, ignorować.... przestanie krzyczeć, będę mógł jeszcze uciąć parę kadrów z tego pięknego snu..... – pomyślałem, zyskując powoli świadomość otoczenia. Już wiedziałem że sen uciekł, światło delikatnie raniło oczy nieprzyzwyczajone do jaskrawego słońca stojącego już wysoko na niebie. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><span class="postbody">Ręką wyszukałem leżącą obok łóżka komórkę. Godzina... 12? Co? Przespałem pół dnia, a miałem rano pójść biegać, a potem od rana pisać pracę. Od razu przywaliło mnie zrezygnowanie, bo jak nie zacząłem pisać od rana to pewnie nie zbiorę się żeby zacząć po południu. Pewnie znowu zmarnuję ten dzień, tak jak większość poprzednich wolnych... każda wymówka poza tym jest dobra żeby wymigać się od nauki i przedłużyć sobie nieuchronnie uciekającą studencką młodość.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span class="postbody">- Nic to. – pomyślałem, przeciągając się w wymiętej, rozgrzebanej pościeli i spoglądając na moje królestwo. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><span class="postbody">Pokój choć całkiem spory, był kompletnie zagracony. Ubrania przemieszane z notatkami, kserówkami, książkami i zwykłymi śmieciami zalegały na podłodze. Ta mieszanka papierniczo-tekstylna niemal całkowicie pokrywała lekko próchniejące deski. Spore okno wpuszczało zdecydowanie zbyt wiele i zbyt jaskrawego światła poprzez zasrane przez muchy szyby. W promieniach wyraźnie widać było unoszące się i tańczące wszędzie drobiny kurzu. Na przeciwległej od okna ścianie znajdowały się obdrapane z olejnej farby drzwi, jeden z moich nieudanych eksperymentów dekoratorskich, które były współwinne przerwania mojego snu. Znowu zapomniałem je zamknąć wieczorem. Umeblowanie pokoju oprócz szafy na ubrania, niewielkiej komody, łóżka i praktycznie nigdy nie używanego biurka, stanowiły rzędy półek na książki pokrywające prawie całą nadającą się do tego przestrzeń ścian. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><span class="postbody">Ciekawym elementem ich konstrukcji było, iż każda z nich była inna. Część ładnie zrobiona, dębowa na nóżkach z ozdobnym cokolikiem na górze, a inne z kolei zrobione z przetartych papierem ściernym desek na aluminiowych wspornikach. Niektóre sięgające od podłogi, aż po sam sufit, zrobione z płyt MDF pokrytych dębo-podobną okleiną inne znowu z gołych desek. Wszystkie te półki niezależnie od stanu i wyglądu, były zaś zapełnione książkami ułożonymi we wszystkich możliwych płaszczyznach, poupychanymi szczelnie, acz z ostrożnością by nie zostały uszkodzone. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;"><span class="postbody">Przy regałach wyrastały kopce tych woluminów, które nie znalazły już swojej ojczyzny na wysokościach. Rosłe, chwiejne konstrukcje przybierały kształt gór stołowych lub innych erozyjnych formacji skalnych. Niektóre rozsypane w kataklizmie, który wstrząsnął podłogą w środku nocy lub w pełnych promieniach słońca, gdy usiadł na nich nieuważny komar lub padły pod przypadkowym ciosem obutej w kapeć nogi. Zaznaczam iż ja kapci nie noszę z zasady wiec owe ciosy padały nie z moje strony, lecz nóg nieświadomych potęgi wiedzy zawartej w tych stosach, która takiego nieopatrznego wandala mogłaby zgnieść, zniszczyć, gdyby tylko miała ochotę ujawnić swój ogrom i przytłaczającą moc argumentacji faktów zawartych na nieprzeliczonych stronicach.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;text-indent:35.4pt;">Nie było wyjścia... wstałem i potwierdzenie mojego czynu ogłosiłem światu głośnym rykiem - Wstaaaaaaje!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mleczny blask gwiazd]]></title>
<link>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/02/10/mleczny-blask-gwiazd/</link>
<pubDate>Sun, 10 Feb 2008 18:39:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Maciek Rynarzewski</dc:creator>
<guid>http://rynarzewski.wordpress.com/2008/02/10/mleczny-blask-gwiazd/</guid>
<description><![CDATA[[Moje opowiadanie odnalezione gdzieś na dysku, dziś je przeczytałem po ponad pięciu latach po ra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="justify">[<span style="font-style:italic;">Moje opowiadanie odnalezione gdzieś na dysku, dziś je przeczytałem po ponad pięciu latach po raz kolejny. Miła niespodzianka. Nie poprawiam za bardzo, dodałem tylko kilka zdań zakończenia.</span>]Księżyc przez szkło wydawał się być niewiele dalej niż najbliższy szczyt w górach, lecz naturalnie było to tylko złudzenie. Nieliczne gwiazdy przedzierając się poprzez warstwę chmur, towarzyszyły mu w podróży. Cały widok emanował spokojem a jednocześnie uświadamiał ogrom świata i bezsensowność wszystkich prób zbadania przyczyn, zasad oraz mechanizmów napędzających cały otaczający ich świat.<br />
Czarne pnie drzew otaczające kilka domów znajdujących się w osadzie szczelnie otulały śpiących mieszkańców. Tylko jak zawsze w największej chacie wysuniętej najbardziej na północ w stronę gór paliło się niewielkie migotliwe światełko, zaś na jej dachu widać było zarysy jakichś postaci. Chłodne powietrze niosło ciche szepty po całej osadzie.<br />
- Sądzisz, że dzisiaj zauważymy coś ciekawego?<br />
- Nie mam pojęcia, a czy kiedykolwiek ktoś zauważył coś?<br />
- Masz rację, nie pamiętam żeby ktokolwiek coś zobaczył, kiedykolwiek.<br />
- Ale w takim razie, po co, co noc ktoś pilnuje lunety i gapi się w niebo.<br />
- Nie wiem, nie ważne. Taka jest tradycja, mamy czekać na znak, który coś ma oznaczać.. już nie pamiętam co... Moja babcia znała te stare legendy, ale już dawno umarła. To była naprawdę mądra kobieta.<br />
- Znaki nadejdą z nieba... Mogliby nam, chociaż powiedzieć, jakie!<br />
- Cicho! Bo pobudzisz istoty nocy... Pamiętam jak ktoś opowiadał jak kiedyś przyszły do wioski...<br />
- Dobra, dobra. Znam tę bajkę. Idę na chwilę do środka, zaraz wracam.<br />
Jedna z postaci znikła w dziurze, z której bił lekki blask pochodni. Druga chwyciwszy teleskop nastawiała go na jedną z gwiazd i długo wpatrywała się w jej kierunku. Jak zwykle gwiazdy powolnym ruchem, majestatycznie przesuwały się po niebie goniąc księżyc i uciekając przez nadchodzącym dniem. Wszystko toczyło się swoja koleją rzeczy. Tajemnicą tylko było, dokąd świat toczy się już od tylu lat.</div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"><span> </span>***</div>
<div align="justify">Małe gliniane chatki otoczone kręgiem olbrzymich drzew wyglądały niczym grzyby porastające polanę. Jedynym urozmaiceniem wobec olbrzymich konarów były góry wznoszące się na zachodzie. Dziwne wydawać mogło się to, że wszystkie chaty miały okna zwrócone na zachód oraz były lekko pochyłe w stronę wschodnią. Lecz spoglądając na cały krajobraz tej dziwnej krainy wyglądały one niczym pradawne kamienie lezące tu od wieków i brak ich wydawałby się wręcz czymś nienaturalnym. Całość tworzyła harmoniczną kompozycję.<br />
Kiedy poranne słońce przedarło się z wielkim trudem poprzez splątane konary drzew wioska zaczęła powoli budzić się do życia. Czarny kot spędziwszy całą noc na podwórzu żałośnie miauczał pod drzwiami domostwa domagając się śniadania, a psy ospale przechadzając się pomiędzy chatami od czasu do czasu machały ogonami na widok człowieka. Choć było już około godziny dziewiątej to promienie słoneczne dopiero zaczęły głaskać dachy domów swoimi czułymi dłońmi. Coraz większy harmider ogarniał osadę, z długich cienkich kominów sączył się szary, rozleniwiony dym powolutku unosząc się w krystalicznie czyste powietrze.<br />
W najmniejszej chacie nie widać było jednak żadnych oznak porannego krzątania się gospodarzy. Szczelnie zamknięte okna zasłonięte były czarnymi płachtami zaś na drzwiach wisiała wywieszka „nie przeszkadzać”. Nawet pstrokaty kogut siedzący na płocie przed lepianką z powagą zachowywał ciszę nie starając się jak zwykle ogłaszać swym głosem nadejścia kolejnego dnia. Nikogo to jednak nie dziwiło jak dotąd, a dziwić zaczęło dopiero około południa, gdy gospodynie skończyły już rozwieszać pranie, dzieci zostały nakarmione a mężowie zasiedli przed domami wykonawszy wszystkie niezbędne prace domowe. Co odważniejsi chłopcy podkradali się do okien chcąc dojrzeć cokolwiek przez zasłony. Po kilku godzinach ogólnego zainteresowania dziwnym i co prawda niecodziennym wydarzeniem przyszła pora zająć się spędzeniem zwierząt z pastwisk, przygotowywaniem kolacji i przygotowaniem sideł na nietoperze. Mało kto miał czas zajmować się dziwnymi sprawami dziejącymi się w lepiance. Dzieci jak zwykle szybko znudziły się i teraz ganiały za pół oswojonymi zającami, które pojawiły się ostatnio w okolicy. Jednym słowem, ile czasu można zajmować się jakimiś dziwactwami i w dodatku nie poznać rozwiązania zagadki?</p>
<p>- Co tam na polach? Jak się kozice miewają?<br />
- A wszystek w porządku, jeno coś mleka ostatniemi czasy mało dają. Pewno znowu skrzaty im je w nocy spijają.<br />
- Prawda ci to. My to się z niemi mamy, oj mamy.<br />
- Czeba by się z nimi rozprawić albo jakoś je odstraszyć. Powiadają ludzie, że najlepiej to mysim sadłem kozicom wymiona wysmarować to krzaty pono od ręki wyzdychają i spokój z nimi będziemy mieli.<br />
- No, ale skąd ty mysie sadło jełopie weźmiesz, widziałeś ty, kiedy mysie sadło?<br />
- No nie widziałem, ale pono najlepsze na krzaty.<br />
Wielki kamień z pluskiem wylądował w stawie, płosząc wielkie karpie leniwie skubiące wodorosty.<br />
- Tak... I na kurzajki też podobno nieźle działa.<br />
- No... Przydałoby się coś takiego.<br />
- Tylko szkoda, że nie ma takiego... To byśmy się mogli skrzatów i kurzajek się pozbyć...<br />
- I kozy mleka by więcej dawały...<br />
Z daleka rozległo się beczenie kozy. Jeden z mężczyzn wstał z trawy i poszedł w stronę pasącego się stada, kijem strącając kwiaty dziko rosnących maków. Słońce wyjątkowo dzisiaj grzało jak na tą porę roku.</p>
<p>Wieczorem po oporządzeniu się na gospodarstwie ludzie ponownie zaczęli spoglądać w stronę chaty z zasłoniętymi oknami. Jak donosiła miejscowa agencja informacyjna w postaci staruszki, która cały dzień przesiadywała na ławeczce przed domem, nikt dzisiaj nie wyszedł ani nie wszedł z chaty. Sprawa stawała się coraz bardziej podejrzana. No, ale nie wypada się wtrącać w obce sprawy i pomimo irytującego uczucia niedosytu jakoś nikomu nie przyszło na myśl zastukać do drzwi tajemniczo zamkniętej chaty. Przecież byłaby to oznaka wielkiego braku taktu a o coś takiego żaden z mieszkańców wioski nie chciałby być posądzony. Przecież, co kto robi to jego sprawa. Tak wyglądała sprawa na pierwszy rzut oka, lecz rada gospodyń wiejskich powołała już sztab kryzysowy mający zając się rozwiązaniem tajemnicy.</p>
<p>***</p>
<p>Problemem podczas zimnych letnich nocy jest zawsze to, że podczas spoglądania przez lunetę, szkiełka bardzo szybko zaparowują. Trzeba je wtedy często przecierać. I tak bez końca. A szkoda, bo właśnie podczas takich chłodnawych nocy, które zazwyczaj przypadają na czas pełni, wszystkie gwiazdy są widoczne jak na dłoni a księżyc jest wielki jak młyńskie koło. W taką noc stróżowanie jest przyjemnością i można pooglądać sobie dowoli calutki nieboskłon.<br />
- O... Trzy nowe, których ostatnio nie widziałem... Widzisz, tam nad tą gałęzią tego krzywego drzewa.<br />
- Fakt... Daj mi teraz trochę popatrzeć – piskliwy głosik gorliwie domagał się dostępu do lunety.- Teraz moja kolej.<br />
- Zaraz... O... Tej też nie pamiętam...<br />
- No weź... Teraz ja.<br />
- Dobra. Masz trzymaj lunetę, ja zaraz wracam tylko zrobię sobie coś do jedzenia.<br />
Większa postać zniknęła w otworze na chwile zasłaniając migotliwy blask ognia bijący z wnętrza chaty. Mniejsza, drobniutka sylwetka przez chwilę ustawiała stojącą na trójnogu konstrukcję tak by pasowała ona do jej wzrostu, po czym za pomocą szmatki przetarła szkło okularu, po czym przystąpiła do wnikliwej egzaminacji czarnej otchłani. Malutkie dłonie powolutku przesuwały lunetę z lewa na prawo. Drobna twarzyczka o olbrzymich oczach chłonęła całą powierzchnią magiczne światło gwiazd. Półotwarte usta, przyspieszone bicie serca. To było pierwsze stróżowanie malucha. Pełne magii i poczucia obowiązku. Mały mógłby tak przez wszystkie noce oglądać gwiazdy. One było takie śliczne.<br />
- Gdyby tylko tata mnie teraz widział – pomyślał malec, przygryzając z przejęcia język – To na pewno ja dostrzegę znak. Wszyscy będą mnie chwalić i mówić, że jestem wspaniałym dzieckiem. I na pewno mama się w końcu uśmiechnie i pogłaszcze mnie po głowie mówiąc, że jest ze mnie dumna...<br />
Smyk przetarł zamykające się oczy dłonią. Potrząsnął głową starając się odpędzić od siebie sen, po czym ponownie zaczął patrzeć w bezkresną połać nieba. Coraz cięższe powieki zaczęły bezwiednie opadać na oczy chłopca, który ziewając przetarł zaparowane szkiełko lunety i bezsilny wobec nadchodzącego snu osunął się na stojące nieopodal krzesło. I zasnął śniąc o wielkim księżycu, który przyszedł do niego by podzielić się z nim najnowszymi nowinami, które opowiedziały mu gwiazdy. Malec śnił.<br />
Większa postać wyszła po drabinie na dach. Zauważywszy, iż chłopiec śpi uśmiechnęła się, wzięła leżący nieopodal koc i przykryła nim śpiącego. Duża postać uśmiechnęła się patrząc na dziecko, po czym wzięła lunetę przetarła szkiełko i zaczęła studiować ułożenie migoczących punktów ponad lasem i górami.</p>
<p>***</p>
<p>- A po kiego diabła się tam wtrącać w czyjeś sprawy – Oznajmił donośny kobiecy głos.<br />
- A po temu, że my wszyscy tu mieszkamy i to także nasza sprawa – inny głos wyraził swoje zdanie.<br />
- Nasza! Pewnie, że nasza... – Krzyczał spory tłumek zebrany w niewielkiej izbie.<br />
- No ależ jak tak można...Przecież nie możemy tak po prostu wyważyć drzwi. Toż to istny brak kultury i wyczucia taktu.<br />
- Prawda! Całkowity brak... Całkowity... – Ponownie odezwał się tłum.<br />
- Proponuję poczekać na rozwiązanie sytuacji jej własnym tempem.<br />
- No tak. Przecież nie można tak wiecznie siedzieć w zamknięciu.<br />
- Fakt.<br />
- No racja. Fakt.<br />
- Dobrze, ogłaszam, więc obrady za zamknięte.<br />
Mocne stuknięcie drewnianego młotka dobitnie potwierdziło koniec jakichkolwiek dalszych dyskusji. Wszyscy zaczęli wychodzić z izdebki. Wieczorne powietrze pieściło zapachem leśnych kwiatów a zachodzące słońce powodowało wygładzenie wszystkich konturów, co sprawiało, że świat wydawał się spokojny i piękny. Taki wieczór zapowiadał piękną noc i cudowny jutrzejszy dzień.</p>
<p>Mały domek pełen szklanych pojemników, metalowych urządzeń i pokrytych kablami dziwacznych kształtów całkowicie spowity był w ciemnościach. Szczelnie zasłonięte okna blokowały każdy promień światła, który chciał dostać się do wewnątrz. Całkowity mrok rozświetlał tylko malutki kaganek postawiony na stoliku tuż przy wielkim fotelu. W tym mroku niewielki zgarbiony człowiek z mistrzowską zręcznością poruszając się pośród tych wszystkich sprzętów montował skomplikowany model. Ów zestaw składał się z niezliczonej ilości kul i kuleczek połączonych ze sobą za pomocą rurek, przekładni i nitek. O dziwo całość w jakiś tajemniczy sposób poruszała się i to w dość harmoniczny sposób. Cały układ przez jakiś czas się poruszał, po czym dwie kulki się ze sobą zderzyły. Mężczyzna wydał się tym bardzo zainteresowany. Zatrzymał mechanizm, poprawił kilka rurek dotknął kilka sznurków, po czym znów, marszcząc brwi, rozpędził maszynerię. Ku jego niezadowoleniu dwie kulki ponownie się ze sobą zderzyły. Mamrocząc pod nosem mężczyzna zaczął przewracać sterty papieru przeglądając kolumny liczb i mozaiki rysunków.</p>
<p>- Witoj.<br />
- No witoj, co tam u ciebie.<br />
- A no tak jakby po staremu, jeno te kozice mi spokoju nie dają.<br />
- To nadal te krzaty was nękają? Trza było, zaraze czymś wytruć abo co.<br />
- Gupiś, bo żadnych krzatów to na świecie niema. Bujda to jeno i tyle. Poza tym to taki dajmy no zwykły krzat to według moich obliczeń ni czorta nie mógłby sięgnąć wymiona i spić mliko, a co dopiero je całe zdoić i wynieść ze chlewa.<br />
- No a jak by mieli drabinę abo by jeden na drugiego wszedł. Ha!<br />
- Oj... One nie są takie zmyślne stwory coby na to wpaść poza tym to ja już chyba wiem co to z tym mlikiem się dzieje.<br />
- No, co wtedy?<br />
- Ano gwiazdy kumie, gwiazdy. I księżyc. Bo to, przeto się w nocy dzieje a takie gwiazdy to ludzie powiadają olbrzymią moc mają. A i ten biały blask to się przecie jakoś palić musi, jakieś paliwo musi być. No a mlika nie ma jak nie było. Widzisz to musi być to.<br />
-Jakbyś miał rację, bo wystarczy spojrzeć na ten księżyc to on cały jak z mlika taki bialutki.<br />
- Toć.<br />
- No, ale co na to można poradzić... No, na takie gwiazdy, co mliko wypijają...<br />
- No nie wiem... Problem... A mlika jak nie było tak nie ma...<br />
- Fakt.<br />
- No, fakt.<br />
Niewielki kamyk wysokim łukiem przeleciał nad dorodną, zieloną trawą, po czym uderzył w zawieszony na płocie metalowy garnek i wydobył z niego donośny dźwięk jak byłby to dzwon na kościele. Po tym kamyk upadł na trawę tuż obok płotu. Gdyby mógł z pewnością uśmiechnąłby się zadowolony z dobrze spełnionego zadania, a tak tylko przez chwilę kołysał się, a po chwili zastygł w bezruchu jak przystało na kamień.</p>
<p>***</p>
<p>- To ta! Widzisz jest większa niż ostatnio! To na pewno ta!<br />
- No… Może... Czekaj, daj mi zobaczyć.<br />
- Mówię ci, trzeba obudzić wszystkich! O rety! Musimy uciekać! Szybko!!!<br />
- Spokojnie.<br />
- Nie ma co spokojnie! Trzeba do lasu… albo lepiej w góry! Tak, góry. Tam są jaskinie. Tak jaskinie to dobry pomysł. Tylko trzeba wziąć dużo jedzenia… Tak jedzenie to podstawa… O rety! Trzeba uciekać!!!<br />
- Cicho!<br />
- Uciekać…O rety!<br />
- Zamknij się już! Sprawdziłem... Ta gwiazda wcale się do nas nie zbliża. Musiało ci się wydawać.<br />
- Niemożliwe!? Widziałem na własne oczy.<br />
- … Uspokój się… Ja z tym człowiekiem nie wytrzymam…<br />
Jedna z postaci - ta która dotychczas krzyczała i biegała po całym dachu, teraz usiadła zdyszana i cała drżąc starała się spokojnie oddychać. Poprzez nocną ciszę niemalże można było usłyszeć oszalałe kołatanie serca w jej piersi.<br />
Druga postać wciąż stała przy lunecie powoli lustrując nieboskłon. Na pierwszy rzut oka wydawała się spokojna, lecz uważny obserwator spostrzegłby, że dłoń trzymająca lunetę lekko drży. A jeśli ktoś wsłuchałby się w nocną ciszę naprawdę mocno to usłyszałby drugie oszalałe bicie serca wtórujące pierwszemu.</p>
<p>Tak oto grała już tylko niezmącona niczym cisza, tak majestatyczna w swej bezgłośności, iż nietaktem byłoby ją przerywać i mącić jej nieśmiertelną melodię. A gwiazdy poruszały się po niebie tańcząc z księżycem jakiś skomplikowany wirujący taniec przesuwając się nad głowami wystraszonych ludzików. Co jakiś czas któraś z nich znikała za drzewami lub kryła się za skalistymi szczytami. Wszystkiemu przyglądała się sowa siedząca na gałęzi olbrzymiego świerku. Dzięki swemu ciemnemu upierzeniu i wielkim oczom przypominała ona leśnego ducha. Tak oto duch lasu przechylił głowę spoglądając na gwieździste niebo, zamrugał oczami, schylił głowę przed księżycem, po czym bezszelestnie pofrunął w las, na jakiś tajemny wiec leśnych osobistości.</p>
<p>***</p>
<p>Zgarbiony mężczyzna buszował wśród papierów i różnych dziwacznych urządzeń niewiadomego pochodzenia. Właśnie przerzucał wielką stertę kartek leżących na krześle, zaś jego szlak znaczyły powywalane szuflady oraz poprzewracane naczynia i dziwaczne konstrukcje w rozsypce. Zamaszyste ruchy jego rąk wyrzucały w powietrze najróżniejsze przedmioty, które lądowały w losowych miejscach tworząc malowniczy obraz pobojowiska.<br />
- Gdzie to jest… ostatnio tu było…<br />
Mamrocząc do siebie, mężczyzna zabrał się do przeszukiwania niewielkiego regału stojącego w rogu, tam gdzie nie docierało już światło z kaganka. Grzebiąc po omacku mężczyzna w końcu zatrzymał się. Przez chwilę obracał coś w palcach, po czym z okrzykiem radości podbiegł do stolika, przy którym było jaśniej. W świetle bijącym od płomienia przyjrzał się soczewkowatemu przedmiotowi z jakiegoś przejrzystego materiału. Przez chwilę patrzył tak na ogień, po czym cały rozradowany zabrał się do montowania znaleziska w jakimś rurowatym urządzeniu. Przy okazji przechodząc ponownie puścił w ruch maszynerie z kuleczek i rurek. Niestety ponownie nastąpiło zderzenie dwóch kulek. Wynik eksperymentu zdecydowanie go nie zachwycił gdyż radość na jego twarzy zastąpił wyraz najwyższej koncentracji oraz zaniepokojenia.</p>
<p>***</p>
<p>Spora grupka mieszkańców wsi zebrała się przed chatą, która przez ostatnie kilka dni pozostawała tajemniczo odosobniona. Otoczyli półkolem otwarte drzwi i niecierpliwie czekali na gospodarza. Naturalnie nikt nie odważył się wejść do środka, szanując prywatność jej mieszkańca. Nagle drzwi otworzyły się z dramatycznym skrzypnięciem nie nasmarowanych zawiasów.<br />
- Jak na razie jedno jest pewne – Odezwał się starzec wyłaniając się z cienia swojego pokoju. – Mleka nadal nie będzie!</p>
<p>MR 2002 - 2008</p></div>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
