<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>prawdziwa &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/prawdziwa/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "prawdziwa"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 18:49:30 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Ale o co chodzi? :D]]></title>
<link>http://apiliszek.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Thu, 12 Jun 2008 18:32:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>apiliszek</dc:creator>
<guid>http://apiliszek.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[- O! znowu głowę myłaś&#8230; Nie masz co robić, tylko wodę marnować?
Właśnie opuściłam ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>- O! znowu głowę myłaś... Nie masz co robić, tylko wodę marnować?<br />
Właśnie opuściłam łaźnię i tak powitał mnie mój Wielki i Czcigodny Pan Ojciec.<br />
- No..<br />
Starałam się, aby moja odpowiedź zabrzmiała poważnie i głęboko. Taka zresztą była: poważna i głęboka. Zresztą, kiedy za każdym razem wychodząc z łaźni po umyciu włosów słyszy się te same słowa, to przerost formy nad treścią odpowiedzi wydaje się niedorzeczny.<br />
- A trawa skoszona? W piecu napalone? - nawet nie zwrócił uwagi na moją głębię...<br />
Tata widocznie usilnie dążył do jakiegoś wniosku, który miałby dać mi do myślenia. Tak przynajmniej pomyślałam, a pierwszym z wniosków, który przyszedł mi do głowy było "ja_tak_ciężko_haruję_a_ty _mi_nawet_szklanki_herbaty_nie_podasz". Cóż było robić? Zaproponowałam herbatę.<br />
- Hehe - szyderczy śmiech w ustach Ojca pojawia się rzadko, więc ten przyjęłam ze szczerym zdziwieniem - Ty mi się tu chcesz herbatą wymigać... A ja mówię o trawie! o trawniku! Dlaczego jak na niego rano w niedzielę wyjdę i chcę się odprężyć po tygodniu ciężkiej pracy to muszę uważać, żeby mi się przypadkiem w trawę czapka nie zaplątała?!<br />
- Bo... nieuważnie chodzisz? Tato, przecież już jest ciemno!<br />
- Wymówki to Ty łatwo wynajdujesz. A zamiast tego powinnaś się za pracę jaką wziąć!<br />
Gorączkowo myślałam o co Rodzicielowi może chodzić. Bo chyba nie oczekuje ode mnie, że zaraz tu wyjdę i będę trawę kosić (było już ciemno). Nie?<br />
- Mam iść kosić tą trawę?<br />
- Tak - aaj, drwiące do granic drwiądczości. - przeziębisz się i kto potem będzie za leki musiał płacić?<br />
Więc to jednak nie trawnik... Rozejrzałam się wokoło. Było w miarę czysto, więc o sprzątanie też raczej nie chodziło. Nagle, do głowy wpadł mi POMYSŁ!<br />
- Tato, zaraz się 'Cienie PRL-u' na Jedynce zaczynają... - zachęcająca mina typu oczy-wraz-z-głową-do-góry-a-brwi-też - Mogę obejrzeć?<br />
Zbytnia ofensywa w przypadku mojego Taty nie popłaca. Za to tanie sztuczki w stylu tej, owszem.<br />
- Tak? No dobra to możemy obejrzeć...<br />
I zdawało mi sie jak mamrocze "a więc to o to jej chodziło.. mogła jaśniej" </p>
<p>___________________________________________________________<br />
Ojojojoj, Niemcy przegrały z Chorwacją (1:2)! Szkoda bo to dla nas niekorzystne... </p>
<p>___________________________________________________________<br />
Auto-komentarze (w tym wpisie nie było takiego żadnego... (już jest!)) zapisywane w nawiasach są wynikiem rozdwojenia jaźni / osobowości autor a/ów. Autor (a nie autorzy?) mógłby z tym walczyć, ale doszedł do wniosku (sam doszedł?), że mogą one śmieszyć Czytelnika (lizus, lizus...) i pozostał bierny. (A nie prościej napisać: "jestem chora umysłowo i to się raczej nie zmieni" ???).</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Uświadamiacz ]]></title>
<link>http://apiliszek.wordpress.com/?p=35</link>
<pubDate>Sat, 17 May 2008 09:02:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>apiliszek</dc:creator>
<guid>http://apiliszek.wordpress.com/?p=35</guid>
<description><![CDATA[Weszłam na drzewo. Wzięłam ze sobą nóż. Poszukałam wzrokiem miejsca do siedzenia&#8230; Znala]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Weszłam na drzewo. Wzięłam ze sobą nóż. Poszukałam wzrokiem miejsca do siedzenia... Znalazłam! Było prawie idealne: gruba gałąź wygięta w ten sposób, że tworzyła leżankę. Z oparciem. Problem był tylko jeden: oto jakaś zabłąkana gałązka postanowiła wyrosnąć w złym miejscu i w złą stronę: uniemożliwiała mi złożenie ciała na wymarzonej 'leżance'.  Nie myślałam długo. Miałam przecież nóż i z entuzjazmem zabrała się do pracy. Chwilę to potrwało, bo gałąź nie należała do najcieńszych, ale cel osiągnęłam. Zadowolona, rozsiadłam się i rozejrzałam wokoło. Poczułam się... Nie, ja się stałam Panem tego drzewa. Jego władcą. Posiadaczem...<br />
(Wyjęłam kartkę, pióro i zaczęłam pisać. O ile wdrapując się na drzewo wiedziałam jedynie, że COŚ napiszę, to w tej chwili pióro samo sunęło po papierze. Zaskoczyło mnie. Potraktowało jak zwykłe narzędzie i nie zważając na moje zdanie o tym co pisze, pisało. Pierwsze zdania przyjęłam bez oporu. Kilka następnych również, lecz tylko początkowo. Początkowo, bo potrzebowałam chwili aby dotarło do mnie co mówiły. Zawahałam się. Nie byłam pewna czy chcę kontynuować. Moje niezdecydowanie wykorzystało pióro, które znów natarło na papier. Poddałam mu się.)<br />
Zrobiłam tak jak na białego przystało. Zrobiłam to, czego nauczyła mnie moja cywilizacja, rodzice, szkoła... "Gdy coś ci przeszkadza zmień to albo zniszcz, żeby już ci nie przeszkadzało. Przekształć świat dla swojej wygody." - napis zdawał się być wyryty w mojej podświadomości i chyba dopiero czas spędzony wśród liści czereśni pozwolił mi to odkryć. (Gdy człowiek siedzi na gałęzi, ma nad sobą czyste, niebieskie niebo, a pod sobą cały świat i czuje się spełniony (a przynajmniej chwilowo i w niektórych aspektach), dopiero wtedy może odkryć samego siebie. Jest  to niemożliwe choćby... na ten przykład w pociągu xD). Mogłam przecież przystosować siebie do natury. Ale nie... Zachowałam się tak, jakbym to ja była od nie lepsza. Jakbym to ja stała u jej źródeł, a nie Ona u moich. Zachowałam się, jak smarkacz, który śmie własnej Matce narzucać swoje reguły. Tak bezczelnie... bez szacunku.<br />
Głupio mi.</p>
<p>_______________________________________________________<br />
Pytam oficjalnie czy Moi Drodzy Czytelnicy :D zgadzają się na wpis polityczny. Proszę o odpowiedzi w komentarzach.    </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jestem pilotem! ]]></title>
<link>http://apiliszek.wordpress.com/?p=37</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 17:59:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>apiliszek</dc:creator>
<guid>http://apiliszek.wordpress.com/?p=37</guid>
<description><![CDATA[Jakiś czas temu kupiłam sobie samolot. Nie pasażerski, nie metalowy, nie duży i nie drogi (tu NI]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu kupiłam sobie samolot. Nie pasażerski, nie metalowy, nie duży i nie drogi (tu NIE ma błędów...). Wręcz przeciwnie: zrobiony z pianki, malutki i tani (1,50 zł). Wypatrzyłam go w sklepie z zabawkami i... musiałam mieć! Przez chwilę poczułam się jak dziecko, bo takie samoloty pamiętam z czasów, kiedy miałam nie więcej niż 9 lat. Może jakieś radosne, podświadome wspomnienie sprawiło, że tak gwałtowanie zareagowałam na jego widok. A może nie. Możliwe, że to właśnie brak spełnienia z dzieciństwa przyczynił się do mojego stanu. Nie wiem. Ciężko jest mi to oceniać, bo... bo tak. Tak jest i koniec. (Wydaje mi się, że niekiedy uzasadnienie jest niepotrzebne.)<br />
Samolotem bawię się praktycznie codziennie od tygodnia. Rzucam samolot... a on leci! Powycinałam wspaniałe stery i naprawdę działają! Kiedy lotki na ogonie zegnę w dół, samolot nie chce lecieć do góry, tylko do dołu! A gdy prawą lotkę zegnę, a lewej nie, samolot skręca! Poza tym cały pokryty jest pięknymi malunkami (moja mama powiedziała, że są zwykłe... Ja jej dam zwykłe!).<br />
Wybiegam na podwórko, samolot wyrzucony pod wiatr zmaga się z tym tyranem. Już, już miał wygrać bitwę, ale został zniszczony i spada. Łapię go i ponownie pobudzam do lotu. Tym razem zostaje uniesiony przez jakiś nieprzewidziany prąd powietrzny. Przez dłuższą chwilę szybuje w powietrzu, i choć tak upojne są te chwile to przerywa je nagłe lądowanie. Nie tylko nagłe. Również nieudane. Zdecydowanie. Samolot uderza dziobem w ziemię. Ehhh... Potrzebna naprawa! - krzyczy pilot do mechanika w mojej wyobraźni. Ten zbiera ekipę, oglądają razem maszynę. Po chwili pełnej napięcia słyszę orzeczenie: "Nic poważnego. Tylko śmigło trzeba podregulować". Regulacja przebiega pomyślnie i znów śmigam w przestworzach...</p>
<p>Na początku tego roku stwierdziłam, że dorosłam (w końcu liceum i te sprawy). W ramach dorastania wróciłam do czytania Kaczora Donalda. Tym razem jednak, wypożyczam MegaGiganty i Giganty z biblioteki publicznej (co wskazuje na moją dojrzałość ekonomiczną).<br />
Myślę, że dorosłość nie oznacza braku dziecinności. Myślę, że dorosłość to umiejętność ponownego odkrycia w sobie dziecka. Tak myślę... Nic więcej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Murzynek Bambo 2 ]]></title>
<link>http://apiliszek.wordpress.com/?p=34</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 10:10:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>apiliszek</dc:creator>
<guid>http://apiliszek.wordpress.com/?p=34</guid>
<description><![CDATA[To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To jest część druga. Ciąg dalszy części pierwszej. Część pierwsza dwa posty niżej, albo tu <a href="http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/">http://apiliszek.wordpress.com/2008/05/04/murzynek-bambo/</a><br />
Zapraszam do czytania. :D<br />
_________________________________________________________</p>
<p>- Wszystkie. Ale kilka już znam: <em>ja ciem lubije.</em> Dobrze?<br />
- Nie. Powinno być <em>lubię cię</em>.<br />
- <em>Lu-bie cje. </em><br />
- Bardzo ładnie.<br />
- Ale ja tego nie powtarzam. Ja to mówię. Naprawdę.<br />
- ...<br />
- <em>Iestes piejkna. Ije-steśś pieenka. </em><br />
- Uhm. Dobrze.<br />
- Jesteś piękna.<br />
- Tak, zrozumiałam.<br />
- Powiedziałem to naprawdę. Powinnaś powiedzieć: dziękuję.<br />
- Co? A tak, jasne: dziękuję.<br />
Tym razem zamiast powrócić do książki, wykazałam się wielką inwencją i spojrzałam na komórkę, którą od dłuższego czasu bawił się mój rozmówca (żaden szpan...^^). I to okazał się w dużej części trafiony wybór, bo na tapecie miał Cristiano Ronaldo (na wygaszaczu, jak się później okazało, również). Murzyn musiał zauważyć moje spojrzenie bo spytał:<br />
- Lubisz piłkę nożną?<br />
- Ta-ak.<br />
- A wiesz gdzie gra Cristiano Ronaldo? - chciał sprawdzić moją wiedzę? Idiota! Każdy wie gdzie gra Ronaldo...<br />
- Ta. W Manchesterze.<br />
- Wiesz... ja też jestem piłkarzem.<br />
- O! - cóż, football ma swoją siłę.<br />
- Gram w drugiej drużynie ŁKS-u.<br />
- Wow.<br />
- To jest w trzeciej lidze - i pokazał na palcach żeby nie było wątpliwości.<br />
- Wow... - coraz mniej entuzjastyczne.<br />
- Wczoraj graliśmy z ... - nie zrozumiałam - ale niestety przegraliśmy. 1:2.<br />
- Uuu-hm - to było stare, poczciwe 'uhm' tylko w wersji smutnej.</p>
<p>Przyszedł pan wózkowy. Uwielbiam panów wózkowych. Panowie wózkowi mają to do siebie, że są starsi, zazwyczaj wyglądają na ludzi z przeszłością robotniczą i mają wózki. Ale nie ładne, nowe wózeczki. To są wózki... Zabytkowe można-by rzec. Można-by, gdyby nie to, że o zabytki się dba. A wózki zadbane nie są. I charakterystyczne dla wózkowych jest to, że właściwie nie dają człowiekowi szans na kupienie czegokolwiek: wygląda to tak, że pan wózkowy przechodzi, mrucząc pod nosem "coś z wózka?", a gdy człowiek podniesie głowę to pan wózkowy jest już daleko. Ten pan wózkowy nie był wyjątkiem. Wyjątkiem była za to starsza kobieta siedząca w pobliżu, która zaczęła go gonić. Dogoniła. I kupiła. Kawę. Tzn. plastykowy kubek kawy za 3,50 zł. Zdzierstwo!</p>
<p>Tymczasem Murzyn:<br />
- Masz komputer?<br />
- Tak.<br />
- A internet?<br />
- Uhm.<br />
- Stały?<br />
- Uhm.<br />
- Wiesz, niestety mój komputer się popsuł.<br />
- Uhm.<br />
Murzyn chyba pomyślał, że nie zrozumiałam bo zaczął udawać psujący się komputer co było na tyle zabawne, że mnie rozśmieszyło. Murzyn chyba pomyślał, że... No nie wiem co pomyślał. W każdym razie powiedział:<br />
- No niestety, bo tak to moglibyśmy na <em>gadu-gadu</em> pogadać albo coś.<br />
Gdybym to ja kupiła ta kawę od wózkowego to właśnie w tej chwili kawa wylądowałaby na podłodze.<br />
- Uhm - powiedziałam.<br />
- Ale mam telefon.<br />
- Uhm...<br />
- Dasz mi swój numer?<br />
- Masz na myśli... numer telefonu?<br />
- Tak.<br />
- ... - intensywne myślenie.<br />
- Jeśli nie to po prostu powiedz, że nie.<br />
Naiwnie uwierzyłam i powiedziałam:<br />
- No więc nie.<br />
- Nie? Dlaczego?<br />
(Kocham to pytanie.)<br />
- Bo... nie mam w zwyczaju dawać telefonu ludziom z ulicy, ludziom których nie znam.<br />
- Ale ja nie jestem człowiekiem z ulicy! Powiedziałem ci mój zawód, powiedziałem co jak mam na imię - faktycznie powiedział na początku, ale i tak nie zrozumiałam (to było coś jak Mmmubmbnb, albo jakoś podobnie)- znamy się!<br />
- Nie. Dla mnie jesteś obcy człowiekiem.<br />
- Bo jestem Murzynem, tak?<br />
- Nie.<br />
- Tak, to dlatego że jestem czarny. Boisz się mnie bo jestem czarny.<br />
- Nie.<br />
Murzyn zrobił smutne oczy i kontynuował:<br />
- Tak, nie chcesz mi dać numeru bo jestem czarny...<br />
- Nie. Dla mnie mógłbyś być nawet biały, czy... niebieski. I tak bym ci nie dała numeru.<br />
- Tak?<br />
- Tak.<br />
- Nie.<br />
Stwierdziłam, że dalsza dyskusja nie ma większego sensu. Murzyn chyba też, bo zmienił tor natarcia (zwrot i wartość zapewne też zmienił).<br />
- Więc... pewnie masz chłopaka i się go boisz. Na pewno tak jest.<br />
Moje zwoje mózgowe zaczęły intensywnie pracować. Tak naprawdę nie mam chłopaka, ale pod wpływem chęci zakończenia konwersacji i ciekawości co zrobi mój rozmówca powiedziałam:<br />
- Tak. Mam chłopaka.<br />
- A więc... Dobrze.<br />
Po niedługiej chwili ciszy, Murzyn odezwał się ponownie:<br />
- Przeprasza, ale mój kolega woła mnie żebym z nim usiadł.<br />
- OK - powiedziałam.<br />
- A więc muszę iść.<br />
- Uhm, żaden problem.</p>
<p>I poszedł.</p>
<p>_________________________________________________________<br />
To już jest koniec historii. I powiem, że jeszcze jedna taka akcja i zostanę rasistą. A co!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Murzynek Bambo]]></title>
<link>http://apiliszek.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Sun, 04 May 2008 13:05:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>apiliszek</dc:creator>
<guid>http://apiliszek.wordpress.com/?p=30</guid>
<description><![CDATA[Na początku chcę zaznaczyć, że jest to historia prawdziwa. Jest to też część mojej podróży]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na początku chcę zaznaczyć, że jest to historia prawdziwa. Jest to też część mojej podróży do Łodzi. Jest to jakby nie patrzeć część mojego życia albo też podróży wiekuistej. Jak kto woli. Najważniejsze jednak że jest to cholernie śmieszne. xD</p>
<p>Do pociągu weszłam z siostrą. To ja miałam nim jechać, ale że do odjazdu pozostało ponad 30 minut, postanowiłyśmy jeszcze się nie żegnać. Zajęłam miejsce, na sąsiednim położyłam plecak i na stojąco wymieniałam z kuzynką ostatnie uwagi.<br />
W czasie naszej zajmującej rozmowy wagon powoli się zapełniał - nigdy jednak nie osiągnął stanu nasycenia. Wchodzili kolejni podróżni: starsza kobieta, metal z nieszczelnymi słuchawkami, grupa Afrykańczyków z jednym białym, młoda dziewczyna w różowym płaszczu (który wyglądał jakby był z plastyku) i dwóch Murzynów. Nie zrobiło się jednak ciasno: pociąg był duży,  wolnych miejsc też dużo.<br />
Zostało ok. 10 minut do odjazdu. Justyna (wcześniej kuzynka, siostra) wyszła. Dzielnie postanowiła wyjąć książkę do biologi z godnym podziwu zamiarem uczenia się do klasówki. Nie tylko postanowiła! Nie tylko wprawiłam myśli w czyny (wyjęłam podręcznik)! Ja nawet otworzyłam biologię i zaczęłam czytać! (Tak, czasami nawet samą siebie zachwycam). Plecak pozostawiłam na pustym siedzeniu obok. Nie zdążyłam jednak zgłębić chociażby połowy strony tajników wiedzy o tkankach kostnych, gdy usłyszałam głos "Do you speak English?". Uniosłam głowę, aby zidentyfikować mówcę, którym okazał się być jeden 'dwóch Murzynów'.<br />
-Yeah... - odpowiedział lekko zirytowana (ja już tu się chce uczyć, a ktoś mi bezczelni przeszkadza!), ale bardziej zaciekawiona.<br />
- So, can I seat with you?<br />
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co Murzynowi chodzi. Zaraz jednak użyłam mojej nadzwyczajnej inteligencji i załapałam.<br />
-No więc... tak.  - zgodziłam się. Zastanowiło mnie to pytanie, ale pomyślałam, że może przyzwyczajony do afrykańskich prerii człowiek (z zamulonego akcentu wydedukowałam że gość jest z Afryki) potrzebuje więcej przestrzeni, a tak się złożyło że miejsce moje i sąsiednie było odosobnione od pozostałych (przed nimi nie było kolejnych, więc np. można sobie było rozprostować nogi). Z taką myślą powróciłam do lektury o tkankach.<br />
- Jak mas na imie? - Murzyn<br />
- Agnieszka - odpowiedziałam bez większego namysłu.<br />
- A tamta dziewczyna? To kto był?<br />
- Moja kuzynka.<br />
- Uhm... Mieszkasz tu, w Łódź?<br />
- Nie.<br />
- W Warszawie?<br />
- Nie, koło.<br />
- Koło?<br />
- Tak, koło Warszawy.<br />
- Uhm.<br />
Krótka przerwa i moja godna pożałowania próba powrotu do biologii, polegająca na gapieniu się w tekst i czytaniu po pięć razy tego samego zdania.<br />
- Jesteście <em>students</em>*?<br />
- Tak. Nie. Ona tak, ja nie.<br />
- Nie? To co robisz w życiu?<br />
- Uczę się w szkole średniej...<br />
- Ile masz lat?<br />
Chwila namysłu z mojej strony. Możecie pomyśleć (znając mnie i moją nadzwyczajną bystrość), że zastanawiałam się czy podać swój wiek, czy to aby rozsądne, czy może lepiej podać jakiś inny wiek, etc. Ale nie! Ja intensywnie myślałam nad tym ile to ja mam lat.<br />
- 17, tak przynajmniej sądzę.<br />
- Oooo, jesteś taka młoda!<br />
- ^^ - to chyba wyraziło wszystko, bo Murzyn ucichł.<br />
Kolejne minuty poświęcona biologi. (Swoją drogą po tak długim czasie spędzonym nad książką <strong>muszę</strong> dostać 5 z klasówki.)</p>
<p>- A gdzie się uczysz? - Murzyn ku mojej wielkiej i nieskrywanej radości (^^) się przełamał.<br />
- W Warszawie.<br />
- Aha, czyli wynajmujesz mieszkanie gdzieś, tak?<br />
- Nie.<br />
- A więc... codziennie dojeżdżasz do Warszawy?<br />
- Tak.<br />
- A nie chciałabyś zamieszkać gdzieś w centrum? Ja np. mam mieszkanie ...<br />
- Nie! Ja... nie lubię Warszawy! - jak teraz sobie ten moment przypominam, to dopuszczam do siebie myśl, że mogło to wyglądać trochę panicznie. Ale tylko trochę.<br />
- Nie? Dlaczego? - powiedział Murzyn tonem 'i-tak-ci-nie-wierzę-ale-jestem-ciekawy-co-odpowiesz-spryciarzu' (tak naprawdę wcale nie jestem pewna czy to był właśnie ten ton, bo jak już wcześniej wspominałam mój uroczy rozmówca obdarzony był nieco zamulonym akcentem - wszystko co mówił było takie ... wymemłane).<br />
- Ja... nie lubię dużych miast. - inteligentna odpowiedź<br />
- Dlaczego? - ten sam ton.<br />
- Bo one są... dla mnie za duże. - nie ma co. Cięta riposta z mojej strony.<br />
- Uhm. - tym razem ton można określić jako 'bardzo-sprytne-ale-...'</p>
<p>Ucichł na chwilę co wykorzystałam ponownie zagłębiając się w lekturze,  która stawała się coraz nudniejsza. Siedziałam jednak prawie bez ruchu,  gapiąc się z wielce zafascynowaną miną w obrazki (na szczęście były obrazki!). Nagle, ujrzałam ruchomy obrazek: oto wielki, czarny palec sunął po kartce. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, gdy do ruchomego obrazka dołączył dźwięk (i tak powstały filmy z dźwiękiem). Głos mówił: "możesz to dla mnie wymówić?"** W tym samy czasie palec dotarł już do swego celu - słowa 'FUNKCJE'.<br />
- Wymówić... ? ale jak to? - znów błysnęłam inteligencją.<br />
- Tak wymówić.<br />
- Aaaa wymówić! Tak mogę. Funkcje.<br />
- Funkie, funkcie. Dobrze?<br />
- Tak.<br />
Chwila milczenia i mój (tym razem niepewny) powrót do książki.<br />
- Często chodzisz na dyskoteki? - zgadnijcie kto...^^<br />
- Nie!<br />
- Nie? Dlaczego?<br />
- Bo... nie lubię dyskotek. - ponownie wspinam się na wyżyny moich możliwości.<br />
- Nie? Dlaczego? - on wcaaale nie był nudny... ani natrętny!<br />
- Bo... bo nie ;]<br />
- a może gdybyś częściej chodziła to byś polubiła. Ja dzis z kolegami idę na przykład i...<br />
- Nie sądzę.<br />
Tym razem nawet nie zdążyłam ponownie otworzyć książki, gdy do mych uszu dotarło kolejne pytanie.<br />
- Palisz?<br />
- Nie.<br />
- Nie? Dlaczego?<br />
Jak mi ktoś powie w najbliższym czasie "nie? dlaczego?" to zamorduje...<br />
- Bo nie... Jestem za młoda - haha.<br />
- Hmm... Widziałem wiele młodych dziewczyn tu w Polsce, które paliły.<br />
- Ale ja nie.<br />
- A jak dorośniesz to będziesz palić?<br />
- Nie.<br />
- Nie? Dlaczego?<br />
- Po prostu nie chcę.<br />
- Ahm. Ale chyba pijesz? Tu w Polsce wszyscy piją...<br />
Śmiać mi się zachciało i powiedziałam tylko:<br />
- Nie nałogowo.</p>
<p>Ponownie biologia. Ponownie zostaje brutalnie przerwana moja nauka.<br />
- Zawsze chciałem się nauczyć polskiego.<br />
Ponownie czuję irytację połączoną z ciekawością. Ciekawość zwycięża. Unoszę głowę znad książki.<br />
- Uhm?<br />
- Moi koledzy mówili że jest za trudny.<br />
- Uhm. To prawda że jest trudny.<br />
- Ale ja i tak bym się chciał nauczyć.<br />
- Uhm.<br />
- Najlepiej to by było jakbym miał dziewczynę Polkę. To bym się najszybciej nauczył.<br />
- Uhm - mówię. 'Co za debil' - myślę.<br />
- Ale niestety nie mam dziewczyny.<br />
- Uhm - mówię. 'Jakież to przykre' - myślę.<br />
- A ty mogłabyś mnie nauczyć polskiego?<br />
- ... No więc... tak, chyba tak.<br />
Chwila ciszy.<br />
- Aaa ... jakie słowa chcesz poznać? - tym razem to ja podtrzymuję rozmowę.<br />
- Wszystkie. Ale kilka już znam: <em>ja ciem lubije. </em>***<br />
__________________________________________________________<br />
Ciąg dalszy nastąpi...<br />
(Chyba że umrę, poważnie ucierpię w dowolnym wypadku, poważnie ucierpię bez wypadku (a i tak się zdarza), komputer mi się spali, dom zawali, monitor wysiądzie, oczy albo każda inna część ciała się popsuje, rodzice dadzą mi szlaban na kompa albo nie będzie mi się chciał - w przypadku ostatnim zezwalam na działanie argumentami siły dla tych którzy chcieli by więcej.) </p>
<p>__________________________________________________________<br />
*Nie do odtworzenia po polsku. Mi słowo <em>students</em> skojarzyło się ze studentami i stąd całe nieporozumienie (chociaż wiadomo że <em>student </em>to każdy uczeń)...</p>
<p>**Wyszło jeszcze głupiej niż w oryginale. Otóż Murzyn w swojej prośbie użył czasownika 'pronounce'.</p>
<p>*** to co jest napisane kursywą to było powiedziane po polsku.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
