<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>powaga &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/powaga/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "powaga"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 18:50:58 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Nie pytaj mnie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=174</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 12:43:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=174</guid>
<description><![CDATA[Bo ja nie żyję w filmie czy dramacie, nie chcę. Rozmarzam się minimalnie wdychając wieczorne po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="Tekstwstpniesformatowany">Bo ja nie żyję w filmie czy dramacie, nie chcę. Rozmarzam się minimalnie wdychając wieczorne powietrze, po czym zamykam okno i wracam do siebie. Ludzie sugerują mi różne możliwości - co ja mogę robić z własnym życiem, dlaczego nie mam ograniczać się zawsze do utartych schematów. Politykować, malować, ryzykować... To za dużo, za daleko dla mnie.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">My, wy, oni, ludzie. Ja nawet do wymyślonych przyjaciół mam dystans - oni wiedzą, że ja wiem o ich nieistnieniu. Parafrazując pewne powiedzenie: moi wymyśleni przyjaciele uważają, że jestem zdrowa psychicznie.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">
<p class="Tekstwstpniesformatowany">Więc jeśli ktoś żyje bez sensu, to sam się tego sensu pozbawił. Tylko co jeden człowiek może wiedzieć o tak intymnej sprawie drugiego człowieka? Myślę, że niewiele. Zresztą, to nie jest zbyt potrzebna wiedza, póki mimo sensów jest okej.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">
<p class="Tekstwstpniesformatowany">Teraz, jak zwykle, będę kłamała. Bo nie ma nic poważniejszego od żartu. Ludzie nie są na tyle cwani, żeby nie dało się ich przewidywać. Schematy, schematy, schematy - ten typ tak po prostu ma. Może i za bardzo dbam o swoje bezpieczeństwo, ale tylko w pewnym sensie. Kto wie co tam siedzi między tlenem a krwią. Wszystkiego tak mało, mało... Mało wiary, mało nadziei, mało miłości. We mnie, przeze mnie. Ocean niczego, szczelnie w środku. Uszczelniam.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">
<p class="Tekstwstpniesformatowany">Nie, to nie jest smutna notka, to przez przygrywającą mi właśnie muzykę. Oczywiśnie przy założeniu, że nie jestem smutną osobą. Nie jestem - tylko ktoś kto sam jest smutny może narzucać tego rodzaju permanentny smutek innym. Nie znoszę tego.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">
<p class="Tekstwstpniesformatowany">Wstaję wcześnie, o godzinie kiedy budziki w tej części świata zaczynają pracę. I dzwonią, dzwonią, dzwonią - aż ktoś je uspokoi; powie że już dobrze, nie ma się czego bać. Kolejny. Dzień. Od nowa. Tylko ja i moi przyjaciele. Żadnych dramatów, żadnych. I okej.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany">
<p class="Tekstwstpniesformatowany">No raczej.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[...]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=173</link>
<pubDate>Mon, 07 Jul 2008 09:19:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=173</guid>
<description><![CDATA[
Za wcześnie się pożegnaliśmy. Co bym chciała jeszcze powiedzieć? Ale ja to wszystko przecież]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><span style="color:#000000;"><br />
Za wcześnie się pożegnaliśmy. Co bym chciała jeszcze powiedzieć? Ale ja to wszystko przecież już Ci mówiłam. Że Cię bardzobardzo lubię, że nie mogę się doczekać następnych spotkań, że jesteś wspaniałym, otwartym, zaskakującym pozytywnie człowiekiem. Że masz charakter, że nie wstydzisz się płakać ani śmiać głośno i powalasz dziewczyny urokiem osobistym. Że wzruszasz, pomagasz czuć się lepiej, że postępujesz słusznie - bo zawsze w zgodzie sercem. Że jesteś afirmacją życia. Że to wszystko ważne dla mnie. Tomek, to takie ważne.</span></p>
<p>To cholernie ważne, ważniejsze od śmierci, od nieobecności. Nic z tych rzeczy, o których mówiłam, nie udało Ci się zmienić, zamazać. W ogóle nie wierzę, że to jest możliwe. Myślę, czuję, płaczę intensywnie o tym. Piszę, bo czuję...</p>
<p>__</p>
<p><em>Tomek :: 17:16:18 (03.12.2007)<br />
I miło mi strasznie, za to co mi powiedziałaś przy pożegnaniu &#60;przytul&#62;<br />
Ja :: 17:20:08 (03.12.2007)<br />
a powiedzialam...<br />
Tomek :: 17:20:23 (03.12.2007)<br />
a nie powiem... :D<br />
Ja :: 17:20:33 (03.12.2007)<br />
ze naprawde najwazniejsze ze byles na zjezdzie? :)<br />
Tomek :: 17:20:49 (03.12.2007)<br />
dokładnie :D<br />
Ja :: 17:21:02 (03.12.2007)<br />
tyle rzeczy by sie chcialo powiedziec i czasem sie ich w koncu nie mowi<br />
Tomek :: 17:21:17 (03.12.2007)<br />
własnie, dziś to czuje<br />
</em><br />
__</p>
<p>O tyle za wcześnie się pożegnaliśmy. O całą resztę mojego życia za wcześnie.</p>
<p>Tomek, to naprawdę najważniejsze - że <strong>byłeś</strong>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Opowieści z miasta]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=168</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 19:56:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=168</guid>
<description><![CDATA[Trochę to przedwcześnie może z tymi uczuciami, ale kurde no, żeby nie było jak w tym wierszu ż]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:left;">Trochę to przedwcześnie może z tymi uczuciami, ale kurde no, żeby nie było jak w tym wierszu że "zawsze jest zbyt wcześnie, by pojąć, że się jest szczęśliwym." Z mojego punktu widzenia takie prawdziwe, zasymilowane zmiany są póki co intensywnie subtelne. Ale są! A przede mną ważne dni, kiedy będę poddawała próbom te nowe moce, więc wkręcam się pozytywnie. Fantazjowanie jest zdrowe.</p>
<p style="text-align:left;">Najlepszy IMHO teledysk z wielu, wielu tego typu - czyli "chodzonych" (po mieście) No i pani Polly Jean, więcej mówić chyba nie trzeba. Kto wie, ten wie.</p>
<p style="text-align:left;">Dzisiaj ostatni raz (na długi czas) wracałam. Do zobaczenia w Warszawie.</p>
<p style="text-align:center;">--</p>
<p style="text-align:left;">
<p style="text-align:center;"><em>P.J. Harvey - Good Fortune</em></p>
<p style="text-align:center;"><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/DPswnZolFGE'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/DPswnZolFGE&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p style="padding-left:30px;"><em> Threw my bad fortune<br />
Of the top of<br />
A tall building<br />
I'd rather have done it with you<br />
Your boy's smile<br />
Five in the morning<br />
Looked into your eyes<br />
And I was really in love</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>In Chinatown<br />
Hung over<br />
You showed me<br />
Just what I could do<br />
Talking about<br />
Time travel<br />
And the meaning<br />
Just what it was worth</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>And I feel like<br />
Some bird of paradise<br />
My bad fortune slipping away<br />
And I feel the<br />
Innocence of a child<br />
Everybody's got something good to say</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Things I once thought<br />
Unbelievable<br />
In my life<br />
Have all taken place<br />
When we walked through<br />
Little Italy<br />
I saw my reflection<br />
Come right of your face</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>I paint pictures<br />
To remember<br />
You're too beautiful<br />
To put into words<br />
Like a gypsy<br />
You dance in circles<br />
All around me<br />
And all over the world</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>And I feel like<br />
Some bird of paradise<br />
My bad fortune slipping away<br />
And I feel the<br />
Innocence of a child<br />
Everybody's got something good to say</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>So I take my<br />
Good fortune<br />
And I fantasize<br />
Of our leaving<br />
Like some modern-day<br />
Gypsy landslide<br />
Like some modern day<br />
Bonnie and Clyde</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>On the run again<br />
On the run again</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sny i łzy]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=166</link>
<pubDate>Tue, 24 Jun 2008 13:50:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=166</guid>
<description><![CDATA[Śni mi się zima. Nie ta ostatnia zima, tylko zima zasypująca śniegiem: olbrzymie zaspy i jeszcze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Śni mi się zima. Nie ta ostatnia zima, tylko zima zasypująca śniegiem: olbrzymie zaspy i jeszcze większe ciemności. Śni mi się, że przesypiam ważne wydarzenia.<br />
Budzę się i mam w uszach wodę z jeziora. Mam piasek między palcami stóp. Jest gorąco.<br />
Idę na pogrzeb. I już nie mogę zasnąć.<br />
Nie płaczę z powodu pogrzebu, śmierci, związanych z tym ludzi. Płaczę z samotności. (<span style="color:#993366;"><em>lecz co znaczy łza w oku gdy nie słychać płaczu?</em></span>) Niewidzialność, niewyrażalność zwiększa samotność. Moje myśli są tak głośne, że nie słychać moich słów.<br />
Patrz jak znikam. Patrz.</p>
<p>Czasem traktuję śmierć jak asa w rękawie. Czasem cała reszta poza znikaniem wydaje się fałszywą grą. Szczególnie szczęście i miłość. (<span style="color:#993366;"><em>miłości jestem posłuszna i szczęściu się nie opieram! i czuję twoją pieszczotę i coraz bardziej znikam, i czuję twe pocałunki i coraz bardziej umieram</em></span>)<br />
Czytam długo w noc doskonałego Leśmiana, on dużo o tym pisał. Przychodzi sen.<br />
Idę na pogrzeb. Dzisiaj znowu jest gorąco. Nie płaczę. Jak zawsze nie płaczę. Jednak czasem płaczę. Tylko... nie widzialnie.</p>
<p>***</p>
<pre style="font-family:verdana;"><span style="color:#993366;"><em>Idź w mrok po senną strawę, zgłodniały tułaczu!
Cień każdy i mgła każda mogą ci się przydać...
Lecz co znaczy łza w oku, gdy nie słychać płaczu?
I co znaczy ten wszechświat, gdy Boga nie widać?

O, wszyscy, wszyscy przyjdźcie w trwodze i bezładzie!
Niech was będzie tak dużo, tak nieprzeliczenie,
Bym się duchem zagubił w waszych snów gromadzie
I bym nie mógł rozróżnić, gdzie wy, a gdzie cienie?

Twarzy, zewsząd zjawionych jak najwięcej twarzy!
I dłoni - i tej widnej na przestrzał ulicy!...
Wszystko dzisiaj się skończy, nic się już nie zdarzy -
I nie ma już od dawna żadnej tajemnicy!...

Trzeba zejść się gromadnie, byle nie odwlekać...
I pomówić o wszystkim... I przedsięwziąć kroki...
I odtąd nic już nie mieć i na nic nie czekać -
I co prędzej - na oślep iść w smutek głęboki!</em></span></pre>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nauka wiązania]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=163</link>
<pubDate>Mon, 23 Jun 2008 09:23:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=163</guid>
<description><![CDATA[Rozwiązuję się. Co wcale nie znaczy że jestem rozwiązła.
Nie mam chłopaka, dziewczyny. Nie ma]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Rozwiązuję się. Co wcale nie znaczy że jestem rozwiązła.<br />
Nie mam chłopaka, dziewczyny. Nie mam religii, nie mam pieniędzy, nie mam pierścionka zaręczynowego, nie mam dziecka. Nie mam paranoi, nie mam psa, nie mam choroby. Nie mam domu, nie mam ziemi, nie mam samochodu, nie mam porządku, nie mam dokładnych planów.</p>
<p>Mam tak dużo, że nie umiem wypisać. Wolność <strong>do</strong> jest znacznie szersza.</p>
<p style="padding-left:30px;">Najpierw trzeba się nauczyć publicznie mówić. Potem mówić z sensem. Nawet na studiach nie liczy się tylko merytoryczność wywodów. Właściwie w żadnej życiowej sytuacji nie liczy się <span style="text-decoration:line-through;">tylko</span> aż to. Ktoś mi na to mówi myśl praktycznie! Zabierać głos, istnieć. Po prostu istnieć, choćby przyszło rzucać perły przed wieprze albo - znacznie lepiej - nauczyć się akceptować inne wrażliwości, inne sposoby reagowania, przeżywania. Inne sposoby żywania.<br />
Akceptacja to bardzo duża cena. Całkiem rozsądna cena za uwolnienie od uroku niezauważalności.</p>
<p>Związki, rozwiązki.<br />
Związek, rozwiązek. Związek, rozwiązek. Związek, rozwiązek.<br />
W domu powieszonego nie mówi się o linie. (<span style="color:#c0c0c0;">masz kogoś?</span>) A w domu na_w_pół_powieszonego? (<span style="color:#c0c0c0;">to przecież niemożliwe żeby ona go zdradziła, żeby on ją zdradził, żeby ona ją zdradziła, żeby on go zdradził, żeby on ją bił, żeby ona go nie szanowała, żeby oni się wcześniej rozwiedli, żeby on to wytrzymał, żeby ona mu wybaczyła, żeby on jej to zapomniał, żeby ona miała z tym problem, żeby on się na to godził, żeby ona nic nikomu nie powiedziała</span>)</p>
<p style="padding-left:30px;"><img class="alignnone size-thumbnail wp-image-165" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/06/lina1.jpg?w=128" alt="" width="128" height="72" /> Nauczmy się dobrze wiązać.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Póki gorąco]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=162</link>
<pubDate>Fri, 20 Jun 2008 11:54:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=162</guid>
<description><![CDATA[Odstawiam złe nawyki, uciekanie od konsekwencji, leki i tym podobne. Choć odstawienie niesie ze so]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Odstawiam złe nawyki, uciekanie od konsekwencji, leki i tym podobne. Choć odstawienie niesie ze sobą ryzyko łez, ta droga wydaje się teraz jasno określona i pociągająca. Nowe lokum, praca na wakacjach, totalna stabilizacja. I to na burżujskich Kabatach.<br />
Wszystko się naturalnie łączy. Buddyjski klimat patrzenia do wewnątrz, porządkujący całą resztę. Zła wnętrzność sprawia, że na przykład coś boli i przez ból nic już nie jest takie jakie jest.<br />
Wiara w psychologię, i pewne wybory przyjaciół, i lato. Wiosną robiłam naprawdę generalne porządki, teraz zaczynam zbierać owoce. Szaleństwo zamknięte w akceptacji, cierpliwości, otwartości.</p>
<p>Teraz dobrze by było zapisać zmiany. A kto stanie mi na drodze, tego skrócę łiiiiiii - o głowę.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-161 alignleft" style="float:left;" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/06/killbill1.jpg" alt="" width="434" height="286" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tak się dzieje]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=152</link>
<pubDate>Mon, 16 Jun 2008 15:32:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=152</guid>
<description><![CDATA[And in the end the love you take 
is equal to the love you make
&#8211;

Chyba zacznę od końca, a ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;"><em>And in the end the love you take </em></p>
<p style="text-align:right;"><em>is equal to the love you make</em></p>
<p style="text-align:right;">--</p>
<p style="text-align:right;">
<p style="text-align:justify;">Chyba zacznę od końca, a mianowicie od tego, że po ostatnim weekendzie nagle i samoistnie spełniają się moje różne, niewypomyślane nawet, dobre rzeczy. Poprzedzające medytację słowa "teraz wszechświat pulsuje w rytm bicia twojego serca" przyjęłam jako mało znaczący ornament słowny, a teraz... dzieje się. Uśmiecham się spokojniej i cieszę tym, że już drugi dzień się układa. Nie muszę wiedzieć, że ktoś jest za mną i mnie złapie. Nie chodzi o to, żeby wiedzieć<strong>. </strong>Chodzi o to, żeby wierzyć.</p>
<p style="text-align:justify;">Mocno chcę wrócić do własnych spraw, do Warszawy, do aktywności.</p>
<p style="text-align:justify;">Doświadczenia tych dni odczuwam jako bardzo rozwijające i wspierające. Nie chodzi o to czy było "fajnie". To pytanie wydało mi się wybitnie niewłaściwe. To nie było fajne, to było po prostu potrzebne. Poszerzyłam swoją świadomość, rozumiem o co chodzi, wiem co mam robić dalej żeby było lepiej.</p>
<p style="text-align:justify;">Żebym nie czuła się niewidzialna i nieżywa.</p>
<p style="text-align:justify;">Najbardziej jestem teraz z doświadczeniem ogromnej życzliwości od ludzi, którzy ledwo mnie znają. W pewnym sensie znamy się w najdziwniejszy możliwy sposób - od stron, których normalnie nie pokazuje się nawet samemu sobie - za to bez znajomości rzeczy tak podstawowych rodzaj słuchanej muzyki czy wykonywany zawód.</p>
<p style="text-align:justify;">Do tego mam też stosy myśli typu: palenie nie pasuje do nikogo, jak jestem nieszczęśliwa zaczynam nieszczerze przepraszać, mam bardzo poważne problemy w komunikowaniu się - i to nawet z samą sobą.</p>
<p style="text-align:justify;">Weszłam na górę, teraz już chyba zaczynam schodzić. Bardzo dużo kroków, jestem zmęczona. I myślę, wiem, czuję. Praca nad normalnością i miłością jest warta każdego, zdecydowanie każdego wysiłku.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeśliby ktoś z Was Progowicze zabłąkał się aż do tego miejsca mojego najlepiej opanowanego sposobu wyrażania siebie (literki ułatwiają wiele spraw), to jeszcze raz dziękuję za pomoc i za wasze bitwy. Nikt nie jest sam z tymi doświadczeniami i tak jest dobrze. Dziękuję.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Być bliżej siebie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=125</link>
<pubDate>Tue, 20 May 2008 19:20:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=125</guid>
<description><![CDATA[ 
Prawdziwym wyzwaniem wojownika jest nie bać się tego kim się jest
 
Trudno opowiedzieć o wyp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:right;"><a href="http://Brak"></a> </p>
<p style="text-align:right;"><em>Prawdziwym wyzwaniem wojownika jest nie bać się tego kim się jest</em></p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">Trudno opowiedzieć o wyprawie takiej jak ta. Mogłabym opisać po trochu jak się przygotowałam, jak dotarłam, gdzie byłam, co robiłam. Tylko wydaje mi się to bardzo niedoskonałym sposobem. Poza brakiem sposobów ogranicza mnie też solidarność z ludźmi, którzy tak jak ja przełamywali się w walce o siebie. Wiele rzeczy powinno pozostać między wtajemniczonymi. Będę więc uważna w słowach.</p>
<p style="text-align:justify;">Jeśli się coś wypowie na głos, przesłanie nabiera mocy.</p>
<p style="text-align:justify;">Myślę o tym nieustannie, chociaż od weekendu dzieli mnie coraz więcej wydarzeń i spotkań. Myślę o doświadczeniu rozdzierającego krzyku, w którym zawiera się cała determinacja do walki o życie. Krzyk, śmiech, łzy.<br />
I cisza.<br />
Cisza napięta na cięciwę naszych emocji. Ktokolwiek da coś więcej z siebie, reszta to odczuje. I przyjmie.<br />
Nie ma złych ludzi.<br />
Uczę się dużo życzliwości, otwartości. Myślałam, że już to znam i umiem - ale tamta wiedza nie była solidnie podbudowana doświadczeniem.<br />
Uczę się więcej mówić. Zdejmować maskę. Oddałam grymas uśmiechu dziadkowi ogniowi.<br />
Uczę się biec przez ciemność, mimo strachu i wysiłku. To trudniejsze niż się wydaje.<br />
Uczę się ufać sobie. To chyba najtrudniejsze.</p>
<p style="text-align:justify;">Ludzie towarzyszący mi w tych wyzwaniach są niezmiernie odważni, oni naprawdę chcą. Są silni, ale ich siła została kiedyś skierowana na nienaturalne tory. Pomagała przetrwać, teraz ogranicza. Dziecko weźmie na siebie każdy ciężar, żeby ratować rodzinę. Dziecko zrobi sobie najgorszą rzecz z miłości. Dziecko znienawidzi siebie, aby jakoś uzasadnić złe traktowanie. Dziecko wyrośnie na odnoszącego sukcesy, zwykłego, dorosłego, nieszczęśliwego człowieka.<br />
Palimy te staniki umysłu. Z dobrymi intencjami. Mam nadzieję... Chcę... Moją intencją jest... Ja bym chciała...</p>
<p style="text-align:justify;">Niech tak się stanie - mówię.<br />
Niech tak się stanie - myślę.</p>
<p style="text-align:justify;">Potem ja jako najmłodsza rozpalam ognisko i tańczymy sobie. Parę osób gra na bębnach, ktoś wyje do księżyca. Wilki. Węże. Motyl. Jeżozwierz.</p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;"><em><span style="color:#808080;"><a href="http://Brak"><span style="color:#808080;"><img class="alignright size-medium wp-image-126" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/jezozwierz.jpg" alt="" /></span></a></span></em></p>
<p style="padding-left:30px;text-align:justify;"><em><span style="color:#808080;">Ziemia moim ciałem</span><br />
<span style="color:#808080;">Woda moją krwią.<br />
Powietrze oo-ddechem,<br />
oooo-gień siłą mą!</span></em></p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">Jest mi ciągle gorąco. Przy robieniu wegetariańskiego obiadu, przy ćwiczeniach, przy medytacji. Ale mimo to owijam się kocem i chustą obserwując zmagania z demonami. Jeden, wyjątkowo paskudny, zostaje brutalnie wyrzucony za drzwi z okrzykiem <em>spierdalaj! wynoś się z mojego domu!</em> Inne uwiesiły się komuś na ramionach i szepcą mu toksyczne teksty, unieruchamiają. Unieruchamiają do czasu, kiedy się o nich myśli - gdy oczy dostrzegają cel, momentalnie udaje się ruszyć z miejsca.<br />
Oczywiśnie większość potworów udaje dobre zamiary.</p>
<p style="text-align:justify;">Obracam w dłoniach kość niedźwiedzia jaskiniowego, moja kolej coś powiedzieć. Chcesz? Chcę, po to tu przyjechałam. Po pomoc. Żeby udzielić sobie pomocy. Prawie wszystko trzeba zrobić samemu, miejsce i czas takie a nie inne, ludzie tacy a nie inni - bo to inspiruje. Reszta jest w moich rękach.</p>
<p style="text-align:justify;">Podobno jestem odważna. Podobno to naturalne. Podobno to mi wyjdzie na dobre. Podobno to dopiero początek. Jestem najmłodsza - chyba mi zazdroszczą, że tak wcześnie się za siebie wzięłam. W ogóle mam dużo życiowych doświadczeń, stąd ta powaga zniekształcona karykaturą uśmiechu.</p>
<p style="text-align:justify;">Wolałabym mieć mniej.</p>
<p style="text-align:justify;">Lubię was bardziej. Siebie zresztą też.</p>
<p style="text-align:justify;">Dzięki - mówię.<br />
Dzięki - myślę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czary mary, czary mary, idź odzyskać swoje dary]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=119</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 14:05:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=119</guid>
<description><![CDATA[Słońce jak w mordę strzelił, wiosna. Leżałam na trawie w parku o banalnej nazwie, rozkoszując]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Słońce jak w mordę strzelił, wiosna. Leżałam na trawie w parku o banalnej nazwie, rozkoszując się nicnierobieniem i przyjacielską bliskością. Wokół biegały dzieci w różowych ubrankach, a nagrzane pary przejawiały obsceniczną perwersyjność. (Też musieli widzieć te hordy małoletnich, ale pewnie woleli przymykać oczy na akcję – reakcję. Zresztą im słońce mocniej świeci, tym trudniej patrzeć w dal.)</p>
<p>Grzecznie sobie leżałam, myślałam o psychodramie, w której brałam udział dzień wcześniej. Myślałam o umiejętności relaksowania się i o spokoju, którego można się nauczyć. Na przykład wszyscy buddyści, z jakimi miałam do czynienia, aż tchnęli wewnętrznym spokojem. Tego mi standardowe wychowanie do powinności i odpowiedzialności nie dało.</p>
<p>Ale. W naszej kulturze też kryją się ogromne pokłady mądrości. Na przykład w baśniach, które przekazują podświadomie wiele dobrego - w odróżnieniu od bajek odpychających umoralniającym, jasno wyłożonym morałem. Książę lub księżniczka. Bo takie osoby mogą zrobić ze swoim życiem wiele rzeczy, mają wybór, swobodę. A gdy coś się dzieje – np. rodzice umierają – czas dorosnąć.<br />
<span style="color:#800000;">„Odwaga i moc budzi się, kiedy opuszczamy bezpieczne schronienie i wyruszamy w Nieznane”<br />
</span><br />
Podróż inicjacyjna, no tak.<br />
<span style="color:#800000;"><br />
„Prawdziwa próba czeka nas w konfrontacji z demonami strachu, niewiary w siebie i nienawiści. To siedmiogłowe smoki strzegące bramy skarbca. Kiedy staniemy przed nimi twarzą w twarz, posiądziemy ich moc i otworzymy podwoje świętej tajemnicy. Dotrzemy do wiecznie odnawialnych źródeł‚ miłości, mądrości i mocy w nas samych. Naszym oczom ukaże się nasza <em>medicine</em> - unikalna moc uzdrawiania i tworzenia siebie i swojego świata.”</span></p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-121" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/jezdziecsmokow1.jpg?w=300" alt="" width="300" height="243" /></p>
<p>Myślałam o sztuce dorastania do tego wszystkiego. Człowiek dojrzały nie musi być odpowiedzialny, opanowany, zblazowany. Człowiek kompletny ma po prostu moc, którą przejął zabijając swoje demony. Trzeba do tego odwagi i konfrontacji z życiem.<br />
Słońce grzało, zdjęłam buty.</p>
<p>W parku był też kwiat młodzieży, koło mnie przystanęły dwie panny w wieku, w którym zaczyna się samodzielnie myśleć. Kto ma uszy niechaj słucha, pomyślałam, bo interesują mnie ludzie i swoboda wypowiedzi. Park jest dla wszystkich.</p>
<p>Ale zmienił się, od przedwczoraj się zmienił. Dzisiaj ze cztery esemesy od niego dotałam. Ja widze jak ja siedzę z nim i ktoś wchodzi ja mam normalnie ochotę mu zakurwić, on... Wystarczy że wszedł wczoraj Łukasz z Kubą, może z pół godziny spaliśmy, dzwonek kurwa, ja mówię kurwa pojebało cię?! Ja śpię a ty mnie budzisz?! On jest fałszywy, w jeden dzień na legalu odprowadził Kamilę na przystanek i powiedział, że Kamila jest jakaś rozjebana, rzuca się czy coś, ona mi to powiedziała w dwa dni czy coś "on ma na ciebie wyjebane", a on słodko kurwa sra, pierdoli o Kamili! Tak stał z telefonem, że nie patrzył co jest, a ja stałam i musiałam to widzieć, dostałby ode mnie chuj i to dostałby nie delikatnie tylko kurwa naprawdę, normalnie siedziałam na takiej kurwicy że no kurwa!</p>
<p>A wokół kwitły bzy. Na legalu. :)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jezioro]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 18:59:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[Mór na zające. Nic innego, przecież kiedyś było ich pełno. Nie było dnia, żebyśmy nie widzi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://Brak"></a><a href="http://Brak"></a>Mór na zające. Nic innego, przecież kiedyś było ich pełno. Nie było dnia, żebyśmy nie widzieli zająca. Był zwyczaj wywieszania ich za uszy za okno w zimie, żeby skruszały. Normalnie w miastach, w blokach. Na Boże Narodzenie zawsze był zając, znajoma przesyłała go nam przez kierowcę pekaesu. Tylko trzeba było z nich śrut wyciągać, pamięta mama? Pamiętam jak tata wyciągał śrut i oprawiał zająca.<br />
Zające za oknem, a prosiak w wannie. Tak było, ludzie hodowali prosiaki w wannach. Wiejska mentalność.</p>
<p style="text-align:justify;">Wyjechałam na parę dni za miasto. To miejsce jest dla mnie ważne, może nawet najważniejsze. Spędzałam tu tylko  po kilkanaście dni w roku. To nie jest moje naturalne środowisko, ale babcia z dziadkiem stworzyli tu taką rodzinną enklawę. Rozsiałam tu na każdym kroku dziecięce radości i lęki, potem wzburzenia i pełne patosu przeżycia czasu dojrzewania. Plączą się tu wszędzie ścieżki moich poszukiwań. Sporo rzeczy zginęło, ale i tak nie sposób uniknąć tysięcy mocnych wspomnień. Patrzę i pamiętam, pamiętam!</p>
<p style="text-align:justify;">Podłogi skrzypią, ptaki świergolą, komary bzyczą. Sufity zarośnięte są gęsto pajęczynami, ściany straszą nieotynkowaną nagością i drewnem pełnym szpar i dobrze zadomowionych robaków. Zasłony lepią się od kurzu. W przepokoju stoją wędki. Na górę wiodą bezczelnie strome schody - miejsce przełamywania strachu przed groźnym upadkiem. O dziwo wszystkie dzieci to przeżyły.</p>
<p style="text-align:justify;">Dom był kiedyś ogromny i tajemniczy, teraz badam jego zawartość i rozkład pokoi z archeologiczną ciekawością. Na półkach stosy książek, w pięciu językach. Komiksy dla dzieci leżą na Tygodnikach Powszechnych, które z kolei leżą na pracach doktorskich i magisterskich pisanych pod kierunkiem dziadka. Babcia pali nimi w kominku.<br />
Najbardziej zagraconym pomieszczeniem jest łazienka, która pełni jednocześnie rolę spiżarni i schowka na wszystko. Obok jajek i pomidorów stoją farby, zwoje kabli i trucizny na robaki i krety. Wojna z tymi ostatnimi toczy się od wielu lat - żadna ze stron nie chce zrezygnować z okupowania tego kawałka ziemi.<br />
Totalny chaos.</p>
<p style="text-align:justify;">Oczywiśnie to wszystko ma być tylko użyteczne. Może skrzypieć i nawarstwiać się mijającymi latami - byle fotele pozostały fotelami, a łóżka łóżkami.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://Brak"><img class="alignnone size-medium wp-image-113 aligncenter" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/dsc00063.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align:justify;">Ale to tylko dom. Zaraz za nim - a właściwie w jakiś sposób poprzez niego - jest świat trawy, która <em>wyrwana z ziemi pachnie, lecz nie boli</em>. Jest ogród, za ogrodem las, za lasem pole, za polem łąka. Za łąką las, za lasem jezioro. Leśmianowska przestrzeń, po której chodzę, w której zalegam w bezmyśleniu i w której medytuję. O dwóch białych motylach, o szukaniu robaków na ryby. O budowaniu szałasu w wielkiej tajemnicy. O wszystkich odbytych tu ogniskach - tych pradawnych, kiedy jako dzieci skakaliśmy przez ogień (nie próbuj skakać nad ogniem! skacz przez ogień!) albo w czasie których byliśmy czarownicami i czarownikami, tak długo w wieczór aż dorośli nie zmusili nas do spania. Pamiętam też ogniska późniejsze, kiedy wpatrywałam się w ogień i przysłuchiwałam dyskusjom o tym, ile wymiarów ma wszechświat, albo na czym polega magyia, kiedy toczyły się sesje rpg prowadzone przez tego lub tamtego kuzyna. Naście lat, ależ ja się wtedy ekscytowałam byciem tam, chodzeniem nocą po lesie i rozmowami pomostowymi przy winie! Jakby nic nigdy nie miało już być równie ważne. Ot, durnie i chmurnie się to teraz jawi.</p>
<p style="text-align:justify;">Czemu mój miś jest taki twardy, co on ma w środku? Ma trociny, kupiliśmy go dla twojego brata, ale on go nie chciał i ty go przygarnęłaś. Teraz już nie ma takich misiów, wszystkie są mięciutkie. A ja muszę zrobić lalkę, lekarz mi to zalecił. Kupić ci zestaw szpilek? Haha, bardzo śmieszne.</p>
<p style="text-align:justify;">No a wracając do meritum. Jezioro. Moje jezioro. Okrągłe, głebokie, z każdej strony otoczone lasem i bagnami. Zamulone, i na szczęście mało popularne. Karpie, płotki, uklejki, sumy i paru utopionych wędkarzy. Ten widok dziwnie uspokaja. Jezioro w nocy, w deszczu, latem, zimą - obojętnie.</p>
<p style="text-align:justify;">Dobrze się tu czujesz? Dobrze babciu, dobrze. Ułożyłaś sobie sprawy w Warszawie? Właściwie to średnio... Przecież możesz chodzić chociaż na wykłady. Wstydzę się innych studentów. No nie, nie masz powodu się wstydzić! Jak się ktoś będzie wtrącał, to zapytaj - dajesz jeść moim dzieciom? Skoro nie, to nie ich sprawa. Ja tak zawsze mówiłam. Każdy inaczej sobie układa, każdy ma do tego prawo. I możesz tu przyjeżdżać kiedy chcesz. Wiem i dziękuję babciu.</p>
<p> <a href="http://Brak"><img class="alignnone size-medium wp-image-112" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/dsc00045.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a><br />
<em></em></p>
<p><em>Idzie miłość po kwiatach - wadzi o twe ciało,</em></p>
<p><em>Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.</em></p>
<p><em>W mojej rosie, w moim znoju</em></p>
<p><em>Pod dostatkiem masz napoju</em></p>
<p><em>Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Marzenie o rzęsie odbitej na powiece]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=105</link>
<pubDate>Wed, 23 Apr 2008 09:32:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=105</guid>
<description><![CDATA[Sprowadzanie kawałków życia do sekwencji algorytmów zachowań, zaprogramowanych przez geny i wyc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sprowadzanie kawałków życia do sekwencji algorytmów zachowań, zaprogramowanych przez geny i wychowanie. Patrzenie na to co przeżywam w ten sposób? Co wybierać: udoskonalanie kierowania swoim losem poprzez naukę teorii i praktyki psychologii, czy świadome pakowanie się w ryzykowne, nierozsądne, potencjalne niezdrowe, wymagające poświęcenia, wywołujące łzy i - po prostu zachwycające - sytuacje? Jak łatwo się domyślić, ciągle spoziera na mnie mocniej ta druga opcja. Ale.</p>
<p>Jestem w tym miejscu nieco zagubiona. Czas nie zachowuje się normalnie. W jedną noc doświadczam siebie za całe tygodnie. Zdobywam wszystko, ale zdobywam nie tak jak chciałam. Co po chwili przestaje mieć znaczenie, zostaje zatarte przez konieczność zmierzenia się z sytuacją rodem z koszmarnego snu a'la pobudka około czwartej nad ranem na imprezie zainscenizowanej przez Warhola z dialogami Tarantino. Taka prowokacja, policzek, który bez ostrzeżenia łączy surrealizm chwili z wymaganiami bycia kimś wartym patrzenia sobie w oczy. Jak na to zareagować, co się mówi patrząc z bliska na ból? Mówię, bezwiednie powtarzam słowa z ukochanego filmu, mówię</p>
<p>- ale tu pięknie.</p>
<p>Musi tak być po wyjściu z podziemi, w których wampiry odgrywają role prawdziwych ludzi. Jest szósta rano, znalazłam tylne wyjście z Zezowatego Szczęścia. Jestem za duża, żeby nabrać się na stawianie pozorów bycia kimś więcej niż obleśnym wampirem, które to pozory doprawia się alkoholem. To jest inne środowisko, to nie wasze środowisko - słowa dowodzące, że w najgorszym koszmarze może znaleźć się człowiek rozumiejący sytuację i potrafiący wyprowadzić za rękę do wyjścia.</p>
<p>Nie muszę jeść obiadów, nie muszę być z silnym facetem. Muszę pozwalać sobie na spełnianie marzeń. <em>Zaraz i natychmiast, a nie kiedyś tam, a więc nigdy.</em> Bo dzięki temu teraz jest pięknie.<br />
Znowu przesunęłam granicę niespełnienia dalej.</p>
<p>Chodzę po Warszawie, chaotycznie, bezcelowo błąkam się po Torwarze. W kawiarniach piszę listy i jem kawałki serników, patrzę na powiślańskie kaczki, odprowadzam przyjaciół na zajęcia i spotykam ich w drodze na fastfoodowy obiad. Synchronizuję z przyjaciółmi chęci i spaceruję po Filtrach robiąc zdjęcia przedwojennym domom i nieprzeciętnie estetycznie wyglądającym studentkom medycyny. To ostatnie w połączeniu z dywagacjami na temat konsekwencji moich wyborów. Aż się chce krzyczeć. And I guess that I just don't know. And I guess that I just don't know.</p>
<p>Po obejrzeniu sztuki o pułapce na samotnego mężczyznę wracam do domu. Skrzynka na listy pusta, skrzynka na mejle pusta. Lodówka pusta, nie mam nawet jak rozlać mleka, żeby sobie popłakać.</p>
<p>Śni mi się, że szukam dwudziestocentymetrowej, czarnej, drewnianej lufki do papierosów w warszawskich sklepach. Tracę siły.</p>
<p>Nie mam pieniędzy. Rozsypały mi się chęci. I domyślam się, że po prostu nie wiem.</p>
<p>Po prostu nie wiem.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Drobne przyjemności]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=102</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 16:59:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=102</guid>
<description><![CDATA[Czytałam kiedyś artykuł dowodzący, że google wie o nas więcej niż mama, brat czy jakikolwiek ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czytałam kiedyś artykuł dowodzący, że google wie o nas więcej niż mama, brat czy jakikolwiek przyjaciel. Poprzez pamięć naszych wieloletnich tras serfowania po sieci. Nie traktuję tego poważnie, bo coż, to tylko wycinek życia. Ale...</p>
<p>Czasem myślę, że warto mieć bloga dla samego czytania tych zestawień słów w statystykach, po których w przeglądarce pojawia się link do moich myśli, rzeczywiśni. Zdecydowania najczęściej trafiają tutaj ludzie, potrzebujący pomocy internetu w delikatnej materii jaką jest <em>rozdziewiczanie z krwią</em>. Pytają o <em>rozdziewiczanie palcem kobiet</em>, <em>czy prawiczek moze rozdziewiczyć dziewicę</em>, <em>jak rozdziewiczyć faceta</em>. Ostatnio padło nawet <em>utrata prawiczka objawy</em> i <em>strona domowa rozdziewiczanie</em>. Nie ma za co, szukajcie a znajdziecie. :)</p>
<p>W ogóle wychodzi na to, że ta moja pisanina przesiąknięta jest nieco wyszydzanym przeze mnie romantyzmem. Wiedzie do mnie <em>dziewczyna pachnąca szczęściem</em>, <em>wyznawanie miłości przez piosenki</em>, <em>zaklęcia przywołujące miłość</em>, <em>jak sie prosi dziewczyne o chodzenie sms</em>, <em>kobieta i mężczyzna zapatrzeni w księ</em>...</p>
<p>Ale za słodko nie jest, trafiają się też ostrzejsze kawałki. <em>Kwadrat meski striptiz</em>, <em>chłopcy bez skarpet</em>, <em>demona seksu wolanie</em>, <em>co robi twoja mama kiedy spisz</em> (hmm...), <em>chcesz lizać te piersi</em> (chcę?),  <em>czerwone oczy a choroby weneryczne</em> i przemiłe <em>oświadczyłam sie mojej dziewczynie</em>.</p>
<p>Na koniec garść zbitek słownych od tak zwanej czapy, czyli problemy o których nie śniło się filozofkom: <em>ubrania z puszek</em>, <em>co wiesz o krokusach</em>, <em>gra psychologiczna truskawkowe pole</em>, <em>jak wydobyć z siebie magię</em>, <em>dziura między rzęsami oka</em>, <em>gdzie można kupić meteory w poznaniu</em>, <em>przytulanie brzozy</em>, <em>pozdrowienia od koguta</em>, <em>curriculum vitae przykłady z jajkiem</em>, <em>okrzyki na dzien wiosny (owieczki)</em>, <em>gleby strefy równikowej</em> i <em>magia bojowa w realu</em>.</p>
<p>To trochę jak czytać czyjąś prywatną korespondencję. Korespondencję z samym sobą - całkiem wysoki stopień wnikania w intymność anonimowych ludzi. A może wcale nie? :)</p>
<p>ps. Pozdro dla wszystkich, dzięki za prawie dziesięć tysięcy wejść na stronę! (hmm, pójść na stronę znaczyło kiedyś co innego ;))</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zaurocz! Eee, nie.]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=90</link>
<pubDate>Sat, 05 Apr 2008 16:39:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=90</guid>
<description><![CDATA[Obracam w prawej dłoni zapalniczkę  koloru krwi. Jest ładna, jest wyjątkowa. Wiąże mnie z tym,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;">Obracam w prawej dłoni zapalniczkę  koloru krwi. Jest ładna, jest wyjątkowa. Wiąże mnie z tym, co teraz jest dla mnie najważniejsze. Z pracą nad nałogiem folgowania swoim <strong>potrzebom</strong> i impulsom. Z tą chwilą na moście kolejowym, pod torami, pod przejeżdżającymi pociągami, które kompletnie zagłuszały zbędne formy i niepotrzebne myśli. Z Twoją bawiącą się tą zapalniczką prawą dłonią, z Twoją kurtką tego samego koloru.</p>
<p style="text-align:justify;">Z Tobą, zimową urodą.</p>
<p style="text-align:justify;">A jednak nikt nie płakał. Udało się zapełnić tę przestrzeń abstrakcyjnymi rozmowami, mniej lub bardziej poważnymi słowami, kawą, szarlotką z lodami skropionymi perfumami, włoskimi pierożkami, spacerem i nawet rozbawieniem. Śmiałam się serdecznie z kobiety wykluwającej się boleśnie ze śmietnika (obcy wyłażący z człowieka może się dosłownie schować przy czymś takim!), która to kobieta mówi co myśli, a nie myśli o dzieciach. Za to podobno czytuje tego bloga. (Pozdrawiam serdecznie w tym miejscu, bo nie było właściwego czasu wymienić się numerami!)</p>
<p style="text-align:justify;">I tyle było historii do opowiedzenia, które skutecznie <strong>zaklinały czas</strong> i odstraszały samotne milczenie! Historie o mleczakach zastępujących w czasach Twojego dzieciństwa śledzie. O Kancie, Schopenhauerze, buddyzmie, Syberii. O poetyce filmów Kieślowskiego, w których bym Cię widziała. I ostrzeniu. Paleniu, wstrzykiwaniu, chorowaniu, umieraniu.</p>
<p style="text-align:justify;">Kochaniu. Dotykaniu, całowaniu, przytulaniu, oddychaniu.</p>
<p style="text-align:justify;">No dobrze, masz rację. Te ostatnie opowiadałam sobie sama na głos, czule, patrząc na Twój sen. Nie wszystkie kończyły się dobrze, jestem realistką. Za to wszystkie zaczynały się od lewej łopatki, spoczywającej pod Twoją bladością.</p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:center;"><em>Będę czekał, nie zasnę, paluchy drzwiami przytrzsnę - własne!<br />
Będę czekał, nie zasnę, paluchy drzwiami przytrzsnę - własne!</em></p>
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:justify;">Te historie im bardziej nie mają początku, tym bardziej umowny staje się koniec. Na ostatniej stronie książki akcja zostaje przerwana, ale Ty wiesz, nawet przez sen, że to nie tak. Że choć zginęli ludzie najważniejsi dla fabuły, choć Emma Bovary się truje, Anna Karenina rzuca pod pociąg, a moje uczucia trafiają w pustkę - Ty wiesz, że życie reszty świata toczy się dalej ze stałą prędkością sześćdziesięciu sekund na minutę.</p>
<p style="text-align:justify;">Może zamyślam się trochę dłużej patrząc jak rano pakujesz ubrania do torby, może nawet jestem zmuszona wyciszać coś nieoswojonego w sobie i karmić się racjonalizacjami, psychologiczno-filozoficznymi teoriami... Może robię to wszystko świadomie, może staram się nawet pilnować tej pustki w Tobie i uważać na Ciebie, bo zaglądanie w głębię bywa niebezpieczne. Nie zabraniam Ci tego, nie zniechęcam szczególnie mocno. Tylko gdy Ty się nad tą przepaścią pochylasz - to wtedy ja, ja <strong>chcę</strong> trzymać Cię za rękę, asekurować, być blisko. I kiedy się napatrzysz, możesz odbić się od tego niezrozumiałego i wtulić we mnie swój strach, i wyczerpanie, i te nienazwane w ludzkim języku rzeczy, wymagające prawdziwej bliskości (wszystko jest do zrobienia). Następnie możesz strząsnąć z siebie to źle leżące na karku opanowanie, kupione na ostatnią chwilę dobre miny, lepiące się sztucznością słowa źle dobrane do sytuacji. (Odpowiednie do okoliczności słowa - tego jeszcze nie zleca się zakładom pogrzebowym! Jeszcze.) Jest ciężko, jest strasznie, jest zbyt zwyczajnie i wyrzucasz sobie swoje myśli i uczucia kierujące Cię w stronę życia. A ja mam dla nich tylko szacunek, bo to dowód sił i chęci. I wiary, ciekawości, bezobojętności. Śmierć dostała swoje, ale życie też żąda ofiar.</p>
<p style="text-align:justify;">I dlatego zawraca nas gwałtownie znad przepaści. Każe czuć, płakać, śmiać się i kochać do bólu, a zabrania patrzeć zbyt często w dół. Czasem, w ciemnych godzinach, pozwala <strong>pamiętać</strong>, ale nie zgadza się na nic więcej.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>Someone has to die in order that the rest of us should value life more.</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozkołysanie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/03/31/rozkolysanie/</link>
<pubDate>Mon, 31 Mar 2008 21:05:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/03/31/rozkolysanie/</guid>
<description><![CDATA[Taki dzień, kiedy ubieram się i maluję szczególnie starannie. Wkładam spódnicę, błyszczące ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Taki dzień, kiedy ubieram się i maluję szczególnie starannie. Wkładam spódnicę, błyszczące rajtki, ekstrawaganckie kolczyki z Wenecji (czekały na to osiem miesięcy). Soczewki, makijaż, włosy. Ten dzień podaruję komuś ważnemu. Sprawie, która narzuca mi w ostatnich dniach sposób oddychania, stopień szczerości w rozmowach, a nawet wybór zdjęcia tkwiącego na pulpicie.</p>
<div align="left"></div>
<div align="left"></div>
<p>Spaceruję w słońcu, wyjątkowo bez odtwarzacza. Dzięki temu słyszę rozmowę małej dziewczynki ze swoją mamą. (- A wiesz? jutro będzie ciepło i będzie wiosna! Widziałam dzisiaj dużo przebiśniegów i dwa krokusy! - Nie mogłaś ich tutaj widzieć, już jest wiosna, ale w środę znowu ma być brzydko.)</p>
<div align="left"></div>
<p>Zachodzę do kina na nieprzypadkowy film. Widzę sporo samotnych ludzi, nie czuję się wyobcowana. Bohaterowie dużo dobrego dla siebie robią, optymistycznie.</p>
<div align="left"></div>
<div align="left"></div>
<p>Potem jeszcze błąkam się po Muranowie z książką w lewej dłoni, przysiadam na ławce, patrzę w czyste niebo, czytam parę stron ("<i>- Czy wiesz, że starożytni, ale już nie pamiętam, gdzie - a może mi się to zresztą zdaje - mieli zwyczaj zabijać bezpłodne kobiety?</i>") Przypomina mi się, jak w sobotę koleżanki wykpiły moją chęć posiadania czwórki dzieci. Co ja wiem o dzieciach? Zupełnie nic. Co jest warta kobieta bez mężczyzny, niezdolna do dania społeczeństwu dzieci, będąca w związku z inną kobietą albo stosująca grzeszne środki zapobiegawcze? To budzi emocjonalny sprzeciw, nieludzki. I zapadają pośpieszne wyroki. <i>Ściąć jej głowę!</i></p>
<div align="left">
<div align="left"></div>
<blockquote><p><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/szyja-na-bloga.jpg" alt="jestem Julią" /></p></blockquote>
</div>
<div align="left"></div>
<div align="left"></div>
<div align="left">Jestem kimś innym. Myślę zupełnie inne rzeczy. Szukam u ludzi zrozumienia, umiejętności doceniania tego co pomiędzy. To wszystko jest takie ważne, tak dziwnie proste, tak pozbawione poczucia winy. To dobre czuć w sobie szczerość w rozmowie z samą sobą. Zdumiewa mnie ile nowych światów odkryłam nad ranem między rzęsami a twarzą. Tylko czy to jest realne, czy to jest życiem? Szczególnie wątpliwe w tej mojej nierzeczywistej przestrzeni bez obowiązków. Tak, to są takie Wielkie Wakacje. W wakacje zawsze najwięcej w sobie zmieniam, najwięcej się uczę. Ale wszystko jest przejściowe. I czy ktokolwiek chce to widzieć, patrzeć na tego typu zmiany?</div>
<blockquote><p><i>dotknęłam kiedyś miłości<br />
miała smak gorzki<br />
jak filiżanka ciemnej kawy<br />
wzmogła<br />
rytm serca<br />
rozdrażniła<br />
mój żywy organizm<br />
rozkołysała zmysły </i></p></blockquote>
<p>Niczego nie chcę oczekiwać. Jednak wiem - nie zostawię tak tego. Będę żyć tak jak umiem, jak chcę. Będę szukać i zmieniać nas w innych ludzi. Żyjących mocno. Bardzo lubię ciemną kawę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Swój czas]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Fri, 28 Mar 2008 22:24:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[Jest intensywnie. Moje pierwsze wspomnienie z tego tygodnia to zadające ból przemęczonym oczom ra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jest intensywnie. Moje pierwsze wspomnienie z tego tygodnia to zadające ból przemęczonym oczom ranne światło, zwielokrotnione bielą śniegu i łomotaniem w głowie. Początek dnia, na który się czeka. Który został przedłużony do godziny piętnastej dnia następnego.</p>
<div align="justify"></div>
<p>Czas, który rozsnuł się po moich myślach i po mojej przestrzeni. Znajduję go jeszcze ciągle w miękkości swetra (czuję w nim kobiecość), gdy naprawiam miękką ścianę albo gdy żałuję rzeczy niedopowiedzianych, niezauważonych, <b>nieodczutych</b>. Potem myślę, że niepotrzebnie analizuję, niepotrzebnie pozwalam myślom szukać racjonalnych argumentów i planować jakieś konkretne zachowania. To nie jest dobra droga. Ważne, że pamiętam, że było dobrze. Że chciałam tego. Że mówię normalnie czego chcę i spotykają mnie normalne reakcje. Chcę tego, potrzebuję tego, jest mi z tym dobrze, lubię to w sobie. Lubię ten stan - muzyka, ja i czas. Mój czas, mój własny, osobisty i bezpieczny.</p>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<p>Ostatnio uczę się coraz lepiej go wykorzystywać, coraz mocniej dochodzę do chwil, które mieszczą się w słowach jest, było i będzie dobrze. Czas to dobry kochanek, trzeba tylko go trochę poprowadzić, włożyć w to zaangażowanie. A wtedy znajdzie się na przykład przy fontannie w Saskim - w chwilach oczekiwania na przyjemny wieczór. Przeżywam ten czas razem z magiczną Kobietą i czas traktuje mnie dobrze, nie narzuca nieodpowiedniego tempa. Zwalnia <b>zachęcająco</b> przy fotografii dwóch dziewcząt czasu powstania, które śmiejąc się wśród kwiatów jakiegoś warszawskiego ogrodu, odgrywają romantyczną scenę. Zatrzymuję się przy zdjęciach, które odnoszę do siebie. Pewnie dlatego wolę zdjęcia ludzi - z nimi jest łatwiej.<br />
Łatwiej coś nowego przeżyć.</p>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<p>I dzieląc się chwilę później, przy zimnym piwie, tymi różnymi przeżyciami - można już inaczej - odbijać jedną opowieścią o emocjach inne emocje, które nakręcają rytm bicia serc. Nie chcemy wracać do domu, chcemy jeszcze chłonąć to miejsce, muzykę, tych ludzi i nowe impulsy. I robimy to. Więcej chcę bo więcej jest!</p>
<div align="justify"></div>
<div align="justify"></div>
<p>Potem przychodzi kolejny dzień i takie uczucia, które wyzwalają skrzętnie chowane, bo słabo oswojone siły. <b>Denerwuję się</b>, wkurzam, naprawdę to czuję. Wkurzam się na szorstkie słowa, na mój brak chęci zrozumienia, na wyobrażoną ironię, na moją nieopanowaną chęć ripostowania, pogorszenia sytuacji. Pozwalam sobie na złe emocje we wszystkich kierunkach i po chwili łapię odpowiednie proporcje, czuję się trochę zawstydzona, trochę zadowolona.<br />
Staję przed kilkunastometrową ścianką, patrzę w górę. Czasem trzeba się na siebie wkurzyć, żeby się podciągnąć wyżej. Ta siła jest potrzebna. I wiem, teraz jeszcze lepiej wiem, że jest mi potrzebny też ten, kto asekuruje na dole i mówi: nie poddawaj się, jeszcze kawałek! Prawa noga wyżej, dasz sobie radę!</p>
<div align="justify"></div>
<p>Jasne, że tak. Skoro skutecznie uczę się mówić prawdę o tym co czuję. Skoro potrafię naprawdę prosić, dziękować i przepraszać. Czas powiedzieć sobie szczerze, <b>przyznać</b> to przed sobą (dla siebie?) - jestem w stanie wejść na górę i przeżyć to wszystko, co po drodze: ból, podekscytowanie, zauroczenie, zamyślenie, zdenerwowanie, zwątpienie, satysfakcję, a nawet zadowolenie z siebie. Wszystko w swoim czasie.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niech to zostanie między nami]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=82</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 19:12:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=82</guid>
<description><![CDATA[Żadne ciasto nie smakuje tak dobrze, jak to wydobyte z kredensu potajemnie, przedpremierowo. Za jed]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Żadne ciasto nie smakuje tak dobrze, jak to wydobyte z kredensu potajemnie, przedpremierowo. Za jedynego świadka wykroczenia robi śpiący kot, więc pozwalam sobie konsumować to cudo na kanapie, w pokoju rodziców. Zresztą, on już nie przy takich rzeczach asystował, a wczoraj widziałam na własne oczy, jak sam próbował dobrać się do półproduktów i umoczył łapę w masie migdałowej. Sekret kuchni, takie rzeczy pozostawiam przymkniętym oczom, pozwalając kotu chodzić swoimi drogami. Myślę, że on ma z każdym z domowników takie tajne sojusze. Szczęściarz.</p>
<p>Sztywna atmosfera chłonie domowe sekrety, spokój i powaga pulsują tajoną nerwowością.</p>
<p>Święto czy nie, Warszawa czy Lublin - jestem w domu sama. Różnica jest taka, że tutaj pełna lodówka i mniej skrzypiące łóżko. Nie wkurzam się świątecznie na rodzinę, dystansuję się. Jasne, że każdy musi radzić sobie sam, jasne, że w codziennym życiu polegam na przyjaźni, a nie pokrewieństwie. Rodzina odświętna, rodzina od święta zasiada przy jednym stole. Mamy mało czasu i wcale go nie wykorzystujemy. Jest tu gdzieś sympatia, miłość i przywiązanie. To taki aksjomat: jesteśmy wzorową rodziną. Tylko czemu ja jestem nieoswojonym gościem?</p>
<p>Idealna, kochająca się rodzina. Rodzice odnoszący sukcesy, ciężkopracujący, wzorowi konsumenci. Ulegający wszystkim prośbom swoich dzieci, bo przecież je kochają. Pierworodny syn, piątkowy student prawa, zaradny, przystojny, w stałym związku z dziewczyną. Wszyscy bez nałogów, wszyscy oczytani, kulturalni. Jutro usiądę z nimi przy śniadaniu i będą mi życzyć wszystkiego dobrego.<br />
Idealne warunki, żeby napomknąć o moim życiu. O uzależnieniu od netu i kawy, o moim bezprzyszłościowym myśleniu o studiach, o romansach z żonatymi facetami i nieżonatymi kobietami. O piciu wódki z przyjaciółmi i zabawach przy <em>Czarnej Mszy</em> tudzież <em>Martwych Płodach</em>. O pozbywaniu się pieniędzy na prezenty dla ludzi i na pociągowe wojaże po kraju. O spędzaniu dni w pozycji horyzontalnej.</p>
<p>Ale nie, nic takiego nie powiem. Bo też jestem oczytana i kulturalna. W tym domu tylko kot nie jest.</p>
<p>Szczęściarz.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Koko]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=80</link>
<pubDate>Fri, 21 Mar 2008 21:54:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=80</guid>
<description><![CDATA[Byliśmy tu kiedyś razem, pamiętasz? Chodziliśmy po tych uliczkach i chodnikach, mijaliśmy te sa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Byliśmy tu kiedyś razem, pamiętasz? Chodziliśmy po tych uliczkach i chodnikach, mijaliśmy te same kamienice i te same latarnie oświetlały nam drogę. Na Placu Po Farze rosła tylko trawa, nie wyglądał tak porządnie jak teraz. Na rynku nie było tylu pubów i restauracji, pamiętam tylko jedną, pachnącą wilgocią i lukrem cukiernię w bramie. Kupowaliśmy tam w każdą niedzielę wuzetki, zawijane w szary papier. A przed Bramą Krakowską było nieistniejące już rondo, z którego łapalismy trolejbusy na nieistniejącą już ulicę Szenwalda.</p>
<p align="justify">Ja nigdy nie byłam wylewną osobą, nie nazywałam uczuć. Nie płakałam, gdy się przewróciłeś na żwirze i wpadłeś w błoto, rozdzierając sobie skórę na twarzy i rękach do krwi. Potem mnie to prześladowało w snach, to błoto i żwir pod zakrwawioną skórą. Chyba tylko ja mogę ciagle to pamiętać.<br />
Nic nie powiedziałam, gdy przypaliłeś mi niechcący czoło płonącym patykiem, przy okazji zakazanej zabawy w ognisko. Jedna blizna na twarzy więcej czy mniej... Głupio było przyznawać się mamie co zrobiłeś. Zawsze się nawzajem broniliśmy.</p>
<p align="justify">A pamiętasz naszą gruszę? Wchodziłeś na sam czubek, ja wolałam dolne, pewne gałęzie. Przesiedzieliśmy na tym drzewie niezliczone popołudnia, objadając się niedojrzałymi gruszkami i rozmawiając o tym co teraz i za chwilę, czego chcemy. Dokładnie to wiedzieliśmy. Graliśmy pod tym drzewem w nogę, kosza, rugby, baseball. Rosły tam wysokie pokrzywy, w które mnie czasem wrzucałeś. Byłeś jedyną osobą, zdolną doprowadzić mnie do histerii, do okazania emocji. Jedyne łzy, które umiałam wtedy z siebie wydobyć, to były łzy złości na Ciebie. I łzy bezsilności, gdy rzucałam się z pięściami, a Ty obezwładniałeś mnie w kilka chwil i uczepiony moich nóg, uniemożliwiałeś mi ucieczkę. Potem robiło się ciemno i trzeba było wracać do domu, na drugą stronę ulicy Sierocej. Zbieraliśmy gruszki, piłki, jabłka i resztki śmiechu, pogodzeni, planując przyszłodniowe łażenie po dachach, penetrowanie bloków w budowie i podkradanie orzechów z drzew - za tym ogrodzeniem na terenie szpitalnym, pamiętasz?</p>
<p align="justify">Były jeszcze długie, przytulne wieczory, odpowiednie do tworzenia nowych historii i coraz to nowych zasad gry. Robiliśmy wszystko ze wszystkiego, plastikowe kręgle były granatami, żołnierzyki codzień toczyły epickie bitwy, a resoraki ścigały się po torach z klocków. Powstawały zaprojektowane przez nas gry planszowe, które planowalismy kiedyś opatentować i w ten sposób zarobić na duże zestawy lego. Pływaliśmy łodzią podwodną, boksowaliśmy się, graliśmy w cymbergaja, ping ponga. Wymyślaliśmy wspólnie alternatywne światy, w których potem przeżywalismy przygody w wyobraźni, umilając sobie w ten sposób niejedną nudną podróż.</p>
<p align="justify">Odnalazłeś mnie, gdy się zgubiłam. W tamtych dniach cudownie gorących od zabaw albo przenikliwie mroźnych od przemożnej mocy chcenia - w tamtych dniach zawsze patrzyliśmy sobie w oczy. A ja wiedziałam, że mogę zaufać i Tobie, i sobie. Że kiedy się zgubię, to przyjdziesz po mnie. Wiedziałam, że mogę położyć się na ziemi na końcu rzędu dzieciaków, nad którymi skakałeś na rolkach. Byłam spokojna i pewna.</p>
<p align="justify">Nikt nie zna mnie bardziej, nikogo nie znam bardziej. To wielka rzecz, jeśli jest dobrze z nami, mimo nagromadzenia czasu i wydarzeń od tamtych dni. I jeszcze większa - że we mnie wierzysz. Jeszcze mocniej niż ja w Ciebie, mocniej niż ja sama...</p>
<p align="justify">I tak jak kiedyś - nie pozwalasz mi uciekać przed tym co czuję, ani przed tym czego się boję. Dobrze, że jesteś Mikokołaju. :)</p>
<p><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/miko.jpg" alt="my" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[G]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=72</link>
<pubDate>Thu, 13 Mar 2008 18:09:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=72</guid>
<description><![CDATA[
. 
If you&#8217;re going to die on screen, you&#8217;ve got to be strong and in good health.

Patrz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="right"></div>
<div align="right"><font color="#ffffff">. </font></div>
<div align="right"><i>If you're going to die on screen, you've got to be strong and in good health.</i></div>
<div align="right"></div>
<p align="justify">Patrzę na ekran i widzę wspaniałą aktorkę. Aktorkę oszczędną w formie, która nienachalnie koncentruje na sobie całą uwagę. Widzę piękną osobę, wykonującą subtelne gesty, doskonale intonującą słowa głębokim, szorstkim głosem. Jest w niej pewność siebie, pewność mocy jaką ma nad mężczyznami i kobietami poprzez siłę osobowości i świadome wykorzystywanie własnej seksualności.</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Czytam jej biografię i kołacze mi po głowie frazes o realnym życiu w opozycji do filmu. I w myślach zgadzam się z poetą, że życie straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest.</p>
<p align="justify"><b>Greta Garbo</b>, zaklęta w nieśmiertelność na kliszach filmowych jako postać kochająca i kochana, zmusza widza do podziwu. Filmy z lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia nie mogą już robić wrażenia efektami specjalnymi, innowacyjnością ujęć czy odważnymi scenami. (Mocno wydekoltowana suknia!) Ale to tylko sprzyja wyostrzeniu tego, co pozostało cenne, co uważam w kinie za najważniejsze: wybitnej gry aktorskiej i dobrych scenariuszy.</p>
<p align="justify">To jest akt sztuki, misterium. Trudno nie podziwiać przedwojennej gwiazdy Hollywood, która przeginając się zmysłowo na łóżku, gra scenę spazmatycznego, pełnego erotycznego napięcia uniesienia, która to scena przyspiesza bicie serca. I trudno nie traktować padających chwilę potem z ust królowej Krystyny słów, jako celnego komentarza do życia Grety. <span style="font-style:italic;"></span></p>
<p align="left"><span style="font-style:italic;">Wyobrażałam sobie szczęście, ale szczęścia nie można sobie wyobrazić.</span></p>
<p><a href="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/publicity-usa-08.jpg" title="Greta Garbo"><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/publicity-usa-08.jpg" alt="Greta Garbo" /></a></p>
<p align="right"><i>If you are blessed, you are blessed, whether you are married or single.</i></p>
<p align="justify">Bardziej niż jakakolwiek kreacja interesuje mnie Greta Lovisa Gustaffson, rocznik 1905, urodzona w Sztokcholmie. Dziewczyna przedwcześnie wdrożona w dorosłość (śmierć ojca, konieczność rzucenia szkoły i podjęcia pracy w wieku 14 lat), zawsze mająca własne zdanie, ale nigdy go niewypowiadająca. Niemal agresywnie niezależna, uparta. Przy tym nieśmiała, milcząca, spędzająca wolny czas leżąc na dachu i korzystając z ucieczki w wyobraźnię.<br />
To Greta mająca słabość do słodyczy, jadająca większość posiłków w łóżku, cierpiąca na nerwicę i bezsenność jest człowiekiem, który porusza mnie bardziej niż jej ekranowe wcielenia. Najpiękniejsza i znana na całym świecie kobieta tamtych czasów, która na usilne zaproszenia na spotkanie z prezydentem USA i królową UK powiedziała tylko: <span style="font-style:italic;">nie mam się w co ubrać</span>. Osoba obłędnie samokrytyczna, która nie mogła patrzeć na siebie w filmach, chociaż to przecież one uczyniły ją sławną, podziwianą i pożądaną mulitmilionerką. Ale ona nigdy nie była w pełni zadowolona ze swojej pracy, którą traktowała bardzo poważnie. Na dodatek nieszczególnie cieszyło ją to, co osiągnęła. Przed sławą uciekała, szukając samotności i nieustannie zmieniając miejsce zamieszkania. Nie przyjęła żadnych oświadczyn, z jej korespondencji wynika, że nie myślała nigdy poważnie o związaniu się na całe życie z jakimkolwiek człowiekiem. (<i>There is nobody who would want to have me – I can't cook.)</i> A co do bogactwa, odkładała pieniądze w licznych bankach i skutecznie inwestowała w nieruchomości, żyjąc przy tym bardzo oszczędnie.</p>
<p><a href="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/anna_christie-04.jpg" title="Grata Garbo"><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/anna_christie-04.jpg" alt="Grata Garbo" /></a></p>
<div align="right"><i>If only those who dream about Hollywood knew how difficult it all is.</i></div>
<p align="justify">Osobowość i styl życia Grety zupełnie nie pasowały do Kalifornii. Broniąc się przed bezwzględnością wytwórni filmowej i całego związanego z amerykańskim kinem szaleństwa, zamknęła się w sobie. Prowadziła bardzo samotne życie. Jej przyjaźnie były trudne, obsesyjne - wymagały od jej bliskich nieustających usług, akceptacji licznych kaprysów i temperamentu, mieszczącego w sobie zarówno neurotyczność jak i magnetyzm. Spała w męskich piżamach, nosiła męskie koszule i krawaty, a nawet męskie półbuty (bo tak najwygodniej). Nie używała żadnych kosmetyków poza mydłem, nosiła zwykły płaszcz i kapelusze, które zakrywały dwie trzecie twarzy. Lubiła spacerować w deszczu albo w nocy, aby uniknąć spotkań z ludźmi. Do kina chodziła zawsze w środku tygodnia w godzinach przedpołudniowych – z tego samego powodu. Praca na planie filmowym bardzo ją wyczerpywała, po każdej trudniejszej scenie zwykła mawiać: <span style="font-style:italic;">myślę, że wrócę teraz do domu.</span></p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Zagrała w ponad dwudziestu filmach, w ostatnim mając zaledwie trzydzieści sześć lat, unikając po nim kamery niemal przez pół wieku. Spowodowały to różne okoliczności – brak sukcesu jej ostatniego filmu, zmieniające się po drugiej wojnie gusta publiczności, a przede wszystkim jej rosnąca wybredność przy wybieraniu scenariuszy (<span style="font-style:italic;">żadnych morderczyń, żadnych mam</span>) i konsekwentne zamykanie się na ludzi. Pod koniec życia zamieszkała w Nowym Jorku, gdzie spędzała czas przechadzając się w długim, czarnym płaszczu po antykwariatach.</p>
<p><a href="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/z-walizka.jpg" title="Greta"><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/z-walizka.jpg" alt="Greta" /></a></p>
<p align="right">&#160;</p>
<p align="right"><i>Life would be so wonderful if we only knew what to do with it.</i></p>
<p align="justify">Nigdy nie stała się Amerykanką, nie dała się złamać wytwórni filmowej w wieloletnich walkach o szczegóły kontraktów. (Pod koniec kariery miała wpływ nawet na wybór reżyserów i części obsady.) Greta na zawsze pozostała niezależną Szwedką, która nie pozbyła się tęsknoty za grą w bardziej wartościowych filmach niż te przykrojone do miary Hoolywood.<br />
Może zastanawiać, dlaczego nie zmieniła tego, nie zrezygnowała ze współpracy z wytwórnią MGM i nie wróciła do Europy. Odpowiedź zasadza się na tym, jaka była Greta Garbo. Trudy radzenia sobie ze sławą to jedno, ale ona już wcześniej zaczęła unikać życia jako takiego. Nie założyła rodziny, nie podróżowała, wydaje się, że nie miała w ogóle żadnej pasji, poza przeistaczaniem się w zachwycające, pełnowartościowe kobiety przed kamerą. Znużenie, nerwowość i nieśmiałość znikały. Myślę, że w tych chwilach musiała czuć się szczęśliwa, szczególnie przeżywając te dobre momenty życia Anny Kareniny, królowej Krystyny czy Ninoczki. Tworzyła sztukę, wyobrażała sobie szczęście i była w tym bardziej wiarygodna niż jakikolwiek szczęśliwy człowiek. Zwodziła i uwodziła widzów tym wyobrażeniem. Umiała oszukać każdego, tylko nie na samą siebie. Może właśnie dlatego nie lubiła oglądać swoich filmów, może raził ją ten bolesny kontrast?</p>
<div align="justify"></div>
<p align="justify">Nie wróciła do Europy, bo nie miała do czego wracać. Jej totalna niezależność sprawiła, że nie dopuściła do siebie nikogo, by wyznaczył kierunki jej życiu, a sama tego nie potrafiła. Była genialną aktorką, odnajdującą się w wymagających rolach. Temu poświęciła życie. Świadomie, konsekwentnie. Jestem jej za to wdzięczna.</p>
<p>***</p>
<p><font color="#808080">Filmografia:</font></p>
<p><font color="#808080">1941: Dwulicowa kobieta (Two-Faced Woman) jako Karin Borg<br />
1939: Ninoczka (Ninotchka) jako Ninoczka, Nina Ivanovna Jakuszowa<br />
1937: Pani Walewska (Conquest) jako Maria Walewska<br />
1936: Dama Kameliowa (Camille) jako Marguerita -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=oQZ-yF0b8z8&#38;feature=related">link</a><br />
1935: Anna Karenina jako Anna Karenina<br />
1934: Malowana zasłona (Painted Veil, The) jako Katrin Koerber Fane -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=WWYQa14rIQY">link</a><br />
1933: Królowa Krystyna (Queen Christina) jako Królowa Krystyna -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=sQ8BvQl0WeQ">link</a><br />
1932: Jaką mnie pragniesz (As You Desire Me) jako Zara/ księżna Maria Varelli<br />
1932: Ludzie w hotelu (Grand Hotel) jako Gruzińska balerina<br />
1931: Mata Hari jako Mata Hari<br />
1931: Zuzanna Lenox (Susan Lenox (Her Fall and Rise)) jako Susan Lenox<br />
1931: Natchnienie (Inspiration) jako Yvonne Valbret<br />
1930: Romans (Romance) jako Rita Cavallini<br />
1930: Anna Christie jako Anna Christie<br />
(filmy nieme)<br />
1929: Pocałunek (Kiss, The) jako Irene Guarry<br />
1929: Pokusa (Single Standard, The) jako Arden Stuart<br />
1929: Dzikie orchidee (Wild Orchids) jako Lillie Sterling<br />
1928: Władczyni miłości (Woman of Affairs, A) jako Diana Merrick -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=dax4XPpe8fQ&#38;feature=related">link</a><br />
1928: Żar miłości (Mysterious Lady, The) jako Tania<br />
1928: Boska kobieta (Divine Woman, The) jako Marianne<br />
1927: Anna Karenina (Love) jako Anna Karenina -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Ilv6jiUJfS8&#38;feature=related">link</a><br />
1926: Symfonia zmysłów (Flesh and the Devil) jako Felicitas<br />
1926: Kusicielka (Temptress, The) jako Elena<br />
1926: Słowik hiszpański (Torrent) jako Leonora Moreno -&#62; <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=P6i2WjthZoQ">link</a><br />
1925: Zatracona ulica (Freudlose Gasse, Die) jako Greta Rumfort<br />
1924: Gdy zmysły grają (Gösta Berlings saga) jako Hrabina Elżbieta Dohna</font></p>
<p><font color="#808080">***</font></p>
<p><font color="#808080"><a href="http://www.garboforever.com/">GarboForever</a><br />
- link godny polecenia, zwłaszcza ze względu na galerię zdjęć</font></p>
<p>***</p>
<p>Wszystkie cytaty są autorstwa Grety Garbo.</p>
<p>Pomoc zawdzięczam książce: <i>"Garbo. A portrait by Alexander Walker"</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Please open the curtains]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/03/03/please-open-the-curtains/</link>
<pubDate>Mon, 03 Mar 2008 10:24:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/03/03/please-open-the-curtains/</guid>
<description><![CDATA[Stworzyć coś o zwątpieniu na rzecz nadziei. Pisać wulgarnie o bólu, cierpieniu i okrucieństwie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Stworzyć coś o zwątpieniu na rzecz nadziei. Pisać wulgarnie o bólu, cierpieniu i okrucieństwie, aby uwiarygodnić <em>nieprzepartą niegasnącą przygniatającą bezwarunkową przytłaczającą wzbogacającą rozwijającą nieprzemijającą nieskończoną</em> miłość, zapisywaną w słowach. Bombardować, kochać, oczyszczać, łaknąć i wpadać w psychozę o czwartej czterdzieści osiem nad ranem.</p>
<p>Zawód: dramaturg.</p>
<p>Sarah Kane, nazywana niegrzeczną dziewczyną angielskiego teatru. Kontrowersyjna brutalistka, klimacik sztuk à la Trainspotting, opluwany przez recenzentów à la Wprost. Bo jeśli ktoś nazywa Biblię "pełną gwałtu, okaleczania, wojny i epidemii", a sztukę teatralną zaczyna od słów "szczałem już w lepszych miejscach", to nie mieści się w wielu normach. I bardzo dobrze.</p>
<p>To nie jest ot takie gwałcenie form na oślep. To sprzeciw wobec interesownej moralności, sprzeciw wobec hipokryzji. To także wrażliwość na piękno, poprzez uświadamianie sobie jego nietrwałości w świecie pełnym gwałtu, okaleczania, wojny i epidemii. W świecie, w którym istnieje jednak coś ponad to.</p>
<p>Krall nazwała owo <em>ponad</em> obecnością Boga ("Sarah Kane opowiada o świecie, w którym człowiekowi wszystko wolno. Kiedy wszystko wolno, to na końcu jest śmierć. Zadana innym albo samemu sobie. (...) Życie i teatr Sarah Kane przypominają, że trzeba chronić człowieka przed nim samym. Można to powiedzieć prościej. Sarah Kane uczy nas, dlaczego potrzebny jest Bóg.") Kane była wychowana w wierze katolickiej, którą potem odrzuciła. Jej <em>ponad</em> było ideą Miłości. Miłości przemożnej, dotkliwej, bezwarunkowej i intensywnej - bo tylko taka może stanąć naprzeciw śmierci.</p>
<p>Wszystko co napisała jest afirmacją miłości. Wszystkie wulgaryzmy, wszystkie drastyczne opisy i wszystkie śmierci stworzonych przez nią bohaterów są afirmacją miłości i walką o wiarę w ideał. Nie mają oddawać rzeczywistości, nie mają mieć interwencyjnego charakteru - patrzcie i nawróćcie się. Nie. To tylko mówienie o potrzebie towarzyszenia udręczonym, bronienie sie przed stwierdzeniem <em>zakochałam się w osobie, która nie istnieje</em>. Wierzyłam w coś, co nie istnieje.</p>
<p>Nie nazwałabym tego nadwrażliwością na rzeczywistość. Raczej zawyżonymi wymaganiami stawianymi ludziom, a przede wszystkim sobie. I desperackim radykalizmem: albo miłość albo śmierć. <em>Only love can save me and love has destroyed me</em>. Kochaj mnie albo zabij mnie.<br />
<em></em></p>
<p><a title="Sarah Kane" href="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/3_1skane1.jpg"><img src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/03/3_1skane1.jpg" alt="Sarah Kane" /></a><br />
<em><br />
</em></p>
<p>Nie pragnęła śmierci, żaden samobójca jej nie pragnął. Ale nie umiała się uratować, zapomniała i przestała wierzyć mając 28 lat. Pozostawiła po sobie prośbę, żeby nie odwracać od tego wzroku. Żeby <strong>być</strong>, patrzeć, towarzyszyć. I często czuję, że miała w tym rację. Często myślę, że najważniejsza rzecz na świecie to trzymać kogoś za rękę, kiedy traci siły by istnieć.</p>
<p>Patrz jak znikam</p>
<p>Patrz</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalnie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=57</link>
<pubDate>Sun, 24 Feb 2008 13:34:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=57</guid>
<description><![CDATA[Zdawałoby się, że pisanie o seksie, byciu niegrzecznym, grzeszkach i zboczeniach to obnażanie pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zdawałoby się, że pisanie o seksie, byciu niegrzecznym, grzeszkach i zboczeniach to obnażanie prywatnych tajemnic. Ale to może być tylko taka zasłona dymna przed tym, co człowiek chowa naprawdę głęboko w duszy. Trzeba naprawdę głęboko oddychać, żeby to wyczuć. Tego typu najskrytsze porywy pozostają często na zawsze ukryte i znikają wraz z ich właścicielami. I nawet najbliżsi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co tak naprawdę kierowało w życiu ich przyjaciółmi, ich braćmi, rodzicami, siostrami, żonami, mężami, dziećmi (zwłaszcza dziećmi! przed własnymi rodzicami tajemnice chroni się najbardziej profesjonalnie).</p>
<p>Kierować życiem, mocne wyrażenie. Ale zgodne z moją wiarą w sprawczość naszych wyborów. A wybory wynikają z tego, kim jesteśmy. Czasem trzeba chronić i chować to co w nas najcenniejsze i najważniejsze, czasem praktycznie jest udawać skurwysyństwo. Ktoś uwierzy, że taka jestem? Tym lepiej, nie pozna moich delikatnych miejsc. A ja już będę wiedzieć, kto ze znajomych woli oceniać powierzchownie, kogo nie interesuje moja osoba tylko pozory.</p>
<p>Może właśnie dlatego, że te motywy pozostają całe życie ukryte, mają tak wielką moc. Może gdyby o nich opowiedzieć ludziom, wystawić na działanie światła codzienności - może wtedy nie byłyby już takie ważne? Myślę że tak właśnie by było. Bo inni ludzie nie umieliby zrozumieć tych niuansów czyjejś duszy. Prawdopodobnie nie sililiby się nawet na próbę docenienia wagi wydarzenia, jakim jest odkrywanie siebie. Więc po co?</p>
<p>Jeśli ktoś potrafi, może próbować półśrodków. Mówienia o sobie prawdy, dając jednocześnie do zrozumienia, że kłamie i koloryzuje. Albo mówienia kłamstw i fantazji, przez które przebija coś więcej.</p>
<p>Na przykład. W dzieciństwie, gdy nie mogłam zasnąć, wyobrażałam sobie jak kogoś torturuję. Kroję na kawałki jak pomidory, masakruję, parzę i przyglądam się, jak spływa krew. To mnie uspokajało.<br />
Nieładne prawda? Łatwiej mi mówić o tym, co nieładne. To mniej tajemnicze.</p>
<p>A teraz prawdziwy sekret.</p>
<p>Dyskretnie obserwowałam niewidomą idącą na cmentarz w dzień wszystkich świętych. Za ręce trzymała dwoje małych, kilkuletnich dzieci. I chociaż one pewnie nawet nie umiały jeszcze dobrze mówić, w pewien sposób prowadziły ją. A w tłume na cmentarzu łatwo się potknąć.<br />
Na półmetku kolegi w liceum zaskoczył mnie widok niewidomej dziewczyny, pijącej jak wszyscy tanie wino z gwinta. Była niezwykle ładna, przyciągała spojrzenia chłopaków i dziewczyn. A zwłaszcza moje. Długie, gęste włosy, staranny makijaż. Duże oczy. Chyba dobrze się bawiła. Tak jak wszyscy.</p>
<p>Zawsze chciałam przyjaźnić się z osobą newidomą. Niewidomi dają poczucie bliskości jakiegoś innego świata, świata bez jednego zmysłu, za to z innym sposobem wykorzystywania pozostałych. Chciałam spróbować poczuć jak to jest, gdy nie można podziwiać piękna oczami, gdy potrzebny, a przez to naturalny, jest bliższy kontakt. Chciałam móc porozmawiać o tym z kimś bardzo bliskim, kto by mi opisał swoje widzenie świata i nie wyśmiał moich pytań, i nie poczuł się nimi urażony. Widzenie, postrzeganie, wejrzenie. Oczyoczyoczy. Chciałam przyjaźnić się z kimś, kto by kładł rękę na mojej twarzy, aby przypomnieć sobie jej rysy. Kto by poszerzył moją percepcję, nauczył nowych rzeczy o ludziach. Komu ja mogłabym zaoferować siebie, swój świat. Kto by swoim dotykiem, oddechem, uchem, językiem, palcem, nosem i włosem uczył pamiętać:</p>
<p>myślę normalnie, jestem w stanie pracować, kochać, cieszyć się życiem.<br />
Jak wszyscy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Złodzieje mydelniczek]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Sat, 23 Feb 2008 19:25:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=56</guid>
<description><![CDATA[Mali, brudni złodzieje mydelniczek. Nic nie uszanują. Mam ich na sumieniu, ale się tym nie przejm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mali, brudni złodzieje mydelniczek. Nic nie uszanują. Mam ich na sumieniu, ale się tym nie przejmuję mocno. Można się oswoić. Chociaż błyska i grzmi. I błyska. Aż zielono w pokoju, tak strasznie. Tak strasznie pięknie.</p>
<p>Bo, no hey Jude, nie ma co nosić ciężaru świata na swoich ramionach. Paru sępiących o kasę jest już dla mnie rozpoznawalnych. Centralna, młody chłopak szwendający się po peronach w godzinach wieczornych. Wiecznie brakuje mu paru złotych do biletu do Piły. Po twarzy błąka się uśmiech. Czy to bezczelnośc, czy to desperacja. Nie, sory. Nie.</p>
<p>To łatwe, wszystko czego trzeba to miłość. Nocna, unosząca się na procentowych falach, rozbierająca kobiety przed ekranami laptopów. Rozbierająca mnie, pozwalająca wstydzić się świntuchom. Na zewnątrz szaleją dzikie żywioły i tak można kończyć książki, ale ja tańczę na łóżku, a jedynym widzem jest czyjaś wyobraźnia.</p>
<p>Kochana, otwórz oczy i patrz w koło, naokoło koło około koła. Patrz. W tym samym momencie, gdy ja skaczę po łóżku, dokładnie między trzecią a czwartą w nocy, w tej chwili powstają nowe religie, ktoś kogoś zabija, a pod Twoim domem gromadzą się nieszczęśliwi ludzie. Stają w kolejce po jedzenie i walczą ze wstydem. Albo z pobliskim napisem "alkohol 24h". Piję bo się wstydzę, a wstydzę się tego, że piję.</p>
<p>Nie piję, bo się nie wstydzę.</p>
<p>Szczęście to może być ciepła broń przy skroni. Te parę wdeptanych w ziemię monet nie zmieni niczego. Są takie nierealne miejsca w pobliżu, gdzie brodzi się po polach truskawek i modli o odwagę. Zachowanie spokoju to akt wiary. Ktoś bliski trzyma palec na spuście. Idę pozornie spokojnie, z parzącą moje myśli lufą przy skroni. Nawet nie zamykam oczu. Ufam, że przez to przejdziemy.</p>
<p>Co z tego, że nikt nie mówi o wietrznym uśmiechu, i porannym księżycu, i potrzebie dotyku. Wystarczy nie wywoływać wilków z ciemnych kątów. One już dawno oswojone, ale nigdy nie wiadomo, czy nie rozszarpałyby kogoś bezwstydnego. Oswojenie niesie ze sobą ryzyko łez. Tych, na których napuszczę moje oswojone wilczki. Zwykle, przy obiedzie mówię im tak: żerujcie na oszustach, tchórzach sprzedających swoich przyjaciół i perfidnych kłamcach. Dla takich nigdy nie zatańczę.</p>
<p>I nie mam ich na sumieniu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fałszywy krok]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/02/21/falszywy-krok/</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 22:06:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/02/21/falszywy-krok/</guid>
<description><![CDATA[Był małomówny. Nie miał wady wymowy, nie miał niefajnego głosu. Jego ojciec też niewiele mów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Był małomówny. Nie miał wady wymowy, nie miał niefajnego głosu. Jego ojciec też niewiele mówił. Jego dziadek oblał się w dzieciństwie wrzącym mlekiem, rany twarzy przez dłuższy czas utrudniały swobodne mówienie, zostały liczne blizny.</p>
<p>Nie dziedziczy się ran i blizn, tylko małomówność.</p>
<p>Przecinam żyłę. Patrzę jak wypływa miłość, lęk, wdzięczność, wstyd, poczucie winy. Plamią mi wszystko, przenikają kolejne warstwy codzienności, zostawiają ślady. Parę zbłąkanych w tej powodzi beztroskich radości próbuje ratować się ucieczką na suchy ląd, ale wszystkie toną. Powódź zalewa mi płuca, najważniejszy organ, w którym jest dusza. To dlatego nie palę - nie chcę jej zatruwać. I to dlatego w skrajnych momentach tracę oddech, jakby mi ktoś wypełnił płuca łzami. W takiej chwili można to tylko z siebie wykrztusić albo się udusić. Zepsute przewody łzowe. Zamiast wylewać co trudniejsze do strawienia rzeczy oczami, zalewam sobie nimi płuca. Nie umiem normalnie płakać. A wykrztuszenie tego z płuc wcale nie jest łatwe. Wszak dobre wychowanie nakazuje kasłać dyskretnie.</p>
<p>Wywalanie na wierzch własnej duszy to niewybaczalne faux pa.</p>
<p>Miałam ze trzy latka, gdy wykorzystując chwilową nieuwagę rodziców, wlałam sobie do buzi pół butelki trującego kleju. Rodzice po chwili zauważyli co się stało i zaczęli krzyczeć, żebym to natychmiast wypluła. A ja nie chciałam wypluć, mimo obrzydliwego smaku.<br />
Żeby nie pobrudzić dywanu.</p>
<p>To nie jest dobre wychowanie. To jest głębsza rodzinna przypadłość. Może jakiś mój przodek przeżył coś strasznego w związku z krztuszeniem się i pluciem. W myśl hellingerowskiej psychologii. Bo moje Ja to nie tylko wypracowane nawyki. To także rodzinny spadek.</p>
<p>Dziękuję rodzino inteligentnych, dumnych, wywyższających się ludzi, którzy cenią wiedzę, erudycję i dobre maniery bardziej niż swobodę bycia zwykłą, ale szczęśliwą osobą.</p>
<p>Która pozwala sobie czasem (o zgrozo!), bez wyrzutów sumienia splunąć.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Los]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=40</link>
<pubDate>Sat, 02 Feb 2008 21:34:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=40</guid>
<description><![CDATA[W Szczecinku koło Tesco ma do końca marca powstać myjnia. Dobry temat do dyskusji via net z miejs]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W Szczecinku koło Tesco ma do końca marca powstać myjnia. Dobry temat do dyskusji via net z miejscowymi ramolami. Sobotni wieczór a'la schizoidalne spotkanie przy wódce. Absurdalność, to jest słowo klucz. W tym przypadku to jest tylko nuda, ale patrzenie pod tym kątem pozwala także mierzyć się ze złem.</p>
<p><i>„...nie ma takiego absurdu, którego nie moglibyśmy w sposób naturalny przeżyć, a na mojej drodze, już teraz to wiem, czeka na mnie, niby jakaś nieunikniona pułapka, szczęście.”</i></p>
<p>Ten cytat to słowa człowieka, który przeżył obóz w czasie wojny. A potem napisał o tym książkę. I co wy na to panowie i panie egzystencjaliści?<br />
Dlatego zawsze trzeba się trzymać życia, zawsze mieć nadzieję. Wiem, na niektóre strachy nie ma odpowiednich słów, takie zdania to tylko nieistotne dźwięki czy litery. Nie wiem czasem co powiedzieć. Nie wiem, ale chyba potrzebuję.</p>
<p>Myślę, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile w nas drzemie sił. Ile jesteśmy w stanie z siebie wykrzesać. My, ja, Ty, nasi bliscy. Tu nie chodzi o sprawność fizyczną, tylko o szczerą chęć życia. Docenianie minut, godzin, dni. Pochylanie się nad każdym szczegółem, podnoszenie oczu na każdego człowieka i mobilizowanie się do walki o niego, o nas.<br />
Mój pradziadek dożył stu lat. Wychował się w sierocińcu, nigdy nie poznał swojego ojca, matkę widział raz w życiu (porzuciła go). Przeżył dwie wojny, całe życie ciężko pracował fizycznie. Nadużywał tytoniu i nie żałował sobie alkoholu. Miał gadającą papugę. Kochał życie. Nigdy nie spotkałam się z tak silnym uczuciem radości bycia, jak przy spotkaniu z nim.</p>
<p>Nic, żaden absurd, żadne zło nie jest w stanie przeciwstawić się czemuś takiemu. Decyduje to, jacy jesteśmy.</p>
<p>Czeka nas długie, szczęśliwe życie. Wiem to.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jedna dusza]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=39</link>
<pubDate>Fri, 01 Feb 2008 18:55:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=39</guid>
<description><![CDATA[Przyjaźń, miłość. Podziw, zazdrość, złość. Może to przez tak dużą skalę uczuć. Może ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przyjaźń, miłość. Podziw, zazdrość, złość. Może to przez tak dużą skalę uczuć. Może kiedy kontakt z kimś jest trudny, kiedy trzeba codziennie na nowo go sobie wyjaśniać - może to dlatego? Przez rok wyjaśniać, rok przekraczać odległość między "nienawidzisz mnie?" a "chcę się z Tobą przyjaźnić". Proste słowa czynią sprawy prostszymi.</p>
<p>Można myśleć sobie "tak miało być, wierzę że to co mnie spotyka ma sens". Można uważać, że uratowała nas szalona wiara w drugiego człowieka. Wiara w tą drugą stronę, niezależnie od tego w jakim kontekście zostałyśmy postawione.<br />
Wspominam te nieprzespane noce, to zakłopotanie gdy zostawili nas na woodstockowym polu sam na sam, to wspólne pogo na stole w Siekierezadzie i ten nocny telefon z osiemnastego lutego zeszłego roku. Tak, chciałyśmy tego i to nas uratowało dla siebie.<br />
Ciebie dla mnie i mnie dla Ciebie.</p>
<p>Przyjaźń, miłość. Podziw, złość, zazdrość. Może to przez konieczność bronienia nas. Może kiedy związek z kimś jest trudny, kiedy trzeba zmagać się z ludźmi rzucającymi kamienie do naszego ogródka - może to dlatego? Wyjasniać ciągle na nowo swoje stanowisko, być posądzaną o brak własnego zdania i szereg innych rzeczy w związku z nami.</p>
<p>A ja myślę: do diabła z ludźmi, którzy tak myślą. Którzy nie widzą we mnie świadomej siebie kobiety, wybierającej możliwość wymiany myśli, lęków, radości i miłości z kimś tak cudownym jak Ty.</p>
<p>Przyjaźń, miłość. Może to przez zgodność w podejściu do rzeczy najważniejszych. Może kiedy przyjaźń z kimś jest oparta na wielkiej potrzebie serc, na wspólnym uwielbieniu dla przepełnionych patosem opowieści o ludziach, na bezwarunkowej chęci pomagania sobie i na zgodnym śmianiu się z absurdalności rzeczy, którymi próbujemy nadać życiu jakiś sens - może to dlatego?</p>
<p>***</p>
<p>Może to dlatego nie wyobrażam sobie siebie bez Ciebie.</p>
<p>I nie umiem wyrazić ile mi pomogłaś, ile we mnie zmieniłaś przez ten rok. Ani opisać tych chwil, gdy rozmawiałyśmy po nocach, gdy w czerwcowym słońcu pisałam do Ciebie list, gdy siedziałyśmy na pomoście w Szczecinku i zaczarowałaś słowami całą rzeczywistość. Gdy szłyśmy o świcie ulicami Poznania, gdy mogłam być z Tobą na Powązkach. Chyba są jakieś granice esencjonalności?</p>
<p align="right">Magdzie Sz.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Beczka soli]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/31/beczka-soli/</link>
<pubDate>Thu, 31 Jan 2008 22:11:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/31/beczka-soli/</guid>
<description><![CDATA[Na pewno wiesz, że z bliskimi ludźmi bywa bardzo różnie. Czasem się kogoś lubi, chociaż się ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na pewno wiesz, że z bliskimi ludźmi bywa bardzo różnie. Czasem się kogoś lubi, chociaż się z nim człowiek nie widuje. Ba, można kogoś lubić nie znając go zupełnie. Można też kogoś bardzo nie lubić nie znając go. Nie lubić i na dodatek podejrzewać, że ta druga strona podziela to uczucie. I nawet w tym nielubieniu, wbrew woli obu stron, istnieje pewne niewypowiedziane porozumienie.</p>
<p>I wiesz że nie lubiłam Cię. Albo raczej – znielubiłam.</p>
<p> Wystarczy do tego jedna, wredna rzecz. Zazdrość. Coś co odczuwam jako nie moje, co jednak na dłuższą metę wgryza się perfidnie w umysł i ciało. Umysł mówi wtedy: ona jest fantastycznym człowiekiem, jest wszystkim czym ty nie jesteś. Ciało odmawia wtedy spokojnego snu, przyspiesza bicie serca, momentalnie rejestruje wszystko co może mieć choćby pozorny związek z nią, z Tobą. Jakby ktoś krzyczał na mnie ciągle, albo się wyśmiewał, albo gardził.</p>
<p>Zazdrość sprawia, że zaczynam podejrzewać u siebie paranoję. Jestem pewna, że zachowuję się i czuję nieracjonalnie, bezsensownie. Że wymyśliłam sobie ten problem, że nikt inny go nie dostrzega, bo on nie istnieje. Jestem pewna, że nikt o tym nie myśli. I o mnie też nie, bo skoro nie ma kontekstu, w którym na moje nieszczęście siebie widzę, to równie dobrze mogłabym nie istnieć.</p>
<p>Zazdrość. Myślę o Tobie, staram się przeniknąć Twoją osobę, ale nic o Tobie tak naprawdę nie wiem. Pozostają mi moje urojenia, moja wyobraźnia. Myślę o Tobie i jestem pewna, że Ty nigdy nie myślisz o mnie, że jesteś ponad to, że w ogóle Cię to nie obchodzi. Przecież jesteś taką świetną osobą, każdy to potwierdzi. Na pewno nie martwisz się, beztrosko cieszysz się tym co masz. Jesteś w moich oczach osobą szczęśliwą, olewającą to co wykracza poza Twoje szczęście. W tym mnie.</p>
<p>Ale myślę: czasem przeginasz, może jednak celowo mnie dręczysz? Może chcesz mnie jednak trochę kopać po kostkach? Może specjalnie wdeptujesz mnie w ziemię? Jeśli tak, to nie będę tego spokojnie znosić. Zaczynam być ciągle wkurzona na Ciebie.</p>
<p>Jesteś bezczelną, pozbawioną empatii osobą. Na dodatek doskonałą w najgorszym tego słowa znaczeniu.</p>
<p>Taki mam obraz Ciebie, gdy pierwszy raz zaczynam rozmowę.</p>
<p>***</p>
<p><br><br><br><br />
Można, tak właśnie – zazdrościć komuś tego kim jest, a nie tego co ma. Zazdrościć komuś jego „być”,  zamiast jego „mieć”. A to znacznie gorsze uczucie, o wiele trudniejsze do przezwyciężenia.</p>
<p>I można doświadczyć czegoś tak niezwykłego i cudownego – być nastawionym na konfrontację z nieprzyjacielem, ale rozbić wszystkie naszykowane na tę okazję złe emocje o mur porozumienia, życzliwości i dobrej woli. Z jednej i drugiej strony.</p>
<p>Znaleźć w sobie dobre emocje.</p>
<p>I gdy nagle rodzi się w takich warunkach przyjaźń, to jest to jeszcze wspanialsze, bo właśnie z przyjacielem można dzielić to „być” i cieszyć się tym wspólnie.</p>
<p>Z tej historii biorę dla siebie co się da dobrego. Naukę o oczyszczającej konfrontacji z demonami. Albo o zniekształconym patrzeniu na ludzi, spowodowanym silnymi emocjami. I o tym, że dobro i przyjaźń może czaić się na mnie wszędzie, nawet w tych najbardziej nieprawdopodobnych zdarzeniach i momentach.<br />
A tak najbardziej, to chciałam napisać</p>
<p>dziękuję Ci za to kim jesteś.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
