<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>postimprezizm &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/postimprezizm/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "postimprezizm"</description>
	<pubDate>Wed, 08 Oct 2008 00:56:03 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wyrafinowanie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=241</link>
<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 11:19:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/09/12/wyrafinowanie/</guid>
<description><![CDATA[Kiedyś kochałam Cię bardziej - jeszcze jakieś dwadzieścia minut temu. Kiedyś tam, a więc nigd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedyś kochałam Cię bardziej - jeszcze jakieś dwadzieścia minut temu. Kiedyś tam, a więc nigdy. Tak inspirująco, że aż krople deszczu na liściach były piękne, i tak szczerze, że chciałam ogrzać sobą Twoje nagie stopy.<br />
Poza tą chwilą słabości teatralnie jebie mnie to... I Ty wiesz o tym.</p>
<p>A jednak. Analizuję dalej.</p>
<p>Myślisz, że można to wyleczyć chemicznie. Teraz Ciebie już nie ma, mogę zdjąć wszystkie maski. I tak mi dobrze, tak bezwstydnie dobrze! Choć nic nie było tak, jak mogłabym się spodziewać. A jeśli ktoś miałby się z tym czuć źle, to zawsze jest bezpieczność czasu i odległości. I Twojego braku wiary Miłości. Nie czuję się źle, i to jest kwestia wiary - nie chemii.</p>
<p>Ja mocno wierzę, że ludzie są dobrzy. Są dobrzy, bo pragną miłości i kochają. Miłość to największa z sił, które kierują ludźmi.</p>
<p>Po co przekładać na słowa więcej? Iluzja <em>jebie mnie to</em> dzięki konsekwencji może stać się czymś ważnym, realnym. Mogę konsekwentnie żyć bez tej miłości. Teatralnie wytnę Cię ze zdjęć, ostentacyjnie nic o Tobie nikomu nie powiem.<br />
Powstrzymam się od mocnych uczuć, zracjonalizuję pozostawione konteksty.</p>
<p>Mam też głupią nadzieję (wiarę?)<br />
– do zobaczenia.</p>
<p>***</p>
<p>Piosenka - bo tak - i dlatego, że pani Patti Smith nosiła koszule w ramach lansu. I jest zajebista.</p>
<p style="text-align:center;"><em>Patti Smith - Because The Night</em></p>
<p style="text-align:center;"><em><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/0brHGJ6xqbk'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/0brHGJ6xqbk&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Take me now baby here as I am<br />
Pull me close, try and understand<br />
Desire is hunger is the fire I breathe<br />
Love is a banquet on which we feed</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Come on now try and understand<br />
The way I feel when I'm in your hands<br />
Take my hand come undercover<br />
They can't hurt you now,<br />
Can't hurt you now, can't hurt you now<br />
Because the night belongs to lovers<br />
Because the night belongs to lust<br />
Because the night belongs to lovers<br />
Because the night belongs to us</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Have I doubt when Im alone<br />
Love is a ring, the telephone<br />
Love is an angel disguised as lust<br />
Here in our bed until the morning comes<br />
Come on now try and understand<br />
The way I feel under your command<br />
Take my hand as the sun descends<br />
They can't touch you now,<br />
Can't touch you now, can't touch you now<br />
Because the night belongs to lovers ...</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>With love we sleep<br />
With doubt the vicious circle<br />
Turn and burns<br />
Without you I cannot live<br />
Forgive, the yearning burning<br />
I believe it's time, too real to feel<br />
So touch me now, touch me now, touch me now<br />
Because the night belongs to lovers ...</em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Because tonight there are two lovers<br />
If we believe in the night we trust<br />
Because tonight there are two lovers ...</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Summer kisses winter tears]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=235</link>
<pubDate>Sat, 06 Sep 2008 20:18:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/09/06/summer-kisses-winter-tears/</guid>
<description><![CDATA[ 
Przed wieczorem świat blednie i matowieje. Mijają mnie drzewa, latarnie, pola, domy. Niewymagaj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"> </p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">Przed wieczorem świat blednie i matowieje. Mijają mnie drzewa, latarnie, pola, domy. Niewymagająca chwila przeznaczona tylko i wyłącznie po to, by rosło napięcie.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">Wyruszyłam w podróż, nigdy nie wrócę do domu. Dom się zmienia pod nieobecność, a ja coraz sprawniej zmieniam miejsca. Wyglądam przy tym dobrze. A potem.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"> </p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">Surrealistyczne zabawy, nowe miejsca. Przybiegł wieczór, przyprowadził ze sobą noc pełną wrażeń. Leżałam nad ranem w nieswoim łóżku i gdy zostałam sama, w pokoju zrobiło się duszno - paradoksalnie. Teraz wszystko do mnie wraca, spragnione, wędzone, zamglone. Nie opieram się, nie ten dzień, nie ma po co i o co. Czy to ja tak ładnie sobie pościeliłam?</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"> </p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">Nawet trochę bojowo, pozytywnie, makabrycznie. Jedna róża za każde złamane żebro. Kto jeszcze daje kwiaty w ogóle? Kto jeszcze nie słodzi kawy na tym zepsutym świecie? Nie chcesz robić nikomu kłopotu? Ha!</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"> </p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">Nie wpadam już nawet w cynizm, mówię wprost. Wystarczy przeczytać.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"> </p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;">O nic się nie martwię - paradoksalnie.</p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="margin:0;"><span style="font-size:x-small;font-family:Times New Roman;"> </span></p>
<p class="Tekstwstpniesformatowany" style="text-align:right;margin:0;" align="right"><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;">Happy hours, lonely years<br />
But I guess I can't complain<br />
For I still recall the Summer sun</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Najlepsze miesiące to lipiec, lipiec i lipiec]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=172</link>
<pubDate>Thu, 03 Jul 2008 14:45:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/07/03/najlepsze-miesiace-to-lipiec-lipiec-i-lipiec/</guid>
<description><![CDATA[Czy ja się sycę dyszącą wokół energią, czy miasto - to miasto - wsysa mnie i moje wytarte do ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoPlainText"><span style="font-family:&#34;">Czy ja się sycę dyszącą wokół energią, czy miasto - to miasto - wsysa mnie i moje wytarte do zakochania schematy? Niejedno jest pewne, a niejednym z wielu pewnych jest to, że zmiana warunków życia ułatwia zmianę przyzwyczajeń i nawyków. A jak wiadomo przyzwyczajenie drugą naturą, charakter zaś rodzi się z wypracowanych nawyków. I to wszystko w zasięgu moich zeskorupiałych skromnością możliwości.</p>
<p>Odczuwam atrakcyjność dorosłości dzięki tutejszemu klimatowi. To jest miasto dorosłych, wymagające i przez to mocno satysfakcjonujące. I jest to miasto bardzo serio, poza znaną mi z rodzinnych stron atmosferą lenistwa, pozorów i zastanowień, hibernacji i bierności zakamuflowanej powodami. Tutaj jest decydujesz się czy nie, może pani mieć tę pracę od poniedziałku, po południu będziesz miała to i to - o ile teraz zadzwonisz. Decyduj się. Ty, ty pozbawiony psychopatyczności w interesach nowicjuszu. Dorośnij. Dorośnij na swój sposób, ale zrób to. Nawet jeśli wymaga to słów HR, reaserch albo memo.</p>
<p>Jest też magia, bo magia jest wszędzie. Na boisku do piłki nożnej, na polu ziemniaków, na leśnej polanie, w Mozarcie na cztery pijane ręce, w torcie urodzinowym na podłodze, w czołowych pocałunkach i w zajezdni metra - którego to metra nie chcąc polubię. Póki co tylko wykorzystuję.</p>
<p>Wjeżdżam nocą na ostatnią stację i obejmuję wzrokiem zgubione i pozostawione przez pasażerów rzeczy. Gazeta, błyszcząca spinka do włosów, służbowe uśmiechy, formalność wyglądu i zdenerwowania przedspotkaniowe. Spotkajmy się na metrze pada tu i tam nieustannie.</p>
<p>Spotykam, bywam, rozmawiam, kupuję, piję, odpoczywam. Myślę sporo o mechanizmach<span> </span>potrzebnych Zinker'a i delikatnie żegnam się z bogami bierności.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bumelanctwo]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=122</link>
<pubDate>Tue, 13 May 2008 20:39:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/05/13/bumelanctwo/</guid>
<description><![CDATA[Co za zwyczaj! Chodzić na poranne przedstawienia teatralne i objadać się słodyczami, ciastami, o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Co za zwyczaj! Chodzić na poranne przedstawienia teatralne i objadać się słodyczami, ciastami, ociekającymi słodkością owocami. Takie na przykład wydrążone jabłko, kipiące rozgrzanym, płynnym cukrem. Upieczone rzecz jasna. Mniam.<br />
Co oczywiśnie tutaj nie jest możliwe. Nie ma porannych przedstawień teatralnych.<br />
Nie ma objadania się w teatrach.</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-full wp-image-123 aligncenter" src="http://rzeczywisnie.wordpress.com/files/2008/05/787485.jpg" alt="" width="400" height="204" /></p>
<p>Chrzanić takie miasteczko - rzekła wkurzona deczko. Tak śpiewa Czesław Śpiewa. W delikatnym nastroju najlepiej mi się słucha panów melancholików, którzy są nimi, bo "smutne jest ciekawsze niż bezmyślnie wesołe" (<em>zbudziłam się nie było źle i jajecznicaaaaa</em>). Nie moje słowa, tylko poety z Lublina.<br />
Bo to by było niedelikatne.</p>
<p>Tym razem wiedziałam, kto zabił. To nie było takie trudne, aktor wszystko zaaranżował. Może jednak jestem inteligentna? Kilkugodzinne badanie tegoż ważnego wskaźnika nie zawierało niestety tego rodzaju zagadek. Najlepiej mi szło liczenie klocków i pytania z przystosowania do życia z ludźmi. (Ha! I gdzie są problemy adaptacyjne pani lekarz?) Przy zadaniach "głupszych", ze względu na ból głowy i światłoczułość oczywiśnie, wyrwało mi się parę słów z nadwagą, na tyle ciężkich, że pani testerka była zmuszona pominąć je w notatkach dotyczących mojego zachowania przy badaniu.<br />
Jesteś git i wcale nie musisz się zmieniać.</p>
<p>Głowa boli. Oczywiście, że masz rację. Życie pełne jest udręki. Przyjemnie tego słuchać. Przez noc zaszła jakaś dehydratacja, pierwszy łyk soku pomarańczowego jest w takich warunkach jak pierwszy oddech po podtopieniu. Podtopiłam się w nocy. Tłem był akuratny koncert i Nosferatu, aktorami przypadkowi, miasteczkoakademiccy studenci i pani w monoplowym, bezprzykładnie łajająca swoją klientelę słowami</p>
<p style="padding-left:30px;">Dlaczego wy nigdy nie mówicie pełnymi zdaniami???</p>
<p>Brawo dla tej pani, może nauczy czegoś bumelantów.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Lat dwadzieścia]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Sat, 12 Apr 2008 15:42:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/04/12/lat-dwadziescia/</guid>
<description><![CDATA[Obudziłem cię? Telefon. Kurde, wróciłam do domu przed czwartą. Impreza? No tak, dzisiaj będę ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Obudziłem cię? Telefon. Kurde, wróciłam do domu przed czwartą. Impreza? No tak, dzisiaj będę już grzeczniejsza. O której tam idziemy? Do zobaczenia.</p>
<p>Łazienka, woda na twarz. Pranie, bo czysta została już tylko różowa bielizna. Net nie działa. Komp się zawiesił. Empecza nie chce się włączyć. Made in china, wiadomo. Imperialistyczne świnie łamiące prawa człowieka. I deszcz zaczął padać. Leżę, analizuję wczorajszy dzień i fakt, że mój tryb życia niektórych dziwi.</p>
<p>To, że czuję wielką potrzebę bycia z ludźmi. (<em>Call me up before your dead, we can make some plans instead</em>) To, że można jednego dnia spotkać się z kilkoma osobami, obejść całe Powązki i cmentarz ewangelicki (najpierw dookoła, potem wszystkie alejki w środku), okrążyć parę razy plac Wilsona, zwiedzić wszystkie wyglądające przyzwoicie puby w poszukiwaniu wolnego miejsca i wracać późną nocą autobusem wypełnionym podobnymi sobie ludźmi - z oczami przyćmionymi dymem, alkoholem i początkiem weekendu.</p>
<p>Średnio inspirujące. Chyba jednak.</p>
<p>Ostatnio znowu obudziłam się w ubraniu. Ostatnio znowu piłam piwo. Ostatnio znowu musiałam przygotować się na rozczarowanie, stłumić napędzające mnie do życia porywy serca. Pozostawiać niedomówienia, o które się teraz potykam. (<em>do it for the living and do it for the dead   do it for the monsters under your bed</em>)</p>
<p>Jestem niedojrzała. Raczej na pewno.</p>
<p>Moja najlepsza Przyjaciółka kupiła sobie ogromnego, dojrzałego arbuza. Pytam po co jej aż tyle, bo chyba nie da rady tego zjeść. A ona mówi mi chcę go, bardzo lubię arbuzy, bardzo lubię Dużo. (<em>life is a highway and I'm gonna ride it </em>) Bardzo podziwiam.</p>
<p>Obudziłem cię?<br />
Nie tak nie wiem.</p>
<p><em>Boję się, boję snów<br />
I wiosny i jej bzów!<br />
Jak to było? Jak to było?<br />
Że tak nam łatwo było żyć?<br />
Jak to było? Nie, nie było!<br />
Nie, wcale tak nie mogło być! </em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dziecięce rymowanki innego lata]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=86</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 18:58:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/03/26/dzieciece-rymowanki-innego-lata/</guid>
<description><![CDATA[.
     To nie spojrzenie woła ciebie, to ty nawołujesz spojrzeniem
Zanurkowałam na samo dno źren]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="right"><font color="#ffffff">.</font></div>
<div align="right"><i>     To nie spojrzenie woła ciebie, to ty nawołujesz spojrzeniem<br />
Zanurkowałam na samo dno źrenic i poznałam smak twojej rzęsy</i></div>
<p><font color="#ffffff">.</font></p>
<p>Jest letnie popołudnie. Za oknem świeci słońce i słowik to, a nie skowronek dogorywa. Ktoś chce już iść, bo dzień się wspina raźnie na ulicy Żytniej szczyty. Odwracam zegary, nie odbieram telefonów. Koncentruję się na priorytetach. Na odczuwaniu, na patrzeniu. Na marzeniu. I na słuchaniu - w dalszej kolejności. Ciebie, o Tobie, dla Ciebie.</p>
<p>Podaję filiżankę w służbie miłości. Kawa jest dobra, filiżanka ulubiona. Nawet unoszący się w powietrzu rak nie psuje mi tego. Spijam, smakuję ten obraz: kobieta na krześle, przy parapecie. Niech mówią co chcą, ale umiejętność siedzenia w tym wypadku opanowana jest do perfekcji.</p>
<p>Ty na górze, ja na dole. Robimy to z widelcem, ale przy wpychaniu kłuje. Udaje się nam wreszcie z łyżką, z driady Nicolette tryska na Twój biust wino. Do czego to (wino) doszło!</p>
<p>Srożą się opowieści o facetach i człowieku-lolu-agresorze (przed tymi ostatnimi chowam się z nieopanowanego śmiecho-strachu pod kołdrę). Wskazówki zegarów przyspieszają, ubywa makowca i zaczynam kreślić na podłodze przykazania. Pierwsze: nie unikaj seksu. Ale od przykazań są wyjątki. Przykład. Facet, który robił to naćpany, przez kilka dni, z kobietą znalezioną w rowie. Unikać. Ciepła, piękna, utalentowana, wrażliwa kobieta, śpiąca na łóżku tuż obok. Nie unikać.<br />
Tylko że wbrew pozorom ta druga opcja wymaga o wiele większej ostrożności, spokoju, opanowania. Więcej mądrości. Więcej.</p>
<p>Zamykam oczy, bo Ci ufam. Bo pachniesz sobą, bo mówisz o swoich paranojach i śmiejesz się z mimowolnych świństw. Bo starasz się. Bo już tworzymy coś pomiędzy, już narzucamy słowom, gestom, piosenkom własne znaczenia. Bo czuję się dobrze w tym momencie. Bo kocham piękno i serdeczność. I chcę je mieć jak najbliżej siebie.</p>
<p>Za oknem letnie słońce i zimowa śnieżyca. A wiosna kiełkuje w okolicach mostka, w niebieskich tęczówkach i włosach zmieniających orientację. Czuwałam nad filozofią tych zjawisk całą noc. Teraz owijam i balsamuję się Twoją obecnością.</p>
<p>Goszczenie przyjezdnych to dla mnie Pestka. I to ja dziękuję.</p>
<div align="right">dla <font color="#cc0033">M</font>. :"*</div>
<div align="right"><font color="#ffffff">.</font></div>
<div align="right"></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Złodzieje mydelniczek]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=56</link>
<pubDate>Sat, 23 Feb 2008 19:25:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/02/23/zlodzieje-mydelniczek/</guid>
<description><![CDATA[Mali, brudni złodzieje mydelniczek. Nic nie uszanują. Mam ich na sumieniu, ale się tym nie przejm]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Mali, brudni złodzieje mydelniczek. Nic nie uszanują. Mam ich na sumieniu, ale się tym nie przejmuję mocno. Można się oswoić. Chociaż błyska i grzmi. I błyska. Aż zielono w pokoju, tak strasznie. Tak strasznie pięknie.</p>
<p>Bo, no hey Jude, nie ma co nosić ciężaru świata na swoich ramionach. Paru sępiących o kasę jest już dla mnie rozpoznawalnych. Centralna, młody chłopak szwendający się po peronach w godzinach wieczornych. Wiecznie brakuje mu paru złotych do biletu do Piły. Po twarzy błąka się uśmiech. Czy to bezczelnośc, czy to desperacja. Nie, sory. Nie.</p>
<p>To łatwe, wszystko czego trzeba to miłość. Nocna, unosząca się na procentowych falach, rozbierająca kobiety przed ekranami laptopów. Rozbierająca mnie, pozwalająca wstydzić się świntuchom. Na zewnątrz szaleją dzikie żywioły i tak można kończyć książki, ale ja tańczę na łóżku, a jedynym widzem jest czyjaś wyobraźnia.</p>
<p>Kochana, otwórz oczy i patrz w koło, naokoło koło około koła. Patrz. W tym samym momencie, gdy ja skaczę po łóżku, dokładnie między trzecią a czwartą w nocy, w tej chwili powstają nowe religie, ktoś kogoś zabija, a pod Twoim domem gromadzą się nieszczęśliwi ludzie. Stają w kolejce po jedzenie i walczą ze wstydem. Albo z pobliskim napisem "alkohol 24h". Piję bo się wstydzę, a wstydzę się tego, że piję.</p>
<p>Nie piję, bo się nie wstydzę.</p>
<p>Szczęście to może być ciepła broń przy skroni. Te parę wdeptanych w ziemię monet nie zmieni niczego. Są takie nierealne miejsca w pobliżu, gdzie brodzi się po polach truskawek i modli o odwagę. Zachowanie spokoju to akt wiary. Ktoś bliski trzyma palec na spuście. Idę pozornie spokojnie, z parzącą moje myśli lufą przy skroni. Nawet nie zamykam oczu. Ufam, że przez to przejdziemy.</p>
<p>Co z tego, że nikt nie mówi o wietrznym uśmiechu, i porannym księżycu, i potrzebie dotyku. Wystarczy nie wywoływać wilków z ciemnych kątów. One już dawno oswojone, ale nigdy nie wiadomo, czy nie rozszarpałyby kogoś bezwstydnego. Oswojenie niesie ze sobą ryzyko łez. Tych, na których napuszczę moje oswojone wilczki. Zwykle, przy obiedzie mówię im tak: żerujcie na oszustach, tchórzach sprzedających swoich przyjaciół i perfidnych kłamcach. Dla takich nigdy nie zatańczę.</p>
<p>I nie mam ich na sumieniu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spokojnie tu, spokojnie tam]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=53</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 18:05:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/02/21/spokojnie-tu-spokojnie-tam/</guid>
<description><![CDATA[Wake up, Julia&#8230;
Otwieram oczy, zastanawiam się czemu patrzę z tak dziwnego kąta. Mam przed ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wake up, Julia...<br />
Otwieram oczy, zastanawiam się czemu patrzę z tak dziwnego kąta. Mam przed sobą niebieskie światło. Ale chyba żyję. No tak, przysnęłam przy kompie. Spojrzenie na zegar, potem na okno. Prawie siódma rano, oszfak. Idę spać. Chociaż pod krzywym dachem lepiej widać świat.</p>
<p>Jest jeszcze trochę spraw, które wykraczją poza ten cały matrix. Które potrafią sprawić, że wstanę rano i na przykład wsiądę do pociągu Gałczyński, w przepełniony ludźmi i dusznością zaspany dzień. Żeby poczuć bliskość, żeby powiedzieć "znowu Poznań". Żeby wspólnie przejechać się tramwajem 28, spacerować po kocich łbach i przysypiać w klimatycznym, niszowym kinie Malta. A nocą śmiać się do bólu z gimnazjalistycznych obaw (umrę!!! nie umrzesz!) i wpychanych do wszystkiego koni. Cieszyć się nawet zbyt krótką kołdrą, która pozostawia nagie stopy perwersyjnie odkryte, ale jednocześnie zmusza do tulenia się.<br />
Koń niejedno ma imię.</p>
<p>Coś mnie boli. Wydaje mi się, że pękło mi jakieś naczynko w oku. O trzeciej zapalam światło, staję przed lustrem. Nie, to tylko kolejna godzina przed ekranem. Czerwone oczy, jak Voldemort. Taki trochę tani chwyt, zniechęcający do jakiegoś bohatera. Masz czerwone oczy - jesteś zły. Ja bym wygląd antybohatera zostawiła w spokoju. To co w istocie rzeczy niefajne, z zewnątrz jest bardzo często niezwykle atrakcyjne. Jednak celowe zbijanie luster, żeby na siebie nie patrzeć, to niezdrowy objaw. Może stąd ten przesąd. Znowu się zdenerwowałam.</p>
<p>Coś na uspokojenie zapijać kawą, to jest dopiero paradoks.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przetwarzanie danych osobowych]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=49</link>
<pubDate>Tue, 12 Feb 2008 21:12:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/02/12/przetwarzanie-danych-osobowych/</guid>
<description><![CDATA[Czy budzimy się zupełnie sami
W godzinę kiedy wszystko w nas
Jest czułością i czystymi łzami
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="right"><i>Czy budzimy się zupełnie sami</i><br />
<i>W godzinę kiedy wszystko w nas</i><br />
<i>Jest czułością i czystymi łzami</i></div>
<p>Dzisiaj jest nadwrażliwie. Pościel jest cudownie miękka i niezwykle ciepła, szum laptopa wyraźniejszy niż zwykle, a słowa o rzeczach istotnych wygniatają mi ślady na powierzchni duszy. I robi się duszno. Nie zakładam stanika, nie maluję się. Ostrożnie odsuwam się od twardych ścian, na palcach przemierzam przestrzenie między łazienką, lodówką i łóżkiem. Nie odsłaniam okien.</p>
<p>Jestem delikatna dzisiaj, dzisiaj jestem wydrążona. W środku jestem połową człowieka, tą zgadzającą się na wszystko. Tą, która nie umie płynąć pod prąd. Która przejmuje się każdym drganiem mięśni otaczających ludzi, która uśmiecha się do obcych, aby dodać im odwagi i która chodzi bez celu po zatłoczonych chodnikach.</p>
<p>Myślę o "Słonecznikach", o ognisku, o bezdomnej na przystanku. O dziewczynie szukającej Dickensa na sklepowej półce. O tym, jak znikać i się pojawiać. I jak napisać curriculum vitae.</p>
<p>Teraz będę kłamała. Nazywam się Julia. Mieszkam tutaj. Studiuję politologię. Mam w chuj wysoką kulturę osobistą. Umiem parzyć kawę i głaskać koty. Moje doświadczenie zawodowe to praca na czarno i przy kampaniach wyborczych, co na jedno wychodzi. Moje umiejętności to biegła obsługa komputera w połączeniu z pisaniem bzdur ku uciesze nołlajfów. Moje zainteresowania to literatura, podróżowanie, muzyka rockowa i rysowanie Obcych. Drzew. Potworów. Ludzi. Co na jedno wychodzi. Aha i nie mam chorób wenerycznych.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Piosenka tygodnia w Radiu Maryja]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/?p=48</link>
<pubDate>Tue, 12 Feb 2008 18:24:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/02/12/piosenka-tygodnia-w-radiu-maryja/</guid>
<description><![CDATA[To był bardzo płodny weekend. Licząc od czwartku do poniedziałku. Zaczęłam od porządków i wy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>To był bardzo <b>płodny</b> weekend. Licząc od czwartku do poniedziałku. Zaczęłam od porządków i wyrzuciłam wszystkich kochanków z szafy. Trochę protestowali na moją rozrzutność, ale to nie jest rozrzutność. To konsekwencja. Jak się zmieniać, to się zmieniać.</p>
<p>Potem scrabble z kawą. Na żywo, z żywymi ludźmi, siedzącymi na odległość ręki. Przy dobrej muzyce. No i czemu to nie jest jeszcze normą? To nie było takie bardzo trudne.</p>
<p>Śmianie się głośne też jest łatwiejsze, niż zawsze myślałam. Ogólnie to poza płodnością, było też bardzo brutalnie. Zabiłam paproch, który nie był pająkiem. Na filmie zastrzelili kota. Owieczka testowała nowe funkcje swojego Mata (uderz z łokcia w brzuch - zaśmieje się spazmatycznie, usiądź z wyskoku na brzuchu - zacznie płakać, że jego płody będą martwe). Zmutowani, wyleczeni z raka ludzie też chcieli wszystkich pozabijać i chowali się przed Słońcem. Za mało Słońca źle działa na ludzi. To było smutne trochę. Może nie tak bardzo, jak miażdżenie ptaszków klatką - ciągle mam tę scenę przed oczami - ale.</p>
<p>Życie jest jednak cudowne i to nie jest żadne oszustwo. Może trzeba obsesji, żeby robić rzeczy niezwykłe, ale to mnie zupełnie nie pociąga. Najwięcej piękna jest w codzienności, w leżeniu na łóżku z przyjaciółmi, w wyznawaniu <b>miłości do nieprzytomności</b>. W obracaniu normalności w absurd, a absurd w krok do sensu życia.</p>
<p>Jeszcze wczoraj w nocy idąc do łazienki trafiłam do kuchni (sztorm na statku). I uważałam, że rosyjska kastracja to dobry pomysł na zakończenie Harrego Pottera. A potem zasnęłam spokojnie jak nigdy, po zjedzeniu czipsów o smaku pizzy i zapiciu wódką o smaku coli. Bo wódka nie była z <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=GlwPVM-Rtos" target="_blank">Islandii</a>, tylko ze sklepu za rogiem. So, thx you sklepiku za rogiem.<br />
Na śniadanie kotlety i placki ziemniaczane z dostawą do łóżka, i wspólne śmianie się do utraty zmysłów, i rzucanie się poduszkami. Popsuła się moja miękka ściana i zmieniałam pościel, ponieważ urządziliśmy sobie szwedzkie łóżko. Ale to nic, gibanie się na do widzenia było jak najbardziej szczere.</p>
<p>No i wychodzi na to, że naprawdę kocham. <i>Ech ty życie łez mych winne, nie zamienię cię na inne.</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anything you want, you got it. Anything you need...]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/02/05/anything-you-want-you-got-it-anything-you-need/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 00:04:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/02/05/anything-you-want-you-got-it-anything-you-need/</guid>
<description><![CDATA[Kawa z cynamonem, herbata cynamownowa. Brakowało tylko piwa i rock&#8217;n'rolla. I silnych, męski]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kawa z cynamonem, herbata cynamownowa. Brakowało tylko piwa i rock'n'rolla. I silnych, męskich ramion unoszących do góry łiiiiiiiii, żeby po chwili z rozmachem mną zakręcić heeeeeeej.<br />
A właściwie, jak się tak zastanowić, to wczorajszej nocy niczego nie brakowało.</p>
<p>Najpierw w Kwadracie aromatyczna kawa przy metallicznych dźwiękach. No i oczywiśnie rozmowa. Rozmowa o facetach życia, którzy potem albo przedtem zdradzają, których się zdradza, których kochanka mówi, że jest jej przykro. Facetach o statusie nie_wiadomo_czy_ma_dziewczynę flirtujących bez mrugnięcia okiem z grzecznymi dziewczynkami. I o dziewczynie, która dowiedziała się, że jest w ciąży w piątym miesiącu.<br />
Innymi słowy spotkanie czterech pięknych, niesamowicie inteligentynych, dowcipnych, oczytanych, odnoszących sukcesy wolnych kobiet. Przy kawie. Trochę gorzkiej.</p>
<p>Potem herbatka z wiekowymi ludźmi, nudy na pudy. Atmosferę ożywiło nieco zamówienie mleka. Mleko? Ale naprawdę chce pan mleka? Przecież nie ma go w karcie. Czy dobrze zrozumiałem, przyszedł pan nocą do pubu i zamówił właśnie mleko? Ale ma być podgrzane? Nie? Takie zwykłe mleko? Melko? W jakiej szklance?<br />
Właściciel po ectasy. Ale zamówienie przyjął. Zaraz po podaniu niewinnego grzanego piwa (daję wam niewinnego grzańca, kapujecie - bez wina, hahaha).</p>
<p>Jedni do kościoła i na wódkę, z czystym sumieniem. Inni poprzestali na wódce. A ja niewinnie. Ja nie, winnie. W Graffiti, na rock'nrollowej imprezie. Ja tak półrzytomnie (chociaż w pełni świadomie), wylewając za kołnierz wkurwu niegdysiejszego troszkę, przyprawiając humor tym ciągnącym się przez dziurę w zębie aromatem cynamonu zmieszanym z piwem. I dając się ponieść muzyce i co ciekawszym tancerzom. Oddając się. Nie można zawsze prowadzić.</p>
<p>Było kilku, ale w końcu spojrzał na mnie parkietowy Dany Zuko. Wyciągnął rękę.<br />
No i przekręciliśmy się w tą samą stronę! A on, zamiast udawać, że nic się nie stało, wykrzyknął - <b>Jesteś leworęczna! Jeszcze nigdy nie tańczyłem z leworęczną dziewczyną!</b></p>
<p>A ponieważ już kręciliśmy się dalej heeeeeeeej, już przeciągał mnie po podłodze pod swoimi nogami szuuuuuuu, już łapaliśmy resztki powietrza z rozdygotanej dźwiękami koncertu sali, między tysięcznym a tysięcznym pierwszym piruetem odkrzyknęłam - co mówiłeś?!?</p>
<p>Po dwóch piosenkach, po kolejnych wygibasach, niemożliwych skrętach tułowia, po mojej dłoni na jego ramieniu, po nie spuszczaniu z siebie oczu, po jego brzuchu między moimi nogami... kiedy łapiąc spazmatycznie oddech stanęliśmy na przeciwko siebie i znowu wyciągnął w moją stronę rękę, uznałam, że może czas się przedstawić. Tylko, że znowu zagrała muzyka i nie było miejsca na rozmowy. <i>I love you, I love you, I love you - what's your name?</i></p>
<p>Waldek - niefajnie bo mnie prześladowali tekstem "panie Waldku pan się nie boi". Spoko, ja ubiłam tuzin ludzi po zlekceważeniu mojej groźby użycia siły za kretyńskie "Juliaaaa, a gdzie jest Twój Romeo?" Hyhy. To tutaj.</p>
<p>Po pożegnaniu pod moim domem zaczęłam analizować tą noc. Kiedy i gdzie to się stało? Kiedy wypowiedziałam zaklęcie przywołujące normalnego, przystojnego, świetnie tańczącego, starszego, nieogolonego, inteligentnego, jeżdżącego stopem faceta? Gdzie?</p>
<p>Tak, to było w kawiarni. Wypowiedziałam je nie zdając sobie sprawy z tego co robię, w wirze babskich obrzędów okołofacetowych, między jedną inkantacją <i>nie ma normalnych facetów</i> a drugą. Powiedziałam to, powiedziałam w oczy swoim przyjaciółkom, powiedziałam z przekonaniem, powiedziałam mocnym głosem zaklęcie:</p>
<p>nie potrzebuję teraz faceta, w ogóle mnie to obecnie nie interesuje, mam dość, przestałam o tym myśleć.</p>
<p>Niech żyje rock'n'roll!!!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O prawdzie i niedoborze mrozu]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/22/o-prawdzie-i-niedoborze-mrozu/</link>
<pubDate>Tue, 22 Jan 2008 19:43:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/01/22/o-prawdzie-i-niedoborze-mrozu/</guid>
<description><![CDATA[Teraz będę kłamała. Nazywam się Julia.
Tymi słowami zaczynam pisanie każdego pamiętnika.
The]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><b>Teraz będę kłamała.</b> Nazywam się Julia.<br />
Tymi słowami zaczynam pisanie każdego pamiętnika.</p>
<p><i>There'll be days<br />
When I'll stray<br />
I may appear to be<br />
Constantly out of reach</i></p>
<p>Spokoj<b>nie</b>spokoj<b>nie</b>spokojnie. Leżę sobie. Między sufitem a podłogą, na łóżku. Mija kolejna godzina. Rozważam etat <b>Kochanki</b>. Po co zdobywać tytuły naukowe, po co się męczyć w jakiejś beznadziejnej pracy? Mocny sen do południa, rozpieprzanie się całymi popołudniami. Wieczorem kąpiel, makijaż i obłudne ścielenie łóżka. Dzwonek do drzwi, piwo z lodówki, nastrojowa muzyka. Uważne słuchanie, w które dyskretnie przemyca się komplementy i podziw dla niego. A potem piwo się kończy, słowa się kończą i można wreszcie dać się przewrócić na poduszki. Można pozwolić się rozebrać i można zgadzać się na wszystkie propozycje, co zrobić dalej z tak miło rozpoczętą nocą. Potempotem można czytać przez ramię smsa od żony i pocałować na do widzenia.</p>
<p><i>I give in to sin<br />
Because I like to practise what I preach</i></p>
<p>Nie jest się tym kim się jest, jest się tym kim się siebie wymyśli. Między sufitem a podłogą, na łóżku. W myśl "Lodu" takie  wymyślanie się mówi o człowieku więcej niż prawda, bo kłamstwo zakłada większy w nim udział. Prawda o mnie istnieje sobie niezależnie, a kłamstwo sama stwarzam. Dlatego kłamstwo o mnie jest prawdziwsze od prawdy.</p>
<p>Nieważne czy piszę prawdę czy nie, tak czy inaczej opowiadam siebie.</p>
<p>Czy jestem pilną studentką, czy pijaczką łażącą wieczorami po knajpach, czy czyjąś kochanką, czy miłą dziewczyną z dobrego domu, czy uciekinierką z psychiatryka, czy osobą grzeczną, czy rudą, czy samobójczynią, czyczyczy... Nieważne.</p>
<p>Czasem by się chciało się <b>zamarznąć</b> już w jakąś formę.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozprawiczony weekend]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/06/rozprawiczony-weekend/</link>
<pubDate>Sun, 06 Jan 2008 13:09:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/01/06/rozprawiczony-weekend/</guid>
<description><![CDATA[Kominiarz był zbyt przystojny, od tego się zaczęło.
Zapukał w piątek rano, akurat gdy już ju]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kominiarz był zbyt przystojny, od tego się zaczęło.<br />
Zapukał w piątek rano, akurat gdy już już miałam zacząć się uczyć. Otworzyłam i mnie poraziło, a on zaczął mówić o spalaniu się, otworach i przewodach. Potem wyciągnął tekturkową instrukcję "Strzeż swój dom przed pożarem!" i zanim się zorientowałam co się dzieje, odszedł z 5zł ofarowanymi mu na szczęście.</p>
<p>Cóż za nieudolność z mojej strony. Trzeba było, zgodnie z moją interpretacją "strzeżenia swojego domu", zgodnie z prawem budowlanym, dla własnego bezpieczeństwa wreszcie, <i>ułatwić kominiarzowi wykonywanie jego obowiązków przez umożliwienie dostępu do szaf i otworów</i>. Mogłam go mieć w szafie i łapać za guziki kiedy bym tylko chciała, a tu nic. Sami dobrze już znani kochankowie.</p>
<p>Pociesza mnie tylko myśl, że może był prawiczkiem. Bo najważniejsza zasada strzeżenia się, brzmi: <b>"dokonuj obowiązkowej kontroli dziewictwa"</b>. Moi kochankowie nie mogą być prawiczkami.</p>
<p>Wnioski z tym związane narzuciły się w nocy, po rozmowach-megalolach z <a href="http://bawidelka.wordpress.com/">Panią Bawidełek</a>. Zostało dokonane odkrycie: facet, którego dopuściłam kiedyś do siebie blisko jak nikogo innego, był prawiczkiem, a zataił to przede mną. Co później dało efekty katastrofalne (znaczy, dopuszczenie do siebie prawiczka). Idąc tym tropem odkryłam, że przez ostatnie lata zajmowałam się bardziej rozdziewiczaniem facetów, niż dostarczaniem sobie frajdy. Te dwie rzeczy mają się nijak do siebie.</p>
<p>W łóżku wszyscy kłamią. Faceci by się wywyższyć, kobiety by nie ośmieszyć. Facetów.</p>
<p>Zmiany należy zaczynać od zaraz, dlatego niedziela upłynęła pod szyldem kawy z zajebistym facetem. "Julka, może Ty nie potrzebujesz leków, tylko więcej seksu?" Uhm uhm.</p>
<p>Prawiczkowie to mili ludzie, grzeczni ludzie. Kończę raz na zawsze z takimi facetami. Facetami z pokolenia wychowywanego przez kobiety, jakby powiedział Tyler Durden. It's time to be manly!<br />
Poza tym. Ja nie jestem <b>miła</b> i <b>grzeczna</b>.</p>
<p>ps. Mat, Ola, Robert: dzięki za współudział w tym weekendzie i za wasze guziki. Łzy wywołane śmiechem wsiąkły w prześcieradło, ale krew z palca Mata póki co przypomina o rozdziewiczaniu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mój kochanek utopii się w szafie]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/01/05/moj-kochanek-utopii-sie-w-szafie/</link>
<pubDate>Sat, 05 Jan 2008 21:03:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.pl.wordpress.com/2008/01/05/moj-kochanek-utopii-sie-w-szafie/</guid>
<description><![CDATA[ Stoję na przystanku, przykładam dwa palce do szyi, sprawdzam sobie tętno. Jest, jednak jest.
Dzi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> Stoję na przystanku, przykładam dwa palce do szyi, sprawdzam sobie tętno. Jest, jednak jest.<br />
Dzień wybitnie nierzeczywisty i myślę o prawidłach, że jednak jakieś nim rządzą. W tym dniu uciekają mi autobusy i stoję na przystankach długie minuty czując mdłości. Medytując czy to kac czy ciąża. Taka prawidłowość.<br />
Sinatry mi brak w słuchawkach, chciałabym żeby mi ktoś optymistycznie o tym czasie zaśpiewał. I'm dreaming of the white Christmas, to właśnie.</p>
<p>Zastanawiam się czy czapka, którą mam na głowie, jest moja. Kupiłam czapkę dwa dni temu, potem zostawiłam na noc na wieszaku w przedpokoju. A wspólokatorka nocowała koleżankę, która miała taką samą i ta koleżanka mogła się pomylić i wychodząc rano wziąć moją zamiast swojej. Jestem prawie pewna, że zostawiłam moją czapkę na noc na wieszaku w przedpokoju, a rano znalazłam moją czapkę na wiklinowym koszu stojącym obok. To by mogło znaczyć, że mam teraz na sobie nie moją czapkę. Identyczną, ale ani nie nową, ani nie moją, ani nie tą która mi dała tyle radochy przy zakupie. Ta myśl jest niepokojąca. Nieswoja czapka sprawia, że czuję się nieswojo.</p>
<p>Niesamowicie mocno buja w tym autobusie. Myślę sobie, że w takich warunkach można ćwiczyć pogo. Kiedyś tak zrobiłam z przyjacielem, pogo na tyłach bujającego autobusu. Autobus jedzie dalej, a ja chcę być już w domu i nakarmić Kochanków zamkniętych w szafie.</p>
<p>Kochankowie mieszkają w szafie, ponieważ to bardzo praktyczne rozwiązanie, są na odległość ręki. Im to nie przeszkadza, właściwie to są zachwyceni tym, że mają lokum tak blisko mnie. Mogą słuchać niemal całą dobę co robię, mogą sobie marzyć o mnie bezkarnie. I zawsze wiedzą, który jest obecnie w łaskach, bo wtedy znika z szafy. Na krótko, ale jednak. Da się zauważyć. Jak się nad tym zastanawiam (w tym bujającym autobusie), to trochę ich ostatnio zaniedbałam. Już dawno żaden nie opuszczał szafy. A coraz tam ciaśniej w środku, bo nowych nie brakuje. Chociaż i tak mniej ciasno niż w warszawskich autobusach w godzinach szczytu. Jeszcze nie musiałam ich upychać kolanem. Ani kobiecym, ani żadnym.</p>
<p>A przestrzeń jest dziś pęknięta na pół. Nie moje słowa.<br />
Zapisuję je sobie w zeszycie, żeby zapamiętać. Piszę w wąskich kolumnach i jak dochodzę do dołu strony, to zaczynam kolejną obok, po lewej stronie. Piszę w kolumnach, które powstają od prawej do lewej, bo tak mi wygodniej. Leworęczność. Dla leworęcznych to oczywiste, że świat nie jest skonstruowany najlogiczniej jakby się wydawało. Bo na przykład ruch prawostronny jest nielogiczny. W starożytnym Rzymie był lewostronny, bo legioniści łazili po drogach. Miecze nosili przy lewym boku (no bo praworęczność dominuje) i gdyby był ruch prawostronny, to mijając się na drodze zawadzaliby sobie żelazem o żelazo, a to mogło by prowadzić do wypadków drogowych. Wyobrażam sobie takich dwóch legionistów, którzy zawadzili swoimi mieczami mijając się na rzymskiej drodze. Zaczynają od paru mocnych słów, a kończy się na rozruchach w połowie imperium. Poważna sprawa. Potem Napoleon zmienił prawidłowość ruchu na drogach na złość Angolom. Jeszcze poważniejsza.</p>
<p>Myślę co zjem dzisiaj. Mam w szafce grejfruta, kawę... i jajka w lodówce. Śmiesznie, zupełnie jak dieta w Requiem For A Dream. Tylko u mnie tak przypadkiem. A w pokoju pachnie jeszcze winem, albo mi się wydaje, albo to jakiś figiel, który płata mi mózg uginający się pod ciężarem bólu głowy i różnych strachów.</p>
<p>Goście wyjechali, znowu jestem sam na sam ze sobą. Kochankowie w szafie się tak naprawdę nie liczą (tylko sami o tym nie wiedzą). Żadnemu nie udało się naruszyć trwale mojego sam na sam ze sobą. To już Goście byli o wiele bliżej, Goście umieją się <b>przytulać</b>. Z Gośćmi, póki tu byli, leżałam na łóżku i nikt od nikogo nie chciał nic więcej. Tylko być blisko, móc się przytulić, móc zupełnie szczerze sobie powiedzieć „jesteśmy fajni”.</p>
<p>Mam kamienie na sercu. Psychiatra mi mówił, że takie spotkania z Gośćmi odrywają mnie od rzeczywistości, a muszę nauczyć się jak sobie radzić tu i teraz. A tu i teraz nie ma ich. Jestem sam na sam ze sobą.<br />
No i jest Sinatra, który śmieje się z chmur, ma słońce w sercu i jest gotowy na miłość.</p>
<p>A jeśli ciąża? Wyciągnę kochanków z szafy, ustawię w szeregu i będę chyba musiała do nich wreszcie zagadać. Bo my nie rozmawiamy.<br />
Tu i teraz.<br />
Tu i teraz.</p>
<p>I´m laughing at clouds<br />
So dark, up above,<br />
The sun´s in my heart<br />
And I´m ready for love.</p>
<p>Północ. Krew. Mogę teraz szukać snu. Zazwyczaj czai się w łóżku, w ciepłej kołdrze, na miękkiej poduszce. Czasem między stronami książki w czytelni albo w niższych tonach głosu wykładowcy. Kocham sen. śnie. Kocham cię. Zanim się trochę pokochamy, wyślę jeszcze <b>parę ciepłych myśli</b> w nierzeczywistą grudniową noc, kilkaset kilometrów stąd. Niech grzeją spacerujących o wpół do pierwszej w nocy. Nierzeczywistych?</p>
<p>Czas na zmiany. Rzeczywiśnie.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
