<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>polska-dziwny-kraj &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/polska-dziwny-kraj/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "polska-dziwny-kraj"</description>
	<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 17:15:26 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wakacyjna nuda, czyli plany, plany i po planach]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Sat, 05 Jul 2008 14:51:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>10 miesięcy szkoły, które kończy się upragnionymi 2 miesiącami wakacji. Pech chce, że majowo-czerwcowe plany i wizje licznych wakacyjnych eskapad i imprez z kumplami znikają tak szybko jak hamburgery w ustach obleśnie grubego Amerykanina. <!--more--></p>
<p><strong>Pomysł pierwszy: Wisła wita.</strong></p>
<p>Wakacyjny wypad w gronie znajomych w góry. Wersja o tyle fajna, że ja wraz z częścią kumpli miałem jechać rowerem. Były plany, były nawet już pierwsze wersje tras, były rozmowy na temat posiłków podczas jazdy. Był nawet regulamin stworzony bardziej dla żartów mający na celu zabezpieczenie się przed dziwnymi problemami uczestników…</p>
<p>Początkowo chętni na wyjazd to ja i kolega. To był pierwszy skład, który kilkanaście razy powiększał się i zmniejszał. Z 2 osób urósł do bodajże 8, potem zmalazł do 4, potem wzrósł do 6 i ostatecznie wynosi zero.<br />
Powodów, dla których się nie udał było kilka. Ja chciałem jechać tam głównie z tego powodu, że po raz pierwszy zrobiłbym na rowerze ponad 100 km w ciągu jednego dnia. Ot, taki mały schizm z mojej strony. Kocham to, nic na to nie poradzę… Kolega, który prawie cały czas ze mną jeździ też był bardzo napalony na ten wyjazd. Ale jego niezbadana psychika nagle podpowiedziała mu „nie dasz rady wrócić” i to samo mi zakomunikował kilka tygodni przed wakacjami…<br />
Ja pierdole. Zrozumiałbym argument, że nie da rady tam dojechać, ale nie da rady wrócić? Trudno, Wisła nie zostanie podbita.<br />
Ostatecznie kumple pojadą do Krościenka nad Dunajcem… Niestety znalezienie pracy uniemożliwiło mi wyjazd razem z nimi…</p>
<p><strong>Pomysł drugi: Działkowe maratony.</strong></p>
<p>Biba za bibą. Ognisko za ogniskiem, grill za grillem. Plany były, ale na planach się kończy. Niestety jedyny właściciel działki ma nagłe problemy z zorganizowaniem ognisk, które były obiecywane przed wakacjami. A już, co poniektórzy w tym ja cieszyli się, że będą mieli okazję razem napić się wódki i wspólnie pobawić się…</p>
<p><strong>Zgasić Słońce!</strong></p>
<p>Reakcja na 4 pory roku typowego Polaka:<br />
1.	Jesień - wieje zimny wiatr, leje deszcz, jest ślisko, szaro, ponuro. Lepiej siedzieć w domu.<br />
2.	Zima - jest zimno, pada śnieg, wieje zimny wiatr, jest szaro, buty mokną od chodzenia po śniegu. Lepiej siedzieć w domu.<br />
3.	Wiosna - zimny, nieprzyjemny wiatr, wiosenne niespodziewane opady deszczu, a czasami nawet śniegu. Lepiej siedzieć w domu,<br />
4.	Lato – jest gorąco, wokół latają owady, żar leje się z nieba, od czasu do czasu popada. Bywają burze z piorunami. Lepiej siedzieć w domu.</p>
<p>Jakiego ja mam pecha, że moi najbliżsi kumple są typowymi Polakami. Psioczyli i psioczyli, że cały czas jest za zimno na długie wypady. Zrobiło się ciepło i co? I kurwa lepiej siedzieć w domu, bo Słońce zabija. Nie ważne czy chciałbym coś porobić o 9, 11, czy 19. Jest ciepło, siedzimy w domu.</p>
<p><strong> "Zdam prawko, będziemy jeździć samochodem”.</strong></p>
<p>Pełnoletność sprawiła, że wielu spośród moich znajomych zapisała się na kurs prawa jazdy. Nim go zdali snuli wizje całodniowych weekendowych wypadów za miasto…Nawet nie było problemów z brakiem samochodu. Mówili: „auto jest, będzie prawko i możemy jeździć…”.</p>
<p>No i co? Prawko jest, wycieczek i auta nie ma. Nagle w jednym przypadku ojciec ciągle kursuje (jak on kurwa może ciągle kursować jak jebane 8 godzin spędza na kopalni pracując), a drugim przypadku auto jest, ale od popołudnia, ale wtedy już nie opłaca się nigdzie jechać. Szkoda tylko, że jedyną osobą, dla której nie opłaca się jechać jest syn właściciela auta…</p>
<p><strong>Posiedźmy na ławce.</strong></p>
<p>Ponoć nie ma nic fajniejszego niż posiedzieć sobie w gronie kumpli do późnego wieczora na ławce. Ciepła letnia noc, browar, ewentualnie pepsi dla abstynentów, multum tematów do rozmów, wygłupy, ciekawe akcje. Dlaczego ponoć? Ano dlatego, że tą wersję znam tylko i wyłącznie z opowiadań jednego z klasowych kolegów ;).<br />
Szkoda, że z moimi znajomymi takiego czegoś zorganizować się nie da. Jedyne, na co ich stać to 40-60 min. spacer dookoła dzielnicy. Jak jebane wyjście z psem, żeby się wysrał i wyszczał i w domu był spokojny. Chociaż nie do końca, bo mój wujek z psem wychodzi na dłuższe spacery…</p>
<p>Jest jedna osoba, która zarzuca coraz to lepszymi pomysłami typu „pojedźmy w południe do centrum Katowic, bo muszę coś kupić w elektroniku” No jak chuj chce mi się jechać 2 autobusami w ścisku gdzieś do centrum handlowego… Na szczęście nie tylko mi ten pomysł wydawał się głupi.</p>
<p>Nie ma to jak wakacje w gronie kumpli…<br />
I znowu nie pozostaje mi nic innego jak sobie pojeździć na rowerze...</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebudzenie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 12:27:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie wiem, co sprawiło tak długo zastój. Może pogoda, może brak weny, a może lenistwo...<br />
Swoją drogą nic ciekawego w moim życiu się nie wydarzyło żeby to opisać...<!--more--></p>
<p>Zientarski rozpieprzył auto, na które mój ojciec nie zarobiłby przez całe swoje życie, PZN na zbity pysk wywalił trenera polskiej kadry w skokach narciarskich. Emma, ale nie Watson przeleciała Polskę (sąsiedzi z niższych pięter w moim bloku truchleli, bo talerz satelitarny przed moim oknem o mało, co nie wyleciał...), Rozpoczyna się nowy sezon Formuły 1, który Kubica zaczyna od drugiego miejsca w kwalifikacjach…</p>
<p>Za niedługo Wielkanoc. Z dnia na dzień coraz więcej bloków w mojej dzielnicy ma popisane mury napisami GKS, albo jebać Ruch. Dzisiaj patrząc przez okno zobaczyłem nowy napis na ścianie sąsiedniego bloku – „KURWY” – chodzi rzecz jasna o te chorzowskie…Nie licząc marca zostały mi trzy miesiące uczęszczania do szkoły, potem wakacje i klasa maturalna.</p>
<p>Na mojej Konnektowej liście kontaktów zawitał kolejny EMO, którego dodałem tylko po to, aby w te szare dni móc się z czegoś pośmiać. Mój mózg nie pojmuje jak DZIEWIĘTNASTO letni mężczyzna może użalać się w opisach na wszystko, co może…Na tą chwilę tj. 13:06 owy emo ma nas wszystkich gdzieś i życzy nam porażenia piorunem. Przy okazji życzy też tego sobie…</p>
<p>„Frazy wyszukiwarek” na moim $w33t bl0gA$Q (jakby to napisała pusta blond cipka z kosmiczną próżnią w główce) wyłapały ciekawe zwroty. Jakiś człowiek chciał „wyruchać własną mamę”, inny zaś (pewno jakiś inżynier) poszukiwał „zdalnie sterowanej dupy”. Kolejny stanowczo twierdził, że „Adolf jest Polakiem”.</p>
<p>Idzie wiosna, statystyki tematu <a HREF="http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/">„» Kocham Cię - jak to łatwo napisać...”</a> idą w górę. „Frazy wyszukwarek” z dnia na dzień wyłapują teksty typu „słodki i milutki opis dla chłopaka”, „on mnie kocha”, „miłosna prowokacja”…</p>
<p>Euro 2012 coraz bliżej… Projekty stadionów są, ale zrealizują je chyba jedynie graficy z EA SPORTS, tworząc specjalną edycję gry FIFA EURO 2012…</p>
<p>Coraz bardziej żałuję pewnych życiowych błędów, które popełniłem. Są na tyle paskudne, że nie da się ich cofnąć. Mówi się trudno, żyje się dalej…</p>
<p>Ludzie wchodzący do autobusów stosują coraz to nowsze techniki, aby wyprzedzić konkurencję w drodze do siedzenia. Niestety tak się składa, że ukradłem teamowi F1 Ferrari sekretne plany konstrukcyjne bolidów i wykorzystuje je na własne potrzeby wyprzedzając konkurencję w drodze na posadzenie swych 4 liter…Stójcie sobie chamy, za te 39 zł należy mi się wygodna podróż…</p>
<p>Ocieplenie klimatu ma negatywny wpływ na nauczycieli w mojej szkole. Odjebało im już tak bardzo, że boję się, co będzie dalej…<br />
Pierwszy przypadek łysego emo, albo jak wolicie emo bez grzywki – jest nim mój ksiądz katecheta…</p>
<p>Kończąc.</p>
<p>Z braku laku zacząłem kombinować z wyglądem tej strony. Jak Żyd pod górkę kombinuję ale chyba wrócę do zielonego szablonu.</p>
<p>Koniec i kropka.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trudny język...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2008/01/12/trudny-jezyk/</link>
<pubDate>Sat, 12 Jan 2008 09:18:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2008/01/12/trudny-jezyk/</guid>
<description><![CDATA[Ić stąd, idź ztąd, jóż, jusz, wżucać, kasze&#8230;
To tylko UŁAMEK z tego wszystkiego, co m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ić stąd, idź ztąd, jóż, jusz, wżucać, kasze...</strong></p>
<p>To tylko UŁAMEK z tego wszystkiego, co mogę zobaczyć czytając fora, rozmawiając z ludźmi na czatach, komunikatorach internetowych itd.<br />
Jestem Polakiem, mam 18 lat. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczę się języka polskiego. Nigdy „orłem” z tego przedmiotu nie byłem. Nie uczyłem się słówek ze słowników na pamięć. Nikt mnie nie torturował abym nauczył się poprawnie pisać po polsku. Ale do cholery, przecież to, że „ŻE” pisze się tak, a nie inaczej, a „każdy” piszemy przez „zet z kropką”, a nie przez „er zet” powinien wiedzieć każdy człowiek, który ukończył szkołę podstawową...<!--more--></p>
<p><strong>Dysortografia, dysleksja, dyscośtam, dyscośtam...<br />
A może po prostu debilizm, kretynizm, imbecylizm, idiotyzm?</strong><br />
Dziwne, że chodząc do podstawówki nikt nie wywijał nauczycielce kartką z zaświadczeniem od lekarza, mówiącym o tym, że pacjent nie umie pisać poprawną polszczyzną. Jedni byli lepsi, drudzy gorsi. Normalka – jedni wolą matmę, inni polski. Ale nie usprawiedliwia to faktu, że ktoś robi takie błędy...<br />
Jak już wyżej wspomniałem mistrzem ortografii nie jestem. Bywa, że popełniam błędy, – ale błędy te powstają w słowach, których nie używam codziennie. Ale gdy już ten błąd zrobię i zdołam go wyłapać, albo ktoś mi zwróci uwagę to więcej go nie powtórzę. A teraz? Każdy cep może sobie załatwić zaświadczenie o swojej ułomności...</p>
<p><strong>Dysortografia, dysleksja, dyscośtam, dyscośtam...<br />
A może po prostu LENISTWO?</strong><br />
Ale koniec pisania o sobie. Zajmijmy się teraz tymi, którzy z premedytacją piszą źle, wiedząc o tym bardzo dobrze. Krew mnie zalewa, pisząc dosadniej „chuj mnie strzela” jak po raz „enty” jakiś kretyn wie, że „stąd’ pisze się właśnie tak, a nie tak – „ztąd”, a jednak pisze tą złą wersję; żeby było śmieszniej, nie, wróć...Żeby było żałośniej ci wszyscy, idioci argumentują się, że im jest wygodniej napisać to słowo źle. Kurwa mać, powinna być kara chłosty za takie coś...<br />
I piszą z premedytacją wszystkie te „trudne” słowa źle. Tak na złość, na przekór innym...<br />
Ale to tylko o nich świadczy...</p>
<p>Inną sprawą jest manifestowanie swojej UŁOMNOŚCI w szkole.<br />
Aż razi ta ich „wyższość” nad nauczycielem, który zwraca im uwagę, że piszą jak im się podoba...<br />
I wiedzą, że chuja im nauczyciel zrobi, bo maja tą jebaną „D” i chwalą się tym jakby było to coś pozytywnego. Tylko nie wiem, kto jest bardziej pojebany w tej sytuacji: Dorosły, nauczyciel, osoba, która powinna nauczyć ich, a także w jakimś stopniu wychować, czy ten powalony analfabeta.<br />
W ogóle, co za kretyn wymyślił te wszystkie pojęcia zaczynające się na „D”? Wiadome jest jedno,- był równie pojebany jak te wszystkie matoły, które nie umieją zapamiętać kilku słów, których używają codziennie. To może idźmy dalej i ułatwmy życie w innych dziedzinach:<br />
- Dyszopia – nieumiejętność zrobienia zakupów<br />
-Dysworksja – nieumiejętność znalezienia pracy – o!, To by się przydało. Już widzę te miliony cwaniaków, którzy wywijają świstkami w urzędzie, aby dostać jakiś zasiłek od choroby, którą mają...<br />
Można tak wymyślać bez końca.</p>
<p><strong>A może po prostu jebane LENISTWO?</strong><br />
Jeśli osobnik, niepotrafiący poprawnie napisać „trudnego słowa” potrafi włączyć komputer, to potrafi też to słowo napisać tak jak trzeba...Kwestia treningu...<br />
Tylko, po co? Skoro można sobie załatwić „D” i mieć więcej czasu na jakiś tam egzaminach w szkole itd. Właśnie! Egzaminy....Znam przynajmniej jeden przypadek osoby, która, kombinowała, aby dostać „D” i móc pisać dłużej maturę...Czy się mu udało czy nie – nie wiem....<br />
Ale sam fakt woła o pomstę do nieba...</p>
<p>Poza tym, co to za podejście do sprawy! A może by tak zamiast niszczenia papieru na jakieś zaświadczenia lepiej zorganizować matołom 2 godziny dodatkowo w szkole na naukę poprawnej polszczyzny? Zamiast iść na łatwiznę kazać im się tego nauczyć, co? Ale nie, bo, po co. Lepiej dać debilowi „D” i po sprawie. I „D”ebil do końca życia debilem zostanie, bo skoro ktoś mu zafundował prezent nie wolno go zmarnować. Nie żebym mu zazdrościł, – ale wkurwia mnie to podejście do sprawy okrutnie.</p>
<p><strong>Widać,- jaki kraj tacy ludzie...<br />
Jednym słowem paranoja!</strong></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wolność słowa...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/30/wolnosc-slowa/</link>
<pubDate>Fri, 30 Nov 2007 19:17:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/30/wolnosc-slowa/</guid>
<description><![CDATA[„Wolność słowa – prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">„Wolność słowa – prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także jego poszanowania przez innych. Współcześnie jest uznawana jako standard norm cywilizacyjnych, chociaż często nakładane są na nią pewne ograniczenia, np. w sprawach publicznego obrażania innych osób oraz tzw. kłamstwa oświęcimskiego. W Polsce została po raz pierwszy wprowadzona przez Kazimierza Wielkiego w 1347 roku na mocy tzw. Statutów Wiślickich.<br />
Brak wolności słowa charakteryzuje systemy totalitarne i autorytarne.”<!--more--></p>
<p>Tak piszą encyklopedie.<br />
A jak jest naprawdę? Każdy z nas słysząc pojęcie „wolność słowa” od razu powie, że jest to pozwolenie na wypowiadanie swoich opinii na wszelakie tematy. Ci inteligentniejsi powiedzą, że wolność słowa jest podstawą demokracji, a ingerencja w ową wolność to powrót do poprzednich epok, gdzie cenzura blokowała, co tylko się da, a za swoje zdanie często płaciło się własnym zdrowiem, a nawet życiem...</p>
<p>Jednak życie zweryfikowało wolność słowa – nakładając różne kary na tych, którzy nadużyli wolności słowa.... Jednym z przykładów jest ściganie bezdomnego, który wypowiedział kilka słów prawdy w stronę prezydenta...</p>
<p>Nasuwa się wniosek. Wolność słowa nie istnieje, jest pojęciem wymyślonym. Idąc tym tokiem myślenia można powiedzieć, że nikt z nas nie jest wolnym tylko mniej lub bardziej zniewolonym przez „system”.</p>
<p><strong>Wolność słowa, a szczerość.</strong></p>
<p>Połączmy wolność słowa ze szczerością. A teraz zestawmy te 2 rzeczy w kontekście 2 przyjaciół – w obojętnym zestawieniu – przyjaciel z przyjaciółką, przyjaciółka z przyjaciółką, przyjaciel z przyjacielem...<br />
Powiedzmy, że osoba „A” korzystając z swojej wolności słowa w połączeniu ze szczerością komentuje jakieś zjawisko, którego nie akceptuje u swojego przyjaciela. I co wtedy? Mówi się, że prawdziwej przyjaźni nic nie zwalczy. Ale czy na pewno? Owa opinia osoby „A” sprawi, że osoba „B” będzie się dąsać przez kilka dni. Bo prawda ją zaboli. Tak, więc, po co nam wolność słowa? Po co być szczerym, jeśli potem musimy cierpieć przez konsekwencje owej szczerości i wolności?</p>
<p><strong>Wolność słowa w szkole, pracy.</strong></p>
<p>Pracownikowi nie podoba się to, co dyrektor/kierownik wyprawia ze swoimi podwładnymi. Jeśli pracownik jest odważniejszy nie boi się powiedzieć szefowi, co o nim myśli. Korzysta ze swojej wolności słowa. I co z tego ma? Za kilka godzin na swoim biurku widzi wypowiedzenie umowy...<br />
Po raz kolejny wolność słowa poszła w las...<br />
Okazała się czymś, czego nie powinno być.</p>
<p>A teraz czas na wolność słowa w szkole. Nie ukrywam, że szkoła, a raczej wydarzenie, które ostatnio mnie i kolegów dotknęło spowodowało, że ową notkę piszę...</p>
<p>Nie będę tu tego opisywać. Bo nie chcę się pogrążać :P A nóż, widelec nauczyciel, który miał problem czyta to teraz :P... Ha – niby mamy wolność słowa ale boję się opisywać dokładnie o co chodziło – niby mam do tego prawo, ale jednak.... Pozdrowienia dla pana z programowania ;)</p>
<p>O właśnie. Napisałem „pana z programowania”. Przecież mogłem napisać prosto z mostu Jego nazwisko. Ale jest coś takiego jak prawo do nie ujawniania danych osobowych osób, które tego sobie nie życzą. Niby logiczne, bo dlaczego ktoś ma wypisywać me nazwisko na murach, – ale z drugiej strony, jeśli jesteśmy wolni to, dlaczego nie możemy tego robić?</p>
<p>No, ale napiszmy ogólnie.<br />
Uczniom nie podoba się pewna sytuacja w szkole. Cały czas o niej mówią. Nagle jeden z nauczycieli budzi się i wyciąga konsekwencje związane z owymi wypowiedziami...<br />
Tylko, na jakiej podstawie to robi? Jeśli statuty szkół mówią jasno, że uczeń ma prawo do wygłaszania swoich opinii na temat szkoły i nie tylko?<br />
I znowu okazuje się, że lepiej siedzieć z „mordą na kłódkę” niż wychylić się przed szereg i coś powiedzieć.<br />
Niby można, – bo prawo mi na to pozwala. Ale, po co jeśli prawo mówi swoje, a ludzie, którzy mają większą władzę niż ja robią swoje? Można iść w zaparte, w ekstremalnych przypadkach można iść do sądu....<br />
Ale czy wypowiedzenie jednego zdania warte jest kilkumiesięcznego stresowania się i wpędzania się w dalsze problemy? Chyba nie...</p>
<p>Podsumowując to wszystko można stwierdzić, że w im wyższej warstwie społecznej znajdujemy się mamy większe prawa i przywileje. Bo przecież taki bezdomny, który powie kilka słów prawdy do prezydenta jest ścigany. Ale czy prezydent byłby ścigany, jeśli obraziłby bezdomnego? Raczej nie...<br />
Wychodzi na to, że czasy, w których szlachta miała prawa i przywileje, a mieszczenie nie mogli niczego powracają – o ile w ogóle kiedyś te podziały były zniesione. Teoretycznie były. Ale czy praktycznie? Chyba nie.</p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[I poszedł Tomek do szkoły...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/23/i-poszedl-tomek-do-szkoly/</link>
<pubDate>Fri, 23 Nov 2007 15:01:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/23/i-poszedl-tomek-do-szkoly/</guid>
<description><![CDATA[I urodził się Tomek i przez 5 lat swojego życia nie wiedział, co go czeka jak pójdzie do szkoł]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">I urodził się Tomek i przez 5 lat swojego życia nie wiedział, co go czeka jak pójdzie do szkoły...  </p>
<p>W wieku 6 lat musiał iść do przedszkola. I to chyba był najprzyjemniejszy moment w edukacji młodego człowieka. Po roku zabawy przyszedł czas na wielkie wydarzenie – przejście z przedszkola do szkoły. W perspektywie czasu Tomek stwierdził, że podstawówka była jedyną szkołą, które go czegoś przydatnego nauczyła. No, bo nauczył się pisać i czytać, nauczył się liczyć, po raz pierwszy miał do czynienia z lekcjami przyrody, historii, informatyki itd. Rok za rokiem świadectwo z paskiem, w czerwcu nagroda za to świadectwo.  <!--more--></p>
<p>I nadszedł czas pożegnania się z podstawówką, po sześcioletnim okresie czasu, który upływał w większości przypadków przyjemnie przyszedł czas na coś nowego. Ministerstwo Edukacji Narodowej wpadło na niedojebany pomysł zmiany w systemie szkolnictwa – wprowadzili gimnazjum.. No i nadszedł pierwszy dzień w nowej szkole. Nowe mury, nowe twarze, nowe znajomości, nowe problemy, nowe doświadczenia.   Można powiedzieć, że jest super. Nowsze znaczy lepsze – tak mówią. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Totalna katastrofa. Po trzyletniej obecności w gimnazjum Tomek nauczył się wielu nowych rzeczy. Jakich? Nie, nie, nie, niczego z lekcji nie wyniósł, wręcz przeciwnie – każda lekcja sprawiała, że z coraz większym zniesmaczeniem podchodził do sprawy nauki. Świadectwo z paskiem już się nie pojawiło, nagród nie było. Ale jest coś, co młody człowiek z gimnazjum wyniósł: Chamstwo, przekleństwa, besztanie innych, walka o swoje racje, nieustępliwość to tylko niektóre rzeczy, które gimnazjum nauczyło Tomka. Można powiedzieć, że nauka zeszła na drugi plan. Zamiast fizyki, chemii i geografii on uczył się jak nie dać się innym, jak ściągnąć na sprawdzianie, jaką obelgą zarzucić w odpowiednim czasie...  </p>
<p>Koniec 3 klasy gimnazjum. Pierwszy poważny egzamin w życiu Tomka. Na luzie podszedł do niego, napisał jak napisał – nie najlepiej, nie najgorzej. Nadszedł czas wyboru dalszego kierunku edukacji. Padło na informatykę. Na tamten czas chłopak nie widział niczego lepszego. „No przecież nie pójdę do liceum ogólnokształcącego” – mówił.  Jak postanowił tak zrobił, wraz z paroma kolegami z gimnazjum dostał się do „wymarzonej” na tamte dni szkoły.  </p>
<p>Pierwszy rok w owej szkole był czymś w rodzaju zapoznania się ze wszystkim. Nowi koledzy, nowi nauczyciele, nowa szkoła...Powtórka z rozrywki... Pierwszy rok śmignął, nadeszła 2 klasa. Tomek wraz z kolegami myślał, że będzie informatykiem, że szkoła przygotuje go należycie do egzaminu maturalnego, egzaminu zawodowego. </p>
<p>Niestety jak się okazało ulubionym hasłem osób uczących w tej szkole było po prostu „<strong>jak się nie podoba to papiery i won!</strong>”. „<strong>Masz problem? To do dyrektora po papiery i won!</strong>”. Myślał, że będzie fajnie – no, bo przecież szkoła reklamowała się bardzo fajnie: </p>
<p>- miła atmosfera<br />
- przyjaźni ludzie,<br />
- wyrozumiali nauczyciele<br />
- nowe przygody </p>
<p>Szłoby wymieniać bez końca. No, ale fajnie nie było. Wraz z kumplami myślał, że będzie się czegoś uczyć, myślał, że odrobina jego wysiłku, nauka i uważanie na lekcji sprawią, że stanie się specem od komputerów... No to się biedaczek zdziwił. Można powiedzieć, że na przedmiotach zawodowych nie nauczył się niczego nowego – <strong>no może poza wiedzą z programowania i zagadnieniami związanymi z arkuszem kalkulacyjnym i bazami danych...</strong>To dla Tomka była nowość, z którą do tamtych chwil nie miał do czynienia.  </p>
<p>I siedzi wraz z 25 osobami, które od pierwszej klasy nie dały się i z jako takimi ocenami przechodzili do następnych klas. Dodać trzeba, że początkowo było ich 34... Dni mijają mu szybko, dzień w dzień to samo, zaryzykowałby stwierdzenie, że nawet gorzej... </p>
<p>Już nie łudzi się, że po tej szkole będzie informatykiem, już nie cieszy się, że jego specjalizacją są aplikacje internetowe, (bo tak się składa, że szkoła zrobiła psikus i nie zatrudniła kompetentnego człowieka i uczy ich debil, który przez tydzień w domu męczy jakieś gówno w javie, ciągnąc to z tutoriali i później na lekcji każe przepisywać kod do zeszytu – i tak od września...). Wraz z kumplami z klasy Tomek bluzga na siebie, szkołę i cały świat. </p>
<p>Chciał być informatykiem – jak zda egzamin zawodowy to będzie (statystyki mówią, że zdają nieliczni...). Chcieli, mieli ambicje, mierzyli wyżej niż wzrok sięga, no, ale <strong>szkoła szybko zweryfikowała ich pragnienia oblewając ich wiadrem strasznie zimnej wody</strong>. </p>
<p>I nachodzą Tomka myśli, że mógł iść do liceum, że mógł mieć szkołę bliżej siebie, na lepszym poziomie, że mógł chodzić do niej z myślą, że nauczy się czegoś. No, ale za późno na takie myśli, Tomek musi przeczekać do 4 klasy, musi zdać maturę i poważnie zastanowić się nad dalszym kierunkiem edukacji...  </p>
<p>Ktoś mądry kiedyś powiedział „<strong>jak się sam nie nauczysz to nikt cię tego nie nauczy...</strong>”.<br />
I tego trzeba się trzymać.<br />
Tylko, na jaką cholerę muszę chodzić do tej zasranej szkoły, <strong>na cholerę muszę się uczyć popieprzonych definicji</strong>?<br />
Tylko po to, aby zdać do następnej klasy, tylko po to, bo jakiś chory, pojebany człowiek z przykrym dzieciństwem został ministrem edukacji i teraz się wyżywa? Cały system polskiej edukacji jest chory – <strong>chodzimy do szkoły nie po to, aby czegoś się nauczyć, chodzimy tylko po to, aby zaliczyć kolejny sprawdzian</strong>, aby wszystko było zgodnie z założeniami tych „u góry”  </p>
<p>No to przecież mogę to olać, mam 18 lat, w świetle prawa nie mam obowiązku kończenia szkoły – no, ale co z tego? Wtedy będzie jeszcze gorzej, bo pracy nie znajdę – przecież nie mam średniego wykształcenia jeszcze (jak nie mam średniego to wyższego mieć też nie będę) – i kółko się zamyka – <strong>uczymy się dla papierków, podpisów, dyplomów, a nie dla siebie</strong> – taka prawda, ale nikt z tych rządzących tego nie dostrzega...  <strong>W życiu liczą się umiejętności praktyczne, a nie zasrane definicje</strong>. Nikt nikogo w pracy nie spyta o układ ikonek w programie, tylko będzie wymagał tego, aby wiedzieć, po co one tam są i do czego służą...   </p>
<p>Niestety szkoła twierdzi inaczej...</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trendi bejbi ;)]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/16/trendi-bejbi/</link>
<pubDate>Fri, 16 Nov 2007 15:58:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/16/trendi-bejbi/</guid>
<description><![CDATA[„Witam państwa w ometkowanym świecie
Ona czuje się w nim jak WC-Picker w toalecie,
Bo ona ma st]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Witam państwa w ometkowanym świecie<br />
Ona czuje się w nim jak WC-Picker w toalecie,<br />
Bo ona ma style jak TVN<br />
W jednym palcu każdy trend,<br />
Co otwiera drzwi na salony typom typu młody wilk.<br />
Chwyta metki, ogląda czy w kółku ma 'R'<br />
Nieważne czy wygodne czy ciśnie jak cierń,<br />
Ważne czy sprzedaje się jak prostytutka<br />
Czy jest to bestseller?<br />
Logotypy zbiera jak znaczki w klaserze,<br />
Logotypy ciągną jak magnes,<br />
Bo to ważne, żeby mieć logo...”</strong><!--more--></p>
<p>Witam, wstęp wyjaśnił wszystko, tematem dzisiejszego kazania będzie MODA i wszystko, co z nią związane.</p>
<p>Zaczniemy od gazet i czasopism, które powodują, że młodym damom (panom coraz częściej też) w mózgach robią się dziury...</p>
<p><strong>Avanti, Joy</strong> i inne tego typu śmiecie powodują, że większość obecnych nastolatek nie potrafi ubrać się normalnie. Wystarczy, że w jednym z owych czasopism zobaczą temat „modne lato” i już wszystkie z portfelem wypełnionym kasą od rodziców lecą do swoich modnych sklepików i butików w poszukiwaniu modnych ciuszków...</p>
<p>Żadna z tych osób nie ma własnego stylu ubierania się, nie ma własnego zdania na to, co lubi mieć na sobie – zdanie to podsuwa im kilkudziesięciu stronicowy kolorowy szmatławiec. To on dyktuje im to, w co mają się ubierać, co mają nosić, czym mają się malować itd...</p>
<p>Wyobraźmy sobie, że w jednej z tych gazet napisali „dzisiejszej jesieni modna jest sukienka w gówna” – po kilku dniach - szkoły, licea, technika będą pełne od PUSTAKÓW ubranych w te jakże modne sukienki...Gdy spytasz się takiej dziewczyny, dlaczego musi mieć akurat tą sukienkę, skoro takie same lub podobne ma reszta dziewczyn w szkole ona ci odpowie, – bo mi się to podoba. Ale czy na pewno? Nie wierzę w zbiegi okoliczności, nie wierzę, więc, że 99% dziewczyn w szkole ma podobny gust. Każda z nich powie, że ma tą sukienkę, bo się jej podoba, – ale taka odpowiedź to zwykła ucieczka, ucieczka od powiedzenia prawdy, a jaka jest prawda? Prawda jest taka, że sukienkę tą masz dziewczynko tylko, dlatego, że w gazecie napisali, że jest ona modna.</p>
<p>Ja się pytam: czy naprawdę te wszystkie młode oszołomy nie potrafią iść do sklepu i kupić tego, co im się podoba, a nie tego, co podsuwa jakaś dziana pani redaktor, która nigdy w życiu takiego gówna na siebie nie ubierze, bo wie, że jest po prostu brzydkie i „oklepane”?</p>
<p>Myślicie, że bredzę? No to popatrzcie, dookoła – dlaczego mijacie setki młodych ludzi, którzy wyglądają tak samo? Dlaczego każda z tych osób ma kurtkę taką samą lub podobną do osoby idącej obok niej? Dlaczego widzieliście tą kurtkę w reklamie jakiejś gazety, która była puszczana w TV?</p>
<p>Osobiście preferuję luźne ubrania. Najczęściej na sobie mam jeansy, jakiś t-shirt i bluzę z kapturem, skate buty, gdy trzeba założę koszulę z kołnierzykiem, garnitur...</p>
<p>Zauważyłem, że mój styl ubierania zmienił się radykalnie wtedy, kiedy zacząłem interesować się hip-hopem. Nie potrzebowałem jakiejś głupiej gazety, nie potrzebowałem nikogo, kto by mi powiedział, co mam na sobie mieć ubrane...Ubieram się tak, bo w tym jest mi najwygodniej, w takich ciuchach czuje się najlepiej...I nigdy żadna gazeta nie przekona mnie do czegoś tylko, dlatego, że to jest modne...</p>
<p><strong>„Logotypy zbiera jak znaczki w klaserze,<br />
Logotypy ciągną jak magnes,<br />
Bo to ważne, żeby mieć logo<br />
Stać dumnie wyprostowany,<br />
A nie garbić się jak Quasi Modo.<br />
Oto nowy model, co jak partytura rodzi się w bólach<br />
Dbać o niego, pieścić, karmić jak Tamagotchi<br />
Węszy, szuka tego, co trendy,<br />
A nie tego, co przeminęło jak Jarocin.<br />
I kiedy on sznuruje swe buty, ona zerka na metkę,<br />
Prześwietla ją jak roentgen,<br />
Bo najgorsze zło na świecie to tanie imitacje,<br />
Kreacje bez logo,”</strong></p>
<p>Kolejna sprawa:</p>
<p>- jeeee, masz nową bluzę, a z CZEGO??<br />
- z bawełny :/</p>
<p>Krew mnie zalewa, gdy przychodzę np. do szkoły w jakiejś nowej bluzie i pierwsze, co słyszę to nie „elo Tomek” tylko – ej gdzie kupiłeś bluzę, za ile?</p>
<p>Litości – czy to ważne czy na 2/3 powierzchni bluzy mam wielką łyżwę albo 3 paski? Nienawidzę ubrań od takich firm jak Nike, Adidas – po prostu są brzydkie, w ogóle nie w moim stylu, z cenami, które dochodzą do kosmicznie śmiesznych za to, co sobą oferują...</p>
<p>Za porównywalne pieniądze wolę iść do skate shopu i kupić sobie bluzę, która;</p>
<p>1. Podoba mi się<br />
2. Jest w moim stylu<br />
3. Jest lepsza gatunkowo niż to, co oferuje np. Adidas...<br />
To samo tyczy się t-shirtów, spodni, butów...</p>
<p>A, że nie mam tych 3 pasków, no cóż, naprawdę nie cierpię takich emblematów na swoim ubraniu mieć...</p>
<p><strong>„Ona ma złote te serce,<br />
Które ma logo na metce,<br />
Imitacji ona nie zeche,<br />
Ona ma złote te serce.<br />
Trzyma je w portmone netce,<br />
Imitacji ona nie zechce,<br />
Ona ma złote te serce,<br />
Które ma logo na metce.<br />
Imitacji ona nie zechce”</strong></p>
<p>Wiele razy argumenty, które padały za tym, aby mundurki weszły do szkół mówiły o tym, że wkońcu wszyscy będą równi...<br />
Sprawę mundurków mam gdzieś. Raz, że mnie to nie dotyczy, dwa, że nawet, jeśli miałbym je nosić to bym nosił. Nie przez to, że czuję się gorszy, bo nie mam łyżwy na bluzie tylko, dlatego, że wkońcu większość głupich pustych osób skończyłoby popisywać się tym, co na sobie ma. Taki mały sadyzm z mojej strony – nie ma firmowych ubrań, nie ma tematów do rozmów :D ...</p>
<p>To tyle z mojej strony, a tu kilka słów od Łukasza – pisał notkę na podobny temat, ale nie skończył, był tak dobry, że dał mi ją i pozwolił z niej skorzystać, lecz nie wycinałem nic z jego słów, wkleję je w całości, bo też mądrze prawi...:</p>
<p><strong>„Jak być fajnym?</strong></p>
<p>Wygląd:<br />
-Musisz nosić fryzury, które są modne w tym sezonie (pseudo irokezy, opadające na oczy grzywki, włosy postawione na żel), musisz wystrzegać się czapek i rzeczy, które mogą zaburzyć doskonały wygląd twojej fryzury.<br />
-Obowiązkiem są różowe ubrania z New Yorker'a: obcisłe polówki, longsleev'y, swetry w romby.<br />
-Buty najlepiej białe, zapinane na rzepy. 3 paski albo łyżwa z boku.<br />
-Torba zarzucana na ramie.<br />
-Skóra musi być bez względu na porę roku opalona. Nie zależnie czy na dworze jest -40 musisz być brązowy, jeśli opalenizna już nie pomaga musisz zacząć korzystać z pudru i samoopalacza.<br />
-Kolczyki: brew, nos, język, warga. Nie zastanawiaj się nad tym, że na lotnisku nie przepuszczą Cię przez bramkę.<br />
-Owłosienie: musisz golić klatkę piersiową, nogi oraz obowiązkowo co 2 dni skubać sobie brwi.<br />
-Biżuteria: srebrne, grubości palca bransolety i łańcuchy.<br />
-Spodnie muszą być podwinięte do kolan, wytarte i postrzępione, najlepiej na całej długości, tak żeby przez dziury było widać opalone i wydepilowane łydki. Spięte paskiem z ogromną klamrą.<br />
-Na łydce lub łopatce musisz mieć tatuaż- tribal.”</p>
<p><strong>Podsumowując:</strong></p>
<p>Nie chodzi nam o to, aby każdy miał na sobie coś, co go wyróżnia z tłumu, nie o to chodzi. Chodzi o to, aby każdy miał własny gust, własny rozum, a nie sugerował się tym, co sprytnie podsuwają gazety dla idiotów, telewizja itd.</p>
<p>Bo każda „Joyowa” moda mija, następuje inna, nowsza, jeszcze bardziej absurdalna. Chodzi o to, aby tej głupiej modzie się nie poddać, a wręcz przeciwnie, przeciwstawić...Bo jeśli ktoś ich oleje, to im się znudzi, bo nie będą mieli zysków – a co im po wymyślaniu czegoś głupiego skoro się nie sprzedaje? Oni nie działają charytatywnie, oni czerpią z tego ogromne zyski, a wy głupiutkie dziewczynki i chłopcy dajecie im zarobić – często za swoje ostatnie pieniądze kupujecie coś, co za 2 miesiące porzucacie, bo to już nie jest modne...</p>
<p><strong>PS:</strong><br />
Notka ta skupiła się w głównej mierze na ubraniach, nie chciało mi się już opisywać mody na głupie powiedzenia, mody na jakieś z dupy wzięte subkultury, – pozdrowienia środkowym palcem dla wszystkich Emo. I tak pewnie emo tego nie czyta, bo siedzi w kącie i płacze wtulone w poduszkę naszpikowaną żyletkami...: (</p>
<p><strong>PS 2:</strong></p>
<p>Cytaty skopiowane z:<br />
<strong>Fisz - Imitacje</strong></p>
<p>Amen.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W autobusie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</link>
<pubDate>Thu, 15 Nov 2007 19:37:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</guid>
<description><![CDATA[W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie&#8230;
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jes]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie...<br />
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jest moim głównym środkiem transportu:Dom-szkoła, szkoła-dom, dom-centrum, centrum-dom itd.Przez ponad 24 miesiące wraz z kumplami zaobserwowałem mnóstwo sytuacji, które notorycznie się w autobusach zdarzają...Postaram się je po kolei opisać.<!--more--></p>
<p><strong>1. Babcie autobusowe:</strong></p>
<p>Nie zamierzam kopiować tego co już sotało napisane w necie.<br />
Dla tych leniwych jedynie wypiszę rodzaje babć autobusowych:</p>
<p>1.	Akrobatki<br />
2.	Ankieterki<br />
3.	Biduleczki<br />
4.	Borostwory<br />
5.	Chemiczne<br />
6.	Królewska<br />
7.	"Last Minute"<br />
8.	Lodołamacze<br />
9.	Lokomotywy<br />
10.	Łowcy krzeseł<br />
11.	Poszukiwaczki<br />
12.	"Predator"<br />
13.	Prowokatorski<br />
14.	Rewolucjonistki<br />
15.	Przyjacielskie<br />
16.	Różańcowe<br />
17.	"Siatomioty"<br />
18.	Szturchające<br />
19.	Taterniczk<br />
20.	Towarzyskie<br />
21.	Widma<br />
22.	Wilki<br />
23.	Wymuszające</p>
<p>Wpiszcie sobie w „guglach” – „babcie autobusowe” – znajdziecie ich pełną charakterystykę.</p>
<p>W swojej przygodzie z autobusami poznałem wszystkie z wyżej wymienionych babć.<br />
Wiele z tych określeń pasuje także do mnie :P A chyba te najbardziej odpowiednie to: łowca siedzenia.</p>
<p><strong>2. Czy ten autobus jedzie na (i tu nazwa miejsca)...</strong></p>
<p>Nienawidzę tego, a zdarza się to bardzo często. Czy te babcie nie potrafią zapamiętać tych kilku godzin, o których autobus przyjeżdża, czy nie potrafią zapamiętać, że bus A jedzie w miejsce A, a bus B jedzie w miejsce B? Jeszcze rozumiem, gdy owa babcia pierwszy raz w życiu musi gdzieś jechać i nie ma dobrego wnuczka, który by jej powiedział, o której ma autobus, jaki ma numer i gdzie jedzie, ale tych leniwych starych bab, które gdy tylko widzą autobus instynktownie wchodzą, a potem pytają wszystkich gdzie on jedzie znieść nie potrafię.</p>
<p>a) Istnieje jeszcze podgrupa. I to nie tylko babć dotyczy. Mianowicie – jak gdyby nigdy nic dany osobnik wejdzie do busu, siądzie sobie wygodnie i po kilku, a czasem nawet kilkunastu minutach zada pytanie „czy ten autobus jedzie do centrum? Czy jesteśmy w miejscowości A”? No szlag mnie trafia – jak po powiedzmy 20 min. można się pytać czy wsiadło się w dobry autobus?</p>
<p><strong>3. Kobiety z dziećmi, a raczej rozpieszczonymi do granic możliwości okropnymi bachorami.</strong></p>
<p>Wchodzi taka jedna do autobusu i wykorzystując sytuację, że ma przy sobie dwie przeraźliwie głośne istoty wymusza na osobach siedzących, aby wstały...Gdyby te dzieci jeszcze były grzeczne, to OK, niech sobie siedzą, ale dlaczego ktoś musi schodzić tylko, dlatego, że okropny smarkacz ma foch?</p>
<p>Inna sprawa:<br />
Owe bachory, gdy już siedzą, zamiast cieszyć się, że ktoś im zszedł wydzierają się jeszcze gorzej, dodatkowo wiercą się dookoła i brudzą wszystko w koło...</p>
<p><strong>4. Mi jest ciepło, mi jest zimno, – czyli walka o okno...</strong></p>
<p>Mamy jesień, wszędzie zimno, – więc problemu nie ma – okna w busach są pozamykane. Ale gdy tylko nadejdzie wiosna i lato zacznie się problem. Większość normalnych osób, gdy czuje, że jest im gorąco robi wszystko, aby się schłodzić. W busie zimny prysznic odpada, pozostaje otwarcie okien, przeważnie tak ludzie robią. ALE, mamy tak popieprzone społeczeństwo, że czasami te okna zamykają, bo jest im ZIMNO, albo fryzura im się niszczy – to tyczy się „wypieszczonych” pań w wieku ok. 55 lat, które na swojej głowie mają coś w rodzaju żywopłotu...Nasuwa się tylko pytanie:, po co ta głupia baba siada obok okna? Jeśli wie, że będzie wiać?</p>
<p><strong>5. Tłok/pustka...</strong></p>
<p>Często bywa, że w busie nie ma wolnych miejsc siedzących, a i stać nawet nie ma gdzie. Normalna osoba (np. ja :D) próbuje przedostać się do miejsca, w którym jednak jest trochę tego miejsca. Co robią ludzie? Idą tam, gdzie stać już się nie da – jakiś instynkt stadny czy coś? Nie wiem, ale głupota, aż promieniuje.</p>
<p>W busie pusto, siedzę na siedzeniu, w busie pozostaje jeszcze kilkanaście wolnych miejsc, – co robią ludzie? Pchają się jak najbliżej mnie – po raz kolejny włącza się instynkt stadny...</p>
<p><strong>6. Opowieści...</strong></p>
<p><strong>Jeden z przyjemniejszych momentów w czasie jazdy busem...</strong></p>
<p>Nie słucham muzyki w autobusie, chociaż mógłbym, bo Mp3playera posiadam. Ale ja wolę słuchać tych historii, które ludzie opowiadają na cały głos – często zdarza się, że to są bardzo intymne rozmowy – dotyczące sexu, sekretów małżeńskich, spraw rodzinnych itd...</p>
<p>Opowieści 2 młodych osób na temat tego jak lubią to robić najbardziej, z kim, ile i jak były chyba najciekawszymi opowieściami, jakie w busie słyszałem...Wręcz nie mogłem się powstrzymać od śmiechu z kolegą, ale musiałem, bo owe osobniki siedziały za nami, a przed nami było lusterko kierowcy i było idealnie widać nasze reakcje :D</p>
<p><strong>7. Strach, wszechobecny strach...</strong></p>
<p>Zdarza się, że w trakcie jazdy natrafi się na „korek”. Stoi się i stoi, i ani metra się nie przejedzie...Ludzie w tym czasie wariują, ci inteligentniejsi wiedzą, że droga jest zablokowana i swoje odstać trzeba, ci głupsi wyobrażają sobie Bóg wie, co. A to, że jakaś podejrzana sprawa się wydarzyła, a to, że nagle UFO wylądowało na drodze, a to, że autobus się zepsuł. Czepiają się wszystkiego – ostatnio czepiali się tego, że szyby są pokryte reklamą, od wewnątrz widać „siatkę”. W chwili, gdy autobus stoi im to przeszkadza, ale gdy nadchodzi lato i słońce razi tak, że nie idzie normalnie patrzeć – to na owe reklamy nie narzekają, a wręcz przeciwnie, dziękuję Panu, że ktoś to nakleił, bo słońce tak mocno nie razi...</p>
<p><strong>8. Karuzela....</strong></p>
<p>A to druga rzecz, za którą kocham autobusy. Darmowa karuzela, wystarvczy siąść w odpowiednim miejscu i mamy zagwarantowane, że spokojnie nie będzie - wyboje, skoki, przeciążenia :D - istny rollercoaster...:)</p>
<p>To by było na tyle...</p>
<p>Ps:<br />
A tu trochę inne spojrzenie na jazdę busem, autorstwa Łukasza:</p>
<p><a href="http://mojstary.wordpress.com/2007/09/06/wkurwiajace-autobusy/">KLIK</a></p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Euro 2012...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/13/euro-2012/</link>
<pubDate>Tue, 13 Nov 2007 16:49:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/13/euro-2012/</guid>
<description><![CDATA[W dniu 18 kwietnia 2007 roku zapadła jedna z najważniejszych decyzji dla Polski, polskich kibiców]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">W dniu 18 kwietnia 2007 roku zapadła jedna z najważniejszych decyzji dla Polski, polskich kibiców itd....W 2012 razem z Ukrainą zorganizujemy najważniejsze święto sportowe wszystkich kibiców piłkarskich z Europy.<!--more--></p>
<p>Przez kilka miesięcy od tej jakże wspaniałej wieści Polska cieszyła się tak bardzo, że o niczym innym nie myślała. W TV powstało kilkanaście programów dotyczących EURO. Na szybko znaleźli się „fachowcy”, „specjaliści”, „znachorzy i prorocy”. Wszyscy mieli przed swoimi oczami wielkie, piękne, nowe, na światową skalę stadiony piłkarskie. Projektanci i graficy dawali z siebie wszystko – powstało kilkanaście wizji nowych stadionów. Oczywiście projektując stadiony nie zapomnieli o basenach, kortach tenisowych itd. – a wszystko to w ramach EURO 2012.</p>
<p>Byli święcie przekonani, że dostaną fundusze od Unii Europejskiej. W te kilka miesięcy widzieli już te stadiony, lotniska, AUTOSTRADY!!! Oj tak, autostrady – odwieczny problem Polski – zwykłej drogi nie umieją dobrze zrobić, a oni już widzieli autostrady...</p>
<p>No nic – podniecenie minęło, wraz z nim prysnął piękny sen o Euro 2012 w Polsce, znikły marzenia, znikły programy telewizyjne, wszystko znikło. Ale żeby nie było tak smutno, że wszystko znika – coś się pojawiło. Co? Ano pojawił się strach, wszechobecna niepewność. <strong>Polska skończyła śnić, bo przywaliła całą siłą o twardy i chropowaty beton. Ałć, cała obolała myśli teraz, co w 2012 nas czeka?</strong> Stadionów nie ma – są boiska, autostrad nie ma – są drogi, jakieś tam lotniska są, – chociaż to, co dzieje się z otwarciem nowego terminalu na warszawskim lotnisku pozostawiam bez komentarza. Hotele jakieś też mamy. DO 2012 roku praktycznie zostały 4 lata – tych kilku miesięcy 2007 roku już nie liczę...</p>
<p>Obecnie zamiast budować, tworzyć, myśleć nasze władze kłócą się, gdzie ma być stadion narodowy, kłócą się, jakie stadiony będą brane pod uwagę w Euro 2012 – nie komentuję decyzji dotyczącej stadionu w Chorzowie...Nie jestem na bieżąco, może coś ruszyło, – ale to, że początkowo nie brano go pod uwagę dla mnie było żałosne...</p>
<p>Z kłótni tych nic nie wynika, robi się coraz większy chaos, zaufanie kibiców tych polskich jak i europejskich topnieje jak pierwszy śnieg, który niedawno spadł...</p>
<p><strong>Czas płynie z roku na rok szybciej, na razie jesteśmy w tej przysłowiowej „dupie”. I w perspektywie najbliższych miesięcy nic nie wskazuje na to, że z owej dupy wyjdziemy.</strong><br />
Przeważnie staram się być optymistą, początkowo też byłem zachwycony z powodu tego, że Polska będzie współorganizatorem Euro 2012.</p>
<p>Fajna sprawa, wkońcu będziemy mieć stadiony na miarę tych europejskich, wkońcu będziemy mogli być z czegoś dumni – myślałem. Z dnia na dzień utwierdzam się jednak w przekonaniu, że po raz kolejny będziemy chodzić czerwoni ze wstydu, znowu będziemy dla Europy pośmiewiskiem (o ile teraz nim nie jesteśmy). Euro było, jest i do pewnego czasu będzie dla Polski swego rodzaju szansą – szansą na lepszy wizerunek Polski w Europie, szansą na unowocześnienie państwa (stadiony, autostrady) Jak na razie swoją szansę marnujemy...</p>
<p>Oby moje narzekanie było tylko narzekaniem, które nie będzie prorocze...<br />
Oby beton –, o którym wyżej wspomniałem stał się czymś w rodzaju sprężyny, od której osoby odpowiedzialne za Euro 2012 w Polsce odbiją się i „polecą w górę”...</p>
<p><strong>Tego z całego serca Wam jak i sobie samemu życzę...</strong></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wszystkich Świętych...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/03/wszystkich-swietych/</link>
<pubDate>Sat, 03 Nov 2007 09:20:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/03/wszystkich-swietych/</guid>
<description><![CDATA[Nie będę tu opisywać, co to za święto, kogo dotyczy itd. O tym możecie poczytać na Googlach. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">Nie będę tu opisywać, co to za święto, kogo dotyczy itd. O tym możecie poczytać na Googlach. A dla leniwych linka do wikipedii - </font><a HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wszystkich_Świętych"><font COLOR="#000000">http://pl.wikipedia.org/wiki/Wszystkich_Świętych</font></a><!--more--></p>
<p><font COLOR="#000000">W notce tej postanowiłem zająć się czymś innym – mianowicie: polską mentalnością, poczuciem odpowiedzialności, polską wiarą itd.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">No to jedziemy…</font></p>
<p><font COLOR="#000000">W marketach od połowy października można było wybierać spośród 1000 rodzajów zniczy, wieńców, lampek, kwiatków i innych „cmentarnych ozdób” Zaczął się szał, popłoch, pośpiech i panika. Za niedługo Wszystkich Świętych, trzeba kupić znicze, trzeba kupić wieńce, trzeba umyć groby, zgrabić liście, wyrwać chwasty….!!!</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> W autobusach od połowy października nie było gdzie stać, bo każda wolna przestrzeń była zawalona starymi babciami, które woziły z sobą tony zniczy, kwiatów, wieńców itd – można by pomyśleć – jak tak to nie mają siły wejść do busu, a tu proszę – nie dość, że są w szczytowej formie, to na dodatek noszą z sobą bagaże, z którymi Pudzianowski mógłby mieć problem, inna sprawa – skąd one brały na to wszystko kasę – skoro przez resztę roku nie starcza im na chleb, opłaty, leki? A może właśnie przez cały rok oszczędzają żeby zaszaleć 1 listopada? Tego nie wiem…</font></p>
<p><font COLOR="#000000">No dobra, to już wszystkie akcesoria kupiliśmy, nasze domy wyglądają jak hurtownie zniczy, wszystko gra, ale nie do końca, aaaaaaaaaa, zapomnieliśmy o tym, że te wszystkie duperele musimy 1 listopada dostarczyć na grób.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> No, ale jak to? Takie lśniące, szklane lampki, pachnące kwiatki zanieść na brudny grób? Nie może być (a czas goni – za kilka dni WIELKIE ŚWIĘTO) Ludzie zaczęli stroić swoje groby, (które przez resztę roku wyglądają jak zapomniane mogiły, o które nikt nie dba). W busach ponownie babcie, tym razem już bez zniczy i kwiatków, za to w swych rękach trzymały grabie, płyny do mycia grobów, nożyce, sekatory, ścierki, itp.… Kompletnym szokiem było dla mnie to, że babcie nie wiedziały, na którym cmentarzu są groby, które mają wyczyścić!!! To był dla mnie szok – babcia wchodzi do autobusu, po chwili rozglądania się pyta wszystkich o to, gdzie ma wyjść, – bo wie, że ma czyścić grób, ale gdzie to nie wie – może to działa na podobnej zasadzie jak w świecie zwierząt? Np. węgorz europejski jest tak zaprogramowany, że pokonuje setki kilometrów żeby dotrzeć do Morza Sargassowego i tam odbyć tarło – no ok., ale węgorz, chociaż wie gdzie ma płynąć, a ta nieszczęsna babcia nie wie gdzie ma czyścić grób ). Smutne, ale prawdziwe. No, ale jak już trafi to nagrobek lśni i świeci jak brylant, wszystko czystsze i bardziej sterylne niż w szpitalu...</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Podsumujmy to, co już wiemy: osprzęt kupiony, groby czyste. Co teraz trzeba zrobić? A no wypadałoby, żeby jakiś członek rodziny zrobił ucztę dla tych przyjezdnych, no, bo przecież nikt do domu od razu nie pojedzie.</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> W mojej rodzinie rok w rok ucztę tą musi przygotować moja mama, bo tak pech chciał, że mieszkam w dzielnicy, w której spoczywają dziadkowie….No i znowu zaczyna się szał – ile osób, tyle żarcia – no i zaczyna się wielkie gotowanie, no, bo przecież każdemu musi starczyć, nikt głodny do domu nie wróci….</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Nadszedł ten długo oczekiwany dzień – 1 listopada – ludzie zjeżdżają się na groby bliskich (niektórzy wyjeżdżają nawet kilka dni wcześniej żeby dojechać na czas) w telewizji trąbią, alarmują, ostrzegają i proszą o to, aby jechać wolno i uważnie, aby kierowcy nie pili alkoholu – no, ale kto się będzie słuchać…</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Teraz wyobraźmy sobie, że jesteśmy na jednym z wielu cmentarzy, które mamy w swoim kraju – każdy wygląda jak wielka choinka, na każdym świeże kwiaty, płonące znicze, dokoła setki ludzi, którzy uważają się za wielce religijnych, – bo raz do roku przyszli na grób – jakby było mało – nie po to, aby pomodlić się, ale po to, aby pogadać ze znajomymi, rodziną itd.</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Wyżej wspomniałem o mediach, które alarmują kierowców, aby ci jeździli z rozwagą – no, ale jak już napisałem, – kto by się słuchał. No i klaps – ledwo się święto skończyło, a tu już pogodna pani z wiadomości informuje nas, że kilkaset ludzi zginęło w wypadku samochodowym, dziesiątki osób są rannych, zatrzymano kilkuset pijanych kierowców. No to mieli niefart – zginęli w takim dniu, mieli stanąć nad grobami bliskich, a tak się składa, że za niedługo sami będą w owych grobach leżeć. I nadejdzie nowy rok, znowu będzie 1 listopad i znowu sytuacja się powtórzy….</font></p>
<p><font COLOR="#000000">Po tym wszystkich nasuwa się jedno pytanie:</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Po co to wszystko? Po to ten społeczny obowiązek „zaliczenia” grobu 1 i 2 listopada? Po co to marnowanie pieniędzy na znicze, babranie się z grobem, przy niskiej temperaturze(w Polsce pod koniec października przeważnie nie jest ciepło…), po co narażanie własnego życia dla tych, którzy własne życie stracili już dawno?</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Przecież można by przez cały rok, systematycznie odwiedzać swoich bliskich zmarłych, przecież, co jakiś czas można ruszyć dupę z ciepłego domu i przetrzeć szmatką grób, przecież można się za zmarłych modlić przez cały rok? Można wszystko, – ale komu się chce? Prawie nikomu, lepiej jest raz do roku „zaliczyć” ten przykry obowiązek...</font><font COLOR="#000000"><br />
</font><font COLOR="#000000"> Można powiedzieć, że lepiej wtedy, niż wcale – no ale to już jest dla mnie żałosna wymówka….</font></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
