<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>plucie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/plucie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "plucie"</description>
	<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 10:01:57 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Fałszywy krok]]></title>
<link>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/02/21/falszywy-krok/</link>
<pubDate>Thu, 21 Feb 2008 22:06:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Julia</dc:creator>
<guid>http://rzeczywisnie.wordpress.com/2008/02/21/falszywy-krok/</guid>
<description><![CDATA[Był małomówny. Nie miał wady wymowy, nie miał niefajnego głosu. Jego ojciec też niewiele mów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Był małomówny. Nie miał wady wymowy, nie miał niefajnego głosu. Jego ojciec też niewiele mówił. Jego dziadek oblał się w dzieciństwie wrzącym mlekiem, rany twarzy przez dłuższy czas utrudniały swobodne mówienie, zostały liczne blizny.</p>
<p>Nie dziedziczy się ran i blizn, tylko małomówność.</p>
<p>Przecinam żyłę. Patrzę jak wypływa miłość, lęk, wdzięczność, wstyd, poczucie winy. Plamią mi wszystko, przenikają kolejne warstwy codzienności, zostawiają ślady. Parę zbłąkanych w tej powodzi beztroskich radości próbuje ratować się ucieczką na suchy ląd, ale wszystkie toną. Powódź zalewa mi płuca, najważniejszy organ, w którym jest dusza. To dlatego nie palę - nie chcę jej zatruwać. I to dlatego w skrajnych momentach tracę oddech, jakby mi ktoś wypełnił płuca łzami. W takiej chwili można to tylko z siebie wykrztusić albo się udusić. Zepsute przewody łzowe. Zamiast wylewać co trudniejsze do strawienia rzeczy oczami, zalewam sobie nimi płuca. Nie umiem normalnie płakać. A wykrztuszenie tego z płuc wcale nie jest łatwe. Wszak dobre wychowanie nakazuje kasłać dyskretnie.</p>
<p>Wywalanie na wierzch własnej duszy to niewybaczalne faux pa.</p>
<p>Miałam ze trzy latka, gdy wykorzystując chwilową nieuwagę rodziców, wlałam sobie do buzi pół butelki trującego kleju. Rodzice po chwili zauważyli co się stało i zaczęli krzyczeć, żebym to natychmiast wypluła. A ja nie chciałam wypluć, mimo obrzydliwego smaku.<br />
Żeby nie pobrudzić dywanu.</p>
<p>To nie jest dobre wychowanie. To jest głębsza rodzinna przypadłość. Może jakiś mój przodek przeżył coś strasznego w związku z krztuszeniem się i pluciem. W myśl hellingerowskiej psychologii. Bo moje Ja to nie tylko wypracowane nawyki. To także rodzinny spadek.</p>
<p>Dziękuję rodzino inteligentnych, dumnych, wywyższających się ludzi, którzy cenią wiedzę, erudycję i dobre maniery bardziej niż swobodę bycia zwykłą, ale szczęśliwą osobą.</p>
<p>Która pozwala sobie czasem (o zgrozo!), bez wyrzutów sumienia splunąć.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
