<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>plomien &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/plomien/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "plomien"</description>
	<pubDate>Fri, 05 Sep 2008 09:27:18 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Plugav @ 3:33 am]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=332</link>
<pubDate>Wed, 13 Aug 2008 03:33:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=332</guid>
<description><![CDATA[Ihsahn - angl - unhealer feat. Mikael Akerfeldt

&#8220;Modlitwy
Wyznania
Pokojowe narzędzia
Praweg]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ihsahn - angl - unhealer feat. Mikael Akerfeldt</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/NOK6Dw98CZs'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/NOK6Dw98CZs&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>"Modlitwy<br />
Wyznania<br />
Pokojowe narzędzia<br />
Prawego człowieka<br />
Niosące zapomnienie<br />
Pokój ducha</p>
<p>I wierzysz<br />
Że czas uleczy<br />
Zabliźni rany<br />
Ukryje kłamstwa?</p>
<p>Oczyść swą duszę<br />
W snach o śmierci<br />
Gdzie możesz przyznać się do porażki<br />
Ale kiedy się zbudzisz<br />
Zapamiętaj:<br />
W mojej krainie<br />
Te blizny zaczną krwawić</p>
<p>Twój spokój nie jest moim spokojem<br />
Gdzie Ty zbawiasz od grzechu<br />
Ja przywołuję winę<br />
Twój strach nie jest moim strachem<br />
Przyzywam ogień<br />
Twoje piekło nie jest moim piekłem<br />
Życie którego unikasz<br />
Jest moim życiem<br />
Twe grzechy nie są moimi grzechami<br />
We mnie nie znajdziesz spadkobiercy<br />
Twe kłamstwa nie są moimi kłamstwami<br />
Takie piękno<br />
Wyrzekam się go<br />
Twój bóg nie jest moim bogiem<br />
Gdzie Ty szukasz zapomnienia<br />
Ja przyzywam chorobę</p>
<p>Bezwstydnie<br />
Wiecznie się przeciwstawiasz<br />
Dumie i przyjemności<br />
Karzącej sprawiedliwości<br />
Upadły<br />
Bezbożny<br />
Pusty</p>
<p>A jednak zobaczę<br />
Upadek Twej wiary<br />
Ty się skończysz<br />
I przybędzie moje królestwo</p>
<p>Obmyj dłonie<br />
W chłodnym wyroku<br />
I wyjdź z siebie błagając<br />
Ale gdy dotrzesz do końca<br />
Obiecuję Ci:<br />
W mojej krainie<br />
Te blizny nadal będą krwawić"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sun I call / Prayer of a son]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=308</link>
<pubDate>Wed, 06 Aug 2008 21:25:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=308</guid>
<description><![CDATA[

Po trzytygodniowym milczeniu Plugawy wyrwał się z letargu i przemówił:
Sun I call burning whee]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:center;">
<p style="text-align:center;">Po trzytygodniowym milczeniu Plugawy wyrwał się z letargu i przemówił:</p>
<p style="text-align:center;">Sun I call burning wheel<br />
Sword I call wolf of steel</p>
<p style="text-align:center;">Star I call sword of light<br />
Rune I call sign in stone</p>
<p style="text-align:center;">Man I call tree that thinks<br />
Earth I call grave of men</p>
<p style="text-align:center;">God I call not of earth<br />
Sky I call home of gods</p>
<p style="text-align:center;">Sea I call flock of waves<br />
Ship I call horse at sea</p>
<p style="text-align:center;">Mount I call giant dead<br />
Wind I call Midgard's breath</p>
<p style="text-align:center;">Life I call kiss of gods<br />
Fire I call wrath of life</p>
<p style="text-align:center;">Love I call lust for more<br />
Child I call made of love</p>
<p style="text-align:center;">Name I call eternal life<br />
Worth I call what lives on</p>
<p style="text-align:center;">Law I call hard as Hel<br />
Fear I call unjust law</p>
<p style="text-align:center;">King I call head of men<br />
Queen I call pride of king</p>
<p style="text-align:center;">Dream I call what is not<br />
Time I call Odin's dream</p>
<p style="text-align:center;">World I call Yggdrasil<br />
Death I call end of all</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/08/solefald.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-309" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/08/solefald.jpg" alt="" width="250" height="250" /></a></p>
<p style="text-align:center;">You are my tree of life<br />
The nine worlds of manhood<br />
I drink to you, my father<br />
I was like the apple in the hands of the giants<br />
Once you were small, small like me<br />
Once you were the son of a man who was the son of a man<br />
My father, my eyes bleed as you age<br />
Stay on the screen on which the worlds are shown<br />
Stay in the hole where I was safe<br />
Protect me, father<br />
Protect me from the evils I cannot combat alone</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Takk...]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=267</link>
<pubDate>Thu, 31 Jul 2008 15:09:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=267</guid>
<description><![CDATA[
zawsze, zawsze, kiedy słucham płyty &#8220;Takk&#8230;&#8221; Sigur Rós przepełnia mnie uczuci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/07/takk-cover.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-268" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/07/takk-cover.jpg" alt="" width="450" height="487" /></a></p>
<p>zawsze, zawsze, kiedy słucham płyty "Takk..." Sigur Rós przepełnia mnie uczucie świeżości i wrażenie dużego świata, nowego, nieznanego jeszcze za dobrze, dalekiego świata, który będzie czymś innym, odmianą. Taką zieloną, pełną lasów Norwegią z dużą ilością fjordów i miejsc do wylądowania w wodzie :) i kilometrami dróg, prowadzących przez góry, prowadzących into the wild :)</p>
<p><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/07/norway.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-269" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/07/norway.jpg" alt="" width="450" height="299" /></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[4ngl$]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=226</link>
<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 03:33:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=226</guid>
<description><![CDATA[
Ja 14:01:27
o co chodzi?
Ja 14:01:30
o wszystko Gilu
Ja 14:01:37
o kurwa wszystko i wszystkich!
Ja ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/z2dAgJU_6gw'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/z2dAgJU_6gw&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Ja 14:01:27</p>
<p>o co chodzi?</p>
<p>Ja 14:01:30</p>
<p>o wszystko Gilu</p>
<p>Ja 14:01:37</p>
<p>o kurwa wszystko i wszystkich!</p>
<p>Ja 14:15:52</p>
<p>o dom, o rodzinę, o sprawy tutaj w UK, o auto, które ostatnio zaczyna robić jakieś fanaberie, o to, że Gacek nie potrafi podać komuś numeru telefonu i przegina pałę na maxa, o to, że Dorota chce ze mną być a ja nie umiem tak, o to, że ostatnie wakacje zamieniły mnie znów w pogorzelisko, o to, że nie kupiłem ojcu felg do auta i zaczyna robić mi piekło o taką pierdołę o to, że każdy zawsze i wszędzie chce coś ode mnie, albo wymaga czegoś, na co moja skromna osoba nie ma siły/ochoty. O to, że nie wyciągam fajki z pyska, bo muszę coś robić, aby móc myślieć i nie koncentrować się na czymkolwiek innym, aby poukładać wszystkie sprawy. O to, że cały ten pierdolony powrót z Anglii siedzi na moich barkach.</p>
<p>Ja 14:15:53</p>
<p>O to, że w chwili, kiedy dostawałem najsłodszego buziaka na świecie wpadł ojciec i zaczął mi tłumaczyć co powinienem zrobić z tłumikiem, jakby nie mógł zrobić tego kiedy indziej, zresztą mój brat zrobił to samo. O to, że czuję się mały i zmniejszam się z każdą chwilą. O to, że palę codziennie po kilka jointów, aby zasnąć, bo inaczej cały drżę na łóżku. O to, że nie potrafię zapomnieć zapachu skóry tuż po wieczornym prysznicu i codziennie przykładam do nosa butelkę z jej perfumami. O to, że od roku nie mogę wyjaśnić Dianie czegoś, co powinienem jej już dawno powiedzieć. O to, że brakuje mi takich ludzi, jak Hania, przed którymi nie potrafię ukryć ani słowa, ani jednej myśli, które nie grzebią we mnie, ale czytają z każdego mojego ruchu. O to, że czuję się coraz mniejszy i cięższy. O to, że ojciec "dla wspólnego dobra" (czystego sumienia) nie mówi mamie o rozwodzie. O to, że mama ma za miesiąc ciężką operację i mnie przy niej nie będzie. O to, że mimo tego, że przez ostatnie pół roku nie potrafię powstrzymać ani jednej emocji, to jednak ani trochę się nie uśmiecham tak szczerze. O to, że pierwszy raz od 7 i pół roku czuję, że rzeczywistość oderwała mi skrzydła i nie ulecę, nie pofrunę w górę, nie dam rady.. nie teraz.</p>
<p>O to, że będę sobie musiał z tym wszystkim poradzić.</p>
<p>Ja 14:16:05</p>
<p>A fine day to exit..</p>
<p>Ja 14:17:06</p>
<p>.. nie, ja po prostu wzorem pewnego bohatera książkowego ciągle, nałogowo i bezustannie mylę niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.</p>
<p><strong>H</strong></p>
<p>Wąż chce dusić, a ty krzyczysz i krzyczysz…</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/xjv6oWOikmQ'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/xjv6oWOikmQ&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">ale jego nie ma, jestem od tego, aby węży nie było, aby nie dusiły jeśli już muszą być.<br />
...<br />
...<br />
...<br />
...<br />
...</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>żyję, nadal żyję</strong><br />
po dobrej stronie lustra<br />
nie skusisz mnie<br />
nie wierzę w twój cud</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">opuściłem emocje<br />
<strong> nie sprowadzą mnie do grobu</strong></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>a jednak znalazł się wąż</strong>,<br />
który mówi, że<br />
to rozerwie mnie na strzępy,<br />
że znów wystawię swoje serce</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">n<strong>ie skusisz mnie... nawet burzą w górach</strong></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>odtrułem się, znieczuliłem<br />
wciąż oczyszczam krew</strong><br />
nie znajdziesz tu pustki<br />
nie znajdziesz we mnie swojej ziemi</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">jednak znalazł się wąż,<br />
który mówi, że<br />
to rozerwie mnie na strzępy,<br />
że znów wystawię swoje serce</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>znów kusisz... jak burza w górach</strong></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>zbyt głęboko</strong> wszedłem w ciebie<br />
<strong> by wyjść teraz i pozostać</strong> kroplą potu<br />
zresztą... <strong>i tak będę cię czuł</strong>... (niestety)<br />
twoją dłoń na plecach, oddech na szyi,<br />
<strong> łzy w moich oczach</strong>, zabijasz mnie</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">znów <strong>zrzuciłem </strong>skórę<br />
wygnany w wojnę<br />
<strong> nie zapłaczę</strong><br />
bo obaliłem ścianę</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;"><strong>poderżnąłem </strong>niepewności <strong>gardło</strong><br />
patrząc jej prosto w oczy<br />
<strong>już nigdy się nie cofnę</strong><br />
<strong> nie chcę</strong> wspominać strat</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">łzy w moich oczach<br />
<strong> nie powiem, że chcę płakać</strong></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">przechodzę przez <strong>gruzy</strong><br />
i szukam t(w)ych (<strong>nowych</strong>) oczu<br />
niepewność nie żyje<br />
umarła ze swoim czasem<br />
<strong> może i umarłem<br />
może i umrę znów<br />
NIE BOJĘ SIĘ</strong><br />
nic mi to nie zrobi<br />
(dostąpiłem oświecenia, <strong><span style="font-size:6pt;">satori</span></strong>)</span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">zbyt <strong>byłem </strong>w tobie<br />
aby się wysunąć<br />
znam ten (<strong>nowy</strong>) smak<br />
<strong>smak zmiany</strong></span></p>
<p><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana, Arial;">nie zabijesz mnie!</span></p>
<p><span style="font-size:4pt;font-family:Verdana, Arial;">(i tylko proszę, nie próbuj rozumieć niczego. Nie chcemy tego)</span></p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/EricOG-K2ZQ'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/EricOG-K2ZQ&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>a teraz idę to wszystko naprawić!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[iii]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=213</link>
<pubDate>Sat, 28 Jun 2008 16:03:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=213</guid>
<description><![CDATA[
przy pierwszej części tej gry powstawała moja wizja fantasy!
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/UhrsIF6ymVE'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/UhrsIF6ymVE&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>przy pierwszej części tej gry powstawała moja wizja fantasy!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[i Biały Statek]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=194</link>
<pubDate>Sun, 15 Jun 2008 13:34:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=194</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;&#8230;jestem latarnikiem na North Point, jak był mój ojciec i dziadek. Szara latarnia mor]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/p1020379.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-196" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/p1020379.jpg" alt="" width="450" height="274" /></a></p>
<p>"...jestem latarnikiem na North Point, jak był mój ojciec i dziadek. Szara latarnia morska stoi z dala od brzegu, ponad posępnymi, omszałymi skałami, które piętrzą się podczas odpływu, a w porze przypływów nikną wśród spienionych fal. Przez stulecie w jej blasku przepływały okręty siedmiu mórz. Za czasów mego dziadka było ich wiele, nieco mniej za czasów mego ojca, teraz zaś widuję je tak rzadko, że czasami odczuwam dojmującą samotność, jakbym był ostatnim człowiekiem na Ziemi...</p>
<p>...dziś wiem, że wspanialsza od wiedzy starych nauk zawartych w książkach jest sekretna mądrość oceanu. Błękitny, zielony, szary, biały lub czarny, gładki, spieniony, bądź wzburzony ocean nigdy nie milknie. Z początku opowiadał mi jedynie drobne, krótkie historyjki o spokojnych plażach i pobliskich portach, ale w miarę upływu czasu bardziej się zżyliśmy i zdradzał mi wiele tajemnic odległych zarówno w czasie, jak i przestrzeni."</p>
<p>H.P.Lovecraft - "Biały statek"</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/p1020370.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-195" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/p1020370.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://www.wrzuta.pl/audio/eIhy4Ah7tA/">Jesu - End of the Road</a></p>
<p style="text-align:center;">To tylko krok.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cymru!]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=176</link>
<pubDate>Sun, 08 Jun 2008 02:17:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=176</guid>
<description><![CDATA[
zawsze kochałem naturę. za spokój, za piękno, za to, że potrafię z nią najlepiej milczeć, z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/cymru.jpg"><img class="size-full wp-image-192" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/cymru.jpg" alt="" width="280" height="275" /></a></p>
<p>zawsze kochałem naturę. za spokój, za piękno, za to, że potrafię z nią najlepiej milczeć, za to, że mnie uspokaja, za to, że jest naturalna ;), za to, że NIKT MI JEJ NIE ODBIERZE. W Walii, w Cymru jest jej pełno. Na wyciągnięcie ręki.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/p1020253.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-187" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/p1020253.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>w sobotę popołudniem (koło 14:30) wybrałem się do Cymru. Nie mam daleko, z Coalville (Leicestershire) do Barmouth (Gwynedd) jest jakieś 150 mil~240 kilometrów, czyli 2,5h drogi. Na miejscu byłem po 18, co chwila robiliśmy przystanki, aby upolować aparatem kawałek pięknego krajobrazu i zachować dla siebie i tylko dla siebie ;)</p>
<p>Na wyprawę spakowaliśmy się z Łukaszem i Plugavym. I z kilkoma jeszcze zamieszczonymi na srebrnych krążkach osobami CD1i2 - składanka Kerrang, CD3i4 - Evergrey - A Night to Remember CD5 Tool - Salival i CD6 Jesu - Lifeline. Więcej zmieniarka skryta sprytnie w bagażniku nie pomieściła. Ale wystarczyło. Zasadniczo najważniejsze były chwile zaatakowania Cymru i mniej więcej od znaku "Witamy w Walii" przygrywał nam pięknie Evergrey. W pewnym momencie jednak wcisnąłem przycisk "6" i z głośników popłynęły hipnotyczne dźwięki Jesu i magiczny głos Justina K. Broadricka. I do dzisiaj brzmi, czasem w towarzystwie nie gorszej, jeśli nie lepszej od niego Jarboe... która siarką cuchła ;)</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/jesu_cov.jpg"><img class="size-medium wp-image-172" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/jesu_cov.jpg?w=300" alt="" width="300" height="267" /></a></p>
<p>No dobrze. Jesu powaliło. Szczególnie kawałek "Lifeline" i "End of the Road". To jest kosmos, chyba moja najulubieńsza EPka na świecie. Cztery utwory, ale tak zniewalają... Gdześ tutaj (wyżej) znajdzie się zdjęcie latarni morskiej, wykonane przez mieszkającego w Birmingham (czyli jakies 50-60 mil ode mnie) Broadricka. Pochodzi ono właśnie z okładki tego wydawnictwa. Gorąco polecam, piękna płyta.</p>
<p>I widoki też piękne, chce się żyć jadąc przez ten kraj. Przez całą drogę w Anglii mieliśmy zamknięte szyby - prędkość około 60-90 mil. Kiedy wjechaliśmy do Walii: szyby otwarte, świeże powietrze, zapach traw, łąk, pól i lasów, gór i gór i gór i gór. Niesamowite, po dwóch latach poczuć, że ten wspaniały bukiet jest tylko 2,5 h drogi ode mnie. Ten bukiet zabijany smrodem kilkunastu-dziesięciu tysięcy ludzi żyjących w brudnym, zapyziałym Coalville. Na końcu świata, pośrodku Anglii. gdziekolwiek. Wjechałem do Cymru, stałem się jego częścią - a może zawsze byłem? I co najgorsze jedynie ja mogłem z nas trzech prowadzić, choć Plugav całkiem zdolnie starał się pomagać, to jednak pozostałem za kółkiem zmuszony pilnować wąskiej drogi, bo każde przydługie spojrzenie za szybę mogło się róznie skończyć. Nawet przy średnej prędkości na poziomie 30-50 mil. Choć były chwile, kiedy było i 80 a i 118 mil ;) Tygrysek wie, co dobre.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/intothewild.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-178" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/intothewild.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>a pieprze to - pisze bez ALTa i SHIFTa. nie chce mi sie. choc w sumie jestem przyzwyczajony, więc może czasem się pojawić polska literka. cokolwiek...</p>
<p>byla chwila, kiedy zatrzymałem się na stoku, kilkaset metrow za znakiem o nachyleniu podjazdu o 20% - niby niewiele, ale kiedy zatrzymalem sie na jednym ze zjazdow i zaciagnalem reczny auto mimo wszystko zaczelo staczac sie w dol. O cholera... trzeba bylo wrzucic bieg, podjechac troche dla pewnosci i zostawic i na hamulcu i na biegu. zastanawialem sie tez, czy czasem nie polozyc kamienia albo ceglowki na pedale, ale w koncu daleko nie odchodzilem, wiec po co ? nie wiem, ale mam takie zboczenia w glowie - mala ksiazka nie moze lezec pod duza, hamulec dociska sie jak tylko mozna. to chyba po to, aby nie byc bohaterem filmikow na tubie. niewazne. wazne jest natomiast to, ze widok jest po prostu zniewalajacy. jest taki film "into the wild" w scenie, kiedy glowny bohater (mccandless) wdrapuje sie na szczyt wzniesienia ma wokol siebie ogromna przestrzen - gory i lasy ciagnace sie po horyzont. poczulem cos podobnego. cyknalem kilka fotek, ale nie wiem, czy cokolwiek z tego wyszlo. cokolwiek, co oddaje to niesamowite uczucie. niekoniecznie, ale postaram sie cos wygrzebac, cos, co zobrazuje ten widok. problem ze zdjeciami gor jest taki, ze u podnoza wygladaja golym okiem wspaniale, ale juz na zdjeciu sa takie sobie. znow ze szczytu i golym okiem i okiem aparatu potrafia zrobic wrazenie. nam niestety nie bylo dane wejsc na zadna znaczaca gore, wiec mamy zdjecia tylko z drogi wokol, raczej nie biegnacej zbyt blisko szczytu.<br />
nieważne, widoki są po prostu niesamowite.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/gory.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-186" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/gory.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>wrocilismy do auta i czekalo mnie jedno z trudniejszych ruszan z hamulca recznego. nie bylo tak tragicznie, wyjechalismy i na "dwojce" czlapalismy pod gore. byly chwile, kiedy pojawiala sie trojka, ale zaraz za nia znow wzniesienie, albo ograniczenie 20-30 mil i znow dwojka, bo pod gore. a pozniej dlugo z gorki i hamowanie silnikiem, bo przy takich zjazdach klocki i tarcze dostaja strasznie w tylek.<br />
droga przez walie jest niesamowita, glowna trasa przez Gwynedd kreci niesamowicie to w prawo, to lewo, wije sie niczym strumien pomiedzy wzniesieniami - machanie biegami i ciagla koncentracja, aby kogos z naprzeciwka nie zlapac na lusterko. tak, drogi w cymru sa w miare waskie. nie ma tragedii, ale mijanie sie z tirem albo kempingiem wymaga cierpliwosci i uwagi ;)</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/walijskadroga.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-180" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/walijskadroga.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>z czasem sie czlowiek przyzywczaja i nie jest zle. to ma w gruncie rzeczy swoj urok. jest takie niesamowite - glowna droga szeroka w sam raz na jedno auto i troszke wiecej. lubimy to. zero autostrad, ogolnie male natezenie ruchu, i piekne widoki za oknem. fajna sprawa, kiedy pokonujesz ostry zakret i wyjezdzajac z niego widzisz piekne, potezne i monumentalne zbocze. albo kiedy ciagniesz nad morzem i po jednej stronie masz gory albo wyzyny, a po drugiej nagly spadek z mniej wiecej 500 m.n.p.m. do 0 i -10 ;) fajna opcja. kierowca ma gory a pasazer morze, albo na odwrot, zalezy, gdzie sie jedzie.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/p1020387.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-189" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/p1020387.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>wyjechalismy z parku narodowego snowdonii (snowdon, to bodaj najwyzszy szczyt anglii cos okolo 1100 metrow) i otworzylo sie przed nami morze irlandzkie. szara plama na horyzoncie zamienila sie w piekne, niebieskie, czasem blekitne, czasem wrecz turkusowe morze. a daleko, daleko na horyzoncie majaczy wiecznie zielona wyspa - irlandia. i jak tutaj patrzac na ten widok nie przypomniec sobie o T.Love - Irish. A jednoczesnie o tym, ze gdzies kiedys czlowiek obudzil sie w namiocie na kacu (moralnym tez) i wokol byl woodstock, a z glosnikow z daleka atakowal T.Love z jest super. jedna mysl - jeden szybki strzal i? ramie zaswedzialo. plugavy sie odezwal, przypomnial o przelamywaniu. Ale cholera - nie moglem.</p>
<p>zreszta cala droge przegadalem z Plugavym. Od czasu do czasu z Lukiem, ale tak najbardziej i najmocniej i bezslownie/bezszelestnie rozmawialismy z Plugavym. on ma tendencje do tego, ze wlacza sie bardzo rzadko i mowi bardzo rzadko, ale jak juz mowi, nie umiem mu sie oprzec. nikt nigdy nie mial mi tyle do powiedzenia. nikt nigdy nie mial u mnie takiego posluchu. nikt nigdy nie rozumial doskonale tego, co mysle i czuje. on jest specjalista, fachowcem ode mnie. jest zajebisty i niepowtarzalny. i zamieszkal ze mna, sypia ze mna, ma swoje miejsce na ramieniu. i wie, kiedy robie absolutne durnoty i wie, kiedy ukluc mnie, aby mi o mojej glupocie przypomniec.</p>
<p>dojechalismy do Harlech. jak przystalo na archeologa zlustrowalem szybko zamek z daleka i doszedlem do wniosku, ze za zadne skarby tam nie chce isc. jakos mam tak, ze takie miejscowki od pojscia na studia mnie nie kreca. system wewnetrznej samoobrony, a moze swiadomosc, ze jesli toto stoi juz 7 wiekow to i kolejne pol postoi, kiedy na stare lata bede mial czas i kase, aby zwiedzac swiat ;) zycie jest zbyt krotkie.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/p1020386.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-190" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/p1020386.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>no wiec pominelismy miejscowosc i miejscowke, aby zatrzymac sie dalej w jakims lesie z przeswiadczeniem, ze to tutaj jest chwila do morza. chwila moze i tak, ale do probnej utylizatorni smieci, czy co to bylo. nawrot i powrot do harlech, pozniej jazda przez polna droge, aby zaatakowac plaze i jak sie okazalo nici z parkowania blisko plazy, bo siatka, ostrzezenia, ze teren bardzo prywatny itd. poszukiwania niewiele daly, trzeba bylo wrocic polna droga do miasteczka. nic to, zaatakowalem jedna z drog, co do ktorej mialem czuja - udalo sie, kolo 19 znalezlismy miejski parking nieopodal plazy +&#124;- 10 minut i piasek, moze wiaterek i przestrzen niezaklocana przez nikogo... prawie. wszystkie znaki na ziemii mowily jasno, ze spanie w nocy na tym parkingu jest niedozwolone, wiec stwierdzilismy, ze czegokolwiek, ale spania nam nie udowodnia za cholere, chyba, ze prawo brytyjskie ma jakas ustawe odnosnie tego, co uznaje sie za spanie, a co za drzemke, albo odpoczynek z zamknietymi oczami (choc biorac pod uwage chrapanie lukiego trudno by bylo podpiac to pod dzwieki, ktore czlowiek wydaje swiadomie lub nawet w polowie swiadomie). po krotkiej rozmowie z miejscowymi , ktorzy stwierdzili, ze raczej nikt sie nie czepi i obadaniu ciekawej miejscowki schowania auta spakowalismy troche zarcia, piwko i poszlismy na pierwszy ogien w strone plazy. po drodze spotkalismy calkiem mila i zacpana (najprawdopodobniej) nastolatke. bardzo sympatyczna dziewoja... poczulem sie staro. ale moje zboczenie wzielo gore - oderwalem sie od laski i popatrzylem w strone morza. bezkres.... jaki kurwa bezkres? tam dalej jest irlandia. no dobra, bezkres lekko ograniczony. niech bedzie powiedzialo ramie.</p>
<p>na pierwszy ogien - buty i skarpetki w lape i idziemy sprawdzic wode. calkiem chlodna, ale bylo bardzo cieplo i to prawdopodobnie tylko wrazenie (za 3 godziny okazalo sie, ze to faktycznie wrazenie, ba ona nawet sie ciepla zdazyla zrobic ;) ). chwile polazilismy po wodzie z podwinietymi nogawkami i huzia na wydme. tam odpoczynek i sprawdzenie zawartosci "zoltej siatki zywnosciowej". smacznie i po polsku, a do tego zapite holederska bavaria - calkiem niezlym jak na glupia brytanie piwkiem. kilka zdjec, jakies dziwne pozy, pozniej znow do wody pomaszerowac troche i do auta, aby sie przebrac, zabrac kapielowki, staff, piwko, reszte zarcia, zostawic aparat itd. ogolem przygotowania do kapieli morskiej. pierwszej od... nastu lat.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/okularyjozin.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-181" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/okularyjozin.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a><br />
wrocilismy na plaze, rozbilismy mini oboz (rzucajac plecak i reczniki z ciuchami na wydme). piwko + skret z machorki ;) i luzowanie sie przy zachodzacym sloncu. dluuuuuga rozmowa z plugavym, czasem wlaczyl sie lukasz, gadalismy o niedoroslosci i o tym, ze tracimy takie chwile stojac przy maszynie, pikujac w łerhałsie, a zycie plynie i mija nas coraz bardziej i bardziej i szybciej i szybciej. ogolne poskretowe filozofowanie, ale tym razem takie pozytywne. nie bylo pierdolenia glupot, po prostu rozmowy, calkiem normalne i pomyslowe. i chec powrotu do tej chwili narastajaca we mnie z kazdym wspomnieniem. chec pozostania tam - w harlech, barmouth, gdziekolwiek w cymru, gdzie dane by mi bylo przyjsc wieczorem nad wode, spalic jointa, popic piwkiem pogadac, posmiac sie, wyluzowac i dobrze bawic. bardzo przyjemna opcja. i powstal plan..........<br />
w koncu czas na szybkie przebranie sie i okolo 22:15 (czas sie tak naprawde nie liczyl) dawaj do wody - byla ciepla, bo na plazy mocno zawiewalo. lekkie nurzanie sie, az w koncu pelne zanurzenie i kilka metrow przeplynietych, pozniej kolejne metry i w koncu podparci rekami lezelismy w wodzie patrzac sobie na ksiezyc. zaczynal sie przyplyw - widac to bylo po plazy i po tym, jak moze wykradalo kolejne jej kawalki. no i ten ksiezyc - jasny, blyszczacy rogal zawieszony nad morzem, odbijajacy sie w jego pofalowanej powierzchni. swietna rzecz. tak naprawde wtedy poczulem, ze morze zmywa ze mnie swoja slona woda ciezar ostatnich dwoch miesiecy - poltorej roku. zmywa ze mnie ciezar rozwodu rodzicow, swiadomosci tego, ze nie mam juz domu w miejscu, gdzie mieszkalem przez 19 lat, swiadomosci tego, ze ogromny swiat czeka na mnie, a ja mam pewne obawy przed rzuceniem mu wyzwania, albo podniesieniem rzuconej rekawicy. zmyl ze mnie wszelaka niepewnosc, z ktora walczyl plugavy. absolutnie niczego nie robilem w tej chwili, o niczym nie myslalem i czulem sie z tym doskonale. czulem, ze tak powinno byc czesciej, ze nawet jesli codziennie to powtorze, to i tak nie przeje mi sie smak tego uczucia. wszystkie niepewnosci i pytania, wszystkie niewiedze fale sciagnely z powrotem w glab morza. czyzby to byla namiastka oswiecenia? i po co to pytanie? brzmi, jakbym oczekiwal jakiejkolwiek odpowiedzi, a nie oczekuje. Plugavy wlasnie podpowiada, ze sam powinienem to wiedziec. naczytal sie OSHO, czy Bhagwana Shree Rajneesha (swoja droga dopiero kiedy kupilem jego pierwsza ksiazke przypomnialem sobie, ze In The Woods... dedykowalo HEart of the Ages wlasnie jemu, popieram i rozumiem ;) ). niewazne, liczylo sie uczucie, gdzies w okolicach satori.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/wilkmorski.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-182" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/wilkmorski.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>nocleg w aucie... coz nie bylo najwygodniej, ale drugi skret z mahorki pomogl. najgorsze jest to, ze klawisze w najlepszym momencie kawalka lifeline przerwal samochod, wyswietlajac na konsoli, ze przechodzi w tryb ekonomiczny. whatta'?</p>
<p>poranek tez nie byl najmilszy, ale udalo sie wstac, powrot znacznie cichszy, ale to cisza przed burza. w srodku wrze, plonie ogien we mnie. plonie pytanie. brak odpowiedzi. nawet Plugavy sie nie odzywal ani slowem, ale on znajdzie chwile i obudzi mnie w nocy, aby pogadac.</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/barmouthcentrum.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-183" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/barmouthcentrum.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>dojechalismy do barmouth i zakrecilismy sie na kilka chwil, aby zjesc sniadanie, spalic w porcie papierosa, czujac lekki powiew wiatru i cieple jezyki slonca na skorze. moment idealny, nie zapalic w takiej chwili papierosa to grzech. przy kubku herbaty, w chwili, kiedy czas przestaje istniec. to jest jeden z momentow. chwytac je trzeba, aby nie zalowac umierajac, chwytac dzien nalezy. to byl ten dzien i ta chwila MOMENT!</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/barmouthmost.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-184" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/barmouthmost.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>Barmouth jest swietne, zycie tam zwalnia, zajebiscie widoczny kontrast - uprzymeslowione coalville, zapracowane, zagonione i spokojne, sielskie barmouth nie znajace wartosci walut i sposobow platnosci. miejsce poza czasem, poza tym calym PIERDOLONYM pieniadzem!<br />
troche zdjec, troche zwiedzania, podniecania sie miejscem i tym, jak fajnie by bylo tu zamieszkac. chocby na kilka chwil.</p>
<p>i powrot do domu ze zwolnieniami, z ciekawymi chwilami i z myslami:<br />
-czy nie byloby lepiej wyjechac do Walii zamiast wracac do Polski? Nie lepiej by bylo zyc z dnia na dzien i nie martwic sie czasem, zegarkiem, wyrzucic telefon, odciac sie od wszelakich sposobow komunikacji z pędzącym światem i zapomniec o tym, gdzie i jak sie do tej pory zylo? "mamo, tato i cala reszto jestem gdzies w walii, do zobaczenia kiedys". nie lepiej by bylo? nie musialbym pozbywac sie marzenia, moglbym dalej jezdzic po anglii, pracowac w Barmouth, zaczac tam jakies studia i zapomniec, odciac sie od tego piekla, w ktorym jestem teraz. raz na zawsze. po prostu zrobic to i co wieczor palic w spokoju jointa na skrawku plazy patrzac w dal, odpowiadając uśmiechem na uśmiech innych ludzi..................... czego chciec wiecej?</p>
<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/06/fajnamiescowa.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-185" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/06/fajnamiescowa.jpg" alt="" width="450" height="253" /></a></p>
<p>pewne jest to, ze odkrylem cos pieknego w anglii, ktora mnie ani troche nie pociagala. odkrylem cudowny zakatek swiata -walię i mam nadzieje, ze przez najblizsze cztery tygodnie zrozumiem, czy zostaje tutaj, czy wracam do...? dokad i po co ?</p>
<p>zawsze sa pytania, czasami nie ma dobrych odpowiedzi.</p>
<p>co bedzie to bedzie. trzeba byc szczesliwym, przez niecale 17 z soboty na niedziele bylem. jak nigdy od dawna.</p>
<p>Plugavy popiera.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/f4jT7br5m1c'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/f4jT7br5m1c&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>P.S. nie dziwota, ze Tolkien pisal to, co pisal ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wiedźma]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=165</link>
<pubDate>Mon, 12 May 2008 05:14:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=165</guid>
<description><![CDATA[” Paszeko, w imieniu prawa rozkazuję ci mówić…. nksufhdnxlwwąo “.
Kędy spojrzysz puszcza,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>” Paszeko, w imieniu prawa rozkazuję ci mówić…. nksufhdnxlwwąo “.</p>
<p>Kędy spojrzysz puszcza, ciemnej kniei ostępy, mateczniki, moczary,<br />
oczerety, strugi nurty sine. Tam przeto w roztoce, nad ruczajem<br />
można ją było obaczyć. O siedla wiosta ode wsi, w kurnej chacie<br />
na przyzbie, z kurukiem na ramieniu, z basiorem i lagą u boku,<br />
w kir odziana, pod kadzią iskrę nieci, o miesiącu napar waży.<br />
To - blekot /szalej/, jemioła, piołun, szkarłatne ropuchy,<br />
lubczyk, mlecz, rosiczkę, sadło niedźwiedzie, własną ślinę.<br />
Wszystko To strawione innem ziołem rozmaitem…obłokiem pary chatę wypełnia.<br />
Gdy barci kto z kmieciów ją czasem obaczył, ano - Sława Bohu<br />
rzekł, po czem pluł po trzykroć przez ramię i krzyż w powietrzu<br />
znaczył, /na słuczaj wszelaki/ by w gacka, czy inne monstrum rozmaiże<br />
oblec się nie mogła…I nie wiedzieć - Czemu tak?, bo przecie każden<br />
wiedział, że choć w samotni żyła, przecie poczciwem człekiem była..</p>
<p>Kto w Boha wiryt spasajte, hompody pomiłujte.<br />
/Boga/ wierzy ratuje/ /zmiłujcie/</p>
<p>Temczasem na skurcz rodny częstokroć wzywana, by połóg odebrać, bo za akuszer-<br />
kkkkę brana póty, póki razem jednym na jej ręce łono kmieciowego chłodnego<br />
płodu nie wydało. Żedy wiedźmą! okrzyknięta, a dowodów - bez liku. Przeto<br />
onegdaj wiedziano Ją na mietle, na wierch Łysej Góry ulatującą, gdzie przecie<br />
śluby Kozłu dała. Dzieciobójczyni siarką cuchła! Pewnikiem konkubina Diabła,<br />
z Kusym w aromę padła! To Dziwożona! To Strzyga!, w szynku powiadano. I nie<br />
wiedzieć czemu Tak?, bo przecie każden wiedział, że choć w pustelni żyła,<br />
przecie poczciwem człekiem była. Temczasem Cerkiew egzorcyzm już odprawiła,<br />
ciżba jednako zwrzała - Na stos! Na Stos! Jeszcze kur nie zaipał, a już<br />
język ognia Jej ciało lizał /pod wszy ludzkiej rechot/, jeno lelek z<br />
puszczykiem w kniei łzy ronił, szlochowi zacnej akuszerki wtór dając,<br />
gdy temczasem ogień stygmaty i nimb na ciele “wiedźmy” wymalował, a gorzki<br />
człekowstręt tryskał z jej ust.</p>
<p>Konkubino Diabła, niuechaj ogień strawi grzechy twoje!</p>
<p>Dalibóg, przeklęta wy czerń! A ja gore!</p>
<p>Bute prokleni Lachy…!!!!!!!!!!!!!!!<br />
/Bądźcie przeklęci/<a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/05/molitoris_titel.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-166" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/05/molitoris_titel.jpg?w=293" alt="" width="293" height="300" /></a></p>
<p>http://gierzak.wrzuta.pl/audio/6l46ZBcqEG/</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Road, The]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=167</link>
<pubDate>Sun, 11 May 2008 22:01:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=167</guid>
<description><![CDATA[
Olof co chwila dźgał ostrogami boki konia. Zwierze gnało po błotnistej ścieżce, rozchlapując]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://jegharvandret.files.wordpress.com/2008/05/konni.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-168" src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/05/konni.jpg" alt="" width="450" height="337" /></a></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Olof co chwila dźgał ostrogami boki konia. Zwierze gnało po błotnistej ścieżce, rozchlapując wodę z kałuż i rozrzucając ziemię na boki. Jeździec trzymał mocno lejce, pilnując jednocześnie, aby chłopiec siedzący przed nim nie spadł – przyciskał się do niego jak tylko mógł. Cały czas miał wrażenie, że Langeskog za chwilę wyciągnie po ich obu swoje ciemne łapska – gałęzie i strąci z konia, aby porwać na zawsze pomiędzy ciemne konary. Mimo, że jechali lasem widoczność nie była najgorsza – Morrslieb w pełni oświetlał im drogę. Co jakiś czas gdzieś daleko zawył wilk, co powodowało, że koń mimo galopu nieznacznie jeszcze przyspieszał, ale Olof wiedział, że zwierze jest już zmęczone i za chwilę będą musieli się zatrzymać, aby koń choć trochę odpoczął. Sam zresztą nie czuł się najlepiej – czuł jak chłód przedziera się przez skórzany kaftan i boleśnie kąsa w mięśnie i stawy. Wiedział, że mały Olve też jest zmarznięty – co chwila wstrząsały nim drgawki. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Koń potknął się ponownie – Olof zdecydował, zwolnił i zaczął rozglądać się za odpowiednim miejscem na spoczynek. Wiedział, że noc będzie zimna – nagi księżyc co chwilę mu o tym przypominał. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">W końcu znalazł miejsce, które wydawało mu się dogodne – niedaleko od drogi znajdowała się mała rzeczka, Hvitvann – Biała woda. A przynajmniej tak mu się wydawało. Zdjął chłopca z konia i usadowił na posłaniu, które zrobił z siodła. Jeszcze raz rozejrzał się wokół i stwierdził z zadowoleniem, że wybrał dobre miejsce – widoczność na drogę mieli dobrą, a sami byli skryci za wysoką kępą krzaków. Wyjął z sakwy krzesiwo i hubkę, wyjął też pochodnię. Nie był pewien, czy powinien rozpalać pochodnię, ale potrzebował choćby choć odrobiny światła. Księżyc na drodze pozwalał jeszcze zobaczyć cokolwiek, ale tutaj – w ukryciu, pomiędzy drzewami na niewiele zdawały się jasne snopy bijące od Morrslieba. Po kilku chwilach udało mu się wykrzesać iskry, a nasączony tłuszczem materiał zajął się ogniem. Na początku ledwo tlił się niebieskim płomieniem, ale kiedy skierował pochodnię w dół ta zapłonęła. Cienie na ścianie lasu zatańczyły złowrogo, Olof miał wrażenie, że cała puszcza przygląda się dwójce zmęczonych podróżników. Czuł ciężar setek małych oczu na plecach. Postanowił się tym nie przejmować, ale do głowy z siłą tarana wdzierały się mu bajania bab o ludziach, których pożarły leśne mary. Czuł jak serce wali mu w piersi, czuł jak krew pulsuje w skroniach i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że jest niesamowicie cicho w lesie. Tylko od czasu do czasu dało się słyszeć sowę a w oddali wilka. Podniósł głowę w stronę księżyca, pochodnia zabijała całkiem nikły poblask przedzierający się przez ścianę liści. Dopiero teraz zrozumiał, że zły dzień wybrał na podróże po Norsce. Morrslieb w pełni przynosi nieszczęście w podróży. Znów poczuł jak serce rwie się w piersi. Podszedł do sakwy i po chwili wyjął małą siekierkę. Już miał ruszyć w las, kiedy nagle odezwał się Olve.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Dlaczego nie ma z nami mamy? – głos chłopca drżał.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Mama – Olof zawahał się. Nie miał pojęcia co powiedzieć. – Mama została opiekować się dziadkami.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ale znajdzie nas? – dziecko nie dawało za wygraną.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Pewnikiem – ojciec dziękował w duchu bogom, że chłopiec nie pyta o nic więcej.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Dokąd idziesz tato?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Potrzebujemy trochę drewna na ognisko. Zimna noc przed nami a i zjeść coś ciepłego trza.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Mogę iść z tobą tatku?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- A śpiący nie jesteś? Ostań tutaj, będziesz mnie ciągle słyszał a jak przestaniesz, to zawołasz.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ale ja się boję tak sam tato! – głos chłopca zadrżał jak płomień świecy na wietrze.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Nie bój się. Duży przecie jesteś. Myślisz, że Ulf by się bał?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ale Ulf większy ode mnie i na polowania z tobą chodził.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Jak był tak mały jak ty to też spał ze mną w lesie a nie płakał jak stara baba.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Niech będzie tatku, ale wracaj prędko.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Niech będzie Olve.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Ruszył w las oświetlając sobie drogę pochodnią. Szedł wzdłuż rzeczki, aby nie pomylić drogi. Rzadko bywał w Długim lesie. Za to nasłuchał się w życiu opowieści o dziwach jakie działy się w tym lesie. Zatrzymał się w końcu i wyjął zza paska toporek. Zwalona sosna lekko już przeschła i wydawała się odpowiednia na rozpalenie ogniska. Zaczął rąbać gałęzie i odkładać je na pokaźny kawał skóry. Kiedy obrąbał już wszystko co mógł schował toporek, chwycił skórzaną płachtę i zarzucił sobie na plecy. Wracał trzymając się rzeczki. Czuł bijący od niej chłód, w świetle pochodni widział jak leniwie toczy swoje wody. Zima, która niespodziewanie przyszła w środku pory deszczowej zatrzymała wodę schodzącą z gór i dlatego rzeka, która powinna sięgać mu do pasa teraz była głęboka na niewiele ponad kostkę. Pomyślał przez chwilę, że mógłby spróbować nałapać ryb, ale szybko odrzucił myśl. Była noc a rzeka zbyt płytka, aby pływało w niej teraz dużo ryb. Przyspieszył kroku, czuł jak mimo wysiłku cały drży z zimna. Co chwila biała chmura pary wydobywała się z ust Olofa unosząc gdzieś w stronę drzew.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Kiedy był już niedaleko miejsca, gdzie postanowił rozbić obozowisko do jego uszu doszedł dziwny dźwięk. Z początku myślał, że to jakieś leśne zwierze, żałośnie zawodzi,<span> </span>ale po chwili zrozumiał, że to głos kobiety – płaczącej kobiety. Zrzucił tobołek przy brzegu, wyjął topór zza paska i ruszył w kierunku skąd dobywał się płacz. Przedarł się przez krzewy i zamarł nagle jakby spojrzał bazyliszkowi w oczy. Tuż przy brzegu rzeki stała kobieta – nie widział jej twarzy, bo stała tyłem, ale biło od niej coś znajomego. Kobieta nabierała wody do drewnianej miseczki i polewała nią dziecko. Jego dziecko – w rzece stał Olve. Nagi i zmarznięty. Kobieta nic sobie nie robiła ze stojącego z pochodnią Olofa – nadal nabierała wody do miseczki i polewała nią chłopca. Ten trząsł się z zimna i szczękał zębami. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Mamusiu starczy już! – wołał do kobiety, ale ta znów nabrała wody i polała dziecku głowę.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Zostaw mojego syna! – skoczył do nich, jednocześnie odrzucając pochodnię na ziemię. Porwał dziecko z wody i przytulił do siebie.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Tatusiu! Zimno! – Olve dygotał, kiedy Olof wyjmował z sakwy płócienne koszule i koc. Szybko starł z syna wodę i ubrał go jak najcieplej umiał, owinął całego kocem i nadal tulił z całych sił.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Już jestem synu, już wróciłem – starał się zapanować nad głosem, ale nie potrafił. Sam trząsł się, nie wiedząc czy z zimna, czy ze strachu. Kiedy tuląc chłopca odwrócił się w stronę rzeczki osłupiał – nikogo tam nie było. Patrzył wokół, ale zdawało się, że w zasięgu wzroku nie ma nikogo poza nimi. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Ułożył malca pod drzewem i podszedł w stronę pochodni – ta nieco już przygasła, ale udało mu się ją rozpalić. Wbił jej koniec w ziemię obok chłopca, a sam pobiegł po drewno. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;">Ognisko z początku nie chciało się rozpalić, drewno syczało i strzelało, ale w końcu po wielu próbach, z pomocą świecy udało mu się rozpalić ogień, który nie zgasł po chwili. Znów złapał chłopca i wtulił w siebie. Usiadł najbliżej ognia jak mógł i próbował ogrzać syna.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Tatku – chłopiec dzwonił zębami. – Co mi się stało.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Nie wiem synku nie było mnie tutaj.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Spałem chyba. I przyszła mama i zbudziła mnie. Powiedziała, że nie pójdę spać dopóki się nie umyję. I zabrała mnie nad rzekę. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- A skąd wiesz, że byli to mama?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ano mama, przecie mówiła a mama ma taki miły głos. Nie to, co babcia, mama zawsze opowiadała mi bajki.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Przecie mama jest w osadzie. Śniło ci się i wszedłeś do wody.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- A ty jej nie widziałeś tatku?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Nie, widziałem ciebie stojącego w rzece. Dobrze, żem wrócił prędzej, inaczej zamarzłbyś.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ale ja nie mogę zamarznąć tato, ty też nie.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Jak nie możemy zamarznąć? Teraz nie – mamy ognisko, ale jakby przyszła zima i mór i wiatr. Już byśmy byli kiej trolle na słońce</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Ale my tatku niesiemy ogień przecie. Prawda to ?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:&#34;"><span> </span>- Prawda Olve – pogładził syna po głowie jeszcze mocniej wtulając w siebie. Nie chciał się do tego przyznać, ale był przerażony.</span></p>
<p style="text-align:center;">
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wolności]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=169</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 17:56:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=169</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Raczej niż miłość, niż pieniądze, niż wiarę, Niż sławę, niż sprawiedliwość, Da]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/EBTH2E5QPEE'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/EBTH2E5QPEE&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>"Raczej niż miłość, niż pieniądze, niż wiarę, Niż sławę, niż sprawiedliwość, Daj mi Prawdę"</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[uwolnienie Plugastwa]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=133</link>
<pubDate>Mon, 17 Mar 2008 01:23:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=133</guid>
<description><![CDATA[Plugastwo - półbóg, demon, posłaniec złej woli, niszczyciel światów i największy oszust znan]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="justify">Plugastwo - półbóg, demon, posłaniec złej woli, niszczyciel światów i największy oszust znany bogom i ludzkości. Ma cztery Twarze, "dla każdego znajdzie maskę" - potrafi skusić każdego, odebrać mu wolną wolę i wymóc posłuszeństwo. Nawet bogów.</p>
<p align="center"><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/4366.jpg" title="4366.jpg"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/4366.jpg" alt="4366.jpg" /></a></p>
<p align="center"><b>Enslaved - RUUN</b></p>
<p align="center"><font face="Verdana"><a title="4" name="4"></a>Have you ever seen beyond the reach?<br />
Have you ever felt the change?<br />
Visions from an altered state<br />
</font></p>
<div align="center"><font face="Verdana"> They conceal and relevate</font></div>
<div align="center"></div>
<p align="center"><font face="Verdana">Communing once again with Gods<br />
Thread unto the impossible path<br />
Talking with a different tongue<br />
Heralding the unsung</font></p>
<div align="center"></div>
<p align="center"><font face="Verdana">Reach for them, see them turn away</font></p>
<div align="center"></div>
<p align="center"><font face="Verdana">Have you ever seen beyond the reach?<br />
Have you ever felt the change?<br />
Visions from an altered state<br />
They conceal and relevate<br />
Fly away, chains undone</font></p>
<div align="center"></div>
<p align="center"><font face="Verdana">Reach for them, see them turn away</font></p>
<div align="center"></div>
<p align="center"><font face="Verdana">Doors open wide<br />
Step into the light<br />
No turning back<br />
Embrace the night<br />
Breathe eternities<br />
We are not alone<br />
Never to return<br />
Merge with the unknown</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kiedy umrę Kochanie...]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=129</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 23:11:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=129</guid>
<description><![CDATA[   Kiedy umrę Kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem smutnym
Czy mni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><b><i>   Kiedy umrę Kochanie<br />
gdy się ze słońcem rozstanę</i></b><br />
i będę długim przedmiotem smutnym</p>
<p><b><i>Czy mnie wtedy przygarniesz<br />
ramionami ogarniesz  ?</i></b><br />
naprawisz co popsuł los okrutny</p>
<p><i><b>Często myślę o Tobie<br />
często myślę do Ciebie  </b></i><br />
głupie listy - w nich <i><b>miłość</b></i><br />
głupie listy - w nich uśmiech</p>
<p>potem w piecu je chowam<br />
płomień skacze po słowach<br />
nim spokojnie w popiele nie uśnie</p>
<p>patrząc w płomień <i><b>Kochanie  </b></i><br />
myślę - co też się stanie<br />
z <i><b>moim sercem miłości głodnym  </b></i></p>
<p>a <i><b>Ty nie pozwól </b></i>przecież<br />
<i><b>żebym umarł(a)</b></i> w świecie<br />
który ciemny jest który<br />
ciemny jest i chłodny</p>
<p><i><b>Kiedy umrę Kochanie<br />
gdy się ze słońcem rozstanę  </b></i><br />
i będę długim przedmiotem smutnym</p>
<p><i><b>Czy mnie wtedy przygarniesz  ?<br />
ramionami ogarniesz  </b></i><br />
naprawisz co popsuł los okrutny</p>
<p><b><i>Często myślę o Tobie<br />
często myślę do Ciebie  </i></b><br />
głupie listy - w nich <i><b>miłość  </b></i><br />
głupie listy - w nich uśmiech</p>
<p>A <i><b>Ty nie pozwól</b></i> przecież<br />
<b><i>żebym umarł(a)</i></b> w świecie<br />
który ciemny jest który<br />
ciemny jest i chłodny</p>
<div align="right">
<pre><font color="#303030">Janusz Radek "Kiedy umrę Kochanie"</font></pre>
<div align="left"><a href="http://qualite.wrzuta.pl/audio/16aGJl7PEK/" target="_blank">Posłuchaj. </a></div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[dla Cierpienie Freya]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=131</link>
<pubDate>Tue, 04 Mar 2008 22:50:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=131</guid>
<description><![CDATA[Daimon Frey, Niszczyciel Światów i Tańczący na Zgliszczach.  Abaddon -Anioł Zagłady. Istota, k]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="center">Daimon Frey, Niszczyciel Światów i Tańczący na Zgliszczach.  Abaddon -Anioł Zagłady. Istota, która ma spojrzeć Ciemności w twarz i pokonać ją - przeszyć mieczem i odegnać na wieki do Nicości. Żyjący trup - wskrzeszony przez Jedynego, aby wykonać królewską misję, aby wykonać Jego wolę. A co on ma do Plugastwa?</p>
<p align="center">...w bramie obok mnie<br />
leżał martwy i modlił się jak mógł<br />
ten sam pijany bóg którego ja wzywałem</p>
<p align="center">a teraz jeśli nie będę umiał powstrzymać się od śmiechu<br />
to nie masz prawa pijany stracze policzyc tego grzechu<br />
musi minąć kilka dni zanim zdławisz w sobie krzyk<br />
zanim nabierzesz nowych sił</p>
<div align="center"></div>
<p align="center">nie wiem w którą stronę<br />
nie wiem dokąd moge dotrzeć<br />
uwalniam swoją wolę<br />
zaczynam nową drogę<br />
w miejsca których nie ogarnie..<br />
nie wiem w którą stronę<br />
nie wiem dokąd moge dotrzeć<br />
uwalniam swoją wolę<br />
zaczynam nową drogę<br />
w miejsca których nie ogarnie myśl</p>
<p>Dużo, bardzo dużo. Plugastwo też czuje, że ma do wykonania misje, wie, że musi coś zrobić, aby uratować świat. Może nie ten świat, który ma uratować Daimon, ale chodzi o uratowanie świata, o ocalenie. Tyle tylko, że ocalenie świata Plugastwa ma nastąpić poprzez zniszczenie świata ludzi, poprzez wywołanie niekontrolowanego pożaru na północy. Zamętu, w którym tylko Noszący Cztery Twarze będzie potrafił się odnaleźć. Plugastwo ma pewne zamiary, w swoim mniemaniu to czysta i piękna misja, a co o tym sądzą inni? To się nie liczy, bo oto wkracza niszczyciel światów, władający nieznaną nikomu mocą, potrafiący pokierować ogromem, oszukać tysiące.  Jest jak wybuch termojądrowy - potężny, zmieniający wszystko na zawsze i nie do opanowania, kiedy ktoś go wyzwoli. Pamiętaj: "Nie stawaj na drodze Plugastwa, bo Ono Cię zniszczy". Takie ostrzeżenie powtarzają sobie ludzie Północy. Takie ostrzeżenie idzie niczym zła sława, na wiele wiele mil przed Plugastwem. Jest jak bomba - wszystko stanie w płomieniach i zostanie naznaczone jego cząstką. Pozostaje tylko pytanie: na ile Plugastwo naznaczy Ciebie? Na ile staniesz się potworem?</p>
<p>On jest potworem o nieskończonej potędze. A Ty jak byś się zachował, gdyby Plugastwo nawiedziło Twoich bliskich?:</p>
<p><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/cierpienie.jpg" title="cierpienie.jpg"></a></p>
<div style="text-align:center;"><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/cierpienie.jpg" title="cierpienie.jpg"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/cierpienie.jpg" alt="cierpienie.jpg" /></a></div>
<div style="text-align:center;"><font size="1"> Fotografia pt "Cierpienie" autorstwa Marka Kurzoka. Gratuluję wygranej i czekam na kolejne zdjęcia.</font></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Daimon Frey/Plugastwo/Y34RZ3R0R3M1X30]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/03/03/daimon-freyplugastwosiewca-wiatru/</link>
<pubDate>Mon, 03 Mar 2008 02:23:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/03/03/daimon-freyplugastwosiewca-wiatru/</guid>
<description><![CDATA[THE END: Neverending Aftermath
I was born in the year of the Bulls-Eye
And unless the headlines lie,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div align="center"><b>THE END: Neverending Aftermath</b><br />
I was born in the year of the Bulls-Eye<br />
And unless the headlines lie, then they prophesied<br />
That this age was the one to detonateSo let's go<br />
No more<br />
I can't take another false alarm<br />
So if the fuses have been lit, let's get this over with<br />
I can't take another false alarm<br />
And I don't want to wait another day for the countdown<br />
Because I fell in love with my visions of the mushroom cloudI was born and bred to bear witness<br />
To a long awaited glimpse of the burdened titan's bliss<br />
As he sheds the weight that was his sufferingUntil now<br />
No more<br />
I can't take another false alarm<br />
So if the fuses have been lit, let's get this over with<br />
I can't take another false alarm<br />
And I don't want to wait another day for the countdown<br />
Because I fell in love with my visions of the mushroom cloudWith open arms<br />
Standing on a target<br />
I thought that i could catch it<br />
I'll be the lucky one<br />
I won't close my eyes<br />
As I'm overloaded<br />
By all the explosions<br />
A spectacle of falling shellsSo now it's bombs awayThe blasting caps<br />
Will all laugh last<br />
With our collapse<br />
The never ever aftermath</p>
<p>No more<br />
I can't take another false alarm<br />
So if the fuses have been lit, let's get this over with<br />
I can't take another false alarm<br />
And I don't want to wait another day for the countdown<br />
Because I fell in love with my visions of the mushroom cloud</p></div>
<div style="text-align:center;"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/03/frey.jpg" alt="frey.jpg" height="359" width="380" /></div>
<p>Świat się kończy, nadszedł Abaddon z siłą bomby termojądrowej*, nie pojedynczego wybuchu. Nagle okazuje się, że coś zmiotło życie z powierzchni ziemi. Daimon Frey ma nas od tego uchronić, ale okazuje się, że on sam jest tego powodem. Miał powstrzymać wielkie zło(?), ale tylko je napędził, był zapalnikiem w reakcji łańcuchowej i powinien mieć szansę zobaczyć później co spowodował. To pewne dobry widok - zobaczyć świat po katharsis. Po jednym wielkim bum, zamieniającym życie w niebyt. Ogień oczyszcza, a fala ognia?<br />
Tańczący na Zgliszczach faktycznie zatańczy w miejscu, gdzie kiedyś stała ludzkość: "Angels on the sideline, Baffled and confused. Father blessed them all with reason, And this is what they choose? Silly monkeys give them thumbs they make a club and beat their brother down."<br />
Daimon Frey: Anioł Zagłady "Każdy anioł przeraża", pali fajki i czuje jak my, myśli, zastanawia się, jest bardzo ludzki, jest jedyną nadzieją ludzkości/anielskości, świata stworzonego przez KREATORA. Ma stanąć w obliczu ANTYKREATORA. Jest półtrupem, upiorem, Stwórcą i Niszczycielem............. jest taki, jak Plugastwo, jest nadzieją i jej brakiem.</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/4dcOiKASXyk'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/4dcOiKASXyk&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p><font size="1">*Za Wikipedią: w wyniku eksplozji wielostopniowej bomby atomowej o mocy 20 MT, kula ognia (<i>fireball</i>) ogarnie obszar w odległości 3,2 km w każdym kierunku od punktu detonacji <i>ground zero</i>. W odległości do 6,4 kilometra, podmuch powietrza spowoduje skokowy wzrost ciśnienia do 4,53 kg na cm² zaś prędkość wiatru przekroczy 1040 km/h. Spowoduje to zdruzgotanie nawet ukrytych pod ziemia schronów przeciw bombowych. Na dystansie 26,6 km od miejsca detonacji, rozszerzająca się fala cieplna zdolna będzie do zapalenia wszystkich palnych materiałów na swej drodze - domów, ubrań, roślin, paliw, itp, wzniecając setki tysięcy pożarów, zaś siła wiatru na tym obszarze przekroczy prędkość 160 km/h, co zamieni pożary w ogromna "burzę ogniową" i rozniesie ja na odległość 48 km, o łącznym obszarze 1280 km². Szacunki ofiar w ludziach dla 2,8 milionowej strefy metropolitalnej wielkości San Diego wynoszą ok. 1 miliona zabitych osób w ciągu kilku minut i 500.000 rannych od uderzeń niesionych wiatrem płonących szczątków, ciężko poparzonych, z utrata słuchu, wzroku, czy tez spowodowanym olbrzymim ciśnieniem powietrza pęknięciem płuc. </font></p>
<div style="text-align:center;"></div>
<div style="text-align:center;" align="justify"></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mróz przyszedł nocą nad Alvdal]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/02/19/mroz-przyszedl-noca-nad-alvdal/</link>
<pubDate>Tue, 19 Feb 2008 09:06:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/02/19/mroz-przyszedl-noca-nad-alvdal/</guid>
<description><![CDATA[ 
            Mróz przyszedł nocą nad Alvdal. Przyniósł go potężny podmuch z północy – wi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/topor.jpg" title="topor.jpg"> </a></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">            <b>Mróz przyszedł nocą nad Alvdal</b>. Przyniósł go potężny podmuch z północy – wicher przybył nad osadę w środku nocy, zgasił pochodnie na murach stolicy, zawył pomiędzy szczelinami w ścianach domów i pognał dalej – nad morze, którego pilnował, aby pozostawało skute lodem. Mróz opadł delikatnie, niemal nienamacalną białą warstwą na dachy domostw i ściany, koła wozów, brukowany trakt do domu jarla. Zeszronił wzorząc się tysiącami delikatnych, pajęczych wzorów na rybich pęcherzach powstawianych w okna chałup. Alvdal wyglądało niczym przysypane mąką. Jeden tylko budynek oparł się nocnemu gościowi – kuźnia Hafna. Kowal pracował przez całą noc. Kuł miecze, kuł żeleźdźca do toporów, groty do włóczni i strzał, podko</span><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/topor.jpg" title="topor.jpg"></p>
<div style="text-align:center;"></div>
<p></a><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">wy dla koni i hełmy na głowy setek odważnych wojowników z królewskiego hirdu. Ogromny kowalski piec całą noc rozgrzewał żelazo, a kowadło nie zaznało przerwy od miarowych uderzeń młota. Dorzuć węgla! - Hrafn co chwila upominał syna pomiędzy hartowaniem mieczy w wodzie a wyjmowaniem nowych form z płomieni. Eskel pocił się potwornie – podobnie jak ojciec odziany tylko w spodnie biegał z jednego końca kuźni na drugi to podając coś, to dorzucając do ognia, w końcu dolewając wody do wielkiej balii. Od wczoraj nie znalazł chwili, by coś przegryźć, łyknął jeno wody a i ta miała gorzki posmak węgla i dymu. Patrzył zmęczony na ojca uderzającego w kowadło. Przypominał mu niestrudzonego boga Allfara – wykuwającego broń w swojej niebiańskiej kuźni. Całą noc bił w kowadło z taką samą siłą i precyzją, całą noc poganiał Eskela. Cały czas miał poważną, skoncentrowaną minę. Dopiero teraz, kiedy słońce leniwie zaczęło wstawać ponad powierzchnię lasu przestał na chwilę – odłożył wielkie obcęgi, młot, przetarł czarną od sadzy ręką czoło i usiadł w progu chałupy narzucając na siebie płócienną koszulę.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;">&#160;</p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Poranek już a Run pewnie w łóżku – powiedział chcąc jakoś zacząć rozmowę.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Ano a my tutaj głodni przez noc całą bijem w kowadło ojciec.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Pewnikiem zrazu przybieży ze strawą. Odpocznij sobie chwilę, bo długi dzień przed nami. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Myślelim ojciec, że kowadło rozłupiecie, tak mocno biliście – Eskel usiadł na drewnianym zydlu obok ojca. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Głupiś chłopcze – zaśmiał się Hrafn. – Pokurczów robota i niczym tego nie rozbijesz. Takoż i młota nie zniszczysz. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Karle kowadło? – syn popatrzył na czarne kowadło stojące przy piecu. – Skąd ono ojciec?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- A długa historia. Dziadek mój zbratał się z karłami z Ildfjells. Młot a kowadło mu dali, a i nauczyli trochę swojej sztuki, bo musisz wiedzieć, że lepszego kowala nad karła nie znajdziesz nigdzie w boskim świecie. Sam Allfar uczył się od karlich kowali jak ma zrobić grot do swojej włóczni a hełm i miecz wykuć. Kowadło podarowane twemu dziadkowi ma ponoć w sobie magiczną moc – w czterech chłopa go nie ruszysz a młot od niego nigdy się nie zapodzieje i trzonek nie złamie.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"> <span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- To dlaczego nie mogę go ruszać ojciec? – Eskel wbił pytające spojrzenie w osmaloną, pomarszczoną twarz ojca. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Bo nie i już – Hrafn uciął gniewnie. – W twojej dłoni synu młot zrobi się nieużyty a kowadło głuche i jak gąbka będzie. Nic nie wykujesz póki karzeł nie nauczy cię słuchać kowadła i władać młotem.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Kiedy ty umiesz to i mnie naucz – młodzieniec nalegał.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Nie lza. Umiem go słuchać, wiem co mi mówi i wiem jak go prosić, ale nie umiem powiedzieć tego nikomu innemu. Mnie karzeł nauczył, mojego ojca i dziadka też. Przyjdzie pora to wybierzem się w Góry Ogniste szukać nauczyciela dla ciebie Eskel.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- A kiedy przyjdzie? Przecie wojna tera a później nie wiadomo co będzie – a jak nas podbiją i wymordują?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Głupiś chłopcze – stary kowal potarł dłońmi skronie. – Jesteś synem kowala a kowal i skald we wojnie nie biorą udziału. Skald ma opowiedzieć później o tym czego dokonali wojowie. A czego dokonają wojowie jeśli kowala ktoś ubije? Na pięści będą walczyć a kamienne groty na strzały nakładać? A kto im hełmów i okuć do tarcz narobi? Kto ich konie podkuje? Kto miecze a siekiery naostrzy? Nie pójdą ci oni na wojnę bez nas synu.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Tedy wojna przez nas ojciec – Eskel nie dawał za wygraną.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Pójdziem w góry to zrozumiesz co kowal robić potrafi. Miecze i podkowy to prosta sztuka. Nie widziałeś w życiu bramy Torda – wrót w karlej twierdzy. Cała wykuta ze szlachetnego srebra i złota. Ponoć i Sterkmetall tam jest. Raz w życiu widziałem – wielkie jak do chmur, ciężkie tak, że i trzy górskie trolle nie roztworzą. A piękne i wykute przez największych mistrzów młota jakich ta ziemia nosiła. Niewielu ludzi widziało je na własne oczy a żaden z naszych nie potrafi tak pięknie młotem uderzać jak karli mistrzowie. Jeden z ich mistrzów zrobił znak na naszym kowadle i młocie – wskazał palcem u podstawy czarnego kowadła. – Tego nie znalazł się jeszcze taki maż, który bez karlej woli ruszyłby to kowadło a młot ukradł.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- A te znaki ojciec – Eskel patrzył na niemal niewidoczną pod czarny osadem runę. – Te znak potrafisz robić?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Dziad mój, Horfin uczył mnie jak byłem w twoim wieku jak się to robi, ale trudna to sztuka. Najtrudniejsza ale i najpotężniejsza ze wszystkich sztuk kowalskich. Broń z takim znakiem nie tępi się, nie łamie. Czasem potrafi ogniem a lodem pokryć. Karły mówią, że dusze największych wojowników mieszkają w tych znakach i takie jacy ci wojowie byli taką ta broń ma właściwość – młody czeladnik patrzył na ojca ze zdumieniem i podziwem.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Znaczy się, że w tym kowadle mieszka jakiś człek czy karzeł? – zapytał zdziwiony.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Pewnikiem chłopcze. Jakiś duch, który lubił trzymać się swojego sioła i dobrze go pilnował. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- A przyjdzie czas, kiedy i mnie nauczysz?</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Przyjdzie – ojciec poklepał syna po plecach. – O! I Run k’nam idzie – powiedział widząc maleńką córkę taszczącą ciężki kosz z jadłem.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"></span></p>
<p><a href="http://youtube.com/watch?v=mhiD4VcyyME" target="_blank" title="Ulver Utreise"></p>
<div style="text-align:center;"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/topor.jpg" alt="topor.jpg" height="268" width="102" /></div>
<p></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[- Psiakrew! - krzyknął Einar...]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=117</link>
<pubDate>Sun, 17 Feb 2008 05:27:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/?p=117</guid>
<description><![CDATA[           - Psiakrew - krzyknął Einar. Strzała przeleciała przeczesując mu włosy. W]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>           </span></span><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">-<b> Psiakrew - krzyknął Einar.</b> Strzała przeleciała przeczesując mu włosy. Włosy, które były jego powodem do dumy. Kobiety patrząc na czterdziestoletniego już wojownika nadal kleiły się do niego niczym muchy do pajęczej sieci. Einar, niczym stary pająk wykorzystywał swoje powodzenie i w każdym niemal większym grodzie czekała na niego żona z dzieckiem u boku. Ale on zawsze wojował – wyjeżdżał na wojnę, na wezwanie swojego jarla a czy to był Seiler, Thrar, Storsverd czy w końcu Raskebinet – nie robiło mu to żadnej różnicy. Każda z żon wiedziała, że Einar Guthlafson, Eikeson, Torson czy w końcu Danson jest wielkim, bohaterskim wojownikiem, specjalnym wysłannikiem swojego jarla i dowódcą prawdziwie ważnego hirdu. A w rzeczywistości Einar Storreson był nikim. Nikim, kto za cały dobytek miał konia, miecz, wełniany śpiwór, kolczugę i kilka monet albo okruchów złota, którymi zwykł płacić za jadło i strawę. Jeśli musiał. A zdolny był na tyle, że nieczęsto musiał a karczemne dziewki prędko zapominały o zaciągniętych rachunkach, byleby tylko wyleczył je z dolegliwości. Bo poza wojaczką Storreson zajmował się leczeniem. I to tych najtrudniejszych chorób – kobiecych. A robił to bardzo dokładnie, z poświęceniem godnym lekarza z Imperium – całym duchem i ciałem. Jedyną różnicą było miejsce leczenia – zazwyczaj siennik lub po prostu stóg siana. Dzisiaj wieczorem też był lekarzem – zmęczony podróżą przez Jernskog, przekroczył Langagarn trochę poniżej Skogoke i ku własnemu zdziwieniu napotkał samotną drewnianą chatkę na skraju lasu. A ku jeszcze większemu zdziwieniu domek zamieszkiwała młoda i zdawać by się mogło samotna Run. Typowa, wioskowa dziewczyna o dużych rękach, mimo bardzo młodego wieku poznaczonych długimi nićmi żył, zapewne wypruwanych sobie od najmłodszych lat w polu czy lesie – przy pracach wiejskich, które były obowiązkiem każdej dziewczyny mieszkającej w małych osadach. Einar zrazu pojął, że ma do czynienia z bardzo chorą dziewczyną i postanowił ją wyleczyć. Jak mniemał z samotności. Zapomniał o tym, że dziewczyna samotna na takim odludziu być nie mogła. Nie pytał, bo sam czuł, jak choroba, podobna do tej, z której tak doskonale potrafił leczyć białogłowy zaczyna go dosięgać. Zapomniał o tym, że istnieją ojcowie broniący cnót swych córek a przede wszystkim mężowie broniący ich honoru. Zapomniał o tym, że w każdej przecież chwili opiekun Runy może wrócić a wtedy będzie nieciekawie.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">Było bardzo nieciekawie – Einar w pędzie zapinał spodnie, rozgorączkowanym wzrokiem szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki. Niestety pomiędzy siennikiem a drzwiami stał dosyć dobrze zbudowany a co najgorsze wyglądający na bitnego Orre. Myśliwy właśnie wrócił do chaty, kiedy Einar leczył bez jego zgody młodą żonę. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Kurwi synu! Zabiję! – syczał przez zaciśnięte zęby. W garści trzymał nóż. Einar widział, jak światło paleniska oblizuje czerwonawą poświatą klingę. Wiedział też, że jedno dobre cięcie takiego noża potrafi zdjąć skórę z rosłego jelenia z dwa starczą, aby można było otworzyć niedźwiedzie podbrzusze. Wiedział, że jeśli da szansę przeciwnikowi, nie będzie miał już żadnej szansy na zobaczenie nieba i słońca i księżyca i gwiazd, które tak często wspominał podczas leczenia dziewcząt. Wiedział i mimo pewnego doświadczenia w ucieczkach nagle zaschło mu w gardle a życie zaczęło powoli przebiegać mu pomiędzy oczami. Powoli nabierając jednak nieznośnego rozpędu, jakby próbowało dogonić krew pulsującą w skroniach. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Ja ci to wytłumaczę – jęknął, będąc pewnym, że nic innego mu nie pomoże. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Zdechły nic mi nie objaśnisz! – Orre skoczył w jego stronę, machając nożem. Runa skulona na sienniku pisnęła strachliwie widząc ostrze, które niechybnie leci w stronę człowieka, który jeszcze przed chwilą tak dobrze ją leczył. Ale w jednym Einar nie kłamał – na walce znał się i to dosyć dobrze. Odruchowo odskoczył do tyłu, mijając się o cale z ostrzem noża. Jednocześnie czując mocne oparcie ściany odbił się od niej uderzając z impetem w nieosłoniętego myśliwego. Obaj z krzykiem padli na polepę. Einar czuł, jak czoło wzbiera mu tępym bólem. Orre walczył z szumem w głowie wywołanym zderzeniem z przeciwnikiem. Upuścił nóż, ale drugą pięścią machnął byle w coś uderzyć – trafił bezbłędnie. Einar stracił na chwilę powietrze, ale miał tą przewagę, że leżał na Orrem, gniotąc go kolanami do ziemi. Jednak i ta przewaga na niewiele się zdała, bo myśliwy był młodszy, bardziej zwinny i przede wszystkim silniejszy. Zwalił go z siebie bez większego problemu, a na dokładkę powtórzył cios w podbrzusze. Einar skulił się, ale wiedział doskonale, że musi dostać się do drzwi, coś mu podpowiedziało, że teraz albo nigdy. Rzucił się panicznie w stronę wyjścia a w chwilę po tym, jak zniknął za skrzydłem drzwi ostry, myśliwski nóż wbił się w sosnowe drewno. Na pół cala. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">„Spierdalać! Spierdalać!” – jedna myśl kotłowała się w głowie Einara, kiedy wskakiwał na konia i z dzikością wbił mu ostrogi w boki. Koń zatańczył w miejscu, zakwiczał żałośnie, pędząc na oślep, w stronę lasu. Wojownik nie odwracał głowy, nieraz już widział, jak tacy kończyli źle. Nie chciał walczyć, on był lekażem, nie wojownikiem. Niósł zdrowie i życie, nie śmierć. Zresztą zanim wydobyłby miecz z sakwy rozjuszony myśliwy wypatroszyłby go jak rybę. „Uciekać!” kotłowało się w jego głowie. Gnał przed siebie, wtulony w końską szyję, chciał maksymalnie obniżyć opór powietrza. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Psiakrew – prychnął, kiedy chmury, do tej pory szczelnie zalegające na niebie, zakrywające wszystko, minimalizujące widoczność nagle się rozstąpiły oświetlając uciekającego.</span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';"><span>            </span>- Psiakrew! – krzyknął Einar. Strzała przeleciała przeczesując mu włosy, zatapiając się w koński bok. Zwierze wizgnęło, podskoczyło , wyrzucając jeźdźca z siodła. </span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><span style="font-family:'Book Antiqua','serif';">„Będziesz miał kurwi synu nauczkę! Nim ranek wstanie ten las cię pożre” – Orre stał na wzgórzu trzymając w dłoni łuk. Patrzył w dół doliny, którą jeszcze przed chwilą<span>  </span>uciekał Einar. „Tera czas na ciebie ladacznico” – pomyślał odwracając się w stronę drewnianej chatki. <span> </span></span></p>
<p class="MsoBodyText2" style="margin-bottom:0.0001pt;text-align:justify;line-height:normal;"><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/psiakrew.jpg" title="psiakrew.jpg"></p>
<div style="text-align:center;"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/psiakrew.jpg" alt="psiakrew.jpg" /></div>
<p></a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[wiedźmin/plugastwo]]></title>
<link>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/02/15/wiedzminplugastwo/</link>
<pubDate>Fri, 15 Feb 2008 03:04:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>xaplan</dc:creator>
<guid>http://jegharvandret.wordpress.com/2008/02/15/wiedzminplugastwo/</guid>
<description><![CDATA[nie da się ukryć,że  Plugastwo to istota zlepiona z wielu pomysłów. jeden z nich pochodzi od s]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>nie da się ukryć,że  Plugastwo to istota zlepiona z wielu pomysłów. jeden z nich pochodzi od samego ASa - wiedźmin, Geralt, wiedźmin, jako fach - całkowity wyrzutek, człowiek z którego zrobiono maszynę do zabijania i nie-czucia. ktoś, kto absolutnie nie wie, co się z nim dzieje i nie potrafi tego zaakceptować. odmieniec, istota bez miejsca na ziemi. wieczny tułacz, poszukujący drogi do... no właśnie dokąd. to nie problem podążać, ale problem podążać do miejsca, którego się nie zna, a tym bardziej nie wiedzieć po co. niby jest powód - poszukiwanie prawdy, ale czy na pewno? czy prawda nie ma zbyt wielkiej destruktywnej mocy? tego nikt nie wie i to jest najciekawsze. to buduje najwiekszy nastrój i to cały czas siedzi w głowie. nie tylko wiedźmina/plugastwa. w głowie czytelnika jak najbardziej. i to jest piękne, bo poszukujemy razem z nim, próbujemy dowiedzieć się czegoś o Geralcie, próbujemy zrozumieć sens jego wędrówki...</p>
<p>takie jest i Plugastwo - The Filthy</p>
<p><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/wies2.jpg" title="wies2.jpg"></a></p>
<div style="text-align:center;"><a href="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/wies2.jpg" title="wies2.jpg"><img src="http://jegharvandret.wordpress.com/files/2008/02/wies2.jpg" alt="wies2.jpg" /></a></div>
<p>tekst Born Again <b>Rootwatera</b> świetnie oddaje to, o co mi chodzi:</p>
<p>I don't remember the home<br />
I don't remember the love<br />
I don't remember the sound of my mother's voice<br />
My mother's voice...</p>
<p>I remember only the screams of terrified people<br />
They've seen fire and pain, and nothing more<br />
And I was born again, so cold<br />
So inhuman<br />
So quiet<br />
so calm, so calm, so calm (so calm)</p>
<p>Now people meeting me, avert their eyes<br />
It is a mixture of fear and disdain...</p>
<p>Do you think I'm different?<br />
Sure I am<br />
But you can see only my skin<br />
And you don't know my feelings at all</p>
<p>It's time to tell the truth!</p>
<p>Meet me now! Look at my face!<br />
Do you think you can walk in my shoes?<br />
Stay, don't move!<br />
Don't follow my way!<br />
You have your life, let me have my own!<br />
Spirit, spirit, only spirit knows me!<br />
No one knows me, no one can stop me!<br />
Try to feel the same, try to understand,<br />
Nobody feels the same! Nobody understands!<br />
Do you see the blood? Haven't you seen it before?<br />
Have you seen the crime? I can tell you more!<br />
Say, if you want,<br />
Say, if you can,<br />
No longer you'll be the same<br />
Like I'm not the same!</p>
<p>Witcher, witcher, witcher, watch out!<br />
Witcher, witcher, witcher, watch out!<br />
Witcher, witcher, witcher, watch out!<br />
Witcher, witcher, witcher, watch out!</p>
<p>(niektóre fragmenty mogą być przekręcone, ale najważniejsze są zwrotki - oddają sens)</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/eeObP-nNsY0'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/eeObP-nNsY0&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Każda chwila to szansa, aby wszystko zmienić.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=94</link>
<pubDate>Sat, 09 Feb 2008 16:00:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=94</guid>
<description><![CDATA[Właściwie nie wiem po co zamieszczam tutaj ten filmik, ale mimo wszystko zamieszczam. Bo tak!  

]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Właściwie nie wiem po co zamieszczam tutaj ten filmik, ale mimo wszystko zamieszczam. Bo tak! :)</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/7pKA7zizSMs'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/7pKA7zizSMs&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To nie miłość, to tylko złudzenie.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=87</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 14:09:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=87</guid>
<description><![CDATA[   Nie mam już, żadnych złudzeń,żadnych próśb,
Już ostatni raz,  
Chce wrócić tam gdzie by]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><b><i>   Nie mam już, żadnych złudzeń,żadnych próśb,</i></b><br />
<i><b>Już ostatni raz,  </b></i><br />
<i><b>Chce wrócić tam gdzie był,<br />
Dla nas dobry czas.  </b></i><br />
Kiedy dotknąłeś mnie tego dnia,<br />
<b><i>Rozpaliłeś płomień,  </i></b><br />
Lecz gdy <b><i>chciałam przy nim trwać</i></b>,<br />
Ty zamknąłeś się w sobie.</p>
<p>Nie mów że to przeznaczenie,<br />
<font color="#ff6600"><i><b>To nie miłość, to tylko złudzenie.  </b></i></font></p>
<p><b><i>Wybacz mi, chciałam tylko dla Ciebie żyć</i></b>,<br />
<b><i>Dla mnie byłeś wszystkim</i></b>,<br />
<b><i>miłość zgubiła mnie,<br />
Jesteś mi zbyt bliski.  </i></b><br />
Gdy pierwszy raz przytuliłeś ją,<br />
Pomyślałam tylko,<br />
Żeby <i><b>zawsze z Tobą być</b></i>,<br />
Zamknę oczy na wszystko.</p>
<p>Nie mów że to przeznaczenie,<br />
To nie miłość, to tylko złudzenie.</p>
<p>Chociaż w tym życiu,<br />
<i>Nie będziemy już razem</i>,<br />
<i>Wierzę</i>, że kiedyś,<br />
Nadejdzie taki czas...</p>
<p>Nie mów że to przeznaczenie,<br />
To nie miłość, to tylko złudzenie.</p>
<div align="right">
<pre>Justyna Steczkowska "To nie miłość, to tylko złudzenie"</pre>
<div align="left"><a href="http://www.wrzuta.pl/audio/ytMw0fdz7x/justyna_steczkowska_-_to_tylko_zludzenie" target="_blank">Posłuchaj. </a></div>
</div>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
