<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>ogolna-teoria-bloga &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/ogolna-teoria-bloga/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "ogolna-teoria-bloga"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 16:02:07 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Na linii ognia]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1203</link>
<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 11:56:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1203</guid>
<description><![CDATA[Nie bardzo umiem uporządkować ten mój świat blogowy czy tam w ogóle wirtualny. Szwendam się ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nie bardzo umiem uporządkować ten mój świat blogowy czy tam w ogóle wirtualny. Szwendam się nieskładnie i bez wyraźnej koncepcji, co zresztą widać i czuć. I chyba właśnie dokładnie tak powinno to wyglądać.<br />
Z drugiej strony wiem, że porządek, ustalone reguły i schematy burzą wirtualny świat, który najlepiej czuje się w procesie wychodzenia z chaosu. Wedle mnie, świat dyskusji wirtualnej istnieje tylko dzięki chaosowi i anarchii. Po uproszczeniu go i konsolidacji zyska wzorce i formuły, które uczynią go światem kopiowanym i nietwórczym. Zresztą już tak dziś jest, kiedy dostrzegę coś w otaczającym mnie świecie, przeglądam sieć, co inni na ów temat napisali. Po takiej lekturze dochodzę do wniosku, że nie mam już potrzeby pisania. Uważam, ze jeśli mam opowiadać w sieci o swym spojrzeniu na rzeczywistość, nie powinienem czytać tego co piszą w sieci. Ale jeśli chcę opowiadać o tym jak widzę wirtualny świat?<br />
Kiedy pojawią się identyfikatory, sprzężone z nazwiskami, a rozmowy staną się kontrolowane, moderowane, dyscyplinowane w jakiś tam sposób, świat ten odejdzie w zapomnienie. Nie wiem czy dobrze będzie, jeśli odejdzie. Z dzisiejszej, mojej perspektywy, powiem, że to źle.<br />
Bez anonimowości, blogosfera straci dla mnie sens. Przecież nie będę wchodził do sieci po to by poczytać blogerów, którzy pieprzą to samo w telewizji czy w gazetach. Żyjący z komentowania, tworzący serwisy, po to by zarobić, oni nigdy nie będą pisać rzeczy interesujących dla mnie. Piszący za pieniądze mogą ukrywać prawdę, pomijać istotne dla niej aspekty, anonimowy bloger zaś nie motywu by to czynić. Nie, nie oznacza to, że tego nie czyni, po prostu nie ma motywacji.<br />
Weźmy ostatnią <a href="http://proces.wordpress.com/2008/07/16/wykop-no-place-for-old-men/">tę moją notatkę</a>, wrzuconą na Wykop, zupełnie bez mojej wiedzy i bez konsultacji ze mną, bo taka jest formuła tego serwisu. W krótkim czasie dostała kilka wykopów i zakopów. A po kilkudziesięciu minutach swej kariery w miejscu opanowanym wciąż przez tych samych "trolli" z grup dyskusyjnych i Blipa, została usunięta przez moderatorów. Dlaczego?<br />
Tym, którzy próbują definiować tego swojego "trolla" proponowałbym zastanowić się, kto jest "trollem". Czy ja, który po skasowaniu forum, zaprzestałem tam swej aktywności, a moje pisanie koncentruje się tu na WordPressie i na Bloksie? Czy może taka Iskanna, która zasypuje kilkadziesiąt serwisów swoimi śmieciami?  Pisząc o tym jakiego ma w dupala kotka i gdzie to ona nie pracowała. Przecież ona śmieci po wszystkich serwisach <a href="http://www.goldenline.pl/izabela-dauksza">lansując się</a>, ona chce zarabiać, nie ja.<br />
Dlaczego zatem te <a href="http://proces.wordpress.com/files/2008/07/wykop_pyra.jpg">informacje z Wykopu</a> były jej niemiłe i co ją w ogóle obchodziły? Dlaczego w ogóle się tym zajmuje?<br />
Pewnie z tego samego powodu, dlaczego uwagi na temat szemranych interesów pracowników Agory S.A. znikają z forów. Zadziwiające przy tym jest spora aktywność agorowych administratorów w przeróżnych serwisach: Blip, Wykop. I to w godzinach pracy. Normalnie mają tam lepiej niż w urzędach państwowych, skoro przychodzą do pracy by towarzysko poklikać.<br />
No powiedzcie mi jaki interes miała pracownica Agory S.A, była <a href="http://groups.google.pl/group/pl.pregierz/browse_thread/thread/61cc384750b5a68b/69324efb59e58dd6" target="_blank">spamerka z grup dyskusyjnych</a>, wspomniana <a href="http://proces.files.wordpress.com/2008/07/wykop_pyra.jpg"> </a>Iskanna, by tę notkę zakopywać. Była w pracy, a przybiegła na Wykop by mnie kasować. Oni czegoś się tam obawiają.<br />
Bo tak naprawdę, gdybym był zdeterminowany, to zrobiłbym sporo by wykazać, że jej koleżanka z Blipa i z Czerskiej - <a href="http://proces.wordpress.com/2007/09/24/anna-maria-siwa/">Siwa</a>, działa wbrew interesom firmy Agora S.A. i ewidentnie na szkodę spółki, bo jako opiekunka forów Gazeta.pl powinna je rozwijać, a nie niszczyć, jak to uczyniła z moim forum "Zawróceni w Czacie".<br />
Zniszczenie forum pozostaje faktem, zakopywanie notek na Wykopie, zgłaszanie do adminów, że coś tam jest niezgodne z regulaminem oraz kasowanie moich listów na forum Agory nic tu nie da. Wstawię w innych miejscach screeny skasowanych listów.<br />
Ujawniając machlojki administratorów na Wykopie czy w Agorze działam na niekorzyść samych administratorów, a prawdopodobnie - wskazując na nadużycia - działam niechcący i przy okazji na korzyść obu wymienionych firm. Firm, które z założenia uczciwymi być nie mogą, bo ich dziennikarze i pracownicy uwikłani są w szereg wojen z konkurencją. Gier, w których walka toczy się o czytelnika, użytkownika a w końcowym efekcie o pieniądze.<br />
Człowiek taki jak ja, anonimowy, nie szukający pieniędzy w sieci, nie mający ambicji związanych z karierą w Internecie, może tylko przypadkiem znaleźć się na linii ognia.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Komentatorzy]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1148</link>
<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 06:26:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1148</guid>
<description><![CDATA[O nie! Tak być nie może. Przeszedłem po innych blogach i - jak nie zwykłem byłem czynić wcześ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>O nie! Tak być nie może. Przeszedłem po innych blogach i - jak nie zwykłem byłem czynić wcześniej - przeczytałem komentarze pod notatkami najróżniejszych blogerów. Tych mniej i bardziej znanych. Ileż tam merytorycznych i całkiem w temacie wypowiedzi! Dyskusja jest kulturalna, na poziomie, a nade wszystko z sensem.<br />
Przejrzałem ten blog i co widzę? Gówno, dupa blada, szlag by to trafił! Normalne śmietnisko, zwyczajny chłam, chaos, dziadostwo.<br />
Wychodzi na to, że czytają mnie tylko idiotki i buraki. I to mnie przeraża. To stawia pod znakiem zapytania całą moją dalszą blogową działalność.<!--more--><br />
Jakiż sens ma pisanie durnych notek, po to by widniały pod nimi jeszcze durniejsze komentarze?<br />
Buraczanych blogów w sieci niemało, ale żeby je komentować? Powiem Wam, że nie mam najlepszego zdania o komentatorach w tym miejscu. Sądzę, że przyzwoici ludzie tu się nie wpisują, a jedynie miernota i margines wirtualnego świata.<br />
Gdybym nie był autorem tego bloga, wcale bym go nie czytał, a komentowanie go uważałbym za obciach.<br />
Na normalnym blogu, pisanym i odwiedzanym przez przyzwoitych ludzi na poziomie, widnieje notka, a pod nią komentarze odnoszące się do notki. Są pochwały dla pomysłowości autora, uwagi, w których komentujący wyrażają aprobatę, podają podobne przykłady z własnego życia. Jest wymiana uprzejmości, są kulturalne słowa. A tu? Gdzież Wy się chowaliście? Nie wiecie na czym polega dyskusja?<br />
Bloger pisze tekst odnoszący się do jakiegoś ważnego wydarzenia, politycznego na przykład, reszta zaś dopowiada, podpowiada i zagaja. Przejrzałem wiele blogów, ale na żadnym nie widziałem tylu niepochlebnych komentarzy wobec autora. Czy ja naprawdę nie zasługuję na jakieś ciepłe słowa? Wskażcież mi blog, gdzie tak krytykują, obnażają i wskazują na potknięcia jego autora.<br />
Sprawdziłem w słowniku znaczenie słowa <a href="http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=komentarz" target="_blank">komentarz</a> i proszę:</p>
<blockquote><p>1. «uwaga na temat kogoś lub czegoś, najczęściej krytyczna lub złośliwa»<br />
2. «artykuł publicystyczny lub wypowiedź omawiające aktualne wydarzenia polityczne, gospodarcze, kulturalne»<br />
3.  «objaśnienia lub interpretacja tekstu, obrazu, badania naukowego itp., dodawane przez autora, wystawcę, reżysera lub wydawcę»<br />
4. «dziennikarska relacja z przebiegu wydarzeń, prowadzona na bieżąco w radiu lub telewizji»</p></blockquote>
<p>Do komentarzy na blogu odnosi się najpewniej punkt pierwszy i w zasadzie by się zgadzało, ale... Dlaczego na innych blogach tak nie jest? Dlaczego to "najczęściej" wypada akurat na mnie? Przejrzyjcież sobie blogi WordPressu na ten przykład i zobaczcie czy tam jest tyle złośliwości i jadu co tu. Nie, nie ma! Bo blogi piszą i komentują kulturalni ludzie, a nie taka swołocz niezdyscyplinowana jak tu. Macie zerowe pojęcie o sztuce komentowania.<br />
Jeśli w kolejnych moich notatkach nie pojawią się komentarze takie jak na innych blogach, zamknę możliwość ich wpisywania albo w ogóle przestanę pisać bloga. Ostrzegam!<br />
Ileż człowiek może znieść krytyki i złych słów? Postawcie się w mojej sytuacji. Apeluję do Waszych kurzych rozsądeczków: postarajcie się! Jak można mnie cytować, wyciągając z tekstu jakieś wyrwane fragmenty, które mają mnie skompromitować? I to na moim własnym blogu?<br />
Jaki sens ma dla mnie pisanie bloga, jeśli ma on burzyć mój wizerunek człowieka inteligentnego i wrażliwego? To w ogóle mija się z celem. Moje blogowanie ma polegać na tym bym wychodził na buraka i głąba? To już lepiej nie pisać bloga. Mój blog ma podnosić moje ego, a nie Wasze!<br />
Przecież po to zakładałem to miejsce by podnieść moje notowania, by pokazać Wam - Czytelnikom, że jestem fajnym człowiekiem. Nie piszę bloga po to by ukazywać innym swe gorsze strony. Każdy pisze bloga po to, żeby się pochwalić różnymi rzeczami. Że ma wiedzę w jakimś temacie, że jest ładny, mądry, ma fajną żonę, dzieci, udane życie, dobrą pracę. W ogóle zaprezentować swoje luzactwo, zajebistość i inteligencję. I tak mogłoby być z moim blogiem, tylko mam do dupy komentatorów. Gdyby nie oni, mój blog byłby wychwalany, Agora czy Onet nie odważyliby się mnie dymać w konkursach, bo fajnych blogerów się nie dyma. Ale kiedy oni widzą komentarze i ten kompletny brak szacunku dla mnie z Waszej strony, to też potem mnie tak traktują.<br />
Apeluję do Waszego rozsądku i dobrej woli, moi Komentatorzy! Nie idźcie tą drogą! Zmieńcie coś, spróbujcie na mnie spojrzeć inaczej, z innej perspektywy i napiszcie coś, co podbuduje mój schrzaniony wizerunek.<br />
A jeśli już nie macie nic pozytywnego do napisania, po prostu nie piszcie.<br />
Pod poprzednią notką widnieje na tę chwilę 88 (słownie: osiemdziesiąt osiem) komentarzy. Nie musi być tyle pod każdą, wystarczy mi parę, naprawdę całkiem skromniutka jednocyfrowa liczba. Ale niech one będą słuszne, kulturalne i merytoryczne. Niech eksponują moje pozytywne cechy, bo w innym razie pisanie bloga mija się z celem. Po co mnie interes na którym ja mam tracić? Jeśli straty będą się pogłębiać jak dotychczas, zamknę ten kramik w diabły i tyle. A będzie to niepowetowana strata dla polskiej blogosfery. I nie tylko dla polskiej.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fakty, fikcje i fantazje]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1125</link>
<pubDate>Sun, 29 Jun 2008 14:05:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1125</guid>
<description><![CDATA[Tak naprawdę to ja mam w nosie jakichś blogerów, którzy są publicystami w mediach i tu, w sieci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Tak naprawdę to ja mam w nosie jakichś blogerów, którzy są publicystami w mediach i tu, w sieci, kontynuują swoje misje. I swoją pogoń za szmalem. Ich notki są reklamą tego, co prezentują w telewizjach i pismach, dla których pracują.<!--more--><br />
<img class="alignright size-medium wp-image-1126" style="margin:5px;" src="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/ficciones.jpg?w=176" alt="" width="141" height="240" /> Tu na blogach, chcę poczytać historie zmyślone, niesamowite, ale chcę też czytać prawdę, którą opowiada kobieta, na przykład o seksie. O jej zdradach, fascynacjach. Takich historii nie mam szans przeczytać u nieanonimowej - nie - szui.<br />
Tak naprawdę nie interesują mnie blogi, w których odnajduję to samo co w gazetach czy w telewizji. Co na głównych stronach portali, a to jest chodliwe, wyszukiwarki to lubią. Nie interesują mnie też popisy elokwencji tych, którzy żyją z publicystyki. Od tego mam gazety lub czasopisma.<br />
Mówiąc prosto: szukam tego, czego nie znajdę poza blogosferą. Dyskusja w sieci jest o tyle interesująca, że mogę w niej zabrać głos, nie muszę słuchać gadających głów, mogę napisać, że się nie zgadzam z opinią blogera.<br />
W czasie mojej młodości często było tak, że to co pisano na murach, na ścianach, to co pisali trolle, było prawdą. To co pisali w gazetach - kłamstwem. Jak się potem okazało, rację mieli trolle: Geremek, Michnik czy Kuroń. Troll hunterzy, tępiciele trolli, tacy jak Passent czy Urban nie mieli racji.<br />
Jakież mam powody dziś by ufać dziennikarzom pracującym w redakcjach? W pierwszym rzędzie muszą oni pisać tak, by pismo się sprzedawało. W innym razie idą na bruk albo do brukowca.<br />
Za czasów PiS, nawet jak zdarzyło się coś pozytywnego, nawet gdy Kaczyński zrobił dobry ruch, pewne media pisały i tak źle. Może to kwestia ogrania, ale ja wiem, co napiszą o jakimś zdarzeniu jutro, wszystkie portale i spora część blogów. Wiem co napiszą o finale Euro2008.<br />
Przy okazji wypowiedzi pana redaktora Bartosza Węglarczyka, mogliście się przekonać co o Was, czytelnikach, widzach, anonimowej statystycznej masie myśli publicysta, który nachalnie upychany jest na wirtualnych półkach.<br />
Czy tak jest do końca? Czy publicyści, których ceniłem, cenię, traktują swoich widzów i czytelników jak łajno, które daje im tylko pracę, a de facto gardzą nimi?<br />
Rozumiem też ból, płynący z tego, że jeśli ma się blog z otwartymi komentarzami, to nie da się nic wyreżyserować, ustawić, powycinać, ugładzić jak w programie telewizyjnym. Owszem, korygują to, tnąc to co piszą zbędne szuje, statyści. Myślę, że ci, którzy anonimowo popierają redaktora Węglarczyka nie są szujami w jego oczach. Niemniej tworzą nawóz, którym żywią się płatni pisarze pism i reklamujące się gwiazdki publicystyki.<br />
Ten konflikt będzie narastał, bo dziennikarze utracili monopol na tłumaczenie i interpretację tego, co podają media. Ludzie znają obce języki, myślą. Z pewnością jest to bolesne dla tych, którzy żyli z przepisywania i tłumaczenia amerykańskiej prasy. Jest to przykre, że ludzie nie mają opinii jaką podaje telewizja czy zdania jakie wypowiadają publicyści nachalnie reklamowani w portalach.<br />
Widzę blog jako teatr, jako mistyfikację, która pomaga nam się uczyć jak poszukiwać prawdy. Dla mnie taki pan Węglarczyk, wyzywający jego widzów, czytelników od chamów, szui i kłamców, jest najzwyczajniej przyziemnym kartoflem. Bez dystansu i zdolności do abstrakcyjnego myślenia.<br />
Mam też świadomość, że nie każdy umie w to grać, nie wszyscy umieją latać w blogosferze, w której próbuje się wyznaczać korytarze powietrzne. Nie wszyscy chcą poruszać się po tej borderline fikcji, fantazji i faktu.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czekając na lustro]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1122</link>
<pubDate>Thu, 26 Jun 2008 17:26:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1122</guid>
<description><![CDATA[Owszem, można pokazywać twarz w sieci, być popularnym, jak Doda, Wiśniewski czy Węglarczyk. Mo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Owszem, można pokazywać twarz w sieci, być popularnym, jak Doda, Wiśniewski czy Węglarczyk. Można opowiadać o swoim intymnym życiu, wystawiać je na pokaz. Ale można też inaczej, pozostać w cieniu.<br />
Autor "Endgame" ("Fin de partie"), Samuel Beckett nie pokazywał swej cierpiącej twarzy, nie był w żadnym razie popularny w dzisiejszym sensie węglarczykowym czy plotkowym. Żył skromnie i ubogo.<br />
Są ludzie, którzy - jak wielki noblista, autor "Czekając na Godota" - wolą żyć w cieniu. Czy po sieci krążą fotki Czechowa, Márqueza?<!--more--><br />
Pod pseudonimami  pisali: Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), Mary Ann Evans (George Elliot), Allan Stewart Königsberg (Woody Allen). I wielu innych znanych i wielkich.<br />
Blogerowi piszącemu anonimowo zwykle nie chodzi o pieniądze. Nie jest zdeterminowany do pisania na zawołanie, tak jak publicysta, który zarabia w ten sposób na chleb.<br />
Nikt nie ma obowiązku udowadniać, że nie jest wielbłądem, te czasy odeszły w zapomnienie. Owszem, dziennikarz, najbardziej promowany przez portal, jego pupilek i prymus, może się irytować faktem, że nie zna nazwisk, że nie widzi fotografii jego adwersarzy.<br />
Węglarczyk może dać do Plotka, najbardziej dochodowego działu Gazeta.pl, który generuje zyski na gaże dla takich blogerów jak on, fotki swojej żony nago. Może - o ile nie jest szują - pokazać jak się kochają,  na filmiku w RedTube. W innym razie można uznać, że zdradza małżonkę i ich stosunki nie układają się najlepiej. Jak to z szujami bywa.<br />
Kapitalna większość blogerów pisze pod pseudonimami i w żadnym razie nikt nie weryfikuje ich tożsamości. Ukryci za nickami piszą też administratorzy, moderatorzy portali i forów.<br />
Niech Węglarczyk spróbuje zaistnieć w sieci pod pseudonimem, bez agorowej, chronicznej i natrętnej promocji. Bo w rzeczy samej, wciskają go jak przeceniony towar na promocjach w supermarkecie. Ja - anonimowa szuja bez twarzy i nazwiska - wstydziłbym się, gdyby mnie tak upychano na chama i gdzie się da.<br />
Dziś ludzie pokazują twarze bez skrępowania, nagrywają podobne, chamskie filmiki jak ten redaktorek:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/UvrH0EEj-ns'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/UvrH0EEj-ns&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Podziwiam tych blogerów, którzy bez nazwisk, bez fotografii, w których pokazują jacy to oni są seksowni i przystojni i zajebiści, i jak innymi anonimowymi gardzą, potrafili osiągnąć sukces i przyciągnąć czytelników. Bez kolesiów z redakcji, bez linków na pierwszych stronach portali, bez chwalenia się swoimi fotkami i zdjęciami rozebranych małżonek.<br />
Autolustracja w sieci jest, póki co, dobrowolna, a jej orędownik, wielki zwolennik lustracji i lustrzycy, nie ma prawa nazywać swoich komentatorów i czytelników szujami. Skąd zresztą wiadomo, że ów redaktorek nie jest twórcą Plotka i reżyserem na PornHub? Niech to udowodni. Można pisać blogi podpisując się fałszywym nazwiskiem, a można ich pisać wiele, każdy na innym pseudonimie.<br />
Z czata pamiętam, że wiele kobiet, które nie umiały porządnie pisać, wysyłało swoje fotki albo pokazywało się w kamerach. Chętnie też zdradzały swoje nazwisko, nierzadko adres i telefon, w oczekiwaniu na okazję do bezpruderyjnego spotkania. To samo było z facetami.<br />
Są ludzie, których nie interesują sława i pieniądze. No dobra, możemy pisać o czymś takim jak popularność pseudonimu, która nie niesie żadnych korzyści dla naszego realnego życia. Może ciut podnosi nam ego, czujemy się lepsi. Do tego grant w postaci satysfakcji jaką czuje się, kiedy pseudo redaktor się obnaży, licząc na karierę i pieniądze. No i potwierdzi, że w redakcjach pism jest cała masa chamów, nierzadko większych niż ci anonimowi blogerzy. A to pozwala pogodniej spojrzeć na sieć. Bo o ile pamiętam, to na wyzywaniu i obrażaniu swoich czytelników sporą popularność pozyskał Kominek.<br />
W tym naszym kraju, który kiedyś stał węglem i stalą i dymiły kominy hut. A wtedy kiedy dymiły, też tylko wybrani mieli głos, ci, których nazwiska i twarze były znane i przyjazne władzy.<br />
Poza <strong>internetowymi szujami</strong>, proponuję stworzyć pojęcie <strong>internetowej dziwki</strong>. Czyli takiego blogera, który nieproszony obnaża się, żądając od wszystkich tego samego i do przystąpienia do wspólnej orgii. Za pieniądze, a jakże.<br />
To całkiem normalne, że ludzie mają wątpliwości, nie są pewni, że to co piszą ma sens, jak Samuel Beckett próbują porozumieć się z innymi, bratnimi duszami za pomocą luster, a ich pisanie i niepewność, są czekaniem na nieznane. Może nie odkryli jeszcze, nie znaleźli tu swego miejsca. Albo nie mają dokąd pójść? To co, idziemy? Chodźmy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fin de partie]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1116</link>
<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 12:46:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1116</guid>
<description><![CDATA[Pewien mało znany dziennikarz Gazety, nijaki Bartosz Węglarczyk, chronicznie wciskany - jako lektu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Pewien mało znany dziennikarz Gazety, nijaki <a href="http://bartoszweglarczyk.blox.pl/2008/06/Co-mysle-o-anonimowosci-w-sieci-wideo.html">Bartosz Węglarczyk</a>, chronicznie wciskany - jako lektura blogowa - przez stronę główną portalu Agory, twierdzi, że ludzie, którzy w sieci występują pod pseudonimami, nie pokazują twarzy - tak jak on - na filmach wideo, są szujami. Nie są wiarygodni, kłamią.<br />
Węglarczyk twierdzi, że ma problem z anonimowością w sieci. Chciałby, żeby każdy podpisywał się nazwiskiem, bo w innym razie, jest po prostu szują internetową.<!--more--><br />
Obstawiam, że gdyby Bartosz nie był nachalnie promowany przez stronę główną Gazety.pl, nie zmieściłby się nawet w top1000. Dzięki permanentnej promocji, wręcz nachalnej, jego blog ma dość wysokie notowania w serwisie Blox.pl.<br />
Oczywiście nazwiskiem może się podpisać każdy: zmyślonym, prawdziwym, bez znaczenia. Może pokazać filmik ze swoją wypowiedzą. Akurat dla Bartosza lepiej by było, gdyby unikał kamer, raczej udzielał wywiadów w radiu, sami widzicie, że niezbyt mieści się w kamerze.<br />
Takim stwierdzeniem pokazał co myśli o swoich komentatorach i czytelnikach. Ci, którzy komentują na blogu <a href="http://bartoszweglarczyk.blox.pl/2008/06/Co-mysle-o-anonimowosci-w-sieci-wideo.html"><strong>Endgame</strong></a>, nie przedkładając panu Węglarczykowi dowodu osobistego, są tchórzami. Szujami okazali się również czytelnicy Endgame. No, ale czegóż się nie robi dla pieniędzy, bo pan Bartosz Końcówka pisze blogi za pieniądze akcjonariuszy Agory S.A. A taki chamski styl podnosi z całą pewnością oglądalność.<br />
Jeśli nie podpiszesz się nazwiskiem, Twoja informacja czy opinia są z założenia kłamstwem.<br />
Pomijając bzdety, które wygaduje - pieszczoszek i maskotka Gazety.pl - autor Endgame, zastanówmy się czy kobiety, które opisują swoje rozterki związane z życiem, problemy małżeńskie, egzystencjalne, są szujami i są tchórzami. Są niewiarygodnymi, bo się nie podpisują? Kobieta, która jest katowana przez męża,  a znajduje ulgę w blogowaniu, jest szują? Nastolatek, zaniedbany przez rodziców, w bólu egzystencjalnym, nie chce by jego koledzy z klasy trafili na jego blog, więc nie ma wyjścia, musi zostać chamem.<br />
Wszyscy moi internetowi znajomi występują w sieci pod pseudonimami, a Bartosz Węglarczyk twierdzi, że tacy kłamią i są szujami.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1117" src="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/visuel-fin-de-partie.jpg" alt="" width="300" height="278" /> <strong>Fragment okładki z okładki książki Samuela Becketta "Fin de partie" (<em>Końcówka, ang. Endgame</em>)<br />
</strong></p>
<p><span style="color:#800080;"><strong>Posłuchajcie więc moje kochane Szuje, Szujki i Szujątka, moi kochani Kłamcy i Niewiarygodniuścy</strong></span><br />
U mnie nie musicie się przedstawiać i pokazywać twarzy. Ja Was uwielbiam, uwielbiam tę grę, choćby to miała być Końcówka.<br />
Niech pan Bartosz, wchodząc na blog kobiety piszącej o seksie wrzuci tam swoją rozebraną fotografię. Bo przecież facet piszący, że uprawia seks, a nie pokazujący penisa, w żadnym razie nie jest wiarygodnym.<br />
Nie trzeba wielkiej bystrości by zauważyć, że ktoś, kto za blogowanie bierze pieniądze, kto buduje sobie karierę na blogu, nie będzie pisał zawsze i tylko prawdę. Na prawdę nierzadko może sobie pozwolić ktoś anonimowy.<br />
Znam wielu polityków, dziennikarzy, którzy kłamią, pokazując twarz, podpisując się nazwiskiem i imieniem.<br />
Zlikwidowanie anonimowości w blogosferze, spowodowałoby to, że tacy nijacy jak Bartosz Węglarczyk, forsowani przez portale, zyskaliby na ważności. Być może wtedy w lokalnym rankingu Bloksa, ci którzy znajdują się w tabeli powyżej Bartosza, czyli w większości tchórze i szuje, zostaliby zmuszeni do usunięcia blogów. Wtedy jedyną rację i prawdę, przedstawiałby nam pan Węglarczyk. Reszcie, która nie zostałaby zatwierdzona przez agorowe plenum, nie przedłożyła stosownych dokumentów, Blox.pl by podziękował za współpracę. Aktyw Agory, z działaczem Węglarczykiem na czele, decydowałby o wiarygodności blogerów. Udzielałby wotum zaufania w końcówce.<br />
Pominę już fakt, że pseudonimy <em>Kataryna</em> czy <em>Passent</em> , mówią mi dużo więcej w sieci niż nazwisko <em>Węglarczyk</em>. Które, w zasadzie, gdyby nie natrętna i upierdliwa promocja jego bloga przez Agorę, nie mówiłoby mi nic. A twarz kogoś, kto właśnie nazwał Was szujami, tchórzami i kłamcami, możecie sobie obejrzeć na stosownym filmie:</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/nddlJiSzF7Y'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/nddlJiSzF7Y&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Jak się okazuje, wyzywać innych i być chamskimi wobec anonimowych blogerów mogą być ci nieanonimowi. Potwierdził to Blox.pl, wstawiając dziś na <a href="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/weglarczyk_25_06.jpg" target="_blank">pierwszą stronę blog Endgame</a>.<br />
Pokazał co myśli o ponad stu tysiącach swoich użytkowników, którzy w kapitalnej większości, nie potwierdzili swej tożsamości.<br />
Zniesienie anonimowości w sieci, na szczęście nieprawdopodobne dziś na mój gust, spowodowałoby, iż Internet stałby się repliką dyskusji w realnych mediach. Prym wiedliby ci sami, których głos w realnej dyskusji wszelakiej się liczy. Zgarnęliby czytelników, którzy musieliby czytać ich jak gazetę, oglądać jak program w telewizji. Bezwolni i bez głosu. Tacy jak Węglarczyk zawładnęliby ich umysłami, ale i też, a może przede wszystkim - pieniędzmi. Dla wszelkiego rodzaju: chamów, szui i tchórzy, byłaby to końcówka gry. Gry przegranej dla każdej ze stron, a nade wszystko dla wolności człowieka.</p>
<p>anonimowa szuja<br />
proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Klub Anonimowych Trolli (KAT)]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1112</link>
<pubDate>Tue, 24 Jun 2008 11:18:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1112</guid>
<description><![CDATA[Zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, który ośmieli się powiedzieć, że dwa i dwa to c]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, który ośmieli się powiedzieć, że dwa i dwa to cztery, jest karany śmiercią.</p></blockquote>
<p><strong>Dżuma, Albert Camus</strong><!--more--></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-1113" src="http://proces.wordpress.com/files/2008/06/arnold_bocklin_1889_die_pest.jpg" alt="" width="350" height="529" /> <strong>Arnold Böcklin, Dżuma, 1898</strong></p>
<p>Występuję w sieci pod pseudonimem <em>proces7</em> i jestem trollem. Wolę się od razu przyznać, kiedyś i tak sprawa wyjdzie na jaw. Byłem trollem a także tajnym współpracownikiem trolla. Do wyznania skłoniła mnie pewna dyskusja na forum "O Blox.pl". Byłem złym loginem i występnym. Trollowałem i namawiałem innych do trollowania. Mało tego, karmiłem trolli. W okresie mej sporej aktywności czatowo - formowej karmiłem co najmniej kompanię trolli. A być może nawet, choć tego nie jestem pewien, prowadziłem jadłodajnię dla trolli. Było to coś w rodzaju trollowskiego Fast foodu. Nie przyszło mi jednak do głowy, by otwierać jakąś gigantyczną sieć, w której mógłbym dokarmiać trolli.<br />
Ostatnio staram się mniej pisać poza swoimi blogami, ale czasem zdarzy mi się gdzieś zatrollować. To jest silniejsze ode mnie. Nie jestem też pewien, czy pisząc teraz, na swoim blogu, nadal nie trolluję.<br />
Myślę, że ludzie, których dotknęło piętno trolla powinni przystąpić do Klubu Anonimowych Trolli i tam pod czujnym okiem specjalistów, administratorów forów i różnych serwisów, spróbować wrócić do normalnego społeczeństwa Internetu.<br />
Mam pewien problem, albowiem nie wiem czy trollem jest człowiek czy pseudonim. Bo jeśli jest nim człowiek, to całkiem prawdopodobnie trollowałem, współpracowałem i karmiłem również pod innymi pseudonimami. Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem fakt, że czyniłem to nieświadomie.<br />
Jeśli jesteś trollem, to nawróć się, zmień swój sposób postępowania, nawyki, a nade wszystko, wyznaj sam przed sobą, że zbłądziłeś, że trollując krzywdziłeś innych. Postaraj się naprawić swoje winy i nie karm, nie współpracuj.<br />
Trolling to choroba duszy, pozostaniesz już trollem do końca życia, ale możesz być tak zwanym nietrollującym trollem. Zupełnie analogicznie jak jest się niepijącym alkoholikiem.<br />
Trollowanie to ucieczka od problemów, które Cię gnębią. Ale pamiętaj, nie uciekniesz.<br />
Na pewno gdzieś w Twoim wirtualnym pobliżu jest ktoś, kogo dotknął ten sam problem, zna jakiś telefon czy mail zaufania, w którym możesz anonimowo opowiedzieć o swoich problemach.<br />
Kooperuj z administracją i pytaj czy aby właśnie w tym momencie nie trollujesz. Pytaj wielokrotnie. Czasem może Ci się wydawać, ze piszesz całkiem normalnie, ale pamiętaj: o jeden komentarz za mało i o jeden za dużo. Ta bariera, kiedy wstępujesz na złą drogę jest bardzo płynna, nieuchwytna i inna dla każdego przypadku.<br />
Musisz zacząć jak ja, od wyznania przed samym sobą, że zbłądziłeś. A potem idź przez wszystkie fora, blogi, czaty i przeproś tych, których skrzywdziłeś swoim trollowaniem bądź dokarmianiem trolli.<br />
Choroba trollowa dotyka wszystkich grup społecznych, nie ma tu wyjątków. Kiedy piszesz gdzieś w sieci, zawsze pomyśl, czy musisz napisać właśnie teraz. Jeśli nie umiesz się powstrzymać od pisania, to jest pierwszy sygnał ostrzegawczy.<br />
Trollowi wydaje się, ze może w każdej chwili przestać trollować,  ale to iluzja. Nie dostrzega, że jego wirtualne życie kładzie się powoli w gruzach, opuszczają go najbliżsi, zaczyna karmić, współpracować z trollami już całkiem bezwiednie.<br />
Najlepiej zapytać zaufanego administratora bądź innego specjalisty od trollingu. Nigdy nie jest za późno, zawsze możesz próbować wyrwać się ze szpon tej choroby i  wrócić na łono społeczeństwa sieci. Musisz tylko chcieć i pamiętać o tym, że tę chorobę będziesz już nosić w sobie aż do śmierci. Będzie w Tobie, jak dżuma z jej piętnem. Ty zaś musisz być gotów, kiedy na ulice Oranu wypełzną szczury, które będą zasypiać na ulicach miasta.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wirtualne kariery]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1062</link>
<pubDate>Mon, 02 Jun 2008 16:19:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1062</guid>
<description><![CDATA[Dla potrzeb reklamy miejsca w sieci sprawdza się powiedzenie: nieważne jak piszą byle pisali. Bo ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Dla potrzeb reklamy miejsca w sieci sprawdza się powiedzenie: nieważne jak piszą byle pisali. Bo kiedy dużo piszą, rośnie pozycja strony w wyszukiwarkach, w rankingach i wpada ona w pętlę wzrastającej popularności.<!--more--><br />
Z pewnością to zjawisko jest korzystne dla tych, którzy na tym zarabiają, tak jak choćby wspomniany przeze mnie w poprzedniej notatce Fraglesi czy mający ambicje polityczne albo - aspirujący tylko do bycia komentatorem politycznym - Azrael. I tu rzeczywiście nie ma znaczenia jak i co piszą, byle pisali. Rejestrują to rankingi, wyszukiwarki, wszelakie Blogscheissy. A to przecież boty, nie analizują wiarygodności informacji czy choćby tak ewidentnej sprawy jak istnienie komentowanych faktów. "Faktu": <em>Ziobro zabił Blidę</em> nie sprawdza bot z Google ani nie analizują administratorzy Blogboksu. Dla nich prawda nie jest istotna, liczy się klikalność, sprzedaż reklamowanych produktów, ewentualnie budowanie rankingu politycznego dla wyborów. Choć tu - myślę, że częściowo - zgodnie z zasadą Dylematu Więźnia, można zaobserwować wręcz odwrotny skutek. Najpopularniejszy polski bloger - politykier - Janusz Korwin Mikke ma znikome poparcie wyborców. Reklamowani nachalnie przez portale politycy paradoksalnie spadają w sondażach. Młody elektorat jest chwiejny, niezdecydowany, nie to co ja - stary pryk, konserwatywny i sentymentalny - praktycznie od 1993 roku głosujący na Tuska.<br />
Pamiętam swoje początki czytywania blogów, gdzie zaskoczeniem było dla mnie, gdy uznana dziennikarka Gazety, została praktycznie schrupana niczym krewetka z grilla przez blogera - amatora. Było to dla mnie niezrozumiałe i nie chciało mi się wierzyć, że ci blogerzy, piszący o polityce, to amatorzy. Piszę tu o Ewie Milewicz, Galbie, ale i też Katarynie. Mogło być też tak, że ktoś z redakcji nie lubił Ewy Milewicz i reklamując ją w portalu, wystawił ją na żer dla amatorów.<br />
To samo zaobserwowałem ostatnio na blogu Bartosza Węglarczyka. Do niedawna jego blog był najczęściej reklamowanym przez Gazetę blogiem. A blog jak to blog, zwłaszcza przy takiej płodności jaką prezentuje Węglarczyk, nie zawsze pisze o faktach, rzadko jest najwyższych lotów, a ranking i oceny ma wysokie. I osobiście sądzę, że notowanie tego bloga w Googlach oraz w ocenie Gazety.pl, będzie odwrotnie proporcjonalne do notowań Pana Bartosza jako papierowego publicysty. Może go w redakcji nie lubią i wystawiają do odstrzału?<br />
To oczywiście moja perspektywa, jak to zwykłem był podkreślać, bo są też felietoniści, którzy osiągnęli właśnie na blogu ich fazę najwyższej dojrzałości i piszą dużo, a każdy tekst jest dobry. Dla mnie przykładem takim jest Daniel Passent, przy którym jednak zawsze muszę unikać pułapki niechęci, bo to przecież czerwony, komuch, kolaborant, sługus Urbana itd. Przy czym zaznaczam, traktuję redaktora jako wirtualnego publicystę, chyba jednego z najlepszych w Polsce, bloger zaś z niego gówniany.<br />
Trzeba się czasem przemóc i nie ulegać tej logice, że jeśli nie był w wojsku i mdleje na widok kałasznikowa, to nie powinien wypowiadać się na temat armii i zasad w niej panujących albo być ministrem obrony. Ministrem zdrowia czy edukacji może być dowolny ptak, choćby dzięcioł.<br />
Wildstein też nie jest żadnym kombatantem w walce z reżimem PRL - u, a głos w tej kwestii ma ważny. Wciąż na jego oceny napotykam, na wirtualnych i nie tylko - szlakach.<br />
Dla popularności blogera to dobrze, że piszą, jakkolwiek by nie pisali, ale dla realnej kariery, to najczęściej źle. Któż teraz pisze o Lepperze, Giertychu, Dornie? A jeszcze rok temu pojawiali się w każdej politycznej dyskusji, opiewani przez portale, blogerów.<br />
Dyskusja o polityce to taka gra kolorowa w brydża, gdzie atutowa blotka bije asa. Dziś nie znam nazwisk bieżących ministrów, ale też nikt nie każe mi się za nich wstydzić, jak to do niedawna jeszcze bywało. Nieważne, powstydzę się za ministrów rządu jakiegoś innego niż Polska kraju. Może szukam czegoś bardziej trwałego, uniwersalnego, jak gra bez atutowa? Choć w takiej też gra najczęściej opiera się na dyżurnym kolorze - robotniku.<br />
Po części to jest też tak, że ja głosowałem w przedostatnich wyborach na PO, wygrał PiS i PO nie dogadało się z nimi. Ja wymagałem od tych, na których głosowałem. Dla mnie za rządów PiS było dobrze, teraz ma być jeszcze lepiej, wiec cóż mam się interesować polityką? Są takie momenty w życiu społeczno - polityczno - seksualnym człowieka, że już lepiej być nie może.</p>
<p>Wybaczcie mi tę notkę, prawie o polityce, ale po ostatnich dyskusjach byłem nieco przez różnych zboczeńców politycznie molestowany.<br />
Tu zachodzi też pewien paradoks, bo dobrzy: lekarz, polityk, prawnik, psycholog, prostytutka, analityk giełdowy, nie będą udzielać porad i dyskutować na blogach o swoich zawodach. Tak jak dobry pisarz pisze książkę, nie blog, dobry piosenkarz śpiewa, a nie pisze o śpiewaniu na blogu. Dobry polityk rządzi krajem, a nie użala się jak cipa nad sobą na blogasku.<br />
Piękna kobieta nie będzie pisać bloga o tym, że jest piękna i fantastycznie zna się na sztuce miłości, że jest damą.  Bo i po co?</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Samokrytyka wirtualnego impresjonisty]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=1006</link>
<pubDate>Thu, 08 May 2008 20:27:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=1006</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj wysmarowałem notkę, w której żegnam się z WordPressem i przenoszę się z blogowaniem n]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj wysmarowałem notkę, w której żegnam się z WordPressem i przenoszę się z blogowaniem na Blox. Ale nie opublikowałem. Wywaliłem do kosza.  Pretekstem, celowo nazywam to pretekstem, było usunięcie mnie z lokalnego rankingu. Śmieszne w tym wszystkim jest to, że mi chyba naprawdę niewiele zależy na klasyfikacjach. Nie chciałbym być wszędzie pierwszy. Cóż ja bym napisał młodym ludziom, którzy by tu przyszli albo tym wszystkim komentującym mnie, zapatrzonym we mnie szprotom?<br />
Niby na każdy temat coś tam wiem, niby głupi nie jestem, ot przeciętny, ale nie znam reguł na życie, nie umiem głosić prawd absolutnych. Owszem, czasem się nadmę i przemawiam. Gdybyście wtedy mogli zobaczyć jak śmiesznie wyglądam. Mussolini mógłby mi pozazdrościć.<br />
Ad rem.<!--more--><br />
Chodzi mi o mój stosunek wirtualny do administracji wszelakiej. Kim ma być dla mnie admin?<br />
Mam się go bać, tak jak mam zwalniać na drodze, kiedy widzę policjanta. Nie mogę się z nim spoufalać. Ani on ze mną. Kiedy nie będzie mi chodził Blox, to pójdę go opieprzyć, kiedy zareklamuje kichę na jedynce (stronie głównej portalu) wypomnę mu. Kiedy wywali mnie z rankingu, zwrócę się oficjalnie i zapytam dlaczego. Gdybyśmy byli w bliskich i poprawnych relacjach, mechanizm taki nie mógłby funkcjonować.</p>
<p>Weźmy takiego Olsa, którego być może niepotrzebnie tu nadaremnie wzywam, ale cóż z niego postanowiliśmy uczynić (my proces) jakiś, tymczasowy przynajmniej, symbol admina. Nie tylko w Agorze. W ogóle. Poprawne czy powiedzmy - przyjazne relacje z nim mogłyby budzić podejrzenia, że mi sprzyja i wstawia na przykład tendencyjnie mnie na stronę główną, by przysporzyć portalowi zaniedbywanych wejść. Nie, nie będzie o Siwej, dziś nie.<br />
Blox i forum próbują z niekiepskim skutkiem łączyć klasę i liberalizm w necie. I zgrzyty zawsze będą. Moje niezadowolenie będzie tyczyć platform, portali, którym ufam, które wybrałem. Po kij mam narzekać na Interię czy Wirtualną Polskę, skoro tam nie bywam? I guzik mnie obchodzą tamtejsze fora i blogi. Pewnie są dużo gorsze od agorowych, ale nie widzę tu sprzeczności, bo ja chcę bywać na najlepszych. I mieć dwie niemożliwe do pogodzenia rzeczy: dobry poziom i wolność. I czepiał się będę. Krytykował będę najlepszych. I jasnym jest, że kiedy Blox już wykupi WordPress, to zostanę tu i będę smęcił. O ile będę jeszcze miał ochotę pisać.<br />
Pisałem sporo ostatnio na temat administracji wszelakich. I zauważyłem pewną sprzeczność w moim rozumowaniu.<br />
Gdzie leży mój błąd w pojmowaniu rzeczy? Z jednej strony chcę by portal traktował wszystkich równo, czyli nie dobierał znajomych na jedynkę, nie faworyzował promocjami syndykatów, zasłużonych blogerów. Z drugiej zaś sam często oczekiwałem, a nawet wymagałem specjalnego traktowania. Weźmy Blog Roku, chciałem by jakoś admini zachęcali do udziału w nim i pomagali tym, którzy grali w konkursie. A niby dlaczego? Skoro chcę by wszystkich traktować jednako, to nie mogłem tego oczekiwać. Przecież kupa ludzi uważała ten konkurs za głupotę, tak jak ja uważam wiele blogów za głupotę, a mimo to są reklamowane i promowane. Więc Ols dobrze zrobił, że nic nie zrobił w kwestii konkursu (wiem, że są tam ponoć ważniejsi, Mpieck czy Ememzet), ale ja tego nie wiem, stąd wymieniam Olsa.<br />
Nie chciałem nic innego tylko po prostu tego, by moje gówienko pływało na wierzchu. To był logiczny błąd. To samo na forum. Wkurzam się gdy widzę specjalne traktowanie niektórych uczestników, a sam czego chciałem? Specjalnego traktowania mojego forum i nieingerowania weń w kwestiach cenzury. Nie chcę dziś się żalić, dziś chcę się kajać, więc powiem tylko, że i tak admini i my, którzy te fora budowaliśmy, świetnie sobie przez te lata radziliśmy z tym całym czatowym gównem, które tam ściągało. Z tymi niedyskrecjami, z głąbami, tymi co śmiecili, wyzywali itd. Dziś napiszę, że te ponad dwa lata trwania i prosperity forum Lotu, Zawróconych, Pokerowa były sukcesem, naszym i też portalu, który nam to umożliwił. Są fora na prywatnych serwerach, czaty tlenu mają tego masę i co? Kupa, żadnych nowych, ani kreatywnych ludzi, a tam tylko cenzura i zarządzające fajfusy - admini z czata, którzy osiągnęli na czacie swój szczyt życiowej kariery.<br />
Olsa nie będę przepraszał za moje wcześniejsze rozważania, on jest od tego by na niego napieprzać. Niemniej jednak należy cenić ludzi, którzy próbują ten cholernie zrelatywizowany świat netu uporządkować, nie naruszając przy tym niczyjej wolności.<br />
Tak jak nie miałem racji, kiedy przyszedłem napuszony i pełen złości do Reuptake, wrzucając mu pod jego notką jakieś niezwiązane ze sprawą swoje żale czy chwilowe złości. Zaraz tam pójdę i go przeproszę.<br />
On mi nic złego nie zrobił, a chciał czegoś dobrego. Bo najlepiej tak jak ja: siedzieć i narzekać i nic nie robić. Ludzie, którzy mają pasję tworzenia w sieci, są dla niej najwartościowsi. A że ich pomysły nie zawsze natrafiają na euforię, to oczywiste. Bo zamysł linkowania i podawania źródeł jest jak najbardziej słuszny. Chciałbym by można było linkować fotografie, obrazy i podawać ich źródło w sieci. Ale czy mogę to robić, kiedy znaleziony obraz pochodzi z jakiegoś bloga, gdzie jestem pewien, że właściciel bloga nie jest autorem obrazu czy fotografii? Pisząc teraz do Was też z pewnością kogoś cytuję, ktoś w przestrzeni napisał poprzednie moje zdanie. Poprzednie i następne, które napiszę, a teraz jeszcze nie wiem, jak ono będzie brzmieć. Srał tam na to co Gazeta wystawiła na czołówkę, ale przychodząc tam do "Netto" zachowałem się źle, a Reuptake nie usunął mojego komentarza i nawet nie nazwał mnie bezpośrednio trollem, tylko między wierszami. I byłem niesprawiedliwy pisząc potem o nim to co czułem.<br />
Mogłem odnieść się merytorycznie do pomysłu, który przecież jest kapitalną ideą. Tyle, że niewygodną i trudną do wykonania. Tak jak odsyłanie lenia do biblioteki.<br />
Myślę, że autorowi - Reuptake - chodziło o coś innego, czego ja zrazu nie pojąłem. O to by docenić myśl w sieci. Pochwalić konstruktora czy twórcę frazy bądź tekstu, który dał innym uśmiech, pomoc, radę czy pomysł na pisanie, a może nawet i życie.<br />
Pójdę przeproszę, ale nie będę linkował ani tu ani tam, żeby nie trollować;)</p>
<p>Tak jak wspominałem, miałem już napisaną mowę pożegnalną i chciałem się przenieść, nie gdzie indziej, jak właśnie na Blox z tym oto głównym mym blogiem. Bo mam  kilka blogów, co jest moją zmorą i sprawia, że w dzień nie jadam, a nocami nie sypiam.</p>
<p>Może zbyt mało używam emotek? Kafka i Czechow ich nie używali, niech chociaż w tym będę do nich podobny.<br />
Wiem, że dziś tekst jest trudniejszy, bo ja nie umiem pisać tak jak ci dwaj pisarze, których wymieniłem. Inna rzecz, że czyta mnie też sporo głąbów oraz pipek, które komentują tekst zanim przeczytają. A potem jak już skomentują to po co mają czytać?<br />
Prawda leży pewnie pośrodku. Nie piszę fatalnie, ale i też niezbyt dobrze. A czytają mnie mądrzejsi i głupsi ode mnie. Choć akurat ci ostatni upodobali sobie mój blog w szczególności.</p>
<p>No i na koniec żalu za grzechy powiem o co chodziło z WordPressem. Kilka dni nie było mnie w rankingu WordPressu. I nie będę tłumaczył nikomu, że to nie jest dla mnie ważne, bo akurat będąc poza rankingiem miałem chyba najwięcej wejść w historii tego bloga. Kiedyś tu dam screeny statystyk. Chodzi o zasadę. Byłem spakowany, ale piknęło mnie, żeby napisać do nich maila i zapytać dlaczego mnie usunęli. No i odpisali, że już nie jestem usunięty.<br />
Nie umiem Wam tego objaśnić, ale to jest tak: chcę grać o pierwszą pozycję w platformach blogowych, ale moja mentalność ma taką konstrukcję, że pozycję lidera czułbym jako ciężar. Może nawet balast, który musiałbym dźwigać. Z taką ilością czytelników mógłbym napisać, że ktoś kogo nie lubię jest idiotą, złym człowiekiem, oszustem. Wielu by mi uwierzyło. Idąc za prostym myśleniem: skoro ma tylu czytelników - wie lepiej. Co oczywiście jest brednią, ale jednak istnieje takie zjawisko w rzeczywistości. Dla mnie ważna jest sama gra, nie jej efekt. I naprawdę nie przeszkadza mi bycie frajerem czy pożytecznym idiotą i nabijanie za friko statystyk platformom, na których pisuję.<br />
Miałem nawet taki moment, że pomyślałem sobie: a to fajnie że jestem poza tym rankingiem, niewidocznym i oznakowanym "as mature", będę mógł dawać fotki z Playboya i filmiki z RedTube. A liczba wejść mi się potroi. Potem jednak uniosłem się ambicją. Jakże to tak? Jeśli jakiś bank czy agent ubezpieczeniowy mnie choćby ciut próbuje oskubać, momentalnie zmieniam firmę. Dla zasady.<br />
Zatem Blox może odetchnąć z ulgą, nie przenoszę tego kramu tam, ale będę im zapewniał wejścia, te niezaniedbywalne. Poczekam aż Agora kupi WordPress.pl wraz  ze mną. Oczywiście nie dotyczy to Cyca, który walczy o ranking i siedzi Kominkowi na ogonie. Jeśli Kominek nie naciśnie mocniej na pedały to go mamy już za dwa, góra trzy tygodnie. A wtedy Janusz Korwin Mikke  przyjdzie do nas i poprosi, żebyśmy go na Cycu zalinkowali.<br />
Oczywiście zasad nie zmieniam w tej kwestii i jeśli możliwe są jakiekolwiek profity materialne z faktu dużej ilości wejść na blogu, to chciałbym dzięki temu wspomóc kogoś potrzebującego. Myślałem, że to mogłoby być tak: mamy pierwszą pozycję w Blox, przychodzi do nas Onet i mówi: wstawcie linka do nas, a my: dobrze, ale ufundujecie laptopa jakiejś szkole. Oni: zgoda. I gra.<br />
Wstawiam wszędzie Pajacyka, innego pomysłu nie mam. Ale i tak nikt w niego nie klika, co sprawdziłem i to się da sprawdzić, więc ostrzegam,  żeby nie było. Wiem kto nie klika! I kiedyś wymienię te osoby, które nie klikają z nicka!<br />
Jeśli ktoś ma jakiś podobny - jak Pajacyk -  pomysł w tej kwestii, proszę uprzejmie o informację.<br />
Nie zrozumcie mnie źle, nie przeszedłem lobotomii i nagle nie spokorniałem. Chcę się edukować, jestem ciekawy świata. I czasem wypada też ocenić siebie i swoje błędy.<br />
Sami wiecie jak to potem wygląda: Piszę jakąś kiczowatą notkę dla gospodyń domowych w papućkach bądź urzędniczych nierobów i zaraz pod spodem lądują dziesiątki, albo i nawet setki komentarzy, które są nieobiektywne, pełne lizusostwa, pochwały mojej kiczowatej twórczości. Pełno w nich zachwytów, pelargoniowego pierdzenia, perfumowanych komplementów. A nie ma żadnej dyskusji merytorycznej. Głaszczecie mnie tylko, a sami wiecie, że i kota można na śmierć zagłaskać. Chcę byście mi wypominali moje błędy i niekonsekwencje, a nie tylko mnie tu lizali i głaskali. Krytyka musi być, choć wiadomo, że lepiej tak robić, żeby tej krytyki nie było.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zaniedbywalni]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=938</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 15:28:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=938</guid>
<description><![CDATA[Niektórzy dziwują się, może i nawet całkiem szczerze, że zajmują mnie rankingi blogów w prze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Niektórzy dziwują się, może i nawet całkiem szczerze, że zajmują mnie rankingi blogów w przeróżnych platformach. I zastanawiam się nad tymi konstrukcjami i śledzę je. Owszem, śledzę, ale na tyle na ile pozwala mi moja niewielka wiedza i mizerna umiejętność wykorzystywania narzędzi oferowanych przez współczesny Internet.<br />
Dlaczego ranking jest taki ważny? Bo jeśli jakiś blog ma dużo odwiedzin to jest po prostu dobry i wartościowy. W przeciwnym razie przyzwoite firmy oferujące takowe tabele nie sporządzałyby klasyfikacji.<br />
Jeśli w tabeli ligowej prowadzi jakaś drużyna, znaczy to, że gra najlepiej. Jeśli jakiś program w telewizji ma najwyższą oglądalność to płynie z tego prosty wniosek, że jest on najbardziej wartościowym. Przykładowo ja nie zajmuję się polityką, bo partia, która uzyska najwyższy ranking, czyli wygra wybory, jest najlepsza. Stąd kontestowanie takiego faktu może być jedynie świadectwem na to, ze jesteśmy trollami politycznymi. Głąbami, zwykłymi fajfusami, którzy nie rozumieją realiów demokracji.<!--more--><br />
To banalny wniosek. Kiedy sam próbowałem kontestować politykę Blox.pl, wraz z ich rankingiem i poleceniami na stronie głównej, wyszedłem na trolla i idiotę. Takimi samymi idiotami są ci, którzy dziś krytykują rządy PO, byli trollami i oszołomami ci, którzy kontestowali władzę PiS.<br />
Wczoraj szefowa Forum Agory - Siwa napisała mi, że zamykając moje forum, nie zrobiła nic złego, albowiem, <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=299&#38;w=78720191&#38;a=78737313">cytuję</a>:</p>
<blockquote><p>ale ukrycie Twojego forum i uniemożliwienie Ci sztucznego<br />
nabijania statystyk na bloxie, jest zaniedbywalne dla statystyk portalu.</p></blockquote>
<p>Przy okazji dowiedziałem się, iż jestem "fetyszystą statystykowym" (ktoś jej to pewnie napisał na jakimś gównianym Blipie i powtarza to jako mądrość). Ale jest w tym sporo prawdy, bowiem już jako nastolatek onanizowałem się przy rocznikach statystycznych. Rzeczy takie sporządzane były często przez ludzi oddanych PRL.  Stąd ich statystyki wyglądały dużo lepiej niż mogłaby na to wskazywać rzeczywistość. Rzeczywistość, która była szara jak szare mydło, ale i też monumentalna, niczym erotyzm bijący z ciał sportsmenek z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Coś jak dziś znane gwiazdy, które mogą wyglądać nieco gorzej w rzeczywistości, niż na fotografiach umieszczanych w kolorowych pismach.</p>
<p>Wypowiedź kierowniczki bufetu zwanego Forum Agory - Siwej prowadzi do prostego wniosku: ludzie, którzy dyskutując na forum Agory, wstawiają do sygnaturki link do swojego bloga, są zaniedbywalni dla statystyk firmy i nie są mile widziani przez portal. Rozumiem to, sam gdybym był policjantem na drodze, to wolałbym, żeby nie było żadnych wypadków na niej, bo wtedy przełożeni nie czepialiby się mnie, a ja mógłbym siedzieć w przydrożnym barze pisząc bloga i popijając piwo. No dobra, to ja taki jestem. Ale są ludzie, którzy lubią coś jednak robić. Być pożytecznymi dla społeczeństwa. Wtedy taki policjant może zatrzymywać dowolny samochód, bowiem każdy samochód trolluje na drodze, zwiększając ruch, zagrożenie wypadkiem i emisję szkodliwych substancji do atmosfery.<br />
Podróżowałem sporo po Europie samochodem i fajnie jeździ się we Włoszech, bo tam dla Polizia Stradale czy zwykłych Carabinieri kierowcy są zaniedbywalni. Gorzej miała się sprawa na przykład w Republice Czeskiej, gdzie samochody z polskimi numerami nie były zaniedbywalne, a otoczone szczególną troską i praktycznie każde spotkanie z troskliwymi strażnikami czeskich autostrad kosztowało 500 koron. Tyle ile kosztuje przydrożna Ilonka.<br />
Droga Cieszyn - Znojmo to tylko około 300 km, ale tylko jeden raz na pięć udawało mi się ją przejechać będąc zaniedbywalnym. Ale nigdy nie zapłaciłem mandatu w pełnej wysokości, zawsze dawałem w łapę. Raz nawet udało mi się zrobić czeski biznes roku, bo mandat 1500 koron zastąpiłem dwoma paczkami Cameli. Fajki z wielbłądem pozwoliły poczuć mi się zaniedbanym czy zaniedbywalnym.</p>
<p>Pominę już fakt, że link pojawiał się w zwykłej sygnaturce i to na jednym forum, które moderowałem, zatem tych zaniedbywalnych wejść z forum miałem zapewne trzy dziennie. Sam blog miał służyć jedynie temu, by wstawić tam opowieść, moją "Historię jednego Playboya" i podejrzewam, iż nawet nie mieścił się w top1000. Przypadek zrządził, że potem ciut się rozwinął i wygrał jakiś konkurs. By dziś na powrót stać się zaniedbywalnym.</p>
<p><strong>Blog zaniedbywalny przez tabelę rankingową</strong></p>
<p>Chętnie wypiszę z rankingu Blox.pl proces.blox.pl. Nie wiem czy byłoby trudne wstawić w blogu opcję: <em>Chcę być ujęty w rankingu blogów</em>.<br />
Odhaczmy ptaszkiem, że chcemy. Jeśli nie zaznaczymy - blog nie będzie notowany. Zauważyłem, iż większości ludzi na tym nie zależy, więc po prostu nie zaznaczaliby tej opcji, wtedy blog nie byłby notowany w żadnej tabeli. Dla mnie to stricte techniczne pytanie i wydaje mi się, że gdybym zapytał ludzi zajmujących się techniczną stroną Bloksa, dostałbym odpowiedź. Mam tylko mały problem. Po zadaniu takiego pytania na forum "O Blox.pl", przeczytam iż się lansuję i jestem trollem. O ile nie wywaliliby mojego listu. I piszę to całkiem serio.<br />
Opcja taka zwolniłaby miejsce tym, którzy lubią zabawę w rankingi, a nie eksponowała niepotrzebnie tych, którzy takowe tabele mają w dupie.<br />
W WordPressie istnieje możliwość zablokowania wyszukiwarek dla bloga, nie wspominając już o opcji dopuszczenia tylko wybranych czytelników. Ta ostatnia opcja istnieje też w Blox.pl i ludzie, którzy piszą blogi z pasji, tylko dla znajomych i nie chcą czytelników, którzy są przypadkowi, mogą takiej opcji użyć. Wtedy nie są narażeni na niepochlebne i niechciane komentarze oraz na to, że ktoś nieznajomy zobaczy blog zupełnie z innej perspektywy. I dostrzeże w autorze, nie fajnego i miłego blogera, a matołka, śmiecącego po sieci. Więc jeśli ktoś wpuszcza blog do tabel, do wyszukiwarek, to jest on jego domkiem w takim stopniu jak drzewo, które posadzi w lesie. Każdy może przyjść i się pod nim odlać. Oczywiście taki bloger może stać przy drzewie rąbać siekierą każdego, kto przechodzi i krzywo spojrzy na jego sadzonkę.<br />
Bardzo jestem ciekaw, ile blogów nie zgłosiłoby rankingowego akcesu, nie odhaczyło stosownej opcji. Wtedy moglibyśmy się naprawdę przekonać komu takowe tabele zwisają. Bo z tego co ludzie piszą, czuję, że większości są one obojętne.</p>
<p>proces7</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[BOT]]></title>
<link>http://proces.wordpress.com/?p=906</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 10:33:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>procesVII</dc:creator>
<guid>http://proces.wordpress.com/?p=906</guid>
<description><![CDATA[Czyli Bloga Ogólna Teoria
Pisanie, nie tylko to w sieci, będzie zawsze znajdować się na tej bord]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czyli <strong>Bloga Ogólna Teoria</strong><br />
Pisanie, nie tylko to w sieci, będzie zawsze znajdować się na tej borderline grafomanii i kiczu. Diabli wiedzą, może Szekspir napisał jedną rzecz za dużo?<!--more--><br />
Mamy różne gusty w kwestii uznanych pisarzy, nierzadko noblistów, a co tu mówić o drobnicy z gazet czy infosfery. Mnie pociąga Ogólna Teoria Bloga, jeśli komuś się nie podoba, niech spada.<br />
Tak jak pisałem w poprzedniej notce, w Blogboksie, który mi już zdążył zaspamować wszystkie konta pocztowe królują gry - <a href="http://proces.files.wordpress.com/2008/04/polygamiczny_spam.jpg" target="_blank">Poligamia</a>. Jest tam wciąż na pierwszej stronie. Nie gram w gry wideo, więc Blogbox mnie nie interesuje. Tak jak oczekiwałem, wywalili Cyca z ich zestawu. Oczywiście oszukali nas, bo głosowaliśmy, a oni usunęli. Mimo iż Cyc osiągnął regulaminową liczbę głosów.<br />
Poligamia to nie jest w zasadzie blog, to jest serwis, w którym pojawia się kilkadziesiąt notek dziennie. Są wysoko notowani przez Blogboksy i Blogfrogi, bo jest ich tam wielu i mogą sobie naklikać co zechcą. Sam mogłem naklikać, wiec jeśli jest ich kilku czy kilkunastu to mogą sobie wyklinać dowolne rankingi w Blogboksach czy innych Blogscheissach.<br />
Kiedyś na Cycu, dla żartu wstawiłem jakąś skopiowaną notkę o grach wideo. Momentalnie w statystykach pojawiło się kilkadziesiąt wejść z Poligamii. Zalinkowali mnie, jako fachowca od gier wideo, o których nie mam bladego pojęcia. Choć zwykle kopiują notki w sieci, wstawiając do obrazka swoje logo. Co jest wyjątkowo parszywe. Ale oczywiście, na blogu wszystko wolno i można przepisać  Mickiewicza i podpisać dzieło własnym pseudonimem.<br />
Jeśli chcecie służyć jako mięso statystyczne dla serwisu o grach, zapisujcie się do Blogboksa, ja podziękuję.<br />
Takie serwisy, pisane przez grupy ludzi, startujące w konkursach i rankingach, siłą rzeczy będą wypierać z zestawień blogi, powiedzmy, osobiste. One już konkurują z portalami i może się okazać, że za kilka miesięcy czy lat, będziecie mogli w serwisie Onetu przeczytać notowania giełdowe, ale warunkiem będzie zakup gry, właśnie rekomendowanej przez <a href="http://polygamia.pl/" target="_blank">Polygamię</a>. Blogboksowi patronuje Wprost, więc tygodnik sobie odpuszczam, bo nie będę oglądał reklam z grami.<br />
Czynnikiem determinującym istnienie wielu blogów są pieniądze, pewnie niewielkie, wielkie też nigdy nie będą. I dobrze, trudno zabronić ludziom zarabiania, fajnie, że takową motywację mają.<br />
Blog tak czy tak jest dawaniem dupy przez blogera, nie ma znaczenia czy robi to za pieniądze czy za darmo.<br />
Blogerzy, o ile czerpią zysk z pisania, niechętnie o tym mówią. Sam traktuję blogi, gdzie idzie o pieniądze z rezerwą. W końcu trudno zaufać prostytutce, która skasowała od nas pieniądze w słowa:<em> jesteś wspaniały, kocham cię</em>. W takie słowa w ogóle nie powinno się wierzyć, a już na pewno nie w Internecie.<br />
Omijam też szerokim łukiem blogi, gdzie autor kasuje niewygodne dlań komentarze. Przez skreślanie i jakieś blokady, określił się, że wie lepiej. Z takim nie ma co dyskutować, bo jak tu dyskutować z kimś, kto i tak lepiej wie? Rozumiem blokady antyspamowe, filtry, ale usuwanie i blokowanie kogoś za to, że mu się słowa autora nie podobają i był śmiał o tym napisać? Jeśli skomentowałem jakiś tego typu blog, to nieświadomie, bez wiedzy o panującej tam cenzurze.<br />
Nazywanie kogoś trollem, to jest taka pałka na niewygodnych komentatorów, którzy burzą nam koncepcję naszego ślicznego blogaska, którzy odsłaniają u faceta papiloty i papućki, a u kobiety samotność, pusty brzuch i suchą macicę.</p>
<p>proces</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
