<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>obyczajowy &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/obyczajowy/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "obyczajowy"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 17:55:33 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Rocky (1976)]]></title>
<link>http://filmspot.wordpress.com/?p=143</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 12:20:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>filmside</dc:creator>
<guid>http://filmspot.wordpress.com/?p=143</guid>
<description><![CDATA[Opis: Rocky jest typowym szarym człowiekiem. Walczy w podrzędnych klubach za marne pieniądze. Pod]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opis</strong>: Rocky jest typowym szarym człowiekiem. Walczy w podrzędnych klubach za marne pieniądze. Podkochuje w dziewczynie ze sklepu zoologicznego, ta jednak nie zwraca na niego większej uwagi. Pewnego dnia otrzymuję propozycje stoczenia pojedynku o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej z obecnym mistrzem Apollo Creedem. Rocky podejmuje wyzwanie. W pojedynku z mistrzem walczy nie tylko o tytuł, ale także o szacunek do samego siebie.</p>
<p><!--more-->~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>Reżyseria</strong>: John G. Avildsen, Sylvester Stallone<br />
<strong>Scenariusz</strong>: Sylvester Stallone<br />
<strong>Zdjęcia</strong>: James Crabe, Bill Butler, Victor Hammer, Steven B. Poster<br />
<strong>Muzyka</strong>: Bill Conti, Vince DiCola, Alan Menken<br />
<strong>Obsada</strong>: Sylvester Stallone,  Talia Shire</p>
<p>~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>Mike</strong>: Słuchajac sciezki dzwiekowej z filmu Rocky, a dokladniej plyty "The Rocky Story" postanowilem zalozyc post o serii filmow z moim bohaterem z dziecinstwa - Rockym Balboa. Filmy te zawsze ogladalem kiedy tylko powtarzala je TV, mimo ze wiekszosc osob uwaza ta sage za komercyjna papkę, ja ją uwielbiam.</p>
<p><strong>Kugar</strong>:  Zawsze wracam do Rocky'ego z sentymentem, wychowalem sie na tej serii. Rowniez V uwazam za porache, zrobili ja tylko dla kasy, przerost formy nad trescia. W ankiecie zaglosowalem na IV, pojedynek z Ivanem byl bardzo dobry, swietnie ukazany okres przygotowawczy w gorach, cwiczenia w spartanskich warunkach i do tego swietna oprawa muzyczna.</p>
<p><strong>Mike</strong>: Jeszcze słówko o muzyce - przekonuje mnie ona, mam 5 plyt z soundtrackami z poszczegolnych czesci i musze powiedziec ze bardzo mi sie podobaja, niektore utwory są troche plastikowe, jednak wiekszosc tych POPówek nadaje sie z powodzeniem do sluchania. Zreszta o soundtracku z Rockyego założę osobny temat.</p>
<p><strong>Agrado</strong>: A ja nie lubię tego filmu. Nie wiem czemu. Może przez to, że nie przepadam za Sylwkiem. Chociaż ile jest filmów, które się objerzało mimo ze nie lubi się jakiegos aktora. Obejrzałem raz jedynke i dwójkę. Za reszte się nie brałem.  Kiedyś może mnie ruszy, jak masa filmów których kiedys tytuł przyprawiał mnie o mdłości a teraz do obowiązkowych zaliczam.</p>
<p><strong>Zico26</strong>: W ankiecie zagłosowałem na częśc IV.Wizyta w Moskwie i walka z Ivanem Drago(Dolph Lundgren)chyba najbardziej utkwiła mi w pamięci.Pierwsze dwie czesci i walki z Apollo Creedem rownież bardzo dobre.Mam wszystkie pięć części na kompie i często urywkami oglądam.Dla mnie seria Rockye'go była dużo lepsza niż Rambo.</p>
<p><strong>radk0</strong>: A ja zagłosuję na jedynkę. Od tego wszystko się zaczęło. Tam była niepowtarzalna atmosfera. Rocky zaczynał od zera, do tego nakreślono tu jak nigdzie indziej jego postać, tam był pokazany jako człowiek, a nie jako bokser. Przynajmniej wtedy zrobiono to w sposób najbardziej wiarygodny. I końcówka w której nie poszło tak gładko. Dwójke również lubię, ale reszta to już to samo w nowym wydaniu.</p>
<p><strong>Slawko</strong>: Racja - walki calkowicie nierzeczywiste, gra aktorow nie oszalamia. Ale to klasyka! Z pokolenie dzisiejszych 20 latkowi i starszych nie ma czlowieka ktory by nie wiedzial kto to Rocky. Ani wczesniej ani pozniej nie bylo filmu mowiacego o sporcie, ktory by mnie tak poruszyl i wciagnal.  Aha i nie zgadzam sie z tym z e Sly potrafi grac tylko miesniaków.</p>
<p><strong>Przemek87</strong>: Fakt, ten film to klasyka. Jak leci to wciąż chętnie się obejrzy. Każda kolejna cześć już gorsza tak jak to mowią przedmówcy... W pierwszym Rockym wszystko jest fajne oprócz samej walki, bo tej nigdy nie chce mi się oglądać, gdyż ten "realizm" rzeczywiście przeszkadza, a z każdą następną częścią było gorzej.</p>
<p><em>Źródło: MovieForum.pl</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sam (2001)]]></title>
<link>http://filmspot.wordpress.com/?p=85</link>
<pubDate>Mon, 16 Jun 2008 15:03:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>filmside</dc:creator>
<guid>http://filmspot.wordpress.com/?p=85</guid>
<description><![CDATA[Opis: Sam Dawson ma umysł siedmioletniego dziecka, uwielbia The Beatles i wraz z pomocą kilkorga p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opis</strong>: Sam Dawson ma umysł siedmioletniego dziecka, uwielbia The Beatles i wraz z pomocą kilkorga przyjaciół wychowuje swoją córeczkę Lucy Diamond. Kiedy Lucy kończy siedem lat i powoli zaczyna przewyższać intelektem swojego ojca, jej losem zainteresowała się opieka społeczna. Jeden z jej pracowników postanawia pozbawić Sama prawa do opieki nad córką.</p>
<p><!--more-->~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>Reżyseria</strong>: Jessie Nelson<br />
<strong>Scenariusz</strong>:  Kristine Johnson, Jessie Nelson<br />
<strong>Zdjęcia</strong>: Elliot Davis<br />
<strong>Muzyka</strong>:  John Powell<br />
<strong>Obsada</strong>: Sean Penn,  Michelle Pfeiffer</p>
<p>~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>Pauli</strong>: Film sliczny, bardzo wzruszajacy, prawdziwy ... fabula raczej przewidywalna. aktorstwo na wysokim poziomie, swietny sean penn. muzyka dopelnia calosci. Na mnie film zrobil niebagatelne wrazenie, dawno nie bylam w takim stanie w trakcie i po obejrzeniu filmu. co ten sean penn ze mna zrobil.</p>
<p><strong>Aule</strong>: Film jest świetny. Połowę jego dobrego poziomu buduje Sean Pean. Właśnie jak to w tamtym roku kiedy był I am Sam było z oskarami bo nie pamiętam?? Sean Pean był nominowany czy dostał oskara? W każdym razie tak przekonująca odtworzył swoją postać że sam film mnie wzruszył. Także Michelle Pheipher i Dakota Fanning zagrały wspaniałe kreacje.</p>
<p><strong>KrISS</strong>: Całkiem dobry film, z rewelacyjną rolą Penna. Z resztą mało kto zagrał tu źle. Z całą pewnoscią akorstwo jest lepsze od scenariusza. Moim zdaniem niektóre sceny mogłyby być inaczej zbudowane (np. ta w której Pfeiffer wspomina o tym, co zrobiła synowi). Ale, po mimo kilku zgrzytów ogląda się film z przyjemnością.</p>
<p><strong>Kinomaniak87</strong>: Niesamowity film. Mną wstrząsnął i wzruszył. Podobał mi się sposób jaki został zrobiony- te kolory symbolizujące znieczulice społeczeństwa- świetny pomysł. Duet Sean Penn i Michelle Pfeiffer wymiata. Żałuje że nie udało mi się kupić filmu na DVD.</p>
<p><strong>Michael</strong>: Film jest świetny. Piękny dramat, poruszający, pokazujący jak silna jest miłość rodzica do dziecka. Z jednej strony mamy opóźnionego umysłowo ojca, któremu odebrano córkę, która była dla niego całym światem, a z drugiej strony mam dramat Pani prawnik, która traci swój autorytet u swojego dziecka, bo pracuje całymi dniami, nie mając czasu dla syna. Dakota Fanning także dobrze sprawiła się w swojej roli.</p>
<p><strong>Sayuri</strong>:  Ten film pokazuje nam, że nie trzeba mieć widocznego upośledzenia, by być "nienormalnym".<br />
Penn znakomity, genialny. Pfeiffer równie świetna, jako zabiegana, żelazna biznesswomen, która pod wpływem, jakże prostego, ale niezwykle prawdziwego i wrażliwego klienta, przechodzi metamorfozę. Młodziutka Dakota zapowiada się znakomicie, jej buziunia idealnie tutaj pasowała.</p>
<p><strong>tuff</strong>: No faktycznie film wzruszający. Ale mam wrażenie że byłby jeszcze bardziej gdyby zakończenie było inne. Gdyby nie było hepi endu. Tyle że mógłby się z tego zrobić straszny wyciskacz łez i z kwesti czasu cieszę się że zakończenie było takie a nie inne. Bo pozostała ładna - świetnie zrealizowana historia.</p>
<p><strong>Spike Spiegel</strong>: Kolejny film, który dołączy do mojego panteonu. Urzekła mnie w nim także muzyka, niezwykle nastrajająca. Prowadzi, chwyta za serce. Idealnie zgrane z momentami i przekazem emocji, uczuć. Michelle Pfeiffer i Dakota zagrały bardzo dobrze ale wszystko przyćmiewa Penn.</p>
<p><strong>Zielak</strong>: Bardzo wzruszająca historia człowieka który choć chory umysłowo, stara się wychować samodzielnie córeczkę co nie jest dla niego łatwe. W trakcie całego filmu płakałem chyba ze 4 razy, film wywarł na mnie ogromne wrażenie i do dzisiaj bardzo chętnie go wspominam.</p>
<p><em>Źródło: MovieForum.pl</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Uśmiech Mona Lizy (2004)]]></title>
<link>http://filmspot.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Mon, 16 Jun 2008 14:54:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>filmside</dc:creator>
<guid>http://filmspot.wordpress.com/?p=84</guid>
<description><![CDATA[Opis: Katherine Watson przyjeżdża z Kalifornii do Wellesley College w Nowej Anglii. Ma tam uczyć ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opis</strong>: Katherine Watson przyjeżdża z Kalifornii do Wellesley College w Nowej Anglii. Ma tam uczyć historii sztuki najlepszych studentów w kraju. Katherine liczy, że młodzi ludzie wykorzystają nadającą się szansę. Wkrótce po przyjeździe odkrywa jednak, że najbardziej prestiżowa szkoła w kraju jest placówką przestarzałą i zacofaną, w której nauczyciele głośno mówią, że dla młodej kobiety ważniejsze jest małżeństwo niż edukacja. Katherine zachęca studentów do samodzielnego myślenia, ale z każdej strony napotyka przeciwności. Jedną z przeciwniczek jest jej studentka, Betty Warren. Konflikt pomiędzy dwiema paniami nabiera na sile, po tym jak Katherine namawia jedną z najlepszych przyjaciółek Betty, Joan Brandwyn, do ubiegania się o przyjęcie na uniwersytet w Yale, pomimo iż ta spodziewa się oświadczyn od swojego chłopaka. Na szczęście wśród studentów znajdują się i tacy, którzy popierają Katherin. Poglądy Katherin wpłyną na życie studentów, jednak i sama Katherine wiele nauczy się od swoich wychowanków.</p>
<p><!--more-->~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>Reżyseria</strong>: Mike Newell<br />
<strong>Scenariusz</strong>:  Lawrence Konner, Mark Rosenthal<br />
<strong>Zdjęcia</strong>: Anastas N. Michos<br />
<strong>Muzyka</strong>:  Rachel Portman<br />
<strong>Obsada</strong>: Julia Roberts, Julia Stiles</p>
<p>~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~</p>
<p><strong>nuta</strong>:  Mi sie film podobal, momentami, przypominal mi "Stowarzyszenie umarłych poetów" ale to pewnie moje dziwne odczucia. Film mily do obejrzenia, ale jakos nie polecam wybrania sie na niego do kina chyba jedynie dla poprawienia sobie nastroju.</p>
<p><strong>Heti</strong>: Krytycy z całego świata porównują film Newella z dziełem Weira, i te porównania Monie Lizie nijak nie pomagają. Ponoć film jest niezwykle sztampowy i do bólu przewidywalny a postacie albo zbyt wyraziste albo nijakie, zaś ich czyny nijak nie dają się wytłumazcyć. Piszę PONOĆ, gdyż filmu nie widziałem - ja tu tylko skondensowałem opinie innych.</p>
<p><strong><span style="cursor:pointer;" title="Wstaw nick autora do szybkiej odpowiedzi"><span>mapleleaflady</span></span></strong><span style="cursor:pointer;" title="Wstaw nick autora do szybkiej odpowiedzi"><span>: </span></span>Jak zwykle, oglądałam ze względu na Kirsten Dunst i chyba też Julie stiles. Miałam duże nadzieje, ale zostały one doszczętnie rozwiane... Norlamnie totalna zżynka ze "Stowarzyszenia". Dokładnie to samo, tylko babki w rolach głównych... Zawiodłam się. Nawet cytatów żadnych nie pamiętam...</p>
<p><strong>KrISS</strong>: Ja podeszłem do filmu bez większych oczekiwań, bo wiedziałem, ze "Stowarzyszenia..." i tak nie przebije. Nie ma tu niczego oryginalnego, no może z wyjątkiem dzieła Pollocka, które występuje w jednej scenie. W sumie film można obejrzec, bo nie jest nudny, beznadziejny itp.</p>
<p><strong>don Bubas</strong>: Beznadziejna próba powtórzenia sukcesu Stowarzyszenia. Ostatecznie nic nie pomogło. Aktorsko film niczym nie zachwyca, a Roberts... no cóż, ona wręcz straszy swoją osobą. Przewija się po ekranie myślać, że doskonale oddaje dramaturgię postaci, ale tak właściwie skąd ją brać jeśli scenariusz przewiduje ją tylko w końcowej scenie. Ogólnie film słabiutki i raczej nie polecam.</p>
<p><strong>Qlec</strong>: "Uśmiech Mona Lizy" jest taki sobie, prócz uśmiechu Julii Roberts oczywiście, ale tak na poważnie, to trudno się w tym filmie do czegokolwiek przyczepić, jednocześnie trzeba powiedzieć, że niczym się też nie wyróżnia. Po prostu takie sobie 2 godziny z kilkoma uśmiechami Julii Roberts. Jeśli macie czas obejrzyjcie, jeśli nie to napewno nic nie stracicie.</p>
<p><strong>Pauli</strong>: Film sredni, niestety nic ciekawego sie nie dzieje, co do porownan do stowarzyszenia, to nie sa one do konca nammiejscu, mi mimo wszystko julia roberts wydala sie nijaka, niby cos tam jest postac zarysowana, indywidualistka, ale mi nie pochodzi.</p>
<p><strong>Heti</strong>: Film nie jest zły. Nie jest jednak i dobry. Jest do bólu nijaki, przewidywalny, schematyczny i pretensjonalny. Szkoda, bo temat rodzenia się buntu kobiet w połowie lat 50tych w USA zasługiwał w moim mniemaniu na poważniejsze potraktowanie.</p>
<p><em>Źródło: MovieForum.pl</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dobry wieczór]]></title>
<link>http://filmozofia.wordpress.com/2008/01/07/dobry-wieczor/</link>
<pubDate>Mon, 07 Jan 2008 20:39:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>skajsdelimit</dc:creator>
<guid>http://filmozofia.wordpress.com/2008/01/07/dobry-wieczor/</guid>
<description><![CDATA[Nazywamy się Filmozofia i jedno póki co jest pewne: jesteśmy tylko bladą, niebieską kropką]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Nazywamy się Filmozofia i jedno póki co jest pewne: jesteśmy tylko bladą, niebieską kropką... Oprócz tego: odwróconym lemmingiem, małym kamyczkiem z "Traktatu moralnego" Miłosza, jedną może szprychą ze "Złodziei rowerów", a może: nożem w wodzie, kluczem w kieszeni Amelii, kroplą kawy u Jarmuscha i przewróconym żołnierzykiem ze "Sztuczek"? Ja nazywam się Mateusz Wilkoń a.k.a. Skajsdelimit, a to "skajsdelimit" to od niebo jest limitem, bo - musicie wiedzieć -  niebo dla mnie jest wielkim bladoniebieskim oceanem.</p>
<p>Lubię oglądać filmy i rozmawiać o nich. Jakiś czas temu zauważyłem, że mówiąc o filmach często zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy niż typowi recenzenci. Nie lubię streszczać fabuły. Nie lubię określać zdjęć/muzyki/dialogów mianem "dobrych", "złych" i "średnich".  Nie lubię przyznawać filmom gwiazdek.  Nie interesują mnie plotki ze świata Hollywoodu, sto razy na sekundę zawierane i rozpadające się małżeństwa. Może jest to komuś potrzebne, mi nie jest. Filmy. Lubię zawiesić się na jakimś szczególe i złapać podobny, drugi. Zauważyć coś od dupy strony, że tak powiem, wyjąć z filmu jedną bladą, niebieską kropkę. Bo wiecie, jeśli macie już szczegół to znajdziecie i drugi i trzeci. To tak jak z uczeniem się nieprzekładalnego na twój języka - szukasz powtarzających się form: najpierw pojedynczych dźwięków, dajmy na to głosek, potem zbitek, sylab, zdań, w końcu zaczynasz słyszeć dłuższe formy, całe wypowiedzi.. Zauważasz je i to jest pierwszy krok do zrozumienia języka. Podobnie z filmem - nie zrozumiesz go, jeśli nie widzisz szczegółów. To się bodajże nazywa koło filologiczne. Mogę coś mylić, ale to szkoła interpretacji, w której od szczegółu przechodzisz w ogół, by znowu zejść w szczegół, ogół, itd. Staram się tak interpretować filmy, choć bywa, że  wystarczy jedno spojrzenie i wiesz już o co chodzi. Chciałbym to przelać w Filmozofię.</p>
<p>Ja piszę tak, ktoś pisze siak. Kolega Michał, współzałożyciel bloga pisze inaczej, Corina, nasza pracowita redaktorka jeszcze inaczej. Czego możecie się więc spodziewać po Filmozofii? Na pewno ucieczki od klasycznej formy recenzji z oceną pod spodem. Na pewno postaramy się wychwycić z filmu jego klimat i może to co na pozór niezauważalne. Raczej nie zamierzamy gonić za nowościami - odświeżymy sporo starszych, dobrych filmów, ale i o nowszych produkcjach popisać/poczytać będzie okazja. Chociażby fakt, że polskie kino - za sprawą twórców takich jak: Jakimowski, Trzaskalski, Koterski,  Gliński, Wojcieszek czy Komasa - po roku 2000 ewidentnie odżywa (zresztą nie tylko polskie, wraca Rosja, Czechy, Europa środkowa) siłą rzeczy przywiedzie nas (mnie przynajmniej) w te nowsze czasy.</p>
<p>Wrócimy też do przeszłości: od Griffitha przez Chaplina, Fritza Langa, Eisensteina, po Bergmana, Felliniego, Hasa czy Kubricka. Dla klasyki znajdzie się miejsce, bo i musi się znaleźć. Jednakowoż subiektywnie będziemy jechać: ja lubię Łozińskiego na przykład, Michał Rybczyńskiego i awangardę, Corina "Wywiad z wampirem" lubi, czy tam inne rzeczy. Staramy się zaprosić do pisania kilka mających coś do powiedzenia osób, jednocześnie zachęcamy naszych czytelników do mailowego kontaktu z nami i aktywnego uczestniczenia w powstawaniu czegoś, mamy nadzieję, wyjątkowego. Zachęcamy do czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami z tego co przeczytane, ale przede wszystkim z filmów. Bo o to tu chodzi.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
