<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>normalnosc-opowiadania-do-poczytania-do-poczytania-2 &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/normalnosc-opowiadania-do-poczytania-do-poczytania-2/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "normalnosc-opowiadania-do-poczytania-do-poczytania-2"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 17:50:08 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 17]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/?p=307</link>
<pubDate>Sat, 16 Feb 2008 19:42:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/02/16/normalnosc-cz-17/</guid>
<description><![CDATA[Spytałem chłopaków czy mogę usiąść i przejrzeć kod Andrzeja. Marcin odpowiedział, że wła]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Spytałem chłopaków czy mogę usiąść i przejrzeć kod Andrzeja. Marcin odpowiedział, że właśnie tego się spodziewał. Zaprowadzili mnie wgłąb laboratorium. Usiadłem przed kompem. Prawdziwym oldschoolowym desktopem, jak za starych, dobrych lat. Wyobrażacie sobie, że siedziałem w tej chwili przed komputerem z klawiaturą i myszką i z monitorem stojącym na biurku?! Jak na początku dwudziestego pierwszego wieku. Ale lubię to. </p>
<p><!--more-->Dzisiejsza młodzież nie wie co to znaczy obsługiwać komputer za pomocą klawiatury. Zwykłej, plastikowej klawiatury. Co się dzieje w dzisiejszych czasach... Młodzi są przyzywczajeni, że klawiatura, czy to w telefonach, czy w komputerach, klawiatura wyświetla się na ekranie wtedy, kiedy jest potrzebna. Głupki. Mam kilku kolegów, stare znajomości. Ludzie, z którymi zaczynałem śmiganie na Linuksie. Spotykamy się raz na rok, organizując podziemną imprezę linuksową. Zbieramy starszą ekipę, wynajmujemy sobie jakieś mieszkanko z piwnicą i bawimy się. Zaglądamy w kod, by zobaczyć jak wyglądało jądro linuksa dziesięć, dwadzieścia lat temu. Modyfikujemy je. Odpalamy stare gierki w stylu Teewars, Unreal, Tony Hawk's Pro Skater 2. Walczymy ze sobą używając kart sieciowych! </p>
<p>Wiem, że wydaje się to śmieszne. Mamy tak stare graty w naszych garażach, że mamy kart sieciowe w tych kompach. W dzisiejszych czasach jest śmiesznie. Z jednej strony to dobrze, że nadajnik/odbiornik WiFi jest wbudowany w układ scalony płyty głównej, a dokładnie chipset, z drugiej strony to źle. Czemu? To wygoda, ale użytkownicy komputerów nie panują nad przepływem danych. Idea, która przyświeciła informatycznym głowom tego świata, czyli danie każdemu człowiekowi Internetu za darmo, zawsze jest dobra, ale dziś nikt się tym nie przejmuje. Mam na myśli sytuację, że obecnie klient kupujacy komputer nie ma nawet pojęcia o czymś takim jak WiFi. Wie po prostu, że Internet jest wszędzie i tyle. Nie zdaje sobie nawet sprawy z tego jak to działa. Pomysł okablowania całego świata zawsze mnie dziwił, ale uznaję teraz, że był dobry. Mimo tego nadal nie mogę zrozumieć po co komu Hot Spot na Antarktydzie... Tłumaczenia szefa Google, że 'zawsze może nadejść sytuacja, że Internet będzie potrzebny w tym rejonie świata', nie za bardzo do mnie przemawiają. Ale ufam tym ludziom. Zrobili naprawdę wiele dla ludzkości. Żadko się mylą.</p>
<p>Kod był mało przejrzysty. Marcin i Patryk poszli pogrzebać przy sprzęcie. Ucieszyłem się, bo nie lubię, jak ktoś zagląda mi przez ramię jak kodzę. Złapałem za dokumentację i zacząłem badać kod.</p>
<p><em>Ciąg dalszy nastąpi...</em></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/02/10/normalnosc-cz-16/">Poprzedni odcinek (16)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 16]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/?p=293</link>
<pubDate>Sun, 10 Feb 2008 18:13:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/02/10/normalnosc-cz-16/</guid>
<description><![CDATA[Przed sobą zobaczyłem wielką halę, znacznie większą niż poprzednio widziałem. Musiała zosta]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przed sobą zobaczyłem wielką halę, znacznie większą niż poprzednio widziałem. Musiała zostać rozbudowana. Ostatnio miałem urlop, potem nie chciało mi się tutaj przychodzić. Kiedyś chciałem, ale Marcin wykręcał się głową zawaloną robotą. To laboratorium znajduje się w piwnicy. W zasadzie to mogło zostać rozbudowane i może o tym nikt nie wiedzieć. Oczy mi się świeciły. Roboty poruszały się po całej Lab szóstce. Same. Rozmawiały ze sobą. Jeden podszedł do mnie i spytał:</p>
<p><!--more-->- W czym mogę pomóc?<br />
- Cholera, co to jest? - spytałem Marcina i Patryka, pełen szcześcia. To dziwne, bo jeszcze przed chwilą obawiałem się prac nad udoskonalaniem OG4, a teraz cieszę się widząc roboty na ukończeniu.<br />
- Fajnie, nie? - powiedział Patryk, po czym uśmiechnął się. Marcin poklepał mnie po ramieniu i rzekł:<br />
- Zapewne pamiętasz jak kodziłeś projekt o nazwie DM2A, gdzie w stabilnej wersji wprowadziłeś wiele funkcji, których nie mogliśmy jeszcze użyć, bo nie mieliśmy jeszcze takiego sprzętu, takich robotów. Wykorzystaliśmy Twoją wersję kodu, Andrzej z Lab ósemki dopisał trochę kodu i zaaplikowaliśmy go tym urządzeniom. Andrzej obiecał, że zachowa projekt OG4 w tajemnicy. I jak na razie nic nie wyszło poza obręby Lab szóstki, co pewnie zauważyłeś. Dobrze wiesz, że jeśli coś by się wydostało, to dowiedziałbyś się o tym pierwszy, bo znaczysz w USR tak wiele... - uśmiechnął się, po czym kontynuował, widząc, że nie stać mnie na wypowiedzenie nawet jednego słowa. Byłem w szoku. - Jest tak, że roboty posiadają skomplikowaną budowę i mają mnóstwo funkcji zaaplikowanych sprzętowo, tylko nie mamy softu, który by to obsługiwał. Andrzej nie dałby rady skodzić czegoś naprawdę dobrego, sam wiesz, że to średni programista. Może wśród wszystkich światowych koderów jest w czołówce, ale nie ma co się z tobą równać. I... - zaciął się - prosimy cię o support. Co ty na to?</p>
<p>Stałem chwilę w milczeniu. Spoglądałem to na Marcina, to na Patryka. Po chwili ich twarze zrobiły się lekko smutne i zawiedzione. Myśleli, że nie pójdę na to. Ja miałem obawy. Miałem. Jednak ten widok, który zobaczyłem. Odsunąłem się od nich. Zdziwili się. Przeszedłem kilka kroków po laboratorium, patrząc na dzieła rąk inżynierów USR.</p>
<p>- Tak. Zrobię to. To mój cel w życiu. Zapewnić wszystkim ludziom wygodę. I... i sobie też. - poklepałem się po kieszeni, po czym uśmiechnąłem się. Głośno wybuchnęli śmiechem.</p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/02/03/normalnosc-cz-15/">Poprzedni odcinek (15)</a></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/02/16/normalnosc-cz-17/">Następny odcinek (17)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 15]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/?p=238</link>
<pubDate>Sun, 03 Feb 2008 21:19:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/02/03/normalnosc-cz-15/</guid>
<description><![CDATA[Minęliśmy jedne drzwi, minęliśmy drugie. Wkońcu ustaliśmy przed wielkimi, bardzo nowoczesnymi ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Minęliśmy jedne drzwi, minęliśmy drugie. Wkońcu ustaliśmy przed wielkimi, bardzo nowoczesnymi wrotami. Marcin podszedł do nich i przyłożył do nich rękę. Były przezroczyste. Tak wyglądały. Ale dobrze znałem tą technikę. Tak naprawdę obraz był wyświetlany przez komputer na ekranie przed specjalną warstwą szkła, które czyniło złudzenie optyczne, przez co człowiekowi wydawało się, że to co widzi na prawdę jest za drzwiami. Czego to nie wymyślą w tym USR...</p>
<p><!--more-->- Witaj Marcinie! Zaczekaj. Przeskanuję pomieszczenie. - powiedział komputer Hubert, po czym ze ścian zaczęły świecić niebieskie lasery. Było słychać także jakieś ciche szumy. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, mimo, że odwiedzałem lab czwórkę nie raz.</p>
<p>- Co jest, ludzie? - spytałem moich kumpli.</p>
<p>- Spokojnie - odrzekł Marcin, po czym poklepał mnie po ramieniu.</p>
<p>- Wyczułem w tym pomieszczeniu dwie nieupoważnione osoby. Proszone są one o autoryzację.</p>
<p>Spojrzałem na Marcina. Kiwnął mi przyjacielsko w stronę drzwi. Podszedłem do nich. Przycisnąłem dłoń.</p>
<p>- Witam doktorze oprogramowania. Jak się masz panie Szymonie? - odpowiedział Hubert, po czym ja zrobiłem wystraszone oczy. - Boisz się mnie? - odpowiedział komputer. Wyprostowałem się. Starałem się ukryć strach. To ile u mnie dostrzegał... Za dużo jak na zwykłego robota. Wyprostowałem się, zmieniłem wyraz twarzy na poważny, parsknąłem i rzekłem spokojnie, choć serce biło mi bardzo szybko:</p>
<p>- Skądże.</p>
<p>Po chwili do drzwi rękę przyłożył i Patryk. Hubert przez chwilę nie odpowiadał. Nagle drzwi otworzyły się.</p>
<p>- O cholera! - krzyknąłem.</p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/18/normalnosc-cz-14/">Poprzedni odcinek (14)</a></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/02/10/normalnosc-cz-16/">Następny odcinek (16)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 14]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/2008/01/18/normalnosc-cz-14/</link>
<pubDate>Fri, 18 Jan 2008 19:29:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/01/18/normalnosc-cz-14/</guid>
<description><![CDATA[Patryk nie reagował na hałas. Dziwne. Klaskałem i klaskałem, ale nic to nie dawało. W końcu kr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Patryk nie reagował na hałas. Dziwne. Klaskałem i klaskałem, ale nic to nie dawało. W końcu krzyknąłem:</p>
<p>- Kernel panic.</p>
<p>Po czym zerwał się niespodziewanie i ze strachem rozglądał się po pokoju.</p>
<p>- Coś ci się śniło? - spytałem.<br />
- Okropny sen. - odpowiedział szybko, po czym zaczął się uspokajać i po chwili kontynuował - Najpierw zbudowaliśmy OG4, potem wypuściliśmy go na rynek. To było marzenie każdego człowieka na kuli ziemskiej. Ten robot zachowywał się jak człowiek. Postanowiliśmy wprowadzić nowy model robota - OG5. Zbudowaliśmy go, ty napisałeś soft. Było ok. Wypuściliśmy je na rynek. Pewnej nocy, gdy wracałem do domu, zostałem otoczony przez roboty, które szły pełne złości w moim kierunku chorobliwie klaszcząc swoimi metalowymi łapskami. Szły na mnie, szły. Wywołałem awaryjną komendą podsystem powłoki, który powodował, że robot czytał na głos ostatnie komunikaty I/O shell'a. Robot wrzasnął 'kernel panic', po czym obudziłem się. Cholera. Co za okropny sen.</p>
<p>Uśmiechnąłem się w duchu. On kontynuował:</p>
<p>- A ty co tak nade mną stoisz? - powiedział, po czym poprawił okulary.<br />
- Idziemy w głąb laboratorium pobawić się oł-dżi czwórką - odpowiedziałem.<br />
- Zabawa - uśmiechnął się szyderczo - To takie buty.</p>
<p>Wstał z fotela, otrzepał się, po czym ruszyliśmy za Marcinem.</p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/15/normalnosc-cz-13/">Poprzedni odcinek (13)</a></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/02/03/normalnosc-cz-15/">Następny odcinek (15)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 13]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/2008/01/15/normalnosc-cz-13/</link>
<pubDate>Tue, 15 Jan 2008 21:05:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/01/15/normalnosc-cz-13/</guid>
<description><![CDATA[Przeczytałem kilka zdań, ale w zasadzie nie skupiałem się na nich. Myślami błądziłem po krai]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Przeczytałem kilka zdań, ale w zasadzie nie skupiałem się na nich. Myślami błądziłem po krainie szczęścia. Kraina szczęścia zamieszkana przeze mnie i Olgę...</p>
<p>Chce odejść. Na jak długo? Czy wróci? Czy będzie dzwoniła? Czy będzie sms'owała? Czy skrzywdziłem ją czymś? Nie mam pojęcia skąd jej się wziął ten pomysł, skąd taka decyzja. A najgorsza jest świadomość tego, że jak spytam się jej o prawdę to odpowie 'nie wiem'. Zawsze tak mówi, jak nie chce mi wyznać czegoś prosto z serca. Ma pewne sprawy, o których nie chce mówić. Tymi słowami mnie zbywa. Dostaję jednak na pocieszenie słodkiego buziaka i... I jest dobrze. Ale czy będzie?</p>
<p><!--more-->Zerknąłem na zegarek. Za dziesięć północ. Jutro o osiemnastej spotkam się z nią. Powinienem kupić jej jakiś prezent. Myślę... Posiedzę tutaj do szóstej, potem pojadę do domu, prześpię się, potem wyruszę na miasto po prezent dla niej. Tak, to dobry plan. Ale... teraz muszę przestać o tym myśleć. To zbija mnie z tropu. Miłość, uczucia. Mam pracę, muszę ją wykonać. Czy jestem złym człowiekiem, że teraz stawiam to wyżej niż mój smutek? Przecież nie mogę zadzwonić do Damy, bo ma wyłączony telefon i w zasadzie nawet nie wiem gdzie jest. Powinienem się wziąć zatem do pracy. Tak, zdecydowanie. Wstałem, podszedłem do stołu i zaparzyłem sobie kolejną kawę w ekspresie. Z filiżanką napełnioną tym pełnym energii płynem ruszyłem na fotel. Wygodnie się rozsiadłem i wróciłem do lektury. Po chwili zagłębiłem się w niej maksymalnie. To co tam czytałem było... Było zaskakujące.</p>
<p>Nagle zaskrzypiały drzwi.</p>
<p>- Chłopcy, bierzemy się do pracy! - krzyknał Marcin.</p>
<p>- Oczywiście, panie kapitanie. - odpowiedziałem z uśmiechem, odrywając się na chwilę od dokumentacji. Następnie chciałem wzrokiem spowrotem wrócić do materiałów, jednak usłyszałem:</p>
<p>- Obudź Patryka i chodź ze mną to pokarzę ci to w praktyce.</p>
<p>- Ciekawa propozycja - odpowiedziałem, po czym odwróciłem się w stronę Patryka i zacząłem klaskać mu nad uszami.</p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/12/normalnosc-cz-12/">Poprzedni odcinek (12)</a></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/18/normalnosc-cz-14/">Następny odcinek (14)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Normalność cz. 12]]></title>
<link>http://byisk.wordpress.com/2008/01/12/normalnosc-cz-12/</link>
<pubDate>Sat, 12 Jan 2008 18:25:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>b.YISK</dc:creator>
<guid>http://byisk.pl.wordpress.com/2008/01/12/normalnosc-cz-12/</guid>
<description><![CDATA[Zobaczyłem przy ścianie Marcina. Siedział przy biurku. Szkicował coś oraz gryzł miękki ołów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zobaczyłem przy ścianie Marcina. Siedział przy biurku. Szkicował coś oraz gryzł miękki ołówek. Zawsze kupuje sobie takie ołówki giętkie, a potem je zagryza. Twierdzi przy tym, że robi to nieświadomie.</p>
<p>Patryk popukał cicho w ścianę. Żadnej reakcji. Popukał głośniej. Znowu nic. W końcu krzyknął:</p>
<p>- Panie Marcinie, gości mamy.</p>
<p><!--more-->- Jedną... - urwał odpowiedź Marcin. Znów milczał. Rozsiedliśmy się na kanapie. Ja wziąłem coś z biurka do czytania, aby dowiedzieć się co nieco na temat planów rozbudowy OG4 i fuszce przypadającej mi - oprogramowanie tej myślącej kobyły. Patryk spojrzał na mnie, po czym powiedział:</p>
<p>- Zasadniczo pracuję, ale wiesz... Dziś jest piątek. - Po tych słowach odwrócił się na bok i zaczął spać. Ja czytałem uważnie każde słowo dokumentacji projektu OG4, która to od miesiąca nie była mi pokazywana w całości. Dziś jest inaczej. Mam wszystko to, co przede mną kryto. Sam pomysł wydaje mi się conajmniej nieziemski. Boję się zarazem takiej rewolucji. Ciekawe czy szef o tym wie.</p>
<p>- Jedną chwileczkę - powiedział cicho Marcin, nie odrywając się od biurka. Śmieszy mnie ta osobowość. Kiedy zagłębi się w jakąś czynność to nie ma z nim kontaktu. Jest cholernie jednowątkowy. Jeśli je obiad to je obiad, nic więcej. Jeśli czyta to czyta, nic więcej. Jeśli rozmawia z kimś to rozmawia. Podczas rozmowy z nim zawsze dziwnie się czuję. On nastawia zawsze sto procent odbioru na mówcę. Pod warunkiem, że akurat w danej chwili jego mózg przerzuci się na tryb 'rozmowa'. Ale jeśli tak jest - jest niemożliwy. Zapamięta każde wypowiedziane słowo. Potrafi cytować moje słowa, dokładnie tak jak je powiedziałem, z przed miesiąca, dwóch. Nie sprawia mu to problemów. Zawsze jeśli coś robi to maksymalnie się na tym koncentruje. Co jakiś czas, odrywając się od lektury, zerkałem na niego. Cały czas pracował. Ja czytałem. O mózgu, o świadomości robotów, o snach robotów. Trudno mi było to pojąć. Zerknąłem w kierunku Marcina i okazało się, że się we mnie wpatruje. Lekko się wystraszyłem, ale starałem się nie dać poznać tego po sobie. Spytał po chwili:</p>
<p>- Ciekawe?</p>
<p>- Ta...ak - zająknąłem się.</p>
<p>- To czytaj dalej, a ja idę po coś do jedzenia. - odpowiedział, po czym wyszedł z Laboratorium. Takie sytuacje z nim to normalka, ale kolejny raz byłem zaskoczony. On zaskakuje mnie codzień. Spojrzałem na prawo. Na fotelu drzemał Patryk.</p>
<p>- Super... - wzdechnąłem do siebie, po czym wróciłem do lektury.</p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/11/normalnosc-cz-11/">Poprzedni odcinek (11)</a></p>
<p><a href="http://byisk.wordpress.com/2008/01/15/normalnosc-cz-13/"><br />
Następny odcinek (13)</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
