<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>napiecie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/napiecie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "napiecie"</description>
	<pubDate>Fri, 16 May 2008 08:13:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Boskie ciało?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=543</link>
<pubDate>Sun, 04 May 2008 23:24:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=543</guid>
<description><![CDATA[
Swoje ciało możesz kochać lub nienawidzić, ale wciąż pozostaje ono twoją własnością na cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/05/1body.jpg" alt="" /></p>
<p>Swoje ciało możesz kochać lub nienawidzić, ale wciąż pozostaje ono twoją własnością na czas życia na ziemi.<br />
W chwili pojawienia się na ziemi otrzymałeś ciało, w którym mieszka twoja istota duchowa. W tym ciele mieści się twoje prawdziwe „ja"  wszystkie nadzieje, marzenia, obawy, myśli, oczekiwania i przekonania czyniące z ciebie niepowtarzalnego człowieka.</p>
<p>Ciało ma odgrywać rolę buforu między tobą a światem zewnętrznym i przeprowadzić cię przez grę zwaną życiem. Jest ono również nauczycielem udzielającym wstępnych, podstawowych lekcji na temat bycia człowiekiem. Jeśli pozostaniesz otwarty na lekcje i dary ciała, przyniesie ci cenne okruchy mądrości oraz przysporzy łask, które ułatwią ci podążanie drogą rozwoju duchowego.<br />
Ciało może ci dać podstawową wiedzę i zrozumienie, potrzebne do zakorzenienia się w mm, żebyś mógł wstąpić na ścieżkę duchową.<br />
Ciało, które otrzymujesz, będzie twoją własnością na czas życia. Możesz je kochać lub nienawidzić, akceptować lub odrzucać, ale w tym życiu me dostaniesz innego.</p>
<p>Pozostanie z tobą od zaczerpnięcia pierwszego oddechu do ostatniego uderzenia serca. Ponieważ swojego ciała nie możesz zastąpić ani wymienić, warto, żebyś nauczył się je przekształcać ze zwykłego instrumentu w umiłowanego partnera i sprzymierzeńca na całe życie, relacja między tobą a twoim ciałem jest bowiem najbardziej podstawową relacją w całym życiu. Tworzy matrycę, z której zostaną odlane wszystkie pozostałe związki.</p>
<p>Każdy człowiek wchodzi w inny związek z własnym ciałem Możesz traktować swoje ciało jako świadomie urządzony dom, idealnie dostosowany do twojego ducha i duszy. Może ci się wydawać, ze ciało me pasuje do twojej istoty i jest ciasną klatką Możliwe, ze odczuwasz silną więź z własnym ciałem i łączy cię z mm niewymuszony, satysfakcjonujący i bliski związek.<br />
Albo tez źle się czujesz we własnym ciele i wolałbyś, zęby było inne — silniejsze, szczuplejsze, zdrowsze, atrakcyjniejsze lub mniej niezgrabne. Możesz się tez czuć z niego wyobcowany, jakby popełniono błąd przy rozdzielaniu ciał. Bez względu na to, jak odbierasz własne ciało, jest twoje, a związek, jaki z nim stworzysz, będzie miał istotny wpływ na charakter twoich doświadczeń życiowych.</p>
<p>Wyzwanie,  polega na pogodzeniu się z własnym ciałem, aby mogło skutecznie spełniać swój cel i udzielać cennych lekcji akceptacji, poczucia własnej wartości, szacunku i przyjemności. Każdy musi opanować te podstawowe zasady, zanim będzie mógł z powodzeniem podążać drogą życia.</p>
<h2>AKCEPTACJA</h2>
<p><em>Stwierdzam, że kiedy człowiek naprawdę kocha, akceptuje siebie takim jakim jest, wszystko w życiu układa się dobrze.</em><br />
<span style="color:#888888;">Louise Hay<br />
</span><br />
Jeśli należysz do tych nielicznych szczęśliwców, którzy uważają własne ciało, ze wszystkimi jego słabościami i mocnymi stronami, za doskonale, opanowałeś już lekcję akceptacji i możesz przejść do następnej.<br />
Jeśli jednak komukolwiek z was się wydaje, że czułby się szczęśliwszy, gdyby był szczuplejszy, wyższy, silniejszy, obdarzony jędrniejszym ciałem, miał jaśniejsze włosy albo przeszedł jakąś mną zmianę fizyczną, która jego zdaniem magicznie odmieni jego życie na lepsze, powinien poznać wartość prawdziwej akceptacji.</p>
<p>Akceptacja to przyjmowanie z otwartymi ramionami tego, co przynosi życie. Nasze ciała to najbardziej chętni i mądrzy nauczyciele udzielający tej lekcji. Jeśli przez większość czasu nie doświadczasz stanu wyjścia poza ciało, towarzyszy ci ono nieustannie.<br />
Przypomina stale obecnego życzliwego przewodnika albo krzyż, który dźwigasz przez całe życie. Decyzja należy do ciebie i zależy od tego, jak dobrze opanujesz tę lekcję.</p>
<p>Dla wielu ludzi ich ciało jest obiektem najsurowszych ocen, a zarazem barometrem własnej wartości. Przymierzają się do nieosiągalnych norm i krytykują siebie za niedoskonałości. Ponieważ powłoka cielesna to postać, w jakiej jawimy się światu, bardzo często na jej podstawie charakteryzujemy siebie, a także mm odwołują się do niej, szukając dla nas określenia. Sposób postrzegania przez siebie własnego ciała wpływa bezpośrednio na to, w jakim stopniu potrafisz nauczyć się lekcji akceptacji.</p>
<p>Surowa ocena własnego ciała ogranicza zakres doświadczeń, którymi pozwalasz się sobie cieszyć. Ile razy potencjalnie cudowny dzień na plaży zepsuło ci złe samopoczucie w kostiumie kąpielowym? Wyobraź sobie, jak przyjemny i wyzwalający byłby spacer po rozgrzanym piasku bez skrępowania. Pomyśl, ile zajęć w życiu odłożyłeś w oczekiwaniu na to, ze będziesz wyglądał inaczej, lepiej lub nawet doskonale. Mam przyjaciółkę, która marzy o nurkowaniu, ale nie chce nawet spróbować, bo się boi, jak będzie wyglądać wciśnięta w mokry, obcisły gumowy kombinezon.<br />
Pełna samoakceptacja pozwoliłaby jej, jak również tobie, uczestniczyć całkowicie, bez zastrzeżeń, bezpośrednio we wszystkich sferach życia.<br />
Jak wiele znanych mi kobiet, martwiłam się przez lata swoimi udami. Nie tylko pragnęłam, zęby były szczuplejsze, ale prowadziłam z nimi skrytą wojnę.<br />
Tak bardzo wstydziłam się je pokazać, ze nawet w najcieplejsze letnie dni nosiłam długie bermudy. Byłam przekonana, ze życie zmieniłoby się na lepsze, gdyby moje uda stały się jędrne, napięte i nie falowały.</p>
<p>Chciałam, zęby uda dostosowały się do idealnego obrazu mojego wyglądu, jaki sobie stworzyłam. Wyparłam się ich, więc odwzajemniły mi się i absolutnie nie chciały się przekształcić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w prężne, twarde kończyny. Wystarczy powiedzieć, ze między mną a moimi udami me było pokojowego współistnienia.<br />
W końcu postanowiłam położyć kres tej zimnej wojnie, przyrzekając sobie, ze nauczę się kochać moje uda<br />
Łatwiej to było powiedzieć, niż zrobić.</p>
<p>To nie sztuka kochać te części siebie, które uznajesz za godne miłości. Dużo trudniej wyzbyć się wyobrażeń na temat tego, jaki powinien być twój wygląd. Postanowiłam codziennie przez kilka minut kierować pozytywną uwagę na mojego wroga. Codziennie wcierałam w uda waniliową odżywkę.<br />
Podczas masażu skupiałam się mentalnie na zapewnianiu samej siebie o częściowej, a potem całkowitej ich akceptacji. Przez kilka pierwszych tygodni czułam się śmiesznie, ale potem udało mi się przezwyciężyć to uczucie.<br />
Nadal nie chciałam co rano oglądać swoich ud w ostrym świetle łazienki, ale przynajmniej me zakrywałam ich od razu ręcznikiem, żeby chronić oczy przed tym widokiem.<br />
Z biegiem czasu zaczęłam cenić swoje uda za siłę i niezawodność. Z wdzięcznością przyjmowałam wsparcie, jakiego mi udzielały, i zdolność podtrzymywania mnie podczas codziennych pięciokilometrowych biegów.<br />
Ku mojej radości odwzajemniły się i stały się bardziej jędrne.</p>
<p>Istotne było jednak me to, ze zmieniły się po to, bym mogła je zaakceptować. To dlatego, ze je zaakceptowałam, <strong>dostosowały się do moich życzeń.</strong><br />
Istnieją liczne świadectwa tego, ze <strong>umysł i ciało łączy silna więź</strong>, tak więc akceptacja ciała jest nie tylko niezbędna dla dobrego samopoczucia emocjonalnego, ale wręcz konieczna dla zdrowia fizycznego.</p>
<p>Odmawianie ciału pełnej akceptacji może prowadzić do choroby, podczas gdy praktykowanie akceptacji leczy dolegliwości. Nawet współczesna medycyna zdaje sobie obecnie sprawę z wartości samoakceptacji i ceni ją za moc utrzymywania w zdrowiu umysłu i ciała.</p>
<p>Wiesz, ze zmierzasz we właściwym kierunku, kiedy potrafisz zaakceptować ciało takim, jakim jest Prawdziwa akceptacja polega na tym, zęby przyjąć i cenić ciało w jego istniejącym kształcie, i przestać uważać, że musisz je zmienić, aby zasłużyć na czyjąś, a przede wszystkim własną miłość.</p>
<p>Czy oznacza to, ze nie powinieneś nigdy próbować udoskonalać ciała? Albo ze musisz pogodzić się z tym, co otrzymałeś? Oczywiście, że nie. Chęć osiągnięcia jak najlepszej kondycji fizycznej jest czymś zupełnie naturalnym. Oznacza to jednak, ze powinieneś przestać krytykować, oceniać i osądzać swoje ciało, nawet jeśli nie jesteś najzdrowszy czy najatrakcyjniejszy.</p>
<p>Dążenie do samodoskonalenia jest całkowicie zdrowym odruchem, dopóki wypływa z miłości do siebie, a me z poczucia niedoskonałości. Jeśli chcesz się przekonać, dlaczego pragniesz mieć nową fryzurę czy bardziej rozbudowane bicepsy, zadaj sobie pytanie „Czy potrzebna mi do szczęścia lepsza figura (lub kolor włosów, krem przeciw zmarszczkom, nowe kreacje lista jest długa)?" Jeśli odpowiedź brzmi „tak"  a musisz być wobec siebie szczery — spróbuj popracować nad własną samoakceptacją, zanim poświęcisz czas i pieniądze na poszukiwanie rozwiązania na zewnątrz.</p>
<p>Często powtarzam swoim klientom i uczniom „Kochajcie wszystkie części siebie, a jeśli nie potraficie, to je zmieńcie. Jeśli nie potraficie ich zmienić, zaakceptujcie je takimi, jakimi są". Kiedy będziesz dojrzewać i starzeć się, twoje ciało postawi przed tobą wyzwania, którym nie będziesz mógł sprostać — pewnych rzeczy nie zmienisz.<br />
W skrajnym przypadku może grozić ci niepełnosprawność fizyczna lub zaatakować cię niszcząca choroba albo możesz zapaść na inną dolegliwość fizyczną, która sprawi, ze dużo trudniej będzie ci zaakceptować własne ciało. Ale mimo wszystko musisz je zaakceptować, bez względu na to, jakie to trudne. Na olimpiadach dla niepełnosprawnych roi się od osób, które mimo wyraźnych ułomności zaakceptowały swoje ciało.</p>
<p><strong>Jak możesz przyswoić lekcję akceptacji? </strong><br />
Uświadamiając sobie, ze jest to, co jest, i ze klucz do otwarcia więzienia krytycznych ocen własnej osoby znajduje się w twojej głowie. Możesz albo nadal walczyć z realiami, jakie stwarza własne ciało skarżąc się gorzko i pogardzając sobą albo dokonać subtelnego, lecz skutecznego manewru mentalnego i zdobyć się na akceptację. Wtedy Twoja rzeczywistość się zmieni.<br />
Akceptacja lub odrzucenie ciała ma znaczenie nie tylko dla twojej psychiki, ale ma wpływ na wygląd ciała. Czemu więc zamiast bólu odrzucenia nie wybrać łatwiejszej drogi akceptacji?<br />
Wybór należy do ciebie. Czego w swoim ciele nie akceptujesz?</p>
<p><em>Fragmenty z : C. Carter-Scott "Jeśli życie jest grą, oto jej reguły"</em></p>
<p><strong>Powiązane posty<br />
</strong></p>
<p>• <a href="../2007/12/01/ulecz-swoje-cialo/">Ulecz swoje ciało ! </a></p>
<p>• <a href="../2007/12/08/stres-i-napiecie-poczatek-choroby/">Stres i napięcie = początek choroby ! </a></p>
<p>• <a href="../2008/03/05/filozofia-zdrowia/">Filozofia zdrowia</a></p>
<p>• <a href="../2008/01/15/jestes-tym-co-zjesz/">Jesteś tym co zjesz</a></p>
<p>• <a href="../2007/12/29/zycie-w-harmonii-receptura-wg-lazariewa/">Życie w harmonii</a></p>
<p>• <a href="../2008/04/13/umysl-kontra-cialo/">Umysł kontra ciało</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak napięcie... zastąpić radością?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=498</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 21:08:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=498</guid>
<description><![CDATA[
Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z którą nie wie, co zrobić&#8230;
-często zaczyna obgryzać]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/radosc1.jpg" alt="" /></p>
<p>Kiedy człowiek ma nadmiar energii, z którą nie wie, co zrobić...<br />
-często zaczyna obgryzać paznokcie lub palić papierosy.<br />
Obgryzanie paznokci i palenie papierosów to przejawy tego samego problemu.<br />
Robisz cokolwiek, żeby tylko znaleźć sobie zajęcie, bo w przeciwnym wypadku twoja energia staje się trudna do zniesienia.<br />
<strong> Kiedy inni zaczynają to krytykować, mówiąc, że jesteś nerwowy, rodzi się jeszcze więcej zahamowań.</strong> Nie masz nawet tyle swobody, żeby obgryzać własne paznokcie!<br />
Należą do ciebie, a nie wolno ci ich obgryzać. Toteż ludzie wymyślają czynności zastępcze - np. guma do żucia... To przebiegły sposób: nikt nie będzie cię krytykował za żucie gumy. Jeśli zapalisz, także nikt nie będzie się za bardzo sprzeciwiał...</p>
<p>A przecież obgryzanie paznokci jest mniej szkodliwe - właściwie wcale nie jest szkodliwe.<br />
To niewinna przyjemność. Wygląda nieładnie i trochę dziecinnie, ale to wszystko. Jednak starasz się tego nie robić.</p>
<h2>Odpuszczenie</h2>
<p>Musisz nauczyć się żyć bardziej energicznie, to wszystko. Wtedy przyzwyczajenia te znikną.<br />
Więcej tańcz, śpiewaj, pływaj, chodź na długie spacery.<br />
Wykorzystaj swoją energię w kreatywny sposób.<br />
Przejdź od minimum do maksimum.<br />
Żyj bardziej intensywnie.<br />
Kiedy kochasz się, rób to dziko, nie wstydliwie jak panienka. „Panienka" to ktoś, kto żyje w minimalnym stopniu lub jedynie udaje, że żyje.<br />
Ty bądź dziki!<br />
Nie jesteś już dzieckiem, więc wolno ci rozrabiać we własnym domu.<br />
Skacz, śpiewaj i biegaj.<br />
Postępuj tak przez kilka tygodni, a z zaskoczeniem zauważysz, że obgryzanie paznokci zniknie samo. Teraz masz ciekawsze rzeczy do robienia - kogo interesowałyby paznokcie?<br />
<strong>Zawsze patrz na przyczynę, a nie na objaw, który z niej wynika.</strong></p>
<h2>Zrób miejsce dla radości</h2>
<p>Podstawą wszystkiego jest poznanie siebie.<br />
Nie jest ono trudne, nie może być trudne; musisz tylko oduczyć się kilku rzeczy.<br />
Aby wiedzieć, kim jesteś, <span style="text-decoration:underline;">nie musisz się niczego uczyć, musisz tylko odrzucić pewne nawyki</span>:</p>
<p>- po pierwsze, musisz oduczyć się przejmowania się rzeczami;<br />
- po drugie, musisz oduczyć się przejmowania się myślami;<br />
- trzecia rzecz przychodzi sama z siebie: jest nią obserwacja.</p>
<p>Kluczem jest umiejętność patrzenia.<br />
Siedząc w ciszy, obserwuj drzewo i po prostu bądź uważny. Nie myśl. <strong>Nie zastanawiaj się, jakie to drzewo.</strong> Nie oceniaj, czy jest piękne, czy brzydkie.<br />
Nie mów, że jest zielone lub wyschnięte. Nie pozwól żadnym myślom unosić się wokół niego; po prostu obserwuj.<br />
Możesz to robić wszędzie i obserwować wszystko. Pamiętaj tylko o jednym: gdy pojawi się myśl, usuń ją na bok. Odsuń ją na bok i wróć do obserwacji.</p>
<p>Na początku będzie to trudne, ale po jakimś czasie zaczną pojawiać się momenty, w których nie będzie myśli.<br />
Poczujesz radość, wypływającą z tego prostego doświadczenia. Nic się nie wydarzyło, po prostu nie ma myśli.<br />
Jest drzewo i jesteś ty, między wami jest przestrzeń. Przestrzeń nie zatłoczona myślami. Nagle bez widocznej  przyczyny pojawia się radość, bez jakiejkolwiek przyczyny. Poznałeś pierwszy sekret.<br />
Wykorzystasz go potem w subtelniejszy sposób. Rzeczy są namacalne, dlatego właśnie proponuję, żebyś zaczął od nich. Możesz siedzieć w swoim pokoju  i oglądać fotografię - musisz jedynie pamiętać, by o niej nie myśleć.<br />
Po prostu patrz i nie myśl.<br />
Osiągniesz to za którymś razem. Patrz na stół, nie myśląc, a niebawem będzie stół, będziesz ty, a między wami nie będzie żadnej myśli.<br />
<strong> I nagła radość.</strong><br />
<strong> Radość wynika z nie myślenia.</strong></p>
<p>Radość istnieje od początku, przygnieciona natłokiem myśli.<br />
<span style="text-decoration:underline;"><strong>Gdy nie ma myśli, wypływa na powierzchnię.</strong></span><br />
Zacznij więc od tego, co namacalne.<br />
Później, gdy już zestroisz się i zaczniesz odczuwać momenty, w których znikają myśli, a zostają jedynie rzeczy, przejdź do drugiego etapu.</p>
<p>Zamknij oczy i spójrz na dowolną myśl, która przychodzi ci do głowy-bez myślenia o niej.<br />
W twoim umyśle pojawi się jakaś twarz albo przepłynie chmura - cokolwiek to będzie, po prostu patrz na to bez myślenia.<br />
Będzie to trudniejsze niż poprzedni krok, ponieważ rzeczy są namacalne, a myśli są trudne do uchwycenia.</p>
<p>Ale jeśli udało się z pierwszym, uda się też z drugim, potrzeba tylko czasu. Obserwuj myśl. Po pewnym czasie - może po kilku tygodniach, może po kilku miesiącach albo latach, zależnie od tego, jak dokładnie to robisz, ile serca w to wkładasz - pewnego dnia nagle myśl zniknie.<br />
Zostaniesz sam.<br />
Pojawi się ogromna radość - tysiąckrotnie większa niż pierwsza, która pojawiła się, gdy było drzewo i zniknęła myśl.<br />
Tysiąckrotnie! Będzie tak bezkresna, że zostaniesz nią zalany.<br />
<strong> To był drugi krok.</strong><br />
Gdy będziesz miał go już za sobą, przejdź do trzeciego - obserwuj obserwatora.<br />
Teraz brak jest przedmiotu. Porzuciłeś rzeczy, porzuciłeś myśli, jesteś sam. Po prostu obserwuj obserwatora,bądź obserwatorem        tego obserwowania.</p>
<p>Początkowo będzie to trudne, ponieważ     wiemy tylko, jak obserwować coś - rzecz                                     lub myśl. Od biedy umiemy obserwować nawet myśl.<br />
Ale teraz nie ma nic, jest całkowicie pusto.<strong><br />
</strong></p>
<p><strong>Pozostał tylko obserwator. Musisz zwrócić się do siebie.</strong><strong><br />
Oto klucz do największej tajemnicy.</strong></p>
<p>Pozostajesz sam.<br />
Odpręż się w tej samotności, a w końcu nadejdzie moment, gdy to się stanie.<br />
Musi tak być.<br />
Jeśli pierwsze i drugie się wydarzyło, wydarzy się i trzecie; nie musisz się o to martwić.</p>
<h2>A gdy to się stanie, po raz pierwszy będziesz wiedział, co to jest radość.</h2>
<h2>Nie jest czymś, co ci się przydarza, nie może zostać ci odebrana!</h2>
<p>To jesteś najprawdziwszy ty, autentyczny ty.<br />
<span style="text-decoration:underline;">Nikt ci już tego nie odbierze. Nie ma możliwości utraty tego. Dotarłeś do domu.</span></p>
<p>Więc oducz się rzeczy i myśli. Najpierw obserwuj to, co namacalne, później to, co trudne do uchwycenia, a w końcu dostrzeżesz to coś, co wychodzi ponad namacalne i nieuchwytne.</p>
<p><img style="vertical-align:middle;" src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/smile_.jpg" alt="" /></p>
<p>---------------------------------<br />
<strong> Wciąż tam jesteś?</strong></p>
<p>Obaku, mistrz zen, zwykł pytać codziennie rano: „Obaku, jesteś tu jeszcze?"</p>
<p>Uczniowie mówili mu: „Jeśli usłyszy cię ktoś na zewnątrz, pomyśli, że całkowicie zwariowałeś. Dlaczego to robisz?"<br />
On odpowiadał: „Ponieważ przez noc zapomniałem... Wyciszony umysł bez snów i bez myśli...Gdy się budzę, muszę przypomnieć sobie, że Obaku wciąż tu jest. Kogo mogę zapytać? Tylko siebie. Obaku, czy wciąż tu jesteś?"<br />
I odpowiadał sobie: „Tak".<br />
Musiał mieć ogromny szacunek dla siebie. Wymaga to ogromnej dyscypliny: zadawać pytania sobie; zamiast powtarzać imiona Ramy czy Kryszny, wołać swoje imię, pytać: „Czy wciąż tu jesteś?", następnie zaś, nie przejmując się tym, że ktoś może usłyszeć, odpowiadać: „Tak".<br />
Jeśli możesz, rób to często, a zaskoczy cię, jak <strong>wielką sprowadzi to na ciebie ciszę</strong>. Gdy pytasz: „Czy jeszcze tu jesteś?", i odpowiadasz: „Tak", pojawia się cisza.</p>
<p>Jest to również <strong>hołd dla twojego istnienia</strong> - oraz szacunek, wdzięczność za to, że tego dnia znów coś dostajesz, że ponownie wschodzi słońce, że przynajmniej przez jeden kolejny dzień będziesz mógł patrzeć, jak kwitną kwiaty.<br />
Nikt na to nie zasłużył, ale życie obdarza nas swoim bogactwem.</p>
<p><em>Apteka dla duszy, Osho</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Korzyści z miłości.]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/2008/03/24/korzysci-z-milosci/</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 15:57:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/2008/03/24/korzysci-z-milosci/</guid>
<description><![CDATA[
Nawet największy twardziel nie potrafi się jej oprzeć. Miłość jest jak grom z jasnego nieba.
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p class="lead">Nawet największy twardziel nie potrafi się jej oprzeć. Miłość jest jak grom z jasnego nieba.</p>
</blockquote>
<blockquote><p><b>Ci, którzy myślą, że przydarza się jedynie młodym, są w błędzie. Oszaleć z miłości można nawet... po osiemdziesiątce. Euforia czy cierpienie?</b><br />
<b> </b><br />
Co sprawia, że miłość potrafi zaślepić, odebrać rozum, ba – nawet pchnąć w szpony nałogu? Naukowców zgłębiających sekrety ludzkiego mózgu od dawna nurtowało to pytanie. W ostatnich latach zyskali oni możliwość obserwowania wnętrza mózgu "na żywo" za pomocą nowego, funkcjonalnego rezonansu magnetycznego.</p>
<p><b>Zakochany mózg aż iskrzy</b><br />
<b> </b>Supernowoczesne urządzenie pozwala nie tylko zajrzeć do mózgu, ale też śledzić na ekranie jego pracę. Co ujrzeli neurolodzy?<br />
U zakochanych ludzi ośrodki mózgu odpowiedzialne za odczuwanie emocji (np. jądro ogoniaste) przypominają iskrzące punkciki, jakby odbywał się w nich festyn fajerwerków. Naukowcy postanowili powtórzyć badania po dwóch latach, gdy miłosna gorączka trochę już opadła. Okazało się, że aktywność tych ośrodków wyraźnie zmalała, pobudzeniu natomiast uległy te części mózgu, które odpowiadają za przywiązanie do ukochanej osoby. Wniosek? Ostra faza zakochania trwa zwykle krócej niż dwa lata.</p>
<p><b>Romantyzm serca czy coś więcej?</b><br />
<b> </b>Święcie wierzymy, że gdy dopadnie nas strzała Amora, nasze serce przepełniają romantyczne uczucia. Przez 24 godziny na dobę myślimy o najdroższej osobie. Tymczasem, jak twierdzą eksperci, magiczna miłosna więź to nie tylko porywy serca. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana...</p>
<p><b>Mobilizacja od stóp do głów</b><br />
<b> </b>W ciałach zakochanych w każdej sekundzie zachodzą setki reakcji chemicznych. Dzięki nim uzależniamy się od partnera, a ściślej – od euforycznego stanu, jaki w nas wywołuje. Dla organizmu jednak zakochanie to coś w rodzaju megastresu. Gigantyczne napięcie, określane jako gorączka miłosna, mobilizuje wiele narządów.</p>
<p><b>MÓZG</b><br />
<b> </b>Zaczyna np. wytwarzać serotoninę i fenyloetyloaminę, która wywołuje stan zbliżony do narkotycznego transu. Emanujemy szczęściem, nie czujemy zmęczenia, głodu i senności. Szare komórki pracują na najwyższych obrotach, szybciej zapamiętujemy, ale uwaga! Możemy mieć problemy z koncentracją...</p>
<p><b>SERCE</b><br />
<b> </b>Pompuje krew jak szalone, co pobudza krążenie zarówno w kończynach, jak i mózgu. Miłość może nawet spowodować nieznaczny wzrost ciśnienia krwi.</p>
<p><b>NADNERCZA</b><br />
<b> </b><br />
Zwiększają produkcję hormonów płciowych i adrenaliny. Czujesz się seksowna i pewna siebie. Twoja twarz promienieje, oczy nabierają blasku. Na głowach łysych mężczyzn mogą pojawić się włosy!<b></b></p></blockquote>
<blockquote><p><b>JAJNIKI</b><br />
<b> </b>Produkują więcej estrogenów – hormonów kobiecości.</p>
<p><b>JELITA</b><br />
<b> </b>Ich ruchy stają się szybsze. Gdy jesteś zakochana, możesz schudnąć parę kilogramów.</p>
<p><b>UKŁAD ODPORNOŚCIOWY</b><br />
<b> </b>O 30 proc. wzrasta liczba limfocytów, dlatego w miłosnej gorączce rzadziej dopada Cię grypa czy zatrucie.</p>
<p>Miłość wpływa zatem korzystnie na ciało i psychikę. Czy jednak dotyczy to także nieszczęśliwej miłości? Kardiolodzy z uniwersytetu Baltimore (USA) badali serca pechowców kochających bez wzajemności. Uczestników eksperymentu przez cztery lata poddawano badaniom (m.in. EKG, echo serca, analiza krwi). Co się okazało? Nieszczęśliwie zakochani mieli we krwi 20–30 razy więcej adrenaliny niż mają ludzie przywożeni do klinik kardiologicznych z zawałem.<br />
A właśnie nadmiar tej substancji, zwanej hormonem stresu, powoduje duże zakłócenia w pracy serca.</p>
<p><b>FEROMONY – miłosne wabiki</b><br />
<b> </b>To właśnie dzięki nim Casanova cieszył się megapowodzeniem u pań. Bezwonne lotne cząsteczki (odkryto je w latach 70. XX w.) wytwarzane przez każdego z nas, jak magnes przyciągają osobników płci przeciwnej (silnie działają na ich czułe receptory). <font color="#c1000f"><i><font color="#ac000a">Feromony ukochanego mężczyzny wpływają na nasze samopoczucie (działają antydepresyjnie).</font><b> </b></i></font>Podobno u kobiet najwięcej wytwarza się ich podczas owulacji. Zaprogramowała nas tak natura, by łatwiej nam było złowić ukochanego w miłosne sieci.</p>
<p><b>KOCHLIWI CI POLACY</b><br />
<b> </b>60% młodych Polaków zakochało się w ostatnim roku.<br />
55% wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia.<br />
50% z nas wierzy, że prawdziwa miłość zdarza się raz w życiu.<br />
5% z nas nigdy nie kochało.</p></blockquote>
<blockquote></blockquote>
<div align="right">
<pre><font color="#1e1e1e"> Źródło: polki.pl</font></pre>
</div>
<p>Co ta miłość robi z człowieka :D</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czego szukamy, od czego uciekamy....]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=373</link>
<pubDate>Thu, 06 Mar 2008 22:10:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=373</guid>
<description><![CDATA[

Carl Jung przytacza w jednej z książek swoją rozmowę z indiańskim wodzem, według którego wi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><span style="font-size:12pt;line-height:150%;color:black;"></span><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/03/ecs1.jpg" /><br />
<span style="font-size:12pt;line-height:150%;color:black;"><br />
Carl Jung przytacza w jednej z książek swoją rozmowę z indiańskim wodzem, według którego większość białych ma zacięte usta, uporczywe spojrzenie i okrutny wyraz twarzy. „Wciąż czegoś szukają - mówi Indianin. - Ale właściwie czego? Biali ciągle czegoś chcą. <b>Są wiecznie skrępowani i niespokojni.</b> Nie wiemy, czego chcą. Naszym zdaniem są szaleni".</span><span style="font-size:12pt;line-height:150%;"></span>
</p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><span style="font-size:12pt;line-height:150%;color:black;">To utajone, lecz nieustanne skrępowanie zaczęło się oczy­wiście na długo przed powstaniem zachodniej cywilizacji prze­mysłowej, ale w niej właśnie - a rozprzestrzeniła się ona tym­czasem na prawie cały świat, obejmując również większą część Wschodu - przejawiło się w tak ostrej postaci, jak nigdy i ni­gdzie przedtem. Dawało się odczuć już w czasach Jezusa, a tak­że o sześćset lat wcześniej, za życia Buddy, i nawet jeszcze daw­niej. „<b>Czemu stale jesteście niespokojni?</b> - pytał uczniów Jezus. - Czy niespokojna myśl przedłuży wam życie choćby o dzień?". Budda zaś nauczał, że korzeni cierpienia upatrywać należy w na­szym ciągłym pragnieniu i łaknieniu.</span><span style="font-size:12pt;line-height:150%;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><span style="font-size:11.5pt;line-height:150%;color:black;">Opór wobec teraźniejszości jako zaburzenie objawiające się w skali masowej nieodłącznie wiąże się z utracą świadomo­ści Istnienia i jest fundamentem naszej odczłowieczonej cy­wilizacji przemysłowej. Nawiasem mówiąc, Freud także do­strzegał w ludziach utajone skrępowanie i opisał je w książce, zatytułowanej <i>Kultura jako źródło cierpień, </i>nie rozpoznał jed­nak prawdziwej jego genezy i me był świadom, że można się od niego uwolnić. Ta zbiorowa anomalia stworzyła głęboko nie­szczęśliwą i niezwykle brutalną cywilizacje, która z czasem stała się zagrożeniem nie tylko dla samej siebie, lecz i dla wszelkiego życia na kuli ziemskiej.</span></p>
<p><span style="font-size:12.5pt;line-height:150%;color:black;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><i><span style="font-size:12pt;line-height:150%;color:black;">Jak więc możemy od tej przypadłości się uwolnić?</span></i><span style="font-size:12pt;line-height:150%;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><span style="font-size:11.5pt;line-height:150%;color:black;">Uświadom ją sobie. <b>Zauważ, na ile rozmaitych sposobów skrępowanie, niezadowolenie i napięcie pojawia się w tobie wskutek niepotrzebnego osądzania, stawiania oporu temu, co jest, i negowania teraźniejszości.</b> Każda nieświadoma ten­dencja ulatnia się, kiedy skierujesz na nią snop światła świado­mości. Gdy nauczysz się w ten sposób rozpuszczać zwykłą nie­świadomość, światło twojej obecności zalśni mocnym blaskiem, wtedy zaś dużo łatwiej ci będzie uporać się z nieświadomo­ścią głęboką, ilekroć poczujesz, że ściąga cię w dół. Możesz natomiast początkowo mieć problemy z wykrywaniem nie­świadomości zwykłej, ponieważ wydaje ci się ona czymś nor­malnym.</span><span style="font-size:12pt;line-height:150%;"></span></p>
<p class="MsoNormal" style="background:white none repeat scroll 0 50%;line-height:150%;"><span style="font-size:11.5pt;line-height:150%;color:black;">Naucz się śledzić swój stan myślowo-emocjonalny metodą samoobserwacji. Dobrze jest często zadawać sobie pytanie: „Czy</span><span style="font-size:12pt;line-height:150%;"> <span style="color:black;">czuję się w tej chwili swobodnie?" lub też: „Co akurat teraz dzieje się we mnie?". Bądź co najmniej równie zainteresowany tym, co się dzieje w tobie, jak zdarzeniami zewnętrznymi. Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co ze­wnętrzne, samo się ułoży. <b>Rzeczywistość pierwotna tkwi we­wnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna</b>. Ale na pytania, które sobie stawiasz, nie odpowiadaj natychmiast. Skieruj uwa­gę do środka. Wejrzyj w siebie. Jakie myśli rodzą się w twoim umyśle? <b>Co czujesz? Skieruj uwagę w głąb ciała</b>. <b>Czy jest w nim jakiekolwiek napięcie?</b> Gdy tylko wykryjesz dyskretne skrę­powanie, ten nieustannie rozbrzmiewający w tle szum, zobacz, w jaki sposób robisz uniki przed życiem, opierasz mu się albo zaprzeczasz - negując teraźniejszość.<br />
Ludzie nieświadomie opie­rają jej się na wiele różnych sposobów. Gdy nabierzesz wprawy, twoja zdolność samoobserwacji - śledzenia własnego stanu wewnętrznego - wyostrzy się.</p>
<p><i>E. Tolle  Potęga Teraźniejszości</i></span></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Życie bez komputera jest piękne :D]]></title>
<link>http://alex118.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Mon, 25 Feb 2008 18:40:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Qualite</dc:creator>
<guid>http://alex118.wordpress.com/?p=116</guid>
<description><![CDATA[Wróciłam!! Ale i tak uważam, że życie bez komputera jest piękne!!  
W piątek zostałam na kil]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wróciłam!! Ale i tak uważam, że życie bez komputera jest piękne!! :D</p>
<p>W piątek zostałam na kilka dni całkowicie odcięta od świata. Padł mi drugi komputer. I to nowy komputer. Kupiony może półtora miesiąca temu. Moooooże. No super. W pierwszej chwili panika. W końcu jak ja mogę żyć bez komputera? Wszyscy wokół mnie wiedzą, że jestem uzależniona w kompa i netu. Ale jak widać nie mają racji. Bo do dnia dzisiejszego żyłam bez komputera i jakoś bardzo nie odczułam jego braku. Wręcz przeciwnie. W końcu miałam czas na wiele pożyteczniejszych rzeczy. Mogłam sobie spokojnie wyjść z domu wieczorem, nie przejmując się tym, że ktoś będzie coś ode mnie chciał na gg, że przyjdzie mail potwierdzający dokonanie zakupu w sklepie internetowym czy, że spadną statystyki na wordpressie czy gdzieś tam indziej. Miałam wreszcie czas na gruntowniejsze porządki w pokoju. Na rozmowę z rodziną.</p>
<p>Dzisiaj, kiedy dostałam z powrotem swój komputer (co prawda na razie ten stary - bez 2GB RAM-u, procka czterordzeniowego i najnowszych kart graficznych, muzycznych czy jakichś tam innych), nie wiedziałam co mam na nim robić. Jakoś tak... nie brakowało mi go. Miałam wiele planów związanych raczej ogólnie z moim życiem. I wcale do ich wykonania nie był i nie jest potrzebny mi komputer. No ale skoro już go mam to... no dobra... system wgrany. Sterowniki też. Net zainstalowany. Co dalej? Sprawdziłam pocztę. Zainstalowałam gg. Sprawdziłam co się zmieniło na wordpressie, epulsie i naszej klasie. W między czasie na kompie przybyło kilka programów takich jak Winamp. Wrzuciłam trochę muzyki. Ale myślami tak naprawdę byłam i nadal jestem gdzie indziej. Jakoś mi ten komputer do szczęścia wcale potrzebny nie jest. Potwierdzić to mogę tym co się wydarzyło wczoraj wieczorem. Cały dzień spędziłam w łóżku. Myślałam, że to przez brak komputera. W końcu uzależniona niby jestem od netu, więc co mam robić kiedy dostępu do netu brak? Ale wieczorem okazało się, że to nie komputera i internetu mi tak naprawdę brakowało. Stęskniłam się po prostu za pewną osobą. I dopiero wieczorem po naszym spotkaniu sobie to uświadomiłam.</p>
<p>Ale wracając do tych dziwnych zbiegów okoliczności, które ostatnio mają miejsce w moim domu... w ciągu dwóch miesięcy popsuły się telewizor, dwa komputery (w tym jeden nowiusieńki!!), telefon bezprzewodowy, odtwarzacz mp3, maszynka do mięsa, lampa się spaliła... wszystko podłączone do prądu. Dziwny zbieg okoliczności? Otóż najprawdopodobniej nie. Mój tata idąc tym tropem sprawdził napięcie w gniazdkach. 250 V. A ile powinno być? 230-240!! Że też ja akurat wtedy byłam zajęta składaniem mebli ;/ Zrobiłby się zdjęcie i można by dochodzić się o odszkodowanie od elektrownii. A tak lipa. Bo znów dziwnym zbiegiem okoliczności chwilę przed tym jak przyjechali panowie z elektrowni poinformowani o takowym zajściu przez mojego tatę, napięcie spadło do 240. I tak do dnia dzisiejszego się utrzymuje. Tak więc o odszkodowaniu za cały uszkodzony sprzęt można zapomnieć. Jak pech to pech. Bywa. Koszty naprawy musimy pokryć sami. Super. Zakup kamery zostanie przesunięty w czasie. Wyprawienie osiemnastki też stanęło pod znakiem zapytania.</p>
<p>A na koniec fragment piosenki usłyszanej dziś w radiu:</p>
<p><i>   Dzisiaj uwierzyłam,<br />
że do szczęścia mi wystarczy,<br />
bym przy Tobie była,<br />
byś codziennie na mnie patrzył.<br />
Niby tak zwyczajnie,<br />
Ale oczy mówią wiele.</i></p>
<p><i>Uwierzyłam znów</i></p>
<p><i>Ten blask,<br />
który inni we mnie dostrzegają.<br />
Niech trwa,<br />
bo dotąd miałam go za mało.<br />
Ten blask,<br />
by zaistnieć potrzebuje Ciebie<br />
Tylko mnie kochaj  </i></p>
<div align="right">
<pre><font color="#181818">Goya "Tylko mnie kochaj" </font></pre>
</div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Z kim zabawia się w nocy Twój partner?]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=67</link>
<pubDate>Mon, 11 Feb 2008 11:15:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=67</guid>
<description><![CDATA[Z Dziennika:
Z kim zabawia się w nocy Twój partner?
Tajemnica snów erotycznych wreszcie wyjaśnio]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <strong>Dziennika</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/kobieta/seksiemocje/article122234/Z_kim_zabawia_sie_w_nocy_Twoj_partner_.html" rel="nofollow" title="Z kim zabawia się w nocy Twój partner?" target="_blank">Z kim zabawia się w nocy Twój partner?</a></strong><br />
Tajemnica snów erotycznych wreszcie wyjaśniona! Przyznaje się do nich prawie 80 proc. Polaków. "Fakt" podaje, że kobiety śnią o umięśnionych macho w mundurze, a mężczyźni o figlarnej pielęgniarce.<br />
Strażak, policjant czy komandos, który zrzuca mundur i pokazuje swój nagi męski tors - oto najczęstszy temat snów erotycznych polskich kobiet - wynika z badań psychologów m.in. dr Alicji Długołęckiej z warszawskiego AWF-u.<br />
Według tego samego badania mężczyźni śnią o pielęgniarkach czy urzędniczkach. W snach to oni są stroną dominującą. Zdzierają uniform z kobiety, podporządkowują ją sobie.<br />
Dlaczego tak się dzieje? Naukowcy uważają, ze to skutek życia w bardzo poukładanym świecie, z którym ludzie chcą zerwać. Dlatego w kobiecych marzeniach pojawia się uniform, symbol porządku. Ale pod nim ukrywa się prawdziwy macho, który dla kobiet zrzuca z siebie mundur.<br />
Mężczyźni odreagowują w snach, zrywając ubranie z urzędniczek lub pielęgniarek. W życiu codziennym po prostu by się na to nie odważyli. Na szczęście są sny. One pozwalają nam odreagować napięcie i choć przez chwilę pomarzyć. A potem budzimy się i strażak kojarzy nam się tylko z pożarem.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jak poradzić sobie ze stresem?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2008/01/15/jak-poradzic-sobie-ze-stresem/</link>
<pubDate>Tue, 15 Jan 2008 23:07:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2008/01/15/jak-poradzic-sobie-ze-stresem/</guid>
<description><![CDATA[
Dorastając, ludzie rozwijają w sobie systemy obronne, by jakoś radzić sobie z życiem, jeśli ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/01/zen_afirmacja_medytacja_wesolo.jpg" /></p>
<p>Dorastając, ludzie rozwijają w sobie systemy obronne, by jakoś radzić sobie z życiem, jeśli – według ich wyobrażeń – coś nie wyjdzie. Reagują wtedy na trzy sposoby: aktywną ekspresją, bierną ekspresją, integracją. Zacznijmy od tej pierwszej.</p>
<p><i>AKTYWNA</i> <i>EKSPRESJA</i></p>
<p>Znałem kiedyś człowieka, który wyrażał    gniew nawet z powodu upadku swego kapelusza. Wierzył, że wyrażanie uczuć jest    korzystne dla zdrowia i nie wolno ich hamować. Po wybuchu szybko się uspokajał    i bezpiecznie było z nim przebywać, dopóki znowu nie eksplodował. By oddać mu    sprawiedliwość, muszę zaznaczyć, że ten facet rzeczywiście w ogóle nie chorował.    Był jednak nieszczęśliwy z powodu swego życia rodzinnego, bo wszyscy członkowie    rodziny umierali ze strachu na jego widok. Jad, który wylewał z siebie, okazywał    się skuteczny. Trzeba też podkreślić inną istotną sprawę: <b>zawsze oburzał się    na te same rzeczy. Sytuacje, które prowokowały jego gniew ciągłe    się powtarzały. I stało się oczywiste, że jego ekspresja nie prowadzi do uzdrawiania    tych sytuacji</b>, ponieważ za każdym razem, gdy się pojawiły, wpadał znowu w nie    kontrolowany gniew.</p>
<p>Aktywna ekspresja może zwiększyć świadomość    uczuć w pewnych sytuacjach, szczególnie u osób, które mają trudności z wyrażaniem    emocji. Ale najczęściej sprawia, że zatracamy<i> </i>się w samym wyrażaniu.    Tak więc lęk, który wytworzył reakcję gniewu itd., a także potrzeba ekspresji,    pozostają w nieświadomości. Innymi słowy, ekspresja "negatywnych uczuć"    staje się ważniejsza niż sam fakt istnienia tych uczuć.</p>
<p>Zanim pójdziemy dalej, chcemy wyjaśnić,    w jakim znaczeniu używamy tutaj słów: "pozytywne" i "negatywne"    w odniesieniu do emocji. W tym kontekście słowa te nie znaczą "dobre"    i "złe" lub "słuszne" i "niesłuszne", ale raczej    "właściwie" i "niewłaściwie" wyrażone. Kiedy zatem mówimy    "negatywne uczucia", mamy na myśli <b>uczucia, które są niewłaściwie    wyrażone i uwolnione.</b></p>
<p>Wyrażamy więc swoje uczucia, by wszyscy    wokół dowiedzieli się, dlaczego czujemy się źle, by pokazać innym, jacy są niedobrzy    (tym, którzy, wedle naszego mniemania, są odpowiedzialni za nasze uczucia).    Takie postępowanie nazywamy tu "radzeniem sobie z sytuacją przez aktywną    ekspresję". Jest to niewłaściwa ekspresja i nie ma nic wspólnego ze świadomością.</p>
<p><b> Jest to, w istocie, zachowanie ucieczkowe,    uzależnione.</b></p>
<p>Na jednym z moich seminariów pewien    człowiek powiedział mi, że wyrażanie swej negatywności jest, jego zdaniem, bardzo    niebezpieczne. A to dlatego, że idzie w kosmos i później wraca do nas w postaci    "złej karmy". Upierał się, że lepiej milczeć, a nawet tłumić swoje    uczucia. Pamiętam, że zadałem mu wówczas pytanie:</p>
<p>– Czy czujesz, że ktoś się gniewa, nawet    jeśli tego nie wyrazi?</p>
<p>Odpowiedział twierdząco.</p>
<p><b> Może zatem stłumienie jest inną formą    ekspresji, a ekspresja – inną formą stłumienia.</b> Może to dziwnie brzmi, ale w    rzeczywistości jest bardzo<i> </i>proste. Stłumienie jest wycofaniem świadomości    z doświadczenia. To właśnie jest jego istotą i może ono przybierać różne formy:    od namiętnej ekspresji do zimnego milczenia.    To ostatnie jest bierną ekspresją negatywnych uczuć.</p>
<p><i>BIERNA EKSPRESJA</i></p>
<p>Wielu z nas skrywa uczucia z obawy przed    dezaprobatą. Ludzie mówią nam, że musimy kontrolować swe emocje i nie pozwolić    im wpływać na nasze działanie.</p>
<p><b> Dla większości z nas stłumienie jest    normalną odpowiedzią na niepożądane sytuacje.</b> Wydaje nam się, że jeśli przeniesiemy    uwagę z przykrego uczucia na coś innego lub zignorujemy to uczucie, wówczas    ono zniknie. (Klasyczny przykład: "Nie będę teraz o tym myślał, bo zwariuję,    jeśli będę..."). Jest to mniemanie błędne, acz powszechne, jest to droga    do choroby i cierpienia. Uczucia pochowane żywcem nigdy nie umierają. <b>Stłumiona    negatywność stwarza chaos wewnątrz i na zewnątrz.</b></p>
<p>Czemukolwiek nie zechcemy stawić czoła    świadomie, od tego będziemy cierpieć nieświadomie. <b>Staje się to stłumioną i    dyskryminowaną częścią naszej osobowości. Zdyskryminowane "ja" nigdy    nie przestaną szukać sposobów wyrażenia siebie, czy to w formie choroby, irracjonalnego    konfliktu, czy w jakiejkolwiek innej formie sabotażu. </b>(Ang. <i>dis-ease </i>[choroba]    -oznacza<i> </i>brak <i>[dis-] </i>płynności i naturalnej harmonii [<i>ease</i>]).    Oscar Wilde opisuje proces tłumienia jako zatruwanie siebie:</p>
<blockquote><p> Najdzielniejszy z nas obawia się samego      siebie. Samookaleczanie się dzikusów przetrwało w tragicznej formie wypierania      się siebie, co jest plagą naszego życia. Karani jesteśmy przez to, co wypieramy.      Każdy impuls, który zdusimy, zalega w naszym umyśle i zatruwa nas.</p></blockquote>
<p>"<b>Nie sprzeciwiajcie się złu" – w rzeczywistości oznacza<i> </i>niestawianie oporu czemukolwiek w naszej rzeczywistości,    włączając w to naszą negatywnośc.</b> Stawianie oporu wskazuje na przekonanie, że    czyjeś krzywdzące uwagi lub zachowanie innych ludzi mogą nas zranić. W ten sposób    pozbawiamy się siły i czujemy się ofiarami. Gdy stawiamy czemuś opór, w umyśle    i w ciele gromadzi się energia, zwana "negatywnymi" emocjami, z którą    staramy się poradzić sobie przez ekspresję lub stłumienie. Ale ona i tak nie    znika, bo to, czemu się opieramy, uparcie trwa dalej.</p>
<p>Gdy wyrażamy<i> </i>intensywne uczucie,    promieniuje ono i rzeczywiście wywiera wpływ na świat wokół nas. Gdy tłumimy    ekspresję, kierujemy po prostu negatywną energię do wewnątrz. Ale jest to, w    istocie, iluzją, ponieważ granice między zewnętrznym a wewnętrznym światem ustala    sam człowiek. <b>Tłumienie uczuć jest ukrywaniem ich przed sobą lub, dokładniej,    ukrywaniem siebie przed swoimi uczuciami. Przypomina to tok rozumowania małych    dzieci, które myślą, że jeśli zamkną oczy, staną się niewidzialne. W końcu,    dyskryminowana część naszej osobowości manifestuje się w formie choroby lub    psychozy. </b>Wszystko to przypomina wpychanie płonącej gumowej tratwy pod wodę.    Jedna część wyskakuje i usiłujemy ją wepchnąć, a wtedy wyłania się druga. Niezwykle    trudno jest utrzymać w ryzach i cały czas kontrolować stłumione uczucia. Wyłażą    zwykle wtedy, gdy są najmniej oczekiwane i pożądane.</p>
<p>Dotyczy to nie tylko jednostek, lecz    także świadomości zbiorowej.</p>
<p>[...] Wojna była jedną z form dawania ujścia    stłumionej agresji w otwarcie destruktywny sposób. Teraz, gdy mamy do czynienia    z taką troską o pokój na świecie, z budowaniem społeczeństw bez przemocy (przynajmniej    na poziomie świadomości), stłumiony lęk i agresję (które w zasadzie są tym samym)    można dostrzec, obserwując kulturę masową. Jeżeli chcesz zobaczyć, jak "pokojowo"    nastawieni są ludzie, obejrzyj "Wiadomości". Wszystkie programy telewizyjne    są wspaniałym zwierciadłem zapotrzebowania społecznego. To samo dotyczy kinematografii,    literatury, muzyki i malarstwa. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że sztuka    pełna przemocy jest nie tylko wyrazem negatywności artysty, ale także – nega-tywności    publiczności. <b>Oglądanie pełnych przemocy filmów, słuchanie agresywnej muzyki    lub czytanie horrorów jest bierną ekspresją negatywnych emocji.</b> Można też zauważyć,    że wraz ze zmniejszeniem się roli otwartych działań wojennych (aktywna agresja)    stale wzrasta przestępczość w świecie (bierna agresja).</p>
<p><i>POZYTYWNE / NEGATYWNE</i></p>
<p>Możemy teraz odnieść wrażenie, że lęk    i wszystko, co z niego wynika – wszelkie negatywne uczucia, ich tłumienie, ich    bierne lub gwałtowne wyrażanie – jest czymś złym. Nic takiego tutaj nie twierdzimy.    <b>Określamy negatywność nie jako coś złego, lecz jako coś, co zawęża naszą świadomość,    ogranicza pole naszej percepcji i doświadczenia.</b> Z tego zwykle wynika tłumienie    uczuć lub niewłaściwe ich wyrażanie, prowadzące do konfliktu lub wywoływania    lęku u innych. Tak więc negatywne uczucia – to takie, które są niewłaściwie    wyrażone lub uwolnione. Określenie "właściwy" jest tutaj słowem-kluczem.    Właściwe wyrażanie uczuć oznacza<i>, </i>komunikowanie ich bezpośrednio – dzielenie się uczuciami i pragnieniami, by rozwiązać konfliktową sytuację – lub pośrednio – dzielenie się uczuciami i pragnieniami drogą listowną lub przez medytację.</p>
<p>I odwrotnie, wszystko, co poszerza naszą    świadomość i pozwala jej wykroczyć poza przywiązania (porównywanie, osądzanie    itd.), uważamy za pozytywne. Ani jedno, ani drugie nie jest dobre lub złe. Każde    doświadczenie może albo zawężać, albo poszerzać naszą świadomość. Gdy stajemy    się bardziej świadomi, łatwiej nam wybierać między jednym a drugim.</p>
<p>INTEGRACJA</p>
<p>Integracja jest wynikiem samoobserwacji.    Oznacza utworzenie harmonijnej całości z części, zjednoczenie, trwałe i całkowite    uzdrowienie.</p>
<p><b> Ekspresja, tłumienie i integracja – to trzy sposoby radzenia sobie ze stresem</b>. Uważamy, że żaden z nich nie jest    lepszy od pozostałych. Integracja jednak prowadzi do Domu, tj. z powrotem do    nas samych. Jest rezultatem samoobserwacji skupiającej się na dwóch pierwszych    sposobach rozładowywania napięć. [...]</p>
<p><b>LISTONOSZ DZWONI CZĘŚCIEJ NIŻ JEDEN RAZ, BY NAS PRZEBUDZIĆ</b><b> Życie jest tak wspaniałe, że ciągle    jest gotowe pomóc nam w przebudzeniu.</b> Ale zwykle jesteśmy zbyt zajęci jego jedną    lub dwiema stronami, by zauważyć jego serdeczne zaproszenia do pełni uczestnictwa.    To chyba Sir Winston Churchil powiedział kiedyś: "<b>Ludzie potykają się    o prawdę każdego dnia, podnoszą się i przechodzą po nie</b>j, w ogóle jej nie dostrzegając".    Jesteśmy tak uśpieni, że rzadko rozpoznajemy dar życia, rzeczywistości i prawdy,    który leży tuż, tuż, u naszych stóp.</p>
<p>Pewien człowiek, drzemiąc rano w łóżku,    posłyszał dzwonek listonosza, a potem łagodne pukanie do drzwi. Zignorował pukanie,    przewrócił się na drugi bok i spał dalej. Następnego ranka listonosz znowu przyszedł    i zapukał głośniej, ale człowiek ten nadal nie miał ochoty się przebudzić. Listonosz    wzruszył ramionami i odszedł. Nazajutrz rano listonosz skopał drzwi, wzywając    głośno naszego bohatera do przebudzenia się i przyjęcia ważnej wiadomości. Człowiek    zignorował wezwanie i powrócił do swoich snów. W końcu listonosz spalił mu dom    i zmióti z powierzchni ziemi połowę jego rodziny. Człowiek był zdruzgotany.    <b>W końcu skontaktował się ze swymi uczuciami i zaczął się budzić.</b></p>
<p><u><b> Niemało osób potrzebuje wręcz tragedii,    by się przebudzić. </b></u>Z relacji większości świętych wynika, że punkt zwrotny w    ich życiu nastąpił po jakiejś wielkiej stracie lub tragedii. Pewnie słyszymy    wczesne łagodne pukanie, ale najczęściej dopiero tragiczne wieści zaczynają    budzić nas ze snu. Moje doświadczenia z wojny w Wietnamie stały się początkiem    mego przebudzenia i piszę o tym w <i>Wounded Warriors. </i><b>Moc uśpienia, pragnienie    pozostawania ofiarą i obwinianie życia o wszystkie te "okropności",    które się nam przydarzają, sprawia, że nie przychodzi nam do głowy, iż wszystkie    te rzeczy są, w istocie, pełnymi miłości posłańcami życia zapraszającymi nas    do przebudzenia. </b>Zbyt często określamy miłosne wezwanie do przebudzenia jako    tragedię i szybko znowu wpadamy w rolę ofiary.</p>
<p>500 lat temu w wielu królestwach Europy    istniała pewna profesja, z którą wiązała się bardzo niska przeciętna długość    życia. Chodzi o królewskich posłańców. Jeśli przynosili oni dobrą wiadomość,    nagradzano ich sowicie, jeśli złą, byli czasem karani śmiercią. Teraz już zdajemy    sobie sprawę z absurdu takiego postępowania, a jednak praktykujemy to samo we    własnym życiu. Kim jest listonosz? <b>Każdą osobą lub rzeczą, która wybija nas    ze snu.</b> Lecz obwiniając partnera, szefa lub kogokolwiek innego o swe okropne    życie, pozostaję w stanie uśpienia i nadal odgrywam rolę ofiary. Wielu z nas    piastuje przekonanie, że w naszym życiu spotykamy tylko dwa rodzaje ludzi: naszych    bliskich i nauczycieli (listonoszy). Listonosze są nauczycielami życia, ponieważ    budzą nas. Ludzie podzielili swoją rzeczywistość na dobrą i złą i dlatego postrzegają    niektórych jako swych bliskich i ukochanych, a innych jako swoich wrogów. <b>Później    uczą się, że wrogowie są posłańcami, którzy ich budzą,</b> ale mimo to ciągle trzymają    się swej klasyfikacji, czyli dualizmu osób bliskich i listonoszy.</p>
<p>Ci, których kochamy, są w rzeczywistości    naszymi najważniejszymi listonoszami, a gdy się zastanowimy, dojdziemy do wniosku,    że najbardziej zranili nas właśnie najbliżsi. Jeśli rządzą nami nasi ministrowie,    to bliski związek z kimś lub z czymś doprowadzi w końcu do konfliktu, ponieważ    stłumione uczucia z przeszłości muszą w końcu się uruchomić (zaktywizować).</p>
<p>Dalai Lama, żyjący na wygnaniu w Indiach,    powiedział kiedyś o inwazji Chińczyków na jego kraj, Nepal: "Oni są moimi    największymi nauczycielami".</p>
<p>Wszyscy i wszystko, do czego się przywiążemy,    stanie się w końcu naszym listonoszem. <b>Możemy długo nie chcieć się przebudzić,    ale listonosz i wiadomości będą przychodzić dopóty, dopóki tego nie uczynimy.    </b>A im większe opóźnienie, tym bardziej nagląca będzie wiadomość.</p>
<p>Aktywacja – to po prostu listonosz wzywający    nas do przebudzenia. Karanie listonosza jest po prostu głupotą. Skupiając się    na tzw. "okropnej" sytuacji (listonoszu), tracimy z oczu ważną informację,    wysyłaną nam przez życie, i wchodzimy w rolę ofiary.</p>
<p><i>Colin P. Sisson - Wewnetrzne Przebudzenie</i></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Stres i napięcie = początek choroby]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/stres-i-napiecie-poczatek-choroby/</link>
<pubDate>Sat, 08 Dec 2007 23:12:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/stres-i-napiecie-poczatek-choroby/</guid>
<description><![CDATA[
&#8220;Poznanie - to bycie pewnym, że chwila obecna jest najcenniejszym momentem twojego życia.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2007/12/zen_afirmacja_medytacja_stres3.jpg" /></p>
<p>"Poznanie - to bycie pewnym, że chwila obecna jest najcenniejszym momentem twojego życia."</p>
<p>Istotną sprawą w obecnym czasie jest zrozumienie, w jaki sposób, na planie ziemskim, w ciele fizycznym, powstaje choroba. Otóż, winowajcą jest “Napięcie".<br />
Napięcie tworzy się przede wszystkim na skutek braku połączenia z wewnętrznym “ja", to znaczy, z tą częścią siebie, która jest w stałym kontakcie z wszechmocną i wszechobecną miłością Boga. Ten brak połączenia rozrasta się codziennie w swej szkodliwości kiedy człowiek żyje w sposób linearny i dogmatyczny.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Napięcie tworzą autodestrukcyjne nawyki i systemy wierzeń; jak również uczucia, takie jak zawiść, uraza, nienawiść.</span></p>
<p><span style="font-weight:bold;text-decoration:underline;"> Napięcie w ciele nasila się jeszcze bardziej kiedy dochodzi do tego osądzanie wszystkiego i wszystkich. </span></p>
<p>Taki stan jest zasadniczo wynikiem postawy nie-kochania siebie lub braku odwagi kochania siebie całym swoim sercem. Tę postawę określamy jako nie-przyzwolenie na samopoznanie.</p>
<p><span style="text-decoration:underline;">Zastanów się nad tym.</span></p>
<p>Napięcie w dużym stopniu nadwyręża Centralny Układ Nerwowy (ang. “Central Nervous System" - w tekście używany będzie skrót CNS) ciała powodując ostatecznie załamanie się wszystkich współzależnych układów twojej struktury atomowej, tej świątyni światła, twojego ciała.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Życiowa energia Boga nie jest w stanie swobodnie poruszać się w ciele, które jest maksymalnie napięte.</span></p>
<p>Napięcie działa jak hamulec dla życiowego przepływu boskiej energii, która - gdy jej się na to pozwoli - jest w stanie zapewnić doskonałe zdrowie, niezwykłe siły witalne oraz stan łaski.</p>
<p>W twej formie cielesnej, niezbędny jest stan bycia “na luzie". Przyjmij postawę całkowitego odprężenia w stosunku do wszystkiego co cię otacza. Nie jest trudną rzeczą pozwolić niedoli i napięciu wydostać się z twojego wnętrza, twojego serca. Pozwól, aby różdżka Boga zatroszczyła się o twoje sprawy. <span style="font-weight:bold;">Zadaniem CNS nie jest zajmowanie się nieistotnymi szczegółami codziennego szycia - typu: “Może mógłbym...", “A co z...", “Być może w przyszłości...".</span></p>
<p>Takie stany istnienia wywołują napięcie powodując dezorientację i zniszczenie na płaszczyźnie układu komórkowego.<br />
W miarę, jak wzrasta napięcie w całym ciele, pojawiają się różnego rodzaju choroby, obniża się siła życiowa i kiedyś tak mocna, żywotna podstawa zdrowia i witalności zaczyna się kruszyć, by w końcu doprowadzić do śmierci ciała.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Oto dlaczego tak ważną rzeczą jest teraz pokochać siebie, całkowicie i bez zastrzeżeń, bo taka jest wielka lekcja choroby.</span></p>
<p>Ćwiczenie - oddychaj głęboko koncentrując się na splocie słonecznym, jednocześnie wyobrażając sobie swój układ nerwowy jako kryształowo czystą, niebieską rzekę przepływającą przez ciebie kaskadami; odkryj w niej odcinki, które są zablokowane przez “rumowisko" napięcia. Przeanalizuj to “rumowisko" - skąd ono pochodzi i kto lub co jest za nie odpowiedzialny; pamiętając o tym, że “nic nie jest warte, aby przejmować się ...niczym".</p>
<p>Wyzwaniem dla ciebie jest rozluźnienie się, “puszczenie" wszystkiego i płynięcie...; rzeka życia jest połączona z rzeką boskości twojego wnętrza.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Zasadniczo, każda silna, zdrowa, pełna witalności dusza, która pozostaje w zgodzie z życiem (we wszystkich jego przejawach) jest w stanie poradzić sobie z każdym rodzajem toksyn, zarazków i wirusów. </span>One nie stanowią żadnego problemu.<br />
Faktyczny problem polega na wzbranianiu się przed zrozumieniem i poznaniem kim naprawdę jesteś. Dla wielu ludzi życie wypełnione nużącą monotonią codzienności jest czymś normalnym; pozwalają więc, aby ich ograniczające myśli przytłaczały ich swoją jednostajnością, wywołując w ten sposób stan złudzenia, w którym trudno jest dostrzec kim się jest naprawdę.</p>
<p>Wznieś się w radości, a dar zdrowia i wolności będzie należał do ciebie.</p>
<p>Zasługujesz na wielką miłość - dawaj ją bez zastrzeżeń.</p>
<p>Ciało fizyczne jest barometrem, niezwykle czułym na każdą myśl i uczucie. Dlatego warto jest być uczciwym wobec samego siebie i właściwie ocenić swój stosunek do życia, do siebie, do Boga.</p>
<p>Napięcie nie jest z natury swej twórcze; hamuje ono regenerację komórek i osłabia reakcje.</p>
<p>Jest ono wytworem człowieka, iluzją wspieraną przez życie oparte na zagmatwanym myśleniu, chaotycznym działaniu i braku odczuwania.<br />
Jeśli przyjrzymy się małym mistrzom, jakimi są małe dzieci, zauważymy, że są one wolne od napięcia; przyjemnie popatrzeć na ich delikatne i giętkie ciała. Zauważ jak każda chwila jest u nich wypełniona zdumieniem, są wszystkim oczarowane, pozwalając w ten sposób na swobodny przepływ siły życiowej. Pozwalają aby ten przepływ boskości poruszał się nieprzerwanie z wnętrza na zewnątrz, niczym niezachwiany strumień miłości. <span style="font-weight:bold;">Niczego nie oceniając, przechodzą swobodnie z jednej do kolejnej chwili obecnej.</span></p>
<p>Kiedy znowu popatrzysz w oczy dziecka wiedz, że patrzysz w oczy Boga. Pozwól dzieciom, aby zaprowadziły cię do świata, do życia bez napięcia, a zrobią to z wielką radością. Dzieci wiedzą... Może dobrze by było gdybyś ich posłuchał, a może byś się do nich przyłączył, kiedy tak figlują i bawią się z życiem.</p>
<p>CNS, boska rzeka w tobie, natychmiast reaguje na myśli, które są pokojowe w swej naturze. Pozwalając nieograniczonym, czystym myślom o Bogu wpływać do twej świadomości, umożliwiasz wewnętrznemu dziecku szybkie wyciszenie się, zrelaksowanie i zestrojenie z rzeką życia, która jest tobą.</p>
<p>W głębi każdego człowieka istnieje ogromna, nieograniczona grota miłości, z której niejako można się napić aby ugasić pragnienie. Aby to uczynić, mistrz wpierw koncentruje się na sobie, wie bowiem, że aby móc służyć światu musi wpierw bezwarunkowo obdarzyć siebie.</p>
<p>Nie zda się na nic stawianie innych przed swoim wewnętrznym “ja", gdyż poświęcając na rzecz innych potrzebę swego wewnętrznego dziecka, jedynie wywołasz wzrost napięcia w swojej własnej wewnętrznej rzece.</p>
<p>Czy sądzisz, że Bóg powiedziałby “tak", gdyby jego prawdą było “nie" lub “nie" gdyby prawdą było “tak"?</p>
<p><span style="font-style:italic;">Vulcan - "Wiedz, że wiesz"</span></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
