<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>moje-zainteresowania &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/moje-zainteresowania/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "moje-zainteresowania"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 22:14:16 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Gotuj ze stuQiem, - czyli z telewizyjnego na moje...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=97</link>
<pubDate>Fri, 11 Jul 2008 17:09:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=97</guid>
<description><![CDATA[Programów i stacji telewizyjnych poświęconych gotowania jest tyle, albo i więcej niż przepisów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Programów i stacji telewizyjnych poświęconych gotowania jest tyle, albo i więcej niż przepisów kulinarnych na świecie. Gotować chce każdy – kucharz historyk, pan w garniturze, piersiasta blondynka, żabojad niepotrafiący odmieniać końcówek, czy młody pedałek, który to już 10 lat męczy się w pierwszej klasie technikum gastronomicznego. Wszyscy oni sprawiają, że Twoje piękne duże, niebieskie oczęta patrzą prawie całą dobę w ekran telewizora, a późnymi wieczorami Twoje ręce ugniatają ciasto wg przepisu, który podał Okrasa.<br />
Tyle razy już próbowałaś coś ugotować, ale nigdy Ci nie wyszło? Rodzina zawsze miała jakieś zastrzeżenia odnośnie serwowanych przez Ciebie posiłków? Twój słodki labrador w przeciwieństwie do psa Pascala nie chował się pod szafką, a uciekał z domu do sąsiadującego województwa?<br />
Jeżeli powyższe sytuacje to Twoja codzienność to trafiłaś idealnie. Poniższe porady i obserwacje odpowiedzą Ci na niedające Ci spać po nocach pytania. Rzuć w kąt patelnię, którą trzymasz w ręku i zdejmij swój upaćkany tłuszczem fartuszek i przeczytaj ten mini poradnik. <!--more--></p>
<p><strong>Szczypta soli?</strong><br />
Jeżeli ukończyłaś szkołę podstawową to znaczy, że pani na języku polskim mówiła, że „szczypta”, „ciut”, „odrobina” jest synonimem słowa mało. Nic bardziej mylnego! W kuchni to słowo traktuj jako antonim. W przepisie pisze „dodaj trochę soli” od razu zamień to na „dodaj dużo soli”. Tyle razy próbowałaś zrobić danie, które gotował Pascal Brodnicki, ale zawsze Ci czegoś brakowało? Już wiesz, o co w tym wszystkim chodziło.</p>
<p><strong>Tabliczka mnożenia…</strong><br />
Na temat wielkości kuchennych już nieco wiesz. Należy się teraz przypatrzeć proporcjom składników.<br />
Ugotowałaś zupę krem według przepisu, który zobaczyłaś na Kuchnia TV? Pisało, że porcja dla 8 osób, a jak nalałaś do talerza okazało się, że zjesz ją tylko Ty i się nie najesz? No i znowu przeoczyłaś ważną rzecz, mianowicie: ilość składników zawsze, ale to zawsze pomnóż przez ilość porcji, która powinna wyjść. </p>
<p>Dla przykładu:<br />
Przepis na jajecznicę. Porcja dla 2 osób.<br />
Składniki:<br />
- 6 jaj<br />
- Jedna mała cebulka<br />
- Dwa plasterki szynki i sera<br />
- Oliwa z oliwek<br />
- Vegeta, sól i pieprz<br />
- Dwie łyżeczki śmietanki (dla kremowej konsystencji)</p>
<p>Aby 2 osoby faktycznie się najadły dodaj:<br />
- 12 jaj<br />
- 2 małe cebulki<br />
- 4 plasterki szynki i sera<br />
- Wlej 2x więcej oliwy z oliwek niż zwykle<br />
- Podwójna porcja vegety, pieprzu i soli<br />
- 4 łyżeczki śmietanki</p>
<p>Jeszcze raz powtarzam: ilość produktów mnóż przez ilość porcji, które podane są na początku przepisu.</p>
<p><strong>Ochy i achi. </strong><br />
Myjąc warzywa „poszła” Ci uszczelka z kranu? Krojąc marchewkę ukroiłaś końcówkę palca? Naleśnik po raz kolejny przywarł do patelni? </p>
<p>Gotowałaś w ciszy? Zgadłem? Tak!!!</p>
<p>I tu kolejny Twój błąd. Tyle razy widziałaś Pascala, który to po rozbiciu skorupki jajka mówi do siebie i do swoich widzów: „wspaniale”, „ekstra”, „super”, tyle razy dziwiłaś się, co wspaniałego jest w pokrojeniu cebuli? Już wiesz. Przy każdej czynności, którą wykonujesz w kuchni powtarzaj sobie te kilka słów, które spowodują, że wszystko Ci się uda. Twoja samoakceptacja i samoocena pójdzie ostro w górę. Zobaczysz. Przy podcieraniu własnej dupy będziesz „ochać” i „achać” i jak to wspaniale wykonałaś.</p>
<p><strong>Co Knorr to Knorr.</strong><br />
Ugotowałaś rosół wg przepisu Twojej babci, ale rodzinie nie smakuje. Przeanalizuj krok po kroku czy abyś na pewno czegoś nie zapomniała. Myślisz, że dałaś wszystko? Mylisz się.<br />
Przez wiele lat, a nawet epok za najważniejszy składnik np. zupy pomidorowej uważano pomidory. Jak świat się mylił. I Ty także się myliłaś! NAJWAŻNIEJSZYM składnikiem jakiejkolwiek potrawy jest minikosteczka Knorr. W Twoim rosole może nie być makaronu, w piekarniku może nie być kurczaka, ważne żeby była ta mała chemiczna bombka, która po rozkruszeniu sprawi, że potrawa będzie smakować tak jak nigdy. </p>
<p><strong>Fartuchy na stos!</strong><br />
Wychodząc na imprezę ubierasz najseksowniejsze wdzianko, idąc na rozmowę kwalifikacyjną ubierasz się elegancko? Tak? Na pewno. To, dlaczego w kuchni ubierasz najgorsze łachy ewentualnie jakiś stary i brudny fartuch? Czy widziałaś kiedykolwiek, aby Brodnicki czy inny Makłowicz miał na sobie łachy po dziadku? Nigdy! Przed wejściem do kuchni ubierz się w najdroższe i najlepsze ciuszki znajdujące się w Twojej szafie. Żeby było śmieszniej zawsze staraj się ubrać coś, co ograniczy Twoje ruchy. No i obowiązkowo musisz mieć długi rękaw. Wygoda przecież nie jest ważna. Ważny jest image.</p>
<p>No i droga, młoda kucharko właśnie skończyłaś czytać ten mini poradnik kulinarny. Możliwe, że z biegiem czasu pojawi się kolejny odcinek.</p>
<p>A teraz idź do kuchni i ugotuj cokolwiek. Ale skorzystaj z moich porad. Zobaczysz, że każda Twoja potrawa nabierze unikalnego smaku.</p>
<p>Do dzieła!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[L.U.C &amp; RAH - "Homoxymoronomatura". O koncercie słów kilka...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=85</link>
<pubDate>Sun, 18 May 2008 18:32:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=85</guid>
<description><![CDATA[Artyści mieli do czynienia z sobą 2 lata temu, kiedy to wspólnymi siłami stworzyli kawałek „2]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Artyści mieli do czynienia z sobą 2 lata temu, kiedy to wspólnymi siłami stworzyli kawałek „2 pokoje”. Klimatyczny, niemalże hipnotyzujący utwór sprawił, że w głowach wielu fanów obu artystów przechodziły myśli, aby stworzyli razem coś więcej. No i stało się.<!--more--></p>
<p>Powstała "Homoxymoronomatura". Po dokładnym przesłuchaniu tej płyty masz dwie opcje: albo ją pokochasz, albo znienawidzisz. Nie ma nic pomiędzy. Słuchanie pojedynczych kawałków jest tak samo głupie, jak wybieranie jednego z rozdziałów książki, która tworzy spójną całość – rozdział może okazać się ciekawy, ale co z tego, jeśli nie wiesz, co było przed nim, a co będzie po nim?</p>
<p>Jestem w grupie osób, które tą płytę pokochały. Dla mnie jest to sztuka przez „duże S”. Arcydzieło. Coś, czego do tej pory w muzyce, której słucham nie było. Artyści ukazują człowieka, którego nazywają wirusem homo sapiens. Wirus ponad wszystko upodobał sobie hiperkonsumpcje, gromadzi i kupuje wszystko, co możliwe, niekoniecznie potrzebnego. Człowiek jest zagubiony. Telewizja, reklamy, omamiły go. Jak grzeczne dziecko słucha się rodziców, tak wirus robi to co każą mu media.</p>
<p>Płyta traktuje także o problemie negatywnego działania człowieka na środowisko. Ocieplający się klimat, dziura ozonowa, kwaśne deszcze, zaśmiecanie środowiska etc. Nasz bohater, wraz z innymi, swoim zachowaniem i swoimi czynami prowadzi do totalnej zagłady planety, na której żyje. Artyści określają to takimi słowami:</p>
<p>„globalny reset zbliża się do ziemii<br />
ostatnie dni na to by myślenie zmienić,<br />
globalny reset zbliża się do ziemii<br />
oni nadal ślepogłuchoniemii<br />
globalny reset zbliża się do ziemii,<br />
wtórna reakcja chemii”</p>
<p>Płyta jest klimatyczna, fragmentami mroczna, w tekstach da się wyczuć ironię, sarkazm. Osoby przyzwyczajone do stylu Luca nie zawiodą się i tym razem. Jego zabawa słowem, tworzenie neologizmów, akcentowanie słów są po prostu fantastyczne. Rahim natomiast rymuje w sposób, który u niego podoba mi się najbardziej, tzn. prosto, celnie i dosadnie.</p>
<p>Atutem płyty jest to, że słychać na niej żywe instrumenty. Skrzypce, trąbka, wiolonczela idealnie pasują do elektronicznych brzmień. Nadają smaczku, dzięki nimi melodia nabiera klimatu. Przysłowiową „kropkę nad i” stawiają piękne wokale Justyny Antoniak i Marii Peszek.</p>
<p>Homoxymoronomatura Live.</p>
<p>Luc i Rahim są chyba pierwszymi w Polsce artystami, którzy skonfrontowali muzykę hip-hopową, trip-hopową, jazzową ze spektaklem - teatralnym. Ich koncert miałem okazję zobaczyć dzięki nagraniu puszczonemu na Tvp Kultura. Wywarło to na mnie wielkie wrażenie.<br />
Artyści ubrani w białe kombinezony, dym, gra świateł, mim, który „robi za” bohatera płyty, zdjęcia i filmy pokazywane za pomocą projektora…<br />
To wszystko sprawia, że na ponad godzinę zapominasz o otaczającym Cię świecie. Jest tylko scena i Ty.</p>
<p>Zawsze powtarzałem, że słuchając muzyki wolę wersje koncertowe. Dlaczego? A może, dlatego, że jest ona „prawdziwsza”?. Chodzi mi o to, że podczas koncertu słychać prawdziwy głos wykonawcy, słychać to jak i kiedy oddycha, często też dodaje coś od siebie, wychodząc poza tekst piosenki…<br />
Nie lubię przekombinowanego komputerowo dźwięku, wycinaniu momentów, w którym się oddycha. Chce słyszeć człowieka, a nie robota…</p>
<p>20 kwietnia w katowickim Rondzie Sztuki miał miejsce koncert promujący Homoxymoronomature. Za namowami kolegi wybrałem się na niego.</p>
<p>Na rondzie byłem już 2 godziny przed rozpoczęciem koncertu…<br />
Wszystko się trochę opóźniło. Próba, wpuszczanie do środka, początek koncertu…<br />
Po wejściu do środka i usadowieniu się na krześle zauważyłem Luca. Stał pod sceną jak gdyby nigdy nic. Po chwili z pod sceny podszedł do barku po piwo. Rahima też po jakimś czasie zauważyłem. Bardzo mnie to zaskoczyło, że panowie bez żadnych oporów chodzili po pomieszczeniu. W ich zachowaniu nie dało wyczuć się żadnego gwiazdorstwa, żadnego podziału na – artysta – słuchacz. Ucieszyło mnie też to, że wśród ludzi, którzy przyszli na koncert nie było żadnych psycho fanów, albo niepełnosprytnych 15latków, którzy na samą myśl o członku byłej Paktofoniki dochodzą do orgazmu…<br />
Co jakiś czas kilku osobowe grupki nieśmiało podchodziły do Luca i Raha prosząc o autograf. Korzystając z okazji wymieniali przysłowiowe „2 słowa”.</p>
<p>Ja wraz z 2 kumplami także podszedłem do Luca, aby nam się podpisał. W trakcie podpisywania odpowiedział na kilka przygotowanych na szybko pytań.<br />
Między innymi zdradził nam swoją tajemnicę dotyczącą tworzenia tekstów. Otóż swoje teksty „bierze z łokcia”;). Był także zaskoczony faktem, że da dużo ludzi obejrzało w internecie fragment wywiadu, w którym przyznał się do tego, że podczas Fryderyków sprzedawał telefony komórkowe.</p>
<p>Długo wyczekiwany koncert zaczął się. Widownia liczyła około 100 osób – było kameralnie. Po kilku kawałkach zauważyłem, że tłum był dość sztywny. Myślałem, że będę jedynym „sztywniakiem” w całym gronie, a tu proszę. Ruszały się jednostki. Choć w trakcie wszyscy się rozkręcili. Oczywiście oprócz Luca i Raha nie zabrakło żywych instrumentów, mima no i pięknego wokalu w wykonaniu przeuroczej pani, która na koniec koncertu swoim głosem spowodowała, że męska częśc publiczności zauroczyła się w niej w jednym momencie…<br />
Dali z siebie wszystko. Luc powalał swoimi możliwościami wypowiadania słów. Nie zabrakło także freestyle’u Raha.</p>
<p>Moje słowa i tak nie opiszą tego, co tam się działo.<br />
To trzeba przeżyć samemu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A brzuszek rośnie….]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=79</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 12:31:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=79</guid>
<description><![CDATA[Od czego rośnie? Ano od jedzenia. Oprócz mojej pierwszej miłości – roweru, jedzenie jest moją]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Od czego rośnie? Ano od jedzenia. Oprócz mojej pierwszej miłości – roweru, jedzenie jest moją drugą pasją. Jem prawie wszystko. Ale po kolei.<!--more--></p>
<p>Zupy.<br />
Rosół. Numero uno w moim rankingu zup. Mógłbym go jeść codziennie. Za każdym razem smakuje inaczej, za każdym razem jest zajebiście smaczny. Makaron, włoszczyzna, dużo gotowanego czosnku i świeża zielona pietruszka, a to wszystko zalane przepięknie złotym bulionem. Poezja. Na miejscu drugim stoi pomidorowa – oczywiście z makaronem. Wywar robiony na bazie świeżych pomidorów, ewentualnie z puszki, a nie samego koncentratu. Gęsta jak sos, kwaskowato-słodka. To jest to. Najniższy stopień podium zarezerwowany dla kapuśniaka. Kwaskowaty, podawany z potłuczonymi ziemniaczkami posypanymi zeszkloną cebulką. Na drugi dzień od ugotowania jest jeszcze lepszy. Pod podium znajdują się m.in. barszcz biały, żurek, barszcz z zieleniatkami, zupa z buraczków – tych młodych, wiosennych, krupnik etc. Nie cierpię jedynie koperkowej i pomidorowej z ryżem.</p>
<p>Ale samą zupą się nie najem. Obiad bez mięsa to nie obiad. Zjem każde, jest tylko jeden warunek. Musi być smażone/pieczone. Kurczak, indyk, udka, kotlety, mielone, etc. Z ziemniaczkami i jakąś sałatką – to jest to. Smażona ryba także jest czymś przepysznym. O ile jest rybą, a niezamrożonym filetem, który po odprowadzeniu wody waży tyle, co płatek śniegu i smakuje jak…No właśnie. Jak smakuje filet? Jedząc go niby coś się czuje, – ale ryba to nie jest…<br />
Kompletnie nie pojmuję ludzi, którzy zachwycają się surowym mięsem czy to w postaci tatara czy nie daj Boże Sushi! To pierwsze jeszcze jakoś strawię. To drugie miałem okazję skosztować pewnego razu. Było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Coś jak uczestnictwo w programie Fear Factor. Tylko cholera nikt mi nie płacił, wręcz przeciwnie, sam sobie to gówno kupiłem…<br />
Ta okropna kelnerka, która poleciła wziąć kawałek „na raz” w usta…<br />
Żułem to cholerstwo jak krowa trawę na łące. Opcja wyplucia nie wchodziła w grę. Połknięcie też nie…<br />
Żułem, żułem, żułem. Rosło w ustach i wcale nie chciało znikać. Jakoś się przełamałem i w końcu to połknąłem. Walka była długa. Utkwiło mi to w pamięci jak Buka z Muminków. Na samą myśl mnie skręca i zawartość żołądka podchodzi do gardła…</p>
<p>Kolejnymi daniami, bez których nie wyobrażam sobie mojego życia są: pierogi – obowiązkowo z kapustą i grzybami, krokiety z farszem identycznym jak w pierogach. Gołąbki w sosie pomidorowym, placek ziemniaczany (nie mylić z plackami ziemniaczanymi), leczo, pizza (domowa na gruuuuubym cieście).</p>
<p>A po obiadku pora na DESER.<br />
Zjem chyba każdy. Kocham słodkie…<br />
Lody, ciasta, galaretki, ciasteczka, kremy, budynie, czekolady, czekoladki, cukierki. Nie ważne, jakie. Ważne, że dużo. Czym słodsze tym lepsze. Po dwugodzinnej intensywnej przejażdżce na rowerze w lato litrowe pudełko z lodami waniliowymi, kawałkami owoców i cytrynowym syropem są jak lekarstwo.</p>
<p>Orgazm. Orgazm w podniebieniu…</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebudzenie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/?p=78</link>
<pubDate>Sat, 15 Mar 2008 12:27:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/?p=78</guid>
<description><![CDATA[Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Po długiej przerwie (ponad miesiąc temu ukazała się moja ostatnia notka) wracam do pisania. Nie wiem, co sprawiło tak długo zastój. Może pogoda, może brak weny, a może lenistwo...<br />
Swoją drogą nic ciekawego w moim życiu się nie wydarzyło żeby to opisać...<!--more--></p>
<p>Zientarski rozpieprzył auto, na które mój ojciec nie zarobiłby przez całe swoje życie, PZN na zbity pysk wywalił trenera polskiej kadry w skokach narciarskich. Emma, ale nie Watson przeleciała Polskę (sąsiedzi z niższych pięter w moim bloku truchleli, bo talerz satelitarny przed moim oknem o mało, co nie wyleciał...), Rozpoczyna się nowy sezon Formuły 1, który Kubica zaczyna od drugiego miejsca w kwalifikacjach…</p>
<p>Za niedługo Wielkanoc. Z dnia na dzień coraz więcej bloków w mojej dzielnicy ma popisane mury napisami GKS, albo jebać Ruch. Dzisiaj patrząc przez okno zobaczyłem nowy napis na ścianie sąsiedniego bloku – „KURWY” – chodzi rzecz jasna o te chorzowskie…Nie licząc marca zostały mi trzy miesiące uczęszczania do szkoły, potem wakacje i klasa maturalna.</p>
<p>Na mojej Konnektowej liście kontaktów zawitał kolejny EMO, którego dodałem tylko po to, aby w te szare dni móc się z czegoś pośmiać. Mój mózg nie pojmuje jak DZIEWIĘTNASTO letni mężczyzna może użalać się w opisach na wszystko, co może…Na tą chwilę tj. 13:06 owy emo ma nas wszystkich gdzieś i życzy nam porażenia piorunem. Przy okazji życzy też tego sobie…</p>
<p>„Frazy wyszukiwarek” na moim $w33t bl0gA$Q (jakby to napisała pusta blond cipka z kosmiczną próżnią w główce) wyłapały ciekawe zwroty. Jakiś człowiek chciał „wyruchać własną mamę”, inny zaś (pewno jakiś inżynier) poszukiwał „zdalnie sterowanej dupy”. Kolejny stanowczo twierdził, że „Adolf jest Polakiem”.</p>
<p>Idzie wiosna, statystyki tematu <a HREF="http://stuq.wordpress.com/2007/11/04/kocham-cie-jak-to-latwo-napisac/">„» Kocham Cię - jak to łatwo napisać...”</a> idą w górę. „Frazy wyszukwarek” z dnia na dzień wyłapują teksty typu „słodki i milutki opis dla chłopaka”, „on mnie kocha”, „miłosna prowokacja”…</p>
<p>Euro 2012 coraz bliżej… Projekty stadionów są, ale zrealizują je chyba jedynie graficy z EA SPORTS, tworząc specjalną edycję gry FIFA EURO 2012…</p>
<p>Coraz bardziej żałuję pewnych życiowych błędów, które popełniłem. Są na tyle paskudne, że nie da się ich cofnąć. Mówi się trudno, żyje się dalej…</p>
<p>Ludzie wchodzący do autobusów stosują coraz to nowsze techniki, aby wyprzedzić konkurencję w drodze do siedzenia. Niestety tak się składa, że ukradłem teamowi F1 Ferrari sekretne plany konstrukcyjne bolidów i wykorzystuje je na własne potrzeby wyprzedzając konkurencję w drodze na posadzenie swych 4 liter…Stójcie sobie chamy, za te 39 zł należy mi się wygodna podróż…</p>
<p>Ocieplenie klimatu ma negatywny wpływ na nauczycieli w mojej szkole. Odjebało im już tak bardzo, że boję się, co będzie dalej…<br />
Pierwszy przypadek łysego emo, albo jak wolicie emo bez grzywki – jest nim mój ksiądz katecheta…</p>
<p>Kończąc.</p>
<p>Z braku laku zacząłem kombinować z wyglądem tej strony. Jak Żyd pod górkę kombinuję ale chyba wrócę do zielonego szablonu.</p>
<p>Koniec i kropka.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W autobusie...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</link>
<pubDate>Thu, 15 Nov 2007 19:37:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/15/w-autobusie/</guid>
<description><![CDATA[W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie&#8230;
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jes]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">W dzieciństwie autobusami jeździłem sporadycznie...<br />
Jednak nastał czas, kiedy to autobus jest moim głównym środkiem transportu:Dom-szkoła, szkoła-dom, dom-centrum, centrum-dom itd.Przez ponad 24 miesiące wraz z kumplami zaobserwowałem mnóstwo sytuacji, które notorycznie się w autobusach zdarzają...Postaram się je po kolei opisać.<!--more--></p>
<p><strong>1. Babcie autobusowe:</strong></p>
<p>Nie zamierzam kopiować tego co już sotało napisane w necie.<br />
Dla tych leniwych jedynie wypiszę rodzaje babć autobusowych:</p>
<p>1.	Akrobatki<br />
2.	Ankieterki<br />
3.	Biduleczki<br />
4.	Borostwory<br />
5.	Chemiczne<br />
6.	Królewska<br />
7.	"Last Minute"<br />
8.	Lodołamacze<br />
9.	Lokomotywy<br />
10.	Łowcy krzeseł<br />
11.	Poszukiwaczki<br />
12.	"Predator"<br />
13.	Prowokatorski<br />
14.	Rewolucjonistki<br />
15.	Przyjacielskie<br />
16.	Różańcowe<br />
17.	"Siatomioty"<br />
18.	Szturchające<br />
19.	Taterniczk<br />
20.	Towarzyskie<br />
21.	Widma<br />
22.	Wilki<br />
23.	Wymuszające</p>
<p>Wpiszcie sobie w „guglach” – „babcie autobusowe” – znajdziecie ich pełną charakterystykę.</p>
<p>W swojej przygodzie z autobusami poznałem wszystkie z wyżej wymienionych babć.<br />
Wiele z tych określeń pasuje także do mnie :P A chyba te najbardziej odpowiednie to: łowca siedzenia.</p>
<p><strong>2. Czy ten autobus jedzie na (i tu nazwa miejsca)...</strong></p>
<p>Nienawidzę tego, a zdarza się to bardzo często. Czy te babcie nie potrafią zapamiętać tych kilku godzin, o których autobus przyjeżdża, czy nie potrafią zapamiętać, że bus A jedzie w miejsce A, a bus B jedzie w miejsce B? Jeszcze rozumiem, gdy owa babcia pierwszy raz w życiu musi gdzieś jechać i nie ma dobrego wnuczka, który by jej powiedział, o której ma autobus, jaki ma numer i gdzie jedzie, ale tych leniwych starych bab, które gdy tylko widzą autobus instynktownie wchodzą, a potem pytają wszystkich gdzie on jedzie znieść nie potrafię.</p>
<p>a) Istnieje jeszcze podgrupa. I to nie tylko babć dotyczy. Mianowicie – jak gdyby nigdy nic dany osobnik wejdzie do busu, siądzie sobie wygodnie i po kilku, a czasem nawet kilkunastu minutach zada pytanie „czy ten autobus jedzie do centrum? Czy jesteśmy w miejscowości A”? No szlag mnie trafia – jak po powiedzmy 20 min. można się pytać czy wsiadło się w dobry autobus?</p>
<p><strong>3. Kobiety z dziećmi, a raczej rozpieszczonymi do granic możliwości okropnymi bachorami.</strong></p>
<p>Wchodzi taka jedna do autobusu i wykorzystując sytuację, że ma przy sobie dwie przeraźliwie głośne istoty wymusza na osobach siedzących, aby wstały...Gdyby te dzieci jeszcze były grzeczne, to OK, niech sobie siedzą, ale dlaczego ktoś musi schodzić tylko, dlatego, że okropny smarkacz ma foch?</p>
<p>Inna sprawa:<br />
Owe bachory, gdy już siedzą, zamiast cieszyć się, że ktoś im zszedł wydzierają się jeszcze gorzej, dodatkowo wiercą się dookoła i brudzą wszystko w koło...</p>
<p><strong>4. Mi jest ciepło, mi jest zimno, – czyli walka o okno...</strong></p>
<p>Mamy jesień, wszędzie zimno, – więc problemu nie ma – okna w busach są pozamykane. Ale gdy tylko nadejdzie wiosna i lato zacznie się problem. Większość normalnych osób, gdy czuje, że jest im gorąco robi wszystko, aby się schłodzić. W busie zimny prysznic odpada, pozostaje otwarcie okien, przeważnie tak ludzie robią. ALE, mamy tak popieprzone społeczeństwo, że czasami te okna zamykają, bo jest im ZIMNO, albo fryzura im się niszczy – to tyczy się „wypieszczonych” pań w wieku ok. 55 lat, które na swojej głowie mają coś w rodzaju żywopłotu...Nasuwa się tylko pytanie:, po co ta głupia baba siada obok okna? Jeśli wie, że będzie wiać?</p>
<p><strong>5. Tłok/pustka...</strong></p>
<p>Często bywa, że w busie nie ma wolnych miejsc siedzących, a i stać nawet nie ma gdzie. Normalna osoba (np. ja :D) próbuje przedostać się do miejsca, w którym jednak jest trochę tego miejsca. Co robią ludzie? Idą tam, gdzie stać już się nie da – jakiś instynkt stadny czy coś? Nie wiem, ale głupota, aż promieniuje.</p>
<p>W busie pusto, siedzę na siedzeniu, w busie pozostaje jeszcze kilkanaście wolnych miejsc, – co robią ludzie? Pchają się jak najbliżej mnie – po raz kolejny włącza się instynkt stadny...</p>
<p><strong>6. Opowieści...</strong></p>
<p><strong>Jeden z przyjemniejszych momentów w czasie jazdy busem...</strong></p>
<p>Nie słucham muzyki w autobusie, chociaż mógłbym, bo Mp3playera posiadam. Ale ja wolę słuchać tych historii, które ludzie opowiadają na cały głos – często zdarza się, że to są bardzo intymne rozmowy – dotyczące sexu, sekretów małżeńskich, spraw rodzinnych itd...</p>
<p>Opowieści 2 młodych osób na temat tego jak lubią to robić najbardziej, z kim, ile i jak były chyba najciekawszymi opowieściami, jakie w busie słyszałem...Wręcz nie mogłem się powstrzymać od śmiechu z kolegą, ale musiałem, bo owe osobniki siedziały za nami, a przed nami było lusterko kierowcy i było idealnie widać nasze reakcje :D</p>
<p><strong>7. Strach, wszechobecny strach...</strong></p>
<p>Zdarza się, że w trakcie jazdy natrafi się na „korek”. Stoi się i stoi, i ani metra się nie przejedzie...Ludzie w tym czasie wariują, ci inteligentniejsi wiedzą, że droga jest zablokowana i swoje odstać trzeba, ci głupsi wyobrażają sobie Bóg wie, co. A to, że jakaś podejrzana sprawa się wydarzyła, a to, że nagle UFO wylądowało na drodze, a to, że autobus się zepsuł. Czepiają się wszystkiego – ostatnio czepiali się tego, że szyby są pokryte reklamą, od wewnątrz widać „siatkę”. W chwili, gdy autobus stoi im to przeszkadza, ale gdy nadchodzi lato i słońce razi tak, że nie idzie normalnie patrzeć – to na owe reklamy nie narzekają, a wręcz przeciwnie, dziękuję Panu, że ktoś to nakleił, bo słońce tak mocno nie razi...</p>
<p><strong>8. Karuzela....</strong></p>
<p>A to druga rzecz, za którą kocham autobusy. Darmowa karuzela, wystarvczy siąść w odpowiednim miejscu i mamy zagwarantowane, że spokojnie nie będzie - wyboje, skoki, przeciążenia :D - istny rollercoaster...:)</p>
<p>To by było na tyle...</p>
<p>Ps:<br />
A tu trochę inne spojrzenie na jazdę busem, autorstwa Łukasza:</p>
<p><a href="http://mojstary.wordpress.com/2007/09/06/wkurwiajace-autobusy/">KLIK</a></p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Moja przygoda z hip-hopem i reggae...]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/14/moja-przygoda-z-hip-hopem-i-reggae/</link>
<pubDate>Wed, 14 Nov 2007 16:29:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/14/moja-przygoda-z-hip-hopem-i-reggae/</guid>
<description><![CDATA[5 klasa podstawówki. Pewnego wiosennego dnia za sprawą mojego starszego kuzyna wpadła mi w ręce ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">5 klasa podstawówki. Pewnego wiosennego dnia za sprawą mojego starszego kuzyna wpadła mi w ręce płyta legendarnego już w Polsce składu HH, mianowicie była to (tak jest – dobrze myślicie) Paktofonika z albumem – „Archiwum kinematografii”.<br />
Początkowo teksty, które tam słyszałem szokowały mnie, wkońcu ten gatunek był dla mnie czymś nowym, dodając do tego przekleństwa, obelgi – (a do tamtej pory byłem „grzecznym” dzieckiem”) efekt mógł być tylko jeden – zniesmaczenie.<!--more--></p>
<p>Pomyślicie – jak można być zniesmaczonym albumem takiego składu jak Pfka...A, no widocznie można...<br />
No, ale płyta ta była dla mnie czymś w rodzaju „owocu zakazanego”, więc często do niej wracałem i puszczałem ją, co jakiś czas na kilka minut. Efekt mógł być tylko jeden – to jest zajebiste.<br />
Bardzo długo jej słuchałem – o Hip-Hopie nie wiedziałem nic poza tym, że istnieje i, że jest coś takiego jak Paktofonika (nie miałem wtedy Internetu, nie miałem żadnego kanału telewizyjnego, w którym HH byłby puszczany). No, ale byłem uparty. Z dnia na dzień wkręcałem się w teksty, które rymowali Fokus, Magik i Rahim – większości na początku nie rozumiałem, ale z czasem wszystko jakoś ogarnąłem. Nie ukrywam, że to początkowo kuzyn podsuwał mi płyty takich składów jak: Paktofonika, Wwo, Kaliber 44 itd., itp.,<br />
Gdy stałem się szczęśliwym posiadaczem Internetu moja wiedza na temat tej subkultury wzrosła i to bardzo. Poczytałem o korzeniach, o historii, o nowych polskich składach tworzących rap. Poznałem większość polskich raperów, którzy w Polsce tworzą. Moja miłość do tego gatunku muzyki przetrwała do teraz – mam swoich faworytów, których uwielbiam słuchać itd...</p>
<p>Z czasem, gdy o polskim HH wiedziałem już dość dużo poczułem potrzebę posłuchania czegoś nowego. Chciałem mieć do czynienia dalej z muzyką, która polega na rymowaniu, ale do tego chciałem mieć też jakąś melodię, rytm.<br />
I tak się stało, że trafiłem, na Indios Bravos – początkowo nie wiedziałem nawet, jaki gatunek muzyki oni tworzą. Jednak po dość krótkim czasie dowiedziałem się, że jest to reggae. Eureka – właśnie o coś takiego mi chodziło. Z czasem poznałem większość polskich ekip tworzących reggae, dancehall, raggamuffin itd., itp. Jednocześnie czytałem o reggae na świecie, o kulturze Rastafari, o ich wierzeniach, zwyczajach, świętach, przywódcach, czytałem o Jamajce itd...<br />
Z dnia na dzień reggae i zbliżone do reggae gatunki sprawiły, że w moim sercu na pierwszym miejscu jest reggae, a tuż pod nim Hip-Hop.</p>
<p>HH sprawił, że mój charakter, światopogląd, przekonania obróciły się o 180 stopni, od czasu, kiedy usłyszałem album Paktofonika moje życie zmieniło się znacząco. Skończyła się era „grzecznego Tomka”, od tamtej chwili zacząłem zachowywać się inaczej, inaczej spoglądałem na otoczenie, świat, politykę itd., itp. Muzyka ta sprawiła, że na niektóre sprawy otworzyły mi się oczy.<br />
Nie wiem jak potoczyłoby się moje życie gdybym wtedy nie dostał od kuzyna Pfki – na pewno wyglądałoby inaczej. Jednak nie będę „gdybać”. Cieszę się, że jest tak jak jest.<br />
Nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki, nie wyobrażam sobie dnia, w którym choć przez chwile nie słuchałbym rapu i reggae, Ta muzyka – szczególnie ta ostatnia niesie za sobą olbrzymią moc, dodaje siły w trudnych sytuacjach, potrafi sprawić, że najgorszy dzień staje się lepszy.</p>
<p>„Reggae... Reggae jest w sercu mym<br />
Reggae... Reggae jest dla mnie tym<br />
Reggae... Czy dla żagla jest wiatr<br />
Poprzez skały i sztormy żeglujemy przez świat<br />
Reggae... Reggae kompasem mym<br />
Reggae... Reggae płonie stąd dym”</p>
<p>„Do tego bitu mógłbym chodzić i klaskać<br />
Wrzucam go na full, już słyszy cała klatka<br />
Do tego bitu wali w sufit nawet sąsiadka<br />
Zamknij babo mordę, bo nie znasz się na samplach”</p>
<p>PS:<br />
Cytaty pochodzą z:<br />
1. Indios Bravos – nie rytmiczny me how<br />
2. O.S.T.R – Do tego bitu</font></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rower - moja miłość]]></title>
<link>http://stuq.wordpress.com/2007/11/11/rower-moja-milosc/</link>
<pubDate>Sun, 11 Nov 2007 13:19:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>stuQ</dc:creator>
<guid>http://stuq.wordpress.com/2007/11/11/rower-moja-milosc/</guid>
<description><![CDATA[Każdy ma jakieś hobby, jedni kochają zbierać znaczki, inni hodować roślinki, inni zaś biegać]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><font COLOR="#000000">Każdy ma jakieś hobby, jedni kochają zbierać znaczki, inni hodować roślinki, inni zaś biegać po ciemku w lesie :P , a ja kocham jeździć rowerem.</p>
<p>Jazda na rowerze sprawia, że zapominam o rzeczywistości, pozwala na zmęczenie się, zrelaksowanie, pozwala pokonywać własne słabości. Rodzi w człowieku chęć walki, rywalizacji (oj tak, nie dać się wyprzedzić przez jakiegoś „pro” to coś wspaniałego).<!--more--></p>
<p>Jazda porankiem, w lesie, który budzi się do życia jest przeżyciem nie do opisania, promienie słońca, które nieśmiało przedzierają się przez korony drzew ogrzewając dolne części lasu, mgła, która powoli zanika, rosa na liściach, która chcąc nie chcąc spada na mnie, gdy przejeżdżam, ptaki, które śpiewają, świeże, jeszcze chłodne powietrze, które drażni płuca...</p>
<p>To wszystko czyni, że nie wyobrażam sobie w wiosnę, lato, jesień - dnia, w którym nie jeździłbym rowerem – o ile pogoda pozwala, – bo jazda w burzę do przyjemnych nie należy...</p>
<p>Niektórzy stukają się w głowę wiedząc o tym, że ja już kończę swój kilkugodzinny „trening”, a oni dopiero wstają z łóżka...<br />
Nie rozumieją także faktu, jak można siedzieć przed monitorem komputera i czytać godzinami o ramach, oponach, butach, spodenkach itd...</p>
<p>Zaczynało się niewinnie, mianowicie:</p>
<p>Pierwszy rowerek – jeszcze z doczepianymi bocznymi kółkami (różowy był :D) miałem, gdy byłem w przedszkolu – niechętnie na niego wsiadałem, ale po jakimś czasie nauczyłem się na nim jeździć.</p>
<p>Moim kolejnym rowerem był bmx – nie, nie – żaden wyczynowy – kiedyś bmxy wyglądały inaczej :P (był czerwony, z fajnymi czerwonymi oponami). Dość długo na nim jeździłem, jednak z czasem ten rower nie wystarczał mi.</p>
<p>Po jakimś czasie dostałem swój pierwszy rower górski, – który (jakiś stary Kross – cały czarny – ze złotymi klamkami hamulcowymi, które pod koniec użytkowania starły się służył mi ponad 6 lat; to złoto to zwykły spray był :P – ale wyglądało ładnie). To na nim przeżyłem większość swoich rowerowych przygód. To na nim jeździłem w najgorsze upały, w najgorsze ulewy, w błocie, po piasku, asfalcie itd. To ten rower sprawił, że wkręciłem się w świat rowerów górskich. Mój czarny Kross był ze mną w większości miejsc, które otaczają moją najbliższą okolicę – pomógł mi dostać się do Katowic, Mikołowa, był ze mną w Tychach, a nawet w Imielinie. Pod koniec mojej przygody z tym rowerem miałem już trochę dość – wszystko w nim skrzypiało, siodełko się rozwalało, tylne koło było dość mocno scentrowane, kierownica się przekręcała – jednak „ufałem” mu, – jeśli można tak powiedzieć...Wiedziałem, że jak dobrze przykręcę kierownicę to mnie nie zaskoczy, wiedziałem, że służył mi tyle lat to i pod koniec swojego życia mnie nie zaskoczy...<br />
No, ale jego głównym minusem pod koniec użytkowania było to, że był trochę mały jak dla mnie. Nawet wysunięcie sztycy nic nie dawało...</p>
<p>No i przyszedł czas na mój najnowszy sprzęt, o który toczyłem bitwy z rodzicami przez 2 lata, ale koniec końców wojnę wygrałem i tak oto jestem szczęśliwym posiadaczem Author BASIC’a 07.<br />
Rower ten był ze mną we wszystkich miejscach, w których byłem z moim starym Krossem. Ponadto rower ten dojechał ze mną do Pszczyny, z czego bardzo się cieszę, bo to był cel na tegoroczne wakacje...</p>
<p>Wiem, że pogoda zniechęca do zwykłego opuszczenia ciepłego domu, a ja tu piszę o rowerze, lecie i wakacjach. Ale myślenie o tym sprawia, że ten czas mija szybciej. <strong>Tak, więc nie pozostaje nic innego jak myśleć o tym, że za niedługo znów będę mógł wsiąść na mój ukochany rower i bez celu jeździć i jazdą się cieszyć...</strong></p>
<p></font></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
