<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>mistyka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/mistyka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "mistyka"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 16:39:43 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Mistyka i protestantyzm]]></title>
<link>http://bucer.wordpress.com/?p=121</link>
<pubDate>Wed, 24 Sep 2008 13:57:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>bucer</dc:creator>
<guid>http://bucer.pl.wordpress.com/2008/09/24/mistyka-i-protestantyzm/</guid>
<description><![CDATA[Jeśli mistyka to niezapośredniczona więź z Bogiem, to protestanci z definicji nie mogą być mis]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jeśli mistyka to niezapośredniczona więź z Bogiem, to protestanci z definicji nie mogą być mistykami (co nie znaczy, że w praktyce nimi nie bywają). <!--more--></p>
<p>Chodzi o to, że  zasadą formalną protestantyzmu jest <span style="font-style:italic;">Sola Scriptura</span> (Tylko Pismo), tudzież <span style="font-style:italic;">Verbo Solo</span> (Tylko Słowo). W skrócie chodzi w nich o to, że Boga poznajemy przez Jego Słowo, a w szczególności przez spisane Słowo, a więc Pismo Święte. Choć zdawać by się mogło, że jest to pośledni i nie najlepszy sposób poznawania Boga, to jednak według św. Jana jest to najbardziej błogosławiony sposób poznawania Boga. Czytamy o tym w zakończeniu jego Ewangelii, gdzie najpierw Jezus stwierdza, że "błogosławieni [są ci], którzy nie widzieli, a uwierzyli" (Jn 20,29), zaraz potem zaś Jan dodaje, że Jezus dokonał o wiele więcej cudownych znaków, oprócz opisanych w Ewangelii, te jednak, które w niej znajdujemy, zostały spisane, "abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu jego" (Jn 20,31). Innymi słowy, życie wieczne, a więc i bliska więź z Bogiem, bierze się z wiary w świadectwo Pisma Świętego. Biblia jest zatem nieodzownym ogniwem, a więc elementem pośredniczącym w relacji człowieka z Bogiem.</p>
<p>Tego samego zdania jest m.in. św. Piotr, który w swym drugim liście wspomina doświadczenia z góry przemienienia, gdzie naocznie widział majestat Chrystusa i na własne uszy słyszał głos Boga dochodzący z nieba, a jednak uważał, że proroctwo Pisma jest jeszcze pewniejszym przewodnikiem w mrocznych chwilach życia, zostało bowiem wypowiedziane pod natchnieniem Ducha Świętego (2Pt 1,16-21).</p>
<p>Odrzucenie mistyki nie oznacza zatem oddalenia się od Boga lub rezygnacji z bliskiej z Nim więzi. Wręcz przeciwnie, to Pismo Święte najpewniej prowadzi nas do Boga i mówi, jak mamy się do Niego zbliżać w sposób, który On uznał za właściwy.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kriti: Matala]]></title>
<link>http://trzecieoko.wordpress.com/?p=170</link>
<pubDate>Tue, 05 Aug 2008 11:15:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>trzecieoko</dc:creator>
<guid>http://trzecieoko.pl.wordpress.com/2008/08/05/kriti-matala/</guid>
<description><![CDATA[
Dla ucieczki przed turystyczną sztampą złożoną z basenów, leżaków, sklepów z pamiątkami, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Dla ucieczki przed turystyczną sztampą złożoną z basenów, leżaków, sklepów z pamiątkami, godzin zbiórek i przewodników. Dla zerwania z ładem i porządkiem północy na rzecz południowej dzikości, kolorowo radosnej prowizorki. Dla frajdy, pierwotnej radości wędrownej. Dla wypróbowania zwinności bosych stóp na skale z piaskowca, pojemności płuc w kontakcie z morskim wiatrem, pojemności umysłu na medytacyjną energię finezyjnych i metafizycznych jaskiń skalnych... Dlatego wszystkiego warto (było) udać się do Matali. Tam wysiąść przy samej plaży, zdjąć buty i sunąc po ciepłym piasku uśmiechnąć się to widoku jak ten..</p>
<p class="MsoNormal"><img class="alignnone size-medium wp-image-172" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat1.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Matalę namierzymy na mapie kreteńskich plaż mniej więcej w połowie drogi między różową laguną Elafonissos a palmowym lasem na Vai, na południowym<span> </span>- nie tak cywilizowanym<span> </span>- wybrzeżu wyspy.<!--more--> Piaszczyste plaże na Krecie są raczej wyjątkiem niż regułą, jeśli dokładniej przyjrzeć się linii brzegowej. Samo to wedle przewodników nadaje im rangę atrakcji wartej zwiedzenia. Jednak tylko łagodne zejście w spienione (środziemno)morskie bałwany nie starczyłoby za motywator do ściągnięcia człeka znad drugiego morza coby autobusem i autostopem, żywiąc się zrywanymi po drodze pomarańczami i błąkając się po okolicznych ruinach antyku do tej tu<span> </span>Matali zawitał. Rolę tego<span> </span>magnesu odgrywa fantastycznej urody skała wyrastająca na skraju plażowej zatoki. A także duchy orbitujących wokół owej skały legend.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat2.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-173" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat2.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Legenda najpierwsza mówi, że o tą skałę rozdarł swe poszycie statek króla Menelaosa wracający spod Troi, czyli trofiejnymi skarbami po brzegi obładowany... Tak właśnie. W Grecji bawiąc, przywykamy w mig, że we wszystkich oczkach taplały się nimfy, a i trudno znaleźć wąwóz gdzie heros pewien nie uwolniłby okolicy od siejącego grozę potworzyska. Nie wspominając już, mocne że do co drugiej wsi zaglądał czasem młody bóg zwabiony tym i owym, stąd mieszkańcy jej dzisiejsi przetaczają jego niebiańską krew w swych żyłach... Prócz niej przetaczają także słońce i rakiję, co razem rodzą w głowie fabuł za fabułą. Ale jak już zostawimy mitomanię na boku, wychodzi, że skała jest mimo wszystko nadal historyczna. Zbudowana bowiem z delikatnego piaskowca genialnie uległa erozyjnemu działaniu sił natury formującym w jej bryle groty malownicze a magiczne też nieco. Jaskinie te dały schronienie pierwszym kreteńskim chrześcijanom, służąc prześladowanej sekcie z Galilei za katakumby - sekretne miejsca modłów i pochówku zmarłych. Ślady tych mistycznych mieszkańców wyczujemy dotykiem badając ukształtowanie wnętrza jaskiń i<span> </span>trzecim okiem, otwierając się na aurę tamtych zapomnianych epok.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat3.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-174" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat3.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">A jeśli pozostawimy nasze trzecie oko jeszcze chwilę szeroko otwarte i szósty zmysł wyczulony wczujemy się w jeszcze inną aurę, dużo młodszą. Na mistycznej glebie wyrosły bowiem ładne kwiatki, kwiatki-dzieci  ;)</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat4.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-175" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat4.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat6.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-176" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat6.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Pod koniec lat 60tych do Matali zawitali podróżujący znikąd do nikąd hipisi, których nie zagnało aż do Radżastanu, na Goa czy pod nepalską Anapurnę. Tylko bliżej ciut. Prócz wspomnianej mistyki skusiło ich także podzwrotnikowe ciepło i<span> </span>posmak końca świata. Byli tu<span> </span>z dala od Systemu za to blisko Natury, która oferowała mnóstwo wolnych lokali do wzięcia (niektóre w głębi połączone tunelami tak by można było w imię wolnej miłości roszady robić..) No i widoki, widoki dla których jutro może sobie nie przychodzić...</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat7.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-177" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat7.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">W jaskiniach Matali zagnieździła się komuna o dziejach której opowiadało parę wczesnorockowych szlagierów, bywał tu nawet Bob Dylan, a mieszkańcy miasteczka - bądź co bądź konserwatywnej greckiej prowincji - mieli zapewniony szok kulturowy raz po raz. Groty w skale zawierają ślady tych wydarzeń namacalno plastyczne...</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat8.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-178" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat8.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">a takze te pozazmysłowe i międzywierszowe, które odczytałem gdy rozsiadłem się w zagłębieniu skalnym bliżej na wysokości pewnej, odruchowo w lotosie. Energia transcendentnej medytacji wciąż tu jest, a wyciszony umysł wychwytuje ją, by zaraz puścić się szalonym biegiem w dół po skale i wzlecieć w górę nad tym niewiarygodnie błękitnym Morzem Libijskim i lecieć dalej nad jego falami nad Egipt, Etiopię i jeszcze hen hen... To się tak czuje. Tak tam naprawdę jest.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat9.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-179" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat9.jpg?w=474" alt="" width="474" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Sama miejscowość Matala to zaledwie kilkadziesiąt zabudowań z wdziękiem wkomponowanych między te połyskujące morze i zasuszone góry.. Całość można obejrzeć szybko, ale wydaje mi się że tym sposobem nie ogarnie się natury tego miejsca. Jego przeznaczeniem jest raczej ściągać ludzi coby się zakorzenili na tym krańcu cywilizacji i coby wsiąkała w nich powolutku nagromadzona tutaj mistyka zmieszana z gorącem i wiatrem tutejszej nieskazitelnej pogody.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat11.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-181" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat11.jpg?w=474" alt="" width="474" height="632" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat12.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-182" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat12.jpg?w=474" alt="" width="474" height="632" /></a></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat13.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-183" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat13.jpg?w=474" alt="" width="474" height="632" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Sam to z chęcią kiedyś uczynię, okolica najbliższa podobnoż wyzwala równie ciepłe i pozytywne stany jak jej serce, a do tego miejsc noclegowych wolnych sporo, w dobrej bo darmowej cenie, i z pięknymi widokami ;) Żyć nie umierać!</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://trzecieoko.files.wordpress.com/2008/08/mat14.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-184" src="http://trzecieoko.wordpress.com/files/2008/08/mat14.jpg?w=472" alt="" width="472" height="354" /></a></p>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal"><!--[if !supportEmptyParas]--><!--[endif]--></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pełny]]></title>
<link>http://nimai.wordpress.com/?p=32</link>
<pubDate>Tue, 17 Jun 2008 21:39:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>nimai</dc:creator>
<guid>http://nimai.pl.wordpress.com/2008/06/17/pelny/</guid>
<description><![CDATA[jest treść bez słów
jest słowo bez treści
liczy się życie a nie etykietki
liczy się to czy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>jest treść bez słów<br />
jest słowo bez treści</p>
<p>liczy się życie a nie etykietki<br />
liczy się to czy żyjesz naprawdę<br />
żyjesz pełny<br />
żyjesz na wszystkich "poziomach"<br />
żyjesz całym sobą</p>
<p>kiedy to niewypowiedziane też jest obecne</p>
<p>kiedy istota jest zjednoczona<br />
kiedy każdy poziom jest usatysfakcjonowany<br />
kiedy robisz cokolwiek<br />
lub nie robisz nic</p>
<p>kiedy żadna cząstka nie głoduje<br />
wszystkie się cieszą<br />
wszystkie ucztują<br />
dziecko bawi się z psem</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jest]]></title>
<link>http://nimai.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Tue, 27 May 2008 21:34:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>nimai</dc:creator>
<guid>http://nimai.pl.wordpress.com/2008/05/27/jest/</guid>
<description><![CDATA[idę przez świat a za plecami mam słońce
ono przepełnia mnie mocą
promień trafia w pryzmat i d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>idę przez świat a za plecami mam słońce<br />
ono przepełnia mnie mocą<br />
promień trafia w pryzmat i dzieje się cud stworzenia, gra barw</p>
<p>polecisz w świat, ale zawsze na skrzydłach<br />
pobiegniesz, ale nigdy nie zgubisz tego, co łączy<br />
odwrócisz się, a On jest za tobą<br />
przyjaciel, wieczność, jaźń, ty</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Księgi blasku]]></title>
<link>http://gpkt.wordpress.com/?p=488</link>
<pubDate>Fri, 23 May 2008 10:52:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>martap</dc:creator>
<guid>http://gpkt.pl.wordpress.com/2008/05/23/ksiegi-blasku/</guid>
<description><![CDATA[
Nowe wydanie tej książki było koniecznością. &#8220;Mistycyzm żydowski i jego główne kierun]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><a href="http://gpkt.files.wordpress.com/2008/05/scholem.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-489" src="http://gpkt.wordpress.com/files/2008/05/scholem.jpg?w=180" alt="" width="180" height="295" /></a></p>
<p>Nowe wydanie tej książki było koniecznością. <strong>"Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki"</strong>. Pozycja uznawana za najrzetelniejszy i najważniejszy przegląd tej gałęzi judaizmu. Tytuł, który po raz ostatni – także z <strong>Ireneuszem Kanią</strong> w roli tłumacza – ujrzał światło dzienne nad Wisłą ponad dziesięć lat temu, a jeszcze niedawno (czyli przed obecnym wydaniem  w<strong> Wydawnictwie Aletheia)</strong>, królował na aukcjach internetowych, osiągając ceny nieprzyzwoite i nieprzystojne. Można by tu użyć wielu podniosłych słów – ograniczmy się jednak na początek do potwierdzenia kanonicznego statusu książki <strong>Gerschoma Sholema</strong>. Nie będziemy siać tym razem herezji. Rączki na kołderce, niegrzeczne gołąbeczki. Nosy w książkę, ancymony z tylnych ławek. Niesforni burzyciele – peryskop w dół. Szkiełko na oko. Zaczynamy lekcję.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Chwytanie Boga za nogi – tym chyba należałoby potencjalnemu everymanowi zobrazować życie codzienne mistyków. Pytanie z tym związane pozostaje jedno: w jaki sposób dostrzec dolne kończyny Najwyższej Instancji? (Dostrzec, by po chwili żarliwie się nich chwycić). Gdzie najskuteczniej wypatrywać pięt Pierwszego Poruszyciela? Którędy najchętniej wybiera się On/Ona na przechadzki? Jak wiadomo, JHWH swego czasu, przed kilku tysiącami lat najchętniej przechadzał się po Ziemi Świętej. Krzaki wnet stawały się gorejące. Wody ochoczo rozstępowały się. Elohim stosował plagi. Chronił swój wybrany lud. Powoływał królów. Proroków. I mistyków. Dokładnie w tym miejscu pojawia się Gershom Scholem, który Kopernikańskim gestem (niech żyje hiperbola!) dowartościował mistycyzm jako jedną z najważniejszych sfer, niezbędnych do zrozumienia tradycji i kultury judaizmu.<br />
Mistyka. Czym jest w świetle definicji znawców najtęższych? Scholem powołuje się na dwie „autorytatywne” opinie. <strong>Rufus Jones</strong>: „Terminem tym będę określał typ religii kładącej nacisk na bezpośrednie doznanie łączności z Bogiem (...). Jest to religia w najintymniejszej, najgłębszej i najwyższej formie”. <strong>Tomasz z Akwinu</strong> zaś formułuje swą definicję lapidarnie, jako <em>cognitio dei experimentalis</em>, czyli  – jak wyjaśnia Scholem – "doświadczalne poznanie Boga (...) drogą żywego, konkretnego przeżycia”. To właśnie najbardziej frapuje niemieckiego badacza judaizmu – „smakowanie i widzenie”. „Idea żywego Boga”. Charakterystyczne, że w epicentrum koncepcji Scholema lokuje się mistyk niejednokrotnie jako odszczepieniec, herezjarcha, który „usiłuje realnie posiąść wiedzę żywego Boga Biblii”. Mistyk – „arystokrata myśli”.</p>
<p>Dość cytatów, wszak nie wyczerpiemy formuły Mistycyzmu żydowskiego kolekcją przygodnych zapożyczeń. Zdekontekstualizowanych wyimków, które mnożyłyby się – mniejsza o metodę – w ∞. (Owszem, w przewróconą ósemkę). Scholemowski model mistycyzmu wzbogacił ugruntowane ujęcia o kontekst nader frapujący – <strong>szesnastowieczną kabałę Luriańską</strong>, odszczepieńczy<strong> ruch Sabbataja Cwi</strong> czy – co dla nas szczególnie bliskie – polski chasydyzm, z<strong> Baal-Szem Towem</strong> na forpoczcie. Gershom Sholem, jak widać, posiada szereg zasług, poznawczych zdobyczy – nie traktujmy go jednak jako poczciwieńkiego kombatanta z orderami. Kontekst jego poszukiwań bowiem rzeczywiście imponuje. I niebywale podkręca mistyczny, irracjonalny potencjometr w instytucji z napisem czytelnik. Dajmy się temu wywindować, skoro kurczowo chwyciliśmy się już stóp Najwyższego.</p>
<p>Zdejmuje was strach, gdy spojrzycie w dół? Ciekaw jestem, jakich odczuć doznawał Scholem, zanurzając się w odmęty żydowskiej mistyki. Spekulować można bez miary, jednak tok wywodów Scholema spekulatywny już zdecydowanie nie jest. Owszem, nasz niemiecki badacz, przyjaciel <strong>Waltera Benjamina, Mircea Eliadego</strong> czy <strong>Carla Gustava Junga,</strong> wytworzył masę autorskich hipotez. Ich specyfika jest jednak na tyle ugruntowana mocno podbudowanymi literaturą przedmiotu przesłankami, wyniesionymi z wieloletnich studiów nad żydowską mistyką, że ich charakter jest analityczny. Tak ma się rzecz z <strong>kabalistami</strong> (których Scholem starał się umieszczać w kategorii judaistycznych gnostyków), zwłaszcza z kręgiem Abrahama Abulafii. Podobnie rozdział o sabataizmie czy odmianach chasydyzmu. Ujawnia się tam częstokroć osobiste ustosunkowanie autora do przedmiotu badań – podkreślmy, że wiele miejsca poświęca autor na polemiki bądź zabiegi rewitalizacyjne na przestarzałych teoriach.<br />
Autorski temperament uwidacznia się zwłaszcza w części dotyczącej Zoharu – Księgi blasku. Jak sam Scholem wspomina: <em>O jej pozycji w dziejach kabały mówi to, że w potalmudycznej literaturze rabinackiej zyskała rangę tekstu kanonicznego obok Biblii i Talmudu i że utrzymywała ją przez wiele stuleci</em>. To najobszerniejsza partia książki. Na wyłożenie teozoficznej<strong> doktryny Sefer ha-Zohar </strong>autor poświęca osobny rozdział, dlatego nie ma wątpliwości, która gałąź żydowskiej mistyki jest tu najbardziej uprzywilejowana. Zresztą, nie ma się czemu dziwić – Zohar to uznawany przez wielu za najdoskonalszy owoc mistycyzmu żydowskiego.</p>
<p>Z racji zawężenia pola walki (parafrazując Houllebecqa) właściwie wyłącznie do judaizmu, część recepcji <em>Żydowskiego mistycyzmu i jego głównych kierunków</em> była krytyczna. Przykładem <em>Kabała: Nowe perspektywy Moshe Idela</em>, gdzie model mistyki żydowskiej – opozycyjny wobec Scholema – został poszerzony o kontekst europejski, na dodatek całość podbudowana została kodem fenomenologicznym. Dzieło (powiedzmy z pompą: opus magnum!) Scholema broni się jednak i obecnie, mimo pozostawania w obrębie judaizmu jako niemalże jedynego analizowanego tam odcienia mistyki. (Swoją drogą, przeczyłyby temu nawiązania do gnozy i mistyki chrześcijańskiej w kontekście rozważań o mistycyzmie Abulafii). Scholem w każdym razie „pojmuje mowę płynącą z aktywnego intelektu”. Wszystko ku zrozumieniu. Ku blaskowi, bijącemu z tych ksiąg – „Tajemnicy i mądrości przy Tym, który żyje wiecznie”. Zatem czy i teraz bierze nas przerażenie, gdy spojrzymy w dół? Gdy wybraliśmy się z Nim na tę przechadzkę? Ja nie wysiadam. Szybuję dalej. Wyżej? Zobaczymy.</p>
<p><strong>Tekst: Grzegorz Czekański</strong><br />
<em>Gershom Scholem<br />
Mistycyzm żydowski i jego główne kierunki<br />
<a href="http://www.aletheia.com.pl/">Wydawnictwo Aletheia 2007</a><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bóg jest tancerzem i tańcem]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=522</link>
<pubDate>Sat, 26 Apr 2008 00:05:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/04/26/bog-jest-tancerzem-i-tancem/</guid>
<description><![CDATA[

JAK NA NOWO INTERPRETOWAĆ PRAWDY CHRZEŚCIJAŃSKIE
Rozmowa z o. W. Jagerem
 Twierdzi Ojciec, że ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align:left;margin:0 0 12pt;">
<div class="MsoNormal" style="text-align:left;margin:0 0 12pt;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/15.jpg" alt="" /></span></div>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">JAK NA NOWO INTERPRETOWAĆ PRAWDY CHRZEŚCIJAŃSKIE<br />
Rozmowa z o. W. Jagerem</span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </span></span><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Twierdzi Ojciec, że teologia chrześcijańska niechętnym okiem patrzy na mistykę. Skąd ta niechęć?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Podstawą mistyki jest doświadczenie jedności, w którym znikają granice pomiędzy Bogiem a światem. Teologia chrześcijańska natomiast zasadza się na fundamentalnym dualizmie Boga i świata. Wedle teistycznego wyobrażenia Bóg to osoba istniejąca sama dla siebie poza światem. Stworzył on świat jako oddzielony od siebie byt i rządzi nim z zewnątrz. Świat ze swej strony, jako stworzenie oddzielone od Boga, ma możliwość zajęcia postawy wobec swego Stwórcy. Człowiek również ma taką moż­liwość, i ponosi odpowiedzialność za to, jak się do Stwórcy odniesie. Człowiek jednak popełnił grzech, dlatego świat jest światem upadłym. Świat i Bóg są różni nie tylko w swym bycie, ale także w jakości. Świat potrzebuje zbawienia. Może ono przyjść tylko z zewnątrz - od Boga. Bóg musi podjąć inicjatywę, by zlikwidować przepaść, która otworzyła się między nim a człowiekiem. I czyni to, wysyłając na świat wybawcę i odkupiciela, preegzystentnego, równego mu zbawiciela, który przycho­dzi na świat jako Bóg, staje się człowiekiem i dzięki ofierze zbawia ludzkość. Krew Chrystusa, jego śmierć na krzyżu - jak chce teologia chrześcijańska — ustanawiają pojednanie pomiędzy Bogiem a upadłym światem. Niełatwo tę teologię przekazać dzisiejszemu człowiekowi.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Ale tu potocznym rozumieniu trzymamy się jej. Skąd ten upór?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Wynika on ze struktury ludzkiego ducha. Dzisiaj wiemy, że nie przyjmujemy w siebie świata w sposób neutralny, lecz kreujemy go odpowiednio do poznawczych możliwości naszego mózgu. Wiemy, że poza nami nie ma ani barw, ani dźwięków, są wyłącznie drgania. To nasz mózg konstruuje z nich określony świat. A mózg wielorybów i delfinów wy­twarza jakiś' zupełnie inny obraz świata. Nie ma w rzeczywistości archimedesowego punktu, z którego można by obserwować świat takim, jakim on jest rzeczywiście. Obserwator jest zawsze współuczestnikiem. A skoro tak, to musimy zapytać, jak wyglądają nasze możliwości poznawcze. I jeśli postawimy takie pytanie, stwierdzimy, że nasze ratio zostało skonstruowane dualistycznie. Poznajemy, rozróżniając, wyznaczając gra­nice, definiując. Według Arystotelesa wtedy mamy wiedzę o jakimś przedmiocie, kiedy potrafimy podać, czym się on różni od innego przed­miotu tego samego gatunku. Tę dualistyczną strukturę naszych możli­wości poznawczych przenosimy na rzeczywistość. Wierzymy, że rzeczy­wistość jest także zorganizowana dualistycznie, ponieważ nasze ratio nie zna innego do niej dostępu. Podkreślam: Nasze ratio, albowiem zarówno nasze uczucia, jak i mistyczne doświadczenia otwierają przed nami zu­pełnie inne doświadczenie rzeczywistości.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli nasze ratio tak wyobcowuje rzeczywistość, a teologia jest zajęciem racjonalnym, to czy mistyka nie zrobiłaby lepiej, rezygnując z teologii?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Religia opiera się na dwóch filarach - mistyce i teologii. Jeśli brak jednego, to brak również drugiego. Trzeba tylko pamiętać, że teologia nie odgrywa żadnej roli w doświadczeniu jako takim. Rozpoczyna się ona tam, gdzie kończy się doświadczenie. Wychodzi z doświadczenia i powinna do niego prowadzić na powrót. Mistyka wydaje mi się być ratunkiem dla teologii. Pod wrażeniem mistycznego przeżycia w kościele w Vosa Nova Tomasz z Akwinu u kresu swego życia powiedział: „Wszystko, co napisałem, wydaje mi się słomą w porównaniu z tym, co zobaczyłem i co mi zostało objawione". A więc z mistycznego do­świadczenia rzeczywistości wyrasta inne widzenie religii i tym samym inna teologia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jakiego rodzaju religia i teologia miałyby to być?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Pewien inteligentny człowiek powiedział mi kiedyś, że „Religia jest trickiem genów". Podchodzę do tego zdania bardzo poważnie i sądzę, że nie dyskredytuje ono bynajmniej religii. Przeciwnie. Jeśli jakiś ga­tunek osiągnął poziom, na którym może stawiać pytania o swoje po­chodzenie, swoją przyszłość i sens, to wtedy jest rzeczą zupełnie, na­turalną, że rozwinął zdolności, które mu pomagają w znalezieniu od­powiedzi na te pytania. Rezultatem jest religia. Przez wieki wypełniała ona znakomicie swoje zadanie i czyni to jeszcze dzisiaj. Religia należy do ewolucji. Jeżeli dzisiaj doszliśmy do punktu, w którym udzielane przez nią odpowiedzi już nie wystarczają, to znaczy, że ewolucja poszła dalej. I teraz musi powstać jakaś nowa lub zmodyfikowana umiejęt­ność, która pozwoli człowiekowi zrozumieć samego siebie. Religia roz­wija się dalej wraz z człowiekiem. Temu stara się zadość uczynić teo­logia ewolucyjna. Punktem wyjścia dla niej jest rozwój życia. Wszystko, co się dzieje, rozumie ona jako potężny ewolucyjny proces jednego wszechobejmującego życia. Wszędzie widzi ciągłe pojawianie się i zni­kanie. „W każdej chwili świat rodzi się na nowo" - powiada mistyka. Wychodzi z założenia, że to permanentne nowe stwarzanie nie jest dokonywane przez jakiegoś stojącego poza ewolucją stwórcę, lecz do­konuje się z samej ewolucji idącej za swoim własnym impulsem. I stąd Bóg z perspektywy mistycznej lub teologii ewolucyjnej nie jest działa­jącym z zewnątrz inicjatorem ewolucji, lecz ewolucja to samorozwijający się Bóg.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Skoro Bóg jest ewolucją, czy wtedy w ogóle ma jeszcze sens mówienie o Bogu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie możemy zrezygnować z tego słowa. Jednakże powinniśmy za­wsze mówić wyraźnie, jak je rozumiemy, ponieważ potocznie wiąże się je z tradycyjnym teistycznym wyobrażeniem zaświatowej osobowej mocy. Dlatego mówiąc o tym, co rozumiem przez słowo Bóg, wolę raczej określenie Pierwsza Rzeczywistość. Zen mówi o Pustce, hin­duizm o Brahmanie, Mistrz Eckhart o Boskości, Jan Tauler o Ostatecz­nej Przyczynie. Zawsze chodzi o to, o czym właściwie niczego nie można powiedzieć. O pojęcie bez dającej się określić treści, pojęcie, które jest tak odmienne od wszystkich innych pojęć, że Eckhart po­wiedział: „Bóg i Boskość tak dalece się od siebie różnią jak niebo i ziemia" (Kazanie 26).</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">W swoich książkach Ojciec często obok pojęcia Bóg używa również pojęcia życie.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Życie jest właściwym pojęciem na oznaczenie rzeczywistości, którą nazywamy Bogiem. Życie, tak jak Bóg, wymyka się nam i jest nieuchwyt­ne. Nie wiemy, skąd pochodzi ani dokąd zmierza. Życie jest wszędzie i nigdzie. Ukazuje się w każdej pojedynczej żywej istocie, ale jest też zawsze czymś' więcej niż żywa istota. Tak samo jest z Pierwszą Rzeczywis­tością. Istnieje, ale uchwytna jest tylko w postaci, którą sobie nada. Ona sama jest pustką, która potrzebuje formy, ażeby się zjawić. Bez pustki nie mogłaby istnieć żadna forma, bo forma jest zawsze formą pustki. Do­kładnie tak samo jest z życiem. Życie jest w każdej żywej istocie, albowiem bez życia żywa istota nie byłaby żywą istotą. Ale życie nie wyczerpuje się nigdy w określonej żywej istocie. Jest zawsze większe niż pojedyncza żywa istota. Przychodzi i odchodzi wraz z nią, pozostaje jednak nieuchwytne.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Czy dobrze rozumiem, że dla Ojca „życie" i „Bóg" to dwa określenia Pierwszej Rzeczywistości?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Tak, o ile pod pojęciem życie rozumie się tę wielką, przenikającą wszystkie istoty, napędzającą wszystko, nieuchwytną energię jedni. Tę siłę mogę nazwać życiem Boga. Można ją za Jeanem E. Charonem, francuskim noblistą, nazwać miłością - jednak nie miłością osobową, lecz miłością rozumianą jako absolutna otwartość na wszystko i na każde. W tym sensie miłość jest zasadą strukturalną ewolucji - gotowością atomu do związania się z innym atomem w molekułę, gotowością mo­lekuł do utworzenia wspólnie komórki i gotowością komórek do stania się większym organizmem. Tę gotowość do samotranscendencji widać wszędzie w kosmosie. Ona jest właściwie napędową siłą życia i ewolucji. Tylko ten, kto chce zachować swoją tożsamość i jednocześnie potrafi wyjść poza siebie, ma w ewolucji szansę przeżycia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Klasyczna teoria ewolucji powiada jednak, że nie miłość jest motorem ewolucji, lecz zasada, według której silniejszy zwycięża: „Survival of the fittest".</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie zawsze tak jest. Dzisiaj wiemy, że w ewolucji chodzi nie tylko o siłę, lecz także o umiejętność dostosowania się i współpracy. Przetrwał nie tylko ten z największą szczęką i najbardziej trującym jadem. Przetrwały także biotopy - żywe systemy, które w sposób doskonały ze sobą harmonizują i jednocześnie mają zdolność otwarcia się oraz transcendencji. Natomiast zamknięte w sobie systemy giną, jak widać na przykładzie chorób nowotworowych oraz rodzin kazirodczych.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Bóg życie, miłość, ewolucja — cztery nazwy tej samej rzeczywistości?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Tak. Boga nie da się oddzielić od ewolucji. Bóg jest przychodzeniem i odchodzeniem. Bóg jest narodzinami i umieraniem. Jest tancerzem, który tańczy ewolucję. Tancerz bez tańca nie ma sensu - i tańca bez tancerza też nie sposób sobie wyobrazić. Bóg i ewolucja współprzynależą do siebie. Jedno jest nie do pomyślenia bez drugiego. Weźmy przykład symfonii: Kosmos jest symfonią i to, co nazywamy Bogiem, rozbrzmiewa jako ta symfonia. Każde miejsce, każda chwila, każda istota jest pewną określoną nutą nieodzowną ze względu na całość, nawet, jeśli w następnej chwili zastąpi ją inna nuta. Wszystkie nuty tworzą całość, wszystkie nuty są całością - a tym, co tworzy całość całości, jest Bóg, który rozbrzmiewa jako ta całość.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Brzmi to jak nowe sformułowanie chrześcijańskiej idei wcielenia: Bóg wciela się jako kosmiczna symfonia.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Bóg wciela się w kosmosie. On i jego wcielenie nierozerwalnie się ze sobą wiążą. On nie jest w swoim wcieleniu, lecz manifestuje się jako wcielenie. W drzewie objawia się jako drzewo, w zwierzęciu jako zwierzę, w człowieku jako człowiek i w aniele jako anioł. Nie są to, więc istoty, obok których istniałby jeszcze jakiś Bóg niejako wślizgujący się w nie. On jest każdą z tych pojedynczych istot - i jednocześnie nie jest też nimi, ponieważ w żadnej z nich się nie wyczerpuje, lecz zawsze jest też wszyst­kimi innymi. Właśnie to doświadczenie czyni mistyk. Poznaje kosmos jako brzemienną sensem manifestację Boga, podczas gdy niektórzy ludzie zachowują się wobec kosmosu jak analfabeci wobec wiersza. Liczą po­szczególne znaki i słowa, ale nie są w stanie zrozumieć sensu, który całemu wierszowi nadaje formę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli przyjmiemy, że kosmos jest manifestacją Boga, to Biblia jako po­jedyncze świadectwo jego objawienia byłaby przeżytkiem.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie historyczna zawartość świętych ksiąg - Biblii, Koranu czy Upaniszad - ma znaczenie, lecz ich zbawczy charakter; a ten wychodzi poza wymiar czysto historyczny. Jeżeli zbyt wiele uwagi poświęcimy interpre­tacji historycznej, zagubimy ów zbawczy charakter. Nowy Testament składa się przecież nie tylko z Ewangelii. Ma wielu autorów i każdy z nich wniósł do Pisma jakieś zbawcze doświadczenia i wypowiedzi. Te wypo­wiedzi są decydujące - wszystko jedno, czy pochodzą spod pióra Pawła czy autora Ewangelii Janowej. Objawienie pochodzi z mistycznego do­świadczenia Boga. Dopiero potem zostaje ujęte w słowa. Święte pisma są interpretacjami mistycznego doświadczenia jedności. Dla mnie Ewange­lia Jana, apokryficzna Ewangelia Tomasza i Ewangelia Łukasza są jedna­kowo ważne. One pokazują nam, jak wieloraka była wiara chrześcijańska, zanim została wciśnięta w gorset pewnego systemu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jak zatem, zdaniem Ojca, należy czytać Biblię?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jak każda święta księga, Biblia dopuszcza cały szereg różnych sposo­bów lektury. Można czytać ją fundamentalistycznie, można czytać ją moralistycznie, można czytać ją psychologicznie lub można czytać ją na płaszczyźnie duchowej, tzn. ze względu na jej zawartość zbawczą. Pierwsze wspólnoty tak właśnie czyniły. Dlatego już w Nowym Testamencie mamy różne teologie wspólnotowe. A gdy uwzględnimy ponadto ewangelie apokryficzne, liczba ta jeszcze wzrośnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">I ten ostatni sposób lektury jest przez Ojca preferowany?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">W każdym razie uważam za mało sensowne wkładanie przesadnie dużo uczonej dociekliwości w kwestie historyczne. Liczy się wypowiedź zbawcza. Kto czyta Upaniszady, ten nie pyta, czy prawdziwa jest ich treść lub, kto ją spisał. W nich głosi się zbawienie na zupełnie innej płaszczyźnie.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jak zatem powinno się traktować opowieści o cudach Jezusa?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Uważam za prawdopodobne, że Jezus był także uzdrowicielem, ale w tym nie wyczerpuje się oczywiście jego znaczenie. W każdych czasach żyli ludzie, którzy uzdrawiali. Jak pokazuje przykład uzdrowień ducho­wych, również dziś spotyka się uzdrowicieli, którzy potrafią przez nało­żenie rąk uaktywnić w ludziach ozdrowieńcze energie. Ale właściwie to nie jest ważne, czy Jezus był takim człowiekiem czy nie. Jego znaczenie leży dużo głębiej.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A jak Ojciec podchodzi do wspomnianego na wstępie naszej rozmowy chrześcijańskiego dogmatu, że Jezus jest Synem Bożym, który dla zbawienia ludzi umarł odkupieńczą śmiercią na krzyżu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Nie mam żadnych trudności, by nazwać Jezusa Synem Bożym. Dla mnie nie ma niczego, co nie byłoby Synem Bożym. „Syn Boży" jest określeniem wszystkich ludzi i wszystkich istot. Bóg wcielił się we wszyst­ko, co ma formę. Nazywamy się wszyscy dziećmi bożymi. Szczególność Jezusa polega na doświadczeniu jedności z tym, co nazywa ojcem. Żył i działał, czerpiąc z tego doświadczenia. W tym względzie jest on niepo­wtarzalny.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A dogmat o śmierci odkupieńczej na krzyżu?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jezus nie rozumiał swojej śmierci jako śmierci odkupieńczej. Nam tym trudniej ten dogmat zrozumieć. W całej metaforyce krwi i odkupienia trudno znaleźć jakiś sens. Po pierwsze, dlatego, że wiemy, skąd ten język pochodzi. Odniesienia autorów nowotestamentalnych do Starego Testa­mentu zdradzają, że ich korzenie sięgają jakiegoś archaicznego rytuału. Kapłan nakładał na kozła - kozła ofiarnego - winy wspólnoty. Zabijał go, a lud spryskiwał „krwią przebłagalną". Drugiego kozła wraz z grzecha­mi wyganiał na pustynię, by udobruchać zamieszkujące tam duchy (patrz Księga Kapłańska). Taka mitologia potrzebuje dziś współczesnej interpre­tacji. Podejmuje się takie próby, ale żadna mnie nie zadowala.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">A po drugie?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Po drugie współczesny człowiek nie rozumie, dlaczego chrześcijańska teologia uzurpuje sobie prawo do wyłączności. Współcześni nie potrafią i nie chcą już wierzyć, że śmierć Jezusa miała jakiś kosmiczno-uniwersalny wymiar dla wszystkich istot. Poznają inne religie - widzą, z jaką powagą i moralnym prawem kroczą one własnymi drogami zbawienia. I nie mogą zrozumieć, że to wszystko z powodu śmierci jednego czło­wieka przed dwoma tysiącami lat miałoby nie mieć znaczenia. Raz jeszcze pragnę przypomnieć o szesnastu miliardach lat istnienia kosmosu. W jakiej relacji możemy widzieć dziś pojawienie się Jezusa i jego życie? To dla mnie bardzo poważne pytanie pod adresem teologii.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Ale przecież teologia stawia sobie te pytania już od dawna. Niewielu egzegetów twierdzi, że Jezus rozumiał swoją śmierć jako śmierć zbawcza.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Rzeczywiście, większość teologów nie śmie głosić dogmatu o ofiarniczej lub odkupieńczej śmierci Jezusa. Jednak dogmat ten jest mocno zakotwiczony w fundamentach wiary chrześcijańskiej. Proszę tylko po­myśleć o liturgii Wielkiego Tygodnia. Oczywiście, można powiedzieć, że jest sprzeczność pomiędzy teologią akademicką a głoszeniem wiary w parafiach. Sprzeczność ta obciąża niesłychanie współczesne chrześcijaństwo. Brak mu ogólnie obowiązującej chrystologii - nauki, która każdemu wierzącemu dawałaby informacje, jak można rozumieć życie i śmierć Jezusa z Nazaretu.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Obecnie prowadzi się rozległe badania nad Jezusem.</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Owszem, i dlatego zalewa nas wcześniej niespotykana ilość informa­cji o Jezusie. Dziś wiemy o nim zapewne więcej niż ludzie II wieku, a może nawet ostatnich dziesięcioleci I wieku. Jednak wyniki badań nie są w stanie zlikwidować wewnętrznych sprzeczności w obrazie Chrys­tusa. Przeciwnie, dostarczają dodatkowych argumentów za odrzuceniem dotychczasowego modelu śmierci odkupieńczej. Powiększają tym samym dystans wobec dualistyczno-teistycznej struktury podstawowej chrześci­jańskiej teologii. Badania nad życiem Jezusa uczą, że był on człowiekiem, uzdrawiaczem i wędrownym kaznodzieją, który - jak to w jego czasach było w zwyczaju - gromadził wokół siebie uczniów, a przez głoszone nauki popadł w konflikt z istniejącymi instytucjami religijnymi i politycz­nymi. Dlatego musiał umrzeć. Nie umarł śmiercią odkupieńczą, lecz śmiercią proroka, jak wielu innych duchowych nauczycieli Izraela przed nim. Co do takiego obrazu Jezusa panuje wśród wielu teologów zgoda. Ale nikt nie ma odwagi dokonania jakiejś odważnej interpretacji. To, co czytam, mnie nie zadowala.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Jeśli konwencjonalna interpretacja nie jest trafna, to, jaki sens ma prze­kaz związany z Jezusem?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Jego sens polega, jak już powiedziałem, nie na historycznej czy do­gmatycznej zawartości, lecz wyłącznie na przekazanej wypowiedzi zba­wczej.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Czy mógłby Ojciec wytłumaczyć na przykładzie, co to jest wypowiedź zbawcza?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Weźmy epizod z góry Tabor, o którym opowiada Marek w dziewią­tym rozdziale swojej Ewangelii. Jezus przemienił się na oczach uczniów. Poznali nagle, że Jezus jest całkiem inny, niż dotąd sądzili. Jego boskość się odsłoniła, teraz poznali go jako Syna Bożego. Wypowiedź zbawcza tej opowieści mówi nie tylko o objawieniu prawdziwej postaci Jezusa, lecz jednocześnie mówi coś o prawdziwej postaci każdego człowieka, a nawet każdej istoty. O nas tu chodzi. Jezus jest postacią typologiczną, w niej Bóg ukazuje tajemnicę swego wcielenia w nas.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Co zatem z nauką głoszoną przez Jezusa?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">On sam jest tą nauką. Co takiego głosi w swoich kazaniach? Króle­stwo Boże. Królestwo Boże jest blisko, już jest, jest w nas. Jeżeli potrak­tujemy poważnie wypowiedź zbawczą tego nauczania, nie musimy się bać - w odniesieniu do siebie - słów: „dziecięctwo Boże", „Królestwo Boże w nas", „kto Mnie widzi, widzi także i Ojca" (J 14,9), „zanim Abraham stał się, JA JESTEM" (J 8,58). Rdzeń nauczania Jezusa widać bardzo dobrze w przypowieści o synu marnotrawnym. Co prawda nie jest specyficznie chrześcijańska, ale Jezus opowiedział jedną z jej wersji. (Łk 15,11-32) Traktuje ona o młodym człowieku, który domaga się swojego dziedzictwa, a gdy je dostaje, na oślep rzuca się w wir życia. Pewnego dnia zrozumiał: To życie nie może być prawdziwym życiem. Stawia pytanie o sens i rozumie, że musi wrócić do swojego ojca, swej prawdziwej istoty. Tylko tam może znaleźć to, czego szuka. Tylko tam jest jego prawdziwa ojczyzna. Ojciec go oczekuje. Żadnych warunków. Żadnego moralnego grożenia palcem. „Dajcie mu sandały, porządną szatę, pierścień na palec. Świętujmy. On poznał swoją boską istotę, on wie, kim jest". W tej opowieści Jezus pokazuje drogę zbawienia. Ta przypowieść jest towa­rzyszką na drodze życia. Potrafi pomóc w znalezieniu orientacji i mówi nam, kim jesteśmy rzeczywiście: synami i córkami, dziedzicami Królestwa Bożego. Niestety, teologowie często nadawali tej historii moralną wykładnię w sensie nauki zbawienia: Syn wyrzeka się Boga, żyje w grze­chu, poznaje to, czyni pokutę i wreszcie zostaje dzięki łasce przyjęty przez miłosiernego ojca. Widać różnicę: Konwencjonalna teologiczna lektura opiera się na wyobrażeniu osobowego Boga na tamtym świecie, nato­miast duchowa interpretacja stara się powiedzieć człowiekowi, jak pod kierunkiem Jezusa może przebudzić się do rzeczywistego życia.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:12pt 0 0;"><strong><em><span style="font-size:14px;"><span style="font-family:Times New Roman;">Przypowieść o synu marnotrawnym ma oczywiście cel dydaktyczny. A jak ma się rzecz z historiami z życia i działalności Jezusa? Czy możemy znaleźć wśród nich analogiczne wypowiedzi zbawcze?</span></span></em></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;">
<div class="MsoNormal" style="text-align:justify;margin:0;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;">Dobrym przykładem jest opowieść o narodzinach Jezusa z Ewangelii Łukasza (Łk 2,1-20). Kto na tę opowieść spojrzy tylko przez pryzmat pytania, co się wtedy wydarzyło, ten rozminie się z właściwym sensem. Zbliży się natomiast ten, kto podejmie trud porównania tej historii z tradycjami innych religii. Stwierdzi mianowicie, że istnieją prawie identyczne historie o narodzinach Kryszny. Tam też spotykamy niepo­kalane poczęcie i narodziny; tam też zły nastaje na życie nowonarodzo­nego. Nawet pasterzy nie brakuje. Można, zatem przypuszczać, że historia bożonarodzeniowa została wzięta z historii o narodzinach Kryszny. Prob­lematyczne będzie to tylko dla kogoś, kto jest zainteresowany treścią historyczną. Kto natomiast pyta o znaczenie zbawcze, dostrzeże w tej zgodności raczej potwierdzenie prawdziwości owej historii. Chodzi, bo­wiem o nas. Chodzi o nasze narodziny z Boga. Jezus i Kriszna - każdy dla siebie - jest pratypem człowieka narodzonego z Boga i związanego z Bogiem.</span></div>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><em>W. Jager Fala jest morzem</em></span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </span></span></p>
<p><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"><span style="font-size:14px;font-family:Times New Roman;"> </p>
<p></span></span></p>
<p><b> Powiązane posty </b></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/21/bog-jest-to/">Bóg - to jest...</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/17/co-wplywa-na-nasze-zycie/">Dobro i zło</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/26/rozmowy-z-bogiem/">Rozmowy z Bogiem</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/30/szatan-nie-zyje-bog-nie-zyje-punkt-widzenia-osho/">Bóg nie żyje? Szatan nie żyje?</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/09/benedyktyn-demony-i-zen/">Benedyktyn, demony i Zen</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/jestesmy-bogiem/">Jesteśmy Bogiem</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/29/wiara-nie-pozwala-ci-myslec/">Wiara nie pozwala Ci myśleć</a></p>
<p>• <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/24/zycie-to-jedyna-religia/">Życie - to jedyna religia</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy jesteś religijny? (czy jesteś kukiełką?)]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=495</link>
<pubDate>Tue, 15 Apr 2008 20:33:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.pl.wordpress.com/2008/04/15/czy-jestes-religijny/</guid>
<description><![CDATA[
Podczas jednej z konferencji podszedł ktoś do mnie i zadał pytanie, co sądzę o Matce Boskiej F]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.files.wordpress.com/2008/04/demonic3.jpg" alt="" /></p>
<p>Podczas jednej z konferencji podszedł ktoś do mnie i zadał pytanie, co sądzę o Matce Boskiej Fatimskiej, co o niej myślę.<br />
Tego rodzaju pytania przypominają mi pewną historię. Kiedyś wzięto posążek Matki Boskiej Fatimskiej do samolotu, aby odbyć pielgrzymkę. Kiedy samolot przelatywał nad południową częścią Francji, zaczęła trząść się i drgać tak, jakby miała za chwilę się rozlecieć. W pewnym momencie figura wykrzyknęła: "Matko Boska z Lourdes, módl się za nami!"<br />
I wszystko powróciło do normy.<br />
Czyż to nie wspaniałe, że jedna Matka Boska pomaga innej Matce Boskiej? Kiedy indziej grupa tysiąca pielgrzymów udawała się z pielgrzymką do Mexico City, do kaplicy Matki Boskiej z Gwadelupy, by zaprotestować wobec decyzji biskupa, który ogłosił, że patronką diecezji ma być Matka Boska z Lourdes. Ludzie ci byli przekonani, że Matka Boska z Gwadelupy tę decyzję odebrała bardzo boleśnie, dlatego protestowali, by zadośćuczynić tej obrazie.<br />
Jeśli się nie pilnujemy, religia może sprawiać właśnie tego rodzaju kłopoty.</p>
<p>Gdy przemawiam do Hindusów, mówię im: "Wasi kapłani nie będą tym zachwyceni (zauważcie, jaki jestem dziś rano ostrożny), ale Bóg, zgodnie z nauką Jezusa Chrystusa, byłby znacznie bardziej zadowolony, widząc <strong>waszą przemianę niż waszą religijność</strong>.<br />
Byłby znacznie szczęśliwszy z powodu waszej miłości niż z powodu waszej adoracji.<br />
" A zwracając się do mahometan, mówię: "Wasz Ajatollah i wasi mułłowie nie będą zachwyceni, gdy to usłyszą, ale Bóg znacznie bardziej będzie zadowolony, widząc, jak stajecie się osobami pełnymi miłości, niż gdy mówicie: Panie, Panie!"</p>
<p><strong>Nieskończenie ważniejsze jest wasze przebudzenie.</strong><br />
Ono właśnie oznacza duchowość, oznacza wszystko.<br />
Jeśli do tego dojdziecie, to dojdziecie do Boga. Wówczas czcić go będziecie "w duchu i prawdzie".<br />
Wtedy stajesz się miłością, kiedy przemieniasz się w miłość.</p>
<p>Niebezpieczeństwo, jakie ze sobą niesie religia, bardzo trafnie ujmuje anegdota opowiedziana przez kardynała Martiniego, arcybiskupa Mediolanu.<br />
Historia dotyczy włoskiej pary zawierającej związek małżeński. Umówili się z proboszczem parafii, że urządzą małe przyjęcie na dziedzińcu, poza kościołem. Ponieważ padał deszcz, poprosili, by ksiądz zgodził się na przeniesienie tej uroczystości do kościoła. Ojciec wielebny nie był tym zbytnio zachwycony, ale argumentowali w ten sposób:</p>
<p>- Zjemy trochę ciasta, pośpiewamy chwilę, wypijemy kieliszek wina i pójdziemy do domu.</p>
<p>Po namyśle ojciec wielebny uległ. A że byli to kochający życie Włosi, wypili trochę wina, pośpiewali, potem wypili trochę więcej wina i zaśpiewali trochę więcej pieśni, tak, iż w ciągu pół godziny mała uroczystość przerodziła się w wielkie wesele. Wszyscy bawili się świetnie, wesoło i swawolnie. Ojciec wielebny chodził cały spięty tam i z powrotem po zakrystii, bardzo niezadowolony z powstałego rabanu i hałasu. W pewnym momencie wchodzi zakrystianin i stwierdza:</p>
<p>- Widzę ojcze, że jesteś zdenerwowany.</p>
<p>- Oczywiście, że jestem. Proszę posłuchać, jaki harmider robią w Domu Bożym. Na miłość boską!</p>
<p>- Masz rację, ojcze, ale oni naprawdę nie mieli gdzie pójść.</p>
<p>- Wiem o tym. Ale czy muszą być tacy głośni?</p>
<p>- Nie zapominajmy, że Jezus także obecny był kiedyś na weselu.</p>
<p>Na to ojciec wielebny:</p>
<p>- Wiem, że Jezus był na weselu. Nie musisz mi tego przypominać! Ale, oni tam nie mieli Najświętszego Sakramentu.</p>
<p>Tak już czasami bywa, że Przenajświętszy Sakrament staje się ważniejszy niż sam Jezus Chrystus. Religijność staje się ważniejsza od miłości.<br />
Kościół ważniejszy od życia, ważniejszy od sąsiada.<br />
I tak dalej.<br />
Tkwi w tym niebezpieczeństwo.<br />
Według mnie Jezus ewidentnie nas nawoływał, abyśmy temu co najważniejsze przyznawali pierwszeństwo. Istota ludzka jest znacznie ważniejsza od szabatu.<br />
Czynienie tego, o czym mówię, stawanie się tym, co wam wskazuję, jest znacznie ważniejsze niż Pan. Ale wasz mułła nie będzie zadowolony, gdy to usłyszy, zapewniam was. Wasi księża też tym nie będą uszczęśliwieni.<br />
Przynajmniej niektórzy.<br />
Duchowość.<br />
Przebudzenie.<br />
Jeszcze raz powtarzam: jeśli pragniecie swego przebudzenia, jest rzeczą niezmiernie ważną, by rozpocząć to, co nazywam "samoobserwacją".</p>
<p>Uświadom sobie to, co mówisz, to, co robisz, bądź świadom tego, co myślisz, bądź świadom tego, jak działasz.<br />
<strong>Bądź świadom swych motywów</strong>, tego, skąd one się biorą.</p>
<h2>Nieświadome życie nie jest warte tego, by je przeżyć.</h2>
<p><em>Nieświadome życie jest życiem mechanicznym.<br />
Jest nieludzkie, jest zaprogramowane, jest uwarunkowane.<br />
Równie dobrze mógłbyś być kamieniem lub drewnem. </em></p>
<p>W kraju, z którego pochodzisz, setki tysięcy ludzi wegetują w skrajnym ubóstwie, pracują przez cały dzień, wykonują ciężką pracę fizyczną, umęczeni kładą się spać i wreszcie budzą się, by wszystko zacząć od początku.<br />
Patrząc na to myślisz: "Cóż to za życie! Czy to wszystko, co życie ma im do zaoferowania?" I nagle wstrząsa tobą odkrycie, że niemal 100% ludzi żyje podobnie. Możesz iść do kina, jeździć samochodem, możesz odbyć daleką podróż morską, ale czy sądzisz, że jesteś dużo lepszy od innych ludzi?<br />
Jesteś równie martwy jak oni.<br />
Jesteś tak samo maszyną jak i oni - nieco większą, ale jednak maszyną.<br />
To smutne.<br />
To smutne, że ludzie idą przez życie w podobny sposób.</p>
<h3>Ludzie idą przez życie z ustalonymi poglądami - nigdy się nie zmieniają.</h3>
<h3>Są tego po prostu nieświadomi.</h3>
<p>Równie dobrze mogliby być drewnianymi klocami, skałami, chodzącymi i gadającymi maszynami.</p>
<p>Ale nie istotami ludzkimi.<br />
Są kukiełkami, sterowanymi przez rozmaite sprawy, jak za pociągnięciem sznurka.<br />
<strong>Naciśnij guzik, a uzyskasz reakcję. </strong><br />
Mogę przewidzieć, w jaki sposób zachowa się dana osoba, jeśli tylko przyjrzę się jej dokładnie. Czasami podczas pracy w grupach terapeutycznych zapisuję sobie w notatniku, kto konkretnie rozpocznie sesję i kto tamtemu czy tamtej odpowie.<br />
Czy uważacie, że to niewłaściwe?<br />
Nigdy nie wierzcie ludziom, którzy wam mówią: "Zapomnij o sobie! Wyjdź ze swą miłością ku innym."<br />
Nie słuchajcie ich! Mylą się całkowicie!<br />
Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić udzielając komuś pomocy, jest zapomnieć o sobie.</p>
<p>Dane mi było to zrozumieć w bardzo gwałtowny sposób, wiele lat temu. Studiowałem wówczas psychologię w Chicago. Brałem udział w kursie poradnictwa dla księży. Czytałem sporo książek poświęconych poradnictwu, a na zajęcia przynieśliśmy taśmy z nagraniami sesji terapeutycznych. W zajęciach, jak dobrze pamiętam, brało udział dwadzieścia osób. Kiedy nadeszła moja kolej, instruktor włączył taśmę z nagraniem rozmowy przeprowadzonej przeze mnie z młodą kobietą. Zgodnie ze swoim zwyczajem, po pięciu minutach instruktor wyłączył magnetofon i zapytał: - Czy są jakieś komentarze? - Ktoś z obecnych wyraził zdziwienie:</p>
<p>- Dlaczego pytałeś ją o to?</p>
<p>Odpowiedziałem:</p>
<p>- Nie zadawałem żadnego pytania. Jestem pewien, że nie zadałem jej żadnego pytania.</p>
<p>- Zadałeś.</p>
<p>Byłem absolutnie przekonany, iż mam rację. W tamtym czasie świadomie stosowałem w mojej praktyce metodę zaproponowaną przez Carla Rogersa, która jest niedyrektywna i skierowana na osobę. Stosując tę metodę, nie zadaje się pytań osobie, z którą przeprowadza się rozmowę. Nie przerywa się rozmowy, powstrzymując się również od udzielania rad. Miałem świadomość, że stosując tę metodę nie mogę zadawać pytań. W trakcie sesji wywiązała się sprzeczka. W końcu instruktor zadecydował:</p>
<p>- A dlaczego by nie posłuchać nagrania raz jeszcze?</p>
<p>Tak więc ponownie przesłuchaliśmy ten fragment i ku memu przerażeniu stwierdziłem, że zadałem jednak nachalnie pytanie, tak wyraźnie, jak tylko można to sobie wyobrazić. Potężne pytanie. Najdziwniejsze dla mnie było to, że owo pytanie słyszałem trzykrotnie. Po raz pierwszy wtedy, gdy je zadałem, po raz drugi, gdy przesłuchiwałem taśmę przed zajęciami (by się upewnić, że na zajęcia zabiorę właściwą kasetę) i po raz trzeci podczas zajęć.<br />
Ale ja tego nie zauważyłem!<br />
Świadomość mi nie dopisała.</p>
<p>Zjawisko to często ma miejsce podczas sesji terapeutycznych oraz spotkań, w których biorę udział jako duchowy przewodnik. Nagrywamy rozmowę, a kiedy klient później jej słucha, często mówi:</p>
<p>- Tak naprawdę, to o czym ojciec mówił podczas rozmowy, usłyszałem dopiero podczas przesłuchiwania taśmy.</p>
<p>I co ciekawsze: ja tego również nie słyszałem.<br />
Odkrycie, że podczas sesji terapeutycznej wypowiada się rozmaite kwestie, nie uświadamiając sobie tego, jest szokujące. Co więcej, pełne zrozumienie tego, co się mówiło, jeszcze bardziej deprymuje. Czy to jest ludzkie, jak sądzicie? Zapomnij o sobie i wyjdź ku innym - mówicie!</p>
<p>Po przesłuchaniu całej kasety, tam w Chicago, instruktor zapytał, czy ktoś ma jeszcze jakieś uwagi. Jeden z księży, pięćdziesięcioletni mężczyzna, którego lubiłem, zwrócił się do mnie:</p>
<p>- Tony, chciałbym ci zadąć osobiste pytanie, czy mogę?</p>
<p>Odpowiedziałem:</p>
<p>- Tak, jeśli nie będę chciał odpowiedzieć, to nie odpowiem.</p>
<p>- Czy kobieta, z którą rozmawiałeś, była ładna?</p>
<p>Wiecie, byłem wówczas na takim etapie rozwoju, czy niedorozwoju, że nie zauważałem, czy ktoś jest ładny czy nie. Nie miało to dla mnie znaczenia. Ludzie byli owieczkami z Chrystusowej owczarni, ja byłem pasterzem. Udzielałem pomocy. Czyż to nie wspaniałe! Nauczono nas takiego patrzenia. Zatem odpowiedziałem mu:</p>
<p>- A co to ma do rzeczy?</p>
<p>A on odpowiedział:</p>
<p>- Ma. Ty jej nie lubisz, prawda?</p>
<p>- Co?! - wykrzyknąłem.</p>
<p>Nigdy nie zwracałem uwagi na to czy lubię, czy nie lubię poszczególnych osób. Jak większość z nas, zdarzało mi się, że byłem świadom swej niechęci do pewnych ludzi, ale ogólnie rzecz biorąc wobec innych zachowywałem postawę emocjonalnej obojętności.</p>
<p>- Na podstawie czego tak sądzisz? - zapytałem.</p>
<p>- W oparciu o kasetę - odparł.</p>
<p>Posłuchaliśmy raz jeszcze, a on powiedział:</p>
<p>- Wsłuchaj się w swój głos. Zauważ, jaki stał się słodki. Jesteś poirytowany, prawda? - Byłem. I dopiero wówczas uświadomiłem to sobie. A cóż takiego ja jej tak niedyrektywnie mówiłem? - "Nie wracaj tu".</p>
<p>Nie uświadamiałem tego sobie jednak. [...]</p>
<h2>Co sobie uświadamiasz, to też kontrolujesz; to czego sobie nie uświadamiasz, kontroluje ciebie.</h2>
<p><strong>Zawsze jesteśmy niewolnikami tego, czego sobie nie uświadamiamy:</strong> <strong>jeśli coś sobie uświadomisz, uwolnisz się od tego. </strong></p>
<p>To coś jest oczywiście nadal w tobie, jednak nie stanowi dla ciebie przeszkody.<br />
Nie kontroluje cię, nie zniewala. I na tym polega podstawowa różnica.</p>
<p>Świadomość, świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość.<br />
Na kursie tym nauczono nas, jak być aktywnym obserwatorem.<br />
Wyrażając to bardziej obrazowo, mówię do was i w tym samym czasie jestem obok, obserwuję was i obserwuję siebie.<br />
Kiedy słucham ciebie, jest dla mnie rzeczą nieskończenie ważniejszą wsłuchać się w siebie niż w ciebie. Oczywiście, słuchanie ciebie jest ważne, ale ważniejsze, bym ja słuchał siebie. W przeciwnym razie ciebie nie mógłbym usłyszeć.<br />
Albo przeinaczałbym wszystko, co powiesz.<br />
Podchodziłbym do ciebie z pozycji własnych uwarunkowań. Reagowałbym na ciebie przez pryzmat rozmaitych swych zagrożeń, mojej potrzeby manipulowania tobą, żądzy sukcesu, swej irytacji i uczuć, których mogę sobie nie uświadamiać.<br />
A więc jest niesłychanie ważne, bym się wsłuchał w siebie słuchając ciebie. Tego nas uczono w związku z nabywaniem świadomości.</p>
<p>Nie musicie zawsze wyobrażać sobie, że unosicie się gdzieś w powietrzu. Żeby uzyskać choć przybliżone pojęcie o tym, co mówię, wyobraźcie sobie dobrego kierowcę prowadzącego samochód i koncentrującego się na tym, co do niego mówicie. Możecie się nawet kłócić, ale on cały czas doskonale respektuje znaki drogowe. W momencie, kiedy wydarzy się coś niepokojącego, kiedy pojawi się jakiś dźwięk, jakiś hałas, czy uderzenie, usłyszy je natychmiast.</p>
<p>- Czy na pewno zamknąłeś tylne drzwi? - zapyta. Jak to się dzieje, że na to wszystko zwraca uwagę? Jest przytomny, czujny.</p>
<p>To, o czym tu teraz mówię, to nie koncentracja. To nie jest najważniejsze. Wiele technik medytacyjnych uczy koncentracji.<br />
Ja jestem wobec nich nastawiony sceptycznie.<br />
Pociągają za sobą gwałt, a często dalsze uwarunkowanie i programowanie.<br />
Polecam świadomość, która wcale nie musi być tożsama z koncentracją. Koncentracja jest światłem punktowym, reflektorem. Otwierasz się na wszystko, cokolwiek wejdzie w obszar twej uwagi. Może ona zostać odwrócona lub rozproszona - świadomości nie można odwrócić.</p>
<p>Patrzę na to drzewo i martwię się.<br />
Czy ze mną wszystko jest w porządku?<br />
Gdybym zamierzał koncentrować się tylko na drzewach, to byłoby ze mną źle.<br />
Ale jeśli uświadamiam sobie, że jestem także zmartwiony, to nie stanowi to żadnego zaburzenia. Po prostu jestem świadomy tego, na czym koncentruje się moja uwaga. Kiedy cokolwiek pójdzie nie tak albo zdarzy się coś niepomyślnego, natychmiast będziesz zdenerwowany.<br />
Coś nie gra!<br />
Będziesz zdenerwowany w chwili, gdy uświadomisz sobie jakiekolwiek negatywne uczucia. Jak ten kierowca samochodu.</p>
<p>Wspomniałem już, że św. Teresa z Avili powiedziała, iż Bóg obdarzył ją łaską <strong>nieidentyfikowania się z samą sobą</strong>. Często w ten sposób mówią małe dzieci. Dwulatek na przykład powiada: "Tommy dziś rano jadł śniadanie." Nie mówi: "Jadłem śniadanie", choć to on przecież jest owym Tommym. Mówi "Tommy" w trzeciej osobie.<br />
Podobne odczucia są udziałem mistyków.<br />
Nie identyfikują się już ze sobą, trwają w pokoju.  [...]</p>
<p><em>A de Mello, Przebudzenie</em></p>
<p><b>Powiązane posty: </b></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/21/bog-jest-to/">Bóg - to jest...</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/17/co-wplywa-na-nasze-zycie/">Dobro i zło</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/26/rozmowy-z-bogiem/">Rozmowy z Bogiem</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/30/szatan-nie-zyje-bog-nie-zyje-punkt-widzenia-osho/">Bóg nie żyje? Szatan nie żyje?</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2008/03/09/benedyktyn-demony-i-zen/">Benedyktyn, demony i Zen</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/12/08/jestesmy-bogiem/">Jesteśmy Bogiem</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/29/wiara-nie-pozwala-ci-myslec/">Wiara nie pozwala Ci myśleć</a></p>
<p>•  <a href="http://zenforest.wordpress.com/2007/11/24/zycie-to-jedyna-religia/">Życie - to jedyna religia</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
