<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>mickiewicz &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/mickiewicz/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "mickiewicz"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 16:44:24 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[odkurzacz]]></title>
<link>http://fizjol.wordpress.com/?p=14</link>
<pubDate>Tue, 08 Jul 2008 10:34:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>fizjol</dc:creator>
<guid>http://fizjol.wordpress.com/?p=14</guid>
<description><![CDATA[5 tygodni. Od tyle mnie nie było, choć nie hulałem, dziewek nie hańbiłem, nie paliłem i zbytni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>5 tygodni. Od tyle mnie nie było, choć nie hulałem, dziewek nie hańbiłem, nie paliłem i zbytnio nie piłem. Racze za zakasanymi rękawami walczyłem na śmierć i życie z sesją, 6 rudna, finalna dla mych licencjackich studiów, studiów pierwszego stopnia dziennych na kierunku biologia specjalizacja biologia z chemią matka z córką nauczycielska. Wygrałem choć wicher, choć kłody pod nogami, choć walka na zęby i noże, renty i emerytury oraz przebyte choroby udało się. Jestem wykształciuchem. Biolog, to ja.</p>
<p>A w między czasie tzw. zrodziło się od coś takiego:</p>
<p class="MsoNormal"><strong>„Zobowiązania”</strong></p>
<p class="MsoNormal">Kofeina, nikotyna, Internet.</p>
<p class="MsoNormal">Poranne zobowiązania.</p>
<p class="MsoNormal">Nad miastem, po dachach wgramola się front napędzany</p>
<p class="MsoNormal">dymem z uchylonego okna mego pokoju.</p>
<p class="MsoNormal"><em>„…apeluje się o nie pozostawianie samochodów </em></p>
<p class="MsoNormal"><em>pod drzewami i słupami energetycznymi” </em></p>
<p class="MsoNormal">A niech ich! Prorocy! Przecież jeszcze</p>
<p class="MsoNormal">wczoraj nic nie zapowiadało zmiany pogody.</p>
<p class="MsoNormal">Siedząc razem umilaliśmy sobie sobą</p>
<p class="MsoNormal">wieczorne zobowiązania.</p>
<p class="MsoNormal">Internet, nikotyna, kofeina.</p>
<p class="MsoNormal"><!--more--></p>
<p>dziękuję, a teraz ku Gdańskowi jakby kto mnie szukał ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[i gdzie ten Y?]]></title>
<link>http://fizjol.wordpress.com/?p=13</link>
<pubDate>Sun, 01 Jun 2008 13:13:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>fizjol</dc:creator>
<guid>http://fizjol.wordpress.com/?p=13</guid>
<description><![CDATA[i gdzie ten chromosom Y znika? kilka lat temu naukowcy (amerykańscy?) ogłosili, że Machulski okaz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>i gdzie ten chromosom Y znika? kilka lat temu naukowcy (amerykańscy?) ogłosili, że Machulski okazał się prorokiem, choć bomby M nie potrzeba było, mężczyźni sami wyginą... *</p>
<p>rewelacja naukowe potwierdzić mogłyby obserwacje współczesnej kultury. Może jeszcze filmów z cyklu "W-Rambo: Zemsta" nie powstają, ale urlop ojcowski nikogo już nie dziwi. Tak samo jak odwiedzanie przez facetów salonów kosmetycznych, solariów itp. Wymiana zdań na temat podpaska czy tampon na obecnym stanie rozwoju medycyny jeszcze w rachubę nie wchodzi. Oczywiście w tej rewolucji dopatrzyć sie można również plusów, np. panowie przestali czuć pociąg (w większości?) do swego naturalnego zapachu.</p>
<p>Co poniektórzy są bardziej narażeni na falę bomby M. Na przykład mężczyźni studiujący w gronie prawie samych kobiet, czyli na przykład ja. Od razu  uprzedzam,  że fakt ten nie  jest taki zły, bo jakoś sobie nie wyobrażam siebie w grupie na politechnice gdzie przy dobrych wiatrach na 20 osób w grupie jest 1 osobnik żeński. Ponadto można obyć się w kontaktach damsko - męskich, co dla tej mniej śmiałej grupy męskiej może byc bardziej przydatne, nie wspominając o nierzadko wrażeniach wzrokowych autora.</p>
<p>Zatem no niby same plusy? no niby rodzynek w cieście zawsze smaczny zdrowy i pożywny no ale... Brak pomału czasem męskiego skrzyknięcia się "na gałę". Brak ponarzekania na męską nie dolę w relacjach związkowych (tzw. di-plomacja). Stąd też całkiem świeża inicjatywa aby założyć Męskie Stowarzyszenie Szowinistyczne "Sromotnik". To dopiero początek drogi końca którego jeszcze za naszego męskiego ego nie widać. Wiadomo jedno, nie umrzemy cicho. Panowie, nie dajmy się! oj!</p>
<p>-------------------------------------------------------------------------------------</p>
<p>* nie chce mi się szukać artykułu źródłowego :P</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Libia Felix]]></title>
<link>http://libreriamirada.wordpress.com/?p=218</link>
<pubDate>Sat, 31 May 2008 08:53:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>gianlucacostantini</dc:creator>
<guid>http://libreriamirada.wordpress.com/?p=218</guid>
<description><![CDATA[
Monika bulaj - Libia Felix
Brossurato, illustrato, colori
20 Euro + 2,50 euro di spedizione
Casa ed]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://libreriamirada.files.wordpress.com/2008/05/libia.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-219" src="http://libreriamirada.wordpress.com/files/2008/05/libia.jpg" alt="" width="133" height="200" /></a></p>
<p><span>Monika bulaj</span> - <span>Libia Felix</span><br />
Brossurato, illustrato, colori<br />
20 Euro + 2,50 euro di spedizione<br />
Casa editrice: Bruno Mondadori<br />
Lingua: italiano</p>
<p>“È questa la Libia segreta di Monika Bulaj. Polacca e viaggiatrice come Kapuscinski, Mickiewicz, Potocki e – perché no –Wojtyla, anche lei insegue voci deboli, cerca periferie, microcosmi dimenticati dalla storia. Racconta come pochi le terre di nessuno, sospese tra luce e ombra, monoteismo e superstizione, Occidente e Oriente. Viaggia leggera, veloce come un’oca selvatica. Dorme sotto le stelle, mangia quando capita, ha la resistenza di un guerrigliero afghano. Cerca in Iran e sul Baltico, traversa Caucaso e Carpazi lungo piste da bracconieri. Riempie taccuini di una scrittura minuta, fotografa con gli occhi prima che con la macchina. Un lampo blu che cattura, addomestica, trova l’anima delle cose.”<br />
Paolo Rumiz</p>
<p>Con 102 fotografie a colori</p>
<p>INDICE<strong></strong></p>
<p><strong>Fezzan: paesaggio con elefante in volo</strong><br />
Haji<br />
La Croce del Sud<br />
La perla del Sahara<br />
Bestiario<br />
Capanne nel vuoto<br />
Impero di sabbia<br />
Abbandonati da Dio<br />
Le cicogne<br />
Garamanti<br />
Chi compra l'ombra?<br />
Festa<br />
Le tombe e il pozzo<br />
La montagna degli spiriti<br />
Elefante in volo<br />
Rocce dal cielo<br />
Il bastone di Mosè<br />
<strong>Una scala per il cielo</strong><br />
Monsieur Mustafa<br />
Narghilè<br />
L'amante divino<br />
I fioretti sufi<br />
Islam e spaghetti<br />
Notte<br />
Giorno<br />
Poi vidi Tripoli dalla basilica di Santa Maria degli Angeli<br />
Palme e giunchi<br />
Il profeta e la rivoluzione<br />
Conversazioni libiche<br />
Il libro dal cielo<br />
Uadi Markos<br />
... adunque creò l'uomo alla sua immagine<br />
Vate<br />
La congregazione di san Benedetto<br />
Augila<br />
Un ritratto dal negativo<br />
Luna park</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[rewolucyjny kierunek studiów a Robert Smith]]></title>
<link>http://fizjol.wordpress.com/?p=10</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 22:01:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>fizjol</dc:creator>
<guid>http://fizjol.wordpress.com/?p=10</guid>
<description><![CDATA[Chińczycy wybudowali największą tamę na świecie to dlaczego ja miałbym spać? (w obu przypadka]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Chińczycy wybudowali największą tamę na świecie to dlaczego ja miałbym spać? (w obu przypadkach wszakże chodzi o powstrzymanie). Studiując bardzo przyszłościowy kierunek (po studiach szeroki wachlarz barów gastronomicznych tudzież szybkiej obsługi, o hipermarketach niewspominając - oczywiście na dziale Chemia bo przecież 5 laborek z chemii nie może iść na marne) chyba muszę wstrzymać czynność fizjologiczną snem zwaną. No niby on potrzebny, no niby niezbędny (w kilku mądrych książkach o tym pisali), bo tradycja tak mówi, bo tak trzeba no i przede wszystkim tak babcia rzekła. Jeśli coś łamie tradycję to jest rewolucyjne. Fakt, moja/nasza ciocia S. jest rewolucyjna, na dodatek dosyć brutalna i bezwzględna no, ale cóż, taka jej natura. Kilka zatem takich seansów i do fan-clubu <em>The Cure </em>przyjmą mnie za samo upodobnienie się do Roberta Smith-a (może nawet członkostwo ze zwolnieniem od składki? na honorową prezesurę nie ma co liczyć chyba)</p>
<p><em>Skalpel - 5. Deep breath.mp3</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[?]]></title>
<link>http://fizjol.wordpress.com/?p=9</link>
<pubDate>Sun, 25 May 2008 08:14:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>fizjol</dc:creator>
<guid>http://fizjol.wordpress.com/?p=9</guid>
<description><![CDATA[-                       Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie t]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em><span style="font-size:8pt;font-family:Verdana;color:#000000;">-                       Kto ty jesteś?<br />
- Polak mały.<br />
- Jaki znak twój?<br />
- Orzeł biały.<br />
- Gdzie ty mieszkasz?<br />
- Między swemi.<br />
- W jakim kraju?<br />
- W polskiej ziemi.<br />
- Czem ta ziemia?<br />
- Mą ojczyzną.<br />
- Czem zdobyta?<br />
- Krwią i blizną.<br />
- Czy ją kochasz?<br />
- Kocham szczerze.<br />
- A w co wierzysz?<br />
- W Polskę wierzę.<br />
- Coś ty dla niej?<br />
- Wdzięczne dziecię.<br />
- Coś jej winien?<br />
- Oddać życie.</span></em></p>
<p>W. Bełza [za http://www.republikadzieci.org/literatwb.htm]</p>
<address>a tym wszystkim Robert Kubica, Adam Małysz, <em>złotka</em>, kościół toruński, kościół krakowski, Jan Paweł II, Jacek Kuroń, Władysław Bartoszewski, Młodzież Wszechpolska, rodzina Giertychów, <em>Fryzjer</em>, kancelaria Prezydenta RP, Sejm i Senat, polska scena niezależna, fizjologia i duch, telewizja publiczna i jej misja, telewizja prywatna i jej reklamy, jakoś wykształcenia uniwersyteckiego, polska emigracja, polska imigracja, Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Peep Show, Kuba Wojewódzki, Tomasz Lis, Częstochowa, Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, Euro 2012, piwo wino wódka jazz<br />
</address>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bibliofilia]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=657</link>
<pubDate>Sat, 24 May 2008 15:12:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=657</guid>
<description><![CDATA[Literatura to nie tylko czytanie dla zabawy lub do poduszki, służy ona do tego, żeby coś z niej ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Literatura to nie tylko czytanie dla zabawy lub do poduszki, służy ona do tego, żeby coś z niej wynieść, choćby nawyk rozglądania się wokół. Żeby się rozejrzeć i zobaczyć, jak cudny jest wschodzący i zachodzący księżyc. Jaka cudna jest kąpiel w wodzie z nagimi dziewczętami - nie, nie teraz, latem - jak można być twórcą samego siebie i traktować własne życie jako dzieło sztuki, co umieją robić ludzie, którzy banał zamieniają w magię. Powiedział Pan Dziadek i zagruchał jak gołąb, wywołując tym u mnie spazm obrzydzenia objawiający się głośnym przytupem i wariackim zamachaniem kończyną górną. Durno.</p>
<p>***</p>
<p>Wywołał też i przy tym refleksję kapitulującą, refleksję dogłębną i szaloną nad literaturą w ogóle, literaturą bliską, tą zakorzenioną w dzieciństwie i od niegoż się za mną wlekącą, i tą też tuż za załomem względnej dojrzałości, która przylgnęła do mnie w formie transcendentu. Kazał się zastanowić nad kupą tych wszystkich ulubionych, docenionych i ważnych książek, z których przecież raczyłam coś wynieść, coś zrozumieć, i które to zwykłam opatrywać etykietką kanoniczną, filologiczną i erudycyjną: <em>debestof</em>. Wychodząc więc na przeciw tej refleksji, nanizując ją na nitkę, szereguję fakty, zachwyty, przebłyski i olśnienia, jakie od czasu do czasu towarzyszą mi w moim zaczytaniu, dzielę się nielegalnie tymiż banałami.</p>
<p>***</p>
<p>W wieku lat pasjonujących ośmiu moją ukochaną książyną były <strong>Dzieci z Bullerbyn</strong>. Ileż drzew przechasałam jako Britta, <img class="alignleft size-full wp-image-660" src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/05/37354.jpg" alt="" width="125" height="200" />zębów się nawyrywałam starym sposobem dziadka, chłonęłam zapach nowych książek, gdyż <em>nowe książki pachną tak ślicznie, że po prostu czuje się po zapachu, jak przyjemnie będzie je czytać</em> i marzyłam o drzewie, przez które mogłabym fikać do koleżanek. W tym czasie odkrywałam też przygodowstwo <strong>Pana Samochodzika</strong> i barabańskie przygody <strong>Tomka na Czarnym Lądzie</strong>, niemniej nic nie mogło się równać z Zagrodą Północną i Południową.</p>
<p>Później, gdy wypadły mi już wszystkie zęby mleczne, a lektura stron dwustu nie wydawała się wyczynem na miarę zjedzenia zupy burakowej - zupełnie przypadkowo, acz nachalnie i nieodwołalnie zakochałam się w <strong>Ani z Zielonego Wzgórza</strong>. Do dziś dziełka Montgomery uważam za jedne z kapitalniejszych i urokliwszych, i śmiem dać je córkom na ósme urodziny, co by wpadły po uszy i szyje w krainy wyobraźni, tak, jak i ich rodzicielka. Michalino, Katarzyno, Julio albo Heleno - szykujcie się.</p>
<p>***</p>
<p>Dziś w wieku namiętnych lat dwudziestu i prawie trzech, cenię sobie i uwielbieńczo wracam do tomiszczy, które choć niekiedy są kanoniczno-monumentalnymi reprezentantami literatury europejskiej, to mają w sobie wiele z banału, prostoty i zwyczajności. I tak poczynając od Czechów malowniczych i uchichranych, kocham się niepocieszenie od lat wielu w Bohumilu Hrabalu i jego praskich piwiarniach, w <strong>Postrzyżynach</strong>, <strong>Auteczku</strong>, <strong>Pociągach</strong> i <strong>Zbyt głośnej samotności</strong>. Zaczytuję w Kunderze, <strong>nieznośnym</strong>, <strong>żart</strong>obliwym i <strong>śmiesznie miłosnym</strong>. I jest w tym jakiś taki pociąg do rzeczy prostych, nawet banalnych. Do ludzi zwyczajnych, codziennych, a przez to przecież właściwych i bliskich. Do czegoś, co jest mi sprawą najważniejszą na świecie i do człowieka, do którego jest mi zawsze najbliżej.</p>
<p>A oprócz tego spełniam się przecież jeszcze w swoich sentymentach patriotyczno-narodowych. Co roku w lipcu dymnym czytuję od nowa <strong>Pana Tadeusza</strong>, rustykalnego i sielskiego, na wskroś patetycznego i jadącego <em>wsią spokojną, wsią wesołą</em>, tak mi ciepłą i pachnącą.<br />
<img class="alignleft size-full wp-image-658" src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/05/wesele_04.jpg" alt="" width="132" height="200" /><strong>Wesele</strong> Wyspiańskiego mam w pierwszej trójce debestof, za mity, chochoła, dramat i teatr. I jeszcze <strong>Kamienie na szaniec</strong> - bo nic nie jest mi tak ważne, jak to pęcznienie człowieczeństwa przekładającego się na historie me rodzinne, najbliższe i wyjątkowe.</p>
<p>I o ile te książki uważam za udane, bezcenne, piękne i mądre ludzkim prawem, to w niekwestionowanej czołówce jest Schulz, Schulz i Schulz. Za przenoszenie mitu na nieskończoność, uwielbienie przestrzeni w każdym jej najmniejszym szczególe; za sadystyczność słów i masochizm wątków, w końcu za mitologię głębi ludzkiej, do której każdy winien dorosnąć.<br />
<img class="alignright size-full wp-image-659" src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/05/459.jpg" alt="" width="116" height="170" /><br />
Jeszcze. Tuż obok niego na półce prężą się namiętnie: Flaubert ze swoją <strong>Madame Bovary</strong>, Libera z samą <strong>Madame</strong>, Marquez nieśmiertelny przez <strong>Sto lat samotności</strong>,<strong> Dwunasty</strong> Świetlicki i zaczepny, genialny Nabokov z małą <strong>Lo</strong>.</p>
<p>***</p>
<p>I gdyby tak przypatrzeć się lepiej tym wszystkim pokładom bliskości i zatrważającej doznaniowości, którą niosą ze sobą te książki, to można nie wyjść z podziwu nad tą recepcją głęboką i kapitulacją przed nieobjętością transcendentu.</p>
<p>Poza tym, mam nadzieję, że wszystkie ulubione z ulubionych, są jeszcze przede mną. Oprócz Schulza, oczywiśnie. (:</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przechadzki po Poznaniu]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=110</link>
<pubDate>Fri, 23 May 2008 10:48:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=110</guid>
<description><![CDATA[Poznań - miasto dwóch trykających się kozłów, gospodarne na tyle, że w synagodze wybudowało ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Poznań - miasto dwóch trykających się kozłów, gospodarne na tyle, że w synagodze wybudowało basen miejski, miasto Starego Browaru (ekskluzywnych butików) i Starej Rzeźni (pchlego targu), tutaj studiuję, biegam i przechadzam się często. 20ego maja wspólnie ze specjalnością dokumentalistyczną na studiach wybraliśmy się na spacer po stolicy wielkopolski. Naszymi przewodnikami były książki Marcelego Mottego i Zbigniewa Zakrzewskiego, przegadane, trochę plotkarskie,  stawiające na anegdotę  i historię. Każdy uczestnik wyprawy coś przygotował, coś wydłubał z tych opasłych tomów i przyuczał się do zawodu pilota amatora. <img class="aligncenter size-full wp-image-112" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/panorama11.jpg" alt="" width="500" height="145" /></p>
<p>Lubię to miasto, tętni zielenią, obsadzone jest po równo marketami, jak też parkami. Mury choć zdają się łączyć w eklektycznym pląsie, to jednak nie straszą, nie czynią rzeczywistości B&#38;W. Dawniej przyjeżdżając do Poznania moje myśli wirowały koło Starego ZOO, spacerów nad Maltą, polagry na targach. Teraz to Maius, Novum, Winogrady i jezioro Rusałka.</p>
<p>Wracając do 20ego maja. Wyjście zaaranżowane przez kadrę naukową, tą aktywną część, która nie szanuje wyłącznie kurzu bibliotecznego, a szuka niebanalnych rozwiązań. Studenci byli środkiem do celu. Początek miał swoje miejsce przy Teatrze Wielkim, tym z Pegazem na grzywie, który góruje nad dwoma kamiennymi pomyłkami rzeźbiarskimi. Przed operą widać ładny parczek, z ładnym trawnikiem, na którym spocząć nie wolno, co kończy się mandatem! Straż parkowa wie swoje, porządek musi być. Przy Teatrze pokusiliśmy się o garść informacji i <em>go go</em> nogi studenta. To ciekawe, zamysł architektoniczny miał zamykać przestrzeń, stąd nagromadzenie stylów, budynków niechętnych sobie i miejskich decyzji niepojętych, przez to neogotyk stoi przy neobarokowym, a obok neoinny spoziera zazdrośnie, tłumiony przez neokomunizm. Miasto tajemnic. Ulica Fredry także należy do zjawiskowych, jest bardzo zróżnicowana, jeden jej koniec jest mostem Teatralnym, po czym przez park jeden (i drugi dalej) dochodzimy do budynków ważnych i cennych, aż tnie całość kościół by przejść w ciasną uliczkę do tzw. okrąglaka (kolejnego dowodu na kiepską organizację miasta, tyle wewnątrz przestrzeni, tyle bezproduktywnej!).</p>
<p>Nasze grupa (by nie powiedzieć nasza-klasa) odbiła dalej w ulicę Mielżyńskiego i na dziedziniec PTPNu. Tam mamy pomnik Adama Mickiewicza, replikę pierwszego pomnika wieszcza na naszych ziemiach. W projekcie stawiania pamiątki, swoje smukłe palce maczała kochanica poety - Konstancja. To przez nią Mickiewicz nie pomógł w powstaniu, to jej wdzięki tłumiły narodowościowe zrywy, przynajmniej jest to jedna z hipotez. Cicho, przyjemnie, obok kawiarnia "U Przyjaciół", którą lubi każdy polonista, obok księgarnia "Kapitałka", którą lubi każdy polonista, obok biblioteka PTPNu, której poloniści raczej nie lubią, a szkoda. Znowu małe prelekcje i od placu Ratajskiego przechodzimy do placu Wolności.</p>
<p>Jest to miejsce szczególne... dla sk8ów. Dawniej mieli tutaj kapitalną miejscówkę, marmurowe murki, dobre płyty pozwalające na nabranie szybkości. Tylko naginać i łamać decki. Teraz wystrój i wykończenie już nie jest takie surowe, drobna kostka na placu, murki wyparte przez powyginane pręty, ładniej po prostu. A pod placem parking, ile to było sensacji wykopaliskowych, ile wątpliwości co jeszcze fundamenty miasta kryją. Na placu interesowały nas dwa punkty, Bazar i Biblioteka Raczyńskich (ta lubiana przez polonistów, a nielubiana przeze mnie).</p>
<p>Opowiem o Bazarze, ponieważ była to moja broszka. Projekt niemiecki, wykonanie polskie dla Polaków, w statusie miejsca zastrzeżono, że lokale będą zaklepane dla nas, tak też było. Jeden z pierwszych sklepów otworzył H. Cegielski, twórca wielkiej fabryki, podstawy produkcyjnej miasta. Z okien przemawiał Paderewski w swoim czasie, śpiewał Kiepura o soli, a jeden z niemieckich żołnierzy śmiertelnie się postrzelił, wszystkie wydarzenia wywołały szum towarzyski i potwierdzały, że miejsce jest szczególne, to taki punkt poznańskich Aten. Kultura się bawi, społecznicy prawią, a literaci spraszają muzy i tak było do 1939 roku.</p>
<p>Kolejnym punktem zaczepienia była ulica Piekary, ważna bo związana z wielkopolską wizytą Słowackiego tutaj. Był taki epizod, został zauważony, spisany. Poeta wówczas chorował, był w kryzysie, niemniej jednak swoją skromną rolę wykonał i słowem wsparł dobre idee. Dalej przystanek dotyczył kościoła św. Rodziny, przy nim pierwotnie stał pomnik wieszcza Adama, był to koniec dawnych murów miejskich. Zacisze okrasiliśmy legendami związanymi z miastem, oryginalnie.</p>
<p>Wspomnę jeszcze, że odwiedziliśmy plac Kolegiacki, Farę, Stary Rynek z zadumą nad historią Ratusza  pokazem historycznych fotografii miejsca, ulicę Żydowską, kościół Najświętszego Serca Jezusowego, gdzie legendy opisały losy znanych wielkopolskich rabinów, aż pod obecny POSiR, gdzie po wymianie uprzejmości drogi współidących zaczęły się rozchodzić.</p>
<p>Chwila o suchych faktach: przeszliśmy niecałe 3 kilometry, a jestem przekonany, że dla wielu tych kilometrów było znacznie więcej. Jak to jest, że chodzenie turystyczne męczy bardziej - niż chodzenie aktywne, jak na rajdach? Jak to jest, że te 3 kilometry po mieście w miłej atmosferze zmęczyły mnie bardziej niż biegowy trening na 12km? Ciekawe to.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-113" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/05/poznan.jpg" alt="" width="500" height="296" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Krochmalenie, zaszywanie i 69 pomysłów na to jak...]]></title>
<link>http://fizjol.wordpress.com/?p=6</link>
<pubDate>Thu, 22 May 2008 16:44:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>fizjol</dc:creator>
<guid>http://fizjol.wordpress.com/?p=6</guid>
<description><![CDATA[Bo we mnie jest seks,
Gorący jak samum.
Jak śpiewała w XX wieku (takie sformułowanie nabiera ter]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em><span class="style1">Bo we mnie jest seks,<br />
Gorący jak samum.</span></em></p>
<p>Jak śpiewała w XX wieku (takie sformułowanie nabiera teraz prawie antycznego wymiaru) Kalina Jędrusik. Nie robiłem wywiadu środowiskowego na temat: Jakie emocje wzbudziła wtedy ta piosenka w społeczeństwie?. Można sobie jedynie wyobrażać tą polaryzację. Z pewnością mniejszość, która gratulowała odwagi i artystycznej pomysłowości. Większość oczywiście gromiła wyświechtanymi od lat stwierdzeniami typu "to nie wypada"; "to się nie godzi"; "jak tak można, mówić tak o... &#60;rumieniec na twarzy, błędne krążenie wzrokiem po suficie&#62;".</p>
<p>Jak teraz zareagowalibyśmy na taką piosenkę?</p>
<p><em><span class="style1">Bo we mnie jest seks,<br />
Któż oprzeć się ma mu?<br />
On mi biodra opływa, wypełnia mi biust,<br />
Żar sączy z mych ust.</span></em></p>
<p>Jestem pewien w 99,99% (ach to studiowanie na ścisłym kierunku, na którym nie wielu rzeczy można być pewnym), że piosenka przeszłaby bez echa. Bo co z tego, że tak pani śpiewa, iż jest w niej <em>seks</em> ? W każdym z nas on jest. Widać go wszędzie wokół tzn. w gazecie telewizyjnej, w telewizyjnym dzienniku, w <em>Bravo Girl </em>, już nawet serek topiony może wzbudzać jeśli nie orgazm to minimum <em>podniecenie i niezapomniane przeżycia. </em><br />
zatem smacznego!</p>
<p>cytaty z : http://www.tekstowo.pl/index.php/tekst/</p>
<p>Kalina_J%EAdrusik/Bo_we_mnie_jest_seks</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[o przyjemności palenia w doborowym towarzystwie]]></title>
<link>http://chyba.wordpress.com/?p=96</link>
<pubDate>Fri, 09 May 2008 16:41:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>sis</dc:creator>
<guid>http://chyba.wordpress.com/?p=96</guid>
<description><![CDATA[- Czy będzie panu przeszkadzało, jeśli zapalę?
- Ależ skąd, proszę.
- Dziękuję. Pan, jak ro]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><em>- Czy będzie panu przeszkadzało, jeśli zapalę?<br />
- Ależ skąd, proszę.<br />
- Dziękuję. Pan, jak rozumiem, niepalący?<br />
- I owszem. Ale pani niech się nie krępuje.</em></p>
<p>•</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>W</strong>brew temu, co twierdzi regularnie pojawiający się w tym wirtualnym przybytku, głównie w celu szerzenia defetyzmu (choć - żeby oddać mu sprawiedliwość - przyznać wypada, że czyni to z niekłamanym wdziękiem), niejaki<strong> <a href="http://jendrju.wordpress.com/" target="_blank"><span>jendrju</span></a></strong>, nawet studia nierokujące żadnych nadziei na oszałamiający sukces w przyszłym życiu zawodowym, bo przeznaczone wyłącznie dla pasjonatów, zboczeńców, ludzi niepoczytalnych i tych, którzy uciekają przed wojskiem, mogą ubogacać. Serio. Za wynikające z owego faktu korzyści student takiego wybitnie nieżyciowego kierunku domu sobie co prawda nie wybuduje, komputera (w chwili obecnej na gwałt, zwany pisaniem Bardzo Mądrej Pracy, potrzebnego) nie kupi, wysublimowanego pożywienia konsumować nie będzie, za to do końca życia ma szansę podróżować na tramwajowych przycupkach, zamiast własnym samochodem, którego również sobie nie sprawi. Perspektywa ta nie umniejsza jednak satysfakcji i przyjemności, jaką dają intelektualne uniesienia i obcowanie z wiedzą - zdawałoby się - tajemną. Oraz bliskie kontakty z nie mniej tajemnymi postaciami.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>D</strong>owody? Proszę bardzo:</p>
<p><em>Jako dziewczę cokolwiek skrzywione z natury,<br />
z dziwaczną namiętnością do literatury,<br />
celebruję zawzięcie, zachłannie, gorąco<br />
całą przyjemność ze studiów płynącą.<br />
Siedząc więc na ten przykład przed PeTePeeNem,<br />
chcąc odwlec jak najdłużej owo wydarzenie,<br />
które zwie się pobytem w biblioteki gmachu<br />
i na ogół upływa w atmosferze strachu,<br />
zmieszanego z niesmakiem, niechęcią, zmęczeniem<br />
i górującym nad wszystkim jedynym pragnieniem,<br />
by zakończyć możliwie najprędzej tę mękę,<br />
zarazem nie mogąc się zdobyć na udrękę,<br />
aby wkroczyć do środka. Odwlekam więc w czasie<br />
to, co nieuniknione. Przyroda w swej krasie<br />
tym bardziej do lenistwa zachęca ochoczo.<br />
Widząc więc na dziedzińcu ławeczkę uroczą,<br />
zajmuję ją. Na zegarek spoglądam z ukosa,<br />
chcąc przysiąść nie na dłużej, niż na papierosa.<br />
Tuż przede mną - dumny - stoi na cokole<br />
ten, którego wałkują dzieci w każdej szkole -<br />
pan Adam Mickiewicz. Witam się nieśmiało,<br />
licząc, że wybaczy tę niegrzeczność małą.<br />
Pan Adam najwyraźniej nic przeciwko nie ma,<br />
nie spuszcza ze mnie jednak swojego spojrzenia,<br />
z uwagą śledząc moją tlącą się fajeczkę.<br />
Obiecuję, że nie zajmę więcej, niż chwileczkę.<br />
A jako, że z natury jestem honorowa,<br />
dotrzymuję, rzecz jasna, raz danego słowa.<br />
Gaszę niedopałek. Pan Adam zerka na to;<br />
przysięgłabym nawet, że skinął z aprobatą<br />
swą bujną czupryną. Żegnamy się w przyjaźni.<br />
Wstaję z ławki czując, że jest mi jakby raźniej.<br />
I do biblioteki wkraczam roześmiana -<br />
zapaliłam w towarzystwie pana Adama!</em></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Matura, kurwa mać... Część 2]]></title>
<link>http://vhpl.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Mon, 05 May 2008 10:32:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>vashpl</dc:creator>
<guid>http://vhpl.wordpress.com/?p=22</guid>
<description><![CDATA[I jak obiecywałem - kolejny wpis po pierwszym dniu matur.
Matura z polskiego. Dość ciężka nie p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I jak obiecywałem - kolejny wpis po pierwszym dniu matur.</p>
<p>Matura z polskiego. Dość ciężka nie powiem, ale nie jakoś zaskakująco trudna.</p>
<p>Tematy(cytuję z głowy, bo nie chce mi się dokładnie sprawdzać jakie to tematy były) do tworzenia własnego tekstu:</p>
<p>Porównaj wiersze(Mickewicza i <em><span style="text-decoration:line-through;">Tego-Drugiego-Którego-Nazwiska-Nie-Pamiętam</span></em> Kazimierza Przerwy-Tetmajera) o stosunkach między młodymi, a starymi(oczywiście oba wiersze podane). <em>Odpada - nigdy nie trawiłem poezji...</em></p>
<p>Opisz i zinterpretuj sen Panny Izabeli z "Lalki". Do tego jaki ma to związek z Wokulskim i ojcem Izabeli. I podany fragment. <em>Pisałem na ten temat. Nie mogłem wymyślić, co napisać przez jakieś 15 minut. W końcu jakoś mi się udało wylać około dwie i pół strony wody.</em></p>
<p>A w części "rozumienie tekstu pisanego" był artykuł z Rzepy o blogach i możliwościach ich wykorzystania przez dziennikarzy. Tekst prosty. Ale pytania były <em><span style="text-decoration:line-through;">pojebane</span></em> nie do końca łatwe.</p>
<p>To tyle ode mnie na dziś. Kolejna część - jutro, po angielskim.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fiflak]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=549</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 18:08:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.wordpress.com/?p=549</guid>
<description><![CDATA[- Zna pani Fiflaka?
Pytanie wyrosło przede mną niczym dorodna warząchew wśród pól i zbóż ko]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><em>- Zna pani Fiflaka?</em></p>
<p class="MsoNormal">Pytanie wyrosło przede mną niczym dorodna warząchew wśród pól i zbóż kołyszących się niwami chochli, skrobaków i tłuczków, przed kucharzem nieumiejętnym, choć doskonałym w swej nieumiejętnej umiejętności przypalania wody i solenia herbaty.</p>
<p class="MsoNormal">Przez chwilę wertowałam kartoteki wszystkich znajomych, przypadkowe spotkania, zaczytania, dzienniki pociągowe, kawy zbożowe pite po barach trzeciego świata, ale Fiflaka wśród nich nie było. Przyznałam się więc do totalnej ignorancji i havunołajdijam odnośnie znajomości takich jegomości, i zapytałam grzecznie acz podejrzliwie, o powody, dla których zostaję zagajana w sposób obcesowy i odrobinę natrętny, przez tego blond pana, w butach na rzep, od rana, na na na na.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Niestety nie znam </em>– mówię tak skromnie.</p>
<p class="MsoNormal">Pan tak z ukosa, ze smarkiem z nosa, okiem figlarnym, ciemnym, nachalnym mruga, że do mnie wielce zadziornie.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Zna pani. Załoze śe.</em></p>
<p class="MsoNormal"><em>- Ja też.</em></p>
<p class="MsoNormal">Do rozmowy, w dzień słońcowy włącza się Pan Dziadek boczny, rześki, siwy, granat oczny i z uśmiechem, nie oblechem, kiwa do mnie brody mechem.</p>
<p class="MsoNormal">-<em> Ja też?</em></p>
<p class="MsoNormal">Pytam grzecznie. Wobec szturmu porannego, gdzieś na drodze Kaufland Love - pętla giętka, tramwajowe tam smoczyska pędzą stadnie, biorę, godzę się bezwładnie - na Fiflaka.</p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Osiem i trójka, trójka i osiem, trasa Piątkowska, dziadek i Tosiek. A tak dokładniej: to Pan Tonisław. Rodzice, zda się, więzi ułańskie, onomastyka, ach dynamika. - <em>To zna go Pfani!</em></p>
<p class="MsoNormal">Jestem do bani. Jasne, że nie znam, cóżże poradzę. Dziadek mi mruga: to naprowadzę, a ja jak zawsze w takim spotkaniu, wciągam się, daję, jedźmy tramwaju!</p>
<p class="MsoNormal">- <em>Bo prose pani, ja go spotkałem tu wczoraj. Wczoraj... Wczoraj... Wczoraj...</em></p>
<p class="MsoNormal">I się zamyślił. Dziadek mi mruga. To mi wygląda - podryw na wnuka, ale niech będzie. Już zaraz maj. Fiflak, nie Fiflak, byle był naj!</p>
<p class="MsoNormal">- <em>Jak on wygląda?</em> - pytam się ładnie.</p>
<p class="MsoNormal">Dziadek mi mruga! A niech to, myślę - słodko, kapryśnie, niechaj mu za to oko wypadnie.</p>
<p class="MsoNormal">-<em> Wyglądnie ładnie</em> - Tosiek orzeka - <em>Chudy i zwiły.</em></p>
<p class="MsoNormal">-<em> Jaki?</em></p>
<p class="MsoNormal">Zawiły, problem się robi. Na dziadka to już nawet nie patrzę, wiem, że mi mruga, choć może właśnie wpadło mu niecnie coś do óczdołu. Nie wiem i badam obu pospołu.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Zwiły, no taki, jak u ślimaka.</em></p>
<p class="MsoNormal">Dziwna natura tego Fiflaka zaczyna bawić mnie niezmierzenie. Jestem stracona, prawie się żenię z tym pięciolatkiem, co mi rozprawia o cudach świata, bajkach i śnieniach, dziadek mi mruga, nic się nie zmienia.</p>
<p class="MsoNormal"><em>- Fiflak to będzie taki czarodziej</em> - mówi mi mały.</p>
<p class="MsoNormal">Taki dzień co dzień to się nie zdarza. Mówię mu na to: <em>- Niech nam czaruje i zrobi lato.</em></p>
<p class="MsoNormal">Mały się śmieje, dziadek mi mruga, mija minuta jedna i druga, a mnie wysiadać trzeba naprędce. Żegnam się, Tosiek wyciąga w ręce do mnie totalnie pomiętoszone kwiaty mleczowe i jak pierścionek daje mi klejąc się niepomiernie. Dziękuję pięknie, mówię śmiertelnie - ważnie i mądrze, tak, jak w senacie - że na herbacie razem z Fiflakiem są tak widziani mile ach za to, jak za oknami palące lato.</p>
<p class="MsoNormal">***</p>
<p class="MsoNormal">Morał się taki z tego wyłania: Mickiewicz uczył <em>Dziadów</em> mrugania.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szkoła Turystyki Pieszej]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 21:07:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</guid>
<description><![CDATA[„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zaint]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zainteresowania…” (s. 9) pech chciał, że ludzie zaczęli je powielać i prześcigać się, kto z nich jest lepszym specjalistą. Autorem cytatu jest Piechur-kreator, czyli największy teoretyk spośród trampów, czyli przewodnik Idei marszowych, czyli we własnej osobie Zygmunt Skibicki. Żebyśmy się dobrze rozumieli, nie chcę strącać nikogo z parnasu, nie chcę odbrązawiać pomników, nie taka intencja mną kieruje. Szanuję autora licznych <i>Szkół Turystyki…,</i> a książki te nauczyły mnie niejednej rzeczy w dziedzinie, jednak skoro sam muszę znosić krytykę – to, z sympatii, poddam jej bardziej doświadczonych kolegów ze szlaków.</p>
<p class="MsoNormal">Czepialskość moich czytelników nakierowana jest na styl, raz się podoba, raz nie. Idąc w prywatę zyskuję zadowolenie tej ważnej dla mnie grupy, idąc w ogólność kłaniam się szeroko pojętemu środowisku rajdowemu. Lektura Skibickiego nauczyła mnie jednak, że mimo skierowania do odbiorcy szerokiego, nie można rezygnować ze wstawek rozluźniających i relaksacyjnych, z humoru i dystansu, z przymkniętego oka.</p>
<p class="MsoNormal">Łowić to ja nie potrafię, jedynie słowa w książkach, taki fach, taki traf, zatem czytam i wychwytuję momenty o uroku niewątpliwym, o barwie niezwykłej, o treści niebanalnej, jakże ich dużo u pana Zygmunta. Aby oddać wielkość zjawiska skupię się tylko na przypisach do <i>Szkoły Turystyki Pieszej</i>.</p>
<p class="MsoNormal"> Zacznę nie od szkoły turystyki, a od szkoły życia, bo siła poniektórych porównań jest rażąco trafna i ciekawie oryginalna: „To jest tak jak z samochodami. Niscy faceci preferują długie samochody. Małe kobiety wolą wysokich facetów; wysokie szukają jeszcze wyższych. Są na ten temat złośliwe kawały” (s. 86) – i tylko szkoda, że autor nie poszedł za ciosem, nie wyłuskał z rękawa kąśliwego wyca, szkoda, lubię soczyste pointy, której tutaj zabrakło.</p>
<p class="MsoNormal">Trafiamy także na wyznania intymne, prywatnie czułe i niewygodne, porusza historia oscypków, bo „nigdy nie słyszałem, by polski, naturalny oscypek robiony w „niehigienicznych” warunkach niedomytymi ponoć rękoma bacy zaszkodził komukolwiek – a po słowackich rz…em jak kot” (s. 213) – szkoda tym razem tych domowych przytulaków, kapryśnych chrupkożerców i myszołapów; poza tym prztyczek w słowacki nos, do roboty xeroboye!</p>
<p class="MsoNormal">I sentyment ma swoje miejsce w tych poradnikach: „za czasów mej wczesnej młodości nafta była w każdym wiejskim sklepie! A mówią, że teraz jest ze wszystkim lepiej…” (s. 237).</p>
<p class="MsoNormal">No i „żaden woreczek foliowy nie zapewni szczelności – kwaśniejący pot wydziela sporo produktów gazowych!” (s. 258) – o zgrozo!</p>
<p class="MsoNormal"> Momentami wyjątkowymi w całym przewodniku, w całym kompendium wiedzy marszowej, w całym tym pisaniu – są fragmenty, które dotykają jakże śliskich stosunków damsko-męskich. Pan autor wykazuje się czujnością i dobrym smakiem, pisze jakoby jego rady mogły odmienić nasze podejście do życia, naszą formę i odporność na efekty zimowych randek (kichanie, kaszel), ale zarówno dostrzega, że „moje gwarancje nie dotyczą tych konsekwencji randki, które wynikają z pozbycia się stroju w całości” (s. 17), gdyby tak było - musiałby zmienić tytuł na <i>Szkołę Turystki Integracyjnej</i>, bądź <i>Marszosutra</i>.</p>
<p class="MsoNormal">Co więcej, napotykam na tezę, że „lata robią swoje – proszę Panów” (s. 86), ma ona przypis, dopowiedzenie odspodne, a w nim: „po Paniach to tylko mniej widać – czasami!” (s. 86) i byłbym w stanie pochylić czoła, bo nie zawsze to, co proste jest tendencyjne, tylko owo sakramentalne „czasami”! jak ono bawi i igra, jak ono stąpa po cienkim lodzie wyszukanego żartu, jak ono buduje napięcie.</p>
<p class="MsoNormal">To nie wszystko.</p>
<p class="MsoNormal">Kolejnym wątkiem poruszonym dosłownie są różnice anatomiczne. Konstatacje wielce osobliwe typu: „nie da się ukryć – to w partiach biodrowych budowa kobiety najistotniej różni się od konstrukcji meskiej” (s. 101) i chciałbym zakrzyknąć „Alleluja!” bo to tak na czasie nawet; albo „lekki plecak wyprawowy waży obecnie ponad 15 kg. Jeśli mężczyzna chce ulżyć swej towarzyszce, musi liczyć się z dodatkowym wysiłkiem”, przede wszystkim jest to turystyczna interpretacja Biblii, w drugiej kolejności rada w pigułce jak być gentelmenem. Cenne to. Niestety nie wiem jak ocenić kolejny zjawiskowy cytat, brzmi on tak: „na tym polu [rozstaw kości miednicy] kobiety też znacznie górują nad facetami – rozmiarem w stosunku do wzrostu oczywiście” (s. 206), hmm…</p>
<p class="MsoNormal">„Panie nie powinny zapomnieć o stanikach. Ta uwaga pochodzi od jednej z moich koleżanek. Jeśli chodzi o moje zdanie – mogą zapomnieć!” (s. 280) – i jak tu czytać bez puszczenia oka, bez marginesu błędu skierowanego w satyrę i kabaret, jak wierzyć późniejszym radom o zachowaniu się w towarzystwie niedźwiedzi na szlaku, jak zaufać co mamy pakować do plecaka na dłuższą pieszą wyprawę, skąd pewność, że ten niedźwiedź nie będzie miał ochoty na harce, a plecak nie odleci razem z nami.</p>
<p class="MsoNormal"> Uzasadnienie mojej ironii: jestem polonistą, także mszczę się za słowa (też w przypisie) „nie mam nic przeciwko Mickiewiczowi, ale mierzcie zamiary podług sił, a nie siły na zamiary! Romantyzm w planowaniu jakichkolwiek wędrówek jest nadzwyczaj niebezpieczną ideologią” (s. 167), a tak poważnie – wciąż szanuję Skibickiego, nawet bardziej za te wstawki, tego typu poradniki męczą, ten temat znosi praktykę, mniej teorię, zatem doceniam starania nad dobrym samopoczuciem czytelników, które propaguje autor. <i>Chciałbym, żeby nic się nie zmieniało.</i></p>
<p class="MsoNormal"> Na koniec kwiatek dla cierpliwych: „każdy, nawet najlżejszy, plecak na ostrym podejściu będzie się wydawał ciężki – zawsze! Tak to już jest” (s. 35) – zgadzam się, tak to już jest!</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:10pt;">Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zygmunta Skibickiego – <i>Szkoła Turystyki Pieszej</i>, Wydawnictwo Skibicki, Pelplin 2006.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Własne gniazdko]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=11</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 18:56:29 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=11</guid>
<description><![CDATA[Ostatnio na wosie profesor Andrzejewska tłumaczyła nam, że mówienie źle o własnej szkole to ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio na wosie profesor Andrzejewska tłumaczyła nam, że mówienie źle o własnej szkole to nie lojalność i niszczenie własnego gniazda. Czasem jednak wydaje mi się, że warto porozmawiać o sprawach, które ‘toczą nasze ciało”. Nie tylko to pedagogiczne.</p>
<p>Donosicielstwo<br />
Ledwie przyszłam do szkoły, a pamiętać trzeba, że maturzyści przychodzą o różnych dziwnych porach, a dostaje cynk o aferze. W sumie fajnie, bo mam o czym napisać, ale czy o to chodzi? Czasy: „uprzejmie donoszę” już minęły (choć niektórzy nadal na tym chcą budować Polskę). Dodam jeszcze, że to nie był donos typu: zdarzyło się. Niestety. Donos typu: a może tam coś jest. Okazało się, że nie ma, ale jest gdzieś troszkę indziej. Tak czy inaczej, jeśli donosicielstwo tylko z gotowymi zarzutami i tylko dla dobra społecznego, a nie prywaty. Jeśli coś złego się dzieje. </p>
<p>Afera biurkowa<br />
W piątek, niczego nieświadoma, nasłuchałam się od kolegi z klasy o dwóch ‘wypadkach’ z kupą w rolach głównych. W sumie nic pewnego, ale opowieści są. Jedna to historia wf-owa. Podczas tej lekcji, w szatni, jakiś niecny człowiek, nie dość, że ukradł wszystkie komórki, to postanowił załatwić swoją potrzebę, a z braku papieru toaletowego podtarł się cudzą bluzą. Druga historia jest mniej szkolna, ale chyba bardziej fantazyjna. Znajomi mojego kolegi mają domek w jakiejś wsi. Jako, że nadal trwa tam budowa, więc nie trzymają w środku nic cennego (powiedzmy szczerze, praktycznie niczego tam nie trzymają). Tak czy inaczej pewnego razu grupa ludzi (a skąd to wiadomo, napiszę potem) postanowiła okraść go. Ze względu na brak czegokolwiek, a tym bardziej wartościowego, trochę się wkurzyli. W ramach zemsty i folgowania swojej wściekłości obsikali i obsrali (że się wyrażę, bo ciężko tu o eufemizm) wszystko co się dało- ściany, sufit, podłogę. Jedna osoba raczej nie była w stanie wyprodukować takiej ilości ZiSPPM (Zbędnych i Szkodliwych Produktów Przemiany Materii). Nie byłyby to historie, którymi warto byłoby się podzielić na łamach gazety, gdyby nie to, że we wtorek, dzięki doniesieniom 1c (która rezyduje w sali PO), dowiedziałam się, że u nas w szkole podobny ewenement miał miejsce. Od czwartku szufladę biurka nauczycielskiego w sali PO zamieszkiwała kupa. Sprawców jak dotąd (jak z moich informacji wynika) nie złapano. Nie drążąc tej bezsensownej sprawy, apeluję do elitarnej młodzieży – DOROŚNIJCIE!</p>
<p>Tropikalna<br />
Oprócz tego, że jest to tytuł fajnej gry komputerowej z Fidelem Castro na czele, jest to również klub muzyczny. Wiele osób uważa, że jest to klub, w którym spotykają się homoseksualiści, a nie raz i grupy z marginesu społecznego czy półświatka. Ten oto klub miał być miejscem, gdzie miała się bawić nasza (NIEDOROSŁA) jeszcze młodzież na swoim półmetku. Organizatorami, jak praktycznie zawsze, byli nasi Samo Rządowcy. Oburzenie ustąpiło, gdy znalazła się chętna duszyczka z klasy angielskiej, która charytatywnie zorganizowała półmetek w Mega. Gdy organizatorem jest Samo Rząd, wiadomym jest, że zyski z imprezy przechodzą do kasy samorządu. Ale tym razem, kasa zasilana jest jedynie z puli szkolnej. Jako, że i ta w tym roku drastycznie zmalała (nawet deklarowana składka jest niższa niż przez ostatnie lata), nie dziwmy się, że nasz Samo Rząd musi podejmować akcje zgoła charytatywne lub nie wymagających nakładów pieniężnych. Zastanawiam się tylko, kiedy czeka nas jakaś impreza zorganizowana przez naszych Rządowców. Problem, jak się nie doczekamy…<br />
Próbowałam porozmawiać z wiceprzewodniczącym, ale nie znalazł dla mnie przez całe popołudnie czasu, więc niestety nie zamieszczę jego zdania, choć jestem bardzo ciekawa co by powiedział. </p>
<p>Urząd Antykorupcyjny<br />
Jeszcze nie wyszłam ze szkoły, a kolejna ciekawostka. Profesor Czupryńska wypowiada się przed kamerą TVN 24. Pierwsza myśl była, że może chodzi o matury. Ale wszystko się wyjaśniło kiedy oświecił mnie jeden z nauczycieli. W naszej szkole, dzięki pomysłowi pani dyrektor, zaczniemy edukację antykorupcyjną. Na godzinach wychowawczych, gdy zazwyczaj przynosi się usprawiedliwienia, omawia wycieczki albo przygotowuje do czegoś, mamy teraz uczyć się jak przeciwdziałać korupcji. Jak to się ładnie w branży mówi – ktoś dał cynk telewizji – i zarówno pani dyrektor, jako pomysłodawca, jak i profesor Czupryńska, jako, nazwijmy, główny koordynator, wystąpiły dla TVN 24. Zastanawiam się tylko czy nam godzin wychowawczych starczy TYLKO na korupcję, bo walka z nią będzie baaardzo czasochłonna. </p>
<p>Radiowęzeł rządzi<br />
A z ostatnich nowinek szkolnych nasze radio zamierza się zrewolucjonizować. Już nie tylko będzie można posłuchać muzyki, którą nie zawsze słychać, ale każdy będzie mógł zostać gwiazdą! Nie ma to jak spotkać na korytarzu biegającą koleżankę Stuczeń (kandydatkę do Samorządu) z mikrofonem (dyktafonem lub innym sprzętem) i chętną do rozmowy. Idea rzeczywiście szczytna, bo coś z naszym radiem zrobić trzeba. Gorzej z wykonaniem. Tak czy inaczej kolejnym krokiem, po wywiadach i programach publicystycznych, które będą powstawać z biegiem czasu, proponuję nadawać ogłoszenia i reklamy. Przynajmniej zarobimy, a kasa zawsze się przyda. Jak na placu mogą stać reklamy, a na korytarzach leżeć reklamówki, to co za problem skomercjalizować radio?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[SKIS]]></title>
<link>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=5</link>
<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 13:47:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>trendexpert</dc:creator>
<guid>http://monikaczaplicka.wordpress.com/?p=5</guid>
<description><![CDATA[Geneza SKISa niknie w mrokach dziejów. Wiadomo jedynie, że jego praojcem jest Mieszko (ale nie I P]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Geneza SKISa niknie w mrokach dziejów. Wiadomo jedynie, że jego praojcem jest Mieszko (ale nie I Piast). I wiadomo jak się w niego gra. Cóż jest więc w nim takiego wyjątkowego, że zaraża całe grupy społeczne?</p>
<p>SKIS, czyli gra towarzyska dla co najmniej dwóch osób (ale im więcej, tym przyjemniej) podbiła serca już wielu osób. Samo słowo skis pochodzi od słowa skiśnięty, czyli np. skiśniętej kapusty. Krótko mówiąc odpowiada słowu: nieświeży.<br />
Jak w to się gra? Wystarczy, że któraś osoba dotknie drugiej i powie słowa: „Skisłeś!”. Osoba, która przejęła skisa musi starać się go podać dalej, przez dotknięcie kolejnej osoby i wymówienie magicznej formuły: „Skisłeś!”. Jest jednak sposób aby zabezpieczyć się przez skisem. Należy przełożyć trzeci palec od lewej dla prawej ręki, lub trzeci od lewej dla prawej ręki (inaczej palec serdeczny) nad palcem 2 (wskazującym) tak, aby serdeczny niejako ‘zahaczyć’ w pierwszym miejscy zgięcia palca wskazującego i skierować ów serdeczny nieznacznie w dół. Gest ten jest znany również pod nazwą skrętu palców kłamcy, ponieważ kłamiąc należy mieć tak ustawione palce, aby czuć się usprawiedliwionym w swoim oszustwie.<br />
Gracz, który skrzyżuje palce w widoczny sposób, może spokojnie oddać się bądź to ucieczce, bądź obserwacji dalej postępującej gry. Osoba, która nie ma już do kogo podać skisa przegrywa. Ogłaszana zostaje MegaSKISem i należy wymyślić dla niej adekwatne tortury.<br />
Proponowany jest również Puchar SKISa, aby ci, którzy potrafią doskonale go rozkolportować i nie dają się złapać mogli pochwalić się swoimi zdolnościami. Ale jak na razie SKIS występuje tylko w odmianie towarzyskiej, bez żadnych nagród, a jedynie z karami.<br />
Nie mniej jednak SKIS jako sposób ożywienia towarzyskiego, formy zabawy i wspólnego ruchu sprawdza się znakomicie i polecam go wszystkim tym, którzy chcą się bawić jak elitarna szkoła z Katowic.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
