<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>meskosc &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/meskosc/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "meskosc"</description>
	<pubDate>Fri, 18 Jul 2008 18:22:05 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Kobiecość kontrolowana]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=734</link>
<pubDate>Wed, 09 Jul 2008 21:02:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=734</guid>
<description><![CDATA[
Wiele kobiet czuje się we własnym ciele niczym w twierdzy osaczonej przez wrogów.
Większość j]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/07/kobiecosc3.jpg" /></p>
<p>Wiele kobiet czuje się we własnym ciele niczym w <strong>twierdzy osaczonej przez wrogów</strong>.<br />
Większość jest niezadowolona ze swych kształtów, wymiarów i tym podobnych cech fizycznych. Kobiety mają poczucie wyalienowania ze swych ciał, które wydają im się tajemnicze, przerażające i niepoddające się kontroli.</p>
<p>Cross (1993) uważa, że odczucia te mają swoje źródła w naturze anatomii kobiecych narządów płciowych, powodującej, że już w niemowlęctwie i wczesnym dzieciństwie dziewczynki inaczej odbierają swoje ciało niż chłopcy.<br />
Małe dziewczynki nie zapoznają się ze swymi genitaliami równie dobrze jak chłopcy, gdyż ich narządy płciowe w znacznej części znajdują się wewnątrz ciała i nie są tak widoczne i dostępne jak u chłopców.<br />
Dziewczynki nie dotykają się podczas oddawania moczu równie często, jak czynią to chłopcy.<br />
Eksplorują swe ciało i masturbują się znacznie rzadziej i mniej bezpośrednio aniżeli chłopcy, dlatego częściej ich genitalia są dla nich raczej źródłem <strong>niepewności i lęku</strong>.</p>
<p>W okresie dorastania w ciałach dziewcząt dokonują się gwałtowne i dramatyczne przemiany: rozwijają się piersi i rozrastają biodra, w dodatku trzeba się uporać z nieprzyjemnym i często bolesnym doświadczeniem menstruacji. Dorastający chłopcy doświadczają siebie głównie dzięki nabywaniu siły fizycznej. Nie pojawia się u nich odpowiednik miesiączki, chyba że uznamy za niego spontaniczną ejakulację („mokre sny"), która jednakże jest przyjemna i często daje powód do dumy.</p>
<p>W późniejszym okresie dziewczęta i kobiety mogą czuć, że ich ciała są narażone na inwazję i kontrolę ze strony innych. Na przykład penis chłopca lub mężczyzny będzie przez nie wówczas postrzegany jako przerażający intruz, „obcy wewnątrz". W życiu dorosłej kobiety nastąpić mogą też dalsze niepokojące doświadczenia, jak choćby wtedy, kiedy jej ciałem zaczyna władać dziecko, a jego funkcje zmieniają się w trakcie ciąży, porodu i karmienia piersią.<br />
Rola rozrodcza w pewnym sensie ułatwia kobietom wejście w taki <strong>kontakt z ciałem</strong>, jakiego mężczyźni nie mogą doświadczyć, ta sfera jest więc bardzo istotnym poziomem, na jakim rozgrywają się emocje i konflikty. A jednak, przynajmniej u niektórych kobiet, pojawić się może odczucie „braku kontroli" nad własną fizycznością, która w ich oczach jest brzydka, podatna na zranienie, odpychająca i <strong>niemożliwa do ujarzmienia</strong>.</p>
<p>Nie jest wcale prawdą, że powodem, dla którego dziewczęta eksplorują swe ciała w mniejszym stopniu i masturbują się rzadziej niż chłopcy, jest utrudniony dostęp do ich genitaliów (w rzeczywistości przecież dostęp do łechtaczki jest niezwykle łatwy).<br />
Otóż dzieje się tak dlatego, że w społeczeństwie zachodnim (jak w wielu innych kulturach) dziewczęta i kobiety <strong>nie są wcale zachęcane do decydowania o przyjemności seksualnej doświadczanej przez siebie</strong>. Zakaz społeczny obejmujący masturbację oraz aktywność seksualną w ogóle odnosi się do dziewcząt w dużo szerszym zakresie aniżeli do chłopców i mężczyzn, stąd obecność w języku ogromnej liczby obelg, którymi obrzuca się kobiety dążące do uzyskania satysfakcji seksualnej bez zważania na swą „reputację": „rura", „kokota", „kurwa" i tak dalej. Nie istnieją odpowiedniki tych określeń odnoszące się do mężczyzn, a słowa „ogier" czy „byczek" i tym podobne niosą raczej konotacje lekkiego podziwu niż dezaprobaty.</p>
<p>Dziewczęta nie wdają się z dumą w porównywanie swych genitaliów ani nie dyskutują na temat częstotliwości swych orgazmów, jak czynią to chłopcy, ponieważ wiedzą, że <strong>nie byłoby to akceptowane</strong>.<br />
Odczytały już kierowany do nich przekaz społeczny, zgodnie z którym nastawienie kultury do kobiecych organów płciowych i rozrodczych oraz ich funkcji nacechowane jest znaczną ambiwalencją.</p>
<p>Na przykład dyskomfort związany z menstruacją bierze się nie tylko z fizycznego bólu i niewygody, ale jest też odbiciem poczucia wstydu, zakłopotania i obrzydzenia do siebie, generowanego przez nastawienie społeczne (przenoszone na przykład za pośrednictwem reklam podpasek i tamponów) głoszące, że menstruacja to coś wstydliwego i nieczystego, w odniesieniu do czego powinno się zachować jak najdalej posuniętą „dyskrecję" i „higienę".</p>
<p>Postawy wobec kobiecych ciał, szczególnie zaś tych ich partii, które wiążą się z płcią, pełne są <strong>sprzeczności</strong> i negatywnych podtekstów. Sygnały płynące ku kobietom z reklam, kolorowych magazynów i świata rozrywki, a często też ze strony ich własnych rodzin i rówieśników, informują je, że ciało kobiece to coś, co musi podlegać <strong>kontroli i modelowaniu</strong>, aby mogło zadowalać innych.</p>
<p>Niewiele dziewcząt i kobiet potrafi całkowicie oprzeć się oczekiwaniom, zgodnie z którymi powinny dbać o swą „atrakcyjność". To ostatnie słowo implikuje zresztą, ze ich ciała istnieją przede wszystkim po to, ażeby inni mogli na nie patrzeć, i to z przyjemnością, a nie po to, aby były funkcjonalne, efektywne i miłe dla swych właścicielek. Atrakcyjna kobieta to taka, która spryskana jest dezodorantem, wydepilowana, umalowana, ma odpowiednie uczesanie, rysy twarzy, cerę i kształt ciała.</p>
<p>Balansowanie pomiędzy byciem „atrakcyjną" a „wyzywającą", do którego zmuszane są kobiety, przypomina <strong>spacer po linie</strong>. Nic dziwnego, że wiele kobiet czuje się wyobcowanych z własnego ciała wywołującego u nich głębokie niezadowolenie.</p>
<p>Kobiecość domaga się nie tylko fizycznej atrakcyjności. Małe dziewczynki bardzo wcześnie dowiadują się, czym jest akceptowane zachowanie kobiece i co się stanie, jeżeli ktoś uznaje za chciwe, samolubne, zepsute, narwane albo zwyczajnie nie dość miłe.<br />
Złość, usilny protest, walka o własne prawa, opinie i interesy "nie przystoi" kobiecie. To nie „kobiece" domagać się zaspokajania własnych potrzeb czy też obstawać przy swoich przekonaniach i interesach.<br />
Rozpowszechnienie obraźliwych słów, określających kobiety postępujące wbrew tym zasadom jako „<strong>kastrujące</strong>", „dominujące", „wymagające", „pewne siebie" i „histeryczne", wskazuje tylko na siłę reakcji, jakie wzbudzić może zlekceważenie wymagań kobiecości.</p>
<p>Narzuca się zachowaniu kobiet wiele wymagań i ograniczeń, często ze sobą sprzecznych.<br />
- Zadaniem kobiety jest bycie delikatną, cichą, pasywną i troskliwą, miłą dla innych i przedkładającą ich potrzeby nad własne.<br />
-&#62; Jednak kobieta „ofiara" zasługuje już tylko na pogardę.</p>
<p>- Zadaniem kobiety jest ponoć dbanie o dobre funkcjonowanie małżeństwa czy związku i „trwanie przy jednym mężczyźnie",<br />
-&#62;jednak często o kobiecie żyjącej z brutalnym mężem mówi się, że sama jest sobie winna.</p>
<p>- „Prawdziwa kobieta" jest dostępna seksualnie, uległa i miła dla mężczyzn, -&#62;lecz gdy ktoś ją napastuje lub gwałci, uważa się, że „sama się o to prosiła".<br />
W końcu powinna być bardziej asertywna albo nauczyć się samoobrony.</p>
<p>- Zgodnie z innym, podobnie sprzecznym zestawem wymagań, kobieta nie powinna zdradzać wiedzy i kompetencji w sprawach „technicznych",<br />
-&#62;ale wykluczone, by okazała się zupełnym „nieukiem".</p>
<p>Większość kobiet w dzisiejszych czasach pracuje poza domem, a mimo to wciąż wykonuje przeważającą część prac domowych, włącznie z organizowaniem życia rodzinnego, opieką nad dziećmi oraz chorymi i starszymi członkami rodziny.<br />
Kobiety troszczą się o innych, utrzymują ich zarówno w sensie dosłownym, jak i emocjonalnym, co obciąża je zarówno fizycznie, jak i psychicznie.<br />
Ciała kobiet (oraz ich energia) mają nie tylko cieszyć i seksualnie zaspokajać innych, lecz muszą też się o nich troszczyć i ich obsługiwać.</p>
<p>Kobiety nie otrzymują zapłaty za swe prace domowe, których wartość nie jest adekwatnie oceniana przez społeczeństwo, często wynagrodzenie za ich pracę poza domem jest zaniżane, a sama praca uzyskuje status niższy niż zajęcia wykonywane przez mężczyzn.<br />
Wskutek tego wiele kobiet jest wyczerpanych i uczy się <strong>dystansu do własnych potrzeb</strong> cielesnych i emocjonalnych.<br />
Wygłodniałe zainteresowania, uznania i wsparcia, które same dają innym, nie doceniają siebie i pogardzają sobą.<br />
Ponieważ tego właśnie oczekuje się od kobiet, a ich emocje takie jak niechęć i niezadowolenie wydają się społeczeństwu nieuzasadnione, są więc na powrót skrywane i kierowane do wewnątrz, ujawniając się czasem dopiero w postaci zachowań autoagresywnych.</p>
<p>Chociaż odpowiedzialność, jaką przyjmują na siebie kobiety za swoje związki i sprawy związane z życiem osobistym i emocjonalnym, pod wieloma względami może stanowić potencjalne źródło wielkiej satysfakcji, to jednak równie często staje się przyczyną wewnętrznych konfliktów.</p>
<p>Tam gdzie jest odpowiedzialność, pojawia się ryzyko <strong>poczucia winy</strong>, dlatego wiele kobiet obwinia się (i jest obwinianych) za brak zadowolenia, złość i zazdrość innych (zwłaszcza mężczyzn), a także za wszelkie nadużycia, jakie przychodzi im cierpieć.</p>
<p>Wszystkie te liczne (i pozostające ze sobą w sprzeczności) wyobrażenia o kobietach i wymagania wobec nich - wywierają na nie naciski:<br />
-Po pierwsze konsekwentne <strong>tłumienie własnych potrzeb</strong> i uczuć oraz tolerowanie, bez słowa sprzeciwu, sytuacji krzywdzących, niedających spełnienia, a wręcz znieważających, burzy poczucie godności i kondycję emocjonalną.<br />
-Po drugie trwanie w sytuacji, która nie daje szansy wygranej, ponieważ karane są wszelkie działania (zarówno te podejmowane w celu uczynienia własnego położenia bardziej znośnym, jak i te wyrażające odmowę tolerowania tegoż położenia), może powodować poczucie bezsilności, frustracji i rozpaczy.</p>
<p>W zależności od stopnia, w jakim potrzeby danej kobiety są lekceważone, a ona sama wykorzystywana lub znieważana, gromadzić się będą w niej mniejsze lub większe <strong>pokłady urazy, żalu i złości</strong>.<br />
Kobieta pozostająca w takim położeniu, z uwagi na brak bezpiecznych i kulturowo usankcjonowanych sposobów ujawniania uczuć oraz niską samoocenę, prawdopodobnie skieruje wszystkie swe emocje do wewnątrz, na siebie samą, i zdarzyć się może, że ich nośnikiem stanie się zachowanie autoagresywne.<br />
<em><br />
Babiker Gloria, Lois Arnold - Autoagresja. Mowa zranionego ciała</em></p>
<p><strong>Powiązane tematy:</strong><br />
• <a href="../2007/11/22/kobieta-bez-winy-i-wstydu/">Kobieta bez winy i wstydu</a><br />
• <a href="../2008/05/10/przyjemnosc-i-szczescie-bez-granic/">Przyjemność i szczęście bez granic…?</a><br />
• <a href="../2008/02/03/grzeszne-cialo/">Grzeszne ciało?</a><br />
• <a href="../2008/04/14/seks-impotencja-i-wolnosc/">Seks, impotencja i wolność</a><br />
• <a href="../2008/01/02/kontrolujesz-czy-ciebie-kontroluja/">Kontrolujesz czy ciebie kontrolują?</a><br />
• <a href="../2008/04/13/umysl-kontra-cialo/">Umysł kontra ciało</a><br />
• <a href="../2008/01/04/seks-demon-z-piekla-rodem/">Seks - demon z piekła rodem</a><br />
• <a href="../2008/05/05/boskie-cialo/">Boskie ciało?</a><br />
• <a href="../2008/05/23/propozycja-tao-dla-kobiet-zdrowie-i-plodnosc/">Propozycja Tao dla kobiet. Zdrowie i płodność.</a><a href="../2008/05/05/boskie-cialo/"><br />
</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zintegruj w sobie męskość i kobiecość]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/?p=721</link>
<pubDate>Sun, 06 Jul 2008 09:07:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/?p=721</guid>
<description><![CDATA[
Każdy z nas rodzi się jako kobieta lub mężczyzna, jednak wszyscy mamy w sobie energię zarówno]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://zenforest.wordpress.com/files/2008/07/man-woman.jpg" /></p>
<p>Każdy z nas rodzi się jako kobieta lub mężczyzna, jednak wszyscy mamy w sobie energię zarówno żeńską, jak i męską. Nie mówimy tutaj o energii kobiecej i męskiej w kategoriach płci, ale energii, która istnieje w nas niezależnie od płci.</p>
<p>W naszym społeczeństwie <strong>pomyliliśmy żeńską i męską energię z rolami społecznymi</strong> - istnieje na ich temat wiele błędnych informacji, będących przyczyną dysharmonii.</p>
<p>Jako dorastający młodzieniec zachęcany byłem do bycia „mężczyzną", niezgadzania się z niesprawiedliwością i walczenia o swoje prawa.<br />
Nawet dzisiaj, większość telewizyjnych bohaterów jest takim jednostronnym portretem mężczyzny. Uczono mnie też, że niedobrze jest, kiedy mężczyzna się boi.<br />
Natomiast dziewczętom nie wolno było się złościć, bo złość jest bardzo niekobieca, ale za to mogły się bać, bo kobiecie to uchodzi.</p>
<p>Wiele lat później brałem udział w zajęciach grupy wsparcia. W czasie zajęć mężczyźni mieli się połączyć ze swoimi uczuciami, a zwłaszcza lękiem. Kobiety zaś miały połączyć się z tłumioną wrogością, zwłaszcza wobec mężczyzn, i wyrazić ją.<br />
Pewnego wieczoru zdenerwowałem się na coś i od razu zarzucono mi agresywny szowinizm, z przewagą energii męskiej - co zresztą było prawdą. Innym razem okazało się, że kobietom nie wolno było wyrażać swoich lęków, ponieważ od razu oceniano je jako patetyczne ofiary.<br />
Zdałem sobie sprawę, że tutaj energia również była niezrównoważona, tak jak w społeczeństwie - zamieniliśmy się tylko rolami.</p>
<p><strong>Co to znaczy być kobietą, co to znaczy być mężczyzną? </strong><br />
Nie interesujmy się tym, ponieważ to utwierdza nas w stereotypowych rolach opartych na uwarunkowaniach z przeszłości. Przyjrzyjmy się raczej energiom, z którymi przyszliśmy na świat, i poszukajmy równowagi i harmonii.</p>
<p>Najogólniej mówiąc, energia męska związana jest ze świadomym umysłem, intelektem, logiką, strukturą<br />
i dynamiką.<br />
Według starożytnych mistyków, elementami męskimi są powietrze i ogień.</p>
<p>Energia żeńska związana jest z podświadomością, intuicją, emocjami i manifestacją nieświadomych wzorców na poziomie fizycznym.<br />
Żeńskie elementy to woda i ziemia (matka).</p>
<p>Równowaga i harmonia w każdym z nas powstają jako wynik integracji tych dwóch komplementarnych aspektów - żeńskiego i męskiego.</p>
<p>Przykładem uzupełniania się tych dwóch energii może być zależność pomiędzy świadomością i uwagą: świadomość to zdolność kierowania uwagi.<br />
Świadomość - to aspekt męski, a jego cechy to kontrola, kierowanie i d z i a ł a n i e.<br />
Natomiast uwaga - to stan bycia, czyli aspekt żeński.</p>
<h3>ENERGIA MĘSKA</h3>
<p>Energia męska przejawia się w następujących dziedzinach:<br />
1. Gotowość do tworzenia.<br />
2. Podejmowanie działań i dynamika.<br />
3. Moc realizowania planów.</p>
<p><span style="text-decoration:underline;"><span style="color:#808080;">Gotowość do tworzenia </span></span><br />
Jest to motywacja do rozpoczynania nowych rzeczy. To chęć kształtowania, formowania i skupiania energii w celu tworzenia czegoś nowego. Jest to też odwaga do rozpoczynania nowych odkryć zewnętrznych, jak i wewnętrznych, w tym - co jest bardzo ważne - chęć poszukiwania prawdy i sensu życia oraz zrozumienia, kim jesteśmy i na czym polega tworzenie.<br />
<span style="color:#808080;"><span style="text-decoration:underline;"><br />
Podejmowanie działań i dynamika </span></span><br />
Jest to energia wprawiania w ruch.<br />
„Dosyć już rozprawiania o cudach l pięknie natury. Chodźmy i zobaczmy ją. Zróbmy to!"<br />
Jeżeli ta energia nie jest zrównoważona, staje się ślepym dążeniem „po trupach do celu".</p>
<p>Zrównoważona - jest dynamiczną mocą, która tworzy cuda.<br />
Nie ma zastanawiania się, czy coś powinno być zrobione, czy nie - niemal samo się robi.</p>
<p>Wszyscy, którzy osiągnęli w życiu coś wielkiego, mieli pod dostatkiem tej samo-napędzającej energii. Jest to również instynktowna i spontaniczna energia dawania i chronienia.<br />
Nie należy jej jednak mylić z żeńskim instynktem matki żywicielki.<br />
Bardzo często, kiedy ukochana osoba jest w niebezpieczeństwie, uaktywnia się ten męski instynkt zapewnienia jej ochrony. Mówienie, że dawanie, zapewnienie ochrony i schronienia to męskie cechy - nie jest stereotypowym przypisywaniem ról: jest to opis jednego z przejawów męskiej energii, a mianowicie dynamicznego tworzenia.<br />
Jeżeli ta energia nie jest zrównoważona, a towarzyszy jej lęk, staje się chciwością i gromadzeniem dla siebie kosztem innych.</p>
<p><span style="color:#808080;"><span style="text-decoration:underline;">Moc realizowania planów</span></span><br />
Jest to energia osiągania rezultatów, realizowania planów do końca. Mamy tę energię, jeżeli możemy policzyć swoje osiągnięcia, widzieć materializowanie się swoich planów, a nie tylko marzyć o ich spełnieniu. Słyszymy, jak ludzie mówią, że czegoś chcą. Jeżeli nie uda im się tego osiągnąć, oznacza to, że zabrakło im aspektu męskiej energii.</p>
<p>Ten aspekt zna swoją moc i doświadcza jej. Gotowość, działanie i realizowanie planów to męskie aspekty naszej osobowości.</p>
<p>Niektóre kobiety sądzą, że tylko przez mężczyznę mogą dotrzeć do swojej energii męskiej, tak samo jak wielu mężczyzn myśli, że potrzebują kobiety, aby skontaktować się ze swoją żeńską częścią.</p>
<p>To w pewien sposób prawda, gdy w związku ze sobą pozostają osoby w miarę wewnętrznie zrównoważone, uzupełniające się nawzajem i tworzące harmonię.<br />
<strong>Jednak równowaga jest przede wszystkim tworzona wewnątrz nas i </strong><strong>nie zależy od osoby, z którą dzielimy życie. </strong></p>
<p><span style="color:#0000ff;"><strong>Żeński i męski aspekt są zawsze obecne w każdym z nas. </strong></span></p>
<p>Naszym zadaniem jest je tylko zrównoważyć.</p>
<p>Kobiety muszą zrównoważyć nie tylko swoją energię męską, ale również żeńską.<br />
Kobieta, która nie ufa swojej kobiecości, może stać się, z jednej strony, tyranem pełnym złości, którą często kieruje na mężczyzn, a z drugiej strony, biernym męczennikiem.</p>
<p>Mężczyźni powinni również zrównoważyć swoją męską energię. Ileż to razy widzimy mężczyzn przepraszających za swoją męskość.<br />
Są biernymi mięczakami, którymi wszyscy rządzą i popychają, ponieważ zrezygnowali oni ze swojej dynamicznej mocy.<br />
Z drugiej strony, nierównowaga energii męskiej sprawia, że stają się okrutnymi ciemiężycielami, zwłaszcza dla kobiet, nad którymi mogą z łatwością dominować.</p>
<p>Mężczyźni szukają równowagi ze swoją wewnętrzną kobietą poprzez kobiety w swoim życiu - najpierw matkę, a potem inne, które napotykają po drodze - jednak jeżeli ktoś chce znaleźć brakującą część przez relacje  z płcią przeciwną, bez pracy wewnętrznej, nierównowaga może się nawet powiększyć.</p>
<p>Przywrócenie równowagi można zacząć od <strong>zaakceptowania siebie</strong> jako mężczyzny.<br />
Będzie to oznaczać cieszenie się swoją męskością, dostrzeżenie jej piękna, jej bezbronności l dynamicznej siły.<br />
Odrzucenie jakiejkolwiek części jedynie zwiększy nierównowagę.</p>
<h3><span style="color:#000000;">ENERGIA ŻEŃSKA </span></h3>
<p>Energia żeńska przejawia się w następujących dziedzinach:<br />
1. Wyobraźnia, uczucia, pragnienia.<br />
2. Zdolność do działania.<br />
3. Umiejętność bycia.</p>
<p><span style="text-decoration:underline;"><span style="color:#808080;">Wyobraźnia, uczucia, pragnienia.</span></span><br />
Wyobrażenie sobie upragnionego rezultatu i odczuwanie jego istnienia to wielka moc, jaką daje tej planecie żeński aspekt energii. Ten rodzaj wyobraźni to nie logiczny, intelektualny proces, typowy dla energii męskiej, ale wyobraźnia połączona z odczuwaniem, pragnieniem spełnienia marzeń i aspiracji.<br />
Jest to podstawowe narzędzie manifestowania każdej części rzeczywistości.<br />
Jeżeli energia ta jest niezrównoważona, charakteryzuje się tendencją do odczuwania niepokoju i lęku. Postrzeganie rzeczywistości przez emocjonalny aspekt, w odróżnieniu od postrzegania zimnych, twardych faktów, łagodzi tę rzeczywistość.<br />
Odczuwanie to następny krok po myśleniu. Otwiera on mądrość intuicjyjną. Innymi słowy, intuicja zaczyna działać, kiedy - przez odczuwanie - „wyjdziemy" z intelektu.</p>
<p><strong>Brak emocjonalnej równowagi oznacza zagubienie się w negatywnych emocjach przez utożsamianie się z nimi. </strong></p>
<p>Pragnienie to kolejne narzędzie służące do tworzenia pozytywnej rzeczywistości.<br />
Marzenia, pragnienia i zdrowe potrzeby łączą nas z siłą życiową i stymulują naszą witalność.<br />
Kiedy ta energia jest w nierównowadze, popadamy w uzależnienia.</p>
<p>Kiedy wyobraźnia, odczuwanie i pragnienie współpracują ze sobą, stwarzają przestrzeń dla zamierzonego tworzenia w danej rzeczywistości.<br />
Innymi słowy, żeńska energia stwarza przestrzeń dla aspektu męskiego.</p>
<p><span style="text-decoration:underline;"><span style="color:#808080;">Zdolność do działania .</span></span><br />
Zdolność do działania, tworzenia i realizowania planów to cechy żeńskie. Samo działanie, tworzenie i realizowanie planów są męskimi aspektami energii, ale zdolność do wykonywania tych rzeczy jest wartością żeńską.<br />
Zanim męski czynnik zacznie działać, musi mieć żeńską zdolność do działania, choć nie musi jej demonstrować.<br />
Zdolność do tworzenia leży u początków całego Istnienia, co oznacza, że pierwszą energią była energia żeńska.<br />
W energii zdolności do działania kryje się energia dawania i otrzymywania; energia realizowania się i pozwalania sobie na realizację; energia opiekowania się i pozwalanie na troskę o siebie.</p>
<p><span style="color:#808080;"><span style="text-decoration:underline;">Umiejętność bycia </span></span><br />
Akceptacja, spokojne trwanie i bycie tym, kim jesteśmy, pozwala mądrości intuicyjnej wejść w nasze pole świadomości.</p>
<p>Wyobraźnia, odczuwanie, pragnienie, zdolność do tworzenia i bycie to żeńskie aspekty, które tworzą przestrzeń dla naszej męskiej energii i pozwalają jej działać i tworzyć.</p>
<h3>RÓWNOWAGA</h3>
<p>Te dwa aspekty energii nie mogą funkcjonować bez siebie nawzajem.</p>
<p>Kiedy męska energia chce tworzyć - żeńska wyobraża sobie, odczuwa i pragnie tego.<br />
Energia męska dynamicznie tworzy i działa -podczas gdy żeńska zdolność do tworzenia pozwala, aby działanie mogło nastąpić.<br />
Męski aspekt energii ma moc realizowania planów, natomiast żeński - intuicyjnie przyzwala na realizację.</p>
<h3>NIERÓWNOWAGA</h3>
<p>U wielu osób energia żeńska l męska są w nierównowadze.<br />
Nie wiedząc, co to znaczy być kobietą czy mężczyzną, myślimy o sobie tylko w kategoriach pici.<br />
Albo też zadowalamy się informacjami na temat roli kobiety i mężczyzny, przekazanymi nam przez naszych rodziców, których energie były także niezrównoważone.</p>
<p>Oznakami nierównowagi energii jest albo obrona męskości, albo wyparcie się jej i wręcz przepraszanie za bycie mężczyzną.</p>
<p>U kobiet objawem nierównowagi jest przesada w podkreślaniu swych cech kobiecych lub zaprzeczanie i odrzucanie swej kobiecości.<br />
Każda kobieta i każdy mężczyzna mogą nauczyć się rozumieć żeński i męski aspekt swojej wewnętrznej energii.<br />
Kiedy to się stanie, zaczniemy rozumieć nie tylko osoby pici przeciwnej, ale przede wszystkim zaczniemy rozumieć siebie. Jak często pozwalamy sobie na zaprzestanie poszukiwań i słuchanie intuicji?</p>
<p>Czy potrafimy być równocześnie delikatni i pełni mocy, czy też dominuje tylko jedna cecha - kosztem drugiej?</p>
<p>Jak udaje się nam zrównoważyć działanie z byciem?<br />
Iluż z nas potrafi kochać, ale nie pozwala sobie na przyjmowanie miłości; potrafi dawać, a nie pozwala sobie na przyjmowanie wsparcia i opieki od innych?</p>
<p>Wszyscy jesteśmy, w większym lub mniejszym stopniu, energetycznie niezrównoważeni.</p>
<p>Zbyt dużo energii męskiej wcale nie sprawi, że mężczyzna będzie bardziej męski. Podobnie, zbyt mało energii męskiej lub zbyt dużo żeńskiej nie oznacza, że mężczyzna będzie bardziej tolerancyjny czy kochający.<br />
Stanie się tylko bezsilną ofiarą.</p>
<p>Każda z ról ofiary jest wynikiem nierównowagi pomiędzy żeńskim i męskim aspektem energii.</p>
<p>Jeżeli aspekt żeński przeważa nad męskim, nierównowaga objawia się na różne sposoby. Przede wszystkim możemy utknąć w negatywnych emocjach.<br />
Przechowujemy w sobie urazy i oskarżenia, co prowadzi do chorób.</p>
<p>Nie możemy przebaczyć i zapomnieć urazów z przeszłości.<br />
Brakuje męskiej energii, która mogłaby przemienić ten zastój w integrację.</p>
<p>Jeżeli nierównowaga jest zbyt duża, złość może przekształcić się w potrzebę odwetu. Nawet jeśli zniszczymy w ten sposób siebie, to przecież zemsta jest „rozkoszą bogów".</p>
<p>Energia staje się wówczas destrukcyjna, co w końcu prowadzi do samozniszczenia.</p>
<p>Kiedy przeważa energia męska, kosztem żeńskiej, tłumimy emocje, zamiast w zdrowy sposób je wyrazić.<br />
Z przytłaczającą przewagą energii żeńskiej nigdy skutecznie nie spełnimy naszych marzeń ani nie osiągniemy celów.<br />
„Któregoś dnia to się stanie" - mówimy, ale ten dzień nigdy nie nadchodzi.<br />
Wypowiadamy tylko pobożne życzenia, które się nigdy nie spełniają.<br />
Mamy marzenia i plany, które by się spełniły, gdyby tylko było więcej pieniędzy; gdyby ktoś zaopiekował się dziećmi; gdyby była możliwość rozpoczęcia tego od nowa; gdybym tylko mógł zdobyć ten stopień naukowy; gdyby tylko, gdyby tylko... Jest to oznaka braku męskiej energii, która by dopełniła i zrealizowała plany; jest to życie możliwościami, ale nie rzeczywistością.</p>
<h3><strong>Aby osiągnąć harmonię, musimy zrozumieć żeński i męski aspekt energii oraz zobaczyć, gdzie istnieje nierównowaga. </strong></h3>
<p>Nie jest to takie łatwe, jak się może wydawać, ponieważ istnieje wiele różnych dziedzin w naszym życiu, w których <strong>wzmocniliśmy jeden aspekt kosztem drugiego</strong>.<br />
Na przykład, możemy się czuć zdominowani w życiu osobistym, w związku z drugą osobą, a doskonale funkcjonować w pracy zawodowej.<br />
U niektórych przewaga jednego aspektu może być widoczna we wszystkich dziedzinach.<br />
<strong><br />
Naszym zadaniem jest odkrycie, w jakich dziedzinach brakuje nam energii żeńskiej, a w jakich męskiej. </strong></p>
<p>Odkrycie i obserwowanie ich pozwoli nam odbudować brakującą energię.<br />
Kiedy w jakiejś dziedzinie odkryjemy nadmiar któregoś z aspektów, możemy odwołać się do energii przeciwnej, czyli naszej <strong>wewnętrznej kobiety</strong> lub <strong>wewnętrznego mężczyzny</strong>, aby współpracowali z nami w celu przywrócenia równowagi.</p>
<p>Pozwól im wejść, rozmawiaj z nimi, przestań traktować ich jak kogoś obcego.<br />
Aby przywrócić równowagę, kobieta musi poznać swoją kobiecość, ą mężczyzna zaprzyjaźnić się ze swoją męskością.<br />
Aby zrównoważyć kobiecość, rozmawiaj ze swoją wewnętrzną kobietą i zaprzyjaźnij się z nią.<br />
W celu zrównoważenia męskości trzeba zaprzyjaźnić się ze swoim wewnętrznym mężczyzną.</p>
<p><strong>Nie koncentruj się na wzmocnieniu tylko jednej części, ale na harmonii obydwu</strong>, na ich współpracy, wspólnym działaniu jako jednej siły, służącej do tworzenia rzeczywistości z mocą, elokwencją, majestatem i z miłością.</p>
<p>Kiedy te dwie magiczne części będą współpracować, powstanie w nas równowaga i harmonia, dzięki którym stworzymy pożądaną przez nas doskonałą rzeczywistość.<br />
Odkryjemy również pełnię siebie, swoje prawdziwe Ja, pełnię tego, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy.</p>
<p><em>Colin Sisson, Podróż w głąb siebie</em><br />
<strong><br />
Zobacz także :</strong></p>
<p>• <a href="../2007/12/29/zycie-w-harmonii-receptura-wg-lazariewa/">Życie w harmonii</a></p>
<p>• <a href="../2008/04/13/umysl-kontra-cialo/">Umysł kontra ciało</a></p>
<p>• <a href="../2008/01/27/zaakceptuj-i-badz-wolny/">Zaakceptuj i bądź wolny…</a></p>
<p>• <a href="../2008/06/24/wewnetrznie-podzieleni/">Wewnetrznie podzieleni</a></p>
<p>• <a href="../2008/04/13/madrosc/">Mądrość</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[sado-maso, czyli anatomia miłości]]></title>
<link>http://blogali.wordpress.com/?p=184</link>
<pubDate>Sat, 21 Jun 2008 00:18:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>blogali</dc:creator>
<guid>http://blogali.wordpress.com/?p=184</guid>
<description><![CDATA[„Śniąc o Judytach, zdobyć mogę tylko Lukrecje; ogarnia mnie wtedy takie poczucie słabości, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>„Śniąc o Judytach, zdobyć mogę tylko Lukrecje; ogarnia mnie wtedy takie poczucie słabości, że dosłownie ginę z pohańbienia. Pozostaje mi więc jedna tylko droga, aby odzyskać tragizm, przed którym tchórzliwie uciekłem: oto aby lepiej kochać Lukrecję, muszę ją okrutnie męczyć! Stąd praktycznie wynika, że jeżeli kobieta, z którą żyję, nie napawa mnie świętym strachem […] – usiłuję zastąpić nieobecny strach litością; ściślej można powiedzieć, że jest we mnie potajemna skłonność, aby – sztucznymi środkami – wzbudzić w sobie litość nad kobietą, którą kocham. Staram się więc wprowadzić w codzienne życie jakby moralne rozdarcie, usiłując – powtarzalnymi lękami – zmienić swe istnienie w „tratwę Meduzy“, gdzie lamentuje i pożera się nawzajem garść zagłodzonych rozbitków. Szczególne podniecenie, związane ze wszystkim, co z dziedzinie seksualnej poraża mnie lękiem, odnajduję – przynajmniej w pewnym stopniu – za pośrednictwem litości, tak iż oba bieguny mojego odczuwania (podobnie jak Lukrecja i Judyta, widziane tylko pod kątem przelanej krwi) niemalże się w końcu pokrywają.“</p>
<p>Michel Leiris, <em>Wiek męski</em> (1939)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Męskość instant]]></title>
<link>http://ewiater.wordpress.com/?p=378</link>
<pubDate>Thu, 19 Jun 2008 07:43:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>ewiater</dc:creator>
<guid>http://ewiater.wordpress.com/?p=378</guid>
<description><![CDATA[Wrócę jeszcze raz do &#8220;A Good Year&#8221; - zacytowane przez mnie słowa padają z ust wuja H]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wrócę jeszcze raz do "A Good Year" - zacytowane przez mnie słowa padają z ust wuja Henry'iego, właściciela winnicy i wychowawcy głównego bohatera. Właśnie ta winnica, a w zasadzie dorastanie do jej posiadania, jest osią całego filmu. Mówiąc o potrzebie troski o dobro, które się dostrzega, Henry próbuje przekazać wychowankowi prawdę o wartościach. Niestety, na początku ponosi klęskę - chłopak bardzo szybko dostrzega użyteczność kłamstwa i niesłowności. Tylko ile lat można żyć w trybie "krótkoterminowym" a na takie skazuje życie w oparciu o kłamstwo? Jest to także życie samotnicze, być może w luksusie, ale nawet na cieszenie się posiadanymi van goghami nie ma czasu ani zdolności (umiejętność kontemplacji także trzeba ćwiczyć).</p>
<p><em>If you will find something good, Max, you have to take care of it, let it grow.</em></p>
<p>Uprawa ziemi, rzemiosło, nawet bycie żołnierzem uczą trudnej sztuki czekania i uważności. W dawnych rytach inicjacji nacisk kładziono na wytrzymałość chłopca i to nie tylko wytrzymałość na ból, ale także umiejętność czekania. Cierpliwość. Z cnoty tej można zrezygnować, jeśli ktoś nauczy się omijać prawdę, tyle, że świat, w którym żyjemy jest tak skonstruowany, że omijanie prawdy kończy się źle: nie da sie przeskoczyć etapów wzrastania. Najpierw jest ziarno, potem kłos, potem ziarno w kłosie, że zacytuję Mojego Ulubionego Klasyka. I w filmie Scotta wyraźnie widać potrzebę wartości i ich ścisły związek z dojrzałością i szczęściem.</p>
<p>Dom w komentarzu pod poprzednim wpisem napisała, że ten brak dojrzałości dotyczy też kobiet - to prawda, ale w mniejszym stopniu, co widać nawet po ignacjańskich: większość przyjeżdżających tam osób to kobiety, choć te rekolekcje są tak skonstruowane, że odpowiadają bardzo męskiej psychice (8 dni milczenia, zmaganie się ze sobą samym, osobisty kierownik duchowy, krótkie, techniczne wręcz instrukcje dotyczące formy modlitwy i jej przeprowadzania). Zdolność do macierzyństwa sprawia, że my, kobiety, jesteśmy w lepszym kontakcie z naszymi emocjami i szukamy relacji, nawet jeśli robimy to w sposób chory. Zresztą w cytowanym filmie jest też postać kobiety, która zachowuje się tak, jak Max, ale jak dowiadujemy sie później, jej zachowanie nie wynika z założenia: "Idę na łatwiznę", tylko z faktu, że kochała mężczyznę, który przyjął takie założenie (nie Maxa).</p>
<p>Na codzień spotykam naprawdę niewielu mężczyzn, którzy zgodzili się na prawdę o sobie i mozolne wychodzenie z siebie do innych a przez to do dojrzałości. Znam za to wielu, którym wystarczy powodzenie wśród kobiet, wysoki stan konta (lub posiadanie gadżetów wskazujących na wyski stan konta) ewentualnie przypakowana na siłce sylwetka do tego, żeby uważać się za mężczyzn. Tylko, że jak próbuję sobie ich wyobrazić w roli ojców, to wyskakuje mi komunikat: "Brak danych". Wyskakuje, bo wartości, które prezentują wcale nie dają gwarancji, że jak już zostaną fizycznie ojcami, coś się zmieni w nich na lepsze, dojrzalsze, że będą zdolni do bycia odpowiedzialnymi za innych. Na ulicach coraz częściej za to widuję ojców traktujących dziecko (szczególnie małe) jako gadżet mający przyciągnąć uwagę i podziw kobiet. Niedobrze się robi, jak się na to patrzy.</p>
<p>Ech.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wpis ohydnie feministyczny]]></title>
<link>http://ewiater.wordpress.com/?p=377</link>
<pubDate>Wed, 18 Jun 2008 19:50:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>ewiater</dc:creator>
<guid>http://ewiater.wordpress.com/?p=377</guid>
<description><![CDATA[Odświeżyłam sobie właśnie zwiastun filmu &#8220;A Good Year&#8221; oczywiście Scotta oczywiśc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Odświeżyłam sobie właśnie zwiastun filmu "A Good Year" oczywiście Scotta oczywiście Ridleya. Teksty jak precyzyjne cięcia skalpela:<br />
<br />
<em>Jeśli znajdziesz coś dobrego, Max, powinieneś się tym zaopiekować, pozwolić temu wzrastać.</em></p>
<p>Rozglądam się wokół i nie widzę żadnego mężczyzny, poza tak nielicznymi wyjątkami, że chyba jedynie potwierdzającymi regułę, który rozumiałby wartość cierpliwej troski o wzrastanie. Dodajmy (co istotne w tej sytuacji): wzrastanie czego/kogokolwiek poza jego ego. Myślę, że to jest główny powód zdecydowanego smutnienia i spłycania się świata: męskość instant. Tylko czy to w ogóle jest męskość?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W obronie mężczyzny]]></title>
<link>http://defendo.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Sat, 12 Apr 2008 13:25:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>defendo</dc:creator>
<guid>http://defendo.wordpress.com/?p=55</guid>
<description><![CDATA[Jego mości życie*
Jeszcze jest chłopcem
żyje w nim nadzieja
stroi się w zbroję z srebrnego pap]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Jego mości życie*</p>
<p>Jeszcze jest chłopcem<br />
żyje w nim nadzieja<br />
stroi się w zbroję z srebrnego papieru<br />
jeszcze mu wolno dotykać bezkarnie<br />
każdego z pytań<br />
nim go dzień zagarnie</p>
<p>Marzył - i przyszło<br />
chciał - i mu się stało<br />
goli się wreszcie - utył i sporządniał<br />
wygodnie siedzi w swoich długich spodniach<br />
ma za złe Bogu, babskim tyłkom, klęskom<br />
nie tak być miało<br />
miało być zwycięstwo</p>
<p>Rośnie w nim wrzawa<br />
bunt sie wzmaga - leci<br />
i uleciało wśród żony i dzieci<br />
jego wieczory nie pachną kadzidłem<br />
a szarym mydłem<br />
barchanowych szat<br />
pat</p>
<p>Zaczynam od wiersza(za którego grafomaństwo przepraszam serdecznie znawców), poświęconego mężczyznom. Tym, których życie nie do końca i nie tak, jak chcieli, się toczy. Toczy obok. Przy akompaniamencie telewizora. Z kimś, kogo już nie kochają u boku, ale z tym kimś trwają dla dobra. Nieważne czyjego. Każdy argument jest dobry, byle dostatecznie usprawiedliwiał inercję.<br />
Przecież poświęca się dla rodziny(jak większość facetów), zarabia, dba o nią. Skąd więc wieczne pretensje żony? Czemu podejrzewa go o zdradę? W końcu jej nie zdradził, bo mu się zwyczajnie nie chciało. Bo to wymagałoby jakiegoś wysiłku - zdobywania innej kobiety od początku, wciągania brzucha, umizgów, poznawania, dbania o siebie. Zero luzu - wtedy trzeba uważać na wszystko - choćby przez krótki czas, zanim dodatkowa partnerka oswoi się z niedoskonałością "ideału". Czemu ta żona tak ujada i ujada? Powinna być szczęśliwa. A jeśli nie jest - to jej wina, sama nie wie, czego chce. Ona zapomniała już, że on   m u s i   od czasu do czasu usłyszeć "Wierzę w Ciebie". Szczególnie wtedy, kiedy coś idzie niekoniecznie dobrze, kiedy rzeczywistość z różowej zamienia się w szarą, czasem czernieje znienacka. On - skazany na wieczną rywalizację w pracy, a coraz częściej również na niepewność, czy niedługo nie będzie musiał poszukać sobie nowej - wraca do domu i szuka w nim azylu - miejsca, gdzie o konkurowaniu z innymi może wreszcie zapomnieć, oglądając sport, w którym właśnie rywalizują inni, nareszcie nie on sam. Może w tym właśnie tkwi tajemnica popularności programów sportowych wśród mężczyzn? Gorzej, jeśli zabiera pracę do domu. Wtedy traci swoją bezpieczną niszę. Zastanawia się wciąż nad tym, co go jutro czeka, warczy na otoczenie, bo nadal jest w fazie rywalizowania. A jeszcze gorzej, kiedy pracująca kobieta przyniosła robotę do domu. Oboje bezwiednie zaczynają rywalizować. Nie odpoczywać. Następnego dnia idą do swoich biur - równie zmęczeni. I  oto ona zaczyna zarabiać - czasem więcej, niż on. Bo pracuje w komputerze, który wymaga cierpliwości, inteligencji, wytrzymałości - a te cechy kobieta posiadła u boku mężczyzny. Bo musiała jakoś z nim wytrzymać przecież. Jest lepsza. Mężczyzna może stać się z powrotem Narcyzem, Piotrusiem Panem i włożyć sobie krótkie gatki - ona i tak patrzy przecież na niego nieco pogardliwie. Dorównała mu, a nawet go przewyższyła. A on zapłacił za to - tak jak kiedyś płacił za jej perfumy, czekoladki, fatałaszki. Tym razem zapłacił jednak bardzo drogo - utratą męskości. Stał się chłopcem albo czort wie, kim. Ona musi się rozwijać - i robi to. On? A po co? Jeśli straci pracę - ona zarobi na dom. Ma się rozwijać dla niej? A po cholerę? I tak żaden inny nie będzie na tyle głupi, żeby ją zechcieć, tyle lasek chodzi po świecie. Mężczyzna oddaje po kolei wszystkie przyczółki, wcale ich nie broniąc , nawet nie próbując. Kobieta przejmuje je - nie chcąc ich właściwie. Wolałaby być chroniona, wspierana, być partnerką, nie chce dominować. Któraż nie lubi być noszona na rękach? Któraż nie chciałaby się poddać jego woli, być zwolniona z decydowania o wszystkim?  Ale już pewnie tego nie potrafi, bo straciła zaufanie do jego siły, bo nie chce oddać się w ręce wiecznego chłopca. Ten chłopiec szuka sobie namiastek dawnej adrenaliny, która towarzyszyła mu podczas polowania: skacze na bungee, uprawia survival, pcha się na najwyższe szczyty i w Rów Mariański. Nie dla odkryć. Sportem ekstremalnym jest też czasem zaliczanie kolejnych kobiet - też adrenalina. Nawet bywa wierny, ale tylko dopóki trwa fascynacja erotyczna tą jedną. Potem drugą, trzecią, czwartą... Używa je po kolei, więc uważa się za monogamistę. Czasem robi pieniądze - bo są mu konieczne dla osiągnięcia rzeczonego skoku adrenaliny - w końcu udział w rajdzie Safari na przykład swoje kosztuje. Dziś nie da się sprawdzić swojej męskości w obliczu niebezpieczeństwa, które kiedyś było jej nieustannym probierzem - facet leci więc na siłownię. Tam buduje sobie masę mięśniową, bo tą - jako doskonale widocznym, w przeciwieństwie do innych, atrybutem - może uwodzić partnerki.  Rzecz w tym ,że siła bohaterów westernu była wykorzystywana w obronie honoru, w obronie słabszych - kobiet i dzieci, w obronie ważnych wartości. O tym zapomniał zupełnie współczesny modelator muskułów. Zapatrzony w Terminatora, pozbawionego ludzkich uczuć, nie pamięta o Johnie Wayne, który występował w czyjejś obronie, walczył dla kogoś, kochał. Nie musiał o tym wrzeszczeć, często zaznaczał to tylko spojrzeniem, ale jego kobieta   w i e d z i a ł a . I była z niego dumna.<br />
Są i inni. Z "sercami połatanymi jak żagiel"(Grek Zorba). Dojrzali. Umiejący kochać kobietę, a nie tylko swój obraz w jej oczach. Przyznający się do porażek i błędów. Ci, dla których prawdziwe kobiety są gotowe nie tylko ufarbować włosy na dowolny kolor, ale chcą wciąż czuć ich obecność; których nie zdradzą nigdy. Dla których potrafią zmienić swoją pracę, adres, przy których nie boją się starzeć. Silni siłą nie tyle fizyczną, ile siłą charakteru, żałujący nietrafionych decyzji i naprawiający skutki błędów. Którzy od partnerki wymagają nie tylko pięknej buzi i dobrego gustu w wyborze strojów, którzy są zażenowani jej niewiedzą - i nie usiłują jej bronić, kiedy zostanie to dostrzeżone. Których drażni głupota słodkich idiotek. Wymagający. Dumni i pokorni jednocześnie. Potrafiący mówić o swoich emocjach. Którzy potrafią zamykać swoją kobietę w ramionach na środku  ulicy, całować ją nawet na torach kolejowych czy w kawiarni pełnej ludzi. Oni wiedzą, że męskość i kobiecość to nie opozycja - a dopełnienie. Wiedzą, że pozbawieni kobiety są niepełni. Mają poczucie braku. Nie byle jakiej kobiety. To oni zdobywają te odnalezione, jedyne. Nie interesują ich te zdobywające. Są tacy. Wierzę.<br />
* Jego mości życie - bo to nie on je sobie i innym mości, ten jegomość, to jego życie umościło i wkleiło w miejsce, z którego ani się wyrwać, ani w nim tkwić ;)</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Seksuolog]]></title>
<link>http://moon5.wordpress.com/?p=456</link>
<pubDate>Tue, 18 Mar 2008 20:01:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Moon</dc:creator>
<guid>http://moon5.wordpress.com/?p=456</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj w jednej z telewizji, w salonowej dyskusji, młody seksuolog powiedział: &#8220;&#8230;gdy ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj w jednej z telewizji, w <i>salonowej</i> dyskusji, młody seksuolog powiedział: "...gdy oboje  są w młodym wieku, on nieomal z niej nie schodzi..." :o Pomyślałam o innym starszym seksuologu, którego często pokazują w mediach; on raczej nigdy nie użył tego typu kolokwializmu, jego wypowiedzi odznaczają dużą kulturą osobistą i delikatnością. Temat programu dotyczył, mniej więcej, porzucania starych żon dla młodych kobiet, i "starych, niewyżytych bab" spotykających się z dużo młodszymi mężczyznami... Byłam oczywiście zbulwersowana wyrażeniem,  jakiego użył obecny tam seksuolog, zwłaszcza że był w towarzystwie kobiet...  A swoją drogą, co to za facet, który "nie schodzi z kobiety" :?</p>
<p>P.S.<br />
Takimi dziwactwami też się zachwycałam w latach osiemdziesiątych...</p>
<p><b> Lene Lovich "Lucky Number" (1979)</b><br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/1nu2QX3GU-U'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/1nu2QX3GU-U&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span><br />
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fgSKv1p9aGQ">A tu na żywo w Nowym Jorku w 1981...</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Męskość w pigułce]]></title>
<link>http://dobraksiazka.wordpress.com/?p=223</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 21:32:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Yves P.</dc:creator>
<guid>http://dobraksiazka.wordpress.com/?p=223</guid>
<description><![CDATA[Męskość w pigułce
Autor:  Bernard C. Kolster
Niejeden z panów kiedyś stanął czy właśnie te]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Męskość w pigułce</strong><br />
<em>Autor:  Bernard C. Kolster</em></p>
<p>Niejeden z panów kiedyś stanął czy właśnie teraz stoi przed problemem zaburzeń potencji. Niegdyś nieuchronnie wiązało się to z zażenowaniem, frustracją, odrzuceniem. Dziś są na to sposoby! I to nie tylko lubczyk czy imbir. <!--more--></p>
<p>Prezentowana Państwu książka w sposób przejrzysty i prosty przedstawia ważne, sprawdzone informacje na temat viagry - "cudu potencji". Ale nie tylko! Bernard C. Kolster w swoim przewodniku zawarł odpowiedzi na wiele bardzo istotnych pytań związanych z zaburzeniami erekcji. Omówił między innymi ich przyczyny, różne sposoby leczenia, w tym przede wszystkim działanie viagry, jej interakcje z innymi lekami oraz zagrożenie, jakie one ze sobą niosą. Słowem, każdy, kto chce się dowiedzieć, czego można się spodziewać po wizycie u specjalisty, alternatywnych metodach leczenia impotencji i wreszcie po tej niedawno odkrytej "cudownej broni", powinien zajrzeć do <a href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=58386&#38;idp=356" rel="nofollow"><u>Męskości w pigułce!</u></a></p>
<p>Polecam także rewelacyjny poradnik kierowany do mężczyzn, którzy mają <a href="http://dobraksiazka.wordpress.com/2008/02/20/przedwczesny-wytrysk/">problemy z przedwczesnym wytryskiem</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzień Kobiet]]></title>
<link>http://moon5.wordpress.com/?p=406</link>
<pubDate>Sat, 08 Mar 2008 04:27:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>Moon</dc:creator>
<guid>http://moon5.wordpress.com/?p=406</guid>
<description><![CDATA[Skoro kobiety rządzą tym światem, i skoro wszystko kręci się wokół spraw łóżkowych, po có]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Skoro kobiety rządzą tym światem, i skoro wszystko kręci się wokół spraw łóżkowych, po cóż w pewnych krajach obchodzono kiedyś Dzień Kobiet? Ponieważ nie było normalnego społeczeństwa i wszystko kręciło się wokół Partii, więc aby oddać należyty hołd kobiecie, ustanowiono jej święto :). Dla mnie to jedyna socjologicznie sensowna odpowiedź, ale nie wiem, jak było naprawdę :? To dziwne święto... Przy dzisiejszej "zaradności" i wycwanieniu  dużej części kobiet należałoby raczej ustanowić <i>Dzień Ochrony Mężczyzny</i> czy <i>Dzień Miłosierdzia Dla Płci Brzydszej</i>. Jakiś czas temu sporo było w doniesień na temat "zamiany płci", kobiety miały stawać się bardziej męskie i twarde, a mężczyźni - niewieścieć i mięknąć. Ostatnio mniej takich artykułów. Chyba temat  się znudził, a może już wszystko wróciło do normy...</p>
<p>P.S.<br />
W tamtych latach była moda na śpiewające blondynki...</p>
<p><b>Kim Wilde "View From The Bridge" (1982)</b><br />
<span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/DM_v3Vd5ay4'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/DM_v3Vd5ay4&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[John Motherfucking Rambo (czyli o pięknie drzemiącym w prostocie i o ataku nostalgii)]]></title>
<link>http://drninja.wordpress.com/?p=42</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 23:58:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>dr.ninja</dc:creator>
<guid>http://drninja.wordpress.com/?p=42</guid>
<description><![CDATA[Wróciłem (z kina i na Bloga jednocześnie) i powiem tak- znów poczułem sie gówniarzem, chodząc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wróciłem (z kina i na Bloga jednocześnie) i powiem tak- znów poczułem sie gówniarzem, chodzącym codziennie do wypożyczalni kaset i łykającym nowości z półki przy kasie (za którą siedział dziwnym trafem facet uderzająco podobny do comic book guya z Simpsonów) , wydając kieszonkowe na drugie śniadanie. Bo takich filmów jak <b>Rambo</b> już nie robią. Prostych, w których nikt nie zadaje pytań "Skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy?", stworzonych tylko i wyłącznie ku uciesze gawiedzi, tnących wszelkie zbędne bzdety i przesłania na rzecz kultywowania pozbawionego głębszych treści MĘSKIEGO  kina.</p>
<p>Dawno dobrze nie bawiłem się na seansie. Chadzałem na filmy z gatunku tzw. "trudnych", "skłaniających do przemyśleń", "posiadających drugie dno". Były ciekawe, oczywiście, trafiło się kilka(naście) nudnych smętów o niczym oraz parę perełek i dzieł wybitnych , ale nie były to obrazy, które spowodowały, ze pokochałem kino za młodu. Bo film ma służyć rozrywce i nic w tym złego, że nie wskaże nam sensu istnienia. Coś, co umarło mniej więcej na początku lat 90, rzeczy, na których się wychowałem, pokroju Rambo, Die Hard, Krwawego Sportu, Brudnego Harry'ego, Indiany Jonesa i Życzenia Śmierci, odeszły w niepamięć i ustąpiły miejsca produkcjom albo "wyższej klasy", albo bezdennie durnym komediom o ruchających sie nastolatkach. Zabrakło tego pięknego, ukochanego przeze mnie czynnika, tak zwanego "cosia", który, mimo, ze filmy nie szczyciły się jakimiś górnolotnymi cytatami i prawdami o życiu, sprawiał, że przyciągały one  przed ekran i trzymały w napięciu, choć i tak wiedzieliśmy, ze główny bohater na końcu wszystkim skopie dupska. Wszyscy znaliśmy zakończenie, zdawaliśmy sobie sprawę, że Clint zastrzeli każdego fagasa, który mu się napatoczy, Charlie Bronson wypatroszy z psychopatyczną przyjemnością przestępców wszędzie tam, gdzie się pojawi, Żan Klod wygra turniej, Indy nie zgubi kapelusza, McLane sypnie sarkazmem mordując trzysetnego terrorystę, a John Rambo ręcami swemi zakończy każdą wojnę.<br />
Powtórzę- takich filmów, dla młodych chłopaków, którzy kochali bawić sie w wojnę, policjantów i złodziei czy w turniej karate na podwórku już nie robią. Czy raczej- zatrważająca większość twórców robić ich nie chce. Transformers to inna para kaloszy, był to orgazm dla geeków zakochanych w bzdurnej, ciągnącej się przez kilka lat reklamie plastikowych robotów zmieniających się w samochody, film przeznaczony (przynajmniej w Polsce) do wąskiego grona pokurwieńców mojego pokroju, uważających Optimusa Prime'a za figurę mesjańską. Mnie wielce uradował, ale nie był to obraz na miarę JOHNA RAMBO.</p>
<p>Każdy z odpowiedniego rocznika (a nawet ci młodsi, choć oni posiadają już inne wzorce i inną sferę odniesień kulturowych) wie, że Rambo to synonim jednoosobowej armii, człowiek, który ma testosteronu więcej w małym palcu, niż wszyscy faceci na ziemi razem wzięci (wyłączając Clinta). Postać całkowicie nierealna i mniej wiarygodna od Spidermana. A jednak każdy, kto zasiadał przed telewizorem i odpalał psu z gardła wyciągniętego, piętnaście razy piraconego VHSa na tajwańskim magnetowidzie, który rzęził niczym staruch pod respiratorem, uruchamiał tzw. <i>suspended disbelief, </i>zawieszał zdroworozsądkowe, logiczne myślenie na kołku w przedpokoju i z wypiekami na twarzy smotrił w ekran, a napięcie towarzyszące seansowi ściskało pośladki tak, że przy napisach końcowych były opuchnięte i spocone. Za takimi filmami tęsknił każdy, choć niewielu się do tego przyzna, gdyż lubić filmy z Rambo to automatyczny ostracyzm towarzyski i skazanie się na banicję, natychmiastowy wylot z elitarnego kręgu miłośników Francuskiej Nowej Fali.</p>
<p>Szczerze powiedziawszy, Sylwek to jedna z najbardziej niedocenionych postaci w światowym kinie. Wszyscy uskuteczniają jakieś śmiechy chichy, podśmiechujki, jadą po jego aktorstwie bez mydła i... być może mają rację. Nie zaprzeczam,  że Sly ma cztery sztandarowe miny i wargi większe niż Angelina Jolie. Że cedzi zdania pod nosem, bełkotliwie. Że więcej wdzięku ma słup telegraficzny. Nawet, że mu sie jedna powieka nie domyka. Można wiele złego o gościu powiedzieć i nie pisnę słowem, ale zdać należy sobie sprawę, że facet jednak ma talent i posiada tyle energii i determinacji, że wszystkim, mianującym się prawdziwymi mężczyznami, powinna zmięknąć pyta.  Bo sam zaparł się, napisał scenariusz o facecie napierdalającym z pięści w mrożone tusze wołowe i łaził po studiach filmowych tak długo, aż nie zatwierdzono jego skromnego projektu i nie nakręcono jednego z najlepszych dzieł w historii kinematografii, którego tytułu nie muszę podawać. Film ten miał wszystko- 5% dramatu i wzruszeń i 95% czystej, genialnej w swej prostocie, niczym nie skrępowanej i trzymającej za jaja do ostatniej sekundy akcji. Ktoś mógłby sie tam doszukiwać społecznej krytyki Ameryki, moralitetu o pokonywaniu przeciwności, dążeniu do własnego <i>American Dream</i>... Może to i prawda, gdyby zagłębić się w treść. Ale piękne w historii prostego boksera było to, że wcale od nas tego nie wymagała, działała na nas, nawet, jeśli nie wprawialiśmy w ruch trybików we własnej czaszce, wyłączaliśmy myślenie i pozwoliliśmy płynąć przez nas podświadomie emocjom, kibicowaliśmy sepleniącemu Włochowi całym sercem, zaś mózg nie był nam do tego potrzebny.</p>
<p>Podobnie miała się sprawa z drugim najsłynniejszym obrazem Stallone'a. Znów recepta "5% wznioślejszych treści, 95%  kopania po mosznie" sprawdziła sie doskonale. oczywiście, John był wyrzutkiem, niedopasowanym do społeczeństwa freakiem, którego wojna nie nauczyła niczego poza skutecznym mordowaniem bliźnich. Chłop został pozbawiony duszy i takie tam. Ale schodziło to na daleki plan i tak naprawdę miało tylko zbudować nam obraz faceta, który nie cofnie sie przed niczym i wszelkimi dostępnymi środkami utrudni (czytaj- odbierze) życie tym, którzy zaleźli mu za skórę. I znów serwowano widzom wygładzanie zwojów mózgowych czterdziestotonowym walcem, przez 100 minut cudownej jatki, jaką gieroj urządzał swym adwersarzom. Nic do dodania- John wygrywa (mimo, że wciąż nie może zaznać spokoju i ląduje za kratami). ZAWSZE wygrywa, no matter the odds. Opus Magnum kina spod znaku wybuchów i serii z RKMu.</p>
<p>No i nie zapomnijmy o muzyce, która stała się znakiem rozpoznawczym obu serii z Sylwestrem. Każdy jest w stanie zanucić motywy przewodnie- chwytliwe, bez zbędnej wirtuozerii, za to pasujące idealnie do klimatu owych opowieści.</p>
<p>I znów powtórzę niczym mantrę- takich filmów już nie ma. Zaś czwarta odsłona Rambo to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Bo jest to właśnie tytułowe "piękne, bo proste" kino. W dobie rzekomo ostrych filmów z ograniczeniem wiekowym PG-13, gdy na ekranie nie może pojawić się choćby skrawek nagiego cyca, słowo "kurwa" zamienia się na "motyla noga", zaś ilość krwi odmierza się w takich normach, by zmieścić się w "teen friendly" ratingu, Rambo pierdoli wszelkie konwenanse i rzuca w odbiorcę wszystkim tym, czego mądre głowy zakazują w trosce o  czystość i wrażliwość przeciętnego zjadacza burgerów. I co lepsze, nie robi w tego sposób tani, nie czyni z mięcha swej karty przetargowej.  Chujowizny i smuty pokroju <i>Hostel</i> czy <i> Piły</i> jadą na jednym schemacie- brutalność. Jednak miast robić na widzu wrażenie, uderzają absurdalnością i zasłaniają się hektolitrami czerwonej farby, by ukryć ewidentny brak talentu scenarzystów, którzy próbują wcisnąć nam jakąś fabułę. Rambo, mimo tego, że epatuje flakami i fruwającymi kończynami i pomimo faktu, że skrypt miał pewnie trzy strony, z czego dwie i pół zapełniono onomatopejami wybuchów i wystrzałów, w żadnym miejscu nie daje nam odczuć, że mamy się jarać tylko i wyłącznie sceną, gdy komuś mina urwała nogę, albo że paskudni żołdacy pacyfikują wioskę, palą, rabują i gwałcą, a nawet wrzucają niemowlęta do płonących domów. Owszem, jest to czasami komiksowa przesada, ale jednocześnie, biorąc pod uwagę setting i tematykę filmu- przerażające okrucieństwo ma uzasadnienie, nie służy tu za główny atut, a jest tylko NIEZBĘDNYM dodatkiem do tego, co najważniejsze w tym obrazie- do Johna (motherfucking) Rambo. Faceta, który nie musi mówić co myśli. Faceta, który nie musi w ogóle myśleć. Faceta, który robi to, co do niego należy. To, co potrafi najlepiej. To, do czego został stworzony. Bez zbędnego pieprzenia, bez chwili refleksji.  Amen.</p>
<p>Tak, wiem, cała fabuła to tylko preteks, by ukazać, jak zajebisty jest Rambo. A powiadam wam, miejscami skali brakuje, by ogarnąć jego moc. Człowiekowi sie gęba cieszy, gdy bohater ma wyjebane na wszystkich wokół i pustelniczy w dżungli, rzucając półsłówkami i cały swój stosunek do świata wyrażając jedynie zimnym spojrzeniem. Jeszcze większy uśmiech pojawia się na twarzy, gdy wkracza do akcji i własnoręcznie wybija wrażą dywizję przy pomocy łuku, maczety i KMu zainstalowanego na dżipie. Okej, ma kilku pomagierów, ale nie oszukujmy się- ten film od początku do końca performancem Stallone'a stoi. Przecież to 61-letni dziadek, a skacze, biega i skrada się cichcem za plecy biednych żołnierzy z wprawą dwudziestolatka. Cholera, ma lepszą kondycję od większości dwudziestolatków na tej planecie. Połączmy teraz wielkiego jak dąb, silnego jak wkurwiony słoń,  zwinnego jak <b>Ninja</b>, niezawodnego jak Kałasznikow wojownika ze ślicznymi, sielankowymi wręcz zdjęciami wiecznie zielonej dżungli, zraszanej co i rusz karmazynową posoką wylatującą z każdej możliwej części ciała oraz muzyczny podkład dopełniający obrazu całości i otrzymamy mieszankę dostarczającą porcji ROZRYWKI, jakiej dawno nie zaznaliśmy w kinie. Głupiej? Tak. Prostackiej? No jasne. Niewymagającej? Oczywiście. Ale naprawdę satysfakcjonującej i potrafiącej uwolnić tyle adrenaliny, że nie da się usiedzieć prosto w fotelu. Rambo zafundował mi powrót do przeszłości, do czasów, gdy podczas seansu młodzieńcze emocje brały górę nad rozumowaniem i do cudownych gówniarskich chwil, które pozwalały czerpać radość z tego, że dobro znów zatryumfowało, a wszystkie paskudne skurwysyny leżą rozprute seriami z karabinu. Zasłużyli sobie i nie zastanawiam się nad jungowskim dualizmem człowieka, nie rysuję portretu psychologicznego niewzruszonego sprawcy całego zamieszania, stojącego dumnie pośród sterty ciał. John dokonał dzieła i w kąciku mego oka pojawia się łza wzruszenia, bo dzięki niemu przypomniałem sobie wszystkie cudowne i zostawione za sobą szczenięce lata.</p>
<p>A żeby jeszcze samego Rambo było mało, przed filmem poczęstowano mnie trailerem nadchodzącego czwartego Indiany. Pomimo, ze widziałem go już trzydzieści razy we wszystkich możliwych formatach i jakościach, ogarniało mnie błogie uczucie spełnienia. Wszystko zapowiada, że AD 2008 będzie dla mnie wspaniała okazją do nostalgicznego rozpamiętywania cudownych momentów mego żywota, kiedy nikt nie słyszał o Internecie, multipleksach, DVD i Pokemonach, zaś rozrywką po szkole było chodzenie do kumpli pograć na SNESie tudzież Amidze, a każdy chłopak na podwórku znał na pamięć Poszukiwaczy Zaginionej Arki i Terminatora. Such good times...</p>
<p>To będzie dobry rok. Thank You for that, John. Thank You with all my heart.</p>
<p><img src="http://img301.imageshack.us/img301/7968/1171199rambopentictonxi8.jpg" align="middle" height="477" width="384" /></p>
<p>------------------------------------<span style="font-style:italic;"></span></p>
<p><span style="font-style:italic;">Editorial sidenote: Tak, wróciłem na dobre. Przez ostatnie miesiące pracowanie na to, by się ubrać, wyżywić i korzystać z rozrywek zawalało mi cały grafik, ale cóż, nawet <span style="font-weight:bold;">Ninja</span> musi czasem porzucić charytatywne nauczanie pospólstwa na rzecz bardziej przyziemnej pogoni za kasą, która podobno szczęścia nie daje, ale życie ułatwia i pozwala na uzyskanie dostatecznej płynności finansowej, by obiegać się o kredyt mieszkaniowy</span><span style="font-style:italic;"> oraz umożliwia wyjazdy do miejsc trochę mniej nudnych niż Rzeczpospolita. Stay Tuned, aktualizacje nie będą już zabierały pół roku. Tak, odpowiem też na wszystkie hate comments i hate mails, misie pysie.   </span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Poznaj nagą prawdę o facetach]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/2008/03/07/poznaj-naga-prawde-o-facetach/</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 11:30:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/2008/03/07/poznaj-naga-prawde-o-facetach/</guid>
<description><![CDATA[Z miesięcznika Glamour:
Poznaj nagą prawdę o facetach
54% mężczyzn myśli o seksie minimum raz ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z miesięcznika <strong>Glamour</strong>:</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://www.glamour.pl/glamour2/index.jsp?place=Lead03&#38;news_cat_id=9&#38;news_id=1015&#38;layout=1&#38;forum_id=566&#38;page=text" title="Poznaj nagą prawdę o facetach" rel="nofollow" target="_blank">Poznaj nagą prawdę o facetach</a></strong><br />
54% mężczyzn myśli o seksie minimum raz dziennie – wynika z badań Uniwersytetu Chicagowskiego. Wystarczy (nie)winny impuls, by organizm zaczął produkować więcej testosteronu, a libido podskoczyło. Wniosek? Niegrzeczny SMS może wywołać lawinę emocji i zaprowadzić was prosto na szczyt.<br />
40% Mężczyzn, a więc – według badań Instytutu Kinseya – dwukrotnie więcej niż w przypadku kobiet, woli, żeby gra miłosna odbywała się przy zapalonym świetle.<br />
Mężczyźni mają tyle samo zakończeń nerwowych w sutkach, co kobiety, więc łatwo wyobrazić sobie, że jest to dla nich równie erogenna strefa.<br />
Długi palec serdeczny może być świadectwem wyższego niż przeciętny apetytu seksualnego. Kanadyjscy naukowcy odkryli niedawno, że mężczyźni, których serdeczny palec jest dłuższy niż wskazujący, mają wyższy poziom testosteronu. „Powszechna opinia jest taka, że faceci są gruboskórni i nie mają żadnych czułych punktów oprócz jednego. To nieprawda! Ja jestem bardzo wrażliwy na dotyk i mam czułe plecy – uwielbiam być tam biczowany.” Rafał Smoliński, 23 lata, barman</p>
<p>POZNAJ NAGĄ PRAWDĘ<br />
Nie musisz być wróżką, żeby z męskiej dłoni wyczytać, jak często będziecie uprawiać seks. Wystarczy, że jesteś naszą czytelniczką, że zerkniesz na jego palec serdeczny... z erotyczną mapą Glamour.</p>
<p>Przeciętny penis ma około 5–6 cm w stanie spoczynku i 11–17 cm podczas erekcji. Ale uwaga, pozory mogą mylić, bo rozmiary członka w zwisie i wzwodzie są od siebie niezależne. (PS Tak, on kurczy się, gdy jest mu zimno).<br />
41% mężczyzn przyznaje, że mieli problemy z użyciem kondomu – najczęściej pękał, przeciekał lub zsuwał się. Przyczyna? Źle dobrany rozmiar. Jeśli więc twój kochany mężczyzna jest gorzej lub lepiej wyposażony niż przeciętny facet, dopilnujcie, by kondom był na miarę jego możliwości.</p>
<p>Co podnieca mężczyzn?<br />
„Jeśli 54% facetów myśli o seksie, to co robi ta druga połowa? Ja myślę o seksie raz dziennie, jeśli nie więcej! Pomijając oczywistą sferę erogenną, mężczyźni lubią być całowani w usta, uszy i kark. Ja stawiam na szyję!” Arek Poważyński, 27 lat, przedsiębiorca</p>
<p>„Powszechna opinia jest taka, że faceci są gruboskórni i nie mają żadnych czułych punktów oprócz jednego. To nieprawda! Ja jestem bardzo wrażliwy na dotyk i mam czułe plecy – uwielbiam być tam biczowany.” Rafał Smoliński, 23 lata, barman</p>
<p>TOP 10 LISTA RZECZY, KTÓRYCH ONI NIE LUBIĄ W ŁÓŻKU</p>
<p>1. Brak higieny osobistej u partnerki.<br />
2. Zero entuzjazmu.<br />
3. Niewydepilowane okolice bikini.<br />
4. Nuuudaaa.<br />
5. Twoja gadatliwość, kiedy mówisz i mówisz i nie możesz skończyć.<br />
6. Nadmierna pewność siebie i swojego ciała.<br />
7. Niechęć do dawania seksu oralnego.<br />
8. Kobiety zachowujące się zbyt cicho...<br />
9. ..a także kobiety zachowujące się zbyt głośno.<br />
10. Niekończące się przytulanie po seksie.</p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kochanie, może jutro... czyli dlaczego unikamy seksu]]></title>
<link>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=84</link>
<pubDate>Thu, 28 Feb 2008 11:50:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mała dziewczynka</dc:creator>
<guid>http://dziewczynka.wordpress.com/?p=84</guid>
<description><![CDATA[Z Naj:
Kochanie, może jutro&#8230; czyli dlaczego unikamy seksu
Mówi się, że facet zawsze chce, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z <b>Naj</b>:</p>
<blockquote><p><b><a href="http://www.naj.kobieta.pl/naj3/index.jsp?place=Lead09&#38;news_cat_id=17&#38;news_id=2269&#38;layout=18&#38;page=text" title="Kochanie, może jutro... czyli dlaczego unikamy seksu" rel="nofollow" target="_blank">Kochanie, może jutro... czyli dlaczego unikamy seksu</a></b><br />
Mówi się, że facet zawsze chce, ale nie zawsze może, a kobieta zawsze może, ale... nie zawsze chce. On potrzebuje seksu po awanturze, kiedy w telewizji nie ma żadnego meczu albo gdy szef kolejny raz nie dał mu obiecanej podwyżki. Twój apetyt na miłosne igraszki jest najczulszym barometrem tego, co dzieje się w waszym związku, a także w twoim życiu. Kiedy mężczyzna nie ma ochoty, przypuszczamy, że jest chory, ma jakiś problem albo... kochankę. Kiedy to ty mówisz "nie", sprawa nie jest już taka prosta. Najpierw wykręcasz się bólem głowy, zmęczeniem, nawałem pracy. Później odwlekasz w nieskończoność moment położenia się spać, wkradasz się do sypialni na palcach i wsuwasz pod kołdrę cicho jak myszka, licząc, że on się nie obudzi. A on - najpierw prosi, namawia, potem nalega, zarzuca ci, że jesteś oziębła, aż w końcu ustępuje. Ale problem pozostaje.</p>
<p><b>Nic na siłę</b><br />
Seks najbardziej jednoczy związek, ale nie znosi przymusu. Może nawet wiele razy ulegałaś dla świętego spokoju, żeby spełnić małżeński obowiązek, a może ze strachu, że partner naprawdę znajdzie sobie kogoś. Jednak każde pójście do łóżka wbrew sobie coraz bardziej zabija twój apetyt na seks. Może nawet zastanawiasz się, czy nie powinnaś pójść do lekarza, bo może faktycznie coś z tobą nie tak. Spokojnie. Pierwszy krok to rozszyfrowanie, dlaczego odmawiasz zbliżenia. Nie jest to łatwe i wymaga szczerości wobec samej siebie. Ale w ten sposób przygotujesz się do wizyty u seksuologa, a może nawet sama sobie poradzisz. Przede wszystkim pamiętaj, że nie zawsze musisz czuć pożądanie. Jeśli np. dwa wieczory z rzędu boli cię głowa, za to trzeciego sama zapraszasz swojego mężczyznę do sypialni, to znak, że nie dzieje się nic złego. Gdy zaś mija kolejny miesiąc, a ty na samą myśl o zbliżeniu prawie dostajesz gęsiej skórki i widzisz, że cierpi na tym wasz związek oraz każde z was, zastanów się, o co chodzi.</p>
<p><b>Brak zrozumienia</b><br />
Seksuolodzy zgodnie twierdzą, że u kobiet seks silnie łączy się z więzią. Sam stosunek to dla nas nie tylko sposób rozładowania popędu, ale też forma okazywania miłości, bliskości, intymności, zaufania. Jeśli dodać do tego przekonania wyniesione z dzieciństwa, że grzeczne dziewczynki nie mają z "tych spraw" przyjemności, że to jedynie spełnianie obowiązku małżeńskiego, nic dziwnego, że zdarza nam się wykorzystywać seks jako: narzędzie manipulacji, metodę na karanie i nagradzanie czy szantaż emocjonalny. Choć jesteśmy coraz bardziej wyzwolone, nadal trudniej nam niż panom przyznać się do tego, że seks daje przyjemność i że mamy prawo do orgazmu. Że w sypialni dozwolone jest wszystko, na co obydwoje mamy ochotę, i niedozwolone to, na co ochoty nie mamy. Nawet najbardziej kochający partner często nie jest w stanie zrozumieć, że po wielkiej domowej awanturze wcale nie chcesz godzić się w sypialni. Że gdyby cię przeprosił albo wysłuchał tego, co masz do powiedzenia, to może ochota by się pojawiła. Ale on wcale nie pragnie dowiedzieć się, dlaczego mówisz "nie", bo on się na tych "babskich fanaberiach" nie zna. Dla niego odmowa to cios, ujma dla męskości. A im częściej ty mówisz "nie", tym on intensywniej nalega.</p>
<p>Najczęstsze nasze wymówki:<br />
1. Nie dzisiaj, boli mnie głowa.<br />
2. Nie teraz, dzieci jeszcze nie śpią.<br />
3. Jestem zmęczona, musisz teraz o tym myśleć?<br />
4. Tobie tylko jedno w głowie.<br />
5. Przestań, jutro muszę wcześniej wstać.<br />
6. Nic z tego, mam okres.</p>
<p><b>Kiedy iść do specjalisty?</b><br />
Czasami twoje obniżone libido może doprowadzić do poważnych konsekwencji. Dlatego, jeśli czujesz, że sytuacja wciąż się tylko pogarsza, i widzisz, że sama sobie nie pomożesz, nie czekaj, nie wstydź się, tylko poproś o pomoc. Tu chodzi o dobro i szczęście twojego małżeństwa. Wizyta u seksuologa jest konieczna, gdy:</p>
<p>1. Współżycie sprawia ci ból.<br />
2. Czujesz, że wasz związek jest poważnie zagrożony.<br />
3. Nie umiesz sama zdefiniować, dlaczego nie masz ochoty na seks.<br />
4. Psychicznie czujesz potrzebę współżycia, ale ciało odmawia współpracy.<br />
5. Twój partner prosi, żebyście poszli do lekarza.</p>
<p><b>Kiedy najczęściej mówimy "nie"</b></p>
<p>1. Czujemy, że cały dom jest na naszej głowie.<br />
W kuchni zalegają brudne talerze, dzieci wołają jeść, ty miotasz się pomiędzy żelazkiem, pralką i lodówką, a on siedzi na kanapie z pilotem w ręku lub przed komputerem. Za to w nocy, gdy ty padasz ze zmęczenia, jemu zbiera się na amory.</p>
<p>2. Seks nie sprawia nam przyjemności. Nie cierpisz, kiedy on miętosi twoje piersi, czasami nawet cię to boli. Nie podoba ci się seks w łazience. Nie masz ochoty oglądać filmów erotycznych i czujesz się zażenowana, kiedy jego podnieca widok gołych kobiet w internecie. Jednak nie potrafisz mu o tym powiedzieć. Kiedyś raz próbowałaś, ale on powiedział, że nie masz fantazji.</p>
<p>3. Nie czujemy się kochane. Tyle razy miałaś ochotę tylko się do niego przytulić, poczuć się bezpiecznie w jego silnych, męskich ramionach, ale on natychmiast odczytał to jako zachętę do czegoś więcej i złapał cię za pupę. Próbowałaś tłumaczyć, że nie o to ci chodzi, ale on przycisnął cię mocniej i wyszeptał do ucha: "No chodź, nie drażnij się ze mną". Tyle razy pytałaś, czy cię kocha, a on na to: "Chodź do sypialni, tam pokażę ci, jak bardzo cię kocham".</p>
<p>4. Nie jesteśmy szczęśliwe w związku. Ostatnio coraz częściej się kłócicie. Masz wrażenie, że jego obchodzi tylko praca. Nie potraficie ze sobą rozmawiać. Za to w weekendy on chce się odprężyć w sypialni, i na dodatek niby w żartach powtarza ci, że to twój małżeński obowiązek.</p>
<p>5. Oboje jesteście zaganiani i zapracowani.<br />
Macie dla siebie coraz mniej czasu. Zmęczenie zabija wrażliwość i zdolność rozumienia, co się dzieje z każdym z was. Nie pamiętasz, kiedy ostatnio flirtowaliście ze sobą albo chociaż śmialiście się razem. Czujesz się samotna. Nie masz ochoty na seks z człowiekiem, który jest ci coraz bardziej obcy.</p>
<p>6. Mamy problemy ze zdrowiem. Jesteś po porodzie, po operacji ginekologicznej, a może zauważyłaś u siebie pierwsze symptomy zbliżającej się menopauzy? Czujesz się taka mało kobieca. Może nawet powiedziałaś o tym swojemu mężczyźnie, on uspokoił cię, że nadal mu się podobasz, ale ty i tak wiesz swoje. Jeśli nie akceptujesz swojego ciała, trudno jest ci czerpać satysfakcję ze zbliżenia.</p>
<p>7. W naszym życiu pojawił się ktoś inny.<br />
Przeciętny facet spokojnie może prowadzić dwa związki. Nas, kobiety, seks przywiązuje. Nie jesteś w stanie sypiać z mężem, kiedy twoje serce zajmuje inny mężczyzna albo kiedy wątpisz w wierność męża.</p>
<p>8. Stosujemy pigułkę antykoncepcyjną.<br />
Bardzo wiele kobiet narzeka wówczas na spadek libido. Zdarza się, że kolejna zmiana pigułki nic nie daje. Jesteś gotowa zrezygnować z tabletek, ale partner nie zgadza się na stosowanie prezerwatyw, bo uważa, że antykoncepcja to sprawa kobiety.</p>
<p>9. Macie różne biorytmy seksualne.<br />
Ty lubisz się kochać tylko wieczorem, on największy apetyt na seks ma rano. Nic dziwnego, o 6.00 poziom testosteronu jest u faceta najwyższy. I co z tego, skoro ty marzysz jedynie o dodatkowym kwadransie snu.</p>
<p>10. Różnią się wasze temperamenty.<br />
Przeciętnie mężczyzna szczyt możliwości seksualnych osiąga do 30. roku życia. Potem następuje powolny, ale systematyczny spadek. Kobieta największą frajdę z seksu zaczyna czerpać właśnie po trzydziestce. A tymczasem "do tanga trzeba dwojga".</p>
<p>11. Zniechęcają nas nawyki partnera.<br />
I nie chodzi jedynie o to, że on zapomina o wieczornym prysznicu, a jego przedpotopowe gatki śmieszą cię, a nie podniecają. Ważne jest to, jak mężczyzna zaprasza cię do sypialni. Dla niego w pytaniu: "Robimy coś, czy mam iść spać" nie ma nic złego, ty po takim pytaniu nie masz już ochoty na nic.</p>
<p>12. Rutyna zabija naszą miłość. Dla większości panów gra wstępna to zawracanie głowy, chyba że on czuje, iż bez tego ani rusz. A tuż "po", możesz co najwyżej wpatrywać się w jego plecy i wsłuchiwać w chrapanie.</p>
<p>13. Mamy z mężem inne potrzeby.<br />
I nie potrafimy o tym rozmawiać. Każdą próbę zachęty do rozmowy o "tych sprawach" panowie natychmiast odbierają jako zastrzeżenia do swoich sypialnianych umiejętności. Ty też się wstydzisz i nie wiesz, jak zacząć.<br />
<b>Anna Mróz</b></p></blockquote>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[W pogoni za męskością]]></title>
<link>http://gejowski.wordpress.com/?p=32</link>
<pubDate>Wed, 06 Feb 2008 23:46:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>gejowski</dc:creator>
<guid>http://gejowski.wordpress.com/?p=32</guid>
<description><![CDATA[Postanowiłem, że muszę wreszcie zacząć likwidować stertę pilnych lektur, która co prawda ju]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Postanowiłem, że muszę wreszcie zacząć likwidować stertę pilnych lektur, która co prawda już nie rośnie (w związku ze wstrzymaniem zakupów) ale i nie maleje. Na pierwszy ogień tych opasłych tomiszcz o jakże rozrywkowych tytułach jak "Inszallah" czy "Zasypie wszystko, zawieje..." nawet nie tknąłem; zabralem się za coś, co wyglądało na szybkostrawne. Nie było.</p>
<p><img src="http://gejowski.pl/blog/blym.jpg" align="right" alt="Żelazny Jan" />Ajm efrejd, że jakakolwiek próba pisania o męskości z targetem "heterole" z góry skazana jest na niepowodzenie. Heterole mają bowiem to do siebie, że uważają się za genialnych, cudownych i najlepszych na świecie. I ostatnią rzeczą o jakiej marzą jest przyjmowanie rad od poety. Coś trzeba było z tym zrobić, w związku z tym Robert Bly postanowił napisać o męskości... bajkę.</p>
<p>W "Żelaznym Janie" chodzi ogólnie rzecz biorąc o to, że dzisiejszy facet nie widział swojego ojca przy pracy fizycznej i w związku z tym ma skrzywiony proces dorastania. Myśli, że ten ojciec w gruncie rzeczy nic nie robi, tylko przyłazi wieczorem, przeszkadza, psuje nastrój i żąda spokoju. W związku z tym nie ma już żadnej różnicy pomiędzy wychowywaniem syna z ojcem w chałupie lub też bez (to już jakieś 30% chłopaków chyba, przypomniało mi się na marginesie). Tak czy tak go nie ma, w związku z tym <strong>chłopiec pozbawiony inicjacji z prawdziwego zdarzenia</strong> (krew, dzikie ostępy i te sprawy) <strong>nie ma szans zrozumieć swojej własnej męskości i staje się zfeminizowaną hybrydą</strong>; czymś na kształt kobiety (psychicznie) z fiutem (jak najbardziej fizycznym).<br />
Ergo: przed samotnymi matkami klękajcie narody, ale <strong>bez chłopa to się niestety chłopaka wychować nie da</strong>, pozostanie on jakimś takim dziwnym półproduktem w wiecznym rozkroku. Grzeczne to to, miłe, uśmiechnięte, opiekuńcze i te sprawy - i kompletnie pozbawione pierwiastków męskiego Dzikusa. Taka ciapa, pluszak, misiaczek do przytulenia od czasu do czasu. Facet - nigdy.</p>
<p>Robert Bly założył w związku z tym w jueseju kółko samopomocy dla fanów męskości, czy też raczej fanów <strong>odkrywania</strong> tejże męskości. Zwie się to <em>"Mythopoetic Men's Movement"</em> a "Żelaznego Jana" można uznać za coś w rodzaju biblii dla tego ruchu. Niestety dla geja (i to spoza Hameryki) jest to mało strawne. Muszę oddać honor autorowi, że nie pominął pedałów całkowitym milczeniem, choć chyba w głębi duszy nie uważa gejów za mężczyzn na sto procent.<br />
I nie dla nich jest napisana. To ma być coś, co uświadomi dzisiejszemu mężczyźnie potrzebę odgrzebania kosmatej natury i pomoże zdiagnozować problem, objawiający się w praktyce wszechobecną depresją.</p>
<p><strong>Dla kogo jest ta książka?</strong> Po pierwsze dla kobiet, szczególnie tych, które lubią babrać się w psychologii i rzeczach, o których w zasadzie pojęcia nie mają, za to uważają je za ekscytujące. Nie do końca sprawdzi się próba odczytania "Żelaznego Jana" jako czegoś w rodzaju przewodnika po facetach, ale za to bardzo wyraźnie można znaleźć tu <strong>obawy</strong> facetów. Hmm, w zasadzie wydaje mi się, że to może być dla kobity całkiem zabawna lektura.<br />
Chłopom hetero pewnie się to nie spodoba, bo mimo mnóstwa zaklęć i kwantyfikatorów praktycznie z każdego akapitu książki wyziera zarzut: <strong>"jesteś zniewieściałą podróbką faceta, drogi facecie"</strong> a tego faceci baaardzo nie lubią. No ale w końcu nie chodzi o to, żeby lubili, tylko właśnie to zmienili, prawda? Podobno, żeby coś w sobie zmienić, najpierw trzeba przyjąć do wiadomości fakt istnienia tego czegoś. Jak w AA czy innym Monarze.<br />
Ciotkom ta książka jest zbędna, bo jaki normalny pedał będzie chciał się robić na bardziej hetero od hetero, pamiętając o wszystkich wadach tej orientacji seksualnej.</p>
<p>Mimo to ludziom z zacięciem poznawczym nie można odradzać lektury. Pewnie, że są słabizny i momenty nerwowego wertowania kartek. Ale w gruncie rzeczy <strong>jest to książka o ciekawym problemie</strong>, choć nie najlepiej (czytaj: zbyt poetycko) napisana. Nie wiem, czy komuś pomoże <strong>zmienić</strong> siebie, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że uświadomi istnienie rzeczy, które zmienić się <strong>powinno</strong>.<br />
Abstrahuję już od faktu, że jest to jedna z cegieł literatury, powiedzmy, pop-socjologicznej. Jeżeli ktoś jest zainteresowany człowiekiem jako takim, jako niezwykłym tworem natury, "Żelazny Jan" jest mimo wszystko z półki "must-read".</p>
<p>Robert Bly, <a href="http://clkuk.tradedoubler.com/click?p(58438)a(1449415)g(16798372)url(http://inbook.pl/a/produkt/id/45234/ksiazki_zelazny_jan_bly_robert.html)" title="Żelazny Jan" target="_blank"><strong>Żelazny Jan</strong></a><img src="http://impgb.tradedoubler.com/imp?type(inv)g(16798372)a(1449415)" />, Warszawa 2004</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cienko śpiewająca fonografia]]></title>
<link>http://in2bacja.wordpress.com/2007/11/28/cienko-spiewajaca-fonografia/</link>
<pubDate>Wed, 28 Nov 2007 14:53:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>K</dc:creator>
<guid>http://in2bacja.wordpress.com/2007/11/28/cienko-spiewajaca-fonografia/</guid>
<description><![CDATA[Wpadła ostatnio w moje łapy składanka radia Eska - Gorąca 100 (nie jestem wielbicielem radia, al]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wpadła ostatnio w moje łapy składanka radia Eska - Gorąca 100 (nie jestem wielbicielem radia, ale warto czasami zapuścić żurawia w zestaw hiciorów, a nuż znajdzie się coś wartościowego...) i mam jedno spostrzeżenie. Króluje ostatnio moda na cienki śpiew. Zaczęło się chyba od Timberlake'a, a teraz jest wszechobecne. Co drugi utwór na tej składance śpiewany jest sopranem, albo przez jakieś zdigitalizowane ludki (niejakie Gummy Bear) . Dokąd to zmierza? I tak jest kiepsko, bo co drugi kawałek to cover, zgodnie z zasadą że jak brakuje talentu to trzeba sobie pomóc. Mogę zrozumieć jeśli nowa aranżacja ma zupełnie odmienny od pierwowzoru styl, ale sens robienia coverów jak "La Luna" popełniona przez Magnetic umyka mojej zdolności pojmowania świata. Nawet stary dobry Scooter ma na wejściu i w refrenie cieniutki zaśpiew, chociaż do tego przyzwyczailiśmy się od "Nessai", na szczęście nadrabia swoim zdecydowanie męskim wrzaskiem.</p>
<p>Ale wracając do sedna - myslę że to oznaka upadku cywilizacji, takie wykastrowanie wokalu. O ile kastraci swego czasu byli potrzebni, bo w latach 1588-1793 obowiązywał papieski zakaz co do wystąpień publicznych kobiet, to w naszych czasach nie ma taka tendencja żadnego praktycznego uzasadnienia. Może poza tym że męska część społeczeństwa powoli niewieścieje &#62; fani Heavy Metalu to gatunek ginący a salony piękności dla mężczyzn rosną jak grzyby po deszczu. Trzeba więc serwować to co się podoba i pasuje do odbiorców... bezpłciową sopranową zdigitalizowaną papkę.</p>
<p>Cóż począć, jeśli nawet na niezawodnego dotychczas Bogusia Lindę nie można liczyć - zajmuje się sprzątaniem u niejakiej Foremniak. Na polskim horyzoncie brak typowego macho, trzeba sięgać na zachód. A znaleźć tam można naprawdę ciekawe przypadki - na przykład Viggo Mortensen i jego kreacja w "Eastern Promises" (reż. David Cronenberg) - mocna rzecz. Swoją drogą bardzo ciekawy film, kiedy słyszę np. Cassela nawijającego po rosyjsku to mnie rozśmiesza. W filmie jest polski akcent - znakomita rola Jerzego Skolimowskiego jako bossa rosyjskiej mafii. Ogólnie bardzo dobry obraz, widać że Mortensenowi i Cronenbergowi dobrze się współpracuje, już od "Historii przemocy".</p>
<p>Tak że jest jakieś światełko w tunelu, a póki co trzeba wyłączyć radio i polegać na starym dobrym Dickinsonie... :D</p>
<p>Co do Miami Vice, to rzeczywiście muza lepsza od filmu, chociaż nie było aż tak źle. Gdyby tylko Farrel trochę mniej przeż(u/y)wał tę rolę... "One of These Mornings" czy "Sinnerman" są od dawna stałym elementem mojej playlisty.</p>
<p>Do postowania na WordPress najlepiej dla Polaka nadaje się  Windows Live Writer (wiem, że od Microsoft(f)u!, ale dobry jest :D ), natomiast po angielsku BlogDesk - być może będzie wersja obsługująca polskie znaki, ale nieprędko.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
