<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marszopinia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/marszopinia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marszopinia"</description>
	<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 17:09:52 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Manifest Tomasza Plucińskiego]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=204</link>
<pubDate>Thu, 17 Jul 2008 13:03:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=204</guid>
<description><![CDATA[Kiedy jakiś już czas temu mój przyjaciel podesłał mi linka do strony turysty krajoznaczego, pan]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy jakiś już czas temu mój przyjaciel podesłał mi linka do strony turysty krajoznaczego, pana Tomasza Plucińskiego, moją pierwszą myślą było pytanie (skierowane do siebie) - co ja w ogóle wiem o podróżowaniu?</p>
<p>Otóż pan Tomasz sprawdził moją moczopędność i zmusił mnie do napisania kilku słów o jego <a href="http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/wynalazki.htm" target="_blank">manifeście dobrej podróży</a>. Po kolei, ze zręcznością ostatniego sprawiedliwego (co w wielu kwestiach się kapitalnie sprawdza),  rozlicza się z hipokryzją wyzwań i wyjazdów, wyborów i pomysłów na przygodę. Pierwszym warunkiem jest nastawienie minimalistyczne, ale tutaj pojawia się pierwsze pytanie, na czym ono właściwie polega? na oszczędności i cięciu kosztów? czy może na jak nalżejszym bagażu? Pan Tomasz nie stoi po żadnej stronie, wybiera rozsądek i jest jakby w rozkroku, z jednej strony ceni gadżety (promuje GPS), z drugiej wybiera survival (spanie i oryginalny palnik). Całkiem sprytnie wymyka się od jednoznacznych określeń, proponuje znajomym ten typ wojaży, ale też ceni spokój i lubi podróżować tylko z psem, raz czuje misję przekazania swoich pomysłów, innym razem woli je zachowac dla siebie. Wszystkie <a href="http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/opisy.htm" target="_blank">opisy tras</a> są przyrządzone dawką ironii, sarka na młodzież, na praktyki amatorów, ale nie własne słabości, ciosy odbiera organizator spływów, bo popędza innych, konstruktor wagonów, bo pancerne, żałośni śpiewacy ogniskowi, bo znają tylko refreny - ale wynika to poniekąd w braku dystansu (ale się naraziłem), już tłumaczę dlaczego. Złośliwości rzucane w przestrzeń mają na celu uczynienie tego miejsca bardziej swoim, czyli wszystko co narusza nasze wyobrażenie jest zabarwione negatywnie i ubite. To wyjazd nie dla poznania, ale dla własnej oceny, zaraz można odbić piłeczkę, że jak ktoś nie daje spać, to po juhc poznawać, lepiej zutylizować. Idąc tym tropem, jedziemy nie w teren, gdzie przykładowo może padać deszcz całą noc, ale we własnę wyobraźnię, po czym widzimy ten deszcz i gula na skacze. Kontynujac, pan Tomasz chce, żeby łamać zakazy fotografowania, bo tak trzeba, ale nie widzi zagrożenia jak taka anarchia postępowania może się rozwinąć, na przykład biorąc dobry przykład i raz łamiąc zakaz, później pójdę na camping i będę wył na sto gwizdków, bo co tam zakaz ciszy nocnej, ten też trzeba obalić. Wracając, brakuje w manifeście pójscia za ciosem, jeżeli czegoś oczekujemy, to sami spełniajmy oczekiwania. Poza tym domyślam się, że pies jest dobrym kompanem, da się pogłaskać i odstraszy dziczyznę, czyli po raz kolejny dokonujemy interwencji w naturze. Ryzykuję, bo lubię jednak pana Tomasza, ale mam wrażenie, że ten obraz podróży jest zbyt osobisty i zbyt restrykcyjny, wycieczka to nie forma z gliny, którą możemy ulepić dla własnych potrzeb, a wyjazd to nie zabawa najeżonego wrażliwca - to umiejętność uśmiechu, nawet jak nic tego nie potwierdza. Parafrazując hasło pana Toamasza  (<em>precz ze sportem, precz z adrenaliną, precz zambicjami</em>), powiem: precz z sarkazmem, precz z krytykowaniem, precz z modelowaniem otoczenia pod puch własnych wyobrażeń.</p>
<p><span style="font-family:Arial;font-size:medium;">Post to taka mała zemsta za bolesne słowa: <a href="http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/wynalazki.htm" target="_blank"><em>Nie lubię chodzić pieszo (wyjątkiem są góry), bo już po 15 km jestem na tyle zmęczony, że nie chce mi się zwracać uwagi na to, co jest obok drogi.</em></a></span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Bajeratorium]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=176</link>
<pubDate>Mon, 23 Jun 2008 11:44:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=176</guid>
<description><![CDATA[Obecnie turystyka to wyścig zbrojeń, firmy ścigają się na przepustowość tkanin, wzmacniając ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Obecnie turystyka to wyścig zbrojeń, firmy ścigają się na przepustowość tkanin, wzmacniając przy tym ich odporność i niezaciągalność, bo jak łatwo zniszczyć poliester tłumaczyć nie trzeba. Technika ruszyła na pomoc, laboratoria ćwiczą praktyczność przedmiotów, dogadzają w miarę możliwości i korzystają z innych nauk. Wobec tego na rynek z każdym sezonem trafia świeża porcja nowych bajerów. Gadżetowcy po to ciułają, żeby móc później sprawdzić elastyczny kręgosłup swoich minimalistycznych znajomych i napotkanych współturystów. Pozostali cieszą oko, wyliczają ile kaszek Gerber równa się nowe kije Exel'a.</p>
<p>Dla przykładu śpiwory syntetyczne zdobyły szturmem rynek, ale wtedy cicho się mówiło o wkładkach do nich, moskitierach z prawdziwego (fabrycznego) zdarzenia, czy jakichkolwiek płachtach. Kije trekkingowe były ociosane z drewna, takie ciupagi turystyczne, a nie regulowane NW z wbudowanym krokomierzem na dokładkę. A co zrobić z komarami, zwykle tną jak chcą, jednak koncerny wypuszczają świece przeciwkomarowe, w stylu: "zapal światełko spokoju", szykują szeleszczące tkaniny, które odstraszają spragnione samice. Nie straszna jest woda, możemy zawinięci w płachtę położyć się w wypełnionej po brzegi wannie i nic nie przecieka, możemy kupić skarpety, w których chodzenie po mokrym nie jest groźne, bo szczelnie oddzielają stopę od wody. Ciekawe są namioty rozkładające się w dwie sekundy, po czym odkręcamy korek z maty, a ta sama się napompuje i woła do spania. Czołówki już mogą oświetlać autostrady, plecaki nie ważą, bo są dobrze wyważone na plecach i cienka granica się przesuwa.</p>
<p>Nie jestem przeciwny wyścigowi zbrojeń, przeciwnie, jeśli można uczynić turystykę aktywną przyjemniejszą, to niech tak się stanie. Jeśli następuje progres, to niech się utrzyma. Moje obawy dotyczą innej sfery. To, co teraz jest normą, do niedawna było wyjątkowym komfortem, to, co dawniej było komfortem, teraz zamienia się w survival. Powoduje to ograniczenie atrakcji, czyli nieprzewidzianych sytuacji na trasie. Sprzęt zaczyna myśleć za nas. Nie pozwoli się zamoczyć, porwać, zajmuje mało miejsca i mało waży. Wtedy turysta zamiast wspomnień, wraca ze migawkami wspomnień ukrytymi na karcie SD, zamiast snuć opowieści, woli pokaz slajdów. Brak problemów sprzętowych to również brak ekstremy, brak historii mrożących krew w żyłach, brak emocji i relacji oryginalnych. Wtedy mówi się "zrobiłem", a nie "osiągnąłem", wtedy poznaje się ograniczenia producentów, a nie swojego organizmu. Projektując przyszłość, wyobrażam sobie świat wracający do klasyków literatury podróżniczej, czytających dla przykładu Pałkiewicza, którzy to mają ironiczny uśmiech, bo dla nich Syberia nie jest straszna, to lajcik. Do tego przyczyniła się również słaba kondycja kultury, ale to problem bardziej złożony. Co więcej, nie widzę szans na poprawę, taka sytuacja będzie się pogłębiać, siłą rzeczy amator z biegu wygląda jak profesjonalista i przenosi tą otoczkę na swój cel, często na wyrost. W temacie pewnie wiele do powiedzenia mają himalaiści, bo wyprawy wysokogórskie to biznes jak każdy inny. Autor motta blogu widział ten problem już w swoich czasach, smutne, ale nie pomylił się w swoich sądach.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[poMOCnicy]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=127</link>
<pubDate>Tue, 10 Jun 2008 15:05:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=127</guid>
<description><![CDATA[Sporty mogą na siebie oddziaływać i wspierać. Kiedy jeden kaszle i destabilizuje kolano, inny z ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Sporty mogą na siebie oddziaływać i wspierać. Kiedy jeden kaszle i destabilizuje kolano, inny z pełnym wdziękiem podaje dłoń-kierownicę i prowadzi w dal od zapuszczenia formy. W zatrzyMAJu fart częstował mnie kontuzjami, ciekawie budził stare demony ukryte w stawach, chrapliwe gremliny, których istnienie tkwi w ukryciu do bolesnego momentu zetknięcia się z nimi na szlaku. Nie mam głowy zbyt często, dlatego też nie mam regularności zbyt często. Od dawna myślę, jak bardzo kuszą mnie fundusze by ulżyć katuszom. I tak nakręciłem się na rolki, raz kozie śmieć, raz stawom ślizg. Dzięki nim mógłbym zbijać inne mięśnie, choć pewnie z początku wyglądałbym jak uczestnik programu "you can stres", czyli walka na poparzony taniec i niekontROLOWANE upadki. Kiedy miałem przypiętą jedną rolkę (nie taką:P) i tak za mnie fikała, że powiedziałem: "!!!nigdy!!!", ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nabiorę cech osoby ciekawej świata i uczynię moim mottem słowa: "nigdy -&#62; nigdy".</p>
<p>Póki co nieROLuję, odkładam do świni rzeczodawczej, a jeżdżę na rowerze. Czytałem kiedyś ile kilometrów na wżynającym siodełku - daje efekt dziesięciu kilometrów w biegówkach. To w sumie nieistotne teraz. Ważne, że wróciła fRAJDa (rodzaj żeński;). Jeszcze chwila, jeszcze momencik i szykuje się spływ kajakowy Drawą, elo wiosła i 163km. Czekam na to, choć wiem, że w sandałach, które zabiorę, nie pobiegam za dużo. To takie moczydrewno, ale jakie kajakowcy mają estetyczne uniesienia, jak czerpią z natury. Raz rzucą glonem na głowę partnerki, raz biją tą samą końską muchę trzy razy, a ona i tak swoje wypije i odleci, raz nadzieję się na badyl, jak cebula na szaszłyk.</p>
<p>Tak. Powiem banałem, kocham bieganie i marsz, ale dzięki wielkie wszystkim Absolutom za inne sporty, które nie pozwalają zwariować.</p>
<p>Psy: Nadal jestem pokłócony ze sportami zespołowymi, rakieta wam w bramki!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Treningowe propozycje]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=116</link>
<pubDate>Tue, 27 May 2008 21:36:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=116</guid>
<description><![CDATA[W ostatnim czasie, tak samo jak w najbliższej przyszłości, spiętrzyło się sporo obowiązków, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnim czasie, tak samo jak w najbliższej przyszłości, spiętrzyło się sporo obowiązków, przez co niechcący zaniedbuję marszobloga. Zaniedbuję także treningi, choć tutaj powody są już trochę inne. Wciąż szukam optymalnego obciążenia, optymalne śruby, po pierwsze, żeby się nie zajechać, po drugie, żeby utrzymać formę w miarę wysokiej wydolności. Zastanawiam się jaki jest ten złoty środek, który pozwoli połączyć przygotowania do "setek" i przygotowania do biegów "po stole". Mam trzy propozycje, ciekawy jestem waszych opinii na nie, takie luźne pomysły, ale można je przedyskutować.</p>
<p><strong>Trening budujący siłę:</strong></p>
<p>PN - 20km WB1(kilka mocniejszych zrywów w środku)</p>
<p>WT- 5km WB2 (+4x100T na bieżni)</p>
<p>ŚR - 10km WB2 (można też dzielić na kilometry, jeden na WB1, drugi na WB2 i na zmianę)</p>
<p>CZW - 5km WB2 (+4x100T na bieżni)</p>
<p>PT - 15km (5km WB2 + 5km WB1 + 5km WB2)</p>
<p>SO - 10km WB1</p>
<p>ND - odpoczynek</p>
<p>dystans całkowity: 66,6km (zbieżność cyfr niezamierzona)</p>
<p><strong>Trening budujący szybkość:</strong></p>
<p>PN - 10km WB2</p>
<p>WT - 10x100T (każda prosta przedzielana truchtem na łuku bieżni)</p>
<p>ŚR - 5km WB3/WB2</p>
<p>CZW - 4x200T +6x100T</p>
<p>PT - 10WB1</p>
<p>SO - 5 WB2 (z mocniejszymi zrywami)</p>
<p>ND - odpoczynek</p>
<p>dystans całkowity: 34,8km</p>
<p><strong>Trening podtrzymujący formę:</strong></p>
<p>PN - 15km WB1</p>
<p>WT - ćwiczenia na nogi w domu (siłownia)</p>
<p>ŚR - 10km WB2/WB1</p>
<p>CZW - rower</p>
<p>PT - 10km WB1</p>
<p>SO - 5km WB2</p>
<p>ND - odpoczynek</p>
<p>dystans całkowity: 40km</p>
<p>W każdym wariancie zaplanowałem dzień odpoczynku, równie dobrze można go przesunąć z niedzieli w inne miejsce. Nie mam faworyta, szykuje się lato, także trening siłowy to ryzyko, tempowy byłby dobry przed startami w biegach długich, ale przydałoby się gdzieś wcisnąć dłuższe wybiegania, niekoniecznie w każdym tygodniu. A trzeci trening jest najbliższy rajdowym wymaganiom, ale dystanse chyba powinny być dłuższe.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Niekończąca się opowieść, czyli o żółtej marynarce]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=93</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 14:19:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=93</guid>
<description><![CDATA[Zainspirowany postem blogowej znajomej postanowiłem przeprowadzić publiczny rachunek sumienia. Ota]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Zainspirowany <a href="http://inthecat.wordpress.com/2008/05/08/alezes-sie-wystroila/" target="_blank">postem blogowej znajomej</a> postanowiłem przeprowadzić publiczny rachunek sumienia. Otaczają nas gadżety, promocje, niepowtarzalne okazje, akcje, przeceny i wyścig zbrojeń. To, że ciału trzeba pomóc dobierając doskonale to, co na nim i przy nim, już pisałem. Nie pisałem za to jakim kosztem, ilością wyrzeczeń i trudem finansowym.</p>
<p>Ból jest tym większy, że co sezon otrzymuję podwójną dawkę nowości i przełomowych rozwiązań, z jednej strony czytam, że te buty mają niespotykany system amortyzujący, z drugiej, że ten plecak - jak żaden przed nim - trzyma się napieracza. Biegam i chodzę na orientację, dwa mankamenty sprzętowe, oba nękają portfel.</p>
<p>Czym charakteryzuje się gadżeciarz? Wie, że trzeba cenić swoje pasje, że wymagają poświęceń i oddania się im bez reszty, że warto brać, żeby później mieć. Takiemu nie szkoda, nie żal, jest zdeterminowany, robi dobrze i tej wiary nic nie nadwątli. I moim zdaniem, kurcze... to postawa poprawna. Sprzętu dużo - talentu mało nie sprawdza się w świecie specjalistów. Trzeba inwestować by robić postęp. Zapowiedzi, że za trzy lata przekroczona zostanie granica 2h w maratonie, nie jest bez pokrycia, sprzęt osiąga doskonałość, zawodnik skupia się tylko na zadaniu, ufa temu co ma i jest to nagradzane. Dlaczego tak często media informują, że ten "tam i tamten inny" ruszają a to w Himalaje, a to na biegun, a to płyną dookoła, a to lecą dookoła i tak dookoła wciąż. Pozwala na to przygotowanie, otoczka, która nie idzie, ale pozwala iść komfortowo. Dawniej jedna osoba robiła jedno dobrze, teraz mamy czasy wielozadaniowców, wszechstronnych nadludzi.</p>
<p>Chciałbym, żeby mnie to nie dotyczyło, filozofia "no logo" jest przeze mnie mile widziana, jak mam szansę uniknąć drożyzny związanej z metką, to korzystam w kilometrach z takich okazji. Oryginalny Buff? Phi! Coolmax ze sklepu? A od czego jest tania odzież. I tak próbuje, walczę i... przegrywam. Nie da się. Jednak konformizm rozdaje karty. Przykre.</p>
<p>Co rajd, to gadżet, na H35 testowałem nowe buty, dały radę, poszło po kosztach. Na następny przydałaby się czołówka Petzla Myo XP (200zł), nie pogardziłbym Deuterem Speed Lite 15 (+180zł=380), no i nowymi kijami Exela (+200zł=580). Wtedy byłbym już ultralekki i przygotowany idealnie, ale to koszty spore, nie wliczałem przecież izotoników, opłaty startowej, czy drobnych zakupów (jak krem, chusteczki, baterie, żarło, cukierki). Powiedzmy, że wszystko zamknie się w 700zł, ale hola! to zaledwie jedna z pasji. A co z bieganiem? Przydałyby się buty startowe NB (+250=950), okulary (+100=1050), za chwilę kolejne buty treningowe (+250=1300), opaska na głowę (+50=1350), obciążniki na nogi do rozciągania (+50=1400), no i ten cudowny monitor treningowy Garmin Forerunner 305 (+1300=2700), a to pewnie nie wszystko, bo w takich spisach przyjemnie sie coś pomija. Ten krzyk marzeń paraliżuje. Na zdrowy rozsądek takie inwestowanie nie jest ani zdrowe, ani rozsądne. Nike promuje swoje nowe produkty hasłem "niektóre uzależnienia czynią cię mocniejszym", zgoda, ale są to wciąż uzależnienia, wciąż problem, wciąż niemoc psychiczna. 2700zł to ledwie początek wydłużającej się listy, opublikuję post i na coś trafię, coś mnie zachwyci, czemuś nie będę mógł powiedzieć "nie". Pesymistyczna perspektywa przyznam.</p>
<p>Właśnie dlatego tak chętnie i z podziwem czytałem rady podróżnika i fotografa Światosława Wojtkowiaka w nowym Travelerze NG, jeździ w przeróżne miejsca, można go nazwać śmiało specem, a... no właśnie: służy mu 10letni plecak, na zdjęciu obszarpany równo, czapki z daszkiem z marketu, najzwyklejsze trampki, nie wozi ze sobą ręczników, zapasowej bielizny (piorą mu kobiety miejscowe według uznania), hmm. Tak bym jednak nie mógł, a tak bym chciał jednak. Mam wrażenie, że albo człowiek sam sobie tak utrudnia życie, albo to odgórny przykaz.</p>
<p>Do dzisiaj moda była dla mnie czymś śmiesznym, widząc żółte marynarki kobiet na mieście uśmiechałem się szeroko, modne i dlatego popularne myślałem, jakie to naiwne. Teraz widzę, że sam siedzę w tym bagienku za głęboko, żeby uśmiechać się jakkolwiek, czy to z politowania, ze śmiechu, czy z żalu. Tylko problem polega na tym, że ten kubraczek kaczuszki się tym paniom podobał i przy zakupie, i w użyciu, a ja zbyt często się na swoim (rewelacyjnym) sprzęcie zawodzę. Kolejna kwestia, trzymajmy się tej żółtej marynarki, jaka jest możliwość jej zużycia? Znikoma, po sezonie ląduje w szafie prawie nieużywana, choć zdatna do noszenia, nie posiada prawie żadnych śladów zniszczenia. W porównaniu moje stare buty trekkingowe zwiedziły ze mną tylko dwa Harpagany, dwie wycieczki po Tatrach i może kilka przetarć w lesie i już mają dziury, i już należy je wymienić. Wniosek: Taki Ja przegrywa z gwiazdką miejskich chodników, żółta marynarka radzi sobie lepiej niż sprzęt osoby żyjącej aktywnie. Można tak to czytać. Jednak! Ile ja mam wspomnień, a ile owa gwiazdka, tego się przeliczyć już nie da. To właśnie jest najcenniejsze i dlatego warto być beztroskim kupcem od czasu do czasu.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Klęska urodzaju]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=91</link>
<pubDate>Wed, 07 May 2008 12:08:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=91</guid>
<description><![CDATA[Krótka historia dotyczy jednego spośród niewielu majowych weekendów, bliżej chodzi o ten trzeci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Krótka historia dotyczy jednego spośród niewielu majowych weekendów, bliżej chodzi o ten trzeci z kolei, takie niby nic, leniwy odpoczynek dla wielu, doczytywanie tygodników typu <em>Polityka</em>, wymyślne obiady, dwudaniowe na dodatek, gdzie sadzi się nowe pelargonie do donic na balkonie, myje mopem klatki schodowe i trzepie dywany. Kiedy siada się nad jeziorem, czasami moczy się kija w wodzie, czasami ujeżdża kopytne, czasami psy wyprowadzą właścicieli na spacer. Gra także liga, stadion huczy, race dymią, a szaliki noszą dumę. Gdzieś na jakimś kocu - jacyś młodzi ludzie opalają się toples, wśród swoich łatwiej. Jeszcze inni nerwowo znoszą spotkania rodzinne, spoceni targają zakupy na cały tydzień, szukają pociech na podwórkowych piaskownicach. Leniwie, klasycznie i spokojnie.</p>
<p>Jest to również data szczególna w kalendarzu rajdowym, bowiem w terminie od 16 do 18 maja odbywa się zawodów urodzaj, zatem także jakieś wykopki zawodów, w kolejności wagowej i liczbie uczestników mamy do czynienia z maratonem w Łodzi, Kieratem, Biegiem Rzeźnika, Setką z Hakiem i Wesołą Setką. Wielu z uczestników musiało wybierać, łamało dylematy, zbijało wątpliwości - trzeba wybrać te jedne. Przypadek Łodzi odpada, takie biegi mają swoich zapaleńców, swoich stałych bywalców, swoich prawiczków, a przygotowania do maratonu to nie piwo z chipsami, trwają długo, nużą falowością, ale dają efekty, zatem kto na Łódź temu biegówki, temat zamknięty.</p>
<p>Inaczej rzecz się przedstawia z resztą zawodów, jeden termin - jeden problem, które wybrać?</p>
<p><a href="http://kierat.webpark.pl/" target="_blank">Kierat</a> -  wchodzi w skład PMnO (Puchar Polski w Pieszych Maratonach na Orientację), organizuje go Andrzej Sochoń, setkowa legenda, trasa obejmuje Gorce, 3000m przewyższeń, na orientację, limit 30h.</p>
<p><a href="http://www.biegrzeznika.pl/index_2008.html" target="_blank">V Bieg Rzeźnika</a> - Bieszczady, około 75km, przewyższeń podobnie, trasa wyznaczona, zespoły dwuosobowe, dosłownie rzeźnia dla mięśni, punkty regeneracyjne.</p>
<p><a href="http://haki.uni.opole.pl/setka.php" target="_blank">Setka z Hakiem</a> - trasa liniowa, organizują hercerze, 24h na przejście 100km, opis przejścia, od Nysy do Opola.</p>
<p><a href="http://aksolotl1.home.pl/stowarzyszenie/index.php?option=com_content&#38;task=view&#38;id=27&#38;Itemid=66" target="_blank">Wesoła Stówa</a> - 100km, sztafeta na góra cztery osoby, pętla po 5km do zmiany, teren leśny, okolice Warszawy.</p>
<p>Za i przeciw, z rywalizacji odpada Wesoła Stówa, po pierwsze skierowana jest do zespołu, po drugie gonitwa za czasem, odcinki 5km (w wersji minimalnej) po pięć takich na osobę, miłe, ale w porównaniu z konkurentami odpada i nawet bez szczegółowej analizy można się z tym zgodzić. Często na pytanie "dlaczego?" odpowiadamy po prostu: "bo tak", ta sytuacja jest w sam raz na taki unik.</p>
<p>Drugi odpada Rzeźnik, bieg przeznaczony jest dla mocnych łydek, wybieganych płuc i żelaznej pompy, tutaj liczy się przebyty kilometraż, doświadczenie natury ultra. Kategorie 19-23 raczej nie będą reprezentowane przez licznych chętnych, to zapalone jednostki chętne by dostać dobre lanie, takie balansowanie na granicy rozumu, a totalnej głupoty, gdzie głowa, gdzie nogi. Rezygnacja z Rzeźnika jest dla wstępniaków rozsądna, nie dla psa kiełbasa, nie dla średniaka rzeźnik, także nie zagrzeję miejsca w pociągu, nie zasilę bieszczadzkich zwłok.</p>
<p>No i zaczyna się finał. Bitwa wieczoru. Gong i marsz, start i próba charakteru. Kierat jako maraton górski (umowne określenie) to nie tylko 100km, ale także przewyższenia, dystans zwiększa się do 130km, a przecież całość jest na orientacje, wybierając wariant idealny można mówić o 130km, ale taki przecież nie istnieje, zawsze nie to wejście, nie ten szus i kroki w plecy, wg mojego optymistycznego założenia, przeciętny piechur, bywalec Harpagana - powinien zrobić (zanim przybije do mety) około 150km. Ma na to 30h, powodzenia śmiałkowie, doceniam wyzwanie, szansę na punkty w PnMO, z chęcią bym spróbował, ale podobnie jak w zeszłym roku powiem "nie tym razem". Zostaje Setka z Hakiem, niby trasa liniowa, to taka z nicią Ariadny, nic się nie złego stać nie może, bezpieczeństwo i wygoda, odpada nawigowanie, opis siedzi, można zapomnieć o mapie, a iść za wskazówkami przejścia - nic bardziej mylnego. Jeśli frustruje błąd na Harpaganie, to o ile bardziej  - tam - gdzie (z pozoru) mylić się nie sposób. Łatwo powiedzieć, że co to za zabawa, tylko iść, ale dla odmiany może warto czasami tylko iść. Czytanie mapy jest wygodne, można przystanąć, zastanowienie, wraca oddech, wraca wariant. A tutaj goni grupa, goni czas, skraca się dystans, nie mniej niż w MnO. I tutaj będzie ból, pot, odciski, spięcie, krew, ywruk, zmiana skarpet, chęć rywalizacji, zastanowienie nad przestrzenią, nad tym co zostało, kiedy śpiwór, kiedy sen, kiedy coś ciepłego, kiedy koniec, kiedy sukces, kiedy zadanie wykonane. Jeśli nie można zrobić czegoś przy kilku podejściach, to może warto sobie pomóc, może warto spróbować czegoś (z pozoru) łatwiejszego, zobaczyć czy dystans to tylko magiczna liczba, czy może wykonalny plan. Co różni Setkę z Hakiem od MnO? Na pewno podejście uczestników, nawigatorzy powiedzą, że to gówno tylko iść jak za rękę, że to proste jak konstrukcja cepa, jednak ci, którzy cenią sobie każdy wysiłek, każdą szansę na niebanalne spędzenie czasu, każdą okazję, żeby się sprawdzić w nowych warunkach, żeby nie tracić formy i motywacji (na to z pozoru trudniejsze) - nie powinni rezygnować z takich zawodów. Nie zawsze tam gdzie nas nie ma musi być beznadziejnie, Kapuściński uczy ciekawości na drugie/drugiego - może warto słuchać rad mistrza.</p>
<p>Na koniec tego może przesadzonego moralizatorstwa powiem, kto wie czy nie tłumaczę się ze strachu przed Kieratem i dlatego dorabiam filozofię, kto wie, nie zaprzeczam. Ale chcę mimo wszystko postulować o docenienie małych (z pozoru) zawodów, tych wielkich dla uczestników, tych przygód niezapomnianych, kilometrów w nogach, poświęceń cennych jak każde inne, tylko tyle.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kazimierz Nowak - podróżopisarz]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=50</link>
<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 16:35:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=50</guid>
<description><![CDATA[Z początku marszoblog miał być prywatny, ale bez prywaty. Miał omawiać kwestie mnie interesują]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z początku marszoblog miał być prywatny, ale bez prywaty. Miał omawiać kwestie mnie interesujące, skrojone w szaty języka ocierającego się o literacki. Niestety nie wywiązałem się z założeń, zagrały emocje, przeżycia i ludzka chęć autoprezentacji. Pisałem zza kurtyny (biegokwiatki chociażby), ale też blisko o sobie (Gdzie spotkasz autora). Skoro sieć jako czynnik jednoczący, a także likwidujący prywatność użytkowników już skonsumowała marszoblog, postanowiłem, że dla płynności bytu strony będę umieszczał ciekawe linki, moje inspiracje, przypadkowe odkrycia, rzeczy wciąż okołorajdowe.</p>
<p>Studia humanistyczne widząc boom podróżopisarski, w jakimś sensie,  starają się podążać za tym kąskiem, opracować go naukowo, wytłumaczyć teoriami i wycyzelować edytorsko same teksty (moje seminarium magisterskie miało traktować o podróżopisarstwie). Stąd liczne konferencje, kreowanie Wielkich Podróżników jako tych, którzy wydali nie mniej Wielkie Książki, którzy posługiwali się swadą retoryczną, bogactwem słów i barwą anegdot. Wokół pojedynczych osób tworzy się legendę, pokonywane dystanse, odnajdywane plemiona, łamanie stereotypów - to wszystko wpływa na ranking osobowości. Takie nazwiska jak Pałkiewicz, M. Kamiński, Cejrowski - to tylko nieliczne z palety, a jednak elektryzują pewne środowiska. Pamiętam jaki szum przeciągnął się po forach internetowych, kiedy okazało się, że uczestnikiem Harpagana był Marek Kamiński i w dodatku zrobił jedną pętlę, szał. Filozofia nadrabia straty teoretyczne, podnoszona jest ulubiona kategoria Ryszarda Kapuścińskiego, czyli "Innego", ważna staje się sfera przeczuć marginalnych i spychanych we wcześniejszym dyskursie humanistycznym na dalsze tory, że niby były nieciekawe, nieobecne w codzienności.</p>
<p>W tle tych rozważań przychodzi mi do głowy przypadek Kazimierza Nowaka, wystarczył mu rower, chęć poznawcza i mobilizacja, zainicjował pewny trend reportażowy w historii literatury i nie dziwi mnie jak widzę ile wysiłku kosztuje moje koleżanki z roku zgłębianie jego tekstów. Nic już nie jest takie samo, literaturoznawstwo łączy się z antropologią, badaniami kulturowymi, dokonuje dekonstrukcji i chłonie  Nowe z pożądliwym apetytem; nowoczesne podróże (w sensie globalnym) zaś to nie rower i chęć poznawcza, a autokar z klimą i subiektywny rys przewodnikowy.</p>
<p>Poruszyłem kilka problemów, które chciałbym innym razem szerzej opisać, ale myślałem, żeby uczynić ten wstęp zapowiedzią do wizerunku (moim zdaniem) pierwszego z wielkich podróżopisarzy nowożytnych: <a href="http://pejzaze.onet.pl/58908,g,1,26,0,,galeria.html" target="_self">Kazimierza Nowaka</a>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Salomon XA Pro 3D Ultra]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=41</link>
<pubDate>Sun, 06 Apr 2008 17:40:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=41</guid>
<description><![CDATA[Fachura felietonistów testuje obuwie po porządnym sprawdzeniu materii, nigdy powierzchownie i bazu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Fachura felietonistów testuje obuwie po porządnym sprawdzeniu materii, nigdy powierzchownie i bazując na tzw. miłości od pierwszego spojrzenia. Testy są rzetelne i kompetencja wychodzi spoza słów, rośnie, pączkuje i eksploduje konsumenckim zakupem. Tak należy postępować, nie mam co do tego wątpliwości. Można jednak inaczej.</p>
<p>Wybierając swoje nowe buty obczytałem się w tych rankingach, porównaniach, recenzjach, decyzjach, poradach, doświadczeniach i na nic mi one były. Wybrałem buty na podstawie własnych przymierzalnych praktykach, oto moja opinia.</p>
<p>Próbka nr 1: New Balance M8720R</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-medium wp-image-48" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/04/nb3.jpg" alt="" width="190" height="187" /></p>
<p style="text-align:left;">Ciekawy model do biegania terenowego, przemawia za nią firma, problem w tym, że po wewnętrznej stronie w śródstopiu lekko obcierają (Nlock), takie złudzenie, sporo miejsca w palcach, a to duży plus, kiedy chce się biegać dłuższe dystanse. Pięta sztywna po mocnym dosznurowaniu, ale tak mocne, że cierpi na tym nerw strzałkowy, a patent z wiązaniem sznurowadeł "od góry nogami" jest dobry po zakupie, a nie na etapie rozpoznawalnym, także "państwu dziękujemy". Za duży plus odbieram system, bardzo pomocny (Acteva, Abzorb).</p>
<p style="text-align:left;">Próbka nr 2: Hi-Tec V-lite</p>
<p style="text-align:center;"><img class="alignnone size-medium wp-image-43" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/04/65430208_640.jpg" alt="" width="200" height="152" /></p>
<p class="MsoNormal">Niezwykle wygody, faworyt od zaraz, estetycznie dosyć toporny na stopie, z dużą podeszwą, ale jaki wygodny, palce mają miejsce, boki jak na gąbce, ale pięta, ta nieszczęsna pięta. But miał się sprawdzać w wymagającym terenie, a rzecz, która jest ruchowa na pięcie i nawet po solidnym dosznurowaniu zachowuje niestabilność w tym elemencie - musiała odpaść w porównaniu. Wielka szkoda, że producent nie dopilnował tego szczegółu, inaczej but byłby idealny.</p>
<p class="MsoNormal"><span>Próbka nr 3: Salomon XA Pro 3D Ultra</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:center;"><img class="alignnone size-medium wp-image-44" src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/04/sxap3d.jpg" alt="" width="280" height="280" /></p>
<p class="MsoNormal"><span> </span>Przed firmą czuć respekt, ale przed samym butem nie powinno. Także podchodziłem do przymierzania z rezerwą. Słusznie? Nie! Pięta sztywno ułożona nawet w modelu o nr większym, boki spięte, ale bardzo wygodnie, czuć troskę o stopę, bez twardych wstawek jak w NB, ani uczucia przesadnej gąbczastości jak w Hi-Tecu. Palce mają swobodę. No i to wrażenie, że gdyby stopa potrafiła mówić, pewnie by mi podziękowała. Solidne szycie i estetyczne wykonanie (tu Hi-Tec musi popracować). Salomon – mój nowy przyjaciel.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przydatność Google Earth]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=33</link>
<pubDate>Mon, 31 Mar 2008 15:00:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=33</guid>
<description><![CDATA[Gdyby nie ta witryna treningi byłyby dla mnie wróżeniem z fusów. A tak wiem jaki kilometraż wys]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p align="left">Gdyby nie ta witryna treningi byłyby dla mnie wróżeniem z fusów. A tak wiem jaki kilometraż wyszurałem biegnąc, wiem jakim tempem, co mierzę stoperem i dzięki temu kontroluję postęp. Jestem pewny, że w przypadku reklamy skierowanej do biegaczy, Google posłużyłby się hasłem "biegaj z nami", parafrazując nazwę popularnej strony w sieci. Dla osób, które nie znają: Polecam!, post całkiem suchy, ale agitować do dobrych rzeczy trzeba, także pozwoliłem sobie na chwilę słabości.</p>
<p align="center"><a href="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/03/31-iii-2008.jpg" title="31-iii-2008.jpg"><img src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/03/31-iii-2008.thumbnail.jpg" alt="31-iii-2008.jpg" /></a></p>
<div align="center"></div>
<p align="center">Oto screen z dzisiejszego wybiegu.</p>
<div align="center"></div>
<p align="center">Korzystacie z tego programu?</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szał ciał - uniform rajdowy]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Wed, 26 Mar 2008 15:02:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=28</guid>
<description><![CDATA[ W trakcie zawodów oferta, jaką dyktuje ciało bywa drastycznie zderzona z wymaganiami trasy. Wted]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p> W trakcie zawodów oferta, jaką dyktuje ciało bywa drastycznie zderzona z wymaganiami trasy. Wtedy wszystko, co robimy ociera się o słowo "skrajnie", wszystko jest "ekstremalne", wszystko balansuje na granicy ryzyka i świadomości. Właśnie dlatego ciało powinno dostać maksymalnie duże wsparcie, jeśli chodzi o przygotowanie nie tylko motoryczne, ale również sprzętowe.</p>
<p>Jaki jest mój sposób? Odpowiem połowicznie, bo temat sprzętowy jest często eksploatowany, w wirtualnym świecie doczekał się kilku dobrych syntez, np. w <a href="http://grzegorz-luczko.pl/2007/09/23/pakujemy-sie-na-setke-cz1/" title="Pakujemy się na setkę" target="_blank">PK4</a></p>
<p>Od siebie dodam tylko wersję obrazkową, oto ja i mój uniform:</p>
<p><img src="http://marszoblog.wordpress.com/files/2008/03/0036664179bc.jpg" alt="0036664179bc.jpg" /></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szkoła Turystyki Pieszej]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</link>
<pubDate>Sat, 22 Mar 2008 21:07:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/22/szkola-turystyki-pieszej/</guid>
<description><![CDATA[„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zaint]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">„Obok zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, człowiek od wieków wykazywał rozmaite zainteresowania…” (s. 9) pech chciał, że ludzie zaczęli je powielać i prześcigać się, kto z nich jest lepszym specjalistą. Autorem cytatu jest Piechur-kreator, czyli największy teoretyk spośród trampów, czyli przewodnik Idei marszowych, czyli we własnej osobie Zygmunt Skibicki. Żebyśmy się dobrze rozumieli, nie chcę strącać nikogo z parnasu, nie chcę odbrązawiać pomników, nie taka intencja mną kieruje. Szanuję autora licznych <i>Szkół Turystyki…,</i> a książki te nauczyły mnie niejednej rzeczy w dziedzinie, jednak skoro sam muszę znosić krytykę – to, z sympatii, poddam jej bardziej doświadczonych kolegów ze szlaków.</p>
<p class="MsoNormal">Czepialskość moich czytelników nakierowana jest na styl, raz się podoba, raz nie. Idąc w prywatę zyskuję zadowolenie tej ważnej dla mnie grupy, idąc w ogólność kłaniam się szeroko pojętemu środowisku rajdowemu. Lektura Skibickiego nauczyła mnie jednak, że mimo skierowania do odbiorcy szerokiego, nie można rezygnować ze wstawek rozluźniających i relaksacyjnych, z humoru i dystansu, z przymkniętego oka.</p>
<p class="MsoNormal">Łowić to ja nie potrafię, jedynie słowa w książkach, taki fach, taki traf, zatem czytam i wychwytuję momenty o uroku niewątpliwym, o barwie niezwykłej, o treści niebanalnej, jakże ich dużo u pana Zygmunta. Aby oddać wielkość zjawiska skupię się tylko na przypisach do <i>Szkoły Turystyki Pieszej</i>.</p>
<p class="MsoNormal"> Zacznę nie od szkoły turystyki, a od szkoły życia, bo siła poniektórych porównań jest rażąco trafna i ciekawie oryginalna: „To jest tak jak z samochodami. Niscy faceci preferują długie samochody. Małe kobiety wolą wysokich facetów; wysokie szukają jeszcze wyższych. Są na ten temat złośliwe kawały” (s. 86) – i tylko szkoda, że autor nie poszedł za ciosem, nie wyłuskał z rękawa kąśliwego wyca, szkoda, lubię soczyste pointy, której tutaj zabrakło.</p>
<p class="MsoNormal">Trafiamy także na wyznania intymne, prywatnie czułe i niewygodne, porusza historia oscypków, bo „nigdy nie słyszałem, by polski, naturalny oscypek robiony w „niehigienicznych” warunkach niedomytymi ponoć rękoma bacy zaszkodził komukolwiek – a po słowackich rz…em jak kot” (s. 213) – szkoda tym razem tych domowych przytulaków, kapryśnych chrupkożerców i myszołapów; poza tym prztyczek w słowacki nos, do roboty xeroboye!</p>
<p class="MsoNormal">I sentyment ma swoje miejsce w tych poradnikach: „za czasów mej wczesnej młodości nafta była w każdym wiejskim sklepie! A mówią, że teraz jest ze wszystkim lepiej…” (s. 237).</p>
<p class="MsoNormal">No i „żaden woreczek foliowy nie zapewni szczelności – kwaśniejący pot wydziela sporo produktów gazowych!” (s. 258) – o zgrozo!</p>
<p class="MsoNormal"> Momentami wyjątkowymi w całym przewodniku, w całym kompendium wiedzy marszowej, w całym tym pisaniu – są fragmenty, które dotykają jakże śliskich stosunków damsko-męskich. Pan autor wykazuje się czujnością i dobrym smakiem, pisze jakoby jego rady mogły odmienić nasze podejście do życia, naszą formę i odporność na efekty zimowych randek (kichanie, kaszel), ale zarówno dostrzega, że „moje gwarancje nie dotyczą tych konsekwencji randki, które wynikają z pozbycia się stroju w całości” (s. 17), gdyby tak było - musiałby zmienić tytuł na <i>Szkołę Turystki Integracyjnej</i>, bądź <i>Marszosutra</i>.</p>
<p class="MsoNormal">Co więcej, napotykam na tezę, że „lata robią swoje – proszę Panów” (s. 86), ma ona przypis, dopowiedzenie odspodne, a w nim: „po Paniach to tylko mniej widać – czasami!” (s. 86) i byłbym w stanie pochylić czoła, bo nie zawsze to, co proste jest tendencyjne, tylko owo sakramentalne „czasami”! jak ono bawi i igra, jak ono stąpa po cienkim lodzie wyszukanego żartu, jak ono buduje napięcie.</p>
<p class="MsoNormal">To nie wszystko.</p>
<p class="MsoNormal">Kolejnym wątkiem poruszonym dosłownie są różnice anatomiczne. Konstatacje wielce osobliwe typu: „nie da się ukryć – to w partiach biodrowych budowa kobiety najistotniej różni się od konstrukcji meskiej” (s. 101) i chciałbym zakrzyknąć „Alleluja!” bo to tak na czasie nawet; albo „lekki plecak wyprawowy waży obecnie ponad 15 kg. Jeśli mężczyzna chce ulżyć swej towarzyszce, musi liczyć się z dodatkowym wysiłkiem”, przede wszystkim jest to turystyczna interpretacja Biblii, w drugiej kolejności rada w pigułce jak być gentelmenem. Cenne to. Niestety nie wiem jak ocenić kolejny zjawiskowy cytat, brzmi on tak: „na tym polu [rozstaw kości miednicy] kobiety też znacznie górują nad facetami – rozmiarem w stosunku do wzrostu oczywiście” (s. 206), hmm…</p>
<p class="MsoNormal">„Panie nie powinny zapomnieć o stanikach. Ta uwaga pochodzi od jednej z moich koleżanek. Jeśli chodzi o moje zdanie – mogą zapomnieć!” (s. 280) – i jak tu czytać bez puszczenia oka, bez marginesu błędu skierowanego w satyrę i kabaret, jak wierzyć późniejszym radom o zachowaniu się w towarzystwie niedźwiedzi na szlaku, jak zaufać co mamy pakować do plecaka na dłuższą pieszą wyprawę, skąd pewność, że ten niedźwiedź nie będzie miał ochoty na harce, a plecak nie odleci razem z nami.</p>
<p class="MsoNormal"> Uzasadnienie mojej ironii: jestem polonistą, także mszczę się za słowa (też w przypisie) „nie mam nic przeciwko Mickiewiczowi, ale mierzcie zamiary podług sił, a nie siły na zamiary! Romantyzm w planowaniu jakichkolwiek wędrówek jest nadzwyczaj niebezpieczną ideologią” (s. 167), a tak poważnie – wciąż szanuję Skibickiego, nawet bardziej za te wstawki, tego typu poradniki męczą, ten temat znosi praktykę, mniej teorię, zatem doceniam starania nad dobrym samopoczuciem czytelników, które propaguje autor. <i>Chciałbym, żeby nic się nie zmieniało.</i></p>
<p class="MsoNormal"> Na koniec kwiatek dla cierpliwych: „każdy, nawet najlżejszy, plecak na ostrym podejściu będzie się wydawał ciężki – zawsze! Tak to już jest” (s. 35) – zgadzam się, tak to już jest!</p>
<p class="MsoNormal"> <span style="font-size:10pt;">Wszystkie cytaty pochodzą z książki Zygmunta Skibickiego – <i>Szkoła Turystyki Pieszej</i>, Wydawnictwo Skibicki, Pelplin 2006.</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rajdowy Festiwal Filmów]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/19/23/</link>
<pubDate>Wed, 19 Mar 2008 16:08:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/2008/03/19/23/</guid>
<description><![CDATA[Rajdowy Festiwal Filmów wyłowionych z YouTube
O wpływie portalu YouTube na życie codzienne przec]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal"><span style="font-size:14pt;">Rajdowy Festiwal Filmów wyłowionych z YouTube</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:14pt;"></span>O wpływie portalu YouTube na życie codzienne przeciętnego użytkownika Internetu można długo. Często jednak, w określonych dziedzinach, mamy prawo ponarzekać, przepuszczamy przez opcję „szukaj” konkretne hasła i próżnia wchłania nasze pragnienia.</p>
<p class="MsoNormal">Dla przykładu YouTube nie rozpieszcza rajdowców, potrzeba cierpliwości i wysiłku by znaleźć rzeczy ciekawe, o ironio! w dziedzinie, która sama w sobie wymaga tej samej cierpliwości i trochę innego wysiłku. Mimo wszystko są wyjątki, które przedstawię w subiektywnym przeglądzie.</p>
<p class="MsoNormal"><b>GRAND PRIX - </b><b><span style="font-weight:normal;">nagrodę główną Rajdowego Festiwalu Filmowego przyznawaną przeze mnie - otrzymał</span></b> za trafne oddanie atmosfery tajemnicy, ładunek emocjonalny i indywidualny styl<b><span style="font-weight:normal;"> - film…</span></b></p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/GnvZWCAzC5I'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/GnvZWCAzC5I&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Głównymi kontrkandydatami były relacje z  Wertepów (<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=p3URcsLaNM8" title="Wertepy" target="_blank">http://pl.youtube.com/watch?v=p3URcsLaNM8</a>)  oraz z Szarpaniny  (<a href="http://pl.youtube.com/watch?v=_tZymFbBtEM" title="Szarpanina" target="_blank">http://pl.youtube.com/watch?v=_tZymFbBtEM</a>).</p>
<p>Na osobną uwagę zasługuje rowerowa relacja z H29, gdzie zgrabnie współgrają wartości dydaktyczne i estetyczne (1sze miejsce w kategorii "muzyka"), film również zdeklasował rywali w kategorii "wizytówka", zostawiając daleko za sobą na trasie liczne prezentacje zdjęć i pokazy umuzycznionych slajdów, oto film...</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/3ghIt2ytY4E'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/3ghIt2ytY4E&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>W dziedzinie filmów dokumentalnych na uwagę zasługuje materiał z programu typu "Kawa czy herbata", jest to rozmowa z członkami <span>teamu Adventura, gdzie prowadząca zadaje pytania tendencyjne z niesłabnącym uśmiechem</span>...</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/-U1jv5A3osY'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/-U1jv5A3osY&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>...oraz cykl rozmów autora PK4 z uczestnikami Maratonu Pisaków - <a href="http://pl.youtube.com/watch?v=1-zbowvzFHI" title="PK4" target="_blank">http://pl.youtube.com/watch?v=1-zbowvzFHI</a></p>
<p>Nagrodę pocieszenia w kategorii "film satyryczny" otrzymuje materiał obrazujący cierpienie po wysiłku, tzw. marsz bez zabezpieczenia, czyli Sudocremu powiedzmy, to poruszająca opowieść snuta z wrażliwością i głęboką świadomością trudności młodych bohaterów w radzeniu sobie z poczuciem papieru ściernego w gaciach...</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/BcT3RZiH4M8'></param><param name='wmode' value='transparent'></param><embed src='http://www.youtube.com/v/BcT3RZiH4M8&rel=0' type='application/x-shockwave-flash' wmode='transparent' width='425' height='350'></embed></object></span></p>
<p>Szkoda, że wybór jest tak ograniczony, liczę na pomysłowość twórców w przyszłości!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Od żółtodzioba, na marginesie dyskusji o setkach...]]></title>
<link>http://marszoblog.wordpress.com/?p=21</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 16:40:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>marszoblog</dc:creator>
<guid>http://marszoblog.wordpress.com/?p=21</guid>
<description><![CDATA[Źródło pierwsze: 
http://www.napieraj.pl/xoops/modules/newbb/viewtopic.php?topic_id=2052&amp;foru]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.napieraj.pl/xoops/modules/newbb/viewtopic.php?topic_id=2052&#38;forum=1" title="Źródło pierwsze" target="_blank"></a>Źródło pierwsze: <a href="http://grzegorz-luczko.pl/2008/03/12/czy-chcemy-trudnych-zawodow/" title="Źródło drugie" target="_blank"></a></p>
<p><a href="http://www.napieraj.pl/xoops/modules/newbb/viewtopic.php?topic_id=2052&#38;forum=1" title="Źródło pierwsze" target="_blank">http://www.napieraj.pl/xoops/modules/newbb/viewtopic.php?topic_id=2052&#38;forum=1</a></p>
<p class="MsoNormal">Źródło drugie:</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://grzegorz-luczko.pl/2008/03/12/czy-chcemy-trudnych-zawodow/" title="Źródło drugie" target="_blank">http://grzegorz-luczko.pl/2008/03/12/czy-chcemy-trudnych-zawodow/</a></p>
<p><a href="http://grzegorz-luczko.pl/2008/03/12/czy-chcemy-trudnych-zawodow/" title="Źródło drugie" target="_blank"></a></p>
<p class="MsoNormal">Większość argumentów została już w tej żarliwej dyskusji poruszona, a głos zabrała śmietanka rajderów z naszego podwórka, zatem reprezentatywność jej jest wysoka. Zabrakło mi tylko głosu ze środowiska wchodzących w świat setkowych doznań, półamatorów z małym doświadczeniem, ale za to z połkniętym bakcylem marszokatorgi. Co męczy takich jak ja? Co frustruje na trasie? Co poza nią?</p>
<ol>
<li class="MsoNormal">Na      dystans każdy się godzi, konsekwencje wpisane są w regulamin i tutaj      dyskusji nie ma.</li>
<li class="MsoNormal">O      oczywistościach się nie rozmawia, więc o perturbacjach pogodowych też nie      będę, jak utrudnią przejście to <i>shithappens      </i>i pompujemy dalej!</li>
<li class="MsoNormal">Przewyższenia      to świętość Orgów i estetyka rajdów, urozmaicenia są mile widziane.</li>
<li class="MsoNormal">Tylko      jedno zniechęca, kiedy dochodzimy do PK i „gdzie on jest?”, mapy nie są      świeże to wiem, teren ulega pewnym modyfikacjom – jasne, tutaj spierać się      nie chcę, ale są sytuacje kiedy PK nie leży tam gdzie jego miejsce      podparte mapą, zaczyna się ruletka i nerwówka po okolicy, przeczesywanie      bez punktów oparcia, zaczyna się głupia strata czasu, zniechęcenie, które      przy narastającym zmęczeniu wcale nie zachęca, poza tym jak szkolić      czytanie mapy, kiedy jest ona nieadekwatna do tego, co w terenie.</li>
</ol>
<p class="MsoNormal">Także ze strony żółtodziobów: niech punkty będą zgodne z mapą, nic więcej do szczęścia nie trzeba, a będziemy wówczas nieśli w świat słowa pochwały i uznania dla konstruktorów!</p>
<p class="MsoNormal">To w zupełności wystarczy.</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
