<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marlena-dietrich &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/marlena-dietrich/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marlena-dietrich"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 14:35:22 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Borys Szyc i Marlena Dietrich]]></title>
<link>http://wronski.wordpress.com/?p=68</link>
<pubDate>Thu, 07 Aug 2008 14:11:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>Marcin Wroński</dc:creator>
<guid>http://wronski.pl.wordpress.com/2008/08/07/borys-szyc-i-marlena-dietrich/</guid>
<description><![CDATA[„Borys Szyc jako Zygmunt Maciejewski” – zaproponowała w tych dniach Wirtualna Polska. Ucieszy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>„Borys Szyc jako Zygmunt Maciejewski” – zaproponowała w tych dniach <a href="http://ksiazki.wp.pl/id,69058,size,1,galeria.html" target="_blank">Wirtualna Polska</a>. Ucieszyłem się bardzo, bo jego rola w „Oficerze” była – w mojej prywatnej ocenie – najlepszą kreacją w polskim filmie kryminalnym od czasów porucznika Borewicza. Ze współczesnych tylko scenariusz pierwszego „PitBulla” dorównuje tej postaci świeżością i jakością. Ale zarazem naszły mnie wątpliwości natury ogólnej.<!--more--></p>
<p>A właściwie nie opuszczały mnie już od dwóch lat, odkąd na spotkaniu autorskim niedługo po wydaniu „Węża Marla” (Polcon 2006) zapytano mnie, jakiego aktora widziałbym w roli tytułowej, gdyby sfilmowano tę powieść. Zrobiłem głupią minę i zostałem z nią na dobrych kilkanaście sekund. W końcu po intensywnym namyśle dopasowałem (i chyba nie najgorzej) Artura Barcisia, co przypomniał mi w swym komentarzu <a href="http://wronski.wordpress.com/2008/06/12/z-zycia-kibica/#comment-67" target="_blank">Kamil Nieścioruk</a>. Ale co tu zrobić, skoro ja naprawdę nie podchodzę w ten sposób ani do książek, ani nawet do filmów – nigdy w życiu nie zdarzyło mi się bowiem pójść na <em>film z...</em>, wyłącznie na <em>film w reżyserii kogoś.</em> Więcej: poza aktorami, którzy szczególnie mi się spodobali lub przez częste powtarzanie nazwisk nauczyłem się ich na pamięć niczym tabliczki mnożenia, całej reszty zupełnie nie pamiętam. Wiem, kto to Max von Sydow, a nawet Sharon Stone, ale w którym konkretnie filmie ich widziałem, tego nie przypomnę sobie nawet pod hipnozą. Może winna jest tu tylko moja kiepska pamięć do twarzy (przyczyna wielu kłopotliwych nieporozumień – najgorsze miało miejsce w dzieciństwie, gdy wziąłem Bogu ducha winną kobietę za swoją ciotkę), choć wolę myśleć, że to przez ugruntowane poglądy na kino i teatr.</p>
<p><strong>Nogi Marleny Dietrich</strong><br />
W „Komisarzu Maciejewskim. Kinie Venus” będzie scena, gdy komunizujący poeta Zakrzewski otwiera przegląd filmu awangardowego.</p>
<blockquote><p>– Nas, proszę państwa, nie interesują szlochy pani Smosarskiej ani nogi Marleny Dietrich – poeta chuligańskim gestem wsadził ręce w kieszenie kurtki – ani też żadne plotki z wyższych sfer. Nie interesują nas gwiazdorzy, którymi istotę kina zatruwa burżuazyjna sztuka. My chcemy kina zaangażowanego, artystycznego bądź reżyserskiego, w każdym razie takiego, które nie jest jedynie okazją do tego, by pani Smosarska wzięła gażę, za jaką cała kamienica na przedmieściu mogłaby przeżyć godnie cały rok.</p>
<p>Zaczął coś gadać o warszawskiej grupie filmowców „Start”, o planach krakowskich eksperymentalistów. Kazał wstawać Kurkowi, „bo widzą państwo oto reżysera, który postawi na nogi kino polskie, dotąd ostoję jak nie żeromszczyzny, to melodramatu”. Dla Zielnego mógłby równie dobrze mówić po hebrajsku albo chińsku, tajniak i tak nic nie rozumiał. Za to panna Zosia pilnie notowała niemal każde słowo, nawet nie drażniły jej wstawki o „gnilnym kultburżujstwie” ani „patrioidiotyzmie” – choć jako dziennikarkę prawicowej gazety powinny.</p></blockquote>
<p>I to nie jest, proszę Państwa, żaden przejaw mojej osobistej frustracji, ale fakt historyczny. Powieściowy Józef Zakrzewski, a realny Józef Łobodowski, naprawdę napisał w 1932 r. artykuł pt. „nogi marleny dietrich” (w swym piśmie „barykady” nie używał wielkich liter), w nim zaś m.in.:</p>
<blockquote><p>w zagłębiu naftowem strejki, w łodzi tłum bezrobotnych, śląsk wbija w niebo sztywne pazury czarnych kominów idzie zima na alarm biją tysiące serc […] a do kin po staremu zapraszają nas na „gigantyczne superfilmy obrazujące tragiczne dzieje zmagań się kobiety uczciwej z występną miłością”.</p></blockquote>
<p>Nieco wcześniej w „Trybunie” narzekał na polskie scenariusze „płasko-patriotyczne i uwodzicielskie”, na kiepską reżyserię podporządkowaną gwiazdom typu Smosarska oraz wszechwładną cenzurę w składzie „jeden pułkownik i paru literatów o ustalonej sławie grafomańskiej”. W swej naiwności posuwał się nawet do apologii kina sowieckiego, nie oddzielając przy tym dzieł istotnie bijących na głowę polską kinematografię (jak obrazy Sergiusza Eisensteina) od kiczowatych agitek. Wówczas ważne było dla niego jedynie, że film sowiecki „eliminuje wszystko co uboczne, nieistotne […] dając w wyniku konstrukcje proste, jasne i logiczne”.</p>
<p>A co mają z tym wszystkim wspólnego Borys Szyc i Zyga Maciejewski. Niby nic, proponuję jednak spojrzeć uważniej na</p>
<p><strong>przypadek „Wiedźmina”.</strong><br />
Zanim ten prawie pod każdym względem nieudany film M. Brodzkiego wszedł na ekrany telewizorów (a w wersji jeszcze gorszej – na ekrany kin), w Internecie trwała już zażarta dyskusja. Co znamienne, a zarazem przerażające, nikt nie zadawał wówczas pytań o to, czy Brodzki poradzi sobie z materią opowiadań Sapkowskiego, czy będzie w stanie skonstruować opowieść, którą i budżet udźwignie, i walory artystyczne opowiadań o Wiedźminie zostaną wyeksponowane. Nikt nie pytał, czy Michał Szczerbic jako scenarzysta ma wizję wyboru, a następnie przekładu tekstu na obraz i dźwięk. Skąd, w żadnym razie! Dyskusję zdominowali Michał Żebrowski (czy nie za wymoczkowaty na Geralta?) i Grażyna Wolszczak (czy dość piękna na Yennefer?). Cóż powiedzieć – jaka dyskusja, taki film!</p>
<p>Mnożyć by można spiskowe przypuszczenia, czy to aby nie producent Lew Rywin skierował przedpremierowe spory na temat zastępczy. Moim zdaniem jednak Józef Łobodowski miał wiele racji – póki będziemy chodzili do kina przede wszystkim oglądać fajne/ładne panie i fajnych/ładnych panów, nie ma co liczyć na dużą dawkę dobrych obrazów.</p>
<p><strong>Dobry Bóg daje wolność wyboru, podobnie dobry reżyser,</strong><br />
dlatego i nieraz średni film potrafi uratować doskonała kreacja aktorska. Myślę, że „Oficer” nie byłby tym, czym był, gdyby nie właśnie Borys Szyc. No bo to, że obok sercowych problemów śledczych toczy się gra korupcyjna, na pewno filmowi nie szkodzi, jednak nie jest wystarczającym warunkiem do zbudowania przekonującego mikroświata. Jeden człowiek, jedna postać – tak jak w greckiej tragedii – uczyniła z wcale nie odkrywczego scenariusza rzecz, która nie pozwala oderwać oczu od ekranu. </p>
<p>„PitBull” nie miał aż tak wspaniałych kreacji, lecz był uczciwy do bólu. Gdy konsultowałem z policjantami pierwszego „Komisarza Maciejewskiego”, rozmawialiśmy właśnie o tym, czy policja wygląda jak w „Oficerze”, czy jak w „PitBullu”. Wygląda jak w „PitBullu”, zgodnie z moimi podejrzeniami. I w tym momencie nawet Małgorzata Foremniak („gdzie doktor Zosi Stankiewicz ze szpitala w Leśnej Górze do konkubiny Metyla?!” – jak zapytano by pewnie na rozlicznych forach) zagrała świetnie. Aktor nie jest głupi, aktor wszystko potrafi – jeśli tylko reżyser (i producent!) rozumie, że plan filmowy to nie wybieg dla modelek.</p>
<p><strong>Pytanie o dobry film</strong><br />
nie jest więc pytaniem o aktora adekwatnego do roli. To przede wszystkim pytanie o rolę adekwatną do pierwowzoru. A więc pytać trzeba najpierw reżysera (czy ma koncepcję całości?), scenarzystę (czy ma koncepcję przekładu tekstu na obraz i dźwięk?), a dopiero na końcu specjalistów od castingu. Oni w filmowej produkcji są „urzędnikami niższego szczebla” – jeśli mają dobre wytyczne z góry, zrobią, co należy. </p>
<p>Dlatego cieszyłbym się, gdyby jeden z moich ulubionych aktorów zagrał jedną z moich ulubionych postaci. Plebiscyt Wirtualnej Polski traktuję jednak wyłącznie jako sympatyczną – choć nie do końca moją – zabawę. Gdybym na serio chciał budować dom, najpierw uzgodniłbym z architektem, jaki ma mieć kształt, ile pomieszczeń i jak dużych. Kolorem ścian zająłbym się później.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Drżące zmysły, czyli 101 doznań miłości. Afrodyzjaki w służbie rozkoszy]]></title>
<link>http://dobraksiazka.wordpress.com/?p=246</link>
<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 19:59:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>Yves P.</dc:creator>
<guid>http://dobraksiazka.pl.wordpress.com/2008/03/12/drzace-zmysly-czyli-101-doznan-milosci-afrodyzjaki-w-sluzbie-rozkoszy/</guid>
<description><![CDATA[Drżące zmysły, czyli 101 doznań miłości. Afrodyzjaki w służbie rozkoszy
Autor: Bogda Balicka]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Drżące zmysły, czyli 101 doznań miłości. Afrodyzjaki w służbie rozkoszy</strong><br />
<em>Autor: Bogda Balicka</em></p>
<p><a href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=41432&#38;idp=356" rel="nofollow"><img src='http://dobraksiazka.wordpress.com/files/2008/03/drzace-zmysly.jpg' alt='Drżące zmysły, czyli 101 doznań miłości. Afrodyzjaki w służbie rozkoszy' style="float:left;margin-right:10px;" /></a> Różnorodność zmysłowych doznań może być ogromna. Wystarczy, że popuścisz <a href="http://www.fantazje.info/">wodze fantazji</a>, obudzisz uśpione zmysły, otworzysz alkowę przed powiewem egzotyki i natychmiast zapomnisz, co to rutyna. Bowiem seks to jedyna w swoim rodzaju konstelacja zmysłów: dotyku, wzroku, smaku, węchu, słuchu, a także... zmysłu magicznego. Nie wzbraniaj się przed eksperymentowaniem. Książka ułatwi Ci pozbycie się zahamowań i kompleksów. <!--more--></p>
<p>Poznasz smak witalizujących potraw, moc porażających zmysły afrodyzjaków i zapach podnoszących temperaturę uczuć ziół i miłosnych eliksirów. Dzięki tej książce dowiesz się też, jak kochali piękni, sławni i bogaci: Napoleon, Casanova, Marlena Dietrich, Evita Peron. Miłość to sztuka, której sekrety należy poznawać przez całe życie.</p>
<p><a href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=41432&#38;idp=356" rel="nofollow">Zobacz &#187;</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Brief Encounters With Burt Bacharach! ]]></title>
<link>http://artiewayne.wordpress.com/2007/01/20/brief-encounters-with-burt-bacharach/</link>
<pubDate>Sat, 20 Jan 2007 00:25:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>Artie Wayne</dc:creator>
<guid>http://artiewayne.pl.wordpress.com/2007/01/20/brief-encounters-with-burt-bacharach/</guid>
<description><![CDATA[           
Since the early 60&#8217;s,  Burt Bacharach  has been one of the most  innovative and  i]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>           <img src="http://artiewayne.wordpress.com/files/2007/01/burt.jpeg" alt="burt.jpeg" height="345" width="315" /></p>
<p>Since the early 60's,  Burt Bacharach  has been one of the most  innovative and  influencial  figures in popular music. His unique melodies and signature rythyms also made him one of the most imitated musicians of all times. With various lyricists, he racked up an early array of hits that included, "Tower Of Strength", "Baby It's You", "The Man Who Shot Liberty Valance", "Any Day Now", "Only Love Can Break A Heart", "Blue On Blue", "Anyone Who Had A Heart" and "Walk On By".</p>
<p>I always felt a thrill just to be in his presence! I would see him at a party or a music business function and go over and introduce myself. This happened so often that after about the fifth or sixth time I did it, he stopped me, smiled and said, "I know...you're Artie Wayne!" This not only made me feel good, but I felt validated!</p>
<p>He was not only a musical role model, but a personal one as well. He was probably one of the coolest people I've ever known, with his sunglasses on top of his premature white  hair he always seemed to be dressed for a tennis game or a polo match! I also noticed all of the beautiful women that would fawn over him and it made me realize that you didn't have to be a Rock Star to get that kind of attention!</p>
<p>In 1963, after I had my first hit as a songwriter and producer, "Meet Me At Midnight Mary" ( Raleigh/ Wayne) with Joey Powers, I called up Burt to see if he had any  songs for the follow-up. I met him in his office at Famous music, in the Brill Building and he played me a new song he and Hal David had written, "Message To Martha" (which later became a smash in the UK by Adam Faith and a hit in the US by Dionne Warwick, re-titled, "Message To Michael")</p>
<p>I loved the song, but I thought it was a bit too complex for Joey Power's simple folk  musical direction we were taking. I felt really weird turning down the song, but Burt was cool and said don't worry about it. A few months later, I ran into him on my first trip to London, where he was the musical director on Marlena Dietrich's concert tour,  we had a drink and laughed about my embarrasment over turning down one of his songs.</p>
<p>The next time I saw him was in 1965, I was signed to Scepter records publishing company, as a songwriter and producer. I was encouraged to use the studio as often as I wanted for overdubbing and making demos of my songs to help break-in the studio. I produced or co-produced The Shirelles , The Kingsmen and the Guess Who, there which made the owner, Florence Greenberg, more confident in her new facility. At that point, she offered Burt Bacharach and Hal David, a chance to try her new, improved  studio out.</p>
<p>I remember Burt and Hal had trouble mixing Dionne Warwick's, "Are You There With Another Girl" at the original studio where they cut the track, and they decided to try out Scepter. I remember being in my office the day of the "Great New York City Blackout "...when the lights all over our building were dimming then getting brighter! Burt and Hal, after mixing for hours, ran out of the studio screaming, " What the Hell's going on ? We almost had it...We almost had the mix! Then machine started slowing down then stared speeding up!"</p>
<p>Tempers cooled, when we looked out the window and saw lights in the entire city dim...then go black!  Florence's son Stanley, who was head of A+R, as well as being totally blind from birth, yelled out, "Don't worry, I'll get us all out of here...JUST FOLLOW ME!"</p>
<p>About 20 of us, with Stanley leading the pack, managed to get down several flights of stairs, in total darkness, safely and without incident. It was an event that I'm sure none of us will never forget!</p>
<p>Copyright 2007  by Artie Wayne</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
