<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marcin-swietlicki &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/marcin-swietlicki/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marcin-swietlicki"</description>
	<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 23:16:04 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[świetlicki ]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/?p=1001</link>
<pubDate>Mon, 22 Sep 2008 22:25:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2008/09/22/swietlicki/</guid>
<description><![CDATA[
państwo von kleist
Wchodzimy w noc, jakby dnia nie było, poranków nie było, lizania się słoń]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><img class="alignleft size-medium wp-image-1002" title="kordian pawlak" src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/09/latarnia-w-kazimierzu.jpg?w=300" alt="" width="245" height="170" /></span></p>
<p style="text-align:center;"><em>państwo von kleist</em></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">Wchodzimy w noc, jakby dnia nie było, poranków nie było, lizania się słońca z cienką szparą horyzontu i duszności od mgieł drżących tuż przy ziemi. Jakby nie istniało nic poza rytualnym wchodzeniem w noc co noc, co sen. Dajemy się rozbierać światłu lampy węszącej jakąś zdradę na skrzyżowaniu Jagiełły z Kościuszki, gdzieś już dawno po północy, bezwstydnie i bezecnie pakując dwie dłonie do jednej rękawiczki.<br />
Za dnia nie poznajemy ulic i krawężników, wstydzimy się klatek schodowych, które widziały nas po dziewiętnastej, dziwimy się wszystkiemu i zachowujemy, jak na młodą parę przystało. <em>Tak, a ponad to donosimy, że leżymy zastrzeleni - i jeszcze w tej chwili można nas odnaleźć.</em> Ja zatłukłam Ciebie, Ty zarżnąłeś mnie. <em>Bardzo staromodnie leżymy - przytuleni, a trawy zwyczajnie ruszają się.</em> </span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">Śni mi się A. i odpytywanie uczniów z ich grzeszków młodości, szlajania się po klatkach schodowych i zabierania nam miejsca. Pytam ich długo i namiętnie, potem skaczę po dachach kamienic, sunę przez noc na ogromnym włochatym robalu i ląduje u Ciebie w łóżku; a potem się budzę. <em>List ci<br />
przyniosę we śnie. Otwieraj go wolno.<br />
Wszystko należy robić cicho i powoli,<br />
ponieważ miłość jednak jest. Tak.</em></span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">.<br />
</span></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Państwo von Kleist]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/20/panstwo-von-kleist/</link>
<pubDate>Sun, 20 Jan 2008 16:47:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2008/01/20/panstwo-von-kleist/</guid>
<description><![CDATA[Ponieważ miłość jednak jest. Tak.
***
Znamy całe bukiety zaschniętych par, które do końca ch]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><i>Ponieważ miłość jednak jest. Tak.</i></p>
<p>***</p>
<p>Znamy całe bukiety zaschniętych par, które do końca chodziły w bladości bandaży na ślepych oczach i w naiwności dziecka zawartej w orzechu serca. Adam i Ewa, Helena i Parys, Tristan i Izolda, Romeo i Julia. Możemy bawić się dalej. Dulcynea i Don Kichot, Laura i Filon, Troilus i Kresyda, w końcu: Radúz i Mahulena, czy Lady i Tramp.<i> Ponieważ miłość jednak jest. Tak.</i></p>
<p>Wszystko jest w ruchu. <i>Państwowe trawy i państwowe drzewa.</i> <i>Słońce, jak mokra pszczoła</i>, co się rozpieprza po parapetach, okładkach płyt, książkach. Mrużenie oczu i rytmiczne uderzanie serca o ryngraf klatki piersiowej. Topienie lodowych palców przejętych jeszcze przedchwilową falą gorąca z sąsiednich włości, nagości - w żerdziach włosów i machinalne składanie buzi w ciup, <i>ja jestem anioł, a ty jesteś trup.<br />
</i><br />
Wszystko jest w ruchu i aż w głowie się kręci. Cwałowanie, całowanie, cało w Anię. <i>Skórę mam cieńszą, ręce delikatniejsze, spojrzenie łagodnieje i maleje serce.</i> Spod styczniowego śnieżnienia <i>płaczliwie nawołuje wiosna</i> babrając się w otomanach przebiśniegów i alkierzach fiołków. Na wiosnę, która wykluwa się z tego orzecha, tej piąstki rytmicznej zamkniętej w sakiewce mięśni gdzieś pod chłodnym listowiem ryngrafu - spojrzenia zamieniają się w plusz, gesty w bachanalia słów, a słowa w prostytutki myśli. Na wiosnę panie tracą głowę dla panów - o każdej porze roku.</p>
<p><i><br />
List Ci przyniosę we śnie</i> - półtwardy i powyżej pępka. <i>Otwieraj go wolno. Wszystko należy robić cicho i powoli.</i></p>
<p><a href="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/2007_07_01f_2.jpg" title="2007_07_01f_2.jpg"><img src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/2007_07_01f_2.jpg" alt="2007_07_01f_2.jpg" /></a></p>
<p><i>Ponieważ miłość jednak jest. </i>I jest zabójcza.<i> Tak.</i></p>
<p>***<br />
Pan mnie ma <b>in flagranti</b>.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cacy cacy fleischmaschine]]></title>
<link>http://bawidelka.wordpress.com/2008/01/19/cacy-cacy-fleischmaschine/</link>
<pubDate>Sat, 19 Jan 2008 17:17:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Mag</dc:creator>
<guid>http://bawidelka.pl.wordpress.com/2008/01/19/cacy-cacy-fleischmaschine/</guid>
<description><![CDATA[Oczywiście, że nie ma miłości. Tssssssyt. Zadraśnięcie zapałki. Skazanie papierosa na gorąc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><em>Oczywiście, że nie ma miłości.</em> Tssssssyt. Zadraśnięcie zapałki. Skazanie papierosa na gorącą falę palącego rumieńca. <em>Nie ma i nigdy nie było. Nawet to cośmy robili.</em> Baju baju, gadu gadu. <em>W żadnym calu nie zahacza o miłość.</em></span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><em>Oczywiście, że nie ma miłości. Pomyliłem się, pomyliłem się.</em></span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">***</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><a title="1741451.jpg" href="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/1741451.jpg"><img src="http://bawidelka.wordpress.com/files/2008/01/1741451.jpg" alt="1741451.jpg" /></a></span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">Duszno mi. Siedzimy gdzieś na końcu świata, w zapadłym lokalu, w dymie papierosowym i oparach <em>filandzkich</em> fiordów. Wie, że się duszę, wie, że nienawidzę smrodu elemów, dychotomii wąskich uliczek, zwężających się kocich oczu i ślinki kapiącej z warg drobnych pijaczków w załomach parapetów i donic.  Wie i czerpie z tego jakąś beznadziejną przyjemność obracając w piersi swoją ciemną gwiazdę. Koncentracyjne światło rozjątrza jego <em>pomyliłem się</em>.</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">Sufit topi się w gorzkiej kawie, źle zmielonej i niesłodzonej. W mlecznej firance dymu, niedopalonych fragmentach serc i niedotrzymanych obietnic. Niedosłodzona rozmowa nie klei się, na zmianę przerzuca winę z końca jej wyjściowego czółenka na żarzący się ołówek tytoniowy poety.<br />
<em><br />
Oczywiście, że nie ma miłości. Można już odetchnąć </em>- mówi on. <em>Można wetchnąć</em> - mówię ja, czując jak płuca kurczą mi się w kilowatogodzinach drewnianych cybuchów. Dobre - i zapisuje.<br />
Resztki ciepła w świetlikowym, dymnym świetle. Totalne <em>delikatnienie</em> przeplatane <em>melancholią</em> i <em>morderstwem</em>. Ktoś musi komuś darować.<br />
Odsuwam głośno krzesło, głośniejsze chrapnięcie śliny. Idziesz? Nie, idę.</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">***</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">Duszno mi. Rozpalam światła po całym mieszkaniu, żeby przypadkiem nie potknąć się o jakiś leżący na ziemi fragment siebie. Sklejam potłuczoną lalkę Tadzika. Ta lalka to jest Himmler.<br />
Dzwonek do drzwi. Biodro zahaczające o framugę i sztywność warg przekrzywiających się z kpiną na porcelanowej, saskiej szyi.</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><em>Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem się kłócić, nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny. Ja przyszedłem się kochać.</em></span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;">***</span></p>
<p style="text-align:center;"><span style="color:#000000;"><em>Oczywiście, że nie ma miłości. Tak, Panie Jezu, tak.</em></span></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
