<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>magdalenka &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/magdalenka/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "magdalenka"</description>
	<pubDate>Mon, 13 Oct 2008 17:13:34 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Maleszka o konferencji w Ann Arbor]]></title>
<link>http://obczyzna.wordpress.com/?p=4334</link>
<pubDate>Fri, 29 Aug 2008 18:06:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>Polander</dc:creator>
<guid>http://obczyzna.pl.wordpress.com/2008/08/29/ann-arbor/</guid>
<description><![CDATA[Wyciągam na światło dzienne, czyli pozycjonuję, bo Google nie pokazuje.

Letter from Pope John P]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Wyciągam na światło dzienne, czyli pozycjonuję, bo Google nie pokazuje.</p>
<blockquote>
<h4><a href="http://www.umich.edu/~iinet/PolishRoundTable/negotiatingradicalchange/panel-one.html">Letter from Pope John Paul II</a><br />
<em>read to the audience by Michael Kennedy</em></h4>
<p><a href="http://www.umich.edu/~iinet/PolishRoundTable/negotiatingradicalchange/photos/kennedy.html" target="_blank"><img src="http://www.umich.edu/%7Eiinet/PolishRoundTable/negotiatingradicalchange/photos/kennedy-t.jpg" border="1" alt="Michael Kennedy - Click to Enlarge" hspace="20" width="150" height="100" align="right" /></a> "His Holiness hopes that this disciplined reflection on the spiritual, cultural and political aspects of Poland's peaceful transition to democracy will highlight their ultimate foundation in a moral imperative arising from the vision of man's innate dignity and his transcendent vocation to freedom in the pursuit of truth. He is confident that the Conference's work will call needed attention to the superiority of patient dialogue over all forms of violence in the resolution of conflicts and the building of a just and humane social order."</p>
<p><strong>Next</strong><img src="http://www.umich.edu/%7Eiinet/PolishRoundTable/negotiatingradicalchange/arrow.white.gif" alt="" /> <a href="http://www.umich.edu/%7Eiinet/PolishRoundTable/negotiatingradicalchange/panel-two.html">Panel Two: The Political Contest, 1986-89</a></p></blockquote>
<h2 class="content-title"><a href="http://www.abcnet.com.pl/?q=node/3246">PO 10 LATACH</a></h2>
<div class="clear-block clear">
<div class="info_terms">
<ul class="links inline">
<li class="first last taxonomy_term_107"><a class="taxonomy_term_107" rel="tag" href="http://www.abcnet.com.pl/autor-publikacji/adam-michnik-jacek-zakowski">Adam Michnik Jacek Żakowski</a></li>
</ul>
</div>
</div>
<p><strong>O konferencji w Ann Arbor opowiadają Adam Michnik i Jacek Żakowski.</strong></p>
<p>Marcin Piasecki, Lesław Maleszka: W Ann Arbor zdarzyła się rzecz niezwykła - powtórka z Okrągłego Stołu. <!--more-->Raz jeszcze przy wspólnym stole - tym razem konferencyjnym - zasiedli przedstawiciele ówczesnej „strony rządowej” i „opozycji solidarnościowej”. Wreszcie, po dziesięciu latach, można było otwarcie i szczerze odpowiedzieć na pytanie, na które w 1989 r. nikt by nie odpowiedział wprost, bo w trakcie gry nie pokazuje się przeciwnikowi swoich kart. Pytanie: po co było wchodzić w te negocjacje? Po co ludziom władzy rozmawiać z awanturniczą ekstremą, wyrosłą „z pnia narodowej zdrady” - jak głosił osławiony plakat z czasów stanu wojennego? Po co „Solidarności” rozmawiać z „czerwoną hołotą” - jak śpiewano w piosence powstałej w jednym z obozów dla internowanych?</p>
<p>Jacek Żakowski: Mówiąc najprościej - obie strony uświadomiły sobie, że są bardzo słabe. A jak nie ma armat, to jest się skazanym na rozmowy z wrogiem. Z taką tezą wystąpił na początku konferencji Adam Michnik - i później wszyscy dyskutanci wypowiadali się w podobnym duchu. Może z jednym wyjątkiem - prof. Wiesława Chrzanowskiego, ale o tym za chwilę. W tym miejscu chcę podkreślić, że w Ann Arbor obie strony zasiadające przy Okrągłym Stole potrafiły otwarcie przyznać się do własnej mizerii w 1989 r.</p>
<p>Na czym polegała słabość obozu władzy?</p>
<p>Adam Michnik: Każdy mówca przedstawiał to nieco inaczej, ale ich wypowiedzi składały się na dość spójną całość. Mieczysław Rakowski przypomniał swój list otwarty do władz PZPR z 1987 r., w którym poddał gruntownej krytyce cywilizacyjny dorobek „realnego socjalizmu”. Padło w tym liście stwierdzenie, że socjalizm wniósł do światowej kultury XX wieku tylko dwa słowa: „sputnik” i „kazaczok”. Prof. Janusz Reykowski podkreślał, że metody stanu wojennego nie zdołały przełamać kryzysu w gospodarce.</p>
<p>Żakowski: Opowiedział kapitalną historię. Gdy w grudniu 1988 r. został członkiem Biura Politycznego, zaprowadzono go do tajnego sklepu dla najwyższych funkcjonariuszy partyjnych, znanego pod kryptonimem „Baza”. W dwóch ciasnych pokoikach wisiało kilka przeciętnych garniturów, stało kilka par nienadzwyczajnych butów, na półkach trzymano trochę prostych artykułów spożywczych - ser, dżem, kiełbasę. Najwyższe kierownictwo żyło lepiej niż przeciętni ludzie - bo w sklepach nie było wówczas butów ani garniturów - ale nawet zaopatrzenie [sklepu dla] członków Biura Politycznego było nieporównanie gorsze od tego, co każdy amerykański czy angielski robotnik mógł bez trudu kupić w najbliższym sklepiku. Dla Reykowskiego wniosek był oczywisty: nie ma czego bronić. Konieczność zmian stała się oczywista.</p>
<p>Michnik: Z kolei Stanisław Ciosek twierdził, że na parę lat przed Okrągłym Stołem miał głębokie przeświadczenie, iż bez podjęcia dialogu z „Solidarnością” obóz władzy będzie niezdolny i do otwarcia na społeczeństwo, i otwarcia na Zachód. Że będzie skazany na izolację i stagnację. Ciosek wyrażał tę myśl może mniej ostrymi słowami, ale taki był jej sens.</p>
<p>Żakowski: Na mnie sprawiał wrażenie, jakby przez wiele lat desperacko szukał wyjścia z sytuacji bez wyjścia - i był w tych poszukiwaniach bardzo osamotniony. Gdy wreszcie doszło do rozmów przy Okrągłym Stole, Ciosek najbardziej obawiał się tego, by rozpadający się system nie zawalił się wszystkim na głowy. W pierwszym dniu konferencji w Ann Arbor Adam Michnik opowiedział anegdotę o starym kundlu Cioska - ciężko chorym Pikusiu. O Pikusiu wiedziało wielu uczestników negocjacji w 1989 r. i był on dla nich swoistą metaforą polskiej sytuacji po półwieczu PRL. Gdy więc liderzy „Solidarności” wydłużali listę żądań, Ciosek tłumaczył bp. Alojzemu Orszulikowi: „Pikusia trzeba leczyć. Dajemy mu kroplówki. To mu pomaga. Ale gdybyśmy tę kroplówkę całkiem odkręcili, tobyśmy go zabili”. A biskup na to: „Panie sekretarzu, ten pański Pikuś jest przerażony na sam widok strzykawki”.</p>
<p>Na następnym panelu w Ann Arbor Ciosek kontynuował anegdotę: „Pikuś umarł. Dzięki kroplówce rzeczywiście za bardzo się nie męczył. Mamy dziś zupełnie nowego pieska - wielorasowego, pluralistycznego”.</p>
<p>A Gorbaczow? Czy rosyjska pierestrojka nie dopingowała polskich przywódców?</p>
<p>Żakowski: Ciosek skłonny był minimalizować rolę Gorbaczowa. Twierdził, że szef KPZR chciał jedynie usprawnić socjalizm, w żadnym jednak razie nie zamierzał dzielić się władzą z antykomunistami. Polski eksperyment szedł bez porównania dalej.</p>
<p>Michnik: Miałem wrażenie, że Ciosek ocenia to z perspektywy swoich późniejszych doświadczeń na stanowisku ambasadora w Moskwie. Mógł się wówczas rozczarować do tempa przemian w Rosji.</p>
<p>Żakowski: Jeszcze dalej szedł Rakowski, który do elementów polskiej specyfiki, dzięki której stał się możliwy Okrągły Stół, zaliczył patriotyzm Gomułki i jego następców, a nawet rehabilitację wartości narodowych, forsowaną w latach 60. przez Mieczysława Moczara.</p>
<p>Michnik: Rzeczywiście, Rakowski wyraził się dość niefortunnie, ale jego intencje zasługują na uwagę. Chodziło mu o mocne podkreślenie, że PZPR nie była zwyczajną ekspozyturą Kremla, że polscy komuniści mogli w tym czasie podejmować ważne decyzje samodzielnie. Rakowski przypomniał zresztą, że w latach 80. sam był politykiem bardzo źle widzianym w Moskwie, że z tamtej strony spotykały go różne afronty i przykrości.</p>
<p>A na czym polegała słabość „Solidarności”?</p>
<p>Michnik: Najbardziej przejmujące wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź Grażyny Staniszewskiej, kierującej podziemną „Solidarnością” w regionie Podbeskidzie. Ta konspiracja - to było zaledwie kilka osób; w Bielsku-Białej na jednego opozycjonistę przypadało kilku funkcjonariuszy bezpieki. Cała działalność podziemia sprowadzała się właściwie do tego, że co jakiś czas garstka ludzi spotykała się w salce parafialnej, gdzie wspólnie spędzali trochę czasu. Trudno było namówić kogokolwiek do zrobienia transparentu czy rozniesienia bibuły. Żadnego programu, wizji przemian...</p>
<p>Żakowski: Zbigniew Bujak wyliczał skrupulatnie, że chcąc w ukryciu kierować pracami związku, stale potrzebował około dziesięciu mieszkań: dwóch do spania, trzech do spotkań z działaczami, dwóch na biuro itd. Te mieszkania z oczywistych względów co jakiś czas trzeba było zmieniać. Otóż po dwóch latach od wprowadzenia stanu wojennego już nie było szans na znalezienie nowego lokalu. Nikt nie chciał ryzykować.</p>
<p>Michnik: Jan Lityński szacuje, że w działalność konspiracyjnej „Solidarności” angażowało się kilkadziesiąt tysięcy osób. Ja mówiłem o kilkunastu tysiącach. Obaj, rzecz jasna, braliśmy te liczby „z powietrza”, z własnej intuicji, bo przecież nie ma żadnych miarodajnych badań.</p>
<p>Żakowski: „Tygodnik Mazowsze” drukowano w nakładzie 60-80 tys. egzemplarzy.</p>
<p>Michnik: Myślałem, że trochę mniej. No dobrze, ale co z tego wynika? Powiedzmy, że te 80 tys. przekłada się na pół miliona czytelników. Ale z drugiej strony przekłada się na jakieś 10 tys. kolporterów, nie więcej. To dużo? Kropla w morzu 40-milionowego społeczeństwa. Jeśli komuniści nie byli w stanie unicestwić podziemia, to z przyczyn raczej politycznych niż „militarnych”. Gdyby chcieli, mogli rozbić ruch „Solidarności”. Tyle że polityczna cena tej operacji była dla nich nieopłacalna.</p>
<p>Specyfika Okrągłego Stołu polegała na tym, że był on możliwy dzięki temu, iż jedyni dwaj ludzie do tego powołani autoryzowali jego początek, przebieg i rezultaty. Bez Wojciecha Jaruzelskiego i Lecha Wałęsy porozumienie nie byłoby możliwe. Bez Wałęsy nikt z nas, ludzi „Solidarności”, nie zasiadłby do rozmów z komunistami, gdyż byłby oskarżony o zdradę. Bez Jaruzelskiego, który w tym czasie dysponował pełnią władzy, deklaracje komunistów byłyby niewiarygodne. A dlaczego Kościół włączył się w proces porozumienia?</p>
<p>Michnik: Motywacje nie były wcale jednorodne. Z tego, co mówił bp Bronisław Dembowski w Ann Arbor, wynikało, że w 1989 r. w całej rozciągłości aprobował Okrągły Stół.</p>
<p>Żakowski: Wprost odwoływał się do ewangelicznego nakazu: Miłujcie nieprzyjacioły nasze, by względami moralnymi uzasadniać wyższość negocjacji nad konfrontacją. Przyznam się, że w pewnym momencie pozwoliłem sobie nawet zadać biskupowi Dembowskiemu złośliwe pytanie o pewien wers z Pisma Świętego przeciwko ludziom siejącym zgorszenie. Biskup z całym spokojem odpowiedział, że w owym wersie chodzi o to, by chrześcijanie nie brali udziału w obrzędach pogańskich. „A myśmy się do żadnych ich obrzędów nie przyłączyli” - dodał.</p>
<p>Michnik: Natomiast bp Alojzy Orszulik też właściwie aprobował negocjacje, zaraz jednak dodawał, że Episkopat nie do końca zdawał sobie wówczas sprawę, iż komunistyczny niedźwiedź ma już spróchniałe zęby i reumatyzm w łapach. Jego zdaniem przy Okrągłym Stole strona „solidarnościowa” mogła więcej żądać i więcej dostać. Szkoda, że biskup nie precyzował, co mogło być owym „więcej”.</p>
<p>Opowiedział natomiast mnóstwo znakomitych anegdot z tamtego czasu. Przypomnę może jedną. Jesienią 1988 r. Orszulik zadał Rakowskiemu pytanie: „Kiedy w Polsce będą wolne wybory?”. „Za cztery lata” - odparł Rakowski. „A czy pan sekretarz bierze pod uwagę, że PZPR może te wybory przegrać i przejść do opozycji?”. Rakowski odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Natomiast Józef Czyrek i Reykowski wściekle naskoczyli na Orszulika za te dywagacje.</p>
<p>Żakowski: Puentę tej anegdoty usłyszałem w autobusie, gdy już wracaliśmy z konferencji. Rakowski miał właśnie zostać premierem, o czym wiedzieli Ciosek i Czyrek, ale nie Orszulik. Rakowski potraktował więc uwagę biskupa jako zamach na swoje nowe stanowisko.</p>
<p>Konferencja w Ann Arbor była okazją, by przedstawić zasługi Stanów Zjednoczonych w procesie porozumienia w Polsce.</p>
<p>Żakowski: Mówił o tym John Davis, ówczesny ambasador USA w Warszawie. Zaczął od tego, że u źródeł polskiego cudu legła wiara w cuda, którą przyniosły wybór Jana Pawła II i pierwsza papieska pielgrzymka do Polski. To wtedy Polacy uwierzyli, że skoro ich rodak został Papieżem, to w tym kraju wszystko się może wydarzyć - nawet niepodległość. Dalej jednak Davis przypomniał, że realizację polskich marzeń o wolności mocno wspierał amerykański budżet. Za Gierka i Jaruzelskiego z amerykańskich stypendiów skorzystało blisko 9 tys. Polaków, wśród których była duża część partyjnej i opozycyjnej inteligencji zasiadającej przy Okrągłym Stole. Osoby, które wracały z Ameryki, nie były już takie same - dotyczy to zwłaszcza działaczy PZPR. Dystans cywilizacyjny dawał do myślenia.</p>
<p>Michnik: Gdy powstał rząd Mazowieckiego, Davis wysłał do Waszyngtonu depeszę zaczynającą się od słów: „My mission has been complited...” - misję swą wykonałem, czekam na nowe instrukcje. W tym momencie nie miał już wątpliwości, że Polska - choć wciąż otoczona przez państwa komunistyczne - wkracza na drogę, która pozwoli jej wkrótce dołączyć do wolnego świata. Później w rozmowie ze mną Davis powiedział, że to była najważniejsza depesza w jego życiu.</p>
<p>Podsumujmy: obie strony siadają do rozmów i robią dobrą minę do złej gry - bo przecież każda ze stron zdaje sobie sprawę, jak w gruncie rzeczy jest słaba. I wie, że przeciwnik może tę słabość wykorzystać.</p>
<p>Żakowski: Oczywiście. Teraz w Ann Arbor można już było otwarcie o tym mówić. Grażyna Staniszewska opowiadała, jak bardzo się bała, że czerwoni zechcą „przekręcić &#62;&#62;Solidarność&#60;&#60;„. Zbyszek Bujak też miał mnóstwo obaw...</p>
<p>Michnik: Ja też. Opowiadałem, jakim problemem było dla mnie pierwsze podanie ręki gen. Kiszczakowi.</p>
<p>A oni?</p>
<p>Michnik: Tak samo zastanawiali się, co będzie, jak się nie uda - i tak samo się bali. Aleksander Kwaśniewski mówił w Ann Arbor: „Może nie skończyłoby się krwawo, system tak czy inaczej by upadł, ale z pewnością Polska straciłaby dużo czasu, może dwa lata, a może dziesięć. Jeszcze trudniej byłoby nam dogonić oddalający się Zachód”. Bardziej pesymistyczna była diagnoza Reykowskiego: w wypadku niepowodzenia Okrągłego Stołu po obu stronach doszliby do głosu radykałowie.</p>
<p>Żakowski: Wypadliby z gry i Jaruzelski, i Wałęsa - w tamtym czasie najważniejsi zwolennicy porozumienia.</p>
<p>Michnik: A wtedy krwawy scenariusz stawał się całkiem prawdopodobny.</p>
<p>Nie było zatem sporu wokół kwestii, że Okrągły Stół był sukcesem?</p>
<p>Michnik: Zawsze można się zastanawiać, czy nie dałoby się utargować więcej. W tym tonie snuł rozważania bp Orszulik. Wątpliwości miał też Lech Kaczyński. Co prawda, wyśmiał wszystkie teorie „spisku w Magdalence”, mówił wszakże, że przy Okrągłym Stole zwyciężyła pewna logika, która później owocowała grubą kreską i „źle uformowanym kapitalizmem”. Aleksander Hall protestował przeciw stwierdzeniu, że Okrągły Stół był „wspólnym sukcesem”. Jego zdaniem jedna ze stron chciała ratować dyktaturę, druga - obalić ją. Można zatem mówić o zwycięzcach i pokonanych w tych obradach.</p>
<p>To rozumowanie jest logicznie poprawne, tylko co z niego wynika?</p>
<p>Michnik: Rzecz w istocie dość ważna - sposób świętowania. Z punktu widzenia zbiorowej pamięci nie jest bez znaczenia, czy ktoś wygrał, ktoś inny przegrał. I pod jaką datą obchodzi się „dzień zwycięstwa”. Dla Lecha Kaczyńskiego rocznica podpisania porozumień nie ma większego znaczenia. Datą przełomową był dopiero 4 czerwca - dzień wyborów.</p>
<p>Żakowski: Wszyscy jednak uczestnicy konferencji w Ann Arbor zgadzali się, że dla Okrągłego Stołu nie było alternatywy. Wszyscy poza prof. Wiesławem Chrzanowskim. Jego zdaniem porozumienie z upadającą władzą było zbędne, bo naród mógł sam wybić się na niepodległość. Gdyby doszło do starcia władzy ze społeczeństwem, polskie wojsko przeszłoby na stronę narodu. Chrzanowski rozwijał myśl, że podobnie jak pod zaborami, również w PRL powszechny był opór społeczny wobec narzuconego systemu. W irredencie lub obronie czynnej brała udział większość narodu. Z doświadczeń innych krajów wynika zaś, że chylący się ku upadkowi system po prostu musi ustąpić. Chrzanowski wolałby więc, by przejęcie władzy odbyło się tak jak w 1918 r. podczas powstania wielkopolskiego - drogą przejmowania pod komendę jednych i rozbrajania innych oddziałów, a w razie potrzeby konfrontacji siłowej. Zdaniem profesora Okrągły Stół nie był koniecznością. Istniała realna alternatywa wobec kompromisu, który dał frukty jego uczestnikom, upośledzając wszystkich nieobecnych.</p>
<p>Michnik: Gwoli prawdy dodajmy, że Chrzanowski złagodził później tę wypowiedź. Znakomicie replikował mu Zbyszek Bujak. Mówił, że nie przypomina sobie, by po stanie wojennym - w latach, gdy stał na czele podziemia - „Solidarność” otrzymała jakąkolwiek propozycję współpracy ze strony wojskowych. Okrągły Stół był w największej mierze zasługą uznającej przywództwo Wałęsy podziemnej „Solidarności”, która nie dała się zniszczyć ani podzielić.</p>
<p>Chrzanowski mógłby się bronić, twierdząc, że każda transakcja odbywa się na zasadzie: coś za coś. Strona partyjno-rządowa zdobyła przy Okrągłym Stole mocne gwarancje polityczne...</p>
<p>Michnik:...które nie przetrwały nawet roku. Logikę Chrzanowskiego doprawdy trudno zrozumieć. Wspomniałem, że dla Kaczyńskiego przełomem było nie podpisanie porozumień, lecz wybory. Również dla Chrzanowskiego wybory 4 czerwca były wielkim zwycięstwem narodu. Sam jednak nie wziął w nich udziału - bowiem były to wybory nie w pełni demokratyczne.</p>
<p>Żakowski: Zdaniem Bujaka świat, który wyrósł z Okrągłego Stołu, nie jest idealny, ale świat idealny nie istnieje i nie warto się frustrować tym, że nie umiemy poprawić Pana Boga. Lepiej z pokorą nieść krzyż świata nieidealnego i cieszyć się tym, co zdołaliśmy osiągnąć. Okrągły Stół, który przyniósł Polsce wolność i demokrację, był zdaniem Bujaka najlepszym realnym zwieńczeniem wyrzeczeń i ofiar, którymi Polacy płacili za opór wobec komunizmu. Jedyne, z czym tak naprawdę nie można się pogodzić, to to, że przez dziesięć lat miliony Polaków czerpiących profity z nowej sytuacji nie zdobyły się na dwustuprocentowe zadośćuczynienie ofiarom.</p>
<p>A przedstawiciele strony rządowej nie żyją nostalgią, że w 1989 r. za szybko i za łatwo oddali władzę?</p>
<p>Michnik: Może tylko Rakowski. I też nie dlatego, by chciał kontestować Okrągły Stół. On po prostu uważa, że „Solidarność” bardzo niesprawiedliwie oceniła jego rząd, który był najbardziej reformatorską ekipą. Rakowski twierdzi nawet, że to jego gabinet zapoczątkował plan Balcerowicza.</p>
<p>Żakowski: Ciosek podkreślał, że Okrągły Stół był katalizatorem przemian w całej Europie Wschodniej i że bez polskiego eksperymentu „realny socjalizm” mógł jeszcze istnieć przez długie lata. Dopiero gdy w Pradze, Budapeszcie, Sofii, Moskwie znikł strach przed gilotyną - czyli zemstą na przedstawicielach obalonej władzy - powstała szansa na zmianę ustroju. A gilotyny nie zbudowano m.in. dlatego, że „załoga peerelowskiej Bastylii” - czyli partyjni negocjatorzy - sama otworzyła bramy więzienia. Z czego wniosek, że Bastylii nie opłaca się bronić...</p>
<p>Żakowski: Różnie to bywa. W ostatnim dniu konferencji w Ann Arbor odbył się panel międzynarodowy. W jego trakcie zderzyły się dwa stanowiska. Z jednej strony wystąpił Laszlo Bruszt, współzałożyciel węgierskich niezależnych związków zawodowych. Jego zdaniem Okrągły Stół był jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych XX wieku, które otworzyło drogę do demokratyzacji całej Europy Wschodniej. Węgierska opozycja bacznie obserwowała postęp negocjacji w Polsce i gdy tylko dostrzegła, że Polakom udało się coś załatwić, posuwała się krok do przodu.</p>
<p>Z drugiej strony pojawiło się pytanie o szanse dialogu w krajach, w których dyktatura komunistyczna nie ma zamiaru otwierać bram Bastylii. Dai Quing - chińska dziennikarka i dysydent, po wypuszczeniu z więzienia mieszkająca w USA - mówiła, że wątpliwe jest, by model Okrągłego Stołu sprawdził się w jej ojczyźnie po masakrze na placu Tiananmen. Maria de los Angeles Torres, mieszkająca w Ameryce córka kubańskich emigrantów, ubolewała, że trudno będzie powtórzyć polski model demokratyzacji na Kubie.</p>
<p>Michnik: Gdy dziś w Polsce słucham polityków i publicystów, którzy opowiadają brednie o „zdradzie okrągłostołowej”, chciałbym powtórzyć zdanie Konstantego Geberta, który zakończył panel międzynarodowy słowami: „Szkoda, że nie ma wśród nas prawdziwych wrogów Okrągłego Stołu, bo mogliby się przekonać, jak bardzo Chińczycy i Kubańczycy marzą, by ich w ten sposób zdradzono”.</p>
<p>I na koniec chciałbym wyrazić wdzięczność dla organizatorów konferencji w Ann Arbor. Uniwersytet stanu Michigan jest jedną z najważniejszych placówek akademickich w Stanach Zjednoczonych. Jest więc rzeczą najwyższej wagi, że tamtejsi profesorowie - Marysia Ostafin, Michael Kennedy, Brian Porter - uznali, iż czas najwyższy złamać stereotyp, jakoby upadek komunizmu rozpoczął się od zburzenia muru berlińskiego. Ich kompetencji, ofiarności i odwadze intelektualnej ta konferencja zawdzięcza swój sukces.</p>
<p><strong>CIERPLIWY DIALOG</strong></p>
<p>Konferencja „Wynegocjowany upadek komunizmu; polski Okrągły Stół ’89 w dziesięć lat później” odbyła się 7-10 kwietnia na Uniwersytecie stanu Michigan w Ann Arbor. Wzięli w niej udział m.in.: Zbigniew Bujak, prof. Wiesław Chrzanowski, Stanisław Ciosek, bp Bronisław Dembowski, Aleksander Hall, Gabriel Janowski, Lech Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski, Jan Lityński, Adam Michnik, bp Alojzy Orszulik, prof. Andrzej Paczkowski, Mieczysław Rakowski, prof. Janusz Reykowski.</p>
<p>Z posłania kard. Sodano - przekazanego w imieniu Ojca Świętego - do uczestników konferencji: „Jego Świątobliwość ma nadzieję, że zdyscyplinowana refleksja nad duchowymi, kulturalnymi i politycznymi aspektami polskiej pokojowej transformacji do demokracji da najwyższą ocenę ich ostatecznego wkładu w realizację moralnego imperatywu wynikającego z wizji naturalnej godności człowieka i jego transcendentnego powołania do wolności w dążeniu ku prawdzie. Jego Świątobliwość liczy, że praca tej konferencji zwróci konieczną uwagę na wyższość cierpliwego dialogu nad wszelkimi formami przemocy w rozwiązywaniu i budowaniu sprawiedliwego oraz ludzkiego porządku społecznego”.</p>
<p><strong>Z KULUARÓW</strong></p>
<p>Adam Michnik: Któregoś dnia prof. Andrzej Paczkowski w obecności kilkunastu osób spytał mnie: Czy wiesz, że gen. Kiszczak opowiada, że ukradłeś z archiwów MSW dokumenty na swój temat? Odparłem, że trudno mi w to uwierzyć. Wtedy Paczkowski powołał się na historyka Petera Rainę, który siedział obok - ten zaś potwierdził słowa Paczkowskiego.</p>
<p>Gen. Czesław Kiszczak: Pomysł, iżby Adam Michnik wyniósł z archiwów MSW swoją teczkę, to całkowity wymysł. Bzdura. Wiosną 1990 r. specjalna komisja, której członkiem był Michnik, badała zasoby archiwum. Członkowie komisji nie mogli niczego przepisywać, kopiować, ani wynosić. Cały czas byli pilnowani przez funkcjonariuszy Biura C, któremu podlegały archiwa. Zresztą nawet fizycznie Michnik nie byłby w stanie wynieść swoich akt. Jego teczki rozpracowania - czyli to, co SB nazbierała na niego przez wszystkie te lata - to grube, opasłe tomiszcza, których sam nie potrafiłby ani unieść, ani tym bardziej zabrać.</p>
<p>Peter Raina nigdy nie pytał mnie o teczki Michnika; nie przypominam sobie nawet, byśmy kiedykolwiek rozmawiali o działalności komisji do badania archiwów MSW.</p>
<p><strong>Źródło:</strong><br />
Powtórka z Okrągłego Stołu, Z Adamem Michnikiem i Jackiem Żakowskim rozmawiali Marcin Piasecki i Lesław Maleszka, Gazeta Wyborcza nr 102 z dnia 4 maja 1999, s. 20.</p>
<hr /><a href="http://polander.wordpress.com/2008/08/29/the-polish-round-table-talks/">THE POLISH ROUND TABLE TALKS « Polander</a></p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O transformacji, na marginesie rocznicowej fety]]></title>
<link>http://woyke.wordpress.com/?p=185</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 21:46:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>Piotr Woyke</dc:creator>
<guid>http://woyke.pl.wordpress.com/2008/03/11/o-transformacji-na-marginesie-rocznicowej-fety/</guid>
<description><![CDATA[Swego czasu bywałem podirytowany, gdy obcując z mediami, które u nas zwie się &#8220;liberalnymi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Swego czasu bywałem podirytowany, gdy obcując z mediami, które u nas zwie się "liberalnymi", czytałem o Marcu'68 jak o jakimś pierwszym wielkim, antykomunistycznym wystąpieniu. Irytowało mnie porównywanie "biletów w jedną stronę" do Holocaustu, subtelne przylepianie niektórym historykom miana "pogrobowców Moczara", a w szczególności stawianie znaku równości pomiędzy rozruchami w Niemczech i Francji, oraz tymi w Polsce i Czechosłowacji. Szczególnie uderzało mnie jednak budowanie marcowego mitu, jakby to on miał się stać początkiem drogi do III RP. Oczywiście każdy pisze historię pod własną legendę, ale w pewnym momencie wydawało mi się, że środowisko związane z KORem nieco się wywyższa ponad innych, zapominając o innych grupach opozycyjnych.<br />
Wreszcie pewnego pięknego, weekendowego poranka (ostatnio takie bywają), czytając wywiad naiwnego dziennikarza z "Aktivista" z Janem Lityńskim, pogodziłem się z czymś, co już od dawna mi chodziło po głowie.</p>
<p>Nie wdając się w teorie spiskowe, jakie klasyczni "prawicowcy" snują przy piątym w piwie- studenci, którzy protestowali czterdzieści lat temu, byli dziećmi socjalizmu. Ich idee wyrosły na gruncie narzuconego z zewnątrz systemu. Ich priorytetem nie było przykładowo ujawnienie prawdy o Katyniu, czy przywrócenie święta 3 maja. Chodziło o obronę wyrzuconych z uczelni kolegów, a i pewnie Praska Wiosna robiła na nich wielkie wrażenie. Adam Michnik sam ostatnio przyznał w wywiadzie, że ówczesna tłumaczenia przed sądem do dzisiaj czynią z niego w oczach wielu ludzi komunistę. Ludzie pokroju Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, czy samego redaktora naczelnego Wyborczej, nigdy nie ukrywali swoich sympatii lewicowych. Pewne elementy marksistowskiej dialektyki, cynizm, sympatia do niektórych aparatczyków a także pewna skłonność do kopania dołków pod samym sobą (ujawniła się przy okazji afery Rywina) czynią z Michnika świetnego oponenta politycznego, ale i ośmieszają ludzi mówiących o "zdradzie w Magdalence" i "nieludzkim Szechterze". Trauma, którą przeżyło w 1968 roku środowisko współtworzące potem KOR, niewątpliwie wpłynęła na drogę, którą obrali w walce z komunistami. Przy tym nie można zapominać o innych pokrzywdzonych wówczas, niemniej to środowisko, nazywane "lewicą laicką" najskuteczniej walczyło później o swoje cele.</p>
<p>Do 1989 roku zdarzyło się bardzo wiele. Zacząłem mówić o Lityńskim, który stwierdził wprost, że IV RP wprost wynika z jakiegoś braku mitologicznego polskiej prawicy, który polega na tym, iż transformacja ustrojowa została dokonana przez ruchy lewicowe. Obiektywnie patrząc, presję kilku milionów ludzi pracy (wynikającą z gwałtownie pogarszającej się sytuacji w kraju) wykorzystała grupa sprytnych ludzi z własnym pomysłem na Polskę. Nieprzypadkowo, wśród nich byli m.in.Michnik i Kuroń, a także bliski im Geremek. Zmusili oni władze do zawarcia porozumienia, myśląc, że wyłoniony spośród robotników, prosty przywódca (Wałęsa) będzie łatwy do manipulowania. To, że elektrykowi-prezydentowi zamarzyła się samodzielna kariera to już inna sprawa. Z takiego punktu widzenia, marzec 1968 roku faktycznie zdaje się być początkiem przemian. Wydaje mi się, że takie problemy RP jak słabe społeczeństwo, niestałość polityczna i łatwowierność wyborców mogą się brać właśnie przez to, że zmiany w 1989 roku były na wskroś marksistowskie. Kręgosłupem zmian była ekonomia, a nie na przykład jakaś wzniosła ideologia. Nie była to klasyczna rewolucja, tylko wymiana ekipy rządzącej i ustroju na inny. Może gdyby czterdzieści lat temu niektórzy intelektualiści i politycy nie zawiedli się na komunistycznej biurokracji, historia wyglądałaby zupełnie inaczej?</p>
<p>Polscy dziennikarze często lubią porównywać nasz kraj z Hiszpanią. Bo tam również jest silny Kościół, zgodnie rozstano się z dyktaturą i zaczęto się bawić w demokrację. Pomijając absurdalność porównań Jaruzelskiego z Franco, często nie zauważają wymienionego wyżej powodu, czyli powodu przemian. Tego, że u fundamentu dyktatury frankistowskiej legł wielki ideologiczny spór, który rozgrywano przez kilka lat w bardzo krwawym pojedynku. W Polsce nie było żadnej wojny domowej, choć chwała IPNowi za promowanie wiedzy o powojennej konspiracji. Polska naszych dziadków, bądź rodziców stała się łupem wielkiego imperium, pierwszego swego rodzaju w dziejach. Mocarstwa, które wykorzeniało z tradycji politycznych. To przykre, ale nie wyobrażam sobie Kornela Morawieckiego wkraczającego na czele kolumny partyzantów do Sejmu. Co gorsza, nawet jeśli, to obawiam się, że mógłby zostać wyśmiany. Kompromis zawarty przez ludzi uświadomionych wydarzeniami z '68 roku z moczarowcami-moderatami (Jaruzelski itp) wydaje mi się być o wiele bardziej logiczniejszy.</p>
<p>Nawet Kaczyńscy nie uciekali prawie dwadzieścia lat temu od okrągłego stołu (domyślcie się kto był autorem pomysłu koalicji OKP z ZSL i SD). Czy w tej sytuacji faktycznie nie ma sensu "rozdrapywanie ran", "marnowanie pieniędzy" na politykę historyczną i prowadzenie tej "bestialskiej" lustracji? Nie, właśnie teraz zaczyna nabierać sensu, co więcej za jakieś 20-25 lat, kiedy do władzy dobierze się już nowe pokolenie (a może już wtedy nie będziemy mieli żadnej suwerennej władzy?) powyższe stanie się naprawdę potrzebne. Właśnie teraz, gdy PRL powoli przechodzi do tej mniej "żywej" historii, można się zabrać za prawdziwe, naukowe opracowywanie jego dziejów. Problemem jest oczywiście wykorzystywanie np.IPNowskich badań do ewentualnych celów politycznych, ale też coraz bardziej maleje grupa ludzi, których obchodzi czy ktoś miał teczkę, czy może nie.<br />
Może i "zgniły" kompromis w 1989 roku był konieczny. A może nie? Mniejsza, aby to ocenić powinniśmy najpierw pozwolić zbadać w spokoju pięćdziesiąt lat reżimu. Dopóki poważni profesorowie będą nienawistnie nazywać pracowników IPN "pseudohistorykami", będzie to o wiele trudniejsze.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Prezydent Lech Kaczyński i problemy z alkoholem]]></title>
<link>http://rydzykfizyk.wordpress.com/2008/01/14/prezydent-lech-kaczynski-i-problemy-z-alkoholem/</link>
<pubDate>Mon, 14 Jan 2008 01:38:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>rydzykfizyk</dc:creator>
<guid>http://rydzykfizyk.pl.wordpress.com/2008/01/14/prezydent-lech-kaczynski-i-problemy-z-alkoholem/</guid>
<description><![CDATA[Odnosząc się do zarzutów posła Palikota, prezydencki minister Robert Draba odważnie oświadczy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div ALIGN="justify">Odnosząc się do zarzutów posła Palikota, prezydencki minister Robert Draba odważnie <a HREF="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4832794.html" TARGET="_blank">oświadczył</a> <strong><font COLOR="#000080">„Prezydent nie miał i nie ma problemów z alkoholem”</font></strong>. Muszę mu pogratulować tak dogłębnej wiedzy dotyczącej przeszłości jego pryncypała, wypada jednak dodać pewne szczegóły. Oddajmy głos Lechowi Kaczyńskiemu:</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">
<blockquote><p><i><font COLOR="#000080"><strong>-Kiedy nastąpiła inicjacja alkoholowa?</strong><br />
-W dziewiątej klasie. W ósmej byliśmy z Jarkiem na szkolnej wycieczce w Gdańsku, to już niektórzy popijali a my jeszcze nie. Ale potem piło się winko, głównie dla podkreślenia dorosłości. Upiłem się po raz pierwszy po dopuszczeniu do matury. Pojechałem z Tadkiem do Legionowa, bo on miał wtedy wolną chatę. Jak idioci kupiliśmy sobie pomarańczówkę i wino. Po prostu nie znaliśmy się na wódkach i nie wiedzieliśmy, że trzeba unikać mieszania. Kiedy wracałem, Jarek już czekał na mnie na ulicy, bo wcześniej zadzwoniłem do domu ze stacji. Ale wszystkiego nie pamiętam. Wiem, że długo nie mogłem patrzeć na alkohol. Ale już na bal maturalny kupiłem najczystszą wódkę?<br />
<strong>-Jak to się skończyło?</strong><br />
-Ja znałem w tej szkole sporo kolegów z innych klas, z tak zwanego „klopa”, czyli z palenia na przerwach. Między innymi niejakiego Żyliszkiewicza, najczystszej wody szkolnego chuligana. On się dowiedział, że mam wódkę i prosi: daj się napić. Jak się przypiął do butelki, wypił od razu z gwinta z połowę. Byłem zadowolony, bo sam nie miałem na nią specjalnej ochoty. Mija parę minut a Żyliszkiewicz pada sztywny. Przeleżał cały wieczór. Piwo zacząłem pić na studiach, chociaż go wtedy nie lubiłem. Robiłem to dla towarzystwa.<br />
<strong>-Sympatycznie Pan wspomina tamte czasy?</strong><br />
-W sumie tak, choć czekałem z utęsknieniem na studia.</font></i></p></blockquote>
</div>
<div ALIGN="justify"></div>
<div ALIGN="justify">Studia będące okresem picia piwa, którego się nie lubi nie były pewnie zbyt przyjemne ale prawdziwa próba dla Lecha Kaczyńskiego nadeszła dopiero wiele lat później z chwilą rozmów w Magdalence. Wspomnienie tego faktu skłania go zrazu do gorącego dementi:</div>
<div ALIGN="justify"><i><font></p>
<blockquote><p><font COLOR="#000080"><strong>-Nie piliście?</strong><br />
-Aż tak to nie. Ale ja piłem bardzo mało</font></p></blockquote>
<p>Poświęcenie dla Ojczyzny wypada docenić, z chwilą kiedy wprawiony w bojach Lech Kaczyński precyzuje co to dla niego znaczy mało:</p>
<blockquote><p><i><font COLOR="#000080">...posadzono nas przy dużym stole, a Kiszczak powiedział, że tutaj się naradza zwykle ze swoimi oficerami i że jest pełna demokracja – pierwsze 20 kolejek każdy musi wypić, a później to już jak kto chce.</font></i></p></blockquote>
<p>I wszyscy wiemy, że wynik mógł być tylko jeden – Czesiu pije „karniaka” a Lesiu zaciera rączki.</p>
<p><img HEIGHT="308" WIDTH="460" BORDER="0" ALT="Kaczyński Kiszczak Magdalenka" SRC="http://i226.photobucket.com/albums/dd205/rydzykfizyk/Magdalenka2.jpg" /></p>
<p>Wszystkie cytaty pochodzą z książki „O dwóch takich... ALFABET braci Kaczyńskich”, Wydawnictwo M, Kraków 2006 r.</p>
<p></font></i></div>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Fotyga 2: Plus ça change, plus c'est la même chose]]></title>
<link>http://obczyzna.wordpress.com/2007/10/23/fotyga-2-plus-ca-change-plus-cest-la-meme-chose/</link>
<pubDate>Tue, 23 Oct 2007 13:17:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>starywiarus</dc:creator>
<guid>http://obczyzna.pl.wordpress.com/2007/10/23/ann_arbor/</guid>
<description><![CDATA[Tagi: 

Polonia
Sikorski


Nieco ponad siedem lat temu, 15 lipca 2000 r., Radosław Sikorski, podów]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><span class="post_tag">Tagi: </span></p>
<ul class="post_tags">
<li class="post_tag"><a href="http://www.salon24.pl/1225,Polonia,tag.html">Polonia</a></li>
<li class="post_tag"><a href="http://www.salon24.pl/4488,Sikorski,tag.html">Sikorski</a></li>
</ul>
<hr />
<div class="post_content">Nieco ponad siedem lat temu, 15 lipca 2000 r., Radosław Sikorski, podówczas wiceminister spraw zagranicznych w rządzie AWS premiera Jerzego Buzka, a dziś już zapewne niebawem minister tegoż resortu w rządzie PO, zażądał publicznie podczas konferencji "Polska-Polonii", zorganizowanej w Warszawie przez Polską Agencję Informacyjną (dziś PAIIZ, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych S.A.), by Polonia amerykańska posiadajaca obywatelstwo USA zaopatrzyła się się w paszporty polskie i tylko tych paszportów używała w podróżach do Polski, zdając się tym samym podczas pobytu w Starym Kraju na łaskę, niełaskę i wdzięk osobisty każdego krajowego urzędnika.Zdenerwowany Sikorski rzucił wówczas cokolwiek zagadkowe  zdanie: <strong>"Nasi rodacy w Stanach Zjednoczonych muszą zrozumieć, że nie jesteśmy jakąś "bananową republiką", do której można sobie wjeżdżać na obcych paszportach!"</strong>Sensu w tym wielkiego nie było, bo do klasycznej republiki bananowej, Hondurasu, obywatele Hondurasu naturalizowani i stale zamieszkali w USA jeżdżą bez najmniejszego kłopotu na paszportach USA, i nikt im o paszporty hondurańskie głowy nie zawraca. Republiki bananowe mają się do kwestii polskich paszportów dla Polonii nijak. Co natomiast minister w ten pokrętny sposób ogłosił, to zupełnie zasadniczą zmianę stosunku RP do polskiej diaspory oraz próbę objęcia Polonii kontrolą państwa.</p>
<p>W latach 1989-99 Polonia (amerykańska, kanadyjska, australijska etc.), zamieszkała za oceanamii i posiadająca obywatelstwa krajów osiedlenia, bez przeszkód podróżowała do Polski, i co ważniejsze - z powrotem, do domu znajdującego poza Polską, na legalnie posiadanych paszportach krajów stałego zamieszkania i posiadanego zagranicznego obywatelstwa, z minimum formalności i ceregieli. Ani niebo nikomu z tego powodu nie runęło na głowę, ani majestat i interes państwowy Rzeczypospolitej nie doznał uszczerbku. Przez dziesięć lat nikomu w Polsce jakoś nie przeszkadzała myśl, że Polak może być szczęśliwym Australijczykiem, Kanadyjczykiem czy Amerykaninem, a jego jedyny dom może być za Atlantykiem, albo pod Krzyżem Południa.</p>
<p>Pieszczoty Macierzy z Wychodźstwem w Odrodzonej Ojczyźnie oraz paszportową tolerancję dla Polonii przecięto jak nożem w 1999 roku, po konferencji w Ann Arbor. Konferencja, zorganizowana przez University of Michigan w dniach 7-10 kwietnia 1999 r., w 10 rocznicę Okrągłego Stołu, miała nobilitować Magdalenkę na arenie międzynarodowej jako światowy wzorzec harmonijnej transformacji ustrojowej od komunizmu do demokracji, a ekipę, która zasiadała przy Okrągłym Stole otoczyć chwałą championów demokracji i pogromców komunizmu.</p>
<p>Był to zamiar dość ambitny, ponieważ jako pogromcy komunizmu na konferencję w Ann Arbor zaproszeni zostali między innymi generałowie Jaruzelski i Kiszczak. Niewdzięczna Polonia amerykańska zorganizowała w odpowiedzi kampanię pod hasłem "Not Welcome" informując opinię publiczna o osobistym wkładzie obu panów w historię PRL i niedawne represje przeciwko opozycji demokratycznej w Polsce.</p>
<p>Kiszczak i Jaruzelski do Ann Arbor w końcu nie pojechali, tracąc wiatr w żaglach zwłaszcza na wiadomość, że potencjalne oskarżenie cywilne umiejętnie wniesione przed amerykańskim sądem przez dowolną osobę osobiście poszkodowaną w wyniku polskiego stanu wojennego, a oparte na amerykańskich ustawach <em>Alien Tort Claims Act i Torture Victim Prevention Act,</em> mogłoby doprowadzić do aresztowania obu generałów w USA i trzymania ich w więzieniu aż do zakończenia sprawy, niezależnie od posiadanych immunitetów i paszportów dyplomatycznych. W związku z czym, do wzruszającego bankietu rocznicowego i wznoszenia "Kochajmy się!", toastu bez przestanku, jak Michnik z Kiszczakiem w Magdalence, w Michigan nie doszło.</p>
<p>Pojechali do Ann Arbor <strong>Adam Michnik, Jan Lityński, Mieczysław Rakowski, Aleksander Kwaśniewski, Stanisław Ciosek, Zbigniew Bujak, Wiesław Chrzanowski, biskup Bronisław Dembowski, Aleksander Hall, Zbigniew Janas, Janina Jankowska, Gabriel Janowski, biskup Alojzy Orszulik, Janusz Reykowski, Grażyna Staniszewska, oraz Lech Kaczyński.</strong> Pod nieobecność Jaruzelskiego i Kiszczaka, marzenie o publicznej nobilitacji Magdalenki okazało się jednak nie do uratowania. Zamierzona amerykańska kanonizacja intelektualna św. Wojciecha, św Adama i św. Czesława jako Św.Trójcy Zbawców Polski od Komunizmu, na którą można by się potem powoływać w Polsce, całkowicie spaliła na panewce z powodu przytomości umysłu i długiej pamięci Polaków w USA.</p>
<p>Antypolonijna furia oburzonego układu Okrągłego Stołu w Polsce nie dała długo na siebie czekać. 5 października 1999 roku premier Jerzy Buzek podpisał pismo przewodnie nr RM 10-93-99, kierując pod obrady Sejmu RP projekt rządowy nowej ustawy o obywatelstwie polskim (Druk Sejmowy III kadencji nr 1408, dostępny w internetowym archiwum sejmowym). Projektowane prawo wolnej RP było bardziej restrykcyjne od obowiazującej w Polsce (tak wtedy, jak i teraz) gomułkowskiej jeszcze ustawy o obywatelstwie polskim z 1962 roku.</p>
<p>Projekt rządowy przewidywał m. in karanie Polonii grzywną za okazywanie wladzom polskim niepolskich paszportów. Zawierał również kuriozalny artykuł 50, otwierający drogę do globalnego poboru Polonii zagranicznej do służby wojskowej w Polsce, bez względu na posiadane obce obywatelstwo, znajomość języka polskiego, czy liczbę pokoleń dzielącą poborowego od jakichkolwiek zwiazków z Polską (według polskiego prawa, obywatelstwo polskie dziedziczy się ad infinitum).</p>
<p>Polonijną brankę do wojska uzasadniono następująco (DS III/1408, str. 11 uzasadnienia, drugi akapit od góry): <strong><em>"W rozdziale 14 w art. 50 projektu - proponuje się, z inicjatywy resortu Obrony Narodowej, wprowadzenie zmiany w ustawie z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. Nr 4, poz 16 z poz zm) przez skreślenie w art. 4 ust.1 zdania drugiego, bowiem w przypadku utrzymania dotychczasowej treści art.4 ust.1 powszechnemu obowiązkowi obrony nie będzie podlegał jedynie obywatel polski, który będzie równocześnie obywatelem innego państwa stale zamieszkującym poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej."<br />
</em></strong><br />
Współautorami tego fundamentalnie antypolonijnego aktu byli wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Piotr Stachańczyk (dziś prezes Urzędu Repatriacji i Cudzoziemców) i Radosław Sikorski, wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za sprawy konsularne i sprawy łączności kraju z Polonią (dziś już niebawem minister odpowiedzialny za to samo).</p>
<p>Koncepcję przymuszenia Polonii amerykańskiej (ca. 7-9 milionów osób) do posługiwania się w podróżach do Polski wyłącznie paszportami polskimi, minister Sikorski rozwinąl w swoim wystąpieniu w PAI nastepująco :<br />
<em><strong><br />
min. R. Sikorski : [...] generalna zasada jest taka: Polski obywatel przyjeżdża do Polski i z niej wyjeżdża na polskim paszporcie I OD TEGO NIE ODSTĄPIMY. </strong></em></p>
<p><em><strong> K. Zielke:Czyli to ma być tak, że trzeba wyjechać ze Stanów na paszporcie amerykańskim, w samolocie wyciągnąć paszport polski, wjechać do Polski na paszporcie polskim, wyjechać z Polski na paszporcie polskim, a wjeżdżając do Stanów trzeba mieć znowu paszport amerykański, czy tak? </strong></em></p>
<p><em><strong> min. R. Sikorski: Stany podwójnego obywatelstwa zdarzają się nawet podsekretarzom stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zdarzają się milionom Polaków za granicą I NIE ROZUMIEM DLACZEGO JEST TO PROBLEMEM AKURAT DLA MAŁEJ GARSTKI LUDZI. TO JEST PRAKTYKA ZGODNA ZE ZWYCZAJAMI INNYCH PAŃSTW. TO NIE JEST COŚ CO MYŚMY SOBIE WYMYŚLILI - DOKŁADNIE TAK SAMO TRAKTUJE SWOICH OBYWATELI PAŃSTWO AMERYKAŃSKIE. NIE WIDZĘ POWODÓW, DLA KTÓRYCH MIELIBYŚMY ROBIĆ TO INACZEJ.</strong></em></p>
<p><em><strong> [...]<br />
prof. A. Stelmachowski: Czyli nakłania pan, panie ministrze, żeby jednak nosili dwa paszporty?&#124;</strong></em></p>
<p><em><strong> min. R. Sikorski: Naturalnie, to jest praktyka, którą tolerujemy, która jest uznawana powszechnie wobec państwa, którego jest się obywatelem - WOBEC WŁADZ KRAJU, KTÓREGO JEST SIĘ OBYWATELEM UŻYWA SIĘ DOKUMENTÓW TEGO KRAJU. WOBEC WŁADZ AMERYKAŃSKICH PASZPORTU AMERYKAŃSKIEGO, WOBEC WŁADZ POLSKICH - POLSKIEGO.<br />
[...]<br />
min. R. Sikorski: MYŚLĘ, ŻE PO PROSTU TRZEBA SIĘ PRZYZWYCZAIĆ DO TEGO, ZE MAMY WOLNĄ POLSKĘ, PASZPORTY Z ORZEŁKIEM W KORONIE, O KTÓRYM KIEDYŚ MARZYLIŚMY.<br />
=================<br />
</strong></em><br />
"Dlaczego jest to problemem akurat dla małej garstki ludzi" okazało się wprost blyskawicznie. Konkretnie, okazało się dla tych Polaków w USA , którzy wieloma latami ciężkiej pracy dorobili sie w USA karier zawodowych w wojsku, administracji federalnej, przemyśle zbrojeniowym, lotniczym i kosmicznym, instytutach badawczych pracujacych dla rządu, krytycznej infrastrukturze, i wielu innych miejscach pracy wymagających od pracownika posiadania certyfikatu bezpieczeństwa osobowego (ang. security clearance).</p>
<p>Okazało się mianowicie, że podwójny obywatel Polski i USA nie może mieć jednocześnie ważnego paszportu polskiego i ważnego amerykańskiego certyfikatu bezpieczeństwa osobowego.</p>
<p>Obywatel USA, kraju imigrantów może mieć, i często ma, bez żadnych reperkusji, podwójne obywatelstwo USA i innego państwa. Ale z praw nie-amerykańskiego obywatela nie może czynnie korzystać, o ile chce się cieszyć pełnym zaufaniem USA w takich kwestiach jak np. dostęp do informacji niejawnej i praca w niektorych instyticjach państwowych.</p>
<p>W Polsce jest w tej kwestii analogicznie - niektóre stanowiska wymagają posiadania certyfikatów bezpieczeństwa osobowego. Wydaje je cywilom Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a wojskowym Służba Kontrywiadu Wojskowego, po przeprowadzeniu stosownych dochodzeń.</p>
<p>W USA, certyfikatami zajmuje się Wojskowa Agencja Bezpieczeństwa, Defense Security Agency (DSA), podległa Ministerstwu Obrony. Nadzór nad DSA sprawuje wiceminister obrony USA d/s dowodzenia, zarządzania, łączności i wywiadu (Assistant Secretary of Defense Command, Control, Communications and Intelligence). Wiceminister zajmujący sie tym zakresem kompetencji jest często oznaczany militarnym skrótem ASDEFC3I.</p>
<p>W miesiąc po bananowej deklaracji ministra Sikorskiego na konferencji PAI w Warszawie, ówczesny ASDEFC3I, Arthur L. Money, podpisał notatkę, znaną dziś sądownictwu amerykanskiemu jako "The Money Memorandum".</p>
<p><strong><br />
http://www.defenselink.mil/dodgc/doha/policyinterpmemo.pdf<br />
<em><br />
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony<br />
6000 Defense Pentagon<br />
Washington DC 20301-6000<br />
Departament Dowodzenia, Zarządzania, Łączności i Wywiadu<br />
16 sierpnia 2000 r.<br />
Notatka Służbowa</em></strong></p>
<p><strong><em> otrzymują:</em></strong></p>
<p><strong><em> Dyrektorzy Departamentów Wojskowych<br />
Szef Sztabu Generalnego<br />
Szef Radców Prawnych Ministerstwa Obrony<br />
Dyrektor Administracyjny Ministerstwa Obrony<br />
Dyrektorzy Agencji podległych Ministerstwu Obrony</em></strong></p>
<p><strong><em> Dotyczy: </em></strong></p>
<p><strong><em> Wytyczne dla centralnych organów arbitrażowych (CAF) Ministerstwa Obrony USA; wyjaśnienie właściwego zakresu stosowania w ocenie wniosków o wydanie certyfikatów bezpieczeństwa dyrektywy arbitrażowej dotyczącej kwestii osobistych preferencji wnioskodawcy dla obcego państwa.<br />
-------------<br />
Ośrodek studiów nad bezpieczeństwem wojskowym (SRC) zakończył ostatnio przegląd efektywności stosowania przez Ministerstwo Obrony USA procedur arbitrażowych i dochodzeniowych zatwierdzonych przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych w roku 1997. Rezultaty przeglądu wskazują na pomyślne wprowadzenie w życie tych procedur przez Ministerstwo. Jakkolwiek stopień wdrożenia procedur jako całości oceniono jako zadowalający, ośrodek zalecił poświęcenie bliższej uwagi jednej konkretnej dyrektywie arbitrażowej, konkretnie Dyrektywie C - Osobiste Preferencje dla Obcego Państwa. Ośrodek SRC doszedł do wniosku, że stosowanie Dyrektywy C napotykało na trudności w sprawach związanych z posiadaniem podwójnego obywatelstwa, a zwłaszcza w sprawach związanych z posługiwaniem się dwoma paszportami.</em></strong></p>
<p><strong><em> Notatka niniejsza ma na celu wyjaśnienie, w jaki sposób stosuje się Dyrektywę C w sprawach, w których osoba ubiegająca się o wydanie certyfikatu bezpieczeństwa posiada obcy paszport lub takiego paszportu używa. Dyrektywa C bezpośrednio stanowi, że "posiadanie i/lub używanie obcego paszportu" może być okolicznością dyskwalifikującą wnioskodawcę. Dyrektywa nie przewiduje okoliczności łagodzących związanych z osobistą wygodą wnioskodawcy, jego bezpieczeństwem, wymaganiami obcego prawa, bądź konkretnym krajem jaki wchodzi w grę w konkretnym rozpatrywanym przypadku. Jedyna dopuszczalna okoliczność łagodząca to oficjalne zezwolenie rządu Stanów Zjednoczonych na posiadanie lub używanie przez wnioskodawcę obcego paszportu. Obawa związana z zasadami bezpieczeństwa jaka leży u podstaw dyrektywy, jest taka, że posiadanie i używanie obcego paszportu zamiast paszportu amerykańskiego podaje w wątpliwość nadrzędną lojalność tak postępującej osoby wobec Stanów Zjednoczonych, a także może ułatwić takiej osobie podróże za granicę bez wiedzy Stanów Zjednoczonych. </em></strong></p>
<p><strong><em> W związku z powyższym, prawidłowo interpretowana dyrektywa wymaga odmowy wydania certyfikatu bezpieczeństwa, lub odebrania certyfikatu już wydanego, chyba że wnioskodawca wyzbędzie się obcego paszportu, lub otrzyma oficjalne zezwolenie na jego używanie od właściwej agencji rządowej Stanow Zjednoczonych. Modyfikacja dyrektywy nie jest konieczna.</em></strong></p>
<p><strong><em> Powyższe wyjaśnienie dotyczące bieżącej polityki arbitrażowej dotyczy wszystkich spraw, w których nie wydano ostatecznej decyzji w dniu podpisania niniejszej notatki.</em></strong></p>
<p><strong><em><br />
Arthur L. Money</em></strong></p>
<p>Od daty podpisania "The Money Memorandum", każdy Polak w USA który dorobił się tam cenionej, rozwojowej i przyzwoicie płatnej kariery zawodowej w instytucjach, które z powodu ochrony tajemnicy państwowej lub służbowej wymagają od praciownikow certyfikatow bezpieczeństwa, musi wybierać. Pomiedzy karierą zawodową i podstawami utrzymania, a tekturową książeczką z orzełkiem, której wymaga od niego minister Sikorski.</p>
<p>Co na to minister? Przyznał się do błędu i bezsensownej bufonady? A gdzie tam. Niecałe trzy lata później, minister (w stanie chwilowego spoczynku) ustosunkował się do sprawy następująco:<br />
<strong><br />
<em> From : "Radek Sikorski" rsikorski@aei.org<br />
To : "'Stary Wiarus'"<br />
Subject : RE: Winszuję zwycięstwa<br />
Date : Wed, 29 Jan 2003 </em></strong></p>
<p><strong><em> Szanowny Panie,<br />
Rodzice uczyli mnie aby anonimy wyrzucac do kosza. Odpowiadam, gdyz bliskie mi sa sprawy Polonii a z Panskiej relacji wynika, ze nastapilo ostatnio dramatyczne pogorszenie w sprawnosci wydawania polskich paszportow. Jest to nie do przyjecia i budzi sluszny sprzeciw. </em></strong></p>
<p><strong><em><br />
W zwiazku z druga poruszona przez Pana sprawa, zalaczam informacje ze strony internetowej ambasady USA w Warszawie o tym jak wedlug niej powinny zachowywac sie osoby posiadajace podwojne obywatelstwo USA i Polski: obywatele USA posiadajacy takze polskie obywatelstwo wjezdzajac do Polski powinni okazywac polski paszport, a wjezdzajac do USA amerykanski. Sadze, ze to logiczne i spelnia zasade wzajemnosci w stosunkach miedzy panstwami. Uwazam, ze jako urzednik RP mialem obowiazek upominania sie o równy szacunek dla paszportu RP. Sadze, ze Pan, jako Polak, powinien sie ze mna zgodzic. </em></strong></p>
<p><strong><em><br />
Dalsza anonimowa korespondencja z Panskiego adresu zostanie wpisana na liste junk mail na moim serwerze i do mnie nie dotrze. </em></strong></p>
<p><strong><em> Z powazaniem,<br />
Radek Sikorski</em></strong></p>
<p><strong><em> </em></strong></p>
<h4><strong> Trąbo nasza, wrogom grzmij!</strong></h4>
</div>
<p><span class="post_comments">komentarze (3)</span></p>
<p><a href="http://wtemaciemaci.salon24.pl/41903,index.html">W Temacie Maci - wtemaciemaci.salon24.pl</a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
