<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>lekcja-tanga &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/lekcja-tanga/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "lekcja-tanga"</description>
	<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 08:14:10 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Dzień lekcji, butów i oczekiwania na Wojtka z A&amp;A]]></title>
<link>http://elosito.wordpress.com/?p=72</link>
<pubDate>Fri, 14 Mar 2008 06:44:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>elosito</dc:creator>
<guid>http://elosito.pl.wordpress.com/2008/03/14/dzien-lekcji-butow-i-oczekiwania-na-wojtka-z-aa/</guid>
<description><![CDATA[Czwartek 13 marca.
Na wstępie apel do naszych miłych blogowych gości: gorąco prosimy wszystkie o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Czwartek 13 marca.</p>
<p>Na wstępie apel do naszych miłych blogowych gości: gorąco prosimy wszystkie osoby, które mają chęć nawiązać z nami nawet krótki "komentarzowy" kontakt, o podpisywanie się w jednoznacznie rozpoznawalny sposób. To miejsce to taki nasz pamiętnik z podróży, relacja z wakacji, czyli trochę domowa sprawa, chcielibyśmy więc móc Was rozpoznawać albo po prostu poznać. Dziękujemy.</p>
<p>Od rana jesteśmy podekscytowani bo około 7 rano odlecieli z Warszawy Wojtek z Aldoną i Arnaud. Londyn, Madryt, Buenos. Mają wylądować w nocy i spodziewamy się ich koło trzeciej. W związku z tym dziś nie idziemy na milongę.</p>
<p>Przed południem ostatni rytuał Joasi u El Chino (facet jutro ma obiecaną wizę i odlatuje uczyć na Islandię). Później o 13.00 spotykamy się na lekcji grupowej u Fernando i Vilmy. Dziś jest tłok - około 30 osób. Kroki. Kroki. Kroki do przodu do tyłu na boki. Później w parach (co dwa utwory zmienianych) prowadzenie piwot, piwot, sacada, krok, krok, piwot, piwot, sacada - aż do znudzenia ale jakoś nikomu się nie nudzi. Gdy mówię Fernando, że nasi nauczyciele wstydziliby się za nas (mając na myśli Jakuba i Luizę) ten spontanicznie mówi, że jak na dwuletnie zajęcia raz w tygodniu (i w dodatku w Europie) i trochę zajęć dodatkowych radzimy sobie świetnie i widzi, że mamy bardzo dobrych nauczycieli w Polsce. Tłumaczy też, że oni z Vilmą mają nieco inną koncepcję efektywności w tangu i uczenia tanga i odczuwane przeze mnie trudności nie są wynikiem jakiejś obiektywnej nieumiejętności tylko przestawiania z jednego "dobrego" stylu do drugiego "dobrego" stylu - takiego rozszerzania świadomości i umiejętności. Bardzo podnosi mnie to na duchu tym bardziej, że brzmi to przekonująco nie tylko w słowach ale i w emocjach. Emocje towarzyszą nie tylko mnie. Pewien nordycko wymuskany Niemiec z naszej grupy - w moich oczach świetnie tańczący - w którymś momencie padł na czworaki i popędził ku stopom Vilmy krzycząc niemal, że ona uczy stawiać stopy w określony sposób, a sama przed chwilą postawiła stopę inaczej. Chwycił jej but i zaczął wyliczać nieprawidłowy kąt czegoś tam (nikt zanadto nie rozumiał o co mu chodzi). Przez chwilę Vilmie nie udawało się strząsnąć ze stopy dłoni kolegi. Wszyscy zbaranieliśmy. Tylko najwyższa kultura instruktorów pozwoliła zapanować nad sytuacja bez rękoczynów.</p>
<p>Po lekcji grupowej półgodzinna przerwa na lunch i zaraz lekcja indywidualna. Na zewnątrz upał, w salach jeszcze większy bo w zimie okien się nie otwiera, a tym bardziej nie używa się klimatyzacji. Zdumiewające, że oni rzeczywiście w tych koszmarnych warunkach prawie się nie pocą. Zjedliśmy jakieś "byle co" w barze na dole przypominającym nieco dawny bar Zodiak w Śródmieściu Warszawy (tylko ten tu był czystszy).</p>
<p>Lekcja z Vilmą na temat ... kto zgadnie? ... Tak!!! 70/100 punktów Pani/Pan (niepotrzebne skreślić) wygrała/wygrał (skreślić jak wyżej) : chodzenie, piwoty i boleo!- prowadzenie. Nie chcę zagłębiać się w detale ale ogólnie ich koncepcja polega na następujących rzeczach:</p>
<p>1/ w dalekim czy bliskim trzymaniu każde z partnerów jest w swojej osi (i równowadze)</p>
<p>2/ para tworzy zamknięty system powiązany bezpośrednim kontaktem (ręce zawsze i ewentualnie stykające się centra w bliskim trzymaniu) - bez napięcia ale z ciałem gotowym, wolnym dla ruchu (nie "rozluźnionym" - rozluźnienie dopiero w trumnie)</p>
<p>3/ partner wyraźnie prowadzi partnerkę do każdego pojedynczego kroku czy ruchu (takiego jak piwot) oddziałując "intencją" wyrażaną NIE ramionami, a torsem i rękami (tu używa się zdecydowanie ale miękko rąk (z nienapiętymi puszczonymi w dół ramionami) i łokciami i dopiero po wykonaniu kroku lub ruchu przez partnerkę partner wykonuje swój krok lub ruch, a następnie prowadzi ją do następnego kroku lub ruchu.</p>
<p>3/ Partner prowadzi właściwie tylko do kroków w przód, w tył, w bok i izolowanych ruchów jak piwot w miejscu (trudno mi to wytłumaczyć bez rozwijania tematu ale jeśli ktoś uczył się u Thierego Le Cock to będzie wiedział o co chodzi).</p>
<p>3/ Oznacza to, że w tej koncepcji partnerka nie naśladuje ruchów partnera - może mieć zamknięte oczy w otwartym trzymaniu, a nie tylko w zamkniętym - jest przez niego prowadzona i to on w sensie następstwa zdarzeń "podąża" za nią. Oznacza to, że torsy często nie są naprzeciwko siebie (choć dążą do tego na koniec sekwencji). Oznacza to również, że każde odpowiada za własną równowagę i własne kroki. Prowadzący odpowiada za wyraźne prowadzenie, a prowadzony (całkiem nieadekwatne tu jest powszechne słowo "podążający" - "follower") za to żeby był w kontakcie i nie robił "swojego".</p>
<p>W moim odczuciu dziś zaczęliśmy dużo lepiej chwytać o co chodzi i dużo lepiej zaczęło nam iść.</p>
<p>Vilma ze śmiechem wyznała, że Fernando przez pierwsze lata był słynny z tego że tańczy swoje tango i wymaga, żeby partnerki za nim "podążały" i nadążały ale było to nieefektywne (nikt nie był dość genialnie telepatyczny żeby za nim nadążyć). Była ucieszona z naszych postępów.</p>
<p>Vilma jest cudowna w kontakcie. Myślę, że ma silny, a być może i trudny, autorytarny charakter ale żeby to odczarować wypracowała kilka fajnych "myków" dzięki którym nie dochodzi z nią do konfrontacji. I tak np. dziś kilka razy - tańcząc z nią - wytrąciłem ją trochę z równowagi, a ona zamiast coś na ten temat mówić (pewnie ma tendencje do silnych odzywek) zaczynała wydawać odgłosy jakby jakaś mała myszka walczyła o litościwe przeżycie topiona przypadkiem przez niedźwiedzia. Był to komunikat poza wszelką dyskusją i natychmiast przynosił efekt.</p>
<p>Po lekcji bieg przez miasto (skwarne, duszne od spalin i głośne od ulicznego zgiełku) aby dopaść do butów - 13 kwartałów i już sklep "Neo Tango" (Sarmiento 1938, www.neotangoshoes.com).</p>
<p><a title="Buenos Aires" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-318.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-318.jpg" alt="Buenos Aires" /></a></p>
<p><a title="Sklep Neo Tango" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-322.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-322.jpg" alt="Sklep Neo Tango" /></a></p>
<p>Na kilkunastu metrach kwadratowych potencjalnie wolnej przestrzeni około 15 osób (nie licząc trójki sprzedawców). Wszyscy przekrzykują wszystkich, komunikacja katalogowa nie istnieje, obowiązuje język hiszpański ale przynajmniej rozumieją tu liczebniki po angielsku. Setki wystawionych butów ale niemal niczego nie ma bo albo obcas innej wysokości albo numer nie ten, a dyskusja o podeszwach całkiem już bezprzedmiotowa. Joasia pyta kiedy będzie luźniej, a sprzedawca odpowiada: "mam nadzieję, że nigdy! tak jest każdego dnia!". Oooooooo... ! Po dwóch godzinach (wywalili nas po 19) zgiełku, szaleństwa, przepychanek - jak w latach 80. w mięsnym gdy "rzucili" coś przed Świętami - wyszliśmy z dwiema parami zamówionych przez przyjaciół butów (a właściwie z 1,5 parą bo jedne są takie jak ktoś chciał, a drugie przypominają takie jak ktoś chciał), z jedną parą butów dla Joasi (ale może są za małe?), z jedną parą butów dla mnie (niestety takie czarno-perłowe jakie ma Jacek M. - Jacku wybacz ale nie mogłem się oprzeć, a nic innego nie widziałem dla siebie).</p>
<p><a title="sklep Neo Tango" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-321.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-321.jpg" alt="sklep Neo Tango" /></a></p>
<p>Dokładnie po drugiej stronie ulicy jest mniej znany sklep "Tango Leike" (www.tangoleike.com). Jeszcze pół godziny przeczesywania półek i znaleźliśmy fajne buciki dla jeszcze jednej przyjaciółki, która była tak nieroztropna, że dała nam wolną rękę.</p>
<p><a title="sklep Tango Leike" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-323.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-323.jpg" alt="sklep Tango Leike" /></a></p>
<p>Przemieleni przez tę maszynkę do mięsa skok w taxi i do domu. Jeszcze kupić wodę i colę "zero" i zrobić sobie mały relaks i coś zjeść. Poszliśmy do naszej ulubionej pizzerii, zajęliśmy ostatni stolik pod gołym niebem. Przede wszystkim dużo sałaty i tym razem nasączyliśmy się piwem. Potrzebowaliśmy chłodnego płynu. Mają tu w litrowych butelkach miejscowe lekkie jasne o dziwacznej nazwie Brahma. Mała pizza i jakiś szaszłyk. Zdumiewające jak smacznie robią tu te proste rzeczy. Tajemnica chyba w świeżych produktach (nic z puszki). Przekonaliśmy się, że wielu ludzi ocenia to miejsce jak my - przez cały czas naszej kolacji przewalał się prawdziwy tłum oczekujących na stolik (a okolica jest pełna małych restauracyjek).</p>
<p>Później do domu i czekamy na naszych gości.</p>
<p>PRZYLECIELI</p>
<p>Janusz</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zachwyceni Fernando i Vilmą]]></title>
<link>http://elosito.wordpress.com/?p=59</link>
<pubDate>Wed, 12 Mar 2008 05:01:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>elosito</dc:creator>
<guid>http://elosito.pl.wordpress.com/2008/03/12/59/</guid>
<description><![CDATA[Z zakwasami nie jest tak źle jak sądziłem ale nie łatwo się ruszać z wdziękiem. W samym ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Z zakwasami nie jest tak źle jak sądziłem ale nie łatwo się ruszać z wdziękiem. W samym "salonie" naszego mieszkania są cztery duże lustra - więc nie ma przebacz. Czy masz ochotę czy nie to i tak po szklankę wody chodzisz tangowym posuwistym krokiem, wracasz z nią robiąc piwoty i ładne hiro na dokładkę przed krzesłem, jeszcze na koniec, stajesz na jednej nodze i wysmażasz wymyślne ozdobniki aby wreszcie zasiąść do kompa ... .</p>
<p>Dziś na śniadanie ... kto zgadnie?</p>
<p>Później poczta, czytanie. Cały czas towarzyszy nam tangowe radio (chociaż wczoraj wieczorem mieliśmy dość tanga i był jazz z CD-ka).</p>
<p>Joasia poszła do łóżka ze swoim przeziębieniem, a po południu od 16.00 z małymi przerwami do co najmniej 22.00, a jeśli siły pozwolą to do 24.00 lekcje i practiki.</p>
<p>Pogoda fajna jak wczoraj czyli chłodek trochę ponad 20 stopni i wiaterek (tylko jak zwykle trzeba uważać na słońce). Argentyńczycy chodzili w swetrach, a w salach tanga nie otwierano okien i nie włączano wiatraków - zima. Jutro ma powrócić namiastka lata między 26 a 28 stopni i pewnie znowu wzrośnie wilgotność. Aaaaa !</p>
<p>Przyszła Pani sprzątająca i żeby nie zrobić afery poszedłem do Carefoura po jogurty, wodę itp (nie znoszę jej stylu rozmazywania wszystkich resztek równą warstwą po blatach i wzbudzania wirów z kurzu zmiotką z piór).</p>
<p>Trzeba było coś zjeść przed lekcjami więc postanowiliśmy skoczyć na kanapki do naszej ulubionej kawiarni. Asia ledwie wygrzebała się na czas i wyglądało, że może nie przetrwać dzisiejszego popołudnia na nogach. W Buenos ludzie są szalenie mili ale w ogóle się nie śpieszą. W Carefourze osoba z małym koszykiem zakupów załatwiana jest przy kasie nawet 15 minut. W pustej kawiarni czekaliśmy pół godziny na dwie kanapki i dwie kawy. W konsekwencji taksówkarz - miły pan w sile wieku - ubłagany przez Joasię, która mogłaby być jego wnuczką - bił rekordy prędkości i ilości zajechań drogi innym użytkownikom. W Buenos większość ulic jest jednokierunkowych i wiele ulic naprawdę szerokich na 5-8 pasów. Kierowcy honorują światła i kierunki ruchu ale całkowicie nie dostrzegają pasów ruchu ani pierwszeństwa przejazdu z prawej. Jeżdżą z dowolną prędkością slalomami z dokładnością do 5 -10 milimetrów mijając lusterka samochodów, kanty tirów, słupy latarń, pieszych. Niemal wszystkie samochody pochodzą z ubiegłego tysiąclecia, a wiele nawet z lat siedemdziesiątych i ze względu na fatalny stan dróg dawno straciły resory i amortyzatory. Sprawia to szczególne wrażenie bo mimo niezwykłej "dynamiki" nie widać w ich jeździe ani śladu agresji, rywalizacji, bezinteresownego chamstwa tak powszechnych w naszej kochanej ojczyźnie. Nie widać też rozbitych czy obtartych samochodów ani trupów na przejściach dla pieszych. Po prostu facet elastycznie wjeżdża 80 km /h w lukę między samochodami, a stojącą ciężarówką, skręca w prawo wierząc, że Siła Wyższa nie chce aby za rogiem stał samochód lub przechodziła matka z dzieckiem, lekko trąbi żeby ktokolwiek kogo to dotyczy wiedział o jego istnieniu, a następnie na 50 metrach przejeżdża między innymi samochodami slalomem 5 pasów w poprzek. Nie widać zdenerwowania na jego twarzy ani na twarzach facetów za kierownicą mijanych pojazdów, którzy przed momentem powinni zrobić błyskawiczny rachunek sumienia. Spóźniliśmy się 10 minut.</p>
<p><a title="wejście do szkoły w której uczy Fernando i Vilma" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-261.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-261.jpg" alt="wejście do szkoły w której uczy Fernando i Vilma" /></a></p>
<p>Fernando znowu był szalenie ciepły i wspierający ale profesjonalny i wymagający. Przez 50 minut lekcji indywidualnej robiliśmy trzy kroki w kółko pracując nad PROWADZENIEM i BYCIEM PROWADZONĄ. Trzy kroki w kółko (kobieta, mężczyzna, sacada, kobieta, mężczyzna, sacada, kobieta...). Przy okazji doznałem doświadczenia "granicznego" - poznałem niebywałą przyjemność bycia prowadzonym przez dobrego partnera. Fernando w 15 sekund wprowadził mnie niemal w prawdziwą ekstazę! Koledzy tangueros - polecam. Oboje jesteśmy nim oczarowani jako osobą i jako nauczycielem. Niestety wiele z wcześniejszego samozadowolenia odparowuje przy nim bo konfrontuje nas z błędami ale jednocześnie jest taki osobowościowo, że nie sposób obronić się myśląc sobie: "wstrętny dziad się czepia bo ma podły charakter!" W chwili rozdrażnienia chciałem uciec w mit, że tańczę w bliskim trzymaniu, a nie w dystansie na co ciepło powiedział "ja też tańczę w bliskim trzymaniu tylko uczę się i innych w dystansie bo to prowadzi do mniejszej ilości błędów". Po prostu dociera, że po dwóch latach tańczenia nie umiesz z kimś zrobić należycie trzech kroków. Natomiast jak to poprawić jest proste. Wymaga tylko pracy, pracy, pracy (zwłaszcza żeby zmienić nawyki). Chciałbym podzielić się też kwestiami bardziej konkretnymi technicznymi (kisiel, stawanie, prowadzenie) ale nie wiem jeszcze jak to zrobić żeby nie stać się dętym "wirtualnym", korespondencyjnym instruktorem (jakby nie było bez własnych kompetencji).</p>
<p>Po lekcji z Fernando taxi i do El Chino aby dalej dręczył Joasię. Ponieważ moje drugie śniadanie w "naszej" kawiarence składało się z małego rogalika z serem i szynką to kiedy ona była maltretowana ja udałem się do znanej nam już knajpki bez nazwy "na sąsiednim rogu" na argentyńską wołowinę. Danie składało się ze świeżych bułeczek, miski sałaty z pomidorami (można było wziąć frytki w zamian), wody lub wina do wyboru no i oczywiście z wołowiny "krzyżowej" na cały talerz - całość 15 peso. Wołowina była przewidywalnie smaczna i na tym zakończę jej opis. Przytrafiła mi się tu miła przygoda. Ta restauracyjka to właściwie taka trochę jadłodajnia. Układ stolików przypomina trochę układ ławek w szkole - podwójne ustawione krzesłami w jedną stronę i przyjęte jest siadać w dwie osoby (nawet jeśli są obce). Mnie przypadł niezbyt młody hombre, który wyraźnie męczył się tutaj od pewnego czasu nad wielkim płatem krwistej wołowiny. Argentyńczycy są towarzyscy i lubią rozmawiać. Zatem siedzieliśmy ramię przy ramieniu, a on próbował mi coś opowiedzieć bezzębnymi ustami. Nie interesował się jednak jak większość tubylców "skąd przybyłem" itp. Uznał zwyczajnie, że jak siedzimy przy jednym stole to zwykła kultura osobista nakazuje pogadać trochę. Starałem się na wszelkie sposoby wytłumaczyć mu, że nie rozumiem po hiszpańsku. Uważnie wysłuchał , a następnie bez skrępowania opowiedział mi po hiszpańsku długą historię. Zrozumiałem z niej, że dziś wołowina już nie ta - trudno ją gryźć, a wykałaczki do niczego się nie nadają, że sałata nie jest dobra, i w ogóle świat zmierza nie w TĘ stronę. W rewanżu ja też opowiedziałem mu - tylko, że po polsku - o naszych problemach z tangiem, o planowanym przyjeździe syna i kilku innych sprawach. Kiwał głową z dużym zrozumieniem i wyraźną przyjemnością z nawiązanego kontaktu. To przyjemne pogadać sobie przy stole z obcą osobą.</p>
<p>Zaraz potem poszliśmy na spacer w kierunku szkoły Fernando, gdzie chcieliśmy mieć wieczorem półtoragodzinną lekcję grupową z nim i z Vilmą. Po drodze skusiła nas kawiarnia o wiele obiecującej nazwie "ZEN". Ja chciałem kawę, a Joasia dodatkowo "zdrowe" ciastko. Niestety Zen okazała się kompletnym kitem z plastikowymi sztućcami. Więc w innym miejscu znaleźliśmy jakąś pizzerię, gdzie zjedliśmy kilka włosko-argentyńskich pierogów na wczesną kolację (całkiem przyzwoite i szkoda, że u nas czegoś tak jakościowego nie sprzedają) oraz wypiliśmy po kieliszku białego wina.</p>
<p><a title="0803_robocze_bsas-269.jpg" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-269.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-269.jpg" alt="0803_robocze_bsas-269.jpg" /></a></p>
<p>Ponieważ nie udało nam się wykombinować jak dojechać metrem wsiedliśmy w taxi i znowu u Fernando. Grupa około 20 osób, na podobnym lub trochę słabszym od naszego poziomie. Kilku obcokrajowców (dwie Japonki, Słowaczka, para Francuzów, my). Poznaliśmy Vilmę - fajna kobieta niemal w średnim wieku. Z wyraźnym charakterem i wielką życzliwością. Najpierw chodzenie do przodu i do tyłu. Później dwa kroki do przodu, piwot 90 stopni w prawo, piwot 180 stopni w lewo, dwa kroki do przodu i analogicznie w tył. Później piwot wewnętrzny i sacada, piwot zewnętrzny i sacada, wyjście. Oczywiście temat jest jeden: jak prowadzić i być prowadzonym, a raczej jak być w konstruktywnym kontakcie. Proste rzeczy, a nie okazywaliśmy się mistrzami tylko szło nam nieźle i tyle. Wszyscy bardzo mili a zajęcia w uroczej, pełnej życzliwości atmosferze.</p>
<p><a title="0803_robocze_bsas-273.jpg" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-273.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-273.jpg" alt="0803_robocze_bsas-273.jpg" /></a></p>
<p>Zrobiła się 22.15 i wahanie czy jedziemy do domu po prysznic i przebranie się i dalej na practicę z asystą (Fabiana i Virginii), czy do domu odparować. Joanna dostała takiej energii po tych wszystkich zajęciach, że była gotowa practicować ale ja w trosce o jej zdrowie- rzecz jasna - postawiłem na swoim czyli na odpoczynku.</p>
<p>Wieczorna poczta, trochę czytania (przewodnik po Argentynie), blog, a teraz czas spać.</p>
<p>j</p>
<p>PS</p>
<p>skrytykowano mnie za literówki, ortografię i niedbałość składniową. Informuję zatem, że z "polaka" miałem zawsze tróję i się tego nie wstydzę. Czasem coś poprawię ale to Internet a nie periodyk literacki. Cmok.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dzisiejsza lekcja u Fabiana i Virginii]]></title>
<link>http://elosito.wordpress.com/?p=55</link>
<pubDate>Tue, 11 Mar 2008 05:30:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>elosito</dc:creator>
<guid>http://elosito.pl.wordpress.com/2008/03/11/dzisiejsza-lekcja-u-fabiana-i-virginii/</guid>
<description><![CDATA[Na śniadanie płatki, jogurt, kawa.
Później Joasia pojechała na tortury do El Chino. Ja w tym cz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na śniadanie płatki, jogurt, kawa.</p>
<p>Później Joasia pojechała na tortury do El Chino. Ja w tym czasie załatwiałem pocztę, pisałem bloga, trochę ogarnąłem różne rzeczy w mieszkaniu, czytałem i słuchałem naszej ulubionej lokalnej stacji w której 24/24 puszczają tanga albo ładnie brzmiącym hiszpańskim opowiadają o tangu (92,7 FM). Gdy wróciła szczęśliwie zmaltretowana i chwilę odpoczęła wyszliśmy na lunch i połazić po Palermo. Wybór padł na "Nemo" - tę wybitną restauracyjkę specjalizującą się w rybach.</p>
<p><a title="Nemo" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-249.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-249.jpg" alt="Nemo" /></a></p>
<p>Wybraliśmy z grilla - ja - "typową tutejszą rybę rzeczną", a Asia - "rybę morską ale nie łososia", sałatę z pieczarkami i małymi pomidorkami (koktailowymi), butelkę białego wina z lodu, dużo wody. Na koniec kawa. Ryby znakomite w formie filetowanej - idealnie świeże o delikatnie rybim smaku bez przypraw i tylko lekko słonawe, na złoto przypieczone, soczyste. Ta morska minimalnie "gumowata" (gdzieś ją już jadłem na świecie) ale nie tak jak miecznik czy rekin, z własnym przyjemnym lekko mięsnym smakiem (podobnie jak świeży tuńczyk ale nie był to tuńczyk). Ta moja z "rio" delikatna (trochę jak halibut), podana ze skórą o drobniutkiej łusce i celowo niedopieczona tak, że w samym środku płata była zachowana substancja o czerwono-brunatnej barwie wzdłuż jakiejś pręgi (może gruby nerw?) całkiem surowa ale jednocześnie rozpływająca się w ustach. Między białym mięsem, a skórą milimetrowa warstwa tłuszczowej, przyjemnej w smaku galaretki. Ta sama galaretka tylko nieco bardziej sztywna w konsystencji na obrzeżu fileta. Sałatę doprawiliśmy balsamico i oliwą (moim zdaniem słabszą niż włoskie czy greckie). Pieczarki w sałacie pokrojone na półprzeźroczyste plasterki nadawały jej relatywnie silnego smaku w kontekście delikatnej ryby. Wino to co poprzednio - bardzo przyjemne. Espresso niestety bardziej jak mocna kawa i tyle ale świat jak wiadomo idealny być nie może.</p>
<p><a title="obiad w Nemo" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-256.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-256.jpg" alt="obiad w Nemo" /></a></p>
<p>Po lunchu spacer po okolicy. Najpierw apteka żeby kupić lekarstwa dla Joasi (jest podziębiona). Później po ulicach, po kilku lokalnych butikach. Jakaś tania bluzka, jakaś tania spódnica (kilkadziesiąt peset). Drobne zakupy w delikatesach - suszone pomidory z oliwy, marynowane oliwki z ziołami, ser, kawałek pieczywa. Przyjemna pogoda. Nie cieplej niż 20-22 stopnie, delikatny "chłodny" wiaterek, słońce (aby cię nie zabiło wystarczy wędrować cieniem i patrzeć na piękne plamy światła).</p>
<p>Zwraca uwagę niemal obsesyjna "ochrona mienia" powszechna w Buenos. Do większości sklepów z wejściem z ulicy sprzedawcy wpuszczają widząc cię przez szybę i wciskając guzik magnetycznego zamka. W aptece każde opakowanie w zasięgu rąk klientów specjalnie ofoliowane tak aby ktoś się nie poczęstował lekarstwem zostawiając jego resztę na półce. Towar (tzn np. aspirynę) wydają, ci w zapieczętowanej specjalnym klipsem od alarmu teczce abyć poszedł z nim kilka metrów do kasy i zapłacił (dopiero wtedy uwalniają aspirynę z teczki). W wielu sklepach agent ochrony w drzwiach. W każdym domu, który nie jest slumsem (lub blisko tej jakości) portiernia z ochroną. Nawet ciut droższe wina na półkach z "klipsami" od alarmu. Każdy banknot sprawdzają na sto sposobów czy nie jest fałszywy, a jeśli ma uszkodzenia najczęściej go nie przyjmują (problem bo ich banknoty niemal rozłażą się przy dotknięciu). Jednocześnie nie widzieliśmy ani jednej sytuacji naruszenia prawa czy chociażby nieprzyjemnej społecznie (wyłączając ubogich ludzi przegrzebujących śmietniki i z rzadka żebrzących dzieci).</p>
<p>Do domu i czytanie, słuchanie radio-tango, później drzemka i prysznic przed zajęciami. Taxi i za kwadrans (i 8 peso) jesteśmy w Escuela Carlos Copella na grupowych trzygodzinnych zajęciach Fabiana i Virginii. Pierwsze półtorej godziny w dwu oddzielnych salach - Fabian uczy hombres, a Virginia chicitas. To grupa dla średnio i wyżej zaawansowanych. Na oko wśród 20 facetów jestem 3-5 ale od końca. Pierwsza godzina to chodzenie bo większość z nas nie umie chodzić, a zwłaszcza w zmiennym rytmie. Niestety w Złotej Milondze (i chyba w ogóle w Polsce) nie uczymy sie chodzenia w wystarczającym stopniu co utrudnia lub wprost uniemożliwia wiele technik, no i pozbawia nasze ruchy znacznej części potencjalnego wdzięku. Moje ścięgna, mięśnie, przyczepy i stawy trzeszczą i boję się myśleć co będzie jutro rano po przebudzeniu. Jak już byłem gotów się rozpłakać z bólu i wściekłości przeszliśmy do uczenia się jakiejś sekwencji w dalekim trzymaniu do której to chodzenie było niezbędne (przez mgłę pamiętam, że kiedyś tę sekwencję poznaliśmy w naszej grupie ale nikt z nas tego nie tańczy - pewnie z powodu braków w chodzeniu). Na tym etapie dziwiło mnie bardzo, że właściwie uczymy się kroków i "skrętów" zupełnie bez prowadzenia - najpierw indywidualnie z wyimaginowaną partnerką, a później z partnerem udającym partnerkę (tylko z amortyzującą ręką bez trzymania za plecy). Dziesiątki (a może ze dwie setki) powtórzeń aż ciało na pamięć wie co ma robić. Widać, że to ich kultura - łapią w lot, a młodzi faceci potrafią być szybcy jak mistrzowie kung-fu (niczego podobnego nie widziałem w Polsce). Ja ze swoim powolnym sposobem załapywania sekwencji kroków czułem się jak kompletny debil.</p>
<p>Krótka przerwa podczas, której inna para instruktorów pokazuje jakiś popowy taniec oparty na argentyńskim tańcu ludowym wywodzącym sie od emigrantów francuskich. Myslę, że jak się ma poniżej 25 to może być fajne do tańczenia. Później bez szans bo oboje tancerze wykonują bardzo intensywne ruchy koliste i wahadłowe obręczą biodrową, a dodatkowo ona gnie kręgosłup w kolistym ruchu w jakiś niewyobrażalny, nieco transowy sposób - trzeba być młodym i bardzo wysportowanym. Kto chce może się zapisać na zajęcia.</p>
<p>Po przerwie ćwiczenia z chicitas (które przez poprzednie półtorej godziny tez wykonywały swoją technikę i swoją rolę w nauczanej sekwencji). Ciągłe zmiany w parach (tym bardziej że ponad połowa osób przyszło samych). Dziesiątki powtórzeń, F&#38;V chodzą i korygują i co 15 minut robią publicznie uwagi na temat kolejnych aspektów prowadzenia. Na koniec kwadrans tańczenia "dla przyjemności" z oczekiwaniem zastosowania wyuczonych kroków. Niby to robimy z Joanną ale wiemy, że odstajemy. Ja mam wątpliwości czy przyjść za tydzień ale Asia jest chyba zdeterminowana. Zobaczymy.</p>
<p>Jutro razem mamy Fernando, później Asia ma El Chino, a wieczorem idziemy na "practicę z asystą" w Villa Malcolm (Av Cordoba 5064) prowadzoną przez Fabiana i Virginię. Przed chwilą ledwie doszedłem do szklanki wody (byłem bliski przeczołgania się) bo moje nogi już się zasiedziały przed kompem i na wpół sparaliżowały mnie zakwasy. Nie wiem co będzie jutro.</p>
<p><a title="Escuela Carlos Copello" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-257.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-257.jpg" alt="Escuela Carlos Copello" /></a></p>
<p>Po lekcji zjedliśmy małą kolację w domu: oliwki, suszone pomidory, świeże pomidory, sery, odrobina kiełbasy (kiełbasę tylko ja).</p>
<p>Znowu bardzo późno. Myślę, że przed końcem tygodnia będę gotowy do opisania czegoś bliżej na temat tangowego kisielu.</p>
<p>Głośny cmok w lewy policzek.</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pierwsza lekcja z Fernando Galera]]></title>
<link>http://elosito.wordpress.com/?p=18</link>
<pubDate>Sun, 09 Mar 2008 05:54:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>elosito</dc:creator>
<guid>http://elosito.pl.wordpress.com/2008/03/09/pierwsza-lekcja-z-fernando-galera/</guid>
<description><![CDATA[W sobotę wstaliśmy w słabej formie po nocnej milondze i niestety wody w kranach jak nie było wie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>W sobotę wstaliśmy w słabej formie po nocnej milondze i niestety wody w kranach jak nie było wieczorem tak i rano. Z wiaderkiem do hydrantu na podwórku i tak dokonaliśmy niezbędne ablucje. Między jednym wiaderkiem a drugim Joasia w rozpaczy zadzwoniła do swojego kolegi - z organizacji biznesowej, w której jest zrzeszona - który to mieszka w Buenos. Chcieliśmy dowiedzieć się od kogoś "z zewnątrz" ale znającego miejscowe stosunki o co może chodzić z tą wodą (zaczęliśmy mieć podejrzenia, że Angel np. nie płaci komornego i mu tzn. nam odcinają media). Facet był tak miły, że po prostu przyjechał na miejsce wszedł do "piwnicy" i odkręcił zawór główny z wodą dla całego domu. Rodrigo (Roberto? - nie pamietam teraz imienia) uważa, że BsAs jest pełne cwaniaków i zawór mogli zakrecic hydraulicy, żeby ich wezwać w trybie nadzwyczajnym w weekend i żeby mogli wziąć grubą forsę za taki serwis. Nie wiadomo jednak na pewno kto i po co go zakręcił. Tak czy inaczej woda pojawiła się. I jesteśmy lśniący czystością!</p>
<p>Taxi na lekcję o 11.00 zaplanowaną z Fernando Galera. Facet ma swoją szkołę w pięknej części miasta blisko rzeki. Szerokie aleje, palmy, gigantyczne pomniki, imperialne gmaszyska, czysto. Pod drzwiami na ulicy czekała już grupa Japończyków. Po chwili przyszedł Fernando przepraszając za 2 min. spóźnienia (!). Nie wiadomo jak przejść z Japończykami przez drzwi. Oczywiście są tak grzeczni, że koniecznie chcą wszystkich przepuścić ale w porządku znanym tylko własnej kulturze (mieli do przepuszczenia Maestro Fernando ale młodego, faceta Europejczyka ale "starszego" czyli mnie, kobietę Europejkę w Europie czyli Asię, starego Japończyka, starą Japonkę no i żółtych młodziaków), a Polaków przecież - jak mawiali kiedyś Francuzi o polskich ułanach - tylko otwartymi drzwiami można zatrzymać w szarży. W rezultacie przeżyliśmy wielkie międzykulturowe czopowanie w drzwiach do domu i do windy waląc się łbami w pokłonach w ciasnej przestrzeni. Ostatecznie my z Maestro pojechaliśmy windą, a Japończycy wraz ze starszymi paniami poszli schodami - wygrali ten pojedynek na ukłony.</p>
<p>Sama szkoła jest w dużym mieszkaniu ale o ciepłym klimacie przyjaznego i zadbanego miejsca (zupełnie inaczej niż wszystko co dotychczas widzieliśmy tu skojarzone z tangiem).</p>
<p><a title="Szkoła Fernando Galera" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-198.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-198.jpg" alt="Szkoła Fernando Galera" /></a> Maja też sprzedaż damskich ciuchów. <a title="Szkoła Fernando Galera" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-199.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-199.jpg" alt="Szkoła Fernando Galera" /></a>Podłogi z malowanych płyt (sklejka?) a nie desek czy klepek - tak samo jak w Escuela Carlos Copello. Fernando okazał się kolejnym sympatycznym i profesjonalnym nauczycielem. Cierpliwy, dokładny i wspierający. Szło nam źle. Nie pamiętam żebym w ostatnim roku tak fatalnie prowadził, a Asia była napięta chyba jak nigdy. Mimo to mieliśmy pełną śmiechu (i ciężkiej pracy) atmosferę i sporo głasków. Znowu okazało się, że w praktyce mamy kaszankę w zakresie bazy. Pierwsza rzecz to wyraźne prowadzenie partnerki w każdym ruchu, a nie tańczenie z "podążającą" partnerką (niby to wiemy ale nikt jeszcze nie kazał mi robić przez 40 minut w kółko tych samych 4 kroków aż POPROWADZĘ). Po drugie wyraźne stawanie pełną rozluźnioną stopą i wyraziste stawianie partnerki (Joasia mogłaby lepiej opisać jak powinna stawiać stopę partnerka bo ona oczywiście nie pełną stopą. Jednocześnie nie można rzecz jasna zapominać o kisielu (o kisielu chyba muszę napisać więcej bo staje się tu tematem przewodnim dla prowadzącego). Joasina synteza z kolei była taka: "każdy krok tak, jakby świat miał sie skończyć". 180 peso za nas dwoje. Wykupiliśmy trzy wspólne lekcje w przyszłym tygodniu ( w tym jedną z Vilmą) i pójdziemy do nich na dwie grupowe, a jeśli dalej będzie OK to w następnym tygodniu podobnie tylko, że bardziej oddzielnie (ja z Vilmą a Asia z Fernando). Polecił nam też milongi (jedne aby wiedzieć jakie są, a inne aby na nich ćwiczyć kisielowanie). Prócz tego ćwiczenia w domu. Jest sceptyczny wobec practik ale nie pojąłem dlaczego (może nie zmuszają do dyscypliny?).</p>
<p>Po wyjściu od Fernando pędem do "El Chino". <a title="szkoła w której uczy Marcelo Guiterrez" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-166.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-166.jpg" alt="szkoła w której uczy Marcelo Guiterrez" /></a>Asia bierze u niego sama lekcje. Jak słyszę to facet się nad nią po prostu znęca. Dziś między innymi kazał jej płynnie przenosić ciężar ciała z nogi na nogę licząc w myślach w w o o o l l l n n n o o o do dwudziestu! Zachęcam do prób nawet bez analizy(jego zdaniem koniecznej), które mięśnie wówczas napinasz, a które masz tylko "gotowe" (NIE zrelaksowane! bo będziesz zrelaksowany kiedy umrzesz a to jest tango, a nie trumna!). To jeden z aspektów kisielowatości.<br />
Kiedy "Chińczyk" maltretował moją partnerkę ja popijałem kawę w lokalnej knajpce.<a title="0803_robocze_bsas-200.jpg" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-200.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-200.jpg" alt="0803_robocze_bsas-200.jpg" /></a> Prowadzi ją starzec jakieś 130 cm wzrostu i jakieś 130 lat. Głuchy. Na całe szczęście nie znam hiszpańskiego i porozumiewałem się z nim na migi ale i tak kazał mi gestykulować głośniej.</p>
<p>Po lekcji u Marcelo Guiterrez'a kolejna wymiana zielonych na peso i uznaliśmy, że po wczorajszych i dzisiejszych cierpieniach należy nam sie fajny lunch. Po drodze wpadliśmy do domu żeby sprawdzić co z wodą po porannej interwencji Asinego kolegi. Przed domem, na ulicy Joanna nagle napadła jakiegoś obcego młodego faceta - z kolczykiem w uchu, żelem na głowie i teczką biurową pod pachą - przyparła go do muru i bez zwłoki - aby nie zdążył nakłamać - wrzeszczy do niego po hiszpańsku: "jesteś hydraulik! JEST WODA? wczoraj NIE WODA! rano NIE WODA! później WODA JEST!!! teraz WODA JEST?!?!" Facetowi mało nie wypadły na ziemię wytrzeszczone oczy. Ostatecznie okazało się, że WODA JEST! Później przy lunchu uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia jak Joasia z taką pewnością wpadła na to że facet jest hydraulikiem (naprawdę nie wyglądał). W odpowiedzi lekko odrzekła: "po prostu pachniał smarem i rurami jak każdy hydraulik" ...</p>
<p>Przypomniałem sobie knajpkę, która wczoraj dobrze pachniała owocami morza gdy wracałem z zakupami. Bezpretensjonalne miejsce dla lokalnej klasy średniej. Dostaliśmy półmisek z pięcioma rodzajami ryb, cytrynowym ryżem, grillowanymi warzywami, sałata, trzy pasty/sosy do ryb (oliwa chili, pesto i pasta z czarnych oliwek), białe argentyńskie wino Ampakama Viognier 2007 z Casa Montes. Przynieśli nam nawet jakiś atlas ichtiologiczny żebyśmy wiedzieli co jemy ale poza łososiem (który mało smakował łososiem) niczego nie rozpoznaliśmy. Bardzo delikatne a jednocześnie smakowite. Wybitne miejsce. Trochę drogo ale będziemy tu wpadać.</p>
<p><a title="0803_robocze_bsas-222.jpg" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-222.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-222.jpg" alt="0803_robocze_bsas-222.jpg" /></a></p>
<p>Później do domu. Postanowiliśmy dziś nie iśc na milongę. Drzemka, głupi angielskojęzyczny film w TV i koniec dnia. Jutro niedziela i jeszcze brak planów poza odrabianiem prac domowych z przenoszenia ciężaru ciała i stawania jak należy...</p>
<p>janusz</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pierwsza lekcja Asi, pierwsze kupione buty]]></title>
<link>http://elosito.wordpress.com/?p=7</link>
<pubDate>Fri, 07 Mar 2008 04:19:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>elosito</dc:creator>
<guid>http://elosito.pl.wordpress.com/2008/03/07/pierwsza-lekcja-asi-pierwsze-kupione-buty/</guid>
<description><![CDATA[Na Joasi lekcję pojechalismy taksówką za 15 peso (ale taxidriver chyba przewiózł nas trochę w ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Na Joasi lekcję pojechalismy taksówką za 15 peso (ale taxidriver chyba przewiózł nas trochę w koło). Trochę martwiliśmy się jak odnaleźć właściwy lokal. Pod podanym adresem znalazł się budynek szerokości mniej więcej 90 cm z drzwiami na całą jego szerokość. Dzwonek grożący porażeniem gdyby akurat padało.</p>
<p><a title="Szkoła, w której uczy Marcelo Guiterrez El Chino - wejście" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-204.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-204.jpg" alt="Szkoła, w której uczy Marcelo Guiterrez El Chino - wejście" /></a></p>
<p>Po kilku próbach ktoś otworzył. Schodami w górę i na piętrze rozszerzenie domu na jakieś dwa metry. Portier starzec jak z dickensowskiej powieści. Zdjęcia i plakaty na ścianach dwa przedmioty na nogach sugerujące że są czymś do siedzenia. Rozpadająca się szafka z marmurowym blatem a na niej termos i kilka szklanek, które straciły swoją przeźroczystość jakieś 28-35 lat temu. Mały dystrybutor wody (można domyślić się jego kształtu pod pajęczynami). Zdenerwowana młoda dizewczyna czekająca na Marcelo i żaląca się po angielsku, że pewnie jak zwykle o niej zapomniał jeśli umówił się z Joanną na tę samą godzinę. Joanna pociesza ją, że może to o Joannie zapomniał a o niej jednak pamieta (ale widzę, że żyły nabrzmiewają na skroniach Asi)... Czekamy (ale jeszcze jesteśmy przed czasem). Zastanawiam się gdzie może być lekcja. Czy na schodach czy w 1,5m2 kanciapy portiera? A może na dachu bo są wąskie drzwi ze śladami świetności (w XiX w.) prowadzące na coś w rodzaju tarasu-dachu.</p>
<p><a title="Szkoła, w której uczy Marcelo Guiterrez El Chino" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-164.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-164.jpg" alt="Szkoła, w której uczy Marcelo Guiterrez El Chino" /></a></p>
<p>Wreszcie dzwonek. Portier zrywa się aby wcisnąć guzik, który ma na ścianie poza zasięgiem zreumatyzowanego ramienia. Po trzech dzwonkach i 2 minutach wreszcie portierowi udaje się dotrzeć do przycisku. Ktoś wbiega żwawym krokiem po schodach. Joanna asertywnie rzuca się przez kute poręcze i podaje w dół rękę Marcelowi - "hola! Marcel! Me llamo Joana!" - który jest jeszcze pół pietra niżej. Tamta druga woli nie patrzeć odwrócona tyłem do schodów ale gdy słyszy głos Marcela "Hola! Joana!" z ulgą odwraca się uśmiechnięta - to nie JEJ Marcel. Lekcja odbywa się na jakimś poddaszu na które dotarli idąc po dachach. Podłoga to płyty z dykty...</p>
<p>Joanna ledwie żywa ale zachwycona swoją pierwszą lekcją wziętą u Marcelo Guiterrez zwanego El Chino (czyli Chińczyk). Link do informacji o nim http://www.pechelo.com/home_en.html . 150 peso. Nie będę opowiadać opowieści o jej opowieści - o szczegóły proszę do niej. Następna lekcja pojutrze.</p>
<p>Czas na lunch. Marcel wskazał nam lokal na rogu. Jak się nazywa? No to ten lokal na rogu... Nie ma jak przejść między stolikami pokrytymi ceratą przybitą do stołu gwoździami. Wszystko jakieś takie lepkie... Ja zamówiłem wołowinę i sałatę a Joasia "tortillę z czymś bez mięsa" i też sałatę. Do tego trochę białego miejscowego wina, które okazało się tutejszym odpowiednikiem "jabola" a podali je w blaszance (!) z bryłami lodu i maleńkim syfonem z wodą sodową . Przez okno sympatyczny duży pies starał się ukraść nam coś ze stołu (a właściwie mnie bo tortilli nie chciał wziąć nawet jak Asia ciepło do niego przemawiała). Tortilla okazała się omletem z wkrojonymi ziemniakami. Mięso - choć bardziej prymitywne od tego wczorajszego - było świetne.</p>
<p><a title="0803_robocze_bsas-172.jpg" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-172.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-172.jpg" alt="0803_robocze_bsas-172.jpg" /></a></p>
<p>Cała okolica strasznie brudna. Co jakiś czas ośrodki pomocy Caritas lub garkuchnie dla ubogich itp</p>
<p>Postanowiliśmy udać się do centrum zobaczyć słynne zagłębie tangowych butów i ciuchów. Taxi do stacji metra C. Gardel.</p>
<p><a title="stacja metra C. Gardel" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-173.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-173.jpg" alt="stacja metra C. Gardel" /></a></p>
<p>Po drodze wpadliśmy gdzieś na kawę i zrobilismy z rozmaitych karteczek , sms-ów, notateczek listę zamówień naszych przyjaciół i kolegów. Wyszło na to, że trzeba zacząć od pantalones dla mnie i Rysia bo może jakieś przeróbki albo wprost szycie od zera. Zablokował nas deszcz więc poszliśmy do butiku tangowego w pobliskim Hotel Plaza (Corientez 3190) z sukienkami (www.mimipinzon.com.ar ) i butami (www.madreselvazapatos.com.ar). Obsługa okropna ale sukienki i buty świetne (później okazało się, że ładniejsze i solidniejsze niż w znanych miejscach a w takich samych cenach więc będzie powrót).</p>
<p><a title="butik tangowy" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-176.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-176.jpg" alt="butik tangowy" /></a></p>
<p><a title="butic tangowy" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-177.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-177.jpg" alt="butic tangowy" /></a></p>
<p>Przestało lać ale zrobiło się późno na wycieczkę po spodnie więc przeszliśmy się Anchorena (rosnące numery). Zaraz jakiś nieznany sklep z tango shoes ale odpuściliśmy.</p>
<p><a title="sklep z butami do tanga" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-175.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-175.jpg" alt="sklep z butami do tanga" /></a></p>
<p>Sto metrów dalej sklepy pamiatkarskie wokół tanga. Odpuściliśmy. Zaraz dalej (Anchorena 575) Tango Escuela Carlos Copello - opisywana na blogu Mateusza i Kasi (http://caminitopl.wordpress.com/) świetna szkoła tanga i tańców ludowych (www.carloscopello.com) - nie robią milong. W zależności od wielkości pakietu 150-200 peso za lekcję dla pary. Zaraz dalej sklep "tango-8" i na drugim rogu sklep "Lolo Gerard" (www.lologerard.com).</p>
<p>W "tango-8" kamienne twarze obsługi, pogonili mnie za fotografowanie, a Asi wyłożyli trzy pary butów tak brzydkich, że chyba specjalnie trzymają je dla niechcianych klientów. Długo nie działały żadne zabiegi żeby sprowokować obsługę do pomocy. A jednak po półtorej godzinie n i e r o b i e n i a awantury Joanna została zasypana 30-40 parami butów w rozmaitych fasonach i kolorach. Teraz była bliska płaczu - które wybrać? a może żadnych nie kupować? ale te piękne tylko spadają! ale te wygodne ale takie jakieś nieee... Wreszcie wybór padł na ... sami zobaczycie może na jakiejś milondze.</p>
<p><a title="tango 8" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-185.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-185.jpg" alt="tango 8" /></a></p>
<p>"Lolo Gerard" był już zamknięty od 40 minut ale wpuścili nas. Te buty wszyscy tańczący tango znają z katalogów internetowych. Obsługa dużo milsza, bardziej pomocna. W pietnaście minut kupiona druga para tego popołudnia.</p>
<p><a title="Lolo Gerard" href="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-186.jpg"><img src="http://elosito.wordpress.com/files/2008/03/0803_robocze_bsas-186.jpg" alt="Lolo Gerard" /></a></p>
<p>W obu przypadkach buty dużo tańsze niż w sprzedaży wysyłkowej.</p>
<p>Okazało się że mokra i gorąca aura spowodowały, że Joanna ma obtarte nogi od noszonych sandałów. Weszliśmy jeszcze do tego wielkiego domu towarowego przy metrze (nie pamiętam nazwy) . Wyjątkowo udana adaptacja jakiejś starej hali targowej. Piękna architektura, dużo wolnej przestrzeni, nowoczesny wysokojakościowy design. Kupiliśmy z pewnym trudem jakieś zwykłe sportowe buty żeby ratować Asine stopy. Przy okazji okazało się, że są tam markowe sklepy z naprawdę niskimi cenami i między innymi firmowy Dior z cenami niższymi niż męskie ubrania w standardzie polskiego Royal Collection. Muszę tam wrócić (chociaż Dior ma zawsze za małe dla mnie numery).</p>
<p>Powrót do nas z tą znakomitą pizzą po drodze i zmiana planów. Mieliśmy iść wieczorem do Villa Malcolm na practico-milonge ale z powodu bąbli na nogach i ogólnego wyczerpania rezygnujemy (chyba wciąż trudno nam się zaaklimatyzować).</p>
<p>W domu wypijamy hektolitry wody i gotujemy się przy otwartych oknach balkonowych. Oglądamy zdjęcia z ostatnich dni (nie wiem jeszcze jak je zamieszczać w blogu). Czytamy bloga Mateusza i Kasi. Słuchamy trochę modnej tu płyty "Soledad Villamil. Canta". Zaraz do łóżek ale jeszcze przedtem dziennik Pepysa.</p>
<p>janusz</p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
