<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>lajfstajl &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/lajfstajl/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "lajfstajl"</description>
	<pubDate>Tue, 07 Oct 2008 01:41:18 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[The season is officially opened!!!]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=30</link>
<pubDate>Fri, 25 Apr 2008 08:49:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.pl.wordpress.com/2008/04/25/the-season-is-officially-opened/</guid>
<description><![CDATA[I stało się to właśnie wczoraj. Wydarzenie niby nic, ale warto to odnotować w elektronicznym pa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>I stało się to właśnie wczoraj. Wydarzenie niby nic, ale warto to odnotować w elektronicznym pamiętniku, w którym od dawna przestały się pojawiać nowe interesujące posty.</p>
<p>Około godziny 20:00 zapłonęła pierwsza żagiew w grillu usytuowanym w ogrodzie przy mojej kamienicy (tzn tej w której mieszkam). Ogród jest synonimem dobrej zabawy i sielanki w centrum starego miasta od przynajmniej kilku pokoleń. Już mój dziadek z kumplami rozpijali przedwojenne piwo na podwórku między kurami i trzodą, dla której naturalne w owym czasie było środowisko miejskie. Wujek wraz z ojcem organizowali wódczane libacje w najszarszych dniach zamierzchłego ustroju, zaś dziś miejscówka zdominowana jest przeze mnie i mojego brata, a przynajmniej w kwestiach kulturalno-społecznych. Rodzince trzymają się utrzymania ogrodu tylko pod względami estetycznymi. Ogród jest absurdem, oazą wśród brudnego, szarego, nieprzyjaznego miasta i wszystkich jego konsekwencji. Największe świadectwo swej niezwykłej roli jaką pełni, (jakże popularny ostatnio stał się ten zwrot) był czas wizyty ojca świętego Benedykta XVI, kiedy Kraków ogarnęła prohibicja, a religijne śpiewy docierały z każdego zakątka miasta, a ulice zapełniły się bogobojnymi pielgrzymami w kanarkowych strojach. Ogród stał się wówczas miejscem wyjętym z czasu i przestrzeni. Kilkadziesiąt młodych ludzi bawiło się w strumieniach alkoholu, przy głośnej muzyce i krzykach  bez najmniejszych oznak bojaźni bożej. Co prawda jak w matrixie nie brakowało złych, próbujących unicestwić nasz mały świat, tym razem w postaci policyjnych agentów w śmigłowcu groźnie krążących nad ogrodem. To była jedna z najwspanialszych imprez, której widziały stare orzechowce. Widok rozświetlonego ogrodu przez pochodnie i małe świeczki rozstawione w trawie powalał równie mocno jak wypity alkohol.</p>
<p>Ogród sam w sobie jest fenomenem. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w centrum Krakowa znajdują się takie ogrmone powierzchnie zielone. Nasz ogród należy do wiekszego kompleksu usytuowanego w kwadracie ulic Karmelickiej, Garbarskiej, Łobzowskiej i Batorego. Nie znam metrażu, w każdym razie teren jest gigantyczny. Nie było jeszcze osoby, na której powierzchnia i układ miejsca nie zrobił piorunującego wrażenia. Układ alejek i klombów jest oryginalny i pochodzi z połowy XIX wieku. Każdego roku jestem świadkiem niezwykłych metamorfoz ogrodu, które zachodzą w ciągu 6 pór roku, w każdej ogród wygląda inaczej, co nie znaczy że zawsze dobrze, ale przełom kwietnia i maja należą do najpiękniejszych.</p>
<p>Never mind dość trucia o historycznych odniesieniach, czas na relacje z wczorajszej nasiadówki. Miała być tylko jedna osoba, ale jak zwykle przez ogród przewinęło się o 1000% więcej osób. Głównym tematem wczorajszej imprezy były plany. Plan na tegoroczny sezon z mojej strony nie jest zbyt bogaty. Planowana jest jedna wielka tradycyjna garden party z nielimitowaną liczbą gości alkoholu itp. oraz, po raz pierwszy w tym sezonie (mam nadzieję, że się uda, trzymam za to wydarzenie kciuki) pokaz filmów. Być może uda się załatwić projektor i rzucić kilka wartościowych filmów na ścianę przylegającego budynku w oficynie sąsiedniej kamienicy. Pokaz naprawdę byłby super. Miałby coś z elitrarnych imprez w angielskim (niemalże wiktoriańskim) stylu. Intelektualna rozmowa, lampka wina, oszałamiająca sceneria i film. Z ciekawostek wczorajszej imprezy dowiedziałem się, że powstaje książka, na którą czekam i za której powstanie trzymam kciuki!</p>
<p>Wracając na ziemię. Kilka ostatnich dni i tygodni przyniosło wiele ciekawych wydarzeń, które sprawiły że naprawdę nie mam prawa narzekać na nudę. Po pierszwe skomentuje wydarzenie, które jest na ustach niemal wszystkich, od rodziny, po przyjaciół. Dostałem wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej, po zasięgnięciu języka wiem że chcą tylko uzupełnić moje papiery, więc nie martwię się już zbytnio. Poza tym obudziłem z niemal dwuletniego snu zimowego mój rower i przejechałem się traską, którą niegdyś miałem w zwyczaju przejeżdżać codziennie, czyli prawie 20 kilometrową pętlę przez dwa kopce, kto wie o co chodzi ten wie...</p>
<p>Wczoraj ponadto coś we mnie się ruszyło, nie wiem czy w dobrą stronę i czy tylko na chwilę, czy to też dłuższa tendencja. Poczułem niezwykły ciąg do prasy. Zakupiłem dwa ogólnodostępne w naszym kraju tygodniki i przeczytałem je od deski do deski. Dziwny fakt jak na to, że przez ostatni rok niemal nie miałem w rękach gazety?</p>
<p>Uwaga! Jutro VI Skawiński Bieg Trzeźwości Umysłu, w którym biorę udział, więc spodziewajcie się postu z relacjami z tego wydarzenia!!! Może nawet zdjęcia! Pozdrawiam</p>
[gallery]
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sportowa niedziela]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=28</link>
<pubDate>Sun, 13 Apr 2008 18:09:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.pl.wordpress.com/2008/04/13/sportowa-niedziela/</guid>
<description><![CDATA[Któż nie pamięta tego gównianego programu w tvp wieczorową porą, gdzie Szaranowicz wraz z ekip]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Któż nie pamięta tego gównianego programu w tvp wieczorową porą, gdzie Szaranowicz wraz z ekipą speców w obślizgłych dresach komentowali wydarzenia sportowe minionego tygodnia... Cóż, moja niedziela była sportowa ale ze zgoła innego powodu. Dziś wykonałem coś, co można by opisać jako mikro triatlon. Mikro i dodatkowo w nieco zachwianych proporcjach (10km biegu, 3km roweru i 45 min pływania). Sięgając w głąb pamięci nie pamiętam, kiedy po raz ostatni zmieszałem trzy dziedziny sportu w jeden dzień. Dodatkowo na rowerze byłem pierwszy raz (i tu nie przesadzam, gdyż dysponuje całkiem dokładnymi statystykami) od półtora roku, a na basenie od sześciu miesięcy. Jestem generalnie z siebie bardzo zadowolony, prócz tego, że nadmiar sportu doprowadził mnie do poważnego bólu głowy, a podejrzewam że i jutro nie będę się czuł najlepiej.</p>
<p>Korzystając ze sportowej atmosfery, której jakże sprzyja wiosenna pogoda (czy wam się to zafajdani narciarze podoba, czy nie - jak ktoś niegdyś powiedział) rozpędziłem się i z marszu zapisałem na VI skawiński bieg trzeźwego umysłu. Nie wiem czy to dobry pomysł, gdyż po obejrzeniu zdjęć z poprzednich edycji imprezy zacząłem żałować. Większość uczestników wspomnianego biegu do po prostu dzieciarnia, a z tą nie sposób biegać. Nie jestem tu wielkim mądrym kolesiem, który pozjadał wszystkie rozumy (gadki o gówniarzerni i te sprawy), tylko wiem czym to śmierdzi. Nie dość, że rzeczona gówniarzeria ustawia się na starcie w pierwszej linii niemiłosiernie się rozpychając łokciami, to jeszcze rozpoczyna bieg lecąc około 30km/h, wymiękając na pierwszym zakręcie i jednocześnie tworząc obstrukcję zagrażającą zablokowaniu trasy dla pozostałych. Nie wspominam już o jednoczesnym biegu i rozmowach przez komórkę. Jednak mimo to chyba pobiegnę, zależy od pogody. Bieg nie lada gratka, 10km i wśród uczestników, którzy dobiegną zostanie wylosowany telewizor 32' LCD i inne nagrody, do tej pory zgłoszonych jest 120 uczestników, więc moje szanse stoją poniżej 1%, ale w sumie liczę, że wygram i dam telewizor mamie Ani, bo jej stary do niczego się nie nadaje. Pierwotnie zamierzałem wziąc udział w rudawskim półmaratonie (początek czerwca), ale niestety wobec decyzji, o których później, nie wezmę. Szkoda bo nawet powziąłem decyzje o całkowitej abstynencji, którą mimo anulowania zamiaru podtrzymam.</p>
<p>Zmieniając nieco temat i odbiegając od tematyki sportowej muszę zaznaczyć, że już nieco kwietnia upłynęło, a żaden nowy wpis się nie pojawił, więc trzeba coś z tym było zrobić. Dodam, że zaczynam ostatnio za dużo rozmyślać z różnych przyczyn, których tu nie wyjawię, bo zrobiłaby się blogowa żenada (sorry, jednak nie udało mi się uniknąć tego słowa).</p>
<p>Co wyjawić mogę to fakt, że jednak nie rozpocznę pracy na lotnisku, tylko przyspieszę mój wyjazd do Anglii i już prawdopodobnie w połowie maja znajdę się w Albionie. Więc jeżeli ktokolwiek z Was ma jakiekolwiek plany sportowe lub inne (na alkoholowe już za późno,) niech się lepiej spieszy. Ja sam mam kilka ciekawych pomysłów na nadchodzące tygodnie, ale kontaktować się konkretnie będę już na komórki, aby uniknąć skoordynowanych blogowych akcji. Albion czeka na mnie z otwartymi ramionami, więc niebawem blog mój przekształci się w blog emigrancki, kupa zabawnych tematów do rozkminy (zapewne większość o naszych współziomkach) gwarantowana. Niestety ominie mnie półmaraton Sheffield (tak nazywa się moja destynacja), który jest imprezą szanowaną w brytyjskim półświatku sportowym i gromadzi rokrocznie około 4000 uczestników. Sheffield half-marathon za 13 dni.</p>
<p>Z ciekawostek. Niestety nie mogę wprowadzić mojego pomysłu, który wprowadził już nihillismo (mimo, że nie wiedział zapewne o moim pomyśle, chyba że czyta mi w snach), prezentowania na blogu ku uciesze gawiedzi dwóch "dziennych" słówek w języku obcym. Ale moje lingwistyczne rozkminy po raz kolejny dostały możliwość zaistnienia na blogu. Dotarłem do ciekawej inicjatywy z portugalskiego bloga, adresu Wam nie dam bo i tak nic nie zrozumiecie. Dziś jakiś koleś wyruszył skuterem w trasę Lisbona - Pekin. Śmiesznie się składa, bo 11 maja będzie w Krakowie. Może napiszę do niego i ustawie na jakieś zwiedzanie miasta, w końcu doświadcze po raz pierwszy w życiu możliwości porozmawiania z kimś po portugalsku, z wyłączeniem mojej nauczycielki i dwóch osób z grupy. Co prawda rozmawiałem niby na Kanarach, ale oni bardziej udawali portugalski mówiąc po hiszpańsku, więc to się nie liczy.</p>
<p>Zaczynam bredzić, koniec przekazu na dzisiaj. Jesli ktoś doczytał do tego punktu i jest nadal zainteresowany, niech da znać, może w przyszłym tygodniu napiszę o katolickiej indoktrynacji na falach TV Puls. Nieźle, może wreszcie zaczepie o tematykę, którą chciałem poruszać zakładając blog:)</p>
<p>Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego tygodnia</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jubileusz]]></title>
<link>http://postmoderno.wordpress.com/?p=22</link>
<pubDate>Mon, 24 Mar 2008 20:31:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>postmoderno</dc:creator>
<guid>http://postmoderno.pl.wordpress.com/2008/03/24/jubileusz/</guid>
<description><![CDATA[Muszę się Wam przyznać, wiem że to żenada. Ochodzę dziś jubileusz, pobiegłem po raz setny o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Muszę się Wam przyznać, wiem że to żenada. Ochodzę dziś jubileusz, pobiegłem po raz setny odkąd prowadzę komputerową statystykę w excelu. Stan licznika na dziś 789,85 kilometra.</p>
<p>Pierwszy wpis w mojej tabelce to 30 września 2006 roku. Pamiętam bardzo dobrze ten bieg. Byłem wtedy jeszcze na Florydzie. Walizki były już spakowane przed powrotem do kraju. Ubrałem spodenki, posmarowałem ciało faktorem X i opuściłem dom. Moja trasa biegła wokół największego na Florydzie centrum handlowego. Jego obwód wynosił 6 km i jest on największą poza Disneylandem atrakcją turystyczną Słonecznego Stanu. Było to wyborne miejsce do biegania, ponieważ ulice okalające Sawgrass Mills Mall miały (to wielka rzadkość w USA) chodniki. Całe centrum handlowe znajdowało się w bezpośrednim sąsiedztwie bezkresnych bagien. Bieg jak każdy inny na Florydzie, słońce omało mnie nie roztopiło (w tej temperaturze i wilgotności przebiegnięcie 5 km równa się wysiłkowi przebycia 20 km w naszych szertokościach). Pod koniec biegu na mojej drodze stanął metrowy aligator. Popatrzył na mnie, zasyczał coś i uciekł do sadzawki obok. Przebiegłem 6,7km, a potem jak każdy porządny obywatel zadzwoniłem na 911 żeby poinformaować władze o obecności gada.</p>
<p>W notowanym okresie brałem udział w dwóch zawodach z miernym skutkiem. Pierwsze, sylwestrowy Bieg Radości 31 grudnia 2006, były bardzo słabym występem. Trasa okalająca wały Wisły była oblodzona, a niskie ciśnienie spowodowało, że 10 km przebyłem w żenującym czasie 49m i 50s. Bieg organizowany był przez towarzystwo Kompas, które na codzień zajmuje się dystrybucją map, był bardzo źle zorganizowany. Ten sam typ rozczarowania spotkał mnie w czasie listopadowego Marszobiegu Niepodległosci. Biegłem już w tej imprezie wcześniej w 2002 i 2003 roku i bardzo mi się podobało, zeszłoroczna edycja jednak była kompletną amatorką. Nie było numerów startowych, każdy przez cały bieg dzierżył w ręku karteczkę z numerem, udział w zawodach brała tylko dzieciarnia z gimnazjum i kilku zdegustowanych "fachórów", wyników do dziś nie opublikowano. Żenada, już nigdy nie pobiegnę w Marszobiegu.</p>
<p>W prawie półtorarocznym okresie czasu nie brakowało ciekawych biegów. W jednym z ostatnich, po plaży, na odcinku 9,6km biegłem cały odcinek boso i przypłaciłem to bolesnymi otarciami palców i uziemieniem na cały dzień (do kibla musiałem chodzić na piętach, bolesne).</p>
<p>Ostani trening nie zapisał się niczym interesującym i dobrze, bo w przeciwieństwie do pierwszego wpisu regularne bieganie to nie przygoda i spotkania z interesującymi i egzotycznymi zwierzętami tylko praca i żelazna konsekwencja. Bieganie to coś, co sprawia mi wiele radości w życiu, ale o co muszę dbać. Bardzo często muszę się nabiedzić sam ze sobą, aby ruszyć mój otłuszczony brzuch i trochę się poruszać na powietrzu. Prawie nigdy jednak nie żałuje.</p>
<p>Stan licznika na dziś 789,85 kilometra, wiem, żenująco mało, po przeliczeniu wychodzi mniej więcej 1,46km dziennie. Przeliczając to jednak na ilość treningów, wychodzi że co tydzień biegłem 7,89km. Całkiem niezła średnia na trening. W tym roku jest nieźle, dzisiaj osiągnąłem 158,55km, przy 20 treningach, to daje bieg prawie co 3 dni ze średnią 7,92. Częstotliwość 2 razy większa niż wcześniej dobrze rokuje, ale pewnie jak przyjdą wakacje znów zestopuje.</p>
<p>Plany na przyszłość są oczywiście wielkie. Obecnie nieco martwie się ścięgnem achillesa, ale próbuje się oszczędzać i bardzo powoli zwiększam dystanse. W najbliższej przyszłości planuje udział w Półmaratonie Jurajskim w czerwcu w Rudawie. Piękny bieg. Polecam każdemu i zapraszam do wspólnych treningów!</p>
<p>Wpis numer 24, 31 grudzień 2006, 10km, 49m. 50s. </p>
<p> <a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/l1020164.jpg" title="l1020164.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/l1020164.thumbnail.jpg" alt="l1020164.jpg" /></a></p>
<p>Wpis numer 69, 10 listopad 2007, 4,8km, czas nieznany. </p>
<p> <a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/p1040806.jpg" title="p1040806.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/p1040806.thumbnail.jpg" alt="p1040806.jpg" /></a></p>
<p>Wpis numer 91, 29 luty 2008, 10,99 km, 1godz. 15m. 32s.</p>
<p><a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.jpg" title="100_2270przyciete.jpg"><img src="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.thumbnail.jpg" alt="100_2270przyciete.jpg" /></a><a href="http://postmoderno.wordpress.com/files/2008/03/100_2270przyciete.jpg" title="100_2270przyciete.jpg"></a></p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
